1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Quest - etap 4: "Wiara, czyli dostaję od losu najlepsze rozdanie"

Quest - etap 4: "Wiara, czyli dostaję od losu najlepsze rozdanie"

Ilustracja: Maja Wolna
Ilustracja: Maja Wolna
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Według programu rozwoju wewnętrznego Quest wiara jest kolejną cnotą, którą należy w sobie rozwinąć, by móc realizować plany i marzenia. Czym jest wiara – potrzebna nawet ateistom – jak ją w sobie wzmocnić, wyjaśnia współtwórca Questu Wojciech Eichelberger.

– Łatwo jest wierzyć, kiedy wszystko idzie dobrze. Ale gdy, mówiąc językiem Biblii, Bóg wystawia nas na próbę jak Hioba, nie jest to już takie proste.
– Wydarzeń czy wieści hiobowych możemy się zawsze spodziewać w naszym życiu. Nie znaczy to jednak, że powinniśmy się ich zawczasu obawiać, myśleć o nich, a tym bardziej wypatrywać. Trzymajmy się zasady – zajmuję się tym, co się teraz naprawdę dzieje. Zajmowanie się tym, co było lub być może będzie, albo tym, co by było gdyby…, sprawi, że staniemy się napięci, zdekoncentrowani i nieuważni. A więc – niezdolni do skutecznego, zgodnego z okolicznościami i konstruktywnego działania tu i teraz. A wtedy sami ściągniemy na siebie trudne konsekwencje naszych zaniechań i zaniedbań.

– A więc po pierwsze: nie straszmy się.
– Tak abyśmy w sytuacji, gdy coś trudnego się wydarzy, umieli się tym zająć i wiedzieli, co robić. Wtedy najlepiej z wiarą i determinacją nadal zmierzać do celu. Jak żeglarz, który mimo sztormu trzyma kurs i robi wszystko, by nie zgubić kierunku, choć bierze pod uwagę trudne okoliczności i zmienia żagle na mniejsze.

– Czy nasza zdolność do przeciwstawienia się okolicznościom to miara naszej wiary?
– Przeciwstawianie się kończy się na ogół waleniem głową w mur. Miarą naszej wiary jest raczej zdolność do postępowania zgodnego z okolicznościami. Czasami przeszkodę lepiej obejść czy chwilowo zmienić kierunek, by nie walczyć z rzeczami, na które nie mamy wpływu. Ale ponieważ wiara jest córką wizji, to klarowna wizja kierunku, w którym zmierzamy, świadomość naszej życiowej legendy i misji – zrodzona z właściwego zrozumienia własnych marzeń, snów, tęsknot – stanie się mocnym fundamentem naszej wiary. Wtedy sztormy, mury i przeciwności nie zawrócą nas z drogi.

– Ale czy możemy się pomylić, a nasza wiara zamienić w ośli upór?
– W życiu każdego z nas są pewne ograniczenia. Każdy jest w jakimś stopniu zdeterminowany: płcią, miejscem urodzenia, uzdolnieniami, wyglądem, poziomem sprawności i wydolności organizmu itp. Dobrze jest w porę dostrzec, które bramki w naszym życiu są definitywnie zamknięte, i zamiast tracić czas i energię na walenie głową w mur, wykorzystać te w pełni otwarte.

Na tym etapie wiara jest nam potrzebna, by uwierzyć, że zamknięte bramki odcinają dostęp do tego, co już nie nakarmi i nie rozwinie naszej duszy. Tak więc wierzyć to nie znaczy walić głową w mur, lecz rozegrać rozdanie, jakie dał nam los, najlepiej jak się da. Nie ulec złudzeniu, że jesteśmy jego ofiarą. Przyjąć, że spotyka nas to, co dla nas najwłaściwsze, i starać się wykorzystać cały dostępny nam potencjał.

– Ale my często nie lubimy i nie chcemy uznać żadnych ograniczeń. Kultura konsumpcyjna wmawia nam też, że wszystko jest w zasięgu ręki. Wystarczy chcieć.
– Są ludzie, którzy nie mogą zaakceptować nawet własnej płci i podejmują z nią walkę, wykorzystując zdobycze współczesnej medycyny. Ale jeszcze kilkadziesiąt lat temu nie było to możliwe. Więc co wtedy mogli zrobić ci, którzy nie byli w stanie zaakceptować swojej płci? Szukali jakiegoś sposobu na takie życie, jakie im było dane, i zapewne próbowali mimo wszystko realizować swój potencjał. Wiara ma moc przenoszenia nas poza ograniczenia losu, ciała i zdarzeń do sfery, w której potencjał naszego życia, duszy realizuje się mimo to. To wiara we własny los. Jak mówią chrześcijanie – w boski plan. Jeśli tylko nie damy się złapać w pułapkę chciwości lub rozżalenia: „dlaczego inni mają lepiej?”, „dlaczego właśnie mnie to spotkało?” itp., to wiara pozwoli nam w każdej sytuacji znaleźć to, co sprzyja rozwojowi naszego potencjału, naszej duszy.

– A jeśli dochodzi do katastrofy naszych życiowych planów?
– Jeśli mamy w sobie takie kompetencje jak pokora, autonomia i wizja, czyli trzy pierwsze cnoty Questu, to byle przeszkoda nas nie złamie. Ale są też przeszkody nie do pokonania. Na przykład bezpłodność. Współczesna medycyna daje nam w tej sprawie pewne możliwości przekraczania naszego losu, ale z doświadczenia wielu ludzi wiem, że warto przyjąć tutaj zasadę: do trzech razy sztuka. W przeciwnym razie los, nawet jeśli ustąpi w sprawie bezpłodności, może nam zabrać inne dobre karty z naszego rozdania, na przykład dobre relacje małżeńskie lub bezproblemowe wychowanie dziecka in vitro.

Czy warto walczyć z losem aż tak bardzo, by uporem zniszczyć życie swoje i partnera? Trzeba odpuścić, zdecydować się na adopcję albo uruchomienie energii twórczej w inny sposób. Można rodzić idee, rozwiązania techniczne, domy, nowe miasta. Tyle jest do zrobienia, urodzenia.

– Ale jest cierpienie, po którym nie chcemy żyć. Tracimy nadzieję. W jednej z questowych przypowieści do mnicha przychodzi wieśniak, który stracił bliskich i dom. Oczekuje współczucia i pomocy, a dostaje tylko jedno słowo: „uważaj!”.
– Mnich z tej przypowieści wiedział ponad wszelką wątpliwość, że istnieje wymiar życia przekraczający najtragiczniejsze wydarzenia i straty, tylko trzeba go dostrzec, odkryć. On go odkrył i dlatego odważył się pogrążonemu w skrajnej rozpaczy człowiekowi odpowiedzieć tylko jednym słowem – „uważaj!”. Pewnie ani ja, ani ty nie moglibyśmy tego zrobić. Ale mnich mógł, bo całym sobą wiedział, o czym mówi. Tylko wtedy, gdy mamy wiarę – niezachwianą i opartą na żywym doświadczeniu prawdy – możemy uratować kogoś, kto jest w skrajnej rozpaczy.

– Quest mówi o tym, że dzieje się wiele dobrego, gdy potrafimy obdarzać naszą wiarą innych, na przykład dzieci. Ale nie jest to łatwe.
– Wiara w innych bierze się z naszej wiary w siebie. Aby więc móc kogoś obdarzyć wiarą w jego możliwości i w jego los, musimy najpierw sami uwierzyć w siebie. Jeśli kiedyś uwierzyliśmy w siebie i dzięki temu osiągnęliśmy coś ważnego, coś, co wydawało się nam wcześniej nieosiągalne, to wtedy wiemy, że „skoro ja tak mogłem, to znaczy, że inni też mogą”. I wiedząc to, sprawiamy, że inni także zaczynają wierzyć w siebie.

W relacjach z dziećmi możemy dzięki temu odpuścić nadmiar kontroli i pomocy. W ten sposób pokazujemy im wiarę w ich możliwości, szacunek do nich i zaufanie: „Wiem, że sobie poradzisz, choć przywykłeś, że rodzice dbali o twoje bezpieczeństwo i jedzenie i usuwali ci spod nóg wszelkie przeszkody. Teraz to się kończy, ale nie dlatego, żeby ci zrobić przykrość czy ukarać, lecz po to, żebyś zobaczył, że wierzymy w ciebie, że dasz radę”. Rodzice, którzy kochają swoje dzieci, stwarzając taką sytuację, przekazują im dar wiary, szacunku i miłości.

– Co nam jeszcze może przeszkadzać w budowaniu w sobie cnoty wiary?
– Pesymizm będący wynikiem fałszywego przekonania, że świat jest przeciwko nam. Nie ma więc co ryzykować i próbować realizować swoich ważnych potrzeb. Lepiej szukać bezpieczeństwa i komfortu. I w ten sposób zaczynamy wszystko, co się dzieje w naszym życiu, nadmiernie planować i kontrolować. Grać z życiem bardzo asekurancko, o małe stawki. I wpadamy w stagnację, letarg i nudę. Nadmiar bezpieczeństwa, przewidywalności i wygody mogą jednak uzależnić nas jak narkotyk i nasza zrealizowana wizja szczęścia stanie się wówczas – nieoczekiwanie – wygodnym więzieniem. Bo im więcej mamy, tym bardziej boimy się to stracić. Ci, którzy nie chcą lub nie potrafią zbudować w sobie wiary, boją się odważnie żyć. Bo wiara jest matką odwagi. Rodzi przekonanie, że to rozdanie, które trzymamy w ręku, to najlepsze atuty, jakie mogliśmy dostać od losu, i że jest w nim ogromny i najwłaściwszy dla nas potencjał. Dopiero wyposażeni w taką wiarę będziemy w stanie realizować marzenia i zamiary, osiągać najważniejsze życiowe cele.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Wysokie poczucie własnej wartości - niczego lepszego nie możesz dać dziecku

Dostępność, czas, szacunek, czułość - każdy rodzić może dać dziecku naprawdę dużo. (Fot. iStock)
Dostępność, czas, szacunek, czułość - każdy rodzić może dać dziecku naprawdę dużo. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Człowiek, który dobrze o sobie myśli, może przenosić góry. Wiarę w siebie warto zaszczepić już w małym dziecku. Jak? Potrzeba do tego wyłącznie dobrej woli rodzica.

Czym jest właściwie poczucie własnej wartości? Utrwalonym przekonaniem, że sprostamy życiowym wymaganiom. Opiera się ono na stabilnej wierze w swoje możliwości. Jej ważnym składnikiem jest przyznanie sobie prawa do bycia w życiu szczęśliwym. Człowiek o niskim poczuciu własnej wartości kultywuje złe nawyki żywieniowe, trwa w toksycznych związkach, podejmuje niesatysfakcjonującą go pracę, jest agresywny lub wycofany, bojkotuje cudze sukcesy, nie podejmuje życiowych wyzwań i panicznie boi się zmian. Każdy psycholog, pedagog, psychiatra, lekarz czy dietetyk zaczyna terapię od rozpoznania poczucia własnej wartości pacjenta, bo jest ono odpowiedzialne za niemal wszystkie jego życiowe problemy. Dlatego warto zrobić wszystko, żeby twoje dziecko miało stabilną, wysoką samoocenę. Nic lepszego dać mu nie możesz. Kiedy dziecko ma wysokie poczucie własnej wartości, od razu to widać we wszystkich obszarach jego działania, nawet w jego wyglądzie:

  • Często się śmieje, zachowuje się swobodnie, lubi się bawić z innymi dziećmi.
  • Lubi żarty nawet z samego siebie, nie jest obrażalskie, nie manipuluje otoczeniem.
  • Chętnie podejmuje nowe wyzwania, nie histeryzuje, gdy nie jest w czymś najlepsze lub gdy przegra rywalizację.
  • Jest otwarte na odmienne poglądy, nie boi się inności, nie reaguje agresywnie, gdy ktoś myśli inaczej niż ono, jest ciekawe inności.
  • Jest kreatywne i ma wiarę we własne możliwości.
  • Nie boi się nowych sytuacji i wszelkich zmian w życiu.
Wysokie poczucie własnej wartości przekłada się na naturalną asertywność, gdyż dziecko nie widzi powodu, żeby nie szanować potrzeb swoich lub cudzych. W sytuacji problemu nie szuka winnych, ale – rozwiązania. Dlatego warto wychowywać dziecko, które myśli o sobie: „Moc jest ze mną”. To najlepsze przygotowanie do satysfakcjonującego życia.

Rodzic, czyli cały świat

Jazdy na nartach, pływania, gotowania, obsługiwania komputera czy rozwiązywania zadań z chemii mogą twoje dziecko nauczyć inni ludzie, ale wyłącznie od ciebie zależy, jak ukształtuje się jego poczucie własnej wartości. W tym obszarze nikt cię nie zastąpi. Ponieważ przekonanie na temat samego siebie kształtuje się we wczesnym dzieciństwie, występuje tu prosta korelacja: „Jak mnie widzą rodzice, tak mnie widzi cały świat. Jeśli jestem dla nich ważny, to jestem ważny dla wszystkich”.

Jak upewnić dziecko o jego „ważności”? Nie wystarczy od czasu do czasu powiedzieć mu, że jest wspaniałe, kochane i jedyne, chociaż robić to – oczywiście – należy. Informacje o tym, że jest kochane, dziecko powinno otrzymywać głównie poprzez nasze zachowanie. Bardzo łatwo jest okazać dziecku, że się je kocha. Czuły gest, uśmiech, pogłaskanie po główce, szybka reakcja na jego płacz, szczera chęć przebywania z nim, okazywanie radości z każdej minuty spędzonej razem. To jawne i niezaprzeczalne dowody miłości, które prawidłowo odczytuje już kilkumiesięczny maluch. Przy starszych dzieciach trzeba się postarać jeszcze bardziej:

Bądź dostępna.
Bycie nieobecnym w życiu własnego dziecka odbiera mu poczucie mocy. Dlatego poświęcaj dziecku swój czas. Nie przekonasz nikogo, że jest dla ciebie ważny, jeśli nie będziesz miała dla niego czasu.

Traktuj sprawy dziecka z szacunkiem.
Jeśli gracie w chińczyka, nie zerkaj co chwila na telewizor. Nie myl imion jego kolegów czy nazw zespołów, których słucha. Interesuj się tym, co się u niego dzieje, co lubi, a czego nie, czym aktualnie żyje. Jeśli ktoś jest dla ciebie ważny, to interesują cię jego sprawy.

Pomóż pokonać niską samoocenę.
Jeśli dziecko jest smutne, bo ktoś był od niego lepszy, zapytaj, czy chce zacząć trenować i też za rok czy dwa takie być. Pokaż, że sukces trzeba okupić wysiłkiem.

Fot. iStock Fot. iStock

Konstruktywne komunikaty

Dla wypracowania dowolnej postawy najważniejsze jest, by zachęcać do niej dziecko na każdym kroku. Pokazuj mu więc, że wierzysz w jego rozsądek i mądrość życiową. Przyniosło ze szkoły jedynkę – zapytaj, jak chce ją poprawić. Zgubiło klucze – co teraz zrobi, jak chce ich szukać? Zaplamiło kurtkę – zobacz na metce, na ile stopni nastawić pralkę. Pokłóciło się z kolegą – jak chce się z nim pogodzić? Tego typu zachowania nazwiemy komunikatami konstruktywnymi, czyli takimi, które nie wpędzają w poczucie winy („Ty niczego nie umiesz uszanować!”, „Taka droga kurtka!”, „Z tobą nie da się wytrzymać, dlatego się pokłóciliście”), ale nie zdejmują z dziecka odpowiedzialności za jego życie, co często robią rodzice („Może zadzwonię do jego mamy i porozmawiam z nią, żeby cię przeprosił”, „Daj, przepiszę ci zeszyt na czysto”). Komunikaty konstruktywne przekazują dziecku prostą informację: „Jest problem, ale na pewno go rozwiążesz, jeśli tylko będziesz chciał”.

Sygnał, że coś jest nie tak

„Nie umiem”, „nie poradzę sobie”, „nie wiem jak” – jeśli dziecko tak reaguje na nowe zadanie, nawet jeszcze zanim spróbowało je wykonać, to znak, że jego poczucie własnej wartości nie jest wysokie. Co robić? Na pewno nie mówić: „Poradzisz sobie”, bo nie uwierzy. Nie zmuszać też, żeby przełamało się i jednak spróbowało. Należy cofnąć się do źródła.

Postaw na czułość
– poświęcaj dziecku czas. Okazuj, niezależnie od jego wieku, swoją miłość. Nic nie mów, ale zamanifestuj, jak bardzo czerpiesz radość z każdego kontaktu z nim.

Zastanów się, jak oceniasz swoje dziecko.
Zbyt często zapominamy, że poczucie wartości malucha kształtuje się najpierw w głowie jego rodzica. Jeśli krytycznie je oceniasz, myślisz, że nie do końca jest mądre, zdolne czy ładne – ono to wyczuje. Mądry rodzic zawsze zaczyna najpierw od siebie.

Oceń swój poziom poczucia własnej wartości.
Niepewni swojej mocy ludzie wychowują słabe psychicznie dzieci. Jeśli sama masz mnóstwo kompleksów, nie przekażesz dziecku wiarygodnie informacji o tym, że trzeba w siebie wierzyć. Nic tak nie daje wsparcia dziecku jak pozytywny przykład. Zatem: Lubisz siebie? Wierzysz, że moc jest z tobą? Jeśli chcesz skutecznie wesprzeć swoje dziecko, wzmocnij najpierw swoje poczucie własnej wartości.

  1. Psychologia

Objawy depresji u mężczyzn – dlaczego trudno im prosić o pomoc?

W dorosłości prawdziwy mężczyzna definiowany jest przez pryzmat głowy rodziny lub lidera, który na każdym polu życia musi dać sobie radę ze wszystkim, co go spotyka. Przy tym ważne jest, żeby osiągał znaczące sukcesy i wyznaczał sobie coraz ambitniejsze cele na przyszłość. Rezultat? - Jakakolwiek słabość, niewydolność, popełniane błędy czy wyjście poza określone standardy świadczą o nieporadności życiowej mężczyzny (fot. iStock)
W dorosłości prawdziwy mężczyzna definiowany jest przez pryzmat głowy rodziny lub lidera, który na każdym polu życia musi dać sobie radę ze wszystkim, co go spotyka. Przy tym ważne jest, żeby osiągał znaczące sukcesy i wyznaczał sobie coraz ambitniejsze cele na przyszłość. Rezultat? - Jakakolwiek słabość, niewydolność, popełniane błędy czy wyjście poza określone standardy świadczą o nieporadności życiowej mężczyzny (fot. iStock)
W dobie współczesnych przemian gospodarczych, kulturowych i społecznych Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) alarmuje, że na zaburzenia związane z depresją cierpi ok. 350 mln ludzi na świecie. Depresja staje się powoli jedną z cywilizacyjnych chorób, która dotyka zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Mężczyznom jednak trudniej przyznać się, że sobie z czymś nie radzą i zaakceptować własne słabości. Jak wygląda depresja mężczyzn z perspektywy metody Gestalt? - wyjaśnia psychoterapeuta Krzysztof Pawłuszko.

Niestety, pomimo wielu doniesień świadomość społeczna dotycząca depresji i możliwości jej leczenia jest wciąż niewielka. Moje doświadczenie pracy jako terapeuty pokazuje, że zwykle ludzie szukają informacji lub pomocy dopiero w momencie, kiedy oni sami lub ich bliscy zaczynają cierpieć z powodu depresji. Często jest to już głęboki stan powodujący trudności w codziennym funkcjonowaniu i pełnieniu ról społecznych. Wówczas chcą jak najszybciej pozbyć się problemu i wrócić do normalnego trybu życia.

W pracy terapeutycznej z klientami doświadczającymi depresji wielokrotnie miałem wrażenie, że traktują siebie jak samochód, a mnie jak mechanika, oczekując szybkiej naprawy lub recepty na to, jak sami mogą siebie naprawić. Jest to przykład pokazujący, jak bardzo ludzie nie chcą mieć styczności z tym problemem. Dotyczy to w dużej mierze mężczyzn, którym bardzo trudno przyznać się do własnych trudności i sięgnąć po pomoc. A wynika to wyraźnie z kontekstu kulturowo – społecznego.

Od dziecka chłopcom narzucane są zasady i normy (w podejściu Gestalt zwane introjektami), mające na celu przygotowanie do życia w dorosłości. Główny nacisk jest w nich położony na rozwój sfery racjonalnej. Chłopiec ma być przecież w przyszłości głową rodziny. Sfera emocjonalna i cielesna jest przez rodziców skutecznie blokowana, pomijana lub zawstydzana. Chłopcom nie wypada płakać, złościć się czy smucić (choć powoli to się zmienia). Tym bardziej przeżywać różne popędy cielesne (np. seksualność, agresję), ponieważ wykraczają wtedy poza granice ustalonych norm i są niegrzeczni.

Dziecko, żeby przyswoić i wyrobić się w realizacji tego rodzaju przekazu kulturowo – społecznego, jest zmuszone usztywnić swoją naturalną ekspresję oraz odciąć się od sfer, które nie są mile widziane. W konsekwencji rozwija mechaniczny sposób obchodzenia się ze sobą, który później kontrolowany jest przez racjonalność. Kojarzę to z zainstalowanym oprogramowaniem komputerowym, które dba, by komputer sprawnie i bez zarzutu spełniał swoje funkcje. Analogicznie jest z głową mężczyzny skoncentrowanego w tym kontekście na realizacji szeregu ról, norm, obowiązków, zadań i celów - jak maszyna.

W dorosłości prawdziwy mężczyzna definiowany jest przez pryzmat głowy rodziny lub lidera, który na każdym polu życia musi dać sobie radę ze wszystkim, co go spotyka. Przy tym ważne jest, żeby osiągał znaczące sukcesy i wyznaczał sobie coraz ambitniejsze cele na przyszłość. Rezultat? - Jakakolwiek słabość, niewydolność, popełniane błędy czy wyjście poza określone standardy świadczą o nieporadności życiowej mężczyzny. Jest to bardzo częste doświadczenie mężczyzn zgłaszających się na terapię. Siła przekazu kulturowo – społecznego jest wówczas tak duża, że pogłębia proces utraty równowagi. Zwykle mężczyźni nie są tego procesu świadomi.

Doświadczają trudnych do wyjaśnienia objawów. Na poziomie racjonalnym: problemów z pamięcią i koncentracją. Na poziomie cielesnym: zmęczenia, bólu głowy, ciągłego stanu napięcia i stresu. Na poziomie emocjonalnym: obniżonego nastroju, drażliwości, stanu złości i zdenerwowania, braku odczuwania przyjemności i zainteresowania. Na poziomie codziennych zachowań: trudności z zasypianiem, aktywnością seksualną, codzienną aktywnością i pełnieniem ról społecznych. Na poziomie społecznym: chęcią wycofania się z kontaktów i ukrycia. Czasem wymienionym objawom towarzyszą choroby somatyczne wynikające z wieloletniego tłumienia emocji. Są to m.in. choroby układu sercowo - naczyniowego, układu odpornościowego, pokarmowego, dolegliwości bólowe w różnych obszarach ciała.

Bardzo często mężczyźni łączą te objawy z trudnościami lub niepowodzeniami w pracy, zbyt długo trwającym przeciążeniem zawodowym, brakiem możliwości wzięcia urlopu, nie rozwiązanym konfliktem w relacji partnerskiej czy prowadzeniem niezdrowego trybu życia. Poszukują wówczas różnych sposobów poradzenia sobie z sytuacją lub jej odreagowania. W tym celu sięgają po alkohol, leki przeciwbólowe i nasenne, narkotyki, hazard, internet, gry komputerowe, sporty ekstremalne czy siłownię. W rezultacie pogłębiają swój stan i dochodzą po pewnym czasie do tzw. ściany. Nie wiedzą, co i w jaki sposób mogłoby im pomóc. Niektórzy mężczyźni, pomimo wstydu i oporu, przyznają się sami przed sobą, że potrzebują pomocy. Zazwyczaj wtedy decydują się również sięgnąć po pomoc innych ludzi, w tym pomoc terapeutyczną.

W terapii Gestalt depresja nie jest traktowana jako objaw, którego trzeba się za wszelką cenę pozbyć np. za pomocą leków czy technik terapeutycznych. Depresja jest postrzegana jak czubek góry lodowej widoczny nad powierzchnią wody. Pod powierzchnią znajduje się jej większa część (sedno problemu), powodująca stan depresji. Część, o której myślę, składa się z różnych czynników. Jeśli pomijamy te czynniki i skupiamy się na redukcji objawów choroby, w konsekwencji doprowadzamy do jej nawrotu w przyszłości.

Koncepcja Gestalt proponuje inną drogę, ktora polega na spotkaniu z tym, co pod powierzchnią i uświadomieniu sobie czynników powodujących depresję. Jest to proces wymagający czasu i zaufania, że przyniesie oczekiwane rezultaty. Wsparcie farmakologiczne jest wówczas zwykle działaniem wspierającym ten proces - ze względu na jego intensywność i głębokość. W trakcie terapii szokujący dla klientów jest paradoks, że doświadczenie depresji ich ratuje. Nigdy wcześniej nie pozwoliliby sobie na zatrzymanie się i zweryfikowanie, czy ich dotychczasowy sposób funkcjonowania jest zdrowy. Depresja jest tym wydarzeniem, które odsłania fakt odcięcia się od siebie i twórczego przystosowania, żeby sprostać wymaganiom kulturowo - społecznym. Ukazuje szereg sztywnych schematów postępowania, reagowania i myślenia oraz rozwinięte mechanizmy obronne różnego rodzaju.

Klient odkrywa w terapii, że depresja jest jego nieświadomą odpowiedzią manifestującą, że dłużej w dotychczasowy sposób nie może i nie chce funkcjonować, ponieważ jest to dla niego destrukcyjne. Zaczyna również odkrywać swoje prawdziwe Ja, rozwijać świadomość własnej emocjonalności i procesów cielesnych, stopniowo odzyskiwać równowagę oraz bardziej świadomie decydować, w jaki sposób chce funkcjonować. Przy tym uczy się w codziennych sprawach sięgać po wsparcie innych ludzi, nie postrzegając tych sytuacji jako wyraz słabości czy osobistej porażki.

Terapia Gestalt jest więc zupełnie innym spojrzeniem na problem depresji. Nie tylko tej doświadczanej przez mężczyzn, ale także kobiety. Stwarza możliwość świadomego przejścia procesu depresji oraz trwałego rozwiązania tego problemu.

Krzysztof Pawłuszko, certyfikowany psychoterapeuta i trener w Instytucie Terapii Gestalt, European Association for Gestalt Therapy, European Association for Psychotherapy oraz Polskim Towarzystwie Psychoterapii Gestalt. Jest również psychoterapeutą szkoleniowym terapeutów będących w procesie szkolenia w nurcie Gestalt.

  1. Psychologia

„Domyśl się, czego mi trzeba!” – żądania i pretensje zatruwają związek

Formułowanie konkretnych próśb i komunikowanie życzeń nie jest w żadnym obszarze życia tak ważne, jak w zaspokajaniu potrzeby miłości i intymności. (fot. iStock)
Formułowanie konkretnych próśb i komunikowanie życzeń nie jest w żadnym obszarze życia tak ważne, jak w zaspokajaniu potrzeby miłości i intymności. (fot. iStock)
Nasze wyobrażenie o miłości jest żądaniem i pretensją: „Domyśl się, czego mi trzeba!”, „Zgadnij, zanim ja sam się tego dowiem!”. Ciągle szukamy kogoś, kto spełni nasze życzenia. To najbardziej destruktywna strategia w związkach miłosnych – twierdził Marshall Rosenberg, twórca Porozumienia bez Przemocy.

„Dlaczego nigdy mi tego nie mówiłaś?!” „Cały czas ci to powtarzam!” Tomek Bagiński, trener, coach stosujący Porozumienie bez Przemocy w mediacjach dla par, te dwa zdania nazywa absolutną klasyką. – On mówi i ona mówi. Dwa monologi, które nie mogą stać się dialogiem, bo oni nie słyszą siebie nawzajem, chcą się z czymś przebić, ale nie wiedzą jak, więc ja tłumaczę to wszystko na język uczuć i potrzeb – opowiada Tomek. – I wspieram, to znaczy pytam: „Co usłyszałaś?”; „Co powiedziała twoja partnerka?”. Pomału zaczynają siebie słuchać, uczą się tego. Na przykład kobieta mówi: „chcę, żeby on zmienił pracę!”. Ale pod tym kryją się potrzeby kontaktu i wspólnoty; aby mężczyzna spędzał więcej czasu w domu, żeby byli bliżej siebie.

Ola i Tomek Bagińscy metodę Porozumienia bez Przemocy poznali trzy lata temu. Ola stworzyła właśnie Fundację Świadomego Rozwoju, która propaguje działania oparte na tej metodzie. Są razem od 13 lat, mają dwoje dzieci – 6-letniego Kacpra i 4,5-letnią Martę. Nowa droga odmieniła ich życie rodzinne.

Potrzebuję czułości. A ty?

W swoich książkach i na wykładach Marshall Rosenberg zwracał uwagę na dziwną rzecz: prawie każdy z nas jest przekonany, że jeśli ktoś nas kocha, to na pewno wie, czego potrzebujemy. Nasze wyobrażenie o miłości jest żądaniem i pretensją: „domyśl się, czego mi trzeba!”. „Zgadnij, zanim ja sam się tego dowiem!” To najbardziej destruktywna strategia w związkach miłosnych.

Miłość i intymność są podstawowymi potrzebami. Formułowanie konkretnych próśb i komunikowanie życzeń nie jest w żadnym obszarze życia tak ważne, jak w zaspokajaniu potrzeby miłości i intymności.

W książce „Rozwiązywanie konfliktów poprzez porozumienie bez przemocy” Rosenberg dzielił się własnymi doświadczeniami: „Jako mężczyzna byłem tak samo mało świadomy własnych potrzeb jak moja partnerka, ponieważ nie miałem w ogóle pojęcia, jakie mam potrzeby. Jeśli nie były one spełnione, to czekałem, aż moja partnerka zatroszczy się o mnie. A jeśli tego nie robiła, to miała poczucie, że robi coś źle. Ja się wycofywałem, a ona pytała: »Marshall, o co chodzi?«. Odpowiadałem: »O nic«. Nie wytrzymywała tego długo i otrzymywałem to, co chciałem. To bardzo proste, ale ma wysoką cenę. Pomału, ale konsekwentnie człowiek staje się uczuciowym analfabetą, emocjonalnym idiotą. Nie uczy się mówić: »Mam właśnie wielką potrzebę kontaktu i czułości. A ty?«. Oczekiwałem od kobiety, aby znała moje potrzeby lepiej niż ja sam! To ona powinna dbać o zaspokojenie moich potrzeb. Kiedy tego nie robiła, byłem wściekły. Zawsze miałem wokół siebie kochane kobiety, które wiedziały, czego potrzebuję, i dawały mi to. I im lepsze w tym były, tym bardziej niezdolny, ograniczony i bezrozumny byłem ja”.

Usiądźmy z przyjaciółmi

Ola i Tomek naukę porozumiewania się bez przemocy porównują do gry na pianinie: najpierw ćwiczysz gamę, ręce są mało elastyczne. Ale z czasem z tych gam zaczyna układać się kawałek muzyki, potem dłuższy, aż w końcu płynie melodia.

– Najpierw uczyliśmy się być ze sobą w kontakcie, utrzymać stan otwarcia i przepływu, współobecności – mówi Ola. – To wcale nie jest łatwe, gdy pojawia się różnica zdań, a przede wszystkim silne emocje, złość, pretensje. Sztuka polega na tym, aby z jednej strony być przy sobie, czyli być świadomym, o co mi chodzi, co czuję i czego potrzebuję, a jednocześnie być w kontakcie z bliską osobą: „Czego on potrzebuje?”. Dotrzeć do tego, że moje i twoje jest tak samo ważne.

– „No tak, ale jeśli zgłoszę jej swoją potrzebę, to co o mnie pomyśli. Przecież mężczyzna ma sobie radzić bez gadania. Otwierając się, wystawiam się na strzał”. Tak często myślą mężczyźni – mówi Tomek.
– „Chcę się z nim czymś podzielić. Ale on nie słucha, od razu radzi, zrób tak i tak. A ja nie potrzebuję rady. Chcę powiedzieć, co jest dla mnie ważne w tej chwili”. Tak na ogół reagują kobiety – mówi Ola. – Nie mogę cię usłyszeć, bo sama chcę być usłyszana. Jeśli cię wysłucham, to będzie znaczyć, że się z tobą zgadzam. A wtedy uznasz, że masz rację, i nie wysłuchasz mnie! Te obawy są źródłem nieporozumień, napięć, urazów i pretensji. Czujemy się bezradni, więc się zamykamy, i w końcu chcemy się rozwodzić.

Twierdzą, że w związkach potrzebujemy raz na jakiś czas usiąść i porozmawiać, co się z nami dzieje, a jeśli się nie słyszymy, to poprosić o pomoc przyjaciół, bo dobrze, jak ktoś popatrzy z zewnątrz. Oni na szczęście mają przyjaciół zaznajomionych z Porozumieniem bez Przemocy, więc korzystają z mediacji.

Opowiadają o takiej sytuacji: jakiś czas temu byli razem na kilkudniowym warsztacie dla kobiet i mężczyzn. Wieczorem ktoś z uczestników obchodził imieniny, było wino, świętowanie, luźna atmosfera. Dystans między ludźmi zdecydowanie się zmniejszył. – Zobaczyłam, jak kobiety dotykają pleców Tomka – opowiada Ola. – Opanowały mnie silne emocje, bunt, sprzeciw i ból. Ale on nie reagował, pozwalał się dotykać. Wróciliśmy do domu, próbowaliśmy rozmawiać. Trzy godziny trudnej, ciężkiej rozmowy! Bez efektów. Monologowaliśmy, nie mogliśmy się usłyszeć. W końcu doszłam do wniosku, że nie możemy być razem, bo skoro ja nie chcę go zmieniać, a nie mogę zaakceptować jego zachowania, to znaczy, że nie mogę być w tym związku. Poszliśmy na mediacje.

– Wreszcie mogliśmy usłyszeć siebie nawzajem – opowiada Tomek. – Mówiłem Oli, że jest dla mnie ważna i poszukamy rozwiązań, które dadzą jej poczucie bezpieczeństwa. Znaleźliśmy takie rozwiązanie: następnym razem, gdy coś podobnego się wydarzy, a ona poczuje się zagrożona, miała powiedzieć nazwę naszej ulubionej kawiarni, wtedy ja zareaguję. Nic takiego od czasu tej mediacji się nie zdarzyło, jednak ja stałem się bardziej uważny.

Artykuł archiwalny. Aleksandra Bagińska, psycholożka, z pomocą Tomasza, nadal prowadzi Fundację Świadomego Rozwoju. Tomasz Bagiński propaguje metodę Kręgów Naprawczych. W Fundacji prowadzi zajęcia oparte na PbP – w szczególności dotyczące konfliktów czy sytuacji mediacyjnych.

  1. Psychologia

Introwertyzm – jak sobie z nim radzić w codziennych sytuacjach?

Jak sobie radzić z introwertyzmem? - Poniżej kilka praktycznych porad. (fot. iStock)
Jak sobie radzić z introwertyzmem? - Poniżej kilka praktycznych porad. (fot. iStock)
Introwertyzm nie jest gorszy ani lepszy od ekstrawertyzmu. Jednak właściwa introwertykom rezerwa przysparza trudności w pracy wymagającej kontaktu z nowymi osobami i publicznych wystąpień. Jak sobie z tym poradzić, podpowiada coach Małgorzata Kniaź.

Akceptacja różnorodności

Jestem kosmetyczką, pracuję w dużym salonie. Nasz zespół to same kobiety, które mają między sobą specyficzne relacje. Opowiadają ze szczegółami, czasem intymnymi, o swoim życiu – partnerach, dzieciach, o tym, jak spędzają święta, urlopy i o co pokłóciły się z matką. Ja tak nie potrafię, a nawet razi mnie takie wywnętrzanie się. Wydaje mi się to nie na miejscu i jakieś powierzchowne. Czuję, że nie pasuję do grupy, że dystansuję się i nie jestem lubiana. Obawiam się, że w jakimś innym salonie mogę spotkać się z podobną sytuacją, a wiem, że trudno mi się będzie zmienić. - Ilona, 37 lat

Małgorzata Kniaź: Już w szkole powinniśmy uczyć się o różnicach osobowościowych i temperamentalnych – to zaoszczędziłoby nam sporo frustracji w dorosłym życiu. Niestety, świadomość odmienności jest niska. Doradziłabym ci, żebyś otwarcie powiedziała o tym, jaka jesteś i jak reagujesz na atmosferę w pracy. Możesz ująć to w taki sposób: „Jeśli macie ochotę, mówcie o swoich doświadczeniach i przeżyciach, ale zrozumcie, że ja mam ograniczoną potrzebę takiego uzewnętrzniania się. Od czasu do czasu coś o sobie powiem, ale nie będę opowiadać o swoim życiu tak dużo jak wy”. Często bywa tak, że kiedy coś ważnego sobie wyjaśnimy, budzi się w nas akceptacja dla odmienności. A introwertyk wśród ekstrawertyków oznacza więcej przestrzeni dla tych drugich. Poza tym ekstrawertyk zwykle nie jest zainteresowany tak bardzo drugą osobą i zadawaniem pogłębiających pytań. Twoja postawa wcale nie musi przeszkadzać koleżankom. Pytanie, czy ty jesteś w stanie je zaakceptować. Jeśli wyjaśnienie wprost nie zadziała i jeśli rozmowy koleżanek cię drażnią, radziłabym poszukać innej pracy, bo rachunek prawdopodobieństwa mówi, że w innym salonie wcale nie musi być tak samo. Może warto spróbować?

Introwertyzm a spełnianie marzeń

Na studiach marzyłam, że zostanę pisarką. Ostatecznie trafiłam do szkoły jako nauczycielka języka polskiego i ku własnemu zaskoczeniu polubiłam tę pracę. Uczniowie też mnie lubią, choć bardzo się bałam, że jako introwertyczka nie będę umiała złapać z nimi dobrego kontaktu. Od kilku lat wracają do mnie stare marzenia, odnalazłam w szufladzie rzeczy, które pisałam przed laty. Na bazie tego stworzyłam moją pierwszą powieść. Opinie bliskich, spośród których są również ludzie z branży wydawniczej, są dobre, a czasem wręcz entuzjastyczne. Natomiast ogarnia mnie paraliżujący strach przed pokazaniem tego, co napisałam, obcym ludziom. Jak go przezwyciężyć? Lubię swoją pracę, ale chciałabym też spełnić marzenia. - Aldona, 42 lata

M.K.: Wygląda na to, że boisz się pokazać światu swoje wnętrze, odsłonić się. Każdy ma do tego prawo. Jeśli naprawdę chcesz zawalczyć o swoje marzenia, a jednocześnie zachować swoją prywatność, dobrym rozwiązaniem może być wydanie publikacji pod pseudonimem. Nie będziesz pierwsza, wielu pisarzy tak postępuje, nawet ci doświadczeni.

Domyślam się też, że jako introwertyczka możesz odczuwać lęk przed „zderzeniem się z machiną” wydawniczą, pokazaniem twórczości obcemu redaktorowi, negocjowaniem umowy czy warunków twojego udziału w promocji książki, gdy ta już się ukaże. Zatem pomyśl może o znalezieniu agenta? Nie musi od razu to być profesjonalista, wystarczy poprosić kogoś znajomego o pomoc. „Ujawniłaś się” już przed najbliższymi, więc może wybierzesz kogoś z ich grona? Nie tylko w przypadku introwertyków sprawdza się zasada, że nie wszystko trzeba robić samemu!

Trudne zebrania w pracy

Pracuję jako analityk danych i jestem chwalony za swoją pracę przez przełożonych. Problemem dla mnie jest udział w zebraniach zespołu, podczas których przedstawiamy swoje raporty. Wydaje mi się, że wszyscy są bardzo pewni siebie i w ogóle się nie stresują. Wygląda nawet na to, że rywalizacja sprawia im przyjemność. Dla mnie te prezentacje to horror. Mimo że to moi koledzy z pracy, jestem wśród nich outsiderem, co sprawia, że jeszcze gorzej się czuję. - Łukasz, 27 lat

M.K.: To okropne, jeśli zebranie w pracy zamienia się w serię popisów. Jak możesz zadbać o swój komfort w tej sytuacji? Na przykład poprosić szefa o wcześniejsze indywidualne spotkanie, podczas którego pokażesz swój raport, albo o agendę zebrania, w której będzie napisana kolejność prezentacji oraz określony jej czas. Jako introwertyk prawdopodobnie nie lubisz improwizować, więc „wywołany” do odpowiedzi nie czujesz się komfortowo, ale znajomość agendy i porządku prezentacji podczas zebrania doda ci pewności siebie.

Jeśli brakuje ci wsparcia szefa i życzliwości zespołu podczas wypowiadania się na zebraniach, dobrze byłoby, żebyś zmierzył się ze swoim lękiem. Spróbuj, czy pomoże ci wyobrażanie sobie, że podczas prezentacji jesteś sam albo że publiczność znajduje się za grubą szybą. Chodzi o to, żebyś skoncentrował się wyłącznie na merytorycznej stronie wypowiedzi. Najlepiej zacząć od ćwiczeń w życzliwym środowisku, z bliskimi albo z przyjaciółmi pełniącymi rolę widowni. Jeśli poczujesz tremę, nie panikuj ¬ skup się na ciele. Gdzie czujesz napięcie? Czy to uścisk w klatce piersiowej, ścisk żołądka, a może drżą ci ręce? Tak ciało reaguje na niebezpieczeństwo. Skup się na oddychaniu: weź pięć powolnych głębokich oddechów. W ten sposób przekonasz mózg, że nie ma powodów do obaw. Jeśli podobna reakcja przydarzy ci się w pracy, będziesz umiał ją rozpoznać i odpowiednio zareagować.

Introwertyzm i wystąpienia publiczne

Właśnie dostałam ciekawą propozycję zawodową, która bardzo mnie stresuje. Od zawsze byłam introwertyczką i między innymi dlatego zostałam bibliotekarką. Do tej pory faktycznie mogłam pracować w spokoju, ale nasza biblioteka dostała dofinansowanie na promocję czytelnictwa i kierownik zaproponował mi organizowanie spotkań z ciekawymi ludźmi, w większości pisarzami. Z jego perspektywy to dla mnie nagroda – dla mnie oznacza też dodatkowe pieniądze, których potrzebuję. Problem polega na tym, że bardzo boję się wystąpień publicznych. Czy jest jakaś metoda na przezwyciężenie tego lęku? - Maja, 32 lata

M.K.: Zacznijmy od tego, że twój problem wcale nie musi wynikać z introwertyzmu, czyli z typu twojej osobowości. Warto mieć świadomość, że zarówno introwertycy, jak i ekstrawertycy przeżywają niepokój związany z wystąpieniami publicznymi. Jego źródłem mogą być dawne traumy, kompleksy, brak pewności siebie, brak przygotowania i wiele innych. Wynika on najczęściej z wysokiego poziomu lęku. Można jednak przyjąć, że introwertycy gorzej radzą sobie z publicznymi wystąpieniami niż ekstrawertycy.

Domyślam się, że dotychczas w pracy obcowałaś raczej z książkami niż z ludźmi. W opinii szefa złożył ci prawdopodobnie ciekawą propozycję, ale czy tobie ta zmiana odpowiada? Bo może wcale nie. Warto spróbować, żeby się o tym przekonać. Myślę, że jako introwertyczce będzie ci łatwiej poprowadzić spotkanie, jeśli wcześniej poznasz gościa. Gdy nawiążesz z nim bliższą relację i oswoisz siebie w kontakcie z nim, podczas spotkania będziesz się mniej obawiała jego zachowania czy reakcji. Introwertycy wolą być przygotowani, dlatego warto wcześniej dokładnie ustalić szczegóły dotyczące spotkania. Im lepsze przygotowanie, tym większa pewność siebie – to dotyczy każdego wystąpienia publicznego. Spisz dokładnie, co chcesz powiedzieć i przećwicz występ przed lustrem czy rodziną. Ważne, żeby scenariusz rozmowy był zgodny z twoimi przekonaniami. Jeśli będziesz wierzyć w to, co mówisz, będziesz też bardziej odporna na reakcje publiczności, kiedy ktoś na przykład zakaszle albo wyjdzie, bo mu zadzwoni telefon. Nie odbierzesz tego osobiście.

Zastanów się, czego konkretnie się boisz – oceny, krytyki, tego, że nie nawiążesz kontaktu z ludźmi? Lepiej, żebyś wcześniej zmierzyła się z tym wewnętrznie. Wreszcie pomyśl nad poproszeniem o pomoc bardziej doświadczonej osoby, kogoś w rodzaju mentora. Nie każdy nadaje się do tego, żeby go od razu wrzucać na głęboką wodę.

Małgorzata Kniaź: ekspert w dziedzinie przywództwa i zarządzania, certyfikowana trenerka biznesu, mentorka i coach

Newsletter

Psychologia, związki, seks, wychowanie, świadome życie
- co czwartek przegląd najlepszych artykułówZapisz się

  1. Psychologia

Sięgnij w głąb pokoleń – o tym, jak ważna jest relacja z przodkami

Jak odzyskać prawidłowe relacje z rodziną? Każdy z nas powinien uporządkować sobie pierwsze i drugie pokolenie wstecz, czyli zająć odpowiednie pozycje wobec rodziców i dziadków. Najpierw należy przyjrzeć się relacji z rodzicami, popatrzeć, czy ich przyjmujemy, czy odrzucamy, bo jeśli nie ma zdrowych relacji z nimi, to nie ma co szukać w głębi pokoleń. (Fot. iStock)
Jak odzyskać prawidłowe relacje z rodziną? Każdy z nas powinien uporządkować sobie pierwsze i drugie pokolenie wstecz, czyli zająć odpowiednie pozycje wobec rodziców i dziadków. Najpierw należy przyjrzeć się relacji z rodzicami, popatrzeć, czy ich przyjmujemy, czy odrzucamy, bo jeśli nie ma zdrowych relacji z nimi, to nie ma co szukać w głębi pokoleń. (Fot. iStock)
Z Alicją Bednarską, specjalizującą się w ustawieniach rodzinnych według metody Hellingera, o tym, jak ważna jest relacja z przodkami – rozmawia Katarzyna Droga.

Artykuł archiwalny

Jak głęboko warto sięgnąć w dzieje pokoleń w ustawieniach rodzinnych?
Moim zdaniem, pierwsze i drugie pokolenie wstecz człowiek powinien sobie uporządkować, zająć odpowiednie pozycje wobec rodziców i dziadków. Ja sprowadzam sens ustawień do odzyskania prawidłowych relacji z rodziną i wiem z doświadczenia, że najczęściej nasze problemy w związkach czy z dziećmi wynikają z nieprzyjęcia własnych rodziców. A jeśli nie ma zdrowych relacji z rodzicami, to nie ma co szukać w głębi pokoleń – przyczyna tkwi dużo bliżej. Dlatego najpierw należy przyjrzeć się relacji z najbliższymi – mamą, tatą. Popatrzeć, czy ich przyjmujemy, czy odrzucamy – na przykład poprzez odwrócenie ról, nadopiekuńczość i poświęcenie.

Poświęcenie się matce może być aktem jej odrzucenia?
Tak, bo nie akceptujemy jej taką, jaka jest. Kobiety często mówią: „jest słaba, bezradna, muszę się nią opiekować, bo sobie nie poradzi”. W taki sposób nie przyjmują od matki życia. To widać na ustawieniach: córka stoi twarzą do matki i patrzy na nią z pozycji osoby silniejszej. To też pozycja partnera – czyli córka nie na swoim miejscu. Cały czas jest zwrócona do przeszłości, do całego szeregu przodków, a do swojego życia odwróciła się plecami. I dopiero jak pokłoni się matce, powie: „dziękuję ci za dar życia, przyjmuję cię taką, jaka jesteś, ale to ty jesteś duża, ja jestem mała, jestem tylko dzieckiem”, i odwróci się, by mieć jej wsparcie za swoimi plecami – wtedy wejdzie w swoje życie. A mama sobie poradzi. Jeśli ktoś nie wierzy – to ustawiam go w pozycji zależnej od własnego dziecka. Co byłoby, gdyby ono mówiło: „jesteś słaba, nie dasz rady beze mnie”. To pomaga.

Jeśli niesie się za matkę jej ciężar – bo ona choruje, ojciec był dla niej niedobry, pił, bił – to bierze się na swoje barki jej los. To dotyczy zresztą obojga rodziców – trzeba być ich dziećmi – nie partnerami czy opiekunami.

Tak naprawdę wszystkim rodzicom można coś zarzucić…
Nie warto. Wspominanie krzywd doznanych od rodziców to utknięcie w przeszłości. Stoi się twarzą do nich, a tyłem do swojego życia. Jeżeli ustawimy, nawet mentalnie, swoich przodków za sobą, to dadzą nam siłę, widok na własną przestrzeń. A jeśli cały czas wspominamy, że mama mnie nie przytulała, to nie idziemy do przodu.

Niektórzy piszą listę zarzutów do rodziców, a potem ją niszczą, ale ja nie zalecam tego ćwiczenia. Ono zmusza, by wspominać to, co złe – nawet jeśli potem mamy to podrzeć i wyrzucić. Nie tędy droga. Ja wierzę w list wdzięczności do ojca lub matki. „Nie mam za co być wdzięczna” – słyszę często. „Mój ojciec pił, musiałam nocą uciekać z mamą z domu”. „Masz do zawdzięczenia życie” – mówię wtedy – „I nawet jeśli tylko to, jest to dar największy”.

Niełatwo czasem wybaczyć.
Trzeba oddzielić człowieka od jego postępków. Nie musimy godzić się na przemoc ojca, ale uznać, że jest tylko człowiekiem, coś się złożyło na jego czyny. Nie chodzi o to, by akceptować, ale krytyka nie pomoże, tylko pomnoży zło. Według Hellingera, dzieci, też dorosłe, nie powinny wtrącać się w sprawy rodziców, bo wchodzą w cudze życie i tracą obraz swojej rodziny. Widać to w ustawieniach – człowiek zwrócony twarzą do rodziców, własną rodzinę ma za plecami.

Co jeśli dziecko nie spełnia ambicji rodziców lub im nie dorównuje?
Czyli mama lub tata są silni, a my do nich nie dorastamy? Wtedy jest dużo trudniej. Jedyne co można wtedy zrobić, to pokłonić się im. Powiedzieć np.: „Mamo – za wysoko ustawiłam poprzeczkę. Nie mogę jej dosięgnąć. To nie jest moje wyzwanie, lecz twoje. A to, co twoje, z całą miłością zostawiam przy tobie”. Ale nie należy sądzić, że problem zaraz zniknie. Bo jeśli ktoś ma niską samoocenę, to rzadko przyczyną jest tylko relacja z rodzicami, trzeba poszukać głębiej. Doradzam wtedy pracę nad sobą i włączenie innych terapii.

Bywa też, że w rodzinie faworyzuje się chłopca, a siostra, nawet starsza, żyje w jego cieniu. Te dziewczyny najczęściej nie mają same dzieci, nie mogą dać sobie rady, dopóki nie pogodzą się z tym, co było. Nie dopuszczają myśli, że są zazdrosne, bo to źle o nich świadczy. A muszą wybaczyć matce, by wziąć od niej życie.

Dlaczego dzieci zdradzonych często też są zdradzane?
Dzieci zdradzonej matki czy ojca – często, choć nie zawsze, przyciągają zdradę do siebie. Bo kobiety odrzucają lub uwielbiają ojca, który zdradza matkę – i przez tęsknotę za nim, za jego doskonałością, będą szukać podobnego mężczyzny. I znajdą. To jest w nich. Jeżeli z kolei mężczyzna ma takie relacje z mamą, że wchodzi w rolę jej partnera, na przykład wspiera ją, gdy jest zdradzana, nie stworzy zdrowego związku z kobietą. On ma już partnerkę – w mamie. Może być świetnym kochankiem, nawet bawidamkiem, ale nie mężem.

Czy mężczyzna wybiera partnerkę podobną do matki?
Raczej podobną do cech, za którymi tęskni – nie tylko mężczyzna, kobieta również. Ale może być też tak: mężczyzna ma silnego ojca, zdominowaną przez niego matkę i bierze za żonę kobietę mocną, zdecydowaną. Kieruje nim tęsknota za cechami ojca, szuka ich w żonie. To samo dotyczy „córeczki tatusia” – jeśli u boku ojca zajęła rolę partnerki – będzie jej trudno stworzyć zdrową relację będzie szukać w mężu ojca.

Ukochany dziadek okazał się przybrany. Czy to ma znaczenie?
Jest to zagadnienie osoby wykluczonej z rodziny. Kiedy okazuje się, że dziadek nie jest biologicznym ojcem naszego rodzica – ten prawdziwy, nieznany staje się osobą wykluczoną, zastąpioną przez kogoś innego.

Jeśli w jakimś pokoleniu znajduje się osoba wykluczona – także przez śmierć czy ułomność – to potem, w następnym, ktoś będzie powtarzał ten los. Bo to są dusze, które należą do rodziny, system chce je przywrócić, następuje zjawisko identyfikacji. Jeśli wykluczony jest dziadek, to wnuczka może powtarzać los pozostawionej babci, i trudno jej będzie znaleźć w życiu partnera.

Mam własną teorię: że osoby, które muszą gdzieś wyjechać, zostawiają rodzinę, wyruszają w świat – to są osoby, które powielają los osoby wykluczonej. Same eliminują się z rodziny, uciekają.

Jak tajemnice i zbrodnie wpływają na los rodzin?
Bywa, że tajemnica jest tak skrywana, że ujawnia się dopiero w ustawieniach. Ale nawet jeśli o niej nie wiemy, to wpływa na nasze życie. Może być źródłem chorób, zachwianych relacji. Trzeba wtedy popatrzeć wysoko, ponad głowami i dziejami rodziny, na los, który jest większy od nas. Postarać się pogodzić z tym, co się stało. Wtedy dopiero można wrócić do swojego życia. Szczególnie jednak bywa trudno, gdy tym zdarzeniem jest na przykład zbrodnia.

W przypadku morderstwa psychoterapeuta Otto Brink ustawiał ofiarę i kata naprzeciwko siebie, bo ofiara i kat należą do siebie, są jednym. Kłaniają się sobie nisko i długo. To spojrzenie pojednania. Jeśli osoba, która nosi w sobie obraz morderstwa, powie: „zgadzam się na to, przyjmuję, że tak było”, uwolni się od tego obrazu i może dostanie coś nowego od życia.

Skoro matka jest tak ważna, to jak na dziecko działa jej utrata?
Kiedy umiera matka i zostawia swoje dziecko, to ono będzie tęsknić zawsze. I czego by w życiu nie osiągnęło, odczuwa ból, że mama tego nie widzi.

Na warsztatach ustawiam takie dziecko twarzą w twarz z mamą. To trwa. Ale kiedy ono powie: „mamo, tak bardzo mi ciebie brakuje”, kiedy przytuli się i wypłacze, to wyzna: „zawsze będziesz miała miejsce w moim sercu, pozwalam ci odejść do światła, ale pobłogosław mnie i wspieraj w dalszym życiu”. Bo pozwolenie na odejście nie oznacza, że mamy już ze mną nie będzie.

Bardzo pomaga wspominany list wdzięczności, lista wszystkiego dobrego, co dostało się od matki – to sprawia, że w pamięci ożywają dobre zdarzenia. Gdy je wypiszemy, zrównoważą te niedobre albo sprawią, że tamte zbledną.

Lepiej będzie nam w życiu, jeśli uświadomimy sobie, że to my sami bierzemy od rodziców dobro, radość, miłość lub smutek czy żal. Bo jeśli tak na to spojrzymy, wciąż możemy coś z tym zrobić, nie jesteśmy bezradni. To jedna z najważniejszych nauk.

Systemowe Ustawienia Rodzinne Berta Hellingera wywodzą się z założenia, że każda rodzina jest systemem, w którym panuje określony porządek i od którego nie można się odciąć. Zaburzenie powoduje zakłócenia i wpływa negatywnie na życie członków rodziny. Symboliczne przywrócenie rodzinnego porządku pozwala wprowadzić ład i uzdrowić relacje we własnym życiu i rodzinach.

Alicja Bednarska, trener rozwoju potencjału osobistego, praktyk NLP, integracji i transformacji oddechem. Uczennica m.in. Berta Hellingera, Otto Brinka, Daana van Kampenhouta. Praktykuje ustawienia hellingerowskie. Prowadzi ośrodek rozwoju Berckana.