1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Jak mieć więcej czasu dla siebie i dla rodziny?

Jak mieć więcej czasu dla siebie i dla rodziny?

Przy planowaniu swojej aktywności na cały tydzień możesz posłużyć się np. metodą Macierzy Einsenhower'a. Wtedy wszystkie sfery twojego życia - rodzina, przyjaciele, praca, hobby - będą ze sobą współgrać. (Fot. iStock)
Przy planowaniu swojej aktywności na cały tydzień możesz posłużyć się np. metodą Macierzy Einsenhower'a. Wtedy wszystkie sfery twojego życia - rodzina, przyjaciele, praca, hobby - będą ze sobą współgrać. (Fot. iStock)
Problem braku czasu powraca podczas wielu moich sesji z klientami. Dotyczy on zwłaszcza kobiet, ale mężczyznom również ten temat nie jest obcy.

Mamy rodziny, przyjaciół, pracujemy, mamy hobby i chcielibyśmy, aby wszystkie te sfery życia współgrały ze sobą. Stawiamy sobie wysoko poprzeczkę. Chcemy mieć czas na randkę z żoną. Jako rodzice pragniemy przekazać naszym dzieciom wszystkie ważne dla nas wartości, nie tylko w formie teoretycznej. Chcemy być wzorem do naśladowania: czytać razem książki, wspólnie uprawiać sport i chodzić do kina. W pracy staramy się sprostać oczekiwaniom szefa/rynku, gonimy konkurencję. Musimy mieć czas nie tylko na realizację bieżących zadań, ale też na szkolenia, aby podnosić swoje kwalifikacje. Do tego dochodzą tak przyziemne, ale nie mniej czasochłonne obowiązki, jak pranie, sprzątanie, zakupy, czy wizyta w myjni samochodowej. Niby wszyscy wiemy, że to nie jest najważniejsze, że na łożu śmierci nie będziemy wspominać czystej kuchni, ale telewizja bombarduje nas wzorem Perfekcyjnej Pani Domu, który trudno doścignąć, a teściowa robi na święta 5 ciast – SAMA! A gdzie w tym wszystkim jeszcze miejsce i siła na czytanie dla przyjemności, medytacje, wyjście z przyjaciółmi do klubu?

Kiedy uświadomimy sobie ile czynności chcielibyśmy wykonać w ciągu doby – zdajemy sobie sprawę z tego, że jest to niemożliwe lub, że nawet jeśli uda nam się ze wszystkim wyrobić – to efekt jakościowy nie będzie zadowalający. I tu, oprócz permanentnego zmęczenia, dopada nas frustracja, złość, lub poczucie bezradności.

Jak z tego wybrnąć? Dziś podpowiem wam kilka prostych sposobów na lepsze zarządzanie sobą w czasie. Być może już je znacie (coś słyszeliście, było na szkoleniu), ale pytanie brzmi – które z tych metod stosujesz w codziennym życiu?

Jeżeli masz poczucie, że czas Ci ucieka, możesz posłużyć się „blokami czasu”! Na kartce rozrysuj 24 części, a każda z nich niech odpowiada jednej godzinie. Obserwuj siebie uczciwie! Rozpisz ile czasu poświęcasz na pracę, sen, sport, klikanie w Facebooka itd... Zobacz, czy to co widzisz odpowiada Ci, a jeśli nie, to jak chcesz, aby wyglądała Twoja doba?

Przede wszystkim zastanów się, co tak naprawdę ma dla Ciebie znaczenie? Bez czego nie wyobrażasz sobie swojego życia i czego brakuje Ci najbardziej? Może już lata temu zrezygnowałeś z jazdy konnej lub grania w zespole z kumplami, bo nie masz już na to czasu. Wypisz te wszystkie czynności w jednej kolumnie. Następnie, w drugiej kolumnie spisz te obowiązki, które w żaden sposób nie zaspokajają Twoich wyższych potrzeb lub przez które bezproduktywnie tracisz czas. Postaraj się delegować czynności z drugiej kolumny, lub całkowicie je wyeliminować, na rzecz tych pierwszych. Przykłady:

  • zamów zakupy z dostawą do domu a "zaoszczędzony" czas poświeć na pasje,
  • zleć sprzątanie domu, a ten czas spędź na realizacji wyzwania zawodowego (dzięki któremu zarobisz na kogoś, kto właśnie sprząta),
  • albo raz w tygodniu zamów pizzę, a czas który zazwyczaj spędzasz samotnie w kuchni, spędź z rodziną na wspólnym spacerze.
Jeżeli myślisz, że delegowanie obowiązków „nie leży w Twojej naturze” – zastanów się, czy rzeczywiście jesteś niezastąpiona/ny? Czy wszystkiego musisz dopilnować osobiście? Co daje Ci takie podejście, a ile przez nie tracisz? Pomyśl też nad możliwością łączenia zadań. Jeśli doskonalisz swoją znajomość języka obcego – ucz się go z partnerem, lub dziećmi. Jeżeli sport jest dla Ciebie wartością, to namów swoich znajomych na aktywny wypoczynek. Jeśli często wyjeżdżasz służbowo - zabierz rodzinę i po pracy zróbcie sobie wycieczkę. Ogranicza Cię tylko Twoja wyobraźnia.

Aby lepiej zorganizować swój dzień w pracy, możesz wybrać metodę ABC, gdzie:

  • A – to zadania najważniejsze
  • B – zadania mniej ważne, mogą być w całości, bądź częściowo delegowane. Do ich wykonywania przechodzimy dopiero, kiedy skończymy wykonywanie zdań A.
  • C – zawsze mogą być delegowane, lub niewykonane.
Do zadań każdego typu dopisz numery 1,2,3 Czyli najważniejsze będzie zadanie A1, potem A2, itd. Następnie B1, B2, ...

Rozpisz swoje obowiązki w ten sposób rano, zanim zaczniesz pracę. Większość z nas spisuje rzeczy do zrobienia, ale potem wykonuje je chaotycznie, bez planu działania, a pod koniec pracy złości się, bo połowa wciąż jest niezrobiona i przechodzi na następny dzień. Lista zadań to tylko pierwszy krok. Kolejnym – koniecznym do lepszego zarządzania sobą w czasie jest hierarchia wartości zadań i plan działania. Dzięki metodzie ABC stworzysz wszystkie te trzy elementy.

Przy planowaniu swojej aktywności na cały tydzień możesz też posłużyć się metodą Macierzy Einsenhower'a. W tabeli złożonej z 4 ćwiartek wypisz: zadania ważne i pilne, ważne i niepilne, nieważne i pilne, nieważne i niepilne. Tabelę gotową do uzupełnienia bez trudu znajdziesz w sieci. Kiedy ją wypełnisz zobacz, które zadania z ostatniej ćwiartki (nieważne i niepilne) możesz wyeliminować. Zwróć też szczególną uwagę na zadnia ważne, ale nie pilne – czyli np. przegląd samochodu u mechanika. Często jest tak, że odkładamy je na bliżej nieokreślony czas (bo przecież nie są pilne), a potem "nagle" one stają się pilne (bo np. upłynął termin ubezpieczenia i przegląd jest konieczny). Wówczas zamiast zająć się tym, co mieliśmy zaplanowane, musimy "gasić pożary". W ten sposób zadania się nawarstwiają.

Proponuję, abyś wypróbował/a wszystkie metody i wybrał/a najwłaściwszą dla Ciebie. Być może myślisz teraz, że i tak nie masz czasu, a tu musisz jeszcze wygospodarować dodatkowe minuty na ćwiczenia i planowanie. Jednak jak powiedział Albert Einstein:

"Obłęd to działać wciąż tak samo, a oczekiwać innych rezultatów"
Monika W. Perdjon, dyplomowany coach i trener. Pomaga klientom zrozumieć stres, pokonać jego objawy psychosomatyczne, odzyskać spokój i harmonię. Pracuje jako trener wystąpień publicznych i autoprezentacji. Współpracuje z Kliniką Stresu, gdzie współtworzy ofertę stresscoachingu. 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Dobrze, że jestem. Jak pokochać samego siebie?

Pokochać siebie to wyzwanie na całe życie. Z każdym dniem, miesiącem i rokiem możemy kochać siebie bardziej i bardziej, krok za krokiem odkrywać swoją doskonałą naturę. Potrzebujemy jedynie zaangażowania w mierzeniu się ze swoimi lękami i ograniczającymi przekonaniami. (Fot. iStock)
Pokochać siebie to wyzwanie na całe życie. Z każdym dniem, miesiącem i rokiem możemy kochać siebie bardziej i bardziej, krok za krokiem odkrywać swoją doskonałą naturę. Potrzebujemy jedynie zaangażowania w mierzeniu się ze swoimi lękami i ograniczającymi przekonaniami. (Fot. iStock)
„Jestem dla siebie ważna i cenna. Kocham siebie, więc otaczam swoje ciało miłością i troską. Kocham siebie, więc zapewniam sobie wygodne miejsce do życia. Kocham siebie, więc wykonuję pracę, która daje mi radość. Kocham siebie, więc myślę o innych z miłością. Kocham siebie, więc żyję teraźniejszością…” - to słowa jednej z duchowych nauczycielek. Kochamy siebie?

Zanim zaczniesz czytać ten tekst, zrób, proszę, krótkie ćwiczenie. Wstań i podejdź do najbliższego lustra. Przez dłuższą chwilę popatrz sobie w oczy i powiedz swoje imię, a następnie zdanie: „Kocham cię i akceptuję taką, jaka jesteś”. Jak poszło? Tortura? Całkiem przyjemne? Jest wiele książek na temat znaczenia miłości do siebie. Autorzy polecają lustro, twierdząc, że znakomicie odbija uczucia do siebie. Amerykańska terapeutka Louise Hay, autorka znanej także w Polsce książki „Możesz uzdrowić swoje życie”, pisze, że od spojrzenia w lustro zaczyna się ożywczy proces powrotu do siebie. Tych, którzy przychodzą do niej po pomoc, prosi, aby wzięli ze sobą małe lusterko. Na pierwszym spotkaniu mają tylko spojrzeć sobie głęboko w oczy z akceptacją i miłością. Okazuje się, że dla wielu to wyzwanie ponad siły. Rzadko obserwuje spokojną reakcję. Niektórzy krzyczą, inni są bliscy płaczu lub wściekają się, niektórzy krytykują swój wygląd lub cechy charakteru albo twierdzą, że NIE MOGĄ tego zrobić. Jeden z mężczyzn cisnął lusterkiem o podłogę, inny wybiegł z pokoju.

Wayne Dyer w książce „Pokochaj siebie” także proponuje zacząć od prostego pytania: „Czy podoba mi się moje ciało?”. John Welwood w książce „Idealna miłość, niedoskonały związek” pisze, że wewnętrzny krytyk najpełniej dochodzi do głosu, gdy patrzymy w lustro: „Jak reagujesz na twarz wpatrującą się w ciebie? Jak reagujesz na zmarszczki? Akceptujesz siebie bezwarunkowo czy też bezlitośnie osądzasz?”.

Nie taka, jak trzeba

Zbyt słaba. Zbyt silna. Za gruba. Za chuda. Za niska. Za wysoka. Za leniwa. Za stara. Za młoda. Trochę nierozgarnięta. Nieciekawa. Nijaka. Mało inteligentna. Za bardzo pyskata. Louise Hay pisze, że gdy przychodzą do niej ludzie z problemami zdrowotnymi, finansowymi, dotyczącymi związków czy czegokolwiek jeszcze, ani przez chwilę nie zajmuje się tymi problemami, koncentruje się tylko na jednej sprawie – na miłości do siebie. „Najgłębszym przekonaniem większości z nas jest »nie jestem dość dobra«, »nie jestem w porządku«, »nie robię wystarczająco dużo« – pisze Hay. Jeżeli tak myślimy o sobie, to jakim cudem mielibyśmy stworzyć życie oparte na miłości, radości, dobrym samopoczuciu i zdrowiu?” – pyta.

Sonia Raduńska, autorka „Białych zeszytów” i „Kartek z białego zeszytu”, pracuje z kobietami w grupach rozwoju osobistego. – Wiele kobiet mówi, że są nic niewarte, dopóki nie znajdą mężczyzny, który je pokocha, nie wyjdą za mąż. Albo dopóki nie schudną, nie urodzą dziecka, nie zrobią kolejnego dyplomu. Stawiają sobie i światu warunki – mówi. Zna to z własnego doświadczenia. Na przykład nienawidziła siebie, gdy paliła papierosy. Przestanę palić, to siebie pokocham – taki był jej warunek. Ale to nie działa. Dopiero wtedy, gdy zaakceptowała siebie w całości, mogła bez wysiłku rozstać się z papierosami.

Pokochać siebie to czarodziejska różdżka rozwiązująca problemy, pisze Hay. I obiecuje: „Gdy pokochasz siebie, doznasz takiego przypływu uskrzydlającego szczęścia, że zatańczysz z radości”. I pokochasz innych. Bo czymże jest miłość? – zastanawia się Wayne Dyer. To umiejętność i chęć pozwolenia tym, na których ci zależy, aby byli, kimkolwiek zechcą, bez nalegania na spełnienie twoich oczekiwań. Jak możemy osiągnąć taki poziom miłości? Bardzo łatwo, twierdzi Dyer, kochając siebie, czując, że jesteśmy dla siebie ważni, cenni i piękni. Nie będziemy wtedy oczekiwać, by inni potwierdzali naszą wartość, dopasowując swoje zachowanie do naszych wymagań. Jeśli czujemy się pewni siebie, nie potrzebujemy, by inni byli tacy jak my. „Zaczynasz kochać siebie i nagle spostrzegasz, że umiesz kochać innych, dzielić się z nimi i działać dla nich dzięki temu, że najpierw myślisz o sobie i robisz coś dla siebie – wyjaśnia Dyer. – W twoim dawaniu nie ma żadnego wyrachowania. Nie robisz tego dla podziękowań czy zysku, ale dla prawdziwej przyjemności, jaką sprawia ci pomaganie innym czy kochanie ich”. Najważniejszą rzeczą ze wszystkich jest kochać siebie. Spotkałam to zdanie w dziesiątkach książek traktujących o wewnętrznym rozwoju i duchowości.

Inteligencja miłosna

Wyrastamy w przekonaniu, że kochanie siebie jest złem. Jako dzieci nauczyliśmy się, że to, co było dla nas najbardziej naturalne, miłość własna, jest równoznaczne z byciem samolubnym i zarozumiałym. „Nauczono cię uważać innych za ważniejszych od siebie i myśleć przede wszystkim o sprawianiu im radości, gdyż takie zachowanie oznacza, że jesteś »dobrym« dzieckiem. Inni są ważni, ty jesteś nieważny. Nie ufaj własnemu zdaniu – to wniosek numer jeden, utrwalany za pomocą całego arsenału nakazów” – przypomina Dyer.

John Bradshaw w „Powrocie do wewnętrznego domu”, kolejnej klasycznej pozycji dotyczącej odkrywania miłości do siebie, twierdzi, że każdy z nas, dorosłych, ma w sobie 25 tysięcy godzin taśm nagranych przez rodziców i inne ważne dla nas w dzieciństwie osoby. Codziennie odsłuchujemy je w naszej głowie. Ile godzin na tych taśmach to komunikaty o tym, że jesteśmy wspaniali, kochani, bystrzy i inteligentni? Lub o tym, że możemy robić to, czego pragniemy, a gdy dorośniemy, będziemy kimś niezwykłym? Ile zaś nagrano tam zakazów we wszystkich możliwych formach? W naszej kulturze nienawiść do siebie jest jak epidemia, która w jakimś stopniu obejmuje niemal każdego. Nawet tych, którym udaje się ją ukryć pod pozorem sukcesu albo dobrego wyglądu.

Wielu z nas jest także przekonanych, że kochanie siebie jest niepoważne; że nie przystoi człowiekowi inteligentnemu. „Jeśli kochasz siebie, jesteś człowiekiem niezwykle inteligentnym – przekonuje Dyer. – Ponieważ prawdziwym miernikiem inteligencji jest umiejętność szczęśliwego i pozytywnego przeżywania swojego życia w każdym jego momencie”. Proces kochania siebie zaczyna się od niekrytykowania siebie bez względu na okoliczności. Nigdy. Louise Hay wspomina pierwszy wygłoszony przez siebie wykład. Kiedy zeszła ze sceny, powiedziała sobie natychmiast: „Luizo, byłaś świetna. Byłaś absolutnie fantastyczna jak na pierwszy raz. Po pięciu lub sześciu razach będziesz profesjonalistką”. Kilka godzin później powiedziała sobie: „Myślę, że dobrze byłoby zmienić kilka rzeczy. Zmienimy to i tamto”. Nawet jeśli robimy coś niedobrego, co rani nas i innych, możemy to widzieć i zmienić, a jednak siebie nie oceniać. Nigdy siebie nie krytykuj, nigdy, powtarza Hay. Nawet jeśli inni to robią.

 

Miłość do siebie jest… naturalna

Nasza pierwotna natura jest piękna i dobra – zwracają uwagę mistrzowie i nauczyciele duchowi we wszystkich czasach. John Welwood pisze: „Spostrzeżenie dotyczące pierwotnej dobroci nie jest credo zapożyczonym od Pollyanny w stylu New Age. Mistycy i mędrcy Wschodu i Zachodu, od Platona do Lao-Cy i Buddy bezpośrednio doświadczyli esencji ludzkiej natury jako wrodzonej czystości serca, które jest źródłem pozytywnych wartości, takich jak miłość, troska, odwaga, poczucie humoru, mądrość, oddanie i siła. Nasze wewnętrzne piękno jest zdecydowanie potężniejsze i prawdziwsze niż wszystkie nasze poglądy na temat dobrego i złego ja”. Pokochać siebie jest wyzwaniem na całe życie. Z każdym dniem, miesiącem i rokiem możemy kochać siebie bardziej i bardziej, krok za krokiem odkrywać swoją doskonałą naturę. Potrzebujemy jedynie zaangażowania w mierzeniu się ze swoimi lękami i ograniczającymi przekonaniami. Potrzebujemy rozpoznać swoje najgłębsze pragnienia i podążać za nimi. Uporządkować przeszłość.

W marcu, Jacek Banach, 35-latek, do niedawna kierownik projektów w firmie telekomunikacyjnej, pakuje się do wyjazdu do Peru. Wyjeżdża na siedem miesięcy, a może na dłużej, może na zawsze. Ma międzynarodowe uprawnienia, więc może pracować wszędzie. Zwolnił się z pracy, wynajął swoje mieszkanie, sprzedał samochód. Przez pierwsze trzy miesiące będzie żył z dala od cywilizacji w peruwiańskiej wiosce i poznawał świat szamanów. Co potem, jeszcze nie wie.

– Ta podróż jest wyrazem miłości do siebie, dokończeniem procesu wewnętrznej transformacji, swoistą inicjacją w dorosłość – mówi Jacek. – Facet musi opuścić znane i wyruszyć w nieznane. Takie zmierzenie się z czymś spoza buduje w nim mężczyznę.

Wewnętrzny proces dojrzewania zaczął się wiele lat temu. Jak to zwykle bywa – od trudnych pytań: Kim jestem? Co tu robię? Po co dzieje się to wszystko? A więc od niezrozumienia: – Nie potrafiłem wpasować się w codzienny świat, brakowało mi przestrzeni na coś ważnego. Pytałem siebie, dlaczego nie mogę się cieszyć, swobodnie siebie wyrażać – mówi.

– Zrozumiałem, że chcę zostawić swoje obecne życie. To świadomy krok – wiem, że nie uciekam, czuję po prostu, że coś się skończyło, a to, co ważne, ma się dla mnie wydarzyć w Puszczy Amazońskiej. Dlaczego tam? Szamani mają wiedzę potrzebną, aby dojrzeć emocjonalnie i rozwinąć świadomość. W naszej kulturze człowiek rusza w życie z dyplomem magistra w kieszeni, a ciągle jest dzieckiem. W całym tym procesie ważne jest, aby zostawić to, co znane, co daje poczucie bezpieczeństwa: wygodne życie, pracę, mieszkanie, przyjaciół, najbliższych – bo takie doświadczenie ma moc przemiany, pozwala dotrzeć do wewnętrznej siły. Pod okiem szamańskich mistrzów ludzie od wieków dojrzewali, odnajdywali w sobie wolność i harmonię ze światem zewnętrznym, to jest prastara wiedza.

Kocham siebie, więc otaczam swoje ciało miłością i troską. Kocham siebie, więc zapewniam sobie wygodne miejsce do życia, które zaspokaja moje potrzeby i w którym przyjemnie jest przebywać. Kocham siebie, więc wykonuję pracę, która daje mi radość, pozwala wykorzystać moje zdolności. Kocham siebie, więc myślę o innych z miłością. Kocham siebie, więc żyję teraźniejszością, doświadczając każdej chwili jako dobrej… – pisze Louise Hay.

Bo to prawdziwa frajda troszczyć się o siebie - robić sobie niespodzianki, pojeździć na nartach, na rowerze, żeglować, chodzić po górach, ćwiczyć jogę, obejrzeć dobry film, poleżeć w wannie pełnej aromatycznych olejków, posłuchać dobrej muzyki. Czuć się przepełnionym radością życia.

  1. Psychologia

Zdrowy egoizm - jak być dobrym dla samego siebie? 9 wskazówek

Dbanie o samego siebie powinno stać się priorytetem dla każdego z nas. (Fot. iStock)
Dbanie o samego siebie powinno stać się priorytetem dla każdego z nas. (Fot. iStock)
Dbając o innych często zapominamy, że w pierwszej kolejności powinniśmy zadbać o siebie. Bo dobre traktowanie swojej osoby powinno być dla nas priorytetem. Jak to robić? Jak być dobrym dla siebie?

Co powiesz na to, by zacząć traktować samego siebie tak, jak traktujemy dziecko albo ukochaną osobę? Przytulać, zabierać na spacer, przykryć ciepłym kocem, a przede wszystkim wsłuchać się w to, co mamy sobie do powiedzenia... Oto 9 wskazówek, które pomogą wypracować w sobie zdrowy egoizm.

  1. Znajdź „swój kawałek podłogi”. Swój pokój albo choćby kącik, ulubiony fotel. Czyli swoje i tylko swoje miejsce, które sam mogę zagospodarowywać.
  2. Dotrzyj do swojego wewnętrznego dziecka. To znaczy: przypomnij sobie, o czym marzyłeś, co lubiłeś, a czego nie. Z czego się cieszyłeś, a co sprawiało ci ból. Zastanów się, co z tamtego dziecka w tobie zostało, co z tamtych marzeń udało się zrealizować. Zobacz dziecko w sobie, daj mu uwagę, akceptację i miłość.
  3. Dopuść do głosu swoje prawdziwe pragnienia. Czyli zrzuć z siebie gorset nałożony przez konwenanse, stereotypy, innych ludzi. Na przykład taki, że starszej pani nie wypada chodzić na tańce, a młodej – dziergać na drutach. Mogę robić to, czego pragnę. Muszę tylko spełnić jeden warunek – nie wolno mi krzywdzić innych.
  4. Daj sobie prawo do nicnierobienia. Do drzemki w środku dnia, leżenia pod gruszą na dowolnie wybranym boku, gapienia się w niebo. Bez poczucia winy i wyrzutów sumienia. Nawet jeśli jako dziecko byłeś za to karany, a może właśnie dlatego.
  • Uwierz, że nie jesteś niezastąpiony. Gdy wymaga tego stan zdrowia, każdy twój obowiązek, zarówno domowy, jak i zawodowy, może przejąć ktoś inny. I świat się nie zawali!
  • Nie bój się odmawiać, mówić „nie” i mieć swoje zdanie. Czasami to trudne dla nas i bolesne dla innych, ale w rezultacie wszystkim wychodzi na dobre.
  • Zerwij z przekonaniem, że musisz być zawsze doskonały. Jako pracownik, rodzic, żona, mąż, córka, syn, przyjaciel, przyjaciółka. Nie musisz. Być wystarczająco dobry – tylko tyle.
  • Uświadom sobie, że to ty jesteś odpowiedzialny za swoje zdrowie fizyczne i psychiczne. Nie lekarz, dietetyk, trener, psychoterapeuta. Owszem, powinno się ich radzić, korzystać z ich wiedzy, współpracować z nimi, ale to ty podejmujesz zawsze ostateczną decyzję.
  • Pobądź w ciszy, sam ze sobą, pomedytuj. Najlepiej słychać wtedy własne myśli, pragnienia, potrzeby. To trudne? Ale w ostatecznym rozrachunku ozdrowieńcze.
    1. Psychologia

    Zakazany romans – dlaczego kobiety pożądają żonatych mężczyzn?

    Choć zakazany owoc jest wspaniały i porywający, niezwykle bogaty w doznania i nigdy się nie nudzi – to cena, jaką możemy zapłacić za taką przygodę, jest bardzo wysoka. (Fot. iStock)
    Choć zakazany owoc jest wspaniały i porywający, niezwykle bogaty w doznania i nigdy się nie nudzi – to cena, jaką możemy zapłacić za taką przygodę, jest bardzo wysoka. (Fot. iStock)
    Zakazany owoc jest słodki i chrupki. Ceną za posmakowanie była utrata raju! A jaka może być cena zakazanego romansu przyjaciółki?

    Oscar Wilde mawiał, że najlepszym sposobem na zwalczenie pokusy jest jej ulec – bo kiedy się opieramy, dusza choruje z pożądania, a niedostępne nabiera na atrakcyjności. Justyna w pełni popiera opinię Wilde’a. Od lat podkochuje się w mężach i partnerach przyjaciółek.

    – Czasem mam z nimi romanse, czasem nie, ale jeśli kogoś pragnę, podziwiam, uwodzę – to prawie zawsze jest to czyjś mąż. Wolni faceci mnie nie kręcą. Czemu? Nie wiem – wyznaje.

    Dziwne? Z pozoru. Antropolog i badaczka ludzkich zachowań, Helen Fisher, w swojej książce „Anatomia miłości” opisała to zjawisko. Fakt, że „cudzy” mężczyźni wydają się kobietom ponętni, nie jest wcale rzadkością, a raczej… normą!

    – Pociągają nas mężowie innych kobiet, ponieważ są „sprawdzeni” – mówi Joanna Twardo-Kamińska, seksuolog i psycholog. – Wiele kobiet, widząc, że mężczyzna jest pożądany przez inne, zaczyna uważać go za atrakcyjnego. To ewolucyjna część postrzegania: wydaje nam się, że fajne osoby są na rynku matrymonialnym najszybciej rozchwytywane i tworzą dobre związki.

    Bo, paradoksalnie, im bardziej udany związek obserwujemy, tym bardziej pociągający wydaje się mężczyzna. To tak, jakby inna kobieta dawała mu certyfikat wysokiej jakości. Twardo-Kamińska: – Mamy tu do czynienia z mechanizmem projekcji: ponieważ przyjaciółka wybrała danego mężczyznę, to musi coś w nim być. Nie wiemy dokładnie, co to takiego, więc przypisujemy mu cechy pożądane. Idealizujemy.

    To fajne, mieć romans z ideałem. A czy można skuteczniej nakarmić kompleksy i poczuć własną atrakcyjność? Zdaniem seksuologa Justynie romanse dają poczucie bezpieczeństwa. Żyje w świecie fantazji i to jej wystarcza. – To, że dziewczyna nie robi kroku dalej i nie myśli o stałym związku, wynika prawdopodobnie z lęku przed bliskością i odrzuceniem – mówi Twardo-Kamińska. Podobnie rasowe łowczynie – są zainteresowane mężczyzną, dopóki go nie podbiją. A żonaci faceci to idealny cel: można ich upolować, skonsumować i pójść dalej. Choć łowczynie wydają się drapieżnymi kocicami bez skrupułów, tak naprawdę są, podobnie jak Justyna, uciekającymi od bliskości, pełnymi lęku rozbitkami. Co można im poradzić?

    Twardo-Kamińska: – Najlepiej terapię, dzięki której nauczą się wchodzić w prawdziwe relacje i odkryją, czemu od nich uciekają. Bo kiedy czterdziestka zastanie łowczynię w pustym mieszkaniu, satysfakcja z dotychczasowych trofeów nagle okaże się mniejsza niż poczucie pustki i samotności.

    Wbrew wszystkim

    Zośka zbliża się do czterdziestki. Przez kilka lat była sama, zraniona po nieudanym związku. Niedawno pojawił się Adam. Powoli i cierpliwie torował sobie drogę do jej serca i łóżka. – To wspaniały mężczyzna, dba o mnie i naprawdę mnie kocha – mówi Zośka. – W łóżku – ideał: czuły, namiętny otwarty na moje potrzeby. W dodatku kręci nas to samo.

    Dobrze im razem. Zośka pierwszy raz jest szczęśliwa, a jednak ukrywa ten romans przed światem. A już najbardziej przed najbliższymi. Dlaczego? – Adam jest byłym mężem mojej starszej siostry. Wprawdzie rozwiedli się 15 lat temu, ich dziecko już jest dorosłe, a siostra jest od lat z kim innym, ale moja rodzina i tak wpadłaby w histerię na samą myśl, że sypiam z Adamem. Nikt, dosłownie nikt tego nie zaakceptuje – zwierza się Zośka. Dlatego to sekretny romans. Ale Zośka nie ma zamiaru rezygnować z Adama. Wprost przeciwnie! Desperacko pragnie z nim i sypiać, i żyć…

    Zdaniem Twardo-Kamińskiej możemy mieć tu do czynienia z efektem Romea i Julii. – Zjawisko to polega na tym, że obiekt pożądania jest atrakcyjny właśnie dlatego, że stanowi tabu i nie wolno nam się z nim związać – wyjaśnia seksuolog. – Nie mogąc z nim być, pragniemy go z całych sił. Możemy go też idealizować. Nie widzimy jego wad, przypisujemy mu różne zalety, wiele interpretujemy na korzyść. Im bardziej świat staje między nami, tym bardziej pragnienie rośnie. Ono karmi się oporem rzeczywistości.

    Zośka łamie swego rodzaju tabu. To może podniecać, dawać zastrzyk energii, nastrajać do walki o „swoje”. Ale czy kochankom się uda? Twardo-Kamińska uważa, że obiektywnie nic nie stoi na przeszkodzie: oboje są wolni, mają poukładane życie, pozamykane poprzednie związki. Nie ma nic złego w tym, że kobieta wiąże się z byłym mężem siostry, jeśli tamta relacja jest zakończona. Co więcej, to mógłby być bardzo udany związek, bo Zośka i Adam znają się od lat, wiedzą o sobie dużo, przyjaźnią się. Odpada więc element niepewności i zaskoczenia. – Ale to może się okazać za mało. Otóż efekt Romea i Julii ma też drugi komponent: kiedy już przełamiemy bariery i jesteśmy razem; gdy wreszcie dane jest nam funkcjonować w związku ze wszystkimi jego blaskami i cieniami, Romeo… rozczarowuje. Dlaczego? Bo okazuje się tylko człowiekiem. Ale przede wszystkim dlatego, że znika przeżywanie tęsknoty i pragnienia – cała emocjonalna huśtawka, która towarzyszyła walce o miłość. A bez tej ekstazy nawet seks, choć udany, staje się równie codzienny jak reszta – podsumowuje seksuolog.

    Krzyżowy ogień uczuć

    Karina czuje, że się strasznie zaplątała. Ona i jej mąż, Jarek, co roku wyjeżdżali do Włoch wspólnie z zaprzyjaźnioną parą małżeńską. Tak było weselej i taniej. Podczas ostatnich wakacji między Kariną a mężczyzną z drugiej pary zaiskrzyło. I to jak! Nie opanowali tego, nawet nie próbowali – toskańskie wieczory uderzyły im do głów. Ukradkowy, wakacyjny romans przetrwał jesień i zimę. Kochali się coraz bardziej.

    – A seks? Seks był naprawdę nieziemski! Pełen pasji i zatracenia w sobie nawzajem, że na samą myśl o nim kręciło mi się w głowie. Nigdy z nikim tak mi nie było, należałam tylko do niego – wspomina Karina. Postanowili być razem. Pierwsze miesiące: ekstaza. A potem… porażka. Pretensje, wyrzuty sumienia, kłótnie i awantury – a do tego obustronne poczucie, że spaprali sobie życie… Nie wytrzymali nawet roku.

    – Zadziałała tu odwrócona teoria niedostępności i zasada reaktancji – tłumaczy seksuolog. – Pierwsza: kiedy już coś zdobędziemy, to nam powszednieje i przestaje przedstawiać wartość. Druga: ludzie mają tendencje do zawyżania wartości i podążania za tym, do czego mają utrudniony dostęp. Obie dotyczą nie tylko życia seksualnego, ale także dóbr materialnych... Potrzebujemy odmienności, ekscytacji. Wiele osób nie potrafi docenić tego, co ma i szuka czegoś, co zapewnia silne bodźce.

    Bardzo łatwo wpaść w tę pułapkę. Dlatego lepiej się zatrzymać i pomyśleć: „Co z tego, że inny mężczyzna jest bardziej przystojny? Dobry seks to dobra relacja – a tę buduje się latami”.

    – Zamiast gonić wrażenia, lepiej jest docenić fakt, że partner też ma wiele zalet, np. jest opiekuńczy, w łóżku uważny, wrażliwy – radzi Twardo-Kamińska.

    Dojrzały kochanek

    Młodość jest atrakcyjna? Nie dla każdego. Na pewno nie dla Krystyny. Jako 20-latka związała się z dwa razy starszym od siebie kochankiem. – Byliśmy niedopasowani życiowo, co innego nas interesowało, ale łóżko wszystko rekompensowało – opowiada Krystyna. – W sypialni dogadywaliśmy się idealnie. Wprowadzał mnie w świat seksu i dawał mi dokładnie to, czego potrzebowałam. Po prostu uwielbiałam się z nim kochać.

    Dziś jest związana z Jackiem, swoim rówieśnikiem – też ma 26 lat. Kocha go, ale… jest zafascynowana jego 40-letnim ojcem! Ilekroć go spotyka, czerwieni się, jąka i spuszcza oczy – jak pensjonarka. To jego twarz i ciało sobie wyobraża, gdy zamyka oczy, kochając się z Jackiem.

    Krystyna nie jest wyjątkiem. Kobiety, które pociągają nawet sporo starsi mężczyźni, wchodzą w relacje z młodszymi, bo tak chcą rodzice, tak wypada… Ale nie są szczęśliwe – podziemny strumyczek pożądania płynie w innym kierunku.

    – Niektóre koncepcje psychologiczne wiążą fascynacje kobiet starszymi parterami z tzw. deficytem ojca – tłumaczy seksuolog. – Element seksualnej ekscytacji odgrywa tu rolę, ale nie jest pierwszorzędny. Takie dziewczyny uwielbiają towarzystwo starszych mężczyzn, lubią pławić się w ich cieple i opiekuńczości, podziwiać życiową mądrość i doświadczenie. Partner symbolizuje ojca, którego brakowało im całe życie.

    – Należy jednak podkreślić, że to tylko jedna z teorii. Część kobiet preferuje starszych partnerów, bo są bardziej odpowiedzialni, dają poczucie bezpieczeństwa i w związku z tym są dla nich atrakcyjni – zaznacza seksuolog.

    Co można poradzić kobiecie zapatrzonej w dojrzałych mężczyzn? – Niech wiąże się ze starszymi mężczyznami, jeśli jest z nimi szczęśliwa. Relacje, w których partner jest starszy, nawet dużo, są społecznie akceptowane – uważa Twardo-Kamińska.

    Mniejsze zło

    Anka ma swój mały sekret: podkochuje się w kuzynie. Niby to tylko krewny drugiego stopnia, ale jednak. – Nie odważyłabym się iść z nim do łóżka – wyznaje Anka. – Ale na samą myśl, że mogłabym się z nim kochać, dostaję gęsiej skórki.

    To, czego nie wolno, kręci, ekscytuje i podnieca. Im bardziej zakazane, tym bardziej ekscytujące. Jedni oprą się chętce łamania tabu, ale inni nie. – Silniejszą potrzebę łamania barier mają… grzeczne dziewczynki – uważa seksuolog. – Te, od których przez całe życie wymagano, by były poukładane, miłe i potulne. Te, które zawsze wracały do domu przed 22.00. Mogą odczuwać impuls, by się wyrwać z tego ugrzecznionego świata. Instynkty nie zostają bowiem przez takie wychowanie usunięte, a jedynie wyparte – i pewnie kiedyś dojdą do głosu. Może się to objawiać właśnie pokusą łamania tabu.

    Program dla grzecznych dziewczynek? Jeśli chcecie się uchronić przed pokusami robienia czegoś musicie być choć trochę niegrzeczne na co dzień. Bo choć zakazany owoc (a w tym wypadku seks) jest wspaniały i porywający, niezwykle bogaty w doznania i nigdy się nie nudzi – to cena, jaką możemy zapłacić za taką przygodę, jest bardzo wysoka. Może nią być społeczne odrzucenie i samotność, na jaką nas skaże. Dlatego szukajmy wrażeń, łamiąc drobniejsze zakazy. Film tylko dla dorosłych? Dzika przejażdżka motocyklem? Taniec w klubie do rana? To zdrowe sposoby na to, by rozładować napięcie pomiędzy grzeczną a tą dzikszą częścią nas samych.

    1. Psychologia

    Zazdrość o partnera? – Przyjrzyj się swoim uczuciom

    Zanim zazdrość zatruje na dobre twoje samopoczucie, postaraj się najpierw wykonać kilka ćwiczeń. (fot. iStock)
    Zanim zazdrość zatruje na dobre twoje samopoczucie, postaraj się najpierw wykonać kilka ćwiczeń. (fot. iStock)
    Jak wygląda twoja zazdrość? Jaką niesie informację? - Rozmowa z trudnymi emocjami może przynieść wiele korzyści. Dlatego, jeśli nie możesz poradzić sobie z odczuwaną zazdrością, spróbuj wykonać poniższe ćwiczenia.

    Jeśli odczuwanie zazdrości zaburza twoje dobre samopoczucie, jeśli zbyt dużo czasu poświęcasz na bycie zazdrosną o swojego partnera, przeprowadź mały eksperyment. Pomyśl przez chwilę, jak mogłaby wyglądać twoja zazdrość. Wyobraź ją sobie, nie otwierając oczu. Stoi naprzeciwko ciebie. Przyjrzyj się jej, zobacz, co to za postać. Kobieca czy męska? Ludzka czy zwierzęca? W co jest ubrana? Jaki ma wyraz twarzy, jak się czuje?

    Teraz stań na miejscu zazdrości, wciel się na chwilę w tę postać. Jak to jest być zazdrością? Co jako zazdrość chciałabyś sobie powiedzieć? Dlaczego czujesz to, co czujesz? Czego naprawdę potrzebujesz? Kiedy poczujesz, że wyraziłaś wszystko, co było do wyrażenia na ten moment, wróć na swoje miejsce i spójrz na postać, która reprezentuje twoją zazdrość. Czy ma taki sam wygląd? Czy jej wyraz twarzy się zmienił? Czego się nauczyłaś o sobie od swojej zazdrości?

    Na koniec ćwiczenia sprawdź, czy czujesz potrzebę powiedzenia czegoś tej postaci. Powiedz jej to i podziękuj za współpracę.

    O co tak naprawdę jesteś zazdrosna?

    Powiedzmy, że jesteś zazdrosna o czas, jaki twój partner poświęca pracy. Zadaj sobie kilka pytań:

    • Czy mam realny wpływ na to, co robi mój partner? Obiektywnie patrząc – nie, ponieważ to jego wybór.
    • Co zatem mogę zrobić? Mogę zapytać go, czy jest możliwe, by wcześniej wracał do domu, abyśmy mieli więcej czasu dla siebie. Mogę też zająć się swoimi sprawami, szanując jego wybór.

    Inny przykład: Jesteś zazdrosna o jego nową koleżankę z pracy, ponieważ to bardzo atrakcyjna osoba i podejrzewasz, że twojemu partnerowi również się podoba. Zadaj sobie kilka pytań:

    • Czy mam realny wpływ na to, kto podoba się mojemu partnerowi? Obiektywnie patrząc – nie, tak samo jak on nie ma wpływu na to, kto mnie się podoba.
    • Co mogę zatem zrobić? Mogę powiedzieć wprost: „Czuję zazdrość, kiedy myślę o twojej nowej koleżance z pracy, czuję obawę, że mógłbyś się z nią umówić”. Mogę się skupić na tym, dlaczego porównuję się do innej kobiety. Dlaczego zużywam swoją energię na rozmyślania, co by było gdyby? Mogłabym zamiast tego wzmocnić poczucie własnej wartości i powiedzieć do siebie kilka miłych słów.

    Komu zazdrościsz?

    Osoba, której zazdrościsz, pokazuje ci, jak wielki potencjał jest w tobie. Potencjał, którego jeszcze nie odkryłaś, nie przebudziłaś. Kiedy następnym razem uświadomisz sobie, że odczuwasz zazdrość wobec jakiejś kobiety, która jest atrakcyjna i odnosi sukcesy, podziękuj jej w myślach, ponieważ jest twoim lustrem. Projektujesz na nią coś, czego nie dostrzegasz w sobie. Pomyśl o wszystkich osobach, którym czegoś zazdrościsz, i zapytaj siebie, czego dobrego o tobie uczy cię zazdrość.

    Dagmara Gmitrzak: trenerka rozwoju osobistego, socjolożka, terapeutka technik holistycznych, autorka książek.