1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Sekret, który jest dla nas ciężarem

Sekret, który jest dla nas ciężarem

Tajemnice są pociągające dlatego, że to jedna z nielicznych, dziecinnych praktyk, które zachowujemy w dorosłym życiu. (Fot. iStock)
Tajemnice są pociągające dlatego, że to jedna z nielicznych, dziecinnych praktyk, które zachowujemy w dorosłym życiu. (Fot. iStock)
Potrafi zniszczyć dobrą relację, spokój ducha, a nawet czyjeś szczęście. Ale też nadaje życiu kolor i smak. Pociąga i ekscytuje. Co jednak, gdy ciężar tajemnicy okazuje się nie do zniesienia? Czy więcej pożytku przyniesie jej ujawnienie, czy dotrzymanie? Docieka psycholog Ewa Klepacka-Gryz.

Dokładnie pamiętam moment, w którym po raz pierwszy poznałam ciężar tajemnicy. Miałam pięć lat i koleżanka z podwórka powiedziała mi coś ważnego w sekrecie, na koniec dodała: „Tylko przysięgnij, że nie powiesz swojej mamie ani nikomu”. Wstyd się przyznać, ale nie potrafię dziś powiedzieć, jaką to tajemnicę powierzyła mi przyjaciółka, pewnie nic wielkiego, za to doskonale pamiętam, jak wiele wysiłku kosztowało mnie zachowanie jej w sekrecie przed mamą. Pierwsza tajemnica, którą w dzieciństwie zobowiązujemy się zachować tylko dla siebie, to pierwszy ważny krok separacyjny, rytualne wyjście z domu rodzinnego. Nagle ktoś spoza rodziny, najczęściej rówieśnik, staje się dla nas ważniejszy od mamy i taty. Po tym pierwszym razie przychodzą kolejne sekrety i tajemnice, a z osobami, z którymi je dzielimy, zaczyna nas łączyć szczególna więź. Donna Tartt, autorka powieści „Szczygieł”, twierdzi, że tajemnice są pociągające właśnie dlatego, że to jedna z nielicznych, dziecinnych praktyk, które zachowujemy w dorosłym życiu.

Uważa się, że tajemnicze kobiety są atrakcyjne dla mężczyzn, a mężczyźni, którzy potrafią milczeć w sprawie byłych związków, mają klasę. Kto nie uwielbia sekretów niespodzianek? Posiadanie tajemnicy sprawia, że czujemy się kimś wyjątkowym. Kiedy ktoś powierzy nam swój sekret, czujemy się wyróżnieni, bo dzielenie się tym, co poufne, jest wyznacznikiem bliskości relacji. Ale tajemnice bywają także ciężarem, nawet dla terapeutów.

Kilka lat temu moją pacjentką była kobieta, która miała romans z mężem swojej siostry bliźniaczki. Pół roku po zakończeniu terapii przypadkowo trafiła do mnie siostra pacjentki. Już na pierwszej sesji opowiedziała, że podejrzewała męża o zdradę, ale siostra wybiła jej to z głowy, a teraz mąż zabronił jej kontaktów z siostrą. Nie byłam w stanie z nią pracować, poleciłam jej innego terapeutę.

Łączy czy dzieli?

Wspólna tajemnica łączy, czasem bardziej niż pozytywne wspomnienia. A nawet zbliża. W dość zaskakujący sposób przekonała się o tym Iwona, która zgłosiła się do mnie z powodu nowej szefowej. – Ta kobieta się na mnie uwzięła – powiedziała. – Nie rozumiem, dlaczego postanowiła zniszczyć właśnie mnie. Zabiła mój zapał do pracy. Przez nią czuję się jak idiotka, która do niczego się nie nadaje. Chyba muszę odejść z firmy. – A może to w ogóle nie chodzi o ciebie? – spytałam ją wtedy.

Kilka tygodni później Iwona powiedziała mi, że szefowa zdradziła jej swoją tajemnicę. Na wyjeździe integracyjnym dzieliły pokój i jakoś tak zebrało im się na zwierzenia. – Po tym wszystkim patrzę na nią inaczej, rozumiem ją i nawet jej współczuję. – Co to dla ciebie znaczy, że tajemnicę powierzyła właśnie tobie? – zapytałam. – Czy czujesz ulgę, czy raczej ciężar? – Jeszcze nie wiem, ale miała pani rację, mówiąc, że to w ogóle nie chodziło o mnie.

Bywa, że długo ukrywana tajemnica rzuca cień na całe życie, zmienia nasz sposób bycia oraz światopogląd, kształtuje relacje z ludźmi. Jest jak kamień na sercu, choć na zewnątrz niewidoczny, ciąży i uniemożliwia swobodne oddychanie.

Najbardziej bolesne i niszczące są tajemnice rodzinne. Bert Hellinger, twórca metody ustawień rodzinnych, twierdzi, że rodzinne wykluczenia, zatajenia czy kłamstwa zatruwają nasze dusze, są przyczyną wielu chorób i życiowych niepowodzeń.

Kasia przyszła do mnie po zerwaniu kontaktu z rodzicami. W dniu 18. urodzin dowiedziała się od matki, że ojciec nie jest jej biologicznym ojcem, nie chciała jednak powiedzieć, kto nim jest. Na dodatek poprosiła Kasię, żeby zachowała to dla siebie, bo nie chciała, żeby mąż dowiedział się o jej zdradzie. Przez kolejnych pięć lat Kasia miotała się pomiędzy nienawiścią do matki a próbą jej zrozumienia. Odsunęła się od męża matki, do którego przez lata mówiła „tato”. Usilnie próbowała odszukać biologicznego ojca. W końcu postanowiła wyprowadzić się z domu, zostawiła list do rodziców z prośbą, żeby jej nie szukali.

Takie spiski jednego z rodziców z dzieckiem, nawet dorosłym, uderzają boleśnie w konflikt lojalności. Dziecko musi dokonać wyboru, którego z rodziców zdradzi. Decyzja o zerwaniu kontaktu z rodzicami, choćby czasowym, i wyzwolenie się z poczucia winy bywa jedynym ratunkiem.

Usta milczą, ciało mówi

Zdaniem Freuda słowo „sekret” niesie za sobą ogromny ładunek emocjonalny. Ojciec psychoanalizy twierdził, że sekretne myśli i popędy są najciekawszą częścią psychiki i największym wyzwaniem dla terapeuty, który próbuje się dostać tam, gdzie mieszkają – do podświadomości. Freud uważał, że nikt z nas tak naprawdę nie jest w stanie ukryć tajemnicy, bo „nawet jeśli nasze usta milczą, przemawiają nasze palce”.

Doktor Anita E. Kelly, psycholog z Uniwersytetu w Notre Dame, badaczka natury tajemnic, przekonuje, że ludzie noszący w sobie sekrety częściej cierpią na depresję, lęki i choroby psychosomatyczne (np. uporczywy kaszel). Dzieci z rodzin alkoholowych, w których nałóg ukrywany jest przed światem, często nie radzą sobie z emocjami. Podobnego zdania jest David Eagleman, amerykański neurolog, autor książki „Incognito: sekretne życie mózgu”. Według niego pod wpływem skrywanej wiedzy w naszym mózgu rozgrywa się walka: jedna część chce ją ujawnić, druga wie, że nie może tego zrobić. To właśnie owe sprzeczne procesy umysłowe tworzą sekret. Nasze ciała nie potrafią jednak kłamać, obniżają napięcie związane z utrzymaniem sekretu poprzez „freudowskie przejęzyczenia”, sny czy symptomy.

Gra w gorącego kartofla

Dlaczego zdradzamy innym swoje tajemnice? Po to, by dzielić ich ciężar z osobą zaufaną? Wszak ujawniona tajemnica przestaje być tajemnicą. To ogromna ulga dla naszego mózgu i serca. Jednak gdy ktoś zdradzi nasz sekret, zawiedzie nasze zaufanie, ból wraca ze zdwojoną siłą. A przecież powierzona komuś tajemnica przestaje być naszą własnością. Bywa, że staje się ciężarem dla naszego powiernika. Sekret jest jak gorący kartofel, który parzy dłonie i którego chcemy się pozbyć jak najszybciej. Czy mamy prawo oczekiwać, że ten, kto go złapie, czasami wbrew swojej woli nie przekaże go dalej?

Kiedy ktoś mówi: „Powiem ci coś w sekrecie, zachowaj to dla siebie”, może warto poczuć, czy na pewno chcemy poparzyć sobie dłonie? Czy mamy w sobie miejsce na cudzy sekret? Czy potrafimy znieść ciężar zachowania go dla siebie?

A co z sekretami odkrytymi przypadkowo? W kawiarni zauważasz męża swojej najlepszej przyjaciółki w intymnej relacji z inną kobietą. Powiedzieć jej czy nie? Albo pierwsza przypadkiem dowiadujesz się o redukcji etatów w firmie. Nagłośnić tę sprawę czy samej zacząć szukać nowej pracy? Niestety, nie ma jednej gotowej odpowiedzi na te pytania. Nigdy nie przewidzisz konsekwencji podzielenia się sekretem czy zdradzenia cudzego. Na pewno warto poczuć, kiedy poniesiesz większe koszty energetyczne: gdy ujawnisz sekret czy kiedy go zatrzymasz dla siebie? Wyobraź sobie kolejno obydwie sytuacje i sprawdź, co na to twoje ciało. To ono płaci najwięcej za dochowywanie tajemnicy.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Objawy depresji u mężczyzn – dlaczego trudno im prosić o pomoc?

W dorosłości prawdziwy mężczyzna definiowany jest przez pryzmat głowy rodziny lub lidera, który na każdym polu życia musi dać sobie radę ze wszystkim, co go spotyka. Przy tym ważne jest, żeby osiągał znaczące sukcesy i wyznaczał sobie coraz ambitniejsze cele na przyszłość. Rezultat? - Jakakolwiek słabość, niewydolność, popełniane błędy czy wyjście poza określone standardy świadczą o nieporadności życiowej mężczyzny (fot. iStock)
W dorosłości prawdziwy mężczyzna definiowany jest przez pryzmat głowy rodziny lub lidera, który na każdym polu życia musi dać sobie radę ze wszystkim, co go spotyka. Przy tym ważne jest, żeby osiągał znaczące sukcesy i wyznaczał sobie coraz ambitniejsze cele na przyszłość. Rezultat? - Jakakolwiek słabość, niewydolność, popełniane błędy czy wyjście poza określone standardy świadczą o nieporadności życiowej mężczyzny (fot. iStock)
W dobie współczesnych przemian gospodarczych, kulturowych i społecznych Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) alarmuje, że na zaburzenia związane z depresją cierpi ok. 350 mln ludzi na świecie. Depresja staje się powoli jedną z cywilizacyjnych chorób, która dotyka zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Mężczyznom jednak trudniej przyznać się, że sobie z czymś nie radzą i zaakceptować własne słabości. Jak wygląda depresja mężczyzn z perspektywy metody Gestalt? - wyjaśnia psychoterapeuta Krzysztof Pawłuszko.

Niestety, pomimo wielu doniesień świadomość społeczna dotycząca depresji i możliwości jej leczenia jest wciąż niewielka. Moje doświadczenie pracy jako terapeuty pokazuje, że zwykle ludzie szukają informacji lub pomocy dopiero w momencie, kiedy oni sami lub ich bliscy zaczynają cierpieć z powodu depresji. Często jest to już głęboki stan powodujący trudności w codziennym funkcjonowaniu i pełnieniu ról społecznych. Wówczas chcą jak najszybciej pozbyć się problemu i wrócić do normalnego trybu życia.

W pracy terapeutycznej z klientami doświadczającymi depresji wielokrotnie miałem wrażenie, że traktują siebie jak samochód, a mnie jak mechanika, oczekując szybkiej naprawy lub recepty na to, jak sami mogą siebie naprawić. Jest to przykład pokazujący, jak bardzo ludzie nie chcą mieć styczności z tym problemem. Dotyczy to w dużej mierze mężczyzn, którym bardzo trudno przyznać się do własnych trudności i sięgnąć po pomoc. A wynika to wyraźnie z kontekstu kulturowo – społecznego.

Od dziecka chłopcom narzucane są zasady i normy (w podejściu Gestalt zwane introjektami), mające na celu przygotowanie do życia w dorosłości. Główny nacisk jest w nich położony na rozwój sfery racjonalnej. Chłopiec ma być przecież w przyszłości głową rodziny. Sfera emocjonalna i cielesna jest przez rodziców skutecznie blokowana, pomijana lub zawstydzana. Chłopcom nie wypada płakać, złościć się czy smucić (choć powoli to się zmienia). Tym bardziej przeżywać różne popędy cielesne (np. seksualność, agresję), ponieważ wykraczają wtedy poza granice ustalonych norm i są niegrzeczni.

Dziecko, żeby przyswoić i wyrobić się w realizacji tego rodzaju przekazu kulturowo – społecznego, jest zmuszone usztywnić swoją naturalną ekspresję oraz odciąć się od sfer, które nie są mile widziane. W konsekwencji rozwija mechaniczny sposób obchodzenia się ze sobą, który później kontrolowany jest przez racjonalność. Kojarzę to z zainstalowanym oprogramowaniem komputerowym, które dba, by komputer sprawnie i bez zarzutu spełniał swoje funkcje. Analogicznie jest z głową mężczyzny skoncentrowanego w tym kontekście na realizacji szeregu ról, norm, obowiązków, zadań i celów - jak maszyna.

W dorosłości prawdziwy mężczyzna definiowany jest przez pryzmat głowy rodziny lub lidera, który na każdym polu życia musi dać sobie radę ze wszystkim, co go spotyka. Przy tym ważne jest, żeby osiągał znaczące sukcesy i wyznaczał sobie coraz ambitniejsze cele na przyszłość. Rezultat? - Jakakolwiek słabość, niewydolność, popełniane błędy czy wyjście poza określone standardy świadczą o nieporadności życiowej mężczyzny. Jest to bardzo częste doświadczenie mężczyzn zgłaszających się na terapię. Siła przekazu kulturowo – społecznego jest wówczas tak duża, że pogłębia proces utraty równowagi. Zwykle mężczyźni nie są tego procesu świadomi.

Doświadczają trudnych do wyjaśnienia objawów. Na poziomie racjonalnym: problemów z pamięcią i koncentracją. Na poziomie cielesnym: zmęczenia, bólu głowy, ciągłego stanu napięcia i stresu. Na poziomie emocjonalnym: obniżonego nastroju, drażliwości, stanu złości i zdenerwowania, braku odczuwania przyjemności i zainteresowania. Na poziomie codziennych zachowań: trudności z zasypianiem, aktywnością seksualną, codzienną aktywnością i pełnieniem ról społecznych. Na poziomie społecznym: chęcią wycofania się z kontaktów i ukrycia. Czasem wymienionym objawom towarzyszą choroby somatyczne wynikające z wieloletniego tłumienia emocji. Są to m.in. choroby układu sercowo - naczyniowego, układu odpornościowego, pokarmowego, dolegliwości bólowe w różnych obszarach ciała.

Bardzo często mężczyźni łączą te objawy z trudnościami lub niepowodzeniami w pracy, zbyt długo trwającym przeciążeniem zawodowym, brakiem możliwości wzięcia urlopu, nie rozwiązanym konfliktem w relacji partnerskiej czy prowadzeniem niezdrowego trybu życia. Poszukują wówczas różnych sposobów poradzenia sobie z sytuacją lub jej odreagowania. W tym celu sięgają po alkohol, leki przeciwbólowe i nasenne, narkotyki, hazard, internet, gry komputerowe, sporty ekstremalne czy siłownię. W rezultacie pogłębiają swój stan i dochodzą po pewnym czasie do tzw. ściany. Nie wiedzą, co i w jaki sposób mogłoby im pomóc. Niektórzy mężczyźni, pomimo wstydu i oporu, przyznają się sami przed sobą, że potrzebują pomocy. Zazwyczaj wtedy decydują się również sięgnąć po pomoc innych ludzi, w tym pomoc terapeutyczną.

W terapii Gestalt depresja nie jest traktowana jako objaw, którego trzeba się za wszelką cenę pozbyć np. za pomocą leków czy technik terapeutycznych. Depresja jest postrzegana jak czubek góry lodowej widoczny nad powierzchnią wody. Pod powierzchnią znajduje się jej większa część (sedno problemu), powodująca stan depresji. Część, o której myślę, składa się z różnych czynników. Jeśli pomijamy te czynniki i skupiamy się na redukcji objawów choroby, w konsekwencji doprowadzamy do jej nawrotu w przyszłości.

Koncepcja Gestalt proponuje inną drogę, ktora polega na spotkaniu z tym, co pod powierzchnią i uświadomieniu sobie czynników powodujących depresję. Jest to proces wymagający czasu i zaufania, że przyniesie oczekiwane rezultaty. Wsparcie farmakologiczne jest wówczas zwykle działaniem wspierającym ten proces - ze względu na jego intensywność i głębokość. W trakcie terapii szokujący dla klientów jest paradoks, że doświadczenie depresji ich ratuje. Nigdy wcześniej nie pozwoliliby sobie na zatrzymanie się i zweryfikowanie, czy ich dotychczasowy sposób funkcjonowania jest zdrowy. Depresja jest tym wydarzeniem, które odsłania fakt odcięcia się od siebie i twórczego przystosowania, żeby sprostać wymaganiom kulturowo - społecznym. Ukazuje szereg sztywnych schematów postępowania, reagowania i myślenia oraz rozwinięte mechanizmy obronne różnego rodzaju.

Klient odkrywa w terapii, że depresja jest jego nieświadomą odpowiedzią manifestującą, że dłużej w dotychczasowy sposób nie może i nie chce funkcjonować, ponieważ jest to dla niego destrukcyjne. Zaczyna również odkrywać swoje prawdziwe Ja, rozwijać świadomość własnej emocjonalności i procesów cielesnych, stopniowo odzyskiwać równowagę oraz bardziej świadomie decydować, w jaki sposób chce funkcjonować. Przy tym uczy się w codziennych sprawach sięgać po wsparcie innych ludzi, nie postrzegając tych sytuacji jako wyraz słabości czy osobistej porażki.

Terapia Gestalt jest więc zupełnie innym spojrzeniem na problem depresji. Nie tylko tej doświadczanej przez mężczyzn, ale także kobiety. Stwarza możliwość świadomego przejścia procesu depresji oraz trwałego rozwiązania tego problemu.

Krzysztof Pawłuszko, certyfikowany psychoterapeuta i trener w Instytucie Terapii Gestalt, European Association for Gestalt Therapy, European Association for Psychotherapy oraz Polskim Towarzystwie Psychoterapii Gestalt. Jest również psychoterapeutą szkoleniowym terapeutów będących w procesie szkolenia w nurcie Gestalt.

  1. Psychologia

„Domyśl się, czego mi trzeba!” – żądania i pretensje zatruwają związek

Formułowanie konkretnych próśb i komunikowanie życzeń nie jest w żadnym obszarze życia tak ważne, jak w zaspokajaniu potrzeby miłości i intymności. (fot. iStock)
Formułowanie konkretnych próśb i komunikowanie życzeń nie jest w żadnym obszarze życia tak ważne, jak w zaspokajaniu potrzeby miłości i intymności. (fot. iStock)
Nasze wyobrażenie o miłości jest żądaniem i pretensją: „Domyśl się, czego mi trzeba!”, „Zgadnij, zanim ja sam się tego dowiem!”. Ciągle szukamy kogoś, kto spełni nasze życzenia. To najbardziej destruktywna strategia w związkach miłosnych – twierdził Marshall Rosenberg, twórca Porozumienia bez Przemocy.

„Dlaczego nigdy mi tego nie mówiłaś?!” „Cały czas ci to powtarzam!” Tomek Bagiński, trener, coach stosujący Porozumienie bez Przemocy w mediacjach dla par, te dwa zdania nazywa absolutną klasyką. – On mówi i ona mówi. Dwa monologi, które nie mogą stać się dialogiem, bo oni nie słyszą siebie nawzajem, chcą się z czymś przebić, ale nie wiedzą jak, więc ja tłumaczę to wszystko na język uczuć i potrzeb – opowiada Tomek. – I wspieram, to znaczy pytam: „Co usłyszałaś?”; „Co powiedziała twoja partnerka?”. Pomału zaczynają siebie słuchać, uczą się tego. Na przykład kobieta mówi: „chcę, żeby on zmienił pracę!”. Ale pod tym kryją się potrzeby kontaktu i wspólnoty; aby mężczyzna spędzał więcej czasu w domu, żeby byli bliżej siebie.

Ola i Tomek Bagińscy metodę Porozumienia bez Przemocy poznali trzy lata temu. Ola stworzyła właśnie Fundację Świadomego Rozwoju, która propaguje działania oparte na tej metodzie. Są razem od 13 lat, mają dwoje dzieci – 6-letniego Kacpra i 4,5-letnią Martę. Nowa droga odmieniła ich życie rodzinne.

Potrzebuję czułości. A ty?

W swoich książkach i na wykładach Marshall Rosenberg zwracał uwagę na dziwną rzecz: prawie każdy z nas jest przekonany, że jeśli ktoś nas kocha, to na pewno wie, czego potrzebujemy. Nasze wyobrażenie o miłości jest żądaniem i pretensją: „domyśl się, czego mi trzeba!”. „Zgadnij, zanim ja sam się tego dowiem!” To najbardziej destruktywna strategia w związkach miłosnych.

Miłość i intymność są podstawowymi potrzebami. Formułowanie konkretnych próśb i komunikowanie życzeń nie jest w żadnym obszarze życia tak ważne, jak w zaspokajaniu potrzeby miłości i intymności.

W książce „Rozwiązywanie konfliktów poprzez porozumienie bez przemocy” Rosenberg dzielił się własnymi doświadczeniami: „Jako mężczyzna byłem tak samo mało świadomy własnych potrzeb jak moja partnerka, ponieważ nie miałem w ogóle pojęcia, jakie mam potrzeby. Jeśli nie były one spełnione, to czekałem, aż moja partnerka zatroszczy się o mnie. A jeśli tego nie robiła, to miała poczucie, że robi coś źle. Ja się wycofywałem, a ona pytała: »Marshall, o co chodzi?«. Odpowiadałem: »O nic«. Nie wytrzymywała tego długo i otrzymywałem to, co chciałem. To bardzo proste, ale ma wysoką cenę. Pomału, ale konsekwentnie człowiek staje się uczuciowym analfabetą, emocjonalnym idiotą. Nie uczy się mówić: »Mam właśnie wielką potrzebę kontaktu i czułości. A ty?«. Oczekiwałem od kobiety, aby znała moje potrzeby lepiej niż ja sam! To ona powinna dbać o zaspokojenie moich potrzeb. Kiedy tego nie robiła, byłem wściekły. Zawsze miałem wokół siebie kochane kobiety, które wiedziały, czego potrzebuję, i dawały mi to. I im lepsze w tym były, tym bardziej niezdolny, ograniczony i bezrozumny byłem ja”.

Usiądźmy z przyjaciółmi

Ola i Tomek naukę porozumiewania się bez przemocy porównują do gry na pianinie: najpierw ćwiczysz gamę, ręce są mało elastyczne. Ale z czasem z tych gam zaczyna układać się kawałek muzyki, potem dłuższy, aż w końcu płynie melodia.

– Najpierw uczyliśmy się być ze sobą w kontakcie, utrzymać stan otwarcia i przepływu, współobecności – mówi Ola. – To wcale nie jest łatwe, gdy pojawia się różnica zdań, a przede wszystkim silne emocje, złość, pretensje. Sztuka polega na tym, aby z jednej strony być przy sobie, czyli być świadomym, o co mi chodzi, co czuję i czego potrzebuję, a jednocześnie być w kontakcie z bliską osobą: „Czego on potrzebuje?”. Dotrzeć do tego, że moje i twoje jest tak samo ważne.

– „No tak, ale jeśli zgłoszę jej swoją potrzebę, to co o mnie pomyśli. Przecież mężczyzna ma sobie radzić bez gadania. Otwierając się, wystawiam się na strzał”. Tak często myślą mężczyźni – mówi Tomek.
– „Chcę się z nim czymś podzielić. Ale on nie słucha, od razu radzi, zrób tak i tak. A ja nie potrzebuję rady. Chcę powiedzieć, co jest dla mnie ważne w tej chwili”. Tak na ogół reagują kobiety – mówi Ola. – Nie mogę cię usłyszeć, bo sama chcę być usłyszana. Jeśli cię wysłucham, to będzie znaczyć, że się z tobą zgadzam. A wtedy uznasz, że masz rację, i nie wysłuchasz mnie! Te obawy są źródłem nieporozumień, napięć, urazów i pretensji. Czujemy się bezradni, więc się zamykamy, i w końcu chcemy się rozwodzić.

Twierdzą, że w związkach potrzebujemy raz na jakiś czas usiąść i porozmawiać, co się z nami dzieje, a jeśli się nie słyszymy, to poprosić o pomoc przyjaciół, bo dobrze, jak ktoś popatrzy z zewnątrz. Oni na szczęście mają przyjaciół zaznajomionych z Porozumieniem bez Przemocy, więc korzystają z mediacji.

Opowiadają o takiej sytuacji: jakiś czas temu byli razem na kilkudniowym warsztacie dla kobiet i mężczyzn. Wieczorem ktoś z uczestników obchodził imieniny, było wino, świętowanie, luźna atmosfera. Dystans między ludźmi zdecydowanie się zmniejszył. – Zobaczyłam, jak kobiety dotykają pleców Tomka – opowiada Ola. – Opanowały mnie silne emocje, bunt, sprzeciw i ból. Ale on nie reagował, pozwalał się dotykać. Wróciliśmy do domu, próbowaliśmy rozmawiać. Trzy godziny trudnej, ciężkiej rozmowy! Bez efektów. Monologowaliśmy, nie mogliśmy się usłyszeć. W końcu doszłam do wniosku, że nie możemy być razem, bo skoro ja nie chcę go zmieniać, a nie mogę zaakceptować jego zachowania, to znaczy, że nie mogę być w tym związku. Poszliśmy na mediacje.

– Wreszcie mogliśmy usłyszeć siebie nawzajem – opowiada Tomek. – Mówiłem Oli, że jest dla mnie ważna i poszukamy rozwiązań, które dadzą jej poczucie bezpieczeństwa. Znaleźliśmy takie rozwiązanie: następnym razem, gdy coś podobnego się wydarzy, a ona poczuje się zagrożona, miała powiedzieć nazwę naszej ulubionej kawiarni, wtedy ja zareaguję. Nic takiego od czasu tej mediacji się nie zdarzyło, jednak ja stałem się bardziej uważny.

Artykuł archiwalny. Aleksandra Bagińska, psycholożka, z pomocą Tomasza, nadal prowadzi Fundację Świadomego Rozwoju. Tomasz Bagiński propaguje metodę Kręgów Naprawczych. W Fundacji prowadzi zajęcia oparte na PbP – w szczególności dotyczące konfliktów czy sytuacji mediacyjnych.

  1. Psychologia

Introwertyzm – jak sobie z nim radzić w codziennych sytuacjach?

Jak sobie radzić z introwertyzmem? - Poniżej kilka praktycznych porad. (fot. iStock)
Jak sobie radzić z introwertyzmem? - Poniżej kilka praktycznych porad. (fot. iStock)
Introwertyzm nie jest gorszy ani lepszy od ekstrawertyzmu. Jednak właściwa introwertykom rezerwa przysparza trudności w pracy wymagającej kontaktu z nowymi osobami i publicznych wystąpień. Jak sobie z tym poradzić, podpowiada coach Małgorzata Kniaź.

Akceptacja różnorodności

Jestem kosmetyczką, pracuję w dużym salonie. Nasz zespół to same kobiety, które mają między sobą specyficzne relacje. Opowiadają ze szczegółami, czasem intymnymi, o swoim życiu – partnerach, dzieciach, o tym, jak spędzają święta, urlopy i o co pokłóciły się z matką. Ja tak nie potrafię, a nawet razi mnie takie wywnętrzanie się. Wydaje mi się to nie na miejscu i jakieś powierzchowne. Czuję, że nie pasuję do grupy, że dystansuję się i nie jestem lubiana. Obawiam się, że w jakimś innym salonie mogę spotkać się z podobną sytuacją, a wiem, że trudno mi się będzie zmienić. - Ilona, 37 lat

Małgorzata Kniaź: Już w szkole powinniśmy uczyć się o różnicach osobowościowych i temperamentalnych – to zaoszczędziłoby nam sporo frustracji w dorosłym życiu. Niestety, świadomość odmienności jest niska. Doradziłabym ci, żebyś otwarcie powiedziała o tym, jaka jesteś i jak reagujesz na atmosferę w pracy. Możesz ująć to w taki sposób: „Jeśli macie ochotę, mówcie o swoich doświadczeniach i przeżyciach, ale zrozumcie, że ja mam ograniczoną potrzebę takiego uzewnętrzniania się. Od czasu do czasu coś o sobie powiem, ale nie będę opowiadać o swoim życiu tak dużo jak wy”. Często bywa tak, że kiedy coś ważnego sobie wyjaśnimy, budzi się w nas akceptacja dla odmienności. A introwertyk wśród ekstrawertyków oznacza więcej przestrzeni dla tych drugich. Poza tym ekstrawertyk zwykle nie jest zainteresowany tak bardzo drugą osobą i zadawaniem pogłębiających pytań. Twoja postawa wcale nie musi przeszkadzać koleżankom. Pytanie, czy ty jesteś w stanie je zaakceptować. Jeśli wyjaśnienie wprost nie zadziała i jeśli rozmowy koleżanek cię drażnią, radziłabym poszukać innej pracy, bo rachunek prawdopodobieństwa mówi, że w innym salonie wcale nie musi być tak samo. Może warto spróbować?

Introwertyzm a spełnianie marzeń

Na studiach marzyłam, że zostanę pisarką. Ostatecznie trafiłam do szkoły jako nauczycielka języka polskiego i ku własnemu zaskoczeniu polubiłam tę pracę. Uczniowie też mnie lubią, choć bardzo się bałam, że jako introwertyczka nie będę umiała złapać z nimi dobrego kontaktu. Od kilku lat wracają do mnie stare marzenia, odnalazłam w szufladzie rzeczy, które pisałam przed laty. Na bazie tego stworzyłam moją pierwszą powieść. Opinie bliskich, spośród których są również ludzie z branży wydawniczej, są dobre, a czasem wręcz entuzjastyczne. Natomiast ogarnia mnie paraliżujący strach przed pokazaniem tego, co napisałam, obcym ludziom. Jak go przezwyciężyć? Lubię swoją pracę, ale chciałabym też spełnić marzenia. - Aldona, 42 lata

M.K.: Wygląda na to, że boisz się pokazać światu swoje wnętrze, odsłonić się. Każdy ma do tego prawo. Jeśli naprawdę chcesz zawalczyć o swoje marzenia, a jednocześnie zachować swoją prywatność, dobrym rozwiązaniem może być wydanie publikacji pod pseudonimem. Nie będziesz pierwsza, wielu pisarzy tak postępuje, nawet ci doświadczeni.

Domyślam się też, że jako introwertyczka możesz odczuwać lęk przed „zderzeniem się z machiną” wydawniczą, pokazaniem twórczości obcemu redaktorowi, negocjowaniem umowy czy warunków twojego udziału w promocji książki, gdy ta już się ukaże. Zatem pomyśl może o znalezieniu agenta? Nie musi od razu to być profesjonalista, wystarczy poprosić kogoś znajomego o pomoc. „Ujawniłaś się” już przed najbliższymi, więc może wybierzesz kogoś z ich grona? Nie tylko w przypadku introwertyków sprawdza się zasada, że nie wszystko trzeba robić samemu!

Trudne zebrania w pracy

Pracuję jako analityk danych i jestem chwalony za swoją pracę przez przełożonych. Problemem dla mnie jest udział w zebraniach zespołu, podczas których przedstawiamy swoje raporty. Wydaje mi się, że wszyscy są bardzo pewni siebie i w ogóle się nie stresują. Wygląda nawet na to, że rywalizacja sprawia im przyjemność. Dla mnie te prezentacje to horror. Mimo że to moi koledzy z pracy, jestem wśród nich outsiderem, co sprawia, że jeszcze gorzej się czuję. - Łukasz, 27 lat

M.K.: To okropne, jeśli zebranie w pracy zamienia się w serię popisów. Jak możesz zadbać o swój komfort w tej sytuacji? Na przykład poprosić szefa o wcześniejsze indywidualne spotkanie, podczas którego pokażesz swój raport, albo o agendę zebrania, w której będzie napisana kolejność prezentacji oraz określony jej czas. Jako introwertyk prawdopodobnie nie lubisz improwizować, więc „wywołany” do odpowiedzi nie czujesz się komfortowo, ale znajomość agendy i porządku prezentacji podczas zebrania doda ci pewności siebie.

Jeśli brakuje ci wsparcia szefa i życzliwości zespołu podczas wypowiadania się na zebraniach, dobrze byłoby, żebyś zmierzył się ze swoim lękiem. Spróbuj, czy pomoże ci wyobrażanie sobie, że podczas prezentacji jesteś sam albo że publiczność znajduje się za grubą szybą. Chodzi o to, żebyś skoncentrował się wyłącznie na merytorycznej stronie wypowiedzi. Najlepiej zacząć od ćwiczeń w życzliwym środowisku, z bliskimi albo z przyjaciółmi pełniącymi rolę widowni. Jeśli poczujesz tremę, nie panikuj ¬ skup się na ciele. Gdzie czujesz napięcie? Czy to uścisk w klatce piersiowej, ścisk żołądka, a może drżą ci ręce? Tak ciało reaguje na niebezpieczeństwo. Skup się na oddychaniu: weź pięć powolnych głębokich oddechów. W ten sposób przekonasz mózg, że nie ma powodów do obaw. Jeśli podobna reakcja przydarzy ci się w pracy, będziesz umiał ją rozpoznać i odpowiednio zareagować.

Introwertyzm i wystąpienia publiczne

Właśnie dostałam ciekawą propozycję zawodową, która bardzo mnie stresuje. Od zawsze byłam introwertyczką i między innymi dlatego zostałam bibliotekarką. Do tej pory faktycznie mogłam pracować w spokoju, ale nasza biblioteka dostała dofinansowanie na promocję czytelnictwa i kierownik zaproponował mi organizowanie spotkań z ciekawymi ludźmi, w większości pisarzami. Z jego perspektywy to dla mnie nagroda – dla mnie oznacza też dodatkowe pieniądze, których potrzebuję. Problem polega na tym, że bardzo boję się wystąpień publicznych. Czy jest jakaś metoda na przezwyciężenie tego lęku? - Maja, 32 lata

M.K.: Zacznijmy od tego, że twój problem wcale nie musi wynikać z introwertyzmu, czyli z typu twojej osobowości. Warto mieć świadomość, że zarówno introwertycy, jak i ekstrawertycy przeżywają niepokój związany z wystąpieniami publicznymi. Jego źródłem mogą być dawne traumy, kompleksy, brak pewności siebie, brak przygotowania i wiele innych. Wynika on najczęściej z wysokiego poziomu lęku. Można jednak przyjąć, że introwertycy gorzej radzą sobie z publicznymi wystąpieniami niż ekstrawertycy.

Domyślam się, że dotychczas w pracy obcowałaś raczej z książkami niż z ludźmi. W opinii szefa złożył ci prawdopodobnie ciekawą propozycję, ale czy tobie ta zmiana odpowiada? Bo może wcale nie. Warto spróbować, żeby się o tym przekonać. Myślę, że jako introwertyczce będzie ci łatwiej poprowadzić spotkanie, jeśli wcześniej poznasz gościa. Gdy nawiążesz z nim bliższą relację i oswoisz siebie w kontakcie z nim, podczas spotkania będziesz się mniej obawiała jego zachowania czy reakcji. Introwertycy wolą być przygotowani, dlatego warto wcześniej dokładnie ustalić szczegóły dotyczące spotkania. Im lepsze przygotowanie, tym większa pewność siebie – to dotyczy każdego wystąpienia publicznego. Spisz dokładnie, co chcesz powiedzieć i przećwicz występ przed lustrem czy rodziną. Ważne, żeby scenariusz rozmowy był zgodny z twoimi przekonaniami. Jeśli będziesz wierzyć w to, co mówisz, będziesz też bardziej odporna na reakcje publiczności, kiedy ktoś na przykład zakaszle albo wyjdzie, bo mu zadzwoni telefon. Nie odbierzesz tego osobiście.

Zastanów się, czego konkretnie się boisz – oceny, krytyki, tego, że nie nawiążesz kontaktu z ludźmi? Lepiej, żebyś wcześniej zmierzyła się z tym wewnętrznie. Wreszcie pomyśl nad poproszeniem o pomoc bardziej doświadczonej osoby, kogoś w rodzaju mentora. Nie każdy nadaje się do tego, żeby go od razu wrzucać na głęboką wodę.

Małgorzata Kniaź: ekspert w dziedzinie przywództwa i zarządzania, certyfikowana trenerka biznesu, mentorka i coach

Newsletter

Psychologia, związki, seks, wychowanie, świadome życie
- co czwartek przegląd najlepszych artykułówZapisz się