1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Psychologia oszczędzania. Oszczędzaj w zgodzie ze sobą

Psychologia oszczędzania. Oszczędzaj w zgodzie ze sobą

W oszczędzaniu niezbędna jest umiejętność planowania. (Fot. iStock)
W oszczędzaniu niezbędna jest umiejętność planowania. (Fot. iStock)
Oszczędzaj na emeryturę, odkładaj na wakacje, stwórz rezerwę na czarną godzinę. Łatwo powiedzieć, dużo trudniej zrobić. Warto przyjrzeć się psychologicznym aspektom oszczędzania i sprawdzić, czy na pewno chcemy to robić, a jeśli tak, to w jaki sposób.

Motywacja do oszczędzania

Przede wszystkim zastanówmy się, czy my faktycznie chcemy oszczędzać? Dopóki nie będzie to spójna decyzja, to nic z tego nie wyjdzie. Jeśli jakaś część naszej psychiki mówi z obawą: musisz odkładać pieniądze, bo zabraknie ci na starość, a w tym czasie druga ze śmiechem gra jej na nosie, to wewnętrzny konflikt gotowy. Takie oszczędzania da marne efekty, bo sami będziemy podświadomie torpedować swoje poczynania. Zastanówmy się więc: kto w nas chce oszczędzać? Po co nam to całe odkładanie pieniędzy?

Może wiąże się to z poczuciem bezpieczeństwa, które dają odłożone środki; może z lękami o przyszłość, o to, czy sobie poradzę, czy mi wystarczy pieniędzy? Może również chodzić o poczucie kontroli, które dają oszczędności: jestem przygotowany na wszystko i nic mnie teraz nie zaskoczy. To oczywiście bywa bardzo złudne, bo, jak wiadomo, wypadki chodzą po ludziach i nawet miliony na koncie nie chronią przez ciężkimi chorobami, nieszczęśliwymi zdarzeniami albo śmiercią.

Oczywiście oszczędzanie może też być decyzją naszej racjonalnej części, która zdaje sobie sprawę, że na przykład odłożenie pieniędzy na wakacje jest dużo tańsze niż finansowanie wyjazdu z kredytu.

Ktoś, kto planuje, kto z łatwością myśli o przyszłych konsekwencjach obecnych działań, szybciej podejmie decyzję o oszczędzaniu.
Motywacje mogą więc mieć bardzo różny charakter i przynosić ostatecznie różne rezultaty, bo czym innym jest panowanie nad swoimi domowymi finansami i zapobiegliwe odkładanie części pieniędzy a czym innym zwykłe skąpstwo. Spójrzmy chociażby na świat zwierząt. Oczywistym przykładem jest wiewiórka zbierająca orzechy na zimę, ale na tym nie koniec. W okresach, kiedy wody jest pod dostatkiem, krokodyl kopie na dnie rzeki jamę. W czasie suszy poziom wody opada woda i wszystkie ryby trafiają do jego pułapki. Ten krokodyli sposób na gromadzenie zapasów to nic innego jak racjonalne oszczędzanie. Wysiłek w czasie prosperity dostarcza środków, z których można korzystać później.

Kto torpeduje we mnie oszczędzanie?

Jest oczywiście druga strona medalu, czyli te nasze aspekty, które ani myślą rezygnować z bieżących przyjemności i kumulować zapasy na później. Im też trzeba się przyjrzeć i zapytać siebie, kto we mnie jest przeciwny odkładaniu pieniędzy. I tu też możemy znaleźć różne przekonania. Na drugim biegunie do planowania i przewidywania przeszłości jest przecież cieszenie się chwilą obecną. Brak troski o to, co przyniesie jutro – życie według zasady „carpe diem”. Co ciekawe, z punktu widzenia speców od finansów ta druga postawa jest lekkomyślna i prowadzi do poważnych tarapatów. W praktyce jednak spotyka się ludzi, którzy żyją w ten sposób i nie przejmują się odkładaniem pieniędzy. Można powiedzieć, że żyją w pewnym przepływie, bo pieniądze do nich łatwo trafiają, ale też szybko idą dalej w świat. Zarabiają bez problemu i tak samo wydają.

Bywa również, że do oszczędzania nie pali się dziecięca część naszej natury. Kiedy na warsztatach o psychologii pieniądza wraz z uczestnikami przyglądamy się ich pierwszym wspomnieniom dotyczącym finansów, okazuje się, że bardzo często pojawia się tam rodzic, który zabrania wydawania na słodycze czy zabawki, i dziecko, które chce tę potrzebę zrealizować „tu i teraz”. I te postaci nadal żyją w nas i wpływają m.in. na decyzje o oszczędzaniu. Pytanie tylko, jakie jest to nasze wewnętrzne dziecko i jak zachowałoby się w słynnym „teście słodkiej pianki” (marshmallow test). Pod koniec lat 60. prof. Walter Mischel przeprowadził eksperyment, dając dzieciom wybór pomiędzy małą nagrodą, czyli słodką pianką teraz i dwiema piankami, jeśli będą skłonne chwilę poczekać. Jeśli wolelibyśmy zjeść jedną piankę od razu, to raczej nie będziemy się palić do odkładania pieniędzy.

Oszczędzanie w zgodzie ze sobą

Zapoznanie się z tymi dwiema tendencjami w sobie, z tą do odkładania pieniędzy na przyszłość i z tą, która woli wydawać je na bieżąco, pomaga po pierwsze podjąć decyzję, czy ja na pewno chcę przeznaczać część dochodu na oszczędności. Dla osoby rozrzutnej,  której ciągle brakuje pieniędzy, planowanie finansów może mieć sens, ale temu, kto mimo że „siedzi na pieniądzach”, ciągle boi się, że ma ich za mało, przydałoby się raczej trochę rozrzutności. Najważniejsze, by podejmować decyzje finansowe w zgodzie z wewnętrznym przekonaniem. Nic nie robić pod przymusem, bo wtedy oszczędzanie się nie uda, a rozrzutność skończy się wyrzutami sumienia.

Mateusz Ostrowski, psychoterapeuta w Instytucie Psychologii Procesu www.processwork.pl. Członek Polskiego Stowarzyszenia Psychoterapeutów i Trenerów Psychologii Procesu oraz Stowarzyszenia Mężczyzn. www.mateuszostrowski.pl

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Myśli miliona warte. Jakie mamy nieświadome przekonania na temat pieniędzy?

„Zasługuję na to, by wydawać pieniądze” – to dobry skrypt, pod warunkiem że zachowujemy dyscyplinę finansową i nie wydajemy więcej niż zarabiamy. (Fot. iStock)
„Zasługuję na to, by wydawać pieniądze” – to dobry skrypt, pod warunkiem że zachowujemy dyscyplinę finansową i nie wydajemy więcej niż zarabiamy. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Najczęstsza przyczyna kłopotów finansowych? Wcale nie kryzys! To skrypty zakodowane w nieświadomości: przekonania, lęki i oczekiwania związane z pieniędzmi. Jeśli je rozpoznasz, masz szansę na lepsze zarobki, spokój i zadowolenie. Ze stanu konta i z życia. Jak to zrobić? Czytaj dalej.

Ted Klontz, psycholog, coach finansowy i współautor książki „Wired For Wealth” („Ukierunkowanie na bogactwo”), dorastał w latach 40. ubiegłego wieku w ubogiej rodzinie w południowym Ohio. Pewnego dnia jego farmę odwiedził wuj, który kilka lat wcześniej opuścił rodzinne strony i dorobił się na handlu nieruchomościami. Czy rodzina była zadowolona, że mu się powiodło? Ależ skąd!

– Całe dzieciństwo słyszałem, jak na niego psioczyli – opowiada Klontz. – Uważali, że dorobił się, bo oszukiwał ludzi. Podświadomie zanotowałem: „jeśli chcesz być odrzucony przez rodzinę, miej pieniądze tak jak wuj”.

Klontz wyjechał z farmy, skończył studia, znalazł dobrze płatną pracę. Ale za każdym razem, gdy przybywało pieniędzy na koncie, szastał nimi na prawo i lewo. Potem rzucał się w wir pracy, by oddawać długi. Gdy przekroczył czterdziestkę, ze zgrozą zauważył, że nie ma żadnych oszczędności. – Zacząłem się zastanawiać, dlaczego nie umiem odłożyć pieniędzy, a jeśli nawet dużo zarobię, to wydaję to od razu – opowiada Klontz. – Aż odkryłem, że moimi finansami kieruje nieświadome przekonanie: „bogaci są źli, a wypchany portfel oznacza porzucenie przez bliskich”.

Każdy z nas ma w głowie taki skrypt finansowy, czyli ugruntowane, bardzo często irracjonalne przekonania na temat tego, czym są pieniądze, jaką rolę odgrywają w życiu, co można i powinno się z nimi robić. Uaktywniają się za każdym razem, gdy w grę wchodzi zarabianie, wydawanie, oszczędzanie. „Rozkazują nam” wysupłać ostatni grosz na kolejne buty, godzić się na marną pensję, inwestować w beznadziejne interesy czy drżeć przed biedą nawet wtedy, gdy mamy spore oszczędności. Za posłuszeństwo tym skryptom płacimy nie tylko odsetkami na karcie kredytowej, ale zdenerwowaniem, kłopotami ze zdrowiem i napięciami w relacjach z bliskimi. Dlaczego mają nad nami taką władzę?

Trochę mitu, trochę prawdy

„Pieniądze szczęścia nie dają”, „W życiu najważniejsze są pieniądze. Reszta przyjdzie sama”, „Pieniądze nie rosną na drzewach” – każda rodzina ma własne przysłowia i powiedzenia dotyczące pieniędzy. Jako dzieci bezkrytycznie przyswajamy te „motta”, które dają ramy naszemu skryptowi pieniężnemu. Oprócz tego obserwujemy rodziców i nieświadomie przejmujemy ich podejście do pieniędzy. Dlatego jeśli np. ciągle martwili się, że im nie starczy do pierwszego, możemy mieć głęboko zachwiane poczucie bezpieczeństwa finansowego. A jeśli w rodzinnym domu nigdy nie brakowało pieniędzy – przekonanie, że nie musimy się starać, bo pieniądze i tak się znajdą. Ci, którzy wychowali się w ubogich domach, nierzadko oszczędzają ponad miarę i mimo pokaźnej sumy na koncie wciąż czują się biedni.

Nierzadko skrypty pieniężne są – dla odmiany – efektem buntu przeciwko rodzicielskim nakazom. Jeśli rodzice uznają oszczędzanie za cnotę, to my wydajemy na prawo i lewo. Jeśli ambicją zamożnego ojca jest chwalić się bogatymi dziećmi, na złość możemy pracować w niskopłatnym zawodzie i ciągle nie mieć kasy. Z dzieciństwa wynosimy też skojarzenie pieniędzy z traumatycznymi sytuacjami. Gdy rodzice awanturują się o wydatki, nie rozumiemy, że tak naprawdę chodzi o zażyłość ojca z koleżanką z pracy. Kojarzymy: pieniądze równa się złość, strach, rozwód. Te silne emocje mocno zapisują się w nieświadomości i wpływają na kształt naszego skryptu pieniężnego.

Ted Klontz twierdzi, że w każdym skrypcie pieniężnym jest sporo prawdy. Dlaczego więc tak często wiodą na manowce? Bo mamy do nich bezkrytyczny stosunek, zbyt kurczowo się ich trzymamy i nie potrafimy dostrzec pułapek, które na nas zastawiają. Jak odkryć własny? Pomoże w tym pewne ćwiczenie.

Twój skrypt finansowy

Weź czystą kartkę i na górze napisz hasło „pieniądze”. Potem wypisz dziesięć słów, które kojarzą ci się z pieniędzmi. Zakreśl te, które mają negatywny wydźwięk. Zastanów się: Dlaczego mam takie skojarzenia? Skąd się wzięły? Jakie sytuacje z rodzinnego domu mogły wpłynąć na takie myślenie o pieniądzach? Przeczytaj poniższe opisy i przekonaj się, jaki skrypt pieniężny za tym stoi.

„Im więcej pieniędzy, tym życie jest lepsze” – według tego skryptu poczucie bezpieczeństwa, zadowolenia z siebie i satysfakcji z życia jest utożsamiane ze stanem konta. Dlaczego więc mimo pokaźnych oszczędności twoje życie wcale nie jest lepsze ani bardziej szczęśliwe? Bo im więcej energii i czasu poświęcasz pieniądzom, tym mniej masz go na to, co daje najwięcej szczęścia, czyli na spędzanie czasu z bliskimi, pomoc innym i zaangażowanie w pracę, która daje poczucie sensu.

„Pieniądze są złe” – ten skrypt często kieruje tymi, którym ciągle brakuje pieniędzy. Bo kojarzą się z podłością, oszustwem, przestępstwem i niemoralnością. Oczywiście, są ludzie, którzy wzbogacili się na nieszczęściu innych. Ale są też tacy, którzy dorobili się majątku ciężką pracą, talentem lub po prostu mieli szczęście. Mają udane rodziny i są szanowani przez pracowników. Dobrze pamiętać, że pieniądze nie są ani złe, ani dobre. To my decydujemy, czy wykorzystamy je w dobrych, czy złych celach.

„Nie zasługuję na pieniądze” – taki skrypt najczęściej mają osoby z niską samooceną, poczuciem odpowiedzialności za innych, pracujące w zawodach związanych z pomaganiem ludziom. Wydają szybko to, co mają, lub wybierają niskodochodowe zajęcia. Ten skrypt oznacza nie tylko brak stabilności finansowej, ale też niedocenianie siebie, swoich praw i możliwości. Odmawianie sobie nie tylko pieniędzy, ale też radości, szacunku i satysfakcji z tego, kim się jest i co się robi.

„Zasługuję na to, by wydawać pieniądze” – to dobry skrypt, pod warunkiem że zachowujemy dyscyplinę finansową i nie wydajemy więcej niż zarabiamy. Niestety, w kulturze konsumpcyjnej jesteśmy nieustannie zachęcani do zaspokajania kaprysów i zadłużania się. Rada dla tych, którzy kierują się tym skryptem: znajdź takie sposoby na poprawę nastroju, za które nie musisz płacić, np. spacer, miłe popołudnie z partnerem, spotkanie z przyjaciółką.

„Pieniędzy nigdy dość” – to skrypt dusigroszów, na dodatek uzależnionych od pracy. Takich, którzy zarabiają i oszczędzają. Oszczędzają też sobie cieszenia się przyjemnościami, za które trzeba zapłacić, sprawiania radości innym – bo to kosztuje. Rada: uwierz bliskim, jeśli zarzucają ci, że jesteś sknerą lub pracoholikiem. Zainwestuj w siebie i swój rozwój – umów się z coachem i dowiedz, jak docenić to, co masz i zadbać o siebie oraz bliskich.

„Pieniędzy zawsze starczy” – plus tego skryptu to poczucie bezpieczeństwa i optymizm. Minus: nieodpowiedzialność i brak myślenia perspektywicznego, uwieszenie się na rodzicach lub partnerze. Katastrofa jest wtedy, gdy rodzice odmówią finansowania dorosłej latorośli, a partner nie będzie w stanie dłużej być fundatorem lub po prostu odejdzie. Dlatego zawczasu warto opracować plan awaryjny i wcielać go w życie, np. co miesiąc odkładając jakąś sumę.

„Pieniądze są bez znaczenia” – to prawda, że nie kupimy za nie miłości, bliskości, satysfakcji z pracy czy rodzinnego szczęścia. Ale ten skrypt świetnie uzasadnia bezmyślne wydatki, głupie decyzje finansowe, niechęć do lepiej płatnej, ale bardziej wymagającej pracy. Czy nam się to podoba, czy nie, pieniądze mają znaczenie. Są potrzebne do tego, by wyjechać z przyjaciółmi na weekend, wyleczyć zęby czy kupić urodzinowy prezent partnerowi. By nie martwić się długami, tylko koncentrować na rozwoju osobistym i pracy.

„Dzięki pieniądzom jestem kimś” – owszem, można być kimś dobrze ubranym, bywającym w drogich restauracjach czy modnych kurortach. Ale czy kimś kochanym, lubianym i szanowanym? Pieniądze mają się tak do tego, kim jesteśmy, jak młotek do stolarza. To tylko narzędzie, które człowiek może mądrze wykorzystać. Po to, by czuć się bezpiecznie, mieć środki na przyjemności, pasje i ambicje.

Koniec z tabu

Jaki jest najbardziej rozpowszechniony skrypt pieniężny w naszych czasach? „O pieniądzach się nie rozmawia”. Bo to niegrzeczne, nieeleganckie, w złym stylu.

– W kulturze, gdzie seks traktuje się jak sport, a kretyński humor jest na porządku dziennym, pieniądze pozostają wciąż tematem tabu – twierdzi Deborah Price, psycholożka z Money Coaching Institute w Kalifornii. – Nawet w bliskich związkach rozmawianie o zarobkach, wydawaniu i oszczędzaniu jest dla wielu osób trudne. Dlaczego? Ponieważ zwykliśmy kojarzyć pieniądze nie tyle z zaspokojeniem potrzeb, co ze sobą: poczuciem wartości, kontrolą nad swoim życiem, potrzebą szacunku i miłości.

Rodzice Teda Klontza nie znosili bogatego wuja, bo był niezależny i otwarty na świat. Oni byli nieufni i bali się obcych. Wyjazd z Ohio odbierali jako opuszczenie ich, a odrzucenie przez wuja ich stylu życia – jako pogardę. Uświadomienie sobie tego wymagałoby od nich wysiłku intelektualnego i emocjonalnego. Łatwiej było psioczyć na wuja.

Jeśli z powodu skrępowania rozmawianiem o finansach nie nazwiesz swoich emocji i wyobrażeń z nimi związanych, to pieniądze – ich brak lub koncentracja na gromadzeniu – będą zastępować potrzeby, jakich nie chcesz sobie uświadomić. Dlatego na zakończenie zrób jeszcze jedno ćwiczenie: z przyjaciółką lub inną zaufaną osobą porozmawiaj o swoich pierwszych wspomnieniach związanych z pieniędzmi, o tym, jakie podejście do zarabiania i wydawania mieli twoi rodzice, kiedy pieniądze sprawiły ci radość, a kiedy przykrość. Pozwoli ci to poznać swoje wyobrażenia, emocje i przekonania związane z pieniędzmi oraz porównać je z przekonaniami innych. I przełamie tabu mówienia oraz myślenia o zarabianiu.

  1. Materiał partnera

Jak zainwestować 10 tysięcy złotych – lokata czy rachunek oszczędnościowy?

(Fot. materiały partnera)
(Fot. materiały partnera)
Chcesz zainwestować 10 tysięcy złotych? Twoim priorytetem jest pewny, bezpieczny zysk? Ulokuj pieniądze na lokacie lub rachunku oszczędnościowym. W artykule wyjaśnimy, które z narzędzi okaże się lepszym wyborem.

Pandemia COVID-19 odcisnęła bolesne piętno na gospodarce – pozbawiła pracy tysiące osób, osłabiła kondycję firm i wydobyła na światło dzienne lęki o przyszłość. Zmieniła także stosunek Polaków do oszczędzania.

Oszczędzanie w czasie pandemii

Niepewna sytuacja na rynku pracy sprawiła, że w czasie pandemii Polacy zaczęli bacznie przyglądać się swoim finansom. Wielu z nich doceniło wagę poduszki finansowej i podjęło decyzję o jej budowaniu. Z badania „Jaka będzie Polska po epidemii?” przeprowadzonego przez Instytut Badań Zmian Społecznych wynika, że po zakończeniu pandemii aż 83% Polaków zamierza oszczędzać, w tym blisko 20% osób, które nie planowały tego wcześniej. 18% badanych zadeklarowało, że chce oszczędzać więcej niż wcześniej, a w grupie trzydziestolatek/ów taką chęć wskazała niemal co trzecia osoba.

Masz oszczędności? Zainwestuj je mądrze

Jeśli w tych trudnych czasach dysonujesz oszczędnościami, możesz śmiało sobie pogratulować. Pamiętaj jednak, że aby pieniądze nie straciły swojej wartości, warto mądrze je zainwestować. Trzymając środki w symbolicznej skarpecie, sprawisz, że ich wartość z roku na rok będzie coraz niższa (jest to efektem inflacji, czyli stopniowego wzrostu przeciętnego poziomu cen w gospodarce). Wprawiając je w ruch, spowodujesz, że będą same na siebie pracować. 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Nawet wtedy, kiedy ty odpoczywasz. Zależy ci na pewnym, bezpiecznym zysku? Załóż rachunek oszczędnościowy lub lokatę. Dzięki nim nie stracisz kapitału i osiągniesz mierzalny, z góry określony dochód. Który z produktów warto wybrać?

Lokata czy rachunek oszczędnościowy?

To, który produkt okaże się dla ciebie lepszym wyborem, zależy przede wszystkim od twoich preferencji, potrzeb i oczekiwań.

Rachunek oszczędnościowy to oprocentowane konto bankowe służące gromadzeniu i pomnażaniu kapitału. Zakładając konto oszczędnościowe:

  • osiągniesz pewny, bezpieczny zysk i z pewnością nie stracisz ulokowanego na rachunku kapitału;
  • będziesz mógł wpłacać na nie dowolne kwoty – regularnie lub tylko od czasu do czasu;
  • w każdej chwili będziesz mógł wypłacić środki, bez utraty odsetek;
  • będziesz mógł je prowadzić przez wiele lat. Umowa z bankiem nie jest bowiem ograniczona czasowo.
Lokata to produkt bankowy służący do deponowania kapitału. Oddając bankowi swoje środki na określony w umowie okres, po jego upływie otrzymasz wynagrodzenie w postaci odsetek. Najpopularniejsze lokaty to te zakładane na kilka 12 miesięcy lub dłużej.

Zakładając lokatę:

  • osiągniesz pewny, bezpieczny zysk i z pewnością nie stracisz ulokowanego na lokacie kapitału;
  • musisz wpłacić na nią określoną z góry kwotę (każdy z banków określa ją na indywidualnym poziomie);
  • nie będziesz mógł dokonywać swobodnych wpłat i wypłat;
  • przez cały okres trwania umowy zdeponowane pieniądze będą zamrożone, czyli niedostępne. Jeśli zdecydujesz się zakończyć umowę przed terminem i wypłacić środki, stracisz wszystkie wypracowane odsetki.
Konto oszczędnościowe okaże się dobrym wyborem, jeśli cenisz sobie możliwość swobodnego zarządzaniami oszczędnościami i chcesz mieć stały dostęp do swoich oszczędności. Taki produkt sprawdzi się też w przypadku osób, które chcą oszczędzać długofalowo, regularnie zasilając rachunek dodatkowymi środkami. Pamiętaj, by regularnie sprawdzać ranking rachunków oszczędnościowych, dzięki któremu uda ci się wybrać ten najlepszy dla Ciebie.

Lokata bankowa to strzał w dziesiątkę, jeśli chcesz osiągnąć pewny zysk, jednak nie masz nic przeciwko zamrożeniu kapitału na kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt miesięcy. Taki produkt spełni oczekiwania osób, które szukają inwestycji jedynie na określony czas.

Wartym przemyślenia rozwiązaniem może być także podzielenie oszczędności na dwie części i ulokowanie ich w obu instrumentach finansowych. Dzięki takiej decyzji w praktyce poznasz specyfikę rachunku oszczędnościowego i lokaty i na własnej skórze odczujesz, który z nich lepiej spełni twoje oczekiwania.

  1. Psychologia

Czy umiesz zarządzać swoimi pieniędzmi?

Na wysokość zarobków ogromny wpływ ma poczucie własnej wartości, a także przekonania tkwiące w naszej głowie. (Fot. Getty Images)
Na wysokość zarobków ogromny wpływ ma poczucie własnej wartości, a także przekonania tkwiące w naszej głowie. (Fot. Getty Images)
Powiedzmy to wprost i szczerze: chcemy mieć pieniądze. Można być dobrym i bogatym. Można być bogatym i uczciwym. Jak je zdobyć?

"Damy o pieniądzach nie rozmawiają” – tak mówiło się w moim domu. Mogło się nawet wydawać, że naprawdę o nich nie myślą, bo są do wyższych celów stworzone. Poza tymi momentami, gdy wychodziły do pracy albo robiły zakupy, pożyczały lub oddawały najbliższym przyjaciółkom „w potrzebie” czy martwiły się, skąd wziąć na buty dla dziecka. Ponure lata 80. odeszły w przeszłość, ale stare inteligenckie zasady nie.

Gdy teraz rozglądam się wokół i patrzę na życie (oraz pensje) moich przyjaciółek, mam poczucie, że wszystkie musiałyśmy słyszeć w domu to samo. Ania pracuje w firmie szkoleniowej od dawna, ma doktorat, niezłomny charakter i zarządza zespołem 30 osób. Zarabia niewiele więcej niż asystentka, za to znacznie mniej niż nasz menedżer. Menedżer zajmuje się głównie tzw. autopiarem, czyli czymś, co moja babcia nazywa trafnie biciem piany. Ania pracuje zgodnie z zasadą, że widocznie płacą jej tyle, na ile zasługuje. A skoro nie więcej, to znaczy, że nie jest dla firmy więcej warta. „Ciężka praca sama się obroni” – to kolejny mit z bajki o grzecznych dziewczynkach. Tymczasem...

Pieniądze są ważne!

Badania pokazują, że na wysokość zarobków ogromny wpływ ma poczucie własnej wartości, a także przekonania tkwiące w naszej głowie. W kapitalizmie, szczególnie w czasach kryzysu, trudno liczyć na to, by pracodawca sam zaproponował nam podwyżkę. Jeśli nawet zaproponuje, a my odpowiemy zgodnie z tym, co wpajano nam w domu: „Och, nie, naprawdę, ja wcale nie zasługuję…”, to raczej nie liczmy na to, że w jego interesie będzie przekonywanie nas, że jednak się nam należy.

Podobnych absurdów w naszych zachowaniach można znaleźć wiele. Istnieje lista pułapek myślowych, w które wpadamy. Część z nich staje się szczególnie domeną kobiet. Nie ma jednak powodu, byśmy stali się niewolnikami wpojonych zasad, jeśli nas ograniczają. Możemy wyzwolić się, uświadamiając sobie, skąd się wzięły, a w rezultacie – zacząć żyć tak, jak chcemy. Bo właśnie do tego służą pieniądze – do realizacji marzeń.

Uświadom sobie cel!

„Jeśli nie wiesz, dokąd płyniesz, każdy wiatr wydaje ci się właściwy”.

Do realizacji każdego planu niezbędna jest wizja tego, do czego dążymy. To dotyczy też pieniędzy. Warto zacząć od zastanowienia się, do czego potrzebne są pieniądze. Ile pieniędzy potrzebujesz, by żyć tak, jak chcesz. Może nie musisz tak dużo pracować? Po co masz chodzić pięć dni w tygodniu do pracy, jeśli nie wiesz, ile potrzebujesz zarobić?

Musisz wiedzieć, dokąd zmierzasz, by móc zaplanować, jak tam dotrzeć. Zastanów się, jaki jest twój cel finansowy. Może chcesz kupić dom lub mieszkanie albo co roku wyjeżdżać na egzotyczne wakacje? Może chcesz wyjeżdżać raz na miesiąc na weekend nad morze? Twój cel może być agresywny lub skromny, może też zmieniać się z upływem czasu. By go wyznaczyć, trzeba zacząć od uświadomienia sobie, co jest tak naprawdę ważne dla ciebie. Wolny czas, rozwój duchowy, rodzina, podróże, kariera… Te wszystkie rzeczy znajdą się pewnie na twojej liście. Kluczowa jest jednak hierarchia tych celów.

Gdy uda ci się wyznaczyć sobie cel finansowy, poświęć czas na jego wizualizację: wyobrażaj sobie siebie, gdy ten cel powoli realizujesz i w końcu udaje ci się go osiągnąć. Jeśli chcesz kupić dom na Mazurach – wydrukuj sobie jego zdjęcie i powieś na lodówce. Ważne, by mieć ten cel przed oczami. Następnie ustal, ile potrzebujesz pieniędzy. Musisz zdobyć informację, ile ten dom kosztuje. Jeśli myślisz o kredycie, idź do banku i dowiedz się, czy masz zdolność kredytową albo co musisz zrobić, by ją uzyskać.

Zapisz, ile masz oszczędności, które chcesz na to przeznaczyć. Różnica między kosztem domu a twoimi oszczędnościami jest twoim celem finansowym. Ważne, by wiedzieć, ile się realnie potrzebuje. To pierwszy krok na drodze do celu. A pierwszy krok jest zawsze najtrudniejszy…

Bariery w twojej głowie...

Częstą przeszkodą na drodze do finansowego sukcesu bywa brak dążenia do wygranej. Zastanów się, czy w swoim życiu grasz, żeby grać, czy po to, żeby wygrać? Jeśli masz trudności z koncentrowaniem się na osiąganiu celu, zacznij kształtować w sobie tę umiejętność. Jak to zrobić? Obudź w sobie ducha rywalizacji. Choć może się to wydać niepoważne, zdolności rywalizacyjne możesz trenować, biorąc udział w zwykłych grach. Turniej scrabble czy treningi koszykówki pozwolą ci poczuć smak wygranej. Pamiętaj: tu nie chodzi o nic osobistego. To gra. Podobnie jest z pieniędzmi: grasz nie po to, by kogoś pognębić, ale by zyskać coś dla siebie. Pamiętaj, że bycie dobrym i bycie bogatym wzajemnie się nie wykluczają.

Innym hamulcem na drodze do twojego finansowego celu może być lęk. Uparcie dążysz do zachowania poczucia bezpieczeństwa rozumianego jako status quo. Obaw przed realizacją własnych marzeń możesz mieć mnóstwo. Każdy zdrowo myślący człowiek je ma. Nawet ci, którzy zarobili miliony. Ale oni potrafili podjąć ryzyko mimo lęków. By obawy nie zdominowały twojego myślenia, postaraj się otaczać ludźmi „na tak”. Osoby, które pozytywnie patrzą w przyszłość, a jednocześnie potrafią udzielać wsparcia i doradzać, są niecenionym skarbem. Są obok ciebie na pewno.

 
Warto zdawać sobie sprawę z tego, że być może realizacja twojego celu będzie wymagać zaangażowania i poświęcenia. Jeśli stawiasz na własny biznes, licz się z tym, że przez pierwszy rok nie będziesz mógł sobie pozwolić na urlop w Kenii, gdzie co roku chcesz spędzać dwa tygodnie. Nie zrealizujesz swojego celu od razu.

To ty rządzisz swoimi pieniędzmi!

Osiągnięcie celu będzie możliwe, jeśli przejmiesz kontrolę nas własnym życiem finansowym. By to zrobić, nie wystarczy wiedzieć, ile masz na koncie. Ważne jest, by nauczyć się planować i kontrolować wydatki. To właśnie określa się zarządzaniem budżetem. Jeśli masz wspólną kasę z partnerem, a on do tej pory zajmował się waszymi finansami i nie dopuszczał cię do nich, czeka cię zadanie wymagające asertywności. Powiedz, że pragniesz zorientować się, jak wyglądają wasze dochody i wydatki. Bądź w tym planowaniu finansów partnerem, a nie funkcjonariuszem. Nie zakładaj, że skoro do tej pory nie byłeś zaangażowany w te sprawy, to nie będziesz mile widziany.

Jeśli masz tylko swoje pieniądze, a do tej pory ich nie kontrolowałeś, spróbuj przez miesiąc zapisywać, ile na co wydajesz. Możesz użyć do tego celu Excela albo notesu. By lepiej kontrolować budżet, przerzuć się na bankowe usługi internetowe. Dzięki temu łatwo sprawdzić, czy pracodawca zapłacił ci pensję i w jakiej wysokości. Jest to szczególnie ważne w przypadku, gdy pracujesz w kilku miejscach lub dorabiasz na boku. Zapisz sobie w kalendarzu zadanie: „sprawdzanie konta internetowego” dwa razy w miesiącu. Gdy już podliczysz, przeanalizuj stan konta.

Część osób bierze na siebie obowiązek płacenia comiesięcznych rachunków, ale nie widzi zarządzania w szerszej perspektywie. Należy pamiętać, że odpowiednia strategia pozwala zapewnić sobie i rodzinie bezpieczeństwo finansowe.

Przemyśl inwestycje!

Jakie inwestycje? No właśnie brak inwestycji to kolejny błąd w podejściu do pieniędzy. Z reguły nie myślimy o inwestycjach, zakładając, że nie mamy wolnych środków, że wymagają one fachowej wiedzy. Oba te argumenty to tylko część prawdy.

By zacząć inwestować, wystarczy niewielka suma. Zacznij już teraz. Odłóż 50 zł. W skali miesiąca dobrze jest oszczędzać około 10 proc. W tym celu najlepiej od razu przelewać tę kwotę po wypłacie na oddzielne konto. Jeśli chcesz inwestować, konieczne jest jednak ciągłe zdobywanie wiedzy. Pamiętając o tym, że nie istnieje idealna strategia inwestycyjna (gdyby tak było, wszyscy by ją stosowali), poświęć czas na poszukiwanie wiedzy o finansach. Wystarczy wyznaczyć sobie moment w ciągu dnia, gdy możesz przeczytać artykuł w gazecie lub tekst w portalu ekonomicznym. Można to robić, jadąc autobusem lub w przerwie na kawę w pracy. Słuchaj wiadomości ekonomicznych w radiu albo znajdź czas na szkolenie. Na rynku istnieją także doradcy finansowi.

Podstawową zasadą początkującego inwestora powinno być to, by nie stawiać wszystkiego na jedną kartę. W ten sposób zapanujesz nie tylko nad racjonalną stroną inwestycji, ale także nad swoimi obawami.

Powstrzymaj emocje!

Przeszkodą na drodze do bycia bogatym jest nie tylko niechęć do inwestowania. Może to też być nałóg kierowania się emocjami podczas zakupów. Mówi się, że niektórzy kupują to, czego potrzebują, a inni to, czego chcą. Istnieje jednak kilka sposobów na to, by wydawać właściwie.

Przede wszystkim trzeba pamiętać o tym, że na podejmowanie ważnych decyzji finansowych potrzebny jest czas. Nie decyduj o kupnie mieszkania, na które cię nie stać, „bo się w nim zakochałeś”. Daj sobie czas. Tym bardziej nie kieruj się emocjami, gdy chcesz je kupić na kredyt. Wprowadź zasadę, że za każdym razem, gdy chcesz wydać na coś więcej niż 500 zł, musisz się z tym „przespać”.

Nie daj się także nałogowi zakupów z poczucia winy: ludziom nie da się zrekompensować czasu, którego z nimi nie spędziłeś, drogimi prezentami. Zamiast tego znajdź alternatywną formę obdarowywania: możesz upiec ciasto lub namalować dla nich obraz. Albo po prostu spędzić z nimi czas.

Gdy wybierasz się do sklepu, zrób listę zakupów. Czy zauważyłeś, że wchodzisz do sklepu, by kupić coś na śniadanie, a wychodzisz z koszem pełnym zakupów? Niebezpieczne pod tym względem są szczególnie wycieczki do centrów handlowych. Promocje wabią i nęcą… Dla otrzeźwienia warto czasem przeliczyć, ile będziesz musiał pracować, by zarobić na wypatrzone na wystawie buty.

  1. Styl Życia

Człowiek bez pieniędzy. Kim jest Mark Boyle?

Mark Boyle żyje według zasady Gandhiego „bądź zmianą, którą chcesz widzieć w świecie”. (Fot. BE&W)
Mark Boyle żyje według zasady Gandhiego „bądź zmianą, którą chcesz widzieć w świecie”. (Fot. BE&W)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
By przekonać się, że faktycznie pieniądze szczęścia nie dają, aktywista Mark Boyle zrezygnował z nich całkowicie. Efekty trzyletniego eksperymentu przyniosły mu tyle satysfakcji, że postanowił pójść o kilka kroków dalej i powrócić do modelu życia sprzed rewolucji przemysłowej. Niektóre z jego postulatów możemy realizować nawet w wielkim mieście.

W 2016 roku Mark Boyle, aktywista i pisarz z Irlandii, znany światu jako „Moneyless Men” (człowiek bez pieniędzy) napisał swój ostatni e-mail i zamknął komputer. Miał nadzieję, że już nigdy w życiu nie będzie go musiał otwierać (co nie do końca mu się udało). Postanowił, że od tej pory będzie żył z dala od cywilizacji i całkowicie bez dostępu do technologii. Decyzja była kontynuacją jego eksperymentu sprzed prawie dekady, kiedy to testował,  jak funkcjonować bez pieniędzy. Wcześniej studiował ekonomię i pracował jako dyrektor finansowy w firmach, które zajmowały się produkcją organicznego jedzenia. Coraz krytyczniej patrzył jednak na ciemne strony kapitalizmu, które widział nawet w teoretycznie etycznych miejscach pracy. Jak twierdzi, dopiero czas pozbawiony pogoni za karierą i żądzą zysku pozwolił mu się w pełni rozwinąć. Odkrył że wszystko, czego potrzebuje do szczęśliwego życia, jest w stanie wytworzyć sam, ewentualnie pozyskać przez handel wymienny. Przewidziany na rok eksperyment potrwał trzy razy dłużej. Z czasem Boyle w pewnym stopniu powrócił do pieniędzy, jednak coraz bardziej zaczęło go uwierać uzależnienie od technologii, więc zdecydował się na powrót do korzeni. Postawił na życie bez Internetu, telefonu, prądu, kanalizacji i centralnego ogrzewania. Offline...

Myśli spisane ręcznie

Swoimi doświadczeniami Boyle regularnie dzieli się z czytelnikami na łamach dziennika „The Guardian” oraz w książkach. „The Moneyless Men: A Year of Freeconomic Living” ukazała się po angielsku w 2010 roku, zaś polscy czytelnicy właśnie dostali do rąk tytuł „Offline”.

Boyle pisze ręcznie, z redakcją komunikuje się za pomocą tradycyjnej poczty (co zajmuje tyle czasu, że nie zdążyłam uzyskać od  niego odpowiedzi na moje pytania przed wysłaniem tego numeru do druku). Listownie odpowiada dziennikarzom i czytelnikom, nie ma pojęcia, ile „lajków” zbierają w sieci jego felietony, a nawet udało mu się przegapić brexit. Na potrzeby książki musiał na chwilę porzucić świat offline, by swoje odręczne notatki przepisać na komputerze. Wspomina ten czas jako okropny. Jego przemyślenia skłaniają do refleksji. Podważają zasady współczesnego świata i pokazują, że można żyć inaczej.

„Jako społeczeństwo wyprodukowaliśmy wystarczająco dużo rzeczy, aby przetrwać całe życie. (…) Moglibyśmy zredukować nasze wydatki osobiste do minimum, a dzięki temu przyjąć 21-godzinny tydzień pracy. Zyskalibyśmy życie w czasie wolnym. Moglibyśmy sami uprawiać żywność, zakładać kręgi prezentów i darmowe sklepy, uczyć się umiejętności na małą skalę lub jeździć rowerem zamiast samochodem. Wszystko to zmniejszyłoby emisję dwutlenku węgla, jednocześnie zwiększając nasze szczęście. W dłuższej perspektywie musimy zakwestionować fundamentalne narracje kulturowe naszych czasów: nieograniczony wzrost, oddzielenie od natury, a nawet ekonomię monetarną” – uważa autor „Offline”.

Mark Boyle, 'Offline' (Wydawnictwo Mova, 2020) Mark Boyle, "Offline" (Wydawnictwo Mova, 2020)

Powrót do pierwotności

By zrealizować swoje idee, Boyle zamieszkał w przyczepie, bez prądu i bieżącej wody. Od tej pory wszystko, czego potrzebował, musiał wykonać sam. Bardzo szybko zaczął odczuwać pozytywne efekty tej decyzji. Choć początkowo perspektywa braku pieniędzy wydawała mu się przerażająca, z upływem czasu stawał się coraz spokojniejszy, zdrowszy i bardziej zadowolony ze swojej sytuacji życiowej. Między innymi dlatego, że przestał budować poczucie bezpieczeństwa na stanie posiadania, a zamiast tego odnalazł je w sobie i w kontaktach z innymi ludźmi. „To ja byłem teraz walutą, nie funt. W mojej bezgotówkowej ekonomii nagradzana była przede wszystkim solidarność. Porównaj to ze światem wielkich finansów, w którym zdrowa dawka psychopatii często pomaga w osiągnięciu szczytu, a samolubstwo i bezwzględność to podstawa” – pisał. Trudno nie przyznać mu racji.

Coraz wyraźniej widać, że zapętliliśmy się w żądzy zysku oraz idei stałego wzrostu, zamiast myśleć o tym, co naprawdę ważne. W korporacjach często bardziej liczą się arkusze kalkulacyjne niż ludzie. Widać to było w czasach pandemii, gdy wiele firm masowo zwalniało pracowników, zamiast na spokojnie przyjąć fakt, że przez pewien czas organizacja będzie generowała mniejszy zysk, za to da chleb wielu rodzinom. Czy takie podejście nie byłoby bardziej humanitarne?

Wiele działań „Człowiekowi bez pieniędzy” wydaje się zbyt ekstremalnych. Choćby te dotyczące higieny. Kąpiel w samej wodzie, bez mydła, to najłagodniejsza z nich. Pasta do mycia zębów z rybich kości i ziaren kopru włoskiego, niesprzedane gazety z lokalnego kiosku zamiast papieru toaletowego (Boyle wspomina, że zdarzyło mu się podetrzeć artykułem o sobie samym). Musiał  także zweryfikować przekonania dotyczące diety. Przedtem był weganinem, teraz sam zdobywał pożywienie: trzy razy w tygodniu łowił ryby, a gdy znalazł przy drodze potrąconą przez samochód martwą sarnę, zaciągnął ją do domu i spożytkował każdą jej część. Sam krzesał ogień, bo postanowił zrezygnować nawet z zapałek.

Odcięcie od technologii miało też przykre konsekwencje. Gdy partnerka listownie z nim zerwała, nie miał jak się z nią skontaktować. Nie był w stanie dotrzeć na pogrzeb bliskiej osoby, bo dowiedział się o nim po czasie, z listu od matki. Kiedy brakowało mu spotkań z przyjaciółmi, znalazł jednak rozwiązanie – zaprosił ich na wspólne zbieranie jabłek i przygotowanie z nich cydru. Wszyscy mieli z tego dużo więcej frajdy niż podczas nudnych, cotygodniowych nasiadówek nad kuflem piwa.

Po pierwsze: nie marnuj

Choć przeciętny człowiek nie będzie w stanie wprowadzić wszystkich postulatów Marka Boyle’a w życie, część jego działań może inspirować do zmiany. Choćby te w kwestii żywności, bo marnujemy 1/3 tego, co kupujemy. Boyle pozyskiwał część pożywienia, zbierając przeterminowane rzeczy, których nie chciały już sklepy i to akurat jest już wykonalne, bo na Facebooku prężnie działają grupy freegańskie, których członkowie wymieniają się niepotrzebnym jedzeniem (takim jak gar bigosu, którego nie są w stanie sami przejeść), a także informują, które sklepy akurat pozbyły się przeterminowanego towaru. Przeszukiwanie śmietników w poszukiwaniu całkiem jeszcze dobrych bananów czy awokado dostarcza adrenaliny, choć wciąż obarczone jest kulturowym tabu. Jednak w wielu miastach Polski działają jadłodzielnie, w których można zarówno zostawić to, czego nie potrzebujemy, jak też poczęstować się pozostawionym tam jedzeniem.

Autor „Offline” uprawiał ogródek, łowił ryby i polował, a dzięki temu jadł dokładnie tyle, ile potrzebował. Nie groziły mu ani nadwaga, ani rozrzutność. Ja również od dłuższego czasu próbuję wcielić część tej filozofii w życie. Nie mam ogródka, ale pilnuję, by nie kupować więcej, niż potrzebuję. Trochę pomogła mi w tym pandemia i wymuszone przez nią robienie zakupów na zapas, ale w sensowny sposób – tak by nic nie marnować. Gdy okazało się, że nie mogę w każdej chwili wyjść do sklepu, by dokupić to, na co mam ochotę, do głosu doszła kreatywność. Wymyślanie nowych dań wyłącznie z tego, co miałam w domu, karmiło nie tylko domowników, ale i moje twórcze potrzeby. Do tego dawało chwilę wytchnienia od stresu. Tak jakby zajmowanie się sprawami najprostszymi i jednocześnie najważniejszymi pozwalało być tu i teraz, zamiast zamartwiać się na zapas.

Dokładnie to samo zauważył Mark Boyle. Przeniósł się na wieś, by wieść życie przez popkulturę nazywane „prostym”. W rzeczywistości jednak wcale nie jest ono proste. Boyle musiał wszystko zapewnić sobie sam; był zajęty od rana do nocy, ale może dzięki temu mniej pozostawało miejsca na stres czy nieustające analizowanie. Rytm dnia podporządkowany chwili obecnej i zaspokajaniu bieżących potrzeb − zamiast rozmyślania o tym, co kupić i skąd wziąć na to pieniądze − wpłynął na jego psychikę lepiej niż kursy uważności. „Filozofia mindfulness nie jest już duchowym luksusem, a ekonomiczną koniecznością” – uważa Boyle. W świecie ukierunkowanym na cel, konsumpcję i zaspokajanie potrzeb – pozostawanie w „tu i teraz” wydaje się jedynym ratunkiem.

Życie po życiu

Nie tylko jedzenie można pozyskiwać na drodze wymiany. Kupowanie nowych rzeczy, a tym samym generowanie kolejnych śmieci, jest nieekologiczne, zwłaszcza w świecie tanich produktów z sieciówek, których jakość nierzadko sprawia, że uczciwiej by je było nazwać raczej jednorazowymi.

Przyznaję, że los planety leży mi na sercu i postulaty Marka Boyle’a są mi bliskie. Jednocześnie kocham modę… Ubranie jest dla mnie polem do eksperymentów i autoekspresji. Próbowałam z tego zrezygnować, ograniczając zakupy do minimum, jednak czułam, że na tym polu czegoś mi ewidentnie brakuje. Wtedy odkryłam grupy z modą vintage na Facebooku. Za jedną czwartą tego, co wydałabym w sklepie, mogłam zaopatrzyć się tam w najbardziej niezwykłe używane kreacje, często prawdziwe skarby. Wystawiałam też swoje rzeczy, których już nie potrzebowałam, by dać im drugie życie. Kupiłam używaną zmywarkę, której poprzedni właściciel chciał się pozbyć, bo zrobił właśnie gruntowny remont kuchni.

Podoba mi się też, że na grupach wymian częstą walutą są owoce, czekolada albo wino, a czasem nawet kompletnie niematerialne rzeczy typu taniec czy wiersz! Udało mi się kiedyś wymienić pomarańczę  na bestseller. Znajoma blogerka sprzedaje kosmetyki po testowaniu w niższych cenach, a cały dochód przeznacza na cele charytatywne. Płacąc jej, mam poczucie, że przy okazji mogę zrobić coś dobrego, i jest to przyjemne. Nadal staram się jednak kupować tylko to, czego naprawdę potrzebuję, by nie generować niepotrzebnych śmieci.

Sztuczne pragnienia

Także technologiczny detoks Marka Boyle’a ma swój wymiar ekonomiczny. Nie da się ukryć, że smartfony i Internet to jedne z głównych narzędzi, za pomocą których marki chcą do nas dotrzeć ze swoimi produktami. Gdy nie jesteśmy nieustannie bombardowani reklamami produktów, na które nas nie stać i których tak naprawdę nie potrzebujemy – przestajemy ich pragnąć. Nie jestem w stanie długofalowo zrezygnować z Internetu, tak jak Mark Boyle, na cyfrowy detoks pozwalam sobie tylko na wakacjach. Mogę jednak zrobić coś innego. Przestaję obserwować na Instagramie jakiekolwiek marki, nawet te ulubione. Gdy nie widzę ich produktów na co dzień, zapominam, że istnieją. Uświadamiam sobie, że moje potrzeby były sztucznie wykreowane. Odkąd zaś obserwuję osoby, które mają coś do powiedzenia zamiast do zareklamowania, moje wirtualne życie stało się ciekawsze i wzbogacające. Tak naprawdę myślę, że zakupy często mają zastąpić poczucie szczęścia w życiu. Wolę zapewnić je sobie inaczej: przez dobry związek, wartościowe relacje, realizowanie pasji. Kluczowe stało się dla mnie uświadomienie sobie, że mam wszystko, czego mi trzeba. Mój wewnętrzny dobrostan nie zależy od tego, co posiadam. Gdy w środku czuję się OK, zakupy są tylko miłą, ale zupełnie zbędną otoczką.

Mark Boyle żyje według zasady Gandhiego „bądź zmianą, którą chcesz widzieć w świecie”. Doskonale zdaje sobie jednak sprawę, że droga do spełnienia jego postulatów jest daleka, zaś jego postawa stanowi wyjątek w świecie sterowanym konsumpcją. Warto jednak raz na jakiś czas pozwolić sobie na wolność życia całkowicie bez pieniędzy. „Musielibyście być szaleni, żeby przynajmniej tego nie spróbować, choćby przez tydzień latem – przekonuje Boyle. – Pozwólcie sobie na długie spacery po lesie, weekendowe biwakowanie na plaży, gotowanie na świeżym powietrzu jedzenia, które sami wyhodujecie lub złowicie, jazdę na rowerze, słuchanie akustycznej muzyki przy ognisku, wędrówki po dziczy, zbieranie jagód i orzechów, zanurzenie się nago w jeziorze, spanie pod gwiazdami…” – wylicza.

Rezygnacja z pieniędzy ma bowiem jego zdaniem kluczowy wymiar: pozwala dotrzeć do sedna istnienia, które cywilizacja i konsumpcjonizm skutecznie próbują w nas zagłuszyć.

  1. Psychologia

Jaki stosunek do pieniędzy jest najzdrowszy? Pytamy Katarzynę Miller

(Fot. Getty Images)
(Fot. Getty Images)
Dobrze jest mieć pieniądze, źle ich nie mieć. Z drugiej strony nie powinniśmy być ani ich niewolnikami, ani właścicielami. Jak komfortowo żyć zarówno z pełnym, jak i pustym portfelem – pytamy psychoterapeutkę Katarzynę Miller w nowym cyklu „Kasia na kryzys”, w którym szukamy odpowiedzi na trudne pytania.

Dobrze jest mieć pieniądze, źle ich nie mieć. Z drugiej strony nie powinniśmy być ani ich niewolnikami, ani właścicielami. Jak komfortowo żyć zarówno z pełnym, jak i pustym portfelem – pytamy psychoterapeutkę Katarzynę Miller i szukamy odpowiedzi na trudne pytania.

W dobrym tonie jest mówić, że pieniądze tak naprawdę nie mają znaczenia. Ale czy nie jest tak – jak gorzko zauważają niektórzy – że pieniądze nie mają znaczenia tylko dla tych, którzy je mają?
Ależ pieniądze są ważne! Oprócz tego, że dzięki nim mamy co jeść, co pić i jeszcze możemy spać pod cieplejszą kołdrą, to też dzięki nim lepiej myślimy o sobie. Pieniądze to prestiż, ważność, wyraźność i widoczność. Ludzie, którzy mają dużo pieniędzy – wybijają się z tłumu. Kapitalizm, który nam nastał w Polsce – szczęśliwie lub nie – przyniósł niesłychaną popularność pieniądza, którą wcześniej tylko oglądaliśmy przez ocean z perspektywy naszego realnego socjalizmu. Wcześniej było wiadomo, że pewnych rzeczy nie posiadamy, bo nie mamy pieniędzy i swobodnego dostępu do tych rzeczy, ale też, że nie możemy się bogacić. Wszyscy byliśmy wtedy mniej lub bardziej równi. Teraz pieniądze zaczęły nas dzielić – nie różnimy się już urodzeniem, a posiadaniem. Dziś gdy młody przedsiębiorca zakłada firmę, to od razu bierze w leasing wypasiony samochód, żeby pokazać, że on już się czegoś dorobił. Albo kupuje ubranie z widocznym logo projektanta. Dużo jest w nas tego porównywania się do innych, potrzeby pokazania, co się ma, szpanu.

Czyli dziś nie tylko trzeba, ale warto mieć pieniądze.
Większość z nas woli mieć pieniądze niż ich nie mieć. Oczywiście niektórzy pochodzą z takich enklaw, gdzie ważna jest wrażliwość, duchowość i wewnętrzna mądrość. Oni często mówią, że pieniądze specjalnie niczego nie zapewniają. Ale przecież zapewniają. W dodatku niektórzy potrafią robić z tych pieniędzy fajny użytek. Na przykład taki Bill Gates – jeśli pomyślę, na ile potrzebnych rzeczy i inicjatyw przeznacza swoje fundusze, to uważam, że nawet czasem tak przeogromne bogactwo ma sens. Mam tu na myśli jego działalność charytatywną, ale też liczne badania, choćby te na rzecz szczepionki na koronawirusa. A przecież nie musi tego robić. Oczywiście nie tylko on robi dobre rzeczy ze swoimi pieniędzmi. Faktem jest, że masa światowego kapitału znajduje się w rękach paru ludzi, i to jest przerażające. Bo od tych kilku osób zależy los całej planety i nas wszystkich.

Pieniądze dają władzę. Czy to nie dlatego niektórzy chcą ich mieć więcej i więcej?
Oczywiście. Władcy zawsze mogli robić z innymi, co chcieli. Mnie niepokoi to, że zarówno najbogatsi, jak i ci biedniejsi nie potrafią zatrzymać się w bogactwie. Powiedzieć: już mi wystarczy. Dać sobie dobrobyt. Bardzo ważne jest, byśmy sobie umieli pozwolić na bogactwo, ale nie na nadmierne. Tylko kiedy już się rozkręcimy w tę stronę, to rzadko kto potrafi się zatrzymać. Ludzie koszmarnie głupieją w pogoni za pieniędzmi.

Jest jednak różnica między bogactwem a posiadaniem. Pisaliśmy niedawno o koncepcji „happy money”. Szczęśliwe pieniędze to pieniądze, które zarobiłeś w uczciwy sposób, dający ci satysfakcję i niekrzywdzący innych. I które powinny być w ruchu, czyli im więcej ich wydajesz i przekazujesz dalej, tym więcej ich do ciebie przypływa. Tego zresztą uczyła stara dobra gra „Monopoly”. Tymczasem mamy tendencję do tego, by pieniądze gromadzić i po prostu je mieć.
Nam się wydaje, że nie ma końca rozszerzaniu własnego ego. Sądzimy, że przez to, co posiadamy, wszyscy się dowiedzą, jacy to my jesteśmy wielcy i wspaniali. Dla mnie wyjątkowo przedziwną postawą jest sknerstwo, bo są strasznie biedni sknerzy, którzy nawet dziecku zabawki nie kupią, i obrzydliwie bogaci sknerzy, którzy sobie skąpią na wszystkim.

Gdy ktoś ma dobry background psychiczny, jest człowiekiem pogodnym życiowo i zadowolonym z siebie – to nie ma nic złego w tym, że lubi być zamożny, bo wie, po co mu te pieniądze, i umie z nich korzystać – do tego stopnia, że ludziom wokół niego też jest dobrze, bo daje im zarobić w godny sposób bądź też uprzyjemnia im życie. Sądzę, że jeśli się dostaje jakiekolwiek pieniądze, to najfajniej jest troszkę odłożyć, troszkę wydać na rzeczy bardzo potrzebne i troszkę przeputać. Czyli mamy coś w zapasie, a resztę wydajemy na to, co jest nam niezbędne i… zbędne. Na tej „zbędności” zasadza się mnóstwo życiowych przyjemności, jak wyjazdy, książki, smakołyki, fajne ciuchy… Pieniądze mamy też w końcu po to, by było nam w życiu fajnie. Oczywiście jeśli ktoś mało zarabia, to najpierw zaspokaja podstawowe potrzeby i niewiele mu zostaje. Ale nawet 5 złotych można przehulać z przyjemnością.

A jak na nasz stosunek do pieniędzy wpływa kryzys, zwłaszcza gospodarczy?
Kiedy nastaje kryzys, to niezależnie, czego on dotyczy, zawsze jest tak, że jedni na nim stracą, a inni się wzbogacą. Na pewno wzbogaci się ten, kto wyprodukuje teraz rzeczy, na które jest największy popyt. Są ludzie, którzy jakimś siódmym zmysłem wyczuwają okazję i wypełniają miejsce, gdzie jest próżnia. To ogromny talent.

Nie masz wrażenia, że w kryzysie ludzie właśnie zatrzymują pieniądze, tak jakby wstrzymywali na chwilę oddech? Że nie ma tego przepływu?
Owszem, zaobserwowałam to nawet ostatnio. Ludzie się teraz bardzo boją, wielu straciło pracę i szanse na zarobienie na swoje życie. Niektórych zaczęła dotykać bieda. Jedni od razu polecieli do sklepu i kupili mąkę, drożdże i papier toaletowy, a całą resztę wydatków odcięli. I teraz ani ten, co trzyma, ani ten, co mógłby zarobić, się nie bogaci.

Jakie trzeba mieć podejście do pieniędzy, by poradzić sobie najlepiej w kryzysie?
Po pierwsze, pieniądze należy lubić. Kiedy są, dobrze jest z nimi rozmawiać, zwracać się do nich z całą serdecznością, szacunkiem i wdzięcznością, na jakie nas stać. Po drugie, trzeba mieć na nie fajne miejsce, na przykład ładny portfel, trzeba je w nim też ładnie układać, najlepiej w tę samą stronę, według wartości. Po trzecie, należy je puszczać, czyli ich używać. Po czwarte, trzeba mieć poczucie, że się zasługuje na pieniądze, a jeśli mamy poczucie, że nie zasługujemy, to należy się przyjrzeć dlaczego. Bardzo często takie podejście wynosi się z domu. Bo jako dzieci słyszeliśmy na przykład: „Nie kumpluj się z nimi, oni są bogaci, to na pewno złodzieje” albo „Nie koleguj się z nimi, bo są biedni i nic nie mają – to się nie opłaca”. Spora część ludzi, kiedy ich spytasz o stosunek do pieniędzy, mówi: „Nie są dla mnie ważne”. Bo tak wypada powiedzieć. Albo: „Ja tego nie robię dla pieniędzy”, co nie zawsze jest prawdą. Często kobiety deklarują: „Nie dlatego się z nim spotykam, że on jest bogaty”, gdy tymczasem właśnie dlatego się z nim spotyka. Dużo jest w naszej relacji z pieniędzmi zakłamania.

Prawda jest taka, że pieniądze są niezbędne do życia, a poza tym dają nam satysfakcję, bo są w tym świecie jednak miernikiem tego, czy pracowałam, czy coś zrobiłam albo czy mi się udało. Dlatego jeśli pieniądze mamy, to dobrze, a jak ich nie mamy, to już trochę źle.

Ale czy pieniądze stanowią o naszej wartości?
Dla bardzo wielu osób – tak. Dla niektórych – wprost przeciwnie. Najlepiej byłoby to wypośrodkować. Ludzie, którzy potrafią zarabiać w sposób zdrowy, mogą się ze swoich pieniędzy cieszyć i dobrze ich używać. Inni – jak to się mówi – zabijają się dla nich, a potem nie mają nawet czasu ich użyć, ucieszyć się z nich. Albo nie umieją się z nich cieszyć. Bo jeśli będą mieli lexusa, to minie ich bentley, a kiedy kupią sobie bentleya, to minie ich rolls-royce, no a kiedy już będą jechać rolls-royce'em, to nad nimi przeleci prywatny odrzutowiec… Oczywiście, zawsze można się ucieszyć, że ktoś ma aż tyle, pod warunkiem że dobrze z tego korzysta. Natomiast jeśli w środku zawiść cię skręca i nie uśniesz w spokoju, póki nie przebijesz marką samochodu sąsiada, to nigdy nie będziesz czerpać z pieniędzy radości.

Mówisz, by pozwolić sobie na bogactwo. A co, jeśli czujemy i wiemy, że ewidentnie jesteśmy przepłacani? Inni pracują od nas ciężej i dłużej, a jednak nie proponują im takich stawek jak nam? Cieszyć się czy uważać za niesprawiedliwość i starać się innym to jakoś wyrównać?
A to zależy od człowieka. Ci, którzy mają adekwatne poczucie własnej wartości, mogą to przyjąć i zrobić z tego dobry użytek, czyli posłać gdzieś dalej. Ale jeśli ktoś jest słaby i nieukonstruowany, uzna pewnie, że mu się należy, a potem się zdziwi, bo już nie dostaje. Znam ludzi, którzy nie potrafią się pogodzić z tym, że nie są już na szczycie. A inni mówią sobie: „E tam, przynajmniej raz udało mi się przespać w Ritzu” i pójdzie sobie do pensjonatu w Kołobrzegu, i też będzie w nim szczęśliwy.

Czyli można by podsumować tak: nauczmy się akceptować, kiedy dają nam pieniądze, nawet jeśli oferują za dużo, ale też gdy nam je zabierają. Na takiej samej zasadzie, jak cieszymy się, kiedy znajdujemy pieniądze, ale też uznajemy, że fair jest je czasem zgubić.
Dokładnie tak. A jeśli dobrze nam się wiodło przed kryzysem, a po kryzysie wiedzie nam się gorzej – cóż, takie są koleje. Opowiem ci pewną historię. Przyszły do mnie kiedyś dwie siostry, których ojciec był bardzo bogaty. Miał powodzenie w interesach, więc za zarobione pieniądze kupił córkom mieszkania. Aż nagle okazało się, że to, co produkowała jego fabryka, przestało być kupowane. Po prostu skończył się popyt. Znajomi mu doradzali: „Sprzedaj szybko maszyny i towar, a to, co z tego dostaniesz, złóż na koncie. Będziesz miał kapitał do końca życia”. Ale on się uparł – bo ta fabryka to była jego wielkość. Powiedział: „Będę produkował dalej”. I jeszcze dokupił kilka maszyn. No i kolejny raz splajtował. Żona zgodziła się sprzedać swoje futra, by ratować fabrykę, ale to nic nie pomogło. Wtedy zwrócił się do córek z żądaniem, by sprzedały swoje mieszkania, bo przecież dostały je od niego. I one przyszły do mnie, bym im powiedziała, czy mogą nie sprzedawać i nie pomagać w ten sposób tatusiowi. Spytałam tylko o jedno: czy prawnie mieszkania są ich. Tak. „No to w żadnym wypadku! Powiedzcie mu, żeby się wypchał. To są wasze mieszkania, które dostałyście w prezencie. Jesteście mu za to bardzo wdzięczne i tyle”.

Jeśli ktoś nam daje, to nie może żądać, żebyśmy oddali – bo w ten sposób chce zaburzyć przepływ?
Właśnie – gdy dał, nieprzymuszony, i skoro chcieliśmy od niego przyjąć, to jest to teraz nasze. Chyba że znowu pojawia się w naszej głowie ta myśl: „nie zasługuję”. Warto zrobić wtedy porządną terapeutyczną pracę nad tym, dlaczego wiecznie mam takie poczucie.

U podnóża skąpstwa też leży przekonanie: „nie zasługuję”?
Absolutnie tak. Skąpstwo cechuje osoby o tzw. osobowości anankastycznej – one niczego nie wypuszczają: uczuć, pragnień, prawdy. To taki człowiek z czopkiem w pupie.

Mówisz: miejmy szacunek do pieniędzy. Jeśli szanujemy naszego partnera, to chcemy z nim być, ale też pozwalamy mu odejść.
Zgadza się. Ale przede wszystkim go lubimy. Dlatego nie bądźmy ani niewolnikami pieniędzy, ani ich właścicielami. Bo one płyną, płyną przez cały świat.

Katarzyna Miller, psycholożka, psychoterapeutka, pisarka, filozofka, poetka. Autorka wielu książek i poradników psychologicznych m.in. „Instrukcja obsługi toksycznych ludzi” czy „Daj się pokochać dziewczyno” (wydane przez Wydawnictwo Zwierciadło).