1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Seryjni mordercy na ekranie. Dlaczego fascynują nas takie seriale jak „Dexter” czy „Hannibal”?

Kadr z serialu „Hannibal” (Fot. BEW Photo)
Przerażają, zniesmaczają i fascynują. Swoją pozorną normalnością, ale też nieprzeciętną inteligencją. Oglądanie seriali o czarnych charakterach jest jedną z bardziej wstydliwych przyjemności.

Czemu nas, ale i twórców filmów tak fascynują seryjni mordercy? Choć istnieli od dawna, a przynajmniej od sprawy Kuby Rozpruwacza, to samo określenie „seryjny morderca” jest obecne dopiero od lat 80. i głośnej sprawy Teda Bundy’ego, który przyznał się do zabicia 30 młodych kobiet (oficjalna liczba jego ofiar nie została do końca ustalona). Publiczność i media obecne podczas jego procesu zastanawiały się, jak ten sympatyczny, przystojny mężczyzna mógł się okazać takim zwyrodnialcem. I na tym polega właśnie fenomen seryjnych zabójców. – Poza epizodami mordowania są zwykłymi, miłymi ludźmi. W kryminalistyce nazywa się to „maską zdrowego umysłu” – tłumaczy kulturoznawca Lidia Rudzińska. – Mają na sobie powłokę normalności, którą zrywają na czas morderstwa. Tacy też są najsłynniejsi serialowi seryjni mordercy: Dexter i Hannibal.

Tylko pozornie niczym nie wyróżniają się na tle innych, może poza swoją inteligencją i opanowaniem, a w przypadku Hannibala także wysublimowanym gustem. Tak naprawdę prowadzą podwójne życie. Ich mroczna strona to pociąg do zabijania, a w przypadku Hannibala – także zjadania swoich ofiar. Co ważne, obaj kierują się przy tym swoistym kodeksem honorowym. Dexter zabija zakały społeczeństwa, ludzi, którzy krzywdzą innych, zwłaszcza bezbronnych, a Hannibal eliminuje osoby, które zaburzają jego poczucie estetyki. – Słynne stwierdzenie: „Eat the rude”, czyli: „Zjedz niegrzecznych”, wyznacza kodeks Hannibala. Jego zdaniem, życie ludzi, których zabija, było bezwartościowe, a dzięki niemu stają się przynajmniej pysznym obiadem – mówi Lidia Rudzińska. – Hannibal nie znosi bylejakości, chamstwa, zabija na przykład członka orkiestry, który fałszował. Kieruje nim ciekawość. Jest też niezwykle inteligentnym manipulatorem – Williama Grahama, konsultanta, który zajmuje się rekonstrukcją wydarzeń na miejscu zbrodni, popycha w obłęd, zresztą po to właśnie jest psychiatrą, by zobaczyć, jak daleko potrafią się posunąć ludzie.

Obaj bohaterowie nie są okrutni, nie chcą sprawiać swoim ofiarom bólu, można powiedzieć, że pod względem etyki zabijania są bardziej humanitarni niż niektórzy tzw. normalni ludzie, bestialsko mordujący zwierzęta. Poza tym ich historie potwierdzają to, co już wiemy z teorii psychologii, że każdy psychopatyczny morderca w przeszłości doświadczył traumy, więc mamy poczucie, że zwyrodnienie nie do końca jest ich winą.

Dla kogo?

Fani „Hannibala”, tzw. fannibals, twierdzą, że Hannibal jest ideałem mężczyzny z jedną małą wadą: zabija i zjada ludzi. – Poza tym to poliglota, oczytany, gra na wielu instrumentach, ma maniery prawdziwego dżentelmena. Nie sprawia wrażenia sympatycznego faceta, a raczej kogoś, kogo się podziwia. Co innego Dexter – przystojny, miły, z poczuciem humoru, inteligentny. Facet, którego mogłabyś zaprosić do siebie do domu – mówi Lidia Rudzińska. W pewnym momencie widz łapie się na tym, że nawet mu kibicuje – w końcu likwiduje tylko tych złych.

Trochę trudniej jest kibicować Hannibalowi. Dlatego widzowie tego serialu dzielą się na tych, którzy są w stanie pójść za tą postacią, i tych, których ona zniesmacza. – Fascynacja „Hannibalem”, choć postać tytułowa nie jest jednoznacznie zła, daje nam poczucie dyskomfortu – przyznaje Lidia Rudzińska – Poza tym w każdym z nas jest ciekawość tego, co się stanie, kiedy człowiek przekroczy pewną granicę. Dzięki Hannibalowi i Dexterowi mamy szansę zajrzeć za kurtynę, za którą spychamy to, co w nas mroczne. Zobaczyć świat oczami prawdziwie wolnych ludzi, których nie ogranicza ani moralność, ani normy społeczne. Mads Mikkelsen, aktor wcielający się w Hannibala, mówi, że to jedna z najszczęśliwszych postaci, jakie grał.

Nie są to jednak seriale dla każdego, zwłaszcza „Hannibal” wymaga mocnego żołądka, „Dexter” daje momenty wytchnienia, dlatego jest bardziej przystępny dla szerszego grona odbiorców. „Hannibal” jest mroczny, depresyjny, niewiele tu akcji, za to mnóstwo dialogów. – W ten serial bardzo trudno się wkręcić i łatwo pogubić. To, że w ogóle powstały jego kolejne części, jest zasługą fanów, którzy oglądają go głównie w sieci – zauważa Lidia Rudzińska.

Obserwując, też uczestniczysz

Zarówno starszy „Dexter”, jak i stosunkowo nowy „Hannibal” są w pewnym stopniu opowieścią o współczesnych mediach, które bombardują nas od rana krwawymi obrazami z wojen, wypadków czy kataklizmów. Kiedyś takich obrazów nie bylibyśmy w stanie znieść, media by je dla nas ocenzurowały. Dziś słyszymy, że „widz ma do tego prawo”. – Już w starożytności ludzie chodzili oglądać walki gladiatorów, a w średniowieczu tłumnie zbierali się podczas publicznych egzekucji – mówi Lidia Rudzińska. – Nadal mamy w sobie „gen wojerysty”, podglądacza. To on każe nam zatrzymać się, kiedy przejeżdżamy koło wypadku drogowego, by popatrzeć. Niemniej jednak zbyt wielka ilość brutalnych scen, jaka jest nam na co dzień serwowana, powoduje znieczulicę. Jesteśmy jak ta żaba, która – włożona do chłodnej wody – nie czuje, że temperatura się zwiększa, i pozwala się ugotować. Powoli przyzwyczaja się nas do okrucieństwa i okazuje się, że w konsekwencji jesteśmy w stanie znieść więcej, niż myśleliśmy.

Twórcy „Hannibala” postanowili pokazać w telewizji coś, czego jeszcze nie było, niespotykany dotąd poziom okrucieństwa, jego obrazowość, ale też poziom dewiacji głównego bohatera. W miarę oglądania kolejnych odcinków sami czujemy się jak psychopaci, bo podpatrując zbrodnie Hannibala, w pewien sposób także w nich uczestniczymy. Podobnie jest z „Dexterem” – łapiemy się na tym, że popieramy działania głównego bohatera i chcemy, by umknął policji. – W konsekwencji to my jesteśmy bohaterami tych seriali, bo to w nas się rozgrywają dylematy moralne – dodaje Lidia Rudzińska. – W jednym z odcinków Hannibal pyta inną postać: „Jesteś jeszcze obserwatorem, czy już uczestnikiem?” i to jest też pytanie do nas.

Zło jest pociągające

– Jest takie zabawne powiedzenie: Kiedy się pojawia dorosłość? Kiedy oglądając historie z czarnymi charakterami, przestajesz się ich bać, a chcesz się z nimi przespać – mówi Lidia Rudzińska. – W pewnym momencie zaczynamy lubić złoczyńców, w „Batmanie” przestaje pociągać nas Batman, a zaczyna Joker. Złoczyńcy są ciekawsi, bo są bardziej złożeni. Ludzie wokół nich są prozaiczni i śmieszni. Oni się wyróżniają.

Co ciekawe, kiedy myślimy „zły człowiek”, widzimy zwykle Hitlera lub innego zwyrodnialca, znanego z kart historii, „Hannibal” i „Dexter” pokazują, że prawdziwe zło może kryć się w człowieku z pozoru normalnym. Takie zło jest przerażające, ale też pociągające. Zło czyste, niepohamowane – nie jest nudne ani głupie. Na szczęście mamy filmy i seriale, które pozwalają w sposób kontrolowany oddawać się tej fascynacji, chroniąc nas przed przekroczeniem w rzeczywistości pewnych granic, zza których nie ma powrotu.

Ekspert: Lidia Rudzińska, kulturoznawca z Uniwersytetu Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze