1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Empatia zamiast chciwości. Mieć czy być?

Empatia zamiast chciwości. Mieć czy być?

By przezwyciężyć chciwość należy przede wszystkim doceniać to, co mamy, i być za to wdzięcznym. (Fot. iStock)
By przezwyciężyć chciwość należy przede wszystkim doceniać to, co mamy, i być za to wdzięcznym. (Fot. iStock)
Pytanie, nad którym zastanawiał się Erich Fromm, przestało być przedmiotem swobodnych dywagacji. Bo dziś nie ma już wyboru. Chcąc przetrwać i uratować planetę, musimy okiełznać pragnienie posiadania. A to wymaga codziennej pracy nad własną uważnością, empatią wobec świata i samego siebie – uważa psycholożka społeczna Patrycja Sławuta z  Uniwersytetu The New School w Nowym Jorku.

Zachłanność to nasza natura?
Niekoniecznie. Choć istnieje w nas potrzeba poszerzania terytorium, by poczuć się bezpieczniej. Współczesnym jej wyrazem jest pomnażanie dóbr, wspinanie się po szczeblach kariery. Ale to jeszcze nie oznacza chciwości. Zachłanność to pożądanie bez opamiętania. Mówimy o niej, gdy ambicja posiadania radykalnie przerasta nasze potrzeby i możliwości. Gdy jest niepohamowana, przekracza zasady moralne i wymyka się spod kontroli.

W naszym kręgu kulturowym chciwość to chyba norma. A umiar – cnota wyjątkowa.
Chciwi mają mniejszą empatię. Słabiej odczytują komunikaty innych. Z ewolucyjnego punktu widzenia – im większy dostatek, tym mniej jesteśmy zależni od otoczenia i tym mniejszy nasz interes w zagłębianiu się w cudze przekazy. Inni przestają być tak istotni z punktu widzenia naszego przetrwania. Stajemy się indywidualistami, mniej nam zależy na relacjach. Skupiamy się na sobie i zasobności portfela. Wysoki poziom życia w krajach rozwiniętych sprawia, że wpadamy w pułapkę chciwości.

Pułapkę, bo nie jesteśmy wcale szczęśliwsi, chcąc i  mając więcej?
Rozmaite badania nieraz dowiodły, że poziom satysfakcji z życia rośnie wraz ze zwiększaniem dochodów, ale tylko do pewnego pułapu. W Polsce to ok. 5 tys. zł miesięcznie. Zapewnimy sobie za to dach nad głową, wykarmimy dzieci i niewiele więcej. Powyżej tej kwoty możemy być majętni na dowolnym poziomie, ale szczęśliwsi już z tego powodu nie będziemy.

Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia.
Utożsamiamy pieniądze z bezpieczeństwem, statusem. Myślimy: „A gdybym miał jeszcze więcej?”. Aż 80 proc. mieszkańców krajów rozwiniętych niezależnie od wysokości dochodów uważa, że jeśli zarabiałoby od trzech do czterech razy więcej, osiągnęłoby dziesiątkę na skali szczęśliwości. To iluzja, która potrafi zgubić na lata. Fałszywe przekonanie, do którego jesteśmy niezwykle przywiązani. W latach 60. dla połowy maturzystów w Stanach Zjednoczonych największym marzeniem było być bogatym. Dziś o fortunie śni 75 proc. 19-latków. W Polsce wynik byłby zbliżony.

Jesteśmy coraz bardziej chciwi?
Tak, przy tym pogłębia się też poczucie osamotnienia, częściej cierpimy z powodu depresji i lęku. Idą w parze z zachłannością. Pracowałam w 2009 roku na Wall Street. Zaproponowano mi tygodniowo więcej, niż przez dwa miesiące byłam w stanie zarobić na uczelni. Potem okazało się, że inni dostawali tam pięć razy więcej. Patrząc w górę, zawsze mogłeś dostrzec kogoś, kto miał pensję jeszcze wyższą. Nie wiedziałam, co robić z takimi pieniędzmi. Kupowałam kolczyki, buty, szaliczki. Aż tyle tego nagromadziłam, że otrzeźwiałam. Zakupy były środkiem kojącym poczucie winy i wstyd. Bo zarabialiśmy duże pieniądze, widząc, jak inni tracą mieszkania, lądują na ulicy. Na Wall Street była wtedy specyficzna kultura, w której się chce jeszcze i jeszcze. Ludzie dość często idą w używki. Bawią się bez hamulców, kupują dużo i drogo, uzależniają się od seksu. To miejsce przyciąga specyficzne typy osobowościowe. Dla niektórych pęd, presja i szybkość świata finansów to grunt pod chciwość.

Ale nie musi ona dotyczyć pieniędzy?
Można być chciwym np. nobilitujących tytułów lub czasu. Wciąż ci mało. Nie możesz się zatrzymać, bo masz poczucie, że coś wartościowego ucieka ci sprzed nosa. Że jesteś z jakiegoś powodu niekompletny. Musisz więc zapełnić lukę. Mistrzostwem w efektywnym wykorzystaniu czasu, zrobieniem czegoś, co przełoży się kiedyś na stan konta. Ciekawe jest, że nasz mózg reaguje podobnie w przypadku poczucia braku pieniędzy, jak też braku czasu. Włącza się tzw. myślenie tunelowe. Spada iloraz inteligencji, zawęża się spektrum świadomości. Dostrzegamy jedynie krótkoterminowe konsekwencje własnych działań, zapominając o dłuższej perspektywie. Stajemy przed pytaniem: „Jak najszybciej zarobić pieniądze?”, i… wpadamy w amok. Rodzina schodzi na drugi plan. Nie ma czasu na pielęgnowanie relacji, odpoczynek. Funkcjonujemy w kategoriach długu. Tutaj pożyczę, tam pożyczę, w przyszłości oddam.

Wytworem naszych czasów jest też chciwość doświadczania…
Ta ma nieco lepszą reputację. Okazuje się, że poziom szczęścia wzrasta, jak tylko wyobrażamy sobie ekscytujące przeżycie, które ma szansę stać się naszym udziałem. Nie mówiąc o tym, co się dzieje, gdy faktycznie go doświadczamy. Za każdym razem dostajemy zastrzyk endorfin. Kupowanie przedmiotów nie ma szans na tak długoterminowe profity. Z butów, które dostaliśmy pod choinkę, cieszymy się przez pierwszą dobę. Po kilku dniach nam powszednieją. Za to znacznie dłużej zasilać nas będzie wspomnienie samego doświadczenia Wigilii. Naszych odczuć, ciepła, radości.

Może kolekcjonowanie doświadczeń nie wynika z zachłanności, ale z apetytu na życie?
Warto umieć to rozróżnić. Można coś chwytać po to, by to podtrzymywać i cieszyć się doświadczaniem tego. Albo chwytać po to, by trzymać się tego kurczowo w lęku i potrzebie posiadania tej rzeczy. Pierwsze to konsekwencja apetytu na życie. Drugie – zachłanności. Podobnie jest z bogactwem. Można żyć w obfitości, ale nie przywiązać się do niej. Albo uzależnić się od dostatku i w lęku przed jego utratą utrzymywać go za wszelką cenę, np. kosztem relacji.

Jak przestać chcieć więcej i nie być przygnębionym?
Przede wszystkim doceniać to, co mamy, i być za to wdzięcznym. A umiejętność ta nie spadnie z nieba. Nasz mózg jest ewolucyjnie uwarunkowany na dostrzeganie w pierwszej kolejności negatywnych rzeczy. Ale możemy go przeuczyć. Podstawą jest świadome zwracanie uwagi na dobre aspekty życia i afirmowanie radości z ich powodu. Nawet jeśli to rzecz materialna, warto się przy niej zatrzymać. Uświadomić sobie, jak bardzo jest przydatna i jak przyjemnie z nią obcować.

Brzmi jak prowadzenie dzienniczka wdzięczności.
Bo o praktykę wdzięczności tu chodzi. Jest numerem jeden na liście czynności szczęściodajnych. Sęk w tym, by ćwiczyć codziennie. Nauczymy się wtedy dostrzegać dobro i reagować na nie automatycznie pozytywnymi emocjami. Wdzięczność to mięsień, który można rozbudować i wzmocnić.

To już cała recepta na zmianę chciwego w ceniącego umiar?
Niecała. Warto rozprawić się ze swoim przywiązaniem do rzeczy. W książce „Sztuka sprzątania...” Dominique Loreau uczy, jak żegnać się z przedmiotami. Przed przeprowadzką z Nowego Jorku do San Francisco musiałam oddać 500 książek. Gdyby nie jej techniki, nie poszłoby tak gładko. Bierzesz rzecz, którą chcesz puścić dalej, i dziękujesz jej, że ci służyła. Zadajesz sobie pytanie, czy jeszcze ci się przyda. I jeśli uczciwa odpowiedź brzmi „nie”, pozwalasz rzeczy odejść, dziękując jej i życząc, by pomogła kolejnym osobom.

Czy to przypadkiem nie technika dla nałogowych zbieraczy?
Nie tylko. Również dla zachłannych, by nauczyli się zamykać silne związki z przedmiotami. Nasze ego rozpływa się poza ramy cielesne. Jeśli rozdzielamy się z naszym smartfonem, aktywują się te same części mózgu co po stracie kogoś bliskiego. Z telefonem mamy więź. Badania pokazują, że jeśli tylko dotkniemy palcem produktu na ekranie smartfona, od razu chcemy go kupić. Bo nasze „ja” zdążyło się rozlać i stał się on częścią nas. Psychologia tzw. myślenia magicznego mówi, że jeśli coś miało z czymś kontakt, na zawsze przyjmuje tego esencję. W słynnym badaniu Rosina dotyczącym obrzydzenia zadawano jego uczestnikom pytanie: „Czy jeżeli dałbym ci sweter noszony przez Hitlera, prany potem kilkadziesiąt razy, to włożyłbyś go?”. Nie znalazł się chętny. Ale na propozycję: „Czy włożyłbyś sweter noszony przez Matkę Teresę”, uczestnicy ochoczo się ożywiali.

Wygląda na to, że chcąc żyć z umiarem, nie można spać spokojnie?
Można. Wystarczy rozróżniać realne pragnienia od absurdalnych, sztucznie wzbudzanych. Praktyka uważności pomaga. Bo umożliwia identyfikację i rozumienie własnych emocji, a przede wszystkim oddzielenie się od nich, by przyjrzeć się im z pozycji obserwatora. Zyskujemy wtedy kontrolę nad uczuciami. Dzięki niej stając przed ladą w sklepie, zanim coś kupimy, spytamy siebie kilka razy: „Po co mi to?” i „czy na pewno tego potrzebuję?”. Na zmianę postawy życiowej możemy też wpływać sposobem jedzenia. Zachłanne osoby na ogół wrzucają w siebie kęsy w pośpiechu i szybko połykają. A jeśli zwalniamy i delektujemy się daniem, zmienia się nasza percepcja rzeczywistości. Dziś poczujesz całym sobą, jak smakuje mały kęs, jutro będziesz czuł każdą wydaną złotówkę. Delektując się jedzeniem, dostarczamy sobie witaminy P, czyli otwieramy się na zmysłową przyjemność, w której możemy się rozpłynąć. Picie latte, słuchanie pięknej muzyki, podziwianie zachodu słońca. Poczucie zachwytu na widok piękna w małych rzeczach stymuluje system immunologiczny. Czas spowalnia. Robimy się bardziej gościnni, milsi dla innych. Zapominamy o zbyt agresywnych celach finansowych.

Jak powstrzymać epidemię zachłanności?
Media mogą pokazywać jej potencjalne skutki na przykładzie losów pojedynczych bohaterów. Dopiero wtedy uruchomimy empatię, przejmiemy się. Ciekawe też są eksperymenty społeczne, jak np. festiwal Burning Man na pustyni Nevada, gdzie chętni zjeżdżają się na tydzień, by budować od podstaw nowe społeczeństwo. Pieniądze nie istnieją. Istnieje wymiana dóbr i usług. Robisz wyłącznie to, na co masz ochotę. Nie ma zasięgu telefonicznego i jesteś zdany na współtowarzyszy. Okazuje się, że ludzie potrafią tworzyć doskonale funkcjonujące wspólnoty, w których liczy się kreatywność, sztuka, radykalna ekspresja i radykalna zależność jednej osoby od drugiej. Festiwal odrodził u wielu uczestników wiarę w ludzkość. W tygodniowym eksperymencie może wziąć udział każdy, a dotąd poddały się mu tysiące osób.

Jeden festiwal nie uleczy wszystkich.
Z jednej strony panoszy się chciwość, z drugiej – coraz częściej spotykam odwrotne postawy. Niektórzy mówią: „Ja nie chcę 30-letniego kredytu”; „Nie interesuje mnie etat i emerytura, której i tak nie dostanę”. Coraz więcej osób zadaje sobie pytanie: „Dokąd to wszystko prowadzi”, i zaczyna żyć minimalistycznie. Ale największą pracę mamy do wykonania nad sobą. Zerwanie z chciwością musi się zacząć od uruchomienia empatii wobec nas samych. Postawa: pracuj i miej więcej, to brak współczucia dla własnego losu. Psychiatra Mark Epstein w książce „Trauma codzienności” pisze o malutkich traumach, jakie przechodzimy każdego dnia. Dla przyszłości najważniejsze jest dziś to, w jaki sposób zwracamy się do siebie samych. Czy stawiamy siebie pod ścianą, strofując: „Jesteś beznadziejny, nie osiągnąłeś tego i tego”, czy delikatnie szepcemy: „Ależ miałeś ciężki dzień. Zrób dla siebie coś przyjemnego i spróbuj znów jutro”.

To wszystko?
Wielu psychologów twierdzi, że przejdziemy wkrótce ważną ewolucję. Za sprawą technologii. Portale takie jak Facebook czy Twitter zrewolucjonizowały radykalnie komunikację społeczną. Nadchodzi czas nowego Internetu, który bezpowrotnie zmieni charakter naszych najbliższych relacji. Troska, empatia, głęboki kontakt mają odzyskać wysokie noty. A wtedy… dla chciwości może nie starczyć już miejsca.

Patrycja Sławuta, najpopularniejsza polska psycholog społeczna w Dolinie Krzemowej.  Mieszka w Nowym Jorku i San Francisco. Ukończyła psychologię na Uniwersytecie Warszawskim. Zajmuje się m.in. psychologią moralności, kolektywnym poczuciem wstydu. Współpracuje z uczelniami w USA, Hiszpanii i Izraelu.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Poczucie winy – doznanie, które zmusza do refleksji

Poczucie winy jest jak źle ustawiony wewnętrzny drogowskaz. (fot. iStock)
Poczucie winy jest jak źle ustawiony wewnętrzny drogowskaz. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Poczucie winy jest jak ćmiący ból zęba. Da się z nim żyć, ale niezbyt przyjemnie. Nic dziwnego, że oczekujemy od terapeuty, aby nas od niego uwolnił. Niestety, poczucia winy zwykle nie da się usunąć bez zmiany sytuacji. A tej musimy dokonać sami.

Mariola, 29 lat, elegancka kobieta w niezłym samochodzie, studiuje już trzeci kierunek. – Nie wiedziałam, co chcę robić w życiu, studiowałam ochronę środowiska i zarządzanie, ale to nie dla mnie. Wreszcie znalazłam to, o co mi chodzi. Właściwie od dziecka chciałam być lekarką, ale nie miałam odwagi. Nie wierzyłam w siebie. A teraz jestem już na trzecim roku, zaraz będzie z górki – opowiada radośnie o swoich sukcesach, których sama się nie spodziewała. Pochodzi z małej wioski, w jej rodzinie nikt nie studiował, a ona, proszę!

Mieszka w stolicy, jeździ samochodem, będzie lekarką, ma z czego być dumna. Ale całą przyjemność zepsuła jej niedawno starsza siostra. – Nawrzeszczała na mnie, że wpędzam matkę do grobu – Mariola ma łzy w oczach. – A wpędza pani? – Skądże! Mama powinna się cieszyć. Ja jej to wszystko wynagrodzę, jak skończę studia, ale teraz jeszcze nie mogę, te studia są wymagające, mama obiecała, że będzie mi pomagać, dopóki się uczę. Ja trochę pracuję, ale mało, bo muszę wkuwać.

Od słowa do słowa sytuacja staje się jasna. Mariola zarabia na osobiste wydatki. Mieszkanie i całą resztę opłaca mama, starsza pani na emeryturze, bo Mariola jest późnym dzieckiem. Dotąd wszystko było w porządku, ale mama zachorowała i konieczne są wydatki na leczenie. Mama nadal pomaga Marioli, ale dziewczyna wie, że robi to swoim kosztem. Nie starcza jej pieniędzy na życie. Mariolę bardzo to martwi, ale co ma zrobić? Przecież nie przerwie studiów. Zresztą ta inwestycja w córkę się mamie opłaca, bo jak Mariola skończy studia i zacznie zarabiać, to mamie nie zabraknie niczego. Ale siostra Marioli nie przyjęła tego argumentu.

„Boję się, że nie zdążysz się mamie zrewanżować” – powiedziała, burząc tym samym spokój sumienia Marioli. Mariola jest zła na siostrę, która skończyła tylko zawodówkę i nie rozumie jej aspiracji. Ale gdzieś pod tą złością kryje się poczucie winy, które podpowiada Marioli, że nie jest w porządku, żyjąc do tej pory na koszt mamy. Bardzo by chciała, żebym ją uwolniła od tego poczucia. Niestety, to nie w mojej mocy. Nie mam wpływu na czyjeś sumienie. Wiem tylko, że warto je traktować jak drogowskaz. Zamiast przysypywać poczucie winy złością na siostrę, lepiej znaleźć rozwiązanie sytuacji. Bo czy jedynym sposobem na ukończenie wymarzonych studiów jest życie na koszt matki emerytki?

Mariola zaczyna szukać innych sposobów i okazuje się, że można je znaleźć. Wystarczy więcej pracować albo sprzedać samochód, albo… Ale nawet gdyby się nie dało nic wymyślić, czy mamy prawo żyć na cudzy rachunek? A jeśli już się na to decydujemy, jakieś koszty musimy ponieść. Choćby w postaci poczucia winy, które informuje nas, że nie jesteśmy w porządku.

40-letnia Maria od roku ma kochanka i poczucie winy, że zdradza męża. Od roku mierzy się z decyzją: porzucić męża czy kochanka? Bez rezultatu. Bo co ma wybrać? Może chociaż powiedzieć mężowi? To oznaczałoby koniec ich małżeństwa, zniszczenie domu, który daje dzieciom poczucie bezpieczeństwa, a na to Maria nie może się zgodzić. Zerwać z kochankiem?

Za nic! Całe życie marzyła o wielkiej miłości i on jest właśnie spełnieniem tych marzeń. Czuły, delikatny, troskliwy. Gotowy czekać na to, co Maria zdecyduje. A Maria miota się i cierpi, ale wciąż nic nie postanawia. Dlaczego? Wszystko wskazuje na to, że już wybrała. Bezpieczny dom i od czasu do czasu cudowne spotkanie z kochankiem. Gdyby nie to, że Maria ma poczucie winy, byłaby szczęśliwa. Niestety, poczucie winy jest wpisane w tę sytuację. Przypomina Marii, że to, co robi, nie jest w zgodzie z jej wartościami, wśród których wierność i uczciwość zajmują wysoką pozycję.

Za każdy wybór płacimy jakąś cenę. Także wtedy, gdy pozornie wcale nie dokonujemy wyboru. I może dobrze, że nie ma od tego ucieczki, bo wtedy stracilibyśmy coś bardzo cennego – informację o tym, jak oceniamy to, co sami robimy. Poczucie winy z powodu niewierności to pewnie mniejszy koszt niż rozwalenie domu albo rezygnacja z wielkiej miłości. Ale liczenie na to, że można mieć wszystko, nic za to nie płacąc, to już przesada. Choć bywa, że poczucie winy zwodzi na manowce. Zwłaszcza wtedy, gdy nie wynika ono z naszych, lecz z cudzych przekonań.

Monika, 37 lat, matka trójki dzieci, od 8 lat nie pracuje zawodowo, żeby móc się nimi zajmować, ale jest coraz bardziej nieszczęśliwa, co strasznie złości jej męża. – Każda kobieta chciałaby być na jej miejscu! – wygłasza mąż z przekonaniem. – Mamy piękny dom, na który zarabiam, ona ma tylko wychowywać dzieci. Nie oczekuję, że będzie mi za to dziękować, ale mogłaby chociaż być zadowolona, że stworzyłem jej takie warunki!

Ale Monika nie jest, choć bardzo by chciała. Obwinia siebie, że widocznie jest złą żoną i matką, skoro zajmowanie się domem i dziećmi nie jest tym, o co jej chodzi. A powinno. – Dlaczego powinno? – pytam. – Bo to jest powołanie każdej kobiety! – odpowiada mąż, który nie ma w tej sprawie żadnych wątpliwości. – Pani też tak uważa? – pytam dalej. – Wiem, że dla dzieci najlepiej, żeby były z matką. Ale to już trwa ósmy rok. Chciałabym iść do pracy, mieć swoje życie – odpowiada Monika. – To nie jest twoje życie? – pyta mąż i Monika natychmiast czuje się winna. Wcale nie dlatego, że jest złą matką, choć w pierwszej chwili tak jej się wydaje. Ale tak naprawdę czuje się winna, że nie potrafi się wpasować do cudzego obrazka, do którego od lat dzielnie się dostosowuje. To nie ma nic wspólnego z tym, jaką jest matką.

Poczucie winy może trzymać nas w miejscu albo sprawić, że kręcimy się w kółko. Tak jak źle ustawiony drogowskaz. Dlatego warto sprawdzić, czy na pewno my go stawiamy. Jeśli tak – nie ma rady, trzeba się z nim liczyć, zamiast się tłumaczyć i usprawiedliwiać. Jeśli nie – warto szukać własnej drogi, która zwykle różni się od cudzych wizji.

[newsletterbox]

  1. Styl Życia

Medytacja na wyczerpanie psychiczne

Joga kundalini oferuje wiele medytacji, które pomagają odświeżyć umysł. Używamy w nich precyzyjnych ruchów, oddechu, koncentracji po to, aby wpłynąć na podwzgórze mózgu, które z kolei bezpośrednio oddziałuje na system nerwowy, wzmacniając go, i na układ dokrewny, regulując wytwarzanie hormonów. (Fot. iStock)
Joga kundalini oferuje wiele medytacji, które pomagają odświeżyć umysł. Używamy w nich precyzyjnych ruchów, oddechu, koncentracji po to, aby wpłynąć na podwzgórze mózgu, które z kolei bezpośrednio oddziałuje na system nerwowy, wzmacniając go, i na układ dokrewny, regulując wytwarzanie hormonów. (Fot. iStock)
Trudno o jakiekolwiek pozytywne nastawienie, gdy czujemy się wyczerpani psychicznie, zawodzi nas pamięć, przerasta rozwiązywanie problemów. To symptomy zmęczonego mózgu. Jak wysłać głowę na urlop – mówi Iwona Kozak, nauczycielka jogi kundalini i terapeutka reiki.

Im większy stres i im dłużej trwa, tym trudniej przychodzi nam prawdziwa relaksacja i głęboki odpoczynek. Wpadamy w błędne koło: brak odpoczynku zwiększa stres, a coraz większy stres utrudnia odpoczynek. Jak się z niego wyrwać?

Medytując i ćwicząc jogę – tak od tysięcy lat utrzymują jogini, a od niedawna również naukowcy. Przeprowadzone na uniwersytecie w Bostonie badania potwierdziły, że regularna praktyka jogi przyczynia się do zwiększenia ilości kwasu gamma-aminomasłowego (GABA) w mózgu (co – upraszczając – pozwala nam dobrze spać, zrelaksować się oraz zwiększa sprawność umysłową). Z kolei uczeni z uniwersytetów Harvarda, Yale i z Instytutu Technologii w Massachusetts wykazali, że mózgi osób, które regularnie medytują, są… większe.

Joga kundalini oferuje wiele medytacji, które pomagają odświeżyć umysł. Używamy w nich precyzyjnych ruchów, oddechu, koncentracji po to, aby wpłynąć na podwzgórze mózgu, które z kolei bezpośrednio oddziałuje na system nerwowy, wzmacniając go, i na układ dokrewny, regulując wytwarzanie hormonów. Choć medytacje te mogą się wydać na początku skomplikowane, nie wymagają od nas żadnego doświadczenia, a ich pozytywne efekty odczuwamy już po kilku dniach. Wystarczy kilkanaście minut dziennie, odrobina koncentracji i chęci, by poprawić jakość swojego życia.

Ćwiczenie na umysłowe wyczerpanie

Na umysłowe wyczerpanie proponuję medytację złożoną z czterech etapów. W czasie każdego z nich siedzimy w wygodnej pozycji z wyprostowanym kręgosłupem. Oczy są zamknięte i skupione na punkcie między brwiami. Oddychamy przez nos.

Ramiona zginamy w łokciach, dłonie wysuwamy do przodu. Wnętrze prawej dłoni kierujemy do dołu, lewej – do góry. Każdy wdech składa się z ośmiu krótkich wdechów, każdy wydech – z ośmiu krótkich wydechów. Wykonujemy ruch rękoma wyprostowanymi od łokcia do dłoni, tak jakbyśmy na przemian odbijali piłkę prawą i lewą ręką. Gdy podnosimy prawą dłoń, lewą opuszczamy. Dłonie podnoszą się na wysokość ok. 20 cm. Każdy taki ruch jest skoordynowany z krótkim wdechem lub wydechem. Utrzymujemy szybkie, rytmiczne tempo (czas trwania: 3 min).

Wykonujemy taki sam ruch rękoma, ale wnętrze prawej dłoni jest skierowane do góry, a lewej – do dołu (czas trwania: 3 min). Powtarzamy pierwszy etap (czas trwania: 3 min). Opuszczamy ramiona, kładziemy dłonie na kolanach. Oddychamy spokojnie i głęboko. Oczy są zamknięte (czas trwania: 5 min).

  1. Psychologia

Porozmawiajmy o żalu – karty emocji Katarzyny Miller

Żal pojawia się w nas, kiedy spoglądamy w przeszłość i myślimy, że gdybyśmy postąpili inaczej albo gdyby się coś inaczej ułożyło, nasze życie byłoby inne, a my bylibyśmy szczęśliwsi niż jesteśmy. (Fot. iStock)
Żal pojawia się w nas, kiedy spoglądamy w przeszłość i myślimy, że gdybyśmy postąpili inaczej albo gdyby się coś inaczej ułożyło, nasze życie byłoby inne, a my bylibyśmy szczęśliwsi niż jesteśmy. (Fot. iStock)
To uczucie zwykle ściąga nas w dół i każe ciągle spoglądać w przeszłość, ale można też podejść do niego konstruktywnie. Kiedy żałujemy, wiemy przynajmniej, co było dla nas ważne. Oto kolejna karta emocji Katarzyny Miller i Joanny Olekszyk. 

Żal...

...pojawia się w nas, kiedy spoglądamy w przeszłość i myślimy, że gdybyśmy postąpili inaczej albo gdyby się coś inaczej ułożyło, nasze życie byłoby inne, a my bylibyśmy szczęśliwsi niż jesteśmy. Zwykle żałujemy, że czegoś nie zrobiliśmy albo wprost przeciwnie - że właśnie zrobiliśmy. Bliskim bratem żalu jest poczucie winy, dlatego często lubią chodzić razem. Taka para zwykle działa podwójnie dołująco, bo im bardziej zapętlamy się w krytykowaniu siebie, tym bardziej żałujemy. Zwykle tuż po jakimś zdarzeniu najbardziej żałujemy tego, co zrobiliśmy, z perspektywy czasu - bardziej boli nas coś, czego zaniechaliśmy: nie pojechaliśmy w tamtą podróż, nie zagadaliśmy do tamtego chłopaka czy nie spróbowaliśmy jeszcze raz podejść do egzaminu. Paradoksalnie, im mamy większy wachlarz możliwości, tym większe pole do popisu dla żalu. Kiedy niewiele rzeczy zależy od nas, nie mamy do siebie pretensji i nie wyrzucamy sobie po latach własnej opieszałości czy złego wyboru. Można też powiedzieć, że im większa wyobraźnia i skłonność do idealizacji, tym odczuwany żal może być intensywniejszy. Bo przecież nie mamy dowodów na to, jak inaczej potoczyłoby się nasze życie, my tylko projektujemy je we własnej głowie. Odczuwanie żalu zależy więc jedynie od nas. Możemy też czuć żal do kogoś (np. do rodziców), że nie odnosił się do nas tak, jak tego potrzebowaliśmy, za porzucenie, za krzywdzące potraktowanie.

Po co nam to uczucie?

Żal nie musi nas skłaniać do podcinania własnych skrzydeł, a do ich rozwijania. Jest bowiem informacją - otrzymaną od samego siebie - że stać nas na więcej, że mamy w sobie niewykorzystany potencjał. Żal może być konstruktywny, jeśli zdamy sobie sprawę z tego, o jakiej niespełnionej potrzebie nas informuje. Wtedy łatwiej zmotywować się do tego, by naprawić błędy z przeszłości (oraz unikać ich w przyszłości), a także by zmienić kierunek swojego życia.

Zadania:

  • Czego w życiu najbardziej żałujesz? Poświęć chwilę na zastanowienie się nad tym, a nawet zrobienie listy. To bardzo ważne zadanie, które wcale nie ma na celu zdołowania cię. Kiedy ujrzysz czarno na białym, czego ci żal, dowiesz się, co ma dla ciebie największą wartość. Jeśli najbardziej żałujesz porzucenia studiów artystycznych - to już wiesz, że czujesz się źle, bo nie realizujesz się twórczo w swoim życiu. Dobra wiadomość jest taka, że nawet teraz możesz to zmienić.
  • Jeśli żal jest uczuciem, które nierzadko ci towarzyszy, prawdopodobnie zbyt często wybiegasz myślami w przyszłość albo sięgasz do przyszłości. Za mało jest cię w twojej teraźniejszości, która jest przecież piękna i ważna, głównie dlatego, że dzieje się teraz i nigdy już się nie powtórzy. Pomyśl o wszystkich rzeczach, które obecnie możesz zrobić - od najbardziej prostych, jak zjeść coś dobrego czy pójść na spacer, po te bardziej wymagające, ale przecież też możliwe: powiedzieć komuś, że go kochasz; przeprosić za coś, co kiedyś zrobiłeś. Ćwicz się we wzbudzaniu w sobie uczucia wdzięczności - to skuteczny sposób na przywołanie dobrego samopoczucia.
  • Jedna sprawa, kiedy ogarnia nas żal na myśl o czymś, co nam się nie udało; inna - gdy żałujemy utraty czegoś lub kogoś, na który to fakt nie mieliśmy żadnego wpływu. Jeśli nadal cierpisz z powodu czyjegoś odejścia, śmierci czy wyjazdu; jeśli opłakujesz utracone dzieciństwo czy młodość - jedyną wskazówką będzie praktyka akceptacji i zgody na to, co jest, bo jest.
Więcej w zestawie z książeczką: "Poznaj siebie. Karty emocji", Katarzyna Miller, Joanna Olekszyk, wyd. Zwierciadło, do kupienia na zwierciadlo.pl/sklep.

  1. Kuchnia

Korzenna chai latte - przyjemność dla podniebienia, pożytek dla mózgu

Korzenna chai latte (Fot. Oliver Barth/ Wydawnictwo Zwierciadło)
Korzenna chai latte (Fot. Oliver Barth/ Wydawnictwo Zwierciadło)
Po co komu kawa, jeśli można wypić pyszną, korzenną i lekko pikantną latte, która pobudzi nie tylko kubki smakowe, lecz także umysł? Jeśli masz ochotę na coś łagodniejszego, możesz zmniejszyć ilość czarnego pieprzu i imbiru, ale ich korzystny wpływ na smak (oraz na trawienie) jest niezaprzeczalny, więc może warto spróbować?

Przepis pochodzi z książki „Smart Plants. Jak wykorzystać naturalne nootropiki, by usprawnić myślenie, koncentrację i pamięć.”, Julie Mooris

Mózg to niezwykle złożony organ. Podstawowa wiedza na temat jego funkcji i procesów oraz związków chemicznych, które je wspomagają, może okazać się bardzo przydatna w podjęciu kolejnych kroków na drodze do optymalizacji myślenia i odczuwania. Właśnie tym zagadnieniom poświęcona jest książka.

Znajdziesz w niej  65 przepisów opartych na produktach pochodzenia roślinnego,  oraz praktyczne informacje na temat biologii mózgu i jego funkcji (bez obaw, to nie są żadne zawiłe treści!), a także metody, które mogą skutecznie poprawić jego pracę i wydajność. Lektura tej książki daje narzędzia umożliwiające identyfikację własnych potrzeb, co w dalszym etapie pozwoli Ci zmodyfikować dietę w taki sposób, by jak najskuteczniej wspierała twój umysł.

Składniki na 2 szklanki/2 porcje: 

  • 2 szklanki niesłodzonego mleka migdałowego
  • 2 daktyle medjool, bez pestek
  • 2 łyżeczki soplówki jeżowatej w proszku (do kupienia w sklepach ze zdrową żywnością)
  • niepełna 1/4 łyżeczki cytryńca chińskiego w proszku
  • 1/2 łyżeczki cynamonu, mielonego
  • 1/2 łyżeczki imbiru, mielonego
  • 1/8 łyżeczki kardamonu, mielonego
  • 1/4 łyżeczki czarnego pieprzu, drobno mielonego
  • stewia w płynie, do smaku (opcjonalnie)

Umieść wszystkie składniki oprócz stewii w blenderze i utrzyj na gładko. Przelej płyn do rondla i postaw go na małym ogniu. Podgrzewaj, aż zacznie lekko wrzeć. Zamieszaj przed wypiciem i racz się natychmiast. Dosłodź stewią tylko jeśli to konieczne.

Więcej smacznych i zdrowych roślinnych przepisów znajdziesz w książce: „Smart Plants. Jak wykorzystać naturalne nootropiki, by usprawnić myślenie, koncentrację i pamięć” Julie Morris.

  1. Psychologia

Co rozgrywa się w mózgu osoby wysoko wrażliwej?

Badania przeprowadzone przez dr Elaine Aron wskazują na pewne istotne różnice w funkcjonowaniu mózgu osób z wysoką wrażliwością w porównaniu z innymi. (Fot. iStock)
Badania przeprowadzone przez dr Elaine Aron wskazują na pewne istotne różnice w funkcjonowaniu mózgu osób z wysoką wrażliwością w porównaniu z innymi. (Fot. iStock)
Czujesz się przytłoczona własnymi emocjami? Bardzo łatwo cię zranić? Czasami chciałabyś po prostu schować się przed całym światem? To oznaki wysokiej wrażliwości. I choć nie jest to choroba, lecz cecha osobowości, wyróżniają ją istotne różnice w funkcjonowaniu mózgu.

Fragment pochodzi z książki Katarzyny Kucewicz "Kobiety, które czują za bardzo", Wydawnictwo Rebis. 

Wszystkie narządy wewnętrzne osób wysoko wrażliwych działają sprawnie, jeśli nie toczy ich inna, niezwiązana z naszym zagadnieniem choroba. Badania przeprowadzone przez dr Elaine Aron wskazują jednak na pewne istotne różnice w funkcjonowaniu mózgu osób z wysoką wrażliwością w porównaniu z innymi. Dr Aron, jako pionierka pracy naukowej nad wysoką wrażliwością, wiedziała, że aby jej teoria została potraktowana poważnie, musi opierać się na istotnych badaniach klinicznych. Same obserwacje i wywiady z osobami czującymi podobnie nie wystarczyłyby do tego, aby stworzyć tak potężną teorię. Dlatego dr Aron wraz z mężem podjęła się zbadania aktywności mózgu z użyciem funkcjonalnego obrazowania metodą rezonansu magnetycznego (fMRI). Małżeństwo chciało przyjrzeć się dokładnie, w jaki sposób ośrodkowy układ nerwowy reaguje na docierające do niego bodźce z zewnątrz. Eksperymenty badaczy udowodniły, że 15–20 procent populacji reaguje z dużo większą wrażliwością niż przeciętna. Tak wyglądał początek odkrywania tej cechy osobowości człowieka. Do dziś przeprowadzane są liczne analizy sprawdzające wysoką wrażliwość w odniesieniu do innych cech. Naukowcy z całego świata publikują swoje wyniki na stronie www.hsperson.com.

Zbierając je w całość, wysnuwają dziś cztery główne wnioski dotyczące specyfiki funkcjonowania układu nerwowego osób wysoko wrażliwych. Oto one:

Mózg osoby wysoko wrażliwej w odmienny sposób reaguje na dopaminę

Dopamina jest neuroprzekaźnikiem uwalnianym z zakończeń nerwowych układu współczulnego i rdzenia nadnerczy. Znajdziemy ją w obwodowym i ośrodkowym układzie nerwowym. W istotny sposób wpływa na psychikę – przede wszystkim zwiększa motywację do działania i powoduje, że człowiek ma więcej energii i chęci do życia, do tworzenia. Dopamina najpierw popycha nas do działania, a następnie odpowiada za błogie poczucie zwycięstwa. Reguluje motywację do poszukiwania zewnętrznych bodźców wzmacniających. „Z punktu widzenia dopaminy posiadanie nie jest interesujące. Liczy się tylko zdobywanie. Jeśli mieszkasz pod mostem, dopamina sprawi, że zapragniesz namiotu. Jeżeli masz już namiot, zażąda od ciebie domu. Gdybyś zamieszkał w najdroższej rezydencji na Ziemi, wzbudziłaby pragnienie zamku na Księżycu. Dopamina nie zna miary dobrego i nie wie, co to linia mety” – wyjaśniają Daniel Z. Lieberman i Michael E. Long, autorzy książki "Mózg chce więcej. Dopamina. Naturalny dopalacz".

Dowiedziono, że osoby wysoko wrażliwe są mniej łase na nagrody zewnętrzne niż osoby o umiarkowanym poziomie wrażliwości. Oznacza to, że wizja nagrody nie jest dla nich na tyle kusząca, by uporczywie za nią podążały. Bardziej w ich stylu jest uważne przetwarzanie informacji, przyglądanie się różnym zjawiskom w powolnym skupieniu. Przez to zwykle bywają dokładniejsze i bardziej sumienne, nie mają tak silnej potrzeby rywalizacji, nie są nigdy ślepo nastawione na wygraną. Co to oznacza w praktyce? Wyobraźmy sobie dwie siostry (Wiolę – wysoko wrażliwą i Natalkę – nisko wrażliwą), które starają się o udział w olimpiadzie matematycznej i w ramach przygotowań z zapałem rozwiązują kolejne zadania. Dziewczynka wysoko wrażliwa, choć równie pilnie przykłada się do zadań, nie jest tak podekscytowana wizją prestiżu olimpijskiego jak jej nisko wrażliwa siostra, która fantazjuje o podium i wyobraża sobie wygraną, co ją bardzo pobudza. Silne pobudzenie nie zawsze dobrze działa na koncentrację i uważność potrzebne do prawidłowego przetwarzania informacji. Dlatego w efekcie niewykluczony byłby scenariusz, że to ta pierwsza poradziłaby sobie z zadaniami lepiej, gdyż sytuacja nie byłaby dla niej wysoce stymulująca, więc mogłaby się lepiej skupić niż siostra. Ale nie jest to takie proste – bo gdyby zadania były rozwiązywane w dużej sali, hałaśliwej, z setką nastolatków, to otoczenie działałoby na Wiolę – wysoko wrażliwą – przytłaczająco i dekoncentrująco.

Nadmiar wrażeń i pobudzenia są dla osób wysoko wrażliwych niezwykle energochłonne i mogą bardzo wytrącać z rytmu. Osoba wrażliwa, żeby pracować wydajnie, musi mieć zapewnioną przestrzeń odbodźcowaną. Dlatego sporo wrażliwych osób ceni sobie pracę zdalną, pracę w małych firmach, gdzie nie ma wielu osób dookoła. Co prawda jeśli wykonują zawód, którego nie da się uprawiać w pojedynkę, i tak z reguły radzą sobie z zadaniami, ale koszt, jaki ponoszą, jest bardzo duży.

Warto, żeby wybrzmiała tu kluczowa uwaga: przestymulowanie, jakiego bardzo często doświadczają osoby o wysokiej wrażliwości, jest utrudnieniem, ale nie uniemożliwia wykonywania różnych zawodów. Popularna piosenkarka rockowa Alanis Morissette, osoba z pierwszych stron gazet, stymulowana zewsząd, jest jedną z najbardziej znanych na świecie wysoko wrażliwych kobiet. Jej kariera w niczym nie odbiega od kariery ekstrawertycznych gwiazd popkultury. Ale ze względu na swoją cechę płaci ona wyższą cenę za tę nadmierną dla jej ośrodkowego układu nerwowego stymulację i potrzebuje statystycznie więcej czasu, żeby się zregenerować.

Neurony lustrzane osób wysoko wrażliwych są bardziej aktywne

Neurony lustrzane to skupiska komórek nerwowych w mózgu. Uaktywniają się albo podczas obserwowania czynności wykonywanej przez inne osoby, albo w trakcie wykonywania danej czynności. Dzięki nim jesteśmy w stanie rejestrować sposób, w jaki ktoś się zachowuje, a następnie naśladować jego reakcje. To one odpowiadają za nasz poziom empatii. Są „lustrzane”, bo pozwalają nam jak w lustrze odzwierciedlać czyjeś nastroje. Czyli gdy widzimy, jak ktoś płacze – smutniejemy, uśmiechamy się zaś szeroko, gdy z innych tryska radość. Neuronom lustrzanym zawdzięczamy umiejętność współodczuwania z innymi i stawiania się w czyimś położeniu. Dzięki nim większość z nas potrafi wykrzesać z siebie współczucie wobec cierpienia drugiej osoby, nawet jeśli jej krzywda jest dla nas niedotkliwa. Im większa aktywność neuronów lustrzanych, z tym bardziej empatycznym człowiekiem mamy do czynienia.

Badania wskazują, że neurony lustrzane odgrywają niebagatelną rolę w funkcjonowaniu ludzi wysoko wrażliwych. U nich te neurony są dużo bardziej aktywne niż u przeciętnego Jana Nowaka, który co prawda posiada tyle samo neuronów lustrzanych, ale nie aż tak aktywnych. To dobra i zła wiadomość dla osób wysoko wrażliwych. Dobra, bo odznaczają się uważnością na krzywdę i cierpienie drugiego człowieka. Zwykle bardzo przeżywają tragedie i są wyczulone, kiedy komuś dzieje się krzywda. Zła wiadomość jest taka, że wysoko wrażliwi często są głęboko wstrząśnięci tragediami, które spotykają obcych im ludzi. Bywają poruszeni do tego stopnia, że trudno im wrócić do równowagi. Badania z użyciem funkcjonalnego rezonansu magnetycznego przeprowadzone w 2014 roku przez dr Biancę Acevedo z University of California wykazały, że osoby wysoko wrażliwe mają wyższy poziom aktywności neuronów lustrzanych, nie tylko wobec osób znajomych, ale także obcych, kompletnie sobie nieznanych.

Życie z tak wysoką empatią może być naprawdę uciążliwe. Oglądanie filmów czy słuchanie historii o cierpieniu innych może być wręcz nieznośne dla osoby z wysoką wrażliwością. Tola, 31-letnia właścicielka marki odzieżowej, opowiada: „Nie mogę patrzeć na porzucane lub maltretowane zwierzęta. Ilekroć w serwisach społecznościowych ktoś wrzuca posty o zbiórkach, dostaję dreszczy i mam łzy w oczach. To mnie rozbija na długie godziny. Przestałam obserwować w internecie takie strony. Od lat co miesiąc przelewam określoną sumę na dwie fundacje, ale nie chcę patrzeć na to, co publikują, bo jest to dla mnie uderzenie, po którym nie mogę się pozbierać. Wstyd mi o tym mówić, ale to silniejsze ode mnie. Tak bardzo im współczuję. Z wielką przyjemnością dzielę się tym, co mam, bardzo, bardzo chcę pomagać. Ale bezpośredni widok cierpienia zwierząt jest dla mnie tak trudny, że jeśli mogę, to odwracam wzrok”.

Osoby wysoko wrażliwe naprawdę czują intensywniej

Mózg jest najciekawszym narządem w ciele człowieka, to pewne. Ale która część mózgu od lat najbardziej frapuje badaczy? Zdecydowanie kora przedczołowa, bo to ona głównie odpowiada za nasze procesy psychiczne. Jak sama nazwa wskazuje, jest umiejscowiona z przodu, najbliżej naszej twarzy. Zawiaduje procesami poznawczymi i emocjonalnymi, które zachodzą w naszym mózgu. Jedną ze składowych kory przedczołowej jest część zwana korą brzuszno-przyśrodkową, odpowiedzialna za percepcję, ekspresję naszych emocji oraz przetwarzanie danych sensorycznych. Osoby wrażliwe mają tendencję do odczuwania „bardziej” właśnie na poziomie kory brzuszno-przyśrodkowej. To dzięki niej intensywnie przeżywają ekscytujące sytuacje społeczne, nawet te umiarkowanie ekscytujące.

Dlaczego ta część kory działa u niektórych ludzi inaczej? Chodzi o geny. A zwłaszcza jeden – wpływający na przetwarzanie danych u osób wysoko wrażliwych.

Powróćmy do Wioli i Natalki, które przygotowywały się do olimpiady matematycznej. Wysoko wrażliwa Wiola mogłaby mieć kłopot z hałasem w sali gimnastycznej, w której odbywałaby się olimpiada, właśnie dlatego, że gwar, harmider, nadmiar bodźców działałby na nią rozpraszająco. Dużo bardziej komfortowo czułaby się w małym pomieszczeniu z niewielką ilością bodźców. Nadmiar bodźców jest dla osoby wrażliwej przytłaczający, podobnie jak sytuacje silnie angażujące emocjonalnie. Wiola, stojąc przed salą gimnastyczną i słuchając głosów innych ludzi przeżywających olimpiadę i stresujących się nią, mogłaby doznać wielu bardzo silnych uczuć, tak jakby kontenerowała emocje wszystkich dookoła. Mogłoby ją to rozproszyć właśnie dlatego, że wysoko wrażliwi reagują silnie nawet na subtelne sygnały emocjonalne wysyłane przez innych.

Osoby o wyjątkowej wrażliwości czują bardziej wnikliwie

Naukowcy badający wysoką wrażliwość twierdzą, że wrażliwy mózg jest idealnie dostrojony, by wyłapywać i interpretować subtelności w zachowaniach innych ludzi. OWW są w tym znacznie lepsze niż większość ludzi o przeciętnej wrażliwości. Z czego to wynika? Ze wzmożonej aktywności konkretnych obszarów mózgu (wyspy, zakrętu obręczy), które „zapalają się” podczas sytuacji społecznych. Wyczuwanie subtelności to czułość na mikrogesty, czyli na to, jakie ktoś dobiera słowa, w jakim tempie do nas mówi, jak reaguje, kiedy my mówimy do niego. Pozwala prędko się zorientować, czy osoba, z którą rozmawiasz, jest uczciwa czy może kłamie. Czy dokonuje autoprezentacji, czy też jej intencje są szczere. Często w nieznaczących z pozoru gestach osoba wysoko wrażliwa dostrzega sedno czyjegoś problemu i może szybciej zauważyć to, co inni dostrzegają dopiero po dłuższym przyjrzeniu się danej osobie. Potrafi też celnie spuentować czyjś problem właśnie dlatego, że wyłapuje te subtelne niuanse.

Katarzyna Kucewicz, 'Kobiety, które czują za bardzo', Wydawnictwo Rebis. Katarzyna Kucewicz, "Kobiety, które czują za bardzo", Wydawnictwo Rebis.