1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Jak pomóc dziecku w okazywaniu uczuć?

Jak pomóc dziecku w okazywaniu uczuć?

Fot. iStock
Fot. iStock
Ewa Nowak, ekspertka magazynu Sens, podpowiada, jak nauczyć dziecko okazywać uczucia w sposób bezpieczny dla niego i innych.

Zbuduj dobrą relację.
Inaczej dziecko nie będzie przyjmować żadnych rad, nie będzie się świadomie wzorować na rodzicu, któremu nie ufa.

Zacznij od siebie.
Gdy zachowanie malca ci doskwiera, warto spojrzeć na nie jako na zachętę do pracy nad sobą. Mówienie do dziecka: „Jestem zła, czuję tę złość wszędzie, chyba pójdziemy na spacer, żeby mi przeszło” – to doskonałe komunikaty uczące specyfikacji, akceptacji i rozładowywania emocji.

Zachęcaj do mówienia o uczuciach.
Zadawaj pytania: „Co teraz czujesz?”, „Kto cię rozzłościł?”, „Dlaczego jesteś smutny?”. W ten sposób załagodzisz sytuację, bo dziecko zobaczy, że jest słuchane. To też dobra metoda dla rodzica, bo ma czas, żeby ochłonąć po impulsywnym zachowaniu dziecka.

Uzbrój się w cierpliwość.
Zaakceptuj, że praca nad emocjami, jak każda nauka, wymaga czasu, motywacji i wielu ćwiczeń. Zrób sobie założenie: „Będę z nim rozmawiać tak długo, jak on tego potrzebuje. Wysłucham go do końca, on nie robi mi na złość, to nie jest jego natura”.

Nie wpędzaj w poczucie winy.
Daj dziecku przyzwolenie na odczuwanie zazdrości, złości, gniewu czy bezradności. Powtarzaj, że ma prawo to czuć. Odbiera wtedy niezwykle ważny sygnał: „Aha, czyli mimo że jestem dziś smutny, rodzice nadal mnie kochają. Co za ulga”.

Ucz nazywania emocji.
Małe dziecko w momencie stresu czuje szalejącą w ciele burzę różnorodnych odczuć. Nie umie jednak wyodrębnić i nazwać tych emocji. Warto je uczyć, aby z natłoku odczuć wybrało to, co w tym momencie jest najsilniejsze.

Przygotujcie się zawczasu.
Warto na spokojnie zastanowić się nad podręcznym sposobem na rozładowanie emocji. To może być spacer, gra, wyjście na basen, wyjazd do lasu, pójście na rower – ważne, by mieć opracowany wcześniej plan.

Przytulaj.
Coraz więcej badań wskazuje na to, że w momencie stresu wzmaga się wydzielanie oksytocyny, czyli „hormonu przytulania”. Sprawdź, może wystarczy tylko dać dziecku wielominutową bliskość i to już wystarczy, by ukoić jego nerwy.

Obserwuj.
Adrenalina, czyli hormon stresu, znacznie obficiej wydziela się u chłopców. Między innymi dlatego potrzebują więcej czasu, żeby się uspokoić. Każdy z nas ma w miarę stały czas dochodzenia do równowagi. Zaobserwuj, jak to wygląda w przypadku twojego dziecka.

Ewa Nowak, pedagog, terapeutka, autorka książek dla dzieci i młodzieży.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Technika Uwalniania – sposób na trudne emocje i choroby psychosomatyczne

Korzyści stosowania Techniki Uwalniania realizują się na kilku poziomach: fizycznym, emocjonalnym, duchowym, a także relacyjnym. (fot. iStock)
Korzyści stosowania Techniki Uwalniania realizują się na kilku poziomach: fizycznym, emocjonalnym, duchowym, a także relacyjnym. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Badania dowodzą, że Technika Uwalniania, opracowana przez dr. n. med. Davida R. Hawkinsa, amerykańskiego psychiatrę, jest niezwykle skuteczniejsza w łagodzeniu fizjologicznych reakcji na stres. Dlatego warto o niej przypomnieć w czasach, które wielu osobom kojarzą się z silnym niepokojem.

Umysł, wraz z myślami, które tworzy, napędzany jest przez uczucia. Z kolei każde uczucie, które się u nas pojawia, generuje wiele tysięcy powiązanych z nim myśli. Tworzy to pewien mechanizm, który sam się napędza. Ponadto większość ludzi przez całe życie tłumi uczucia lub próbuje od nich uciec. Niestety, ta wyparta energia kumuluje się i szuka ujścia poprzez choroby psychosomatyczne, zaburzenia na poziomie fizycznym, zaburzenia emocjonalne, zaburzenia zachowania i relacji osobistych. Skumulowane emocje blokują zarówno rozwój duchowy, jak i świadomość, a także powodzenie w wielu obszarach życia. Z pomocą może przyjść Technika Uwalniania.

Technika Uwalniania, która wykorzystuje „mechanizm poddania”, to praktyczna metoda usuwania przeszkód i przywiązań.

Jakie są korzyści stosowania Techniki Uwalniania?

Poziom fizyczny

Na tym poziomie technika działa na autonomiczny układ nerwowy, który często jest nadmierne stymulowany poprzez tłumione w ciele emocje. Pozbycie się tych stłumionych emocji odblokowuje m.in. akupunkturowy system energetyczny. Praktykując stale uwalnianie, odczuwa się coraz mniej zaburzeń fizycznych i psychosomatycznych, które często całkowicie znikają. Ciało, bardziej odprężone, zaczyna z powrotem optymalnie funkcjonować.

Poziom behawioralny

Gdy zmniejsza się niepokój i negatywne emocje, znika wówczas potrzeba, by od nich uciekać. Ucieczka przed emocjami przybiera bardzo różne formy. Zwykle są to nałogi (narkotyki, alkohol), rozrywka, nadmiernie długi sen. Rezygnując z tej ucieczki, odzyskujemy ogromne pokłady energii. Zwiększa się witalność, uważność, dobrostan, wydajność i bezwysiłkowe funkcjonowanie we wszystkich obszarach życia.

Relacje międzyludzkie

Kiedy trudne uczucia (które postrzegamy jako negatywne dla nas) zostaną uwolnione, wówczas podnosi się poziom uczuć pozytywnych (budujących). Skutkiem tego jest widoczna poprawa wszelkich relacji. Zwiększa się również nasza zdolność do kochania. Mamy mniej konfliktów z innymi, przez co poprawia się wydajność naszej pracy. Pozbycie się negatywnych blokad pozwala także na osiąganie zawodowych celów z dużo większą łatwością. Zanikają też zachowania oparte na poczuciu winy. Coraz mniej intelektualizujemy, a coraz bardziej korzystamy z intuicji. Skupieni na wewnętrznym dojrzewaniu i rozwoju osobistym często ujawniamy kreatywność i zdolności psychiczne, których się po sobie nie spodziewaliśmy. Niezwykle ważne jest to, że zmniejsza się poczucie bycia zależnym, tak zgubne we wszystkich relacjach międzyludzkich.

Poziom świadomości /uważności /duchowości

Odpuszczenie negatywnych emocji sprawia, że doświadcza się stale rosnącego szczęścia, zadowolenia, spokoju i radości. Wzrasta uważność i doświadczanie w swoim wnętrzu jedności z Jaźnią.

Każdy może łagodnie realizować wszystkie te cele poprzez ciche uwalnianie i odpuszczanie w każdej chwili codziennego życia. Dla lepszego śledzenia postępów zaleca się jednak robienie notatek  na temat swoich osiągnięć. Po chwilowej ekscytacji łatwo popaść w „znudzenie” systematycznością tej techniki. Pojawia się wtedy typowy opór i przekonanie, że „to nie działa”.

Jak praktykuje się Technikę Uwalniania krok po kroku?

  • Uświadom sobie dane uczucie, pozwól mu się w pełni ukazać i pozostań z nim w kontakcie. Pozwól sobie na odczuwanie.
  • Nic w nim nie zmieniaj – pozwól, aby swobodnie płynęło. To oznacza, że wyrażasz zgodę na to, że to czujesz, bez oceniania, opierania się, bez obawiania się tego uczucia, potępiania siebie za nie. Skupiasz się na uwolnieniu ukrytej za tym energii. Oznacza to porzucenie osądów i zdanie sobie sprawy, że to tylko uczucie.
  • Jesteś obecna / obecny z tym uczuciem i odpuszczasz wszelkie wysiłki, aby w jakikolwiek sposób je zmienić. Odpuść też chęć, by mu stawić opór. To właśnie opór powoduje, że uczucie trwa. Gdy przestaniesz stawiać opór lub próbować je zmienić, przejdzie ono w następne uczucie i będą mu towarzyszyć łagodniejsze doznania. Uczucie, któremu się nie opieramy, zniknie, gdy tylko wyczerpie się energia, która je napędza.
  • Kiedy uwolnienie następuje, natychmiast odczuwamy lekkość i szczęście.
Ważne: podczas uwalniania ignorujemy wszelkie myśli. Skupiamy się na samym uczuciu, a nie na myślach, które mu towarzyszą. Myśli nigdy się nie kończą, napędzają się same i generują kolejne. Myśli są racjonalizacjami umysłu, który stara się wyjaśnić obecność uczuć. Jeśli całkowicie uwolnimy i odpuścimy dane uczucie, zazwyczaj wszystkie myśli, które były z nim powiązane całkowicie znikają. (źródło: strona informacyjna Wyd. Virgo „Technika Uwalniania. Podręcznik rozwijania świadomości” Davida R. Hawkinsa).

Więcej na temat Techniki Uwalniania Davida R. Hawkinsa w wywiadzie („Droga do wolności”) z Joanną Heidtman, socjolożką i psycholożką :

  1. Psychologia

Uparte dziecko - czy upór należy oduczać?

Wiele typowych cech uparciucha ma związek z jego temperamentem, czyli wrodzoną skłonnością do reagowania w określony sposób. (Fot. iStock)
Wiele typowych cech uparciucha ma związek z jego temperamentem, czyli wrodzoną skłonnością do reagowania w określony sposób. (Fot. iStock)
Uparte dziecko jest powodem wielu naszych frustracji. Nie wiemy, jak je traktować i jak reagować w konkretnej sytuacji. Nie chcemy tolerować złego zachowania. Zanim jednak zaczniemy działać, musimy zrozumieć, skąd się bierze jego upór.

Krzyczy, kopie, gryzie, pluje, wali pięściami – repertuar jego zachowa jest doprawdy imponujący. A wszystko po to, żeby postawić na swoim. Bo co by o małych uparciuchach nie mówić, jedno nie ulega wątpliwości – mają bardzo silne poczucie niezależności. To cecha skądinąd pozytywna. Sprawia, że ludzie nią obdarzeni są stanowczy, pewni siebie, zdecydowani i wytrwali. Niestety, silnemu poczuciu niezależności często towarzyszy nieustępliwość, kłótliwość i buntowniczość, a silna wola dzieci na ogół pozostaje w konflikcie z tym, co rodzice uważają za stosowne i dobre.

Dlaczego ono tak się upiera?

Wiele typowych cech uparciucha ma związek z jego temperamentem, czyli wrodzoną skłonnością do reagowania w określony sposób. Wyobraźmy sobie dwóch maluchów biegających po trawniku. Nagle się przewracają. ¯Żadnemu z nich nic się nie stało, ale jeden krzyczy i płacze, drugi natomiast sam wstaje i śmiejąc się, wraca do zabawy. Sposób, w jaki dzieci zareagowały na upadek, po części odzwierciedla różnice w ich temperamencie.

Jak uczyć spokojnego reagowania?

Niestety bywa, że pewne metody wychowawcze, jak na ironię, nasilają upór dziecka. Rodzice zapominają bowiem, że najskuteczniej uczymy się nie poprzez nakazy, napominanie, tylko przez obserwowanie przykładów (tak zwane modelowanie). Jeżeli więc sami wpadamy w złość w trudnej sytuacji, to jest wielce prawdopodobne, że dziecko zareaguje tak, jak my.

Często stosowana przez dorosłych filozofia „rób, jak mówię, nie jak robię” nie skutkuje, ponieważ modelowanie wpływa na dziecko silniej niż słowa. Dlatego nade wszystko trzeba dawać dziecku dobry przykład. Jeżeli, powiedzmy, zostaniemy wyprowadzeni z równowagi, reagujmy stanowczo, a nie agresywnie. Gdy robimy coś trudnego, bądźmy wytrwali. Niech maluch widzi, że mimo trudności, sukces jest możliwy do osiągnięcia.

Innym sposobem uczenia w ogóle, a w szczególności spokojnego reagowania, jest wzmocnienie (czyli nagradzanie, ale nie należy mylić go z nagrodami materialnymi). To klucz do umiejętności społecznych. Zasada wzmacniania jest prosta. Nagradza się zachowanie, które przynosi jakieś pozytywne efekty, co daje duże prawdopodobieństwo, że pojawi się ono w przyszłości. Trzeba jednak pamiętać, że żadne pojedyncze nagradzanie nie będzie miało istotnego wpływu na zachowanie. Pozytywne wzmocnienia działają bowiem powoli i – żeby w zauważalny sposób wpłynąć na czyjeś zachowanie – muszą się powtarzać.

W jaki sposób wzmacniamy pozytywne reagowanie dziecka? Poprzez dotyk, przytulenie, uśmiech, komplement, miłe spojrzenie, słowa zachęty. To o wiele skuteczniejsze metody niż nagrody materialne takie jak zabawki, słodycze czy pieniądze. I co ważne – takie wzmocnienia wracają potem od dzieci do rodziców. Dokładnie w takiej samej postaci, w jakiej zostały przekazane – uśmiechu, miłego słowa itp.

Jakich pułapek unikać?

Wielu rodziców najchętniej posługuje się jednak inną metodą oduczania uporu – karaniem. Ale trzeba być tu niezwykle ostrożnym, bo nadmiar kar rodzi więcej problemów, niż przynosi korzyści. Jest dla dziecka informacją, czego nie należy robić, ale nie uczy, co robić należy. Rodzi agresję. Częste stosowanie kary osłabia jej skuteczność, dlatego rodzice zaczynają karać coraz dotkliwiej, co może doprowadzić do przemocy.

Ale i wzmacnianie może mieć negatywne skutki, jeżeli nagradzamy (najczęściej w sposób nieuświadomiony) zachowania, które próbujemy wyeliminować.

Klasyczny przykład: Mama robi zakupy z malcem, a on nagle zaczyna domagać się nowej zabawki. Na nic zdają się tłumaczenia. Dziecko płacze, krzyczy, rzuca się na podłogę. Mama próbuje go uspokoić i pocieszyć. Ale to nie skutkuje. Więc zrezygnowana i zła, dla świętego spokoju, kupuje mu zabawkę.

Co się stało podczas tego zdarzenia? Nagrodzony został płacz i krzyk. Czego mały Jaś się nauczył? Że płaczem i krzykiem może nie tylko zwrócić uwagę, ale i dostać to, co chce. Następnym razem, gdy znowu czegoś zechce, prawdopodobnie zacznie płakać i krzyczeć. A my znów mu ulegniemy. Psychologia nazywa to pułapką pozytywnego wzmocnienia.

Podobny pojedynczy incydent nie wpłynie na zachowanie dziecka. Jeżeli jednak takie sytuacje będą się zdarzały częściej, może to prowadzić do eskalacji uporu. Ponieważ z pewnością nie chcemy wzmacniać złego zachowania dziecka, musimy przeanalizować swoje postępowanie. Czy nie nagradzamy złego zachowania dziecka? Jeżeli odkryjemy, że i owszem, musimy natychmiast zaprzestać tych praktyk. Nie dziwmy się jednak, że może okazać się to bardzo trudne. Stare nawyki nie tak łatwo bowiem zmienić.

Dzieci często upierają się, aby uniknąć tego, czego nie lubią. Częsty przykład: Mówisz dziecku, aby pozbierało porozrzucane zabawki. Ono tego nie robi, więc powtarzasz polecenie kilkakrotnie, aż w końcu tracisz cierpliwość i zaczynasz je strofować. Na co malec reaguje płaczem, mówi, że jesteś wstrętna i ucieka do innego pokoju. Dochodzisz do wniosku, że pozbieranie zabawek nie jest warte tylu nerwów. I w końcu robisz to sama.

Co się zdarzyło tym razem? Otóż malec nauczył się, że płacząc i uciekając od ciebie, osiąga to, że przestaje być strofowany i nie musi wykonywać poleceń. To z kolei przykład pułapki negatywnego wzmocnienia. Specyfika bliskich związków w rodzinie powoduje, że jej ofiarami są zarówno rodzice, jak i dzieci.

Amerykański psycholog Gerald Patterson przeprowadził na ten temat badania i odkrył coś, co nazwał procesem przymusowym. Zachodzi on w wielu rodzinach, w których są uparte dzieci. Ich zachowanie staje się coraz gorsze, a zdolność rodziców do kierowania dzieckiem maleje. Uparciuch coraz częściej ma napady złości, a rodzice częściej krzyczą i wymierzają coraz mocniejsze klapsy. I tak powstaje błędne koło.

Naukowcy zdefiniowali cechy, które obserwuje się u większości uparciuchów:

  • Gwałtowny sposób reagowania,
  • Trudności w przystosowaniu się do nowych sytuacji i zadań,
  • Wytrwałość. Ta cecha ma zazwyczaj pozytywne skutki, ale u uparciuchów przybiera negatywne formy. Takie dzieci są zazwyczaj zawzięte i bez przerwy czegoś się domagają,
  • Niestabilność emocjonalna. Nastroje uparciuchów ciągle się zmieniają, ale przeważają te złe. Dlatego uparty malec nieustannie marudzi i grymasi. Może to wynikać z jego temperamentu, ale także z wychowania. W jakich proporcjach? Tej kwestii nie da się rozstrzygnąć jednoznacznie. Wiele badań sugeruje, że cechy temperamentu upartego dziecka mogą się zmieniać w miarę jego rozwoju. A to znaczyłoby, że nie są one biologicznie utrwalone, ale że są to raczej pewne skłonności, które mogą być modyfikowane przez wychowanie i środowisko.

Co robić, żeby zmniejszać upór dziecka?

  • Staraj się dawać dziecku możliwość wyboru. Dzieci niemogące się spełnić, próbują osiągnąć cel upartymi naleganiami, natomiast gdy są pewne siebie – negocjują. Kiedy jednak dokonają dobrych wyborów, powinny usłyszeć słowa pochwały.
  • Nie dyskutuj, gdy dziecko coś wymusza. Wstrzymaj nalegania: „Już mi wszystko powiedziałeś, teraz muszę się nad tym zastanowić”.
  • Mów jasno o regułach postępowania, oczekiwaniach i ograniczeniach. Godzina na placu zabaw i ani chwili więcej. Dwa ciasteczka. Dla upartych dzieci chwila twojego wahania jest oznaką słabości, a jednocześnie sygnałem, co by tu można jeszcze wskórać.
  • Pozwól dziecku samemu wyznaczać granice, których nie należy przekraczać. Czasami rodzice narzucają nieposłusznym dzieciom tyle ograniczeń, że czują się one zbyt skrępowane.
  • Zachęcaj do zaprzestania marudzenia. Starszym dzieciom tłumacz, że nikt nie lubi marud.
  • Zamieniaj wadę w zaletę: Naucz dziecko, jak uporem zdobywa się laury.

  1. Psychologia

Pochwały są ważne dla dziecka

Wbrew powszechnym opiniom, dziecko często nagradzane i chwalone stara się być jeszcze lepsze. (Fot. iStock)
Wbrew powszechnym opiniom, dziecko często nagradzane i chwalone stara się być jeszcze lepsze. (Fot. iStock)
Wszyscy od chwili urodzenia pragniemy dwóch rzeczy: akceptacji i samorealizacji. Dzięki tym aspektom osiągamy potem sukces i spełnienie w zgodzie z sobą i ze światem. Pierwszymi osobami dającymi akceptację i rozwijającymi talenty są rodzice, następnie nauczyciele, partnerzy i szefowie. Każda z tych osób wpływa na nasz rozwój.

Jednak często te dobre intencje rozmijają się z efektami. Problem polega na tym, że, wpływając na innych, ludzie koncentrują się na korygowaniu naszych zachowań poprzez udzielanie informacji krytycznych, pokazywanie błędów i wad. Nie byłoby nic w tym złego, gdybyśmy jednocześnie słyszeli także informacje pozytywne i mieli podkreślane zalety. W naszej mentalności ukształtował się nawyk narzekania, krytykowania innych oraz skupiania uwagi na błędach. „No nie, znowu zrobiłeś to nie tak, jak powinieneś”, „Czwórka w szkole! Dlaczego nie piątka?!”, „Dlaczego zawsze musisz przypalić obiad?”. „Znowu się pani spóźniła!”. „Dlaczego nie zrobiłeś wszystkich rzeczy, co jest z tobą nie tak?”. - Pewnie wiele razy spotkaliśmy się z takimi zarzutami, a może sami stawiamy je innym. Wychowując dzieci, zarządzając zespołami ludzkimi, najłatwiej przychodzi zwracanie uwagi na błędy i to, co innym się nie udało.

Nagminna krytyka wpływa ujemnie na relacje między ludźmi, motywację do pracy i rozwój, a krytykowana osoba zaczyna rozwijać niechęć do osoby krytykującej, którą będzie jednak ukrywać. Krytykowanie może zmobilizować kogoś na krótką metę do zmiany postępowania, ale na dłuższą działa zniechęcająco. Dlatego wszystkim polecam inną postawę – docenianie naszych bliskich czy współpracowników, chwalenie, gdy ktoś zrobi coś dobrze, nawet jeśli to jest jakaś drobnostka, cieszenie się z sukcesów i osiągnięć drugiej osoby, wspólne ich świętowanie, szczere komplementy.

Pochwały z perspektywy wychowania dziecka:

Wbrew powszechnym opiniom, dziecko często nagradzane i chwalone stara się być jeszcze lepsze. Z drugiej strony – dziecko stale krytykowane dochodzi do wniosku, że jego wysiłki i tak nie mają sensu, skoro rodzice okazują jedynie niezadowolenie. Pochwały i zachęty pomagają dziecku w kształtowaniu samooceny, budują wiarę we własne możliwości, pomagają lepiej radzić sobie z problemami, dają poczucie bezpieczeństwa. Są silnym fundamentem dla poczucia własnej wartości w dorosłym życiu.

Jak skutecznie chwalić dziecko?

Aby chwalenie było skuteczne:
  • Pochwały muszą być skierowane na konkretne zachowania, nie stosuj pochwał ogólnych.
  • Nagradzaj dziecko za dobre zachowanie.
  • Chwal każdy mały kroczek dziecka ku pożądanemu zachowaniu.
  • Próbuj „wyłapać” dobre zachowanie u dziecka i chwal je.
  • Pochwal dziecko, kiedy zaprzestało negatywnego zachowania.
Chwaląc, pamiętaj:
  • Opisz, co widzisz – np. „Widzę misie poukładane na półce i klocki w pudełkach”.
  • Opisz, co czujesz – np. „Przyjemnie jest wejść do twojego pokoju i zobaczyć porządek”.
  • Podsumuj godne pochwały zachowanie dziecka – np. „Cieszę się, że potrafisz sam uporządkować swoje zabawki”.

Pułapki i szanse dobrej pochwały:

  • Gdy oceniamy zachowanie lub twórczość dziecka mówiąc „ładnie, ślicznie, pięknie” dziecko nie wie, co tak naprawdę nam się podoba. Ważne, żeby nasza pochwała była opisowa i szczegółowa, a nie ogólna. Dzięki temu dziecko zobaczy, że jesteśmy naprawdę nim zainteresowani.
  • Unikaj takiej pochwały, w której ukryte jest przypomnienie wcześniejszego niepowodzenia dziecka – np. „No widzisz – jak chcesz, to potrafisz”.
  • Rujnuje naszą pochwałę wyraz „ale” – np. „Cieszę się, że posprzątałeś swój pokój, ale szkoda, że ubrania nadal leżą na krześle”.
  • Lepiej unikać komunikatów „Jestem z ciebie taka dumna”, powiedzmy raczej: „Możesz być z siebie dumny” – dziecko wtedy nabiera pewności siebie.

  1. Psychologia

Mamo, jestem brzydka

Dziewczynki identyfikują się z mamami, ważne więc, jaki my, dorosłe kobiety, mamy stosunek do własnego ciała, co o sobie mówimy. (Fot. iStock)
Dziewczynki identyfikują się z mamami, ważne więc, jaki my, dorosłe kobiety, mamy stosunek do własnego ciała, co o sobie mówimy. (Fot. iStock)
Jak w głowie dziewczynki powstaje obraz własnego ciała? Czemu tak często jest negatywny? O tym, jaki wpływ na to mają matki – z dr hab. Katarzyną Schier rozmawia Ewa Pągowska. 

"Jestem brzydka”. Jak takie przekonanie powstaje w głowie kilkuletniej dziewczynki?
Jednym z głównych powodów może być zaburzony proces kształtowania się obrazu ciała. Obraz ciała jest częścią „ja cielesnego”, czyli pierwszego „ja”, jakie buduje człowiek. Przyjmuje się, że powstaje około 6. roku życia. Przez pierwsze lata zyskujemy wiedzę m.in. o tym, jak jesteśmy zbudowani, świadomość, że np. mamy twarz, chociaż możemy ją zobaczyć tylko w lustrze. Budujemy stosunek emocjonalny do ciała i jego poszczególnych części. Co ważne – to wszystko tworzy się relacyjnie, a więc w bliskości z drugą osobą.

Jak to się dokładnie odbywa?
Ogromną rolę w kształtowaniu obrazu ciała odgrywa dotyk. Dowiedziono, że jeśli jest częsty i czuły, małe dziecko otrzymuje informację, że jego ciało, a więc ono samo, jest piękne i warte miłości. Pomiędzy niemowlęciem a jego głównym opiekunem, czyli najczęściej matką, dochodzi do bardzo dużej liczby epizodów interakcyjnych – małych, codziennych sytuacji, w których dziecko uczy się, jak jego ciało jest odbierane. Dotyk pomaga też nauczyć się granic, czyli tego, gdzie kończy się ono samo, a gdzie zaczyna druga osoba. Ma to bezpośredni związek z późniejszą umiejętnością określania granic na poziomie emocjonalnym. Dlatego zabiegi pielęgnacyjne, takie jak przewijanie i kąpiel, nie powinny być tylko mechanicznym wykonywaniem koniecznych czynności. Ani, co gorsze, wykonywane z dezaprobatą, jak to zdarzyło się w przypadku pewnej dziewczynki. Kiedy była niemowlęciem, rodzice nie radzili sobie z zapachem jej kupy i przewijając dziecko prychali z obrzydzeniem. Dziewczynka później, w wieku kilku lat, myślała, że jest wstrętna, bo śmierdzi, chociaż nie miało to nic wspólnego z prawdą.

Czyli dziewczynce, która czuje się brzydka, we wczesnym dzieciństwie zabrakło dotyku matki?
Możliwe, ale dotyk to jeden z wielu elementów. Jak twierdził brytyjski pediatra i psychoanalityk Donald Woods Winnicott, szalenie ważne jest to, co dziecko widzi w oczach matki. Czy siebie jako wcielenie Wenus lub Apolla – czy przerażenie, chęć rywalizacji, depresję, wycofanie lub nawet echa konfliktu z partnerem. Jeśli nie ma tam miejsca na miłość i akceptację, to emocjonalny ból, jaki odczuje dziecko, można porównać do sytuacji porzucenia.

A kiedy dziewczynka ma już kilka lat, znaczenia nabierają słowa, zwłaszcza mamy…
Dziewczynki identyfikują się z mamami, ważne więc, jaki my, dorosłe kobiety, mamy stosunek do własnego ciała, co o sobie mówimy. Łatwo sobie wyobrazić, jak będzie myśleć o sobie córka matki, która wiecznie się odchudza. Takiej, która wciąż narzeka na swój wygląd, nigdy nie ma się w co ubrać i za każdym razem, kiedy staje przed szafą, dochodzi niemal do katastrofy.

Przekazami, które mogą utrudniać dziewczynce akceptację jej ciała, są też te negujące kobiecość np.: „kobiety mają ciężko”, „zobaczysz, urodzisz dziecko, to też przytyjesz”. Często wypowiadają je mamy, które podświadomie są niezadowolone z tego, że urodziły córkę. Mogą postrzegać ją jako rywalkę. Zachowują się więc jak macocha z bajki, która chce usunąć Królewnę Śnieżkę, żeby pozostać najpiękniejszą. To wcale nie taka rzadka sytuacja, kiedy matka nie radzi sobie z tym, że córka dorasta, i próbuje nieświadomie zniszczyć w niej kobiecość. Z zazdrości o jej młodość i szanse, jakie ma przed sobą. Oczywiście na kształtowanie się prawidłowego obrazu ciała źle wpływają też negatywne uwagi na temat wyglądu, jak np.: „z takim kołtunem na głowie nie wyjdziesz”, „fatalnie wyglądasz w tych spodniach”, „jesteś za gruba – mówię to dla twojego dobra”.

Na forach internetowych znalazłam sporo wypowiedzi mam, które pisały, że ich córki są „grubasami” i „nie mogą przestać się obżerać”.
Jeśli nie stwierdzono, że przyczyną otyłości czy nadwagi dziecka (te dwa stany należy różnicować) jest jakaś choroba, a tylko, jak określa to mama, fakt, że jej dziecko „się obżera”, to ja pytam: dlaczego to dziecko musi się obżerać? Dlaczego poprzez jedzenie musi regulować swoje napięcie? W psychologii klinicznej otyłość prosta jest często wiązana nie tylko ze złymi nawykami żywieniowymi i brakiem ruchu, ale także z zaburzeniami więzi. Zamiast koncentrować się na technikach odchudzania, zajęłabym się poszukiwaniem rzeczywistych przyczyn takiej otyłości. Zwłaszcza gdy mama używa określeń, jakie pani zacytowała. Jeśli ona jest wściekła, że ma „grubego, brzydkiego bachora”, to nawet gdy nie powie tego dziecku, ono to wyczuje i tak właśnie będzie o sobie myśleć.

Skąd u matki biorą się takie odczucia?
Prawdopodobnie z jej osobistych doświadczeń. Być może w dzieciństwie wstydziła się otyłej mamy albo sama cierpi z powodu nadwagi – szczególnie gdy słyszy krzywdzące komentarze od partnera. Z moich doświadczeń terapeutycznych wynika, że zatrważająco często mężczyźni mówią do swoich kobiet „gruba babo” lub „znów się nażarłaś”. Nic dziwnego, że później widok córki z nadwagą budzi w tych kobietach lęk, niechęć i wstyd, że są złymi mamami, skoro do tego dopuściły.

Na kształtowanie się obrazu ciała ogromny wpływ mają też rówieśnicy.
Ostatnio słyszałam o czterolatce, która chciała się odchudzać, bo usłyszała w przedszkolu, że ma duży brzuszek. Podobała mi się reakcja jej taty. Nazwał to wszystko grandą, a potem pokazał córce w gazetach i książkach jej rówieśniczki. Wytłumaczył, że w tym wieku wszystkie dzieci mają podobne brzuszki. To wystarczyło. Tata zadziałał jak tarcza.

Rodzice muszą pełnić funkcję korektywną wobec informacji z zewnątrz. Także tych płynących z mediów. Przecież już małe dziewczynki starają się dopasować do lansowanego wzorca piękna. Chcą wyglądać jak Barbie, a to przecież niemożliwe. Ta lalka ma proporcje, które w naturze nie występują! Proszę zobaczyć, jak trudno w takiej sytuacji być zadowoloną ze swego wyglądu. Czasem zdarza się wręcz, że mała dziewczynka obejrzy konkurs piękności dla małych dzieci, oceni, że nie miałaby w nim szans i stwierdzi: „jestem brzydka”. Przy okazji chciałabym stanowczo odradzić wysyłanie małych dziewczynek na konkursy piękności. One nie rozumieją tego, co się dzieje i bardzo przeżywają porażkę. Czują, że sprawiły zawód mamie i tacie, i cierpią.

A jeśli dziewczynka mówi: „jestem brzydka” i to nie ma nic wspólnego z konkursem piękności?!
Trzeba dowiedzieć się, dlaczego uważa się za brzydką. Można poprosić, żeby siebie narysowała. Potem razem obejrzeć rysunek i porozmawiać o poszczególnych częściach jej ciała. Zapytać, co konkretnie i dlaczego jej się nie podoba. Odpowiedzi mogą być naprawdę zaskakujące. Może na przykład nie podoba jej się fakt, że rosną jej piersi. To z kolei jest spowodowane lękiem przed dorosłością, którego dziecko sobie po prostu nie uświadamia.

My jednak możemy się domyśleć, że ta postawa wynika np. z matczynej dezaprobaty dla własnej kobiecości i swojego życia. Bez względu na przyczyny, warto częściej powtarzać córce, że dla nas jest najpiękniejsza. Ale takie słowa muszą wypływać z potrzeby chwili i być wypowiadane z miłością.

A starsze dziewczynki? Mam wrażenie, że „zadowolona ze swego wyglądu nastolatka” to oksymoron.
Trochę tak. Ale pamiętajmy, że z okresem dojrzewania wiąże się też wiele dobrego, jest uważany za drugą rozwojową szansę. W tym czasie wszystko się przebudowuje, kształtuje się osobowość, zmienia sposób widzenia świata. Mama może wtedy stanowić ważne wsparcie w rozwoju „ja” seksualnego. Jeśli we wcześniejszym okresie były jakieś problemy w relacji mama – córka, to teraz można je naprawić.

Dorastające córki ze swoimi matkami najczęściej się kłócą. Może lepiej powstrzymać się od wszelkich uwag dotyczących wyglądu nastolatki?
To zależy, czego dotyczą i w jaki sposób będą wypowiedziane. Warto zachować delikatność, ale nie milczenie. Wczesną wiosną widziałam w metrze dziewczynkę w okresie dorastania, która była bardzo lekko ubrana. Dekolt jej bluzki był tak duży, że niemal wychodził z niego biust. Jej strój nie pasował ani do miejsca, ani do temperatury. W moim odczuciu ta dziewczynka była całkowicie niezaopiekowana. Zabrakło kogoś, kto by z nią porozmawiał, zanim wyszła z domu. Mama w trosce o bezpieczeństwo i zdrowie córki musi czasem pozwolić sobie na pewne uwagi. Nie tyle krytykować i zabraniać, ile mówić o ewentualnych konsekwencjach.

Czasem wydaje nam się, że córka ubrała się po prostu brzydko.
Zasada jest prosta: małe dzieci się ubiera, starszym daje ubrania do wyboru, a strój nastolatka się toleruje. Styl ubierania tego ostatniego jest częścią poszukiwań własnej tożsamości, sposobu wyrażania siebie. Warto powstrzymać się od komentarzy: „znów na czarno, nałóż wreszcie coś kolorowego”. Nie ma nic gorszego niż matka, która ma w głowie idealny obraz nastolatki. Tego, jak powinna wyglądać, ubierać się i zachowywać. I która do takiego wyimaginowanego obrazu stara się dopasować swoją córkę.

A jeśli rodzice od zawsze powtarzają, że jest najpiękniejszą dziewczyną na świecie. To źle?
Skąd. Dziewczynka powinna żyć w przekonaniu, że dla swoich rodziców jest najpiękniejsza na świecie, że jest ich królewną. Trzeba więc prawić jej komplementy, prawdziwe. Koncentrować się na tym, co ma dobrego, ładnego... Ona nie może żyć w iluzji, bo kiedyś ktoś powie jej prawdę i zupełnie nie będzie umiała sobie z tym poradzić. Trzeba pokazać jej, że ma np. piękną buzię i trochę mniej zgrabne nogi. Powiedzieć prawdę.

Jeśli uwagi matki wynikają z jakichś nie do końca uświadomionych uczuć – lęku, zazdrości czy złości – to wtedy bolą. Ale jeśli kieruje się dobrymi intencjami i troską o córkę i jej wygląd, to zwykle bez problemu potrafi sformułować zdania, które nie ranią. Niedobrze mówić np.: „masz brzydką cerę”. Lepiej powiedzieć: „coś ci się zrobiło na buzi, chodź pójdziemy z tym do kosmetyczki”. I iść!

Dr hab. Katarzyna Schier psycholożka, psychoterapeutka. Podstawowe obszary jej zainteresowań naukowych: relacja psychika – ciało, czyli problematyka rozwoju i zaburzeń Ja cielesnego oraz geneza i leczenie zaburzeń psychosomatycznych; ukryte formy przemocy w rodzinie (odwracanie ról czyli parentyfikacja); mechanizmy rządzące psychoterapią. 

  1. Psychologia

Ojciec i syn - ktoś taki jak ja

Wszyscy synowie świata wiedzą: bez mądrego ojca życie syna nie ma smaku. (Fot. iStock)
Wszyscy synowie świata wiedzą: bez mądrego ojca życie syna nie ma smaku. (Fot. iStock)
Świat przez wieki odciągał mężczyzn od ojcostwa, stawiał przed nimi inne zadania: polowania, wojny, pracę. A mężczyźni wnoszą do wychowania, zwłaszcza synów, coś, czego nie da się zastąpić.

Robert, lat 36, właściciel firmy budowlanej, ojciec 16-letniego Kacpra: – Dość wcześnie zostałem rodzicem, więc na początku były same obawy, czy sobie poradzimy. Potem przyszły pytania o to, jakim powinienem być ojcem. Sam wychowywałem się tylko z mamą, tata odszedł od nas, jak miałem niecałe dwa lata i potem w ogóle się mną nie interesował. Moja żona od początku podkreślała, że mam być dla synka taki jak ona – czuły, opiekuńczy, a już na pewno inny niż jej ojciec, który był silny i autorytarny. Nie zawsze mi to wychodziło, ale bardzo się starałem. Od początku równo dzieliliśmy się z żoną opieką nad Kacprem. Wstawałem, gdy w nocy płakał, kąpałem go, wychodziłem na spacery. Ale nie czułem się w tej roli pewnie. Gdy zostawałem z nim sam, byłem mokry ze strachu, że coś źle zrobię. Gdy syn płakał, dwoiłem się i troiłem, ale nic to nie dawało. A wystarczyło, że żona brała go na ręce i od razu się uspokajał.

Toczą się spory na temat roli ojca w pierwszym okresie życia dziecka. Czy potrzebny jest niemowlęciu tak jak matka? Czym różni się macierzyństwo od ojcostwa? Efektem tych sporów jest niepewność ojców co do swojego miejsca przy niemowlęciu.

Tymczasem psychologowie nie mają wątpliwości, że ojciec potrzebny jest synowi od początku. Lothar Schon, niemiecki psycholog i psychoterapeuta, w książce „Synowie i ojcowie” pisze, że wyłączne relacje niemowlęcia z kobietami prowadzą między innymi do tego, że mężczyźni są odbierani przez nie jako obcy i budzący lęk. Zdaniem niemieckiego psychologa rola świeżo upieczonego ojca polega więc na tym, że jest inny niż matka. „Choć czasami ojcowie mogą postępować ze swoimi dziećmi »po matczynemu«, a matki »po ojcowsku«, z punktu widzenia dziecka ważne jest tu doświadczenie różnicy w triadycznej relacji ojciec – matka – dziecko” – pisze. Według psychologa dopiero w tym trzyosobowym związku syn może doświadczać samego siebie jako autonomiczną istotę.

Jak hałasować i kiedy przestać

Robert: – Nie do końca odnalazłem się w roli ojca niemowlęcia, ale już ojcostwo przedszkolaka sprawiało mi dużą radość. Na początku dogadywaliśmy się bez słów (Kacper zaczął późno mówić). Wyciągał ręce i to był znak, że mam go podrzucać do góry. Uwielbiał turlanie, zapasy, potem boksowanie. Gdy grzebałem w samochodzie, siadał za kierownicą. Lubił ze mną majsterkować i kopać piłkę. Ale miał też okres zakochania w mamie. Mawiał, że się z nią ożeni, odpychał mnie, gdy się do niej zbliżałem. Wstyd się przyznać, ale byłem zazdrosny o tę ich miłość.

– Ojciec na początku jest kimś w rodzaju wybawcy syna z ramion matki, intruza zakłócającego ich bliskość – mówi psycholog Jarosław Przybylski. – Z punktu widzenia emocjonalnego rozwoju syna rola ojca jest niezwykle ważna, bo wkracza on między nich jako ten trzeci, co otwiera syna na nowe doświadczenia.

Jednym z tych odmiennych doświadczeń są typowo męskie zabawy, np. siłowanie. Bardziej gwałtowne niż zabawy z matką. Stąd też obawy, że ojcowie wyrządzą synom krzywdę. To są jednak zabawy wspólne ojcom i synom na całym świecie. Australijski psycholog Paul Whyte powiedział nawet: „Jeśli chcesz, żeby ci się dobrze układało z synami, naucz się mocować”. O co w tym męskim siłowaniu chodzi? Steve Biddulph, amerykański psycholog w książce „Wychowywanie chłopców” pisze: „Takie mocowanie na niby to bardzo istotna lekcja dla wszystkich chłopców: uczy, jak się bawić, hałasować, a nawet złościć, a jednocześnie, kiedy przestać. Dla mężczyzny, który musi żyć z testosteronem, to bardzo ważne. Jeśli żyjesz w męskim ciele, musisz nauczyć się nim kierować”.

Z kolei niemiecki psychoanalityk James Herzog badający znaczenie dziecięcych zabaw odkrył, że te z ojcami uczą synów radzenia sobie z silnymi emocjami. Okazuje się, że siłowe zabawy nie tylko wywołują emocje, ale też pokazują, jak je opanować. Jest jeszcze jedna ważna ich zaleta – pomagają synom identyfikować się z ojcem, czyli postrzegać go jako „kogoś takiego jak ja”.

W poszukiwaniu męskiej tożsamości

Robert: – Wszystkie poprzednie problemy to nic w porównaniu z obecnymi. Kacper jako zbuntowany nastolatek stał się nie do zniesienia. Nie szanuje matki, mnie lekceważy. Ma nam wszystko za złe. Najważniejsi są koledzy, tylko z ich zdaniem się liczy. Opuścił się w nauce. Bywa agresywny. Łapię się na tym, że wolę zostawać dłużej w pracy niż walczyć z nim i wysłuchiwać pretensji żony. Mimo starań ojcostwo mi chyba nie wyszło.

Bycie ojcem nastolatka wymaga nie tylko cierpliwości i spokoju, ale przede wszystkim wiedzy na temat męskiego dorastania. Za większość zmian fizycznych i psychicznych odpowiada testosteron (jego poziom u nastolatka wzrasta niemal 800 razy). Większość chłopców w tym wieku staje się konfliktowa, niespokojna i humorzasta.

To normalne, że nastolatek krytykuje ojca, że najważniejsze jest dla niego zdanie kolegów. Odcinając się od niego, syn szuka swojej męskiej tożsamości. Psychoanalitycy mówią nawet o potrzebie symbolicznego zabójstwa ojca (deidealizacji), która stanowi najważniejsze zadanie tego okresu w męskim rozwoju.

Syn na ogół przerasta ojca. W jego głowie rodzi się więc niepokój: jeśli ojciec nie może mnie już chronić, ponieważ sam jestem od niego silniejszy, to kto powinien to robić? Staje się dla ojca pod wieloma względami (sport, kobiety) rywalem, co w obydwu budzi lęk. Skutkiem tych lęków może być zarówno wzmożenie agresji w ich wzajemnych kontaktach, jak też ich unikanie. Lothar Schon uważa, że obydwaj muszą przejść przez okres żałoby: syn musi odżałować stratę wszechmocnego i opiekuńczego ojca, podczas gdy ojciec powinien pogodzić się z tym, że nie będzie synowi potrzebny tak jak wcześniej. Dojrzewanie syna stanowi dla ojca tak samo groźne i trudne do opanowania zadanie jak dla dorastającego chłopca. Ojciec krok po kroku traci rolę opiekuna. Syn – nagle rezygnuje z jego opieki, podważa jego autorytet, kwestionuje jego siłę.

Steve Biddulph uważa, że w tym okresie ojcowie (także matki) najczęściej zawodzą chłopców. Co im bowiem oferują? Więcej nauki, rutynowych działań, traktowanie jak małe dzieci, nieustanną kontrolę. Tymczasem oni są gotowi do podjęcia poważnych zadań. Czasem potrzebne jest zainspirowanie syna do czegoś, co go zafascynuje, nakłoni do twórczego wysiłku, wciągnie w jakąś pasję, która doda mu skrzydeł. Biddulph pisze: „Wszystkie kłopoty, o których rodzice śnią w sennych koszmarach (ryzykanctwo, alkohol, narkotyki), pojawiają się, ponieważ nie znajdujemy ujścia dla pragnień młodych ludzi marzących o sławie i bohaterstwie. Chłopcy obserwują otaczającą ich społeczność i nie widzą nic, w co mogliby uwierzyć lub do czego chcieliby się przyłączyć. Chcieliby skoczyć w jakiś lepszy świat, gdzieś wyżej, ale wokół siebie nie widzą takiego miejsca”.

Uwolnić syna

Robert szuka dziś pomysłu na relacje z synem. Sam wychował się bez ojca, więc nie ma się do czego odwołać. – Kacper kontestuje wszystkie moje pomysły. Na razie zdezerterowałem. Żona podsuwa mi książki o dorastaniu, ale w nich są same komunały: czekać, rozumieć, wspierać. Pytam: jak?

Na dobre relacje ojca z dorastającym synem nie ma przepisu. Są wypadkową ich charakterów, drogi życiowej, inteligencji, poczucia humoru. To jednak ojciec powinien być przewodnikiem przeprowadzającym syna do dorosłości. Dawniej praktykowano inicjację chłopców w świat męski. Mężczyźni z plemienia Lakota (które poznaliśmy dzięki filmowi „Tańczący z wilkami”), szczycącego się wyjątkowo dobrymi relacjami między mężczyznami a kobietami, zabierali 14-latka w góry. Siedział na szczycie i pościł, czekając na wizję, a raczej na halucynacje spowodowane głodem. Słyszał rzekome ryki pum, a w rzeczywistości krzyki mężczyzn z plemienia, czuwających, aby nic mu się nie stało. Gdy w końcu młodzieniec powracał do plemienia, odpowiednio świętowano jego odwagę. Od tego dnia przez dwa lata nie wolno mu było zwracać się bezpośrednio do matki. Lakotowie wierzyli, że gdyby chłopiec zaraz po przejściu rytuału inicjacji zwrócił się do świata kobiet, nigdy nie przekroczyłby progu dorosłości. Po dwóch latach odbywała się ceremonia ponownego połączenia matki i syna. Już jako dorosłego mężczyzny. Dla matek Lakotów nagrodą za „uwolnienie synów” była pewność, że powrócą do nich jako pełni szacunku i przyjaźni ludzie. – Dzisiaj oczywiście trudno polecać podobne rytuały – mówi Jarosław Przybylski. – Ale jakaś forma męskiej inicjacji pod okiem ojca bardzo by chłopcu pomogła stać się mężczyzną. Może wyprawa rowerowa z plecakami i z namiotem? W góry? Na żagle? Ważne, żeby byli razem (może być z chłopcem inny przyjazny dorosły) i aby ta wyprawa wymagała nieco wysiłku. Bo to między innymi wysiłek, pokonywanie słabości i lęków budują w chłopcu poczucie własnej wartości.

Psychologowie zauważają, że współcześni mężczyźni tkwią często w pozbawionych bliskości albo infantylnych relacjach przez całe życie. Powód? Między innymi to, że nie przechodząc męskiej inicjacji, nigdy do końca nie uwalniają się od matek. Dlatego wobec kobiet zachowują się niedojrzale i są od nich zależni. Obawiają się zaangażowania w związki, gdyż to kojarzy się im z nieustanną kontrolą, tak jak w relacji z matką. Nie wchodzą też do społeczności mężczyzn, traktują ich nieufnie i mają niewielu prawdziwych przyjaciół. Wyrastają więc na ludzi, którzy nie przynależą ani tu, ani tam. W dużej mierze dlatego, że w ich życiu zabrakło ojca.

Nigdy nie jest za późno na zmiany, choć trudniej naprawiać źle zbudowane relacje, niż budować je od początku na mocnych fundamentach. Ojciec nie powinien odkładać niczego na później, bo kiedyś nastoletni syn zamknie drzwi swego pokoju i nie będzie zainteresowany kontaktem. Ojciec musi w końcu uwierzyć w siebie i pozbyć się kompleksów. Mimo napięć relacje syna z nim mogą być bardziej stabilne niż te z emocjonalną matką. Ojciec może zbudować autorytet, stać się ostateczną instancją, do której syn będzie się odwoływał. Wszyscy synowie świata wiedzą: bez mądrego ojca życie syna nie ma smaku.