1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Jak rozwijać kreatywność u dzieci?

Jak rozwijać kreatywność u dzieci?

Dziecko wychowywane w duchu kreatywności nie boi się niczego. Nie przerazi go zmiana szkoły, nowy nauczyciel, przeprowadzka, utrata przyjaciela czy trudna lekcja w szkole. (Fot. Getty Images)
Dziecko wychowywane w duchu kreatywności nie boi się niczego. Nie przerazi go zmiana szkoły, nowy nauczyciel, przeprowadzka, utrata przyjaciela czy trudna lekcja w szkole. (Fot. Getty Images)
Rozwijanie dziecięcej kreatywności ma same plusy. Maluch uczy się radzić sobie w każdej sytuacji, nabiera doświadczenia i nigdy się nie nudzi. Rodzice cieszą się za to szczęśliwym, choć nie zawsze czystym, domem. 

Wiele maluchów, które stają przed problemem typu „w hulajnodze odpadło mi kółeczko”, „jestem głodny” czy „nie wiem, jak to wyjąć”, z góry zakłada, że sobie nie poradzi. Dziecko wychowywane w duchu kreatywności, nie boi się niczego. Nie przerazi go zmiana szkoły, nowy nauczyciel, przeprowadzka, utrata przyjaciela czy trudna lekcja w szkole.

Ludzie kreatywni są optymistami, wierzą, że wszystko da się jakoś zrobić – wystarczy chwilę pomyśleć. Są też zauważalni. To oni wygrywają konkursy, olimpiady, do nich należy wszelkie nowatorstwo. Społeczeństwo czerpie ogromne korzyści z posiadania kreatywnych obywateli. Co więcej, im samym żyje się lepiej i radośniej. Dlatego kreatywność to dobre wyposażenie psychiczne dziecka. Na niej zbuduje wysoką samoocenę i będzie niezależne od opinii oraz wpływów innych ludzi.

Kreatywny maluch umie satysfakcjonująco spędzać czas, nie nudzi się we własnym towarzystwie (ogromna zaleta!), nie jest uzależniony od bodźców wygenerowanych przez innych (telewizja, gry, życie towarzyskie). Dobra wiadomość jest taka, że wychowanie człowieka kreatywnego jest proste – wystarczy nie tłamsić w nim naturalnej zdolności do kreacji, czyli radzenia sobie z wyzwaniami po swojemu.

Licz na siebie

Jedna uwaga: niekreatywni rodzice na pewno nie wychowają kreatywnego dziecka. Dlaczego? Ponieważ boją się nowatorstwa, odmienności i szukania własnych rozwiązań. Ludzie kreatywni przerażają niekreatywnych i to stąd tak silnie jako społeczeństwo (w którym przeważają jednostki bierne, nastawione wyłącznie na branie) dążymy do tego, żeby nasze dzieci jak najszybciej opanowały zasady postępowania zgodnie z narzuconymi normami. Mimo że dużo mówi się o prawie do indywidualności i wartości, jaką jest życie w zgodzie z własnymi przekonaniami, nadal wychowujemy dzieci wbrew tej idei, od najmłodszych lat narzucając i nagradzając zachowania standardowe.

Jeśli chcesz wychować człowieka kreatywnego, musisz zacząć od siebie. Zrób rachunek sumienia. Czy jesteś kreatywna? Czy imponują ci ludzie kreatywni? Czy to dla ciebie ważna i ceniona cecha u dzieci? Czy umiesz uniezależnić się od powszechnie przyjętych ścieżek postępowania? Jeśli tak, bawcie się razem, pokaż dziecku, że cudownie jest wymyślać nowe, zwłaszcza trudne rzeczy. Nie otaczaj się rzeczami gotowymi, sztampowymi, nie kupuj na urodziny gotowych ramek i kubeczków, ale zrób coś sama. Dom to idealna przestrzeń do rozsmakowania się w poczuciu satysfakcji z samodzielnie i po swojemu wykonanego zadania. W dziedzinie rozwijania kreatywności dziecka nie licz na system edukacji, ale przede wszystkim na siebie.

Niezbędna baza

Równolegle do pracy nad sobą i pokazania dziecku, jak ogromne poczucie zadowolenia i satysfakcji z życia daje wymyślanie czegoś zupełnie nowego (ciasta, prezentu, ubrania, zabawki, słowa itp.), zajmij się budowaniem zaplecza dla jego pomysłów w postaci rzetelnej wiedzy. Żeby zbudować nowy samolot, trzeba znać podstawy jego konstrukcji.

„Jak mam to zrobić?” – to często zadawane przez dzieci pytanie. Już kilkuletnie dziecko jest przyzwyczajone do tego, że oczekujemy od niego konkretnych efektów. Dlatego wzmacnianie kreatywności malucha warto rozpocząć od uporczywego nieodpowiadania na to pytanie lub odpowiadania w duchu: „Nie wiem, sam to musisz odkryć”. W ten naturalny sposób zmuszamy go, żeby problemy rozwiązywał po swojemu.

Jedno z najskuteczniejszych narzędzi do tłumienia kreatywności dzieci to wymaganie od nich wykonywania prac plastycznych czy pisania wypracowań według jedynego słusznego wzorca. Dziecko dostaje gotowy szablon („idealny” motylek czy dom, „wzorowo” napisane opowiadanie czy bajka) i ma go jedynie starannie odtworzyć. To może być dobre na początek, by poznało zasady sztuki tworzenia, ale na dłuższą metę liczy się to, jakie zasady ono samo ustali (może – dla odmiany – motylek będzie cały czarny, a nie kolorowy, a opowiadanie nie będzie miało morału lub tylko jednego głównego bohatera). Pilnując, by dzieci wykonywały swoje prace „tak jak wszyscy”, uczymy je, że ich własne pomysły są nieatrakcyjne i nieinteresujące dla świata dorosłych.

Jako rodzic nie stawiaj też na czystość, ciszę i porządek za wszelką cenę. Dziecko generuje chaos i hałas – to jego przyrodzona cecha. Nie da się eksperymentować, wymyślać i próbować w ciszy i porządku. Musisz się na coś zdecydować. Kogo wychowujesz – dziecko kreatywne czy wzorowe?

Zabawy na kreatywność

Kreatywność już jest w twoim dziecku. Ono się urodziło jako kreator przyszłości, ale nie zostanie nim, jeśli ten dar zablokujesz. Oto przykłady zabaw, które służą rozwijaniu twórczego myślenia:

„Wszyscy to samo, każdy inaczej”

Rzuć rodzinie pomysł: robimy podstawkę pod doniczkę. Niech każdy zrobi ją, jak chce i z czego chce. To znakomity sposób na uświadomienie dziecku, że są różne drogi rozwiązania tego samego zadania.

„Co można zrobić z…?”

…szyszką, słoikiem, spinaczem? Niech przedmiot przechodzi z rąk do rąk i niech każdy wymyśla, co mu tylko przyjdzie do głowy. Początkowo dziecko, w obawie przed brakiem nagrody, będzie naśladować wasze pomysły, ale szybko odrzuci cudze tory myślowe i najpierw spenetruje, a następnie poszerzy własną wyobraźnię.

„W nowej roli”

Twoje dziecko ma zapewne dziesiątki gotowych zabawek. Przez kilka dni bawcie się nimi, ale zmieniajcie reguły. Niech Barbie będzie szpiegiem międzyplanetarnym, a RoboCop fanatykiem pieczenia ciasteczek. Takie odrzucenie utartych ról daje dzieciom nie tylko masę radości, ale też odblokowuje na ich własne niesztampowe pomysły, co do różnorodnego wykorzystania zabawek.

„Domowy teleturniej”

Jeśli w ten weekend zamierzacie wybrać się do zoo, niech ta tematyka wypełni cały tydzień. Jeszcze przez kilka dni bawcie się, czytajcie, rozmawiajcie, oglądajcie zdjęcia i budujcie z klocków tylko i wyłącznie zoo. A na koniec urządźcie mały teleturniej wiedzy o poszczególnych zwierzętach. Niech ktoś mówi, co niesie do jedzenia, a reszta rodziny zgaduje, dla jakiego to zwierzęcia. Bawcie się w odgadywanie zwierzęcych głosów, wymyślajcie kalambury, nazywajcie części ciała zwierząt. Takie zabawy utrwalają słownictwo, dają swobodę poruszania się w temacie. Poza tym już czterolatek chętnie się dowie i zapamięta, gdzie ptak ma lotki, a gdzie sterówki. Przyda się też piosenka o zoo, najlepiej z trudnymi słowami w rodzaju „mięsożerny”, „płaz”, „owady”, „odwłok”. I oczywiście nauczony na pamięć wierszyk Brzechwy „Zoo na wesoło”.

„Zapomnieliśmy zabawek”

Dzieci mają zdecydowanie za dużo rzeczy do zabawy. A gdyby tak raz wyjechać gdzieś w głuszę i o nich „przypadkiem” zapomnieć? Stanąć przed koniecznością zastąpienia robotów szyszkami? Niebagatelnym plusem takich wyjazdów „w głuszę” jest też ograniczony dostęp do telewizora i Internetu, które w nadmiarze hamują kreatywność i młodych, i dorosłych.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Kreatywni po wakacjach. Jak wrócić do pracy z uśmiechem?

Powrót do pracy po urlopie bywa trudny. Nawet jeśli lubimy to, co robimy, to siedzenie wiele godzin przed komputerem jest monotonne i może frustrować. (Fot. Getty Images)
Powrót do pracy po urlopie bywa trudny. Nawet jeśli lubimy to, co robimy, to siedzenie wiele godzin przed komputerem jest monotonne i może frustrować. (Fot. Getty Images)
Czy pierwszy dzień w pracy po urlopie musi oznaczać powrót do rutyny? Wcale nie! Trenerka rozwoju osobistego Dagmara Gmitrzak radzi, żeby nie wkręcać się w tryb narzekania, a wypoczęty umysł wykorzystać do twórczego myślenia.

Powrót do codzienności po urlopie bywa trudny. Nawet jeśli lubimy to, co robimy, to siedzenie wiele godzin przed komputerem jest monotonne i może frustrować. Co zrobić, żeby ten etap przejść łatwiej?
Wszelka przerwa, zwłaszcza jeśli różni się od codzienności, daje możliwość zdystansowania się do rzeczywistości pracowej, więc urlop – poza oczywistą korzyścią zregenerowania się – niesie możliwość szerszego oglądu sytuacji po powrocie, ponieważ mamy niższy poziom hormonów stresu: kortyzolu i adrenaliny, a to wzmacnia kreatywne myślenie. Dla wielu osób powrót do pracy może nawet wiązać się z przyjemnymi emocjami, bo spotykają się z niewidzianymi przez jakiś czas kolegami, mogą wymienić wspomnienia wakacyjne. Należy pamiętać, że niechęć do pójścia do pracy nie musi wynikać z samego jej charakteru – bo w gruncie rzeczy wielu z nas lubi to, co robi – ale ze stresu, który przekłada się na jej negatywne postrzeganie. Zestresowani widzimy całą rzeczywistość w szarych tonacjach, więc i pracę. Urlop pozwala nam „zabarwić” ten filtr – po powrocie jesteśmy naładowani energią słońca, wiatru, wody i przyrody, mocniej czujemy swoją sprawczość.

Odwróciła pani moje myślenie... Faktycznie, powrót z urlopu może przynieść nie żal, a nowe otwarcie.
Tak, zwłaszcza że jest to też szansa na poprawienie relacji społecznych, bo wszyscy jesteśmy wypoczęci, lepiej nastawieni do siebie. Nikomu nie chce się psuć sobie nastroju i stanu psychofizycznego wdawaniem się w kłótnie czy rywalizację. W efekcie koniec wakacji może okazać się dobrym momentem dla zespołów, żeby twórczo zastanowić się nad kolejnym rokiem. W tym kontekście warto również podkreślić, żeby samemu nie wchodzić w tryb narzekania, żalu za wakacjami, tylko cieszyć się z możliwości odpoczynku i rozpocząć nowy sezon w dobrym nastroju. Taka uważność pozwala dłużej zachować energię z urlopu. A przecież zależy tylko od nas!

Zatem wracamy do pracy wypoczęci, po udanym urlopie, co wyzwala większą kreatywność. Jak ją wykorzystać do wprowadzenia zmian w pracy?
To oczywiście w pewien sposób zależy od tego, co robimy i na ile kreatywność jest na naszym stanowisku potrzebna. Ale w większości przypadków, jeśli spojrzymy „z góry” na naszą pracę, to zauważymy, że pewne rzeczy możemy wykonywać inaczej. I zanim wpadniemy w wir czytania zaległych maili, warto spokojnie się nad tym zastanowić.

W jaki sposób? Może warto wykorzystać ćwiczenie „dlaczego tworzysz” z pani książki „Obudź swoją kreatywność” i zadać takie pytanie w odniesieniu do swojej pracy, czyli: dlaczego robię to, co robię?
Tak, dobrze jest przypomnieć sobie, co nas inspiruje, co sprawia, że chce nam się rano wstać. A jeśli przestaliśmy już czuć te wartości na co dzień, warto zastanowić się, jak znowu poczuć pasję sprzed lat. Życie jest dynamiczne, wzloty i upadki są naturalne, także w pracy, więc i momenty zniechęcenia czy nawet chwilowego wypalenia są nieuniknione. Czasem wystarczy zadać pytanie skierowane do umysłu kreatywnego, bo jeśli wchodzimy w przestrzeń intuicyjną, pojawiają się inspiracje: spotykamy kogoś, trafiamy na odpowiednie zdanie w książce, dochodzi do pewnych na pozór przypadkowych zdarzeń. Nie ma w tym żadnej magii, Jung nazwał to synchronicznością. Mnie samej wielokrotnie to się zdarzyło.

Jak najlepiej upewnić się, czy to, co podpowiada nam wyobraźnia, jest dla nas dobre?
Warto skupić się na reakcji ciała na ten obraz. Jak na przykład reaguje ciało na myśl, że zaktywizuję teraz kontakty społeczne? Czy czuję lekkość, ekscytację, pozytywne poruszenie w sercu i brzuchu? To oznacza, że warto iść za tą inspiracją i sprawdzić, dokąd nas zaprowadzi. Odczucie niechęci, skurcz ciała mogą oznaczać, że potrzebuję teraz pobyć więcej z samym sobą. Dobrze zadać sobie kolejne pytania, aby mieć jasność, co będzie dla mnie najkorzystniejsze.

A jeśli nie chcę robić życiowej rewolucji, ale jednak wciąż się rozwijać, to jak znaleźć coś ciekawego w tym, co robię?
Najlepiej wrócić do pytania o to, co ma dla mnie największy sens. To jest pytanie o pewien rodzaj misyjności. Wyjaśnię to na przykładzie zawodu dziennikarza. Przecież dziennikarz to messenger, czyli ktoś, kto pośredniczy w przepływie prawdziwych informacji. I jeśli okaże się, że tam, gdzie pracuje, nie jest w stanie wypełniać swojej misji, to może jednak trzeba zrobić rewolucję życiową i poszukać nowego miejsca.

Warto też przywołać teorię inteligencji wielorakich Howarda Gardnera, zgodnie z którą ważne jest, abyśmy sobie uświadomili, jakie rodzaje inteligencji mamy najbardziej rozwinięte. Bo na przykład osoba o rozwiniętej inteligencji interpersonalnej nie będzie szczęśliwa w introwertycznym czy stechnokratyzowanym środowisku. Nie będzie mogła korzystać ze swojego daru nawiązywania kontaktów z ludźmi.

Nie zawsze jednak jesteśmy gotowi na radykalną zmianę, może więc, mimo znużenia pracą, dobrze ją utrzymać i szukać realizacji „po godzinach”?
Oczywiście, czasami po prostu nie możemy sobie pozwolić na zmianę pracy, mimo że przeważa w niej rutyna. Wtedy pasja, w której odnajdujemy sens, tym bardziej będzie nam dawała napęd do życia. Mam klientkę, która po godzinach szyje piękne misie. Dzieci je uwielbiają. Nie robi z tego biznesu, ale czerpie satysfakcję, która napędza ją do działania. Dziś mamy wiele możliwości realizowania pasji niezależnie od wieku. I warto z tego korzystać, bo w ten sposób możemy uzyskać dostęp do nieużywanego na co dzień aspektu siebie i odmłodzić się mentalnie.

Wyobrażam sobie, że może to nawet okazać się korzystne dla tej nużącej nas pracy, bo dotarcie do niewykorzystywanych zasobów kreatywności pozwoli inaczej podejść do zadań zawodowych...
Jak najbardziej. Ale może zdarzyć się i tak, że pasja wyzwoli w nas taką kreatywność, że jednak postanowimy zmienić zawód, na co wcześniej nie byliśmy w stanie się porwać. To nie dzieje się od razu, czasami po roku czy dwóch ktoś podejmuje decyzję i robi skok w nieznane. Ja to nazywam „skokiem jaguara”, który robi coś mimo odczuwania lęku. To właśnie jest odwaga! Albo – tak jak przywołany przeze mnie w książce tzw. człowiek renesansu – możemy się nauczyć łączyć pasje i umiejętności, żeby wykorzystać je w różnych zawodach.

Koncepcja człowieka renesansu to ciekawe rozwiązanie na nasze czasy, bo przecież dziś nie możemy się przywiązywać do zawodu na całe życie.
Dokładnie tak. Bycie człowiekiem renesansu oznacza wiele pasji i wiele uzdolnień. Ryzyko, jakie widzę przed osobami o takich cechach, to brak wzorców, przez co one same biorą swoją wewnętrzną różnorodność za wadę, a i przez innych postrzegane są często jako nieodpowiedzialne, niezdecydowane. Ale bycie człowiekiem renesansu jest bardzo cenne, bo stwarza wiele scenariuszy. Niektórzy wykonują jeden rodzaj pracy zimą, inny latem. Ja z kolei pracuję naprzemiennie, na przykład przez jakiś czas piszę, co jest bardziej introwertyczne, a potem organizuję warsztaty i mam intensywny kontakt z ludźmi. Takie osoby muszą opracować własny model pracy. Czasami z pomocą eksperta albo przez lekturę książek o tej tematyce. Akurat w „Obudź swoją kreatywność” dużo o tym piszę.

Może warto wykorzystać na to właśnie moment powrotu z wakacji, kiedy mamy bardziej  otwarty umysł?
I to będzie przejaw naszej kreatywności, która wcale nie polega na strzelaniu setką pomysłów na sekundę, lecz jest umiejętnością umysłu, w którą każdy z nas jest wyposażony. Jeśli tylko stworzymy dla niej odpowiednie wewnętrzne warunki, czyli brak rozproszenia uwagi i otwartość na inspirację, możemy się niepostrzeżenie znaleźć w stanie przepływu, zwanym flow. A wtedy nagle wpadamy na twórcze rozwiązania jakiegoś problemu albo czujemy chęć do zrobienia czegoś kreatywnego. Po prostu.

Dagmara Gmitrzak, trenerka rozwoju osobistego, terapeutka, autorka książek, m.in. "Obudź swoją kreatywność. Jak aktywować twórczy potencjał umysłu". 

  1. Psychologia

Energia z kamienia – na czym polega litoterapia?

Szlachetne kamienie od zarania dziejów budzą silne emocje, przypisuje im się także działanie medyczne. (Fot. iStock)
Szlachetne kamienie od zarania dziejów budzą silne emocje, przypisuje im się także działanie medyczne. (Fot. iStock)
Śpiewając, że brylanty są najlepszymi przyjaciółkami kobiety, Marilyn Monroe myślała prawdopodobnie o ich pięknie. Średniowieczna mniszka Hildegarda z Bingen przypisywała im jednak także działanie lecznicze.

Szlachetne kamienie od zarania dziejów budzą silne emocje, przypisuje im się także działanie medyczne. Najbardziej znana jest dziś praca Hildegardy z Bingen, w której średniowieczna mniszka polecała m.in. szmaragd na atak padaczki czy silne bóle głowy. Historycy przywołują również zapiski Pliniusza Starszego, powstałe w I wieku naszej ery.

Litoterapia, czyli leczenie kamieniami (od lithos – kamień i therapeuo – leczenie, pielęgnacja) opiera się na zasadzie przepływu energii. Kamienie pochodzenia mineralnego zawierają te same pierwiastki co ciało człowieka i mogą uregulować biochemiczny niedobór albo nadmiar w organizmie.

Terapeutyczne działanie kamieni, odrzucane przez medycynę akademicką jako naukowo niepotwierdzone, ma jednak wielu zwolenników. „Dlaczego na przykład korale bledną, gdy osoba je nosząca choruje na niedokrwistość, a odzyskują barwę, gdy wraca do zdrowia?” – pyta prezes polskiej filii światowej federacji medycyny alternatywnej Zbyszko Patyk i zwraca uwagę, że z przeprowadzonych kiedyś badań wynikło, że ułożone wokół głowy kryształy zmieniają zapis encefalogramu.

Mimo niechęci naukowców do litoterapii (która być może wzięła się po części stąd, że sama nazwa powstała w kręgach newage'owskich w latach 70. XX wieku) ma ona jednak wielu praktyków, którzy rozwijają ją jako uzupełnienie medycyny zachodniej.

Jak stosować litoterapię?

Zwolennicy metody radzą, żeby wybrać kamień, który do nas przemówi, i stworzyć własne rytuały z jego udziałem: przytrzymać co rano przez kilka chwil w dłoni czy przykładać do punktów energetycznych na ciele.

Ważna jest również odpowiednia pielęgnacja kamienia, trzeba go czyścić zgodnie ze wskazówkami, czasem w czystej wodzie, w innych przypadkach np. w roztworze soli.

Terapeutyczne znaczenie będzie miało ponadto noszenie biżuterii z wybranym kamieniem czy nawet postawienie go w swoim pokoju.

O kilka wskazówek poprosiliśmy prowadzącą sesję terapii kryształami Alicję Radej (@alicja_radej). Oto, co poleciła na nękające nas często schorzenia fizyczne i psychosomatyczne:

  • na bezsenność: ametyst, celestyn, czaroit, howlit, hematyt, lapis lazuli, sodalit, malachit;
  • na otyłość: czarny onyks, turmalin, kamień księżycowy, cytryn;
  • na wzmacnianie odporności: heliotrop, ametyst, czarny turmalin, zielony kalcyt, karneol, kwarc;
  • na bóle miesiączkowe: serpentyn, tygrysie oko, bursztyn, miedź, chryzopraz;
  • na problemy z menstruacją: serpentyn, tygrysie oko, bursztyn, miedź, chryzopraz;
  • na problemy z menopauzą: cytryn, granat, lapis lazuli, perła, kwarc różowy, rubin, heliotrop.

Wszystkie te kamienie są do kupienia w Polsce.

Kamienie lecznicze wg Hildegardy z Bingen

  • szmaragd
  • hiacynt
  • onyks
  • beryl
  • sardoniks
  • szafir
  • sard
  • topaz
  • chryzolit
  • jaspis
  • praz
  • chalcedon
  • chryzopraz
  • karbunkuł
  • ametyst
  • agat
  • diament
  • magnetyt
  • liguriusz
  • kryształ
  • perła rzeczna
  • karneol
  • alabaster
  • wapień
  1. Psychologia

Przyszłość małżeństwa – monogamia symetryczna

Małżeństwo symetryczne zakłada równość obojga w kochaniu, w ekspresji seksualnej. (Fot. iStock)
Małżeństwo symetryczne zakłada równość obojga w kochaniu, w ekspresji seksualnej. (Fot. iStock)
Pisze się o zdradach, rozwodach, poliamorii itp. Czy jest więc sens zastanawiać się nad monogamią i wiernością albo nad spełniającym te kryteria małżeństwem? Tak, Helen Fisher, amerykańska antropolożka i badaczka miłości, przepowiada im wielką przyszłość. Nowy rodzaj związku nazywa symetrycznym.

Gdyby kobieta żyjąca w monogamii symetrycznej miała opowiedzieć o swojej seksualności, to co by powiedziała? Jak brzmiałoby jej wyznanie? Zainspirowane przez Helen Fisher, amerykańską antropolożkę, napisałyśmy z Izabelą Jąderek, warszawską seksuolożką i psychoterapeutką, wyznanie takiej kobiety: Naga? Jestem otwarta i naturalna w miłości. Nie wstydzę się swojego ciała. Lubię je. Piersi za małe, pupa za duża? Akceptuję swój wygląd, niedoskonałości nie spędzają mi snu z powiek. Jestem taka, jaka jestem. A jeśli coś mi przeszkadza, czuję zawstydzenie czy zakłopotanie, to przyglądam się temu. Zastanawiam się: „Czy tego nie chcę, czy może uważam, że nie powinnam chcieć, bo tak mnie wychowano?”. Naga w seksie, ale też naga w emocjach, w marzeniach, w fantazjach, w pragnieniach: uległości czy dominacji nad tobą. Nie czuję się zmuszona do bierności! Inicjuję seks bez obawy, że powiesz: „Jesteś zbytnio wyzwolona”, albo nawet: „wyuzdana!”. Oddaję ci się też bez wstydu, jeśli tylko mam takie pragnienie. W łóżku mogę śmiać się, krzyczeć albo śpiewać. To zależy, co czuję i jak przeżywam miłość. Mam oczekiwania i chcę, byś je spełnił. Spotkałam cię po kilku bardziej lub mniej nieudanych związkach i nareszcie mogę być sobą, będąc z mężczyzną. Ufam ci. Dajesz mi poczucie bezpieczeństwa.

Cudne? Ba! Ale czy takie pogodzenie ze swoją cielesnością i seksualnością to dla wielu kobiet nie utopia? Czy każda z nas, jeśli tylko zachce, może stać się kimś takim?

Poznaj samą siebie

Myślimy, że serce i miłość to synonimy, mówimy: „Oddałam mu serce”; „Złamał mi serce”. Izabela Jąderek przekonuje, że najważniejsze jest zbudowanie relacji z samą sobą. Poznając siebie, kobieta odkrywa, jak chce się kochać, i znajduje w sobie śmiałość, by właśnie tak to robić. Czy jednak każda z nas może zacząć kochać i żyć w zgodzie ze swoją zmysłowością, seksualnością? I czy jest to aż tak ważne? – W moim osobistym przekonaniu każda może i ma do tego potencjał – stwierdza Izabela Jąderek. – Oczywiście, napotka na tej drodze mnóstwo wybojów, ale kluczem jest słowo „chcieć”: przyglądać się sobie po to, by zrozumieć siebie i swoje potrzeby również w tym aspekcie, jakim jest seksualność. Potem można ją przyjąć albo coś w niej zmienić.

A czy to ważne? Tak, jeśli marzy nam się symetria we dwoje, a nawet małżeństwo symetryczne. Zakłada ono równość obojga w kochaniu, w ekspresji seksualnej. Żeby być równą mężczyźnie w realizacji swoich pragnień, kobieta musi wiedzieć, jakie one są, czego chce od kochanka. A to wcale nie jest takie oczywiste, nawet dla niej samej. Dlaczego? Związek monogamiczny dziś oznacza często tradycyjny podział ról i zależności. Wynika to z wychowania, a często i ekonomii. – Kobieta ekonomicznie zależna bywa też zależna mentalnie – wyjaśnia Jąderek. Powściąga się w łóżku i dostosowuje do partnera, i to w sposób całkiem bezwiedny.

Nie zawsze tak jest, ale jeśli mamy wątpliwości, czy realizujemy swoją seksualność, warto się zastanowić, jak nas wychowano. Czy moi rodzice okazywali sobie nawzajem czułość? Czy ja lubię swoje ciało? Czy potrafię wskazać, gdzie pojawiają się w nim uczucia? A może chcę się upodobnić do modelek, aby poczuć się atrakcyjna? A seks? Czy kojarzy mi się z przyjemnością, czy ze skrępowaniem? To pomoże nam odnaleźć drogę do zrozumienia swojej seksualności i do ewentualnej erotycznej zmiany siebie.

Szczęśliwi we dwoje

Równość ekonomiczna jest ważna, bo zdaniem badaczy monogamia symetryczna to powrót do archaicznego związku, w którym panowało partnerstwo! W czasach łowców i zbieraczy, a więc przed wynalezieniem pługu, kobieta i mężczyzna wnosili tyle samo do wspólnej spiżarni. Czyli byli ekonomicznie równi i dlatego mieli równe prawa erotyczne. Małżeństwo symetryczne wraca, bo kobiety stają się na powrót równe swym partnerom. Ale też mężczyźni mają dziś do wykonania wewnętrzną pracę. Do gabinetu seksuologów trafiają ci, którym przeszkadza, że żona zarabia więcej lub po prostu dużo. Mężczyzna chce czuć się potrzebny, mieć co dać kobiecie. Nie muszą to jednak być pieniądze. A co? Warto nad tym pomyśleć.

Dziś ludzie są ze sobą z różnych powodów i na różnych zasadach. Ale jeśli łączy ich miłość romantyczna (prawie 90 proc. par), czują się sobie równi także w seksie i są wierni, taki rodzaj związku to właśnie monogamia symetryczna. Sposób na szczęście we dwoje. Trwałe szczęście.

To zachęcające! Gdyby więc chcieć stworzyć taki związek, to od czego zacząć? Od udanego seksu? A co jeśli do tej pory seks nie był naszą mocną stroną? Nie wszystkie kobiety nawet go lubią. Można odblokować ukrytą, nawet przed samą sobą, energię seksualną.

– Pomagają w tym rytuały niemające wiele wspólnego z seksem – mówi Izabela Jąderek. – Bo też radość w łóżku znajdziemy, jeśli wejdziemy do niego prowadzeni intymnością i uczuciem. Miłością. Staroświeckie? Może, ale skuteczne – dodaje seksuolożka. Czerpanie radości z seksu opiera się na intymności. Udany seks nie wydarzy się bez udanej relacji, dlatego to, co wzmacnia bliskość, uwalnia także seksualną energię. Kobieta i mężczyzna czasem jej nie odczuwają tylko dlatego, że nie łączy ich intymność.

Miłosne rytuały

Siadamy naprzeciw siebie na łóżku czy dywanie. Dłonie kładziemy w okolicach serca partnera. Próbujemy dostosować oddech do jego oddechu: z jego wydechem bierzemy wdech, tworząc oddechowe koło. Patrzymy sobie w oczy.

– Jedno i drugie z dużą dozą prawdopodobieństwa może się rozpłakać, bo też rzadko kiedy ludzie okazują sobie czułe zainteresowanie przez kilka minut, bez przerwy patrząc na siebie – mówi psychoterapeutka. Po tym czasie, jeśli poczują taką potrzebę, mogą się przytulać, całować, ale nie kochać. Chodzi o odczucie bycia razem blisko, ale bez seksu. To doświadczenie intymne. Czułe bycie razem zbliża bardziej niż seks i przygotowuje do seksu, który buduje intymność. Bo też często brakuje nam właśnie tej czułości. Dlatego taki rytuał czasem wystarczy, by kobieta, która uważała, że nie ma libido, odczuła nagle ochotę na seks. Uważność mężczyzny jako afrodyzjak? Ochota na seks maleje wskutek jej braku. Odwrotnie działa poczucie bycia widzianą. Samo jednak ćwiczenie nie wystarczy.

– Potrzeba uważności w codziennym życiu – dodaje Jąderek. – Ale i na to jest sposób: nauka uważnej komunikacji. Ona lub on mówią przez trzy do pięciu minut. Drugie słucha bez przerywania, a potem powtarza to, co usłyszało, własnymi słowami. „Czy o to chodziło?” Następnie zamieniają się rolami.

– Para dodatkowo może skorzystać z rytuałów, które oparte są już na kontakcie cielesnym, ale nie seksualnym. Dzięki nim można doświadczyć tego, że w seksie nie chodzi o sam mechaniczny akt – dodaje Jąderek.

Kobieta opiera nogi na biodrach partnera, on wprowadza członek do jej pochwy. I tu podobieństwa do stosunku seksualnego się kończą. Bo oboje są tak spleceni przez pięć do dziesięciu minut. Patrzą sobie w oczy. Dłonie trzymają na klatce piersiowej, oddychają w podobnym tempie. A potem on wychodzi z niej i ją przytula. Mówią, co czują. Z seksu lepiej na tę chwilę zrezygnować, a zyska się coś, co będzie pomagało i w nim, i w byciu razem, i w miłości… Genitalia nie służą tylko do seksu, ale też byśmy poczuli, co to znaczy być Jednym. To już jest bardziej emocjonalny czy duchowy wymiar seksu. Przekroczenie jednostkowego bytu.

Mężczyzna w monogamii

– I tu jest sedno sprawy – mówi Izabela Jąderek. – Kobieta żyjąca w monogamii symetrycznej może tak się zachowywać, ponieważ spotkała właściwego mężczyznę – takiego, przy którym czuje się bezpiecznie i do którego ma zaufanie. Tworzą związek partnerski, począwszy od podziału obowiązków domowych, poprzez opiekę nad dziećmi, jeśli je mają, a skończywszy na seksie. To, jacy jesteśmy, ma związek z relacjami, jakie tworzymy.

A gdyby tak dla odmiany miał się nam zwierzyć mężczyzna żyjący w monogamii symetrycznej, to jak brzmiałoby jego wyznanie? Puśćmy znów wodze wyobraźni: Pożądam cię, kiedy masz ogień w oczach. Jesteś pełna energii. A więc kiedy zajmujesz się tym, co cię pasjonuje. Pożądam cię, gdy robimy razem coś nowego, niecodziennego. Jedziemy do jaskiń obejrzeć nietoperze, gotujemy mule na ognisku, a nigdy tego nie robiliśmy. Pragnę cię, kiedy czuję, że mogę się przy tobie swobodnie zachowywać. Chcę cię zdobywać. Zgadywać, kim jesteś. Chcę, byś ciągle wzbudzała moją ciekawość.

Gdy pokochamy i poczujemy się kochane – nie rezygnujmy więc ze swoich pasji. Z siebie. A często tak robimy. Bardziej zajmują nas nowe rolety niż to, co pasjonowało przed ślubem, na przykład taniec współczesny. – Pożądanie karmi się innymi emocjami niż stabilność – dodaje Izabela Jąderek.

Pozwalajmy więc sobie na świeżość, ekscytację, tajemniczość – tam mieszka pożądanie. Pożądanie związane jest z poziomem dopaminy, a ta wydziela się, gdy robimy rzeczy nierutynowe. Dopamina zaś odpowiada za doświadczanie orgazmu, a ten stymuluje przepływ oksytocyny i wazopresyny, budzących uczucie przywiązania. Dlatego udany seks jest elementem szczęśliwej i trwałej miłości. Utrwala on wierność, która wydaje się nieoceniona w związku symetrycznej pary.

Wierność otwiera ciało

Kobieta, która wierzy, że jej partner jest wierny, mogłaby powiedzieć coś takiego: Jesteś dla mnie najważniejszy, ja dla ciebie – jedyna. To pozwala mi przeżywać naszą bliskość wyjątkowo. Moje ciało przed nikim tak się nie otwiera jak przed tobą. Kiedy się kochamy, jesteśmy jednym ciałem i duchem… A tu nagle: trzask! W twoim telefonie zdjęcie nagiej kobiety i SMS: „Będę jutro w porze lunchu”. Zdradziłeś mnie?! A więc nie jestem jedyną, na którą tak patrzysz? Jest jeszcze ktoś, kto stał się ode mnie atrakcyjniejszy, ważniejszy. Ciało się zamyka. Serce się zamyka. Czuję wstyd, lęk przed oceną, porównywaniem. Już nie patrzę na ciebie z miłością. Patrzę z lękiem i złością. Zastanawiam się, kim ty jesteś, kim ja jestem.

Zdaniem belgijskiej psychoterapeutki i badaczki Esther Perel, kiedy kochamy romantycznie, symetrycznie, zdrada bywa ostateczna właśnie dlatego, że sięga naszej tożsamości, poczucia tego, kim jesteśmy. Kiedy kochamy, wierność jest konieczna. Kiedy jesteśmy z kimś dla złotej karty, nie ma ona takiego znaczenia. Ale też trudniej wtedy o to upragnione szczęście we dwoje. Symetryczna miłość daje głębsze możliwości realizowania siebie we dwoje, ale więcej też wymaga.

Przyszłość małżeństwa

Dla wielu to żart. Wzrasta akceptacja dla rozwodów, ba, pojawił się nawet nowy rodzaj wstydu – związany z tym, że nie odchodzimy od kogoś, kto jest nie taki, jak powinien. Nie sprzyja monogamii także stawianie na siebie.

– Mimo to, a może właśnie z tego powodu, monogamia jako swoista przeciwwaga powraca – stwierdza seksuolożka. Kultura konsumpcyjna, oderwanie seksu od miłości nawet jeśli dają przyjemność, to także nużą. Coraz częściej widać chęć powrotu do takich wartości, jak miłość, partnerstwo, czułość. Zmianie ulega tylko definicja związku i potrzeb z nim związanych. Nie rezygnujemy ze ślubu. Mamy po prostu inną strategię szukania partnera czy partnerki – czekamy, aż będziemy pewni. A pewni bywamy zazwyczaj po kilku związkach. Bliżej 40. niż 20. urodzin. Nadal jednak chcemy kochać i być kochani.