1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kuchnia
  4. >
  5. Ciepłe śniadania na dobry początek dnia

Ciepłe śniadania na dobry początek dnia

Śniadania na dobre samopoczucie. (fot. Karolina i Maciej Szaciłlo)
Śniadania na dobre samopoczucie. (fot. Karolina i Maciej Szaciłlo)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Owsianki, jaglanki, czy gryczanki – lekko słodkie, podane na ciepło z pieczonymi jabłkami, gruszkami albo z dodatkiem suszonych owoców. Posypane orzechami lub pestkami. Czyli wszystko, co najzdrowsze na start.

Pierwszym posiłkiem, odżywczym i lekkostrawnym zarazem, może być np. kleik z brązowego ryżu z pieczonymi jabłkami. Przygotowanie takiego śniadania jest bardzo proste. Brązowy ryż mielimy w młynku do kawy (ilość dopasowana do naszych potrzeb). Możemy też kupić gotową mąkę z brązowego ryżu albo płatki z brązowego ryżu. Kleik gotujemy na wodzie (może być lekko osolona). Gdy uzyskamy konsystencję kleiku, dodajemy mleko owsiane, migdałowe, ryżowe lub sojowe (bez cukru). Kleik podajemy z upieczonymi w międzyczasie jabłkami z cynamonem. Całość (kiedy przestygnie) polewamy naturalnym miodem.

Owsianka z czekoladą i chilli

Już samo słowo „czekolada” sugeruje, że ta owsianka ma właściwości poprawiające nastrój. Rzeczywiście kakao jest dobrym źródłem magnezu, który wykazuje zbawienne działanie na nasz układ nerwowy. Magnez koi i rozluźnia.
  • 50 g płatków owsianych
  • 200 ml wody
  • 1/2 łyżeczki cynamonu cejlońskiego
  • 2 szczypty płatków chilli
  • szczypta nierafinowanej soli (najlepiej himalajskiej)
  • 300 ml mleka sojowego (niesłodzonego; najlepiej nie GMO) lub owsianego
  • 1 czubata łyżeczka kakao
  • 1 łyżeczka aśwagandhy (opcjonalnie)
Do podania:
  • miód do smaku
  • suszona czarna morwa lub suszone wiśnie
Fot. Karolina i Maciej Szaciłło Fot. Karolina i Maciej Szaciłło

Płatki owsiane z wodą i przyprawami doprowadzamy do wrzenia. Zmniejszamy ogień do minimum i gotujemy, aż płatki wchłoną większą część wody. Dodajemy mleko i gotujemy jeszcze około 5–10 minut, aż płatki całkowicie się rozgotują, a owsianka będzie miała konsystencję półpłynną. Pod koniec gotowania dodajemy kakao i aśwagandę. Kiedy owsianka trochę przestygnie, doprawiamy miodem do smaku. Podajemy z wybranymi suszonymi owocami.

Aśwagandha zajmuje w farmakologii ajurwedyjskiej podobną pozycję jak żeń­szeń w medycynie chińskiej, jest jednak o wiele tańsza. To najlepsze zioło odmładzające, przede wszystkim oddziałujące na mięśnie, szpik kostny i nasienie (…) Pozytywnie działa na układ nerwowy, dodaje wigoru, zwiększa wytrzymałość oraz jest naturalnym energetykiem.

Jaglanka z pieczonymi gruszkami

  • 50 g dobrze wypłukanej kaszy jaglanej
  • około 200 ml wody
  • szczypta nierafinowanej soli (najlepiej himalajskiej)
  • garść niesiarkowanych rodzynek
  • 4 goździki
  • 200 ml mleka sojowego (niesłodzonego; najlepiej nie GMO) lub owsianego
Do podania:
  • naturalny miód do smaku
  • garść poszatkowanych orzechów włoskich
Pieczone gruszki z cynamonem:
  • 1 duża gruszka przekrojona na pół i pozbawiona gniazda nasiennego
  • 1 łyżeczka dobrej jakości masła klarowanego (najlepiej domowej roboty)
  • cynamon cejloński do posypania gruszek
Fot. Karolina i Maciej Szaciłło Fot. Karolina i Maciej Szaciłło

Kaszę jaglaną z wodą, solą, rodzynkami i goździkami doprowadzamy do wrzenia. Zmniejszamy ogień do minimum i gotujemy, aż kasza wchłonie większą część wody. Dodajemy mleko i gotujemy jeszcze około 5–10 minut, aż kasza całkowicie się rozgotuje i będzie miała konsystencję półpłynną.

W czasie gotowania jaglanki, przygotowujemy gruszki: układamy je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Smarujemy masłem klarowanym i posypujemy cynamonem. Wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 200 st. C z termoobiegiem. Pieczemy około 15–20 minut, aż będą przypieczone i miękkie.

Jaglankę po przestudzeniu podajemy z miodem, garścią poszatkowanych orzechów włoskich i pieczonymi gruszkami.

 

Depresja. Jedzenie, które leczy Karolina i Maciej Szaciłło Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Ajurweda – harmonia ciała, umysłu i ducha

Ajurweda to nie tylko medycyna. To przypomnienie, czym naprawdę jest życie i jaki jest jego sens. Ajurweda zwraca też uwagę na to jak funkcjonuje nasze ciało, umysł i duchowość. W tym układzie od lat nic się nie zmienia: najważniejsze jest to, aby żyć w zgodzie ze sobą. (Fot. iStock)
Ajurweda to nie tylko medycyna. To przypomnienie, czym naprawdę jest życie i jaki jest jego sens. Ajurweda zwraca też uwagę na to jak funkcjonuje nasze ciało, umysł i duchowość. W tym układzie od lat nic się nie zmienia: najważniejsze jest to, aby żyć w zgodzie ze sobą. (Fot. iStock)
Dr Sivakumar Varma urodził się w południowych Indiach i pochodzi z rodziny o wielopokoleniowej tradycji medycyny ajurwedyjskiej. W swojej praktyce potrafi zaadaptować liczącą sobie 5 tysięcy lat wiedzę medyczną i jej naturalne sposoby uzdrawiania do wymogów nowoczesnego stylu życia. Ze światowej sławy specjalistą od ajurwedy rozmawia Iwona Kozak.

Ajurweda to najstarszy system leczenia na świecie. Czy mo­żemy nadal z niego czerpać? Przecież dzisiaj żyjemy zupełnie inaczej niż przed wiekami.
Ajurweda to nie tylko medycyna. To przypomnienie, czym naprawdę jest życie, jaki jest jego sens. Ajurweda zwraca uwagę, jak funkcjonuje świat, czyli natura, a tym samym jak funkcjonujemy my, nasze ciało, umysł i duchowość. W tym układzie nic się nie zmienia niezależnie od czasów, w których żyjemy, najważniejsze jest to, abyśmy umieli żyć w harmonii, w zgodzie ze sobą.

Co to znaczy?
Należy zacząć od pytania: co nas ogranicza? Co powoduje, że za­mykamy się na ten ogromny potencjał, jaki w nas tkwi? Stajemy się zlepkiem nawyków, tworzymy nieprawdziwe teorie na własny temat, porównujemy się z innymi i zaczynamy wierzyć, że jest z nami coś nie tak. To ogromne zagrożenie, bo życie nie jest konceptem, ono po prostu jest, istnieje, w każdym z nas w innej formie. Oszuku­jąc samych siebie, nawet nie zauważamy, jak życie przecieka nam przez palce. Oddalamy się od natury, nasze ciało przestaje dobrze funkcjonować. A gdy funkcjonuje niewłaściwie, czujemy się jeszcze bardziej zagubieni. Nie ufamy sobie, nie rozumiemy mechanizmów, które nami rządzą, ani naturalnych potrzeb własnego ciała. Harmo­nia to w pełni naturalny stan, potencjał, z którego możemy czerpać bez ograniczeń, umiejętnie wybierając to, co dla nas najlepsze. Wtedy zaczynamy doznawać spełnienia. Żyjąc wbrew cyklom natury, żyjemy wbrew sobie.

Jak żyć w harmonii z naturą w mieście, hałasie, w nieustannym pośpiechu i stresie?
Niełatwo jest się pozbyć złych nawyków ciała i umysłu, ale to jak najbardziej możliwe. Przede wszystkim musimy dać sobie czas i po trochu wprowadzać dobre przyzwyczajenia do naszego codziennego życia. Zacznijmy od ciała. Dieta, ruch (szczególnie joga), oddech i medytacja, prawidłowy odpoczynek, czyli właściwa regeneracja sił – to narzędzia, którymi posługiwali się jogini tysiące lat temu i które dziś nie tylko nie straciły na swojej mocy, lecz stają się absolutną koniecznością w dobie tylu zewnętrznych zagrożeń. Wprowadzając dobre nawyki, przywracamy równowagę w organizmie, zyskuje­my więcej energii i sił witalnych. Umysł lepiej pracuje, stajemy się bardziej kreatywni. Zaczynamy doznawać głębi naszego istnienia. Pamiętajmy też, że umysł i intelekt opierają się na wiedzy i logice. To pewne ograniczenie, bo przecież życie zawiera w sobie zarówno logikę, jak i coś, co można nazwać magią, czego ani wiedza, ani logika nie ogarniają.

Czym jest ta magia?
Energią, która jednoczy, dzięki której cały wszechświat i wszystko, co w nim, tworzą całość. Nauka, logika dzielą życie na kawałki. W laboratoriach bada się poszczególne części, aspekty i wyciąga odpowiednie wnioski. Ale my nie funkcjonujemy w kawałkach. Nasz organizm i wszystkie jego organy stanowią jedność. Każda komórka, choć wykonuje inne zadanie, wie, co robią pozostałe, a wszystkie razem mają na siebie wpływ. Miłość działa w ten sam sposób. Nie ocenia, nie osądza, nie dzieli i widzi wszystko jako jedność, całość. Jest nielogiczna, nie ma w niej poczucia odrębności, nie ma potrzeb własnych. Prawdziwy rozwój człowieka następuje poprzez miłość, a nie wiedzę. Bo tylko miłość otwiera w pełni.

Wszyscy pragniemy miłości, dążymy do niej, ale nie udaje się jej nam utrzymać, nie potrafimy jej pielęgnować.
Żeby ufać innym, najpierw musimy zaufać sobie, wiedzieć, jak żyć.

Żeby podążać duchową drogą, potrzebny jest nam koniecznie przewodnik? Mistrz, który nas poprowadzi?
W sanskrycie słowo „guru” oznacza „to, co wyprowadza nas z ciemności do jasności”. Tradycyjnie w Indiach, jeśli uznany guru przyjmował nowego ucznia, podstawowym wymogiem było to, że student musiał w pełni zaufać swojemu mistrzowi, który znał dro­gę do prawdy, dlatego że sam ją przeszedł. Guru jest więc osobą o autentycznej wiedzy na temat funkcjonowania wszechświata i jego bardzo subtelnych praw. Jeśli jednak nie mamy dostępu do praw­dziwego guru, pamiętajmy, że tym, co wyprowadza nas z ciemności (ignorancji), może być wszystko, co spotkamy na swojej drodze: ważne wydarzenie, książka, nasze własne przemyślenia. Osobę, która może stać się naszym przewodnikiem duchowym, rozpoznamy po tym, że pomimo ogromnej mądrości będzie skromna. Będzie z niej emanować dobroć, będziemy czuć się przy niej bezpiecznie. Cały czas pamiętajmy jednak o ufaniu sobie.

A jaka była pana duchowa droga?
Od małego dorastałem zgodnie z zasadami ajurwedy, wychowałem się w domu, gdzie rodzice i dziadkowie przyjmowali pacjentów. W naszej rodzinie było dużo wzajemnej troski i miłości, moja mama, z wykształcenia także lekarka, po tym, jak wyszła za mojego ojca, przestała czytać książki. Kiedy spytano ją dlaczego, odpowiedziała: „Po co mi wiedza, gdy mam miłość?”. Naturalnie zacząłem uczyć się medycyny ajurwedyjskiej, bo w mojej rodzinie praktykowano ją od pokoleń, ale byłem też na specjalnej uczelni w Indiach. Oczywiście, najważniejsza jest praktyka i tu niezwykle ważną rolę odegrał mój ojciec. Spędzałem godziny, obserwując go przy pracy z pacjentami. To jego doświadczenie, wiedza, mądrość i pasja sprawiły, że zrozu­miałem, czym jest ajurweda, a tym samym czym jest natura i kim jesteśmy w niej my. Zrozumiałem te wszystkie powiązania. Już jako dorosły człowiek przeprowadziłem się do Kanady, bo spotkałem moją żonę Kanadyjkę. Podróżowała po Indiach, tak się poznaliśmy.

Czy zasady medycyny ajurwedyjskiej można w pełni przełożyć na realia takich krajów jak Kanada czy Polska? Przecież mamy zupełnie inny klimat niż w Indiach. Rosną u nas inne zioła, warzywa i owoce, jesteśmy przyzwyczajeni do innej diety.
Ajurweda może, a wręcz powinna być dostosowywana do konkret­nego miejsca, klimatu, dostępnego pożywienia czy ziół. Pamiętajmy, że ten system opiera się na prawach natury. W te prawa wpisany jest szacunek do każdego z nas. A każdy z nas jest unikalny, każdy jest swoistym cudem natury, na który składa się kilka komponen­tów, osobowość, umysł, zmysły i ciało, które współdziałają, two­rząc całość. Świadomość jest energią przejawiającą się w pięciu podstawowych zasadach, czyli żywiołach. Są to: eter (przestrzeń), powietrze, ogień, woda i ziemia. W każdym miejscu na Ziemi czy kosmosie panuje ta sama energia pięciu żywiołów, niezależnie od szerokości geograficznej.

Współpraca: Zofia Fabjanowska-Micyk

  1. Zdrowie

Asafetyda – rozgrzewająca przyprawa, która zastąpi czosnek i cebulę

Asafetyda dostępna jest w sklepach ze zdrową żywnością, żywnością orientalną i online. Trzeba uważnie czytać skład, ponieważ może zawierać gluten! (fot. iStock)
Asafetyda dostępna jest w sklepach ze zdrową żywnością, żywnością orientalną i online. Trzeba uważnie czytać skład, ponieważ może zawierać gluten! (fot. iStock)
Asafetyda, czyli „czarcie łajno” lub „smrodzieniec” – polskie nazwy tej przyprawy brzmią wyjątkowo „melodyjnie”. Jednak ta żywica, pozyskiwana z orientalnego drzewa, idealnie podkręca smak nie tylko dań kuchni indyjskiej – przekonuje Maciej Szaciłło, współautor książki „Przyprawy, które leczą”.

Układy pokarmowe wielu osób „nie rezonują” dobrze z czosnkiem. Asafetyda z powodzeniem może zastąpić czosnek, szczególnie gdy mamy problem z jego trawieniem. W przypadku asafetydy należy jednak pamiętać, że jest to również bardzo rozgrzewająca przyprawa (w nadmiarze może prowadzić do nadkwasoty). Jedną z jej zalet jest fakt, że ciało po jej zastosowaniu nie wydziela przykrego zapachu (jak w przypadku czosnku).

Asafetyda jest żółta, sproszkowana i ma bardzo intensywny aromat. Stosuje się ją zamiennie lub w celu uzupełnienia smaku czosnku i cebuli. Jak się okazuje, asafetyda równie dobrze sprawdza się jako dodatek do naszej, swojskiej kuchni. Niewielką ilość tej przyprawy możecie dodać np. do fasolki po bretońsku. Asafetyda wzbogaci jej bukiet smakowy. Doda charakterystycznej siarkowej ostrości. Przede wszystkim jednak ułatwi trawienie, a co za tym idzie, przyswojenie składników odżywczych zawartych w tym daniu.

Asafetyda – właściwości zdrowotne

  • Stanowi doskonałe lekarstwo na niestrawność.
  • Działa rozgrzewająco.
  • Asafetyda niszczy też pasożyty – zwłaszcza glisty i owsiki.
Jak piszą Vasant Lad i David Frawley w Jodze ziół: „Asafetyda to silny środek pobudzający trawienie, który usuwa pozostałości przemiany materii blokujące układ pokarmowy (…) Oczyszcza florę jelitową i wzmacnia agni (czyli ogień trawienny wg. ajurwedy). Asafetyda ma właściwości podobne do czosnku, lecz jest silniejsza i ma bardziej nieprzyjemny zapach. Jako środek wspomagający trawienie jest stosowana z takimi przyprawami jak imbir, kardamon i sól kamienna”.

Asafetyda – jak ją stosować?

Silnie pobudzającą asafetydę możesz stosować (w ilości maksymalnie 1 /4 łyżeczki) w tych wszystkich przepisach, gdzie występuje czosnek i cebula. Można nią zastąpić wspomniany czosnek i cebulę lub stosować dodatkowo. Podsmażamy ją bardzo krótko z resztą przypraw i uważamy, aby jej nie przypalić.

- Używam jej bardzo często do dań z większymi strączkami (jak fasola czy ciecierzyca), ale również do części dań kuchni indyjskiej – wymienia Maciej Szaciłło. Doskonałym sposobem na wzmocnienie poprawienie strawności roślin strączkowych jest właśnie… asafetyda.

Przeciwwskazaniem do używania asafetydy są: wysoka gorączka, nadkwasota, wysypka, pokrzywka i ciąża.

Szczypta (asafetydy nie można stosować w dużych ilościach) dodana do potrawy pozwoli zredukować gazy, wzdęcia i poprawi krążenie.

Asafetyda na kolki (według ajurwedy): zmieszaj 2 g asafetydy z 5 g adżwanu (indyjski kminek; dostępny w sklepach z żywnością orientalną lub online), podpraż na sucho (bez oleju) i zmiel z moździerzu. Zmieszaj z 2,5 g czarnej lub różowej soli himalajskiej i wypij z ciepłą wodą. Dzieci powinny stosować połowę dawki.

  1. Zdrowie

Ajurweda i zmysł smaku - jak poszczególne smaki wpływają na nasze zdrowie i emocje?

Zapotrzebowanie na ostre przyprawy wskazuje na głód trawiennego ognia lub chorobę. Problem polega na tym, że zniekształciliśmy swój zmysł smaku w wyniku stosowania sztucznych substancji. (fot. iStock)
Zapotrzebowanie na ostre przyprawy wskazuje na głód trawiennego ognia lub chorobę. Problem polega na tym, że zniekształciliśmy swój zmysł smaku w wyniku stosowania sztucznych substancji. (fot. iStock)
Czy zaobserwowałeś, że w trakcie choroby tracisz apetyt i najczęściej zmysł smaku? To dlatego, że zarówno smak, jak i apetyt oraz tzw. siła trawienia (innymi słowy ogień trawienny zwany „agni”) są ze sobą ściśle powiązane. Zdaniem ajurwedy każda choroba (czyli nierównowaga w organizmie) bierze się właśnie ze złego trawienia – czytamy w książce „Przyprawy, które leczą” Karoliny i Macieja Szaciłło.

Smaki i emocje

„W ajurwedzie zioła są postrzegane przez pryzmat energetyki. Właściwości ziół są klasyfikowane ze względu na ich smak, powiązanie z żywiołami, właściwości rozgrzewające lub chłodzące, wpływ na trawienie oraz inne potencjalne właściwości. Ten prosty system energetyki jasno przedstawia podstawowe cechy ziół i różni się od złożonej analizy chemicznej, która sprawia, że często gubimy się w gąszczu szczegółów. System ten oferuje strukturę, w której zioła daje się łatwo zidentyfikować i zrozumieć. Dzięki temu można je dobierać stosownie do indywidualnej konstytucji i choroby.” – podkreślają dr Vasant Lad i David Frawley w książce „Joga ziół”. Sposób w jaki my, ludzie Zachodu, postrzegamy smak, bardzo odbiega od tego, jak patrzono na niego w starożytności. Jak piszą dwaj lekarze ajurwedyjscy, pionierzy tego systemu w Stanach Zjednoczonych, w sanskrycie słowo „rasa” wykracza poza „smak”. „Rasa” to również esencja danej rośliny. To ona świadczy o jej właściwościach zdrowotnych. O tym, jak wpływa na nasze ciało, na nasze emocje. Co ciekawe, słowo „rasa” to również „krążenie, poczucie ożywienia i taniec”. Zdaniem ajurwedy smak wpływa więc na nasz układ nerwowy, ożywia umysł i zmysły. Sprawia, że chce nam się żyć. Dobry smak jest również warunkiem naszego prawidłowego trawienia. Kiedy coś nam smakuje, automatycznie wzrasta nasz tzw. ogień trawienny. Ten ostatni wpływa bezpośrednio na wchłanianie, na florę jelitową. A co za tym idzie również na przyswajanie składników odżywczych…

Skupmy się teraz na sześciu podstawowych smakach i na tym, jak wpływają one na całą wielopoziomową strukturę, którą jesteśmy. Słodki, kwaśny, słony, ostry, gorzki i cierpki – to sześć podstawowych smaków, które wyróżnia się w ajurwedzie. Co ciekawe, idealna równowaga między nimi prowadzi do powstania tak popularnego dziś słonego, „rosołowego”, wręcz „mięsnego” smaku… umami. I choć między wymienioną „apetyczną szóstką” powinna panować harmonia, najbardziej wyczuwalnym smakiem opisanej wcześniej kuchni sattwicznej (podnoszącej nasz poziom energii) powinna być… słodycz! Już w tym momencie warto podkreślić, że rzadko się zdarza, aby zioło miało tylko jeden smak. Jeden jest jednak najczęściej dominujący. Maciek, odkąd „rozsmakował się” w ajurwedzie, gotuje w oparciu właśnie o smaki. Nie zastanawia się więc już do czego pasuje kurkuma czy kardamon. Wie natomiast, że słodkawy rosół potrzebuje gorzkiej kozieradki, a kwaśny sos pomidorowy dobrze będzie się komponował z ostrością chili i kremowym, słodkim mlekiem kokosowym. Kiedy wchodzi do kuchni, przyświeca mu jeden cel – równowaga smaków.

Według ajurwedy w procesie leczenia ważne jest wyostrzenie smaku. (fot. iStock) Według ajurwedy w procesie leczenia ważne jest wyostrzenie smaku. (fot. iStock)

Słodki

To prawda, że słodki smak pada najczęstszą ofiarą wszystkich osób chcących zrzucić nadmiar kilogramów. Zwyczajnie eliminują go z diety. Jednak zdaniem ajurwedy słodycz jest najbardziej sattvicznym (w od powiednich ilościach i przy dobrym trawieniu dającym jasność umysłu i lekkość) ze smaków. Warunkuje ona przyjemność i poczucie bezpieczeństwa. Jest to pewnie związane z tym, że mleko matki jest właśnie słodkie. Sprzyja też długowieczności i dodaje energii. Słodki wychładza i odżywia wszystkie komórki w naszym ciele. Jego nadmiar prowadzi jednak do otyłości, cukrzycy, odkładania się wody, zmęczenia i ospałości. W tym momencie warto dodać, że najlepszym sposobem na dostarczenie sobie słodyczy nie jest biały rafinowany cukier. Zdecydowanie lepiej sprawdzi się ta płynąca z całości pokarmowych, czyli pokarmów, które oprócz słodkiego smaku mają inne cenne wartości. W przypadku depresji genialną substancją słodzącą (która nie powinna być poddawana obróbce termicznej powyżej 40°C) jest naturalny miód, który nie tylko rozgrzewa, ale również osusza. Ajurweda gloryfikuje też wszystkie słodkie warzywa, takie jak dynia czy słodkie ziemniaki oraz posiadające słodki smak przyprawy (jak np. cynamon) czy ghee, masło sklarowane. Jakie przyprawy są słodkie? Cynamon, kardamon, koper włoski czy lukrecja.

Kwaśny

Oglądaliście kiedyś programy kulinarne Jamiego Oliviera? Ja przed laty pasjami. Zawsze z mieszaniną zadziwienia i fascynacji patrzyłam na ilość oliwy, chili oraz… soku z cytryny, który dodawał do praktycznie wszystkich swoich potraw I choć Jamie nie miał ugruntowanej wiedzy na temat ajurwedy, kierował się intuicją. Na jakimś poziomie czuł, że kwaśny poprawia smak potraw. Mało tego, rozgrzewa, a co za tym idzie podsyca ogień trawienny (ułatwia więc trawienie pokarmu). Wzmacnia nasze ciało oraz ożywia i rozbudza umysł. Nawilża. Pobudza wydzielanie śliny i ułatwia przełykanie. Dodaje nam również sił. Punkt widzenia współczesnej fitoterapii jest podobny. Podkreśla, że kwaśny pobudza, sprzyja trawieniu, zwiększa apetyt i jest wiatropędny. Jednak ajurweda podkreśla, że w nadmiarze osłabia nasze zęby (zbyt duża ilość soku z cytryny lub octu niszczy przecież szkliwo), potęguje pragnienie i uwaga: powoduje gromadzenie się toksyn we krwi. Co ciekawe, u osób osłabionych może również prowadzić do obrzęków. Emocjonalnie, kwaśny (pozytywny aspekt) zwiększa naszą umiejętność oceniania. Ocena (nie osąd) jest przecież istotnym aspektem naszego życia. Jednak nadmierne ocenianie (a tym samym zbyt duża ilość kwaśnego) może prowadzić do zazdrości, a nawet zawiści.

Jakie przyprawy są kwaśne? Tamarynda i sumak.

Słony

Na wstępie zaznaczę, że słony występuje rzadko w świecie przypraw i ziół. Jest raczej smakiem minerałów, a nie roślin. I  choć nasza współczesna dietetyka nie przepada za słonym smakiem, ajurweda ma do niego dużo bardziej ambiwalentne podejście. Z jednej strony zauważa, że słony rozgrzewa i sprzyja trawieniu. Uspokaja, a jeśli jest takie wskazanie, również przeczyszcza (w dużych ilościach ma nawet działanie wymiotne). Doskonale uziemia. Łagodzi więc nadmiar żywiołu powietrza i przestrzeni (wata). Oczyszcza również naczynia krwionośne i nadaje smak pożywieniu (dzieci najczęściej ubóstwiają wszystko co słone). Jakie są konsekwencje nadmiernych ilości słonego? Wywołuje pragnienie i osłabia (również męskość). Nasila infekcyjne choroby skóry i nadkwasotę. Może wywoływać krwotoki oraz m.in. dnę moczanową. Emocjonalnie, w odpowiednich ilościach słony wywołuje radość życia. W namiarze zwiększa jednak nasze pragnienia i może prowadzić do hedonizmu.

Ostry

Nietrudno się domyślić, że ostry smak rozgrzewa, ale również wysusza. Pobudza, zwiększa apetyt oraz ma działanie napotne i wykrztuśne. „Działa oczyszczająco na jamę ustną, pobudza ogień trawienny, oczyszcza pożywienie, pobudza wydzielanie substancji w jamie nosowej, powoduje łzawienie oczu oraz oczyszcza zmysły. Pomaga w leczeniu chorób związanych z powolną pracą jelit, otyłością, opuchlizną w podbrzuszu oraz nadmiarem płynów w ciele. Nadaje smak pożywieniu, łagodzi swędzenie (…) zabija robaki i zarazki (…) udrażnia naczynia krwionośne” – piszą dr Frawley i Lad (cytując fragment Czaraka Samhita, jednego z najbardziej znanych traktatów poświęconych ajurwedzie). Później dodają, że ostry stosowany w nadmiarze osłabia męskość, wywołuje ospałość i wyczerpanie. Jego dominującymi żywiołami są ogień i powietrze. Sprawia to, że ostry odpowiada za pieczenie, „wysuszenie” organizmu, podrażnienia, stany zapalne i  przeszywające bóle w ciele. Emocjonalnie, ostry pobudza nas do działania. Kieruje naszą uwagę od środka na zewnątrz. Jednak w nadmiarze prowadzi do gniewu i rozdrażnienia. Jakie przyprawy są ostre? Lista jest dość długa, a na niej m.in. asafetyda, czarny pieprz, kardamon, cynamon, goździki, kolendra, imbir, chrzan, oregano czy cebula.

Uwaga: ostry smak jest najczęściej efektem występowania w roślinach olejków eterycznych.

Gorzki

Choć sam w sobie nie jest przyjemny, spełnia niezwykle ważną funkcję. Jaką? Odrobina gorzkości równoważy wszystkie pozostałe smaki. Uwypukla słodycz. Maciek zawsze powtarza, że słodkie dania (jak np. pierogi ruskie) potrzebują gorzkiego (w tym przypadku reprezentowanego przez mocno przypieczoną cebulkę). Podobnie w naszym życiu. Niewielka ilość bólu, pomaga nam docenić szczęście… Zastanówmy się teraz, jaką funkcję pełnią wszystkie gorzkie zioła? Oczyszczającą i ściągającą. Podobnie działa gorzki smak. Obniża gorączkę, wychładza, działa przeciwzapalnie i antybakteryjnie. Jak podkreślają wielokrotnie już cytowani autorzy Jogi ziół gorzki (…) „oczyszcza krew i wszystkie tkanki oraz powoduje zmniejszanie się guzów. Na ciało oddziałuje w sposób redukujący, wyniszczający oraz uspokajający, choć w niewielkich ilościach działa pobudzająco, zwłaszcza na trawienie”. Podobnie jak ostrość, gorzkość jest częstym smakiem wśród roślin. Gorzki, jak już wspomniałam, pomaga docenić to, co piękne w naszym życiu. Jako smak wychładzający kieruje naszą uwagę od zewnątrz do środka. Pomaga nam skonfrontować się z rzeczywistością. Jednak w nadmiarze wywołuje żal, gorycz i frustrację! Jakie rośliny mają smak gorzki? Na przykład aloes.

Cierpki

Podobnie jak gorzki (i słodki) wychładza. Kieruje więc naszą energię do środka. (…) „smak cierpki ma działanie uspokajające, powstrzymuje biegunkę, działa leczniczo na stawy (ale nie na osteoporozę), sprzyja zabliźnianiu się oraz leczeniu ran i skaleczeń, działa wysuszająco, ujędrniająco i ściągająco. Łagodzi kapha i pitta, hamuje krwawienie oraz sprzyja wchłanianiu płynów” (…) – czytamy w Czaraka Samhita. Okazuje się, że cierpki ma działanie przeciwzapalne. Jednak w nadmiarze prowadzi do zaparć, bólu serca, osłabienia i przedwczesnego starzenia. Z natury jest suchy, nieprzyjemny i oczyszczający. Emocjonalnie, cierpki sprawia, że stajemy się bardziej świadomi siebie (tego co w środku). Jednak w nadmiarze zwiększa lęki, prowadzi do introwertyzmu i braku poczucia bezpieczeństwa. Jaki jest przykład cierpkiej przyprawy? Sumak, ale również kurkuma.

Wspomniany kwaśny, słony i ostry kierują naszą uwagę ze środka na zewnątrz. Z kolei smaki wychładzające (słodki, gorzki i cierpki) sprawiają, że energia skierowana jest do wewnątrz. Gdy zjemy coś intensywnie rozgrzewającego, krew dopływa do skóry, która automatycznie staje się rumiana. Z kolei, gdy jest nam zimno, gdy jesteśmy wycofani, krew odpływa od powierzchni skóry. Stajemy się bladzi. Wyglądamy trochę jakby „kropelka po kropelce”, „oddech po oddechu” uchodziło z nas życie. Dlatego osoby pogrążone w depresji mają najczęściej słabe krążenie, zimne nogi, ręce i blady, prawie biały odcień skóry.

Zastanówmy się teraz, kiedy możliwe jest osiągnięcie prawdziwego szczęścia (i zdrowia)? Jeśli w naszym życiu panuje równowaga między tym co w środku, a tym co na zewnątrz. Jeśli mamy za co żyć, spełniamy się zawodowo, ale również od czasu do czasu przyglądamy się naszym emocjom. Jesteśmy ich świadomi. Nie wypieramy ich. Potrafimy nimi zarządzać. Bardzo pomocne w osiągnięciu owej harmonii są właśnie smaki.

Jak tłumaczy Robert Swoboda w Prakriti. Odkryj swoją pierwotną naturę „Twoja osobowość zawsze stara się zapewnić sobie jak największy komfort. Dąży do zaspokojenia, które daje słodki smak. Aby to uzyskać, wykorzystuje także inne, niezbędne smaki – rozgrzewające lub wychładzające, w zależności od potrzeby. Smaki kwaśny, słony i ostry są rozgrzewające. Natomiast słodki, gorzki i cierpki – wychładzające. Każda z odpowiadających im emocji jest odpowiednio gorąca lub zimna. Gorąco powoduje rozszerzanie się, a zimno kurczenie się. Ze zdrowiem jest tak samo jak z zasadami fizyki. Chłód zwęża kanały fizyczne i mentalne, a ciepło je rozszerza”.

Fragment z książki „Przyprawy, które leczą” Karoliny i Macieja Szaciłło.

  1. Styl Życia

Co jeść zimą? Spróbuj diety rozgrzewającej

Zimą surowe warzywa zastąp gotowanymi, pieczonymi lub blanszowanymi. (Fot. iStock)
Zimą surowe warzywa zastąp gotowanymi, pieczonymi lub blanszowanymi. (Fot. iStock)
Zimą zapomnij o jogurtach i cytrusach. Postaw na ciepłe i lekkie śniadania, przyprawy oraz gotowane warzywa.

Gdy na zewnątrz robi się zimno, potrzebujesz więcej energii, by utrzymać ciało w odpowiedniej ciepłocie. Dlatego, pokonując pieszo drogę do pracy w mroźną pogodę, spalasz więcej kalorii niż latem przy takim samym wysiłku. Wydawałoby się zatem, że zimą powinnaś chudnąć. Dlaczego tak się nie dzieje? Przyczyną jest sposób odżywiania: – Zimą dużo chętniej sięgamy po produkty ciężkie: tłuste mięso czy kaloryczne sery i często zapominamy o jedzeniu warzyw w odpowiedniej ilości. Poszukując przyjemności w mroźne dni, chodzimy na pitną czekoladę z bitą śmietaną, gorące ciasta i słodkiego grzańca, a to wszystko tuczy – mówi dietetyk Magdalena Makarowska.

O tej porze roku łatwiej też znaleźć wymówkę, by nie uprawiać sportu. Ziąb i wiatr na zewnątrz zniechęcają do joggingu czy nawet szybszych spacerów, nie mówiąc już o pójściu na basen – wyjście na mróz po kąpieli grozi bowiem przeziębieniem.

Co zrobić, by temu przeciwdziałać? Spróbuj typowe jesienno-zimowe ciężkie potrawy zastąpić dobrze skomponowaną dietą rozgrzewającą.

W zgodzie z porą roku

Zasada jest prosta i bardzo stara, bo w medycynie chińskiej czy ajurwedyjskiej znana od tysięcy lat. Gdy na dworze jest sucho i ciepło, powinno się jeść produkty neutralne i wychładzające, kiedy zaś za oknem pojawia się deszcz czy śnieg, a temperatura na zewnątrz jest niższa niż w domu, wskazane są produkty neutralne i rozgrzewające. – Podobny związek można zauważyć między samopoczuciem a termiką produktów. Tak zwanym zmarzluchom nie będą służyły potrawy wychładzające – mówi dietetyk. – Posiłki mają różne właściwości energetyczne, i nie ma to nic wspólnego z ilością kalorii.

Jak wyjaśnia Magdalena Makarowska, produkty spożywcze można podzielić na gorące (rozgrzewają organizm), ciepłe (działają lekko rozgrzewająco), neutralne (wzmacniają energię), chłodne (ochładzają, ale pełnią ważną rolę w powstawaniu krwi i płynów odżywczych ciała) i w końcu zimne (wychładzające). Cytrusy wychładzają, co jest przydatne w klimacie tropikalnym, z którego wywodzą się też jogurty. Te ostatnie pierwotnie spożywano w Azji tylko w kompozycji z mocno rozgrzewającą baraniną. Z kolei zboża są neutralne – dlatego powinny stanowić podstawę naszego żywienia, natomiast większość przypraw ma działanie rozgrzewające i poprawiające trawienie oraz rozpad tłuszczu – można się o tym przekonać, pijąc choćby herbatę z imbirem czy jedząc danie z papryczką chilli.

Co jeść zimą? Praktyczny przewodnik

Dzień rozpocznij od ciepłego napoju. Rozgrzej żołądek herbatą z imbirem lub ciepłą wodą z sokiem z cytryny i miodem.

Zjedz ciepłe śniadanie.
Świetnie sprawdzi się owsianka gotowana na wodzie lub chudym mleku z bakaliami, orzechami i owocami, kasza jaglana z daktylami czy gotowanymi jabłkami lub jajecznica z szynką. Poranny ciepły posiłek nie tylko rozgrzewa, ale też syci o wiele bardziej niż sucha kanapka. Jeśli będziesz miała ochotę na pieczywo – opiecz je w tosterze lub piekarniku.

Do potraw dodawaj rozgrzewające przyprawy:
świeży imbir, kardamon, cynamon, goździki, tymianek, bazylię, kurkumę, rozmaryn. Goździki w herbacie rozgrzewają i pobudzają zmysły, odrobina cynamonu zaś podnosi temperaturę ciała i wzbogaca smak dań zarówno słodkich, jak i ostrych.

Włącz w dietę czosnek i cebulę
– nie tylko rozgrzewają, ale też pełnią rolę naturalnych antybiotyków.

Wychładzające pomidory zostaw na upały.
Surowe warzywa zastąp gotowanymi, pieczonymi lub blanszowanymi. Staraj się je jeść przynajmniej dwa razy dziennie. Nie zapominaj o warzywach strączkowych: czerwonej, zielonej i brązowej soczewicy, cieciorce, fasolce zwykłej, adzuki i mung oraz o grochu.

Wprowadź pełne ziarna zbóż:
ryż naturalny krótko- i długoziarnisty, kaszę jaglaną, orkisz, jęczmień, owies bezłuskowy, kaszę gryczaną i amarantus.

Jedz pieczone lub gotowane owoce,
na przykład jako kompot (niesłodzony!). Owoce są też świetnym dodatkiem do porannej owsianki lub kaszy jaglanej.

Zamień mąkę białą na razową,
jedz pełnoziarniste płatki, makaron i pieczywo.

Unikaj nabiału
– zwłaszcza jogurtów i twarogu, które działają wychładzająco i silnie nawilżająco – a to sprzyja infekcji!

Zadbaj o obecność kwasów wielonienasyconych w swojej diecie.
Znajdują się w olejach roślinnych: sezamowym, słonecznikowym, sojowym, kukurydzianym czy lnianym, a także w rybach morskich oraz orzechach.

Jako przekąski czy desery jedz suszone owoce
(jabłka, gruszki, śliwki, morele, rodzynki, daktyle), owoce na ciepło, różne pestki (dyni, słonecznika, sezam, siemię lniane), migdały i orzechy. Zawierają bardzo dużo makro- i mikroelementów, a także witamin.

  1. Kuchnia

Złota latte z jagodami goji – dla przyjemności, na pamięć i koncentrację

(Fot. Oliver Barth/ Wydawnictwo Zwierciadło)
(Fot. Oliver Barth/ Wydawnictwo Zwierciadło)
Orzeźwiające działanie jagód goji, kurkumy, imbiru i czarnego pieprzu – oto, co oferuje ten napój o delikatnie pikantnej nucie, który wabi złotym kolorem, a ponadto jest niczym bezcenny kruszec dla mózgu.

Wspaniale wspomaga pamięć, chroni przed stanem zapalnym i chorobami, a także poprawia procesy poznawcze. Jeśli masz ochotę na wersję o nieco karmelowym posmaku, dodaj łyżkę cukru kokosowego zamiast stewii.

Umieść wszystkie składniki z wyjątkiem stewii w małym rondelku i doprowadź do delikatnego wrzenia. Gdy płyn będzie gorący, przelej go do blendera i utrzyj do gładkiej, pienistej formy. Domieszaj 8–10 kropli stewii lub tyle, ile trzeba do smaku. Podawaj na ciepło.

Składniki na 2 porcje:

  • 2 szklanki niesłodzonego mleka migdałowego
  • 3 łyżki suszonych jagód goji
  • 3/4 łyżeczki mielonej kurkumy
  • 1/2 łyżeczki mielonego imbiru
  • 1/8 łyżeczki drobno mielonego czarnego pieprzu
  • 1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • 1 łyżka oleju MCT (jeśli nie masz oleju MCT, możesz go zastąpić olejem kokosowym)
  • 8–10 (lub tyle, ile trzeba do smaku) kropli stewii w płynie

Jagody goji „jagody dobrostanu”

Co to jest: jagody goji – owoce rośliny zwanej kolcowojem chińskim – są od wieków silnie obecne w chińskiej tradycji, zarówno jako środek leczniczy, jak i dodatek kulinarny. So- czyście czerwone, podłużne, suszone owoce można obecnie kupić nie tylko w wszystkich sklepach z azjatycką czy zdrową żywnością, ale nawet w supermarketach. Dzięki naturalnie występującym cukrom przypominają nieco rodzynki.

Jak działają: W niektórych kręgach jagody goji są nazywane „szczęśliwymi jagodami”. Choć na razie nauka nie potwierdziła ich wpływu na nastrój (czyli na zdolności optymalizowania poziomu serotoniny), uczestnicy badań polegających na piciu soku z jagód goji przez 14 dni zauważyli poprawę zarówno na poziomie neurologicznym, jak i psychologicznym, włączając w to odczucie zadowolenia, szczęścia i ogólnego dobrostanu. Inne badania sugerują, że jagody goji mogą być pomocne w poprawie jakości snu, łagodząc jednocześnie stany silnego zmęczenia i stresu. Jeśli o mnie chodzi, obietnica dobrego snu, pomachania ręką na pożegnanie zmęczeniu i mniejszy stres wystarczą, by chcieć sięgnąć po taki specyfik!

Suszone w słońcu jagody goji mają cierpko-słodki smak (przypomina nieco połączenie wiśni, żurawiny, pomidora i rodzynki). (Fot. iStock)Suszone w słońcu jagody goji mają cierpko-słodki smak (przypomina nieco połączenie wiśni, żurawiny, pomidora i rodzynki). (Fot. iStock)

Jednak jagody goji to nie tylko sposób na przywołanie uśmiechu na twarz – mają też silne działanie neuroprotekcyjne, a nawet mogą wzmacniać sprawność umysłu, poprawiać pa- mięć i zdolność uczenia się. Jest w nich niebagatelna porcja ważnych aminokwasów, wita- min (szczególnie witaminy C), minerałów (zwłaszcza żelaza) oraz cała armia przeciwutleniaczy, które zdają się działać korzystnie na zdrowie oczu, a także na cały układ odpornościowy, wspomagając jednocześnie barierę krew-mózg w konfrontacji z ekscytotoksycznością i wszelką inną aktywnością neurotoksyn. Co ciekawe, jedne z najlepiej poznanych związków chemicznych jagód, zwane kompleksem polisacharydowym (LBP), we wstępnych badaniach na zwierzętach wykazały zdolność nie tylko redukowania symptomów choroby Alzheimera (poprzez redukcję umieralności neuronów), lecz także r e g e n e r o w a n i a komórek mózgowych w hipokampie.

Dodatkowe korzyściI: jagody goji wzmacniają układ odpornościowy, działają regenerująco na skórę, wspierają długowieczność, działają prozdrowotnie na oczy, wyostrzają wzrok, podnoszą libido i płodność, działają korzystnie na wątrobę.

Jagody goji w skrócie

  • Wzmacniają pamięć i zdolność uczenia się.
  • Wpływają korzystnie na ogólny dobrostan.
  • Chronią barierę krew-mózg przed ekscytotoksycznością i szkodliwym działaniem innych neurotoksyn.
  • Wspomagają neurogenezę.

Przepis oraz treść pochodzą z książki "Smart Plants. Jak wykorzystać naturalne nootropiki, by usprawnić myślenie, koncentrację i pamięć". Julie Morris Jeśli zmagasz się z utratą koncentracji i pamięci, mgłą mentalną lub stresem – lub jeśli po prostu chcesz poprawić i usprawnić myślenie – ta książka jest dla ciebie.