1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

„Boję się, że jestem uzależniona od mężczyzn”

Kobiety nie akceptują siebie, a próbują być zaakceptowane przez mężczyznę. Od niego biorą miłość do siebie. Przez niego siebie widzą i lubią – mówi psychoterapeutka Katarzyna Miller. (Fot. iStock)
„Nie umiem żyć bez mężczyzn. Kończę związek i zaraz zaczynam następny. W tych krótkich okresach pomiędzy czuję się samotna, gorsza, jakbym traciła osobowość. Łapię doła i myślę, że już nikt nigdy mnie nie zechce. Chcę spróbować być sama, ale boję się, że jestem uzależniona od mężczyzn”. Przypadek naszej czytelniczki komentuje Katarzyna Miller.

Faceci, związki i seks często zasłaniają coś innego niż tylko samotność. Chodzi jak zawsze o ciebie, a nie o nich. Związki wynikające z chęci zacerowania dziury w nas samych są zazwyczaj mało wartościowe. To tak jak z fast foodem, który na chwilę działa, ale później okazuje się, że organizm potrzebuje prawdziwych składników odżywczych. To może być bardzo wyniszczające, wchodzenie w związki i karmienie się obecnością mężczyzny po to, by później znowu czuć się nic niewartą. I to się pogłębia. Jest coraz gorzej, większe pragnienie i większa dziura potem, czyli uzależnienie.

Wszystko jest związane z tobą i twoją relacją ze sobą. Widocznie nie jest ona dobra. Nie akceptujesz siebie i tego, kim jesteś. Głęboko w środku masz niskie poczucie wartości, wiesz o tym i przeglądasz się w tych lusterkach, które dają ci mężczyźni.

Często jest tak, że kobieta zaczyna lubić swoje ciało dopiero wtedy, gdy usłyszy, że wygląda jak modelka. Jakby sama się wcześniej nie widziała. Gdy słyszy, że jest wyjątkowa, dopiero wtedy się tak czuje. Często jesteśmy szczęśliwe dopiero, gdy ktoś nas zauważy i wtedy dopiero same się widzimy. Niestety, jest to pożyczony komplement. Gdy facet znika, znika też nasze poczucie wartości. Dodatkowo obniża się jeszcze bardziej, bo skoro on odszedł, ja już nie jestem taka wyjątkowa. Jest gorzej niż przed nim. Okazało się to, co i tak czułam: że jednak się nie nadaję i nie jestem warta miłości.

Kobiety nie akceptują siebie, a próbują być zaakceptowane przez mężczyznę. Od niego biorą miłość do siebie. Przez niego siebie widzą i lubią. To okropne, ale bardziej popularne, niż ci się wydaje. Jednak niewiele kobiet potrafi się do takiej postawy przyznać.

Czeka cię długa praca nad sobą i swoją zranioną duszą. Nie będzie łatwo, ale uwierz, że się opłaca. Po latach takiej pracy mężczyzna, który się pojawi, będzie kimś wartościowym, będzie dawał prawdziwe uczucie, a relacja z nim będzie zdrowa, bo ty będziesz wiedzieć, że jesteś kimś ważnym dla siebie i będziesz o siebie dbać. Nie powinnyśmy dawać mężczyźnie władzy nad sobą.

Wielu mężczyzn doskonale wie, że kobiety nie są wyposażone we własną wartość, nawet jeśli są bardzo atrakcyjne. Bardzo łatwo jest rozkochać w sobie taką kobietę. Nawet nie trzeba dużo robić, wystarczy mówić i obiecywać. Kobiety są uzależnione od słów faceta, bo same dla siebie nie są dobre. Gonitwa za atrakcyjnym wyglądem, szczupłą sylwetką tylko ułatwia zadanie toksycznym facetom. Widząc kobietę, która stara się być za wszelką cenę dostrzeżona, wiedzą, jak ją wykorzystać.

Można uciekać przed sobą większość życia, ale pod koniec, gdy skończy się żar ciał, spotkanie będzie nieuniknione. Wtedy dotrze do nas ogromna strata. Lepiej zacząć już dziś. Przejście przez lęk i prawie śmierć jest nieuniknione. Ale po drugiej stronie są wolność i możliwość prawdziwej relacji z kimś. Takiej relacji, która będzie trwała.

Katarzyna Miller: Brawo kochana! Gratulacje dla ciebie, że odkryłaś swoje uzależnienie, że jesteś świadoma i chcesz zrobić sobie przerwę. To już naprawdę dużo! Dotarło do ciebie, że dalej tą samą drogą nigdzie nie zajedziesz, bo ciągle będziesz powtarzała to samo i ciągle będziesz miała rękę w nocniku. Podobny problem dotyczy wielu kobiet, które prawdopodobnie nie spotkały się w swoim życiu z miłością.

Suzan Giżyński: Czy ten syndrom dotyczy również ciebie?

Katarzyna: Nie. Kiedyś mnie dotyczył, ale już od bardzo dawna nie jestem uzależniona od mężczyzn. Myślę, że większość z nas kiedyś była uzależniona. Nie wszystkie, bo nie wszystkie jesteśmy uszkodzone przez mamusie i mam nadzieję, że tych nieuszkodzonych jest jak najwięcej, ale jednak spora część może się pod tym podpisać. Zresztą nie zapominajmy o winie tatusiów. Ach, to jest wielki temat. Myślę nawet, że podstawowy temat, który wynika z kultury patriarchalnej. W rodzinie rodziła się dziewczynka, nie synek, i była traktowana gorzej. Trzeba było ją wypchnąć z domu, oddać mężowi. Taki był priorytet. Teraz to już wygląda inaczej, choć skutki patriarchatu są ciągle widoczne.

Suzan: Niby żyjemy w takich nowoczesnych czasach, a mam znajomą, którą spotkała właśnie taka niefajna sytuacja związana z tym starym i krzywdzącym systemem. Moja koleżanka, będąc w ciąży, poprosiła swoją ciotkę o to, by została chrzestną. Wiesz co jej powiedziała ta kobieta? „Moja droga, jeśli urodzisz syna, będę chrzestną”.

Katarzyna: To są patriarchalne pozostałości, które jeszcze przez jakiś czas będą się odbijać na kobietach. Autorka listu to dziewczyna, która próbuje sobie poukładać swoje życie, opierając wszystko na mężczyźnie, swoje bezpieczeństwo i swoją wartość. Na szczęście ona się trochę przebudziła, widzi, że nie daje jej to szczęścia. Najważniejsze jest uzmysłowienie sobie, że mężczyzna nie daje bezpieczeństwa. Owszem, może dawać, ale jeśli same nie czujemy się bezpiecznie, nikt nam tego nie da. W tym miejscu odsyłam do „Instrukcji obsługi faceta”, bo tam dość dużo o tym mówimy. Iluzją jest, że mężczyzna zapewni nam spokój i harmonię. Na początku może się tak wydawać, jeśli facet jest miły, ciepły, dobry, spokojny. W końcu wyjdzie, że to nie wystarcza. Jeśli same nie poukładamy swojego wnętrza, nawet najlepszy mężczyzna nie jest w stanie nam tego zapewnić.

Suzan: Przychodzi mi na myśl rozmowa z pewną znajomą, wykształconą kobietą, która odniosła w swoim życiu wiele sukcesów. Jest w związku z facetem, którego nie można nazwać dobrym. Ten mężczyzna wnosi do jej życia chaos, napięcie, stwarza mnóstwo problemów. Zapytałam, dlaczego z nim jest, skoro on zaburza cały jej spokój. Odpowiedziała: „Wiesz, on w każdej chwili może pójść gdzie indziej! Zapotrzebowanie na facetów jest tak duże, że ja i tak jestem szczęściarą, że go złapałam, nawet jeśli taki jest. To i tak jest wygrana w totolotka”. Próbowałam jej wytłumaczyć, że to bardzo tunelowe myślenie, że szukanie całej butelki, nie zastanawiając się, co jest w środku, ma swoje konsekwencje i nie zapewni jej poczucia szczęścia. Ciekawe jest, że autorka listu również pisze o kolejnym związku, czyli kończy te związki. Myśli trochę inaczej niż moja znajoma.

Katarzyna: Gdyby ona była w jednym związku, nie zorientowałaby się, że ma problem. Dostrzegła to dopiero, zmieniając tych partnerów. Nie wiadomo też, czy to ona kończyła związki, czy partnerzy.

Suzan: Znalazła jednak siłę, żeby nie być w związku.

Katarzyna: Tak, i znalazła też świadomość. Umiała to nazwać. Kobieta w takiej sytuacji jakby przestaje istnieć. To jest bardzo ważne określenie, bo jest to istota uzależnienia. Podczas każdego nałogu – czy to fizycznego, czy psychicznego – oddajemy uzależnieniu siebie, tracimy swoją tożsamość. Człowiek bez używki nie ma poczucia sensu, istnienia. Bez tej podpory jest zawieszony, kołyszący się na wietrze.

Suzan: Zwrócę uwagę również na brak wsparcia w społeczeństwie. Nie raz spotkałam się z sytuacją, gdy na jakąś imprezę przychodzi kobieta, powiedzmy około trzydziestu lat, i zaraz jest wypytywana dlaczego przyszła sama, czy nikogo nie ma, czy dobrze jej samej itd.

Katarzyna: Przez kogo jest wypytywana?

Suzan: Przez znajomych, rodzinę. Głównie przez inne kobiety.

Katarzyna: Wydaje mi się, że to już się zmieniło, a na pewno istnieją różne grupy społeczne. Wszystko zależy od tego, gdzie się obracamy. Są takie grupy, gdzie ludzie spotykają się tylko w parach i jeśli ktoś jest sam, nie ma po co przychodzić, a są też takie, gdzie spotykają się single albo luźne konfiguracje. Młodzi ludzie teraz już nie zwracają na to takiej uwagi jak kiedyś.

Suzan: Ostatnio jedna moja koleżanka chciała pójść na ślub drugiej z facetem, którego znała od miesiąca. Spotkała się niestety ze sprzeciwem panny młodej, którą oburzył fakt, że przyjaciółka przyprowadzi obcego kolesia na jej wesele. Zapytała: „Ale jak to? Przecież dopiero co go poznałaś i chcesz go wziąć na moje przyjęcie weselne?!”. Byłam też na takim weselu, gdzie był przygotowany specjalny stół dla singli. Pary siedziały razem, a single, którym się w życiu nie udało, mieli swój oddzielny stolik.

Katarzyna: Poczekaj, może wcale nie chodziło o to, że im się nie udało. Może jeśli jesteś singlem, zostajesz usadzony z singlami, bo tam jest mnóstwo wolnych ludzi, którzy mogą się bawić, jak chcą, nie przejmując się, co powiedzą mąż czy żona.

Suzan: Niestety, ten stół składał się z singli, homoseksualistów i starszych ludzi.

Katarzyna: W takim razie zorganizowali to bardzo prymitywni ludzie. Tak samo zwykłym chamstwem jest to, co zrobiła ta panna młoda ze swoją przyjaciółką. Dlaczego dała sobie prawo decydować, z kim ona może przyjść? Bo to jej wesele? Jeśli jej nie pasowało, mogła jej w ogóle nie zapraszać, a nie decydować za nią, kto jest odpowiedni, a kto nie. Nie daje się nikomu stempla, z kim się może kolegować.

Suzan: Otóż to. Wracając jednak do pytania… co czeka panią, która decyduje się pobyć dłużej sama?

Katarzyna: Czeka ją odwyk. Męczenie się, żeby nie czuć pustki i lęku, być może będzie chciała zadzwonić do swoich wszystkich byłych i sprawdzić, czy ktoś się z nią umówi.

Suzan: Przechodziłam przez to. Było bardzo ciężko.

Katarzyna: Ja też to przechodziłam. Zwróć jednak uwagę, że my same powodujemy te męczarnie, same się w takich chwilach katujemy.

Suzan: Mnie się przez dłuższy czas udawało dobrze funkcjonować, aż przychodził taki wieczór, gdy myślałam: „O kurde, znowu samotnie oglądam jakąś głupią komedię”. Wtedy zaczynałam płakać.

Katarzyna: I dobrze, to trzeba sobie wtedy trochę popłakać i przypomnieć, dlaczego jestem sama. Może zostawiłaś faceta, bo był dupkiem. Nie musisz się teraz z nim męczyć. Myślałaś, że będziesz zawsze zadowolona ze swojej słusznej decyzji, a jednak jest ci źle. Nie wolno myśleć, że coś, z czym tkwiłyśmy od dawna, zniknie sobie od razu, jakby nigdy nie istniało. To tak nie działa. Będąc z kimś, dzieliłyśmy się z nim naszym balastem, podrzucałyśmy go facetowi i było nam dzięki temu lepiej. Teraz faceta nie ma i musimy nieść go same. Chwilami to będzie przykre, trzeba mieć tego świadomość. Czasem będzie dobrze, a chwilami nie będę się lubić, bo głównie na tym polega problem – nie lubimy się. To musimy naprawić! Jednak trzeba sobie powiedzieć: normalne jest to, że się tak czuję!

Kobieta z syndromem uzależnienia od mężczyzny, która jest na odwyku, będzie się czuła fatalnie. Tak samo jak każda inna w podobnej sytuacji. Żeby sobie pomóc, można pójść na terapię grupową. Od tego właśnie są grupy, żeby ludzie uświadomili sobie, że nie są sami, że wiele osób czuje się podobnie. Warto też przeczytać książkę Robin Norwood „Kobiety, które kochają za bardzo”. Trzeba wiedzieć, że my same swoimi myślami powodujemy nasz stan. On jest zły dlatego, że nie nauczyłyśmy się w życiu spokoju wewnętrznego. Nikt nas tego nie nauczył, nasze życie nie było spokojne. Spójrzmy na to tak, że teraz mamy czas nauczyć się spokoju! Życie bez faceta jest bardzo spokojne!

Suzan: A co z libido?

Katarzyna: Przecież to jest sprawa również fizjologii. Poza tęsknotą za bliskością łóżko to czysta fizjologia. A czy warto tęsknić za tą bliskością? Cóż, jeśli skończyłyśmy związek, który był cudowny, i nie miałyśmy wpływu na jego koniec, to inny rodzaj żałoby. Coś było, było nam dobrze, miałyśmy faceta, który był fajny, a teraz nie ma i tęsknimy. Musimy odbyć tę żałobę i mamy prawo tęsknić za czymś, co było dla nas dobre. Oby nie za długo oczywiście, bo jeśli nie możemy się po czymś zbyt długo pozbierać, to też świadczy o nas. Jeśli jednak miałam związek, który rozpoczęłam z nadzieją, że będzie moim ostatnim, a mężczyzna okaże się jedynym, zakochałam się w nim, nie zastanawiając się nawet, czy warto, ale uśmiechnął się do mnie ze trzy razy, nie był to związek bliskości. To była iluzja. Kończąc taki związek, rozpaczamy po iluzji.

Suzan: Iluzja czasami nie jest ważniejsza niż rzeczywistość?

Katarzyna: Nie, ale jeśli ktoś w niej żyje, to dla niego jest ważniejsza, choć nigdy nie powinna być. Ratuje cię jedynie powrót do rzeczywistości.

Suzan: A co z facetem, który świetnie zarabia, jest megaprzystojny, ma dobrą pozycję, jeździ superfurą i cudownie pachnie? Czy on wybierając sobie kobietę, żyje w iluzji?

Katarzyna: Gdy słyszę kolejny raz o facecie, który jest przystojny, dobrze zarabia i cudownie pachnie, zaczynam się zastanawiać, co jest wartością dla tych wszystkich dziewczynek.

Suzan: Kaśka, dla wielu właśnie to jest wartością.

Katarzyna: A nie powinno być! Dla mnie nigdy w życiu nie było!

Suzan: Może dlatego, że twój tata był w tobie zakochany? Nie szukałaś desperacko oparcia. Wiedziałaś, że jesteś fajna.

Katarzyna: Nawet jeśli tego nie wiem, to od razu szukam faceta z dobrym samochodem? Dlaczego? On miałby zrobić ze mnie księżniczkę? Udowodnić całemu światu, jakim jestem nieodkrytym diamentem? Trzeba się trochę rozejrzeć. Faceci, o których mówimy, to playboye – oni tylko jeżdżą i szpanują wyglądem. Szukają lasek do przygód. Najgorsi mężczyźni do związków. Wystarczy obejrzeć parę filmów, przeczytać kilka książek i posłuchać koleżanek.

Suzan: Niepotrzebna jest kasa do tego, żeby być królewną?

Katarzyna: Kasę to możemy sobie same zarobić. Poza tym jest rzeczą względną. Jednym przepływa przez ręce, innym wystarcza na lata. Normalni ludzie żyją za nieduże pieniądze. Najlepiej było to widać w czasach PRL-u, kiedy ludzie mieli tylko parę groszy, a tańczyli, śmiali się, wygłupiali i byli szczęśliwi. Bardziej niż teraz, gdy nie robi się nic innego, tylko goni za kasą. Czym jest ta kasa? Daliśmy się załatwić kolejnej iluzji!

Suzan: Paznokcie kosztują, kosmetyczka kosztuje, doczepiane włosy kosztują.

Katarzyna: Taaaa, tylko po co to wszystko? Żadna prawda! Żadna rzeczywistość!

Suzan: Kim Kardashian to iluzja?

Katarzyna: Największa iluzja naszych czasów! Jeden wielki antywzór!

Suzan: Pamiętam, jak sama powiedziałaś mi niedawno, że czytałaś książki pewnej autorki, które nie za bardzo ci się podobały, ale wszyscy je czytali.

Katarzyna: Tak, też to pamiętam, ale to jednak zupełnie inna sytuacja. To, że nie pasował mi styl jakiejś autorki, ale mimo to ją czytałam, nie znaczy, że poddaję się iluzji. Bardzo doceniam tą kobietę, jest ogromnie pracowita. Cały czas się rozwija. Żadna z niej celebrytka.

Suzan: Czyli mamy stawiać na siebie?

Katarzyna: Oczywiście! Zawsze mówimy, że jeśli stawiasz na siebie, znajdzie się odpowiedni facet. Taki, który tobie się będzie podobał, którego sobie wybierzesz, a nie taki, który dopiero określi, czy ty jesteś coś warta. Nie potrzebujesz, by ktokolwiek cię określał, bo ty wiesz, że jesteś warta! Dziewczynce, która jest nikim, nie pomoże żaden facet. Ile razy widziałam obrazek panienki obok przystojnego bogacza, który w towarzystwie ją lansował, ale śmiał się i mówił: „To moja najnowsza była narzeczona”. Ha ha ha, boki zrywać. Ale to biedne dziecko słysząc taki tekst, uśmiecha się głupio, bo przez chwilę jest lansowana. Tylko co z tego? Przez to, że spotkała się kilka razy z facetem, który ma supersamochód i superapartament, wcale nie stała się kimś. Nie pomogą jej przyklejone rzęsy i długie czerwone paznokcie. Choćby nie wiem, co robiła, jeśli sama nie zna swojej wartości, nikt jej tego nie zapewni.

Suzan: A Catherine Zeta-Jones?

Katarzyna: Nie znam jej życia. Wiem tylko tyle, że jest świetną aktorką.

Suzan: Tak, jest świetną aktorką, ale chodzi mi o to, że mogła się rozwinąć dopiero, gdy wyszła za Michaela Douglasa. Dopiero wtedy zaczęła otrzymywać naprawdę dobre role.

Katarzyna: Cóż, pomogła sobie. Tyle tylko, że aby móc wziąć sobie za męża Michaela Douglasa, też trzeba być kimś. Nie wyobrażam sobie, żeby taki facet jak on był zainteresowany panienką, która potrafi się tylko pięknie uśmiechać, ładnie pachnieć i czekać na wybawienie. Suzan, o co my się właściwie tutaj sprzeczamy? Chcesz mi powiedzieć, że dziewczyny zawsze będą hodowały w sobie iluzję i to jest ta najsmutniejsza prawda?

Suzan: Chcę powiedzieć, że mężczyźni mają łatwiej, mają łatwiejszy dostęp do pieniędzy i kariery.

Katarzyna: To się zmienia! Kobiety cały czas się rozwijają. Owszem, jest sporo kobiet, które siedzą w domach i gotują obiady zdane na łaskę mężów, ale wcale nie muszą tego robić. Siedzą w domach, bo chcą. Jest też sporo facetów bez pieniędzy, smutnych, spragnionych czegokolwiek. Co z nimi? Nie zasługują na żadną kobietę, bo nie mają superbryki i nazwiska? Nie! Są też związki „brzydka ona, brzydki on, a taka ładna miłość”.

Suzan: To prawda, są takie pary. Są również takie, gdzie ona jest śliczna, a on taki sobie, albo odwrotnie, a między nimi jest prawdziwe uczucie, pozbawione iluzji, bo dostrzegli w sobie ważne wartości i pokochali się. Jednak takie związki mogą tworzyć tylko zdrowi ludzie.

Katarzyna: Życzymy wszystkim, aby kochali najpierw siebie, a dopiero później budowali swoje związki.

Więcej w książce: „Instrukcja obsługi toksycznych ludzi” Katarzyny Miller i Suzan Giżyńskiej, Wydawnictwo Zwierciadło

Instrukcja obsługi toksycznych ludzi Katarzyna Miller, Suzan Giżyńska Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze