1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Jak zaopiekować się sobą? Tłumaczy Wojciech Eichelberger

Jak zaopiekować się sobą? Tłumaczy Wojciech Eichelberger

Nie zawsze wiemy jak mądrze o siebie zadbać. Wiele zgubnych nawyków pochodzi jeszcze z czasów dzieciństwa. (fot. iStock)
Nie zawsze wiemy jak mądrze o siebie zadbać. Wiele zgubnych nawyków pochodzi jeszcze z czasów dzieciństwa. (fot. iStock)
Kupujemy modne buty, bierzemy kredyt na dom i zapisujemy dzieci na kolejne zajęcia dodatkowe. Ale czasu na rozmowy z przyjaciółmi nie mamy. Czy opiekujemy się sobą? Co to właściwie znaczy? I dlaczego tak niewielu z nas to potrafi – wyjaśnia Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta, twórca metody budowania odporności na stres „8 razy O”.

Może opiekowanie się sobą jest trudne, bo chcielibyśmy, żeby w życiu było jak w piosence i żeby to ktoś inny zaopiekował się nami?
Ale by cokolwiek z programu „8 razy O” sensownie zastosować w swoim życiu, trzeba opanować umiejętność opiekowania się sobą. Niestety, większość z nas ma do siebie stosunek niechętny, podejrzliwy, a nierzadko agresywny. Jesteśmy wobec samych siebie nadmiernie wymagający, stawiamy sobie bardzo wysoko poprzeczkę i wyznaczamy nierealistyczne zadania. A na dodatek jawnie sobie szkodzimy, wpadamy w różnorakie uzależnienia, udając przed sobą i przed światem, że czynimy tylko to, co chcemy i lubimy.

A chcemy napić się alkoholu codziennie wieczorem.
Albo wypalić 40 papierosów dziennie. Zapominamy, że jeśli stracimy umiar, to, co najbardziej lubimy, może stać się naszym największym wrogiem. A coś, co uznaliśmy za najlepsze lekarstwo na stres i poczucie zagrożenia, może przynieść więcej cierpienia niż stres i zagrożenie. A więc opiekowanie się sobą nie jest sprawą prostą. Czasem wymaga gruntownej zmiany nawykowych postaw wobec siebie. Uczymy się bowiem opiekować sobą od tych, którzy zajmowali się nami, gdy najbardziej tej opieki wymagaliśmy. Jakość tej opieki, jej klimat i praktyczny kształt decydują o tym, w jaki sposób sami będziemy zajmować się sobą jako dorośli. Przejmujemy to tak, jakbyśmy przerzucali program z jednego komputera na drugi.

A więc jeśli nie byliśmy zadbani w dzieciństwie, będziemy mieli problemy z właściwym odżywianiem, przestrzeganiem godzin snu czy ćwiczeniami?
Będziemy tkwili w złych nawykach i nie będziemy szukać alternatywy aż do chwili, gdy nasze zdrowie zostanie poważnie zagrożone. Doprowadzimy się na przykład do sytuacji wypalenia energetycznego. To brak tej wewnętrznej postawy, którą nazywamy zdolnością do opiekowania się sobą, jest najważniejszą przyczyną nasilającej się epidemii syndromu wypalenia.

Epidemii... – czyli niedbanie o siebie jest aż tak powszechne?
Zaskakująco powszechne jest traktowanie swojego ciała i jego potrzeb jako czegoś nieważnego. Uważamy, że jesteśmy stworzeni do tzw. wyższych celów, a ciało to tylko kłopotliwy balast, który nam w tym przeszkadza. W efekcie traktujemy samych siebie przedmiotowo – nadużywamy naszego ciała. Ale opiekowania się sobą nie da się sprowadzić wyłącznie do dbania o kondycję fizyczną. Trzeba też pamiętać o umiejętności odmawiania innym, gdy usiłują przekroczyć granice naszej psychofizycznej wydolności. I zachować uważny stosunek do tych potrzeb i wartości, które wykraczają poza materialne powodzenie i poczucie bezpieczeństwa. Należy do nich również podtrzymywanie dobrych relacji z ważnymi, bliskimi nam emocjonalnie ludźmi. Wszystko to wymaga całkowicie innego ustawienia życiowych priorytetów. Ale aby to pomieścić i zrealizować w naszym zabieganym życiu, niezbędne jest zdrowe, silne i sprawne ciało.

Znam ludzi, u których poświęcanie czasu samemu sobie budzi złość. Od czego mogą zacząć naukę dbania o siebie?
Od refleksji nad tym, czego w tym zakresie nauczono ich w dzieciństwie. Czyli w jaki sposób opiekowano się nimi. Najważniejszy jest stosunek wymagań do wsparcia i miłości. Każdy rodzic w wychowaniu uwzględnia te dwa aspekty, ale nasilenie zachowań autoagresywnych wskazuje, że większość dzieci, które w ostatnich latach weszły w dorosłe życie, została wychowana pod presją zbyt dużych oczekiwań. Dlatego też w dorosłym życiu wymagają od siebie zbyt wiele i nie potrafią dawać sami sobie wsparcia, miłości – czyli nie potrafią opiekować się sobą.

Dla rodziców podnoszenie dzieciom poprzeczki to często wyraz miłości. Nie ma nic złego w oczekiwaniu od dziecka, żeby się uczyło, rozwijało talenty. Ale nie powinniśmy wymagać za dużo ani poświęcać czasu, który można przeznaczyć na kontakt z dzieckiem, wyłącznie na przewożenie go z miejsca na miejsce na kolejne zajęcia dodatkowe. Nawet jeśli są tylko rekreacyjne, jak tenis czy gra na gitarze. Dziecko potrzebuje się ponudzić, bo tylko wtedy uruchamia swój twórczy potencjał. Rodzice nie tylko powinni dbać o jego wykształcenie, ale też bawić się z nim, wygłupiać, okazywać czułość i troskę. Warto się więc zastanowić, czy nasi rodzice przytulali nas, grali z nami w piłkę i gotowali budyń także wtedy, kiedy nie byliśmy chorzy?

 
A jeśli nie?
To może znaczyć, że zostaliśmy tak ukształtowani, że będziemy od siebie wymagać zbyt wiele, stale wątpić, czy zrobiliśmy wystarczająco dużo, żeby zasłużyć na wypoczynek, na pochwałę, na miłość. Aby to zmienić, trzeba uświadomić sobie ten mechanizm i postanowić, że będziemy dla siebie lepszymi opiekunami niż nasi wcześniejsi opiekunowie. Że zaczniemy odmawiać, kiedy inni będą chcieli nam dołożyć zbyt wiele roboty. Że będziemy uwzględniać swoje ważne potrzeby, również potrzeby ducha, i że zajmiemy się w mądry sposób naszym ciałem. Że nie wszystko, w co się angażujemy, musi być podporządkowane jakiemuś celowi: posiadaniu, karierze, pozycji, że będziemy robić różne rzeczy dla nich samych, dla przyjemności, satysfakcji.

Przyjemnością, z jaką najczęściej mamy dziś do czynienia, są chyba zakupy. Moje koleżanki kupują ubrania, koledzy sprzęt elektroniczny. I zgodnie nazywają to opiekowaniem się sobą.
Kupowanie jest formą opieki. Ale jeśli umiemy sprawiać sobie przyjemność wyłącznie zakupami, to prawdopodobnie w dzieciństwie prezenty były podstawową formą okazywania nam miłości. Rodzice nie mieli widocznie czasu ani pomysłu na nic innego. A jeśli okazujemy sobie troskę, przekarmiając się, to zapewne w dzieciństwie podstawową formą wyrażania miłości było karmienie.

Jak je zamienić na opiekowanie się sobą w zdrowy sposób?
To nie będzie łatwe, przypomina wychodzenie z nałogu. Najpierw trzeba być na odwyku, ograniczyć kupowanie, zmienić dietę. A potem nauczyć się zaspokajać swoje potrzeby w zdrowy sposób, czyli dać sobie miłość. Trzeba zapomnieć o iluzji, która mówi, że miłość można kupić. Trzeba zatrzymać się, posiedzieć w ciszy, ponudzić się, nie szukać dodatkowej roboty. Powstrzymać się przed paniką. Jeśli nam się uda, wkrótce odnajdziemy to, co nam potrzebne. Przypomnimy sobie na przykład, że kiedyś lubiliśmy pływać, i wtedy będziemy mogli do tego wrócić.

A może wyjechać z miasta, rzucić pracę w korporacji?
Katarzyna Grochola podobnie jak Małgorzata Kalicińska, autorka „Domu nad rozlewiskiem”, opisuje proces przemiany kobiety, która była korporacyjnym wojownikiem walczącym o dobra materialne, a potem nagle rzuciła wszystko, by wyjechać za miasto, palić ogień i chodzić boso po trawie. To życie skrajnościami – od ściany do ściany. Program „8 razy O” jest drogą środka. Nie ma powodu, aby rzucać pracę w korporacji, jeśli to nasza pasja, a nasze ambicje i talenty są tam realizowane. Rodzą się tylko pytania: jak godzić pracę z życiem poza nią? Jak dbać o siebie na co dzień?

Dlaczego warto zadbać o to, żeby dbać o siebie?
Najgorszą rzeczą, jaka może się nam przydarzyć, jest refleksja pod koniec życia, że przystawiliśmy drabinę do złej ściany. Kontakt ze sobą, przychylna postawa wobec siebie, czas na uświadomienie sobie swoich potrzeb, frustracji i radości są niezbędne, żeby w porę drabinę przestawić. Czasem w życiu trzeba to zrobić wiele razy, bo zmieniają się nasze potrzeby i priorytety.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

O czym szumią zioła

Ruta Kowalska:
Ruta Kowalska: "Moją misją jest wielki powrót ziołolecznictwa. Marzę, aby każdy/a z nas posiadł/a podstawową wiedzę o roślinach, aby samodzielnie i bezpiecznie stosować je we własnym domu."(Fot. archiwum prywatne)
Ruta Kowalska, dyplomowana zielarka, autorka podręcznika „O czym szumią zioła” i kajetu wielkiej urody „Receptariusz ziołowy” zaprasza do magicznego świata roślin i odkrywania ich niezwykłych właściwości. Na swoim blogu oraz Instagramie „Zioła w pełni” dzieli się zielarską wiedzą, pokazuje innym jak zaprzyjaźnić się z roślinami i korzystać z ich dobrodziejstwa.

W jeszcze nie tak odległych czasach nieomal każda roślina była otoczona nimbem boskości i darzona szacunkiem. Wraz z rozwojem nauki i technologii zaczęłyśmy tracić przekazywaną z pokolenia na pokolenie wiedzę, a dziś dla wielu osób zioła to po prostu popularne przyprawy jak oregano czy tymianek. Czym dla ciebie są zioła i czy były obecne w twoim życiu już wcześniej?
Od dziecka jestem zafascynowana roślinami. Trudno zliczyć ile czasu spędziłam w towarzystwie tych milczących, zielonych istot. Poznawanie ich wszystkimi zmysłami, dzielenie z nimi czasu ma w sobie coś z wtajemniczenia, inicjacji. Spotkanie twarzą w kwiat. Twarzą w liść. Twarzą w owoc.

Zioła są dla mnie czymś doskonałym samym w sobie. To dużo więcej niż potencjalne lekarstwo, chociaż to, że nas leczą jest dla mnie czymś niesamowitym. Nie chcę patrzeć na nie jedynie w sposób użytkowy. Tak jak w Twoim przykładzie o torebce z przyprawami. Nie wystarczy mi dodać suszu do potrawy, aby polepszyć jej smak. Chcę zobaczyć daną roślinę na żywo, poczuć fakturę jej liści, dowiedzieć się jakie ma wymagania glebowe – co mogę zrobić, aby było jej dobrze np. w moim ogrodzie. Sięgam też głębiej, dociekam jak rośliny troszczą się o siebie nawzajem i komunikują między sobą. Dlatego kiedy nauka, która w naszej zachodniej kulturze jest bogiem, potwierdza to, co czułam intuicyjnie od dziecka odczuwam wielką radość. I mimo, że burzy to skrupulatnie budowaną od wieków hierarchię świata, to czuję, że nadejdzie czas, kiedy rośliny będą miały własne prawa. Podobnie jak zwierzęta, o czym przecież naszym przodkom nawet się nie śniło.

Codziennie jestem w bliskim kontakcie z roślinami. Czuję ogromną wdzięczność za to, że mieszkam na odludziu i wystarczy wyjść z domu, aby zanurzyć się w zielonym świecie. Rośliny są dla mnie jak bliscy przyjaciele. Bo jeśli od kilkunastu lat codziennie głaszczę korę rosnących wokół mojego domu drzew, obserwuję ich zmagania się z mrozami czy wiatrem, patrzę jak zmieniają się w rytmie pór roku, to czuję więź. Tak samo w ogrodzie, gdzie doglądam rosnących ziół, czy na łąkach wokół domu, gdzie znam każdy spłachetek ziemi. Mam tylko wątpliwości czy ta więź jest obopólna. Rośliny znakomicie mogą się bez nas obyć. Dzięki fotosyntezie są autonomicznymi, samowystarczalnymi istotami. To my ich potrzebujemy, a nasze życie nie mogłoby bez nich istnieć.

Zioła wykorzystywano nie tylko w obrzędach religijnych i magicznych rytuałach, pełniły one bardzo ważną funkcję w codziennym życiu. Znajomość ich właściwości mogła ratować albo odbierać życie, dlatego wiedza na ich temat była tak cenna. Gdzie ty zaczęłaś swoje poszukiwania na temat ziół oraz ich magicznych i leczniczych właściwości? I kiedy poczułaś, że chcesz dzielić się swoją wiedzą z innymi?
Jako dziecko mogłam godzinami obserwować przyrodę zachwycając się całym tym bogactwem. Dopiero potem poczułam potrzebę nazywania, porządkowania, przypisywania roślinom określonych właściwości. Chciałam wiedzieć jakim zielonym bandażem można opatrzyć ranę podczas leśnych wędrówek, co można zjeść, a czego lepiej unikać, jak wspomóc się przy niestrawności czy w przeziębieniu. Na moim regale pojawiało się coraz więcej książek o ziołach. Nieustannemu czytaniu towarzyszyły częste wyprawy w teren, bo odczuwam jakąś pierwotną, ciągłą potrzebę bycia na świeżym powietrzu, w ruchu, chodzenia po chaszczach.

Zawsze byłam mocno ukierunkowana i zdaję sobie sprawę, że dla niektórych osób może to być zaskakujące, ale już jako 6-letnie dziecko wiedziałam, że chcę mieszkać na wsi i żyć blisko ziemi.

Cała moja formalna edukacja związana jest z przyrodą. Ukończyłam studia magisterskie na kierunku biologia na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. W ostatnich latach, bo wcześniej niestety nie było takich możliwości, ukończyłam roczny kurs zawodowy „Zielarz-Fitoterapeuta”, studia podyplomowe „Zioła w profilaktyce i terapii” na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu oraz „Zioła i nutraceutyki – ich znaczenie dla gospodarki i zdrowia” na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu. Obecnie uczestniczę w rocznym kursie „Fitoterapia szczegółowa” prowadzonym przez dr. H. Różańskiego.

Ziołolecznictwo to nauka ścisła i takie podwaliny, szeroka wiedza biologiczna i chemiczna są bardzo istotne. Równolegle wciąż uczę się sztuki zielarskiej na najlepszym uniwersytecie. Stworzonym ręką Natury. Na łąkach, polach, w lasach.

Pierwsze warsztaty przyrodnicze zaczęłam robić jeszcze podczas studiów, potem skupiłam się na ziołowych. Bardzo wierzę w moc edukacji. W to, że kropla drąży skałę.

Moją misją jest wielki powrót ziołolecznictwa. Marzę, aby każdy/a z nas posiadł/a podstawową wiedzę o roślinach, aby samodzielnie i bezpiecznie stosować je we własnym domu.

„Zioła w pełni” to nazwa nieprzypadkowa, oprócz istotnych w twoim życiu roślin pojawia się też element lunarny. Jaka jest rola księżyca w tym, czym zajmujesz się na co dzień?
„Zioła w Pełni” to nie tylko nazwa mojej firmy i bloga na którym snuję ziołowe opowieści, ale również odzwierciedlenie tego, co jest dla mnie ważne. Pełnia to dla mnie stan, w którym niczego nie brakuje. Całkowitej harmonii i poczucia obfitości na każdym poziomie życia.

Księżyc odgrywa w moim życiu dużą rolę. Zarówno ja, jak i uprawiane przeze mnie rośliny żyjemy w jego rytmie. Bardzo bliska jest mi idea rolnictwa biodynamicznego, a kalendarz księżycowy autorstwa Marie Thun to mój zaufany doradca. Zawsze mam go na podorędziu. Podpowiada mi jak pielęgnować rośliny, kiedy najlepiej siać, przycinać je, zbierać plon.

Księżyc kiedyś nazywany był miesiącem, a stąd już tylko krok do miesiączki. Od kilkunastu lat przyglądam się temu jak pięknie mój cykl menstruacyjny współgra się z rytmem Księżyca. Opowiadam o tym na warsztatach na temat zdrowia kobiet, kiedy pierwszego dnia zasiadamy w Ziołowym Kręgu Kobiet. Okazuje się, że większość kobiet odkrywa wtedy tę niesamowitą synchroniczność.

Z fascynacją obserwuję jak wpływają na mnie poszczególne fazy Księżyca. Jeżeli Księżyc ma tak potężny wpływ na oceany, to musi mieć też wpływ na nasze ciała, które w większości są zbudowane z wody. Nów to czas skupienia się na sobie, wejścia w ciemność, zasiewania ziaren. Pełnia to moment spełnienia, celebrowania życia i dziękczynienia. Zdaję sobie sprawę, że część ludzi, szczególnie w miastach, zamkniętych w blokach zapomina o spoglądaniu w niebo, dlatego mój ziołowy newsletter wysyłam w nów i pełnię. Czasem czytelniczki piszą mi, że przypominam im przy okazji o tym, co dzieje się na niebie.

Kolejnym księżycowym motywem jest to, że dawniej niektóre zioła zbierano przy pełni ufając, że w tym czasie ich lecznicza moc jest najpotężniejsza. Idea ta mocno mnie porywa, dlatego wzorem naszych przodkiń zdarza mi się wykopywać korzenie ziół w srebrnym blasku Księżyca. Ogarnia mnie wtedy poczucie wspólnoty, zielarskiego siostrzeństwa z tymi, które były przede mną, a z którymi łączy mnie zielona nić porozumienia.

Zioła od początku pełniły ważną funkcję w różnego rodzaju rytuałach. Które rośliny i jakie rytuały są dla ciebie szczególnie ważne?
Nie mogłoby w moim życiu obyć się bez rytuałów związanych z Księżycem. Każdego miesiąca celebruję pełnię sporządzając eliksir księżycowy. Ruszam na łąki, do lasu i zbieram sezonowe zioła. Zimą są to szyszki, kawałki kory, jakieś zapomniane przez ptaki owoce np. berberysu, dzikiej róży. Kryształową karafkę, schedę do mojej babci wypełniam ziołami, zalewam zimną wodą i zostawiam na całą noc. Rano wypijam chłodny, delikatny macerat czemu zawsze towarzyszy jakaś intencja, ale i wdzięczność za wszystko co w życiu otrzymuję. To ostatnie jest bardzo ważne, bo w wirze codziennych zajęć często zapominam o docenianiu tego, co się wydarza, o celebracji każdego dnia, tak jakby był ostatnim. Marzy mi się, aby sporządzanie eliksirów księżycowych stało się powszechne. Wyobraź sobie, że przed pełnią na okiennych parapetach, jak kraj długi i szeroki królują buteleczki, flakoniki i fiolki z ziołami.

Podczas nowiu palę ognisko, aby rozświetlić ciemność nocy, ale również tę w sobie. Spotykają się wtedy wszystkie żywioły – woda, bo miejsce na ognisko jest nad stawem, powietrze bez którego ogień nie mógłby zapłonąć, ziemia.

Bardzo ważny jest też dla mnie rytuał wdzięczności wobec roślin. Proszenia o możliwość skorzystania z ich leczniczych mocy. Zauważyłaś, że w większości przypadków, aby zebrać jakąś roślinę, trzeba przed nią przyklęknąć, pokłonić się? Czuję, że nie bez powodu. Mam taką zasadę i tego uczę na moich warsztatach: Najpierw zaprzyjaźnij się z rośliną, a dopiero potem poproś o coś dla siebie. Weź jedynie tyle, ile potrzebujesz i nie zapomnij podziękować ziołom, że możesz czerpać z ich dobrodziejstw.

Głęboki szacunek do roślin to dla mnie podstawa. Musi istnieć równowaga między braniem a dawaniem. Korzystam z ziół, ścinam je, ale w ramach zadośćuczynienia co roku sadzę drzewa, pielęgnuję łąkę kwietną, nie stosuję żadnych pestycydów w ogrodzie, dbam o bioróżnorodność w moim najbliższym sąsiedztwie.

Ruta Kowalska (Fot. archiwum prywatne)Ruta Kowalska (Fot. archiwum prywatne)

Ziołolecznictwem od zarania wieków zajmowały się kobiety, matki przekazywały córkom wiedzę, którą otrzymały od swoich przodkiń. Dzisiaj ty pełnisz rolę takiej przewodniczki po świecie roślin i zapraszasz kobiety na prowadzone przez siebie warsztaty. Czy możesz opowiedzieć jak wyglądają takie spotkania, czego uczysz i jak na czym polega poznawanie ziół od podstaw?
Wierzę, że ziołolecznictwo to nasza kobieca spuścizna, że w naszych sercach, krwi i kościach zapisana jest wiedza przodkiń. Nasza herstoria mocno splata się z pędami roślin. Dawniej większość kobiet, szczególnie tych mieszkających daleko od miast posiadała jakąś podstawową wiedzę na temat roślin leczniczych.

Moje warsztaty robię w duchu głębokiego poszanowania i wrażliwości na to, co daje nam natura. Na warsztatach „O czym szumią zioła” przekazuję wiedzę na temat podstaw ziołolecznictwa, prawidłowego sporządzania preparatów galenowych: naparów, wywarów, odwarów, nalewek, intraktów, maści, wyciągów na winie, wyciągów glicerynowych czy olejowych. Użycie prawidłowego rozpuszczalnika ma kolosalne znaczenie, tylko mając odpowiednia wiedzę fitochemiczną może przygotować skuteczny preparat ziołowy. Mówię o etyce zbioru, uczę jak prawidłowo zbierać i suszyć zioła, opowiadam dużo o substancjach czynnych w roślinach, bezpieczeństwie stosowania ziół, lokalności i sezonowości. Nie może się oczywiście obyć bez zajęć terenowych. Spotkania z roślinami na żywo są niezmiernie ważne. Po zajęciach często uczestniczki opowiadają mi, że przypomniały sobie, że przecież w dzieciństwie babcia pokazywała im kwitnące podbiały czy świetliki, albo jak sporządzić syrop ziołowy.

Warsztaty „Po zioła. Po moc” dedykowane są zdrowiu kobiet. Podoba mi się to określenie „po moc” - tylko jeśli jesteś w swojej mocy możesz sobie pomóc. Te warsztaty zaczynamy Ziołowym Kręgiem Kobiet. To otwiera uczestniczkom serca i buduje poczucie wspólnoty, które będzie nam już towarzyszyło do końca warsztatów. Rozmawiamy o trzech etapach życia kobiety – Białej Bogini (dojrzewanie), Czerwonej Bogini (kobieta płodna, matka) oraz Czarnej Bogini (kobieta po menopauzie, mądra). Oczywiście wszystko w kontekście ziół.

Dzielę się naukową wiedzą m.in. o tym jak możemy wesprzeć się ziołami w zespole napięcia przedmiesiączkowego, przy bolesnych, obfitych lub skąpych miesiączkach, stanach zapalnych narządów płciowych, przy mięśniakach, torbielach, podczas połogi i laktacji, czy w okresie klimakterium. Te spotkania są bardzo intensywne, chcę przekazać jak najwięcej wiedzy, ale teorii towarzyszy też praktyka – każda z uczestniczek przygotowuje dla siebie po kilkanaście różnych ziołowych remediów. Ich sporządzaniu zawsze towarzyszy dużo radości i poczucia wspólnoty.

Wiosna to czas nowego początku, nowego cyklu życia. To na pewno również bardzo ważny moment w życiu zielarki. Na jakie zioła warto zwrócić szczególną uwagę w tym czasie?
Uwielbiam wczesną wiosnę, kiedy przyroda, ale i moje ciało budzą się do życia. To doskonały czas na zbiór ziołowych korzeni i kłączy, które najlepiej wykopać jeszcze przed rozpoczęciem wegetacji. W tym czasie ilość nagromadzonych w nich substancji leczniczych jest największa.

O tej porze możemy też zbierać korę i gałązki z drzew. Najlepiej zrobić to, wraz z ruszeniem wegetacji. Kiedy rozpoczyna się intensywny wzrost roślin między korą a drewnem tworzy się warstwa młodych komórek twórczych, luźno z nimi złączona, co ułatwia oderwanie kory. Najlepiej zbierać ją podczas przecinek z młodych, gładkich, kilkuletnich gałązek o grubości około 3-4 cm, a nie z żywego drzewa.

Wiosna to też doskonały czas na zbieranie pączków drzew i krzewów. W fitoterapii wyodrębniono nawet specjalny dział im poświęcony - gemmoterapię. Pączki pozyskuje się w różnych fazach wzrostu: od całkowicie zamkniętych po częściowo otwarte z widocznymi rozchylającymi się listkami, ale wciąż jeszcze u dołu otulonymi brązowymi łuskami. Wczesną wiosną możemy też zbierać pierwsze kwiatostany np. olchy, leszczyny czy żółto kwitnącego podbiału.

Bardzo popularny jest też zbiór soku z brzozy zwanego oskołą. Ja osobiście go nie pozyskuję. Czuję, że ten cenny w substancje odżywcze płyn należy do drzewa, jest niczym życiodajna krew, której dopływ zapewnia mu dobry start na wiosnę, witalność i doskonałą kondycję. Nierozważnie i rabunkowo prowadzony zbiór soku naraża zdrowie drzew, może prowadzić do infekcji grzybowych, osłabienia, a nawet obumarcia drzewa.

Wczesne zapisy o zastosowaniu ziół pojawiły się już na babilońskich glinianych tabliczkach pochodzących z 3000 r. p.n.e. Ty również postanowiłaś usystematyzować i skatalogować posiadaną wiedzę o ziołach i tak powstały twoje dwie książki „O czym szumią zioła” i „Receptariusz ziołowy”. Od której warto zacząć i co w nich znajdziemy?
W pierwszej kolejności mocno zachęcam do przeczytania liczącej 416-stronic książki „O czym szumią zioła”. Ta książka pęczniała we mnie jak nasiono na długo zanim ujrzała światło dziennie. Na jej pisanie i wydanie w modelu selfpublishingu poświęciłam dwa lata. Nazwałam ją podręcznikiem, bo wierzę, że jest to książka, którą zawsze warto mieć pod ręką. To esencja mojej wiedzy i kilkudziesięcioletniego doświadczenia w zakresie ziołolecznictwa. Książka, którą sama chciałabym przeczytać wiele lat temu, bo zaoszczędziłaby mi wielu poszukiwań i sporo czasu.

„O czym szumią zioła” to szczodra dawka naukowej wiedzy na temat roślin leczniczych doprawiona szczyptą historii ziół, etnobotaniki i moich własnych doświadczeń w pracy z roślinami. Zawiera niemal 300 pozycji bibliograficznych, a konsultację naukową wykonała prof. dr hab. n. farm. Irena Matławska, z Katedry i Zakładu Farmakognozji Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Oprócz rzetelności merytorycznej zależało mi, aby książka była napisana z poziomu serca, głębokiego szacunku do roślin. Przyjaznym, przystępnym językiem. To taki mój miłosny hołd dla Zielonego Świata Roślin. Niektóre czytelniczki piszą mi, że stworzyłam nowy styl – ziołowa proza poetycka.

W książce przeprowadzam przez najważniejsze tajniki ziołolecznictwa. Dużo miejsca poświęcam temu jak prawidłowo przygotowywać ziołowe remedia. Wyjaśniam na jakiej zasadzie zioła działają na nasz organizm, piszę o prawidłowym zbiorze, suszeniu ziół, o zielarskiej etyce, idei lokalności i sezonowości w pracy z roślinami, o tym dlaczego zioła świeże są bardziej skuteczne od suszonych, o bezpieczeństwie stosowania ziół. Opisuję też 25 gatunków roślin leczniczych, każdej z nich poświęcam kilkanaście stron. O kolejnych roślinach napiszę w następnych tomach, bo planuję stworzyć ziołową trylogię.

Liczący 216 stronic „Receptariusz ziołowy” to kajet wielkiej urody nie tylko do czytania, ale i samodzielnego zapisywania. Zrodzony z miłości do starych przepisów. Czułości, jaką budzą we mnie ręcznie zapisywane zeszyty z przepisami pochowane w szafkach naszych babek i mam. Można znaleźć w nim receptury na ziołowe remedia pochodzące z XIX i początków XX wieku, dowiedzieć się czym były m.in. morsele, cukrosmażki, krążki, kołaczki, zachowki. Zależało mi, aby „Receptariusz” przypominał stary kajet i aby trzymając go w dłoniach mocno czuło się ducha dawnych czasów. Czasem sobie myślę, że powinnam sprzedawać go w zestawie z gęsim piórem.

Od jakiegoś czasu zaczynamy poznawać zioła na nowo. Obserwujemy wielkie zainteresowanie naturalnymi kosmetykami, ludową medycyną, uprawiamy rośliny w przydomowych ogródkach i na balkonach. Chcemy też wiedzieć o nich coraz więcej. Jak zacząć swoją przygodę z ziołami?

Przygodę z ziołami proponuję zacząć z poziomu serca – wybrać się do lasu, na łąki, nad rzekę i po prostu pobyć z roślinami, nawiązać z nimi emocjonalną relację. Dzięki temu nie będziesz traktować ich jedynie w sposób użytkowy. Zawsze powtarzam jak mantrę, że zioła są darem, a nie towarem, a przyroda to sanktuarium a nie darmowy supermarket, gdzie można iść i zrywać bez opamiętania. Mamy teraz wiosnę i słyszę z każdej strony jak ludzie ściągają sok z drzew, często bez jakiejkolwiek refleksji nad tym, że mogą zaszkodzić drzewu, osłabić je. Przyświeca im jedynie myśl – oskoła jest zdrowa, więc wyduszę jej z drzewa dla siebie jak najwięcej.

Bardzo nie chciałabym aby powrót zainteresowania ziołami poszedł w tym kierunku - kolejnej mody, gadżetów, konsumpcji i rabunkowego podejścia do przyrody.

Następnym krokiem jest zapoznanie się z rzetelnymi opracowaniami na temat ziół, fitoterapia to nauka ścisła i ważne, aby dobrze poznać jej podstawy. Nauka rozpoznawania gatunków roślin również będzie bardzo przydatna, aby podczas zbioru nie dochodziło do pomyłek.

Ważna jest również praktyka w sporządzaniu ziołowych remediów, w dobieraniu ziół do mieszanek leczniczych itd., bo od suchej teorii jeszcze nikt zielarzem nie został.

  1. Zdrowie

Jak spożywać pestki i nasiona, żeby przyswoić z nich to, co najcenniejsze?

Terapia pestkowa może pomóc uregulować gospodarkę hormonalną i poprawić regularność cyklu menstruacyjnego. (fot. iStock)
Terapia pestkowa może pomóc uregulować gospodarkę hormonalną i poprawić regularność cyklu menstruacyjnego. (fot. iStock)
Pestki dyni są znane ze swojego działania przeciwpasożytniczego oraz pozytywnego wpływu na gospodarkę hormonalną kobiet. Wszystkie pestki są źródłem antyoksydantów oraz witamin, które mogą być cennym wsparciem zdrowia. Warto jednak pamiętać, że małe pestki, takie jak chia czy siemię lniane, nie są trawione przez nasz układ pokarmowy i po prostu przez niego przelatują, a ich rolą jest po prostu oczyszczenie jelit. Można je również zmielić, by cieszyć się większą ilością składników odżywczych, natomiast nie do końca jest to zgodne z naturą człowieka – pisze Iwona Wierzbicka, autorka książki „Jak wzmocnić odporność”.

Moczenie pestek

Moczenie nasion i pestek zaleca się ze względu na zawartość w nich kwasu fitynowego. Jest to antyodżywcza substancja, która odpowiada za chelatację, czyli wiązanie minerałów, takich jak: żelazo, magnez, wapń i cynk, co znacznie utrudnia ich wchłanianie przez organizm. Ta informacja może okazać się cenna dla osób, których dieta obfituje w nasiona oraz pestki. Przed zjedzeniem należy je namoczyć przez minimum 12 godzin. Rekomenduje się moczenie nasion w samej wodzie, lecz można także dodać do niej sok z cytryny, ocet jabłkowy lub sól, by przyśpieszyć neutralizację kwasu fitynowego. Nie musimy moczyć nasion, jeżeli dziennie spożywamy ich niewiele (20–30 gramów), ponieważ taka ilość kwasu fitynowego nie będzie negatywnie wpływała na nasz organizm. Wręcz przeciwnie, kwas fitynowy spożywany w umiarkowanych ilościach wiąże metale ciężkie, które zatruwają organizm.

Stosunek omega-3 do omega-6

Przy spożywaniu nasion i pestek powinniśmy pamiętać o dążeniu do prawidłowego stosunku kwasów tłuszczowych omega-3 do omega-6, który powinien wynosić 1:2 (maksymalnie 1:4, przykład wspomnianego już orzecha włoskiego). Jeśli sięgasz po pestki dyni, nasiona słonecznika oraz sezamu, a także wybierasz mąkę dyniową i inne tego typu alternatywne produkty, to zwiększasz spożycie wielonienasyconych kwasów tłuszczowych omega-6 o działaniu prozapalnym, co z czasem staje się niebezpieczne, bo może nasilić stany zapalne. Jedz pestki z umiarem!

Jak piszą Małgorzata Białek i Jarosława Rutkowska (Znaczenie kwasu γ-linolenowego w profilaktyce i terapii, „Postępy Higieny i Medycyny Doświadczalnej” 2015):

„Wyniki badań epidemiologicznych wskazują na wzrost zachorowań na nowotwory w populacjach, w których zwiększyło się spożycie kwasów z rodziny omega-6, co spowodowało podwyższenie stosunku kwasów omega-6 do omega-3. Zbyt duży udział kwasów z grupy omega-6 w diecie sprzyja powstawaniu głównie nowotworów jelita grubego, piersi i stercza. Wyjątkiem w tej grupie związków jest GLA (kwas gamma-linolenowy, frakcja antyzapalna kwasu omega-6), który działa hamująco na proces karcinogenezy (nowotworzenia). Kwas GLA znajdziemy na przykład w oleju wiesiołka czy ogórecznika”.

Nie praż pestek!

Prażenie, na przykład pestek dyni lub nasion słonecznika, lub smażenie na oleju lnianym, a także wykorzystywanie mąki dyniowej do pieczenia prowadzi do stanów zapalnych, choroby miażdżycowej, chorób nowotworowych oraz autoimmunologicznych. Tego typu produkty spożywcze nie nadają się do obróbki termicznej i należy korzystać z nich na surowo. Warto także pamiętać o przechowywaniu olejów roślinnych obfitujących w kwasy tłuszczowe omega-3 (na przykład olej lniany) w ciemnej butelce oraz w lodówce, co zapobiega ich utlenianiu.

Najzdrowszymi tłuszczami roślinnymi są tłuszcze nierafinowane. Należy je zawsze przechowywać w lodówce (wyjątek oliwa i olej kokosowy, mogą stać poza lodówką) i zużyć przed upływem terminu ważności.

Terapia pestkowa dla kobiet

Terapia pestkowa może pomóc uregulować gospodarkę hormonalną i poprawić regularność cyklu menstruacyjnego. Warto jednak pamiętać, że zdrowa gospodarka hormonalna jest zależna od wielu różnych czynników…

Terapia pestkowa

  • Od 1. do 15. dnia cyklu spożywaj pestki dyni i siemię lniane (po dwie łyżki, możesz zmielić).
  • Od 16. do 28. dnia cyklu jedz sezam i pestki słonecznika (po dwie łyżki, możesz zmielić).

Tę terapię stosuje się również w chorobach autoimmunologicznych, aby wyrównać estrogen i progesteron. Jeśli cykl jest nieregularny lub brak miesiączki, można zacząć przyjmować w dowolnym momencie, zaczynając od etapu pierwszego. Po etapie pierwszym następuje drugi i tak regularnie od 3 do 6 miesięcy.

Pestki dyni przeciw pasożytom

Dzięki zawartej w nich kukurbitacynie stają się naturalnym sprzymierzeńcem w walce z niechcianymi mieszkańcami naszego organizmu. Kukurbitacyna ponadto wykazuje działanie przeciwbakteryjne oraz przeciwnowotworowe. W pestce dyni znajduje się tuż pod łupiną, to ta zielona otoczka pestki. Najwięcej tej dobroczynnej substancji jest w pestkach świeżo łuskanych.

Jak przeprowadzić kurację u dzieci i dorosłych?

  • Przez dwa tygodnie zjada się garść świeżo łuskanych pestek dyni (u dzieci około 10–15 pestek lub wielkość ich garści).
  • Do tego powinno być kilka suszonych fig lub śliwek (chodzi o przyśpieszenie perystaltyki jelit).
  • Zamiennikiem pestek może być olej z pestek dyni tłoczony na zimno, dodaje się go do sałatek (nie wolno podgrzewać).

Badania naukowe dowodzą ponadto, że kukurbitacyna ma działanie redukujące stany zapalne w organizmie, wspomaga leczenie nowotworów, bóli stawów i cukrzycy. Ponadto blokuje działanie enzymu 5-alfa reduktazy, dzięki czemu ma oddziaływanie antyandrogenne. Pestki dyni i olej z nich może mieć zatem spektakularne zastosowanie w łysieniu androgennym kobiet i mężczyzn, jak również w PCOS i insulinooporności.

Fragment książki Iwony Wierzbickiej „Jak wzmocnić odporność”.

  1. Styl Życia

Jak odnaleźć w sobie właściwą motywację do diety?

Odnalezienie własnej motywacji i wewnętrznej siły do odchudzania to przełomowy moment całego etapu. (Fot. iStock)
Odnalezienie własnej motywacji i wewnętrznej siły do odchudzania to przełomowy moment całego etapu. (Fot. iStock)
Jeśli ostatnio kupiłeś kolejny poradnik na temat odchudzania, właśnie zaczynasz stosować kolejną superdietę albo wierzysz, że ktoś podaruje ci magiczną tabletkę na schudnięcie – nie jesteś jeszcze gotowy, by schudnąć. Jeśli jednak chcesz odnaleźć w sobie właściwą motywację – czytaj dalej.

Kiedy w moim gabinecie pojawia się pacjentka, która już od progu mówi: „Jest pani moją ostatnią deską ratunku”, wiem, że powinnam odmówić jej pomocy, bo szkoda mojego czasu i jej pieniędzy. Zwykle jednak proponuję kilka sesji, na których wspólnie pracujemy nad jej motywacją. Efekty są różne. Czasami okazuje się, że pacjentka potrzebuje jeszcze kilkunastu kolejnych nadprogramowych kilogramów, by podjąć decyzję o świadomym odchudzaniu. Bywa, że w trakcie próby podjęcia terapii tyje, zamiast chudnąć – po to, by proces dojrzewania do decyzji: „Chcę zeszczupleć raz na zawsze” przyspieszył.

Wiara w terapeutkę cudotwórczynię, która odchudzi najbardziej opornego pacjenta, to kolejne rozpaczliwe wołanie o pomoc: „Uratuj mnie!”. Jeśli kiedyś jakiś „cudotwórca” sam obieca ci, że dzięki jego metodzie pozbędziesz się nadwagi – wiej, gdzie pieprz rośnie.

Z pełną świadomością

Stwórz listę strat wynikających z nadwagi. To są właśnie konsekwencje twojej choroby. Jeśli lista jest krótka albo wręcz masz poczucie, że chcesz schudnąć wyłącznie ze względów estetycznych – dostajesz dwóję, zrób pracę domową jeszcze raz. Mnie możesz oszukać, ale jak długo zamierzasz oszukiwać siebie?!

Przypomnij sobie ostatnią sytuację, kiedy nie zmieściłeś się w spodnie (te o dwa numery większe od poprzednich)… To jest jedna ze strat wynikających z twojej choroby. Albo zadyszka, która cię dopadła, kiedy podbiegałeś do autobusu, czy wstyd w sypialni, gdy nie chciałaś się kochać przy zapalonym świetle.

Gdy sumiennie wykonasz pracę domową, poczujesz silne emocje. Przede wszystkim uświadomisz sobie swoją bezsilność (ale nie bezradność) wobec choroby. Następnie zdasz sobie sprawę z bolesnej prawdy, że przestałeś kontrolować swoje życie. To bardzo trudny proces, ale w konsekwencji niezwykle ważny. Utrata złudzeń na temat tego, że w procesie odchudzania chodzi jedynie o superdietę, zestaw najlepszych ćwiczeń czy najbardziej skuteczną terapię – przyczyni się do odzyskania kontroli nad całym życiem. I o to właśnie chodzi w procesie świadomego odchudzania! Dieta jest ważna, ale ta dobrana indywidualnie do twoich potrzeb, podobnie jak ćwiczenia fizyczne – choć są tylko dopełnieniem terapii. Ma ona za zadanie przywrócić ci dobrostan psychiczny i pomóc w osiągnięciu dojrzałości emocjonalnej, aby nie powrócić do zgubnego objadania się. Proces świadomego odchudzania to odzyskanie woli wyboru, zdefiniowanie uczucia głodu i dostrzeżenie zysków z utrzymania prawidłowej wagi ciała. W dalszym etapie rozwój osobisty pozwoli ci odzyskać kontrolę nad własnym życiem. Ciągła walka z tuszą, bez zmiany dotychczasowych przyzwyczajeń i przekonań, to niebezpieczna gra, w której stawką jest twoje zdrowie, a nawet życie.

Nie sztuka zgubić wagę

Odnalezienie własnej motywacji i wewnętrznej siły do odchudzania to przełomowy moment terapii. Z pewnością nie raz przekonałeś się o tym, że zgubić parę kilogramów jest bardzo łatwo, udawało ci się to nawet wielokrotnie, ale prawdziwą sztuką jest dopiero utrzymanie właściwej wagi. Staje się jasne, dlaczego diety są tak nieskuteczne. Żadna z nich nie da ci gwarancji, że nie wrócisz do poprzedniego stanu. Oczywiście, w trakcie odchudzania zdarzają się wpadki, one są niejako wpisane w proces zdrowienia. Jednak jeśli twoja motywacja do podjęcia terapii jest silna i wynika ze zrozumienia sytuacji, w jakiej się znajdujesz – po każdej wpadce będzie ci łatwiej wrócić do świadomego odchudzania. Niestety, ani ja, ani nikt inny nie może dać ci recepty na obudzenie wewnętrznej motywacji. Ale ona jest w tobie.

Budzenie motywacji jest procesem, który wymaga czasu. Najlepiej rokujący pacjenci to ci, którzy pojawiają się w gabinecie terapeuty czy dietetyka z decyzją: „Wiem, że chcę przestać jeść tak jak do tej pory, ale nie wiem, jak to zrobić”, a ci, co do których wiem na pewno, że im się uda, mówią: „Znam wiele metod, dzięki którym mogę przestać jeść, ale nie wiem, co zrobić, żeby na nowo nie zacząć się objadać”.

Zanim więc znów udasz się do instruktora fitnessu, dietetyka czy terapeuty, zbadaj swoją motywację:

Zastanów się, dlaczego zdecydowałeś się odchudzać właśnie teraz

Co dzieje się w twoim życiu? Czy jesteś zadowolony z: pracy, związku, przyjaciół, dzieci? Czy ostatnio w twoim życiu wydarzyło się coś ważnego? Czy coś się zmieniło (na lepsze bądź na gorsze)? Decyzja o odchudzaniu nigdy nie pojawia się przypadkowo. Zdarza się, że jest podświadomym sposobem ukrycia jakiegoś poważniejszego problemu. Na przykład jedna z moich pacjentek pojawiła się w gabinecie, kiedy podczas indywidualnej terapii dojrzała do podjęcia trudnej decyzji o rozstaniu się z wieloletnim partnerem. Inna postanowiła się odchudzać po stracie pracy. Jeszcze inna – będąc w żałobie po śmierci matki. To nie są dobre momenty do zmierzenia się z nadwagą, bo bolesne tematy wymagają pierwszeństwa.

Czasami decyzja o odchudzaniu pojawia się w momencie, w którym powtarza się scenariusz z przeszłości. Na przykład jedna z pacjentek pojawiła się u mnie, kiedy w trakcie okresowych badań lekarskich wykryto u niej problemy zdrowotne. W trakcie terapii okazało się, że zaczęła się objadać 15 lat temu, kiedy jej ojciec umierał na raka. Po kilku miesiącach dotarłyśmy do przyczyny jej problemu – nowotwór wyniszczał organizm jej ojca, więc w głowie kilkunastoletniej wówczas dziewczynki pojawiła się myśl: „Objadanie się chroni przed chorobą i śmiercią”. Kiedy zgłosiła się na terapię, paradoksalnie, z lęku przed chorobą, wcale nie chciała schudnąć – tylko przytyć. Odkrycie tego skryptu było przełomowym momentem w naszej pracy.

Spisz historię swojego odchudzania

Wypisz na kartce wszystkie: diety, które do tej pory stosowałeś, nazwiska dietetyków i terapeutów, z pomocy których korzystałeś, wczasy odchudzające, na których dotychczas byłeś, itp. Podkreśl, które metody ci pomogły, choćby na krótko, a które były kolejnym sposobem na usprawiedliwienie samego siebie, że jednak czegoś próbowałeś. To nie metody były złe. Błąd polegał na tym, że sposobu na poradzenie sobie z kompulsywnym objadaniem szukałeś w zewnętrznym świecie, wewnętrznie nie będąc gotowym, by realnie spojrzeć na siebie, swoje zachowania i sposób życia.

Jeśli wszystkie nieudane inwestycje, jakie do tej pory poczyniłeś w sprawie odchudzania, nie przekonują cię, zadaj sobie pytanie: „Co musiałoby się wydarzyć, żeby udało mi się schudnąć?”. Jeśli oczekujesz, że ustawa sejmowa zakaże sprzedaży słodyczy, ktoś wymyśli wreszcie magiczną pigułkę na zrzucenie kilogramów albo cała twoja rodzina zacznie się odchudzać, żeby cię wesprzeć – przejrzyj wreszcie na oczy. Skoncentruj się na tym, z czego jesteś w stanie zrezygnować, by zacząć wreszcie kontrolować swoją wagę, a co za tym idzie – także swoje życie. Odchudzanie jest procesem trudnym, ale nie niemożliwym. To praca z ciałem i emocjami. Wymaga odłożenia, na przynajmniej osiem tygodni, wszystkich innych spraw i skoncentrowania się na jednym.

Spytaj siebie, po co chcesz schudnąć i dla kogo

Jak będzie wyglądało twoje życie, kiedy schudniesz raz na zawsze? Jeśli chcesz nosić mniejszy rozmiar ubrań dla: męża, żony, córki, szefa, przyjaciółek czy kochanka lub kochanki… – daj sobie spokój – to się nie uda. Gdy masz wizje, jakim rajem na ziemi będzie twoje życie, kiedy już schudniesz – odpuść sobie. Tak naprawdę czeka cię przejście przez prawdziwe piekło, spotkanie z najczarniejszymi demonami, które czają się w twojej podświadomości, skonfrontowanie się ze wszystkimi problemami, które do tej pory upychałeś pod dywan, zajadając z apetytem kolejne ciacho. Jesteś na to gotowy?

Zadanie domowe

Jeśli jesteś typowym jedzenioholikiem, na pewno masz swoją wysokokaloryczną słabostkę – ulubioną markę czekoladek, bez których nie wyobrażasz sobie życia, fast food, o którym myśl budzi cię w środku nocy, czy cokolwiek innego, bez jedzenia czego twoje życie traci smak. To teraz uważaj, będzie bolało: napisz swój list pożegnalny do: czekoladek, fast fooda czy pizzy z podwójnym serem. Podziękuj im jak najlepszemu przyjacielowi za wszystkie wspólne lata. List zakończ zdaniem: „Nadal mogę cię jeść, ale już nie muszę”.

I jeszcze jedno – na liście strat dopisz swoje postanowienie, np. napisałeś: „Z powodu nadwagi nie mogę uprawiać sportu” – dopisz: „Schudnę, żeby wrócić do mojej ulubionej dyscypliny”.

  1. Psychologia

8 kroków do zbudowania świadomej samooceny

Przedstawiamy 8 prostych kroków do zbudowania świadomej samooceny. (Fot. iStock)
Przedstawiamy 8 prostych kroków do zbudowania świadomej samooceny. (Fot. iStock)
Znasz swoją wartość i umiesz korzystać z wewnętrznej mocy? Potrafisz wyciągać wnioski z życiowych doświadczeń i szanujesz lekcje, jakie dostajesz od losu? Masz odwagę marzyć i realizować marzenia? Oto 8 kroków do zbudowania świadomej samooceny.
  1. Weź odpowiedzialność za swoje życie

Czasami łatwiej uwierzyć, że szczęście zależy od warunków zewnętrznych lub od konkretnej osoby. Jeśli coś nie układa się tak, jak tego chcemy, łatwo obwiniać okoliczności życiowe albo innych ludzi. Większym wyzwaniem jest wzięcie odpowiedzialności za swoje życie i wszystkie podejmowane decyzje, bez obwiniania siebie za niepowodzenia.

  1. Wyciągaj wnioski z doświadczeń

Każda trudna sytuacja jest okazją do wzmocnienia poczucia własnej wartości. Staraj się podchodzić refleksyjnie do tego, co ci się przydarza. Jeśli traktujesz doświadczenia jak lekcje i odczytujesz zawarte w nich nauki, będziesz wychodzić zwycięsko z każdej sytuacji.

  1. Zrewiduj swoje przekonania

Życie potrafi uczyć poprzez kontrasty. Dostajemy to, czego nie chcemy, żeby łatwiej było nam poczuć to, czego pragniemy. Aby nie powtórzyć po raz kolejny podobnego doświadczenia, poznaj przekonania, które mogły przyciągnąć daną sytuację. Czas na zmianę tych, które już ci nie służą. Dla przykładu, jeśli jesteś niezadowolona z pracy, bądź świadoma, że to nie wina szefa oraz tego, co w tej pracy wykonujesz. Dzięki „nielubianemu zajęciu” możesz poczuć, czego tak naprawdę chcesz

  1. Bądź wdzięczna

Praktykuj świadomość pełni, czyli doceniaj to, co już masz. Zamiast narzekać na brak czegoś, poczuj wdzięczność za wszystkie dobre sytuacje, których doświadczyłaś. Za przyjaźnie z ludźmi i piękne chwile z bliskimi. Doświadczaj stanu obfitości. Ciesz się z samego faktu, że żyjesz i możesz doświadczać życia. Szczęście to stan, który nie jest uwarunkowany przez świat zewnętrzny, ale przez to, jak się czujesz sama ze sobą, a dopiero następnie ze światem.

  1. Kochaj siebie

Zbuduj pozytywną relację z samą sobą. Bo jeśli kochasz siebie, potrafisz kochać innych. Nie czekaj zatem na komplementy od bliskich, ale sama mów je sobie codziennie. Dbaj o komfort ciała, relaks, zdrowe jedzenie i dobry sen. Choćby na 10 sekund połóż dłoń pośrodku klatki piersiowej. Poczuj swój oddech i przywitaj się w myślach z własnym sercem. Podziękuj mu za to, że pracuje dla ciebie 24 godziny na dobę. Spróbuj również od czasu do czasu sprawiać sobie prezenty, niekoniecznie materialne. Może to być chociażby wieczorne patrzenie w gwiazdy, słuchanie ulubionych utworów czy zapisanie się na masaż.

  1. Bądź uczciwa wobec siebie

Jeśli czujesz, że nie masz na coś ochoty, ale jednocześnie nie chcesz kogoś urazić lub zawieść, zatrzymaj się. Posłuchaj wewnętrznego głosu intuicji oraz uświadom sobie reakcję ciała. Jeśli zdecydowanie podpowiadają ci, aby nie iść na spotkanie towarzyskie, firmową imprezę lub cokolwiek innego – działaj w zgodzie ze sobą. Jeżeli robisz wiele rzeczy, które nie dostarczają ci pozytywnych emocji, możesz szybko poczuć zmęczenie i frustrację. Nie musisz godzić się na coś tylko dlatego, że tak wypada. Angażuj swój czas i energię w to, co jest dla ciebie wartościowe, co sprawia, że rosną ci skrzydła i czujesz się zainspirowana.

  1. Nie odwlekaj ważnych spraw

Jeśli często załatwiasz ważne sprawy w ostatniej chwili, zapytaj siebie: Dlaczego przeciągam coś, co mogę zrobić wcześniej? Czy robię to ze strachu przed niepowodzeniem? A może z lęku przed nieznanym? Odwlekanie ważnych spraw jest jak dokładanie kamieni do ciężkiego plecaka. Po jakimś czasie jest już tak przeładowany, że utrudnia codzienne funkcjonowanie. Problemy nie znikną, dopóki nie podejmiemy działania. Zrób listę odkładanych od dawna spraw. Wybierz na początek pięć najważniejszych, zdecyduj, od której zaczniesz swój program nieodwlekania.

  1. Żyj w równowadze

Traktuj siebie jak najlepszą przyjaciółkę, z którą spotykasz się regularnie i jest to bardzo pozytywne oraz inspirujące doświadczenie. Jeśli nie ma w twoim życiu równowagi między kontaktem z innymi oraz kontaktem z samą sobą, możesz odczuwać frustrację i rozdrażnienie. Nasza kobieca natura domaga się, abyśmy celebrowały kontakt z samymi sobą na równi z kontaktem z innymi ludźmi. Sprawdź zatem, czy w twoim życiu istnieje równowaga w tej kwestii.

Ćwiczenie: Namierz swoje marzenie

Wybierz jedno marzenie, z którym będziesz pracować. Wyobraź sobie, że ono właśnie się spełnia. Jeśli jest to świetna praca, zobacz siebie w tym miejscu, zadowoloną i spełnioną. W trakcie widzenia tych pozytywnych wyobrażeń skup się na swoich emocjach. Jakie myśli pojawiają się w twojej głowie? Oddychaj głębiej. Obraz, jaki widzisz pod powiekami, jest coraz bardziej realny. Wyobraź sobie, że ty z wymarzonej rzeczywistości przekazujesz sobie, siedzącej na krześle, ważną wiadomość w postaci paczki. Może ona zawierać jakiś przedmiot, list, kartkę ze zdaniem. To symboliczna wskazówka dotycząca spełnienia marzenia. Na koniec zapytaj siebie, czy to marzenie jest tym, czego pragnie twoje serce.

  1. Psychologia

Biohacking – na czym to polega?

Biohacking zakłada, że człowiek funkcjonuje jak maszyna, której działania można usprawniać. (Fot iStock)
Biohacking zakłada, że człowiek funkcjonuje jak maszyna, której działania można usprawniać. (Fot iStock)
Biohacking polega na hakowaniu, czyli modyfikowaniu biologii ludzkiego organizmu. Tak jak hakerzy hakują komputery, czyli modyfikują ich oprogramowanie, biohakerzy hakują biologię swoich organizmów.

Sposób pojmowania biohakera biologii swojego ciała cechuje myślenie systemowe, wywodzące się z cybernetyki, które polega na analizie i obserwacji wzajemnego oddziaływania na siebie różnych systemów. Biohakerzy przyglądają się między innymi temu, jak działają poszczególne części organizmu jako współdziałające minisystemy. Analizują i obserwują organizm jako system naczyń połączonych, a następnie wprowadzają odpowiednie modyfikacje, aby uzyskać pożądany efekt.

Człowiek funkcjonuje najlepiej, gdy pozostaje w harmonijnym związku ze swoim otoczeniem. Przez myślenie systemowe możemy zrozumieć, w jaki sposób ludzie są zależni od różnych czynników środowiskowych. Biohakerzy z założenia traktują swoje organizmy, jak by były maszynami. A jak wiadomo, maszyny można modyfikować i ulepszać. Gdy odkryjesz, jak coś działa, z łatwością możesz to zmienić. Tak naprawdę w pewien sposób działamy podobnie do maszyn – jesteśmy istotami programowalnymi. Co ważniejsze, jesteśmy jedynymi istotami, które potrafią programować się same. Co oznacza, że każde zachowanie regularnie praktykowane po pewnym czasie staje się automatycznym programem.

Potrafimy ustawiać celowo wymyślone, zautomatyzowane programy, które odpowiadają za wykonywanie nudnych czynności, uwalniając nasz umysł dla innych, bardziej interesujących i kreatywnych zajęć.

Śmieci na wejściu, śmieci na wyjściu

Osoby obcujące na co dzień z technologią doskonale znają tę regułę. Oznacza ona, że jeśli do poprawnie działającego programu komputerowego wprowadzimy dane niskiej jakości, to w konsekwencji ich przetworzenia program zwróci nam bezwartościowe wnioski lub w ogóle nie będzie w stanie przetworzyć danych i się zawiesi. I dokładnie tak samo jest z naszym organizmem. To, na jakie bodźce go wystawiamy (czynniki środowiskowe), oraz to, co do niego wkładamy, powoduje szereg reakcji biochemicznych, które odpowiadają za to, jak się czujemy, wyglądamy i funkcjonujemy.

Od tego, co wkładasz do swojego organizmu, zależy to:

  • jak się czujesz,
  • ile masz energii,
  • jak zdrowy jesteś,
  • jak wyglądasz,
  • jakie uzyskujesz efekty we wszystkich obszarach życia.

Jeśli jeszcze nie wierzysz mi do końca, to wyobraź sobie, że budzisz się nad ranem półprzytomny po całonocnej imprezie i w takim stanie masz iść na trening, a potem do pracy. Stan biochemiczny twojego organizmu nie pozwoli ci optymalnie myśleć, nie mówiąc już o działaniu i rezultatach.

Chcesz czuć się lepiej? Chcesz mieć więcej energii? Chcesz wyglądać lepiej? Chcesz być szybszy, silniejszy i bardziej wytrzymały? Chcesz regenerować się szybciej? Chcesz zwiększyć swoją odporność na stres? Chcesz nauczyć się zarządzać emocjami? Chcesz mieć szybszy umysł? Lepszą pamięć i koncentrację? Chcesz lepszego seksu? Chcesz stać się efektywniejszym człowiekiem? Zacznij więc optymalizować swoje życie na podstawie skutecznej, potwierdzonej badaniami naukowymi filozofii optymalizacji zdrowia i zwiększania efektywności psychofizycznej.

Jednak zanim to zrobisz, potrzebujesz odpowiedniej wiedzy: w jaki sposób najpierw naprawić, a następne podkręcić wszystkie podzespoły organizmu, aby twoje ciało mogło zacząć pracować na maksymalnych obrotach, umożliwiając ci wykorzystanie pełnego potencjału. Nie mając takiej wiedzy, możesz coś zepsuć i twój organizm przestanie prawidłowo działać. Pamiętaj, wszystkie działania powinny być wykonywane delikatnie i rozważnie, żeby niczego nie uszkodzić.