1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. "Jeśli tylko się postaram…" - kobiety w toksycznych związkach

"Jeśli tylko się postaram…" - kobiety w toksycznych związkach

Tłumacząc i broniąc partnera kobieta tak naprawdę broni siebie przed zmianą. Nie czuje dość sił, aby odejść. Pojawia się lęk: „Co ja zrobię, gdy będę sama?”.(Fot. iStock)
Tłumacząc i broniąc partnera kobieta tak naprawdę broni siebie przed zmianą. Nie czuje dość sił, aby odejść. Pojawia się lęk: „Co ja zrobię, gdy będę sama?”.(Fot. iStock)
„On ma zawsze rację. Muszę być taka, jaką on mnie chce. Wyglądam nie tak, jak trzeba, mówię nie to, co trzeba. Niewłaściwie się zachowuję. Już nie wiem, jaka mam być i co mam zrobić, żeby było dobrze”. Kobieta, która żyje w toksycznej relacji, traci własne życie, traci orientację, kim jest – mówi psychoterapeutka Janina Węgrzecka-Giluń.

Oto opowieść jednej z kobiet: „Leżałam na kanapie, mogło wyglądać, że śpię. Wszedł mój mąż z kolegą. Kolega zapytał, wskazując na mnie: "To twoja żona?". Mój mąż odpowiedział: "Takie byle co, ale żona". Trudno opisać, jak się czułam, jak zero, nikt”. Ta kobieta od lat znosi przemoc emocjonalną, pogardę. Trudno w to uwierzyć, ale jest profesorką na uczelni.
Być może liczy na to, że jeśli będzie postępować tak, jak chce tego jej partner, coś się zmieni, związek się naprawi. Więc się stara. Być może czuje się winna sytuacji, w której się znalazła. Otoczenie może ją w tym utwierdzać, może usłyszeć od kogoś z rodziny czy znajomych: „A może to ty niewłaściwie postępujesz?”. Jeśli jest w relacji z mężczyzną o rysie psychopatycznym czy narcystycznym, może być jej trudno rozeznać się, w jakim jest położeniu. Tacy mężczyźni mają problem z odczuwaniem i nazywaniem własnych uczuć, nie potrafią też wczuć się w uczucia innych. Nie są skłonni, aby się w nie angażować. Zdarzają im się natomiast szczególnie na początku relacji gwałtowne uniesienia: „Tak cię kocham, zaufaj mi, tylko ze mną będziesz szczęśliwa, ja cię odgrodzę od zła tego świata”. Kobieta myśli: „Boże, co za miłość! On tylko o mnie myśli!”.

Romantyczna miłość jak w filmach.
Cena poddania się takiej miłości jest wysoka: trzeba spełniać oczekiwania. Na przykład takie, żeby nigdzie nie chodzić bez niego, ograniczyć do minimum kontakty ze swoją rodziną i przyjaciółmi. Taki mężczyzna autorytarnie stwierdza, w co kobieta powinna się ubierać, co czytać, jak spędzać czas. Najlepiej, gdy spędza go tylko z nim, bo to dla nich najlepsze. „Gdzie będziesz chodzić? W naszym gniazdku jest najlepiej”. Robi wszystko, aby kobieta nie rozwijała swoich zainteresowań, nie pozyskiwała znajomych, bliskich ludzi, ponieważ to są siły, które mogą zagrozić jego pozycji. Chce ją mieć cały czas przy sobie, objaśnia jej świat, pokazuje, co dobre, a co złe, tym samym stwarza jej pozorne poczucie bezpieczeństwa. Świat na zewnątrz ich związku przedstawia jako wrogi i zagrażający. Jeśli kobieta ma wysoką pozycję społeczną, jest lekarką, dziennikarką, pracuje na uczelni, mężczyzna może być zazdrosny o jej sukcesy, może umniejszać jej osiągnięcia, ignorować je albo ośmieszać.

Czuje się zagrożony.
Niech ona nigdzie nie chodzi, bo zacznie paplać o mnie, o tym, co ja robię, a z tego mogą być kłopoty, może jej na przykład przyjść do głowy głupi pomysł, żeby mnie rzucić. A przecież jest mi tak dobrze i wygodnie: sprząta, daje mi jeść, chodzi ze mną do łóżka, mówi i robi to, co ja chcę. A że mam na boku kogoś jeszcze, co jej do tego? Życie kobiety jest zamknięte w puszce, do której klucz ma mężczyzna; zamyka i otwiera, kiedy chce. Kobieta czuje się nieustannie do czegoś zobowiązana. Partner ma nad nią władzę, może nią manipulować, zarządzać jej życiem. Gdy nie spełnia jego oczekiwań, jest karana: on chowa się za murem obojętności. Jest jakby za zasłoną z pleksi, widać go, ale nie można do niego dotrzeć. Kobieta ma się starać, nie wiadomo jak długo, może kiedyś uda jej się nawiązać z nim kontakt, może on na to pozwoli, a może nie. Jeśli próbuje rozmawiać, wyjaśniać, szukać porozumienia, słyszy: „To wszystko przez ciebie”.

Czuje się winna.
Jest szantażowana. Gdy zaczyna się wahać, czy z nim być, czy odejść, słyszy: „Jeśli ode mnie odejdziesz, zrobię sobie krzywdę”. I grozi: „Pożałujesz, jak mnie zostawisz”. Chodzi o to, aby kobieta miała przekonanie, że między nimi jest źle, ponieważ to ona zawiniła. Ludzie o rysie psychopatycznym w żadnym wypadku nie wezmą na siebie odpowiedzialności za to, co robią. To ona się beznadziejnie ubiera, porusza i zachowuje, jest głupia. Jest narażona na wyzwiska, poniżanie, obrażanie, dezawuowanie wartości osobistej. Także wśród ludzi, na imprezach towarzyskich mężczyzna pozwala sobie na niewybredne żarty, ośmiesza jej słabe strony. Tym samym umacnia swoją kontrolę i władzę. Im bardziej robi z niej ofiarę, tym bardziej ona czuje się słaba i bezradna. Gdy kobieta szykuje się do wyjścia, maluje się, ubiera, on dostaje ataków szału. Podejrzewa, że ona celowo ubiera się w taki sposób, żeby go zdradzić, oszukać. Ponieważ sam kłamie, uważa, że jego partnerka też kłamie. Kobieta mówi prawdę o tym, gdzie była i co robiła, ale tego typu mężczyzna będzie snuł daleko idące interpretacje, będzie nieustannie podważał jej wiarygodność, pokazując, że naraża ich związek na ryzyko. Z czasem kobieta uczy się kłamać, aby unikać awantur.

Nie widzi zagrożenia?
Na początku może nie zauważać niczego niepokojącego, ponieważ on deklaruje miłość, dzwoni kilkanaście razy dziennie, twierdzi, że nieustannie się o nią martwi. Z czasem jednak kobieta zauważa, że czuje się jak w matni, pogrąża w toksycznej relacji. W toksycznej relacji nie mamy poczucia bezpieczeństwa. Związek oparty jest na niepewności, chaosie, rozpadzie prawdziwej więzi. W takim związku kobieta czuje pustkę i samotność, mimo że może być symbiotycznie zrośnięta z partnerem. Partner jest obok, ale nie ma dostępu do jego świata, wszystko jest pod jego kontrolą, jego potrzeby są najważniejsze. Ten związek miał kobietę zbawić, zaspokoić wszelkie potrzeby, a tymczasem tak się nie stało. Coraz częściej czuje się rozczarowana i zła, może też zacząć chorować. Jeśli nie zbuntuje się od razu, potem może być trudniej odejść, ponieważ traci siły zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Jest uzależniona od miłości do niego, tłumaczy go: „On taki biedny. Sfrustrowany. Zdenerwował się w pracy. Koledzy mu zrobili przykrość, dlatego jest nieprzyjemny. Miał awansować, ale mu się nie udało”. Kobieta racjonalizuje, znajduje mnóstwo różnych powodów, żeby nie stracić związku. Nie chce się przyznać przed sobą, że jest w dramatycznej sytuacji, doświadcza upokorzeń, strat. Myśli: „No, może rzeczywiście ja jestem winna. Może nie powinnam podchodzić do niego i przeszkadzać mu, gdy czytał gazetę. Zdenerwował się przeze mnie. Może nie powinien aż tak krzyczeć, ale pewnie był bardzo zdenerwowany, skoro tak zrobił?”. Jest mnóstwo codziennych sytuacji, w których kobieta zarzuca sobie, że nie dość dobrze zrozumiała intencje partnera i on ma prawo być niezadowolony. Pociesza się: „Ale tydzień temu nie było tak bardzo źle, więc może za tydzień też nie będzie najgorzej?”. Tłumacząc, broniąc partnera, tak naprawdę broni siebie przed zmianą. Nie czuje dość sił, aby odejść. Pojawia się lęk: „Co ja zrobię, gdy będę sama?”.

Lęk przed samotnością.
Kobieta jest bardzo samotna w takim związku, tylko tego nie widzi, bo ma mężczyznę. Dużą rolę odgrywają tu stereotypy społeczne. Na przykład przekonanie, że wartość kobiety zależy od tego, czy ma mężczyznę, czy nie. Często się z tym spotykam. Albo przekonanie wyniesione z domu rodzinnego: o mężczyznę trzeba dbać, bo jest jak dziecko. Albo to, że wygląd męża i to, jak on się zachowuje, świadczy o kobiecie. Gdy coś źle dzieje się w małżeństwie, kobieta może usłyszeć: „Może nie zasłużyłaś na lepsze traktowanie? Co złego robisz?”. To są, oczywiście, skrajne postawy, ludzie rozsądni tego nie powiedzą, jednak stereotypy, które panowały w rodzinie, nie zawsze łatwo wykorzenić. Niektóre kobiety czerpią poczucie bezpieczeństwa z samego faktu, że są żonami, że funkcjonują w tej roli. No i, oczywiście, zależność finansowa, znaczenie ma także wysoki status społeczny mężczyzny. Jestem w klatce, ale za to w złotej.

To są kobiety, które kochają za bardzo.

Myślą, że gdy przychylą mu nieba, wyręczą go ze wszystkiego, będą czujne na jego potrzeby – zapiszą do lekarza, zadzwonią do pracy, że on się spóźni, wybiorą mu krawat, majtki, zrobią obiad, jaki lubi, załatwią wczasy, to on będzie kochał. Przecież jestem taka dobra, tak bardzo się o niego troszczę, pokazuję, że go kocham, no to chyba mnie nie odrzuci? Dużą rolę odgrywają tu deficyty i urazy z dzieciństwa, destrukcyjne modele rodzinne. Jeśli dziewczynka była odrzucana przez rodziców, nie była kochana, musiała zasługiwać na miłość i o nią zabiegać, w dorosłym życiu powiela ten wzór. Staje się niewolnicą miłości, byle tylko nie zostać odrzucona.

„Jestem od niego uzależniona, jestem w potrzasku”. Kiedy rodzi się taka świadomość?
To dla kobiety trudne do przyjęcia. Współuzależnienie kojarzy jej się z uzależnieniem od alkoholu, narkotyków, hazardu. A na tym ciąży rys społeczny, to jest samo dno. Musiałaby się przyznać do choroby, słabości, upadku, do tego, że sobie nie poradziła w życiu, że jest bezradna wobec potrzeby miłości i poczucia bezpieczeństwa. Mocne doświadczenie. To jak współuzależnienie od alkoholika. Cała rodzina skupia się na osobie uzależnionej, wierząc, że jeśli będziemy się dostatecznie starać, on wyzdrowieje. Ale w końcu staje się jasne, że choć się staram, jego zachowanie i tak się nie zmienia. Wtedy jest szansa, że dojdzie do głosu złość i bunt. Kobieta, która żyje w takim związku, nie ma wykształconej tożsamości związanej z istnieniem w świecie. Ma silną potrzebę przynależności do kogoś. Ma słabe granice, przepuszczalne, nie umie ich stawiać. Nie potrafi zareagować na przemoc słowną, autorytarność. Nie potrafi powiedzieć: „Nie zgadzam się”. Nie potrafi bronić swoich poglądów, łatwo można ją zepchnąć na dalszy plan. I choć kiedyś potrafiła wyrażać swoje myśli i potrzeby, z czasem traci taką zdolność. Zaczyna rozumieć, że to nie ona jest najważniejsza w tym związku.

Mężczyzna w swoim postępowaniu nie widzi niczego niewłaściwego?
Ci o rysie narcystycznym są skupieni na sobie, na swoim wewnętrznym świecie i czujni na reakcje świata zewnętrznego wobec nich. Wydaje się, że tacy ludzie jako dzieci byli rozpieszczani, wszystko dostawali, dlatego teraz mają roszczeniową postawę wobec świata. Niekoniecznie. Mogło być tak, że doznali w życiu wiele cierpienia, krzywdy i bólu, i teraz za wszelką cenę próbują udowodnić sobie i wszystkim wokół, że jednak są coś warci, nie są zerem, nikim. Dlatego stawiają siebie na pierwszym miejscu, grają w teatrze jednego aktora, chcą być ważni i potrzebni, warci uwagi.

Rozpaczliwie walczą o siebie.
Nie widzą i nie słuchają innych. Gdy mówimy coś do takiej osoby, ona od razu przerywa i zaczyna mówić o sobie, wtrąca swoje komentarze, pokazując siebie, swoje zdanie, swoje życie, pozycję, mądrość. Jej „ja” jest wyolbrzymione.

Co mówią takie kobiety, gdy przychodzą po pomoc?
Czuję się samotna. Czuję wewnętrzną pustkę. On ma zawsze rację. Nie pomaga mi. Nie rozmawia ze mną wtedy, kiedy ja tego potrzebuję. Muszę być taka, jaką on mnie chce. Gdy robię to, co on chce, też nie jest zadowolony. Wyglądam nie tak, jak trzeba, mówię nie to, co trzeba, nie potrafię zachować się w towarzystwie. Zawsze przegrywam. Już nie wiem, jaka mam być i co mam zrobić, żeby było dobrze.

Kobieta już wie, że potrzebuje wsparcia – przełomowy moment.
Pragnie ocalić resztki godności. Jednak boi się budować własne życie, ponieważ straciła nad nim kontrolę. Straciła orientację, kim jest. Słyszała tyle pogardliwych komunikatów na swój temat, że przestała w siebie wierzyć. Nie wie, czy jest wartościowa, czy nie, czy jest atrakcyjna, czy może się podobać. Budujemy program zmiany. Uświadamia sobie swoje stare wzorce; dlaczego tak bardzo się stara, dlaczego tak bardzo chce zasłużyć na miłość, dlaczego wykształciła tak nadmierną potrzebę związku z tym właśnie partnerem. Poznaje swoje ograniczenia, które pozwolą jej wyplątać się z sieci niezaspokojonych potrzeb, z pułapki, w której utkwiła.

Zmiana może być bolesna.
Kobieta mówi: „No dobrze, ja zacznę się zmieniać. Ale co mam właściwie robić? Dokąd pójdę? Nie mam już żadnych znajomych ani przyjaciół. Kiedyś miałam, ale przestałam dbać o te relacje, bo mój partner chciał mnie tylko dla siebie. Wtedy mi się to podobało… Rodzina też nie chce się ze mną kontaktować, bo już tyle razy radzili mi, co mam robić, a ja ciągle robię to samo. Jak mam wyjść do świata? Kto mnie przyjmie?”. Przez lata słyszała przecież: „A kto ciebie zechce? Do niczego się nie nadajesz”. Stopniowo krok po kroku kobieta odbudowuje poczucie własnej wartości, nawiązuje relacje z ludźmi, uczy się akceptować siebie, także własne słabości i błędy. Uczy się radzić sobie z różnymi problemami, z kryzysami. Uczy się lubić i szanować siebie. W pierwszej kolejności jednak wzmacniamy zasoby, ustanawiamy granice, żeby mogła skutecznie ochronić siebie przed przemocą. Uczy się wyrażać niezgodę i radzić sobie z reakcją partnera. Musi też zobaczyć siebie, zanim powie „nie” partnerowi. Musi zrozumieć, na czym polega toksyczność związku, dlaczego w nim tkwi, i nie może się wyplątać, jakich potrzeb nie realizuje i jakie to ma skutki. Musi poczuć, że coś znaczy, że jest osobą, która może i powinna zawalczyć o swoje miejsce w życiu. Niekoniecznie związek musi iść na straty, ale kobieta musi przestać bać się wyrażać siebie. Przekraczanie lęków i ograniczeń wyniesionych z przeszłości może być przygodą w poszukiwaniu siebie i straconego szczęścia. Nie jesteśmy sami w świecie. Są instytucje, w których można uzyskać pomoc, są grupy dla współuzależnionych, można iść na terapię. Szczególnie pomocne są grupy, ponieważ zyskujemy wiedzę, że nie jesteśmy odosobnione w tym, czego doświadczamy i co przeżywamy, wiedzę o tym, w jaki sposób inni sobie radzą, wspólnotę. Źródła wsparcia to także nasze mocne strony, miłość płynąca od dzieci, od innych, zasoby finansowe, jeśli są. A także nasze marzenia, które czekają na spełnienie.

Janina Węgrzecka-Giluń terapeutka, trenerka, absolwentka Studium Terapii Uzależnień i Współuzależnienia. 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Toksyczny? Socjopata? Sprawdź mężczyznę na początku związku

Kobieta w toksycznym związku całą energię wkłada w staranie o to, żeby być taką, jaką PAN sobie życzy.(Fot. iStock)
Kobieta w toksycznym związku całą energię wkłada w staranie o to, żeby być taką, jaką PAN sobie życzy.(Fot. iStock)
Mężczyźni robią tylko to, na co im pozwalamy lub dają nam to, czego chcemy. Naprawdę więc warto wiedzieć, czego chcemy.

  • Socjopata to osobnik, który wie, czego kobiety potrzebują i daje to tylko po to, żeby coś osiągnąć, a nie że po prostu chce to dać. Rachunek za to jest potem bardzo wysoki.
  • Niewinna kobieta, a szczególnie ta bardzo spragniona miłości jest bardzo łatwym łupem – czytaj 90 procent kobiet.
  • Kobieta taka zostaje zaczarowana, upita, zahipnotyzowana tym wszystkim, co chciała usłyszeć na swój temat. Socjopacie bardzo łatwo jest mówić takie rzeczy, słodzić i obiecywać, ponieważ wie, że nic z tego nie da – więc obiecać może wszystko.
  • Normalny facet nie obiecuje, bo by się czuł głupio, gdyby tego nie dał lub czuje, że może tego nie dać, albo nie wie jeszcze lub czułby się zobligowany.
  • Socjopata żeruje na głodzie kobiet i ich braku doświadczenia. Bardzo dobrze by było, żeby każda „poznała” takiego i nauczyła się łatwo rozpoznawać, bo jest ich sporo.
  • Więc po pierwsze, nie spieszyć się. Jest to bardzo trudne dla tej, która tak bardzo już czeka i jest głodna...
  • Więc pierwsza zasada, powściągać siebie i swoje uczucia.
  • Jeśli nie umiesz tego zrobić na początku i wpadasz jak śliwka w kompot, w zakochanie, podaruj sobie ten stan, ale po jakimś czasie bardzo uważnie siebie zapytaj: „No dobrze, już się trochę zanurzyłam, a teraz wychylam głowę na powierzchnię i zaczynam obserwować, co tu się dzieje takiego, że tak bardzo chciałam wpaść?”.
  • Zacznij go sprawdzać, na przykład prośbami o przysługi, zapoznaj go z brzydką koleżanką i zobacz, jak się będzie do niej odnosił, lub z bardzo ładną.
  • Odmów mu parę razy.
  • Sprawdź, ile miał żon i ile dzieci po drodze – sprawdź, co one o nim sądzą (gdy masz okazję – naprawdę tego słuchaj). Słuchaj też, co on mówi o swoich byłych.
  • Socjopata po okresie uwodzenia nudzi się swoją ofiarą i zaczyna sprawiać sobie przyjemności, czyli się znęcać – musi sobie przecież odkuć ten okres inwestycji w nią – kretynkę. Zauważysz wtedy moja droga, że wśród komplementów będą zdania typu: „jesteś za gruba”, „zobacz jak tamta wygląda” i ty nieszczęśnico, zaczniesz się starać – „Boże, on ma rację, jestem głupia i za gruba, muszę nad sobą pracować...”. I co zaczynasz robić? Kopać sobie własny grób. A trzeba jemu spokojnie powiedzieć: „Widziały gały, co brały”.
  • Jak działa psychopata? Mówisz mu: „Jest mi przykro, jak tak do mnie mówisz”, a on ci na to: „To się postaraj, to nie będę musiał tak do ciebie mówić”. Wyjechał, nie wrócił wtedy kiedy miał wrócić, obiecał że się odezwie, nie odezwał się, poniża cię coraz bardziej, raptem jesteś nieinteligentna, gorsza niż inne, on nagle nie ma pieniędzy, nic nie kupuje, nic nie załatwia. Jest coraz bardziej wściekły i niezadowolony, odcina cię od koleżanek, właściwie od wszelkich atrakcji, już nie pomaga ci i nie współczuje, za to ma pretensje, że jesteś wymagająca i leniwa. Jak mówisz, że się źle czujesz, to on mówi, że to twoja wina – i tu niestety ma rację...
  • Jeśli będzie eskalować wymagania – a będzie, to już wie- my, że to jest ten przypadek – psychopata nam się trafił. I jeszcze dwa, trzy sprawdziany dla pewności i pana wysyłamy na drzewo, a same wracamy do domu – do siebie.
  • Psychopaty nie uleczy żadna miłość. On kocha władzę.
  • Kobieta psychopaty gaśnie w oczach. Jak na początku świeciła i rozkwitała i wszystkie jej zazdrościły, to teraz więdnie i to w szybkim tempie. W oczach ma lęk i błaganie – oszczędź... Ale on jest bez litości, ponieważ tym się właśnie karmi – swoją złą mocą. A najgorsze jest to, że ona ciągle czeka, że on będzie taki jak przedtem i w dodatku wierzy, że to się stanie. Całą energię wkłada w staranie o to, żeby być taką, jaką PAN sobie życzy.
  • Jest to uzależnienie porównywalne do heroiny. Żeby utrzymać swoją władzę kat od czasu do czasu dokarmia swoją ofiarę – dobrym słowem, komplementami, obietnicą ślubu, podziwem – żeby mu starczyła na dłużej i zbyt szybko nie umarła albo się nie zabiła.

Siłę manipulowania świetnie zobrazuje takie doświadczenie: mamy dwie beczki z wodą; w każdej z nich pływa myszka. W jednej z beczek pływa, pływa, pływa aż w końcu się topi. W drugiej beczce wkładamy myszce patyczek, którego ona się chwyta na chwilę, ona odpoczywa, my patyczek wyjmujemy. Wkładamy ten patyczek co jakiś czas, nieregularnie. Myszka bardzo, bardzo długo pływa. Dużo więcej wytrzymuje niż tamta bez patyczka. Rozumiesz, o co tu chodzi? Ona ma nadzieję, że patyczek ją uratuje i że warto czekać. Lepiej szybko sobie zdać sprawę, że patyczek jest właśnie po to, żebyś jak najdłużej wytrzymała w koszmarnej dla ciebie sytuacji, która i tak skończy się tragicznie. Trzeba uciekać i to od razu. Nie można chwytać się patyczka – iluzji. Gdyby miał być ratunkiem, uratowałby od razu i nie kazał się tak długo męczyć. Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet zaczynają od doprowadzenia kobiecości do absurdu, reklamiarskiego absurdu. „Jesteś godna najlepszych perfum, jesteś inna niż wszystkie, masz wyjątkowe ciało – żadna takiego nie ma, tylko ty tak potrafisz prezentować luksusowe rzeczy, jesteś mądra, masz starą duszę...”. Taki cwaniak wie, co każda kobieta chce usłyszeć, ponieważ sprawdza twoje reakcje i jest nastawiony na czytanie ciebie – czym cię porazi najbardziej. Jednej powie, że jest najpiękniejsza, a drugiej – że jest najmądrzejsza. A prawda jest taka, że jesteś inna niż wszystkie, ale też jesteś taka jak wszystkie.

Piękna, ale nie najpiękniejsza, mądra, ale nie najmądrzejsza i tak dalej, i tak dalej. On tymi super adoracjami nakręca ciebie na nierealne pragnienia, na nierealną samoocenę i tym mu łatwiej, o ile gorzej o sobie myślisz. Dziewczyny źle myślące o sobie marzą, żeby być naj, a nie żeby być zwykłą, normalną dziewczyną. Wydaje im się, że z dna swojej biedy wewnętrznej muszą się wznieść na wyżyny, żeby tej biedzie zaprzeczyć. Podczas gdy realność jest taka, że jestem OK. Ale to się wydaje takie nudne... Normalny facet chce normalnej dziewczyny; zwyczajnej, średniej, pasującej do niego.

Socjopata nie może mieć normalnej dziewczyny, bo ona go obnaży i zostawi. Jeśli powie: „A jakaż pani jest niezwykła...”, normalna kobieta odpowie: „Niech pan nie przesadza” lub: „Wiem, dziękuję”, a głodna odpowie: „Naprawdę?” z błyskiem w oku... I poczuje się nagle wreszcie doceniona i odkryta... I on to świetnie zobaczy. Ale nie po to władował dziewczynę w dobre samopoczucie, żeby jej było dobrze i żeby z tym została, tylko po to, żeby mieć nad nią władzę. Do czego używa tej władzy? A do czego używają władzy ci, którzy jej pragną? Do manipulowania i wykorzystywania ludzi – i niszczenia ich na końcu. Najłatwiej niszczyć taką, która i tak o sobie źle myśli, bo zrobi to za nas. Wystarczy zagrozić jej, że znowu będzie niezauważona i niczyja, a już służy na dwóch łapkach. Niestety kobiety o takim pokroju obdarzają kata szczególną mocą zamiast go odrzucić.

Najczęściej taka dziewczyna miała ojca tyrana, o którym nie wiedziała, że jest nadmuchanym balonem przez lęk jej matki. Myślała o nim, że jest supersilnym bogiem tylko niedobrym dla niej, bo ona nie spełnia jego oczekiwań. Marzyła, że kiedyś jej bóg zobaczy jak bardzo ona go kocha i jak bardzo czeka na dobre słowo – tatuś tego nie powiedział, ale nasz socjopata tak. Spełnia on jej marzenie i staje się czymś niebywale potrzebnym i istotnym. Nareszcie jej lata męki, udręki i nadziei zwróciły się. Powodem braku samoakceptacji może też być dla dziewczyny, toksyczna, niekochająca matka. Przeczytajcie Suzan Forward „Matki, które nie umieją kochać” i Karyl McBride „Nigdy dość dobra”.

Rozumiecie jak trudno potem z tego zrezygnować, jak trudno to podważyć, jak trudno wrócić z powrotem do bycia nierozpoznaną, niezadowoloną, nieważną, żadną...

Rozwiązanie jest gdzie indziej – nie w mężczyźnie.

Chyba że spotkasz i zgodzisz się na normalnego, poczciwego chłopaka i pozwolisz mu się trochę podleczyć i przyjmiesz jego miłość bez fajerwerków. Trochę się ukoisz, trochę się nakarmisz, ale resztę i tak musisz zrobić sama. Bowiem masz się rozliczyć ze swoją przeszłością, która jest źródłem twojej wewnętrznej biedy – najważniejszym źródłem. Nie możesz zrobić tego sama – bo jakbyś mogła, to byś zrobiła.

Rzecz w tym, że najbliżsi ludzie nas skrzywdzili i potrzeba innych, życzliwych, żeby nas nauczyć miłości do siebie. Część z tego może dać partner, ale na pewno nie wszystko, część z tego mogą dać przyjaciółki, ale nie wszystko, bo nie są terapeutkami. Czasem rodzice przepraszają za przeszłość, ale to rzadkie. Można się tego nigdy nie doczekać, a poza tym nasi rodzice dają nam tyle, ile MOGĄ dać. Potrzebna jest porządna terapia, gdzie uleczymy największe rany z przeszłości i nauczymy się samoakceptacji. Tylko tak możemy wygrać z mężczyznami, którzy nienawidzą kobiet, że nie będziemy czekać na ochłapy od mężczyzny, tylko nauczymy się dawać sobie samej miłość.

Fragment książki "Instrukcja obsługi faceta". 

  1. Psychologia

Miłość źle pojmowana – dlaczego niektóre kobiety kochają „za bardzo”?

Kobiety „uzależnione od miłości” godzą się niemal na wszystko: zdrady, jego uzależnienie, przemoc… (fot. iStock)
Kobiety „uzależnione od miłości” godzą się niemal na wszystko: zdrady, jego uzależnienie, przemoc… (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
„Amor omnia vincit” z łaciny oznacza „Miłość wszystko zwycięża”. Tę zasadę wyznaje wiele kobiet „kochających za bardzo”. Wierzą, że niczym Piękna z bajki „Piękna i Bestia” są w stanie swoją miłością, cierpliwością i pełnym oddaniem, przemienić okrutnego potwora w prawdziwego księcia. A wtedy on, zapewni jej to, o czym tak skrycie marzy…

On starszy od niej około 15 lat, zamożny. Właściciel komisu samochodowego. Ona młoda, inteligentna, dwa fakultety, pracuje w korporacji. Poznają się u znajomych. On narzeka na żonę, musi się z nią koniecznie rozwieść, jest nieszczęśliwy, nie spełnia się jako mężczyzna, nie realizuje swoich marzeń. Przez to pije, ucieka do kolegów, gra w pokera i na automatach. Ona lubi porządek, domowe wypieki, mieszka z rodzicami, marzy, by się wyrwać z domu.

Po dwóch latach ona pogrążona jest w chaosie emocjonalnym, długach i bez pracy. Bierze leki na sen i na uspokojenie, chodzi do psychiatry, wygląda na wyczerpaną fizycznie i psychicznie. On pije, zdradza, nie wraca na noce. Rozwód jest wprawdzie w trakcie, ale dzieci i żona wciąż domagają się uwagi, pieniędzy, czasu.

Inna Ona; w małżeństwie 16 lat, jedno dziecko, duży dom. Inny On, dyrektor departamentu w banku, uzależniony od Internetu i alkoholu. Na pozór szczęśliwa rodzina. Mają pieniądze, dwa samochody, dziecko w prywatnej szkole, wakacje spędzają zawsze za granicą, zimą na narty, weekendy poza miastem. On zdradza ją od kilku lat, ona o tym wie, ale nie wie co zrobić. Chce mu pomóc w jego problemach w pracy i z uzależnieniem. Wierzy, że tylko dzięki niej on daje sobie radę. Ona nie może spać, wiecznie jest poddenerwowana, w stanie niepokoju. Nie ufa mu. Sprawdza telefon, pocztę, portfel. Nigdy nie wie gdzie jest jej mąż i co robi. Nie ma swojego życia, swoich pasji, zajęcia. Czeka. Gotowa do pomocy.

Obie panie trafiają na spotkania grupy samopomocowej dla kobiet „kochających za bardzo”. Tam, najpierw nieśmiało, później z coraz większą otwartością opowiadają o sobie i dowiadują się jak działa mechanizm uzależnienia od miłości.

Wszystkie te kobiety łączy wspólny mianownik – chęć pomocy, ratowania, troszczenia się o partnera. Warto jednak wiedzieć, że taki rodzaj pomocy może być też formą kontroli. Właśnie wtedy, kiedy w pełni zatroszczymy się o naszego partnera (czy ma on pracę, czy chodzi do psychoterapeuty, do lekarza, na spotkania AA, czy i co zje na obiad, czy ma nowy garnitur lub buty….) mamy jego i jego życie pod pełną kontrolą.

Sprawowanie kontroli nad otoczeniem, ma też funkcję ochronną dla nas samych. Pozwala nie zajmować się sobą, nie kierować uwagi na swoje wnętrze, swoje sprawy, uczucia i problemy. Pozwala odciąć się od siebie…, by nie zajmować się trudnymi sprawami dla nas samych. Stąd często kobiety wchodzą w związki zapewniające emocjonalny chaos, adrenalinę i w jakiś sposób, z góry, skazane na niepowodzenie.

Jednocześnie przestają wierzyć w swoją wartość. Stale odczuwają lęk, niepokój, a nawet panikę z obawy przed porzuceniem i - co za tym idzie – z samotnością. Samotność oznaczałaby bowiem skonfrontowanie się z sobą samą. Aby tego nie doświadczyć, kobiety „uzależnione od miłości” godzą się niemal na wszystko: zdrady, jego uzależnienie, przemoc… Wszystko wydaje się być lepsze od poczucia wewnętrznej pustki.

Jednak dopiero wtedy, gdy jej doświadczymy, mamy szansę na odzyskanie prawdziwej siebie. Przedzierając się przez trudne uczucia pustki, samotności, smutku, żalu, złości, rozczarowania i tęsknoty możemy zbudować zdrowy, pełny szacunku, miłości i troski związek z samą sobą. A dopiero wtedy będzie możliwe nawiązanie zdrowej, satysfakcjonującej relacji z partnerem.

Marta Wołowska-Ciaś: certyfikowana psychoterapeutka Gestalt; jest założycielką Domu Psychoterapii Gestalt; prowadzi treningi terapeutyczne, warsztaty i terapię indywidualną dorosłych.

  1. Psychologia

Namiętność ma dwa oblicza – po czym poznać, że działa na naszą korzyść?

Inspiracja czy desperacja? - W którą stronę pchają cię emocje i uczucia? W stronę kreatywności, czy wypalenia i destrukcji? (fot. iStock)
Inspiracja czy desperacja? - W którą stronę pchają cię emocje i uczucia? W stronę kreatywności, czy wypalenia i destrukcji? (fot. iStock)
W języku polskim pojęcie namiętności najczęściej odnosi się do seksualności i zmysłowości. Wiąże się je ze stanem odczuwania do drugiej osoby silnego i nieodpartego uczucia, które powoduje utratę kontroli intelektualnej nad zachowaniem. Jednak definicja szerzej traktuje ten termin i określa namiętność jako stan silnego odczuwania emocji bądź jako uczucie skierowane ku danej pasji lub zainteresowaniu. Rzecz jasna, zainteresowanie to dotyczyć może innej  osoby lecz nie musi.

Namiętność to najlepsza pożywka dla literatury i filmu. Doskonale sprzedają się historie burzliwych związków i fabuły, w których bohater rzuca na szalę niemal wszystko, by osiągnąć namiętny cel. Ale czy to, co gwarantuje sukces na taśmie filmowej lub na kartkach książek, sprawdza się także w życiu?

Kiedy emocje zdają się władać nami bez reszty, droga prowadzi już do nieba lub do piekła. Możliwości pośrednich nie ma.

Można by przyjąć, że pierwsza możliwość przytrafia się nam, gdy traktujemy namiętność jako inspirację. I mimo że jest ona silna, to my mamy ją a nie ona nas. Zachowujemy nad nią kontrolę. Kiedy jednak to namiętność ma we władaniu nas - inspiracja zamienia się w desperację…

Zatem… czy kieruje tobą inspiracja czy desperacja? W jakim kierunku idą silne uczucia namiętności, które posiadasz?

Oto kilka zasad, które pomogą ci to zdefiniować (na przykładzie stosunku, jaki masz do swojego partnera/ partnerki):

  1. Osoba partnera stale obecna jest w twoich myślach. Możesz powiedzieć, że więcej myślisz o nim niż o sobie i własnych potrzebach.
  2. Wyobrażasz sobie przyszłość tylko z tą osobą. Bez niej życie nie wydaje się atrakcyjne.
  3. Twoje samopoczucie zależy od sytuacji w związku. Jeśli coś się nie układa, jesteś w dołku. Jest dobrze – rosną ci skrzydła.
  4. Dostosowujesz swój rytm do partnera, podporządkowujesz się jego planom, nie dbając o własne.
  5. Twój stan emocjonalny jest odbiciem stanu partnera. Jego zły nastrój nie pozwala, abyś ty był pogodny, jego zadowolenie jest źródłem twojego.
  6. Trudno ci zagospodarować wolny czas, kiedy nie jesteście razem. Większą jego część przeznaczasz na myślenie o was.
  7. Nie chodzisz sam/ sama do kina, na spacery, na spotkania z przyjaciółmi. Zaniedbujesz ich, aby być ze swoim partnerem.
  8. Jesteś zazdrosny/ zazdrosna. Wszelkie sytuacje, które wymykają się spod kontroli, budzą twój niepokój.
Jeśli identyfikujesz się z większością tych tez, twoja namiętność nosi znamiona desperacji.

Co zrobić, aby to zmienić?

  • Zauważ, że to jak żyjesz, jest skutkiem twojego wyboru.
  • Postaraj się wziąć odpowiedzialność za swoje życie i decyzje.
  • Zauważ wpływ przeszłości na to, kim jesteś, i staw jej czoła.
  • Poproś o pomoc
Kartezjusz proponuje złoty środek:
Całe szczęście i pomyślność naszego życia zależą od dobrego użytku, jaki zrobimy z naszych namiętności.
Joanna Godecka: dyplomowany life coach, trener i praktyk Integracji Oddechem, należy do International Association of Coaching w Maryland.

  1. Seks

Seks wbrew własnym chęciom to gwałt. Także w małżeństwie

Dopóki sama sobie nie przyznasz prawa do szanowania własnego ciała, odmowy na coś, na co nie masz ochoty, oddzielenia własnych potrzeb i pragnień od oczekiwań partnera – przemoc w seksie może dotknąć także ciebie. (Fot. iStock)
Dopóki sama sobie nie przyznasz prawa do szanowania własnego ciała, odmowy na coś, na co nie masz ochoty, oddzielenia własnych potrzeb i pragnień od oczekiwań partnera – przemoc w seksie może dotknąć także ciebie. (Fot. iStock)
Z lęku, dla świętego spokoju, by zapobiec zdradzie...  Z badań prof. Zbigniewa Izdebskiego wynika, że 80 proc. zgwałconych kobiet zna sprawcę. To sąsiad, kolega, a często partner. Bo gwałt to nie tylko akt przemocy, ale także seks, na który godzisz się wbrew sobie.

Masz prawo mówić „nie”

,,Byłam z nim cztery lata, bardzo się kochaliśmy i pewnego wieczora, kiedy siedzieliśmy na kanapie, zaczął się do mnie dobierać. Lubiliśmy się ze sobą kochać, ale tego dnia byłam zmęczona i marzyłam tylko o śnie. Najpierw delikatnie dałam mu do zrozumienia, że tego nie chcę. Nie zareagował. Zaczęłam się z nim szarpać, on rzucił mnie na łóżko i zaczął ściągać mi spodnie. Wystraszyłam się, zaczęłam krzyczeć, walnęłam go w głowę książką. Jakoś się wyrwałam i uciekłam do łazienki. Choć nic mi nie zrobił, psychicznie czułam się fatalnie. Straciłam zaufanie i miłość do niego. Chciał mnie zgwałcić – tak to odebrałam. Wbrew mojej woli chciał się ze mną kochać. Potem przepraszał, mówił że stracił panowanie nad sobą. Nie umiałam mu wybaczyć. Rozstaliśmy się. Czy przesadziłam? Tak bardzo się wtedy przestraszyłam. On dzwoni i prosi, żebym dała mu szansę. Ale ja chyba już go nie kocham... ”.

To jedna z mniej drastycznych historii, zaczerpnięta z internetowego forum. Dopóki sama sobie nie przyznasz prawa do szanowania własnego ciała, odmowy na coś, na co nie masz ochoty, oddzielenia własnych potrzeb i pragnień od oczekiwań partnera – przemoc w seksie może dotknąć także ciebie.

On zawsze może, a ona zawsze chce

„Zmuszanie do seksu w małżeństwie to nie gwałt, seks małżeński jest powinnością” – takie przekonanie, zdaniem Renaty Kałuckiej – psychologa, psychoterapeuty, wciąż pojawia się w głowach wielu mężczyzn i kobiet.

– Kobiety często nie czują się nadużywane w sferze seksualnej, nie uświadamiają sobie, że mają prawo odmówić zbliżenia – tłumaczy psycholog. – Zgoda na seks wbrew sobie to także rodzaj gwałtu, to gwałcenie samej siebie – z lęku, dla świętego spokoju, żeby pohamować agresję męża czy... zapobiec zdradzie.

Seksuolodzy dodają, że jeden z częstych problemów, z jakim zwracają się do nich pacjenci, to zgoda na seks z partnerem, który jest pod wpływem alkoholu. Kobiety mówią: ,,Jak powiem: nie, to pójdzie się napić, zrobi awanturę albo znajdzie sobie inną”. Pół biedy, jeśli kobieta ma świadomość tego, co robi i dlaczego to robi, potrafi z kimś o tym porozmawiać, poprosić o pomoc i uwierzy, że można inaczej. Jednak wiele ofiar odwiedza psychoterapeutę dopiero, kiedy dzieje się coś złego, np. przemoc przybiera inną formę niż ta seksualna i partner zaczyna krzywdzić dziecko. Innym powodem bywa kolejna niechciana ciąża albo sytuacja, gdy kobieta trafia do szpitala po dramacie w sypialni.

– Niedawno przyszła do mnie pacjentka, która od wielu miesięcy szukała pomocy psychologicznej dla swojej otyłej córki – opowiada Renata Kałucka. – Po kilku spotkaniach, zupełnie przypadkiem, wyszła na jaw sprawa przemocy w jej małżeństwie. Kiedy zapytałam o relacje intymne, pacjentka z uśmiechem na ustach, jakby temat jej nie dotyczył, powiedziała, że zamyka się przed mężem w sypialni. Ale on czasami, chcąc ją zwabić, bije psa, wtedy ona wychodzi i ,,mają seks”. Po tym wyznaniu więcej się jednak u mnie nie pojawiła.

Zgoda na seks wbrew sobie to postawa, z którą wiele kobiet wchodzi w związek. Bo patriarchalne wychowanie nakazuje, by kobieta była wierna, uległa, zawsze chętna na zbliżenie, a mężczyzna, kiedy pragnie seksu, musi go dostać, zwłaszcza od żony.

Już zakochane nastolatki zgadzają się na danie ,,dowodu miłości”, choć emocjonalnie nie są na to gotowe. Doświadczenie starszych koleżanek uczy je, że seks jest dobrym towarem przetargowym. Dzięki niemu można zyskać popularność lub zdobyć kontrolę nad kochanym mężczyzną.

Trwająca latami nieumiejętność chronienia własnej intymności skutkuje brakiem satysfakcji ze zbliżenia, chorobami kobiecymi, utratą szacunku do siebie i w efekcie – wejściem w rolę ofiary.

Co nas kręci i podnieca

Gwałt to nie tylko sytuacja, w której ktoś wymusza seks, uciekając się do przemocy i agresji, ale także współżycie z partnerem wbrew wewnętrznym barierom, własnej moralności czy pomimo bólu.

– Kiedyś zgłosiła się do mnie para będąca w związku opartym na wzajemnej fascynacji seksualnej – opowiada Kałucka. – Przez lata eksperymentowali w sypialni – ku obopólnej radości. Mąż był dumny, że ona taka wyzwolona, proponował coraz bardziej śmiałe i wyrafinowane zabawy. Potem żona zachorowała, miała poważną operację ginekologiczną, co już jest symptomatyczne. Nie miała ochoty często się kochać. Prosiła partnera, by był bardziej delikatny. Wtedy on, rozczarowany, zaczął ją zmuszać do seksu.

Media zachęcają do przekraczania barier w sypialni. Na początku to może być rzeczywiście wspaniała zabawa, ale eskalacja eksperymentów prowadzi czasem do sytuacji, kiedy trudno się zatrzymać. Partner chce więcej, tak, jak jeszcze nigdy dotąd, a kobieta nie potrafi zagłuszyć lęku, wstydu, obrzydzenia. Nie chce się kochać na przykład w czasie miesiączki, ale partnera to kręci. Brzydzi ją seks oralny, boli stosunek analny, ale on grozi, że pójdzie do prostytutki. Zdaniem seksuologów, w seksie dozwolone jest wszystko, na co obydwoje partnerzy mają ochotę, z wyraźnym podkreśleniem: obydwoje.

Jedna z pacjentek, której mąż jest stałym bywalcem portali randkowych, podszyła się pod bezpruderyjną dwudziestolatkę i wysłała do niego mejla z odważną propozycją. Uprawiali coraz odważniejszą korespondencję, mąż zdradził jej swoje najbardziej wyrafinowane fantazje seksualne. Przyszła do gabinetu z pytaniem, czy jeśli spełni je w realu, to będzie miała gwarancję, że mąż jej nie zdradzi…

Do gabinetu Renaty Kałuckiej trafia więcej zdesperowanych kobiet, które dla dobra małżeństwa są w stanie zaakceptować nawet zdradę partnera. Przyszła kiedyś osoba, której mąż okazał się homoseksualistą, a ona, chcąc utrzymać małżeństwo, weszła w trójkąt z mężem i jego partnerem.

„Nie chcę tego wiedzieć!”

Pomoc osobie gwałconej w małżeństwie nie jest łatwa, ponieważ często ona sama nie dostrzega wagi swojego problemu.

– Czasami proponuję pacjentce dokonanie bilansu potrzeb, które zaspokaja jej związek – tłumaczy Kałucka. – Proszę, żeby wypisała zyski i straty. Bywa, że choć z mojego punktu widzenia starty są przerażające, to jeszcze wiele spraw musi się wydarzyć, by ona sama zrozumiała, że płaci zbyt wysoką cenę. Wskazówka: ,,Zobacz, jak naprawdę wygląda twoje życie” – to nie wszystko. Niekiedy pacjentka daje mi komunikat: ,,Nie chcę tego widzieć”, i ja, jako psychoterapeuta, muszę to uszanować. To smutne, ale czasami naprawdę musi się wydarzyć jakiś dramat, by człowiek obudził się i popatrzył na swoje życie tak, by dostrzec wszystkie jego strony – i te dobre, i te złe.

W sprawach przemocy bardzo pomocne są grupy wsparcia. Wysłuchanie historii innych kobiet, które przeszły podobną drogę, pokazały, że można wyjść ze związku, w którym jest przemoc, stanąć po swojej stronie – bywa dla wielu motorem do działania.

Każda kobieta ma swój pomysł na życie i nikt nie ma prawa w nie ingerować. Nikt nie może ci mówić, jak masz żyć. Jeśli uważasz, że granice twojej intymności bywają naruszane, a wstydzisz się o tym rozmawiać – zrób autodiagnozę. Na czym polega? Po intymnym zbliżeniu stań przed lustrem i zapytaj samą siebie: ,,Czy było mi dobrze? Czy jestem piękną kobietą, która zasługuje na szacunek?”.

Odpowiedz też sobie na kilka podstawowych pytań:

  1. Czy ,,po” miałam ochotę przytulić się do partnera, czy też zawstydzona uciekłam do łazienki?
  2. Kiedy zbliża się noc, stosuję uniki, zwlekam z pójściem do sypialni, nasłuchuję, czy partner zasnął, wykręcam się bólem głowy?
  3. Czy często zgadzam się na coś wyłącznie dla przyjemności partnera, a po fakcie czuję do siebie obrzydzenie?
Jeśli po zbliżeniu jest ci smutno, czujesz się winna, wstydzisz się, czujesz ból, to znak, że robisz coś, na co nie masz wewnętrznej zgody. Uświadomienie sobie tego faktu, to pierwszy ważny krok do uszanowania siebie i swoich potrzeb.

  1. Psychologia

I że cię opuszczę, gdy będziesz się niszczyć. Broń się przed współuzależnieniem

Współuzależnienie to branie odpowiedzialności za dorosłą osobę, otaczanie jej opieką, robienie rzeczy, które pozornie mają pomóc, ale w efekcie szkodzą. (Fot. iStock)
Współuzależnienie to branie odpowiedzialności za dorosłą osobę, otaczanie jej opieką, robienie rzeczy, które pozornie mają pomóc, ale w efekcie szkodzą. (Fot. iStock)
Współuzależnieni partnerzy są odpowiedzialni, perfekcjonistyczni i nadopiekuńczy. Ale przede wszystkim łączy ich wstyd i lęk. O to, co powie rodzina, znajomi, co będzie dalej. Wierzą, że może bliski pójdzie po rozum do głowy, nie chcą wstrząsu.

A wstrząs jest jedynym rozwiązaniem – mówi psycholożka Ewa Woydyłło-Osiatyńska.

Ludzie szybko orientują się, że są współuzależnieni?
Najczęściej zauważają to dopiero na terapii, po rozmowie z kimś bliskim albo gdy zaczynają szukać książek i artykułów na temat uzależnienia partnera. Bo z tym uświadomieniem sobie, że bliski choruje, różnie bywa.

To znaczy?
Ludzie miesiącami, czasem latami, potrafią nie zauważyć, że partner jest uzależniony. Bo przecież to fajnie lubić seks, wszyscy piją albo fajni ludzie palą haszysz. Ciężej jest to pewnie też dostrzec osobie, która nigdy nie miała podobnych doświadczeń. Jeżeli już kiedyś byliśmy w relacji, w której druga osoba czegoś nadużywała, albo doświadczyliśmy tego w dzieciństwie, będziemy czujniejsi. Zauważymy nalewanie sobie kolejnej szklanki whisky, pobudzenie poalkoholowe. Wiele też zależy od typu człowieka. Jesteśmy szczerzy wobec siebie czy wolimy problemy zamiatać pod dywan? Mamy odwagę konfrontować się z drugą osobą czy raczej uciekamy? Związek z uzależnionym bywa prawdziwym teatrem. Jedno z partnerów udaje, że nie ma ze sobą problemu, drugie udaje, że w to wierzy.

Chyba alkoholizm partnera najłatwiej dostrzec?
Niekoniecznie. Tak jak mówiłam, w naszej kulturze mnóstwo ludzi uważa, że alkohol jest wspaniały. Upijanie się też nie budzi kontrowersji. To normalny sposób odreagowania dla zmęczonych pracoholików, dla rodzin, które spędzają wspólnie święta, czy osób, które organizują imprezy. Na ilu była pani imprezach, gdzie nie było alkoholu? Szybciej czasem da się dostrzec uzależnienie od hazardu czy zakupoholizm. Mamy konkretne dowody – wypływy pieniędzy z konta.

Ale prędzej czy później zaczynamy widzieć, że coś jest nie tak?
Najczęściej wtedy, gdy bliska osoba zaczyna zawodzić. Mąż miał odebrać dzieci, ale nie odbierze, bo wypił. Rano miał gdzieś pojechać, a o czwartej rano skończył imprezę z kumplem. Nałóg wpływa na życie. Chemiczne używki powodują również to, że człowiek dłużej śpi, choruje, ma kaca. Powoli też zmniejsza się jego motywacja i zdolność konstruktywnego działania. Na to można przymykać oczy tylko do pewnego momentu. Przebudzeniem bywa wstrząs. Miałam pacjentkę, której mąż lubił sobie wypić wieczorem kilka piw. W pewnym momencie zachorowało dziecko, musieli jechać do szpitala. Ale on nie mógł prowadzić, w środku tygodnia był nieprzytomny, śmierdział. Ona wściekła się z powodu tego, że ją zawiódł. Dopiero potem zaczęła analizować i rozumieć, że to już długo trwa.

Dużo osób chyba też ukrywa swój nałóg?
Nałogowiec patrzy partnerce w oczy i mówi: „Ja piłem? Ty chyba zwariowałaś!”. Ciężko mu wziąć odpowiedzialność za swoje zachowanie. Jeśliby przyznał, że na przykład pije, musiałby się leczyć, zrezygnować z tego, co to daje. A daje mnóstwo. Alkohol, haszysz, seks, zakupy – to dla niektórych jedyna deska ratunku, ucieczka przed smutkiem, nudą, samotnością, stresem. Dlatego tak trudno się przyznać.

Gdyby miała pani pomóc i powiedzieć, czym jest współuzależnienie – żebyśmy się już nie oszukiwali?
Współuzależnienie to branie odpowiedzialności za dorosłą osobę, otaczanie jej opieką, robienie rzeczy, które pozornie mają pomóc, ale w efekcie szkodzą. Bo tworzą warunki, w których nałogowiec żyje sobie jak pączek w maśle. On nie idzie na sanki z dziećmi, a potem na rodzinny obiad, choć obiecał, bo zapił. Ona mówi więc dzieciom i teściowej, że męża boli główka. Albo on nieustannie spłaca jej kartę kredytową, którą ona co chwilę czyści, choć sam ciężko pracuje. Współuzależniony nieustannie chroni partnera przed światem zewnętrznym. Jednocześnie w domu go kontroluje. Zagląda do barku, ile wypił. Każe mu robić testy antynarkotykowe, sprawdza, gdzie i po co chodzi. Uzależniony staje się bezwolny, złości go ta kontrola, ale ma też wygodnie. Ktoś inny zajmuje się całą tą męczącą codziennością.

Ale przecież mówi się, że tak ważne jest w związku wsparcie?
Wsparcie tak, ale przecież nie za wszelką cenę. Poza tym wsparcie dotyczy dwóch osób, a nałogowiec nie umie nic dać, choć oczywiście zdarzają się partnerzy, którzy mówią: „Na początku mi to nie przeszkadzało, był po alkoholu weselszy, była po alkoholu bardziej otwarta”.

Współuzależniony cierpi?
Bardzo. Ale często nie zdaje sobie z tego sprawy. On musi dać radę. Nie zauważa, że jego życie powoli zaczyna toczyć się tylko wokół tej drugiej osoby. O tym często mówią żony alkoholików. Czekanie w domu i sprawdzanie, w jakim stanie wróci mąż. Sięgnie na imprezie po alkohol czy nie? Usiądzie wieczorem bez piwa? To jest ogromne napięcie.

Dlaczego jedni od razu potrafią zostawić partnera nałogowca, inni tkwią z nim latami w związku?
Współuzależnienie jest ściśle związane z podejściem do miłości. Jeśli ktoś rozumie miłość jako stopienie się, będzie chciał być z kimś za wszelką cenę, bo potrzeba bycia jest ponad innymi potrzebami. I nawet jeśli ktoś widzi, że ta druga osoba się niszczy, przy okazji niszczy też jego – oszukuje się. I pozwala też siebie oszukiwać. Są natomiast osoby o zdrowych granicach, które kochają na zasadzie „Jestem z tobą, zależy mi, ale jeśli nie traktujesz mnie poważnie, pakuję się i odchodzę”.

Czy osoby współuzależnione – poza kochaniem za bardzo – mają jakieś wspólne cechy?
Mają dużo wspólnych cech. Często są bardzo odpowiedzialne, perfekcjonistyczne, nadopiekuńcze. Poza tym współuzależnienie to jest nie tylko uzależnienie od osoby, która ma problem, ale też uzależnienie od bardzo wielu rzeczy. Od ludzi, bo co powiedzą, od wyobrażeń o własnej przyszłości, od lęku, co będzie dalej. I te lęki nie zawsze są paranoją, do tej pory są w Polsce środowiska, gdzie po rozwodzie, który wynikał z jego problemu z alkoholem, ona przestaje być zapraszana, zostaje uznana za dziwaczkę, jej własne przyjaciółki ją odrzucają, bo co to za fanaberie, wszyscy przecież piją.

Zna pani takie kobiety?
Oczywiście. I to właśnie kobiety. Bo przecież to one głównie zostają z partnerem. Średnio dziewięciu na dziesięciu mężów alkoholiczek odejdzie, jeden zostanie. W przypadku współuzależnionych żon: jedna odejdzie, dziewięć zostanie. To wynika z naszej kultury. Mężczyźni nie są przygotowywani do tego, żeby się kimś opiekować. A uzależniony tej opieki potrzebuje, bo jego życie jest chaotyczne. Tu przyjedzie pijany taksówką, tam zapomni portfela. Który mąż zejdzie zapłacić kolejny raz za pijaną żonę? A kobieta to zrobi, jeszcze pójdzie od sąsiadki pożyczyć. Bo dla niej najważniejsze jest, żeby mąż wrócił do domu. Rodzina zresztą często wspiera tę nadopiekuńczość.

Miałam pacjentkę, której partner robił po alkoholu afery, zdarzyło się, że ją szturchał, wyzywał. Poradziłam jej, żeby powiedziała o tym mamie, teściowej, bratu męża. I co się okazało? Jej własna matka, która ją kocha i pomaga jej przy dzieciach, na hasło: „Musimy coś zrobić, chyba go zostawię”, zacisnęła usta i powiedziała: „No, moja droga, ty sobie wyobrażasz, że życie jest usłane różami. Ja 50 lat przeżyłam z twoim ojcem, dałam radę. Dlaczego ty masz nie dać? A dzieci? Pozbawisz ich ojca?”.

Dzieci cierpią chyba bardziej, gdy żyją w takiej rodzinie?
Oczywiście. Ile ja znam takich historii! Żona poszukuje męża, wyciąga go z baru, kasyna, śledzi. Dzieci siedzą same w domu. Współuzależniony nie chce tego widzieć. Zamiast oddać energię dzieciom, skupia ją na chorym człowieku. Czyli dzieci nie mają żadnego obecnego, uważnego rodzica. Argument „bo dzieci” jest absurdalny. One potrzebują przede wszystkim stabilnego domu, nawet jeśli jest w nim tylko samotna matka. Ale my, kobiety, byłyśmy uczone trwania za wszelką cenę. To się dopiero teraz zmienia. Jak żona ma się uwolnić od męża, gdy jej własna matka jest przeciwko?

Współuzależnienie u młodych osób zdarza się rzadziej. Kobiety koło trzydziestki, które były na studiach za granicą albo dużo podróżowały, znają swoją wartość i dużo szybciej reagują. One realizują plan swojego życia – jeśli po drodze trafi się człowiek uzależniony, szybko go usuwają. „Okej, podobał mi się ktoś, potem okazał się nieodpowiedzialny. Pali haszysz, bierze kokainę, cokolwiek, nie chce mu się pracować. Jest hultajem i wałkoniem, nie bawię się w to”.

Co robić, gdy, dajmy na to, mam dwoje dzieci i brak możliwości wyprowadzki z dnia na dzień?
Pierwsza rzecz: przestać robić z tego tabu. Zdarza się, że oferuję jako psycholog pomoc, bo rozumiem, że ktoś nie chce od razu odsłaniać się przed znajomymi. Na przykład umówiłam się z pewną dziewczyną, że zadzwonię do niej koło 20.00, gdy będzie z mężem. I ona będzie rozmawiać ze mną jak z kimś bliskim. Zaproszę ją na urodziny, spacer. A ona powie głośno: „Chętnie bym się spotkała, ale nie mogę, bo Jurek pije”. I dalej będziemy odgrywać rozmowę, w której ona pierwszy raz zacznie opowiadać o tym, co się w domu dzieje. Tak zrobiłyśmy. Mąż wpadł w szał: „Co ty wygadujesz?! Kto to był?”. „Moja przyjaciółka, zapraszała mnie, żebym z nią wyjechała” – odrzekła ona. „Ale jaka przyjaciółka?!”. „To nie ma znaczenia”. „Jak ty możesz o mnie tak mówić?!” – atakował ją. A ona, trzymając się faktów, spokojnie odpowiadała: „A co? Nieprawdę mówiłam? Nie pamiętasz, jak leżałeś na klatce schodowej, zwymiotowałeś na dywan, jechałeś po pijaku?”. On się wścieknie, trzaśnie drzwiami, ale już nigdy nie będzie mógł powiedzieć: „Wymyślasz, nie ma problemu”, bo już wie, że komuś o tym powiedziałyśmy.

Następnym razem już jest łatwiej. Przychodzi teściowa, zachwyca się mieszkaniem, a my mówimy: „Mama nie wie, co się dzieje, gdy nie ma gości. Przecież Jurek codziennie pije. Bez piwa nie spędzi wieczoru. Prawda, Jurek, powiedz mamie, pijesz co wieczór cztery piwa?”. Trzeba rozkłuć ten balon. Oczywiście teściowa się obrazi, Jurek się obrazi, ale już nikt nigdy nie powie: „Wymyślasz”. Następuje konfrontacja. Nałogowiec udaje też, że nie ma problemów. Trzeba mu więc pokazywać te problemy: wywalili cię z pracy z powodu picia, zasnąłeś na urodzinach naszej córki, przeleżałeś całą niedzielę. I nie dawać przerzucać na siebie winy. A nałogowcy mają do tego ogromne tendencje. Winny jest cały świat. Trzymajmy się faktów: „Czy to ja zapomniałam zapłacić rachunek za prąd i nam wyłączyli? Ja się upijam?”. To jest bardzo trudne, ale od tego zależy wszystko. Musimy zacząć głośno o tym mówić.

Współuzależniony mówi: „Robię awantury, to nie działa”.
Ale nie mamy robić awantur. Awantury eskalują problem, druga osoba ma powód, żeby uciec w nałóg. Trzeba tylko trzymać się faktów. My się nie kłócimy, wiemy, że mamy rację. Musimy też przestać cokolwiek załatwiać za partnera. Zrobić rozdzielność finansową, nie spłacać jego długów, nie wyciągać go z taksówki. Niech śpi na klatce schodowej, jego sprawa. Trzeba się uwolnić od tego strasznego wstydu. Sąsiadka mówi, że on leży na schodach? Odpowiadamy, że jest dorosły i co mamy zrobić. Koniec, kropka. Niech on skonfrontuje się ze sobą i sam zacznie się wstydzić.

Wiele osób boi się innego wstydu. Że w oczach ludzi przestaną być idealną rodziną.
Tylko że tu już nie ma idealnej rodziny. Hipokryzja niszczy przede wszystkim nas. Jeżeli nie zrobimy jakoś drastycznego ruchu, to będzie coraz gorzej. Bo uzależnienie partnera będzie postępować. A im dłużej w tym jesteśmy, im więcej rzeczy robimy, żeby przyklepać problem, tym bardziej się pogrążamy.

Mamy siłą zmusić partnera do pójścia do AA albo innej grupy gdzie zajmują się uzależnieniami?
Ależ my nie mamy go do niczego zmuszać! Możemy mu pomóc znaleźć kontakt, dopingować go, ale on sam musi chcieć. Naszym zadaniem jest zadbanie o siebie. Dużo dobrego dają spotkania z kobietami w podobnej sytuacji. Rozmowy z kimś, kto już jest dalej niż my, kto poradził sobie. Długie spacery, siłownia, spotkania z przyjaciółkami. Nie mamy siły? Zmuszajmy się. Osoba współuzależniona też ma ogromną lekcję do przerobienia – nie koncentrować się już na kimś innym, a na sobie.

Życie z kimś, kto wychodzi z nałogu, też jest ciężkie?
Tak, to tak naprawdę egzamin, trudny moment. Bo osoba, która na przykład odstawia używki chemiczne, jest w kiepskim stanie. Ma psychiczne i fizyczne dolegliwości. Jest zmęczona, rozdrażniona. Zaczynamy myśleć: „Już lepiej było, kiedy pił” albo robimy afery. Nie rozumiemy, dlaczego mamy teraz znosić kolejne stany. Potrzeba ogromnej cierpliwości, wyrozumiałości. Tylko wtedy związek ma szansę wrócić na normalne tory. Do tego musimy się liczyć z nawrotami.

Ja poznałam mojego męża (Wiktora Osiatyńskiego – przyp. red.), kiedy miał przerwę w piciu. On potrafił miesiącami nie sięgać po alkohol. Wtedy nie pił siedem miesięcy. Bo kiedy pisał książkę, nie pił. A potem nadrabiał. Gdy zorientowałam się, co się dzieje, powiedziałam wprost: „Kiedy pijesz, nie chcę cię widzieć”. Potrafiliśmy się na Nowym Świecie minąć i nie powiedzieć sobie „dzień dobry”. Ale może to wynikało z tego, że byłam przyzwyczajona do samotności? Moja mama wcześnie umarła, nie miałam rodzeństwa. My wzięliśmy ślub dopiero wtedy, kiedy nasza córka miała osiem lat. Wcześniej nawet nie mieszkaliśmy razem. Dopiero gdy on poszedł na leczenie w Stanach Zjednoczonych, to trzy lata później wzięliśmy ślub.

Udało się wrócić do normalności?
Mój mąż nie pił 32 lata, ale w domu zawsze był alkohol. Gdy wyjeżdżał, przywoził mi dobre wino, swojej mamie nalewkę. Niektórzy wpadają w inne uzależnienia, mój mąż zaczął jeść słodycze – o pierwszej w nocy zrywał się i szedł do lodówki. Trudno, coś za coś.

Czyli jest pani zwolenniczką radykalnych rozwiązań?
Tak. Innego wyjścia nie ma. Tylko wstrząs, a potem długa praca jest w stanie uratować rodzinę czy związek. Ale najpierw oboje musimy uratować siebie.

Ewa Woydyłło-Osiatyńska, psycholożka, terapeutka uzależnień. Pracuje w Ośrodku Terapii Uzależnień Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, związana z Fundacją im. Stefana Batorego, autorka wielu książek, w tym „Rak duszy. O alkoholizmie”.