1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Życiowe zmiany – jakie towarzyszą im emocje?

Życiowe zmiany – jakie towarzyszą im emocje?

Zmiana nie musi oznaczać skoku w przepaść. Może być koniecznym remontem w życiu. (Fot. Getty Images)
Zmiana nie musi oznaczać skoku w przepaść. Może być koniecznym remontem w życiu. (Fot. Getty Images)
Rozstanie, nowa praca, przeprowadzka? Spokojnie, to nie skok w przepaść, ale raczej remont życia. Zanim wniesiesz nowe meble, powinnaś jednak zrobić porządek ze starymi. Czy jesteś gotowa przeżyć emocje z tym związane?

Postanowiłaś coś zmienić w swoim życiu… Hmm, no właśnie: postanowiłaś, musisz czy chciałabyś? Dobrze się zastanów… albo nie: usiądź wygodnie, zamknij oczy, poobserwuj rytm swojego oddechu i poczuj, jakie doznania pojawiają się w ciele, gdy myślisz: „zmiana”.

Prosty kręgosłup, głowa uniesiona do góry, nogi mocno oparte o podłoże, ciepła, przyjemna energia wibrująca w okolicy splotu słonecznego i wewnętrzna pewność: „Postanowiłam coś zmienić w swoim życiu”. A może inaczej: głowa schowana w ramiona, zamknięta klatka piersiowa, drżące nogi, zaciśnięte pięści i wewnętrzny niepokój: „Muszę coś zmienić”. Albo tak: postawa oczekująca, niespokojnie poruszające się ręce i nogi, jakbyś szukała oparcia na zewnątrz, drżenie w okolicy żołądka i ta niepewność: „Chciałabym coś zmienić, tylko czy dam radę?”.

Zanim podejmiesz decyzję

Marta usiadła naprzeciwko mnie i zdecydowanym głosem powiedziała: „Dość tego, chcę rozwodu”. Czułam jej pewność i wewnętrzne zdecydowanie. To ważne, bo często, zwłaszcza w tak ważnych decyzjach jak rozwód, zmiana pracy czy wyprowadzka na drugi koniec świata – kierujemy się wewnętrzną desperacją, czujemy, że kropla przepełniła czarę goryczy i nie ma innego wyjścia, jak zamknąć oczy i rzucić się w przepaść, bo obecnego stanu dłużej nie wytrzymamy. Takie spontaniczne, nieprzemyślane zwroty akcji zwykle są ucieczką – od tego, co jest trudne do zmiany. Czy to źle? To zależy. Jeśli zaufasz światu, weźmiesz odpowiedzialność za wszystkie konsekwencje zmiany i pozbędziesz się swoich wewnętrznych ograniczeń (w tym konieczności planowania i kontrolowania) – może ci się udać.

Marta miała za sobą 20-letni staż małżeński. Miesiąc temu dowiedziała się o zdradzie męża, kolejnej. – Nie chcę już dłużej być „tą drugą”, chcę rozwodu. Czy to takie dziwne, że dość mam upokorzeń, plotek, żarcików znajomych i lęku, czy tym razem to również tylko przelotny romansik, czy coś poważnego? – pytała z determinacją w głosie. Potrzebowałyśmy pół roku intensywnej pracy, żeby Marta zrozumiała, że rozwód to nie tylko honorowe wyjście z sytuacji, odwet na niewiernym mężu czy pokazanie, że dość masz roli ofiary. To poważna zmiana wpływająca na całe życie. Podobnie jak decyzja o zmianie pracy, miejsca zamieszkania czy zawodu.

To prawda, że pierwszym, podstawowym krokiem do zmiany jest zwykle niezadowolenie z obecnego stanu: „Mam dość, dłużej tego nie wytrzymam, muszę coś zrobić, bo oszaleję”. To oczywiście lepsze niż bierne tkwienie w sytuacji, która cię niszczy, ale… każda zmiana to jedna wielka niewiadoma. Nigdy nie wiesz, czy „nowe” będzie lepsze od „starego”. Na pewno będzie inne. No i koniecznie trzeba wtedy uprzątnąć bałagan przeszłości.

Bywa, że zmiana pojawia się najpierw w ciele, jako niejasne doznanie, np. poczucie wewnętrznego niepokoju. Z jednej strony coś cię paraliżuje, z drugiej ekscytuje, czujesz mrowienie w podbrzuszu. To energia zmiany, która budzi się w twoim ciele. Na początku możesz chcieć ją zagłuszyć, zlekceważyć, bo ciało wprawdzie chce, ale głowa się boi, nie rozumie, uparcie trwa przy starym porządku rzeczy. Jeśli to uczucie narasta, potrzebujesz wewnętrznej odwagi, by otworzyć się na zmianę, która coraz silniej dobija się do drzwi. To sygnał od twojej duszy. Wysłuchaj go, zaufaj, nie przegap tego ważnego momentu. Bądź przy sobie, a jednocześnie rozglądaj się dookoła, za chwilę w świecie pojawi się okazja, by przeprowadzić proces zmiany.

Opór i lęk przed zmianą

Zrób prosty test: masz ważne spotkanie, ubrałaś się elegancko, już masz wychodzić z domu, a tu rozpętała się burza. Co robisz? Bierzesz parasol albo zamawiasz taksówkę? Złorzeczysz na aurę za oknem? A może zmieniasz plany, odwołujesz spotkanie? Jedynym naprawdę sensownym wyjściem jest zmierzyć się ze zmianą, zaadaptować ją do swojego życia.

Podobno wszyscy lubimy zmiany, pod warunkiem że nas nie dotyczą. Skąd bierze się nasz opór i lęk, skoro, jak zauważył Heraklit z Efezu, zmiana jest jedyną pewną rzeczą w życiu? Zwykle źle reagujemy na zmiany, które nie są od nas zależne. Burzą nasze plany i podważają dotychczasowe myślenie o świecie, wytrącają ze strefy komfortu i skłaniają do wysiłku. Wielu zmian nie potrafimy przewidzieć, bo to nie my jesteśmy ich inicjatorami. Szukasz pracy, bo dostałaś wypowiedzenie. Rozwodzisz się, bo twój partner złożył pozew w sądzie. Przeprowadzasz się, bo nie stać cię na drogie mieszkanie. Najpierw pojawia się szok: „To nie może być prawda”. Potem bunt: „Nie zgadzam się”. Zastygasz w bezruchu, nie jesteś w stanie nic zrobić, może gramolisz się do łóżka, nakrywasz kołdrą i chcesz zniknąć. To ważny etap – zatrzymanie.

Elżbieta zgłosiła się do mnie w czwartym miesiącu ciąży. To była wpadka. – Chcę mieć dziecko, ale nie teraz. To najgorszy z możliwych momentów – mówi. – Ale to już się stało – odpowiadam. – Tak, ale nie wiem, czy chcę tego dziecka – podnosi głos. – Jesteś w czwartym miesiącu ciąży – przypominam jej. – No właśnie, to dlaczego nie potrafię się z tego cieszyć jak inne, normalne kobiety? – pyta. – Bo ciągle jesteś w zaprzeczeniu. Co dzieje się w twoim ciele? – szukam. – Coś dzieje się z moimi nogami. Są takie ciężkie, miałabym ochotę kopać, żeby zrzucić z siebie ten ciężar – wyznaje. – Chciałabyś uciec? – Tak. – Ale to się nie uda.

Kiedy dopada cię niespodziewana zmiana, w głowie pojawiają się myśli typu: „Dlaczego tak się stało?”, „Co zrobić, żeby to odwrócić?”. Bywa, że wyrzucasz z siebie tysiące słów, opowiadasz znajomym o tym, co strasznego cię spotkało, słuchasz rad, podejmujesz jakieś desperackie kroki albo udajesz, że to wszystko nieprawda. Po tym etapie wewnętrznego chaosu pojawia się naturalne zatrzymanie: opadasz z sił, zalewa cię koktajl złości i smutku. OK. Pozostań w bezruchu, przeżyj te emocje, wytrzymaj: wściekłość, bezradność, lęk, żal. Poczekaj, aż pojawi się spokój. Niektórzy twierdzą, że to taki moment, kiedy nie ma już siły się złościć, wszystkie łzy zostały wypłakane, słowa wykrzyczane. Masz ochotę położyć się i bezmyślnie czekać, co będzie dalej. I dobrze! Zapomnij o głowie, skoro do tej pory niczego sensownego nie wymyśliła, daj jej odpocząć. Poczekaj, aż w ciele pojawi się jakiś ruch. Może poczujesz potrzebę objęcia się ramionami i przytulenia. Albo kołysania. Może złączenia rąk i stóp tak, by twoje ciało stworzyło zamknięty obiekt. Kiedy ciało poczuje, czego chce, w głowie pojawi się pomysł, jak to zrobić.

Co by tu jeszcze zmienić?

Irena ciągle zmienia fryzurę: długość, kolor, skręt. Magda jest fanką elektronicznych gadżetów, zawsze pierwsza ma najnowszego iPhone’a. Edyta zmienia mężczyzn jak rękawiczki. Pewnie masz wokół siebie sporo takich osób, bezustannych zmieniaczy. Może nawet im zazdrościsz, że się nie przywiązują do przedmiotów i ludzi. Gonią za nowinkami, uwielbiają, gdy w ich życiu dzieje się coś nowego.

– Nudzi mi się – mówi Kasia na jednej z sesji. – Hm, przyjrzyjmy się, o co chodzi – odpowiadam. – No bo tak, przychodzę do pani, gadam o swoim życiu i nic – tłumaczy. – Twoje życie jest nudne? – pytam. – No właśnie, może chciałabym, żeby więcej się działo? Zauważyłam, że odkąd chodzę na terapię, mam mniej energii – słyszę. – To cię niepokoi? – dopytuję. – Zawsze byłam osobą tryskającą energią, a teraz jestem bezwolna, nie mam siły – mówi.

Nadmiar emocji daje nam energię do działania, ale tylko wtedy, gdy ich nie przeżywamy. Na przykład pojawia się smutek, a ty zamiast go poczuć i przeżyć, idziesz do fryzjera albo na zakupy, żeby poprawić sobie humor. Emocje zamieniasz na nowe rzeczy, nowe sytuacje, nowych znajomych. Ile jeszcze możesz zmienić w swoim życiu? „Spokojnie, zawsze się coś znajdzie” – myślisz. Chcesz być kolekcjonerką zmian – twoja sprawa, ale przed emocjami i tak nie uciekniesz.

Zmiana jest konstruktywna wtedy, kiedy wiesz, jaki ma być jej cel – co dokładnie chcesz zmienić i czego oczekujesz. Najlepsza motywacja do zmiany jest wtedy, kiedy uważasz, że twoje obecne życie jest OK, lecz chcesz zrobić kolejny krok na drodze rozwoju. Ale nawet wtedy będzie towarzyszył ci lęk. Bo zmiana niesie za sobą obawę przed utratą poczucia bezpieczeństwa i kontroli. Być może jej pierwotnym źródłem jest moment narodzin? A może nieuchronność śmierci? W obydwu sytuacjach nie ma ucieczki, a zmiana jest radykalna i nieodwracalna.

Ewa Klepacka-Gryz, psycholog, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trener warsztatów rozwojowych dla kobiet www.terapiavia.com.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Nie bój sie zmian

Zmiana zawsze oznacza, że przyszedł czas na coś nowego. (Fot. iStock)
Zmiana zawsze oznacza, że przyszedł czas na coś nowego. (Fot. iStock)
Zmiany pojawiają się zwykle w najmniej spodziewanym momencie. Są jak znajomi, którzy zaskakują cię wizytą, kiedy chcesz iść spać. Dlatego spokojnie nastaw wodę na herbatę, a zanim się zagotuje, będziesz wiedziała, co robić.

Wiosna, koniec studiów, 18. czy 40. urodziny – to momenty, które jednoznacznie kojarzymy ze zmianą, z końcem czegoś starego i początkiem nowego i, jak chcemy wierzyć, lepszego. Nieuchronne, ale konieczne zamknięcie jednego etapu, po to, by móc rozpocząć drugi. Często nie rozumiemy jednak zmian, jakich doświadczamy.

Nie widzimy sensu w tym, że zwalniają nas z pracy albo że partner decyduje się na rozstanie. Zmiana zawsze oznacza, że przyszedł czas na coś nowego. Być może obecna sytuacja życiowa przestała służyć naszemu rozwojowi. I właśnie dlatego los stawia przed nami nowe wyzwanie. Oczywiście, boimy się utraty tego wszystkiego, do czego się przyzwyczailiśmy: np. miejsca pracy czy długoletniej relacji. Aby zminimalizować poziom strachu, warto krok po kroku i z uważnością rozszerzać perspektywę widzenia całej sytuacji. Zwłaszcza, że zwykle to, co na początku wydaje się trudne, przestaje takie być, kiedy poziom adrenaliny się obniży i zaczniemy patrzeć na nową sytuację bez silnych emocji.

Zmiany to oznaka postępu. Jeśli właśnie ich doświadczasz, to znaczy, że przechodzisz teraz przyspieszony kurs rozwoju osobistego. Sęk w tym, że zwykle wolimy święty spokój od karuzeli zdarzeń, która zmusza do działania. Opieramy się zmianom, a czasami nawet udajemy, że ich nie widzimy. Dotyczy to szczególnie takich sytuacji, kiedy nie chcemy się przyznać, że np. praca od lat odbiera nam radość życia, a w związku od dawna nie doświadczamy miłości i zrozumienia. Zmiana odbywa się zatem pod powierzchnią codziennego życia, dzień po dniu, miesiąc po miesiącu…

Przyzwyczajenie do życia w tym samym miejscu, w tej samej pracy i z tym samym partnerem zawęża perspektywę widzenia. Czasami z lęku przed wzięciem życia we własne ręce wolimy trwać w iluzji, że możemy być szczęśliwi tylko w takim układzie, w jakim jesteśmy. Zużywamy więc mnóstwo energii na podtrzymywanie status quo. Ale jeśli jakaś część ciebie bardzo pragnie zmiany, będzie ci za wszelką cenę dawała o tym znać. Możesz odczuwać apatię, a niekiedy frustrację i złość. Możesz zazdrościć znajomym, że powodzi im się w życiu lepiej niż tobie. Możesz zaczytywać się w książkach z wartką akcją i marzyć o wielkich podróżach. Pytanie tylko, czy robisz coś, aby przekuć marzenia w rzeczywistość.

Otwarcie na zmiany

Warto wysłuchać głosu tej części siebie, która potrzebuje zmian. Zamiast na siłę ratować tonący statek i tkwić w starym schemacie, dobrze jest zapytać samej siebie: „Czego tak naprawdę pragnę i co mogę zrobić, aby zacząć realizować swoje marzenia?”. Statek musi zatonąć, aby na horyzoncie mogło pojawić się coś innego. Albo abyśmy mogli w ogóle to zobaczyć. Dlatego zamiast zużywać energię życiową na wtłaczanie życia w stare koleiny, sprawdź, co się stanie, jeśli po prosu pozwolisz zmianie się dopełnić. Życie nie przebiega jak długa, pozioma linia. Jest jak ocean, czasem spokojny, a czasami burzliwy. Fale to wyzwania, które dają ci możliwość dalszego rozwoju. Pomyśl o tym, jak twoje życie może się przeobrazić, jeśli każdą zmianę będziesz witać z uważnością, bez oceniania, czy jest dobra, czy zła. Zarówno tę, której doświadczasz niespodziewanie, jak i tę, która zachodzi niepostrzeżenie, pod osłoną codziennego życia. Każda zmiana to ruch energii, a ruch to impuls życia. Płyń więc z nurtem rzeki, a nie pod prąd. Kiedy płyniesz z nurtem, zmiany nie muszą być trudne do przeprowadzenia. Wręcz przeciwnie, otworzą cię na ocean nowych możliwości.

Ćwiczenie

Weź kartkę papieru i wypisz wszystkie kroki, jakie powinnaś podjąć, aby jak najlepiej przygotować się do przeprowadzenia zmiany. Podkreśl pięć najważniejszych, od których powinnaś zacząć. Wypisz również wszystkie znajome osoby, które przechodziły podobną zmianę i mogą pomóc ci się z nią oswoić. Skontaktuj się z trzema z nich i zaproponuj spotkanie. Rozmowa może ci pomóc w lepszym oswojeniu się z życiową zmianą.

Twórcza wizualizacja

Wyobraź sobie, że przenosisz się teraz na piękną plażę. To szczególne miejsce – tu spotkasz się z tym aspektem siebie, który jest bardzo kreatywny i posiada narzędzia do harmonijnego przeprowadzania zmian. Wyobraź sobie, że możesz teraz zadać mu wszystkie potrzebne pytania i poprosić o wskazówki. Możesz też zapytać, czy mógłby przekazać ci jakiś symbol, który pomoże ci aktywizować własną moc (może to być np. kamień lub pióro). Po wykonaniu ćwiczenia zapisz wszystkie wskazówki i postaraj się znaleźć realny kamień, pióro lub cokolwiek innego, co możesz utożsamić z tym aspektem siebie, by przypominał ci o tym, że moc i odwaga są w tobie.

Powiedz sobie, że…

Jeśli doświadczasz zmiany, spróbuj uwierzyć, że masz w sobie wszystkie narzędzia potrzebne do tego, by znaleźć się w nowej sytuacji i dać sobie ze wszystkim radę. Wewnętrzna moc aktywizuje się w sytuacjach, które określamy jako wyzwania. Zmiana może zatem zmotywować do obudzenia uśpionych dotąd potencjałów. Każdy koniec jest zapowiedzią początku. Kiedy coś się kończy, co innego się rozpoczyna. Jest jeszcze moment „pomiędzy”, w którym asymilujemy zmianę i zbieramy potrzebną energię. Ten czas nie musi być tylko trudny i stresujący, jest również ciekawy i rozwojowy. Pamiętaj o tym!

  1. Psychologia

Nigdy nie jest za późno...

Zmiana jest chyba jedyną składową rzeczywistości, której możemy być absolutnie pewni. (Fot. iStock)
Zmiana jest chyba jedyną składową rzeczywistości, której możemy być absolutnie pewni. (Fot. iStock)
...by rzucić pracę, nauczyć się języka, odbić się od dna, pojechać w podróż życia. Jedną z najpowszechniejszych wymówek, którą odżegnujemy się od jakiejkolwiek próby zmiany, jest czas. Jesteśmy za starzy, by się zakochać; za starzy, by podróżować, uprawiać sporty, odkrywać nowe pasje. Nie zdobędziemy już przecież mistrzostwa w danej dyscyplinie, a tylko wygłupimy się, ośmieszymy. Prawda? Nieprawda! 

Artykuł archiwalny.

Zmiana jest chyba jedyną składową rzeczywistości, której możemy być absolutnie pewni. A jednak wielu z nas unika zmian jak ognia. Wolimy zamknąć się w trybach codziennej rutyny, choćby znienawidzonej, bo jest stała, okiełznana, oswojona. Boimy się tego, co nowe, bo każdy początek zmusza nas do zadawania pytań i ponownego szukania odpowiedzi. Do wysiłku, który wiele kosztuje, ale jest przecież kluczem do rozwoju. Sama myśl, że ktoś mógłby próbować przekonać nas do nowych wyzwań, przeraża, paraliżuje. Jednak zmiana nie musi być czymś narzuconym z zewnątrz: zamiast tego, może wypływać z nas samych, wynikać z naszej decyzji, z naszego postanowienia. Jest wówczas dużo łatwiejsza do przyjęcia, wzbudza mniejszy lęk i niepokój.

Rzadko kiedy pamięta się fejsbukowe posty sprzed wielu miesięcy, a ten inspiruje mnie do dzisiaj, choć przeczytałam go niemal przed rokiem. Miguel jest z zawodu notariuszem. Jakiś czas temu skończył 80 lat, ma sześcioro wnuków i wielką pasję życia. Przeszedł atak serca, wszczepiono mu poczwórne bypassy, a po tym wszystkim zapisał się na uniwersytet w Walencji, by studiować ukochaną historię. W minionym roku akademickim Hiszpan udał się też na Erasmusa do malowniczej włoskiej Werony. Bo przecież każdy moment jest dobry, by zacząć spełniać marzenia. Czego powinniśmy bać się ty czy ja, skoro Miguel, mimo problemów zdrowotnych i mocno zaawansowanego wieku, zdecydował się na studencką przygodę?

Szczelina na zmianę

Moja teściowa skończy lada dzień 72 lata. Kiedy odwiedzam na dłużej dom rodzinny męża i akurat uda mi się ją tam zastać, rankami przeklinam ją serdecznie. Wstaje przed piątą i zaczyna dzień od energicznej gimnastyki, sprawiając, że czuję się jak truteń wylegujący się do południa, choć przecież rzadko wstaję później niż o ósmej. Kiedy półprzytomna gramolę się na śniadanie, ona zwykle przerzuca już przewodniki albo szuka informacji w Internecie. W skupieniu notuje ciekawostki, sprawdza godziny otwarcia, przegląda fotografie. Od kilku lat pracuje jako przewodniczka i pilotka wycieczek, a portfolio krajów, do których zabiera turystów, rozszerza się z dnia na dzień. W ostatnich miesiącach odwiedziła m.in. Gwatemalę, Rosję, Tunezję, Uzbekistan, Grecję i Ukrainę. – Nie byłam jeszcze wszędzie, ale jest to na mojej liście – cytuje słynne zdanie Susan Sontag, a ja stwierdzam, że brakuje jej chyba niewiele, bo większą część roku spędza w podróży. Nie zawsze tak było – z wykształcenia jest mikrobiologiem, przez lata pracowała w przyszpitalnym laboratorium. Pomysł na zmianę trybu życia i zawodu przyszedł po sześćdziesiątce. – Pomyślałam, że skoro zmianą, której oczekuje ode mnie otoczenie, jest emerytura i siedzenie w domu, a ja sama mogę wprowadzić zupełnie inną, wybierając aktywność i poznawanie świata, to zdecydowanie wolę tę drugą opcję – esemesuje do mnie z lotniska. W ramach odpoczynku od pilotowania wybiera się właśnie z moim teściem do Etiopii.

Z lotniska pędzi do mnie natomiast Łucja, lat 50, nieustannie kursująca między Warszawą a Malagą. W Andaluzji mieszka Steven, jej wielka miłość, poznana przed laty. – Naszą historię opowiadam chętnie ku pokrzepieniu serc – uśmiecha się Łucja, dolewając mi mrożonej herbaty z dodatkiem kwiatu hiszpańskiej pomarańczy. – Jesteśmy żywym dowodem na to, że wszystko, co piękne, może wydarzyć się w dowolnym momencie, niespodziewanie. Co więcej, jedno piękne zdarzenie rodzi kolejne, które z niego pączkują. Trzeba tylko uwierzyć w dobro, piękno, w drugiego człowieka.

Ze Stevenem poznali się w Londynie na początku lat 90. Mieli po 20 lat, strzała Amora trafiła ich na pierwszej randce, planowali wspólne życie w Wielkiej Brytanii. Na skutek niefortunnego zbiegu okoliczności, który zaistniał, gdy Łucja wróciła na chwilę do Polski, by przedłużyć wizę – stracili kontakt na ponad 20 lat. W międzyczasie on wyjechał do Hiszpanii; oboje założyli rodziny, pojawiły się dzieci, ale też kłopoty, poczucie niedopasowania, niespełnienia. Usłyszeli się ponownie pięć lat temu. Decyzję podjęli w tym samym czasie – kończą niesatysfakcjonujące związki, wracają do siebie, zaczynają od nowa, bo ich historia domaga się, by pisać ją dalej.

– Po czterdziestce często pojawia się w człowieku szczelina, przez którą może prześlizgnąć się zmiana – tłumaczy Łucja. – Od nas zależy, czy zdecydujemy się na szczerą rozmowę ze swoim wnętrzem, przestaniemy oszukiwać się, że jest nam dobrze, chociaż nie jest, i otworzymy się na to, co szykuje dla nas świat. Kiedy raz powiemy zmianie „tak” – rusza lawina. Decyzja jest oczywiście trudna, towarzyszy jej wiele lęku, ale gdy już ją podejmiemy, ogarnie nas wielki spokój. Zresztą, jak powiedział Wojciech Eichelberger, lęk to coś, za czym warto podążać – podkreśla. – Wszystko, czego naprawdę chcemy, jest po drugiej stronie lęku. To stały element życia, który pokazuje, co jest dla nas ważne; nie powinien nas paraliżować, a służyć za drogowskaz.

Tak też zrobiła Łucja. Weszła w nowy związek, sprzedała dom, jest w trakcie przeprowadzki do Hiszpanii. Promieniuje szczęściem.

Status quo rzadko cieszy

Podobne wrażenie robi na mnie Marcin. Czterdzieste urodziny ma już dawno za sobą. Obchodził je na południu Polski, gdzie mieszka wraz z żoną Anią i dziećmi. Przez wiele lat pracował jako policjant. – Wtedy chyba nie promieniałem – śmieje się – a już na pewno nie w ostatnim okresie służby. W mundurze spędziłem 18 lat, ale ostatnie osiem rozmyślałem o zmianie. Ostateczną decyzję podjął za mnie ktoś inny. Głupota ludzka kosztowała mnie kalectwo w lewej dłoni i nadmiar lęku w sercu. Przestałem być policjantem.

Wypadek z bronią, której nie zabezpieczył kolega po fachu, wymusił na nim nowy początek. Marcin otworzył slowfoodową cukiernię, w której realizował swoje kulinarne pasje, a z żoną nauczycielką założyli pogotowie rodzinne. Jednak i ta droga okazała się niewłaściwa – cukierniczego interesu nie udało się wystarczająco rozkręcić, zaś prowadzenie rodziny zastępczej zetknęło ich z niewyobrażalną ilością cierpienia i ludzkiego okrucieństwa, malwersacji i nadużyć, których nie chcieli tolerować. Zdecydowali, że zaczną raz jeszcze, daleko od wszystkiego, co znają. Za kilka tygodni wyjeżdżają na stałe na Sardynię, gdzie planują pracować w małej lokalnej kawiarni.

– Przekroczyliśmy smugę cienia – tłumaczy Marcin. – W pewnym momencie nastąpiło jakieś przebudzenie z marazmu, uświadomienie sobie, co dla nas ważne. Nie jest to złudne bezpieczeństwo finansowe, etat Ani w szkole czy przymykanie oczu na zło tego świata. Wybieramy piękno przyrody, wiejską społeczność, życie skromne, ale szczere, oparte na wolności. Oczywiście, że się boimy. Prawdopodobnie łatwiej byłoby odłożyć wyjazd „na potem”. Ale kiedy to wypadnie? Kiedy będzie „lepszy czas”? Życia nie da się cofnąć, a właściwy moment jest wtedy, kiedy my go takim wybierzemy.

Marcinowi i Łucji przytakuje Ania Chmura, właścicielka warszawskiego studia Kameralnyfitness.pl. Jej klientkami są zarówno młode dziewczyny, zabiegane mamy, jak i osoby po sześćdziesiątce. Te ostatnie okazują się często szalenie inspirujące. Wiele z nich rozpoczyna przygodę ze sportem dopiero teraz; z różnych powodów właśnie ten moment, już na bardzo dojrzałym etapie życia, uznają za przełomowy, za właściwy, by zaopiekować się sobą. Zgodnie ze słowami Łucji, postanawiają podążać za lękiem, choć czują się onieśmielone, niedoświadczone, nieporadne.

– Lęk przed zmianą odczuwamy wszyscy; warto jednak zadać sobie pytanie, co daje mi stan obecny, czym ten lęk karmi, jak go zasila – zauważa trenerka. – Przecież status quo rzadko kiedy jest idealne. Jeśli na przykład prowadzę siedzący tryb życia, mam nadwagę, cierpię na bóle kręgosłupa, a mimo to wzbraniam się przed podjęciem aktywności fizycznej – oznacza to, że ten ból, ta nadwaga, to cierpienie są mi do czegoś potrzebne. Do moich klientek dociera jednak, że aby dbać o innych, jak robiły przez lata, pielęgnując dzieci, wspierając męża – muszą zająć się także sobą. Nie chodzi tu o katorgę diet, wyczynowy sport i wyrzeczenia, ale o poświęcenie sobie uwagi, wsłuchanie się w siebie. I o zrozumienie, że każda porażka, każda przegrana może zostać przekuta w sukces, jeśli wykorzystamy ją jako przyczynek do szukania nowych rozwiązań. Jeśli zdecydujemy, że to my, dzięki naszym decyzjom, będziemy mieć moc sprawczą i będziemy mogli czerpać z życia pełnymi garściami.

Nie ma chwili do stracenia

Tak właśnie robi pani Ela (dobrze po sześćdziesiątce), z którą umawiam się w żoliborskiej kawiarni. Kiedy wchodzę, czeka już przy stoliku. Na głowie ma jak zwykle wielki słomkowy kapelusz, który sprawia, że zawsze wygląda elegancko i wyrafinowanie, a zarazem tak, jakby właśnie wróciła z egzotycznej podróży – lub się do niej szykowała. Zamawiamy same pyszności, nie bacząc na kalorie i indeksy glikemiczne. Pytając, co słychać, szykuję się na listę niezwykłości. Pani Ela robi rzeczy niesamowite, a do wszystkiego, nawet do najprostszych życiowych czynności, podchodzi z zaraźliwym entuzjazmem, i opowiada o nich, jakby stanowiły nie lada przygodę. – Właśnie zasadziłam nowe róże w ogrodzie – oznajmia triumfująco, bo choć z zawodu jest prawniczką, to ogrodnictwo pochłonęło ją do tego stopnia, że już na emeryturze pokończyła liczne kursy i dziś jest wspólniczką w firmie oferującej szkolenia dla aspirujących ogrodników. – Poza tym wróciłam z Chile – dodaje – a już nie mogę doczekać się Argentyny. Przede mną jeszcze kilka miesięcy przygotowań do wyjazdu. Lubię przyszykować się do podróży, poczytać, posłuchać innych podróżników. Dla takich jak ja napisałam książkę o Nepalu, którą udało mi się wydać kilka miesięcy temu – mam więc sporo spotkań autorskich, gdzie poznaję osoby równie aktywne jak ja. Do tego dochodzi czwarta wystawa moich akwarel. Malarstwo ogromnie dużo mnie nauczyło – inaczej widzę teraz kolory, światło, wszystko to, czego doświadczam w podróży i na co dzień, a czego wcześniej prawie nie zauważałam – wylicza.

Kiedy pytam o zdrowie, wspomina, że pobolewa ją kolano; lekarz orzekł, że swoje zrobiły lata intensywnego trekkingu. Na jej twarz szybko wraca jednak uśmiech. – Co ciekawe, kolano boli mnie najmniej, gdy wkładam buty na obcasach. I całe szczęście, bo dzięki temu mogę dalej w każdy piątek biegać na zajęcia z tanga argentyńskiego. Życie ucieka, nie mam ani chwili do stracenia. Chcę pić pyszną kawę w najładniejszych filiżankach, poznawać świat i smakować każdą chwilę. Na nic innego nie mam przecież czasu.

  1. Styl Życia

Zmiana jest podstawą naszego życia – tłumaczy buddyjska mniszka Pema Chödrön

Ciągła zmiana to nasza prawdziwa rzeczywistość. Trudno jednak zaakceptować tę prawdę na poziomie emocji (fot. iStock)
Ciągła zmiana to nasza prawdziwa rzeczywistość. Trudno jednak zaakceptować tę prawdę na poziomie emocji (fot. iStock)
Budda nauczał, że istnieją trzy główne cechy ludzkiej egzystencji: nietrwałość, bezinteresowność oraz cierpienie lub niezadowolenie. Według Buddy życie wszystkich istot jest naznaczone przez te trzy cechy. Uznanie ich za prawdziwe poprzez własne doświadczenia pomaga nam odnaleźć spokój w tym, co jest – pisze Pema Chödrön w najnowszej książce „Odważne życie. Jak być nieustraszonym w dzisiejszym świecie”.

Kiedy po raz pierwszy wysłuchałam tego nauczania, wydało mi się akademickie i odległe. Gdy jednak zachęcono mnie do skupienia uwagi – do zaciekawienia się tym, co dzieje się z  moim ciałem i  moim umysłem – coś się zmieniło. Na podstawie własnego doświadczenia mogłam zaobserwować, że nic nie jest statyczne. Moje nastroje zmieniają się nieustannie jak pogoda. Zdecydowanie nie mam kontroli nad tym, jakie myśli lub emocje pojawiają się, ani nie mogę powstrzymać ich przepływu. Po bezruchu następuje ruch, a  ruch wraca do bezruchu. Nawet najbardziej uporczywy ból fizyczny zmienia się, jak przypływy i odpływy, gdy skupiam na nim uwagę.

Nowe nastawienie pojawia się wtedy, gdy zaczynamy dostrzegać, że wczoraj było wczoraj, a teraz już go nie ma; dziś jest dziś i teraz jest nowe. Tak jest – każda godzina, każda minuta się zmienia. Jeśli przestajemy obserwować zmiany, to przestajemy postrzegać wszystko jak nowe. Dzigar Kongtrul Rinpocze
Czuję wdzięczność dla Buddy za wskazanie, że to, z czym zmagamy się przez całe życie, można traktować jako zwykłe doświadczenie. Życie nieustannie przynosi wzloty i upadki. Ludzie są nieprzewidywalni, podobnie jak sytuacje i jak wszystko inne. Święci, grzesznicy, zwycięzcy, przegrani – wszyscy znamy ten ból, gdy przytrafia nam się to, czego nie chcemy. Czuję wdzięczność za to, że ktoś zobaczył prawdę i wykazał, że nie odczuwamy bólu z powodu naszej osobistej niemożności naprawienia sytuacji.

Pierwszą oznaką istnienia jest to, że nic nie jest statyczne i  niezmienne, że wszystko jest ulotne i  nietrwałe. Wszystko jest w toku. Wszystko – każde drzewo, każde źdźbło trawy, wszystkie zwierzęta, owady, ludzie, budynki, to, co żywe i nieożywione, cały czas się zmienia, z minuty na minutę. Nie musimy być ani mistykami, ani fizykami, żeby to wiedzieć. Jednak na poziomie osobistego doświadczenia nie przyjmujemy do wiadomości tego podstawowego faktu. Oznacza to, że życie nie zawsze toczy się po naszej myśli. Oznacza to, że jest strata, ale jest i zysk. Ale nam się to nie podoba.

Kiedyś zmieniałam pracę i dom w tym samym czasie. Odczuwałam niepewność, niepokój, bezzasadność. Pożaliłam się Trungpie Rinpocze, że mam problem ze zmianami, w  nadziei, że powie coś, co pomoże mi w  pracy nad tym. Popatrzył na mnie jakby pustym wzrokiem i powiedział: „Zawsze jesteśmy w procesie zmiany”. A potem dodał: „Jeśli możesz się z tym zwyczajnie pogodzić, nie będziesz miała żadnych problemów”.

Pema Chödrön, mniszka buddyjska, należy do najwybitniejszych uczniów Czogjama Trungpy. Otrzymała tytuł Aczarii, przeznaczony dla doświadczonych nauczycieli Szambali, którzy swoim życiem potwierdzają mądrość nauk dharmy. (Fot. materiały prasowe) Pema Chödrön, mniszka buddyjska, należy do najwybitniejszych uczniów Czogjama Trungpy. Otrzymała tytuł Aczarii, przeznaczony dla doświadczonych nauczycieli Szambali, którzy swoim życiem potwierdzają mądrość nauk dharmy. (Fot. materiały prasowe)

Wiemy, że wszystko jest nietrwałe, wiemy, że wszystko się kończy. Chociaż tę prawdę jesteśmy w  stanie zaakceptować na poziomie intelektualnym, to jednak w sferze emocjonalnej odczuwamy głęboko zakorzenioną niechęć. Chcemy stabilności, oczekujemy jej. W  naturalny sposób poszukujemy bezpieczeństwa. Wierzymy, że możemy je znaleźć. Doświadczanie nietrwałości w życiu codziennym jest źródłem frustracji.

Każdego dnia wykorzystujemy naszą aktywność jak tarczę chroniącą nas przed fundamentalną niejednoznacznością sytuacji, w  jakiej się znajdujemy. Zużywamy ogromną ilość energii, próbując uchronić się przed nietrwałością i śmiercią. Nie podoba nam się, że nasze ciała zmieniają się z  upływem czasu. Nie podoba nam się, że się starzejemy. Boimy się zmarszczek i zwiotczałej skóry. Używamy kosmetyków pielęgnacyjnych tak, jakbyśmy naprawdę wierzyli, że nasza skóra, włosy, oczy i zęby mogą w jakiś cudowny sposób uciec od prawdy o nietrwałości.

Nauki buddyjskie mają na celu uwolnienie nas od tego ograniczonego sposobu odnoszenia się do rzeczywistości. Zachęcają nas, żeby stopniowo i w pełni zanurzyć się w zwyczajną i oczywistą prawdę o zmianie. Uznanie tej prawdy nie oznacza, że widzimy tylko to, co ponure. Oznacza, że zaczynamy rozumieć, że nie tylko my przestajemy się z tym wszystkim wyrabiać. Już nie wierzymy, że są ludzie, którym udało się uniknąć niepewności.

Inną oznaką istnienia jest brak niezmiennego ja. Jako istoty ludzkie przemijamy tak samo jak wszystko inne. Każda komórka naszego ciała podlega ciągłym zmianom. Myśli i  emocje nieustannie pojawiają się i znikają. Na czym opieramy przekonanie, że jesteśmy kompetentni lub że jesteśmy beznadziejni? Na tej ulotnej chwili? Na wczorajszym sukcesie czy porażce? Trzymamy się utrwalonego przekonania o tym, kim jesteśmy, i to nas paraliżuje. Tymczasem nic i nikt nie jest niezmienne. To, czy zmiany są dla nas źródłem wolności, czy też źródłem straszliwego niepokoju, robi istotną różnicę. Czy mijające dni przynoszą coraz więcej cierpienia, czy też zwiększają naszą zdolność do odczuwania radości? To jest ważne pytanie.

Czasami brak niezmiennego ja nazywany jest brakiem duszy. Te słowa mogą wprowadzać w błąd. Budda nie sugerował, że znikamy albo że możemy wymazać naszą osobowość. Pewien uczeń zapytał kiedyś: „Czy doświadczanie braku niezmiennego ja nie sprawia, że życie traci blask?”. To nie jest tak. Budda zwracał uwagę na to, że twarde przekonania, jakie mamy na swój temat, mianowicie, że jesteśmy niezmienni i oddzieleni od innych, są boleśnie ograniczające. Możemy przez to występować na scenie naszego życia, nie wierząc aż tak gorliwie w  postać, którą gramy.

Kłopot polega na tym, że traktujemy siebie tak poważnie, że nadajemy sobie aż tak absurdalne poczucie ważności. Uważamy, że mamy prawo irytować się na wszystko, poniżać siebie lub myśleć, że jesteśmy mądrzejsi od innych. Poczucie własnej ważności wyrządza nam krzywdę, zamyka w ciasnym świecie naszych upodobań i niechęci. W końcu znudzimy się na śmierć sobą i naszym światem. W końcu nigdy nie znajdziemy zadowolenia.

Mamy dwie możliwości do wyboru: albo zakwestionujemy nasze przekonania, albo nie. Albo zaakceptujemy nasze dotychczasowe wersje rzeczywistości, albo zaczniemy je odrzucać. W  opinii Buddy ćwiczenie się w otwartości i ciekawości, a także w rezygnacji z założeń i przekonań to najlepszy sposób, w jaki możemy przeżyć nasze życie.

Mówiąc wprost, brak niezmiennego ja oznacza elastyczną tożsamość, która przejawia się w dociekliwości, zdolności do adaptacji, poczuciu humoru, chęci do zabawy. To nasza umiejętność odnalezienia spokoju bez wiedzy o wszystkim, bez rozgrywania wszystkiego, bez żadnej pewności co do tego, kim jesteśmy ani kim są inni. (…)

Jak mamy zamiar przeżyć to krótkie życie? Czy będziemy doprowadzać do perfekcji umiejętność walki z niepewnością, czy też będziemy doskonalić się w odpuszczaniu? Czy będziemy uparcie trzymać się przekonania „Ja jestem taki, a ty taki”? Czy też mamy zamiar wyjść poza ten ograniczony sposób myślenia? Czy możemy rozpocząć trening wojownika, aspirując do ponownego połączenia się z  naturalną elastycznością naszego bytu i pomagając innym robić to samo? Jeśli zaczniemy iść w tym kierunku, otworzą się przed nami nieograniczone możliwości.

Nauczanie o  braku niezmiennego ja podkreśla znaczenie naszej dynamicznej, zmieniającej się natury. To ciało nigdy nie czuło się dokładnie tak samo jak teraz. Ten umysł kreuje myśl, która, chociaż może wydawać się powtarzalna, nigdy więcej się nie pojawi. Mogę powiedzieć: „Czyż to nie wspaniałe?”. Ale zazwyczaj nie doświadczamy tego jako czegoś wspaniałego, lecz raczej jako coś denerwującego, co sprawia, że walczymy o swoje. Budda w swej szczodrości pokazał nam alternatywę. Nie jesteśmy uwięzieni w tożsamości sukcesu lub porażki ani w żadnej innej tożsamości, ani w tym, jak widzą nas inni, ani w tym, jak widzimy siebie sami. Każda chwila jest wyjątkowa, nieznana, zupełnie nowa. Dla praktykującego wojownika brak niezmiennego ja jest powodem do radości, a nie strachu.

  1. Moda i uroda

Nowy rok - nowa pielęgnacja. Nietypowe kosmetyki, które warto mieć w swojej kosmetyczce

W nowym roku zmieńmy coś w naszej pielęgnacyjnej rutynie! (Fot. iStock)
W nowym roku zmieńmy coś w naszej pielęgnacyjnej rutynie! (Fot. iStock)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Nowy rok zawsze zwiastuje zmiany. Nie tylko te przełomowe, odmieniające nasze podejście do życia, ale również mniejsze, takie, które dadzą nam chwilę przyjemności. My proponujemy coś prostego - zmiany w codziennej pielęgnacji. Przedstawiamy kosmetyki, które nie zawsze są oczywistym wyborem, a mogą okazać się niezwykle pomocne naszej skórze. 

Jak wygląda rutyna pielęgnacyjna większości z nas? Rano to najczęściej szybkie mycie twarzy, wklepanie kremu i delikatny makijaż. Potem cały dzień biegu, by wieczorem znaleźć chwilę czasu dla siebie i zadbać o nasze ciało. Wtedy przychodzi pora na demakijaż, oczyszczanie, nawilżanie, czasem nawet złuszczanie lub olejowanie. Podstawowe wyposażenie kosmetyczki większości z nas to więc: krem - ten sam od lat, bo najlepiej się sprawdza, coś do demakijażu i oczyszczania - tonik albo płyn micelarny, peeling oraz balsam do ciała. W zależności od pory roku znajdzie się w niej także: zimą - pomadka ochronna i krem do rąk, latem - krem z filtrem i... tyle. A przecież rynek kosmetyczny oferuje setki kosmetyków, którymi mogłybyśmy urozmaicić pielęgnacyjne rytuały tak, by stały się one przyjemniejsze, a przede wszystkim skuteczniejsze i pomagające naszej skórze utrzymać zdrowy wygląd. Nowy rok to więc doskonały czas na przetestowanie kosmetyków, których do tej pory nie używałyśmy. Takich, których, pod wieloma przeróżnymi pretekstami i obawami, bałyśmy się spróbować.

Nie chcemy jednak zachęcać do kompulsywnego kupowania coraz to nowszych kosmetyków, które z czasem okazują się zupełnie niepotrzebne. Wręcz przeciwnie, w nowym roku starajmy się pozbywać złych nawyków, a w zamian wprowadźmy tylko te korzystne. Oto kilka produktów, które w nowym roku urozmaicą rutynę pielęgnacyjną, a jednocześnie przyniosą naszej skórze samą dobroć.

Peeling do rąk

Peeling do rąk Touch Orphica, cena: 59zł/100ml. (Fot. materiały partnera) Peeling do rąk Touch Orphica, cena: 59zł/100ml. (Fot. materiały partnera)

Zimą krem do rąk to podstawa - wie o tym niemal każdy. Mróz, wiatr i zimne powietrze wysuszają i podrażniają dłonie, dlatego bardzo ważne jest ich regularne nawilżenie. Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę z tego, że krem to nie wszystko, bo dopiero w połączeniu z peelingiem przyniesie skórze dłoni ukojenie i ochronę. Nawilżanie bowiem zawsze powinno być poprzedzone dokładnym złuszczeniem naskórka, również w kwestii skóry dłoni. Świetnie sprawdzi się do tego peeling do rąk Touch Orphica na bazie nasion żurawiny, który pomaga pozbyć się martwego naskórka, odżywia oraz działa uelastyczniająco na suchą, podrażnioną skórę dłoni, nadając jej uczucie gładkości. Jego skład to same naturalne składniki i ekstrakty: lanolina, która nawilża i zmiękcza dłonie, masło shea - kondycjonuje je i wygładza, olej ze słodkich migdałów - zmiękcza i wzmacnia barierę lipidową, a także witamina E i alantoina. To wyjątkowy produkt, który sprawdzi się u każdego, komu kondycja skóry dłoni nie jest obojętna.

Samoopalająca pianka do ciała

Samoopalająca pianka do ciała Body Tones, cena: 119zł/155ml. (Fot. materiały partnera) Samoopalająca pianka do ciała Body Tones, cena: 119zł/155ml. (Fot. materiały partnera)

Wraz ze starym rokiem niech odejdą w niepamięć nasze obawy dotyczące używania samoopalaczy. Bo przecież to najlepszy sposób na utrzymanie naturalnie wyglądającej opalenizny przez cały rok. Z pianką Body Tones jest to dodatkowo dziecinnie proste, bo jej aplikacja jest bardzo łatwa dzięki szybkoschnącej konsystencji. Pianka zapewnia równomierne krycie, nie pozostawia zacieków ani śladów na ubraniach i subtelnie dopasowuje się również do ciemniejszych karnacji. Co więcej, produkt ten nie tylko nadaje skórze delikatny koloryt, ale też pielęgnuje ciało - nawilża, regeneruje i odżywia oraz działa przeciwstarzeniowo. W przeciwieństwie do naturalnych kąpieli słonecznych, nie przyspiesza procesu starzenia się skóry. Dodatkowo zawiera odżywcze ekstrakty roślinne, kwasy tłuszczowe i dobroczynne oleje.

Olejek do włosów

Olejek do włosów Oiltense Halier, cena: 89zł/50ml. (Fot. materiały partnera) Olejek do włosów Oiltense Halier, cena: 89zł/50ml. (Fot. materiały partnera)

W nowym roku podstawową pielęgnację włosów, czyli szampon i odżywkę, warto uzupełnić olejkiem. Dlaczego? Dobroczynne właściwości płynące z olejowania włosów znane są już od setek lat. To właśnie regularne stosowanie olejków wpływa na utrzymanie odpowiedniego poziomu nawilżenia włosów i ich zdrowej kondycji. Olejek do włosów Oiltense marki Halier to zdecydowany krok w kuracji włosów słabych, matowych i wypadających, których końcówki są skłonne do rozdwajania. Jest to wyjątkowa kompozycja dziesięciu wyselekcjonowanych olejów kosmetycznych, które nawilżają, odżywiają i wygładzają włosy, wspierając jednocześnie kondycję skóry głowy oraz regulując wydzielanie sebum. Olejek ma piękny zapach, łatwo się rozprowadza i szybko wchłania, dlatego nie wpływa na nadmierne przetłuszczanie się włosów. Po umyciu pasma łatwo się rozczesują, są bardziej błyszczące i aksamitnie gładkie.

Pianka do mycia ciała

Pianka do mycia ciała Oh!Tomi, cena: 42,90/250ml. (Fot. materiały partnera) Pianka do mycia ciała Oh!Tomi, cena: 42,90/250ml. (Fot. materiały partnera)

Pianka do mycia ciała zamiast zwykłego żelu pod prysznic? Dlaczego nie! Pianka Oh!Tomi zmienia codzienną pielęgnację w zabawę pełną kolorów i egzotycznych aromatów. Dostępna jest w 6 wersjach o przepięknych zapachach: grejpfrut, truskawka, słońce, tęcza, melon oraz wanilia z pomarańczą. Produkt ten pod wpływem wody tworzy odżywczy mus, który łatwo rozprowadza się po całym ciele. Pianka skutecznie oczyści oraz delikatnie wzmocni i nawilży skórę, a jej wyjątkowe zapachy dodatkowo odprężają, wyciszają, a jednocześnie dodają energii do działania.

Krem pod oczy dla mężczyzn

Krem pod oczy dla mężczyzn Monolit, cena: 59/30ml. (Fot. materiały partnera) Krem pod oczy dla mężczyzn Monolit, cena: 59/30ml. (Fot. materiały partnera)

W nowym roku dbajmy jednak nie tylko o siebie, ale też o naszych mężczyzn. Czas w końcu zmienić nastawienie mężczyzn do kosmetyków i uświadomić im, że jeden produkt z przeznaczeniem "do wszystkiego" to zdecydowanie za mało. Krem pod oczy dla mężczyzn Monolit przynosi dokładnie to, czego potrzebuje skóra mężczyzn - odżywienie i regenerację. W jego składzie znajdziemy olej arganowy, znany ze swoich dobroczynnych właściwości, olej ze słodkich migdałów, przywracający skórze blask i łagodzący podrażnienia, nawilżający i działający przeciwstarzeniowo, a także pantenol (prowitamina B5), który wpływa na zmniejszenie utraty wody przez naskórek oraz sprawia, że skóra jest elastyczna i miękka. Co więcej, krem ma w sobie wyciąg z nasion pigwy, który ma działanie tonizujące, odświeżające i przeciwzmarszczkowe oraz witaminę C, wzmacniającą naskórek.

Peeling antycellulitowy

Peeling antycellulitowy Scratch-coffee-scratch Celloo, cena: 49zł/100ml. (Fot. materiały partnera) Peeling antycellulitowy Scratch-coffee-scratch Celloo, cena: 49zł/100ml. (Fot. materiały partnera)

Peeling do ciała złuszcza martwy naskórek, pobudza i oczyszcza skórę, świetnie przygotowuje do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych, a dodatkowo ma genialne działanie antycellulitowe. Dlaczego więc nie wprowadzić go do rutyny pielęgnacyjnej? Peeling kawowy Scratch-coffee-scratch marki Celloo będzie wyborem idealnym. Jego działanie skupia się przede wszystkim na tym, by zmniejszyć widoczność skórki pomarańczowej przy okazji miłego zabiegu, który można wykonać samemu, w zaciszu swojego domu. Już po pierwszym użyciu skóra jest wyczuwalnie gładsza, bardziej sprężysta. W recepturze peelingu mieszają się różne naturalne składniki, wśród których znalazły się: ekstrakt z kawy, cukier, olej z pestek winogron, masło z nasion kakaowca, olej z orzechów makadamii, witamina E czy olej arganowy. Tak skomponowana formuła doskonale wygładza, nawilża i redukuje cellulit.

  1. Psychologia

Czasem zamiast kroku do przodu warto rozejrzeć się uważnie i docenić to, co już masz

Każda zmiana zaczyna się od poczucia: „Chcę i mogę”. (Fot. iStock)
Każda zmiana zaczyna się od poczucia: „Chcę i mogę”. (Fot. iStock)
Gdy próbuję dokładnie zdefiniować zmianę, to, co ona dla mnie znaczy, dochodzę do wniosku, że najbliższa jest jej wizja koła. Zmiana to przecież proces, który zaczyna się w jednym punkcie, postępuje, a potem wraca do tego samego punktu.

Kiedy próbuję wyrazić definicję zmiany za pomocą spontanicznego ruchu, robię krok do przodu, potem zatrzymuję się i rozglądam dookoła. Zmiana jest albo dążeniem do przodu, ku nowemu, albo pozostaniem w miejscu, w którym jestem, i uważnym rozejrzeniem się dookoła, by ocenić to, co mam. Może teraz łatwiej ci będzie zastanowić się, jakiej zmiany tak naprawdę potrzebujesz, by nie zaprzepaścić dobrej energii nowego roku. Żeby było jeszcze prościej, wybierz tylko jedną rzecz, jaką chcesz zmienić, a ja rozpiszę ci to na kolejne etapy.

Przemyśl błędy z przeszłości

Jeśli spróbujesz przeanalizować, dlaczego poprzednie listy z noworocznymi postanowieniami wylądowały na dnie szuflady, okaże się, że zwykle koncentrowałaś się na przeszłości, na swoich brakach, negatywnych stronach, np. „Muszę schudnąć” albo: „Muszę rzucić palenie”. Może właśnie dlatego twój słomiany zapał wypalał się w okolicach lutego. Tym razem skoncentruj się na „nowym” zamiast na „starym”, na przyszłości, a nie na tym, co już było i na co nie masz wielkiego wpływu. Nowe, choć może budzić lęk, pobudza również ciekawość, a ta może spowodować, że stare samo wygaśnie. Jeden z moich znajomych rzucił palenie z dnia na dzień. Kiedy wszyscy pytali, jak udało mu się to zrobić, filozoficznie stwierdzał, że papierosy pewnego dnia same od niego odeszły. Dopytałam go, co tak naprawdę się stało, i opowiedział mi o warsztatach pracy z emocjami, na których nauczył się nazywać i przeżywać emocje – efekt był taki, że papierosy, jako regulator napięcia, przestały mu już być potrzebne.

Wybierz jedną rzecz, którą chcesz zmienić

Na kartce papieru narysuj koło swoich sfer życiowych. Żeby było ci łatwiej określić te sfery, przeanalizuj swój jeden dzień i zaznacz w kole sprawy, którymi się zajmowałaś. Moje koło zawiera sfery: zawodową, finansową, relacji, pasji, rodziny, odpoczynku i przyjemności. Przeanalizuj każdą ze sfer i sprawdź, która z nich twoim zdaniem wymaga zmiany. Która pożera ci najwięcej energii, przynosząc najmniej satysfakcji. Umówmy się, że chcesz zająć się sferą finansową. Teraz dokładnie nazwij, co zamierzasz w niej zmienić, pamiętając, by koncentrować się na przyszłości, a nie na przeszłości: „Chcę zarabiać więcej” zamiast: „Będę bardziej oszczędzać”.

Zadaj sobie pytanie: po co chcę dokonać zmiany?

To zadanie ma na celu oddzielenie pragnień od potrzeb. Bo jeśli twoje pragnienia są inne niż potrzeby, możesz wygenerować konflikt wewnętrzny, który będzie sabotował twoje działania. Wracając do naszego przykładu: potrzebujesz więcej pieniędzy, bo masz duże zobowiązania finansowe, ale chcesz mieć więcej czasu na rozwijanie swoich pasji, a nie tkwić przed komputerem. I konflikt gotowy. Sprawdź, czy i jak można pogodzić te dwie motywacje.

Nie zapominaj o marzeniach, one są doskonałym motywatorem do zmian. Możesz zrobić mapę marzeń – kolaż ze zdjęć, wycinków z gazet. Zrób z nich obraz, kierując się intuicją. Odkryj symbolikę zdjęć. Może rysunek przedstawiający kobietę siedzącą przed komputerem na tarasie z widokiem na ocean to twoja wizja nowej pracy, którą pokochasz i przyniesie ci ona tyle pieniędzy, ile potrzebujesz? Porównaj obecne marzenia z tymi z dalekiej przeszłości (to jedyny moment w procesie zmiany, kiedy możesz do niej wrócić). Co udało ci się zrealizować? Czy dawne marzenia są aktualne?

Określ swoje zasoby

Motywacja silnie łączy się z poczuciem wewnętrznej mocy. Moim zdaniem każda zmiana zaczyna się od poczucia: „Chcę i mogę”. Bardzo często największą przeszkodą w osiągnięciu celu są fałszywe przekonania, które odbierają nam moc. Te wszystkie: „Nie mogę”, „Nie dam rady” czy „Nie należy mi się” – poczuj związek tych przekonań ze swoją sferą finansową. Czy jesteś na sto procent przekonana, że energia, umiejętności i zaangażowanie, które wkładasz w twoją pracę, powinny być bardziej doceniane?

Czasami nasze poczucie mocy jest nadmiarowe i jednokierunkowe – bagatelizujemy swoje sukcesy albo przypisujemy je ślepemu losowi, jednocześnie obwiniając się za wszystkie porażki. To ma związek z naszymi przekonaniami. Może myślisz: „Chciałabym więcej zarabiać, ale skoro szef sam nie proponuje mi podwyżki, to znaczy, że na nią nie zasługuję”, jesteś gotowa wziąć dodatkową pracę i nawet ci do głowy nie przychodzi pomysł, że może powinnaś się bardziej cenić i negocjować kwestię podwyżki.

Nowe wymaga nie tylko zmiany w tobie, ale także w świecie zewnętrznym. Czasami to właśnie tam warto zrobić rewolucję. Nie ma w firmie pieniędzy na nowe projekty? OK. Przedstaw swój pomysł w taki sposób, by pieniądze się znalazły, a jeśli nie, odważnie powiedz, że pójdziesz z nim do konkurencji.

Wytrop zgubne nawyki

Jeśli jakiś sposób działania w dojściu do celu nie daje efektów, to znajdź nowy, zamiast naiwnie wierzyć, że w końcu je da. Chcesz więcej zarabiać? Zmień strategię działania albo poszukaj firmy, która cię doceni. Rób inaczej, efektywniej i tylko to, co się sprawdza. Eksploruj, rozwijaj swoje talenty, próbuj wszystkiego, czego jeszcze nie sprawdzałaś. Jednak pamiętaj, że nie jesteś robotem, nie możesz pracować bez końca. Daj sobie odpocząć, a światu podziałać. Nie masz obowiązku zmieniać tylko siebie, możesz również kreatywnie zmieniać świat.

Odkryj swój indywidualny rytm zmian

Zmiana jest procesem podobnym do oddychania: wdech – zatrzymanie – wydech – zatrzymanie. W procesie zmian określ własne tempo: zwyżki i zniżki energii, a także fazy zatrzymania. W pełni korzystaj ze swoich naturalnych zasobów. Jeśli np. zimą potrzebujesz więcej odpoczynku, a mniej pracy – uszanuj ten fakt. Fazy zatrzymania, analizy tego, co udało ci się już zrobić, są naturalnym i bardzo cennym momentem na niedziałanie i refleksję.

Wróć do punktu wyjścia

Jeszcze raz uważnie przyjrzyj się swojemu kołu sfer życiowych i poczuj, czy naprawdę chcesz (a nie musisz) coś zmienić. A może to tylko przymus, moda, obowiązek? Może zamiast kroku do przodu warto zatrzymać się i rozejrzeć, odnaleźć w tym, co już masz? I z całego serca to docenić. Jeśli tak, to oznacza to, że w kole sfer wracasz do punktu wyjścia, nie ruszając się z miejsca.

Moje tegoroczne postanowienie noworoczne brzmi: „Cieszyć się tym, co udało mi się osiągnąć. Rozsiąść się wygodnie, odetchnąć pełną piersią. Pochwalić i docenić samą siebie. Dać się podziwiać. Zbierać plony tego, co posiałam”.

Ewa Klepacka-Gryz psycholog, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trener warsztatów rozwojowych dla kobiet.