1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Kobieta na zakręcie - gdzie szukać pomocy?

Kobieta na zakręcie - gdzie szukać pomocy?

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Gdy w domu jest piekło, trzeba działać szybko, a nie zagłębiać się w swoją sytuację i pytać, dlaczego się w niej znalazłam. To jest dobre pytanie, ale na później. Najpierw potrzebne jest określenie problemu i motywacja do zmian – mówi psychoterapeutka Małgorzata Sadurska Pietruszewska.

Artykuł archiwalny

Co dla kobiety „na zakręcie” powinno być alarmującym sygnałem, że nie może biernie czekać, ale musi szukać pomocy?
Jej stan: depresyjny nastrój, wycofanie, unikanie ludzi, niekontrolowane napady złości, choroby psychosomatyczne, a zwłaszcza to, że czuje się całkowicie bezradna. Zwykle jest tak, że kobieta tkwi w hermetycznym układzie, bo ukrywa fakt, że doświadcza przemocy, że mąż pije czy jest hazardzistą. Taka jest specyfika tych rodzin. Kobiety przeżywające osobistą gehennę pozostają więc samotne, nie mają wsparcia przyjaciół. Nie radzą sobie w tej sytuacji, więc starają się ją racjonalizować – usprawiedliwiają męża, obwiniają siebie.

Co powinny robić?
Wychodzić na zewnątrz i o tym mówić. Ale to nie jest łatwe, gdyż kobiety wstydzą się opowiadania o swoim dramacie. Stereotypy funkcjonujące w naszym społeczeństwie każą im z jednej strony czuć się odpowiedzialnymi za swoją rodzinę, a z drugiej – wpędzają je w poczucie winy, bo uważa się, że jeśli kobieta nie potrafi okiełznać swojego męża, to znaczy, że jest słaba. Kobiety czują się odpowiedzialne i winne, takie poczucie też może być sygnałem do szukania pomocy. W organizacjach takich jak OPTA uświadamiają sobie, że nie ponoszą odpowiedzialności za męża, za jego picie, za przemoc, którą stosuje, uczą się, że nie muszą się wstydzić swojej sytuacji.

Pomoc przyjaciółki nie wystarczy? Na czym polega przewaga takich miejsc jak OPTA nad wsparciem bliskich?
Pomoc przyjaciółki zawsze jest cenna, ale to za mało. Przyjaciółka, nawet najlepsza, na ogół nie zna specyfiki tych problemów. W ośrodkach takich jak OPTA kobieta dostaje odpowiednią wiedzę. To niezwykle potrzebne, bo na ogół kobieta ma mętlik w głowie. Docierają do niej przekazy rodzinne, stereotypy, normy społeczne i ona nie wie, jakie ma podejmować kroki. Pod fachowym okiem dowiaduje się, jak postępować, żeby zacząć budować swoją autonomię, żeby wyjść z przemocy czy współuzależnienia.

Ale to długi proces. Od czego się zaczyna?
Bardzo ważny jest początek. Trzeba kobiecie pomóc rozpoznać sytuację i wesprzeć ją w konkretnych działaniach, np. gdy zdecyduje się wystąpić o alimenty, napisać pozew rozwodowy czy alimentacyjny, doniesienie do prokuratury o znęcaniu się nad rodziną. To właśnie powinno się zaoferować kobiecie w pierwszej fazie – konkretne praktyczne działania. W dramatycznych okolicznościach nawet panie z dyplomami wyższych uczelni tracą głowę. Przemoc zdarza się we wszystkich grupach społecznych, niezależnie od poziomu wykształcenia. Nie trzeba mieć siniaków i złamanych kości, aby być jej ofiarą.

Na pomoc psychologiczną przyjdzie czas?
Gdy w domu jest piekło, trzeba działać szybko, a nie zagłębiać się w swoją sytuację i pytać, dlaczego się w niej znalazłam. To jest dobre pytanie, ale na później. Najpierw potrzebne jest rozpoznanie problemu i motywacja do zmian. Człowiek jest zdolny do zmiany swojego życia, jeżeli czuje się silny i widzi nadzieję. Na tym się koncentrujemy. Jeżeli ktoś trwał przez wiele lat w takiej sytuacji, to jego energia została wyczerpana i trzeba ją odzyskać. Na głębszą terapię trzeba poczekać do czasu, gdy kobieta stanie na nogach – uporządkuje swoją sytuację prawną, mieszkaniową, uwolni się od przemocy, uniezależni się materialnie od męża.

Co w tej pierwszej fazie jest dla kobiety najtrudniejsze?
Wyzbycie się lęku przed eskalacją przemocy albo przed tym, żeby mąż jeszcze bardziej nie zaczął pić. To strach podpowiada: „On mnie zabije, jeśli będę próbowała coś zmienić, nie poradzę sobie sama, to moja wina”. W Opcie uczymy kobiety oswajać ten strach, uczymy, że nie należy się cofać.

Co zrobić, gdy pijany partner wpada w furię?
Np. zadzwonić po policję, nie czekać, tylko wyjść z domu, zabrać ze sobą dzieci, zabrać swoje dokumenty. Kobieta musi wiedzieć, co robić. Razem z nią budujemy plan, gdzie powinna udać się po wsparcie i pomoc.

A gdy to wsparcie już otrzyma?
Przede wszystkim zaczyna widzieć nadzieję na zmianę. To niewiarygodne, ale taki promyk nadziei może rozświetlić jej życie na tyle, że ma odwagę wyjść na prostą. Pomagają jej w tym nie tylko liczne treningi, ale także inne kobiety, które też przeszły podobne piekło i przełamały strach.

Jakie jeszcze korzyści czekają na kobietę za tym zakrętem?
Może zacząć normalnie funkcjonować jako niezależna jednostka. Może spełniać swoje marzenia, realizować niezaspokojone dotąd potrzeby. Nowa sytuacja daje jej takie możliwości, ale najpierw musi się spotkać z tymi potrzebami i marzeniami, z przekonaniem, że można żyć inaczej, czerpać radość i przyjemność z bycia kobietą.

Może liczyć na to, że jej metamorfoza wymusi zmiany na mężu?
Zmiana jednego z członków systemu zazwyczaj implikuje zmiany w całym systemie. Kiedy kobieta potrafi powiedzieć „nie”, kiedy nie płacze już po nocach, a częściej się uśmiecha, dzieci widzą tę zmianę i też będą się inaczej zachowywały. Jeżeli mąż, który do tej pory wydzielał żonie pieniądze, widzi, że ona zarabia je sama, nie może już nią manipulować. Ale czy to wpłynie na prawdziwą zmianę jego postępowania? To nie takie proste. Ale możliwe.

Małgorzata Sadurska Pietruszewska, psychoterapeutka związana w przeszłości ze Stowarzyszeniem OPTA, w programie Od NowA prowadziła grupy wsparcia dla kobiet współuzależnionych.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Jestem DDA i nie potrafię stworzyć dobrego związku

Osoba z syndromem DDA, chcąc zbudować związek, często miota się, rozdarta między „chcę się zaangażować” a „nie chcę się wiązać”, „chcę cię lepiej poznać” a „zostaw mnie w spokoju”. (Fot. iStock)
Osoba z syndromem DDA, chcąc zbudować związek, często miota się, rozdarta między „chcę się zaangażować” a „nie chcę się wiązać”, „chcę cię lepiej poznać” a „zostaw mnie w spokoju”. (Fot. iStock)
DDA i wszystkie inne dzieci, których rodzice zmagali się z uzależnieniem, w bliskie relacje wnoszą specyficzne przekonania, strategie i mity – zwykle nieuświadomione. Amerykańska psycholożka Janet G. Woititz wyciąga je na światło dzienne i mówi: sprawdź. Może dotyczą też ciebie albo bliskiej ci osoby?

Wyobraź sobie, że odbierasz od rodzica lub w ogóle kogoś bliskiego komunikaty w rodzaju: „Kocham cię. Odejdź”, „Nie martw się, wszystko jest w porządku. Jakim cudem mam sobie z tym poradzić?”, „Niczego nie potrafisz zrobić dobrze. Jesteś mi potrzebny”. Jakbyś się czuł? Pewnie zbity z tropu, zakłopotany, pomieszany, sfrustrowany... A może wściekły? Dla Dorosłych Dzieci Alkoholików (DDA) i innych osób, w rodzinach których walczono z uzależnieniem, to codzienność – były karmione takimi przekazami przez lata. I wciąż podświadomie czekają na kogoś, kto rzuci im okruszek (bo więcej to za dużo), przyciągnie i odepchnie, pochwali i upokorzy... Nie wiedzą, na czym polega zdrowy związek.

Zdaniem Janet G. Woititz, pionierki badań nad współuzależnieniem, zdrowy związek to taki, w którym prawdziwe są następujące stwierdzenia:

  1. Mogę być sobą.
  2. Ty możesz być sobą.
  3. My możemy być sobą.
  4. Mogę się rozwijać.
  5. Ty możesz się rozwijać.
  6. Możemy się wspólnie rozwijać.

Krótko, łatwo, przejrzyście. Ale osoba z syndromem DDA widzi to zupełnie inaczej. Miota się, rozdarta między „chcę się zaangażować” a „nie chcę się wiązać”, „chcę cię lepiej poznać” a „zostaw mnie w spokoju”. Dlatego tak ważne jest przyjrzeć się mitom stworzonym i podtrzymywanym przez układy panujące w dysfunkcyjnej rodzinie, które wnieśli w swoje dorosłe życie oraz związki. Woititz opisuje je szczegółowo w książce „Lęk przed bliskością. Jak pokonać dystans w związku”. Oto one – wraz z prawdą, którą przysłaniają.

MIT 1: „Jeśli zwiążę się z tobą, utracę siebie”.

PRAWDA: Zdrowy związek dowartościowuje, a nie tłumi osobowość.

Brak odpowiedniej opieki i troski w dzieciństwie mógł sprawić, że osoby wychowane przez uzależnionego rodzica musiały pełnić wobec siebie rolę opiekuna. Taka osoba ma trudności z określeniem, kim jest. Boi się utraty własnego „ja”; boi się, że partner ją przytłoczy. Że będzie miał na nią większy wpływ, niżby tego chciała. Ale do utraty siebie jeszcze daleko – zapewnia Woititz. Wystarczy obserwacja: to twoja opinia, a to moja; w tym miejscu zgadzam się z tobą, a tu zostanę przy swoim zdaniu. Możliwe jest też przyjęcie nowej postawy, łączącej różne poglądy. Czy to nie ciekawe?

MIT 2: „Gdybyś naprawdę mnie znał, nie zawracałbyś sobie mną głowy”.

PRAWDA: Kochana osoba prawdopodobnie już dobrze cię zna. Mimo to zależy jej na tobie!

Osoby współuzależnione często żyją w napięciu, obawiając się zdemaskowania. Tak naprawdę nie potrafią powiedzieć, jakaż to okropna prawda na ich temat miałaby wyjść na jaw, ale na wszelki wypadek pilnują, by do tego nie doszło. Próbują sprawiać wrażenie osoby idealnej, podczas gdy w dzieciństwie utwierdzane były w przekonaniu, że są przyczyną rodzinnych problemów. Tu – mówi Woititz – należy się posłużyć twardą logiką. „Zastanów się: czy rzeczywiście jako dziecko byłeś w stanie spowodować rodzinne problemy?”.

MIT 3: „Gdy odkryjesz, że nie jestem osobą doskonałą, porzucisz mnie”.

PRAWDA: Nikt nie jest doskonały.

DDA mają silny strach przed porzuceniem, przed utratą ukochanej osoby. Próbując temu zapobiec, starają się zachowywać nienagannie i zaspokajać wszystkie potrzeby partnera. Ileż w tym napięcia! Kiedy coś idzie „nie tak” (na przykład poczują się skrytykowane), potrafią wpaść w panikę. Jakby zapominały (nie wiedziały?), że nieporozumienia, a nawet konflikty to coś całkiem naturalnego. Nieodzowna część życia.

MIT 4: „Jesteśmy jak jedna osoba”.

PRAWDA: Ty jesteś sobą, a ja sobą. Dopiero potem jesteśmy „my”.

Osoby, których potrzeby w domu rodzinnym nie zostały zaspokojone, mają duże deficyty opieki, więzi. Dlatego wchodząc w relację, głęboko angażują się emocjonalnie. Kiedy po początkowym okresie znajomości, w którym uczucia są bardzo intensywne, partner zaczyna poświęcać więcej czasu własnym sprawom, często czują się odrzucone. Ważne, by zrozumieć, że każdy ma własne życie: obowiązki, zainteresowania, cele. „Naciskanie na partnera zmusi go do przyjęcia postawy »Kocham cię, odejdź«, nawet jeśli nadal mu zależy” – ostrzega Woititz.

MIT 5: „Bycie wrażliwym ma zawsze złe skutki”.

PRAWDA: Bycie osobą wrażliwą ma dobre i złe skutki. Jest to jednak jedyna droga do intymności.

Burze emocjonalne w rodzinie, w której rządzi uzależnienie, nadwerężają system nerwowy. Żeby przetrwać, dziecko uczy się kontrolować swoje uczucia. Być zdystansowanym (albo wręcz twardym). Wrażliwość traktowana jest jako zagrożenie. Tyle że, odrzucając własną wrażliwość, trudno jest otworzyć się na drugą osobę. Trudno jest kochać. Jak pisze Janet Woititz, „Nie będziemy się rozwijać, dopóki nie poznamy nowych myśli, uczuć i poglądów. Musimy otworzyć się na nie, co oznacza pozwolenie sobie na wrażliwość”.

MIT 6: „Nigdy nie będziemy się kłócić, ani krytykować się wzajemnie”.

PRAWDA: Pary od czasu do czasu się kłócą i krytycznie oceniają swoje zachowanie.

Dzieci wychowane u boku uzależnionego rodzica wciąż tłumią gniew. A tłumiony gniew jest, jak wiadomo, bardzo niebezpieczny. Może zamienić się w agresję... Nic dziwnego, że złość (cudza i własna) budzi w DDA lęk. A więc też każdy konflikt... Tymczasem nasza złość na partnera nie oznacza wcale, że go nie kochamy. Tak jak złość partnera wobec nas nie świadczy o tym, że nas przekreśla. To tylko emocja – trzeba uświadomić ją sobie, uznać, zrozumieć i wyrazić (co można też zrobić ze spokojem).

MIT 7: „Jeśli coś się nie udało, to na pewno przeze mnie. Jestem okropną osobą”.

PRAWDA: Niektóre niepowodzenia są z twojej winy, inne nie. Zdarzają się okropne rzeczy, ale ty nie jesteś okropną osobą.

Osoby współuzależnione mają głęboko zakorzenione poczucie winy i wstydu. Jako dziecko są bardzo egotyczne – jeśli zidentyfikują jakiś problem w otoczeniu, uważają, że się do niego przyczyniły. W dorosłym życiu powtarzają ten wzorzec: „To moja wina, jestem zły”. Obwiniają się za wszelkie niepowodzenia związku i z lęku przed demaskacją nie podejmują prób wyjaśnienia sytuacji. Tak się nie da – potrzebna jest konfrontacja, komunikacja. Odwaga, żeby powiedzieć „sprawdzam”. Może jednak nie ma tu mojej winy?

MIT 8: „Aby zasługiwać na miłość, muszę być przez cały czas szczęśliwym człowiekiem”.

PRAWDA: Ludzie nie zawsze są szczęśliwi.

Osoby z syndromem DDA mają głębokie poczucie straty. Cóż, straciły coś bardzo cennego – szczęśliwe dzieciństwo. Nie mogły pozwolić sobie na beztroskę. Szybko zaczęły kontrolować własną spontaniczność. Często mają w sobie dużo smutku (Woititz mówi wręcz o „chronicznej depresji”). Starają się go ukryć, być miłe i uśmiechnięte. Zapominają, że wolno im być po prostu sobą. Że i chłopaki, i dziewczyny płaczą.

MIT 9: „Będziemy sobie zawsze bezgranicznie i bezwarunkowo ufać”.

PRAWDA: Zaufanie buduje się powoli.

Zaufanie w relacji to złożony temat, a w wypadku współuzależnionych również bardzo trudny. Mówiąc najprościej, nie mogli oni polegać na najbliższych osobach, od najmłodszych lat przekonywali się, że lepiej nikomu nie ufać. Jednocześnie uważają, że powinni – bo cóż to za związek bez zaufania? Gubią się między lękami a wyobrażeniami. Tak, zaufanie to bardzo ważna składowa związku i warto obdarzyć nim drugą osobę – podkreśla Janet Woititz. Ale nie automatycznie, nie od razu tym najgłębszym. Zaufanie nie pojawia się z dnia na dzień, ale rozwija dzień po dniu.

MIT 10: „Wszystko będziemy robić razem – będziemy jak jedna osoba”.

PRAWDA: Partnerzy spędzają czas po części razem, po części w samotności i po części z przyjaciółmi.

Granice. Dzieci alkoholików i innych uzależnionych mają kłopot z rozpoznaniem ich i respektowaniem. W dzieciństwie role były niejasne, trudne do odróżnienia. Prywatność często naruszana. Znów – łatwo się pogubić. Jakie są normy? Czy wolno mi sprzątnąć pokój partnera? A jego biurko? Czy coś, co wydaje mi się przysługą, na pewno zostanie tak odebrane? Czy żona doceni niespodziankę w postaci biletów na sobotni koncert? A może lepiej ją o to spytać?

MIT 11: „Będziesz instynktownie spełniać wszystkie moje potrzeby, pragnienia i życzenia”.

PRAWDA: Jeśli potrzeby, pragnienia i życzenia nie zostaną jasno wypowiedziane, są małe szanse na ich realizację.

Czy w związku wolno mi mieć oczekiwania? Oto kolejny dylemat DDA! A jeśli tak, to jak je komunikować? Dzieci osób uzależnionych nauczyły się, że lepiej nie mieć oczekiwań, bo łatwo można się rozczarować. Dawane im obietnice często nie były dotrzymywane. „Zdrowy związek wiąże się z oczekiwaniami” – rozwiewa wątpliwości Janet Woititz. Ale należy je też uzgadniać, komunikować. Nie możemy żądać od partnera, by czytał w naszych myślach. Niewyrażanie potrzeb i pragnień przez DDA bierze się często z ich niskiego poczucia wartości i niepewności, co jest właściwe (Czy to rozsądne? Czy mi wolno?). Żeby wypracować w relacji wspólne standardy, potrzebny jest po prostu otwarty dialog.

MIT 12: „Jeśli nie będę przez cały czas panować nad sytuacją, nastąpi anarchia”.

PRAWDA: Każdy ma władzę nad swoim życiem i w razie potrzeby przejmuje kontrolę nad różnymi sytuacjami poprzez świadome decyzje i uzgodnienia. Są także chwile, gdy trzeba się tą władzą podzielić lub w ogóle z niej zrezygnować.

Pod tym mitem kryje się temat kontroli. DDA myślą, że jeśli nie będą cały czas trzymać ręki na pulsie, sprawy przyjmą niewłaściwy obrót. Trudno im prosić o pomoc, zdać się na kogoś. Boją się utraty niezależności. Starają się udowodnić na każdym kroku, że świetnie radzą sobie same (właściwie to nikogo nie potrzebują). Tymczasem, jak zauważa Janet Woititz, zdrowy związek to nie próba sił: „Trzeba dawać i brać oraz dzielić z drugą osobą odpowiedzialność. Nie można wszystkiego robić samemu”.

MIT 13: „Jeśli będziemy się naprawdę kochali, na zawsze zostaniemy razem”.

PRAWDA: Ludzie są razem lub rozstają się z wielu różnych powodów. Można kochać kogoś, a mimo to zniszczyć związek.

Kolejny trudny temat dla DDA: lojalność. Niesłychanie ważna w związku, ma jednak swoje granice. Co często osobom uzależnionym umyka. Nie potrafią odejść od partnera, nawet kiedy relacja ewidentnie im nie służy i nie widać perspektyw poprawy. Trzymają się marzeń z dzieciństwa, wierzą, że ukochana osoba wreszcie się opamięta i nastaną szczęśliwe dni. Muszą w tej kwestii „wytrzeźwieć” i nauczyć się mówić „dość”.

MIT 14: „Mój partner nigdy nie zaakceptuje mnie takiej, jaka jestem, nie otrzymam od niego wsparcia i zawsze będzie mnie krytykował”.

PRAWDA: W związku nie zawsze wszystko dobrze się układa, ale zawsze masz prawo do swoich odczuć.

Dzieci osób uzależnionych wyrosły w przekonaniu, że ich uczucia nie są ważne. Często były one negowane, lekceważone, wyśmiewane. Osoba współuzależniona nie jest pewna, czy powinna się z nimi ujawniać, czy to bezpieczne. Boi się, że mówiąc o tym, co naprawdę czuje, zniechęci do siebie partnera. Cóż, bez dzielenia się swoimi uczuciami z drugą osobą trudno zbudować relację. Trudno o bliskość. A przecież wszyscy, mimo lęków, jej pragniemy.

  1. Psychologia

Przyjaciółka alkoholiczka? Martwię się, że za dużo pijesz…

Nie pouczaj jej, tylko powiedz o swoich uczuciach w związku z tym. Nie mów, co powinna, a czego nie może, tylko mów, jak ty to widzisz. Za piciem z utratą świadomości zawsze leżą poważne konsekwencje. Porozmawiaj z nią o tym, z czym sama nie daje sobie rady. (Fot. iStock)
Nie pouczaj jej, tylko powiedz o swoich uczuciach w związku z tym. Nie mów, co powinna, a czego nie może, tylko mów, jak ty to widzisz. Za piciem z utratą świadomości zawsze leżą poważne konsekwencje. Porozmawiaj z nią o tym, z czym sama nie daje sobie rady. (Fot. iStock)
Mam przyjaciółkę, którą podejrzewam o alkoholizm. Zaczęła bardzo dużo pić, ale nie jestem pewna, czy stawiam dobrą diagnozę, bo za każdym razem, gdy próbuję z nią o tym rozmawiać, złości się i zaprzecza. Sama nie widzi problemu i twierdzi, że wszystko jest dobrze. Jak mam jej pomóc, jak poznać, czy rzeczywiście jest uzależniona?
  • Bądź szczera.
  • Powiedź koleżance, jak się zachowuje i co cię martwi. Często ludzie nie pamiętają, co robią po alkoholu. Bez osądzania opisz jej, co robiła, co się działo, jak się zachowywała.
  • Nie pouczaj jej, tylko powiedz o swoich uczuciach w związku z tym. Nie mów, co powinna, a czego nie może, tylko mów, jak ty to widzisz. Za piciem z utratą świadomości zawsze leżą poważne konsekwencje. Porozmawiaj z nią o tym, z czym sama nie daje sobie rady.
  • Nigdy nie pij z nią.
  • Nie chodź z nią w miejsca, gdzie zazwyczaj zaczyna się pijaństwo.
  • Jeżeli możesz, to powiadom jej bliskich o problemie. Niestety, to co się dzieje będzie postępować.
  • Z drugiej strony nie bierz odpowiedzialności za to, co ona robi.
  • Jeżeli jesteś bardzo zaangażowana w ratowanie jej, to też nie pomagasz, tylko szkodzisz sobie.
  • Czasami takiej osobie pomaga wstrząs. Może urwanie kontaktu? Może ostre przedstawienie konsekwencji? Zobacz też, czy nie jesteś typem osoby, która zawsze pomaga i wspiera.
  • Może też być tak, że ty wypadasz dobrze w tych aferach, bo nie jesteś pijana i panujesz nad sytuacją. Jesteś lepsza. Czy czujesz się tak?
  • Niestety, w pijaństwie jest tak, że osoba która jest w nałogu, musi chcieć z niego wyjść. Bez chęci nikogo nie można zmusić.
  • Czasem nałóg się powiększa właśnie przez osoby, które chcą pomóc. Wtedy pijący ma kolejne powody, żeby pić. To czyni picie jeszcze bardziej ekscytującym.
  • Musisz coś zrobić, pomóc, ale wycofanie się w odpowiednim momencie jest równie ważne. Tak samo ważne jak współczucie i chęć pomocy.

Katarzyna: Każdy, kto ma wątpliwości co do bliskiej sobie osoby i czuje, że dzieje się z nią coś niedobrego, powinien zaufać swojej intuicji. Skoro coś zauważyłaś, coś cię zmartwiło, coś zmieniło się w zachowaniu, życiu osoby bliskiej, to oznacza, że masz powody do zmartwień. Takie wątpliwości nie pojawiają się znikąd. Człowiek, który wkracza na drogę alkoholizmu lub już na niej jest, ogromnie chroni ten teren, nie chce, by ktokolwiek odkrył jego tajemnicę. Takiej osobie może być z tego powodu wstyd, ale głównie chodzi o to, że po przyznaniu się do alkoholizmu trzeba przestać pić, zacząć się leczyć, zrobić coś ze swoim życiem. Zazwyczaj się tego nie chce.

Alkoholik dąży do tego, aby zmieniać sobie stan świadomości, by nie czuć tego, co czuje. Robi to oczywiście z jakiegoś powodu, nie zaczyna się pić, będąc szczęśliwym i zadowolonym ze swojego życia. Jednak najważniejsze jest w tym przypadku, jak to robi.

Rozpoczyna się podwójna gra, np. wychodzisz z alkoholiczką do knajpy. Mówi ci, że zna świetne miejsce, gdzie serwują pyszne, regionalne piwko. Idziecie tam, ona wypija piwo, po czym kupuje następne i tłumaczy się tym, że już długo go nie wypije. Skoro to się szybko nie powtórzy, to alkoholiczka kupuje jeszcze piwko do domu. Albo kilka.

Tak pije kobieta. Piwo do obiadu. W przeciwieństwie do mężczyzn, kobiety częściej muszą udawać, kombinować, kryć się. Facet po prostu pójdzie na wódę do kumpla, baba nie pójdzie, tylko wypije butelkę wina do obiadu.

Picie wygląda dziś trochę inaczej niż kiedyś, wódki pije się mniej, a jeśli się pije, robią to zwykle mężczyźni. Kobiety piją piwko albo wino.

Suzan: Jakie picie jest lepsze, faceta czy kobiety?

Katarzyna: Żadne. I kobiety, i faceci oszukują i siebie, i rodzinę. I społeczeństwo, czyli cały świat. Jedno i drugie jest uzależnione.

Czynny, pijący alkoholik lub alkoholiczka powie: „Ja wiem, że muszę bardzo uważać. Bardzo się kontroluję” albo: „Nie pozwoliłabym sobie na częste picie, bo wiem jak łatwo się uzależnić”. Oszukują siebie i wszystkich wokół.

Młodsze kobiety coraz częściej wychodzą z koleżankami pić na miasto. Wszystko super, ale jeśli w takim gronie jest alko- holiczka, łatwo ją zidentyfikować. Taka osoba potrzebuje wię- cej i będzie to ukrywać. Żeby koleżanki nie widziały, że pije więcej, wychodzi do toalety i kupuje przy barze kilka szotów.

Suzan: To znaczy, że kobieta pijąca jest przebiegła.

Katarzyna: Ważne jest rozróżnienie, w którym momencie psychiczne uzależnienie zmienia się w czekanie i szukanie. Na początku alkohol powoduje fajny stan psychiczny, od tego

Instrukcja obsługi toksycznych ludzi

się właśnie uzależniamy, picie robi nam dobrze. Dopiero póź- niej zaczyna nas niszczyć. Staje się koniecznością, potrzebu- jemy coraz więcej i mimo widocznych negatywnych konse- kwencji, pijemy dalej. Takie picie nie jest już przyjemne. Jest tragiczne i wyniszczające.

W trakcie kobiecych spotkań z alkoholem, alkoholiczka za- czyna robić rzeczy, które już nie podobają się ludziom. Jest namolna, męcząca, czepia się o wszystko, kłóci się, wyzywa kogoś.

Suzan: Traci kontrolę.

Katarzyna: Tak, rozluźnia się coraz bardziej. Istotą działania każdego alkoholu jest spowolnienie pracy układu nerwowego. Początek jest przyjemny, bo puszczają pierwsze napięcia, ale później już nie jest tak fajnie, bo nie ma kontroli.

Kobieta pijąca bardziej zdaje sobie sprawę ze społecznego odium. Tak jak mówiłam, trochę zmienił się styl picia, jednak nadal alkoholizm kobiet jest traktowany bardzo negatywnie.

Dziewczyny rzadko chodzą pić pojedynczo. Najbardziej to widać w filmach amerykańskich, gdzie stada kobiet idą pić.

Suzan: A w Wielkiej Brytanii puby otwarte są od 10.00 i już od początku przesiadują tam klienci. Na filmach panie wy- chodzą z pracy do baru z koleżankami na kilka drinków.

Katarzyna: Uzależnienie może się zatrzymać na poziomie psychologicznym, jeśli ktoś ma w sobie na tyle siły i pozwalają mu wewnętrzne struktury. Tak można dość długo funkcjonować, ale tylko wtedy, gdy wewnętrzna baza nie jest tak bardzo uszkodzona. Taka osoba myśli rozsądniej, np. „Jutro wstaję wcześniej, więc nie będę dziś pić tak dużo” i przestaje po dwóch lub trzech drinkach.

Suzan: A powstrzymywanie kogoś przed alkoholem w momencie, gdy ta osoba chce pić, ma sens?

Katarzyna: Takie metody nigdy nie będą skuteczne. Tekst: „Nie pij teraz” nie zadziała. Jednak zawsze trzeba próbować rozmowy. Jeśli ktoś jest dla nas ważny i tak samo my jesteśmy ważni dla tej osoby, warto przeprowadzić szczerą rozmowę. Można powiedzieć: „Słuchaj, zauważyłam coś niepokojące- go. Coraz bardziej się martwię, bo widzę, że pijesz więcej niż zwykle” i nawiązać do okoliczności. Może przyjaciółka lub inna bliska, pijąca osoba chodzi do łóżka po alkoholu. Może też zaczęła sypiać z coraz większą liczbą mężczyzn? Może tkwi w relacji, która skłania ją do picia? Może pije coraz więcej, bo ma takiego partnera?

Wiele kobiet, które są z alkoholikami, zaczyna pić razem z nimi, bo boją się, że facet wyjdzie z domu i nie będą wie- działy, co się z nim dzieje. Wolą mieć kontrolę dlatego piją z nim i same wpadają w uzależnienie.

Jeśli osoba uzależniona lub dopiero wchodząca w uzależnienie usłyszy od kogoś bliskiego, że się o nią martwi, może zacząć się zastanawiać. Taka rozmowa może okazać się wstrząsem, szczególnie jeśli trafi się na moment, w którym alkoholik czy alkoholiczka ma gorsze dni, to znaczy odczuwa wyrzuty sumienia z powodu picia.

Najlepiej jest wykorzystać taką sytuację i działać szybko. Jeśli ta bliska nam osoba zapyta, co ma zrobić, nie ma na co czekać. Trzeba zabrać ją do poradni, do ośrodka uzależnień, na odwyk.

U alkoholików chwile, gdy są w stanie zgodzić się na leczenie, są rzadkie.

Takie działanie nazywa się interwencją kryzysową. Zdarza się, że na taką akcję umawia się kilka osób, np. przyjaciele albo rodzina.

Suzan: Jesteś przeciwniczką alkoholu?

Katarzyna: Niekoniecznie. Ja po prostu mam świadomość, jak to wszystko działa, ale nie mówię, że nigdy nie wolno się dzięki alkoholowi rozluźniać.

Po prostu nie lubię zmienionego stanu świadomości. Bardzo mi to przeszkadza i nie używam tego jako pomocy w kontaktach międzyludzkich.

Suzan: Jak autorka listu może pomóc przyjaciółce?

Katarzyna: Przede wszystkim musi liczyć się z tym, że być może nigdy nie uda się jej pomóc. Nie można się za to oczy- wiście obwiniać, ale warto spróbować.

Można skorzystać z rzeczy, o których wspomniałam wyżej. Niekoniecznie musi być to dwudziestu znajomych, którzy biorą dziewczynę na rozmowę, może pani próbować sama. Najlepiej jest wyczuć moment i wykorzystać gorszy dzień osoby uzależnionej.

Musi pani pamiętać, że jeśli przyjaciółka nie dostrzeże problemu, nie uda się jej pomóc. Nikomu nie można wylewać alkoholu, chować przed nim butelek, bo to nie zadziała. Wkurza to pijącego, który ze złości pije jeszcze więcej i ma dobry pretekst.

Miałam kolegę na studiach, który dawał mi swoje pieniądze, gdy wychodziliśmy na miasto, bo bał się, że wyda wszystko na alkohol. Zazwyczaj wydawał, przepijał, co miał ze sobą, a później było mu źle, ale gdy ja trzymałam jego kasę, to go ratowało. Ale to był ratunek chwilowy. I tak umarł z alkoholizmu.

Suzan: Wobec tego najważniejsza rada jest taka, że trzeba liczyć się z faktem, iż mimo dobrych chęci, czasami pomoc jest niemożliwa. Nikogo nie można do niczego zmusić.

Fragment książki „Instrukcja obsługi toksycznych ludzi”

  1. Styl Życia

Lekarstwo i choroba są w nas – co mówi buddyzm na temat samouzdrawiania?

Kiedy jesteś całkowicie sobą, nic nie może cię dotknąć, wpłynąć na ciebie. Ale kiedy próbujesz być kimś innym, wtedy to wymaga od ciebie ogromnego nakładu energii i pracy nad utrzymaniem tej innej tożsamości. (Fot. iStock)
Kiedy jesteś całkowicie sobą, nic nie może cię dotknąć, wpłynąć na ciebie. Ale kiedy próbujesz być kimś innym, wtedy to wymaga od ciebie ogromnego nakładu energii i pracy nad utrzymaniem tej innej tożsamości. (Fot. iStock)
Chorujemy, kiedy tracimy prawdziwy kontakt z samym sobą – tłumaczy Tenzin Wangyal Rinpocze, mistrz tradycji bon, rdzennej religii Tybetu, założyciel i duchowy przewodnik Instytutu Ligmincza, autor książki „Prawdziwe źródło uzdrowienia”. W rozmowie z Katarzyną Kazimierowską wyjaśnia, że lekarstwo na ból, tak jak i sam ból, jest już w nas.

Jak pan rozumie ból, cierpienie? Bo to o cierpieniu jest właśnie pana książka.
Ból może być objawem fizycznej choroby, a może być też reakcją na to, że nasze uczucia są zablokowane, bo nie mamy szansy siebie wyrazić. Z perspektywy filozofii, ale też religii – ból to manifestacja braku połączenia z samym sobą. Jeśli jesteśmy w pełni świadomi siebie, mamy poczucie wewnętrznej realizacji, to ból nie pojawi się, nie uderzy.

Co to znaczy, że możemy zerwać połączenie z samym sobą, utracić kontakt? W czym to się przejawia?
Jako ludzie stoimy wszyscy przed jednym pytaniem, a przynajmniej wydaje nam się, że przed nim stoimy. To pytanie dotyczy szczęścia, bo przecież wszyscy go szukamy. Ludzie próbują znaleźć je w związkach, w bogactwie, w pięknie, w przedmiotach – nigdy w sobie samych, zawsze gdzie indziej. Zapominają, że równowaga nie płynie z zewnątrz, tylko ze środka. To wewnętrzne piękno, bogactwo nazywam wewnętrznym źródłem. Kiedy nie korzystamy z naszych zasobów, kiedy o nich zapominamy, wtedy tracimy kontakt ze sobą, z naszą duszą. W efekcie nie czujemy się pewnie sami ze sobą, nie mamy poczucia stałości i bezpieczeństwa w pracy czy relacji z drugą osobą. Jeśli ponownie połączymy się z naszą duszą, odzyskamy siebie, naszą stabilność.

Co odciąga nas od tego wewnętrznego źródła?
Na pewno kultura, w jakiej żyjemy, która bardzo koncentruje się na świecie materialnym. Nawet duchowość stała się bardzo materialistyczna, wiąże się z siłą, władzą, kontrolą i bogactwem. Nie tylko na Zachodzie tak się dzieje. Także na Wschodzie rozumienie duchowości, jej waga zmieniły się na niekorzyść. Wiąże się to z tym, że coraz rzadziej korzystamy z tradycyjnego wsparcia, jakie zawsze dawali nam mentorzy, nauczyciele, przyjaciele, ludzie, których obdarzaliśmy zaufaniem.

Pisze pan, że to również wina fałszywych tożsamości, jakie często nieświadomie przyjmujemy. Jak odróżnić fałszywą tożsamość od prawdziwej?
To głęboki filozoficzny koncept, który spróbuję wyjaśnić w jak najprostszy sposób. Kiedy jesteś całkowicie sobą, nic nie może cię dotknąć, wpłynąć na ciebie. Ale kiedy próbujesz być kimś innym, wtedy to wymaga od ciebie ogromnego nakładu energii i pracy nad utrzymaniem tej innej tożsamości. Jedno kłamstwo pociąga kolejne, bo musisz wkładać wiele wysiłku w to, by utrzymać, obronić i uwiarygodnić to pierwsze. A te kłamstwa nie tyle dotykają ciebie, co wszystkich dookoła.

Dziś mówi się o epidemii depresji. Jakie są jej źródła według pana?
Myślę, że depresja historycznie zawsze była obecna w społeczeństwie i w jednostkach, z różnych powodów, ale dziś poziom jej intensywności jest dużo wyższy. Jedną z przyczyn może być to, że ludzie są bardziej zagubieni i zmęczeni – nie tylko szukaniem drogi wyjścia, ale też niewiedzą o tym, czego szukają. Są także zmęczeni różnymi bodźcami, które non stop wysyła świat zewnętrzny. Kolorowe magazyny bez przerwy podpowiadają, jaką markę samochodu kupić, żeby poczuć się lepiej, jak wyglądać, kogo przypominać, jak żyć i w jakim otoczeniu. Ale nikt nie mówi, że to ty sam jesteś bogactwem, ty jesteś pięknem. Kiedy spojrzymy trzeźwym okiem na nasze wyimaginowane potrzeby, to okaże się, że nie stać nas na taki samochód czy dom i nie możemy wyglądać jak ktoś inny, bo przecież jesteśmy sobą. Ci wszyscy, którzy próbują mieć to co inni, wyglądać jak inni, być jak inni, byle być lepszymi, są w beznadziejnej sytuacji.

Jak się uleczyć? Wspomina pan, że ważne jest otwarcie na ból, na trudne emocje, także na cierpienie.
Trudno jest zaprosić do siebie ból, ale przecież on już w nas jest, po prostu ignorujemy jego obecność. Dlatego zawsze powtarzam: jeśli masz z kimś trudną relację, nie ignoruj tego, działaj, bo to może być ostatnia szansa na rozwiązanie czegoś, naprawienie. Zaakceptuj ten problem, dostrzeż go, pogódź się z tym, bo wtedy właśnie go uwalniasz. Wyzwalasz się z tego.

Namawia pan do bliższego i częstszego kontaktu z przyrodą. Mieszkańcy dużych miast mają trochę utrudnione zadanie.
Jeśli dla kogoś priorytetem jest kontakt z naturą, to nie będzie szukał wymówki. Gdy byłem kiedyś w Arizonie, spotkałem człowieka z Szanghaju. Przebył długą drogę tylko po to, by zobaczyć Wielki Kanion i przez pięć dni wędrować po okolicy. Czyli można. Natura jest święta, drzewa są święte, ziemia jest święta. Mój przyjaciel zawsze opiera swój rower o drzewo, zamiast przypinać go do barierki – mówi, że drzewa lepiej zadbają o jego rower, bardziej im ufa.

Jest pan też zwolennikiem... nicnierobienia.
Kiedy ktoś nas pyta, co robimy, a my odpowiadamy: „nic” – zwykle spotykamy się z ogromnym zaskoczeniem. Za to jeśli mówimy, że jesteśmy bardzo zajęci, odpowiedź spotyka się z aprobatą – wszyscy zgadzają się, że kiedy coś robimy, możemy uznać swoje życie za dobre i wartościowe. Ludzie nie doceniają prawdziwej wartości nicnierobienia. Mówiąc „nicnierobienie”, mam na myśli bycie spokojnym, wyciszonym, ale też niewykonywanie żadnej aktywności. Chodzi o to, żeby nic nie robić i naprawdę się tym cieszyć, dać sobie prawo do wyciszenia, ucieczki od szumu, który nas otacza. Dopiero wtedy mamy szansę usłyszeć siebie. Pójdźmy do kawiarni i napijmy się kawy w samotności, w spokoju, i po prostu przeżyjmy dobry dzień.

Ludzie nie cenią zwykłych rzeczy, bo uważają, że istnieją jedynie poprzez innych, są widzialni tylko poprzez uwarunkowania towarzyskie. A nasze prawdziwe „ja” objawia się w ciszy i spokoju, dopiero wtedy jesteśmy w stanie wejść w to bycie, kiedy nasz umysł jest otwarty, ale niebodźcowany w sytuacjach towarzyskich czy społecznych. A tak wygląda na co dzień nasze życie. Ludzie jadą na wakacje, by nic nie robić i odpocząć, ale są tak zestresowani tą sytuacją, że zachowują się tak jak zawsze, czyli gonią od jednej atrakcji do drugiej.

W swojej książce pisze pan o tzw. trzech cennych pigułkach. To cisza, przestrzeń i bezruch.
Odczucie bezruchu ciała to drzwi do wewnętrznej przestrzeni. Dzięki połączeniu się z ciszą łączymy się z głębszym odczuciem spokoju i spełnienia. A poprzez doświadczenie przestrzeni otwieramy drzwi wewnętrznego ciepła i radości, wewnętrznego schronienia, czyli schronienia bezwarunkowego. Nie jesteśmy naszym ciałem. Gdy dotyka nas ból, to dotyka on naszego ciała, nie przestrzeni w środku nas. A właśnie tej przestrzeni w nas każdy potrzebuje i każdy ją ma. Na pewno warto jak najczęściej zażywać trzy pigułki, ale wystarczy też po prostu usiąść na 10–15 minut, zwłaszcza wtedy, kiedy czujemy, że się zgubiliśmy i potrzebujemy pomocy. Pamiętajmy, że zawsze możemy sami sobie pomóc, bo wszystko, czego potrzebujemy, jest już w nas.

Fot. materiały prasowe z Kursu organizowanego w Polsce w 2016 roku przez Ośrodek Cziamma Ling.Fot. materiały prasowe z Kursu organizowanego w Polsce w 2016 roku przez Ośrodek Cziamma Ling.

Tenzin Wangyal Rinpocze, mistrz tradycji bon, rdzennej religii Tybetu. Założyciel i dyrektor Instytutu Ligmincza. W Polsce jego uczniowie skupieni są w Związku Garuda. Autor m.in. „Cudów naturalnego umysłu“, „Przebudzenia świętego ciała“ i „Prawdziwego źródła uzdrowienia”.

Poniżej wykład mistrza Rinpocze na temat spontanicznej kreatywności:

  1. Styl Życia

Rynek e-papierosów w Polsce a COVID-19

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Lockdown i obostrzenia – te słowa mocno wpłynęły na wiele branż, które praktycznie z dnia na dzień zostały zmuszone do stawienia czoła nie tylko nowym restrykcjom oraz wytycznym, ale także zamknięciom galerii handlowych. Zarówno małe jak i duże przedsiębiorstwa zdecydowały się na podjęcie wszelkich możliwych kroków, których celem było zapewnienie im utrzymania ciągłości finansowej, ale także kontaktu z pracownikami. Na jakie rozwiązania zdecydowały się działające w Polsce firmy?

Internet – klucz do sukcesu

Związana z pojawieniem się koronawirusa i wszelkich zagrożeń z nim związanych, potrzeba zapewnienia pracownikom bezpieczeństwa sprawiła, że charakter pracy wielu osób zmienił się w znaczący sposób. Pandemia w licznych firmach utrudniła przeprowadzanie spotkań oraz szkoleń – zarówno dla nowozatrudnionych pracowników, jak i dla tych obecnych już w strukturach przedsiębiorstw.

Międzynarodowe przedsiębiorstwo tytoniowe British American Tobacco Poland oraz zajmująca się sprzedażą papierosów elektronicznych spółka CHIC, chcąc poradzić sobie z zaistniałą sytuacją, zdecydowała się na organizację spotkań i szkoleń w trybie on-line. Rozwiązanie to okazało się być możliwością pozwalającą na skuteczne przeprowadzanie onboardingu oraz na efektywne przeprowadzanie spotkań i szkoleń.

Jednym z większych projektów zorganizowanych przez obie firmy był cykl szkoleń – CEN Academy. Organizowane w ramach cyklu kursy pozwoliły pracownikom na podniesienie kwalifikacji w wielu obszarach – tematy obejmowały między innymi zarządzanie projektami, kreatywne myślenie oraz efektywne wystąpienia i prezentacje.

Nie zapomniano także o nowych pracownikach – bez problemu odnaleźli się na nowych stanowiskach dzięki szkoleniom stworzonym specjalnie z myślą o nowopowstałej strukturze managerskiej „Akademia Managera”.

Kiedy więcej znaczy lepiej

Wspomniane już wcześniej wprowadzone na czas pandemii ograniczenia w handlu, a co za tym idzie spadek odpowiedzialności galerii handlowych, zmusiły część przedsiębiorców do rozszerzenia zakresu działalności. Na takie rozwiązanie zdecydowała się między innymi jedna z firm zajmująca się sprzedażą detaliczną – w jednym z polskich miast otworzyli miejsce stanowiące połączenie showroomu, kawiarni oraz strefy warsztatowej.

Frontem do Klienta

Zamknięcie centrów handlowych zmusiło przedsiębiorców do poszukiwania niestandardowych i tymczasowych rozwiązań umożliwiających klientom dostęp do ich produktów. Skuteczną metodą okazały się być mobilne punkty sprzedaży ustawiane przed galeriami. Na skorzystanie z tego rozwiązania zdecydowały się między innymi mająca w swojej ofercie e-papierosy sieć sklepów eSmokingWorld.

Wirtualne zakupy

Przedsiębiorcy z różnych branż zauważyli, że otwarcie kanału sprzedaży internetowej jest dla wielu z nich odpowiednim krokiem podczas zamknięć galerii handlowych oraz izolacji. Prowadzenie sklepu internetowego pozwoliło im na nieprzerwane pozyskiwanie konsumentów oraz na zapewnienie ciągłości sprzedaży oferowanych produktów. Choć jak wiadomo, prowadzenie działań z zakresu handlu elektronicznego wiąże się z dodatkowymi kosztami, to wiele firm, które już wcześniej prowadziły sklepy internetowe, odnotowało ogromne wzrosty w tym modelu sprzedaży.

Patrząc na powyższe przykłady, można odnieść wrażenie, że prokonsumenckie podejście przynosi korzyści. Pozwala również na budowanie pozytywnych skojarzeń z marką. Aprobatę przedsiębiorstwom przynosi także pamiętanie i dbanie o swoich pracowników. W końcu co może lepiej świadczyć o firmie niż zadowoleni klienci i szczęśliwi podwładni?

  1. Psychologia

Odchodzę… i co dalej? W jaki sposób kończymy relacje?

Rozstanie to przeżycie traumatyczne. Otwiera całą przestrzeń do spekulacji, co by było gdyby, do oskarżania siebie, partnera. Czasami ciągnie się latami, uniemożliwiając ludziom rozpoczęcie sensownego życia. (fot. iStock)
Rozstanie to przeżycie traumatyczne. Otwiera całą przestrzeń do spekulacji, co by było gdyby, do oskarżania siebie, partnera. Czasami ciągnie się latami, uniemożliwiając ludziom rozpoczęcie sensownego życia. (fot. iStock)
Koniec w relacjach z ludźmi jest zawsze trudniejszy niż początek. Na liście najbardziej stresujących wydarzeń w naszym życiu rozwód zajmuje drugie miejsce po śmierci współmałżonka. A zwolnienie z pracy trzecie. Tym większą więc sztuką jest odejść bez strat po obu stronach. Tylko czy to w ogóle możliwe?

Sposób, w jaki się rozstajemy, więcej mówi o nas niż to, jak rozpoczynamy znajomość albo pracę. Wszyscy to wiemy. Jednak gdy przychodzi się rozstać, puszczają wszelkie hamulce. Jeszcze niedawno kochający się ludzie skaczą sobie do oczu, a dotąd zadowoleni pracownicy nasyłają na pracodawcę kontrole, idą „na chorobowe”, kopiują i wynoszą z firmy bazy danych. Mało kto traktuje rozstanie jako krok naprzód, jako zmianę, dzięki której można się rozwinąć i czegoś nauczyć.

Końca wojny nie widać

Ewa (nauczycielka, lat 35) i Piotr (handlowiec, lat 32) rozstają się już cztery lata. Od momentu, kiedy Ewa złożyła pozew o rozwód, odbyło się pięć rozpraw (nie licząc pojednawczej) i jak na razie nie ma finału. Ewa żąda rozwodu z orzeczeniem o winie męża.

Ewa: – Zdradzał mnie przez całe trzy lata, kiedy byliśmy razem, o czym dowiedziałam się oczywiście ostatnia. Niech się przyzna, że to on rozwalił nasz związek. A Piotr przyznać się do winy nie zamierza. Owszem, zdradził, ale to był według niego tylko incydent, za który zresztą żonę przeprosił.

Piotr: – Nie można karać na tysiąc sposobów za jeden czyn. Ewa wyrzuciła mnie z domu, zażądała rozwodu i odszkodowania, nie dopuszcza mnie do córki. A niech powie, dlaczego ją zdradziłem! Sama się o to prosiła!

Ewa: – On ma argument – zdradziłem, bo nie chciałaś ze mną spać. A to nie tak. Bardzo źle znosiłam ciążę, przez cztery miesiące musiałam leżeć plackiem, wymiotowałam. Po urodzeniu Gabrysi przeszłam depresję poporodową. A on wtedy spotykał się z tamtą kobietą!

Każde z nich robi wszystko, żeby dowieść, że racja jest po jego stronie. Niczym innym teraz nie żyją. Zbierają przeciwko sobie dowody, namawiają świadków do zeznań, utrudniają sobie nawzajem życie. I on, i ona doskonale wiedzą, jak najmocniej dopiec drugiemu – posługując się dzieckiem. Dosłownie wydzierają sobie Gabrysię (ma pięć lat) z rąk. Któregoś dnia Piotr odebrał ją z przedszkola i nie chciał oddać Ewie. Wezwała policję. Teraz wnioskuje o ograniczenie ojcu praw rodzicielskich. A na wszelki wypadek nie posyła córki do przedszkola, małą opiekują się dziadkowie. Ewa jest skrajnie wyczerpana, od wielu miesięcy na lekach antydepresyjnych. Piotr nie jest już z tą trzecią, zmienia partnerki, z nikim nie chce się wiązać. Liczy na to, że ułoży sobie nowe życie, gdy zakończy stare. Ale końca wojny nie widać.

Zostańmy przyjaciółmi!

Kinga (42 lata, anglistka) i Sławek (również 42, politolog i informatyk) od dwóch lat są po rozwodzie. Poznali się na drugim roku studiów. On wywiesił kartkę, że poszukuje tłumaczki dla zespołu, którego koncert przygotowywał, ona zaoferowała pomoc. Wybuchła wielka miłość. Ewa rozpoczęła nawet drugie studia na naukach politycznych, żeby mogli być jak najbliżej. Szybko wspólnie zamieszkali. Na ostatnim roku wzięli ślub, dwa lata potem zostali rodzicami Kuby. Razem pracowali (założyli firmę informatyczną), robili zakupy, gotowali, sprzątali, odpoczywali. Znajomi mówili o nich: „Ci do siebie przyklejeni”.

Coraz lepiej im się powodziło, firma się rozrastała. Trzy lata temu zatrudnili kilkoro nowych pracowników, w tym kolegę Sławka z liceum. Niedługo potem, po raz pierwszy w czasie 19 lat znajomości, wyjechali oddzielnie: on w interesach do Krakowa, ona, razem z kilkoma pracownikami firmy, na branżowe targi do Poznania.

Kinga: – Do dzisiaj nie wiem, jak to się stało. Po prostu zakochałam się i już. W Jacku. Serce zabiło mi mocniej, jak tylko zobaczyłam go po raz pierwszy. Ale nową miłość dopuściłam do głosu dopiero na tym wyjeździe. Może dlatego, że nie było obok mnie Sławka. Potem sprawy potoczyły się błyskawicznie. On wyprowadził się z domu, wniósł pozew o rozwód. Nie było orzekania o winie, podziału majątku przed sądem i walki o syna.

Sławek: – Wszystko uzgodniliśmy. Dom jest dla Kingi i syna, dla mnie konto i samochód. Niedawno zresztą kupiłem obok ich domu działkę, będę się budował. Firmę nadal prowadzimy razem.

Kinga: – Dla dobra syna bardzo zabiegałam o to, abyśmy pozostali przyjaciółmi. I chyba się udało. Mamy już swoje nowe związki, często spotykamy się całymi rodzinami, nasze dzieci się lubią. Ostatnio byliśmy wszyscy razem na wakacjach.

Ponieważ brzmi to tak pięknie, że aż nieprawdziwie, usiłowałam dowiedzieć się, jak w tym czworokącie czują się nowi partnerzy Kingi i Sławka. Odmówili rozmowy.

Pani już tu nie pracuje

Krystyna w ubiegłym roku obchodziła 55. urodziny i 35-lecie pracy w pewnej znanej firmie. Przeszła drogę od sekretarki do dyrektorki administracyjnej. Przeżyła ośmiu prezesów, kilkunastu kierowników. Przez wszystkich chwalona jako sumienna, pracowita, oddana firmie. Nie zdziwiła się więc, gdy jej bezpośredni przełożony oznajmił: „Ubierz się elegancko i 10 maja jedź do centrali”. Pewnie dadzą mi nagrodę, pomyślała, bo 10 maja firma miała świętować jubileusz. W przeddzień Krystyna poszła do fryzjera i kosmetyczki. Tamto majowe popołudnie pamięta do dziś. Wyciągnęła z szafy markową garsonkę, szpilki, założyła sznur pereł. – I jeszcze wróciłam po aparat, żeby jakiś ślad po tej uroczystości został. Spodziewałam się nagrody, bo to była okrągła rocznica, a firma miała się czym chwalić. Wchodzę uśmiechnięta do biura prezesa, a on bez żadnych wstępów wręcza mi zwolnienie. I podniesionym tonem mówi: „Od jutra już tu pani nie pracuje”. Po czym przez pół godziny perorował, jakim to on był dobrym szefem, co on to dla firmy zrobił, jak długo tolerował ludzi ze „starego rozdania”, czyli między innymi mnie. Gdy otworzyłam usta, żeby powiedzieć, co o tym myślę, przerwał mi: „Rozmowę uważam za zakończoną”. Co miałam robić, uniosłam się honorem i podpisałam.

Okazało się, że na jej miejsce zatrudniono młodą dziewczynę, jak się plotkuje, kochankę prezesa. Zmieniono tylko nazwę jej stanowiska. Krystyna wniosła sprawę do sądu. Wie, że ma małe szanse na wygraną, bo wypowiedzenie przecież podpisała. Walczy tylko o swoją godność.

Pomocne lektury: Jakub Jabłoński „Rozwód. Jak go przeżyć?”, W.A.B. 2008; Marshall B. Rosenberg „Rozwiązywanie konfliktów poprzez porozumienie bez przemocy”, Jacek Santorski & Co 2008; Martin E.P. Seligman „Prawdziwe szczęście”, Media Rodzina 2008; Maciej Bennewicz „Coaching, czyli restauracja osobowości”, G&J 2008.