1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Stopy i nogi to podstawa niezależności - tłumaczy Wojciech Eichelberger

Stopy i nogi to podstawa niezależności - tłumaczy Wojciech Eichelberger

Stopy i nogi to nasz kontakt z Ziemią, nasze ugruntowanie i siła. Co zrobić, żeby stać mocno na nogach? (fot. iStock)
Stopy i nogi to nasz kontakt z Ziemią, nasze ugruntowanie i siła. Co zrobić, żeby stać mocno na nogach? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Zdejmij buty, pończochy i popatrz na nie. Twoje stopy i nogi. Pozwól im chodzić boso. Nie dlatego, że są erotycznym gadżetem, ale dlatego, że to podstawa niezależności. Uwolnij stopy, wzmocnij nogi, a uwolnisz też siebie i ruszysz za swoją gwiazdą – mówi psychoterapeuta Wojciech Eichelberger.

Ty jako psycholog patrzysz i widzisz – idzie kobieta. Z nogami po szyję. I co sobie wtedy myślisz?
Współczuję… bo to, co najważniejsze w naszym życiu, zaczyna się i zależy od silnych, sprawnych nóg. Być samodzielnym to tyle, co stać na własnych nogach. Nogi kobiet nie mogą służyć do ozdoby. Nie mogą też być erotycznym gadżetem, jak tego chcą mężczyźni. Bo nogi to fundament ludzkiego poczucia równowagi, mocy, oparcia w sobie i autonomii – zarówno w wymiarze fizycznym, jak i psychicznym. Jeśli z nogami coś jest nie tak, to ciało i psyche za to płacą. Na przykład płaskostopie – spowodowane często tym, że rodzice zbyt wcześnie stawiali nas na nogach – powoduje zablokowanie stawów skokowych, iksowanie kolan, nieprawidłowe obciążenie stawów biodrowych itp. A w efekcie trudno nam bez wysiłku i z gracją się poruszać, uprawiać sport. Osłabia się nasza pozycja w grupie, co negatywnie odbija się na poczuciu wartości itd. Widać, że nierozwinięta w pełni, słaba stopa wpływa na wiele wymiarów życia. Najbardziej widocznym jest skłonność do wypychania kolan do tyłu. Optymalnie kolana powinny być lekko ugięte. To podstawa poczucia ugruntowania, czyli mocnego stania nogami na ziemi, czytaj: autonomii, a także niezbędne wsparcie dla inklinacji wolnościowych. Wyprostowane kolana osłabiają czworogłowy mięsień uda, który powinien amortyzować wstrząsy i gwałtowne zakręty na drogach naszego życia, a także dźwigać jego ciężar. Słaby mięsień czworogłowy sprzyja obawom przed wyzwaniami i niechęcią do brania na siebie ciężaru odpowiedzialności.

Wiemy o stopach tylko tyle, że to erotyczny gadżet...
No dobrze, niech sobie stopy będą erotycznym gadżetem mężczyzn, ale kobiety muszą pamiętać o tym, że to podstawowy element konstrukcji ich ciał. Mają pełnić służbę i dlatego muszą być mocne, elastyczne i mieć dwa wysklepione podbicia: poprzeczne i podłużne, które pełnią funkcję resora i amortyzatora. Brak wysklepionych podbić sprawi, że trudno się będzie na coś wybić, doskoczyć do jakiegoś poziomu, wspiąć się wysoko, a nawet stanąć na palcach, aby coś dalej zobaczyć. Trudno też gonić i uciekać, podskakiwać z radości, gnać przed siebie i ruszyć w długi marsz. Wszystkie te niemożności sprawią, że nie będziemy w stanie dotrzymać kroku i pozostaniemy w tyle, co skaże nas na uzależnienie od silniejszych i sprawniejszych. Stopy nie służą tylko do stania na ziemi. Są ważnym energetycznym połączeniem z ziemią i regulatorem termostatu organizmu. Żeby stopa mogła sprostać wszystkim tym obowiązkom, trzeba od urodzenia dostarczać jej stymulacji. Dotykanie i masaż stóp zarówno u dzieci, jak i u dorosłych wpływa dobrze na wiele życiodajnych organów. W podeszwach stóp znajdują się neuroreceptory, które potrafią optymalizować pracę różnych urządzeń organizmu. Więc chodźmy jak najwięcej, gdzie się da, na własnych nogach. Ograniczajmy czas, jaki nasze stopy spędzają w pokrowcach – nie odcinajmy ich od świata. Chodzenie w butach na sztywnych podeszwach wyłącza z użycia do 30 proc. mięśni stóp. Używajmy stóp. Stymulujmy, chodząc boso po ziemi, po piasku, po lesie, a nawet chwil parę po śniegu i, oczywiście, po domu. Nagrodą będzie lepszy kontakt ze światem, lepsza regulacja temperatury ciała, więcej zdrowia oraz poczucia swobody i niezależności.

Jak Wojtek Cejrowski – boso przez świat.
W tej sprawie to bardzo dobry wzorzec. Stopy mają podobną wrażliwość jak dłonie, dlatego gdy jesteśmy na bosaka, czujemy więcej. Przez lata prowadziłem intensywne kilkudniowe terapie grupowe. Gołe stopy były wtedy dla mnie pomocą. Dodawały energii i pozwalały więcej czuć. Ale, niestety, większości warsztatów nie da się prowadzić na bosaka ze względu na etykietę stroju. Stóp nie sposób się nachwalić. W podstawowym wymiarze wpływają na całe nasze życie, na to, że możemy poczuć tę pewność: Jestem, stoję i się nie boję. Nawet przedmiotem erotycznej fascynacji stają się 
z tego właśnie powodu, że są świetnie unerwione i wrażliwe, są optymalnym kanałem dotykowego dostępu do drugiego człowieka. W grze erotycznej: zaczynamy na ogół od dłoni, bo są bliżej serca, a potem szukamy kontaktu ze sferami intymnymi poprzez stopy. Bo dłoniom bliżej do serca, a stopom do genitaliów. Dlatego dotykanie stóp jest przez ludzi odbierane jako bardziej erotyczne niż dotykanie dłoni.

Co więc jest z seksem, gdy mamy płaskostopie?
Jak już powiedzieliśmy, stopa, która nie jest odpowiednio wykształcona, silna i żywa, stanowi dla reszty ciała mało stabilną podstawę. Sprawność seksualną i siłę doznań seksualnych mogą wtedy ograniczać źle ustawione stawy biodrowe, czyli zablokowane biodra i nadmiernie wklęsły lędźwiowy odcinek kręgosłupa (kifoza). Krótko mówiąc, na płaskich stopach może być trudniej dotrzeć do zdrojów seksualnej rozkoszy głęboko ukrytych w dżungli naszych nieświadomych możliwości.

I to już tak będzie przez całe życie?
Korekta i poprawa są zawsze możliwe, jeśli się do tego przyłożymy. A przyłożyć się łatwiej, gdy zrozumiemy znaczenie i korzyści wynikające z naprawczych działań. Poczucie się we własnym ciele wygodnie, bezpiecznie i godnie bardzo wiele zmienia. Nieporównywalnie więcej niż poczucie się wygodnie i bezpiecznie w dobrym samochodzie. Lepiej więc inwestować w ciało. Bo prawdziwie stojąc na własnych nogach, nie musimy się wywyższać, wspinać się na palce ani szpanować imponującymi fasadami powyżej bioder i pasa – ani więzić w nadętej klatce piersiowej uczuć i tęsknot naszego serca. Po prostu sobie jesteśmy, bez problemów przyjmując pory roku, wichury i kaprysy pogody – jak dobrze zakorzenione drzewo.

A więc ortopeda obok psychoterapeuty – na brak szacunku dla samego siebie...
Mądry ortopeda, który potrafi spojrzeć na całą budowę ciała. Ale jest też gałąź psychoterapii, która jako kanału dotarcia do osobowości i jej korekty używa ciała. Znajdziemy w niej wiele ćwiczeń sprawdzających sprawność stóp i nóg. Jedno z nich to przysiady na jednej nodze. Stajemy na niej z palcami stopy skierowanymi w przód, drugą nogę unosimy i chwytamy mocno za palce stopy. Kolano uniesionej nogi może być ugięte. Drugą rękę wyciągamy przed siebie. Następnie, prostując  uniesioną nogę, robimy przysiad (pośladek dotyka pięty, pięta – podłoża) i dźwigamy się w górę. W ten sam sposób sprawdzamy drugą nogę. Wykonanie tego ćwiczenia jest bardzo trudne. Niemniej cierpliwe ćwiczenia doprowadzą nas prędzej czy później do upragnionego rezultatu.

Ilustr. Paweł Jońca Ilustr. Paweł Jońca

Zawsze miałam kompleks grubych nóg, bo w młodości biegałam i jeździłam na rowerze, więc wyrobiłam sobie mięśnie.
To, co mówisz, streszcza problem damskich nóg. Kobiety gremialnie porzucają możliwość czucia się wygodnie i autonomicznie na własnych nogach na rzecz wypełniania męskich stereotypów. Widać ciągle najważniejsze jest to, by podobać się mężczyznom. Nie dawniej niż sto lat temu doceniano jeszcze siłę nóg, także kobiecych. Szczupłe nogi nie były w cenie, świadczyły bowiem o tym, że kobieta jest słaba, niewydolna: nie będzie mogła długo iść, pracować, krzątać się, dźwigać brzucha, gdy będzie w ciąży, nosić dziecka – w ogóle trudno jej będzie zachować równowagę w trudnych okresach życia. Gadżetem seksualnym była wtedy mocna, umięśniona noga.

To jak modne, szczupłe nogi mają się do naszej emancypacji?
Tu emancypacja jest pozorem. Kobiety ulegają złudzeniu, że to jest ich, że one z takimi nogami się najlepiej czują. Ale to mężczyźni wymyślili ten kanon kobiecej urody, bo daje im on szansę na kontrolę i przewagę nad kobietami. W tym kanonie wyraża się męska tęsknota za kobietą dzidzią ledwie trzymającą się na cienkich ziksowanych nóżkach i chyboczącą na obcasach. Słabe stopy i słabe nogi równa się niesamodzielność. Dodatkowe destrukcyjne działanie tego stereotypu polega na tym, że instaluje on negatywny stosunek do własnego ciała u kobiet, które z różnych powodów nie są w stanie mu sprostać. Taki wewnętrzny konflikt dodatkowo pozbawia je sił i uzależnia od mężczyzn.

Skoro szczupłe nogi to słabość, to czemu prezeski i kobiety władzy są szczupłonogie?
Pani Merkel nie musi udawać modelki, aby podobać się mężczyznom i światu. Ma realną władzę i realne osiągnięcia. Tylko te kobiety, które nadal aspirują i walczą na męskim boisku, utrzymują swoje ciała w morderczej dyscyplinie. Im mniej ciała, tym lepiej. Poza tym gdzieś w tyle ich głowy jest zawsze jakiś mężczyzna, o którego uznanie zabiegają, któremu chcą coś udowodnić. Często jest to nadmiernie wymagający ojciec. Kobieta, która ma przekonanie, że musi się bardzo starać o swoje prawo do autonomicznego bytu na tym męskim świecie, gotowa jest doprowadzić się do ostateczności. Oddajmy też sprawiedliwość tym prezeskom, które aby sprostać konkurencji i obciążeniom, bardzo dbają o siłę swoich ciał – w tym stóp i nóg – chodzą na siłownię, na jogę, jeżdżą na rowerze, zatrudniają indywidualnych trenerów. Ich celem nie jest podobanie się mężczyznom, lecz bycie sprawną, zdrową i silną.

Co kobieta może zmienić, zmieniając swoje nogi? Czy rozwiązaniem dla modelki jest siłownia?
Oczywiście. A przede wszystkim bieganie, gry, które wymagają dużo od nóg. Odrzucenie lęku przed ćwiczeniami, przed tym, że wyrobią się jej mięśnie. Po to są nogi, żeby miały mięśnie. Taka postawa, że nogi to tylko skóra i kości, czyli gadżet seksualny, ma krótkie nogi, ponieważ w końcu przestajemy funkcjonować na rynku seksualno-politycznym, bo się starzejemy, a poza tym ten mężczyzna, o którego uznanie tu szło, znajduje czasem młodszą i wtedy trzeba stanąć na własnych nogach – a nie ma jak. I dlatego o mocne nogi trzeba dbać od początku, zwłaszcza gdy się jest „długo- i szczupłonogą. Dlatego kobiety uzależnione od wysokich obcasów albo z jakichś powodów zmuszone na nich chodzić po domu powinny chodzić na bosaka. A najlepiej ćwiczyć nogi, konstruując domowe obuwie, które pod palcami ma grubszą podeszwę niż pod piętą. Taki but można samodzielnie wykonać z drewniaków. W takim bucie stopa jest ustawiona tak, jakbyśmy cały czas szli pod górę. To sprawia, że trzeba ugiąć kolana, naciągnąć ścięgno Achillesa i zmusić do pracy mięsień czworogłowy uda. Jeśli jeszcze zadbamy o to, żeby nie iksować kolan, czyli stawiać stopy na zewnętrznych krawędziach, to pomału, dzięki cierpliwej i ciężkiej pracy, zdołamy zmienić ważny wymiar życia. Pomaganie ludziom w sposób integralny musi uwzględniać wymiar ciało/psyche i ugruntowanie człowieka, zanim zaczniemy pracę nad sprawami trudniejszymi: z poziomu uczuć, związków, poczucia wartości, kontroli, sprawczości i seksualności itd.

Każesz pacjentom chodzić w butach z obcasem z przodu?
Zachęcam do ćwiczeń domowych lub udziału w specjalnych warsztatach. Alexander Lowen, jeden z twórców psychoterapii, która uznaje ciało za główny kanał dotarcia do nieświadomości i pracy nad nią, stworzył trzy podstawowe procedury do pracy z różnymi obszarami ciała. Dla nóg zalecał także chodzenie na bosaka po piasku, mielenie palcami drobnych kulek lub ziaren, bieganie po plaży. Można też gołe stopy postawić na początku szala i zwijać go pod nie palcami. Są też ćwiczenia bardziej wymagające. Pierwsze składa się z trzech pozycji, zaczynamy od tzw. żabki. Przysiad na obu nogach, stopy równoległe, barki pomieszczone między kolanami, a więc stopy są dociążone i oparte na zewnętrznych krawędziach. I tak próbujemy wytrzymać, przezwyciężyć pierwszą i drugą barierę bólu. Ale gdy ból jest ostry, kłujący, wtedy powoli wstajemy. Tak rozciągamy stawy i ustawiamy to, co jest wadliwie ułożone, we właściwej pozycji. Przyzwyczajamy nogi do większych obciążeń. Kolejna pozycja to tzw. małpa. Wstajemy z żabki, ale tylko unosząc biodra, głowa w dole, ręce zwisają luźno, palce dłoni lekko dotykają podłogi, stopy jak przyklejone do ziemi, zawsze w tym samym miejscu, kolana lekko zgięte, skierowane na zewnątrz. Stoimy i przekraczamy drugą i trzecią granicę bólu. Następnie pomalutku się prostujemy, głowę podnosimy na końcu, ale ręce unosimy tak, jakbyśmy obejmowali drzewo. I tak się ta trzecia pozycja nazywa: drzewo. I znów stoimy tak, jak długo możemy wytrzymać. W miarę jak będziemy dochodzić do wprawy, wzmacniać się i naprawiać nogi, te ćwiczenia mogą trwać znacznie dłużej.

Moda odsłoniła męskie stopy. Czy za tą zmianą w wizerunku poszła jakaś głębsza przemiana?
Tak, dzięki temu męskie stopy stały się obecne w świadomości mężczyzn jako część ciała, a tego mężczyznom brakowało. Brakowało więc im podstawy tej cielesnej wrażliwości, jaką daje chodzenie na bosaka, świadomość stóp. Mężczyźni i kobiety powinni chodzić w klapkach, w takich, które trzeba przytrzymywać palcami – to ważne zwłaszcza dla ludzi z płaskostopiem – choć na początku będzie trudno.

Mottem naszego cyklu o ciele jest zdanie z twojej książki, że ciało i dusza to dwie emanacje tego samego. A jeśli tak jest, to czym jest to, co przez nie emanuje?
Ty. Ty emanujesz przez swoje ciało, psychikę i ducha. To, co emanuje, jest stałe, niezależne i niezmienne. Tworzy jedynie przestrzeń, by formy, które przyjmuje, mogły się w pełni wyrazić, zrealizować swój potencjał.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Kobiece miejsca intymne - jak się o nie zatroszczyć?

Joni to kwintesencja kobiecości, wartość, nie wstyd. (Fot. iStock)
Joni to kwintesencja kobiecości, wartość, nie wstyd. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Joni – symbol żeńskich narządów płciowych, przedstawiany w hinduskich świątyniach w kształcie kwiatu, trójkąta lub romboidalnego owalu. Przed wiekami otaczany czcią. A dziś?

Medycznie brzmiąca „wagina”, biblijne „łono”, pieszczotliwie – „muszelka”? Jak mówić o „kwiecie swojego sekretu”? I czy w ogóle jakoś go nazywać? Problemu z terminologią okolic intymnych do tej pory nie rozwiązali ani teoretycy języka, czyli językoznawcy, ani praktycy, czyli pisarze. Wszystkie znane w języku polskim określenia są albo zbyt medyczne, albo zbyt dziecinne, albo zbyt wulgarne, ewentualnie zbyt poetyckie. Jakoś nie udaje się uchwycić sensu w jednym trafnym słowie. Czyżby tabu nadal obowiązywało?

Zdaniem psychologów i terapeutów winny naszemu zawstydzeniu w mówieniu, a nawet myśleniu o – nazwijmy ją jednak Joni – jest trening czystości, jaki przeszłyśmy w dzieciństwie, czyli krytyka, a nawet kary w przypadku zbyt długotrwałego moczenia się, zawstydzanie dziewczynki, nauka, że „te miejsca” są „fe”, wstydliwe, należy je ukryć, a najlepiej w ogóle zapomnieć o ich istnieniu. Dziewczęta tak wychowywane nie tylko rzadziej myślą czy mówią o swoich narządach płciowych, ale też zmagają się z niejednym problemem fizycznym: ich waginy bywają „zaciśnięte”, jakby odcięte od reszty ciała, a to powoduje na przykład brak satysfakcji w seksie.

– A także napięcia mięśniowe, odczuwane w postaci bólu w trakcie kontaktu intymnego, podczas oddawania moczu czy zaburzenia czucia w okolicy warg sromowych – dodaje Jacek Sobol, terapeuta manualny. – Napięcie mięśniowe w miednicy małej jest ściśle powiązane z ogólnym napięciem układu nerwowego, a to skutkuje na przykład brakiem koncentracji, rozkojarzeniem czy bólami głowy.

Jeśli więc nie byłaś szczęściarą, której rodzice jako kilkulatce z pełną radością robili zdjęcia na golasa i po dziś dzień pokazują z upodobaniem, jak piękna byłaś w całości, a Joni najbardziej – możesz czuć się zakłopotana, nawet czytając ten artykuł. I z pewnością przyda ci się myśl, że Joni to kwintesencja kobiecości, wartość, nie wstyd. Lecz, gdyby przyszło ci do głowy popaść w drugą skrajność, to, aby nie było na nas, ostrzegamy: co prawda erotyczna bielizna, modna fryzura intymna czy uwodzicielski kolczyk to zdaniem wielu atrybuty nowoczesnej, wyzwolonej seksualnie kobiety; intrygująca przeciwwaga do ciepłych majtek, naturalnego owłosienia – ale jednak nie eksperymentujmy wbrew sobie. I miejmy pełną świadomość, że strefy intymne kobiety w wydaniu, w jakim stworzyła je natura, zasługują na adorację również bez poprawek. I że innowacje, na które mamy ochotę, nie szkodzą tym wrażliwym rejonom.

Troskliwa pielęgnacja

Skóra okolic intymnych to najdelikatniejsze miejsce ciała. Jej pH ma odczyn kwaśny (około 4,5), a to oznacza, że klasyczne mydło o odczynie zasadowym może niszczyć naturalny płaszcz ochronny. Specjalny płyn do higieny intymnej nie jest więc kolejnym wynalazkiem, który próbują ci wcisnąć specjaliści od marketingu. Jak go wybrać? Czytaj opisy na opakowaniach. Na liście składników czołowe miejsce powinien zajmować kwas mlekowy, który działa grzybobójczo i przeciwzapalnie (podobnie jak wyciąg z rumianku, nagietka czy macierzanki). Z kolei alantoina, wyciąg z lukrecji czy prowitamina B5 to najlepsi sojusznicy w zapobieganiu podrażnieniom. A preparat, który pomaga uniknąć nieprzyjemnej suchości, powinien mieć w składzie natłuszczającą lanolinę, glicerynę albo oleje roślinne. Furorę robią też probiotyki, bezkonkurencyjne w utrzymywaniu w ryzach mikroflory bakteryjnej. Preparat z ich dodatkiem warto sobie sprawić zwłaszcza podczas kuracji antybiotykowej.

Ważna jest bielizna, którą nosisz

Powinna być uszyta z „oddychających” materiałów, a najlepiej po prostu z bawełny. Szorstkie koronki czy wpijające się stringi mogą niepotrzebnie podrażniać wrażliwą strefę intymną. Anna Ulman, lekarz medycyny, specjalista ginekologii i położnictwa, odradza noszenie stringów na co dzień. Podobnie ostrożnie odnosi się do całkowitej depilacji włosów łonowych.

– Z punktu widzenia medycyny nadmierne owłosienie łonowe nie jest wskazane – tłumaczy. – Zatrzymuje resztki bakterii, co może powodować stany zapalne, odparzenia. Jednak całkowite pozbawianie się włosów także nie jest korzystne, gdyż pełnią one rolę warstwy ochronnej pomiędzy bielizną a ciałem.

Zdaniem Desmonda Morrisa, autora książki „Naga kobieta”, ów „welon natury” jest ważnym sygnałem wizualnym. W czasach, gdy chodziliśmy po świecie w strojach Adama i Ewy, wskazywał, że pod względem seksualnym kobieta jest już dojrzała. Widoczne owłosienie łonowe wzmacniało reakcję seksualną mężczyzny, a jego brak ją blokował. Zdaniem seksuologów działa ono także jak amortyzator oddzielający skórę mężczyzny od skóry kobiety podczas energicznego stosunku seksualnego.

Dziś modna jest tzw. braziliana, czyli całkowite usunięcie włosów. Choć może być seksowna i dodawać pewności siebie, to korzystna dla strefy intymnej nie jest. Dlatego lepiej wybrać mniej radykalne usuwanie owłosienia i poddać się mu w salonie kosmetycznym, woskiem, nigdy golarką. Zapobiegniesz wrastaniu włosków, krostkom i stanom zapalnym.

Wagina jako źródło siły

Pod takim tytułem prowadzone były warsztaty w ramach działalności portalu Seksualność Kobiet. Na zajęcia przychodziły kobiety w różnym wieku, od maturzystek po panie po pięćdziesiątce.

– Podczas spotkań zajmujemy się historią kobiecej seksualności, postrzeganiem narządów płciowych na przestrzeni wieków, legendami, mitami, czyli odczarowywaniem wagin – mówi Voca Ilnicka, założycielka portalu. – Oglądanie waginy w lusterku, jedno z ćwiczeń „do wykonania” w intymnym zaciszu domowym, oswaja z fizycznością. Kobieta bywa zaskoczona tym, co ujrzy. Pojawić się mogą silne emocje: niechęć, zaciekawienie, a nawet radość i zachwyt.

Kobiety, które zdecydowały się tego doświadczyć, twierdzą, że oswajają się z widokiem najintymniejszych części swojego ciała, poznają indywidualną budowę. Jeśli miały wcześniej problem z zaakceptowaniem siebie w całości, mogą to zmienić. Zaczynają myśleć: „każda część ciała warta jest szacunku, jest mną”. Niby żyjemy w czasach bez tabu, a jednak sporo kobiet wciąż myje intymne rejony pospiesznie i z zawstydzeniem, nie chce też by partner całował te miejsca lub dotykał.

– O seksie nauczyliśmy się już rozmawiać – tłumaczy Voca Ilnicka. – Jakie techniki preferujesz, czy stosujesz antykoncepcję, jak możesz zadowolić partnera – na takie rozmowy mamy większe przyzwolenie. Czasem przyjmuje to nawet postać dyktatu, nie przyznamy się do niechęci. Ale seksualność to nie tylko to, co dzieje się w sypialni. Oswajanie miejsc intymnych to ważny element kobiecej świadomości. Można przecież depilować je zgodnie z najnowszymi trendami, ozdabiać piercingiem, a jednocześnie odrzucać tę część ciała. Wtedy, mimo pozorów, trudno będzie czerpać radość z seksu i miłości – kwituje.

Poniżej ćwiczenia na rozluźnienie napięć i ukrwienie okolic intymnych

1. Połóż się na plecach, zegnij nogi w kolanach, stopy oprzyj na ziemi. Ręce połóż w okolicy podbrzusza. Biorąc wdech, podciągnij dłońmi brzuch do góry. Następnie połóż dłonie nad pępkiem i przy wydechu spychaj brzuch w dół. Wykonaj te ruchy kilkanaście razy. Poczuj, jak twoje ciało reaguje na ten masaż.

2. Rozszerzona wersja tego ćwiczenia – na wydechu nie spychaj brzucha w dół, zostaw ręce w punkcie, do którego podciągnęłaś go przy wdechu. Przy kolejnym spróbuj podciągnąć go jeszcze wyżej, przy wydechu nie rób nic. Kiedy poczujesz, że brzuch nie chce się już wyżej podciągnąć, przy wydechu popchnij go dłońmi w dół.

3. Stań w rozkroku. Prawą nogę ugnij w kolanie, lewą trzymaj wyprostowaną, przykucnij. Nie skręcaj miednicy, patrz prosto przed siebie. Poczuj mięśnie wewnętrznej strony lewego uda. Następnie zmień nogi. Wykonaj to ćwiczenie kilka razy.

Źródło: Specjalistyczna Poradnia Rehabilitacyjna ORTO

  1. Zdrowie

Psychosomatyka - wsłuchaj się w swój organizm

Kiedy mówimy o zdrowiu, mamy zwykle na myśli kondycję ciała. Zachodnia medycyna – przy wszystkich swoich wspaniałych osiągnięciach – wciąż podtrzymuje podział między ciałem a umysłem. (Fot. iStock)
Kiedy mówimy o zdrowiu, mamy zwykle na myśli kondycję ciała. Zachodnia medycyna – przy wszystkich swoich wspaniałych osiągnięciach – wciąż podtrzymuje podział między ciałem a umysłem. (Fot. iStock)
Czym jest choroba? Problemem? Usterką? A może wiadomością od kochającego ciała? Masz prawo wybrać, w co wierzysz... Masz też wszystko, czego potrzeba, by współpracować ze swoim ciałem. Czy jesteś gotów uznać je za najlepszego przyjaciela, gdy woła „dość!”? Odczytać wiadomość, którą poprzez ból czy inny objaw chce ci przekazać?

Tego rodzaju opracowań jest więcej. Wystarczy wspomnieć „Wpływ emocji na zdrowie” Debbie Shapiro oraz „Twoje ciało mówi: pokochaj siebie” Lise Bourbeau. A przecież mamy też Totalną Biologię, Biologikę, medycynę chińską czy germańską. Interpretacje w poszczególnych systemach mogą się różnić, ale założenie jest to samo: ciało ma ci coś ważnego do powiedzenia. Szepce, prosi, w końcu krzyczy... Zamiast złościć się, że słabe, niedoskonałe – uszanuj jego potrzeby. Jak reagujesz na sygnały płynące z ciała? Czy przeziębienie znaczy dla ciebie „Za lekko się ubrałem”, „To przez ten deszcz”, a może dostrzegasz więcej? Według Louise Hay, autorki przełomowych poradników na temat wpływu na własne ciało, nazywanej „królową New Age’u”, przeziębienie niesie w sobie komunikat: „Zbyt wiele dzieje się naraz”. Oznacza psychiczny zamęt, drobne urazy. Znam wiele osób, które przy pojawieniu się każdej dolegliwości zaglądają do słynnych tabelek Hay (z jej książek „Możesz uzdrowić swoje życie” i „Możesz uzdrowić swoje ciało”). Jak to działa? Znajdujesz w wykazie alfabetycznym chorobę, sprawdzasz jej przyczynę emocjonalną lub mentalną, a obok masz podany nowy wzorzec myślowy, pomagający wprowadzić stosowne zmiany (dla przeziębienia brzmi on: „Pozwalam umysłowi odpocząć i zaznać spokoju. Jasność i harmonia są we mnie i wokół mnie”).

Naturopatka, którą odwiedzam od lat, zwykła powtarzać: „Nie pozbędziemy się tej dolegliwości, dopóki nie dowiemy się, jaka emocja za nią stoi”. Owszem, można stosować doraźne remedia, wyciszyć objawy, ale posłaniec, którego nie zrozumiemy, będzie wracał. W książce „Wsłuchaj się w swoje ciało” (wyd. KOS) Lise Bourbeau, założycielka największej szkoły rozwoju duchowego w Quebecu, podaje przykład sąsiada, który puka w nocy do drzwi, żeby powiedzieć ci, że nie wyłączyłeś świateł w samochodzie. Wie, że potrzebujesz auta na dojazd do pracy, dlatego zależy mu na przekazaniu informacji. Jeżeli zignorujesz jego pukanie, wróci – z nadzieją, że wreszcie cię obudzi. Nie chce ci dokuczyć, po prostu lubi cię i chce pomóc. Możesz nie reagować, tyle że wtedy prawdopodobnie akumulator samochodu się wyładuje... Może więc lepiej wstać, odebrać wiadomość, podziękować i zająć się sprawą?

Być w kontakcie

Kiedy mówimy o zdrowiu, mamy zwykle na myśli kondycję ciała. Zachodnia medycyna – przy wszystkich swoich wspaniałych osiągnięciach – wciąż podtrzymuje podział między ciałem a umysłem. Jednocześnie coraz więcej mówi się o chorobach psychosomatycznych i wpływie stresu na zdrowie. Tak, ciało reaguje nieustannie na nasze przekonania, emocje, stany. Jeśli więc utkniemy w pewnych wzorcach myślowych albo będziemy wypierać niechcianą emocję, wcześniej czy później znajdzie to odbicie w ciele. Tak naprawdę wszyscy mamy tego mniejszą lub większą świadomość. Mówimy: „W tej pracy nabawiłem się wrzodów”, „Nie trawię tego zachowania” albo „Jeśli czegoś nie zmienię, dostanę zawału”. Nauczycielka duchowa Debbie Shapiro w książce „Wpływ emocji na zdrowie” przypomina na tę okoliczność scenę z filmu „Manhattan” Woody’ego Allena. Gdy dziewczyna głównego bohatera oznajmia, że porzuca go dla innego mężczyzny, ten wydaje się spokojny. Ale to tylko pozory. „Nie złoszczę się – tłumaczy – zamiast tego hoduję sobie guzy”.

„Twoje fizyczne ciało jest najcudowniejszą maszyną, jaka istnieje na tym świecie” – twierdzi Lise Bourbeau. Kanadyjka nie ma też wątpliwości, że (choć może się to wydawać trudne do przyjęcia) to my prowokujemy nasze choroby i wypadki. To sposób wewnętrznej komunikacji. Weźmy ból kolana – zdaniem Bourbeau (ale też Hay i Shapiro) oznacza on, że jesteś mało elastyczny, zbyt uparty. „To, jak ważne są kolana, uświadamia nam pozycja klęcząca” – pisze Debbie Shapiro. „Klękamy na znak poddania – zwykle jakiejś władzy zwierzchniej. Zginając nogi w kolanach, możemy się pochylić, poddać, pokłonić, dać coś komuś lub oddać mu pole, a także okazać pokorę”. Dolegliwości gardła w większości opisów łączone są z zablokowaną ekspresją (również twórczą). Ze zdławioną złością. Prawdopodobnie coś domaga się wypowiedzenia... To zaproszenie do pełniejszego wyrażania swojego „ja”. Inne opisy i diagnozy wydają się równie logiczne: bóle pleców wskazują na nadmierną odpowiedzialność i nieprzyjmowanie wsparcia, choroby jelit – na lęk przed porzuceniem tego, co stare i niepotrzebne, a wypadki – na poczucie winy (nie możesz sobie czegoś wybaczyć i wymierzasz sobie karę). Jednocześnie warto pamiętać, że to tylko niezobowiązujące podpowiedzi i nie należy traktować ich zbyt ortodoksyjnie. Każde ciało jest jedyne, niepowtarzalne. Znam przypadek osoby z niedosłuchem, która wciąż atakowana była przez „życzliwych” pytaniem „Czego nie chcesz usłyszeć?”. To niekoniecznie pomaga...

Kluczowe jest, by zwrócić uwagę na ostrzeżenie. Coś boli, kurczy się, ciąży? Twoje ciało mówi, że jakaś postawa, którą przyjąłeś, nie jest dla ciebie korzystna. Że nie poruszasz się zgodnie z nurtem życia. Czy wiesz, że większość przekonań, na których się opieramy, sięga czasów wczesnego dzieciństwa? A to bardzo przestarzały program operacyjny... Nic dziwnego, że ciało upomina się: zmień, uaktualnij, to nie działa! Sęk w tym, że niektóre przekonania stają się naszymi wartościami i zasadami, a wtedy naprawdę trudno dostrzec, jak bardzo nas ograniczają. Zaczynamy łączyć je z koncepcjami dobra i zła, zapominając, że to, co nazywamy naszą wewnętrzną prawdą, ma prawo podczas rozwoju ewoluować. „Gdy pojęcia dobra i zła są mocno zakorzenione, stajesz się zaskorupiały i sztywny wobec samego siebie i innych” – ostrzega Lise Bourbeau. „Przechodzą ci koło nosa wspaniałe okazje, chwile, dzięki którym mógłbyś stać się szczęśliwszy. Tak bardzo zajęty jesteś krytykowaniem innych, że nie widzisz, co dzieje się w twoim własnym życiu, co mógłbyś uczynić dla siebie samego”.

Stać się całością

Co zatem możesz zrobić? Usiądź i jak proponuje Lise Bourbeau – wypisz na kartce wszystkie dolegliwości, jakie ci doskwierają. Podziękuj za przekazane wiadomości i poproś nadświadomość, by pomogła ci odszyfrować ich znaczenie. Możesz zajrzeć do opisów dolegliwości w dostępnych źródłach, wynotowując to, co wydaje ci się istotne. A potem odpowiedz sobie na pytania:
  1. Jakie określenia najlepiej opisują stan, w jakim jestem i jak czuję się w tym stanie?
To pierwsza warstwa problemu – blokada fizyczna.
  1. a. Co uniemożliwia mi moja dolegliwość? (szukamy zablokowanych pragnień) b. Kim w związku z tym nie mogę być w życiu?
Odpowiedzi na te pytania pomagają – według kanadyjskiej terapeutki – zidentyfikować blokadę emocjonalną.
  1. Gdybym pozwolił sobie na bycie w życiu… (odpowiedź na pytanie 2b), co mogłoby mi się przydarzyć nieprzyjemnego i niepożądanego i jak oceniliby mnie inni?
Na tym etapie docieramy do blokady mentalnej, czyli przekonania, które blokuje twoje pragnienia i uniemożliwia ich realizację.

Zwróć uwagę na pytanie 2a. Jeśli dokładnie określisz, co uniemożliwia ci twoja dolegliwość, dużo łatwiej będzie ci znaleźć jej głęboką przyczynę – podkreśla Lise Bourbeau. I podaje przykład kobiety, która zgłosiła się do niej z zapaleniem ścięgna w prawym ramieniu. Oznajmiła, że ból uniemożliwia jej grę w tenisa (choć przeszkadzał jej niewątpliwie również przy innych, dużo ważniejszych, czynnościach). Terapeutka poszła tym tropem i spytała pacjentkę, co skłoniło ją do zapisania się na lekcje tenisa. Okazało się, że pacjentce zależało na znalezieniu rozrywki – brała życie zbyt serio. Jednak po jakimś czasie koleżanki z klubu namówiły ją na cotygodniowe rozgrywki. Partnerka od dubla czyniła jej uwagi – rozrywka zamieniła się w poważną rywalizację... Gdyby nie kontuzja, pewnie kobiecie trudno byłoby zaprotestować, może nawet nie zauważyłaby, że sprawy przyjęły niepożądany obrót. Jak widać, dolegliwości nie muszą sugerować, że mamy się z czegoś wycofać. Raczej, że coś przegapiliśmy, że wymagana jest zmiana podejścia.

Odpowiedz więc uczciwie na pytania i sprawdź, co przyczyniło się do zakłócenia równowagi. Bądź dla siebie łagodny. Wybacz sobie. Uwierzyłeś w coś, co do tej pory nie pozwoliło ci być w pełni sobą. Miałeś swoje powody. Nawiąż kontakt ze swoim Wewnętrznym Dzieckiem – sugeruje Bourbeau. Tym, które – wskutek trudnych doświadczeń, cierpienia – wyrobiło sobie jakąś opinię na temat otaczającego go świata. Czy to przekonanie wciąż jest silne? Czy jesteś gotów pożegnać je i zacząć ujawniać swoje pragnienia? Nie oznacza to, że – docierając do tego miejsca – masz rezygnować z opieki lekarskiej. Dobrze jednak mieć świadomość tego, czym jest pełne uzdrowienie. To coś więcej niż przywrócenie prawidłowej funkcji jakiegoś narządu lub części ciała. „Według definicji przyjętej przez Światową Organizację Zdrowia, zdrowie to całkowity fizyczny, umysłowy i społeczny dobrostan” – przypomina Debbie Shapiro. Jej zdaniem uzdrowienie oznacza, że mamy wyjść poza schematyczne podziały na dobro oraz zło i na nowo stać się całością. „Musimy spowodować, by to wszystko, co dotychczas ignorowaliśmy, czemu zaprzeczaliśmy, co odpychaliśmy od siebie lub czego chcieliśmy się pozbyć, stało się częścią nas – musimy objąć to świadomością i sercem, włączyć w swoje życie. Na tym właśnie polega proces uzdrawiania”.

Co mówi ból?

Według Louise Hay każdy ból jest oznaką winy. „Wina zawsze szuka ukarania, a kara powoduje ból. Chroniczny ból wywodzi się z chronicznego poczucia winy, często zalegającego tak głęboko, że nawet nie jesteśmy tego świadomi” – pisze. Zgodnie z tym podejściem:
  • bóle głowy są spowodowane umniejszaniem własnej wartości. „Przy następnym bólu głowy zastanów się, za co się obwiniasz” – radzi Hay. „Wybacz sobie, pozwól temu odejść, a ból głowy rozpłynie się w nicości, z której przybył”;
  • bóle zatok odczuwane w okolicach czoła i nosa świadczą o tym, że irytuje cię ktoś w twoim otoczeniu, ktoś bliski. „Możesz nawet odczuwać, że cię przytłacza” – dodaje Hay.
  • ból gardła to zawsze złość. Jeśli jest połączony z przeziębieniem, zazwyczaj oznacza to zagubienie. Zapalenia krtani to oznaka, że jesteśmy tak źli, że nie możemy mówić.
Zdaniem Hay także wypadki, które nam się przydarzają, nie są wypadkami, a konsekwencją psychicznych wzorców. Wskazują na frustrację z powodu tego, że nie możemy wypowiedzieć swojego zdania, a także są przejawem buntu wobec autorytetów. „Jesteśmy tak wściekli, że chcemy bić ludzi. Zamiast tego uderzamy w siebie” – pisze Hay. Autorka zastrzega, że nie każda z tych interpretacji jest w stu procentach trafna w odniesieniu do każdego człowieka, ale może być punktem wyjścia do rozpoczęcia poszukiwania przyczyny dolegliwości.

Ćwiczenia na pogłębianie znajomości ciała

Przez tydzień obserwuj, jak różne sytuacje, myśli i uczucia wpływają na twoje ciało na poziomie somatycznym. Postaraj się uchwycić doznania cielesne, które pojawiają się, gdy jesteś poirytowany lub sfrustrowany. Możesz je notować.
  • Co się dzieje z twoimi ramionami, kręgosłupem, żołądkiem, gdy utkniesz w korku, klient spóźnia się na spotkanie lub dzieci nie dają ci spokojnie z kimś porozmawiać?
  • Co się dzieje z twoim ciałem, gdy niepokoisz się o coś lub czegoś się boisz – na przykład w sytuacji, gdy twoje dziecko długo nie wraca do domu, przed publicznym wystąpieniem albo gdy czekasz na wyniki badań bliskiej osoby? Jakie objawy zauważasz? Czy czujesz ból żołądka, gdy myślisz o przyszłości? A może ból w nogach?
  • Gdy szef lub partner robią ci awanturę, jak reagują twoje serce, głowa, trzewia? Czy ból głowy pojawia się, ponieważ ktoś na ciebie krzyczy, czy dlatego, że przestajesz czuć się bezpiecznie lub złości cię to?
  • Jak sobie radzisz ze złością i podobnymi emocjami? Wyrażasz je czy tłumisz w sobie, pozwalając, by gromadziły się w jakimś miejscu w ciele? Może zaciskasz zęby lub napinasz mięśnie albo dostajesz obstrukcji?
Pomyśl też o chorobach, które dotychczas przeszedłeś lub o wypadkach, którym uległeś. Zastanów się, z jakimi częściami ciała bądź narządami były one związane. Może zawsze miałeś żołądek zawiązany na supeł, cierpiałeś na uporczywe bóle głowy, odnosiłeś obrażenia po tej samej stronie ciała? Obserwuj siebie, swoje reakcje, ciało. Stopniowo zaczniesz dostrzegać, jak ściśle powiązane są ze sobą wszystkie aspekty twojego jestestwa – ciało, psychika i emocje.

Źródło: Debbie Shapiro „Wpływ emocji na zdrowie”, wyd. Klub dla Ciebie. 

  1. Psychologia

Kontakt z ciałem daje nam w życiu oparcie – przekonuje Wojciech Eichelberger

Ciało pomaga nam się urealnić, być w kontakcie z tym, co jest tu i teraz. (fot. iStock)
Ciało pomaga nam się urealnić, być w kontakcie z tym, co jest tu i teraz. (fot. iStock)
W jakim świecie żyjemy, jeśli nie w realnym? Prawda jest szokująca: większość życia spędzamy bez kontaktu z rzeczywistością, w wirtualnej iluzji tworzonej przez nasz własny umysł. Jedynym sposobem ucieczki z tego matriksa jest urealnienie się. A to można osiągnąć tylko przez ciało – tłumaczy psychoterapeuta Wojciech Eichelberger.

Mówiliśmy o tym, jak ważna dla budowania oparcia w sobie jest świadomość ciała. A dziś?
Porozmawiamy o ważnym skutku zaakceptowania i uświadomienia sobie ciała, czyli o urealnieniu. Urealnienie to pozostawanie w zmysłowym kontakcie z tym, co tu i teraz. Bez zaprzyjaźnienia się ze swoim ciałem nie sposób tego doświadczać. Bo im lepiej uświadamiane jest ciało, działają nasze zmysły, tym większa szansa na pełny kontakt ze światem i życiem. Ludzki umysł ma dwie opcje. Może tworzyć wyobrażeniowe światy, w czym jest niewyczerpany, albo otwierać się na realny, zmysłowy świat. W tym też jest niewyczerpany. Umysł pozbawiony ciała i zmysłów oddałby się całkowicie tworzeniu wirtualnych światów.

Zajmowałby się sam sobą?
Przeżywał to, co produkuje, produkował to, co przeżywa – i można by go dowolnie programować. Trafnie to zilustrował film „Matrix”. By uczynić ludzi bezbronnymi wobec manipulacji, siły zła pozbawiały ich kontroli nad własnymi umysłami i trzymały w specjalnych kapsułach podłączonych do komputera. Ich mózgi przyjmowały każdy program, który w nich instalowano. Tymczasem antymatriksowe siły dobra toczyły walkę o przebudzenie uśpionych umysłów, o ludzkie ciało i zmysły, o urealnienie, o godność i suwerenność.

Tak więc gdy mamy nikłą świadomość ciała, nasz mózg ma zbyt wiele swobody i przestrzeni dla tworzenia własnego świata, w którym wszystko może być urojone. Dlatego to, na ile i jak często nasz umysł bywa w kontakcie z rzeczywistością, jest bardzo ważnym kryterium zdrowia psychicznego. Wszystko to nie oznacza, że powinniśmy  przestać cokolwiek sobie wyobrażać. To byłaby wielka strata. Chodzi tylko o to, żeby nam się myśli i wyobrażenia nie myliły z rzeczywistością, żeby używać ich celowo i świadomie. By żyć lepiej, pełniej, realniej – a więc mniej stresująco – musimy nauczyć się kontrolować i redukować spontaniczną działalność wyobrażeniową naszego mózgu, nasz mózgowy spam. Niezastąpionym, zasługującym na najwyższy szacunek sojusznikiem w tej sprawie jest ciało.

Wystarczy wrócić do ciała i wszystko się urealnia. Ale jak wrócić?
Najprościej przez oddech, który jest niezbędnym warunkiem urealnienia. Zasila energią zmysły i otwiera nas na świat. Ale uświadomienie sobie oddechu urealnia nas przede wszystkim w przestrzeni samego ciała. Potrzebny jest krok dalej: ciało może urealnić nas w przestrzeni zewnętrznej.

Jak to się dzieje?
Poprzez zmysły, które w każdej sekundzie dostarczają mózgowi tysiące megabitów danych. Jeśli mamy dobrze uświadomione ciało, to otwierając się na tę rzekę informacji, możemy danej sytuacji doświadczyć takiej, jaka jest – zanim emocje, oceny i interpretacje ją zniekształcą. To otwiera drzwi percepcji na upragnione chwile szczęścia, na bycie tu i teraz.

Dlaczego to takie trudne?
Bycie tu i teraz to w istocie najnaturalniejsza rzecz pod słońcem. Oczywiście najpierw musimy odpuścić naszą wirtualną iluzję. A to łatwe nie jest. Przyjrzyjmy się, co się dzieje z człowiekiem we śnie. Na intensywne marzenie senne można spojrzeć jak na rodzaj krótkotrwałej psychozy, chwilę matriksa. We śnie ciało i zmysły zostają odłączone, więc mózg może sobie poszaleć i zajmować się sam sobą. Śpiący na ogół nie zdaje sobie sprawy, że śpi, jest przekonany, że sen jest prawdą, że uczestniczy w realnej sytuacji. Dopiero wtedy, gdy we śnie dzieje się coś bardzo groźnego, gdy pojawia się cierpienie, zaczynamy szukać ratunku.

I się budzimy?
To druga faza ratowania się. Pierwsza to uświadomić sobie, że śnimy. Wówczas do tego, co się dzieje we śnie, nabieramy nieco dystansu, a nawet możemy się tym trochę bawić. Jednak ostatecznym wyzwoleniem jest obudzić się – włączyć ciało i zmysły. Gdy umysł powraca do zmysłowej rzeczywistości, senna iluzja znika i odczuwamy ogromną ulgę. Marzenia senne spełniają jednak różne pożyteczne funkcje. Największym naszym kłopotem są sny na jawie, które śnimy czasami przez większość dnia i nawet o tym nie wiemy.

 
 

Będę adwokatem diabła: co złego jest we śnie na jawie? Jawa bywa trudna do zniesienia, łatwiej się żyje, jak sobie człowiek nieco pofantazjuje.
Jeśli świadomie tworzymy wyobrażeniową odskocznię od trudów i zagrożeń dnia, to nic złego. Gorzej, gdy śnienie na jawie staje się nieświadomą, nawykową, a czasami wręcz obsesyjną ucieczką od życia. Wtedy możemy tak dalece utracić kontakt z rzeczywistością, że jedynym bezpiecznym dla nas miejscem będzie szpital psychiatryczny. Jeżeli chcemy prawdziwie doświadczać życia, komunikować się z ludźmi i reagować na sytuacje, które się nam wydarzają, musimy być urealnieni. Żyjemy w świecie realnym, który dzielimy z innymi. Nasze ciała i zmysły – w przeciwieństwie do wypaczonych egoizmem umysłów – łatwiej się dogadują co do kształtu rzeczywistości. To wspólne wszystkim ludziom doświadczenie życia i świata jest podstawą wszelkiego kontaktu, porozumienia i relacji. Dlatego w doświadczeniu ciała i zmysłów spotykać się możemy wszyscy bez względu na rasę, religię, przekonania, wiek czy płeć. Jeśli ktoś, odrzucając ciało, nie wchodzi na to wspólne forum, pozostaje samotny i nieszczęśliwy, zamknięty w swoim wirtualnym świecie.

Może jestem pesymistką, ale mam wrażenie, że ludzie głównie przebywają w swoich światach, śnią. A na tym wspólnym placu tylko od czasu do czasu się ktoś pojawia...
...i rozglądając się wokół, stwierdza, że tu nikogo nie ma! To prawda. Myślowo-wyobrażeniowa produkcja naszych mózgów ma wielką wydajność, siłę i żywotność. Jest bowiem wprzęgnięta w nieustanne podtrzymywanie iluzji naszego ego – oddzielenia od wszechświata i stwórcy. Konstruowanie i utrzymywanie tej budowli to mnóstwo roboty. W efekcie pozostaje nam tak mało czasu i energii, że nawet przestajemy odczuwać potrzebę urealnienia. Dlatego po tym świecie chodzą głównie osoby, które zamiast płynąć rzeką życia, pogrążają się we własnych skołowanych myślach.

Co to znaczy, że potrzeba czasu i energii na urealnienie się?
Potrzeba sił i determinacji, by tak radykalnie zakwestionować wszystko, co o sobie i o świecie przywykliśmy myśleć. Trzeba energii, wiary i determinacji, by podjąć trud uświadamiania sobie ciała, oddechu, codziennych ćwiczeń zmierzających do wyciszenia umysłu. To ciężka praca, czasami długi i żmudny proces. Na szczęście nasze wysiłki zaczynają procentować. Gdy coraz wyraźniej zdajemy sobie sprawę, że koszmar nam się tylko śni, zaczynamy odczuwać ulgę. A gdy to się stanie, już nic nas nie powstrzyma, prędzej czy później się obudzimy.

Pełen kontakt łapiemy dopiero, gdy ciało jest w pełni uświadamiane?
Gdy ciało jest częściowo uświadamiane, mamy częściowy kontakt z rzeczywistością. To stan, w którym znajduje się większość z nas. Nawykowy somnambulizm. To tak, jakbyśmy patrzyli na świat przez okulary zrobione z kliszy, na której są zapisane obrazy nakładające się na to, co widzimy. Zniekształcenia istnieją tylko na kliszy, ale nam się wydaje, że są wiernym obrazem rzeczywistości. Gdy wydarzy się w naszym życiu coś, co sprawi, że owa klisza się odklei, bywa to bardzo bolesne, ale po jakimś czasie czujemy, że się opłaciło. Bo zniekształcony obraz świata generuje cierpienie.

Dlatego tęsknimy za urealnieniem, a nawet prowokujemy czasami sytuacje, które nas urealniają. Przeczuwamy, że to nas zbliża do prawdy o nas samych i świecie. Ciało jest nam do tego niezbędne. Jest prawdziwą kotwicą dla umysłu. Bo ciała na szczęście nie można przenieść ani w przeszłość, ani w przyszłość. Jest dokładnie tu. Więc jeśli chcesz się urealnić, wyjdź ze swego wewnętrznego kina i zwróć uwagę na swoje rzeczywiste ciało. Jest do usług.

Jak urealnienie ma się do obecności?
Obecność jest końcową stacją procesu urealniania się. Obecność jest stanem umysłu, który osiągamy, gdy się urealnimy. Urealnianie się wymaga dyscypliny i praktyki. Jeśli chcemy być zdrowi, chcemy, by nasze życie nie niosło niepotrzebnego cierpienia własnej produkcji, to powinniśmy się urealniać i zmierzać do stanu obecności. Ci, którzy są obecni, mają do świata i ludzi stosunek zmysłowy i miłosny. Są rozsmakowani, zasłuchani, zachwyceni i zakochani we wszystkim, np. w widoku i smaku czereśni, w chlebie i winie, w dotyku ciała, w szumie morza, w strukturze piasku. Urealnianie się to zakochiwanie się w świecie. Obecność to miłość świata do świata.

  1. Seks

Wiele kobiecych dolegliwości ma źródło w sferze seksu. Rozmowa z ginekolożką dr Preeti Agrawal

Wstydzimy się mówić o seksie, bo nikt nas tego nie uczył. Jednak po przyjrzeniu się symptomom różnych kobiecych chorób widać, że wiele z nich ma źródło właśnie w tej sferze. (Fot. iStock)
Wstydzimy się mówić o seksie, bo nikt nas tego nie uczył. Jednak po przyjrzeniu się symptomom różnych kobiecych chorób widać, że wiele z nich ma źródło właśnie w tej sferze. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Akt miłosny na wszystkich poziomach energetycznych ma potężną moc uzdrawiania. Pod jednym warunkiem – że nie jest to seks mechaniczny, wymuszony, z poczucia obowiązku. Wiele kobiecych dolegliwości ma źródło w sferze seksu – mówi ginekolożka dr Preeti Agrawal.

Dziś chciałabym porozmawiać z panią o seksie widzianym oczami ginekolożki. Czy pacjentki często zwierzają się pani ze swojego życia seksualnego?
Bardzo rzadko zdarza się, żeby mówiły wprost. Wstydzimy się mówić o seksie, bo nikt nas nigdy tego nie uczył. Jednak po przyjrzeniu się symptomom różnych chorób widzę czasem, że kobieta może mieć z seksem jakiś problem. Nigdy sama nie zaczynam rozmów o tej sferze życia, czekam, aż zrobi to pacjentka. Czasami wystarczy pokazać, że chce się słuchać, lekko naprowadzić.

A jakie problemy zdrowotne ma pani na myśli?
Bardzo częstym schorzeniem mającym źródło w życiu seksualnym są nawracające zapalenia pochwy, częste infekcje. Jeśli nie skutkuje zmiana diety i inne metody leczenia, staram się naprowadzić delikatnie rozmowę na temat jakości życia seksualnego pacjentki. I zazwyczaj odpowiedź jest taka sama – kobiety często nie chcą współżyć ze swoimi partnerami, ale zmuszają się do tego, bo myślą, że tak trzeba, że taki jest obowiązek żony, narzeczonej, partnerki. W głębi duszy nie chcą tego, więc ciało im sprzyja, broni się przed niechcianym seksem. Kobieta nie ma poczucia bezpieczeństwa, nie ma zaufania, jej ciało się nie otwiera. Kiedy tak się dzieje, trudno czerpać przyjemność ze współżycia. A że podczas infekcji nie uprawia się seksu, kobieta jest usprawiedliwiona. Ciało samo rozwiązuje za nią problemy.

Czy jeszcze jakieś inne schorzenia natury ginekologicznej mówią, że sfera seksualności u nas kuleje?
Podobnie rzecz się ma z mięśniakami. Jeśli odpadają czynniki natury medycznej, a widzę, że kobieta jest smutna, zniechęcona, w dodatku problem się pogłębia, delikatnie szukam przyczyn w relacjach. I słyszę często: „on chce codziennie, a ja nie mam siły ani ochoty”, „zamykam oczy i czekam, aż skończy”, „nie chcę mieć z tym nic wspólnego”, „nigdy nie miałam orgazmu”, „on mnie unika, już mnie nie pragnie”. Nieudane życie seksualne w związku jest zazwyczaj symptomem głębszych, bardziej złożonych problemów.

Jakich?
Weźmy pod uwagę choćby taki przypadek: para boryka się z niepłodnością, choć nie ma ku temu żadnych medycznych wskazań, bo oboje są zdrowi. Przeszli dziesiątki badań, ale nikt nigdy nie zapytał ich o życie seksualne! Kiedy pytam kobietę, jak wygląda jej relacja z partnerem, jak często uprawia seks, słyszę, że ona właściwie nie czuje ochoty na zbliżenia, bo ma do męża pretensje, bo on jest pracoholikiem, wraca późno i wcale się nią nie interesuje, bo cały wolny czas spędza przy komputerze... Ciało tej kobiety nie jest gotowe na przyjęcie dziecka, powiedziałabym nawet, że się przed nim broni. Ono nie ma ochoty otwierać się przed tym mężczyzną, a co dopiero tworzyć nowe życie! Jeśli między partnerami jest dobrze, życie powstaje samo z siebie. Jeżeli ludzie są zdrowi, kochają się, uprawiają dobry seks, który jest wzajemnym dawaniem i braniem, nie trzeba się specjalnie starać o dziecko.

Ale w języku polskim słyszymy, że ona daje, a on ją bierze, albo już ją wziął. To chyba wiele mówi o naszym sposobie myślenia o seksie? Tu nie ma równowagi w dawaniu i braniu...
Rzeczywiście. Dobry seks, który daje siłę, szczęście i, co ważne, także zdrowie, jest wbrew pozorom trudną sztuką i trzeba się napracować, żeby ją posiąść. To nie tylko penetracja, ale całe nasze życie. Dzisiejszy pośpiech nie sprzyja seksowi. Nie widzimy siebie nawzajem w biegu życia. Często się zdarza, że nawet kiedy jesteśmy razem, tak naprawdę razem nie jesteśmy, bo jest z nami włączony telewizor czy komputer: coś, co odwraca uwagę od siebie nawzajem. Czasami wystarczy spojrzeć sobie nawzajem głęboko w oczy, by naprawdę siebie zobaczyć. Bardzo ważna jest także rozmowa. Warto nauczyć się, jak słuchać siebie bez pretensji, oskarżeń i za każdym razem próbować wyjaśnić sobie do końca wszystkie problemy. Zadbać o odpowiednią oprawę aktu miłosnego, zrobić z niego ceremonię. A potem uważnie wsłuchać się w siebie i w ciało partnera. Seks na wszystkich poziomach energetycznych ma potężną moc uzdrawiania. Kochający się ludzie mogą podczas aktu seksualnego uzdrawiać siebie nawzajem. Ale, jak już mówiłam, to trudna sztuka. Znacznie łatwiej jest uprawiać seks mechaniczny. Nie ma w nim jednak możliwości dalszego rozwoju, to droga donikąd, akt, który może jedynie na chwilę przynieść nam ukojenie, spuścić z nas napięcie.

Domyślam się, że my, kobiety, na każdym etapie życia borykamy się z innymi problemami natury seksualnej. Zacznijmy od młodych dziewczyn – co z ich seksem?
Często zgłaszają się dziewice, które mimo że są w dobrej relacji, nie potrafią zacząć współżycia. Uważają, że coś jest nie tak z ich błoną dziewiczą, bo penetracja jest dla nich bardzo bolesna. Rzeczywiście, zdarza się, że fałd błony dziewiczej utrudnia wejście do pochwy, ale to bardzo rzadkie przypadki. Kiedy zaczynamy rozmawiać, okazuje się, że gdzieś kiedyś zdarzyło się coś, o czym zapomniały, o czym nie chciały pamiętać – najczęściej chodzi o molestowanie, kiedy były małymi dziewczynkami. To się zdarza przerażająco często. Osoby skrzywdzone, nadużywane w dzieciństwie mają poważne problemy z życiem seksualnym. Są to jednak przypadki, które można skutecznie leczyć psychoterapią. Jest jeszcze sprawa antykoncepcji. Z badań wynika, że kobiety, które zażywają pigułki antykoncepcyjne, po dwóch latach ich brania w 80 proc. przypadków cierpią na suchość pochwy i nawracające stany zapalne; spada też libido. Dobrze o tym wiedzieć.

A młode mamy, które na forach internetowych skarżą się, że nie chcą, a muszą?
To częsty problem moich pacjentek. Młode mamy bywają wyczerpane do cna opieką nad noworodkiem, mają duże deficyty snu, ich ciało jeszcze nie zregenerowało się po ciąży i porodzie, a mężczyźni oczekują, że będzie tak samo jak przed ciążą. Seks jest wymianą energii. Jeśli ktoś sam nie ma energii, nie ma czego wymieniać. Kiedy młoda mama wypocznie i się porządnie zregeneruje, wszystko wróci do normy.

A kobiety będące w wieku menopauzalnym?
Z moich obserwacji wynika, że najczęściej spotykanym problemem u kobiet w tym okresie życia jest suchość pochwy, która sprawia, że penetracja jest bolesna, nieprzyjemna. Jednocześnie u tych pacjentek, o których wiem, że mają udane życie seksualne, obserwuję, że ten problem nie występuje. Wręcz przeciwnie, uważają one, że dopiero seks w tym wieku jest satysfakcjonujący, pasjonujący, wspaniały. Już nie zajdą w ciążę, mają odchowane dzieci, doświadczenie życiowe, które sprawia, że wiedzą, czego chcą, i duże zaufanie do partnera. To pokazuje nam, że dobry seks bierze się z dobrych relacji – z samym sobą i partnerem. Kiedy kobieta czuje się w związku bezpieczna, może z niego czerpać dużo radości. Dopiero kiedy ludzie połączą się ze sobą na wszystkich poziomach, mogą mieć naprawdę dobry seks.

Ale o tym nikt nam nie mówi, nikt nas seksu nie uczy. Jeśli już coś się mówi, to z jednej strony w kategoriach grzechu, brudu, niechcianych ciąż, wirusa HIV i chorób wenerycznych. Z drugiej strony mamy pornografię, która tworzy fałszywy obraz seksualnej rzeczywistości.
A seks to bardzo ważna część życia człowieka, ogromna siła napędowa, życiodajne źródło szczęścia i radości. Pod jednym warunkiem – że nie jest to seks mechaniczny, wymuszony, z poczucia obowiązku, że nie jest gwałtem na własnym ciele, zawoalowaną formą prostytucji. Bardzo często nasze blokady wynikają z tego, jak nam tę sferę życia pokazali rodzice. Na przykład normalną rzeczą jest, iż dzieci między 3. a 6. rokiem życia badają swoje ciało, masturbują się, poznają siebie same...

I jeśli usłyszą od mamy, że od dotykania siebie „tam” uschną im ręce, konsekwencje łatwo przewidzieć. Można się od takiego bagażu uwolnić? Od blokującego poczucia winy, wstydu?
Uważam, że należy zacząć od rozmowy z partnerem. Jeśli problem okazuje się niemożliwy do rozwiązania, można szukać pomocy w literaturze. Ja swoim pacjentkom polecam „Rytuały więzi małżeńskiej” napisane przez małżeństwo Rileyów, ale na rynku wydawniczym jest mnóstwo wartościowych pozycji. Dalszym etapem jest psychoterapia, dzięki której można dotrzeć do źródła naszych problemów. Zapewniam, że przy odrobinie pracy nad sobą widać efekty, także jeśli chodzi o nasze samopoczucie i zdrowie.

Cały czas mówimy o życiu seksualnym w związkach, małżeństwach. A co z seksem samotnych?
Jeśli mam przed sobą 40-letnią dziewicę, która mieszka z mamą, w ogóle nie rozmawiam z nią o seksie, bo wiem, że mogłabym ją urazić. Należy do grupy osób, które całkiem wyparły swoją seksualność – ta sfera życia dla nich nie istnieje. Druga grupa kobiet to te panie, które nie uprawiają seksu, bo czekają na tego jednego jedynego. Trzecia to te kobiety, które uprawiają przypadkowy seks z przypadkowo poznanymi mężczyznami. Każdy ma swoją prawdę i swoje życie. Ale jeśli chodzi o zdrowotną stronę seksualnej abstynencji, to nie ma ona konkretnych konsekwencji dla naszego zdrowia.

A przypadkowy seks?
Dziś już choroby weneryczne, takie jak kiła czy rzeżączka, występują niezmiernie rzadko. Powinniśmy się obawiać wirusów – HIV, HPV czy chlamydii. Osoby, które decydują się na przypadkowe kontakty seksualne, muszą popracować nad swoją odpornością. To bardzo ważne.

Czy wiele z pani pacjentek jest zadowolonych ze swojego pożycia?
Z moich obserwacji wynika, że to niestety bardzo niewielki procent; szacuję, że około 20–30 proc. Pamiętajmy, że na nasze życie seksualne składa się wiele czynników: przeszłość, wychowanie kulturowe, rodzinne, tradycja, dotychczasowe doświadczenia (zwłaszcza pierwsze kontakty zostawiają w nas ślad), akceptacja własnego ciała, poziom stresu, zmęczenia, dieta, używki, jakość naszego związku – jednym słowem, wpływ i znaczenie ma wszystko. Dodatkowo my, kobiety, mamy zakodowane głęboko w sobie lęki i urazy wynikające z patriarchalnego wychowania, z tego, że nasze matki i babki często bywały wydawane za mąż za mężczyzn, których nie kochały, że całe życie, zanim pojawiły się powszechnie dostępne środki antykoncepcyjne, obawiały się niechcianych ciąż albo ciągle w tych ciążach były... To także spore obciążenie, z którego często nie zdajemy sobie sprawy.

Czytałam ostatnio, że potrzeby seksualne kobiet i mężczyzn są różne, bo pobudzają zupełnie inne ośrodki w mózgu.
Myślę, że wyjaśnienie, dlaczego mężczyźni – oczywiście w dużym skrócie – chcą często, szybko, z wieloma partnerkami i z pominięciem gry wstępnej, a kobiety długo, czule, w odpowiedniej oprawie i z jednym, wynika z prostego faktu, iż dla kobiety otwarcie swojego ciała i wpuszczenie do środka mężczyzny wiąże się z wielką odpowiedzialnością. Kobieta, jeśli zajdzie w ciążę, nie ucieknie od niej. To na niej spocznie odpowiedzialność za nowe życie. Dla mężczyzny konsekwencje stosunku nie są tak wiążące. Dlatego my, kobiety, potrzebujemy dowodów szacunku, czułości, zapewnień o miłości. Musimy zaufać, żeby poczuć się bezpiecznie i otworzyć się na mężczyznę.

Dr n. med. Preeti Agrawal specjalista medycyny integracyjnej. Jest doktorem nauk medycznych, ukończyła medycynę integracyjną na Uniwersytecie Arizona Center for Integrative Medicine. Jest specjalistą II stopnia z ginekologii i położnictwa. Prezes Fundacji Kobieta i Natura, założycielka pierwszego w Polsce ośrodka leczenia integracyjnego. W okresie 1995-2001 odbyła szereg staży naukowych specjalizacyjnych w Niemczech (m.in. ośrodek Integracyjnego Leczenia Nowotworów prof. Alexandra Herzoga), Danii, Anglii i Kanadzie. Jest autorką m.in. książek: „Zdrowie jest w nas”, „Siła jest w Tobie” i „Droga do siebie”.

  1. Zdrowie

Psychika a ciało. Jakie znaczenie dla zdrowia i psychiki ma kręgosłup?

Jeśli istnieje równowaga pomiędzy kluczowymi płaszczyznami twojego ciała: głową, szyją, obręczą barkową, tułowiem, miednicą, kolanami i stopami – jesteś zdrowa i szczęśliwa. A równowaga istnieje, gdy masz zdrowy kręgosłup. (Fot. iStock)
Jeśli istnieje równowaga pomiędzy kluczowymi płaszczyznami twojego ciała: głową, szyją, obręczą barkową, tułowiem, miednicą, kolanami i stopami – jesteś zdrowa i szczęśliwa. A równowaga istnieje, gdy masz zdrowy kręgosłup. (Fot. iStock)
Kręgosłup to twoje źródło równowagi. Dbasz o niego najbardziej wtedy, gdy przyjmujesz właściwą postawę. Jego stan zależy też od tego, na ile znasz siebie i swoje emocje.

Człowiek jest jak drzewo. Korzenie stanowią jego rodzina i pochodzenie (predyspozycje genetyczne, doświadczenia z dzieciństwa, nawyki rodziców). Pień to kręgosłup (postawa wobec samego siebie i świata). Gałęzie to kończyny (relacje ze światem). Tylko silne drzewo może się oprzeć burzom, wichrom i zamieciom. Zatem jeśli istnieje równowaga pomiędzy kluczowymi płaszczyznami twojego ciała: głową, szyją, obręczą barkową, tułowiem, miednicą, kolanami i stopami – jesteś zdrowa i szczęśliwa. A równowaga istnieje, gdy masz zdrowy kręgosłup.

Budowa ciała a konstytucja psychiczna

Do rehabilitanta, fizjoterapeuty czy ortopedy trafiasz zwykle wtedy, kiedy ból staje się dotkliwy do tego stopnia, że uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Dla profesjonalnego specjalisty diagnoza przyczyny organicznej dolegliwości zwykle jest prosta, np. kontuzja szyi w wyniku stłuczki albo bóle kręgosłupa wywołane nawykiem długotrwałego siedzenia przed komputerem. Ból zlokalizowany w jednym miejscu powoduje napięcia w całym ciele, bo ustawiasz je w taki sposób, by jak najmniej cię bolało. Zdarza się, że ból minie, ale ,,patologiczna” postawa zostanie utrwalona. I za jakiś czas wracasz do gabinetu z powodu innej dolegliwości. Obecne czasy: szybkie tempo życia, kult sprawnego ciała nie sprzyjają ,,roztkliwianiu się nad sobą”. Bóle kręgosłupa właściwie nieobce są żadnemu człowiekowi. Na jakiś czas możesz zagłuszyć te dolegliwości, ale cena, jaką przyjdzie ci za to zapłacić, zwykle jest wysoka.

– Wszyscy mamy genetycznie zakodowaną strukturę napięć, czyli predyspozycję pewnych grup mięśniowych do skracania się – mówi Jacek Sobol, licencjonowany terapeuta metody G.D.S. (łańcuchów mięśniowych). – W zależności od środowiska, stanu emocjonalnego czy umiejętności radzenia sobie ze stresem albo wygaszamy to napięcie, albo je wzmacniamy.

Godelieve Denys-Struyf, twórczyni metody G.D.S., fizjoterapeutka i osteopatka, zaobserwowała związek pomiędzy aparatem ruchu a konstytucją psychiczną i opracowała sześć podstawowych typów psychofizycznych i odpowiadających im postaw ciała (w zależności od napięć w pewnych partiach):

AM – osoba o postawie skulonej, czuła, z deficytem miłości, lękowa. Napięcia występują w jej ciele głównie w okolicach brzucha i przepony. PM – osoba sprawiająca wrażenie przygaszonej, egocentryczna. Napięcia występują głównie w obręczy barkowej i stopach. PA – osoba sprawiająca wrażenie jakby zawieszonej na sznurku, dumna, wyniosła. Napięcia w odcinku piersiowym, bóle pleców. AL – osoba zwykle siadająca ze skrzyżowanymi nogami, sprawia wrażenie kokietki. Napięcia w kolanach. PL – postawa kowboja, cwaniaka, osoba na pozór silna, ale w rzeczywistości bardzo wrażliwa. Napięcia w odcinku szyjnym, obręczy barkowej, kolanach. AP – postawa sprawiająca wrażenie pewności i wyniosłości, osoba depresyjna, odcięta od emocji. Napięcia w odcinku szyjno-piersiowym, przeponie i brzuchu.

Metoda G.D.S. zajmuje się powiązaniami między mechaniką ciała a zachowaniem. Wszystkie części ciała zależą od siebie wzajemnie, a łączą je mięśnie ułożone w łańcuchy. Mięśnie są także narzędziem wyrazu psychiczno-cielesnego. Nasze myśli, emocje, uczucia wyrażają się poprzez system mięśniowy, który z kolei wywiera wpływ na postawę, oddychanie i gestykulację. Pod okiem terapeuty tej metody nabywasz świadomości własnego ciała i sposobów wyrównywania napięć mięśniowych. Twoje ciało jest – w świetle G.D.S. – jak otwarta księga, w której zapisana jest historia całego życia: od momentu narodzin do dziś.

Mniej napięcia

Zdaniem Alexandra Lowena, amerykańskiego psychiatry i psychoterapeuty, twórcy bioenergetyki, ciało odzwierciedla ludzkie wnętrze. Kiedy boisz się trudnych emocji, napinasz pewne partie mięśni, np. zaciśnięte szczęki to często objaw stłumionego płaczu, a gniew powoduje napięcie mięśni wzdłuż kręgosłupa i mięśni nóg. Chroniczne napięcia tworzą bloki mięśniowe, które wpływają nie tylko na postawę ciała, ale także na sposób poruszania się oraz możliwość doświadczania i ekspresji uczuć oraz emocji. Dlatego ważnym elementem diagnozy problemu jest dokładny wywiad. – Zwykle pytam pacjenta o jego przeszłość; dzieciństwo, traumy, a także o obecne relacje w domu czy w pracy – tłumaczy Jacek Sobol. – Czasami, by pomóc pacjentowi, muszę współpracować z innymi specjalistami, np. z psychologiem, psychiatrą czy endokrynologiem.

Doświadczeni osteopaci potrafią połączyć dysfunkcje w określonych narządach ruchu z konkretnymi traumami emocjonalnymi. Źródeł napięcia w obrębie miednicy doszukują się np. w przemocy seksualnej. W konsekwencji może ono prowadzić do niemożności zajścia w ciążę albo braku satysfakcji z seksu. Twierdzą też, że ból w stawach żuchwowo-skroniowych (zaciśnięte zęby) często pojawia się u tzw. niewidzialnych dzieci, które złość na rodziców kumulują właśnie w tym obrębie.

Nauczyciele techniki Alexandra, nazywanej psychofizyczną edukacją, twierdzą, że wszystkie napięcia można zniwelować. Najważniejsza jest równowaga, czyli stan, kiedy wkładasz jak najmniej wysiłku, żeby trzymać się prosto. Kluczowy odcinek – szyja, ma być swobodny, by utrzymać głowę, ważącą średnio od 4,5 do 6 kg. Tymczasem bardzo często – np. w wyniku stresu – nawykowo odchylamy głowę do tyłu. To powoduje skrócenie i napięcie mięśni szyi, a w rezultacie – napięcia dalszych części kręgosłupa. Głowa odchylona do tyłu przyczynia się również do zapadnięcia klatki piersiowej, spłycenia oddechu i zanikania głosu (chrypka). Pierwotnie ten gest był wynikiem reakcji na strach, w miarę rozwoju cywilizacyjnego nawyk odchylania, a raczej chowania głowy w ramiona utrwalił się także pod wpływem innych emocji, np. złości czy nieumiejętności powiedzenia „nie”.

Jest dobre ćwiczenie na „złe” emocje. Połóż się na podłodze, pod głowę podłóż wałek, zegnij nogi, a plecy „wciśnij” w podłogę. Pomyśl o całym swoim kręgosłupie – od głowy do kości ogonowej, poczuj długość kończyn – od palców po łopatki i kość biodrową. Ciało rozciąga się, co znosi napięcie. Poczuj przestrzeń w miednicy i klatce piersiowej, powiedz w myślach: „Chcę tam więcej miejsca”.

Oprócz odchylania głowy każdy ma utrwalone inne zgubne nawyki, np. ,,zapadanie się” w fotelu, nieprawidłowe siadanie i wstawanie z krzesła, wysokie obcasy, potakujące kiwanie głową czy gestykulację rękoma. Zniesienie napięcia w ciele, a zwłaszcza w szyi, zwiększa świadomość ciała i otwartość (wewnętrzną i zewnętrzną), pewność siebie i swobodę. Zaczynasz działać w zgodzie z samą sobą, lepiej radzisz sobie ze stresem, mówisz mocniejszym głosem, twoje ciało jest spontaniczne i pełne gracji. Tylko jak to osiągnąć?

Kluczowa postawa

Twórca techniki Alexandra zaobserwował, że ciało podąża za myślą. Prosty komunikat: ,,Chcę, żeby moja szyja była bardziej swobodna, wolna od napięć, a głowa uniesiona ku górze i do przodu” naprawdę potrafi zdziałać cuda.

– Na początku warto korygować swoją postawę w lustrze – przekonuje Piotr Turczyński, nauczyciel techniki Alexandra. – Niby komunikat zadziałał, a tymczasem spojrzenie w lustro pokazuje, że głowa nadal odchylona jest do tyłu. Nie zdajemy sobie sprawy z faktu, jak silne są nawyki trzymania konkretnej postawy. Dlatego proces reedukacji postawy warto zacząć pod okiem nauczyciela.

Ludzie mają tendencję do koncentrowania się na przodzie swojego ciała. Kręgosłup wyobrażają sobie jako coś cienkiego, na zewnątrz. Zapytani: ,,Chodzisz na jednej nodze czy na dwóch?”, automatycznie odpowiadają, że na dwóch. A tymczasem kiedy idziesz, kontakt z podłożem masz zawsze tylko jedną nogą, to kręgosłup – niczym trzon – trzyma cię w równowadze. A przynajmniej powinien – jeśli jest zdrowy.

Zdaniem nauczycieli techniki Alexandra, gimnastyka – sekwencja powtarzalnych ruchów – to współczesne galery, do niczego niepotrzebne. Zwierzęta się nie gimnastykują, a obserwując choćby kota leniwie przeciągającego się po obudzeniu, tęsknisz za spontanicznością. Kręgosłup utrzymują mięśnie, których nie da się wyćwiczyć w siłowni. Te, które ,,katujesz” powtarzalnymi ruchami na bieżni czy z ciężarkami, są ćwiczone w sposób naturalny w codziennym życiu, kiedy chodzisz, schylasz się, poprawiasz obraz, coś podnosisz. O wiele ważniejsze jest korygowanie postawy tak, by była jak najbardziej naturalna, używanie całego swojego ciała, niwelowanie zgubnych nawyków. Kolejnym mitem – zdaniem nauczycieli – jest ćwiczenie oddechu.

– Ćwiczenie oddychania przeponą czy brzuchem jest przereklamowane – tłumaczy Piotr Turczyński. – Do oddychania służą płuca, a te znajdują się bardziej z tyłu niż z przodu. Oddychanie jest procesem sterowanym przez mózg, na który nie mamy wpływu. Kontrolując oddech, zaburzasz go, napinasz kręgosłup, naciskasz na organy wewnętrzne. Kiedy oddychasz naturalnie, wydłużasz kręgosłup, dzięki czemu jest lepiej zamortyzowany, bardziej odporny na uszkodzenie. Koncentrując się na wewnętrznej przestrzeni, np. świadomie odczuwając odległość pomiędzy ramionami, otwierasz klatkę piersiową, pogłębiasz oddech.

Dobre nawyki

1. Kiedy maszerujesz, poruszaj luźno rękoma. Nie noś torebki stale na tym samym ramieniu. Idąc, nie rozmawiaj przez telefon.

2. Kilka razy w ciągu dnia, np. gdy się spieszysz albo czujesz się zestresowana, wydaj ciału komendę: ,,Szyja luźna, głowa do przodu i do góry”.

3. Jeśli dokucza ci kręgosłup, zastanów się, co ostatnio dzieje się w twoim życiu. Czy spotkało cię coś trudnego? Kiedy czujesz lęk, przeskanuj swoje ciało i zastanów się, w której części najsilniej odczuwasz napięcie.

4. Siadaj i wstawaj z krzesła, mając swobodną szyję, głowę do przodu i wyprostowany do góry tułów (na całej długości od głowy do kości ogonowej) tak, by pracowały jedynie stawy (biodra, kolana, kostki). Ważne, byś myślała o procesie siadania (ciało podąża za myślą), a nie o tym, że już siedzisz.

Siedź na kościach kulszowych, bez podpierania się rękoma, ze stopami mocno opartymi o podłogę. Jesteś wtedy bardziej stabilna (wewnętrznie i zewnętrznie), pewniej osadzona w sobie. Nie wkładasz zbędnej energii w utrzymanie się w pozycji siedzącej, dzięki czemu masz więcej siły. Łatwiej jest ci prowadzić rozmowę czy bronić własnego zdania.

Niewskazane dla kręgosłupa

1. Siedzenie zbyt długo w jednej pozycji. Co pół godziny rób krótką przerwę, wstań, przeciągnij się jak kot, zrób kilka wdechów.

2. Źle ustawione siedzenie w samochodzie. Wysokość siedzenia i kąt jego pochylenia powinny być ustawione tak, by kierownica, drążek zmiany biegów i pedały były łatwo dostępne. Kolana powinny być lekko ugięte, a uda ustawione poziomo. Jeśli oparcie siedzenia nie ma wybrzuszenia na wysokości lędźwiowego odcinka kręgosłupa, podłóż w to miejsce specjalną poduszkę.

3. Niewłaściwe podnoszenie przedmiotów z podłogi. Zamiast pochylać się, przyklęknij lub ukucnij.

4. Zbyt wysokie lub zbyt niskie blaty, np. stołu. Blat powinien znajdować się około 8 cm powyżej łokci.

5. Zła pozycja w czasie snu. Najzdrowsza to na boku, z podkurczonymi nogami.

6. Buty na zbyt wysokim obcasie. Obcasy powinny być stabilne, a buty dobrze dopasowane do stopy, bo każde potknięcie czy przekrzywienie kostki grozi urazem kręgosłupa. Szkodliwa jest również nagła zmiana wysokich obcasów na zupełnie płaskie.

7. Nadwaga. Staraj się utrzymywać swoją wagę w odpowiedniej proporcji do wzrostu.