1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kuchnia
  4. >
  5. Desery z niskim indeksem glikemicznym

Desery z niskim indeksem glikemicznym

Lemon cupcakes (fot. Ewelina Podrez-Siama)
Lemon cupcakes (fot. Ewelina Podrez-Siama)
Słodycze bez cukru? – Tak, stają się coraz bardziej poszukiwane. Najważniejsze jednak, żeby te „odchudzające” desery nie powodowały nagłych skoków insuliny. Jeśli mamy ochotę na coś apetycznego, kremowego i słodkiego warto zainspirować się przepisami z książki „Kuchnie świata w wersji keto”, w której Ewelina Podrez-Siama dzieli się swoimi kulinarnymi odkryciami.

Poniżej 4 przepisy na desery, które, wbrew pozorom, nas „nie zasłodzą”.

Lemon cupcakes

Cupcakes to małe amerykańskie babeczki o delikatnej strukturze. W tym przepisie proponuję Ci ich cytrynową, rozpływającą się wersję na bazie mąki migdałowej.

Składniki na 12 muffinek:

  • 280 g mąki migdałowej
  • 120 g masła
  • 250 ml maślanki
  • 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
  • skórka z dwóch cytryn (żółta część)
  • 2 jajka
  • szczypta wanilii
  • 120 g wybranego słodzika

Białka ubij na sztywno. Dodaj żółtka i pozostałe składniki: miękkie lub rozpuszczone i ostudzone masło, maślankę, mąkę migdałową, wanilię, skórkę cytrynową, słodzik i proszek do pieczenia. Wymieszaj ze sobą wszystkie składniki. Podziel ciasto na 12 foremek na muffiny (mogą być wyłożone papilotkami). Piecz w 180 stopniach przez 25 minut. Dekoruj słodzikiem w pudrze lub bitą śmietaną.

Na bazie tego przepisu możesz przygotować więcej rodzajów cupcakes. Zamień skórkę cytrynową na posiekaną czekoladę, dodaj do środka mascarpone ze słodzikiem lub owoce.

Crêpes na słodko

Fot. Ewelina Podrez-SiamaFot. Ewelina Podrez-Siama

Crêpes, czyli cieniutkie, francuskie naleśniki, z różnymi nadzieniami są dla mnie wspomnieniem Paryża. W każdej uliczce znajdziesz stoiska i małe lokale serwujące tę apetyczną przekąskę. W opracowanej przeze mnie wersji keto naleśniki mają bardziej omletowy charakter i stanowią świetną bazę do dalszych kulinarnych przygód.

Składniki na 3 porcje:

  • 3 jajka
  • 20 g mascarpone
  • ¼ łyżeczki lnu mielonego
  • szczypta suszonej wanilii
  • szczypta soli
  • 10 g masła ghee (do zwilżania patelni)
  • ½ łyżeczki erytrolu
  • 1–2 krople naturalnego ekstraktu z pomarańczy (opcjonalnie)

Składniki (z wyjątkiem masła) zmiksuj ze sobą do uzyskania jednolitej konsystencji. Odstaw na 2–3 minuty. Rozgrzej dwie patelnie do naleśników lub zwykłe o średnicy 26–28 cm. Następnie rozpuść na pierwszej z nich masło i ręcznikiem papierowym rozprowadź je po całej patelni. Przed każdym smażeniem dokładnie wymieszaj masę jajeczną, ponieważ len opada na dno. Na rozgrzaną patelnię (jeśli używasz różnej wielkości patelni, wybierz w pierwszej kolejności mniejszą) wlej chochelką ¹‰₃ masy jajecznej. Podnosząc patelnię i poruszając nią, dokładnie rozprowadź ciasto po całej powierzchni patelni. Naleśniki nie mogą być za cienkie (będą zbyt delikatne) ani za grube (wyjdzie mało elastyczny omlet), idealna wysokość to 1 mm. Mniej więcej taką grubość osiągniesz przy użyciu odpowiedniej patelni i dokładnym podziale ciasta. Smaż naleśnik do zarumienienia, a następnie zwilż nasączonym masłem ręcznikiem papierowym drugą patelnię i energicznie przerzuć naleśnik na drugą patelnię, by dosmażyć go z drugiej strony. Usmażony naleśnik wyłóż na deskę i nadziewaj od razu lub złóż do oczekiwanej formy, na przykład dwukrotnie, by uzyskać trójkąty (na zimno będzie mniej elastyczny i składany dopiero wówczas może się połamać). Powtórz proces trzykrotnie, za każdym razem przecierając patelnię zwilżonym ręcznikiem papierowym.

Przepis na naleśniki jest bazowy. Możesz je jeść same, z masłem, skropione sokiem z pomarańczy, z dżemem bez cukru, kremem orzechowo-czekoladowym lub bitą śmietaną czy mascarpone zmiksowanym z wybranym słodzikiem i owocami.

Tort bezowy Pavlova

Fot. Ewelina Podrez-SiamaFot. Ewelina Podrez-Siama

Pavlova to królowa wśród niskowęglowodanowych ciast. Pochodząca z Nowej Zelandii beza, podawana z mascarpone i świeżymi owocami, to idealne ciasto w diecie keto (pod warunkiem zamiany cukru na wybrany słodzik oczywiście). Wymaga wielu starań, lecz efekt końcowy jest tego warty.

Składniki na 8 porcji:

  • 5 zimnych białek jaja
  • szczypta soli
  • 150 g ksylitolu lub erytrolu
  • 1 płaska łyżka mąki ziemniaczanej
  • 1 łyżka octu jabłkowego

Krem stracciatella:

  • 150 ml śmietanki 36%
  • 200 g mascarpone
  • 2 kostki gorzkiej czekolady
  • 3–4 łyżeczki ksylitolu
  • kilkanaście kropel stewii (do smaku)

Dekoracje: owoce jagodowe, granat, porzeczki, czekolada

Piekarnik nastaw na termoobieg i rozgrzej do 160 stopni. Ksylitol zmiel w młynku. Białka ubij ze szczyptą soli. Gdy będą już sztywne, dodawaj po łyżce ksylitolu (kolejną dopiero, gdy poprzednia się rozpuści) i nadal ubijaj. Blachę wyłóż papierem do pieczenia. Na papierze narysuj oczekiwany kształt bezy, proponuję odrysowanie formy tortowej 21–22 cm. Posmaruj papier do pieczenia odrobiną oleju. Śnieżnobiałe, ubite już z całością ksylitolu białka wymieszaj delikatnie z octem i mąką ziemniaczaną. Na papierze do pieczenia uformuj białka w taki sposób, aby brzegi były zdecydowanie wyższe (minimum 2 cm), a środek wklęsły. Uformowaną bezę włóż do piekarnika i natychmiast zmniejsz temperaturę do 130 stopni. Piecz 2 godziny, a następnie pozostaw bezę w uchylonym piekarniku do ostygnięcia. Po wyjęciu beza będzie bardzo miękka, o konsystencji żelka. Pozostaw ją w temperaturze pokojowej jeszcze na kilka godzin, następnie zdejmij z papieru i poodłamuj ewentualny skarmelizowany ksylitol. Tymczasem przygotuj krem. Śmietankę ubij ze zmielonym ksylitolem. Dodaj mascarpone i ubijaj jeszcze chwilę. Na koniec dodaj odrobinę stewii i startą drobno czekoladę. Spróbuj i w razie potrzeby dodaj jeszcze stewii. Pamiętaj jednak, że krem musi być jedynie delikatnie słodki – beza jest wystarczająco słodka. Wyłóż krem na bezę, udekoruj owocami i schłodź w lodówce przez minimum 2 godziny. Krój długim, bardzo ostrym nożem.

Pavlova nie jest najłatwiejszym deserem, gdy przygotowujesz ją pierwszy raz, choć paradoksalnie nie jest to przepis bardzo skomplikowany. Nie rób deseru na ostatnią chwilę, zadbaj o to, by białka były schłodzone, a ksylitol dobrze zmielony, i nie przejmuj się początkową konsystencją powstałej bezy. Przy zachowaniu odpowiedniej temperatury i poprawnym ubiciu bezy nie ma co tu się nie udać. Jeśli bezę przygotowujesz dzień–dwa wcześniej, to krem i owoce warto wyłożyć na nią na świeżo, 2–3 godziny przed podaniem.

Brownie z masłem orzechowym

Fot. Ewelina Podrez-SiamaFot. Ewelina Podrez-Siama

Klasyka amerykańskich smaków i idealne połączenie: intensywnie czekoladowe brownie z masłem orzechowym. To jeden z ulubionych przysmaków mojego Męża i czytelników bloga ms-fox.pl.

Składniki na 8 porcji (forma okrągła o średnicy 24 cm):

  • 150 g czekolady 70%
  • 150 g masła
  • 6 jajek
  • 1 łyżka mąki orzechowej (mielonych orzechów ziemnych)
  • szczypta wanilii
  • ¼ łyżeczki proszku do pieczenia
  • słodzik (u mnie 60 g erytrolu)

Krem orzechowy:

  • 100 g masła orzechowego 100%
  • 250 g mascarpone
  • sól do smaku
  • słodzik (u mnie 3 łyżki erytrolu i kilka kropel stewii)

Czekoladę rozpuść wraz z masłem w kąpieli wodnej. Dodaj wybrany słodzik, wymieszaj i ostudź. Białka oddziel od żółtek i ubij na sztywno ze szczyptą soli. Dodaj żółtka, wanilię i mąkę orzechową. Połącz składniki, a następnie dolej czekolady i delikatnie wymieszaj silikonową szpatułką. Przelej ciasto do wysokiej formy tortowej wyłożonej papierem do pieczenia. Piecz 30 minut w 180 stopniach (termoobieg + dół), a następnie wystudź. Mascarpone ubij z wybranym słodzikiem. Dodaj masło orzechowe, szczyptę soli i wymieszaj. Dosłodź i dosól do smaku (krem powinien być delikatnie słodki i zarazem słony). Wyłóż krem orzechowy na brownie i udekoruj na przykład orzechami ziemnymi (niewliczone w makro).

Kuchnie świata Ewelina Podrez - Siama Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kuchnia

Zdrowe słodkości na Święta – przepisy Moniki Mrozowskiej

Piernik z mąki gryczanej - propozycja dla osób, które nie jedzą glutenu. (Fot. iStock)
Piernik z mąki gryczanej - propozycja dla osób, które nie jedzą glutenu. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Czy słodkie desery mogą być zdrowe i pożywne? – Jak najbardziej! Przekonuje o tym Monika Mrozowska, autorka książki „Słodko, zdrowo, świątecznie”.

Piernik gryczany ze śliwką

16 porcji 102 kcal/porcja deser bezmleczny, bezglutenowy, bezcukrowy, bez jajek

Fot. Monika Mrozowska Fot. Monika Mrozowska
  • 140 g mąki gryczanej
  • 105 ml (1/3 szklanki) miodu wielokwiatowego
  • 100 g suszonych śliwek
  • 1 średnia cukinia
  • 4 łyżki oleju kokosowego
  • 2 łyżki przyprawy do piernika
  • 1 łyżka octu
  • 3 łyżeczki kakao
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
Cukinię obieramy ze skórki i ścieramy na drobnej tarce. Suszone śliwki kroimy na małe kawałki. Przesianą mąkę gryczaną łączymy w misce z pozostałymi składnikami, na samym końcu dodajemy ocet i wszystko dokładnie mieszamy. Ciasto przelewamy do formy posmarowanej olejem kokosowym i pieczemy w 200°C góra/dół ok. 25 minut.

Bułeczki Świętego Mikołaja

Fot. Monika Mrozowska Fot. Monika Mrozowska

12 porcji 235 kcal/porcja deser bezcukrowy, bezmleczny, bez jajek

Ciasto:

  • 350 g mąki orkiszowej
  • 125 ml mleka kokosowego
  • 80 g miodu wielokwiatowego
  • 40 g oleju kokosowego
  • 7 g świeżych drożdży
  • szczypta soli
  • mąka orkiszowa do podsypywania
Nadzienie:
  • 100 g rodzynek sułtańskich
  • 50 g orzechów włoskich
  • 2 średnie banany
  • 2 łyżki oleju kokosowego
  • 2 łyżki miodu wielokwiatowego
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
Wykonanie bułeczek (fot. Monika Mrozowska) Wykonanie bułeczek (fot. Monika Mrozowska)

Drożdże rozpuszczamy w ciepłym mleku kokosowym. Dodajemy miód i mieszamy. Do miski z drożdżami przesiewamy mąkę, dodajemy olej kokosowy, szczyptę soli i zagniatamy ciasto. Miskę przykrytą ściereczką odstawiamy na 1,5 godziny w ciepłe miejsce, żeby ciasto wyrosło. Banany kroimy w cienkie plasterki, orzechy szatkujemy. Na patelni na małym gazie podgrzewamy 2 łyżki oleju kokosowego. Dodajemy miód, pokrojone banany, posiekane orzechy i rodzynki. Całość smażymy ok. 5 minut, mieszając od czasu do czasu. Na koniec dodajemy cynamon, mieszamy i zdejmujemy z gazu. Wyrośnięte ciasto ponownie zagniatamy i dzielimy na 12 części. Z każdej części ciasta zagniatamy kulkę i na podsypanym mąką blacie wałkujemy na placek. Na środek ciasta nakładamy po dużej łyżce masy bananowej. Składamy z dwóch stron, układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i przykrywamy ściereczką do ponownego wyrośnięcia na 30 minut. Następnie wstawiamy do piekarnika i w temperaturze 180°C góra/dół pieczemy przez ok. 20 minut.

Szałwiowiec

Fot. Monika Mrozowska Fot. Monika Mrozowska
  • 100 g mąki pszennej
  • 100 g mąki orkiszowej
  • 60 ml letniego mleka
  • 50 g masła
  • 15 g drożdży
  • 2 łyżki miodu wielokwiatowego
  • szczypta soli, mąka do podsypywania
Nadzienie:
  • 100 g szałwii hiszpańskiej (nasiona chia)
  • 84 ml (1/3 szklanki) letniego mleka
  • 80 g miodu
  • 40 g rodzynek sułtańskich
  • 20 g orzechów włoskich
  • 2 białka
  • 3 łyżeczki zmielonych migdałów
  • ½ łyżeczki cynamonu
  • Skórka otarta z ¼ pomarańczy
W dużej misce rozpuszczamy drożdże w odrobinie letniego mleka z miodem. Następnie dodajemy do nich przesianą mąkę pszenną, orkiszową, resztę mleka, rozpuszczone i wystudzone masło oraz szczyptę soli. Mieszamy dokładnie (ciasto będzie lepkie) i odstawiamy przykryte na minimum 1 godzinę do wyrośnięcia. Białka ubijamy na sztywno. Nasiona chia zalewamy letnim mlekiem wymieszanym z miodem. Następnie dodajemy rodzynki, posiekane orzechy włoskie, zmielone migdały, cynamon i skórkę otartą z pomarańczy. Całość dokładnie mieszamy. Na koniec delikatnie mieszamy z ubitymi białkami. Gdy ciasto wyrośnie, zagniatamy je ponownie i wałkujemy na posypanym mąką blacie na dość cienki kwadratowy placek. Na cieście rozkładamy cienką warstwę nadzienia, tak żeby z każdej strony został pusty rant (ok. 3 cm). Delikatnie zawijamy jak makowiec i podwijamy boki pod spód. Pieczemy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w temperaturze 190°C góra/dół ok. 40 minut.

  1. Zdrowie

Uzależnienie od słodyczy. Coraz więcej osób traci kontrolę nad „cukrowym” nałogiem

Jedzenie słodyczy - nałóg naszych czasów, coraz trudniejszy do opanowania i niebezpieczny dla zdrowia. Prowadzić może do rozwoju insulinooporności i cukrzycy. Świadczy o tym, jak bardzo nie umiemy radzić sobie ze stresem (fot. iStock)
Jedzenie słodyczy - nałóg naszych czasów, coraz trudniejszy do opanowania i niebezpieczny dla zdrowia. Prowadzić może do rozwoju insulinooporności i cukrzycy. Świadczy o tym, jak bardzo nie umiemy radzić sobie ze stresem (fot. iStock)
Słodycze lubi prawie każdy. Coraz częściej spotykamy się jednak z problemem silnego uzależnienia, gdy „ochota na coś słodkiego” przechodzi w kompulsywne objadanie się. Kiedy tracimy kontrolę nad umiłowaniem do słodkości i wpadamy w „lepkie” sidła nałogu? – O coraz bardziej powszechnym zjawisku cukrowego uzależnienia mówi Mikołaj Choroszyński, psychodietetyk, autor książki „Uzależnienie od słodyczy - skuteczne narzędzia do zmiany nawyków”.

Jak poważnym problemem jest uzależnienie od słodyczy? Z czym spotyka się Pan na co dzień w swojej pracy psychodietetyka? Problemem ten dotyka osób w każdym wieku. Zauważyłem, że szczególnie zaognił się w czasie lockdownu, kiedy w marcu ludzie zamknięci w domach przestali radzić sobie ze stresem. Moje materiały odnośnie uzależnień od cukru, czy słodyczy zyskały znaczną popularność, a w ankietach większość osób zgłosiła mi, że cukier i słodycze oraz żywność komfortowa są dla nich poważnym zagrożeniem. Sam zauważyłem na swoich social mediach bardzo wzmożoną aktywność i dużo zapytań odnośnie tego, jak poradzić sobie z problemem uzależnienia, stąd też rozwiązaniem jest moja książka.

Przytoczyć mogę tutaj mój post, w którym zapytałem zebranych osób, czy uważają, że słodycze są dla nich problemem… i w przeciągu 2 godzin otrzymałem około 500 komentarzy. Niektóre z nich były naprawdę emocjonalne i chwytające za serce. To utwierdziło mnie tylko w przekonaniu, że podjąłem dobrą decyzję, aby wyciągnąć dłoń do osób potrzebujących, które często nie znają drogi wyjścia z błędnego koła.

„Mam problem i to poważny. Jak jem słodkości to nie panuję nad tym. Chowam się przed mężem, córkami. Czekam tylko na okazję, włącznie z nocami…” – wypowiedź internautki
Czy mamy jakieś wiarygodne statystyki i badania z ostatnich lat w kwestii uzależnienia od cukru, na które warto się powołać? Kiedyś nikt nie uważał tego za problem... Faktycznie, kiedyś niewiele się o tym wspominało, ale nasze środowisko zmieniło się znacznie w przeciągu ostatnich 30 lat. Żywność wysoko przetworzona i komfortowa atakuje nas z reklam i stron internetowych. Wszechobecny stres i napięcie oraz brak sposobów radzenia sobie z trudnymi emocjami powodują, że łatwo jest sięgnąć po coś działającego doraźnie. W tym miejscu pojawiają się słodycze.

Nie mamy co prawda dokładnych danych statystycznych, jednak obserwuję tu pewną tendencję. Dobrze ją widać na przykładzie rozwoju insulinooporności. Szacuje się, że insulinooporność w najbliższych latach może dotknąć nawet 70% społeczeństwa. Natomiast nieleczona, w przeciągu 20-30 lat, może zamienić się w pełno wymiarową cukrzycę drugiego typu oraz szereg chorób metabolicznych, niezwykle niebezpiecznych dla zdrowia.

Problem uzależnienia od cukru jest tak istotny, że wszystkich pacjentów nie jestem w stanie przyjąć. Dlatego od maja prowadzę webinary na temat uzależnienia od słodyczy, przedstawiając skuteczne narzędzia do zmiany nawyków. Staram się, aby proces ten był łatwy i przyjemny. W moim przypadku bardziej przypomina on grę polegającą na poszukiwaniu sposobów i prowadzeniu pamiętnika.

Co powoduje, że tak łatwo uzależniamy się od cukru? Czy jednym z powodów jest to, że cukier obecnie dodawany jest do większości produktów? Smak słodki jest pierwszym smakiem jaki poznajemy dostając pokarm od mamy. W tym wypadku cukier dodawany do produktów spożywczych jest wynikiem naszego pożądania smaku słodkiego, a nie powodem dlaczego go pożądamy. Wystarczy nawet niewielka ilość dodana do produktów wytrawnych, by pobudzić zmysły odpowiedzialne za odczuwanie przyjemności. Nasz organizm bazuje na glukozie, czyli cukrze prostym bez którego nie ma życia. Glukoza jest nam tak niezbędna, że potrafimy ją wytworzyć nawet z innych substratów, takich jak białka czy tłuszcze. Nawet w trakcie głodu organizm zawsze zachowuje odrobinę cukru, aby zasilać mózg i erytrocyty, czyli czerwone komórki krwi.

Mamy poza tym dobrze wykształcony sensor smaku słodkiego, stąd też dodaje się cukier do różnego rodzaju produktów, nawet tych wytrawnych, żeby podbić ich smakowitość, a nas pobudzić do zjedzenia większej ich ilości. W niektórych badaniach na zwierzętach cukier i pożądanie smaku słodkiego były silniejsze od narkotyków, takich jak metamfetamina czy kokaina, a zwierzęta wybierały częściej wodę, która była z rozpuszczoną glukozą niż z narkotykiem.

Jak wygląda mechanizm uzależnienia? W przypadku alkoholu, czy narkotyków mamy do czynienia ze stanem odurzenia. Palacz wchodzi w stan lekkiej euforii i ukojenia.  A co nam daje cukier? Mechanizm uzależnienia od słodkich produktów jest bardzo podobny do uzależnienia od alkoholu czy narkotyków. Cukier oddziałuje na mechanizmy nagrody bardzo silnie, więc wydziela produkcję dopaminy - ważnego neurotransmitera, który odpowiada za utrzymanie naszej motywacji. System ten jest również zaangażowany w powstawanie uzależnienia. Dostarczając substancję psychoaktywną wyzwala się całą kaskadę endorfin dających nam niesamowite uczucie przyjemności. Jednak z  czasem układ nerwowy staje się odporny, więc dawka zaczyna wzrastać, aby dać ten sam poziom przyjemności…  czyli mamy tutaj znowu bliźniaczy mechanizm, jak w przypadku uzależnienia od innych substancji.

„Dla mnie słodycze stały się problemem, który spędza mi sen z powiek. Mówię często o sobie, że jestem gorsza od alkoholika. Jak idę w tango, to niekiedy 2-3 tygodnie jem tylko słodycze, od rana do wieczora.” – wypowiedź internautki
Opinie, którymi dzieliły się ze mną niektóre osoby, były naprawdę poruszające. Część osób jest w stanie powstrzymać się od cukru, zrobić sobie cukrowy detoks. Jednak później, jeśli chociaż kęs słodkiego pojawia się w ich diecie, wpadają w ciąg, który może trwać tygodniami lub nawet miesiącami. Zupełnie jak alkoholik po pierwszej lampce czy kieliszku. Spotkałem się z przypadkami osób, które w takim ciągu potrafią od rana do wieczora jeść same słodycze. Dziennie kilka tabliczek czekolady i jakieś ciasteczka, nie jedząc żywności konwencjonalnej. Żadnej kanapki, żadnego warzywa, nic.

Czy częściej uzależniają się kobiety, czy mężczyźni? Jest to wyjątkowo interesujące pytanie, ponieważ sam szukam na nie odpowiedzi. Zauważyłem, że większość osób, zgłaszających się do mnie lub biorących udział webinarach, to blisko w 95% kobiety. Praktycznie wszystkie 500 komentarzy pod moim postem było napisanych przez kobiety. Z pewnością zachodzą pewne różnice w fizjologii mężczyzn i kobiet, to też zauważa się w przypadku uzależnienia od alkoholu czy nikotyny (kobiety mają większe skłonności do uzależnień według niektórych badań). Natomiast ja zastanawiam się, czy kobiety po prostu nie szukają części pomocy opowiadając o swoim problemie. Mężczyźni są bardziej skryci, a w naszym społeczeństwie mężczyźni nie potrafią opowiadać otwarcie o swoich emocjach i potrzebach… co też przekłada się na długość życia (statystycznie żyją około 8 lat krócej niż kobiety). Różnice te zacierają się w krajach wysoko rozwiniętych, gdzie panuje większa świadomość. Tak więc problem może dotyczyć również mężczyzn, tylko, być może, nie ma społecznego pozwolenia na to, aby mężczyzna otwarcie mówił o swoich słabościach.

Niektórzy wybierają tak zwane „zdrowe rozwiązania”: miód, syrop daktylowy lub inny, ksylitol – czyli zdrowsze zamienniki, niby pod kontrolą, ale tak naprawdę pokazują, że ze słodkiego smaku po prostu nie mogą czasem zrezygnować… Zawsze lepsze rozwiązanie będzie miało również lepsze korzyści dla zdrowia. To, że łakniemy smaku słodkiego jest faktem. W książce opisuję zasadę 80/20: jeżeli zadbamy odpowiednio o swoje żywienie to nawet, gdy produkty przetworzone będą stanowiły 20% kaloryczności diety, organizm jest w stanie to obciążenie wytrzymać. Nasze zalecenia żywieniowe wskazują, żeby ilość cukru w diecie nie przekraczała 10%, co dla przeciętnej osoby wynosi około 50 g. (czyli równowartość czterech łyżek cukru lub dwóch łyżek miodu)… a weźmy pod uwagę fakt, że cukier dodawany jest również do produktów, które normalnie konsumujemy, takich jak płatki śniadaniowe, sosy, dressingi, gotowe dania garmażeryjne, czy jedzenie serwowane na mieście. Cukier pojawia się w napojach, jogurtach, nawet w wędlinach znajdziemy dodatek cukru. U niektórych pacjentów, z którymi współpracuję, całkowita rezygnacja jest jedynym wyjściem, żeby wyrwać się z nałogu. U innych wystarczy więcej samokontroli.

„Dopóki nie musiałam przestać jeść ich całkiem, nie sądziłam, że jestem uzależniona. Przy odstawianiu był problem. Walczyłam kilka razy, po kilka tygodni, miesięcy…” – wypowiedź internautki
W swojej książce „Uzależnienie od słodyczy” porusza Pan temat wychodzenia z nałogu i odzyskiwania kontroli nad nawykami żywieniowymi. Jak można z tego wyjść? Proponuję mój autorski 5-stopniowy model zmiany nawyków żywieniowych FitMIND, gdzie przechodzimy przez 5 etapów. Etap pierwszy to zatrzymanie procesu, etap drugi to odzyskanie kontroli nad zachowaniem, etap trzeci to zmiana zachowania i dopiero etapem czwartym jest wprowadzenie indywidualnego modelu odżywiania. Z kolei etap 5, moim zdaniem najważniejszy, to utrzymanie nowych nawyków. Warto zwrócić uwagę na to, ile osób jest w stanie zrzucić kilogramy, albo zrezygnować z cukru, jednak dlaczego prawie nikt nie jest w stanie tego utrzymać? Jeżeli mamy ograniczone zasoby, energię i czas to warto skierować na ten ostatni etap szczególną uwagę rozpoczynając współpracę ze specjalistą. Natomiast wiele osób, zaczynając zmianę i chcąc zrezygnować z cukru czy słodyczy, zaczyna od razu od diety. Więc przeskakują trzy pierwsze etapy! Bez przejścia poprzez poszczególne stopnie nie ma możliwości trwałej zmiany nawyków i wyeliminowania słodyczy na dobre, a właściwie do odzyskania nad nimi kontroli, bo to jest celem całej terapii.

Na jak długą pracę nad sobą trzeba się przygotować rzucając „słodyczowy” nałóg? Ile czasu trwa proces wychodzenia z nałogu? Ma Pan liczne doświadczenia w pracy z takimi osobami. Uważa się, że im dłużej trwa niechciane zachowanie, tym więcej czasu będzie trzeba przeznaczyć, aby z niego całkowicie zrezygnować. Tak więc na pierwszy etap potrzeba około dwóch miesięcy, lecz żeby go utrwalić potrzeba jednego miesiąca na każdy rok trwania niechcianego nawyku. Tak więc, jeżeli od pięciu lat słodycze są problemem to będzie potrzeba 2 miesięcy wychodzenia + 5 miesięcy utrzymania - czyli regularnej pracy, aby trwale pozbyć się tego nawyku. Wiem, że wydaje się długo, dlatego przedstawiam sposoby na to, aby praca nad nowym nawykiem była ekscytująca i pełna zabawy. Można dobierać różne rozwiązania, żonglować nimi i wszystko notować w dzienniku, aby znaleźć najlepszą drogę dla siebie. Wiedzę z książki przekazuję też od maja na webinarach, które są praktycznym rozwiązaniem pokazującym jak wprowadzić nawyk w życie. Dodatkowo prowadzę grupę „uzależnienie od słodyczy - skuteczne narzędzia do zmiany nawyków”, w której wzajemnie sobie pomagamy i dzielimy się swoimi trudnościami oraz sukcesami. Grupa prężnie się rozrasta, więc serdecznie zapraszam wszelkie osoby, które szukają pomocy lub wsparcia.

„Potrafię wyjść do sklepu po np. sól, a wrócić z torbą słodyczy…” – wypowiedź internautki
Co może być skuteczną motywacją dla cukrowego nałogowca, żeby wyjść z uzależnienia? Hasło „Zdrowie”, jak wiadomo, nie działa na każdego… Przede wszystkim potrzebna jest wiedza i świadomość. Zdrowie może być tylko pustym hasłem, lecz jeżeli poznamy, co kryje się po drugiej stronie - z pewnością dokonamy właściwych wyborów, aby chronić nasze zdrowie i nasze życie. W imię zasady, że lepiej być zdrowym biedakiem niż schorowanym milionerem. Jak mawiał pewien indyjski filozof odnośnie palenia papierosów „możesz palić papierosy, lecz proszę cię, rób to świadomie. Jeżeli ze świadomością będziesz palił każdego papierosa to nie rzucisz palenia, bo rzucane palenie ma tendencję do powrotu. Paląc świadomie papieros sam wypadnie z ręki”. Badania to potwierdzają, że wystarczy przed posiłkiem zastanowić się, chociaż przez chwilę, jak wpłynie on na moje zdrowie? Czy jedząc słodycz nie pozbawiam  się możliwości zjedzenia czegoś dużo bardziej odżywczego, regenerującego i wspierającego pracę mojego organizmu? W końcu jesteśmy tym, co jemy.

Fragment książki „Uzależnienie od słodyczy”

...Mechanizm ten może wyglądać następująco. Nie wysypiasz się tyle, ile potrzebujesz. Organizm odczuwa zmęczenie jako stres, więc sięgasz po coś na ząb, by złagodzić nieprzyjemne objawy. W wielu badaniach potwierdza się, że nawet godzina snu mniej, wiąże się z większą zachcianką na słodycze i jedzenie komfortowe oraz większą ilością spożywanych kalorii. Różnice były spore, średnio sięgały 385 kcal dziennie! Ponadto wiele osób konsumuje dodatkowe kalorie całkowicie podświadomie. Przeważnie w postaci smakowitych dodatków lub przekąsek. Czasami w ciągu dnia skuszą się na jakąś słodycz w przelocie lub wieczorem chapną coś w kuchni na stojąco. Co ciekawe zapytani później, nawet tego nie pamiętają.

Tak więc przykładowy dzień po krótszej nocy może wyglądać Tak: Rano nie mamy energii, aby wstać, przesuwamy moment wyjścia z łóżka do ostatniej chwili. W ciągu dnia jeszcze wszystko jest ok. Można ratować się kawą, herbatą czy energetykiem (pamiętajcie, że herbata jest również mocnym stymulantem!). Często w ciągu dnia stymulanty działają tak skutecznie, że nie odczuwamy efektów niedospania. Problem zaczyna się wieczorem. Po całym dniu w pracy czy szkole wracamy do domu i całkowicie puszczają wszystkie hamulce. Nie ma już wystarczająco siły na trzymanie mentalnej gardy, a siły nie ma, bo noc była zarwana... Wracając więc do domu, wieczorem zaczyna się uaktywniać syndrom szperacza-podjadacza.

Błędne interpretowanie sygnałów płynących z naszego organizmu i nieumiejętność prawidłowego nazywania emocji ma też swoją fachową nazwę - aleksytymia. Aleksytymię można porównać do daltonizmu. W jednym zaburzeniu nie rozpoznaje się kolorów, nie można więc dokładnie opisać tego, co się widzi. W drugim zaburzeniu, nie można trafnie opisać tego, co się czuje, więc trudno znaleźć prawidłowe sposoby na poprawę samopoczucia...

Mikołaj Choroszyński jest magistrem żywienia i dietetyki oraz absolwentem studiów podyplomowych na kierunku psychodietetyka (Uniwersytet SWPS), obecnie w trakcie doktoryzacji z nauk medycznych. Jest wykładowcą akademickim w Wyższej Szkolenie Inżynierii i Zdrowia w Warszawie i Warszawskiej Uczelni Medycznej im. Tadeusza Koźluka oraz właścicielem poradni dietetycznej Bdieta. Specjalizuje się w dietetyce klinicznej. Jest także autorem pierwszej na polskim rynku książki o diecie przeciwdziałającej chorobom neurodegeneracyjnym „Dieta MIND. Sposób na długie życie”. Od maja 2020 prowadzi darmowe webinaria i grupę wsparcia w zakresie radzenia sobie z uzależnieniem od tzw. comfort foods (słodycze, fast food, słone przekąski).

  1. Kuchnia

Łosoś na 3 sposoby w diecie keto

Łosoś z jarmużem (fot. Tatiana Briceag)
Łosoś z jarmużem (fot. Tatiana Briceag)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Leanne Vogel, autorka książki „Dieta ketogeniczna” podaje przepisy na niskowęglowodanowe dania z łososiem, a także na domowy winegret.

Łosoś to jeden z tych gatunków białka, które szybko się przyrządza i jest pyszne. Każdy rodzaj winegretu nadaje się na marynatę do łososia. Mam nadzieję, że to danie będzie ci smakowało tak samo jak Kevinowi i mnie!

Łosoś z jarmużem w marynacie

Przepis na 4 porcje. Przygotowanie: 5 minut plus 2 godziny marynowania. Czas gotowania: 15 minut.

Składniki:

  • 455 g fileta z łososia, pokrojone na 4 równe porcje
  • 180 ml wybranego winegretu
  • 1 mała czerwona cebula, pokrojona na plasterki
  • 240 g liści jarmużu bez łodyg
  • ¼ łyżeczki czerwonego chili w płatkach
  • ¼ łyżeczki miałkiej soli morskiej
Włóż łososia do płytkiego naczynia i zalej winegretem. Przykryj i wstaw do lodówki na 2 godziny do zamarynowania. Po tym czasie przełóż rybę na dużą patelnię i zalej marynatą. Obłóż plasterkami cebuli. Postaw na średnim ogniu. Usmaż łososia po 6 minut z każdej strony, aż się zrumieni. Po 12 minutach smażenia odsuń rybę do ścianek patelni, robiąc miejsce na jarmuż. Dodaj jarmuż i chili w płatkach. Posól. Podrzucając, wymieszaj jarmuż z sokami ze smażenia. Przykryj i podduś 3 minuty, aż jarmuż zwiędnie. Rozłóż filety z łososia i smażony jarmuż na 4 talerze i podawaj.

Zastąp gotowy winegret jedną z moich wersji własnej roboty. Moim ulubionym winegretem do tego dania jest bazyliowy. Bazyliowy winegret i marynata.

Bazyliowy winegret i marynata

Bazyliowy Winegret (fot. Tatiana Briceag) Bazyliowy Winegret (fot. Tatiana Briceag)

Ilość: 350 ml. Przygotowanie: 5 minut

Na moim blogu Healthful Pursuit (healthfulpursuit.com) podaję przepis na pasztet, który wymyśliłam w 2012 roku. Do dziś to jeden z moich najbardziej ulubionych przepisów. A ponieważ żadna dziewczyna nie może zjeść zbyt wiele pasztetu migdałowego, postanowiłam odtworzyć wszystkie jego smaki i przygotować wersję w postaci dressingu!

Składniki:

  • 60 g świeżych listków bazylii
  • 240 ml oleju o delikatnym smaku, oleju z awokado lub jasnej oliwy
  • 120 ml soku z cytryny
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 łyżeczki miodu,
  • 1 łyżeczka erytrytolu lub 3 krople stewii w płynie
  • otarta skórka z 1 cytryny
  • ½ łyżeczki miałkiej soli morskiej
Wlej olej i sok z cytryny do blendera lub robota. Dodaj pozostałe składniki. Miksuj, aż z listków bazylii zostaną kropki. Przelej dressing do szczelnego pojemnika o pojemności 415 ml lub większej. Przed podaniem potrząśnij pojemnikiem. Przechowuj w lodówce do 4 dni.

Makaron i łosoś w glazurze

Łosoś w glazurze (fot. Tatiana Briceag) Łosoś w glazurze (fot. Tatiana Briceag)

Przepis na 4 porcje. Przygotowanie: 5 minut. Czas gotowania: 20 minut

To nie tajemnica, że mam bzika na tle dodawania różnych, startych spiralnie warzywnych klusek do dań keto. Jest jeszcze ryż z kalafiora, sprawdzony zamiennik zwykłego ryżu w prawie każdym daniu. Do zastępowania węglowodanów w daniach keto wystarczą te dwa składniki, ale jest jeszcze jedno rozwiązanie. Konjac! Konjac to inaczej dziwidło Riviera, zioło bezglutenowe z Azji, o łodydze bogatej w błonnik pokarmowy.

Być może słyszałaś o produktach, takich jak: NuPasta, Miracle Noodles i Miracle Rice, które przeobrażają ten błonnik w nadzwyczajny zamiennik ryżu i makaronów. Te produkty są wspaniałe i nadają się nie tylko do keto. Zwiększają ilość błonnika pokarmowego. Dzięki nim możesz zachować makarony i ryż w diecie. Jeśli masz ochotę na eksperymenty, możesz zastąpić tymi produktami warzywa starte spiralnie i ryż z kalafiora we wszelkich daniach keto. Zamawiam je w sklepie internetowym Thrive Market, ale możesz je znaleźć w sklepach ze zdrową żywnością.

Użyłam w tej potrawie makaronu konjac, ale możesz go zastąpić startymi spiralnie warzywami. Do moich ulubionych gatunków należy cukinia, japońska rzodkiew i łodygi brokułów lub ugotowana dynia makaronowa. (Uwaga! Przepadam za surowym makaronem z warzyw ze względu na chrupkość, ale możesz je krótko obgotować). Możesz też poszukać makaronu z wodorostów morskich. Ja nie bardzo je lubię, ale wielu ludzi je uwielbia. Mają nieco większą wartość odżywczą niż makaron konjac.

Składniki:

  • 135 ml oleju z awokado
  • 60 ml aminokwasów kokosowych
  • 2 łyżki plus 2 łyżeczki koncentratu pomidorowego
  • 2 łyżki octu cydrowego
  • kawałek (5 cm) świeżego startego korzenia imbiru
  •  4 ząbki czosnku, roztarte
  • ½ łyżeczki miałkiej soli morskiej
  • 455 g fileta z łososia, pokrojonego na 4 równe kawałki
  • 2 opakowania (198 g) makaronu konjac lub innego niskowęglowodanowego
  • 2 dymki, pokrojone na plasterki
  • garść świeżych liści kolendry, grubo posiekanych
  • 1 łyżeczka ziarna sezamu
Rozgrzej 75 ml oleju na dużej patelni, na średnim ogniu. W tym samym czasie przygotuj sos. W małej misce wymieszaj pozostałe 60 ml oleju, aminokwasy kokosowe, koncentrat pomidorowy, ocet, imbir, czosnek i sól. Przełóż łososia na gorącą patelnię, zmniejsz ogień i polej sosem. Resztę sosu wlej na patelnię. Przykryj i podgrzewaj na małym ogniu 15 minut, aż ryba się zrumieni i będzie lekko usmażona. Usmażonego łososia przesuń na bok patelni, robiąc miejsce na makaron. Dorzuć makaron i szczypior. Podrzucając, wymieszaj z sosem. Przełóż łososia na makaron. Smaż jeszcze 3–5 minut, aby podgrzać makaron. Posyp łososia kolendrą i sezamem. Rozłóż makaron i rybę na 4 talerze. Skrop każdą porcję sosem z patelni.

Łosoś z serem i makaronem cukiniowym

Łosoś z makaronem cukiniowym (fot. Tatiana Briceag) Łosoś z makaronem cukiniowym (fot. Tatiana Briceag)

Przepis na 4 porcje. Przygotowanie: 5 minut (nie licząc czasu gotowania bekonu). Czas gotowania: 35 minut.

Jeśli możesz jeść ser, użyj w tej potrawie prawdziwego produktu. Możesz zastąpić go najlepszym zamiennikiem, serem bezmlecznym. Albo jeśli żyjesz dietą keto bez sera i dobrze się czujesz, całkiem go pomiń! Wolę to danie bez sera, ale to moje dziwactwo. Należałoby zmienić nazwę na łosoś z makaronem cukiniowym, ale jeśli akceptujesz powyższe sformułowanie, to i mnie to nie przeszkadza.

Składniki:

  • 2 łyżki oleju z awokado, oleju kokosowego lub ghee
  • 1 łyżeczka papryki w proszku
  • 1 łyżeczka suszonego tymianku
  • ½ łyżeczki suszonej bazylii
  • ½ łyżeczki suszonego oregano
  • ¾ łyżeczki miałkiej soli morskiej
  • ¼ łyżeczki czarnego pieprzu
  • 455 g filetu łososia, pokrojonego na 4 równe porcje
  • 2 duże pomidory, pokrojone w kostkę
  • 120 ml wywaru z kości kurczaka
  • 120 ml pełnotłustego mleczka kokosowego
  • 3 ząbki czosnku, roztarte
  • ½ łyżeczki czerwonego chili w płatkach
  • 2 średnie cukinie, skrojone spiralnie
  • 70 g szpinaku, posiekanego
  • 4 plastry bekonu (ok. 112 g), usmażone na chrupko i pokruszone
  • 105 g pokruszonej mozzarelli (bezmlecznej lub zwykłej)
Rozgrzej olej na dużej patelni, na średnim ogniu. W tym samym czasie, w średniej misce, wymieszaj paprykę w proszku, tymianek, bazylię, oregano, ¼ łyżeczki soli i pieprz. Obtocz filety z łososia po jednym w przyprawach. Kładź na patelnię. Smaż po 6 minut z każdej strony, aż się zrumieni. Po 12 minutach smażenia przełóż rybę na talerz. Na patelni zostaw soki ze smażenia. Wrzuć pokrojone w kostkę pomidory, czosnek, chili w płatkach i pozostałe ½ łyżeczki soli. Wlej wywar i mleczko kokosowe. Często mieszając, gotuj 15 minut na średnim ogniu, aż sos lekko zgęstnieje. Wrzuć na patelnię makaron z cukinii i posiekany szpinak. Podrzucając, wymieszaj z kremowym sosem pomidorowym. Połóż usmażonego łososia na makaron z cukinii. Posyp bekonem i pokruszonym serem. Przykryj, zmniejsz płomień i podgrzewaj jeszcze 5 minut, aż ser się stopi. Rozłóż makaron i łososia z serem na 4 talerze.

  1. Zdrowie

Zakwaszenie organizmu - jakie produkty poprawią nasze samopoczucie?

Dieta alkaliczna to dieta bogata w produkty zasadotwórcze. Stosowanie jej to najprostszy sposób na odkwaszenie organizmu. (fot. iStock)
Dieta alkaliczna to dieta bogata w produkty zasadotwórcze. Stosowanie jej to najprostszy sposób na odkwaszenie organizmu. (fot. iStock)
Męczą nas przewlekłe migreny? Bóle pleców? Dolegliwości jelitowe? Zdarza cie się „rodzić” kamienie? A może nie radzimy sobie z ciągłym zmęczeniem? Jeśli wyniki badań mamy w porządku, być może przyczyną jest zakwaszenie organizmu. Czas nadać własnej diecie charakter bardziej zasadowy.

Na ogół wszystko zaczyna się po 35. roku życia. Dolegliwości, które dotąd  doskwierały nam tylko od czasu do czasu, pojawiają się coraz częściej i nie dają żyć. Może to oznaczać zakłóconą przez wiele lat równowagę kwasowo-zasadową, jeden z najważniejszych mechanizmów regulujących nasz ustrój. Jest podstawą prawidłowego przebiegu procesów życiowych i niezbędnym warunkiem do zachowania kondycji psychofizycznej. Jej zachwianie prowadzi do kryzysów, które nieleczone lub tylko zaleczane przeradzają się w schorzenia przewlekłe. Często nie zdajemy sobie sprawy, że zamiast chodzić po lekarzach, szprycować się środkami uśmierzającymi ból lub na siłę próbować obudzić się kolejną kawą, wystarczy wprowadzić do codziennego jadłospisu produkty alkalizujące ustrój i śledzić dobroczynne zmiany.

Jak zmierzyć poziom zakwaszenia organizmu?

Można to sprawdzić na kilka sposobów. Najpopularniejszy to laboratoryjne badanie krwi. Optymalne pH dla niej to 7,35–7,45. Najdrobniejsze odchylenia od tej normy prowadzą do pogorszenia samopoczucia. Większe – do powolnej śmierci. Przy pH krwi równym 6,95 następuje śpiączka cukrzycowa, z kolei pH 7,7 jest przyczyną tzw. drgawek tężyczkowych. Wprawdzie trzeba naprawdę przesadzić, by osiągnąć tak skrajne wartości, jednak pokazują one, o jak ważną sprawę możemy zawalczyć zrównoważoną dietą. Lekarze polecają mierzenie zakwaszenia ustroju za pomocą pasków lakmusowych, które można umieszczać w ustach lub pod strumieniem moczu. Norma dla śliny mieści się w granicach 6,5–7,3 pH. Z kolei obojętny odczyn moczu ma pH między 6,9 a 7,1. Takim mogą pochwalić się np. wegetarianie. Im bardziej zakwaszony organizm, tym niższe pH. Odczyn poniżej normy ma większość ludzkości.

Mięso, wędliny, ryby, jaja, także mleko i nabiał to jedzenie kwasotwórcze. Nasze pH obniży też czarna herbata, kawa, pieczywo i wszelkie słodycze. Jednym słowem przygniatająco duży procent przeciętnego jadłospisu Polaka ma odczyn pchający go w kierunku choroby. Do tego doliczyć trzeba papierosy i alkohol. Ciekawe, że środowisko kwasowe w naszym ustroju pogłębia również przewlekły stres i nieodreagowany przesadny wysiłek umysłowy. Odnajdujesz w tym siebie?

Dieta odkwaszająca organizm

Odkwaszenie poprawia nastrój już w kilka dni po rozpoczęciu diety. Przez pierwszy tydzień warto jeść wyłącznie produkty zasadowe, a należą do nich prawie wszystkie warzywa z wyjątkiem grochu, soi, ziemniaków, ciecierzycy, fasolki kidney i grzybów. Najsilniej alkalizują trawy, kiełki, mniszek lekarski, ogórek, warzywa morskie, zielony kalafior, jarmuż i natka pietruszki. Także pomidor, awokado, fasolka szparagowa, biała fasola, szczaw, szpinak, czosnek, seler naciowy, kapusta, sałata, papryka słodka, brokuły, endywia, rukola, buraki, rzodkiewka i imbir. Lekko zasadowe, prawie neutralne to brukselka, groszek, szparagi, karczochy, żywokost lekarski, kalafiory, cukinia, rabarbar, pory, rzeżucha, szczypior i kalarepa.

Niektóre owoce, które pozornie mają kwaśny smak, po dostaniu się do żołądka tworzą odczyn alkaliczny. Do takich należą cytryny, grejpfruty, wiśnie i truskawki. Natomiast do owoców zakwaszających – borówki, pomarańcze, banany, ananasy, brzoskwinie, arbuzy, melony, mango, jabłka, jeżyny, świeże figi, jeżyny, morele, papaja, mandarynki, porzeczki czerwone, agrest, winogrona, żurawiny, borówki i maliny. Do orzechów obniżających pH zaliczają się pistacje, orzechy włoskie i nerkowce. Alkalizują zaś migdały i orzeszki sojowe.

Zasadotwórcze przyprawy to: czerwona papryka ostra, pieprz kajeński, czosnek, imbir, cebula, sezam, kminek i sól morska. Zakwaszające: gałka muszkatołowa, wanilia, sól kamienna i majonez. Spośród produktów zbożowych warto unikać ryżu, pszenicy, żyta, amarantusa i chleba. Za to postawić na komosę ryżową, kaszę gryczaną i orkisz. Co do picia? Jeśli herbata, to tylko biała lub zielona. A jeżeli kawa, to zbożowa. Do tego woda mineralna, napary z ziół, także sok buraczany i brzozowy.

W czasie diety alkalizującej ważne jest, by zapewnić sobie co najmniej trzy rozłożone w czasie posiłki i jeść powoli, przeżuwając dokładnie pokarm. Specjaliści od zabiegów odkwaszających zwracają też uwagę na to, by nie najadać się do syta. Im prościej przyrządzona potrawa, tym zdrowsza. Po tygodniu takiego jedzenia można włączyć do menu produkty kwasotwórcze, pamiętając, żeby nigdy więcej nie przekroczyły 30 proc. jego zawartości.

  1. Kuchnia

Toskańskie castagnaccio na jesień

Kasztanowy placek - jesienny przysmak ze środkowych i północnych Włoch. (fot. iStock)
Kasztanowy placek - jesienny przysmak ze środkowych i północnych Włoch. (fot. iStock)
Jesień to czas kasztanów, również tych jadalnych. Najlepiej wiedzą o tym Włosi i Francuzi. Kasztany nie kojarzą im się tylko z przekąską, którą zjada się na ciepło, zaraz po upieczeniu. To są również desery, ciasta, czy naleśniki wyrabiane z mąki kasztanowej. Toskańskim specjałem, o tej porze roku, jest castagnaccio – kasztanowy placek z rodzynkami i orzeszkami piniowymi. Dla miłośników kasztanów, jak znalazł.

Sycący, oryginalny w smaku placek w całości wypiekany jest z mąki kasztanowej (bez problemu powinniśmy ją dostać w sklepach ze zdrową żywnością). Obszar Apeninów od wieków obfitował w jadalne kasztany. Wyrabiano z nich mąkę i pieczono placki, które zastępowały tradycyjny chleb. Castagnaccio wypiekano już w XVI wieku w Toskanii, w formie prostego placka. Używano głównie czterech składników: mąki kasztanowej, wody, oliwy i rozmarynu. Niektórzy urozmaicali przepis dowolnie dodając przeróżne składniki: cukier, albo skórkę pomarańczy, miód, ale także ser, czy nawet smalec – można więc było otrzymać wytrawną wersję placka lub słodką. Z biegiem czasu rodzynki i orzeszki piniowe stały się najpopularniejszymi składnikami i występują do dziś w klasycznej recepturze castagnaccio. Jednak niektórzy nadal eksperymentują, dodając np. orzechy włoskie lub szarą renetę. W tradycyjnym przepisie używa się również rozmarynu, jednak można z niego zrezygnować, jeśli ktoś nie przepada za tą przyprawą.

Składniki:

  • 300 g mąki kasztanowej
  • Około ½ l wody
  • 3 łyżki oliwy
  • 100 g orzeszków piniowych
  • 100 g rodzynek
  • 1 łyżka cukru (opcjonalnie)
  • Szczypta soli
  • Świeży rozmaryn (opcjonalnie)
Namaczamy rodzynki w ciepłej wodzie. Mąkę kasztanową przesiewamy do dużej miski i dodajemy szczyptę soli i cukru. Wlewamy powoli wodę mieszając ciasto, aż uzyskamy jednolitą, gładką masę. Odsączone rodzynki dodajemy do masy, razem z orzeszkami piniowymi. Oliwą smarujemy blachę do pieczenia i wylewamy masę. Placek nie powinien być zbyt wysoki (około 1 - 2 cm). Pieczemy w 200 st. przez około pół godziny, aż na wierzchu utworzy się popękana skorupka. Ozdabiamy rozmarynem (jeśli ktoś lubi rozmaryn, może dodać wcześniej trochę listków do surowego ciasta).