1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Zdrowie, piękno, pieniądze – warto otworzyć się na wszystkie zasoby

Zdrowie, piękno, pieniądze – warto otworzyć się na wszystkie zasoby

Nie ma dbania o innych bez dbania o siebie. Czasem wystarczy zacząć od tego, żeby przestać sobie przeszkadzać. (Fot. iStock)
Część ludzi ma zablokowaną świadomość własnych potrzeb: przez dzieciństwo, trening społeczny, traumatyczne przeżycia. Czasem przeczuwają, że czegoś im brakuje, coś ich uwiera, tylko nie wiedzą co – mówi coach Kazimierz F. Nalepa.

Prowadził pan warsztaty pod intrygującym tytułem „Lepiej być piękną, zdrową i bogatą” – rzeczywiście można mieć to wszystko?
Najlepiej mieć wszystko! Oczywiście nie wszystko to, co mają inni, ale wszystko to, co jest nam potrzebne. Gdy jesteś w restauracji, to możesz zamówić to samo, co jedzą przy tamtym stoliku, albo to, na co masz akurat ochotę. Wszystko, co jest nam potrzebne do życia, jest osiągalne – albo wprost, czyli jesteśmy już na to gotowi, albo po pewnym treningu.

A skąd mamy wiedzieć, czy jesteśmy już gotowi?
Ludzie różnią się samoświadomością. Niektórzy wiedzą, inni czują – bo nie trzeba wiedzieć, żeby się poruszać po świecie, wystarczy mieć instynkt. Są też tacy, którzy naśladują innych, czyli patrzą na nich i w ten sposób odkrywają, czego sami by chcieli. Część ludzi ma zablokowaną świadomość własnych potrzeb: przez dzieciństwo, trening społeczny, traumatyczne przeżycia. Czasem przeczuwają, że czegoś im brakuje, coś ich uwiera, tylko nie wiedzą co. Bywa, że uciekają przed tym w jedzenie czy uzależnienia lub postanawiają pójść za głosem serca i dowiedzieć się czegoś o sobie.

I na przykład idą na warsztaty…
Uczyłem się jakiś czas u mistrza ze Wschodu, który zwykł mówić, że ziemniaki najlepiej płucze się nie pojedynczo, tylko wrzucając wszystkie do wiadra. Warsztaty działają właśnie jak takie wiadro z ziemniakami. Często łatwiej zobaczyć coś u drugiej osoby niż u siebie. Jedni mają coś, co byśmy chcieli mieć, inni mają coś, czego byśmy nie chcieli – i to w pewien sposób nas pociesza – a jeszcze inni mają dokładnie to samo, co my – i to zbliża. Poza tym warsztaty z reguły prowadzą ludzie, którzy mają w głowie ułożony proces rozwoju i wiedzą, jak przeprowadzić przez niego uczestników. To są plusy.

Minus warsztatów jest taki, że jeśli skupimy się tylko na nich, przestaniemy być sobą. Malarz Nikifor był artystą bez ukończenia żadnych szkół, w niektórych zaś przypadkach szkoły zniszczyły tę naturalną zdolność i wewnętrzną prawdę. Uważam, że najpierw trzeba odkryć w sobie to „coś”, a dopiero potem eksperymentować z formą. A nie najpierw dać się wtłoczyć w formę, a potem szukać prawdy o sobie samym.

Ale czy piękno, zdrowie i bogactwo nie są właśnie takimi formami? No bo, co to znaczy „być bogatym”?
Być bogatym to mieć za dużo w stosunku do własnych potrzeb czegoś, co jest dla mnie ważne, atrakcyjne. To, co robię z nadwyżką, świadczy już o mojej klasie. Bogactwo to koniec pewnej skali. Na jej dole jest „ubóstwo”, czyli: mam za mało w stosunku do tego, czego potrzebuję. W ubóstwie trzeba nauczyć się gospodarować małymi zasobami. Kolejne na skali jest „akurat”, czyli: tyle wydaję, ile dostaję. Dalej jest „nadwyżka” – na tym etapie możemy już pozwolić sobie na pewne kaprysy. No i wreszcie „bogactwo” – gdy nadwyżki są już bardzo duże. Łatwiej poradzić sobie z bogactwem, jeśli doszło się do niego powoli, niż gdy przyszło do nas skokiem, gdy nie byliśmy na nie przygotowani.

Można się przygotować na bogactwo?
Po pierwsze, trzeba wiedzieć, kim się jest. Pieniądze są jak wzmacniacz. Wydobywają z nas to, co dobre, i to, co jeszcze nie jest dobre. Gdy jadę samochodem z kimś, kto na liczniku ma 40 km/h, to nie do końca wiem, z kim mam do czynienia; dopiero gdy ten ktoś zwiększy prędkość do 120 km/h i więcej, wiem, co to za kierowca. Czyli im większa siła, tym wystawieni jesteśmy na większą próbę. Wychowanie jednego dziecka nie jest tym samym, co wychowanie dwójki. Bo zmiana klasy zjawiska wymaga innych technologii radzenia sobie z nim. Tego się można nauczyć.

Nie możemy z jednej strony pogardzać bogactwem, a z drugiej narzekać, że są obszary biedy. Ja lubię bogactwo i obfitość. No bo czym wolelibyśmy się dzielić: niedoborem czy nadmiarem?

To przyjrzyjmy się może kolejnemu komponentowi warsztatów: zdrowiu.
Słusznie, bo czym jest bogactwo, jeśli nie mamy zdrowia? Steve’a Jobsa, założyciela Apple’a i jednego z najbogatszych ludzi na świecie, choroba „wycięła” z normalnego życia. Rockefeller miał przeżarty chorobami system pokarmowy, a przecież głupio być milionerem i wiecznie na diecie. Lepiej mieć i zdrowie, i bogactwo. Człowiek dobry niekoniecznie musi być biedny. Jedna jakość nie musi pozbawiać człowieka drugiej. W tym wypadku specjalizacja jest szkodliwa. W życiu musi być równowaga – tak jak dobry stołek musi mieć trzy równe nogi, tak też swoją przyszłość trzeba budować na kilku solidnych podstawach.

Niektórzy nasi życiowi nauczyciele do znudzenia powtarzają, że w życiu trzeba wybierać: „albo, albo”.
To błędne myślenie. Jak to, że nie można być jednocześnie dobrą żoną i dobrą bizneswoman. Oczywiście, że można, choć będzie to kosztowało trochę więcej wysiłku i wdzięku.

I niczego nie trzeba poświęcać?
Jeśli „poświęcić” znaczy to, co kiedyś, czyli: mieć więcej tego, co święte, to czemu nie, proszę bardzo. Ale jeśli „poświęcić” oznacza coś stracić, to nie zgadzam się na to. Znam biznesmena, który ma rodzinę, czyta książki dotyczące wychowania dzieci, bo mu bardzo na tym zależy, a zdobytą wiedzę przekłada także na zarządzanie swoją firmą. A to, co się dzieje w firmie, wykorzystuje w domu. Warto robić transfery. Różne obszary życia powinny się wspierać. Ludzie, którzy dobrze rosną biznesowo, cieszą swoich bliskich, bo rozwój w jednej dziedzinie rzutuje pozytywnie na pozostałe. Zwykle największą trudność z przestawieniem się na takie myślenie mają kobiety, dlatego mój warsztat jest skierowany głównie do nich.

Skąd bierze się ta trudność?
Ano stąd, że na przestrzeni wieków wyraźnie zmieniła się rola kobiet. Nie czekają już na swojego mężczyznę w jaskini, ale same przynoszą łupy wojenne. Kobiety mają teraz trudniej, bo świat przyspieszył, więc i one muszą pędzić. Poza tym wkroczyły w świat biznesu, który jest archetypicznie męski: antagonistyczny, rywalizujący, agresywny, i wpadły w pułapkę. Narzucając sobie męski styl zarządzania, przestały być w pracy kobietami. Niepotrzebnie. Gdyby nauczyły się korzystać z męskich narzędzi, nie rezygnując ze swojej kobiecości, byłyby doskonałymi bizneswoman. Ludzie, którzy prezentują w pracy kilka alternatywnych stylów, są bezkonkurencyjni.

Poza tym uważam też, że mężczyźni powinni się uczyć od kobiet tzw. miękkiego stylu zarządzania. Nie wszystko można zdobyć jednym uderzeniem, czasem ciepło i cierpliwość – archetypicznie kobiece cechy – potrafią być o wiele bardziej skuteczne.

No, ale nie mówiliśmy jeszcze nic o pięknie…

Czym jest zatem to piękno, które każdy może osiągnąć?
Piękno to nic innego jak bycie sobą z wdziękiem. Nie ma jednego modelu piękna, jego kanony zmieniały się na przestrzeni wieków i nadal będą zmieniać. Piękni są bardzo różni ludzie, niekoniecznie ci o idealnych wymiarach czy proporcjach. Jak człowiek jest sobą i lubi siebie, to zaczyna być piękny. Dlaczego warto być pięknym? Bo na piękno chętnie się patrzy, chętnie z nim obcuje, podziwia je. Piękno to rodzaj dobra.

Tymczasem ludzie boją się być piękni. Boją się wyróżniać spośród innych. Ileż to kobiet maskuje swoją urodę i seksualność, bo nie potrafi sobie z nimi poradzić?! W ogóle uważam, że ludzie boją się rosnąć, mieć czegoś za dużo. Pieniędzy, urody, nawet zdrowia…

Z czego, pana zdaniem, to wynika? Ze strachu?
Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. W każdym razie ja bardzo lubię pracować z kimś, kto chce rosnąć. Tylko ludzie, którzy rozwijają swoje możliwości, którzy mają więcej, niż potrzebują – mogą dawać dużo i dobrze. Prawdziwa potrzeba wzrostu człowieka nie ma nic wspólnego z jakąś chorą pogonią za ideałem. Czy próbą rekompensowania sobie kompleksów.

Jak wygląda początek takiej pracy, np. z kimś pełnym kompleksów, wewnętrznych barier?
Problemy dostają tylko ci, którzy są silni, więc gdyby nie „sztanga” kompleksów czy blokad, nasze „mięśnie” nie miałyby mobilizacji do rozwoju. Rośniemy poprzez pokonywanie przeszkód albo podejmowanie wyzwań. Żeby pokonywać przeszkody w pięknym stylu, trzeba mieć wewnętrzną siłę. Jak ją zbudować? Na przykład sięgając do wartości, które cenimy w życiu. Pracowałem kiedyś z pewną dziewczyną – zakompleksioną, mało atrakcyjną, taką, która nie zwróciłaby mojej uwagi na ulicy. Ustaliliśmy 7 najważniejszych w jej życiu wartości. Kiedy się w nie wczuła, nagle wypiękniała tak, że nie można było oderwać od niej oczu.

Wszystko zaczyna się od środka, od naszego stosunku do siebie. Jeśli ktoś nie lubi siebie, to po co ma o siebie dbać? Często zadaję uczestniczkom proste pytania: „Czy jakbyś miała dziecko, chciałabyś, żeby było bogate czy biedne? Piękne czy brzydkie? Zdrowe czy chore?”. To pomaga na chwilę wejść na właściwy tor myślenia. Dla osób, które kochamy, chcemy jak najlepiej. Dlaczego więc nie robimy tego sami dla siebie?

No bo niebezpiecznie łączy się to z egoizmem. Lepiej skupić się na pomocy innym.
Czy zaufałaby pani anorektycznemu kucharzowi? Albo fryzjerce ze złą fryzurą? Jak możemy pomagać innym, kiedy nie umiemy pomóc sobie? Gdy kobieta nie lubi samej siebie, stwarza problemy otoczeniu. Jeśli ma córki, kupują ten model. Jeśli ma faceta, on ma wiecznie pod wiatr, bo ona wysyła mu sprzeczne sygnały. Nie ma dbania o innych bez dbania o siebie. Czasem wystarczy zacząć od tego, żeby przestać sobie przeszkadzać.

Kazimierz F. Nalepa: doradca, coach i trener z ponad 35-letnim doświadczeniem w pracach dla biznesu.

Wywiad archiwalny

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze