fbpx

Śledzie! Jeść i wiedzieć!

Śledzie! Jeść i wiedzieć!
„Ambasada śledzi”, czyli wszystko o śledziach plus wyjątkowe, oryginalne przepisy!

Najbardziej zaciekawiły mnie śledzie w chłodnikach! I na słodko: w truskawkach! Poczułam apetyt czytając o rolmopsach z gruszkami z imbirem. I oblizałam, widząc śledzie po litewsku, czyli z borowikami! „Ambasada śledzi” przekonała mnie, że nie jestem skazana na sushi, jeśli marzy mi się rybia egzotyka! Swojskiego śledzia mogę zjeść z fantazją i to przez cały rok.

Wiadomo: z oliwą najlepiej lnianą i cebulką. Albo z majonezem, jajkiem i sałatką warzywną. Jakie moje wyobrażenia na temat śledzia były ubogie! Na szczęście lektura „Ambasady śledzia” wzbogaciła moją wyobraźnie, wiedzę i to co najważniejsze – doznania smakowe!

W moim domu śledzie przed świętami kupował, moczył i czyścił ojciec. On też potrafił wyjąć, a potem przyrządzić to czego ani ja ani mama nie chciałyśmy jeść, a mianowicie mlecz i ikrę (potem do nich powrócę). A więc ojciec jadł to c śledź miał w sobie sam. I dlatego w ogóle o tym skarbie śledziowym zapomniałam. Książka Marty Sawickiej-Danielak i Filipa Danielaka przypomniała mi i ojca, i czas spokojnego dzieciństwa, i to, że śledź to super rybka. Ojciec przyrządzał śledzie z oliwą i cebulką. I tak nauczyłam się je jeść…

Lubię śledzie i boleśnie odczułam, kiedy okazało się, że kupienie takich „prawdziwych” z drewnianej beczki lub surowych do smażenia – graniczy z cudem. Rynek zalały wyroby gotowe – pełne konserwantów i polepszaczy smaku. Poza tym nie szukałam śledzi do domowego przetworzenia, bo prawdę mówiąc – nie widziałam powodu. Przed lekturą „Ambasady…” mogłam powiedzieć: pasuje jak śledź do banana! Teraz powiem, że to cudowna para. Podobnie, jak śledź i truskawki czy śledź i makaron!

W „Ambasadzie…” znalazłam kilkadziesiąt niezwykłych przepisów! Czytelnych i opatrzonych komentarzem, jak przygotować rybę, sos i jak je podać. Przepisy autorzy dzielą na cztery rozdziały, związane z porami roku. Ma to uzasadnienie zdrowotne, gdyż choć o każdej porze roku kupimy wszystko, to spożywanie sezonowych produktów najbardziej służy naszemu zdrowiu. (Jest też coś dla wegan – śledź bez śledzia, czyli jak zrobić tę rybkę z toffu i glonów?). W rozdziale Zima znalazłam przepis na śledzia po japońsku, czyli z użyciem ikry, który przypomniał mi ojca i Święta Bożego Narodzenia jeszcze z ubiegłego wieku! A więc jeśli kupimy całego śledzia znajdziemy wewnątrz mlecz lub ikrę. Autorzy radzą nie wyrzucać „woreczków” (tak to wygląda jakby mlecz i ikra były opakowane w naturalne woreczki), w których jest biała mazia lub kuleczki. Radzą poddać je obróbce i skonsumować. Mlecz to nasienie śledzia samca, jajeczka to ikra samicy – zwane kawiorem ubogich, ale tylko w Europie, bo w Japonii właśnie ikra ze śledzia to prawdziwy rarytas! Jak jeść mlecz? Można na surowo z cytrynka i oliwą z oliwek. Można dodać do zalewy, bo podkreśla smak ryby lub usmażyć. Lub dodawać do past. Dokładnie co i jak znajdziemy między innymi w przepisie Śledź po japońsku, który nijak się ma do tego co serwowała nam pod tą nazwą rodzima gastronomia.

ZAMÓW

E-WYDANIE

A wracając do przepisów: wszystkie podane w „Ambasadzie” opatrzone są zdjęciami, co ważne gdybym miała kłopot z wyobrażeniem sobie ku czemu dążę (i motywacją do postarania się o przekroczenie nawyków) zajmując się śledziem i… czekoladą. Ten przepis poruszył moją wyobraźnię i kubki smakowe – ekscentryczny śledź w czekoladzie! Dlatego poniżej podaję wyjęty z książki przepis:

Czekoladowe szaleństwo!

Śledzie! Jeść i wiedzieć!
Czy wpadlibyście na pomysł połączenia śledzia z czekoladą? Warto zaeksperymentować!

 

Składniki

2 filety śledziowe
5 suszonych śliwek
300 ml czerwonego wytrawnego wina
2-3 łyżki kakao 97% w proszku
1 łyżka miodu gryczanego
1 łyżeczka miodu wielokwiatowego
2 cytryny
1 gałązka świeżej mięty
6 orzechów laskowych (opcjonalnie do dekoracji)

Do odsolenia ryby:

500 ml mleka (2%- 3,2%)

1. Filety odsalam od 4 do 8 godzin w zimnej wodzie, dwukrotnie ją zmieniając a ostatnie 2 godziny w mleku. Powinny być dobrze odsolone, bo to przekąska wręcz deserowa. Pozbywamy się wilgoci, używając ręcznika papierowego i odstawiamy do lodówki.

2. Wyciskamy sok z 2 cytryn, lekko go podgrzewamy, rozpuszczamy łyżeczkę miodu kwiatowego. Sok studzimy, aby był zupełnie zimny. To bardzo ważne, gdyż nawet letni sok może ściąć białko w mięsie, pozbawiając go jędrności. Zimnym sokiem zalewamy filety śledzia i pozostawiamy je na około 2 godziny. Dopiero po tym macerowaniu kroimy rybę na ładne, równe dwucentymetrowe kawałki.

Sos

1. Do tygla wlewamy wino, dodajemy śliwki i doprowadzamy do wrzenia. Gotujemy na wolnym ogniu pod przykryciem około 10 minut.

2. Ręcznym blenderem rozdrabniamy składniki w tyglu (nie musimy gasić ognia).

3. Następnie dodajemy miód gryczany. Dosypujemy kakao, cały czas mieszając łyżką na wolnym ogniu. Gdy kakao się rozpuści i masa będzie gładka, odstawiamy do wystygnięcia. Pamiętajmy, aby za mocno nie odparować czekolady. Nie powinna być zbyt gęsta.

Jak podawać

Do pucharka wkładamy kształtną suszoną śliwkę (powinna być lekko wilgotna), na nią 2 kawałki śledzia. Na każdy kładziemy łyżeczkę sosu, na koniec ozdabiając je małymi listkami świeżej mięty (ważny składnik kompozycji smaku). Ewentualnie posypujemy odrobiną kruszonych orzechów laskowych.

To nie tylko książka kucharska!

„Ambasada…” to nie tylko książka kucharska ku pokrzepieniu ciała, ale także ku pokrzepieniu ducha! To osobista smakowita historia o rybach i ludziach. Opowiedziane z serca i żołądka przez parę pasjonatów Martę i Filipa. Znajdziemy tu kilka słów o nich, o dwojgu młodych ludzi, którzy szukali swojego pomysłu na życie, a potem na gastronomię. Dowiemy się jak podczas jednej z wielu podróży odkryli, że pociąga ich kuchnia, która jest prawdziwa: niczego nie udaje i nikomu się nie podlizuje. A że odnaleźli to, czego szukali w śledziu, dlatego nazwali się jego ambasadorami tej ryby.

W „Ambasadzie…” znajdziemy anegdoty wyjaśniające czym są matiasy, uliki, szmalcówki, krawaty (to rodzaje śledzi!), a także: śledzie zielone, moskaliki, piklingi i Kipery (te nazwy wynikają ze sposobu obróbki ryb.) Dowiemy się jak wybrać śledzie, po czym poznać, że świeże.

A jeśli wśród czytelników znajdą się pasjonaci kulturowej i historycznej obecności śledzia, to „Ambasada” ich nie zawiedzie. Ja z tej lektury dowiedziałam się, że… śledziowi maniacy są wszędzie!

Do 29 lutego 2020 mamy akcję promocyjną! Z kodem rabatowym „ŚLEDZIK” można kupić „Ambasadę śledzia” na stronie sklep.zwierciadlo.pl z rabatem 40%. Rabat liczony od regularnej ceny książki.

Ambasada śledzia
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>