1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Ciało mężczyzny cierpi, gdy nie żyje on w zgodzie ze sobą

Ciało mężczyzny cierpi, gdy nie żyje on w zgodzie ze sobą

Spełnione życie, w którym realizujemy siebie, swoje własne pasje i potrzeby, przekłada się na lepsze samopoczucie, zdrowsze relacje z ludźmi, ale też na bardziej udany seks. (Fot. iStock)
Andrzej zawodowo i osobiście osiągnął prawie wszystko. Mógł się uważać za szczęśliwca. Kłopoty w życiu intymnym zburzyły ten pozorny ład i okazały się punktem zwrotnym w jego małżeństwie. Jego historię komentuje psychoterapeuta Jarosław Józefowicz.

Praca chirurga plastycznego w renomowanej klinice medycyny estetycznej pochłaniała Andrzeja niemal całkowicie. Jeśli dodać do tego obowiązkowy udział w zagranicznych konferencjach, równie obowiązkowe bankiety i sobotni mecz tenisa z szefem, okazywało się, że w jego grafiku pozostaje jeszcze niewielka przestrzeń na obowiązki rodzinne. Miał 43 lata i wielu zazdrościło mu życia, jakie prowadził.

To tylko przemęczenie

– Właściwie osiągnąłem to, do czego dążyłem – opowiada. – Pochodzę z rodziny lekarskiej, więc wszyscy wiedzieli, że zrobię karierę. Nie miałem wątpliwości, że w życiu ważny jest prestiż. Dlatego wybrałem medycynę estetyczną. Ożeniłem się z kobietą podobną do mojej matki, o tradycyjnych poglądach na temat rodziny, katoliczką. Podążałem dobrze wytyczoną drogą.

Anna, żona Andrzeja, skończyła farmację, ale nie pracowała zawodowo. Chociaż ich synowie byli już nastolatkami, nadal zajmowała się ich wychowaniem. Wyglądała na zadowoloną z życia, mówiła, że opiekowanie się bliskimi sprawia jej przyjemność. Narzekała jedynie na problemy z nadwagą i czasem czuła się wyizolowana. Jednak nie starczało jej czasu na głębszą refleksję nad sobą, bo na jej głowę spadały tak przyziemne sprawy, jak zatrudnienie ogrodnika, wybór wczasów czy organizowanie wystawnych przyjęć. Andrzejowi nie wypadało zawracać tym głowy, a do jakiegoś poziomu życia przecież się przyzwyczaili. Naprawdę nie mieli na co narzekać. A właściwie – mieli. Chodziło o ich życie intymne. Zdarzyło się nie raz i nie dwa, że Andrzej miał kłopoty z potencją. No tak, stres, przepracowanie, ani chwili wytchnienia. Można się było tego spodziewać. Znajomy seksuolog przepisał tabletki i radził nieco zwolnić tempo życia.

– Łatwo było powiedzieć, trudniej zrealizować – mówi Andrzej. – Nie mogłem sobie pozwolić, żeby z czegokolwiek zrezygnować. Sporo lat pracowałem, żeby osiągnąć taki status. Farmakologia jednak nie pomogła na moje problemy w łóżku. Coraz częściej zdarzały mi się kłopoty ze wzwodem. To mnie skłoniło do zastanowienia się nad sobą. Doszedłem do wniosku, że od lat towarzyszy mi ciągłe wewnętrzne napięcie. A teraz poczułem jeszcze coś gorszego – pustkę. Tak jakby życie straciło smak i dawne znaczenie. Nie potrafiłem jednak tego zmienić.

Anna poważnie zaniepokoiła się jego stanem. – Zawsze miał taki życiowy power, był człowiekiem sukcesu, to dzięki niemu mieliśmy wszystko. Mówiłam mu, żeby więcej odpoczywał. Tygodniowy wyjazd do ośrodka spa niewiele pomógł. Andrzej tracił energię, stawał się coraz bardziej rozdrażniony. Schodziłam mu z drogi, a o seksie właściwie zapomnieliśmy. Byłam załamana i trochę na niego zła, ale nie miałam pomysłu, co robić.

Komentarz psychologa: W procesie dojrzewania obserwujemy, w jaki sposób zachowują się i jakie wartości wyznają nasi rodzice, członkowie rodziny, nauczyciele oraz inne ważne dla nas osoby. Przyswajamy sobie ich sposób patrzenia na świat, ich postawy i potem, jako dorośli, staramy się je realizować. Okazuje się jednak, że wypełnianie określonych ról: rodzinnych, środowiskowych czy społecznych, może nie wystarczać do satysfakcjonującego życia. Czasami budzą się w nas pragnienia i tęsknoty, z którymi się nie utożsamiamy, które są nam obce. Płyną one ze sfery nieświadomej. Wtedy przeżywamy wewnętrzne konflikty między ustalonymi dotychczas ramami tożsamości a nowymi siłami, które domagają się uwagi. Początkowo napięcie czy złe samopoczucie związane z tymi procesami składamy na karb pośpiechu i przepracowania. Jednak nasze ciało, nasz organizm mówi do nas o czymś ważniejszym niż tylko konieczność odpoczynku. O potrzebie odkrycia siebie.

Jak młody bóg

To wydarzyło się na bankiecie zorganizowanym przez firmę farmaceutyczną, współpracującą z kliniką Andrzeja. Monika była początkującą aktorką. Uśmiechała się do Andrzeja zalotnie, on donosił kolejne kieliszki wina, rozmowa stawała się coraz bardziej swobodna.

– Nie wiem, jak to się stało, ale wyszliśmy razem i wieczór skończył się seksem w hotelu – mówi Andrzej. – To się kłóciło z zasadami, które wyznawałem. Ale jakaś siła, mocniejsza ode mnie, popchnęła mnie do tego kroku. Przy Monice zapomniałem o problemach z erekcją. Było wspaniale.

Spotkał się z nią kilka razy. Potem była Kasia, następnie Julia, Anna... Andrzej przy tych pięknych, żądnych przygód kobietach czuł się jak młody bóg, wiedział, że żyje. Przez kilka miesięcy.

– Gdy uprawiałem z nimi seks, świat wydawał mi się piękny, a ja byłem taki lekki, swobodny... wolny. To dziwne, bo przecież łamałem własne zasady, za które wcześniej dałbym się pokroić – wyznaje. – Dopiero w domu dopadały mnie wyrzuty sumienia. Przy świątecznym stole, w obecności rodziców, teściów i synów czułem się niezręcznie. Albo ogarniał mnie pusty, wewnętrzny śmiech, albo oskarżałem się o podłość.

– Przeczuwałam, że coś jest nie tak – mówi Anna. – Nigdy go takim nie widziałam, zachowywał się absurdalnie. Śmiał się z tego, co wcześniej go nie śmieszyło. A potem stawał się jakiś zasadniczy. We mnie natomiast narastała złość. Chciałam, żeby był taki jak dawniej – przewidywalny, ułożony, odpowiedzialny. To dawało mi poczucie bezpieczeństwa. Teraz je straciłam. Nasze życie erotyczne praktycznie przestało istnieć. Wszystko to wzbudzało moje podejrzenia, że Andrzej mnie zdradza.

Olśnienie

Kiedy górę wzięły wyrzuty sumienia, Andrzej udał się do psychoterapeuty. Przez kilka tygodni podczas sesji pracował nad napięciem, które czuł, zanim zaczęły się kłopoty z erekcją. Ich źródło znalazł w schemacie rodzinnym, przymusie, żeby się wykazywać, być poprawnym i zawsze gotowym do działania, zdobywania.

– Zachowywałem się tak jak ojciec, bo chciałem sprostać jego oczekiwaniom. Jego i całej rodziny – mówi Andrzej. – Wydawało mi się, że nie ma dla mnie innej drogi, nawet nie zastanawiałem się, co mógłbym innego robić. Liczył się jedynie wytyczony kierunek i wysokie obroty, żeby w nim podążać. Swoją pasję do podróży traktowałem lekceważąco, jak szczeniackie zachcianki. Byłem niewolnikiem powinności. Trawnik przed domem musiał być równo skoszony, oszczędności na koncie miały rosnąć, a plany na najbliższe tygodnie być dopięte na ostatni guzik. Wyrabiałem się w tym życiu znakomicie, tylko po co?

Pod wpływem terapii Andrzej sam przed sobą przyznał, że praca chirurga plastycznego zaspokaja ambicje, natomiast nie przynosi radości i spełnienia. Podobnie jak tenis i bywanie na bankietach. Przeszkadzała mu sztywna atmosfera panująca w tych miejscach. Zrozumiał, że nie czuł się dobrze w tego typu sytuacjach, ale zagłuszał swoje odczucia.

– Podczas jednej sesji, gdy pracowałem z ciałem, doznałem olśnienia – opowiada. – Ten uwięziony aspekt mnie oznaczał odpuszczenie, wyluzowanie.

Brak wzwodu to właśnie ucieleśniał. Terapeuta poprosił, żebym wczuł się w podobny stan, spróbował zachowywać się tak, jak moje zawodzące ciało. Pomyślałem – co za śmieszny pomysł! Chciałem mój defekt zlikwidować, a nie wczuwać się w niego! Na początku ćwiczenia czułem się nieco idiotycznie, jednak w pewnej chwili coś we mnie przeskoczyło. Wszedłem w stan trochę podobny do choroby, kiedy w gorączce i bezsilności macha się ręką na wszystko, co jeszcze wczoraj wydawało się tak ważne. Błogi stan, że nic nie muszę, rozlał się po całym moim ciele. Poczułem się naprawdę super. Chciałem tak pozostać dłużej, może na zawsze. Terapeuta spytał: „Dlaczego nie? Czemu nie miałbyś w taki sposób podchodzić do życia?”. Pomyślałem, że nic nie rozumie, że żona, dzieci, obowiązki, klinika, kariera. A potem zrozumiałem, że to ja nic nie rozumiem. Że znów myślę starym sposobem, a przecież można żyć inaczej.

Komentarz psychologa: Ciało jest tłumaczem naszego wnętrza. Poprzez nie manifestują się różnorodne procesy psychiczne. Leżą one u podłoża symptomów, na przykład: przewlekłego bólu głowy, chronicznych napięć mięśniowych, zaburzeń układu pokarmowego, wyczerpania czy różnego rodzaju problemów dotyczących życia seksualnego. W takich przypadkach leczenie dolegliwości tylko na poziomie medycznym nie rokuje zbyt dobrze, ponieważ niezrozumiane podłoże psychiczne będzie je cały czas zasilać lub wytwarzać coraz to nowe. Konieczne jest działanie na obu płaszczyznach: zarówno ciała, jak i psychiki. Właściwie ukierunkowana praca z danym symptomem prowadzi do istotnej zmiany. Potrzeba trochę odwagi, by odczytać ten swoisty list od wewnętrznego procesu człowieka. Jednak, gdy wiadomość zostanie odebrana i wskazówka rozwojowa podjęta, zaczniemy żyć w pełniejszy sposób, z większą świadomością. Wtedy, być może, również problem fizyczny, od którego wszystko się zaczęło, zniknie. Takie podejście sprawdziło się w przypadku Andrzeja. Zaburzenia erekcji były informacją, że potrzebuje uwolnienia się od wewnętrznych i zewnętrznych oczekiwań. Kiedy sobie to uświadomił, gdy odnalazł w sobie przyzwolenie, by żyć w zgodzie ze sobą, a poza wymaganiami rodziny i społeczeństwa, proces odpuszczania przestał manifestować się poprzez sferę seksualną.

Czułam się winna

Tymczasem Anna, zaniepokojona zmianami w zachowaniu Andrzeja, natrafiła na dowody jego zdrad. Jej świat się zawalił. Chciała, by mąż wyprowadził się z domu, to znów groziła, że jeżeli odejdzie, to ona popełni samobójstwo. Urządzała na przemian histeryczne awantury lub wpadała w depresyjne nastroje. Andrzej, przerażony stanem żony, zaproponował terapię małżeńską. Poszli, bo jeszcze im na sobie zależało.

– Przy tobie trudno było mi być zaradną – powiedziała do męża w obecności psychoterapeuty. – Byłeś taki silny, nieskazitelny. Czułam się gorsza, zamknięta w domu, skazana na nudne, rutynowe czynności. Zawsze byłam o ciebie zazdrosna. Bałam się, że nie jestem atrakcyjna. Czułam się winna naszych problemów w łóżku.

– A mnie się wydawało, że wymagasz ode mnie tego, żebyśmy żyli na jak najwyższym poziomie, że nie mogę zawieść ciebie i dzieci – odbił piłkę Andrzej.

W toku dalszej terapii okazało się, że zarówno Andrzej, jak i Anna nie żyli własnym życiem, tylko rodzinnymi skryptami. Matka Anny zajmowała się wychowywaniem trojga dzieci, jej mąż był prawnikiem. Córka poszła w jej ślady, choć skrycie marzyła, by prowadzić własną aptekę. Przecież po to skończyła studia.

Natomiast Andrzej tak naprawdę chciał podróżować: – Nie wiem, jak do tego doszło, ale znaleźliśmy odwagę, żeby zmienić życie – opowiada Andrzej. – Rzuciłem pracę w klinice, przeprowadziliśmy się do mniejszego domu i zainwestowaliśmy w aptekę dla Anny oraz biuro podróży dla mnie. Nasze małżeństwo odżyło. Żona stała się silna – dobrą siłą – i przez to atrakcyjna. Gdy otwierała swoją wymarzoną aptekę, była pełna radości życia. Odmłodniała, schudła. Cudownie było wracać do niej z podróży. Nasz seks nigdy wcześniej nie był taki udany.

– Ku mojemu zdziwieniu, zobaczyłam w Andrzeju chłopca, takiego rozrabiakę, który mnie rozśmiesza i zaskakuje. Także w sypialni. Nie mogłam się doczekać jego powrotów.

Komentarz psychologa: Problemy z jakością życia seksualnego warto rozpatrywać w szerszej, ponadindywidualnej perspektywie. Wymagania czasów, w których żyjemy: pośpiech, napięcie, życie według wytyczonych norm – powodują, że nasze doświadczenia wewnętrzne są marginalizowane i ignorowane. Ale te wartości nie giną – istnieją w odleglejszych wymiarach wewnętrznych, wyparte do nieświadomości. Stamtąd dochodzą do głosu np. poprzez sferę seksualności. To potężna, pierwotna dynamika, siła instynktu, której nie da się ani stłumić, ani odciąć.

Jarosław Józefowicz: psycholog, psychoterapeuta, seksuolog. Prowadzi terapie indywidualne, par i małżeństw, pracuje z dziećmi, rodzinami, grupami, organizacjami. Prowadzi treningi psychologiczne, grupy i warsztaty, zajęcia rozwojowe.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze