1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Agresywny partner – jak rozpoznać przemoc?

Agresywny partner – jak rozpoznać przemoc?

Mimo widocznego postępu w tym zakresie w naszej kulturze wciąż istnieje pewna doza przyzwolenia na przemoc, szczególnie wobec kobiet. (Fot. iStock)
Mimo widocznego postępu w tym zakresie w naszej kulturze wciąż istnieje pewna doza przyzwolenia na przemoc, szczególnie wobec kobiet. (Fot. iStock)
Mimo widocznego postępu w tym zakresie w naszej kulturze wciąż istnieje pewna doza przyzwolenia na przemoc, szczególnie wobec kobiet. Niewybredne żarty, protekcjonalne traktowanie, silną zazdrość i chęć kontroli traktuje się z przymrużeniem oka, a czasem nawet jako objawy miłości. Na co zwrócić uwagę i jak reagować?

„Mój partner jest jakiś taki dziwny, nerwowy chyba za bardzo. Nie wiem, co mam o tym myśleć” - mówi niepewnym głosem kobieta na swojej pierwszej konsultacji u psychologa. „Niby dobry jest, nie pije, nie bije, nie zdradza, ale jakoś tak źle się czuję – czy to ze mną jest coś nie tak? On pewnie ma rację, że przesadzam. Po prostu mu zależy”. Tego typu wątpliwości bardzo często pojawiają się w rozmowach na temat związków. Kobieta z biegiem czasu czuje się w relacji z partnerem coraz bardziej bezradna, wyizolowana, przygnębiona. Na pierwszy rzut oka związek wydaje się zwyczajny, taki jak wszystkie, a jednak codzienność z jakiegoś powodu zaczyna być coraz bardziej depresyjna, a większość uwagi skupia się tylko wokół partnera i zadowalania go. Warto w takim momencie przytomnie przyjrzeć się swojemu życiu i związkowi.

Pierwsze sygnały przemocy

Na co zwrócić uwagę? Pierwsze sygnały tego, że coś zmierza w niewłaściwą stronę, to właśnie zachowania i zwyczaje wciąż uważane niestety za normalne i niewinne. Na przykład partner w towarzystwie regularnie opowiada dowcipy o głupich kobietach. „A znacie ten kawał o blondynce?” – rzuca przy znajomych, a potem jeszcze dodaje z uśmiechem „Pamiętasz kochanie? Ty też tak zrobiłaś w zeszły piątek”. Zastanowić powinny powtarzające się nieprzyjemne docinki i komentarze dotyczące słabości, ograniczeń, wyglądu itd.

Kolejna typowa, a nawet promowana postawa to zazdrość. O ile aktywne zabieganie o partnerkę i porównywanie się z innymi mężczyznami jest naturalne, o tyle obrażanie się, awantury i próby izolacji od zwyczajnych kontaktów społecznych są już niepokojące. Czasami zaczyna się od uporczywie wracających podejrzeń, przytyków i pytań w stylu „A Ty co tam z nim robiłaś? Nie za często rozmawiasz z tym swoim kolegą?”. Następnym krokiem są często próby inwigilacji – sprawdzanie sms-ów, połączeń, włamywanie się na konta pocztowe i portale społecznościowe a potem zniechęcające komentowanie wszelkich rozmów i gestów.

Oczywiście zachowania te same w sobie przemocą jeszcze nie są, ale są na pewno przekroczeniem granic i wyrażają postawę wyższościową wobec kobiety. Wyczuwalne są już tendencje do traktowania partnerki jako własności, kogoś głupszego i całkowicie zależnego. Przemoc w rodzinie opiera się miedzy innymi na takich właśnie przekonaniach i zmierza w kierunku zdobycia władzy i kontroli nad drugą osobą. Przemoc prawie nigdy nie zaczyna się od uderzenia pięścią na pierwszej randce. Kiedy partner upiera się, że wie lepiej, co dla kobiety jest dobre i za wszelką cenę próbuje jej to wmówić, nie uwzględniając jej zdania, to na pewno przekracza granice szacunku i podmiotowego traktowania. Na pewno niepokojące jest też, gdy bywa impulsywny i wulgarny w czasie kłótni, potrafi obrażać i grozić (nawet nie wprost).

Warto więc reagować już na pierwsze sygnały, bo daje to szansę na szybsze przepracowanie wewnętrznych problemów i zbudowanie związku opartego na szacunku i miłości, ewentualnie pozwoli poszukać pomocy lub odejść, kiedy jeszcze nie doznało się ogromnej krzywdy.

Jak reagować?

Co więc robić? Po pierwsze rozmawiaj o tym na bieżąco z partnerem, ale też z zaufanymi osobami. Gdy partner daje wyraz wyższosciowej postawie – zapytaj go, czy naprawdę tak uważa? Może tak jest rzeczywiście, a może nigdy nie zastanawiał się nad tą kwestią i po prostu powtarza gimnazjalne dowcipy, a tym przypadku taka rozmowa może zwrócić jego uwagę na to, że, podtrzymując stereotypy, rani Ciebie, a w szerszej perspektywie przyczynia się do budowania kultury przemocy.

Otwarcie wyrażaj swoje reakcje emocjonalne na to, co on robi. Jeśli zrobiło Ci się przykro, powiedz o tym. Stań za sobą, wyraź uczucia i postaw granice. Jeżeli nie zgadzasz się na jakieś zachowanie wobec Ciebie, stanowczo to zakomunikuj, powiedz, czego oczekujesz. Można mieć nadzieję, że to również uwrażliwi partnera, zwiększy jego świadomość i pomoże mu zmienić postawę. Może być jednak tak, że zamiast oprzytomnieć stanie się bardziej agresywny i zacznie udowadniać, że nie masz racji, że Twoje emocje są głupie itd. Sytuacja może się zaostrzać, a jego zachowania mogą być coraz bardziej wrogie i zmierzające do spacyfikowania Twojej siły. Wtedy warto zastanowić się nad sensem takiej relacji. Dobrze jest skonsultować się ze specjalistą, poszukać wsparcia np. u psychologa. Istnieją także instytucje, które oferują bezpłatną pomoc i poradę w sprawach związanych z przemocą. Dzięki takim konsultacjom można zrozumieć więcej z tego co się dzieje w związku, znaleźć swój sposób na wyjście z tej trudnej sytuacji, a w bardziej niebezpiecznych momentach uzyskać wsparcie instytucjonalne.

Adam Chojnacki, psycholog, psychoterapeuta w Instytucie Psychologii Procesu. Pracuje w interwencji kryzysowej, prowadzi terapię dla osób doznających i stosujących przemoc oraz osób po traumie. Prowadzi prywatną praktykę psychoterapeutyczną i szkoleniową.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Agresja i przemoc w związku – dlaczego kobiety nie reagują w porę?

Powoli, wręcz w niewidoczny sposób, eskalująca tendencja do dominacji, władzy w rodzinie, poniżania i budowania napięcia zaczyna tworzyć tzw. niewidzialną klatkę (fot. iStock)
Powoli, wręcz w niewidoczny sposób, eskalująca tendencja do dominacji, władzy w rodzinie, poniżania i budowania napięcia zaczyna tworzyć tzw. niewidzialną klatkę (fot. iStock)
Prawdopodobnie każdy z nas zna osoby uwikłane w związek, w którym pojawia się przemoc mniej lub bardziej nasilona. Rodzina, znajomi, może ktoś w sąsiedztwie… widzimy powtarzające się przykre wydarzenia i niejednokrotnie krzywdę członków rodziny. „Dlaczego ona nie odejdzie?” – pojawia się często pytanie. „Po co w tym tkwi?!”. Agresja zaczyna się zwykle od drobnych sygnałów, a potem rozwija się i nasila, aż do rozmiarów zagrażających bezpośrednio zdrowiu i życiu. Jak to się dzieje?

Anna całe popołudnie czeka w napięciu na powrót męża, nasłuchuje jego kroków na schodach – czy dziś mocno stuka butami? Siedząc w kuchni, gdzie „powinna” być o tej porze, słucha dalej, jak on zamyka drzwi, jak wzdycha. Przez lata nauczyła się po tych szczegółach rozpoznawać, czy dziś będzie awantura. Najgorzej jest wtedy, kiedy mąż już w korytarzu klnie coś pod nosem, wtedy wiadomo, że obiad będzie kiepski, że bałagan w domu i to wieczne „a co ty niby zrobiłaś tutaj przez cały dzień?”. O docenieniu czegokolwiek nie ma mowy, no może czasem w łóżku powie „od razu mi lepiej”, ale to też rzadko, bo zwykle narzeka, że musi domagać się tego, „co mu się w nocy należy”, a nawet brać siłą. On jest z tych, którzy twierdzą, że gwałt w małżeństwie nie istnieje.

Pierwsze niepokojące sygnały

Często już na początku związku można zauważyć pewne oznaki skłonności do agresji u partnera, do kontrolowania innych, czy nieumiejętności panowania nad sobą. Takich sygnałów nie powinno się bagatelizować i warto reagować od razu, kiedy tylko się pojawiają. Niestety nasze normy kulturowe do pewnego momentu przesłaniają przytomne spojrzenie na sprawę. Często, kiedy partner próbuje nam wmówić, że wie lepiej co dla nas dobre, wyśmiewa nas czy przejawia tendencję do kontroli nad naszymi kontaktami z innymi ludźmi, to nie widzimy w tym nic złego. Zwykle z obu stron związku padają racjonalizacje typu: „bez zazdrości nie ma miłości”, „to tylko takie żarty, po prostu lubi się przedrzeźniać”. Czasami jednak te tendencje się nasilają. Jedna ze stron w związku nie radzi sobie z lękiem, frustracją, niską samooceną, nie wie, co to bezpieczna bliskość i w konsekwencji coraz częściej ucieka się do przemocy psychicznej. Ta zwykle pojawia się wcześniej niż fizyczne ataki.

Mechanizmy zniewolenia

Powoli, wręcz w niewidoczny sposób, eskalująca tendencja do dominacji, władzy w rodzinie, poniżania i budowania napięcia zaczyna tworzyć tzw. niewidzialną klatkę. Często pojawiające się wyrzuty, awantury pod pretekstem braku podporządkowania, ciągłe docinki i krytyczne komentarze budują specyficzną atmosferę w domu. Nie wolno reagować, nie wolno mówić. Ofiara takiego traktowania nie ma śladów po biciu, często nawet sama nie wie, dlaczego coraz gorzej się czuje oraz jak o tym rozmawiać z bliskimi. Po prostu boi się „tego kogoś” w partnerze, jego „mrocznego pasażera”, który w każdej chwili może wkroczyć do akcji i zrobić coś nieprzewidywalnego, niebezpiecznego.

Z czasem wybuchy agresji mogą być coraz bardziej jawne, widoczne, dochodzi nawet do fizycznej przemocy. Jednak kolejną pułapką utrudniającą ocenę sytuacji są tzw. cykle przemocy. Po każdym wybuchu czy ataku jego sprawca staje się miły, przeprasza, przynosi kwiaty i obiecuje, że „nigdy więcej”. Kolejne dni lub tygodnie rodzinnej sielanki wzbudzają nadzieję, że się zmienił, dotarło do niego to, co zrobił. Czujność opada, a w międzyczasie w związku powoli narasta napięcie, z którym znów nie można sobie konstruktywnie poradzić. Po jakimś czasie następuje kolejny wybuch: sprawca sobie ulży, ofiara znajduje się w szoku, lęku i bezsilności. Powoli wykształca się syndrom wyuczonej bezradności, który nie pozwala na wydostanie się z tej psychologicznej sytuacji.

Można by opisywać wiele mechanizmów i zachowań, które wikłają osoby w przemocowym związku. Wszystkie one jednak sprawiają, że dwoje wolnych i dorosłych ludzi zmienia się w parę jak z okropnej bajki. Często jest tak, że po kilku latach podobnej relacji kobieta czuje się mała, bezsilna, zastraszona, podporządkowana – jakby była jakąś małą myszką. Partner staje się dla niej wszechmocnym potworem, któremu nie wolno się sprzeciwić, bo stanie się coś strasznego, będzie tylko gorzej, więc lepiej się nie stawiać, nie reagować. Takie wyobrażenie latami budowane przez „pranie mózgu” w czterech ścianach jest tak silne, że kobiety przychodzące do psychologa czy instytucji opisują swojego partnera jako wielkiego, wpływowego, silnego faceta, który wszystkich przegoni i nie ma na niego silnych. Przez całe tygodnie upierają się, że nic nie da się zrobić. Na koniec okazuje się jednak, że za tym obrazkiem kryje się mały sfrustrowany, skrzywdzony kiedyś człowiek, który nie zapanował nad swoją wściekłością. Właśnie ta iluzja, w której żyją oboje, czasami więzi bardziej niż realne fakty i zagrożenia, choć tym drugim też nie można zaprzeczać.

Co robić?

Jeśli jesteś świadkiem takich sytuacji, znasz kogoś uwikłanego w przemoc w rodzinie – zwróć na to uwagę, porozmawiaj. Zwykle zatrzymuje nas wstyd, niepewność, niechęć do wtrącania się, jednak wyrażenie swojego zaniepokojenia i oferta wsparcia nikomu na pewno nie zaszkodzi. Wręcz przeciwnie – może wytrącić taką osobę ze swoistego transu, izolacji, poczucia niezrozumienia. Może zachęcić do skorzystania z pomocy, podjęcia działań w swojej sprawie. Nie zniechęcaj się, kiedy taka osoba nie zachowuje się tak jakbyś oczekiwał, nie od razu chce działać, wycofuje się. Nie dawaj tylko dobrych rad, a staraj się towarzyszyć, bo wychodzenie z pola przemocy to długotrwały i trudny emocjonalnie proces. Jeżeli sytuacja się nie zmienia, a zagrożone jest czyjeś zdrowie (w tym równowaga psychiczna) lub życie – poinformuj instytucje, które mogą zareagować i zatroszczyć się o słabszych, np. policję, lokalny ośrodek pomocy społecznej.

Jeżeli ta historia dotyczy Ciebie, to na początek uwierz, że zawsze można coś zaradzić. Jeżeli sytuacja w relacji dopiero się zaczyna – zareaguj, postaw granice, powiedz o tym, co czujesz i myślisz o takim traktowaniu. Sprawdź, co na to odpowiada druga strona. Jeżeli nie wiesz jak, boisz się – skonsultuj się z psychologiem, to może Cię wzmocnić, pomóc znaleźć rozwiązania. Poszukaj wsparcia w bliskich osobach, choć może być tak, że i one poczują się bezradne. Każdy z nas ma doświadczenia, które mogą blokować możliwość reakcji i obrony, które sprawiają, że wchodzimy w tę bajkę o krzywdzie i nie wiemy nawet, kiedy to się dzieje. W związku z nimi czasami potrzebna może okazać się psychoterapia. Jeżeli sytuacja jest niebezpieczna dla Ciebie lub najbliższych i nie masz sił, by samemu zareagować, poproś o wsparcie instytucje – po to one są. Warto jak najszybciej zatrzymywać wciąż odtwarzającą się przemoc, bo niestety ona zwykle sama z siebie się nie kończy.

Adam Chojnacki: psycholog, psychoterapeuta, certyfikowany specjalista oraz superwizor w obszarze przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Prowadzi terapię dla osób doznających i stosujących przemoc oraz osób po traumie. Prowadzi prywatną praktykę psychoterapeutyczną i szkoleniową.

  1. Psychologia

„Nie chcę o tym rozmawiać” - o tajemnicach i ciemnych stronach związku mówi Wojciech Eichelberger

Im więcej pozamykanych, niewyremontowanych pokoi w naszym umyśle, tym więcej w nim ciemności, chaosu i strachu. A gdy ludzie zamieszkujący tylko w jednym pokoju wiążą się ze sobą, to każdy wnosi w posagu swoją pilnie chronioną strefę ciemności (fot. iStock)
Im więcej pozamykanych, niewyremontowanych pokoi w naszym umyśle, tym więcej w nim ciemności, chaosu i strachu. A gdy ludzie zamieszkujący tylko w jednym pokoju wiążą się ze sobą, to każdy wnosi w posagu swoją pilnie chronioną strefę ciemności (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Byłam pewna, że Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta mówiący o wolności jako warunku miłości, powie, że trzeba uszanować „nie” partnera. Sama jednak nieraz odczułam, że przemilczanie nie zbliża do szczęścia. Jak więc zachować się, gdy partner czy partnerka niby Sinobrody mówi: „do tego pokoju w moim sercu nie wolno ci wchodzić!”?

Znajomy postanowił sam wyremontować nowe, duże mieszkanie, ale tego nie robi i stoi ono puste, a on z żoną nadal mieszkają w kawalerce. Żona z nim o tym nie próbuje rozmawiać, choć ją to frustruje, bo to tylko wywołałoby dziką awanturę.
Nic nie mogę powiedzieć o tym mężczyźnie, bo go nie znam. Ale na kanwie tej historii możemy pofantazjować na temat ewentualnej ukrytej przyczyny. Może ten mężczyzna nie chce lub nie może wyremontować nowego, wspólnego mieszkania, bo nieświadomie dąży do tego, aby ten związek nie trwał długo? Boi się zażyłości, dłuższej perspektywy we dwoje, bo chce być wierny mamie? Może obawia się rodzicielstwa (większa przestrzeń życiowa często wyzwala w kobietach pragnienie zapełniania jej potomstwem) albo ma uczulenie na farby i wstydzi się do tego przyznać? Cokolwiek jednak by to było, skoro ma moc wyzwalania z pozoru nieuzasadnionych wybuchów złości lub prowokuje do izolowania się, możemy być pewni, że głębokie przyczyny ukryte są w strefie cienia, czyli w nieświadomości. Wszyscy mieszkamy we wspaniałych pałacach umysłu, ale większość z nas używa tylko jednego pokoju. Do pozostałych boimy się nawet zbliżyć, a strych i piwnice budzą w nas paniczny lęk. Rezygnujemy więc z wiedzy i doświadczenia i zaludniamy nasz umysł demonicznymi tworami wyobraźni, skutecznie sami siebie strasząc.

Mówiąc metaforycznie: on nie chce remontować swojego mentalnego pałacu, bo wyobraża sobie, że coś strasznego się tam ukrywa?
To najogólniejsza, symboliczna interpretacja powodów jego zachowania. Ciąży na nas kulturowe tabu zabraniające zaglądania szczególnie do piwnic (cielesność, popędy, tj. seks, agresja, potrzeba indywidualnego przetrwania) i na strychy (miłość, duchowość, ekstaza, wolność). To kulturowe tabu każe nam siedzieć w ciasnym pokoju, wznosić oczy do nieba i modlić się, by ktoś nas stąd zabrał. To wielkie i zasmucające marnotrawstwo możliwości, jakie stwarza człowiecze życie. Na szczęście coraz więcej ludzi zaczyna rozumieć, że warto wreszcie rozgościć się w swoim dziedzictwie. Odkrywa, że od zawsze mieszkamy w niewymownie pięknym, przebogatym pałacu bez ścian i okien. Przeczuwa, że nie wykorzystują swojego potencjału fizycznego, emocjonalnego, intelektualnego i duchowego - i pragnie to zmienić.

Czy jednak czasem trudności i lęki nie są zbyt duże, by warto było zdobywać się na remont?
Jeśli chcemy poczuć siebie, być u siebie w pokoju z samym sobą, wyjść z cienia na światło, to tylko ta droga nas tam doprowadzi. Im więcej pozamykanych, niewyremontowanych pokoi w naszym umyśle, tym więcej w nim ciemności, chaosu i strachu. A gdy ludzie zamieszkujący tylko w jednym pokoju wiążą się ze sobą, to każdy wnosi w posagu swoją pilnie chronioną strefę ciemności. Wtedy często słyszą i mówią: „tylko nie dotykajmy tej sprawy”, „to zbyt bolesne”, „nie chcę o tym rozmawiać” itp. W ten sposób zawężona zostaje przestrzeń, w jakiej ich miłość może się rozwijać. Zamiast poczucia wolności, wsparcia, wspólnego i fascynującego penetrowania możliwości, jakie niesie życie, ich związek staje się polem minowym, po którym poruszamy się  napięciu i lęku. Są jednak tacy, których to kręci, bo dramat i napięcie były ich udziałem od zarania. Każdy jednak, kto chce odpowiedzialnie uczestniczyć w byciu z drugą osobą, ma obowiązek zaglądać do wszystkich nieużywanych komnat, a przede wszystkim do piwnic i na strychy. Bo jeśli na skutek kaprysu losu jakiś zamknięty pokój sam się otworzy, nagromadzona w nim energia cienia może okazać się tak wielka, że osoba, która nie odważyła się na remont, zostanie sama, gdy jej partner ucieknie w popłochu.

Nie rozumiem żony tego znajomego. Gdyby ta sprawa jej nie dotyczyła, to mogłaby odpuścić rozmowy, ale milcząc, mieszka wciąż jak studentka.
Najwidoczniej obawia się, że usłyszy: „Nie szanujesz moich granic i słabości, nie rozumiesz mnie, więc: do widzenia!”. A gdyby prawdziwa była nasza hipoteza, że on nie remontuje mieszkania, bo szuka pretekstu, by ten związek zerwać, to jej naciski są wodą na jego młyn. Na dłuższą metę jednak strategia przemilczania neurotycznych ograniczeń partnera jest destrukcyjna. Jeśli ludzie chcą spędzić życie we dwoje, to muszą być otwarci i zażarci w odzyskiwaniu, przewietrzaniu i remontowaniu nierozpoznanych obszarów umysłu. W przeciwnym razie – prędzej czy później – wpuszczą partnera na minę i zagrożą miłości.

A może ona dobrowolnie i szczerze zrezygnowała z większego mieszkania, doceniając uroki mieszkania z ukochanym w kawalerce?
Jeśli dobrowolnie dla związku zrezygnowała też z macierzyństwa – to szczęść Boże tej parze. Przyznam jednak, że mój psychoterapeutyczny sceptycyzm każe mi powątpiewać w taką możliwość. Szczególnie w dobrowolną i pogodną rezygnację z macierzyństwa. Ten rodzaj szlachetnego poświęcenia z reguły okazuje się bombą z opóźnionym zapłonem. I jeśli zostaną w kawalerce z nieprzepracowanym problemem, będzie on się potęgował, powodując kurczenie się przestrzeni szczerości, swobody i wolności w związku. Dlatego trzeba rozmawiać, pytać o przyczyny. Robić wszystko, co możliwe, by nie dać się zniewolić neurotycznym objawom, cieniowi partnera. To szkodzi zarówno zniewalanemu, jak i zniewalającemu, który żyje w nieustannym lęku i napięciu, bojąc się swojego cienia – czyli siebie samego.

Ale może to jednak wyraz szacunku dla partnera nie zmuszać go, by zajrzał w swój cień?
To raczej współuzależnienie, a nie szacunek. Stajemy się tak sojusznikiem w ukrywaniu drzwi do ciemnych pokoi. Jak żona alkoholika, która pomaga mężowi ukryć konsekwencje jego picia, co pozbawia go szansy na zbudowanie jakiejkolwiek motywacji, by się zmierzył z nałogiem i rozpoczął walkę o swoją wolność i godność. Osoba współuzależniona czerpie bowiem nieuświadomioną satysfakcję z roli nieustannie frustrowanej wybawicielki. Gra w: „Ja cię zbawiam, ale ty się nie dajesz zbawić. Bo jakbyś się dał, to ja bym cię już nie mogła zbawiać i poczułabym się bezużyteczna”.

Naciskać więc, by rozmawiać na trudne tematy i pytać o niezrealizowane plany. Tylko jak?
To niełatwe. Na początku związku każdy chce się pokazać z najlepszej strony, ukrywa więc nieposprzątane pokoje i związane z nimi lęki. Gdy po zakończeniu godowego tańca widać, że wnosimy w posagu sporo nierozwiązanych problemów, często wypychamy ze świadomości tę konstatację. Trudno w czas postąpić mądrze. Raczej zaklinamy rzeczywistość, odkładając sprawę w nieskończoność. Tymczasem im szybciej zaczniemy o tym rozmawiać, tym lepiej. Oczywiście w duchu zrozumienia: „Widzę, że z jakichś niezrozumiałych dla mnie powodów masz kłopot z tym, żeby w ogóle zacząć ten remont. Zauważyłam, że gdy próbuję dowiedzieć się, czemu tak się dzieje, to się strasznie bronisz. Więc skoro to jest sprawa, której nie chcesz przede mną ujawnić, to idź do psychoterapeuty i spróbuj z nim o tym porozmawiać. To ułatwi nam życie. Przy okazji pokażesz, że nasz związek jest dla ciebie ważniejszy niż niechęć do zajęcia się swoim problemem. Wiedz, że dla mnie jest ważne, byśmy zamieszkali w dużym, wygodnym mieszkaniu i by mieć faceta, który gdy coś obiecuje, to tak robi”.

To mądre słowa, ale z doświadczenia wiem, że raczej trudno dotrzeć w spokoju nawet do połowy takiej wypowiedzi...
Nie ma co liczyć na to, że jej adresat przyjmie ją ze spokojem i wdzięcznością: „Jak dobrze, że mi to wreszcie powiedziałaś!”. Ale jeśli mu zależy na związku, to po rozmowie prawdopodobnie coś ze sobą zacznie robić.

W bajce o Sinobrodym żona sama wchodzi do zakazanego pokoju...
Ale ona odkrywa tajemnicę Sinobrodego, nie jego cień. Sinobrody był świadomy tego, co robi – zwodził swoje ofiary i z pewnością żadnej nie kochał. Strefa cienia jest z definicji nieuświadomiona, wymyka się kontroli i działa destruktywnie wbrew naszym najlepszym intencjom. Rozwala związek z ukrycia jak rdza albo w jednym potężnym wyładowaniu, jak grom. Wracając do Sinobrodego, zachował się jednak tak, jakby chciał, by kolejna żona poznała jego tajemnicę. Dał jej klucz do komnaty pełnej trupów poprzednich żon. Tym samym postawił ją przed wyborem. Po tym, co zobaczyła, mogła stać się jego kolejną odrętwiałą z przerażenia ofiarą albo zadufaną w sobie wybawicielką – samobójczynią, która wierzy, że jej miłość go odmieni. Najprawdopodobniej Sinobrody podobnie rozgrywał poprzednie małżeństwa i pozornie nie spodziewał się, że kolejna żona przejrzy jego grę. Lecz w głębi duszy nieświadomie marzył o takiej, która nie ulegnie hipnotycznemu działaniu przemocy ani obezwładniającej zdrowy rozsądek iluzji miłosnej omnipotencji. W ciemnych zakamarkach jego umysłu nie ma bowiem zła – zło jest jawne. Mieszka tam – z jego punktu widzenia przerażająca, bo otwierająca na dobro i miłość – potrzeba ekspiacji i kary. Ludzie zakażeni nienawiścią i chęcią zemsty w swoim cieniu mają dobro. Żyją z obolałym sumieniem, które prowokuje los, by zło się wydało, a cierpienie, które zadają innym, zostało powstrzymane i ukarane.

Ilustracja z Baśni „Sinobrody” Perraulta Charlesa Perraulta, zilustrowana przez Gustave'a Dore'a. (źródło FB BnF - Bibliothèque nationale de France - Narodowa Biblioteka Francuska) Ilustracja z Baśni „Sinobrody” Perraulta Charlesa Perraulta, zilustrowana przez Gustave'a Dore'a. (źródło FB BnF - Bibliothèque nationale de France - Narodowa Biblioteka Francuska)

Jaki z tego morał?
Otóż los poprzednich ofiar Sinobrodego uczy, że zła nie da się udobruchać miłosnym oddaniem, nie da się go przeczekać i nie wolno zamykać na nie oczu. Zło trzeba zobaczyć takim, jakim jest, nazwać i ujawnić, a następnie pomóc człowiekowi, który zatracił ludzką zdolność empatii i współczucia, do uznania swojej odpowiedzialności i winy. Wtedy dopiero da on sobie prawo do tego, by przyjąć od kogoś dar miłości i zdobędzie się na symetryczną odpowiedź. W tej właśnie sprawie ostatnia żona Sinobrodego doświadczyła wglądu. Ujawnienie mężowskiej zbrodni trzeba uznać za wyraz jej najgłębszej, mądrej miłości, miłości ratującej jego duszę. Mit o Sinobrodym ostrzega, że jeśli nie odważymy się wkroczyć do mrocznych zakamarków umysłu partnera, to nie tylko pozbawiamy go szansy na przekroczenie jego ograniczeń, lecz staniemy się współodpowiedzialni za kolejne ofiary. Po to, by się tak nie stało, czasami trzeba zaryzykować związek z ukochaną osobą i nie oczekując jej wdzięczności, nie przestawać w głębi duszy kochać ją nadal.

W przypadku, o którym mówimy, wtargnięciem w strefę cienia byłoby powiedzenie: „Rozumiem, że nie chcesz mieć dzieci i nie planujesz być ze mną długo, i dlatego nie remontujesz tego mieszkania?!”.
To mocna prowokacja, ale kto wie, być może tylko taka okaże się pomocna. Bo w strefie cienia jesteśmy bezradni, nie potrafimy nazwać tego, co tam się kryje. Wiemy tylko, że nie chcemy tego dotykać. Część partnerów wytrzymuje sytuację konfrontacji z cieniem. Część ucieka i zmienia partnerów na mniej dociekliwych. Pewnej jest, że im później ujawniona jest strefa cienia, tym więcej nagromadzi toksycznej energii i tym trudniej uratować związek.

W bajce o Sinobrodym bracia ratują jego żonę i zabijają go. A wtedy ona dziedziczy majątek męża potwora i znajduje nowego kochającego partnera.
Zasłużyła na to. Podczas konfrontacji z Sinobrodym przekroczyła rolę bezradnej ofiary i naiwnej wybawicielki. Wzmocniła się i zmądrzała. Sinobrody reprezentuje agresywny, bezwzględny, wyrachowany, niezdolny do miłości aspekt mężczyzny. Bracia – pozytywny, szlachetny, mądry i opiekuńczy aspekt – potrafią nawiązać bratersko-siostrzaną, czyli bezinteresowną więź z kobietą. Optymistyczne jest to, że tych dobrych mężczyzn jest więcej. Jeśli więc kobieta odkryje groźną strefę cienia w umyśle partnera, poczuje lęk, odrazę, niechęć to powinna natychmiast wzywać braci na pomoc. Pamiętajmy też, że nic co ludzkie nie jest nam obce, że umysł każdego z nas – czy jesteśmy kobietą, czy mężczyzną – zawiera skrypty wszystkich postaci tego mitu. Sinobrody istnieje też w wersji kobiecej – pod postacią, którą można nazwać Sinoustą. Każdy z nas – mężczyźni i kobiety – ma coś nierozpoznanego za kołnierzem. Czasami strefy cienia partnerów dobrze się uzupełniają, jak w związkach sado-maso czy Narcyz – Kopciuszek, a wtedy przez ograniczony czas doświadczamy nawet poczucia przejrzystości i harmonii.

  1. Psychologia

Kiedy rodzi się wstyd?

Jak dziecko postrzega swoją fizyczność? W którym momencie zaczyna wstydzić się nagiego ciała? (fot. iStock)
Jak dziecko postrzega swoją fizyczność? W którym momencie zaczyna wstydzić się nagiego ciała? (fot. iStock)
Człowiek przychodzi na świat bez skrępowania swoją cielesnością. Pojawia się ono z wiekiem, pod wpływem norm społecznych. Tak samo jak świadomość, że ciało należy do mnie, że bez mojego pozwolenia nikt nie ma prawa go dotykać czy widzieć mnie nago.

Granice wstydu przesuwają się w zależności od etapu rozwoju oraz indywidualnego procesu dojrzewania. Maluchy chcą być głaskane, a przedszkolaki – biegać z gołą pupą. Nastolatek jest zmienny: bywa hardy i zakłopotany. Jak rozpoznać, kiedy dotyk czy spojrzenie cieszą, a kiedy są dla dziecka kłopotliwe?

Niemowlęta lubią być nagie

Dla malucha ciało to narzędzie uzyskiwania przyjemności. Głaskanie, całowanie, masowanie jego miękkiej skóry to także źródło miłych doznań dla dorosłych. Dziecko do 12. miesiąca życia powinno odbierać od swoich opiekunów jak najwięcej takich bodźców, ponieważ to najlepsza metoda zapewnienia go o tym, że jest ważne, kochane i może czuć się bezpiecznie.

Minęły czasy, gdy rozkoszne maluchy fotografowało się leżące nago, na jagnięcej skórze. Kto nie miał takich fotek w swoim albumie?! Taka była wtedy moda i bynajmniej tego rodzaju sesje nie owocowały zaburzeniami sfery seksualnej w dorosłym życiu małoletnich modeli. Dziś również nie warto demonizować ukrywania stref intymnych u niemowlaka i żyć w psychozie pedofilii. Dziecko nie rodzi się bowiem z poczuciem wstydu ciała. To raczej kwestia późniejszego wychowania i socjalizacji. Dziecko do drugiego roku życia nie różnicuje części ciała, nie dzieli ich na te, które można pokazać i te, które należą do sfery intymnej. Naturalnym prawem tego wieku jest eksponowanie nagości.

Niemowlęta lubią być nagie, ponieważ:

  • nie są jeszcze zablokowane psychicznie na przyjemności płynące z ciała,
  • chcą całą skórą czerpać kontakt ze światem,
  • widok nagiego maluszka wyzwala w rodzicu chęć połaskotania go, przytulenia, zajęcia się nim – i dziecko podświadomie to wyczuwa,
  • to często jedyny moment, gdy nie jest im za gorąco, jedyna szansa na odrobinę oddechu od grubych bawełnianych rajstop, które rodzice zakładają dzieciom we wrześniu, a zdejmują w maju,
  • wiele dzieci cierpi na nadwrażliwość dotykową. Objawia się ona często niechęcią do noszenia ubrań, które sprawiają dziecku ból. Jeśli maluch uporczywie protestuje, płacze, zrywa z siebie ubranka, to nie znaczy, że wyrośnie na ekshibicjonistę, tylko że jest mu za gorąco lub jest nadwrażliwe na bodźce dotykowe.

Gdy przedszkolak siusia w towarzystwie

O ile nie ma starszego rodzeństwa, które już mu powiedziało, jakich miejsc na ciele należy się wstydzić, a rodzice nie mają z jego nagością żadnego problemu – dziecko w wieku przedszkolnym nadal chętnie paraduje nago. Zbiorowe siusianie w przedszkolu może w dorosłych budzić sprzeciw, ale dla dzieci jest jak najbardziej naturalną czynnością.

Przedszkolak ma jeszcze czas nauczyć się wstydu. Teraz ważniejsze jest, że chce mu się siusiu niż to, że ktoś go podejrzy, zobaczy. Tym się w ogóle nie przejmuje. Podczas zabawy na plaży wzbrania się przed zakładaniem majteczek, skoro i tak zaraz się zmoczą i ubrudzą. Woli hasać nago. To piękny, bezwstydny czas w rozwoju każdego człowieka. Jednak nagość już wtedy zaczyna wymagać stawiania granic. Dziecku w wieku przedszkolnym nie powinno się pstrykać nagich fotek. Za rok–dwa ich widok zacznie je bowiem krępować.

Jeśli przedszkolak wstydzi się swoich stref intymnych, nie należy wyciągać pochopnych wniosków. Nie jest to jednoznaczny sygnał, że ktoś mu zrobił krzywdę czy pojawił się problem molestowania seksualnego. Dzieci rozwijają się w różny sposób. Być może malec w tym obszarze dojrzał wcześniej, może ma starsze rodzeństwo, które już go zaczęło „uświadamiać”, podsłuchał rozmowę dorosłych na ten temat, a może po prostu ktoś go zawstydził i już wie, że „taki duży chłopczyk nie powinien biegać nago”.

Jednak jeśli przedszkolak nadmiernie stanowczo protestuje przeciwko myciu mu pupy, wycieraniu go po kąpieli czy pomaganiu mu w czynnościach toaletowych – może to być oznaka nie tyle krzywdy, co jakiegoś problemu zdrowotnego. Dzieci zachowują się tak, gdy mają odparzenie, skaleczyły się czy podrapały, ale boją się interwencji lekarskiej lub martwią się, że mama będzie zła. Dzieci nie wstydzą się części intymnych, ale chcą je ukryć z konkretnego powodu.

Uczeń, czyli czas wielkiego wstydu

Dorastające dziecko, nawet jeśli nie było uświadamiane w tej kwestii przez rodziców, żyje w społeczeństwie, kontaktuje się z innymi ludźmi i samo już wie i rozumie, że ciało, a zwłaszcza niektóre jego części, to bardzo delikatna kwestia. Doskonale orientuje się, gdzie są jego okolice intymne, wie, że należy je chronić przed wzrokiem innych i krępuje się nagości. Ta świadomość przychodzi najczęściej wraz z pójściem dziecka do szkoły.

Edukacja to czas ogromnego, czasem paraliżującego wstydu własnego ciała. Jednocześnie właśnie w okresie szkolnym (do lat 12) dzieci mają potrzebę porównywania się z innymi w obszarze swojej płci. Warto synowi czy córce podrzucić książkę, żeby sami skonfrontowali budowę swojego ciała z prawidłowym wzorcem i przestali się zamartwiać, że coś z nimi jest nie tak. Jeśli rodzice o to nie zadbają, dziecko poszuka tej wiedzy samo, prawdopodobnie w internecie, który jest często źródłem niesprawdzonych informacji. Tak charakterystyczna dla tego wieku chłopięca fascynacja pornografią często bierze się z tego, że chłopcy chcą po prostu upewnić się, że wygląd ich członka jest normalny.

Nastolatek – zupełnie jak człowiek pierwotny

Po okresie ogromnego wstydu, gdy dziecko staje się już nastolatkiem, czyli ma około 14–15 lat, nagle zmienia swoje zachowanie. Mija okres zakłopotania, a nastaje czas totalnego ekshibicjonizmu. Nastolatek często szokuje rodziców, paradując po domu tak jak go Pan Bóg stworzył. Do tej pory reagował wrzaskiem, wściekłością, obrazą. Niewybaczalne było, żeby rodzic wszedł do łazienki bez pukania. Teraz nagle zachowuje się jak człowiek pozbawiony wszelkich hamulców. Nie jest to w żadnym razie wina bezpruderyjnego wychowania czy dysfunkcji rodziny. To również naturalne zachowanie. Jeśli dziecko czuje się w domu bezpieczne w sferze seksualnej, po prostu chce się pochwalić, że jest już dorosłe. A komu miałby zaprezentować atrybuty tej dorosłości, jak nie rodzicom czy rodzeństwu? Takie chodzenie przy rodzicach nago ma wiele znaczeń. Przede wszystkim jest to demonstracja: „jestem już dorosły, możecie sobie mówić, co chcecie”.

Inną częstą przyczyną nagłej manifestacji nagości przez dorastającego chłopca jest okazywanie niechęci do matki. Jeśli nastolatek ma z nią złe relacje, paradowanie nago może być formą agresji. Zmuszanie matki do widoku jego ciała narusza jej komfort przebywania w domu – nastolatek używa więc nagości jako oręża w walce o przewagę psychiczną.

Ważne pytania:

Do jakiego wieku można spać, kąpać się z dzieckiem? Czy to zależy od płci? Kiedy powinno się tego zaprzestać?

Obowiązuje tu reguła wzajemności odczuć. Jeśli coś powoduje u rodzica lub dziecka dyskomfort, wprawia w zakłopotanie – należy z tego zrezygnować. Dziewczynki są wychowywane w większej zażyłości z rodzicami i dlatego im zwykle dłużej nie przeszkadza bliski kontakt fizyczny z rodzicami. Zawsze trzeba kierować się pierwszym sygnałem od dziecka. Nie musi być on wyrażony słowami, ale jeśli maluch zasłania się, ucieka, gdy jest nagi, krzyczy, gdy ktoś wchodzi do pomieszczenia, podczas gdy on się myje czy przebiera – należy to uszanować i nie robić żadnych komentarzy.

Nastolatki na widok nagich ciał rodziców, np. na plaży, reagują bardzo nerwowo. Dlaczego jest to dla nich takie trudne?

Młody człowiek chce we wszystkich obszarach odciąć się od rodziców, pokazać, że jest kimś innym, odrębnym. Nerwowa reakcja na widok nagiego ciała rodzica to wynik walki o swój obszar, o własną autonomię. Jest też drugi aspekt: nastolatek panicznie boi się śmierci, a niemłode ciało jest dla niego namacalnym dowodem, że śmierć istnieje. Nerwowa reakcja może wynikać z braku gotowości do zmierzenia się z tematem umierania.

Co jest „zdrowe”, a co może być niepokojące w relacji dorastająca córka i ojciec (branie jej na kolana, przytulanie, widok córki w samej bieliźnie)?

Dorastająca córka nadal potrzebuje intensywnego kontaktu z ojcem i nie wolno nagle odizolować jej od taty tylko dlatego, że istnieje psychoza złego dotyku. Jeśli mają dobrą więź, nie ma niczego złego w przytulaniu się, obejmowaniu i całusach na dobranoc. Każdy ojciec sam powinien czuć, kiedy te kontakty stają się niebezpieczne.

Czy to prawda, że częsta bliskość ciała matki jest dla nastolatki treningiem przed inicjacją seksualną?

Seks to ekstremum kontaktu fizycznego i dobrze się do niego przygotowywać stopniowo. Każdy człowiek musi się nauczyć, jak wielka przyjemność płynie z bliskości ciał. Dzieci są straszone złym dotykiem i obsesyjnie się go boją. Dlatego warto, żeby każda dziewczynka była dobrze „wydotykana” w domu rodzinnym. Mama to znakomity „dotykacz”. Rzeczywiście, bliski kontakt fizyczny z matką jest najlepszym treningiem przed mądrym, a nie wynikającym tylko z potrzeby jakiejkolwiek bliskości, uprawianiem seksu.

Kiedy rodzice powinni uczyć dzieci szacunku do własnego ciała, czyli tego, że można np. odmówić dotyku czy go nie przyjąć?

Od najmłodszych lat trzeba zwracać uwagę na reakcje i protesty dziecka: nie karać, ale nagradzać je za to, że walczy o prawo do szacunku w sferze fizycznej. Nie powinno się zmuszać dziecka do całowania się z babciami czy ciotkami, jeśli tego nie chce. Lepiej pokazać, że można zamiast tego podać im rękę. I nie obrażać się, gdy dziecko nie chce być przez nas przytulane, obejmowane czy całowane.

  1. Psychologia

Co robić, gdy ktoś przekracza twoje granice? Jak nie dać sobie wejść na głowę?

Co powoduje, że robimy to, czego nie chcemy robić, i choć pozornie ma to służyć wyższym celom – jakoś nie czujemy radości w sercu, kiedy już się wydarza? Napędem do naszych niechcianych działań są m.in. strach, wstyd i poczucie winy. (Fot. iStock)
Co powoduje, że robimy to, czego nie chcemy robić, i choć pozornie ma to służyć wyższym celom – jakoś nie czujemy radości w sercu, kiedy już się wydarza? Napędem do naszych niechcianych działań są m.in. strach, wstyd i poczucie winy. (Fot. iStock)
Prośby, groźby, szantaż emocjonalny – to niezawodne sposoby, by zmusić innych do działania. Czy czasami masz wrażenie, że twoja suwerenność jest zagrożona? Oto typologia osób, które lubią wchodzić innym na głowę, i wskazówki, jak na to nie pozwolić.

Szef, co nie znosi sprzeciwu

Pani Krysiu, kto jak kto, ale pani to mnie nigdy nie zawiodła. No niech pani sama zobaczy, co ja się mam z tymi młodymi matkami – trzecia mi już zwolnienie lekarskie przyniosła. Chciałabym, żeby pani wzięła jutro ranny dyżur za Renatkę, dobrze? No chyba mi pani nie odmówi?

Jedyną reakcją, jaka w tej sytuacji pozwoliłaby pozostać Krystynie w zgodzie ze sobą, byłoby: „Nie, nie i jeszcze raz nie”. Miała dość tego, że dyrektorka ciągle stawia ją pod ścianą, a jej problemy nikogo nie obchodzą, bo musi być zawsze na zawołanie, żeby gasić cudze pożary. Ale powiedzieć „nie” i zawieść szefową? To na pewno nie skończyłoby się dobrze. Więc mówi: „Dobrze, pani dyrektor” i zastanawia się, czy wizytę u specjalisty, na którą czekała dwa miesiące, będzie mogła przełożyć bez problemu, czy znów spadnie na koniec kolejki oczekujących. Ale co by nie mówić, w końcu nawet szefowa nie jest w stanie zastąpić trzech osób naraz. Ktoś musi. Więc trudno, niech będzie. Początkowo odczuwana złość na samą siebie, że nie potrafi odmówić, przeradza się w strach przed utratą pracy i przechodzi w poczucie rezygnacji, że nic innego nie da się tu zrobić.

Czy Krystyna w tej sytuacji bierze pod uwagę, co jest najlepsze dla jej dobra?

Partner, który wie lepiej

Strach towarzyszy też Karinie, kiedy słucha podniesionego, zimnego głosu męża: Ty chyba sobie nie wyobrażasz, że ja wezmę urlop, żeby chodzić do szkoły w sprawie wagarów twojej córeczki. Tyle razy mówiłem, że trzeba ją trzymać krótko, ale ty wiesz swoje. To teraz pij piwo, którego nawarzyłaś. Powiedz jej, że jak jeszcze raz opuści lekcje albo się ruszy z domu mimo zakazu, to wyląduje u zakonnic jeszcze w tym roku szkolnym.

Karina kuli się wewnętrznie, słysząc taką serię jak z karabinu maszynowego. Wie, że ich córka potrzebuje więcej zrozumienia i wsparcia ze strony rodziców, bo szkoła, do której chodziła, stosowała metody presji, które „łamały” co wrażliwsze jednostki, a córka była typem wrażliwca. Myślała, że jak pójdą razem z mężem w jej sprawie – łatwiej będzie wyegzekwować zmianę podejścia na mniej „wojskowe” i że da się poszukać wspólnie jakiegoś rozwiązania. Ale okazuje się, że – jak zwykle w trudnych sytuacjach – sama jest sobie winna, więc nie ma co liczyć na pomoc, i jeszcze dodatkowo powinna dopilnować wykonania poleceń, co do których zupełnie nie ma przekonania, że mają sens. Ale wie z doświadczenia, że sprzeciw tylko pogorszy sprawę, bo jej mąż, kiedy wpadnie w szał, zdolny jest nawet do rękoczynów, więc lepiej go nie rozsierdzać.

Nadzieja na pomoc córce, zamrożona strachem, ustępuje chwilami wyrzutom sumienia, zamieniając się w poczucie beznadziei. Karina chciałaby ją chronić, ale może rzeczywiście przesadza z tą swoją ugodowością, w końcu ojciec nie chce źle dla swego dziecka, nauczyciele też chcą dobrze. Zdrowe wątpliwości ucisza racjonalnymi aksjomatami – przekonaniami, które są wpojone tak głęboko, że nawet nie przychodzi do głowy, żeby je weryfikować co jakiś czas.

Pojawia się pytanie, czy Karina staje po stronie tego, kto rzeczywiście potrzebuje jej pomocy.

Urzędniczka nieskora do pomocy

Kiedy Klaudia usiłowała szybko wypełnić zawikłany druk, co nie bardzo jej wychodziło i kilka razy prosiła o dodatkowe wyjaśnienia, urzędniczka po drugiej stronie okienka nie kryła zniecierpliwienia: – No czego tu można nie rozumieć, po polsku jest przecież napisane, nie umie pani czytać? Klaudia oblała się rumieńcem, wyobrażając sobie, że kilka par oczu osób czekających w kolejce spogląda na nią z dezaprobatą lub wręcz pogardą, i do tego wszystkiego ręce zaczęły się jej trząść i już zupełnie nie była w stanie odczytać drobnego pisma na druku. – To ja spokojnie wypełnię w domu i przyjdę jutro – powiedziała. – Jak tam pani sobie chce – odparła urzędniczka, kątem oka spoglądając w komputer.

Klaudia wyszła zła na siebie, że jest taką niezdarą i że jutro znów będzie musiała poświęcić kilka godzin na przyjazd do urzędu. Ale wolała to niż znoszenie wstydu w obecności tylu osób.

Jeśli ktoś ma podstawy do wstydu w tej sytuacji, to kto?

Urażeni rodzice

To bawcie się dobrze, korzystajcie, póki jesteście młodzi, bo potem, jak będziecie staruchami, nikt nie będzie się chciał z wami zadawać, nawet rodzone dzieci nie będą miały czasu się z wami zobaczyć.

Anna odłożyła słuchawkę telefonu i już wiedziała, że spotkanie z przyjaciółmi, z którymi mieli spędzić miło półtora dnia w czasie ich pobytu w Polsce (wspólny wyjazd nad morze i wypad do pubu), straciło dla niej cały powab i raczej nie będzie się dobrze bawić, skoro odmówiła matce dołączenia do ich wycieczki. Niby nic wielkiego: mama była sprawna, byli u niej w zeszły weekend, miała też znajome, z którymi mogła spędzić czas, jeśli nie chciała być sama, ale igła poczucia winy przeszyła serce Anny i wyciekła z niego cała radość ze spotkania z przyjaciółmi.

Jeśli ktoś jest tu winien, to kto? Kto niszczy czyjąś radość, działając na zasadzie: jeśli mnie nie może być dobrze, to niech tobie będzie równie źle?

Dlaczego tak się dzieje?

Znane sytuacje? Nic nowego ani odkrywczego, ale też nic miłego i takiego, za czym by się tęskniło. Nie chcemy tak postępować, a jednak postępujemy, wielokrotnie przysięgając sobie, że to już ostatni raz. Co powoduje, że robimy to, czego nie chcemy robić, i choć pozornie ma to służyć wyższym celom – jakoś nie czujemy radości w sercu, kiedy już się wydarza?

Takim wątpliwym napędem do naszych niechcianych działań są strach, wstyd i poczucie winy. Większość z nas jest podatna na zarządzanie za pośrednictwem takich emocji. Nie jest to przypadek, bo bardzo często w naszej kulturze stosuje się takie metody wychowawcze. Kiedy chcemy korygować zachowania dzieci na takie, które są dla nas akceptowalne, nie tłumaczymy im, dlaczego mają postępować inaczej, tylko zawstydzamy je, dając do zrozumienia, że coś z nimi jest „nie tak” („to wstyd być samolubem”), straszymy je („jeszcze raz tak się odezwiesz i pójdziesz do kąta”) lub wpędzamy w poczucie winy („przez te twoje wrzaski boli mnie głowa”). Za każdym razem w takiej sytuacji dzieci dowiadują się, że nie są w pełni akceptowane i mają się zmienić, żeby rodzic/opiekun był zadowolony. Nie dowiadują się jednak, dlaczego mają się zmienić – jakie racje, wartości, dobro ogółu (w tym ich samych) za tym stoją. W ten sposób wykształca się mechanizm ulegania osobom, które wzbudzają w nas wstyd, strach lub poczucie winy.

Bo jestem taka mała…

Bardzo wiele osób w dzieciństwie uwewnętrznia mechanizmy ulegania władzy i nie robi remanentu w tej kwestii w dorosłym życiu. W sytuacjach oddziaływania na nas strachem, wzbudzaniem poczucia winy czy wstydu wskakujemy w emocjonalną skórę małego dziecka i reagujemy tak, jakbyśmy my sami żadnej władzy nad niczym nie mieli. Gdzieś tam przez skórę czujemy (tak jak czuliśmy w dzieciństwie), że sytuacja nam nie służy, ale ulegamy argumentom, których zasadności nie mamy w zwyczaju sprawdzać, tylko przyjmujemy je na wiarę. Ba, robimy tak, gdy te argumenty nie zostały głośno wypowiedziane, tylko usłyszeliśmy je w swojej głowie.

Przecież dyrektorka nie powiedziała Krystynie, że ją zwolni z pracy, jeśli ta nie weźmie dodatkowego dyżuru. Nie powiedziała też, że nie ma możliwości takiego ułożenia grafiku zastępstw, żeby Krystyna poszła rano do lekarza. Podobnie mąż Kariny nie powiedział jasnego „nie” wobec udania się na wywiadówkę – zasugerował tylko, co ona sobie wyobraża, a czego nie. Nie wiadomo, jak zareagowałby na asertywną prośbę: „Chciałabym, żebyśmy poszli razem w możliwym dla ciebie terminie, bo moim zdaniem to jest ważne dla całej rodziny, czy twoim zdaniem tak nie jest?”.

Czy gdyby Klaudia nie dała się owładnąć poczuciu wstydu, byłaby w stanie zobaczyć, kto w zaistniałej sytuacji nie jest w porządku, kto nie wypełnia swoich obowiązków, za które otrzymuje wynagrodzenie? A Anna – gdyby poczucie winy nie odebrało jej jasności widzenia – może rozważyłaby kwestię, dlaczego zwyczajowo ludzie nie chodzą do pubu spotkać się z przyjaciółmi w asyście bliższej i dalszej rodziny każdej ze stron?

Wyjść ze schematu

W chwilach napięcia, a taką na pewno jest sytuacja, w której ktoś przekracza nasze granice, wpadamy zwykle w czarno-biały schemat dobry/zły. To powoduje, że godzimy się na rozwiązanie, w którym jedna ze stron przegrywa, a druga wygrywa. Takie głęboko zakorzenione, nieuświadomione przekonanie, że w spornej sytuacji tylko jedna ze stron może mieć rację, powoduje, że jeśli nie czujemy się na siłach być zwycięzcą – poddajemy się, godzimy z przegraną. Warto zacząć myśleć w kategoriach wygrana–wygrana, pamiętać, że istnieją rozwiązania, które mogą służyć wszystkim stronom.

Kiedy sytuacja odbiega od normy służenia wszystkim, a nie tylko wybranym jednostkom, złość pojawia się jako informacja o potrzebie zmiany. Podobnie mogą z nami współpracować wspomniane poczucie winy, wstyd i strach (pojawiają się jako zdrowe wątpliwości, potrzeba akceptacji i troszczenia się o siebie nawzajem). Trzeba je jednak zaprząc do współpracy, ogarnąć zdrowym rozsądkiem, wykorzystać informacje, które ze sobą niosą: co nie działa, jakiej zmiany potrzeba, jakie jest rzeczywiste, a jakie wyimaginowane zagrożenie. Co mogę w tej sytuacji zrobić sama, a w jakich kwestiach warto byłoby zwrócić się z prośbą o wsparcie do osób, które mogą i chcą tego wsparcia udzielić?

I ciągle warto przypominać sobie o tym, że już nie jestem małym bezbronnym dzieckiem zdanym jedynie na łaskę i niełaskę nastrojów dorosłych. Mogę wybierać!

  1. Psychologia

Powstała nowa aplikacja do walki z przemocą w szkołach

Przemoc fizyczna i różne formy dręczenia zakłócają prawidłową edukację 48% dzieci w Polsce w wieku 13-15 lat. (fot. iStock)
Przemoc fizyczna i różne formy dręczenia zakłócają prawidłową edukację 48% dzieci w Polsce w wieku 13-15 lat. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Zarówno psychiczna, jak i fizyczna agresja jest powszechnym zjawiskiem wśród młodych osób. Mimo stale rosnącej świadomości, skala tego zjawiska nie maleje. Dlatego zespół naukowców z Uniwersytetu SWPS, wraz z partnerem technologicznym, firmą Speednet, stworzyli aplikację RESQL, która ma za zadanie wspierać szkoły w przeciwdziałaniu przemocy.

Jak podaje raport UNICEF z 2018 roku, połowa wszystkich uczniów na całym świecie w wieku 13-15 lat – czyli blisko 150 mln młodych ludzi – deklaruje, że doświadczyło przemocy ze strony swoich rówieśników na terenie placówki edukacyjnej lub w jej okolicy. 3 na 10 uczniów w 39 krajach uprzemysłowionych przyznaje się do dręczenia rówieśników. Podczas, gdy dziewczęta i chłopcy są jednakowo narażeni na dręczenie, dziewczynki częściej stają się ofiarami psychicznych form agresji, a chłopcy są bardziej narażeni na przemoc fizyczną.

W Polsce prawie połowa uczniów przyznaje się do bycia ofiarą przemocy przynajmniej raz w ciągu kilku miesięcy. Sytuacja jest o tyle trudna, że ofiary niechętnie mówią o swoich przykrych doświadczeniach. Pomoc psychologiczna w szkole bywa też ograniczona, a osoby doświadczające nękania często nie potrafią same poradzić sobie z problemem. Dane zebrane na przestrzeni lat przez WHO mówią jasno – przemoc w szkołach jest zjawiskiem globalnym, dlatego też tak trudno całkowicie ją wyeliminować. Niestety, wśród wielu ludzi panuje przekonanie, że wzajemne dokuczanie i przemoc rówieśnicza jest nieodłącznym elementem dorastania, który uczy młodych radzenia sobie z problemami. Zazwyczaj jednak przynosi to zupełnie odwrotny efekt. Małoletni doświadczający przemocy częściej niż inni mają skłonności do ryzykownych zachowań, depresji czy nawet prób samobójczych.

Czym jest RESQL?

Projekt opiera się na aplikacji umożliwiającej anonimowe zgłoszenia incydentów przemocy przez ucznia, dzięki czemu zgłoszenie trafia bezpośrednio do nauczycieli. Aplikacja wyposażona jest w tzw. „zestawy interwencji”, czyli materiały mające na celu ułatwienie reagowania i podejmowania decyzji lub działań po zgłoszeniu incydentu. Dodatkowo nauczyciele mogą korzystać z przygotowanych przez psychologów i pedagogów specjalnych scenariuszy lekcji dotykających problematyki przemocy szkolnej.

Przygotowanie aplikacji oraz rozwiązań które są oferowane wraz z nią zostało poprzedzone badaniami i pilotażami prowadzonymi w szkołach podstawowych i ponadpodstawowych. Projekt RESQL powstał w wyniku tych właśnie badań. Jego zadaniem jest nie tylko pomoc, ale również edukacja dzieci i dorosłych (edukacja, która może przyczynić się do zapobiegania zjawisku agresji wśród dzieci i młodzieży). W latach 2019-2020 zespół psychologów i pedagogów z Uniwersytetu Humanistycznospołecznego SWPS, pod kierownictwem dra Radosława Kaczana, przeprowadził pilotaż lekcji dotyczących przemocy rówieśniczej. Na podstawie tego został przygotowany zestaw lekcji na takie tematy jak m.in.: przemoc relacyjna, cyberprzemocy, reagowania na przemoc i rola świadków, konflikty i ich rozwiązywanie, myślenie społeczno-moralne.

Ilustr. strona FB RESQL Ilustr. strona FB RESQL

Opracowanie rozwiązań zawartych w aplikacji poprzedzone zostało wywiadami z nauczycielami, uczniami i rodzicami. Następnie podczas warsztatów z nauczycielami, dyrektorami i uczniami testowane były wstępne rozwiązania, wprowadzane poprawki a pomysły dostosowywane były do oczekiwań użytkowników.

Jak aplikacja może zwalczyć zjawisko przemocy w szkołach?

Schemat pracy RESQL jest bardzo prosty. Wystarczy, że uczeń, który uczestniczy lub jest świadkiem niebezpiecznej sytuacji, zgłosi ten incydent w aplikacji, wybierając kategorię przemocy. Podanie swoich personaliów w tym przypadku jest zupełnie dobrowolne – zgłaszający może zachować anonimowość albo ujawnić swoje dane. Zgłoszenie trafia do nauczyciela interwenta, który wspólnie z innymi pedagogami analizuje problem i reaguje. Każdy z nauczycieli ma dostęp do panelu interwenta, w którym znajdują się wszystkie potrzebne informacje oraz napływające zgłoszenia. Dyrektor szkoły również posiada dostęp do swojego panelu, który umożliwia mu analizę zdiagnozowanych problemów, a także raportów dotyczących każdego zgłoszenia w jego szkole.

Za projekt, development i utrzymanie aplikacji odpowiedzialny jest Speednet, partner technologiczny RESQL.

Ilustr. strona FB RESQL Ilustr. strona FB RESQL

Reagujmy na przemoc i uczmy tego dzieci!

- Brak reakcji na przemoc to sygnał dla oprawcy, że może bezkarnie działać, a dla innych, że sytuacja nie wymaga ich interwencji – mówi dr Radosław Kaczan, psycholog i kierownik projektu RESQL. Pamiętajmy, że aby walczyć z przemocą, należy się jej przede wszystkim przeciwstawiać. Przemoc nie jest nieodzownym elementem wkraczania w dorosłość i żadne dziecko nie musi jej doświadczać. Edukujmy nasze dzieci, by były wrażliwe na cudzą krzywdę i nie bały się rozmawiać o swoich problemach. To bardzo ważny element walki z tym zjawiskiem.

Źródło: mat. pras. SWPS; resql.pl