16 powodów do szczęścia. Czym jest profil motywacyjny Reissa?

To co określamy umownie jako "szczęście", dla każdego ma inną twarz. Dla kogoś będzie to spokojny wieczór z książką lub ukochaną osobą, dla innego - awans na wysokie stanowisko lub otwarcie własnej firmy. (Fot. iStock)

Narzekasz na brak motywacji? Coś takiego nie istnieje! Prof. Steven Reiss twierdzi, że motywację mamy cały czas, tyle że każdy inną, zależną od pragnień i wartości. Dziennikarka Jolanta Maria Berent sprawdza, czego dowiesz się o sobie dzięki profilowi motywacyjnemu Reissa.

Zabrzmi jak truizm, ale tak jak bywamy podobni, tak też bardzo się od siebie różnimy. Co innego lubimy, do czego innego dążymy. To, co określamy umownie jako „szczęście”, dla każdego też ma inną twarz. Dla kogoś będzie to udział w koncercie rockowym, dla innego – wieczór przy kominku z książką albo z ukochaną osobą. Jeden szczęściem nazwie awans na wysokie stanowisko, drugi wypad na narty z grupą przyjaciół. Być może znajdą się też tacy, których zaintrygują w mniejszym czy większym stopniu wszystkie z przedstawionych opcji. W celu odpowiedzi na pytanie: „Co sprawia, że jesteśmy szczęśliwi?”, psycholog kliniczny i wykładowca na Uniwersytecie Stanowym Ohio, prof. Steven Reiss zdefiniował 16 obszarów, w których zawarta jest cała motywacja człowieka. Nazwał je motywatorami. Wszystkie obecne są w naszym życiu, tyle że w różnym natężeniu – zależnym od genów, wpływów otoczenia i doświadczeń. To tak jakby w naszej świadomości funkcjonowało 16 pragnień – mniejszych albo większych. I to właśnie ich rozmiary przesądzają o tym, że w pewnych sytuacjach nam się chce, a w innych niekoniecznie.

Teraz rozumiem!

Ćwierć wieku temu prof. Steven Reiss czekał na przeszczep. Obserwując pielęgniarki, które z oddaniem zajmowały się pacjentami, zastanawiał się, co je motywuje. Tak go to zaintrygowało, że powziął postanowienie: jeżeli przeżyje, do końca swoich dni będzie się zajmował badaniem ludzkiej motywacji. Pięć lat później, po 9 tysiącach badań na ponad 25 tysiącach respondentów, powstało pierwsze na świecie narzędzie do prostego badania motywacji – Reiss Motivation Profile, czyli swoisty test składający się ze 128 pytań, a właściwie stwierdzeń, do których trzeba się odnieść. Na przykład: „Nie znoszę pozbywać się swojej własności”, „Lubię być szefem”, „Drażni mnie, kiedy rzeczy nie są na swoim miejscu”.

Konsultantka Reiss Motivation Profile, Katarzyna Janas, zachwyciła się tym narzędziem „od pierwszego kontaktu”. Pojechała do Stanów Zjednoczonych, żeby zrobić certyfikat. – Byłam przekonana, że to kropka nad „i” dla menedżerów, którym czasem brakuje w zarządzania ludźmi miękkiego elementu, spojrzenia na człowieka jak na indywidualność – mówi. – Po zbadaniu motywacji przyznawali, że wreszcie rozumieją, z czego wynikały pewne trudne sytuacje. Że relacje w firmie się poprawiły: można w otwarty sposób komunikować swoje potrzeby, osiągać kompromisy. Ludzie czują się bezpieczniej, otwierają się.

Wiele wnosi analiza profilu z konsultantem RMP – pozwala zrozumieć zależności między motywatorami. Zobaczyć 16 potrzeb, jakie w nas pracują, w pełniejszym świetle. – Właściwie można przyjąć, że tych potrzeb jest dwa razy więcej – mówi Katarzyna Janas. – Każda z nich ma dwa bieguny, więc przy niskim wskaźniku danego motywatora realizujemy całkiem inną potrzebę niż osoba, u której występuje on w dużym natężeniu. Na przykład słaba potrzeba kontaktów społecznych świadczy o dążeniu do samotności albo do ograniczenia liczby relacji do tych najważniejszych. Niskie wartości motywatora „rewanż” świadczą o wysokiej potrzebie harmonii, unikania konfrontacji i konfliktów.

Przykro mi, mam inaczej

Profil wykorzystuje trzy (umowne) kolory. Zielony oznacza ponadprzeciętne natężenie jakiegoś motywatora, niebieski – wychylenie w drugą stronę: poniżej średniej, a żółty – wartości neutralne. Zielone i niebieskie kreski w profilu to tzw. drivery motywacyjne. Pokazują, w których obszarach działamy w specyficzny sposób. Pierwsze przypominają entuzjastyczny okrzyk: „Tak, to moje! Tego chcę!”, drugie prośbę, żeby nie zaprzęgać nas do niewłaściwej karety.

U mnie na zielono „zaświeciły się” trzy motywatory: piękno, spokój i jedzenie, a na niebiesko te związane z ekstrawertyzmem, rywalizacją, ruchem. I rzeczywiście: najchętniej przebywałabym w pięknym, cichym otoczeniu, tworząc i karmiąc zmysły. Kiedy wybieram restaurację, ważny jest i wystrój, i menu, i kameralna atmosfera. Stres, zamieszanie fatalnie wpływają na moją wrażliwość. „No dobrze, ale przecież każdy potrzebuje spokoju…” – pomyślałam. Otóż nie do końca. Katarzyna Janas ma do czynienia z klientami, u których ta potrzeba jest stosunkowo niska: – Tacy ludzie uwielbiają, gdy dużo się dzieje, chcą być w centrum wydarzeń – w przeciwnym razie mogą odczuwać nudę. Mają skłonność do ryzyka, do wchodzenia w trudne sytuacje. Potrzebują doznań, są bardziej odporni na bodźce z otoczenia – w odróżnieniu od osób z dużym wskaźnikiem motywatora „spokój”, które mocno reagują na różne niedogodności. Również bólem.

A co z neutralnymi motywatorami, oznaczonymi w profilu na żółto? – Zwykle pokazują pewną preferencję, ale raczej nie rzuca się ona w oczy – tłumaczy Katarzyna Janas. – Im bliżej środka, tym bardziej dana potrzeba jest wyważona, obejmuje oba bieguny. Weźmy motywator „gromadzenie”, który wskazuje, w jakim stopniu potrzebujemy otaczać się przedmiotami. Przy wysokiej potrzebie będziemy je zbierać, przechowywać, niechętnie się z nimi rozstawać, przy niskiej – minimalizować ich liczbę, a nadmiar odbierać jak ciężką, przytłaczającą energię. Jeśli osoba z ujemnymi wartościami tego motywatora miałaby pracować w pomieszczeniu wypełnionym przedmiotami, na przykład w archiwum, będzie się po prostu męczyć. Przy wyważonej potrzebie gromadzenia ważne jest, by nie popadać w skrajności: prawdopodobnie pragnieniu przechowywania rzeczy będzie towarzyszyła chęć regularnego oczyszczania przestrzeni z tego, co zbędne.

Żółte motywatory wskazują na elastyczność w danym obszarze. – Nawet jeśli napotkamy tu rozbieżności w postrzeganiu sytuacji, łatwo przełączamy się na odbiór innych. Akceptujemy różne opinie czy zachowania wynikające z tych motywacji, bo rozpoznajemy je też w sobie. Z driverami motywacyjnymi jest inaczej: tu prawdopodobieństwo spotkania osób o podobnych priorytetach spada – wyjaśnia Katarzyna Janas. Co więcej, w tym obszarze spada też nasza empatia i elastyczność. – Mamy skłonność do wykluczania osób o motywacji innej od naszej, trudno nam wczuć się w ich sytuację. Pojawia się osąd, a wraz z nim dystans.

Najsilniejsze motywatory to potencjalne źródło nieporozumień, a nawet konfliktów. W książce „16 pragnień” Steven Reiss ostrzega: „Przyczyną ewentualnych problemów są najprawdopodobniej twoje najsłabsze i najsilniejsze podstawowe pragnienia. Pragnienia o przeciętnej intensywności są zwykle łatwo zaspokajane i rzadko powodują problemy osobiste”. Silna własna motywacja i osąd tych, którzy „mają inaczej”, to tak naprawdę spór o postawy życiowe. Ludziom o odmiennych postawach trudno się dogadać zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym. Reiss podaje przykład osoby oszczędnej, która poślubiła kogoś rozrzutnego. Oszczędny małżonek narzeka na niefrasobliwą żonę: „Marnujesz nasze ciężko zarobione pieniądze”. Ona odpowiada: „Na co komu pieniądze, skoro nie można ich wydać?”. Kłótnia powtarza się regularnie, ponieważ w głębi duszy każde z partnerów uważa, że to jego wartości są słuszne. Ale to nie wszystko. Mamy też tendencję, by sądzić innych po sobie, przeceniając to, do jakiego stopnia podzielają nasze podejście. Weźmy trenera, który próbuje zmotywować zawodników, odwołując się do ich honoru czy tradycji. A co, jeśli te wartości nie przedstawiają dla nich większego znaczenia? Taka motywacja mija się z celem.

Każdemu jego motor

Mimo podobieństw, każdy profil jest więc inny. Niektóre wychylają się mocno w jedną czy w drugą stronę, dużo w nich driverów, czyli ekstremów. Zdarzają się też profile prawie całe żółte, czyli bardzo wyśrodkowane. – Bardzo istotne są kombinacje poszczególnych motywatorów – tłumaczy Katarzyna Janas. Dwie osoby o wysokim wskaźniku motywatora „porządek”, który obrazuje potrzebę struktury, planowania, mogą realizować tę potrzebę na zupełnie różne sposoby. I tak osoba wyróżniająca się wysokim „honorem”, czyli pryncypialnością, prawdopodobnie będzie dość konserwatywna, usztywniona w zabieganiu o ten porządek. Jeśli u drugiej silny „porządek” będzie szedł w parze z niskim „spokojem”, czyli potrzebą zmian, ryzyka, siłą rzeczy przełoży się to na bardziej spontaniczny sposób działania.

Jedno jest pewne: nie ma złych profili. Choć, oczywiście, skrajna punktacja bywa wyzwaniem. – Profil motywacyjny pomaga odpowiedzieć na pytania: Gdzie jestem? Dokąd zmierzam? W jakim stopniu realizuję moje potrzeby? Co mogę w tej kwestii zmienić? – wylicza Katarzyna Janas. – Sporo ludzi ma na przykład niską motywację do uprawiania aktywności fizycznej, a chciałoby jednak więcej się ruszać. Dobrze wtedy wykorzystać jako motor napędowy inne motywatory. Jeśli ktoś wysoko ceni sobie kontakty społeczne, może postawić na jakiś sport grupowy, miłośnika piękna i spokoju będę namawiać, żeby znalazł atrakcyjną, kameralną przestrzeń do ćwiczeń albo elitarną dyscyplinę, która podkreśli jego wyjątkowość. Ważne, by żyć w zgodzie z własnymi potrzebami, w przeciwnym razie będziemy się czuć zdemotywowani.

Piękno i seks

Ciekawe może być porównywanie profili dwóch osób – partnerów zawodowych czy życiowych. Od razu widać, w jakich obszarach możliwe są zgrzyty, nieporozumienia. Katarzyna Janas wspomina małżeństwo, w którym często dochodziło do scysji. U żony na pierwszy plan wybijał się motywator „kontakty społeczne”, podczas gdy „rodzina” i „spokój” plasowały się dość nisko. Była bardzo towarzyska, chciała spędzać dużo czasu ze znajomymi, najchętniej poza domem. Jej mąż z kolei najwyżej cenił sobie „rodzinę” i „honor”, co przekładało się na tradycyjne podejście do związku. Musieli poszukać kompromisu.

A co z seksem? – pytam. Trudno nie zauważyć, że brakuje go na liście. Okazuje się, że figurował w oryginalnej wersji narzędzia, ale został zastąpiony „pięknem”! – O profilu Reissa dowiedziałam się własnie z powodu motywatora „seks” – przyznaje Katarzyna Janas. – Parę lat temu prasa niemiecka doniosła, że Jürgen Klopp, ówczesny trener Borussii Dortmund, pyta swoich zawodników o życie seksualne, posługując się testem Reissa. Nagle narzędzie stało się bardzo popularne, profesor odbierał telefony z Europy w środku nocy. Po tym epizodzie postanowił dostosować oryginalną wersję kwestionariusza do nowych rynków, zmienił niektóre pytania. Stąd w Polsce korzystamy z tzw. wersji biznesowej, w której zamiast „seksu” mamy „piękno”.

Profil Reissa wykonują często osoby będące na rozstaju, na przykład kończące jakiś etap w życiu. – Nierzadko zyskują w ten sposób nowa perspektywę, inspiracje do dalszych działań. Narzędzie zostało docenione w firmach, teraz wprowadzamy je do szkół – mówi Katarzyna Janas. W końcu w każdym obszarze życia przyda się większa samoświadomość. – Kiedy odkrywamy nasze predyspozycje, możemy je przekształcić w mocne strony. Często podczas konsultacji obserwuję, jak ludzie zaczynają akceptować siebie – widza cechy, które ich wyróżniają i uznają, że w sumie są fajni – opowiada trenerka. – Profil może też ujawnić pewne zagrożenia. Daje nam wtedy podpowiedź, na co zwrócić uwagę, ewentualnie nad czym popracować. Tak czy inaczej kluczowa jest akceptacja – bez niej trudno cokolwiek zmienić.

16 motywatorów Reissa