1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Co oznacza pocałunek w usta, a co w czoło? Na czym polega ta subtelna sztuka wymiany czułości?

Co oznacza pocałunek w usta, a co w czoło? Na czym polega ta subtelna sztuka wymiany czułości?

Pielęgnowanie sztuki pocałunku jest  ogromnie istotne dla relacji. (Fot. iStock)
Pielęgnowanie sztuki pocałunku jest ogromnie istotne dla relacji. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Sposób, w jaki całujesz się z partnerem, wiele mówi o waszej relacji. Dlatego tak ważne jest pielęgnowanie tej subtelnej sztuki wymiany czułości. Czy technika ma znaczenie? Jak to robić, żeby najbardziej rozbudzić namiętność? W Światowy Dzień Pocałunku seksuolog Andrzej Depko opowiada o mocy zaklętej w ustach.

Sposób, w jaki całujesz się z partnerem, wiele mówi o waszej relacji. Dlatego tak ważne jest pielęgnowanie tej subtelnej sztuki wymiany czułości. Czy technika ma znaczenie? Co oznacza każdy pocałunek? Jak to robić, żeby najbardziej rozbudzić namiętność? W Światowy Dzień Pocałunku seksuolog Andrzej Depko opowiada o mocy zaklętej w ustach i o tym, co pocałunek mówi o mężczyźnie.

Co oznacza pocałunek w usta i dlaczego różne pocałunki są tak istotne dla relacji? Bo za ich sprawą do mózgu dociera szereg pozytywnych bodźców, które powodują uwolnienie oksytocyny odpowiedzialnej za budowanie przywiązania. Zatem od momentu, kiedy nasze usta się spotkają, bardziej się do siebie przywiązujemy. I odwrotnie – gdy w związku przestaje być miejsce czy czas na buziaki w usta, jest to wyraz tego, że odsuwamy się od siebie. Nasze życie intymne może trwać dalej, możemy pozwalać sobie na kontakt narządów płciowych, ale nie pozwalać sobie na bliskość ust.

Co oznacza pocałunek w usta i dlaczego różne pocałunki ewoluują wraz z relacją – od skradnięcia całusa, czyli muśnięcia się ustami, poprzez dłuższe pieszczoty wilgotnymi wargami, pocałunki z języczkiem, aż po długie, namiętne, głębokie wymiany czułości. Niektóre badania wykazują, że 90 proc. osób pamięta pierwszy pocałunek. Inne mówią, że kobiety lepiej pamiętają pierwszą parę butów. Wyniki są różne, bo zależą od doboru populacji. Doświadczenie pokazuje, że kobiety tak samo dobrze pamiętają pierwszy stosunek, jak pierwszy pocałunek. I w pozytywny sposób wspominają tego, z którym się pierwszy raz całowały, a gorzej tego, z którym przeszły inicjację seksualną. Pierwszy pocałunek pozostawia pozytywny ślad w pamięci, a z pierwszym stosunkiem bywa różnie.

Odwrócony i naciskowy

Każda kultura, która afirmowała bliskość erotyczną, wytworzyła typową dla siebie sztukę pocałunków, która sięga dużo dalej niż zwykły buziak w usta. Pierwszym pisemnym materiałem na ten temat jest Kamasutra, która wymienia ich osiem rodzajów, zależnych od kąta nachylenia głowy, ustawienia ciała oraz sposobów używania warg i języka. Co oznacza każdy pocałunek i czym może być całowanie? To nie tylko pieszczenie ust – ale również twarzy, uszów, szyi, okolic erogennych. I przy tym muskać można tylko wargami, z językiem, a także kąsać zębami. Można przygryzać dolną lub górną wargę, omiatać językiem przedsionek jamy ustnej albo penetrować gardło. Można też w różnym tempie i na różne sposoby językiem obracać. Kamasutra rozróżnia trzy podstawowe rodzaje pocałunków: prosty – gdy wargi kochanków znajdują się w bezpośrednim kontakcie, pochylony – gdy głowy skłaniają się ku sobie, i odwrócony – podczas którego partner odwraca głowę partnerki, trzymając ją za podbródek. Jeżeli w trakcie tych trzech wymienionych rodzajów pieszczot jedna osoba przyciśnie mocno dolną wargę, wówczas będzie to pocałunek naciskowy. Możliwe modyfikacje to mocny pocałunek naciskowy, czyli taki, gdy ujmujemy dolną wargę partnera w dwa palce, dotykamy językiem i naciskamy ustami, oraz spleciony – gdy jedno z partnerów chwyta wargami całe usta partnera. Jeżeli w jego trakcie zostaną dotknięte zęby, język lub podniebienie – to będzie to już tzw. walka języków. Z kolei gdy kobieta koncentruje się na dolnej wardze mężczyzny, a on na jej górnej, to jest to pocałunek górnej wargi.

Kamasutra podkreśla, że osoba unikająca pocałunków i niepoddająca się im, nie jest jeszcze gotowa do odbycia stosunku seksualnego, ponieważ pieszczoty ust i przytulenie budują świadome i pełne bycie razem oraz wzajemne przekazywanie ciepła i miłości. Biblia, podobnie jak Kamasutra, również wymienia osiem rodzajów pocałunków, tu są to: powitalny, pożegnalny, ojcowski, pojednawczy, powściągliwy, miłosny, ladacznicy i Judasza.

Co oznacza pocałunek w usta zależnie od kraju pochodzenia? Różne kultury w specyficzny dla siebie sposób kształtują społeczną ocenę całowania. U nas wymieniająca się publicznie czułościami para oburza już tylko niektórych, na Zachodzie raczej nie zwraca niczyjej uwagi, w Japonii takie zachowanie jest piętnowane jako brak dobrego smaku, a w państwach islamskich – jest surowo karanym występkiem. Z kolei w USA organizowane są maratony (obecny rekord Guinnessa wynosi 58 godzin i prawie 36 minut całowania się non stop).

Styl indywidualny

Czy można wypracować swój sposób całowania się? Nie tylko można, a nawet trzeba. Bo podczas zbliżenia ust spotykają się dwie osobowości i ujawniają się dwie różne ekspresje, które inaczej rozumieją to, co oznacza każdy pocałunek. I może okazać się, że ktoś, chcąc wyrazić swoje pragnienie, wpije się w partnerkę wargami, a ona, oczekując delikatnego muskania po twarzy, odbierze to jako zbyt napastliwe. On będzie szczęśliwy, że w końcu posmakował jej ust, i nie zwróci uwagi na to, że wywołuje w niej popłoch i chęć wycofania się. Ponieważ pierwszemu pocałunkowi wszyscy przypisujemy dużą wagę (jest on pierwszym przekroczeniem granic naszych ciał), u obydwojga zakochanych może pojawić się też duża doza nieśmiałości i z różnych powodów może być on nieudany.

Trzeba próbować różnych technik (z zaangażowaniem warg, języka, zębów) i rozwijać te, które nam przypadną do gustu. Ale przede wszystkim ważne jest, żeby określić, jaka długość i intensywność najbardziej nam odpowiada (zbyt przeciągnięty czy monotonny pocałunek przestaje być bodźcem pobudzającym). Pamiętajmy też o wzajemności – jeśli tylko podajesz swoje usta do całowania, partner może odczytać to jako brak zaangażowania. I o najważniejszym – o emocjach. Co oznacza każdy pocałunek na poszczególnych etapach relacji? Pamiętajmy o tym, że inaczej całujemy się na początku związku, inaczej po kilku latach trwania małżeństwa. W dłuższej perspektywie dużo ważniejsze od techniki jest pielęgnowanie relacji. Jeśli obciążenie pracą, przemęczenie i monotonia powodują, że emocje stygną, nasze całusy powszednieją i zaczynamy się mechanicznie cmokać, decydując się jedynie na szybki buziak w usta. A wtedy pojawia się ryzyko, że z powodu oddalenia z partnerem pocałunek z kimś innym obudzi uśpione pragnienia. Taki bodziec może stać się początkiem romansu i końcem naszego związku. Dlatego dbajmy o siebie, przytulajmy się i całujmy, żeby podtrzymywać poziom oksytocyny i tym samym przywiązania.

Ćwiczenie uważności

Zasada obustronności działa i tu – przyjemność czerpie zarówno ten, kto jest całowany, jak i ten, kto całuje. Bo ma on kontakt z upragnionymi częściami ciała drugiej osoby i w ten sposób daje wyraz swojej fascynacji. Najlepiej jest, gdy usta zawędrują w okolice erogenne. Kobieta (w przeciwieństwie do mężczyzny) ma te obszary rozmieszczone po całym ciele i wielu może nie być świadoma. Dopiero pobudzona przez partnera odczuje pierwszy prąd przyjemności w tym miejscu. Dlatego dobrze jest śledzić sygnały, jakie wysyła nam ciało drugiej osoby. Wtedy możemy zinterpretować, co pocałunek mówi o mężczyźnie bądź kobiecie, a następnie odpowiednio i skutecznie zadziałać – polizać, possać gdzie i kiedy trzeba. Żebyśmy oboje byli szczęśliwi i spełnieni.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Potrzeba bliskości - na czym polega czułość i jak poradzić sobie z potrzebą przytulania?

Czułość to piękny dar bliskości i miłości, tym bardziej cenny, z im większym wyczuciem i uważnością wręczany. (Fot. iStock)
Czułość to piękny dar bliskości i miłości, tym bardziej cenny, z im większym wyczuciem i uważnością wręczany. (Fot. iStock)
Czy w czasach krótkotrwałych związków i znajomości przez Internet nie zapomnieliśmy, by być czułym i dobrym – dla siebie, partnera, dzieci…? Z psycholog Katarzyną Grębecką-Romanowską rozmawia Maja Jaszewska.

Czy w czasach krótkotrwałych związków i znajomości przez Internet nie zapomnieliśmy, by być czułym i dobrym – dla siebie, partnera, dzieci…? Na czym polega czułość okazywana bliskim? Z psycholog Katarzyną Grębecką-Romanowską o potrzebie bliskości drugiej osoby rozmawia Maja Jaszewska.

Podejmijmy to wyzwanie i spróbujmy określić, czym jest i na czym polega czułość.
Każdy z nas pragnie czułości i jest do niej stworzony, ale mimo to nie jest łatwo ją zdefiniować. W psychologii mówi się o czułości wtedy, kiedy opisuje się więź, bo jest ona jej immanentną częścią. Dlatego psychologia określa czułość jako podstawową potrzebę, wywodzącą się z relacji matki i dziecka. Opieka nad nowo narodzonym potomstwem wymaga bliskości fizycznej i czułość wywodzi się właśnie z niej. Cała sfera pielęgnacji, dotykania małego dziecka, karmienia go, przewijania, kąpania, pieszczot, przytulania, gdy płacze – ma charakter czuły i buduje więź. Dlatego dzieci z domów dziecka czy z domów, gdzie panuje dysfunkcja emocjonalna, cierpią na zaburzenia więzi. Bez czułości nie ma zdrowej, ciepłej więzi.

Swego czasu przeprowadzono głośne i kontrowersyjne badania na rezusach; odebrano młode matce i umieszczono je w pomieszczeniu, gdzie były dwie kukły – jedna z mlekiem, a druga miękka, szmaciana. Okazało się, że małpie dziecko cały czas siedziało na szmacianej małpie, w którą mogło się wtulić, a tylko na chwilę szło do drewnianej, żeby zjeść. Kiedy dorosło, nie było w stanie nawiązać żadnych relacji z innymi małpami, nie było przystosowane do życia w stadzie. Ostatnim etapem eksperymentu było połączenie dwóch osieroconych małp. Przez pierwszy miesiąc były nierozłącznie sczepione ze sobą. Badanie to dowodzi, że potrzeba czułości rozumianej jako bliskość fizyczna jest bardzo silna u naczelnych, a kiedy nie jest zaspokojona, w późniejszym czasie dochodzi do dysfunkcji w zakresie funkcjonowania w relacji i w grupie.

Nie ma czułości bez dotyku? Czy to jedyny sposób, by została zaspokojona nasza potrzeba bliskości?
Myślę, że każdy postrzega ją trochę inaczej, ale z pewnością musi być w niej bliskość. Można ją okazać też ciepłym, czułym słowem, tonem głosu. Część psychologów twierdzi, że każda rodzina, każdy system wypracowuje sobie swoje wzorce czułości. Jeśli ktoś wie, że jego mama uwielbia dobrą czekoladę, i przyniesie jej tabliczkę w prezencie, może być to dla niej wystarczający gest czułości.

A jeśli ktoś w ramach przeprosin przyniesie ulubioną czekoladę, ale słowo „przepraszam” nigdy nie padnie?
Jeśli tym gestom nie towarzyszy dobra komunikacja, to wręczanie rzeczy czy drobne przysługi mogą być odbierane nie jako gesty czułości, ale coś zastępczego. Moim zdaniem w prawdziwej czułości potrzebna jest taka wrażliwość na drugiego człowieka, żeby umieć trafić w jego potrzeby. A to wymaga uważności. Jeśli więc widzimy, że komuś słowo „przepraszam” jest bardzo potrzebne, spróbujmy je powiedzieć, zamiast wykonywać różne zastępcze gesty.

Czy czułość jest typowa tylko dla bliskich relacji, czy też można być czułym również wobec obcych ludzi? Czy da się zaspokoić potrzebę czułości w kontaktach z nieznajomymi?
Jak najbardziej można. Jest taki fragment czułości, który wydaje się być instynktowny. Jeżeli widzimy małe, bezbronne dziecko, to bez względu na to, czy ono jest nasze, czy nie, jeśli będzie potrzebowało pomocy – ruszymy z nią. Rozczula nas widok wszystkich, którzy są bezradni i potrzebują troski. Dlatego pochylamy się opiekuńczo nad starszymi osobami, głodnymi, chorymi, dziećmi, ale też nad małymi czy potrzebującymi opieki zwierzętami. Ale jeśli nie dostaliśmy w dzieciństwie czułości, troskliwej opieki i ciepła, nie mamy potem odpowiednich zasobów tych dóbr, żeby obdarować nimi inne osoby. Trzeba najpierw samemu się nasycić, żeby później dzielić się z innymi.

Niektórzy wręcz unikają czułości, są nią zażenowani. I to zarówno wtedy, gdy ktoś ich nią obdarza, jak i wtedy, gdy oczekuje się od nich czułych gestów. Przykładem tego może być brak czułości ze strony partnera. Skąd bierze się ten problem?
Często bywa tak, kiedy czułość myli się ze słabością. Szczególnie mężczyźni mają z tym problem. A przecież każdy z nas, nawet najsilniejszy, ma takie momenty w życiu, kiedy potrzebuje słowa wsparcia, zrozumienia i okazania życzliwości. Zdarza się też tak, że obawiamy się okazać czułość naszym bliskim, bo nie wiemy, jak zostanie odebrana albo jakie w nas wzbudzi uczucia. Tak bywa często z czułością pomiędzy rodzicem a dorastającym dzieckiem przeciwnej płci. Rodzice boją się, że ich czułość może być odebrana jako sygnał erotyczny, zarówno przez dziecko, jak i przez nich samych.

Czy nie dowiadując się w dzieciństwie, na czym polega czułość, możemy nauczyć się okazywać ją w dorosłym życiu?
Większość moich pacjentów doświadczyła deficytu czułości w dzieciństwie. Bywa, że rodzice nie potrafią jej dać, co może wynikać z ich własnych deficytów albo lęku związanego z budowaniem relacji. Powstrzymują się przed okazywaniem czułości, tym samym nie dając ani dzieciom, ani sobie możliwości nasycenia się nią. Zdarza się też, że brak czułości jest karą za popełnione przewinienia. Chłód emocjonalny jest jedną z trudniejszych do zniesienia kar, nieraz moi pacjenci mówili: „już bym wolał, żeby ojciec na mnie nakrzyczał, ale on za karę traktował mnie jak powietrze”. Na szczęście zazwyczaj wokół dziecka są inne osoby – dziadkowie, wujkowie, ciocie, nauczyciele czy wychowawcy, którzy mogą dać mu chociaż część tego, co powinno w ramach czułości dostać od rodziców.

Ważnym momentem jest uświadomienie sobie własnej niemocy w tym względzie, bo można być kompletnie nieczułym, ale nie zdawać sobie z tego sprawy. Pierwszym krokiem do zmiany zachowań jest wiedza na swój temat. Tylko wtedy możemy się czegoś nowego uczyć, kiedy wiemy, czego nie umiemy i jakie to ma dla nas i naszych bliskich znaczenie. Osoby, które nie potrafią przyjąć czułości od innych ani poprosić o nią, zazwyczaj nie są też czułe wobec samych siebie.

Czy nie odczuwają one potrzeby bliskości drugiej osoby? Co to znaczy być czułym wobec samego siebie?
Przede wszystkim rozpoznawać własne potrzeby. Nie być wobec siebie zbyt restrykcyjnym i nie karać się nieustannie za wszystko. Zauważać swoje uczucia i pragnienia. Iść za swoimi potrzebami, oczywiście z uwzględnieniem potrzeb innych. Zachowywać się wobec siebie tak, jak by się chciało, żeby inni nas traktowali. Pozwolić sobie na różne emocje, również te trudne – jak złość, lęk, niechęć. Często mamy problem z odczuwaniem złości, uważając, że tylko zły człowiek odczuwa gniew. A przecież wszystkie emocje są nam dane w taki sam sposób, nie wybieramy ich sobie. Nie mamy wpływu na to, co czujemy, jedynie na to, jak wyrażamy nasze uczucia. Umiejętność zaakceptowania samego siebie, zaopiekowania się tym, co w nas słabe, bezbronne – jest właśnie wyrazem czułości.

Skoro problemy z okazywaniem czułości są tak powszechne, a trzeba dodać, że wiele kobiet z potrzebą przytulania skarży się na brak czułości ze strony partnera, co się dzieje, kiedy spotkają się dwie osoby dotknięte deficytem czułości?
Zazwyczaj szukamy takiego partnera, który będzie w stanie zaspokoić to, czego najbardziej nam brakuje. Bywa jednak, że pokazujemy siebie takimi, jakimi pragniemy być, a jak już się zbliżymy do siebie, okazuje się, że tak naprawdę nie mamy tych cech, możliwości, umiejętności, które demonstrowaliśmy na początku. Jeśli w tym krytycznym dla związku momencie skomunikujemy się z partnerem i powiemy sobie otwarcie, czego pragniemy, na czym nam najbardziej zależy, mamy szansę wypracować relację zadowalającą obie strony.

Na ile ważne jest dla dziecka, żeby widzieć wzajemną czułość między rodzicami? Czy może to pomóc w wykształcaniu potrzeby bliskości drugiej osoby?
Czułość między rodzicami jest dla dziecka szkołą relacji partnerskiej. Bardzo często pytam pacjentów, jak wyglądało to u nich w domu. Jeśli dziecko widzi, jak rodzice całują się na przywitanie czy na pożegnanie, jak przytulają się do siebie, siedząc na kanapie, jak głaszczą się i mówią do siebie pieszczotliwie, to uczy się, jak traktować bliskie osoby i okazywać im uczucie. Czułość musi być wzajemna. Nie da się nią obdarować kogoś, kto nie jest na nią gotowy albo najzwyczajniej w świecie od danej osoby jej nie potrzebuje. „Wciskanie” komuś swojej czułości na siłę, bez jego zgody, jest nadużyciem. Wszyscy znamy te koszmarne sceny rodzinne, kiedy to różne ciocie, babcie i znajome rzucają się z uściskami, całusami, tuleniem do dzieci, a te sztywnieją z niechęci.

Może to nie czułość, tylko czułostkowość?
Tak, bo czułość – w przeciwieństwie do czułostkowości – nie jest egoistyczna. W czułości chodzi o wymianę, o spojrzenie na kogoś jego oczami, a w czułostkowości jedynie o ekspresję nadmiaru własnych emocji. A tymczasem podstawą czułości jest wrażliwość na drugą osobę – czego ona chce i w jaki sposób życzy sobie otrzymywać bliskość.

Dlaczego mężczyznom jest trudniej okazywać uczucia? Nie odczuwają np. potrzeby przytulania?
Fizjologia kobiet i mężczyzn różni się, więc nie przeżywamy wszystkiego tak samo, ale to nie znaczy, że mężczyzna ze swej natury pozbawiony jest umiejętności odczuwania miękkich emocji. Natomiast jeśli od najwcześniejszych lat słyszy: „nie płacz i nie pokazuj słabości”, to nic dziwnego, że potem ma problem z okazaniem wrażliwości i czułości. Panuje większe przyzwolenie społeczne na to, żeby kobiety odczuwały i wyrażały bezradność, niemoc i smutek. Dlatego w takich chwilach otrzymują zazwyczaj pocieszenie i wsparcie od bliskich. Mężczyzna co najwyżej usłyszy: „weź się w garść”.

Na ile dobra komunikacja ma wpływ na rozumienie tego, na czym polega czułość między partnerami?
Im gorsza komunikacja, tym częściej zastępujemy czułość czymś innym, a wtedy łatwo o nieporozumienia, poczucie niezrozumienia, a w efekcie deficyty i żal. Często robimy wiele rzeczy „zamiast”. Do najbardziej sztampowych przykładów należy ten, że jak facet umyje kobiecie samochód, to znaczy, że jest wobec niej czuły. Inaczej, bardziej wprost, nie umie tego okazać. Wszystko jest w porządku, dopóki potrafimy też powiedzieć sobie: „kocham cię, więc chcę ci sprawiać przyjemność”. Bo jeżeli się nie komunikujemy, nasze zachowanie może zostać opacznie zrozumiane.

Jak w anegdocie o dwóch siostrach – jedna przez całe życie oddawała drugiej spody kajzerek, myśląc, że siostra je uwielbia, a tymczasem siostra uwielbiała wierzch bułek, ale zjadała spody, bo myślała, że siostra woli wierzchy.
Czułość to piękny dar bliskości i miłości, tym bardziej cenny, z im większym wyczuciem i uważnością wręczany.

Katarzyna Grębecka-Romanowska, specjalista psycholog kliniczny. Przez wiele lat pracowała w Instytucie Psychiatrii i Neurologii i jako wykładowca w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. Prowadzi własny gabinet.

  1. Seks

Kiedy, jak i z kim warto się całować?

Całujemy się, aby wyrazić uczucie, adorację, szacunek i miłość. Aby świętować początki i pożegnania. Ponieważ nam zależy. To wszystko prowadzi do oszałamiającej liczby aktywności w mózgu i wielu zmian w ciele. (Fot. Getty Images)
Całujemy się, aby wyrazić uczucie, adorację, szacunek i miłość. Aby świętować początki i pożegnania. Ponieważ nam zależy. To wszystko prowadzi do oszałamiającej liczby aktywności w mózgu i wielu zmian w ciele. (Fot. Getty Images)
Wydawać by się mogło, że nie ma nic bardziej oczywistego niż pocałunek zakochanych. A jednak jest on nie tylko umiejętnością, od której mocno zależy rozwój relacji, ale i przedmiotem naukowych badań. Kiedy, jak i z kim warto się całować, sprawdzamy z pomocą amerykańskiej popularyzatorki nauki Sheril Kirshenbaum. 

W swojej książce „The Science of Kissing” Sheril Kirshenbaum, popularyzatorka nauki oraz pracowniczka naukowa Center of International Energy and Environmental Policy na Uniwersytecie w Teksasie, wyjaśnia, że pocałunek ma dla nas ogromne znaczenie. „Całujemy się, żeby wyrazić uczucie, adorację, szacunek i miłość. Całujemy się, żeby świętować nowe początki i na pożegnanie. Całujemy się, ponieważ nam zależy albo tak właśnie chcemy się zachować. To wszystko prowadzi do oszałamiającej liczby aktywności w mózgu i wielu złożonych zmian w ciele” – pisze. Przywołane przez Kirshenbaum badania z Butler University w Indianapolis, pokazują, że większość z nas potrafi przywołać wiele szczegółów swojego pierwszego pocałunku. A większość z 500 respondentów pamięta to doświadczenie lepiej niż pierwszy seks.

Pocałować czy powąchać?

Pytanie o to, czemu się całujemy i co dla nas znaczą pocałunki, Kirshenbaum zadała sobie kilkanaście lat temu. Jej esej z 2008 roku pod tym samym tytułem, pod jakim potem ukazała się książka, wywołał poruszenie wśród czytelników, ale i naukowców. Okazało się, że do tej pory nikt się tym tematem kompleksowo nie zajmował. Nic dziwnego, przecież całowanie jest takie... oczywiste. I bardziej niż to, dlaczego się całujemy, przeciętną osobę interesuje raczej, by całować się umiejętnie i by udany pierwszy pocałunek był obietnicą równie ekscytującego ciągu dalszego. „W badaniach dotyczących wagi pocałunku 59 procent mężczyzn i 66 procent kobiet przyznało, że zakończyli dobrze zapowiadający się związek właśnie z powodu kiepskiego pierwszego pocałunku. Naprawdę zwracamy uwagę na takie rzeczy” − stwierdziła Kirshenbaum w wywiadzie dla radia NPR. Może zatem warto się dowiedzieć, od czego zależy jakość i powodzenie pocałunku, skoro tak nam na nim zależy.

Co ciekawe, ten niezwykły akt nie ma nawet oficjalnej naukowej definicji, więc na potrzeby książki naukowczyni stworzyła swoją własną, uznając, że: „pocałunek to przyciskanie ust do ust lub innej części ciała drugiej osoby, ale także do rzeczy”. Jednak autorka wkrótce miała się przekonać, że ani całowanie się nie jest jednoznacznie oczywiste, ani jego powszechność, bo zależnie od kultury i szerokości geograficznej ludzie wyrażają swoje uczucia w bardzo różny sposób.

Badania historyczne, do których dotarła Kirshenbaum, pokazują, że zwyczaj całowania się przed epoką odkryć geograficznych był doświadczeniem raczej typowo europejskim. I przyjął się niemal wszędzie dopiero wraz z odkrywaniem kolejnych lądów i narzucaniem zamieszkującym je ludom europejskich obyczajów. Do tego czasu poza Europą okazywano sobie bliskość, wąchając się po twarzy, liżąc po niej, przytulając czy wymieniając mocny uścisk dłoni, które uprzednio trzymano pod pachami. Brytyjski odkrywca William Winwood Reade w wydanej w 1864 roku książce „Savage Africa” przywołał wspomnienie próby pocałowania córki króla afrykańskiego plemienia. Gdy chciał dać jej całusa, dziewczyna zerwała się i uciekła, bo − jak się potem okazało − bała się, że zamierza ją ugryźć.

Co z tego wynika?

Po pierwsze, to, jak się całujemy, może zależeć od kręgu kulturowego, z którego pochodzimy. Dla Azjatów, w tym zwłaszcza Japończyków i Chińczyków, całowanie się w miejscu publicznym do niedawna było niedopuszczalne, traktowane niczym naruszenie protokołu obyczajowego. Czasy się zmieniają, wszyscy oglądamy hollywoodzkie komedie romantyczne, więc i na ulicach tych krajów pocałunki są już bardziej powszechne, ale warto zdawać sobie sprawę, że nie każdemu całowanie się w miejscu publicznym sprawi przyjemność i zareaguje na nie równie entuzjastycznie co my.

Zanim zaczniemy się całować, warto zapytać o zgodę. Bo są ludzie, którzy całować się nie lubią, brzydzą się tym albo nie daje im to żadnej satysfakcji czy radości. Albo lubią całować się tylko w określony sposób. Niezupełnie tak jak my. Badania pokazują, że kobiety wolą delikatne pocałunki w usta, a niekoniecznie ich mokrą wersję angażującą ślinę. Za to mężczyźni wręcz przeciwnie, przekazują swoją ślinę obficie (to że u nich równie obficie się wydziela, ma też związek z testosteronem) i badają językiem ślinę partnerki, co ma swoje biologiczne uzasadnienie, choć niekoniecznie uspokoi tych z nas, którzy bardzo mokrych pocałunków nie lubią. Fakt, że niektórym pocałunek wydaje się obrzydliwy, można wytłumaczyć tym, że przekazujemy sobie całą masę flory bakteryjnej, czasem z niechcianymi konsekwencjami, wśród których wirusowa opryszczka może okazać się najłagodniejsza.

Po drugie, uważnie przyjrzyjmy się osobie, z którą chcemy się całować. Wąchanie się po twarzy czy niuchanie, popularne niegdyś w innych kulturach, miało wiele sensu, bo poprzez zapach można ocenić kondycję zdrowotną potencjalnego kandydata do bliższego poznania. „Zapach odgrywa ogromną rolę przy pocałunku. Kiedy kogoś całujemy, angażujemy w to wszystkie swoje zmysły. Zamiast interesować się jedynie wizualną informacją, jaką przekazuje nam na swój temat druga strona, na równi angażujemy nasz węch, zmysł smaku czy dotyku” – wyjaśniała we wspomnianym już wywiadzie radiowym Sheril Kirshenbaum. Cytowany przez autorkę profesor Gordon Gallup, psycholog z Nowojorskiego Uniwersytetu Stanowego w Albany, tłumaczy, że pocałunek dla kobiety jest swego rodzaju testem, czy kontynuować znajomość, czy sobie odpuścić. Jeśli pocałunek jej się nie spodoba, prawdopodobnie uzna, że nie są z partnerem kompatybilni i szkoda marnować czasu i energii na dłuższą relację. Z kolei pocałunek, który dobrze smakuje i odpowiada nam intensywnością, sprawia, że chcemy kontynuować relację.

Jak wiemy z badań, dla kobiet istotną rolę w wyborze partnera do całowania odgrywa higiena jamy ustnej. Zadbane zęby są dowodem zdrowia osobnika, ale też jego stosunku do higieny – brzmi to jak wykład z podręcznika wychowania seksualnego dla młodzieży z lat 80., ale jednak zwracamy na to uwagę.

Sheril Kirshenbaum pisze wprost: „dobrze prezentuj swoje mocne strony, zadbaj o to, by nie było słabych”. Zatem postawmy na zdrowe, ładne zęby, zadbany wygląd i przyjemny zapach, nie tylko z jamy ustnej. Nie bez kozery wśród kobiet wciąż najpopularniejszym kosmetykiem kolorowym obok maskary jest szminka. I to przeważnie ta w kolorze czerwonym. Badania pokazują, że mężczyźni wolą i chętniej wybierają kobiety o pełnych, czerwonych ustach. To tłumaczy też popularne zabiegi medycyny estetycznej, korygujące kształt tej okolicy naszej twarzy. Ale uwaga, przesada nie jest nagradzana. To znaczy Angelina Jolie jeszcze tak, ale wargi nieproporcjonalne do reszty naszego oblicza – już nie. Wprawdzie mężczyźni zdecydowanie bardziej niż na przyjemny zapach z ust zwracają uwagę na ładną twarz czy atrakcyjne ciało i wygląd, ale wszystko ma swoje granice.

Rodzi się tu nieoczekiwane pytanie: a co jeśli partnerka nie lubi się całować? Co zrobić z tzw. rozwojem akcji? Jedynie jedna na siedem zapytanych kobiet przyznała, że mogłaby pójść do łóżka z kimś, kogo wcześniej nigdy nie pocałowała. Mężczyźni nie byli tak wstrzemięźliwi i nie stawiali pocałunku jako warunku koniecznego.

Wszystko według planu

Wiemy już, że nieudany pocałunek może wszystko zepsuć, a brak pocałunku nie satysfakcjonuje kobiety. Co zatem robi na pierwszej randce? Kirshenbaum daje dwie rady: najpierw poznaj lepiej osobę, którą chcesz pocałować, i nie spiesz się. Można tu posiłkować się badaniami, które mówią o tym, że im dłużej czekamy na przyjemność, tym większa wydaje się po otrzymaniu. Ale też lepsza znajomość naszego partnera czy partnerki może ustrzec przed niepożądanym zachowaniem typu: „chwycił ją za głowę na przystanku autobusowym i językiem zbadał jej migdałki”. Brzmi okropnie, ale jak głosi angielskie powiedzenie „timing is everything”, czyli w wolnym tłumaczeniu: ważny jest właściwy moment. Zwłaszcza że dobry pocałunek wyzwoli w nas chociażby endorfiny, czyli hormony szczęścia, a ten nieudany albo czyniony w pośpiechu, w stresie − podniesie poziom kortyzolu, czyli hormonu stresu, i po fakcie nie będzie nam się dobrze kojarzył.

I tu dochodzimy do bardzo ważnego punktu. Im lepiej zaplanowany pocałunek, tym więcej korzyści ze sobą niesie. Dobry – buduje w nas poczucie satysfakcji i bezpieczeństwa, a przy tym relaksuje. Ale także, uwaga, uruchamia prawdziwy koktajl hormonalny, który może zawyrokować o tym, czy związek przetrwa, czy nie. Kirshenbaum tłumaczy to tym, że nasze usta są wypełnione wrażliwymi zakończeniami nerwowymi, więc już delikatne dotknięcie uruchamia całą kaskadę sygnałów i informacji, które fruną do naszego mózgu. Wargi to czułe strefy erogenne, za pomocą których interpretujemy świat.

Co się dokładnie dzieje, gdy pocałunek jest udany? Otóż poza endorfinami uwalniają się kolejne hormony: dopamina sprawia, że czujemy się jak w niebie i oczywiście chcemy więcej, więc będziemy szukać okazji, by znowu się tak poczuć. Chcemy więcej pocałunków z tą konkretną osobą. Dopamina idzie w parze z oksytocyną, hormonem przywiązania i czułości, więc partner czy partnerka zaczynają nam się naprawdę dobrze kojarzyć. Nie możemy przestać o niej czy o nim myśleć – tu już wchodzi serotonina, czyli mówiąc językiem romansu: obdarzamy jego lub ją uczuciem.

Teraz, by utrzymać jak najdłużej efekt nagrody po tym, gdy zastosowaliśmy się do wszystkich wskazówek, warto nie ustawać w staraniach. Czyli być jak najlepszym całującym każdego dnia. Ale też rozmawiać, dużo i często: o sobie, o naszym związku, o naszych pocałunkach, czyli stale pracować nad relacją. No i całować się często i długo. Może nie tak długo jak para, która pobiła rekord pocałunku w 2005 roku – trwał on 31 godzin i 30 minut – ale regularnie i spontanicznie. Jak pokazały badania przeprowadzone w Niemczech Zachodnich w latach 80. XX wieku, mężczyźni, którzy całowali swoje żony przed pójściem do pracy, żyli przeciętnie 5 lat dłużej i zarabiali 20–30 proc. więcej niż ci, którzy wychodzili z domu bez pożegnalnego całusa. Psychologowie tłumaczą, że nie chodzi tu o sam pocałunek, raczej o troskę i bliskość, które sprawiały, że osoby te zaczynały od razu pozytywnie postrzegań swój dzień, co też prowadziło je w stronę zdrowszego stylu życia.

Wiemy już, jak silne emocje i hormony wyzwala pocałunek oraz jak dużym ryzykiem błędu jest obarczony. Czy zatem jego naukowy charakter powinien odtąd zupełnie przesłonić ten miłosny? Innymi słowy: czy powinniśmy podchodzić do niego jak do codziennego rytuału ścielenia łóżka?

Sheril Kirshenbaum uspokaja:

„Nie rezygnujcie z romantyzmu. Pocałunek może być jednym z najbardziej niezwykłych doświadczeń między dwojgiem ludzi, a zrozumienie biologii, jaka za nim stoi, może tylko pomóc ulepszyć nam każdy taki moment”
Na koniec, żeby nie zepsuć tej wyjątkowej chwili, dodam: jeśli nie wiemy, czy osoba, którą chcemy pocałować, woli przekręcić głowę w lewo czy w prawo − autorka radzi wybrać to drugie. Także na ten temat zrobiono badania i dwie trzecie respondentów, niezależnie od bycia lewo- czy praworęcznym podczas pocałunku przekręca głowę w prawo.

Czy pocałunek to seks?

  • Wargi są bardzo wrażliwe, i jest w nich więcej zakończeń nerwowych (10 tysięcy) niż w łechtaczce (8 tysięcy), co pozwala osiągnąć orgazm w czasie pocałunków. Jak mówi Kamasutra, usta kobiety odzwierciedlają jej wargi sromowe, więc nacisk na nie prowadzi do odczuwania przyjemności w dolnych częściach ciała.
  • Podczas tzw. francuskiego pocałunku (popularnie zwanego „pocałunkiem z języczkiem”) mężczyźni wraz ze śliną przekazują partnerce lub partnerowi swój testosteron, a ten może skutecznie podnieść poziom libido. Nic dziwnego, że według wielu seksuologów pocałunki odzwierciedlają nasz temperament seksualny.
  • Jeśli mamy ochotę na seks, to warto podkręcić atmosferę odpowiednim pocałunkiem. Szczególnie polecane są następujące pozycje: stojąc twarzami do siebie, partnerzy dotykają się klatkami piersiowymi (lub jedno z nich, siada drugiemu na kolanach) albo delikatne całowanie skóry partnera czy partnerki w okolicach ust, na szyi lub obsypywanie pocałunkami całego ciała z pominięciem ust. Oczywiście, numerem jeden, który jasno wyraża intencje, jest francuski pocałunek.

  1. Psychologia

Czułość - papierek lakmusowy miłości

Pełnię czułości otrzymujemy wtedy, gdy ktoś często przy nas jest i obdarza nas szczerą sympatią, wyrażaną zarówno słowami, jak i fizycznie. (Fot. iStock)
Pełnię czułości otrzymujemy wtedy, gdy ktoś często przy nas jest i obdarza nas szczerą sympatią, wyrażaną zarówno słowami, jak i fizycznie. (Fot. iStock)
Słowo czułość ma wiele wspólnego z uczuciem. Odnosi się do bliskości na poziomie fizycznym, jak i emocjonalnym. Na tym pierwszym obejmuje całą gamę dotyków - od zwykłego uścisku aż do zbliżenia intymnego. Oznacza także życzliwość, delikatność, troskliwość, wesołość, a nawet romantyczne gesty.

Wypływa ze szczerej sympatii do kogoś. Czuły dotyk lub uścisk kogoś, kto nas naprawdę kocha, przenika przez nasze ciało i raduje duszę. Wszystkie nasze lęki, nieważne jak głębokie, mogą być wymazane przez jedną chwilę czułości. Dlaczego zatem często zdarza się, że pryska ona z naszego życia jak bańka mydlana? Dlaczego przestajemy się dotykać, przytulać, całować? Mało między nami miękkich gestów i ciepłych spojrzeń? Mówimy o partnerze: „Wiem, że on potrafi być czuły i bliski, przecież taki właśnie był na początku”. Same też jakby zamarzamy, nie obdarzając hojnie czułością jak na początku związku. Dlaczego?

Bo w fazie zakochania na skutek działania hormonów, jesteśmy w stanie zawiesić nasz lęk przed bliskością. To natura tak zaprojektowała romans, żeby ludzie łączyli się w pary i wydawali na świat potomstwo. Napięcie seksualne, któremu towarzyszą czułe gesty, jest wówczas bardzo wysokie. Do czasu, kiedy zadurzenie mija i czujemy się boleśnie rozczarowani, bo wracamy do swoich lęków, które odgradzają nas od drugiego człowieka. Blisko niego możemy przecież poczuć się odrzuceni, zranieni, zdradzeni, dlatego się oddalamy. Jednak tak wcale nie musi być. Zakochanie rozkwita pragnieniem a miłość wolą.

Miłość ma w sobie niezliczone możliwości. Na zawsze pozostanie tajemnicą, obdarzającą nas zarówno uniesieniami, jak i cierpieniem. Jest w nas jednak coś tak odważnego, co pozwala nam odbyć podróż w jej labiryncie, niezależnie od tego, jak ryzykowna może się ona okazać.

Według dr Davida Richo, terapeuty do spraw rodzinnych i małżeńskich, który łączy poglądy Junga, psychologii transpersonalnej oraz duchowości, czułość jest jednym z pięciu aspektów miłości. Każdy z nas inaczej doświadcza miłości, ale większość z nas jest zgodna co do tego, że czujemy się kochani, kiedy ktoś obdarza nas uwagą, akceptacją, uznaniem, czułością i kiedy uwzględnia naszą wolność, aby żyć zgodnie z indywidualnymi potrzebami i pragnieniami. Tych pięć aspektów miłości towarzyszy nam przez całe życie pod różnymi postaciami. Są one darowane nam w dzieciństwie, a następnie obdarowujemy nimi bliskich.

Dawanie i przyjmowanie miłości to nasza główna potrzeba. Uczymy się tego, co oznacza miłość, kiedy pierwszy raz ją czujemy. Jest ona wtedy wpisywana w każdą komórkę naszego ciała, a kolejna miłość, która odwiedzi nas w przyszłości, może być tylko powtórzeniem tego pierwotnego doświadczenia. Sposób, w jaki byliśmy kochani jest tym, czego poszukujemy w dorosłym życiu. Większość z nas doświadczyła w dzieciństwie mieszanki miłości i odrzucenia, zaspokojenia i tęsknoty, akceptacji i negacji. Dobrze zdawać sobie sprawę jakie wydarzenia z przeszłości wpływają na nasze zachowania teraz w intymnych kontaktach z partnerem.

Przeciwieństwem czułości jest porzucenie i dystansowanie się. Pełnię czułości otrzymujemy wtedy, kiedy ktoś często przy nas jest i obdarza nas szczerą sympatią, wyrażaną zarówno słowami, jak i fizycznie. Bo wszyscy odczuwamy potrzebę bycia przytulanymi, bez względu na wiek. Zawsze szukamy ukojenia tego, co być może było błędne lub nieobecne w naszym wcześniejszym życiu. Kiedy ktoś nas kocha, troszczy się o nas i szanuje. Ciało takiej osoby staje się źródłem naprawy tego, co zostało zlekceważone w naszej przeszłości. Oto kilka cech intymnego momentu: ciepło, bliskość fizyczna, dotyk pełen szacunku, kontakt wzrokowy, bezwarunkowa obecność nieposiadająca ukrytych celów, wrażliwość, otwartość, szczerość, uczucie relaksu, radość, wolność od napięć lub wymagań, pełna dostępność, przebywanie razem bez zmuszania się do tego, bez planowania, niezwracanie uwagi na czas i plan zajęć, poczucie że ktoś chce być właśnie tutaj i nigdzie indziej. Wszystko w takiej chwili jest „nieoficjalne”. Jedną z form czułości jest także współczucie, kiedy umiemy odpowiedzieć miłością na czyjeś cierpienie. Jesteśmy gotowi do przeżycia go razem z partnerem. Empatia to znak miłości, okazywana jako troskliwość i ciepło. Kochamy mężczyznę takim, jaki on jest i same czujemy się w pełni przez niego akceptowane.

Nasze zranienia z dzieciństwa, kiedy brakowało nam czułości rodziców, powodują że rządzi nami lęk, że ktoś obdarzy nas bliskością a potem ją zabierze. Chcemy być pewne, że partner jest godny naszego zaufania, a to zawsze jest spekulacją. Jednak jeśli tylko uda nam się wyjść poza hamujący nas strach i otworzyć się na dotyk, uścisk pełen troski, przyciśnięcie do piersi lub wzajemne objęcie się ramionami, poczujemy się kochane. Niezależnie od tego z jakim bagażem emocjonalnym wyniesionym z dzieciństwa idziemy przez życie, możemy doświadczyć spełnienia w miłości. Potrzeba nam jednak uświadomić sobie jakie przeżycia z przeszłości wpływają na naszą teraźniejszość, by już ich nie powtarzać. Gdy to zrobimy, możemy wreszcie doświadczyć czułości. Wystarczy tylko nauczyć się jak o nią poprosić. Partner nie umie czytać w naszych myślach, same musimy mu powiedzieć co dla nas oznacza miłość i jakiej jej formy pragniemy. Same też powinniśmy się nauczyć jak go kochać. Bo miłość nie jest uczuciem sentymentalnym, lecz świadomym wyborem dawania i brania na wiele wyjątkowych sposobów.

Ćwiczenie:

Przywołaj wspomnienia dotyczące uczucia miłości, jakiej doświadczyłaś ze strony rodziców i zauważ wszystkie powiązania ze swoimi „dorosłymi” związkami. Następnie odpowiedz na następujące pytania (możesz zrobić to w formie pisemnej).
  • Czym jest dla mnie miłość?
  • Kim była pierwsza osoba w moim życiu, która sprawiła że poczułam się kochana?
  • Kto sprawia, że czuję się kochana?
  • Czy odpowiednio mu za to podziękowałam?
  • Czy jestem w stanie wytłumaczyć mojemu partnerowi czym jest dla mnie miłość?
  • Czy również on jest w stanie to zrobić?
  • Co zrobię z tą informacją?
  • Jakich cech intymności doświadczam w swoim związku?
  • Czego tam brakuje?
  • Kiedy momenty bliskości zdarzają się mnie, a kiedy mojemu partnerowi?
Podziel się tym, co odkryłaś, z partnerem. Zapytaj go czym dla niego jest czułość. Podczas rozmowy nie osądzajcie się ani nie krytykujcie.

  1. Psychologia

W jaki sposób pielęgnować miłość?

Poprzez ciepłe, serdeczne gesty potwierdzamy: widzę cię, jesteś mi bliski, jesteśmy razem. (Fot. iStock)
Poprzez ciepłe, serdeczne gesty potwierdzamy: widzę cię, jesteś mi bliski, jesteśmy razem. (Fot. iStock)
- Jesteśmy dla siebie najważniejsi, ważniejsi niż wszystkie konflikty, niż wszystko, co robimy i tworzymy. Z tego wyłania się wartość sama w sobie – wartość naszej więzi. Pielęgnujmy ją najlepiej jak umiemy – mówi Benedykt Peczko, psychoterapeuta.

W jaki sposób chcą być kochane kobiety? A w jaki mężczyźni? Sue Johnson w książce „Przytul mnie” pisze, że pod tym względem nie różnimy się: wszyscy pragniemy bezpiecznych więzi, karmiącego związku pełnego troski, ochrony, wsparcia, otwartości, dostrojenia. Kobiety z całą pewnością pragną czuć się pewnie i bezpiecznie w relacji. Potrzebujemy być widziane, słyszane, rozumiane, kochane całym sercem.
Tego samego pragną mężczyźni. Chcą być kochani. Pragną, aby kobiety dawały wyraz swoim uczuciom poprzez dotyk, pogłaskanie, pocałowanie, słowa wsparcia, zachęty i otuchy. Przyjęło się uważać, że w ten sposób zachowujemy się w stosunku do dzieci. Kontakt fizyczny, bliskość niekoniecznie o charakterze erotycznym, jest czymś, dzięki czemu przetrwaliśmy jako gatunek. Poprzez ciepłe, serdeczne gesty potwierdzamy: widzę cię, jesteś mi bliski, jesteśmy razem. To w żadnym wypadku nie jest dziecinne. Dzieci potrzebują bliskości, akceptacji, przyjęcia, aby mogły się rozwijać. My, dorośli, zakładamy maski chłodu i obojętności, ale to nie znaczy, że nie potrzebujemy bliskości. Miłość, troska to są warunki przetrwania.

Jest takie zalecenie w tantrze: gdy czujecie się od siebie oddaleni, przytulcie się mocno, to znak, że trzymacie się waszej miłości.
Codzienny dotyk, czułość są podstawą bezpiecznego związku. Mężczyźni, z którymi rozmawiam, często są sfrustrowani tym, że ich partnerki bardzo dużo wymagają, jednak nie doceniają osiągnięć, wysiłków, starań. Bez ciepłych uczuć relacja oparta jest na obowiązkach podejmowanych siłą woli. Nie ma przepływu miłości, przyjęcia z głębi serca. W takich związkach już nawet nie martwimy się o siebie, pozostaje chłód, wymagania, żal i pretensje. Jeśli bliska osoba martwi się o mnie, wysyła komunikat: jesteś dla mnie ważny. Możemy to lekceważyć: „Nie ma się o co martwić”, jednak odbieramy ten przekaz: jest ktoś, kto o mnie myśli, komu na mnie zależy. Dotyk, pogłaskanie, pocałunek mówią to samo: czuję cię, jesteś mi bliski.

Jesteśmy w sposób naturalny wyposażeni w potrzebę bezpiecznych więzi. Kiedy mężczyzna czuje się bezpiecznie w relacji?
Wtedy, gdy czuje się akceptowany, kochany, słyszy słowa uznania, docenienia, wsparcia i troski. Znam mężczyznę, który buduje modele żaglowców. Jego partnerka nie podziela tej pasji, jednak widzi, że żaglowce go relaksują. Wie, że to jego niespełnione marzenie z dzieciństwa. Biorą pod uwagę pasję mężczyzny przy planowaniu urlopu, weekendów. Poczucie bezpieczeństwa tego mężczyzny radykalnie wzrasta, gdy bliska kobieta wspiera go, także w tej specyficznej aktywności. Co jest istotą? Pełne, otwarte przyjęcie bliskiej osoby. Bezpieczeństwo wiąże się z zaufaniem, pewnością. Jeśli ufamy sobie nawzajem, wtedy jest przepływ, rezonans. Czemu ufam? Najgłębszym intencjom bliskiej osoby w stosunku do mnie, ufam jej miłości. Te uczucia płyną naturalnie. Mogą, oczywiście, pojawić się ciemne chmury, burze i błyskawice, jak to w naturze. Jednak burza nie oznacza końca świata. Rozładowują się pewne napięcia elektryczne, za chwilę wzejdzie słońce, będzie widno i ciepło.

W końcu nigdy nie jest burzowo cały czas.
To daje głębokie poczucie spokoju, pewności i bezpieczeństwa właśnie. Burze nie są zagrożeniem, są elementem naszego świata. Przeszliśmy niejedną burzę, i to dodatkowo nas zbliża. Świadomość, że mimo różnych burz ona nadal chce być ze mną, wzmacnia poczucie bezpieczeństwa. To znaczy, że jestem ważny. Że jesteśmy dla siebie najważniejsi; ważniejsi niż wszystkie burze, niż wszystko, co robimy i tworzymy. Z tego wyłania się wartość sama w sobie – wartość naszej więzi.

W jaki sposób o pragnieniu bezpieczeństwa mówią kobiety w gabinecie psychoterapeuty?
Kobiety potrzebują jeszcze więcej opiekuńczości niż mężczyźni. Opiekuńczość jest dla nich wyrazem i potwierdzeniem uczuć mężczyzny. Zaczyna się od wicia gniazda. Kobiety rodzą dzieci, więc potrzebują wiedzieć, że partner zadba o dom, środki na życie, a gdy dzieci podrosną, pomyśli o wyborze przedszkola i szkoły. Pragną pytań o potrzeby. Czego potrzebujesz? Co sprawiłoby ci radość? Jak chciałabyś spędzić najbliższy weekend, święta? Pragną zainteresowania ich sprawami, problemami. Gdy na przykład kobieta jest na urlopie wychowawczym, pragnie, aby mężczyzna okazał swoją miłość poprzez wysłuchanie, jak jej minął dzień, jak się czuje. Żeby zatroszczył się, czy nie potrzebuje przerwy od dzieci, od codziennych obowiązków. Żeby zorganizował życie rodziny w ten sposób, aby kobieta miała czas i przestrzeń tylko dla siebie. Kobiety lubią mieć poczucie, że mogą polegać na mężczyźnie, że on dotrzyma słowa, spełni to, na co się wspólnie umówili. Mężczyzna uważny na potrzeby kobiety kontempluje jej osobę i ich związek. Dla kobiety taki mężczyzna to marzenie. Natomiast najbardziej niepokojąca, frustrująca i bolesna dla kobiet jest nieobecność emocjonalna mężczyzny. Może być obok, poświęcać czas, jednak jest rozproszony, nieobecny, gdzieś odpływa. Brakuje zatrzymania się w tym momencie, bycia naprawdę razem.

Jest takie słynne powiedzenie Eriki Jong: „Tylko miłość warta jest peanów. To dlatego ludzie zachowują się wobec niej tak cynicznie. Warto za nią walczyć, popisywać się odwagą, ryzykować dla niej wszystko. A problem w tym, że jeśli nie zaryzykujesz wszystkiego, ryzykujesz jeszcze więcej”. Miłość jest naszą duchową ewolucją. Co może być ważniejszego?
Ten rodzaj głębokiej intymności związanej z otwartością na siebie nawzajem jako na istoty ludzkie może być jeszcze bardziej wymagający niż seks. Zatrzymujemy się. Jesteśmy na siebie całkowicie otwarci nawet wtedy, gdy chwilowo się nie rozumiemy. Jesteśmy tu ze wszystkim, co jest. Nie uciekamy w pracę, w karierę, w obowiązki domowe, w kłótnie. Jesteśmy świadomi i uważni na to, co dzieje się w naszej relacji, na uczucia, które się pojawiają, i na świat jednocześnie. Gdy razem w tym uczestniczymy, doświadczamy głębokiej intymności. To chwila doskonała.

Co może być zagrożeniem dla takiej intymności?
Rywalizacja. O dzieci, pozycję, wpływy, władzę. Wtedy znika otwartość, znika bliska osoba. Jest cel do osiągnięcia.

Cel? W relacji?
Celem może być moja pozycja, prestiż, poczucie siły, dominacji. Gdy słyszę o „sukcesie wychowawczym”, o „sukcesie w seksie”, to, oczywiście, rozumiem, o co chodzi, jednak słowo „sukces” jest tu całkowicie obce. Te sfery życia były opisywane inaczej, nie w tych kategoriach. „Sukces miłosny” to sprzeczność sama w sobie. Sukces jest wynikiem starań, dążeń, wysiłku, nakładów. To, co może wymagać wysiłku, determinacji, to pokonanie pewnych zahamowań, blokad. Miłość jako taka nie potrzebuje sukcesu. Ona już jest, to stan naturalny. Głęboki, potężny nurt.

Moja przyjaciółka mawia, że nic tak nie uspokaja jej partnera jak parująca zupa, którą mu podaje, gdy on wraca z pracy.
Taka zupa to nie tylko karmienie biochemiczne. To coś więcej, troska, miłość. Bezpieczeństwo rodzi się z małych, drobnych rzeczy, działań, gestów, czynności. Mężczyzna, który czyści buty i przynosi kwiaty, przyczynia się do poczucia bezpieczeństwa kobiety w ich relacji. Potrzebujemy dostrzegać te gesty i doceniać je. Bardzo łatwo na co dzień przyzwyczaić się do nich. One znikają z pola widzenia, jakby ich nie było. Kiedy je dostrzegamy, wzbudzamy w sobie wdzięczność. Z wdzięcznością wzrasta poczucie bezpieczeństwa, poprawia się stan zdrowia. Przeżywanie wdzięczności chroni serce, wpływa na metabolizm. Znosi napięcie; jest „reakcją relaksacyjną”, jak to określił amerykański lekarz Herbert Benson. To antidotum na stres, na toksyczne wpływy środowiska, w którym żyjemy. Gdy te proste, małe gesty i działania zaczynają płynąć, mamy przepływ – miłości, troski i wsparcia. Ważne tylko, by miłość płynęła w obie strony.

Poczucie bezpieczeństwa w relacji mocno nadużywa zdrada.
Intymna więź poradzi sobie nawet z tym. Chwilowy brak poczucia bezpieczeństwa może być pomocny, bo sygnalizuje, że w naszej relacji czegoś zabrakło, skoro taki epizod miał miejsce. Otwieramy się na to, co się wydarzyło, także na ból, zranienie, wściekłość. Otwartość w bliskiej relacji w sytuacji, gdy przechodzimy przez tak trudne doświadczenie, może w efekcie wzmocnić poczucie bezpieczeństwa. Ważna jest lojalność. Jeśli zdrada spowoduje rozstanie, to para, która wcześniej doświadczyła tej jakości w związku, o której mówimy, pożegna się z szacunkiem i troską o siebie nawzajem. I to będzie lojalność. Poczucie bezpieczeństwa w takiej sytuacji może być znacznie większe niż wtedy, gdy związek jest utrzymywany na siłę, gdy mają miejsce zdrady, związki równoległe. Wszyscy o tym wiedzą, ale się o tym nie mówi. W takiej atmosferze można się pochorować. Czytałem ostatnio o takich badaniach. Okazuje się, że długo utrzymywana toksyczna relacja osłabia system immunologiczny do tego stopnia, że jesteśmy narażeni na najpoważniejsze choroby.

Maria Czubaszek mawiała, że „gdy jest wielka miłość, to nawet małżeństwo nie zaszkodzi”. A co dopiero zdrada.
Poczucie humoru to wspaniały doradca. Jeśli pozwalamy sobie na humor w relacji, to znaczy, że czujemy się bezpiecznie. Nie mówimy tu o humorze, który jest napastliwy, atakujący, skierowany przeciwko komukolwiek. Uzdrawiający humor to taki, któremu towarzyszy szacunek, który jest wyrazem umiejętności wspólnego bawienia się, luzu. Taki humor pozwala przekraczać bariery i sztywne schematy funkcjonowania w relacji.

Przyjaciel opowiadał mi, że gdy jego żona rozwścieczona czymś posyłała mu wiązankę niecenzurowanych epitetów, on uklęknął przed nią, potem się pokłonił, dotykając czołem podłogi, następnie jej nogę położył na swojej głowie i mamrotał: „Dziękuję za pouczenie i proszę o więcej!”. Dopiero wtedy się roześmiała.
Terapeuci chętnie wykorzystują humor. Jedna z kłócących się par dostała taką pracę domową: gdy zauważą, że zaczynają się kłócić, ona wchodzi do wanny, a on siada na sedesie i kłócą się dalej. Okazało się, że to najskuteczniejszy sposób, by przestać się kłócić, a zacząć się śmiać. Humor rozluźnia atmosferę, dystansuje od zmartwień i poczucia zagrożenia. To jest element dziecięcej ciekawości i zabawy. Możemy bawić się naszymi pasjami, wspólnymi podróżami. Praca może być zabawą. Życie może być zabawą. Dziecko w nas nigdy nie przestaje istnieć. To, co dziecięce, może być również dorosłe, bo jest po prostu naturalne, organiczne.

Benedykt Peczko, psycholog, trener NLP, akredytowany coach i superwizor Izby Coachingu i psychoterapeuta. Założyciel i dyrektor Polskiego Instytutu NLP. 

  1. Psychologia

Czułość i dotyk - remedium na wszystko, co złe

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
To najważniejszy i najbardziej prawdziwy kontakt między dwojgiem ludzi. Za jego pomocą można przekazać to, co trudno wyrazić słowami. Bez niego nie sposób prawdziwie komunikować się ze światem. Dotyk to najbardziej naturalna forma wyrażania uczuć i autentyczny język miłości. 

Czułość – taka prawdziwa – rodzi się w brzuchu. Z dna miednicy czerpie swoją moc. Łagodnie podchodzi w okolice serca, które zasila ją spokojną miłością. Delikatnie wibruje w gardle, jakby pragnęła wyrazić się w słowach. Ale czujesz, że słowa to za mało. Czasami wyciska z oczu łzy – łzy wzruszenia. Innym razem delikatnie kołysze twoim ciałem, zamienia się w dreszcz ekscytacji. Ciepło, cieplej… tak, już prawie, ale to jeszcze nie to. Zastygasz w oczekiwaniu i czujesz ją coraz mocniej. Cofa się do klatki piersiowej, muska serce, wypełnia ramiona i wreszcie dociera do rąk. Ciepło i moc rozpływają się w twoich dłoniach, aż po czubki palców. Prostujesz plecy, otwierasz klatkę piersiową, przyspieszasz oddech i wyciągasz ręce. Tak, to właśnie to! Językiem czułości jest dotyk – mowa dłoni.

Od pierwszego dotknięcia

Kiedy przychodzimy na świat, zanim złapiemy pierwszy samodzielny oddech, zanim przetną nić pępowiny – na skórze czujemy pierwszy dotyk. Zwykle są to ręce położnej albo lekarza. Ten dotyk „przejścia” – z zacisza bezpiecznej macicy do nieznanego świata – rzadko jest czuły. Raczej zdecydowany, nieco szorstki, czasami pospieszny, pełen napięcia. Twoje ciało rozpozna go w przyszłości ilekroć ktoś, dla kogo jesteś jedynie jednym z wielu: pracownikiem, człowiekiem spotkanym przypadkowo na ulicy czy daleką znajomą, na powitanie poda ci rękę, potrząśnie za ramię, poklepie. Taki dotyk zawsze wzbudza chęć zamknięcia się, wycofania, czasami protestu czy agresji. Twoje ciało doskonale go pamięta z pierwszych chwil przejścia z bezpiecznego „tam” do „tutaj”, które wydarzyło się bez twojej woli, jak wiele innych spraw w życiu.

Z rąk lekarza trafiasz w czułe objęcia matki, na jej obolały, ale przyjmujący cię z miłością brzuch. Czujesz kojące bicie jej serca, doskonale to znasz, towarzyszyło ci przez ostatnie dziewięć miesięcy. To uczucie będzie powracało wiele razy w przyszłości, ilekroć z ufnością wtulisz się w bezpieczne ramiona kogoś, kto deklaruje, że jest gotowy przyjąć cię ze wszystkim, co dla ciebie zbyt trudne, zbyt przerażające, zbyt bolesne. Bicie jego serca cofa cię do wspomnień z pierwszych chwil tuż po przyjściu na świat. Może być kojące, dające poczucie bezpieczeństwa albo przestraszone, odrzucające, podobnie jak wtedy. Ilekroć przytulając się, przywierasz do brzucha drugiej osoby, za każdym razem tęsknisz za szczerym i radosnym przyjęciem. Z tej tęsknoty zrodzone jest pragnienie dotyku.

Tęsknota za dotykiem

Dotyk to najważniejsze ze wszystkich luster. Jeden dotyk może powiedzieć o człowieku bardzo wiele. Za pomocą jednego gestu możesz rozpocząć jasną i otwartą komunikację z drugą osobą i przekazać jej to, co trudno wyrazić słowami. Kiedy kogoś dotykasz i czujesz jego ciało, jest to również moment, w którym on sam siebie czuje – czytamy w „Świadomej spontaniczności” Ruthy Alon. Dotyk pozwala doświadczyć w pełni prawdziwego siebie. Dzięki niemu czujesz, że jesteś odrębną indywidualnością. W autentycznym dotyku możesz zjednoczyć swoją głowę, serce i ciało. On określa istnienie fizyczne i emocjonalne. W wielu sytuacjach intuicyjnie dotykamy samych siebie i naszych bliższych, np. kiedy coś nas boli albo pragniemy okazać wsparcie czy sympatię. Dotyk pomaga złagodzić lęk i depresję. Jest najlepszym sposobem na rozładowanie nagromadzonego napięcia.

Większość z nas odczuwa tęsknotę za dotykiem, ale i lęk przed nim, bo dotyk to najważniejszy i najbardziej prawdziwy kontakt pomiędzy dwojgiem ludzi. Jeśli w dzieciństwie byłaś dotykana jedynie w określonym celu, np. w trakcie karmienia czy przy zmianie pieluchy, nie czujesz w pełni swojego ciała, nie czujesz się w nim jak w bezpiecznym domu, tęsknisz za czymś, czego nigdy nie dane ci było doświadczyć. Jeśli twoje ciało pamięta dotyk głównie jako zranienie czy odrzucenie, nie jesteś w stanie przyjąć ani ofiarować miłości, czułości i akceptacji. Zdarza się, że twoja skóra jako podstawowy narząd czucia i kontaktu ze światem – choruje (alergie, nadwrażliwość, zaburzone czucie temperatury). Może nawet składasz deklaracje o miłości, przyjaźni, ale one są „z głowy”, podczas gdy twoje ciało zamiera w kontakcie z dotykiem drugiego człowieka. Możesz dotykać kogoś, nie dotykając, ściskać czyjąś dłoń, nie będąc w autentycznym kontakcie. Ponieważ, żeby prawdziwie kogoś dotknąć, musisz przenieść duszę w swoją rękę, stać się swoimi palcami, swoją dłonią. Tylko wtedy możesz naprawdę dotykać i czuć dotyk.

Niezaspokojona potrzeba dotyku nigdy nie umiera. Bywa, że popycha w kompulsywny seks, przemocowe związki, samookaleczenia ciała, rozmaite uzależnienia albo prowadzi do gabinetu terapeuty.

Pokaż, że jestem dla ciebie ważna

Czy można wyrazić akceptację, uważność, empatię, troskę i czułość jedynie za pomocą słów? To pytanie, które zadawałam sobie przez lata, stosując się do zakazu terapii klasycznej, zgodnie z którym nie wolno mi było dotykać pacjenta. Uważne słuchanie, potakiwanie, parafrazowanie słów pacjenta, podczas gdy czułam, że wystarczyłby jeden czuły gest, było jedną wielką „ściemą”. Odważyłam się przełamać terapeutyczne tabu i zaczęłam współpracować z terapeutą manualnym. Miałam szczęście. Spotkałam rehabilitanta, który uzdrawia dotykiem.

Iza trafiła do mnie z symptomem guli w gardle i duszności w klatce piersiowej – mówi Jacek Sobol, rehabilitant, terapeuta manualny. – Patrzyłem na tę kobietę, która siedziała naprzeciwko mnie skulona, z zamkniętą klatką piersiową, łapiąc oddech jak ryba wyrzucona na brzeg, z trudem hamując łzy. Zaciśnięte szczęki uniemożliwiały jej mówienie. Słowa nie były potrzebne. Czułem jej cierpienie. Intuicja podpowiedziała mi, że pacjentka nie jest w stanie położyć się na stole, bo to zaburzy jej poczucie bezpieczeństwa. Podszedłem do niej i moje dłonie same odkryły ten gest: jedną z nich położyłem na jej czole, drugą z tyłu, powyżej potylicy. Zamknąłem oczy i zacząłem spokojnie oddychać. Oddech pacjentki również zwolnił, powoli dostosowywał się do mojego rytmu. Jej napięcie powoli zaczęło puszczać. Usłyszałem jej cichy płacz, a potem westchnienie ulgi. Przez całą sesję jedynie trzymałem ręce na jej głowie, nie wydarzyło się nic więcej. Następnego dnia przysłała mi SMS-a, że dziękuje za czułość i troskę, że właśnie tego potrzebowała. Gula w gardle się rozpuściła, a duszność ustąpiła.

Dotyk to najbardziej bezpośredni i łatwy do odczytania sposób komunikowania się ciała z ciałem. Uważnemu terapeucie pozwala poczuć napięcia w ciele pacjenta, ustawić ciało w innej niż zwykle pozycji, rozluźnić mięśnie, dotrzeć do zamrożonych uczuć.

Kiedy dotykam pacjenta, czuję, czy jest w głowie, czy w ciele – tłumaczy Jacek Sobol. – Jeśli pacjent jest wyłącznie w głowie, nie czuje swojego ciała, ale nie potrafi też odczytać intencji mojego dotyku. Dotykając pacjenta, często zadaję pytania: „Opisz, co czujesz, kiedy cię dotykam?”. Bywa, że pacjenci nie rozumieją pytań albo odpowiedź budzi ich wstyd czy lęk. Pacjent, który pojawia się kierowany bólem i pragnie jedynie, żeby zdjąć z niego ten ból, to tzw. powracający pacjent. Znika, kiedy poczuje się lepiej i wraca jak bumerang, ilekroć ból się odnowi. Ciało takich pacjentów przy pomocy bólu dopomina się o czułość, troskę, zainteresowanie czy bycie ważnym.

Zdarzają się pary, którym należy pokazać, jak przytulać się z miłością, w jaki sposób integrować oddechy, jak oswoić lęk przed dotykaniem. To smutne, ale w dzisiejszym świecie większość z nas cierpi na głód dotyku.