1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Chemia miłości - działanie zapachów na mózg

Chemia miłości - działanie zapachów na mózg

Jednym ze składników miłosnej chemii jest zapach drugiej osoby. Ta woń może wywołać intensywne reakcje fizjologiczne i psychiczne. (Fot. iStock)
Jednym ze składników miłosnej chemii jest zapach drugiej osoby. Ta woń może wywołać intensywne reakcje fizjologiczne i psychiczne. (Fot. iStock)
Będąc niemowlakami potrafimy rozpoznawać matkę po jej woni, a kiedy się rozwijamy, uczymy się rozpoznawać ponad dziesięć tysięcy różnych zapachów.

Chemia - nauka badająca naturę i właściwości substancji i przemiany zachodzące pomiędzy nimi; przemiany substancji wynikają z praw, według których atomy łączą się poprzez wiązania chemiczne w mniej lub bardziej trwałe związki chemiczne, a także praw według których wiązania pękają i tworzą się ponownie, prowadząc do przemian jednych związków w drugie, co jest nazywane reakcjami chemicznymi. Uff… ta definicja może skutecznie odstraszyć od dalszej lektury artykułu, przywołując jednocześnie nieprzyjemne wspomnienia ze szkolnej ławy. Chemia wtedy wielu osobom wydawała się czarną magią, której trzeba było się uczyć w mękach. Chociaż te osoby w dorosłym życiu raczej nie zostały chemikami, to mimo wszystko istnieje prawdopodobieństwo, że chemia kojarzy im się z przyjemnymi reakcjami. Reakcjami w obszarze tak zwanej chemii miłości.

Jednym ze składników miłosnej chemii jest zapach drugiej osoby. Ta woń może wywołać intensywne reakcje fizjologiczne i psychiczne. Może też wyzwalać rozmaite wspomnienia. Zapachy najsilniej wpisują się w pamięć trwałą, co skutkuje tym, że niektóre z nich można pamiętać latami, podczas gdy większość doznań słuchowych czy wzrokowych zanika po kilku dniach lub tygodniach. Za osobniczą woń odpowiedzialne są feromony. Każdy z nas ma pewien prywatny „ślad zapachowy”, tak swoisty jak nasze linie papilarne, nasz głos, nasz intelekt. Wiele stworzeń wykorzystuje substancje zapachowe własnego ciała aby kusić. Naukowcom udało się wydzielić zapachowe przynęty u ponad 250 gatunków samych tylko owadów.

To nasze własne ciało produkuje najsilniejszy afrodyzjak. Zarówno mężczyźni jak i kobiety posiadają gruczoły zlokalizowane pod pachami, w okolicach sutków i pachwiny, które aktywizują się w okresie dojrzewania. Te wonne zbiorniczki wydzielają substancje, które w połączeniu z bakteriami na skórze wytwarzają drażniący zapach potu. Na całym świecie to pot właśnie dodawany jest do miłosnych mikstur. Kobiety są około stu razy bardziej wrażliwe na egzaltolidę, substancję bardzo podobną do tłuszczów odkładających się na męskich genitaliach, której średnio intensywny zapach wykrywają podświadomie z odległości ok. metra. Jeszcze większą wrażliwość na tę substancję wykazują podczas owulacji. Z badań amerykańskich wynika, że kobiety świadomie reagują na męski zapach tylko przy bezpośrednim cielesnym kontakcie i nic nie wiadomo o tym, by męskie feromony wywierały wpływ na odległość. Istnieją natomiast podstawy, by sądzić, że ciało kobiece również może mieć takie aromatyczne oddziaływanie na mężczyzn.

Zarówno mężczyźni jak i kobiety uznają zapach za bardzo ważny aspekt erotycznego powabu. W związku z tym można pokusić się o stwierdzenie, że kiedy nowo poznana osoba wydaje się nam atrakcyjna, najpewniej „lubimy jej zapach”, co może wprawiać w stan gotowości do flirtu. A gdy poczujemy się zakochani, zapach bliskiej osoby staje się afrodyzjakiem i pogłębia intensywność uczucia.

Sytuacji zauroczenia towarzyszą także zmiany chemiczne w mózgu. Są one w dużym stopniu odpowiedzialne za stan naszego umysłu, który dobrze określa znane powiedzenie - miłość jest ślepa. Organizm osoby zakochanej wytwarza więcej fenyloetyloaminy, która wywołuje euforię, radość i osobliwe przekonanie, że jest się szczęśliwym, a obiekt naszego zainteresowania - wspaniały. Substancja ta zwiększa wytrzymałość i odporność organizmu na ból i wysiłek. Zwiększa się także poziom dopaminy, co wpływa na poprawę nastroju i większą aktywność psychoruchową. Stąd kochankowie mogą bez zmęczenia przegadać całą noc, kochać się cały dzień, a bardzo ponure miejsca czy pesymistyczne sytuacje potrafią widzieć w różowych barwach. Z kolei za błysk w oku i ścisk żołądka, jaki pojawia się podczas spotkania tej właściwej osoby, odpowiada noradrenalina. Przyspiesza bicie serca, wywołuje napięcie mięśni oraz wpływa na poszerzenie źrenic. Z kolei oksytocyna, której poziom wzrasta wielokrotnie podczas orgazmu - ma wpływ na doznawanie rozkoszy poprzez kontakt cielesny i umacnia poczucie bliskości między kochankami. Stąd im więcej oksytocyny, tym większa satysfakcja ze związku z partnerem. A więc - im więcej orgazmów tym trwalszy związek.

Ale jak długo nasz mózg jest w stanie znosić stan silnych chemicznych zawirowań, czyli szpikowania narkotykami - nawet jeśli sam je wytwarza? Otóż naukowcy zmierzyli czas od chwili pierwszego objawu zauroczenia do chwili pierwszego zobojętnienia  - jest to okres średnio od 18 miesięcy do 3 lat. Dzieje się tak, ponieważ mózg przyzwyczaja się do działania stymulatorów lub obniża się ich poziom. W efekcie następuje biologiczny odpływ osobliwego zakochania.

Jednak nie wszyscy po 3 latach kończą związki. Co się takiego dzieje, skoro chemia przestaje działać? Otóż ten kilkuletni czas uniesień pozwala jednocześnie poznać partnera od strony intelektualnej, emocjonalnej, sprawdzić jak funkcjonuje wśród ludzi, jak odnosi się do nas, jak radzi sobie z trudnymi sytuacjami czy na gruncie zawodowym. Jeśli jego światopogląd, wyznawane wartości, zainteresowania są nam bliskie, jest ogromne prawdopodobieństwo, że właśnie ta sfera będzie z czasem dla nas bardziej atrakcyjna, niż sam wygląd partnera czy chwile uniesień w sypialni. Stąd, jeśli chemiczne wspomaganie nas opuści, a zdążyliśmy się zaprzyjaźnić z kochankiem, jest szansa na długi i szczęśliwy związek.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Aromaterapia - pachnąca kuracja

Olejki niszczą wirusy. Ale aromaterapia ma do zaoferowania o wiele więcej. Tworzy dobry klimat, dzięki czemu jesteśmy i spokojniejsi, i silniejsi. (Fot. iStock)
Olejki niszczą wirusy. Ale aromaterapia ma do zaoferowania o wiele więcej. Tworzy dobry klimat, dzięki czemu jesteśmy i spokojniejsi, i silniejsi. (Fot. iStock)
Lekarstwo nie musi być gorzkie. A leczenie nie musi być przykre. Tym razem proponujemy takie, które działa między innymi dlatego, że jest przyjemne. Tak bardzo, że aż chce się je stosować. I dużo może. Radzi sobie na przykład z wirusami, co dziś szczególnie aktualne. Mowa o aromaterapii.

Francja, rok 1413. Szaleje dżuma, zwana czarną śmiercią. Ale nie wszyscy umierają. Kilku kupców, którzy wcześniej zajmowali się handlem przyprawami i ziołami z Indii – można więc założyć, że mieli pewną wiedzę na temat tych substancji – zmieniło fach na złodziejski. Grabili groby i domy ludzi zmarłych na zarazę i jakoś sami nie chorowali. Rzecz zbadano. Okazało się, że przedsiębiorczy złoczyńcy nacierali sobie dłonie, stopy, skronie specjalną mieszanką olejków eterycznych, przykładali sobie też nasączone nią tkaniny do ust. Mieszanka ta – pod nazwą „olejek złodziejski” albo „olej czterech złodziei” – przetrwała i dziś z powodzeniem jej używamy. W jej skład wchodzą olejki: goździkowy, cynamonowy, eukaliptusowy, cytrynowy i rozmarynowy. Działa na patogeny: wirusy, bakterie, grzyby, co w dobie koronawirusa powinniśmy szczególnie docenić. Choć, rzecz jasna, używanie olejku ani nie zwalnia ze stosowania środków ostrożności, ani nie zagwarantuje, że się nie zakazimy. Jednak zdecydowanie zwiększa nasze szanse na zdrowie.

Ochronią przed wirusem

Czym są olejki eteryczne? To naturalne substancje ekstrahowane lub destylowane z torebek molekularnych roślin. – Rośliny wytwarzają te związki nie po to, by pachnieć – mówi Edyta Tecław, aromaterapeutka, założycielka marki ViaAroma – ale by bronić się przed szkodnikami, owadami, innymi roślinami, które wchodzą na ich terytorium. My te substancje pozyskujemy i korzystamy z ich właściwości. Mamy olejki na ból głowy, na ból gardła, problemy z trawieniem, na stawy, na mięśnie, na sen… Wyliczać można długo. Ale ponieważ ostatnio naszym życiem rządzi pewien wirus, przyjrzyjmy się, jak możemy się przed nim chronić. Niestety, nawet najlepszy jakościowo olejek czterech złodziei nie zastąpi szczepionki. Nie znaczy to jednak, że nie pomoże. Przede wszystkim „oczyści atmosferę”. Jeśli w pomieszczeniu dyfuzujemy olejek antywirusowy, po 15–20 minutach przeciętny pokój (około 20 metrów kwadratowych) nasyca się olejkami tak, że powietrze się oczyszcza. Patogeny są wychwytywane i niszczone. – Olejkami nie zbudujemy odporności – mówi Szymon Kaźmierczak, współtwórca marki Purite, zielarz i fitoterapeuta. – Związki lotne też są metabolizowane, wydalane, nie powodują namnażania się limfocytów, czyli ciał związanych z odpornością. To, co realnie można robić, to utrzymywać poziom substancji lotnych w naszym otoczeniu na takim poziomie, żeby wspierać zwalczanie patogenów. Olejek bezpośrednio ingeruje w strukturę wirusa, rozrywając ją. Czyli olejki przynoszą efekt w trakcie ich stosowania. Jeśli będziemy je dyfuzować tam, gdzie są wirusy i bakterie, zwiększamy szanse, że nie przenikną one do naszego organizmu. – Substancje lotne najszybciej wchłaniają się przez błony śluzowe podczas wdychania – mówi Edyta Tecław. – Trafiają wtedy od razu do krwiobiegu. Sama mam w domu alergików, więc dobrze to wiem – w czasie ataku duszności nie podaje się im syropu czy tabletki, lecz leki wziewne. Bo kiedy chory weźmie głęboki wdech czy nebulizator do nosa, działanie jest natychmiastowe. Syrop czy tabletka przechodzą najpierw przez układ pokarmowy, to trwa. Ponadto wdychając, nie obciążamy układu pokarmowego. Dariusz Cwajda, szef Instytutu Naturalnej Aromaterapii, potwierdza: – W domu najbardziej efektywna jest dyfuzja – cząsteczki substancji z olejków mogą się utrzymywać w powietrzu nawet przez kilka godzin. Działają wyjaławiająco – ale w dobrym znaczeniu, czyli eliminują mikroby. Można też przed koronawirusem – i innymi wirusami, które o tej porze roku atakują nasz układ odpornościowy – zabezpieczać się, korzystając na przykład z oleju czterech złodziei i obowiązkowych ciągle maseczek. Jedna (nie więcej) kropla na maseczkę – i nigdy na część przylegającą do skóry, bo w mieszance jest cynamon, który działa drażniąco – i jeśli ktoś przy nas kaszlnie czy kichnie, jest szansa, że olejek patogeny unieszkodliwi. Warto też wcierać olejek rozcieńczony w dowolnym oleju kosmetycznym, najlepiej w stopy. Są świetnie ukrwione, wszystko, co wetrzemy, po półgodzinie jest już w krwiobiegu. Ważne, żeby przy tym masować dłuższą chwilę, masaż uaktywnia, otwiera naczynia włosowate. To działanie i profilaktyczne, i lecznicze – już przy infekcji. W okresie obniżonej odporności można robić to codziennie wieczorem albo i rano, i wieczorem. Każdy dobry dotyk jest dla człowieka zbawczy – zwłaszcza gdy ktoś bliski poświęci chwilę i rozmasuje nam stopy.

Nie mamy badań potwierdzających działanie olejków na wirus SARS-CoV-2. – Ale wiem co nieco z praktyki – dodaje Edyta Tecław. – Ja sama miałam kilka razy bezpośrednią styczność z chorymi na COVID-19. Mój mąż był chory – a ja się nie zaraziłam. Rodzina żartuje, że to dlatego, że w mojej krwi płyną już głównie olejki eteryczne. W czasie choroby męża dodatkowo używaliśmy więcej olejku złodziejskiego, ja i dzieci. A i męża leczyłam olejkami – lekko przeszedł chorobę. Dlatego warto nasycić dom substancjami lotnymi. Poza dyfuzorem są inne metody. Można delikatnie skropić olejkiem poduszkę czy piżamę. Także sweter, poduszki na kanapie, ręczniki. Dodać kilka kropel olejku do płynu do płukania, blaty w kuchni przecierać ściereczką skropioną olejkiem. Spryskiwać zrobioną przez siebie mieszanką (alkohol, woda, olejek) wierzchnie ubrania. I nie musi to być koniecznie olejek złodziejski. Poza tymi, które wchodzą w skład mieszanki, mamy jeszcze inne o działaniu antywirusowym: drzewo herbaciane, trawę cytrynową, imbir, melisę lekarską, lawendę, ylang-ylang, olejek sosnowy, cedrowy. Warto dopasować zapach do naszych gustów. Najczęściej popełnianym błędem jest stosowanie kominków zapachowych. Podgrzewamy wodę z olejkami świeczką tak, że niemal się gotuje – a olejki nie lubią podgrzewania. Zapach – choć słabszy – będzie nawet wyczuwalny, ale zmienia się budowa strukturalna olejków, a tym samym skuteczność ich działania. – To tak jak z gotowaniem warzyw – mówi Edyta Tecław. – Gotujesz godzinę, smak może jakiś wyczujesz, ale długa obróbka termiczna powoduje dużą utratę witamin, a przecież zależy nam na wartościach odżywczych. Najlepsza w pomieszczeniach jest dyfuzja zimna, czyli zastosowanie urządzenia ultradźwiękowego, które bez podgrzewania rozbija cząsteczki olejku eterycznego na jeszcze mniejsze, takie, które długo unoszą się w powietrzu.

Zapachy budują dobry nastrój. (Fot. iStock) Zapachy budują dobry nastrój. (Fot. iStock)

Zadbajmy o emocje

Poza eliminacją wirusów warto odporność wspierać innymi sposobami. Przede wszystkim dbać o odpowiednie odżywianie, bo to ono buduje siłę immunologiczną naszego organizmu. Unikać cukru, jeść za to dużo, jak najwięcej (tu przesadzić się nie da) warzyw, kasz, przypraw takich jak imbir czy kurkuma. – Niezwykle ważne jest to, żeby budowanie odporności było wielopoziomowe – uważa Dariusz Cwajda. – Aromaterapia to tylko jeden z elementów. Podstawą zawsze jest dieta, a dalej – styl życia. To, jak wygląda nasz dzień. Co z aktywnością fizyczną, co z ruchem, zwłaszcza ruchem na świeżym powietrzu. Wreszcie – co ze snem. I tu też może wkroczyć aromaterapia. Dysponuje całą gamą olejków, które pomogą nam zasnąć i sprawią, że sen będzie długi i zdrowy – a tylko taki buduje odporność organizmu. Jakie olejki pomogą nam zasnąć? – 99 proc. ludzi powie, że królową olejków nasennych jest lawenda – mówi Dariusz Cwajda. – I to prawda. Ale jednocześnie wiele osób zapachu lawendy nie lubi. Kojarzy im się z babciną szafą albo saszetkami na mole. U nich ten olejek nie będzie mieć mocnego działania terapeutycznego. Ale mogą wypróbować inne. Jeśli ktoś lubi zapachy słodkawe, może być geranium różane (pelargonium), jeśli woli cytrusy – jest mandarynka. Mało kto wie, że mandarynka, która nam kojarzy się z owocem ożywczym, ma cudowne działanie nasenne. We Francji nazywana jest olejkiem dziecięcym – mamy dawały kropelkę na poduszkę czy piżamę dziecka – jeśli jeszcze połączyć to z lawendą, dzieciaki spały po 13 godzin. Dla bardziej zaawansowanych jest cudowna wetiweria, wspaniała też dla skóry. Ma działanie uspokajające, rozluźniające, stosuje się ją u dzieci nadpobudliwych, z zaburzeniami nerwowymi. A kobiety często wybierają ylang-ylang, wystarczy kropla, bo to olejek, który przyćmi wszystkie inne. Stosowany też w perfumiarstwie – jest składnikiem słynnego zapachu Chanel Nº 5. A ma właściwości relaksacyjne, spowalnia puls, akcję serca, przez to uspokaja. O tym, jak ważna jest wewnętrzna równowaga, mówi też Edyta Tecław. – Lęk, napięcie, stres osłabiają organizm. Każdy musi znaleźć własną drogę, by ze stresem walczyć, ale olejki mogą nas wesprzeć. Choćby ten z pomarańczy – naturalny antydepresant. Mnie aromaterapia pomogła parę lat temu, kiedy miałam trudny zdrowotnie czas, przejść przez szpital, operację, stres. A Szymon Kaźmierczak uzupełnia: – Rezultatem stresu jest spadek odporności, walcząc więc ze stresem przez tworzenie przyjemnej atmosfery w domu czy miejscu pracy, w naturalny sposób tę odporność sobie podnosimy. W USA w wielu szpitalach przed operacjami stosuje się olejek lawendowy obniżający napięcie, łagodzący stany lękowe. Wiadomo, że całkiem stresu nie usunie, ale pomaga. Często podczas sesji w gabinetach psychoterapeutycznych korzysta się z aromaterapii. Zapachy budują dobry nastrój. A kiedy nasza psychika ma się dobrze, to i ciało będzie automatycznie w lepszej formie. – Ludzie mówią: olejki niszczą wirusy. Tak, to prawda, ale moim zdaniem aromaterapia ma do zaoferowania znacznie więcej. Dzięki niej jesteśmy i pogodniejsi, i silniejsi – uzupełnia Dariusz Cwajda.

Nie tylko koronawirus

Olejki eteryczne mogą nas wspierać przy rozmaitych dolegliwościach. Czy zawsze pomogą? Na pewno nie zawsze i nie każdemu, ale warto, zanim weźmiemy choćby tabletkę od bólu głowy, wypróbować inne metody. Naturalne. – Po takie środki sięgaliśmy przecież od wieków – mówi Edyta Tecław. – Ja dopiero studiując naturoterapię, przypomniałam sobie, że właściwości roślin wykorzystywała moja babcia. Kiedy bolał mnie brzuch, dostawałam krople miętowe. Kiedy bolało ucho czy gardło, był aloes albo geranium. Oczywiście medycyna się rozwinęła, powstał wielki przemysł farmaceutyczny – i dobrze, bo są choroby, które tego wymagają, ale jest i druga strona medalu – nadużywanie chemii w codziennym życiu. Przyzwyczailiśmy się, że na najmniejszy ból czy problem jest tabletka. Ja tabletek od bólu głowy nie używam w ogóle. Wiem, który olejek pomaga przy problemach z bólem głowy, który przy problemach z gardłem. Zresztą kiedy czytam na ulotkach składy leków, widzę, że często występują tam te same związki chemiczne, które znajdują się naturalnie w roślinach, ale niestety syntetyczne. Co aromaterapeuci polecają na ból? – Niesamowite działanie przeciwbólowe ma olejek z lawendy. Zawsze mam ten olejek w domu – mówi Edyta – Jest też genialny na oparzenia, to jeden z niewielu olejków, który można stosować bez rozcieńczania olejem bazowym. Oparzenia zdarzają mi się niestety często, smaruję olejkiem, co szybko likwiduje ból i przyspiesza regenerację skóry, nie ma też potem problemu przebarwień czy blizn. A Szymon Kaźmierczak dodaje: – Podobno właśnie od lawendy zaczęła się współczesna aromaterapia. Legenda głosi, że francuski chemik René-Maurice Gattefossé poparzył sobie rękę w laboratorium i odruchowo zanurzył ją w olejku lawendowym, który stał obok. Po dwóch czy trzech dniach zauważył, że rana goiła się szybciej i ładnie zabliźniała. Zaczął więc przyglądać się działaniu innych olejków eterycznych. To był właściwie powrót do zapomnianej wiedzy – bo właściwości olejków znali starożytni. I Rzymianie, i wcześniej Egipcjanie. Olejki, których używali między innymi w procesie mumifikacji, niszczyły drobnoustroje, umożliwiały zachowanie ciała. Skutecznie – mumie przetrwały tysiąclecia. Geranium to, jak mówi Edyta Tecław, olejek kobiecy. – Pomaga przy bólach menstruacyjnych, kiedy posmaruje się nim dół brzucha, będzie działać rozkurczowo. Reguluje też gospodarkę hormonalną kobiet. Znakomicie wspiera przejście przez menopauzę, kiedy wiele kobiet zmaga się z uderzeniami gorąca i złym nastrojem. Ale warto samemu wypróbować. – Bo bywa różnie – dodaje. – Mnie na ból głowy pomaga mięta, inni wolą lawendę, jeszcze inni geranium albo kadzidłowiec, który poprawia ukrwienie mózgu. Moją mamę po udarze wspieram kadzidłowcem, który ma właściwości regeneracji połączeń w mózgu. W USA jest on używany pomocniczo przy terapii choroby Azheimera. Mięta pomaga na żołądek, ale wielu osobom przynosi także ulgę przy bólach głowy. Przeciwbólowy jest goździk – właśnie olejku goździkowego używali stomatolodzy, zanim wprowadzono mocniejsze chemiczne środki. Działa też przy bólach reumatoidalnych i bólach stawów. – Moim ulubionym jest olejek z czarnego pieprzu – przynosi też ulgę przy bólach mięśni i stawów. Jest to ulubiony olejek sportowców, którzy przygotowują się do zawodów. Profilaktycznie stosowany, odpowiednio rozgrzewa mięśnie przed wysiłkiem, aby nie dopuszczać do powstawania zakwasów – mówi Edyta. A na przeziębienie, zamiast aspiryny, olejki z brzozy i wierzby, które mają w składzie naturalnie występujące salicylany. Albo… poziomka. – Kwas acetylosalicylowy, czyli aspiryna, nie powinien być podawany dzieciom, bowiem istnieje ryzyko wystąpienia bardzo groźnego dla nich zespołu Reye’a. To rzadka, ale ciężka i potencjalnie śmiertelna choroba prowadząca do niewydolności wątroby oraz obrzęków i uszkodzeń mózgu. Tymczasem napar z liści poziomki przynosi efekty zbliżone do aspiryny, a nie powoduje tak dramatycznych skutków ubocznych.

Są też olejki szczególnie ważne dla kobiet, pomagające regulować układ hormonalny – geranium, szałwia muszkatołowa, paczula. Najlepsze jest wdychanie. Ale olejki możemy też wcierać. Stopy, nadgarstki, skóra za uszami – to miejsca wrażliwe. Trzeba pamiętać, że nie nakładamy ich bezpośrednio na skórę. Najlepiej użyć najpierw oleju bazowego, może to być oliwa. – To nie są żadne cuda – mówi Szymon Kaźmierczak. – Substancje z olejków w 28 sekund dostają się do krwiobiegu, na tej zasadzie działają przecież plastry z morfiną czy hormonalne. Polecam spróbować: jeśli maścią z miętą – taką prawdziwą – wysmarujecie stopy, po jakimś czasie poczujecie w ustach posmak mięty. No i ważna jest dawka. – Kiedyś zrobiłem sobie płyn do płukania ust z oregano – mówi Szymon – czyli wziąłem kilka kropel i… myślałem, że mi wszystko w ustach wypali żywym ogniem. Dlatego trzeba uważać. Olejki są silnie skoncentrowane, wystarczy naprawdę niewiele, żeby działały. Trzeba pamiętać, żeby używać olejków czystych, przebadanych, z dobrych źródeł. Szymon Kaźmierczak radzi: – Wybierajmy produkt, który jest opisany jako „100% olejek eteryczny”, a w składzie ma czyste olejki eteryczne, nie na przykład „kompozycję zapachową” (tu równie dobrze mogą być dodane zapachy syntetyczne). A jeśli używamy dyfuzora, wybierajmy olejki eteryczne lub mieszanki olejków eterycznych bez dodatku oleju (a może on się znaleźć nawet w produkcie opisanym jako „100% naturalny olejek”), bo olej zapcha dyfuzor. Taka mieszanka w oleju może być natomiast stosowana na ciało. Na rynku jest dużo produktów tanich – ale z chemią, sztucznie aromatyzowanych. Nie warto po nie sięgać. Bo kluczem jest jakość. 

  1. Zdrowie

Jak pachnie twój nastrój?

Zapach może nie tylko przywołać wspomnienie i uczucia z nim związane, ale także wywołać określoną emocję, np. poprawić nastrój, uspokoić, dodać pewności siebie, obudzić energię twórczą, poprawić stan zdrowia, a także wpłynąć na nasze myśli. (Fot. iStock)
Zapach może nie tylko przywołać wspomnienie i uczucia z nim związane, ale także wywołać określoną emocję, np. poprawić nastrój, uspokoić, dodać pewności siebie, obudzić energię twórczą, poprawić stan zdrowia, a także wpłynąć na nasze myśli. (Fot. iStock)
Każdy przedmiot, spotkanie, wydarzenie, a także emocje z nimi związane mają specyficzny aromat – jedyny, niepowtarzalny, zapisany w naszej pamięci na zawsze. Warto z tego świadomie korzystać, by zadbać o swój dobrostan.

Węch jest jedynym zmysłem, na który w żaden sposób nie możemy wpłynąć – zanim zdążymy świadomie zarejestrować woń, bodźce węchowe już wywołują chemiczną reakcję łańcuchową. Możemy zamknąć oczy, zatkać uszy, nie dotykać, przez kilka dni nie jeść, ale musimy oddychać, a z każdym wdechem cząsteczki zapachowe docierają do nabłonka węchowego, a następnie wzdłuż włókien nerwowych do okolic pnia mózgu. Każdy „łyk” zapachu to jakieś przeżycie, wspomnienie z przeszłości, doświadczenie emocji.

Jednak zapach może nie tylko przywołać wspomnienie i uczucia z nim związane, ale także wywołać określoną emocję, np. poprawić nastrój, uspokoić, dodać pewności siebie, obudzić energię twórczą, uważność na siebie i na świat, poprawić stan zdrowia. A także wpłynąć na nasze myśli.

Julia Mafalda, założycielka Essensual Academy korzysta w dużej mierze z olejków Young Living, które od 25 lat wyznaczają standardy czystych olejków eterycznych, na Zachodzie określanych jako olejki o wartości. – Są to odpowiednio destylowane w niskiej temperaturze i pod niskim ciśnieniem czyste esencje roślin uprawianych wyłącznie organicznie, o określonym składzie fitochemicznym i działaniu fitoterapeutycznym – tłumaczy. – Wpływają bowiem bezpośrednio na poszczególne części mózgu odpowiedzialne za różne emocje, ale także na wszystkie układy organizmu. Zapach olejków, czyli ich lotne molekuły, od razu dostaje się do układu limbicznego – odpowiedzialnego za emocje i hipokampu – gdzie pamięć krótkotrwała zamienia się w długotrwałą – wyjaśnia.

Aromat i rytuał

Cała sztuka polega na tym, żeby odnaleźć „swój” zapach. Dobieranie jest zazwyczaj kilkuetapowym procesem, ale możemy też zaufać swojej intuicji. Nie zawsze warto sugerować się opisem (na co dobry ten czy inny olejek), najlepiej doświadczać zapachów sensorycznie: powąchać kilka aromatów i poczuć, który z nich najlepiej odpowiada naszemu obecnemu nastrojowi. Bez nazywania emocji, co często rodzi pokusę dzielenia ich na dobre i złe, szukania przyczyny, a nawet zaprzeczania czy wypierania uczuć. O wiele łatwiej powiedzieć, że nasz dzisiejszy nastrój pachnie np. bazylią.

Zdaniem Julii oprócz fitoterapeutycznej mocy olejków bardzo ważny jest również sam rytuał – stworzenie cichej przestrzeni dla siebie, pochylenie się nad intencjami. Kiedy skupiamy się na miejscach nakładania olejków, kierujemy tam uwagę, generując większe pole elektromagnetyczne (energię) wokół nich. Tym samym poruszamy związane z określonym narządem emocje.

  1. Moda i uroda

Flanker - zapach z kolekcji

W gruncie rzeczy, nieco upraszczając, wszystkie perfumy do początku XX wieku pachniały jak woda kolońska (Fot. Getty Images)
W gruncie rzeczy, nieco upraszczając, wszystkie perfumy do początku XX wieku pachniały jak woda kolońska (Fot. Getty Images)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Niemal co roku pojawiają się nowe edycje znanych już wcześniej zapachów. Ich wielbicielki czekają na nie jak na nowy sezon ulubionego serialu. o fenomenie flankerów i o tym, jak bardzo potrafią zaskoczyć, opowiada senselierka Marta Siembab.

Co to takiego flanker? Na początek warto się przyjrzeć samemu słowu. Pochodzi od flanki, czyli bocznego skrzydła. Idąc tym tropem, flankery to są zapachy, które stanowią boczne skrzydło głównej drużyny zapachowej w ramach danej marki. Na przykład, gdy mamy Miss Dior jako główny zapach, to Miss Dior Bloomig Bouquet jest flankerem. To określenie nasuwa militarno-sportowe skojarzenia, kojarzy się ze skrzydłowym w futbolu albo żołnierzem otaczającym z bocznej flanki. I tak to dokładnie wygląda, ponieważ satelitarne zapachy, jak lubię je nazywać, chronią pierwotny zapach i przedłużają jego dialog z konsumentem.

Czy tak to zawsze funkcjonowało? Mam wrażenie, że jest coraz mniej nowości, a coraz więcej flankerów. Czymś względnie nowym jest mówienie o tym i traktowanie tego jako zjawiska rynkowego. Zmodyfikowane wersje wcześniej wypuszczanych perfum zaczęły się pojawiać od lat 70. Jednak gdy spojrzymy na perfumiarstwo od czasów starożytnego Rzymu albo starożytnej Grecji aż do początku rewolucji przemysłowej, to można powiedzieć, że wszystkie perfumy były flankerami pierwszej kompozycji, która powstała. Dopiero na początku XX wieku, w 1900 roku, chemicy zaczęli intensywnie pracować nad syntetykami, które mogły być wykorzystane w przemyśle perfumeryjnym. Wcześniej perfumiarze mieli do dyspozycji tylko paletę surowców roślinnych. Było ich niewiele, ponieważ do 1900 roku nie było wszystkich olejków z przypraw korzennych, których jest kilkadziesiąt. Nie znano jeszcze możliwości ich ekstrahowania w niższej temperaturze. Nie było syntetycznych nut – owocowych, morskich czy gourmand. W gruncie rzeczy wszystkie perfumy do początku XX wieku pachniały jak woda kolońska albo „Być może”. Bardzo to upraszczam, ale dopóki nie pojawiła się wanilina, nie było można zrobić pełnego, krągłego orientalnego zapachu.

Jesteśmy przyzwyczajeni, że perfumy wyglądają tak jak na półce w perfumerii. Gdy mówię Sì Armani, to wszyscy wiedzą, o co chodzi. To słowo kryje w sobie ten zapach. I wydaje nam się, że tak było od zawsze, że perfumy miały swoją nazwę, opakowanie, flakon itd. A to nieprawda, kompozycje miały nazwy umowne, nadawane przez perfumiarza dla danej klientki. Często po perfumy szło się do aptekarza, który był jednocześnie perfumiarzem. Można było kupić gotowy flakonik perfum albo przychodziło się ze swoją buteleczką i aptekarz nalewał płyn z wielkiej kadzi. Generalnie był jeden, dwa zapachy do wyboru i mówiło się o nich na przykład „ten romantyczny” czy „ten tajemniczy”. W tym samym flakoniku, gdy jeden zapach się skończył, przechowywało się inny. To się zmieniło po Wystawie Światowej w Paryżu w 1900 roku i premierze pierwszych perfum Guerlain. Nazywały się Voilà Pourquoi J'aimais Rosine i jako pierwsze miały zaprojektowany specjalny flakon. Zresztą piękny, z korkiem, który wyglądał jak kapelusz z kwiatów. Wtedy dopiero rozpoczęło się masowe produkowanie zapachów i traktowanie ich jako oddzielnych produktów – osobno projektowało się flakon, osobno opakowanie zewnętrzne, nadawano im indywidualną nazwę. To stosunkowo niedawna historia.

Czy zdarza się, że któraś z kolei kompozycja wśród danej rodziny zapachów jest lepsza od oryginału? Może się zdarzyć, że jest lepsza technicznie, że lepiej trafia w bieżące gusta konsumentów. Dlatego właśnie robi się flankery. Jest to ekonomiczny sposób na przyciągnięcie klientów. Wypuszczając nowy zapach na rynek, trzeba zainwestować bardzo dużo czasu, pieniędzy, wysiłku w zbudowanie obrazu produktu i jest to zawsze podróż w nieznane.

Poison Girl Unexpected Dior 50 ml/395 zł; Sì Passione Intense Giorgio Armani 50 ml/459 zł; Good Girl Supreme Carolina Herrera 50 ml/455 zł. Poison Girl Unexpected Dior 50 ml/395 zł; Sì Passione Intense Giorgio Armani 50 ml/459 zł; Good Girl Supreme Carolina Herrera 50 ml/455 zł.

Tak więc gdy już uda się zrobić bestseller, powstają flankery. Ale wśród nich można się zgubić! Przejrzałam niedawno listy bestsellerów europejskich perfumerii. Są zdominowane przez Diora i Chanel. To marki, które do perfekcji opanowały strategię flankerową. To prawda, że jest w tym podejściu pewna pułapka, bo jeśli ktoś nie lubi klasycznego J’adore, to nigdy nie spróbuje J’adore L’Or. Tymczasem ten pierwszy jest świeżym kwiatowym zapachem, a drugi jest orientalnym, więc to są zupełnie różne bajki.

Zawsze myślałam, że flankery można kupować w ciemno. Poison Dior, ten oryginalny, to surowy, gorzki orientalny zapach z wytrawną nutą opoponaksu, która dla wielu osób jest trudna do zaakceptowania. Z kolei Poison Girl jest już bardziej przyjacielem La Vie est Belle Lancôme niż Poison. Nawet nazwę wymawia się inaczej, zamiast francuskiej wymowy jest angielska. W wielu przypadkach rozpiętość między pierwotnym zapachem a obecnym jest ogromna.

L’ Ombre des Merveilles HERMÈS 50 ml/395 zł; Rose Tangerine Chloé 50 ml/339 zł; Bloom Profumo di Fiori Gucci 50 ml/405 zł. L’ Ombre des Merveilles HERMÈS 50 ml/395 zł; Rose Tangerine Chloé 50 ml/339 zł; Bloom Profumo di Fiori Gucci 50 ml/405 zł.

Ale są marki, które są bardziej spójne w projektowaniu flankerów, zachowują DNA pierwszego zapachu. Dotyczy to perfum, które mają wyrazisty podpis zapachowy. Na przykład Narciso Rodriguez for Her. Pierwszy zapach w różowym flakonie to piżmo doskonałe – świeże, zmysłowe, jednocześnie słodkie, ale też eleganckie. Trafione w punkt. I wszystkie kolejne zapachy Narciso Rodriguez można rozpoznać z zamkniętymi oczami. Mają bardzo mocny wspólny charakter. Podobnie zapachy Muglera – Angel i Alien – czy wspomniane już Sì Armaniego. Są osoby, które je kolekcjonują, bo wiedzą, że to będzie ten sam zapach, tylko z nową przyprawą.

  1. Styl Życia

Uniseksowe zapachy niszowe - zapraszamy do świata Etat Libre d’Orange

Zobacz galerię 6 Zdjęć
To francuska marka, która w ostatnich miesiącach zyskuje coraz większą popularność w naszym kraju. Niszowe kompozycje o nietypowych inspiracjach i składnikach noszą zarówno kobiety jak i mężczyźni. Przedstawiamy wybrane zapachy od Etat Libre d’Orange.

Świeże kompozycje

Etat Libre d’Orange - Hermann A Mes Cotes

Jest to absolutny bestseller marki. Uwielbiany przez kobiety chcące pachnieć intensywnie, lekko zadziornie oraz przez panów poszukujących intrygującej i niecodziennej świeżości. Hermann pachnie wilgotną ziemią, charakterystycznym powietrzem po burzy, a towarzyszą mu przeróżne składniki, począwszy od liści czarnej porzeczki, róży i paczuli, skończywszy aż na kadzidle. Pikantności dodaje temu wszystkiemu wyrazisty czarny pieprz, który otwiera zapach. Hermann A Mes Cotes to wielowymiarowa kompozycja, która zdecydowanie zwraca na siebie uwagę.

Etat Libre d’Orange - You Or Someone Like You

Inspirowany słonecznymi ulicami w Los Angeles, zapach ten to prawdziwa bomba orzeźwienia! Soczyste cytrusy, świeżo skoszona trawa i chłodząca mięta - od razu na myśl przychodzi nam pyszne mojito. Jest bardzo rześko, czuć późną wiosnę, subtelny akord kwiatowy dodaje nieco słodyczy. You Or Someone Like You to doskonały wybór na ciepłe dni, kiedy szukamy chłodnego ukojenia.

Etat Libre d’Orange - Remarkable People

Perfumy idealne na co dzień przez cały rok. Musujący szampan z dodatkiem skórki grejpfruta, który skrywa w sobie cieplejsze tony przypraw - kardamonu i czarnego pieprzu. Sercem zapachu jest jaśmin, choć Remarkable People nie należy do grupy kwiatowych kompozycji. Gładkości i kremowego wykończenia dodają mu drzewo sandałowe wraz z labdanum.

Cięższe propozycje

Etat Libre d’Orange 500 years

To zapach, który z pewnością spodoba się fanom orientalnych, arabskich aromatów. Słodka, turecka róża jest główną bohaterką 500 years. Oprószona aromatycznym kakao, otula nas i zabiera w daleką, orientalną podróż. Nuty drzewne sprawiają, że zapach zyskuje na szlachetności. Doskonały, lekko słodki, ale i ciężki uniseks na zimę.

Etat Libre d’Orange Rien

“Rien” w języku francuskim oznacza “nic”. Twórcy chcieli, byśmy my, nosząc ten zapach, na pytanie: Czym pachniesz? Odpowiedzieć krótko enigmatycznym – „niczym”. Jak więc pachnie owe “nic”? Przede wszystkim kadzidłem, skórą i różą. Pełno tu retro klimatu i niezwykłej ciężkości. Dodatek aldehydów sprawia, że Rien wyczują, bez wyjątków, wszyscy w naszym otoczeniu.

Etat Libre d’Orange - Like This

To kultowy zapach od Etat Libre d’Orange, który powstał przy współpracy z aktorką Tildą Swinton. Like This ma przywoływać aromat domu w słoneczne, niedzielne popołudnie. Soczysty cytrus z imbirem, słodka dynia, ziołowa kocanka i róża - jest przytulnie, ciepło i nietuzinkowo.

Etat Libre d’Orange - La Fin du Monde

Czym pachnie koniec świata? Przede wszystkim kremowym, maślanym popcornem z dodatkiem soczystej marchewki. Do tego niecodziennego połączenia dołączają korzenne przyprawy, nuta drzewa sandałowego, troszkę frezji oraz dym z prochu strzelniczego. La Fin du Monde jest zaliczany do pudrowych zapachów, jednak jego niecodzienny skład przyciąga obie płcie.

  1. Moda i uroda

Perfumy do czytania

Historie perfum często przypominają fabuły literackie (Fot. Kuba Bereza Studio)
Historie perfum często przypominają fabuły literackie (Fot. Kuba Bereza Studio)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
To nie tylko proste kwiatowe bukiety. Są zapachy, w których zapisano całe zawiłe historie, pełne niuansów i zwrotów akcji. Są też zapachy – pamiętniki z podróży i biografie. Oto nasza mała zapachowa biblioteka.

Perfumy i literatura często się ze sobą splatają. Wiele znanych książek koncentruje się na perfumach lub ma całe wątki oparte na zapachach. Powieść Patricka Süskinda „Pachnidło” jest tego sztandarowym przykładem. Z kolei perfumiarze często mają obsesję na punkcie literatury. Można powiedzieć, że kompozycja zapachowa to gatunek opowiadania historii, którego celem jest przeniesienie użytkownika w inny czas lub miejsce, przywołanie wspomnienia lub obudzenie wyobraźni. Twórcy perfum często również czerpią bezpośrednie inspiracje z literatury. Wiele perfum nawiązuje do konkretnych autorów lub ich dzieł, jak Baudelaire marki Byredo czy A Midsummer Dream Roja Parfumes. Inne odwołują się do ogólnych idei epok i historii literatury (Memoir marki Amouage) lub próbują oddać zapach papieru, książek i starych bibliotek (Biblioteca de Babel Fueguia 1833). Rozszyfrowywanie historii zapisanych w perfumach i odczytywanie intencji jest dobrą zabawą. Wystarczy dać się ponieść wyobraźni i zaufać swojemu zmysłowi węchu.

Zapachowe portrety

Serge Lutens o swoich olfaktorycznych kreacjach mówi, że są „pomostem między obrazem a słowem”. Jego zapachy rzadko przypominają typowe perfumy z drogeryjnych półek – kwiatowo-owocowe marzenia o szczęściu i egzotycznych wakacjach. 78-letni artysta jest mistrzem prowokacji. Do dziś tworzy w swoim domu w Marrakeszu nowe zapachy, z których każdy ma w sobie coś mrocznego i często autobiograficznego. „Moja historia zapachów była napędzana osobistą podróżą”, powiedział w jednym z wywiadów. Pewien jego zapach – Dent de Lait – to wspomnienie… pierwszego utraconego mlecznego zęba. Można niemal poczuć metaliczny posmak krwi w ustach. Z kolei Fils de joie, perfumy, które miały premierę w tym roku, to zapis „przedostatniej woli” artysty. Znany z ironicznego humoru Serge Lutens mówi, że ta mieszanka ułatwi pracę balsamiście. A jak pachnie? Północnoafrykańską odmianą jaśminu (kwiatów nocy) zmiażdżonego w moździerzu z odpowiednio mocną mieszanką pieprzu, róży, goździków, gałki muszkatołowej i wosku pszczelego. Piękny zapach, który, wbrew pozorom, na skórze pachnie ciepło i świetliście.
A teraz drugi bohater naszego kącika biograficznego – Duke, czyli książę. Jeden z trzynastu członków arystokratycznej brytyjskiej rodziny, która składa się na kolekcję perfum „Portraits” marki Penhaligon’s. Na zamknięciach flakonów umieszczono wizerunki zwierząt, odzwierciedlające charakter danej postaci. Duke to pies. Jak to się mówi – pies na baby. Książę jest młody, przystojny, roztacza wokół siebie pieprzny aromat róży i ginu, przyprawiając damy o palpitacje serca. Niestety, jego żona, najatrakcyjniejsza kobieta w całym Londynie, pozostaje obojętna na jego wdzięki. Trzecie perfumy to klasyka. Ponadczasowa kompozycja powstała dla Eugenii, żony Napoleona III, ostatniego francuskiego monarchy. Subtelny, ale bardzo kobiecy zapach doskonale pasował do cesarzowej, której urokiem i elegancją zachwycała się cała Europa.

Obraz na drewnie (w tle) floral temple/lapomme.pl 50×70 cm/465 zł. Album „Elisabeth Jerichau-Baumann”/Wyd. Bosz 89,90 zł. Pojemnik „Medusa” Rosenthal meets Versace/rosenthal.pl 965 zł. Perły Yes 169 i 219 zł. Kolczyki yes 239 zł. Pierścionki yes 159 i 179 zł. Puchar Bazar na kole. Woda perfumowana FILS DE JOIE SERGE LUTENS 50 ml/529 zł. Woda perfumowana MUCH ADO ABOUT THE DUKE Penhaligon’s /galilu.pl 75 ml/1060 zł. Woda perfumowana Eugénie RANCÉ/perfumeriaquality.pl 100 ml/ 595 zł. (Fot. Kuba Bereza Studio) Obraz na drewnie (w tle) floral temple/lapomme.pl 50×70 cm/465 zł. Album „Elisabeth Jerichau-Baumann”/Wyd. Bosz 89,90 zł. Pojemnik „Medusa” Rosenthal meets Versace/rosenthal.pl 965 zł. Perły Yes 169 i 219 zł. Kolczyki yes 239 zł. Pierścionki yes 159 i 179 zł. Puchar Bazar na kole. Woda perfumowana FILS DE JOIE SERGE LUTENS 50 ml/529 zł. Woda perfumowana MUCH ADO ABOUT THE DUKE Penhaligon’s /galilu.pl 75 ml/1060 zł. Woda perfumowana Eugénie RANCÉ/perfumeriaquality.pl 100 ml/ 595 zł. (Fot. Kuba Bereza Studio)

Poezja w podróży

Inspiracją do tego rozdziału naszej literacko-olfaktorycznej zabawy jest tomik poetyckich opowiadań pod tytułem „Cytryna”, autorstwa zmarłego młodo japońskiego pisarza Motojirō Kajiego. Ta fascynująca pozycja dla miłośników literatury azjatyckiej dla nas stała się zachętą do podróży. Gallivant to marka, która powstała z miłości do życia na walizkach i wolności przemieszczania się. Dzięki ich perfumom można poczuć, jak pachną Amsterdam, Tel Awiw (perfumy Tel Aviv) czy Los Angeles. Jest też Tokio (perfumy Tokyo). Nicolas Bonneville, tworząc tę kompozycję, wybrał nuty cytrusowej bergamoty i yuzu, czarnego pieprzu i kardamonu doprawione odrobiną wasabi. Serce zapachu jest drzewne. Bazą są nuty ambry, drzewa sandałowego, paczuli i wetywerii. A o procesie tworzenia zapachu kreator opowiada tak: „Uwielbiam wyjazdy do Tokio. Bywam tam regularnie od ponad 20 lat i jestem nieodmiennie zafascynowany tym miejscem: ludźmi, kuchnią, stylem, językiem, wyrafinowaniem i dbałością o szczegóły. Zapachem chcę przywołać to szczególne uczucie, jakie towarzyszy wschodom słońca w tym mieście. Powietrze jest wilgotne, a Tokio otula mgła. Chciałem też uchwycić smaki miejscowych lokali typu izakaya, z ich owocami, przyprawami i wasabi, kłującym język słodko-kwaśnym smakiem. Tokio to również ziemista wilgoć roślin doniczkowych, trzymanych na dworze przed wejściami do sanktuariów i drewnianych świątyń. Wyrafinowanie i uduchowienie ceremonii kōdō, przeprowadzanej w oparach dymu z kadzidła i drzewa sandałowego. Wyniosłość i elegancja w blasku wielkomiejskich neonów”. Perfumy Tokyo Gallivant są jak sensoryczny przewodnik po stolicy Japonii. A teraz czas na krótki wypad na Wyspy. Woda perfumowana Black Citrus marki Vilhelm Parfumerie opisuje romantyczną atmosferę Londynu po nagłym deszczu, który schłodził gorące powietrze i obmył miasto, gdy świeża bryza już rozpędziła burzowe chmury. W języku perfum oznacza to bergamotę, kardamon i fiołek połączony z zapachem brzozy i paczuli.
W podróż możemy też wybrać się z Gabrielle Chanel. Projektantka mody w 1920 roku zakochała się w Wenecji. Przyjechała tam zdruzgotana po śmierci ukochanego Boya Capela i odnalazła energię do życia. Bizantyjskie mozaiki i cenne klejnoty z bazyliki św. Marka zainspirowały projektantkę do stworzenia pierwszych kolekcji biżuterii. Woda toaletowa Paris-Venise pachnie esencją neroli z orientalnym akordem wanilii i bobu tonka.

Woda toaletowa paris-venise chanel 125 ml/510 zł. Aparat Olympus PEN E-PL9 z obiektywem 1442EZ cena zestawu 2399 zł. Szklanka zarahome 25 zł. Obrus zarahome 269 zł. Okulary MYKITA/moko61 2300 zł. Talerz Kasia Białek/Nap.pl 89 zł. Serwetka zarahome 225,90 zł. Woda perfumowana BLACK CITRUS VILHELM PARFUMERIE/galilu.pl 50 ml/610 zł. Woda perfumowana TOKYO GALLIVANT/galilu.pl 30 ml/330 zł. Książka „Cytryna” Motojirō Kajii/Wyd. Tajfuny 35 zł. Naszyjniki Apart 589 i 459 zł. (Fot. Kuba Bereza Studio) Woda toaletowa paris-venise chanel 125 ml/510 zł. Aparat Olympus PEN E-PL9 z obiektywem 1442EZ cena zestawu 2399 zł. Szklanka zarahome 25 zł. Obrus zarahome 269 zł. Okulary MYKITA/moko61 2300 zł. Talerz Kasia Białek/Nap.pl 89 zł. Serwetka zarahome 225,90 zł. Woda perfumowana BLACK CITRUS VILHELM PARFUMERIE/galilu.pl 50 ml/610 zł. Woda perfumowana TOKYO GALLIVANT/galilu.pl 30 ml/330 zł. Książka „Cytryna” Motojirō Kajii/Wyd. Tajfuny 35 zł. Naszyjniki Apart 589 i 459 zł. (Fot. Kuba Bereza Studio)

Wątek kryminalny

Love & Crime to zapach inspirowany prawdziwą historią wielkiej ucieczki z bostońskiego więzienia w 1905 roku. Thomas Howard odbywał karę więzienia, zbrodnie nie mogły być ciężkie, bo sąd zgodził się na ślub za kratami. Wybranka przestępcy May Coyle była młoda, piękna i rezolutna. Przyniosła do więzienia tort, w którym ukryła piłę do metalu. Kochankowie uciekli tej samej nocy, zaś ogólnokrajowe doniesienia prasowe uczyniły z nich bohaterów. Śmiałość May została przełożona przez markę Ex Idolo na apetyczną kwiatowo-owocową kompozycję zapachową. Jej struktura przypomina weselny tort, są tu cukier, anyż, kakao i biszkopt waniliowy.
Kryminalne historie to często starcie dwóch charakterów – dobrego i złego. Na naszym zdjęciu w cieniu schował się szef mafii. W perfumach Don Xerjoff bez trudu odnajdujemy atrybuty kojarzące się z rodziną Corleone czy Capone, zapach kubańskich cygar, szlachetnej whisky, prochu. Oud nadaje zapachowi męskiej szorstkości, aromat słodkiej, gęstej melasy buduje ekscytujący nastrój zagrożenia, a żywiczny dym dodatkowo podgrzewa atmosferę. Życie z Donem wydaje się kuszącą perspektywą. Czas na pozytywnego bohatera, choć niepozbawionego męskich słabości. Nie kto inny jak James Bond, czyli słynny agent 007, miał bowiem słabość do marki Floris. Zaszczepił mu ją „ojciec”. Ulubionym zapachem pisarza Iana Fleminga był Nº 89. Daniel Craig, wcielając się w rolę Bonda, postanowił także używać tego zapachu na planie. Pomarańcza, bergamota połączone z lawendą i neroli plus nuty drzewne oraz wetyweria to kwintesencja zapachu agenta brytyjskiego wywiadu.

Książki seria Agatha Christie/Wydawnictwo Dolnośląskie. Figurka „Daniel” lalique/salon Rosenthal, ul. Piękna 18 w Warszawie 645 zł. Bransoletka yes 9695 zł. Filiżanka bazar na kole. Zegarek albert riele 2390 zł. Nóż do listów „Jaszczurka” L’OBJET/rosenthal-gallery.com 580 zł. Woda perfumowana LoVE & Crime Ex idolo/perfumeriaquality.pl 30 ml/535 zł. Woda perfumowana Join de Club don Xerjoff/perfumeriaquality.pl 50 ml/775 zł. Woda toaletowa JF Floris/galilu.pl 50 ml/325 zł. (Fot. Kuba Bereza Studio) Książki seria Agatha Christie/Wydawnictwo Dolnośląskie. Figurka „Daniel” lalique/salon Rosenthal, ul. Piękna 18 w Warszawie 645 zł. Bransoletka yes 9695 zł. Filiżanka bazar na kole. Zegarek albert riele 2390 zł. Nóż do listów „Jaszczurka” L’OBJET/rosenthal-gallery.com 580 zł. Woda perfumowana LoVE & Crime Ex idolo/perfumeriaquality.pl 30 ml/535 zł. Woda perfumowana Join de Club don Xerjoff/perfumeriaquality.pl 50 ml/775 zł. Woda toaletowa JF Floris/galilu.pl 50 ml/325 zł. (Fot. Kuba Bereza Studio)