1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Być singielką - co na temat samotności mówi Katarzyna Miller?

Być singielką - co na temat samotności mówi Katarzyna Miller?

Przyczyną ucieczki od związku może być lek przed bliskością i uczuciowym uzależnieniem, chociaż nie traktowałabym decyzji o byciu singlem głównie w ten sposób. Ta decyzja to często droga ku wolności osobistej. (fot. iStock)
Przyczyną ucieczki od związku może być lek przed bliskością i uczuciowym uzależnieniem, chociaż nie traktowałabym decyzji o byciu singlem głównie w ten sposób. Ta decyzja to często droga ku wolności osobistej. (fot. iStock)
Tak samo jak ludzie potrzebują wchodzić w relację, tak samo potrzebują mieć jakiś kawałek suwerenności, przestrzeni dla siebie. Jeżeli spędzasz z kimś bardzo dużo czasu, masz go dosyć i podobnie jeśli jesteś bardzo długo sama, masz tego dosyć. Chodzi o rodzaj równowagi.

Nie nauczyliśmy się jej wszyscy, istnieją jednak związki dość luźne. Nie w takim sensie, że partnerzy są dla siebie nieważni, tylko w takim, ze nie spędzają ze sobą całego czasu, a nawet mieszkają osobno. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że warunkiem udanego związku jest pewnego rodzaju osobność, związek tworzą przecież dwie różne, niezależne osoby. Najlepsza wersja jest taka, że mamy przestrzeń moją, twoją i wspólną. Jeśli jestem singlem i z nikim nie mam wspólnej przestrzeni, to jest mi przykro i smutno, ale mogę mieć wspólną przestrzeń z przyjaciółmi, z dochodzącym kochankiem albo z komuną, z którą mieszkam.

Jestem sama, ale nie samotna. Kobiety coraz częściej dziś mówią: Dlaczego mam być z kimś, kto mi w ogóle nie pasuje, kto mnie próbuje sobie podporządkować albo nie potrafi zrozumieć. Po co z nim być, skoro mogę się z nim spotkać od czasu do czasu albo wspólnie gdzieś wyjechać.

Im więcej dobrobytu, im wyższy standard życia, tym więcej ludzi decydujących się na bycie singlem. Wystarczy spojrzeć na bogatsze od Polski kraje, świetnym przykładem jest choćby Szwecja. Odchodzimy od wspólnotowości na rzecz skrajnego indywidualizmu. Poziom naszego życia tak się poprawił, że możemy być samowystarczalni. To duża pokusa: "Nie muszę iść już na kompromisy, decyduję o wszystkim sama". Mówi się, że taki wybór wynika z egoizmu i znieczulenia na potrzeby innych. Wcale tak nie uważam. Stawianie na wygodę może być zwodnicze, ale trudno się dziwić, że nas kusi, bo wygodne życie jest zwyczajnie łatwiejsze i przyjemniejsze.

Często odsuwamy od siebie decyzję zaangażowania się w stałą relację, bo ważniejsza jest dla nas samorealizacja. Chcemy najpierw zbudować karierę albo osiągnięcia naukowe, zobaczyć, na ile nas stać. Gorzej, jeśli tych celów nie uda się zrealizować, nie przychodzi sukces zawodowy i nie mieliśmy czasu na bujne życie towarzyskie. Wtedy wybór życia solo na ogół zaczyna nam doskwierać. A obecność drugiej osoby ma być kompresem na to, że nam wyszło. Ekwiwalentem sukcesów życiowych. Jednak w takim wypadku związek nie da poczucia spełnienia. Poza tym samotnym można się czuć również w związku, to się zdarza bardzo często.

Przyczyną ucieczki od związku może być lek przed bliskością i uczuciowym uzależnieniem, chociaż nie traktowałabym decyzji o byciu singlem głównie w ten sposób. Ta decyzja to często droga ku wolności osobistej. Ludzie mogą się realizować również w pojedynkę, indywidualność jest dużą wartością, tak jak jest nią bliskość.

Niby wiadomo, że podstawowym warunkiem tworzenia więzi jest umiejętność bycia samemu ze sobą. Paradoksalnie związek ma większą szansę, jeśli nie potrzebujemy innych do odczuwania satysfakcji z życia. Wtedy nie wybiorę drugiego człowieka, żeby wypełniał moje braki, jako zastępstwa za siebie. Wejdę w relację nie dlatego, że jej potrzebuję, tylko dlatego, że jej chcę. Wybieram związek, a nie muszę go mieć. Jednak osobom samotnym, które za nic nie mogą znaleźć partnera, trudno mówić o konieczności tworzenia relacji z samym sobą. One są w rozpaczy i cierpią. Po prostu nie mają szczęścia. Mam dwie znajome, które straciły pracę i od dłuższego czasu nie mogą znaleźć innej. Imają się wszelkich dorywczych zajęć, żeby tylko zarobić parę złotych. Tak samo bywa z ludźmi, którzy nie mogą spotkać partnera. Tak czasem bywa, że coś nam się zatnie i nie chce za nic ruszyć. To nie jest tak, że te samotne czegoś nie robią, ale robią to w taki sposób, że nie dostają.

Możemy tu mówić o wewnętrznym sabotażyście, o przeznaczeniu albo o tym, że pewien procent populacji stanowią ludzie samotni, tacy, którzy nie spotkają partnera. I wcale nie dlatego, że są brzydsi, głupsi lub mniej fajni. Jedna z moich przyjaciółek samotnie wychowująca dziecko nie ma stałych związków, ale bardzo dobrze żyje. Nie dlatego, ze tak woli, tylko dlatego, że umie. Jest otwarta na stały związek i gdyby pojawiła się na taki szansa, na pewno by z niej skorzystała. Gdy podejmuje kolejną nietrafioną próbę, nie rozdziera szat, że musi wrócić do siebie samej, bo cały czas ze sobą jest. Nie opuszcza siebie, gdy spotyka faceta.

Dojrzałe singielstwo jest postawą, która niczego nie niszczy, a dużo wnosi. Chociaż nie pasuje do stereotypu kultury patriarchalnej. Ale to przecież bzdura, że singielki zagrażają rodzinie, tak jak bzdura jest to, że samotne matki wychowują samotne w przyszłości dzieci, a związki gejowskie - dzieci homoseksualne. Potrzeba wypracowania większej przestrzeni na samotność w sobie i kontaktu ze sobą jest podstawowa i niezmiernie ważna. Dopiero gdy ją zaspokoimy, będziemy mogli efektywnie zająć się potrzebami wyższego rzędu, czyli w tym wypadku budowanie relacji z innymi, ze światem. Samotność to nie jest potwór, jak się nam wmawia. Jednak jeśli bedziemy sobie to powtarzać, że jest straszna, taka się dla nas stanie. Nie musi być też wcale samotna. Można żyć w pojedynkę i być otoczony ludźmi. Wybór życia poza związkiem nie musi być żadnym samooszukiwaniem się. Nie oznacza, że nie mamy potrzeby więzi z innymi, po prostu realizujemy ją w inny sposób. Część kobiet decyduje, że nie chce mieć dzieci, i ich nie ma. Sama jestem taką kobietą i jestem ze swojej decyzji zadowolona. Ze związkiem może być tak samo. Można wybrać wolność.

Więcej w książce "Życie od A do Z" Katarzyny Miller i Dariusza Janiszewskiego, Wydawnictwo Zwierciadło.

Życie od A do Z Katarzyna Miller; Dariusz Janiszewski Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Kto nie potrafi obronić swoich granic?

Jakie cechy mają ludzie nieasertywni? Na czym polega asertywność w praktyce? (fot. iStock)
Jakie cechy mają ludzie nieasertywni? Na czym polega asertywność w praktyce? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Nadwrażliwość, samotność, brak kontroli nad emocjami, problemy w relacjach - mogą wskazywać na brak asertywności. Co jeszcze charakteryzuje osoby nieasertywne? W jaki sposób stać się człowiekiem, który w sposób nieraniący innych potrafi być sobą? - wyjaśnia Jarosław Józefowicz, psychoterapeuta.

Jak można opisać ludzi nieasertywnych? Ich postawę często nazywamy nieśmiałością, wycofaniem. Są zbyt ulegli, nie bronią swoich granic, pozycji, praw.

Są mało elastyczni? Z jednej strony mogą być nieelastyczni. Ktoś taki nie ma wewnętrznej pewności. Próbuje uzyskać ją z zewnątrz, na przykład przestrzegając jakiegoś regulaminu w pracy i nie odstępując od niego na krok. Albo przyswoi sobie zasady zachowania w towarzystwie i, choć będzie miał na to ochotę, nigdy nie wskoczy na stół, żeby zatańczyć. Zawsze będzie pilnował reguł. Ale z drugiej strony człowiek nieasertywny może wydawać się elastyczny, otwarty na różne propozycje, tymczasem jest to postawa uległa. Tak naprawdę ludzie wiele na nim wymuszają, bo on nie potrafi się obronić.

Zdarza się też, że osoby nieasertywne w sposób niekontrolowany wyrażają złość, a nawet agresję. Często tak to wygląda. Ludzie mający trudności z asertywnością są przyzwyczajeni do nie zważania na swoje uczucia, do ich ignorowania. W związku z tym nie reagują na bieżąco, gdy ktoś na przykład próbuje ich wykorzystać. Można powiedzieć, że w momencie kiedy są krzywdzeni, nie zauważają tego. Jednak poczucie skrzywdzenia w nich pozostaje i po iluś podobnych doświadczeniach wybucha z wielką siłą, często nieadekwatnie do sytuacji. Na przykład ktoś pobije tego, kto się wepchnął do kolejki. Sytuacyjnie - agresja i złość są nadmierne, nieuzasadnione, jeżeli jednak spojrzy się na ich historię, stają się bardziej zrozumiałe.

Nieasertywni mają problemy w nawiązywaniu satysfakcjonujących kontaktów. Powiem więcej - mogą w ogóle mieć problem z nawiązywaniem kontaktów. W relacjach często są wykorzystywani, więc w pewnym momencie samoistnie przychodzi decyzja o wycofaniu się. Jest to jedyna skuteczna metoda, żeby nie cierpieć.

Są samotni. Tak, samotni, wyobcowani. Nie mogą się odnaleźć wśród ludzi, ponieważ nie potrafią skutecznie się obronić. Osoby nieasertywne chcą być akceptowane, bo same siebie nie akceptują. I wydaje im się, że droga do tego wiedzie przez spełnianie żądań otoczenia. Myślą w ten sposób - jeżeli zrobię to, co ktoś ode mnie chce, to będzie mnie lubił, coś za coś. Ale w pewnym momencie zauważają, że to działa tylko w jedną stronę, że jest układ niesprawiedliwy, pochyły. A więc z jednej strony są mili, zgodni, z drugiej wycofują się, bo boją się że zostaną wykorzystani czy odrzuceni. W ten sposób wysyłają sprzeczne sygnały, ich zachowanie jest niejednorodne, nie wiadomo czego po nich oczekiwać. To sprawia trudność otoczeniu, które zaczyna ich unikać. W konsekwencji samotność puka do drzwi.

Nieasertywni są nadwrażliwi? Na ogół tak, bo zewsząd wypatrują zagrożenia. Tego doświadczyli w dzieciństwie. Nie wiedzieli z której strony spadnie cios - czy to będzie ton głosu, uderzenie, złe słowo, czy stanie się to za minutę, czy dopiero za dwa dni. Dobrze widzieć ich trudną sytuację.

Dobrze jest mieć świadomość swoich atutów. To kolejny bardzo, bardzo istotny punkt. Wszyscy mamy swoich wewnętrznych krytyków. Jednak natężenie ich działalności to rzecz indywidualna. W przypadku osób mało asertywnych głos krytyczny jest zazwyczaj bardzo nasilony. „Bombarduje” negatywnymi komunikatami, na które reagują z pozycji małej dziewczynki lub małego chłopca. Są niepewni siebie. Myślą o sobie, że ich zdanie jest mało warte, więc nie będą go wyrażać, wycofują się. Jeżeli natomiast zdadzą sobie sprawę z całej puli bogactwa wewnętrznego i zewnętrznego, do  świadomości dotrze, jak ważni są dla siebie. Wtedy będą też ważni dla innych.

Atuty ma każdy z nas, kwestia czy umiemy je dostrzec. Chociażby to, że jesteśmy Europejczykami i żyjemy w takich a nie innych warunkach. W ramach programów rozwojowych Akademii Psychologii Zorientowanej na Proces organizowane były wyjazdy do Afryki czy Azji, gdzie spotykaliśmy się z prawdziwą biedą i zacofaniem. Wtedy można zrozumieć to, czego na co dzień się nie dostrzega - jaki to wielki przywilej życia w Europie. Inny przykład to wykształcenie. Czy potrafię docenić, że mam zasób wiedzy, intelektu, sprawności komunikacyjnej? Takich, wydawałoby się oczywistych atutów każdy z nas ma wiele. Ludzie asertywni zdają sobie z nich sprawę niejako automatycznie, między innymi na nich opiera się ich siła i umiejętność adekwatnego reagowania. Natomiast ludzie mający trudności z asertywnością często nie umieją siebie docenić, wydaje im się, że nie są dość dobrzy.

Jeżeli ktoś miałby ochotę, może zrobić krótkie ćwiczenie - wypisać 20 przywilejów, jakimi cieszy się w życiu. Warto je co pewien czas powtarzać.

Co jeszcze może zrobić ktoś nieasertywny, żeby poprawić jakość swojego życia? To są działania wielotorowe i długotrwałe. Najprościej zacząć od przyjrzenia się temu, co utrudnia relacje na poziomie komunikacyjnym. Do asertywności należy posługiwanie się komunikatami, mówiącymi o swoich stanach emocjonalnych. Jeżeli doznajemy trudnej reakcji na czyjeś zachowanie, dobrze jest to sobie uświadomić i powiedzieć o tym - że mi się to nie podoba, że trudno mi z tym, że jest mi przykro.

Druga rzecz - w sytuacji, gdy nie akceptujemy czyichś działań, mówimy o nich, nie krytykując osoby. Przykładowo, jeśli ktoś nadużył naszego zaufania, nie mówimy mu, że jest niesłowny i że nie można na niego liczyć, tylko na przykład: „Miałem trudności, bo długo nie oddawałeś mi pieniędzy, które ci pożyczyłem”. Żeby taki poziom komunikacyjny mógł zaistnieć, trzeba umieć zobaczyć co nam przeszkadza, czyli mieć kontakt ze swoimi uczuciami. Tutaj dochodzimy do głębszego poziomu. Chodzi o rozpoznawanie i nazywanie emocji, które mnie dotyczą. Zwykle posługujemy się określeniem - jestem zdenerwowany, wściekły, zły a jak jest fajnie, to najczęściej w ogóle emocji nie zauważamy. Tymczasem jest mnóstwo odcieni uczuć, które przeżywamy. Z tym zadaniem trudniej jest samemu się uporać. Dlatego zachęcam do chodzenia na warsztaty rozwojowe czy pracę terapeutyczną.

Jakie mogą być efekty pracy nad asertywnością? Uświadomienie sobie, że świat nie jest zagrażający. Zwiększona potrzeba i umiejętność otwarcia się na ludzi. Reagowanie adekwatnie do sytuacji, a nie z miejsca obrony. Wyrażanie złości, kiedy jest ku temu powód. Pełniejsza komunikacja z ludźmi, czyli umiejętność opowiedzenia o swoich potrzebach, odczuciach, usłyszenia drugiej strony, co pozytywnie wpływa na jakość relacji. Ludzie nieasertywni stoją na krańcach - albo agresji i złości, albo wycofania i uległości. Asertywna postawa jest bardziej na środku. I do niej warto dążyć.

Jarosław Józefowicz, psycholog, psychoterapeuta, seksuolog. Prowadzi terapie indywidualne, par i małżeństw, pracuje z dziećmi, rodzinami, grupami, organizacjami. Prowadzi treningi psychologiczne, grupy i warsztaty, zajęcia rozwojowe.

  1. Psychologia

Psychologiczne podłoże odczuwania samotności

Co, według badaczy, jest powodem tego, że czujemy się samotni? (fot. iStock)
Co, według badaczy, jest powodem tego, że czujemy się samotni? (fot. iStock)
Samotność doskwiera tak wielu ludziom, że warto przyjrzeć się, co na jej temat mówią badania.

Jak podkreśla Sławomir Prusakowski, psycholog i trener biznesu z Uniwersytetu SWPS: Samotność jest nam czasem potrzebna. Jednak samo poczucie osamotnienia może być efektem braku znajomości własnych potrzeb i trudnym doświadczeniem. Badanie przeprowadzone na Uniwersytecie Kalifornijskim wykazało, że 76% dorosłych czuje się samotnie.

Co może być powodem samotności według badaczy?

Po pierwsze – okoliczności i sposób w jaki żyjemy. Zbyt duża ilość bodźców i przeciążenie informacjami powodują tak duże zmęczenie u niektórych osób, że w następstwie wycofują się one z interakcji społecznych.

Kolejnym powodem samotności może być brak przestrzeni na autorefleksję, która umożliwia nam określenie swoich potrzeb. Jeżeli wokół nas jest chaos, to bardzo trudno jest usłyszeć, co dzieje się w środku nas. A jeśli sami nie odkryjemy swoich potrzeb, trudno nam będzie odnaleźć je w relacjach społecznych.

Innym zjawiskiem, które może być powodem samotności jest obawa, że nie znajdziemy akceptacji w oczach drugiej osoby. Z lęku przed odrzuceniem podejmujemy paradoksalny wybór: wolimy samotność niż odrzucenie.

We wspomnianych badaniach podjęto próbę zdiagnozowania tego, co różni osoby samotne od tych, które nie odczuwają bycia samemu w sposób negatywny. Okazało się, że osoby, które nie czują się samotnie charakteryzują się tak zwaną życiową mądrością. Składa się na nią 6 obszarów i związane z nimi codzienne praktyki:

  • wiedza o życiu – przyglądanie się mu i uważne doświadczanie go,
  • umiejętność zarządzania emocjami – ćwiczenie kontrolowania własnych reakcji na emocje,
  • empatia i współczucie – umiejętność przyjmowania perspektywy innych ludzi,
  • wgląd w siebie – samotność i cisza sprzyjają autorefleksji, która jest kluczowa do budowania relacji z innymi ludźmi,
  • akceptacja różnorodności – akceptując różnych ludzi i różne sytuacje, łatwiej jest nam nawiązać kontakt z innymi,
  • zdolność do efektywnego podejmowania decyzji – nie wystarczy rozumieć, że się jest samotnym i nie wystarczy wiedzieć, jakie ma się potrzeby – trzeba zacząć działać.
Rozwijając te cechy, możemy sprawić, że zminimalizujemy nasze poczucie osamotnienia. Samotność będziemy mogli potraktować jako okazję do zatrzymania się, poświęcenia sobie uwagi i nauczenia się umiejętności, które mogą nam pomóc budować wartościowe i silne relacje z innymi ludźmi – komentuje Sławomir Prusakowski, psycholog.

Źródło: materiały prasowe Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu

  1. Psychologia

Plaga samotności - jak radzić sobie z poczuciem osamotnienia?

Co wpływa na odczuwanie przez nas samotności? Co mówią ostatnie badania? (fot. iStock)
Co wpływa na odczuwanie przez nas samotności? Co mówią ostatnie badania? (fot. iStock)
Czujemy się samotni w wielu sytuacjach i z różnych powodów. Zawsze jest jednak sposób, żeby, mimo trudności, wykorzystać to doświadczenie dla rozwoju osobistego.

 

Poczucie osamotnienia niekoniecznie musi pojawiać się u osób żyjących w pojedynkę. Często występuje w związkach i w rodzinie. Poniżej kilka przykładów, kiedy możemy odczuwać samotność:

Samotność z powodu braku partnera
To najczęstszy powód czucia się samotnym. Wydaje się, że ludzie stworzeni są do tego, żeby doświadczać bliskości. Bez dotyku, przepływu uczuć, seksu - nasz organizm wydziela zbyt mało oksytocyny i endorfin, żeby czuć się w pełni szczęśliwymi. I wtedy dokucza samotność odczuwana bardziej jako bolesne osamotnienie.

Samotność w rodzinie
Niektórzy ludzie nie czują, że są częścią rodziny. Mają poczucie głębokiej odmienności i niedopasowania. Przeżywają wyobcowanie a nawet traumę z powodu wykluczenia. Mogą wówczas doświadczać lęku, bo nie są wspierani przez system rodzinny oraz poczucia winy, z powodu tego, że zasłużyli na ostracyzm.

Samotność w małżeństwie
To też się zdarza i wcale nie rzadko. Ludzie są razem, ale tak naprawdę żyją w znacznym oddaleniu od siebie. Brakuje między nimi bliskości a pojawia się wrogość albo obojętność.

Samotność w grupie społecznej lub w pracy Zwłaszcza introwertycy i wrażliwcy nie potrafią odnaleźć się w grupach. Nie ma w nich często poczucia przynależności do grupy. W towarzystwie innych ludzi tracą dobre samopoczucie, komfort oraz poczucie bezpieczeństwa.

Jak radzić sobie z samotnością?

1. Przełącz się na czucie wewnętrzne.
Pierwszym krokiem w kierunku radzenia sobie z samotnością jest uświadomienie sobie jej. Dlatego zbadaj swoje osamotnienie i to, co w związku z nim czujesz. Najczęściej jest to lęk lub depresyjne nastroje. Każde z uczuć przyjmij i uszanuj.

2. Nie oceniaj źle swojej samotności.
Najczęściej krytykujemy się za to, że czujemy się samotni. „Jestem nieudacznikiem” - mówimy sobie. „Coś musi być ze mną nie tak” - zastanawiamy się. „Widać zasługuję na takie doświadczenie” - wydajemy na siebie wyrok. Tymczasem doświadczanie samotności nie ma nic wspólnego z twoją wartością jako osoby. Tego typu negatywne myśli zamykają cię w bolesnych uczuciach, które nie mogą znaleźć dobrego ujścia. Katujesz się tylko krzywdzącymi myślami i niewiele czujesz.

3. Popatrz na samotność jak na informację.
Jeśli czujesz się samotna w związku, zobacz co się pod tym kryje. Jaka jest kondycja tej relacji, gdzie ty w niej jesteś a gdzie partner. Uświadomienie sobie takiej samotności może być pierwszym krokiem do potrzebnych zmian. Czujesz się samotna w jakiejś grupie ludzi? Nie obwiniaj siebie za to, tylko pomyśl wśród jakich ludzi poczułabyś się dobrze. Poszukaj ich.

4. Podejdź do samotności jak do etapu.
Kiedy jest nam źle w danej chwili, trudno nam zobaczyć większy plan tego, co się dzieje. Podejdź do samotności jako do pewnego etapu w twoim życiu, który minie. Wykorzystaj tę ciszę na introspekcję i regenerację sił. Zasil swoje źródło energii.

5. Wykorzystaj samotność dla siebie.
To najlepszy czas, żebyś zajęła się rozwojem osobistym i wreszcie zaczęła robić to, na co zawsze miałaś ochotę. Naucz się czegoś nowego, zacznij uprawiać sport, popracuj nad swoją atrakcyjnością. Poczuj się ze sobą lepiej. Dzięki samotności można połączyć się ze sobą i własną siłą witalną. Ostatecznie właśnie samotność może doprowadzić do znaczącego związku.

 

  1. Psychologia

Jestem sama, bo…

Kiedy bycie samemu staje się bardziej darem niż torturą, wiesz, że twoje szczęście nie jest przez nikogo uwarunkowane. (Fot. iStock)
Kiedy bycie samemu staje się bardziej darem niż torturą, wiesz, że twoje szczęście nie jest przez nikogo uwarunkowane. (Fot. iStock)
Nastawienie na własny komfort i potrzeby. Zbyt wysoko ustawiona poprzeczka oczekiwań. A może lęk wyniesiony z dzieciństwa, chęć bycia niezależną i samostanowiącą o sobie. Samotność z wyboru czy przypadku ma wiele przyczyn i… nie musi być taka straszna

W kulturze skupionej na dążeniu do zaspokojenia indywidualnego prawa do szczęścia, wśród singli, którzy znakomicie radzą sobie w pojedynkę, coraz częściej pojawiają się głosy, że bycie samemu to nie zawsze otwarty manifest dojrzałej samodzielności, ale sposób życia, którego się wcale nie planowało. Osoby po rozwodach, choć podjęły tę decyzję świadomie, przyznają, że odzyskana niezależność nie jest wcale taka kolorowa. Choć zmienia się społeczny obraz małżeństwa – już nie jest ono ostoją wartości i gwarantem stałości, a coraz więcej rodzin jest patchworkowych – to nadal tęsknimy za trwałym, szczęśliwym związkiem. Gdyby ktoś zagwarantował nam, że tam za rogiem czeka ktoś, z kim będziemy szczęśliwi, mało kto powiedziałby „nie”.  Nikt nie chce być sam, nawet jeśli twierdzi że chce.

Hania, 40-letnia singielka, mówi wprost: – Ktoś, kto ucieka przed związkiem, jest w pewnym sensie upośledzony emocjonalnie – tak myślę. Jasne, można całe życie przeżyć samemu, ale właściwie po co? Bywają też tacy, którzy mimo że mają żony czy mężów, są sami, ale tak naprawdę nie do końca sami, bo jednak mają do kogo się odezwać w domu czy nawet z kim się pokłócić! Mają kogo prosić o zakupy czy nawet na kim wieszać psy! To zupełnie co innego niż bycie samemu naprawdę... Generalnie nie zazdroszczę mężatkom, bo bardziej mój odruch wymiotny wzbudzają zdrady, fałsz i obłuda. I chęć bycia żoną, żeby odhaczyć obrączkę na palcu – dodaje. – Cel główny: nie być starą panną. A gdzie miłość? Gdy tak patrzę na niektóre mężatki, to mam wrażenie, że trzymają się związku głównie ze strachu, by nie być samą, i są też takie, którym wydaje się, że obrączka na palcu jest wystarczającym powodem, by na niezamężne koleżanki patrzeć ze współczuciem lub pogardą.

Dobra samotność

Choć samotność doskwiera, to bywa też zbawienna. Zwłaszcza jeśli wypełnia czas „pomiędzy” – gdy już zakończyliśmy ważną relację, a jeszcze nie nawiązaliśmy nowej. Wtedy możemy bliżej przyjrzeć się sobie, bez pośpiechu, bez zagłuszania deficytów kimś lub czymś z zewnątrz, gdy możemy sprawdzić, jak mi ze sobą jest, z czym sobie dobrze, a z czym gorzej radzę, jakie są moje największe potrzeby, ale i najważniejsze potencjały. Gdy nie patrzymy na potencjalnego partnera jak na kogoś, kto nas wypełni, uzupełni (jakbyśmy sami byli niewystarczająco kompletni). Idealna „druga połówka” może się nigdy nie pojawić. Z prostego powodu – bo jej nie ma. Każdy z nas jest całością, jest kompletny. Dobrze to wiedzieć zwłaszcza w czasach, gdy małżeństwo nie gwarantuje ani bycia szczęśliwszym, niż kiedy jest się samemu, ani czegoś stałego, co daje poczucie bezpieczeństwa. To poczucie możemy dać sobie tylko my sami. I warto się tego dowiedzieć właśnie wtedy, kiedy akurat nie jesteśmy z nikim w związku. Wojciech Kruczyński, psycholog, autor książki „Wirus samotności”, mówi: – Jeśli umiesz cieszyć się samym sobą, dla innych ludzi jest to sygnał, że masz wiele do zaoferowania – że przebywając blisko Ciebie nie tylko nie będą czuli się wykorzystywani, ale wręcz zostaną w jakiś sposób zainspirowani, wzbogaceni lub ogrzani Twym wewnętrznym ogniem.

Basia, 36-latka, zawsze myślała, że będzie mieć dom, męża i dwójkę dzieci. Na potencjalnych partnerów na męża patrzyła dość krytycznie, wyszukując cechy, które mogą przeszkodzić w dopełnieniu tego obrazu. Z czasem, gdy już uznała, że ideału nie ma, gotowa była związać się z aktualnym chłopakiem, próbując zaakceptować go takim, jakim jest. Był już pierścionek zaręczynowy i miał być ślub… Realna szansa, że plan się ziści, okazała się jednak zbyt przerażająca i dziś Basia od kilku lat jest sama. – Może to wyświechtane, ale w pojedynkę każdy dylemat, nawet najdrobniejszy, urasta do rangi megaproblemu, tragedii, czarnej dziury, katastrofy. Może trochę przesadzam, ale w pojedynkę trudniej się „ogarnąć” i znów przyjąć „właściwą perspektywę rzeczy” – wyznaje. – Przyjaciele? Pewnie, są bardzo ważni, ale z doświadczenia wiem, że kiedy ten sam problem przegada się z osobą bliską sercu, ma się wrażenie, że jest was dwoje do rozwiązania tej kwestii. A kiedy ten sam problem omawiasz z przyjaciółką – dostajesz rady, wskazówki, a i tak wszystko spoczywa na twoich barkach. Mimo pomocy, jesteś sama i sama musisz to zrobić. Odkąd jestem singielką, brakuje mi na co dzień męskiej energii. Po pracy zazwyczaj nie chce mi się samej iść do kina, na spacer, na piwo czy coś ugotować. Siadam i czytam książkę, pracuję, oglądam film w telewizji, ale sama. Brakuje kogoś, kto powie: „Chodź, idziemy na spacer”. Tęsknię za ciepłem drugiego człowieka, pocałunkami, seksem, dotykiem. Tęsknię za „okazywaniem i odbieraniem”, że się komuś podobam, że ktoś na mnie zwraca uwagę, że jestem dla kogoś atrakcyjna... Próżne? Może tak, ale bardzo ważne. Bez tego niezwykle trudno stawić czoło życiu i światu, a kiedy się wie i czuje, że ktoś za tobą stoi i cię wspiera, jest łatwiej.

Choć tęskni za związkiem, przyznaje, że lubi też być sama: – Doceniam bycie samej ze sobą. Za możliwość wykonywania różnych dziwnych rzeczy o rozmaitych porach dnia i nocy. Namiętnie korzystam z kąpieli o 13.00 lub 14.00. Nikt mi nie zawraca głowy, nikt nie stuka do drzwi. Doceniam i korzystam z tego. Bezkarnie mogę nałożyć maseczkę na twarz – bez jej utraty przed moim ukochanym.

Dopiero gdy umiemy być sami, gdy kochamy siebie łącznie z naszymi wadami, to możemy pokochać kogoś także z jego wadami. – Kiedy bycie samemu staje się bardziej darem niż torturą, wiesz, że twoje szczęście nie jest przez nikogo uwarunkowane – mówi Bob Mandel, pisarz i terapeuta, autor książki „Terapia otwartego serca”. – Wówczas możesz wybierać związki, które automatycznie odzwierciedlają miłość, jaką znalazłeś w sobie.

I – dodam od siebie – nikomu niczego nie zazdrościć.

  1. Psychologia

Co świadczy o tym, że doświadczyłeś emocjonalnej niedojrzałości ze strony swoich rodziców?

Fot. iStock
Fot. iStock
Jeśli doświadczasz większości z poniższych objawów, prawdopodobnie któryś z twoich opiekunów lub rodziców (a może oboje) przejawiał niedojrzałość emocjonalną. Pamiętaj, że nie jest to diagnoza, a jedynie kierunkowskaz prowadzący w stronę samopoznania. Jeśli uznasz, że potrzebujesz pomocy w uwolnieniu się od toksycznej relacji, sięgnij po profesjonalne wsparcie.

Emocjonalne osamotnienie
– czujesz, że (czasami) możesz liczyć na rodzica w ekstremalnych doświadczeniach takich jak choroba, ale nie istnieje między wami przestrzeń na bycie z codziennymi, trudnymi uczuciami takimi jak np. złamane serce.

Jednostronne i frustrujące interakcje
– gdy rodzice skupieni są przede wszystkim na sobie, własnych przeżyciach, oczekują czasu i zaangażowania, ale tak naprawdę nie wiedzą, co dzieje się w twoim życiu, a ty nie czujesz, że masz swobodę, przestrzeń, a nawet ochotę dzielić się z nimi własnym życiem.

Wymuszanie zachowań i usidlenie
– niekiedy przybiera formę manipulacji, wywoływania w tobie poczucia winy, wstydu albo lęku, innym razem rozmowa z rodzicem może sprawiać wrażenie powierzchownej, nudnej, pozbawionej życia i ognia. Dotyczy to rodziców, którzy nie wykraczają poza tematy, w których czują się bezpiecznie, więc wasze spotkania stają się monotonne.

Zepchnięcie na drugie miejsce
– pierwsze zajmują rodzice i oczekują, że usuniesz się na dalszy plan.

Ukrywanie wrażliwości
– niedojrzali emocjonalnie rodzice mogą być niezwykle ekspresyjni, wybuchowi, potrafią kłócić się i bronić własnego zdania, ale unikają wyrażania wrażliwości, czułości i delikatności. Może im zależeć na tym, by dziecko czuło, jak bardzo cierpią, ale nie pozwolą sobie na przyjęcie prawdziwej, emocjonalnej pociechy.

Zarażenie emocjonalne
– przejawiające się głównie niewerbalnymi interakcjami, które mają nauczyć dziecko odczytywania nastrojów oraz potrzeb rodzica. Stoi za tym przekonanie: „gdybyś naprawdę mnie kochał, wiedziałbyś, co zrobić”. Zamiast komunikacji niedojrzali emocjonalnie rodzice wolą pokazać, jak bardzo są zmęczeni lub cierpiący.

Brak szacunku do granic i indywidualności
– niedojrzali rodzice mylą miłość z dzieleniem się wszystkim, oczekują, że dzieci będą myślały i czuły to samo co oni. Nie potrafią wręcz zrozumieć potrzeby własnej przestrzeni czy prawa do odrębnego zdania, opinii, które utożsamiają z odrzuceniem.

Spychanie odpowiedzialności na ciebie
– w relacji z niedojrzałymi rodzicami musisz podejmować nieustanny wysiłek przystosowywania się do ich potrzeb, a później wszystkich innych ludzi. Szybko reagujesz na zmiany nastroju, rozpoznajesz energię tkwiącą za spojrzeniami, gestami czy słowami. Być może przepraszasz, chociaż to ciebie skrzywdzono, i prawdopodobnie dążysz za wszelką cenę do pojednania.

Utrata autonomii emocjonalnej i wolności psychicznej
– niedojrzali emocjonalnie rodzice traktują cię jako przedłużenie samych siebie, więc uznają, że wiedzą, co myślisz i czujesz.

Rujnowanie przyjemności oraz sadyzm
– niedojrzali rodzice bywają malkontentami, rozwiewają marzenia dzieci, na sukces reagują tak, że dziecko szybko traci radość. Zamiast uczcić sukcesy i dokonania dziecka, ostrzegają o zagrażającym świecie albo marudzą, narzekają. Inną odsłoną jest przemoc fizyczna, bicie, wykorzystywanie dzieci, zadawanie im bólu – nieważne, czy w imię wychowywania czy z powodu potrzeby rozładowania własnych emocji.

Więcej w: „Jak wyzwolić się spod wpływu niedojrzałych emocjonalnie rodziców”, Lindsay C. Gibson, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Polecamy: „Jak wyzwolić się spod wpływu niedojrzałych emocjonalnie rodziców”, Lindsay C. Gibson, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego Polecamy: „Jak wyzwolić się spod wpływu niedojrzałych emocjonalnie rodziców”, Lindsay C. Gibson, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego