1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Wzajemna życzliwość i szacunek gwarancją zdrowej relacji - o dobrych manierach w związku

Wzajemna życzliwość i szacunek gwarancją zdrowej relacji - o dobrych manierach w związku

Grzeczność okazuje się niezastąpiona w walce o bliską i trwałą relację. (Fot. iStock)
Grzeczność okazuje się niezastąpiona w walce o bliską i trwałą relację. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
W czasach równouprawnienia grzeczność to coś więcej niż otwieranie kobiecie drzwi czy znajomość dress code’u. To broń, która w świecie seryjnej monogamii i związków jednorazowego użytku okazuje się niezastąpiona w walce o bliską i trwałą relację. A przy tym jest to oręż przyjemny, łatwy w obsłudze i wyjątkowo skuteczny.

„Bronią damy jest uprzejmość” – od dziecka słyszała Sansa Stark, bohaterka najpopularniejszego serialu świata, a wielbiciele „Gry o tron” kpią, że bardziej od rad rodem z babcinych mądrości dziewczynie przydałyby się lekcje walki wręcz lub praktyka u truciciela. No tak, wszyscy słyszeliśmy, że grzeczne dziewczynki idą do nieba, a niegrzeczne tam, gdzie chcą… Czy rzeczywiście? „Pamiętaj o jednym: jest naprawdę wiele badań, które pokazują, że babcie rzeczywiście miały rację” – twierdzi Amy Alkon, autorka książki „Dobre maniery dla ludzi, którzy czasem mówią »k***a«”. Jak więc nowoczesna dama ma włączyć uprzejmość do walki o dobre życie we dwoje?

Po czym poznać dżentelmena?

Nie chodzi o to, żebyś była elegancka niczym bohaterka „Wielkiej księgi dobrych manier” Elisabeth Bonneau. Chodzi o to, żebyś pamiętała o dobrych manierach, kiedy przyglądasz się potencjalnemu partnerowi.

– Kobiety rzadko biorą pod uwagę prostą zasadę, że niegrzeczny chłopiec bardzo łatwo zamienia się w brutala, a brak szacunku i savoir-vivre’u w związku w przemoc – mówi Katarzyna Kucewicz, psychoterapeutka i wykładowczyni Fashion School w Poznaniu. – Tak im zależy na byciu kochaną, że przeklinanie w swojej obecności tłumaczą: „To prawdziwy facet”, a prostackie odzywki w sklepie: „Miał zły dzień”. Pacjentka mówi: „Przed ślubem był taki fajny!”. Gdy podrążyć głębiej, okazuje się, że już wtedy nie traktował jej z szacunkiem i na przykład umawiał się, a nie przychodził, choć ona czekała na mrozie. Problem w tym, że kobiety często nie dają sobie prawa, żeby od mężczyzn oczekiwać dżentelmeńskich zachowań. Boją się, że wyjdą na „księżniczki” i „paniusie”, więc wchodzą w rolę „równej babki”.

Cóż, ciemną stroną równouprawnienia jest zanikanie reguł dobrego wychowania, które kiedyś dawały kobietom lepszą pozycję w damsko-męskich rozgrywkach. Bo mężczyzna musiał się postarać, żeby wkupić się w łaski swojej damy. Teraz nie dziwi, jeśli po pierwszej rozbieranej randce on nie daje znaku życia, jakby rozpłynął się w powietrzu, po kilku latach związku nie ruszy się, żeby pomóc żonie dźwigać zakupy, a po rozwodzie woli sobie kupić drogiego iPhone’a niż zapłacić alimenty.

Jaki z tego morał? „Zawsze sprawdzająca się zasada dotycząca oceny charakteru brzmi: zobacz, w jaki sposób traktuje kelnera, szatniarza i taksówkarza” – radzi Alkon. „Jeśli wobec nich jest nieuprzejmy, w związku będzie taki sam”.

– Każda kobieta powinna mieć swoje podstawowe zasady, które oznaczają dla niej kulturę osobistą, np. dla jednej ważne jest, żeby facet otwierał jej drzwi, dla innej poprawne słownictwo i unikanie przekleństw – dodaje Kucewicz. – Warto zrobić listę takich must have i o tym rozmawiać z partnerem. Jeśli prosisz, żeby otwierał ci drzwi, bo to dla ciebie ważne, a on to lekceważy? Potraktuj to jako ostrzeżenie, przyjrzyj się innym obszarom związku i jeśli w innych kwestiach też ignoruje twoje potrzeby, rozważ ewakuację.

Savoir-vivre w związku

Główną ideą savoir-vivre’u jest życzliwość – tłumaczy Wojciech S. Wocław, autor książki „Savoir-vivre, czyli jak ułatwić sobie życie”. – Z dobrymi manierami jest jak z mięśniami. Można się skupić jedynie na tzw. zestawie dyskotekowym, czyli na klatce piersiowej i bicepsach, a można też oprócz nich ćwiczyć mięśnie głębokie, które utrzymują w pionie nasz kręgosłup. Te pierwsze to normy i formy, wszystkie zachowania opisane w poradnikach etykiety, np. kto pierwszy wsiada do samochodu, wyciąga rękę czy podaje płaszcz. Te drugie tworzą ducha savoir-vivre’u: wzajemną życzliwość i szacunek, które gwarantują zdrowe relacje z innymi. Dodajmy, że jedne i drugie są tak samo ważne, ponieważ zapewniają i zdrowie, i przyjemne wrażenia estetyczne.

– O tym często zapominają też kobiety – dodaje Kucewicz. – Szczególnie w czasie kłótni. „Bo jestem taka emocjonalna” – pacjentka tłumaczy wyzywanie męża od najgorszych i podrapanie mu twarzy paznokciami. Albo podaje wyczytane w Internecie pseudodiagnozy: „Jestem DDA, borderline, dlatego ponosi mnie złość”. Wtedy mówię: „To nie zaburzenie psychiczne, to brak kultury osobistej”. I proponuję proste ćwiczenie: trzeba znaleźć sobie kobietę, która jest synonimem klasy i stylu z najwyższej półki. Może to być aktorka, profesorka czy ciocia. Przez miesiąc ma być taką naszą Matką Boską, do której odwołujemy się w trudnych sytuacjach. Kiedy facet nie odpisuje, to pytamy się: czy ona wysłałaby mu pięć SMS-ów z pretensjami? Jeśli ktoś zaczepiłby ją na ulicy i zaprosił na kawę, czy rzuciłaby pogardliwie „Spadaj”? Czy klęłaby w domu? Szydziła z teściowej w obecności męża, co jest powszechnym kobiecym grzechem przeciw dobrym manierom? Pacjentki są zdumione, że identyfikowanie się z takim wzorem osobowym działa i powstrzymuje je od impulsywnych, niekulturalnych zachowań. Nic dziwnego, większość z nas woli być podobna do dystyngowanej i uwielbianej księżnej Kate czy Audrey Hepburn niż do wulgarnej dresiary.

Za tym idą wymierne korzyści, bo choć krzykiem można wygrać bitwę, to życzliwość jest skuteczniejsza w wojnie z wrogami wieloletniego związku: nudą i brakiem intymności.

Ważne słowa

„Proszę”, „dziękuję”, „przepraszam” – to słowa, które wiążą ludzi silniej niż wspólny kredyt czy dzieci, budują zaufanie. – Szczególnie w związkach mamy duże problemy z przepraszaniem – mówi Kucewicz. – Nawet jeśli uznajemy swój błąd czy winę, to rzucamy niewyraźne „sorki” lub wyjaśniamy, dlaczego uderzyłyśmy poniżej pasa. Ale zwykłe „przepraszam” rzadko przechodzi nam przez gardło.

W przepraszaniu z klasą liczą się: przyznanie się do błędu, wyrażenie żalu, złożenie obietnicy (szczerej i wiarygodnej!), że zrobimy wszystko, żeby to się więcej nie powtórzyło, i zadośćuczynienie. „Badania pokazują, że przeprosiny, którym towarzyszy hojny gest, mają większą siłę przekonywania, a szansa, że poszkodowany ci przebaczy, jest większa, jeśli będą połączone z rekompensatą lub podarunkiem” – twierdzi Alkon. „Mimo to bardzo często najbardziej liczy się samo wyrażenie żalu”. Dlatego słowo „przepraszam” powinno zająć honorowe miejsce w naszym słowniku.

Ćwiczenia z uprzejmości

Wyrażanie wdzięczności to kolejny problem – mówi Kucewicz. – Z badań wynika, że w długotrwałych związkach najczęściej kłócimy się o sprzątanie. Kiedy pytam pacjentkę: „Podziękowała pani partnerowi, że wyniósł śmieci?”, oburza się, że to jego obowiązek i nie ma za co dziękować. To nie tylko brak uprzejmości, to błąd. „Dziękuję za…” wzmacnia zachowanie, które chcemy od niego uzyskać. Następnym razem chętniej wyskoczy do sklepu czy odkurzy. A przy tym poczuje się doceniony i nie będzie szukał uznania u koleżanki z biura.

Z badań prof. Christophera Petersona, jednego z twórców psychologii pozytywnej, wynika, że częste używanie słowa „dziękuję” sprawia, że czujemy, że ktoś robi dla nas coś dobrego i jesteśmy dla tej osoby ważni. W ten sposób proste zdanie: „Dziękuję, kochanie, że kupiłeś masło”, wzmacnia poczucie wartości obojga partnerów, wprowadza przyjemną atmosferę w domu i buduje bliskość. – Dom, w którym się dziękuje, to dom kulturalny – dodaje Katarzyna Kucewicz. – Dom, w którym lubimy przebywać i w którym dzieci wyrastają na ludzi z klasą. Natomiast brak szacunku i odzywanie się do siebie bez życzliwości bardzo źle wpływają na dzieci i czyni z nich potencjalnych pacjentów gabinetów psychoterapeutycznych i psychiatrycznych.

– To kolejny powód, żeby ćwiczyć uprzejmość na co dzień, w domu, bo dla naszej psychiki życzliwość jest jak kręgosłup dla ciała – dodaje Wojciech S. Wocław. – Im jej więcej w naszym życiu, tym jesteśmy stabilniejsi, a nasz związek jest silniejszy. Może dlatego dobrze wychowana panna Sansa Stark przeżyła brutalnych psychopatów i wojny między klanami, znalazła sojuszników i zdobyła to, czego chciała.

Pięć zasad - stosuj je codziennie przez miesiąc, a zauważysz znaczącą poprawę atmosfery

  • Całus na pożegnanie. Ten, kto wychodzi rano pierwszy, przed wyjściem mówi: „Do widzenia, miłego dnia”, i całuje partnera/kę.
  • Powitanie wieczorem. Ten, kto wrócił wcześniej, wita drugą osobę w drzwiach pocałunkiem lub uściskiem (nawet jeśli to oznacza przerwanie prasowania lub oglądania ulubionego serialu, to uwierz, jedna minuta cię nie zbawi, a wzmocni twój związek). Ten, kto wraca później, również dba o całusa na powitanie (jeśli np. druga osoba już leży w wannie lub łóżku i nie może wyskoczyć do korytarza, podejdź do niej i pocałuj ją).
  • Żadnego przeklinania i wyzywania w czasie kłótni. Ciosy poniżej pasa nie tylko ranią i upokarzają, lecz także odsuwają szansę na rozwiązanie problemu. Naucz się wygrywać argumentami, a nie krzykiem czy rysowaniem jego samochodu.
  • Koniec z publicznym praniem brudów. Wygadywanie na siebie nawzajem przyjaciołom i rodzinie nie tylko pogłębia złość, obniża samoocenę i wzajemne zaufanie, lecz także kończy się wstydem, jeśli wciąż jesteś z tą jędzą lub tym zakapiorem.
  • Okazuj dumę i wsparcie. Podzielenie się z przyjaciółmi i rodziną wiadomością o osiągnięciu/sukcesie/świetnym pomyśle partnera/ki wzmacnia więź, zaufanie i poczucie wartości zarówno twoje, jak i bliskiej osoby. Tworzy atmosferę wsparcia i podwyższa zadowolenie ze związku.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Ekspert od mowy ciała zdradza sekret udanego związku

Kobiety powinny wysyłać jasne sygnały mężczyznom, którzy im się podobają. 
Mężczyźni muszą natomiast nauczyć się lepiej odczytywać kobiecą mowę ciała. (Fot. iStock)
Kobiety powinny wysyłać jasne sygnały mężczyznom, którzy im się podobają. Mężczyźni muszą natomiast nauczyć się lepiej odczytywać kobiecą mowę ciała. (Fot. iStock)
To prawda – dla mężczyzn komunikacja nie jest ważna. Ale bez tego związek długo nie pociągnie – uprzedza ekspert mowy ciała i autor popularnych poradników, Allan Pease. W rozmowie z Katarzyną Kazimierowską wyjaśnia, na czym budować trwałą relację i czy wszystko trzeba przegadać z partnerem.

To prawda – dla mężczyzn komunikacja nie jest ważna. Ale bez tego nie stworzymy udanego związku – uprzedza ekspert mowy ciała i autor popularnych poradników, Allan Pease. W rozmowie z Katarzyną Kazimierowską wyjaśnia, na czym budować trwałą relację, jak dbać o związek i czy wszystko trzeba przegadać z partnerem.

O co zazwyczaj pytają pana ludzie w temacie związków i miłości? Bo podejrzewam, że pytają cały czas.
Raczej nie zadają pytań. Denerwują się, ilekroć znajdę się w ich pobliżu (śmiech). Pewnie wydaje im się, że jestem kimś pomiędzy psychiatrą a jasnowidzem i analizuję każdy ich ruch, czego oczywiście nie robię. Jeśli już o coś pytają, to zwykle o to, czy to prawda, że mężczyźni cały czas myślą o seksie. Choć napisaliśmy z żoną cztery książki o miłości, romansach i związkach…

I co pan odpowiada?
Oczywiście, że tak!

Nie wierzę.
Ależ tak. Mężczyźni mają o 20–25 razy więcej testosteronu niż kobiety, co sprawia, że rzeczywiście częściej myślą o seksie. Możemy oczywiście pod płaszczykiem kultury i wychowania ukrywać nasze pierwotne instynkty, ale nie mamy wpływu na biologię. Powiem więcej, mężczyźni zrobią wszystko, będą nawet oszukiwać, żeby tylko zaciągnąć kobietę do łóżka, a ci z nas, którzy mówią, że to kłamstwo – kłamią!

Ale to wszystko brzmi bardzo czarno-biało. Czy faceci to naprawdę tylko psy na baby, a kobiety - romantyczne naiwniaczki?
Gdyby nie chodziło o seks, kobiety nie marnowałyby czasu z mężczyznami, i na odwrót. Faceci nie chcieliby słuchać kobiecego gadania, a kobiety – rad, których mężczyźni tak chętnie udzielają. Proszę zauważyć, że kobiety w większości przyjaźnią się z innymi kobietami, a mężczyźni – z mężczyznami. Jednocześnie 50 proc. zawieranych związków małżeńskich w krajach zachodnich się rozpada, co nie oznacza, że ta druga połowa zostaje ze sobą z miłości czy sympatii – tylko z powodu kredytu, dzieci albo innych prozaicznych zobowiązań. Szczęśliwy związek to coś, co rzadko występuje w naturze.

Jaki jest jego sekret?
Dajemy sobie to, czego potrzebuje druga strona do szczęścia. Kobiety na przykład chcą być słyszane, tylko tyle. Nie chcą być naprawiane, nie chcą, by ktoś mówił im, co mają robić. One chcą być wysłuchane. Kobiety potrzebują mówić, bo to je odstresowuje, muszą się wygadać, faceci nie – wszystko duszą w sobie. Komu to wychodzi na dobre, to wiemy, ale tak to wygląda w rzeczywistości i trzeba mieć tego świadomość i być wyrozumiałym. Poza tym proszę zauważyć, że kobiety chcą rozmawiać z tymi, których lubią, cenią i szanują. Kobieta karze swoim milczeniem, więc gdy się do ciebie nie odzywa, to zły znak. A faceci przyjmują milczenie z ulgą, bo wreszcie mają ciszę (śmiech).

Same nieporozumienia.
Nie przychodzimy na świat z instrukcją obsługi drugiej płci. Dlatego kobiety traktują facetów jak inne kobiety, licząc na to, że oni będą reagować jak ich przyjaciółki. Za to mężczyźni, gdy już zdobędą kobietę, uważają, że nie muszą starać się, wydawać niepotrzebnie pieniądze na obiad i kwiaty, by dostać darmowy seks. Nie rozumieją, że kobiety chcą być cały czas adorowane, zdobywane. Tinder jest taką wersją randki dla mężczyzn: nie trzeba rozmawiać, można tylko oglądać. Kobiety szukają miłości i wierzą, że jej ukoronowaniem jest seks, a faceci szukają seksu i czasem trafiają na miłość. To nie jest politycznie poprawne, ale prawdziwe.

Załóżmy, że kobieta i mężczyzna byli na udanej randce, umówili się na kolejną. Wydaje się, że pasują do siebie. Co powinni teraz zrobić, żeby z tego powstał udany związek?
Pamiętajmy, że pierwszy etap bycia razem jest łatwy. Zakochani dużo się do siebie uśmiechają, są wobec siebie przyjacielscy, zabawni, wyrozumiali, słuchają się, jest wspaniale. Właściwie nie wychodzą z łóżka i myślą, że zawsze tak będzie, ale najpóźniej po dziewięciu miesiącach poziom hormonów wraca do normy i nagle oboje patrzą na siebie i zastanawiają się, kim jest ta druga osoba. Teraz zaczyna się test, który trwa do około dwóch lat. Jeśli okaże się, że tych dwoje łączą podobne podstawowe wartości, to mają na czym budować.

Jakie są te podstawowe wartości?
To są nasze poglądy na seks, rodzinę, finanse, życie w społeczeństwie oraz na życie duchowe – pokazują, czy patrzymy podobnie na świat. Czy chcemy mieć dzieci i jak chcemy je wychować? Jak widzimy kwestię prowadzenia domu i wspólnych finansów? Jak ważne jest dla nas życie towarzyskie i zainteresowania poza domem? Czego chcemy w seksie? Jaką rolę odgrywa sfera duchowa w naszym życiu? Jeśli związek jest oparty tylko na seksie, to zaraz się rozpadnie. Nie wystarczy fizyczna atrakcyjność.

Po dziewięciu miesiącach ludzie zaczynają się do siebie przywiązywać i wtedy okazuje się, że kobiety trwają w nieudanych związkach, na przykład przemocowych, bo mylą miłość z udanym seksem i przywiązaniem. W alternatywnym świecie byłoby na odwrót: najpierw sprawdzilibyśmy, kto ma podobne do naszych wartości, a potem szukali wśród tych osób tej, która pociąga nas fizycznie. Przecież przez pierwszy rok związku wszyscy kłamiemy!
Nie robimy tego ze złych intencji, po prostu chcemy się sobie podobać. Większość ludzi poznała się przez przypadek – w pracy, przez znajomych, na ulicy, w klubie. I poznajemy się na bieżąco, nie myślimy o tym, czy ta osoba ma takie same wartości czy zasady życiowe jak my, bo gdy się zakochamy, to nie myślimy w ogóle. Jesteśmy na haju porównywanym do narkotyków.

No dobrze, wiemy już, że podstawa udanego związku to podobne wartości, co dalej?
Za pierwszym razem ożeniłem się z niewłaściwą kobietą – a ona z niewłaściwym facetem. Ale gdy drugi raz szukałem partnerki, to uznałem, że poszukam ideału. Spisałem 10 cech idealnej dziewczyny, pięć z nich było cechami fizycznymi, pozostałe pięć dotyczyło bliskich mi wartości. Wciąż mam tę listę (śmiech). Moja obecna, od 30 lat, żona spełniła osiem z tych dziesięciu punktów.

Czyli wizualizujemy sobie ideał? 
Tak, ale bardzo konkretnie, i nie koncentrujmy się tylko na fizyczności, bo to nie wystarczy. Ważne, żeby mieć wspólne plany, wspólne pomysły na życie, na to, jak to życie ma wyglądać, a wszystko inne może być różne: prace, zainteresowania, znajomi. Przecież nie chcemy budzić się obok samego siebie, czyli kogoś, kto jest dokładnie taki jak my. Różnice są seksowne! Ale ważne, żeby być razem na tym samym szlaku.

Po upojnym okresie zaczyna się proza życia. Zazdrość, prezent dla teściowej, kto tym razem wyniesie śmieci... Przecież trzeba to jakoś przegadać.
Dla mężczyzn komunikacja nie jest ważna, ale oczywiście bez niej długo związek nie pociągnie. Dobrze, żeby kobiety robiły listy z wszystkimi sprawami do przedyskutowania i uzgadniały ze swoim partnerem, kiedy usiądą, by je omówić. I z głowy, można wrócić do meczu albo posiedzieć w upragnionej ciszy (śmiech).

A na poważnie?
Warto określić zasady, na jakich chce się funkcjonować, z szacunku dla drugiej osoby. Naprawdę nie można biegać wokół faceta i zadawać mu tysiące pytań, a na koniec oczekiwać, że jeszcze spędzi pół dnia na wspólnych zakupach. Idźmy razem na zakupy, ale ustalmy najpierw zasady, czyli: czas ich trwania, ilość rzeczy do kupienia. Pójdę z żoną do sklepu, ale też chcę coś z tego mieć, na przykład kawę i ciastko.

Czasem mówimy jedno, a nasze ciało robi drugie. Mąż zgadza się pójść do kina, ale widzę po jego postawie, że wcale nie ma na to ochoty. Umiemy czytać te znaki? 
Mężczyźni nie czytają mowy ciała, za to kobiety rozumieją ją intuicyjnie, pewnie dlatego, że od zawsze zajmowały się małymi dziećmi i musiały domyśleć się, dlaczego one płaczą. Zresztą zrobiono nawet taki eksperyment i pokazano płaczące dziecko kobietom i mężczyznom. Kobiety odczytały z jego płaczu i twarzy siedem emocji. A faceci na pytanie, czego chce dziecko, odpowiedzieli: chce do swojej matki (śmiech). Nie widzieli żadnej emocji, szukali po prostu rozwiązania problemu. Gdy moja żona patrzy na pary podczas warsztatów, to czasem szepcze do mnie: „ci się pokłócili, ta żałuje, że z nim przyszła, a tamci się bardzo lubią”. Większość facetów na to zareaguje: „A kto ci to powiedział!?”. Na szczęście tego można się nauczyć. I mężczyźni powoli uczą się obserwować, co dzieje się wokół nich, a jeśli mają dobrego przewodnika – stają się wrażliwsi, bardziej podatni na czytanie emocji i mowy ciała. Wie pani, że 80 proc. związków kończą kobiety? Faceci zawsze są tym zaskoczeni. Po prostu nie czytają mowy ciała, nie widzą znaków. A przecież one przygotowują się na odejście miesiącami. Za to mężczyźni zawsze kończą związek spontanicznie, bez zastanowienia. Jesteśmy okropnymi oportunistami. Jednak skoro już wiemy, że tak to działa, możemy nauczyć się lepiej sobą zarządzać, kontrolować swoje instynkty i odruchy. Nikt nie chce być ofiarą swojego popędu i biologii.

Brzmi optymistycznie.
Odczytywanie mowy ciała daje nam wiedzę o stanie emocjonalnym danej osoby. Inaczej zostaje nam wiele nieporozumień i zranień. Niestety, czytanie emocji z twarzy wychodzi kolejnym pokoleniom coraz gorzej. Ostatnie badania przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych pokazały, że millennialsi robią to o 10 proc. gorzej niż ich rodzice, bo zamiast obserwować twarze, patrzą w telefony. Skoro się tego nie uczą, to potem mają gorsze kompetencje społeczne. I co będzie z ich związkami?

Wracając do mowy ciała i sytuacji intymnych. Łatwo jest wysyłać sygnały, że jesteśmy zainteresowani seksem, ale gdy jest odwrotnie? Jak nie zranić partnera, a jednocześnie nie zmuszać się, gdy nie mamy ochoty albo jesteśmy zmęczeni?
Seks to jedna z podstawowych wartości. O tym, czego chcemy w seksie, a czego nie, gdzie stawiamy granicę intymności, trzeba porozmawiać na początku związku. Niestety, większość par zaczyna od seksu i potem o tym nie rozmawia, a już na pewno nie w sypialni.

Dlaczego tam nie?
Bo do sypialni razem z nimi wchodzą emocje i trudno się wtedy rozmawia. Czasem ona mówi: „Nie mam dziś ochoty na seks”. I słyszy odpowiedź: „Ale musisz, ja muszę!” (śmiech). Dobrze takie sytuacje traktować ze zrozumieniem i dowcipem, ale wcześniej warto to przegadać i wypracować kompromis albo wynegocjować taką sytuację, która będzie komfortowa dla obu stron. Tylko pierwsze miesiące znajomości oznaczają niekończący się seks dla pary. Dobrze zawczasu przygotować się na kolejne. Wtedy w przyszłości spotka nas mniej rozczarowań. Nie zawsze przecież będzie wspaniale, i trzeba mieć tego świadomość.

Allan Pease, ekspert w dziedzinie stosunków międzyludzkich i mowy ciała, współautor (wraz z żoną Barbarą) bestsellerowych poradników na temat komunikacji niewerbalnej, ostatni to „Mowa ciała w miłości”.

Mowa ciała w zalotach

Twarz: Miej ożywiony wyraz twarzy, wyglądaj na osobę przystępną i otwartą, dużo się uśmiechaj.

Terytorium: 
Stawaj w takiej odległości od drugiej osoby, w jakiej czujesz się swobodnie. Jeśli ona zrobi krok w tył, nie przysuwaj się ponownie.

Stosuj gesty świadczące o otwartości
, np. nie krzyżuj nóg w kostkach ani ramion na piersiach, staraj się, aby wnętrza twoich dłoni były widoczne.

Kontakt wzrokowy:
 Rzucaj dłuższe spojrzenia osobie, która ci się podoba, ale nie na tyle długie, by poczuła się niezręcznie.

Kobiety
 muszą wysyłać czytelne, jednoznaczne sygnały mężczyznom, którzy im się podobają, ale unikać bombardowania ich nadmiarem wskazówek w zbyt wczesnej fazie.

Mężczyźni
 muszą się nauczyć lepiej odczytywać kobiecą mowę ciała. Kobiety są mistrzyniami w wysyłaniu uwodzicielskich sygnałów, ale mężczyźni większości z nich nie dostrzegają i dlatego nie podchodzą do kobiet, które odwzajemniają ich zainteresowanie.

Więcej w książce „Mowa ciała w miłości”, Allan i Barbara Pease, wyd. Rebis 2020

  1. Psychologia

Energia z kamienia – na czym polega litoterapia?

Szlachetne kamienie od zarania dziejów budzą silne emocje, przypisuje im się także działanie medyczne. (Fot. iStock)
Szlachetne kamienie od zarania dziejów budzą silne emocje, przypisuje im się także działanie medyczne. (Fot. iStock)
Śpiewając, że brylanty są najlepszymi przyjaciółkami kobiety, Marilyn Monroe myślała prawdopodobnie o ich pięknie. Średniowieczna mniszka Hildegarda z Bingen przypisywała im jednak także działanie lecznicze.

Szlachetne kamienie od zarania dziejów budzą silne emocje, przypisuje im się także działanie medyczne. Najbardziej znana jest dziś praca Hildegardy z Bingen, w której średniowieczna mniszka polecała m.in. szmaragd na atak padaczki czy silne bóle głowy. Historycy przywołują również zapiski Pliniusza Starszego, powstałe w I wieku naszej ery.

Litoterapia, czyli leczenie kamieniami (od lithos – kamień i therapeuo – leczenie, pielęgnacja) opiera się na zasadzie przepływu energii. Kamienie pochodzenia mineralnego zawierają te same pierwiastki co ciało człowieka i mogą uregulować biochemiczny niedobór albo nadmiar w organizmie.

Terapeutyczne działanie kamieni, odrzucane przez medycynę akademicką jako naukowo niepotwierdzone, ma jednak wielu zwolenników. „Dlaczego na przykład korale bledną, gdy osoba je nosząca choruje na niedokrwistość, a odzyskują barwę, gdy wraca do zdrowia?” – pyta prezes polskiej filii światowej federacji medycyny alternatywnej Zbyszko Patyk i zwraca uwagę, że z przeprowadzonych kiedyś badań wynikło, że ułożone wokół głowy kryształy zmieniają zapis encefalogramu.

Mimo niechęci naukowców do litoterapii (która być może wzięła się po części stąd, że sama nazwa powstała w kręgach newage'owskich w latach 70. XX wieku) ma ona jednak wielu praktyków, którzy rozwijają ją jako uzupełnienie medycyny zachodniej.

Jak stosować litoterapię?

Zwolennicy metody radzą, żeby wybrać kamień, który do nas przemówi, i stworzyć własne rytuały z jego udziałem: przytrzymać co rano przez kilka chwil w dłoni czy przykładać do punktów energetycznych na ciele.

Ważna jest również odpowiednia pielęgnacja kamienia, trzeba go czyścić zgodnie ze wskazówkami, czasem w czystej wodzie, w innych przypadkach np. w roztworze soli.

Terapeutyczne znaczenie będzie miało ponadto noszenie biżuterii z wybranym kamieniem czy nawet postawienie go w swoim pokoju.

O kilka wskazówek poprosiliśmy prowadzącą sesję terapii kryształami Alicję Radej (@alicja_radej). Oto, co poleciła na nękające nas często schorzenia fizyczne i psychosomatyczne:

  • na bezsenność: ametyst, celestyn, czaroit, howlit, hematyt, lapis lazuli, sodalit, malachit;
  • na otyłość: czarny onyks, turmalin, kamień księżycowy, cytryn;
  • na wzmacnianie odporności: heliotrop, ametyst, czarny turmalin, zielony kalcyt, karneol, kwarc;
  • na bóle miesiączkowe: serpentyn, tygrysie oko, bursztyn, miedź, chryzopraz;
  • na problemy z menstruacją: serpentyn, tygrysie oko, bursztyn, miedź, chryzopraz;
  • na problemy z menopauzą: cytryn, granat, lapis lazuli, perła, kwarc różowy, rubin, heliotrop.

Wszystkie te kamienie są do kupienia w Polsce.

Kamienie lecznicze wg Hildegardy z Bingen

  • szmaragd
  • hiacynt
  • onyks
  • beryl
  • sardoniks
  • szafir
  • sard
  • topaz
  • chryzolit
  • jaspis
  • praz
  • chalcedon
  • chryzopraz
  • karbunkuł
  • ametyst
  • agat
  • diament
  • magnetyt
  • liguriusz
  • kryształ
  • perła rzeczna
  • karneol
  • alabaster
  • wapień