1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Ile w tobie kobiety, ile mężczyzny?

Ile w tobie kobiety, ile mężczyzny?

Kobieta mówi: „To właśnie czuję”. Mężczyzna odpowiada: „Słyszę cię. Co mogę dla ciebie zrobić?”. Na to ona: „Pragnę tego i tego”. A on: „W porządku, zdobędę to dla ciebie”. Czy taki dialog prowadzi twoja Anima z Animusem?

W każdym z nas istnieje męska i żeńska energia. Pełen rozwój tych dwóch pierwiastków, ich harmonijne działanie wskazuje, w jakim miejscu wewnętrznego rozwoju się znajdujemy. Filozofie wschodnie uwzględniają pojęcia „yin” (bierny element żeński) i „yang” (aktywny element męski), dwie siły z których stworzony jest wszechświat. W kulturze zachodniej Carl Gustaw Jung jako pierwszy stwierdził, że każdy mężczyzna ma swoją żeńską stronę, czyli Animę, a każda kobieta - męską, Animusa. Uważał, że większość z nas mocno tłumi w sobie te aspekty osobowości i że musimy dojść z nimi do porozumienia. Ukryta w nas kobieta porozumiewa się z nami za pośrednictwem intuicji, wszystkich wewnętrznych głosów, przeczuć, obrazów pochodzących z głębi naszego jestestwa. Element żeński stanowi źródło naszej wyższej mądrości i jeśli nauczymy się go uważnie słuchać, będzie naszym doskonałym przewodnikiem. Pierwiastek męski to działanie, nasza zdolność wykonywania czynności w fizycznym świecie: myślenia, mówienia, poruszania się. Bez względu na to, czy jesteś mężczyzną, czy kobietą, twoja męska energia stanowi o umiejętności działania. Kobieca strona pobudzona przez twórczy impuls, przekazuje go za pomocą uczuć, a męska strona działa, wykonując zgodne z poleceniem czynności. W naturze pierwiastek żeńskiego leży mądrość, miłość i jasna wizja wyrażona przez uczucia i pragnienia, męskiego zaś - nieustraszone działanie w służbie elementu żeńskiego, jak to bywało w przypadku rycerza i jego damy. Kiedy obie te energie współpracują harmonijnie, czujemy się: silni, otwarci, twórczy, pełni mocy, mądrości i miłości.

Niestety, nie nauczono nas, w jaki sposób męska i żeńska energia, odpowiednio złączone, mają funkcjonować w naturalny sposób. Kiedy brak nam równowago między nimi, każda z tych energii działa w szkodliwy dla nas sposób. Wówczas męskiej energii używamy się raczej do tłumienia i kontrolowania kobiecej intuicji, niż do jej rozwijania i wyrażania. To nasza część, która pragnie mieć władzę, to ego przerażone kobiecą mocą. Jego zadanie polega na utrzymaniu za wszelką cenę naszej indywidualności i odrębności. Na zewnątrz ktoś taki działa jak maszyna, opanowany, bez emocji, a w środku, odcięty od prawdziwego źródła mocy, czuje się samotny i zagubiony. Z kolei niezintegrowany z męskim żeński pierwiastek jest bezradny. Jego siła nie może bezpośrednio przenikać do świata. Stłumiona uzewnętrznia się jako manipulacja, choroba, emocjonalny kryzys, wybuchy niekontrolowanej złości, brak samodzielności i skuteczności.

W jaki sposób możemy pomóc sobie w zrównoważeniu tych energii, by sięgnąć po ich pozytywną moc? Jak połączyć kobietę i mężczyznę w sobie? Jak doprowadzić do tego małżeństwa?

Ćwiczenie

Pierwszym krokiem może być uświadomienie sobie, która część w nas przeważa, a nad którą warto popracować. W poniższym ćwiczeniu, w dwóch kolumnach, przedstawione są jakości przynależne energii męskiej i żeńskiej. Skreśl te, do których masz dostęp, z którymi się utożsamiasz i których z łatwością używasz w życiu. Możesz wybrać element po jednej stronie lub po dwóch, jeśli czujesz że są tobie bliskie. Strona, po której zostanie mniej skreśleń, wymaga integracji. Potrzebujesz sięgnąć po te aspekty, zacząć nimi żyć.
  • Męskie - żeńskie
  • ojciec - matka
  • niebo - ziemia
  • słońce - księżyc
  • świadomość - podświadomość
  • mózg - uczucia
  • logika - intuicja
  • ja - wnętrze
  • wybudzenie - śnienie
  • duch - ciało,
  • głowa - serce
  • prawa - lewa
  • forma - treść
  • duch - materia
  • ideały - rzeczywistość
  • teoria - praktyka
  • absolutny - względny
  • mieć - być
  • czynności - relaks
  • wysokość i widzialność - głębia i niewidzialność
  • światło - ciemność
  • zewnątrz - wewnątrz
  • bystry - płynący z nurtem
  • dominacja i manipulacja - bycie jednością z życiem
  • odnowa - rutynowe życie
  • konflikty i ryzyko - unikanie zagrożenia
  • samotność i indywidualizm - społeczność
  • przeciwko przyrodzie - w zgodzie z przyrodą
  • używanie energii - oszczędzanie energii
  • konstruktywizm i destrukcja - uzdrawianie i naprawianie
  • absolutyzm, porządek, trzeźwość - organiczność, przepływ, tajemnica
  • rząd - opozycja
  • prawica - lewica
  • władza i hierarchia - współpraca i równość
  • własność prywatna - własność zbiorowa
  • patriarchat - matriarchat

Ćwiczenie autorstwa , nauczyciela praktyk duchowych i terapeuty. Studiował nauki społeczne oraz wiedzę ezoteryczną w zakresie rozwoju intuicji, uzdrawiania, aury i tantry. Od ponad 15 lat na całym świecie prowadzi warsztat Merkaba (Kwiat Życia) i jest jednym z trenerów wyszkolonych bezpośrednio przez Drunvalo Melchizedeka. Regularnie przyjeżdża do Polski od 2004 r. Ponadto dwa razy w roku prowadzi warsztaty dla polskich grup w Egipcie, gdzie uczestnicy medytują w Wielkiej Piramidzie Cheopsa. Obecnie bierze udział w pionierskich doświadczeniach z wykorzystaniem aktywności alfa ludzkiego mózgu (Alpha Enhancement). Mieszka w Oosterbeek (Holandia) oraz w Maierhöfen (Bawaria - Niemcy), gdzie stworzył ośrodek szkoleniowy.

Medytacja Toma de Wintera z warsztatów „Wewnętrzny Alchemik”, która pomoże ci skontaktować się z twoją wewnętrzną kobietą i wewnętrznym mężczyzną.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Mądra kobieta - co to naprawdę znaczy?

Mądrość to sztuka patrzenia w specjalny sposób: do wewnątrz i na zewnątrz. To najważniejsze przesłanie dla każdej mądrej kobiety - możesz być połączona ze swoimi emocjami, potrzebami, intuicją, ale też być w kontakcie ze światem zewnętrznym. (Fot. iStock)
Mądrość to sztuka patrzenia w specjalny sposób: do wewnątrz i na zewnątrz. To najważniejsze przesłanie dla każdej mądrej kobiety - możesz być połączona ze swoimi emocjami, potrzebami, intuicją, ale też być w kontakcie ze światem zewnętrznym. (Fot. iStock)
Mądra kobieta. Czyli jaka? Doskonale wykształcona, zajmująca prestiżowe stanowisko? A może wręcz przeciwnie – taka, która robi tylko to, co chce, bo umie zadbać o swoje potrzeby? Zanim przeczytasz ten tekst, odpowiedz sobie na to pytanie. Liczy się pierwsza opcja, nawet jeśli wydaje ci się bez sensu.

Pamiętam, że mama często mi powtarzała: „Tylko nie bądź głupia”, co (a przynajmniej tak to wtedy rozumiałam) oznaczało, że mam między innymi: uważać, bo ludzie są źli i chętnie wykorzystują innych; nie wierzyć facetom, bo im w głowie tylko jedno; za bardzo się z nikim nie zaprzyjaźniać, bo ludzie odchodzą, jak tylko przestajemy być im potrzebni.

Do dziś nie mam pojęcia, czy niebycie głupią było jednoznaczne z byciem mądrą i kim tak naprawdę jest mądra kobieta. Dlatego postanowiłam podrążyć temat. Dla siebie i dla wszystkich kobiet.  Wielu inspiracji dostarczył mi pewien webinar o intrygującym tytule „Ta, która Wie”.

Umieć przyjąć wsparcie

Ania Rogowska jest psychologiem, praktykiem hawajskiej pracy z ciałem i masażu Lomi Lomi Nui, ukończyła również kurs terapii czaszkowo-krzyżowej, a w pracy korzysta z malowania intuicyjnego Vedic Art. Jednym słowem, pracuje z ciałem, umysłem i sercem. W pomaganiu innym prowadzą ją sny, baśnie oraz historie opowiadane przez ciała klientek. Oprócz sesji indywidualnych zwołuje także kobiece kręgi.

Jej klientkami najczęściej są kobiety, które pomagają innym, czyli terapeutki, fizjoterapeutki, masażystki, bo, jak sama twierdzi: – Dla kobiet zawodowo zajmujących się pomaganiem możliwość pobycia z innymi kobietami w bezpiecznej przestrzeni zaufania i życzliwości, gdzie jest miejsce na „nie wiem”, przyzwolenie na siłę, ale też słabość, możliwość usłyszenia samej siebie i bycia wysłuchaną – jest jak miód na obolałe serce.

Podczas wspomnianego webinaru wyjaśniała, że bycie terapeutką to bardzo odpowiedzialna i niezwykle samotna ścieżka. Ale także, że droga służenia czy też pomagania innym zwykle zaczyna się od poczucia własnej emocjonalnej rany, chęci znalezienia najskuteczniejszej metody, by ją uzdrowić – jest bowiem w nas, pomagających, zbyt mało zaufania, żebyśmy dopuściły kogoś do swojej rany. W nas, terapeutkach, ale też w nas, kobietach. Przecież tak lubimy pomagać, opiekować się, dbać, troszczyć się, uzdrawiać. Dlatego też samotność, wrażliwość, czucie, czego potrzebują inni – dotyczą nas wszystkich. Cudownie, bylebyśmy tylko nie robiły tego kosztem samych siebie.

Jeśli chcemy pomagać bez szkody dla siebie, musimy być mądre. Czyli  pomagać z miejsca swojego emocjonalnego zranienia, ale samej też potrafić poczuć swoją ranę i zaufać uzdrawiającej mocy innych kobiet.

Uzdrowienie w jeden dzień

Maria pewnego dnia obudziła się jak zwykle o świcie, żeby przygotować śniadanie mężowi i dzieciom. Robiła to każdego dnia, od ponad 20 lat. Jednak tym razem nagle usłyszała głos, który jej powiedział: „Dosyć tego służenia!”. Nie był to żaden bunt, może bardziej żal, że o nią nikt nie dbał tak, jak ona dbała o innych. To zabolało, ale zaraz potem pojawiła się pewność, że od dziś będzie się zajmować w pierwszej kolejności sobą, a dopiero potem resztą świata, i że tak jest OK. Mądra kobieta czuje, kiedy dokładnie jest ten moment, żeby „porzucić” świat i zająć się sobą.

Iwona od trzech lat prowadziła z mężem rodzinny biznes gastronomiczny, mąż w pracy i w domu odgrywał rolę surowego szefa, ona – uległej podwładnej. Skończyła studia prawnicze, ale wszyscy mówili jej, że w tym zawodzie na pewno się „nie wybije”, bo tylko dzieci prawników z dziada pradziada mają jakieś szanse. Mąż nawet żartował z tych jej głupich marzeń. I nagle, pewnego dnia, do dziś nie umie powiedzieć, dlaczego akurat wtedy, złożyła aplikację do jednej z bardziej prestiżowych kancelarii i została przyjęta, ku zdziwieniu całej rodziny.

Ania Rogowska tłumaczy, że tym, co nas powstrzymuje, przed zadbaniem o siebie, są różne głosy w naszym umyśle. Jeden z nich nazywa głosem Sinobrodego, dominującym i kontrolującym głosem tego, który wie lepiej od nas, ale który tak naprawdę chce jedynie odebrać nam naszą siłę. Dlatego zamraża nas w niedziałaniu. Inny, równie paraliżujący, to głos Macochy, która wciąż powtarza, że jesteś: nie taka, jak trzeba, niewystarczająca, niczego nie potrafisz zrobić dobrze i nic ci się nigdy nie uda. Ten głos podkopuje naszą wiarę w siebie, torpeduje nasze starania, unieważnia sukcesy. Oczywiście, jeśli mu na to pozwolimy. I bardzo często to, niestety, robimy. Chcąc zagłuszyć w sobie te okrutne, raniące komunikaty, wrzucamy się w scenariusz bezustannego pośpiechu i nadmiaru bodźców – biegniemy przed siebie, nie rozglądając się na boki, i trudno nam się zatrzymać.

Tymczasem mądra kobieta potrafi usłyszeć, a następnie uciszyć wszystkie negatywne głosy, które w nią nie wierzą. Ma odwagę pójść za głosem swojego serca.

W gabinetach psychologów takich jak Ania coraz częściej pojawiają się kobiety, które przez lata chorowały, zmagały się z różnymi dolegliwościami, a potem nagle, pod wpływem snu, przeczucia czy informacji o warsztatach lub podróży, która spadła na nie „jak grom z jasnego nieba” – wyjechały na drugi koniec świata, zmieniły dietę, rzuciły pracę albo partnera, zaczęły malować, tańczyć albo medytować i… ich ciała zdrowiały.

Bo mądra kobieta potrafi czytać znaki i słyszy wołanie innych ludzi, którzy mają podobne tęsknoty, ale  także słyszy głos swojej duszy.

Podczas webinaru Ania wspomniała o baśniach, z których od wieków czerpiemy mądrość. I o pewnej wiedźmie, która patrzy w specjalny sposób: jednym okiem do wewnątrz, a drugim na świat. To chyba najważniejsze przesłanie dla każdej mądrej kobiety – możesz być blisko siebie, połączona ze swoim centrum (swoimi emocjami, potrzebami, intuicją, a także mądrością przodkiń), a jednocześnie w kontakcie z tym, co dzieje się na zewnątrz. Bo to, że dbasz o siebie, pokazuje, że umiesz też zadbać o innych.

  1. Psychologia

Co świadczy o męskości? Mit twardziela obala seksuolog

Czym jest męskość? Jaki stereotyp kojarzy nam się ze stwierdzeniem
Czym jest męskość? Jaki stereotyp kojarzy nam się ze stwierdzeniem "prawdziwy facet"? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Długo panowało przekonanie, że męski znaczy silny, a więc „prawdziwy facet” nie rozczula się nad sobą i zbytnio się sobą nie zajmuje. Efekt? Mężczyźni nie potrafią, a często wręcz wstydzą się dbać o zdrowie i o swoje czułe strefy. Razem z seksuologiem Michałem Pozdałem staramy się odczarować mit faceta twardziela.

Męskość nie jest łatwa do zdefiniowania. Penis jest, oczywiście, bardzo ważny, o czym pisaliśmy już w zeszłym numerze, ale wyobraźmy sobie mężczyznę, który stracił narządy genitalne w wypadku. Czy przestaje być mężczyzną? To niemożliwe. Albo dziewczynki z hipertrofią łechtaczki (powiększona do rozmiarów penisa). Czy są chłopcami? Wykluczone. Jądra też są istotne. Ale pamiętajmy, że są również kobiety, które je mają, nawet o tym nie wiedząc. I są kobietami. Testosteron się liczy, bo odpowiada za poczucie męskości. Za męską budowę ciała, za jego rozwój i jego nastroje. Ale jeśli mężczyzna ma raka prostaty, w pierwszej kolejności w leczeniu poziom testosteronu sprowadza się do zera. Mimo to pozostaje mężczyzną. Również seks w układzie heteroseksualnym nie świadczy o męskości. Osadzony, który w więzieniu podjął zastępcze kontakty homoseksualne, nie przestaje być mężczyzną. Jak również nie staje się nim na nowo, gdy wraca do swojej partnerki. Podobnie z mężczyznami całkowicie homoseksualnymi, nie stanowią odrębnej płci.

Czym jest męskość?

Nasza tożsamość płciowa kształtuje się w przeciągu kilku pierwszych lat życia, zarówno pod wpływem oddziaływania czynników wewnętrznych, jak i zewnętrznych. Gdy mówimy o tych ostatnich, to mówimy o gender, czyli o tym, co jest uznawane w danej kulturze przez daną grupę ludzi za męskie i kobiece. Dlatego chłopców ubiera się u nas na niebiesko, a dziewczynki na różowo, ale kolory te mogą się różnić w zależności od kultury. Tożsamość zależy jednak głównie od czynników wewnętrznych, czyli od naszego przekonania, kim tak naprawdę jesteśmy.

Męskość zatem to świadomość, że jestem mężczyzną, plus akceptacja, że właśnie taką płeć mam. Oba aspekty są ważne, bo niektóre osoby mają daną płeć fizyczną, ale jej nie akceptują. Nie uznajemy ich wtedy za mężczyzn czy kobiety ze względu na ich narządy płciowe. Tylko zgodnie z tym, za kogo sami siebie uznają. Bo nasza tożsamość płciowa jest najważniejsza.

Przed drugim rokiem życia dziecko wie, czy jest chłopcem, czy dziewczynką. A w wieku lat trzech chłopiec rozumie, że będzie tatą, a dziewczynka – mamą. Około 6–7 roku życia pojawia się poczucie stałości swojej płci. Chłopiec wie, że nawet przebrany za królewnę nadal pozostaje chłopcem. I ta stałość płci jest kluczowa dla jego poczucia męskości.

Męskie” stereotypy

Mężczyźni mogą zupełnie odmiennie rozumieć swoją męskość, zależnie od tego, gdzie ją plasują. Wielu umieszcza ją w karierze zawodowej i jej miarą staje się dla nich sukces, który osiągają. Inni swoją męskość warunkują zdolnością do utrzymania rodziny. Jeszcze inni określają ją na podstawie wyglądu i siły fizycznej. Ale wyobraźmy sobie, że mężczyzna ląduje na bezludnej wyspie. I co? Przestaje być mężczyzną, bo nie pracuje? Albo dlatego, że nie zarabia? Bądź dlatego, że nie może odpowiednio wyglądać?

W wielu przypadkach o męskości decyduje sprawność seksualna i cały seksualny życiorys mężczyzny – ile miał kochanek, kiedy rozpoczął współżycie i jaki ten seks był. Gdy do mojego gabinetu trafiają mężczyźni, którzy są jeszcze prawiczkami, mówią o tym z głębokim poczuciem porażki i wstydu. Albo gdy przychodzą z problemami z erekcją, zażenowani opowiadają, że nie są już mężczyznami.

Żyjemy w kulturze, w której rodzaj męski został z góry usytuowany na wyższej pozycji społecznej, ale też jest poddawany wielu wymogom. Często chłopcom powtarzamy: „Nie zachowuj się jak baba”. Jest w tym ukryte przesłanie: „Nie zachowuj się tak, bo jesteś lepszą płcią. Dziewczynka może płakać, piszczeć, narzekać, załamywać się. Ty nie. Bo ty jesteś lepszy, ty jesteś męski”. Chłopcy od małego są uczeni, jak mają wyglądać, żeby nie prezentować się jak kobiety. Dziewczynki mogą nosić glany, moro i czapki z daszkiem. Chłopcy nie założą sukienki. Nawet transgenderowi chłopcy ubierają się z zachowaniem męskiego wizerunku. Żyjemy w czasach opresyjnej kultury w stosunku do mężczyzn. I mężczyźni bardzo uważają na to, co jest męskie, co zaś nie. A to ważne, by sobie uświadomić, że moja płeć nie zależy od koloru czy kroju moich spodni. Jeżeli czuję się mężczyzną, to sam definiuję, co jest męskie. Nie inni. Nie warsztaty z męskości. Oczywiście, fajnie jest być z innymi facetami w grupie i dzielić się wspólnotą doświadczeń bycia mężczyzną. Wsparcie grupy dla wielu osób może być pomocne, ale już warsztaty z męskości są, moim zdaniem, nieporozumieniem. Zwłaszcza jeśli ich uczestników uczy się tego, co zrobić, żeby być bardziej męskim, odwołując się do zaprzeszłych doświadczeń, że mężczyzna to potrafił naprawić samochód albo wybudować dom i zrobić stół z desek. Warunki gospodarcze na tyle się zmieniły, że wystarczy, że on na stół zarobi. Bo czy wszystkie kobiety umieją robić swetry i piec chleb? Więc dlaczego facet musi sam naprawiać samochód? Przecież dziś to jest zazwyczaj automat, do którego potrzeba specjalisty i komputera. Paradygmat męskości zmienił się, bo inne są nasze warunki bytowe.

Długo panowało przekonanie, że męski znaczy twardy, a więc facet nie rozczula się nad sobą i zbytnio się sobą nie zajmuje. Przez to zaniedbana jest profilaktyka zdrowia mężczyzny. Myśląc o męskości, mężczyzna powinien zadbać o wszystkie swoje atrybuty. A więc poddawać się regularnym badaniom jąder i prostaty oraz badać poziom hormonów, który z wiekiem się obniża. Testosteron jest odpowiedzialny m.in. za nasze mięśnie i siłę, a więc też za sprawność seksualną. Kobiety słyszą tyle o menopauzie i biorą terapie hormonalne. Mężczyźni nie mają andropauzy, bo to by oznaczało, że męskie gonady przestają pracować tak jak żeńskie. A pracują do końca życia, tylko testosteronu jest w nich mniej. Suplementacja testosteronem jest możliwa i skuteczna, pacjenci bardzo to sobie chwalą.

Różnice między kobietami i mężczyznami

Jest dużo różnic między kobietami i mężczyznami – w tym, jak wyglądamy, jak się czujemy, co dzieje się z nami na poszczególnych etapach naszego życia. Mężczyźni przechodzą mutację, a kobiety miesiączkują. Wy możecie rodzić i karmić dzieci, my jesteśmy silniejsi, mamy więc predyspozycję do pracy fizycznej, ale o tę tężyznę też trzeba dbać. Utrzymywać w dobrej kondycji ciało i mięsień sercowy. Na starość poczucie siły i męskości szybko się obniża, mądrze jest temu przeciwdziałać. Nikt nie stanie się od tego „mięczakiem”. Nie stanie się nim również, gdy zadba o profilaktykę zdrowia seksualnego.

Mężczyźni potrzebują własnych obszarów, w których mogą odpoczywać i się realizować. Wchodząc w związki, nie powinni rezygnować ze swoich pasji, żeby potem nie mieć poczucia straty. Jeśli on przed ślubem jeździł na ryby, niech jeździ dalej. Gdy trwają mistrzostwa świata w piłce nożnej, to panowie zbierają się na piwie, krzyczą, bluzgają i razem przeżywają kolejne spotkania. Piłka nożna to sport rywalizacyjny i agresywny, a to są pierwotne męskie cechy, dlatego na trybunach i przed telewizorami szaleją głównie faceci. I takiego doświadczenia przynależności do swojej grupy też bardzo potrzebują.

Te słowa chciałbym skierować wprost do mężczyzn: O sprawność seksualną najlepiej możecie dbać poprzez regularne wizyty u lekarza, zaufanego urologa. Ale musicie też pogodzić się z tym, że ona zmienia się z wiekiem i do kondycji z okresu wczesnej młodości nie da się wrócić. Akt seksualny jest wysiłkiem fizycznym, dlatego utrzymywanie ciała w dobrej formie psychofizycznej da wam lepszą sprawność seksualną. Zabezpieczajcie się przy tym, żeby się nie zakażać. I masturbujcie się bez poczucia winy, o ile nie jest to kompulsywne i nie zastępuje bliskości seksualnej z partnerką. Unikajcie używek. Alkohol, papierosy, narkotyki wpływają na obniżenie libido. I uznajcie swoje emocje. Możecie być smutni, zniechęceni i nie chcieć lub nie móc się kochać. Nie musicie, nawet nie możecie, być sprawni cały czas.

A teraz prośba do kobiet: Stymulujcie swoich partnerów do tego, żeby sami o siebie dbali. Wam wszystkie media powtarzały o mammografii wiele razy, a badania jąder i piersi są do siebie bardzo podobne. Sugerujcie im to, ale nie wywierajcie na nich presji. Pozwólcie im nie zawsze być w formie i odpoczywać w ich własny sposób. Pamiętajcie, że i oni się czasami boją albo czegoś nie chcą. Nie oceniajcie ich i nie wywierajcie na nich presji w łóżku. Zobaczcie, co się wydarzy. Pamiętajcie też, że męski mózg działa trochę inaczej. Panowie są wzrokowcami i dlatego lubią porno i czasami oglądają się za inną kobietą na ulicy. Dlatego też kręcą ich różne fetysze i bardzo ich podnieca, gdy widzą was w szpilkach czy pończochach. A jeżeli nie odpowiadają na jakieś pytania, nie naciskajcie. Mężczyźni nie lubią rozmawiać, zwłaszcza o „męskich sprawach”.

Michał Pozdał, psychoterapeuta, seksuolog, wykładowca Uniwersytetu SWPS. Prowadzi terapię indywidualną oraz par w warszawskim Instytucie Psychoterapii oraz w Katowicach w Instytucie Psychoterapii i Seksuologii. Współautor książki „Męskie sprawy. Życie, seks i cała reszta”.

  1. Psychologia

Dlaczego męskie pośladki są atrakcyjne dla kobiet? Wyjaśnia Wojciech Eichelberger

Pośladki mężczyzny wyrażają męską moc i siłę. Wiedzieli już o tym starożytni rzeźbiarze. Jaką jeszcze informację o nas niesie ta zakryta część ciała? - wyjaśnia Wojciech Eichelberger. (fot. iStock)
Pośladki mężczyzny wyrażają męską moc i siłę. Wiedzieli już o tym starożytni rzeźbiarze. Jaką jeszcze informację o nas niesie ta zakryta część ciała? - wyjaśnia Wojciech Eichelberger. (fot. iStock)
Kanony i preferencje estetyczne są często podyktowane przez naturę. To, co biologicznie użyteczne i służy podtrzymaniu gatunku, odbieramy jako piękne i pociągające. Dotyczy to też terytorium ludzkiej pupy. Biologia i estetyka idą ręka w rękę, a raczej pośladek w pośladek. Co więc nas podnieca, pociąga w męskich pośladkach? Tajemnice  ciała rozszyfrowuje psychoterapeuta Wojciech Eichelberger.

Zacznijmy od mody na jawne zwracanie przez kobiety uwagi na męskie pośladki. Czy ich kształt mówi coś o erotycznej sprawności mężczyzny?
W istocie mocna, wyrazista i jędrna męska pupa nie musi świadczyć o wybitnych kwalifikacjach akurat na kochanka. W miłosnej sztuce, jak wiemy, liczą się przede wszystkim inne męskie atrybuty i kompetencje, które niekoniecznie współwystępują ze świetnymi pośladkami. Tu bardziej chodzi o wybór ojca przyszłych wspólnych dzieci. Bo mięśnie pośladkowe z pewnością zajmują miejsce na podium w konkurencji największych i najsilniejszych mięśni ludzkiego ciała. Wraz z czterogłowymi mięśniami ud tworzą zarówno podstawowy potężny mechanizm napędowy człowieka, jak i superpodnośnik. Mocny tyłek mężczyzny świadczy więc jednoznacznie o tym, że jego właściciel może szybko i długo iść i biec, że może coś upolować, skutecznie pchać, ciągnąć i dźwigać, a także w razie potrzeby walczyć i bronić. Krótko mówiąc, że mocno stoi na nogach i że da radę jak przyjdzie co do czego. No i że spłodzone przez niego dzieci będą dziedziczyć błogosławione cechy jego mięśniowego silnika. Więc nie ma potrzeby już dłużej owijać męskich pośladków w bawełnę i najwyższy czas jasno stwierdzić, że zauroczona męskim tyłkiem kobieta tak naprawdę widzi w nim obiecujący materiał genetyczny. Pojawiające się w tej sytuacji kobiece pożądanie jest sprytnie zaprojektowanym przez naturę mechanizmem, dającym silnym i odpornym mężczyznom większe szanse prokreacyjne. W sumie wszystko to służy podtrzymaniu naszego gatunku na wypadek zapaści cywilizacyjnej. Mechanizm ten działa wyśmienicie w Afryce. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety tego kontynentu mają wspaniałe mięśnie pośladkowe. Aż miło patrzeć. W dużej mierze to dzięki nim tak często wygrywają w rywalizacji sportowej z właścicielami i właścicielkami białych pośladków. Bo, niestety, białe pośladki od kilku pokoleń służą prawie wyłącznie do siedzenia, co sprawia, że tracą nie tylko siłę, ale również kształt i jędrność, co źle wróży możliwościom przeżycia naszej rasy w nadchodzących postkorporacyjnych czasach.

Czyli mężczyzna z tłustym tyłkiem nie ma wstępu do sypialni, a nawet salonu przezornej kobiety?
Trzeba uważać, by nie nabrać się na pozory. Bo warstwa tłuszczu może czasami okrywać imponujące mięśnie. Tak jak to ma miejsce np. u zapaśników sumo. Więc lepiej zdać się na dotykową i wytrzymałościową metodę diagnozy jakości męskiego zadu. Tym bardziej że otłuszczenie rzadko jest uwarunkowane genetycznie. Bardziej świadczy o deficytach siły woli, charakteru i edukacji skutkujących kiepskim, pozbawionym ruchu trybem życia. Nie twierdzę, że rozważając, czy wpuścić kandydata do sypialni, nie należy brać tego pod uwagę, ale czasami warto też dać hodowcy tłuszczu dyspensę w nadziei, że zakochany tłusty kotek zechce z czasem zamienić się w tygrysa.

To jaki pożytek z takiego kochanka?
W sprawie seksualnej sprawności otłuszczonych bioder rzeczywiście mogą pojawić się przejściowe kłopoty. Bo mięśnie pośladkowe biorą na siebie sporo pracy w trakcie męskiej akcji seksualnej. Podobnie jak – często u takich mężczyzn zapuszczone – mięśnie brzucha. Ale nawet mocne mięśnie brzucha ukryte pod zbyt grubą warstwą tłuszczu nie będą działać wystarczająco sprawnie w miłosnych okolicznościach, bo nie dość, że niosą zbyteczny, wielki ciężar, to na dodatek tłuszczowa poduszka na brzuchu ogranicza zakres właściwego ruchu miednicy. Ale to są na szczęście cechy możliwe do zmiany przy odrobinie wysiłku i determinacji.

W filmie „Jak mi nie wyszło” młody gej oblewa się wodą i pianą, a potem biegnie, kamera nastawiona jest na jego tyłek. Dlaczego, to oczywiste. Ale czy na pewno aż tak proste?
Heteroseksualni mężczyźni mogą zwracać uwagę na pośladki innych mężczyzn, by oszacować ich siłę i wydolność – jako ewentualnych sojuszników czy przeciwników. Męskie pośladki nie są dla nich przedmiotem pożądania. Nie mają szans w rywalizacji z mocnymi i wydatnymi pośladkami kobiety. Uwodzące zachowania gejów są zapożyczeniem z repertuaru uwodzicielskich zachowań kobiet. Gej – rzec można – udaje kobietę zachęcającą mężczyznę do seksu eksponowaniem atrakcyjnych pośladków. To oczywista i skuteczna strategia. Bo w męskim kodzie biologicznym pośladki – analogicznie jak u kobiet – grają rolę jednoznacznej zachęty do zachowań prokreacyjnych. Kształtne, wydatne i jędrne oznaczają wystarczająco młodą, silną samicę, co zwiastuje partnerstwo w znoszeniu trudów życia i sukces prokreacyjny w postaci zdrowego, silnego potomstwa. I znowu – to, czego doświadczamy jako estetycznego zachwytu pięknem formy, jest w istocie napędzane mechanizmem biologicznym. Zważmy jednak, że dobrze ukształtowane, silne i młode pośladki same w sobie wyglądają i reagują na dotyk bardzo podobnie bez względu na płeć posiadacza. Można więc uznać, że pośladki są transpłciowe w tym sensie, że same w sobie wycięte z kontekstu pełnego obrazka nie są naznaczone określoną płcią. Powiedzmy to głośno: pupa ma walor uniwersalny, ponadgenderowy. Właściwość ta dotyczy także pośladków nieidealnych, starszych, a także tych rozklapcianych i zaniedbanych od nadmiaru siedzenia. Więc trudno się dziwić, że czasami pośladki stają się dla mężczyzn i kobiet transpłciowo atrakcyjne. Widać to szczególnie w sytuacjach długotrwałej seksualnej deprywacji np. w więzieniach, kiedy także heteroseksualni mężczyźni i kobiety doświadczają epizodów tzw. sytuacyjnego homoseksualizmu.

I widzisz, rozmowa o pośladkach pokazuje zaskakujący świat gender.
No właśnie, w tym kontekście jeszcze jedna obserwacja, która mogłaby się stać źródłem badawczych hipotez w dziedzinie wpływu gender – czyli kulturowej definicji płci – na percepcję ciała przez mężczyzn i kobiety. Otóż moje obserwacje wskazują na to, że mężczyźni heteroseksualni nie zdają sobie na ogół sprawy z tego, że kobiety obserwują i oceniają ich pupy. Skupiają swoją uwagę raczej na formowaniu brzucha w kaloryfer, na wyrobionej klacie, barach, tricepsach i bicepsach, udach i łydkach. To te fragmenty atrakcyjnych męskich ciał eksponowane są w reklamach dezodorantów, perfum, maszynek do golenia i majtek, a także w magazynach kulturystycznych. Czy ktoś widział, żeby mężczyzna reklamujący majtki czy szorty stał do adresata reklamy tyłem? Albo żeby kulturysta demonstrujący wypracowane w pocie czoła i wspomagane anabolikami mięśnie pleców nosił stringi? Czas na rewolucję i równouprawnienie. Żądajmy wprowadzenia do reklam, szczególnie tych adresowanych do kobiet, widoku pięknie ukształtowanych, potężnych męskich pośladków! Dlaczego zgrabne kobiece pupy szaleją w naszej przestrzeni publicznej, a męskie są tak niesprawiedliwie represjonowane? Zanim jednak ta rewolucja nastąpi, można sobie zadać poważne pytanie: dlaczego to, co mogłoby się okazać superskuteczne zarówno w reklamie, jak i w uwodzeniu kobiet, nie jest wykorzystane nawet w naszej pragmatycznej kulturze? Czyżby stała za tym kulturowa homofobia? Może mężczyźni nie myślą o szpanowaniu zgrabnym tyłkiem, bo adresatem takiego przekazu może być nie tylko kobieta, lecz także homoseksualny mężczyzna? W każdym razie nigdy się u mnie na terapii nie pojawił mężczyzna z problemem niezgrabnej pupy. W przeciwieństwie do kobiet, które często sygnalizują ten problem.

Pomijając genetykę, czy jakieś trudne lub pozytywne doświadczenia wpływają na kondycję i kształt naszych pup?
Idealny kształt kobiecej pupy jest ponoć inny niż męskiej. Zgodnie z tą teorią pożądany jest kształt odwróconego symbolu serca. Moim zdaniem nie chodzi tu jednak o kształt samej pupy. Jest rodzaj złudzenia wynikający z połączenia szerokości pośladków z gwałtownie zwężającą się talią. Jak już mówiliśmy przy okazji rozważań o miednicy, mężczyźni mają uniwersalny odruch uznawania pewnej proporcji między szerokością lub obwodem kobiecych bioder/pośladków a talią za nieodparcie pociągający. Antropolodzy dowiedli, że ta cecha u kobiet związana jest silnie z płodnością. A więc znowu piękne okazuje się tożsame z biologicznie użytecznym. Ale w pewnym stopniu za kształt pupy odpowiadać mogą także silny i/lub długotrwały negatywny wpływ wychowawczy i towarzyszące temu emocje. Tak więc pupa podkulona to pupa w dzieciństwie straszona, bita, nadużywana. Pupa nadmiernie odchylona do tyłu może być pupą dziecka rozpaczliwie szukającego akceptacji. Pupa spięta i zaciśnięta to często pupa dziecka zawstydzanego i zmuszanego do nadmiernej kontroli zwieraczy i potrzeb seksualnych.

Można sobie wstrzyknąć w pupę specjalny preparat, żeby ją podnieść. To, jak myślę, zadziała bardzo szybko.
Lepiej się przyłożyć do ruchu i ćwiczeń, zrobić porządek ze swoimi pośladkami. A jeśli to nie wystarczy, zająć się nieuświadomionymi uczuciami i przekonaniami związanymi z własną pupą. Wtedy odzyskamy swój naturalny potencjał i radość życia. Mniej ryzykowne i efekt bardziej trwały, a przy okazji więcej zdrowia.

Kobieta może faceta klepnąć w tyłek? Mamy przecież czas gender – równości.
Tradycyjny kod kulturowo-obyczajowy uznałby takie zachowanie wobec niezaprzyjaźnionych mężczyzn za niewłaściwe i ryzykowne. Albo zostanie odebrane jako: „Jestem zainteresowana i sprawdzam”, albo: „Jestem gotowa! Na co czekasz? Rusz tyłek!”. Więc lepiej tego nie robić, jeśli nie wiemy, co przekazujemy, albo/i nie jesteśmy gotowe na przyjęcie impetu męskiego seksualnego zapału. Ale możliwy jest też odbiór negatywny: „Spadaj. Nie nadajesz się. Może innym razem”. Więc klepanie mężczyzn w tyłek przez kobiety bywa bezpieczne, przydatne i na miejscu, lecz wyłącznie w odniesieniu do tych, którzy są przynajmniej nominowani do zaszczytu znalezienia się kiedyś w sypialni.

A jak z klepaniem w tyłek kobiety przez mężczyznę?
To gest zdecydowanie nadużywany przez mężczyzn. Mężczyźni często pozwalają sobie na to w relacjach z mało znanymi kobietami, które ich do takich zachowań nie upoważniają. Wówczas trafnie jest on odbierany przez kobiety jako wyraz braku szacunku, obraźliwy, upokarzający, redukujący relację do seksualnego wymiaru. Podświadome, antropologiczne i biologiczne konteksty tego gestu sumują się w jednoznaczny komunikat: „Jestem zainteresowany! Sprawdzam”. Przy czym sprawdzana jest wtedy nie tylko jakość pośladków, ale także jakość odpowiedzi kobiety na ten poufały gest. Jeśli nie zaprotestuje, to znaczy, że istotna bariera na drodze do bardziej zaawansowanych zalotów została przełamana. Dla kobiet ważne jest, by zdawały sobie sprawę ze znaczeń zawartych w języku ciała, reagowały w porę i adekwatnie na niewczesne męskie zaloty i próby. Tylko w ten sposób mężczyźni zrozumieją w końcu, że targ niewolnic dawno się już skończył.

Dlaczego ludzie karzą się nawzajem klapsami w ramach fascynacji sadomaso? Dlaczego pieszczoty mają być przez pupę okupione bólem?
Niestety, zdecydowana większość naszych pup jest naznaczona piętnem grzeszności, kary i upokorzenia. Gdy te mroczne doświadczenia dochodzą do głosu, to już nie nazywamy tej cudownej, wielofunkcyjnej części naszego ciała pośladkami, pupą, pupcią, tyłeczkiem, orzeszkiem, księżycem w pełni, czy nawet tyłkiem czy silnym wspaniałym zadem, lecz: dupą, dupskiem, sraką, kloaką, odwłokiem itp. Nasza kultura i język zawierają i kodują w naszej podświadomości dramatycznie ambiwalentny stosunek oraz przekaz dotyczący tej części ludzkiego ciała. Możemy okazać się „do dupy” albo coś może być tak do niczego, że nawet „do dupy niepodobne”, możemy być symbolicznie skazani na degradujące przebywanie w czyjejś dupie, gdy znienacka usłyszymy od kogoś, kto nas kiedyś lubił, a nawet kochał: „Mam cię w dupie”. Gdy coś się nie udało, źle wygląda lub jesteśmy przygnębieni, to jest do dupy. Możemy też poczuć się odrzuceni i upokorzeni, gdy dostaniemy kopa w dupę. Tak wygląda kulturowo przetworzona ekspresja powszechnego dziecięcego doświadczenia lania pupy. Stąd pewna popularność karania klapsami albo szpicrutą pupy rozochoconej seksualnie kobiety czy mężczyzny w ramach gry sadomaso. Psychologiczna interpretacja jest następująca: w sadomaso gesty, słowa i doznania skojarzone z doświadczeniem bycia karanym w dzieciństwie redukują poczucie winy związane z piętnowanym kulturowo i karanym podnieceniem seksualnym, co otwiera drogę do pełnego przeżywania seksualnej rozkoszy. Można i tak, choć znowu jest to tylko leczenie objawów. Więc może lepiej zadziałać przyczynowo i raz na zawsze wydobyć miednicę i pupę z lochów upokorzenia i umieścić ją po jasnej stronie mocy. Aby tak się kiedyś stało, musimy konsekwentnie zwalczać okropny, niezasłużony, dewaluujący kulturowy przekaz, dotyczący pupy i pośladków, rugować go z naszego języka i obyczaju. W przeciwnym razie nadal będziemy marnotrawić niezmiernie ważny obszar naszego ludzkiego istnienia.

Wojciech Eichelberger, psycholog, psychoterapeuta i trener, autor wielu książek, współtwórca i dyrektor warszawskiego Instytutu Psychoimmunologii (www.ipsi.pl).

  1. Psychologia

6 ćwiczeń, które pomogą ci dostrzec piękno świata

Póki zachwyt trwa, ty trwaj w nim. (Fot. iStock)
Póki zachwyt trwa, ty trwaj w nim. (Fot. iStock)
To od nas zależy, jak widzimy świat. Może budzić radość albo przerażać, w zależności od tego, czy kierujemy się miłością, czy lękiem. Oto ćwiczenia, która pomogą ci dostrzegać piękno w małych rzeczach.

1. Bądź jak dziecko

Kilkulatek nawet w kałuży dostrzeże tęczę, policzy kropki na biedronce, będzie przeżywać bajkowych postaci. Nie tłumi ani radości, ani szczęścia, ani też złości – dzieci są autentyczne, ale też otwarte. Uczmy się od nich zachwytu. Kiedyś też tacy byliśmy, ale w procesie socjalizacji przyswoiliśmy sobie wiele przekazów, które nas ograniczają, każą przystosowywać się do norm, budzą nieufność do świata. Luise L. Hay, nauczycielka rozwoju, mówi: Gdy dojrzewamy, przyswajamy sobie błędne idee i tracimy kontakt z wewnętrzną mądrością. Musimy więc uwolnić się od tych przekonań i powrócić do stanu czystości duchowej, w którym naprawdę siebie kochałyśmy. Musimy przywrócić cudowną niewinność życia i stopniowo odzyskać radość istnienia, tę samą, którą czuje dziecko w stanie zachwytu i zadziwienia.

2. Bądź uważna

Staraj się być w stu procentach obecna w tym, co właśnie robisz i przeżywasz. Bogusława M. Andrzejewska mówi: Cała sztuka polega na tym, by podczas czynności, które wykonujemy, dopuścić zachwyt do swojego umysłu. Samo to, że lubisz pływać w jeziorze, nic nie da, jeśli w trakcie nie skupisz uwagi na odczuwaniu przyjemności. Zamiast koncentrować się na tym, czy prawidłowo oddychasz i jak ruszasz nogami, skup się na odczuwaniu zachwytu pięknem wody, na cudzie słonecznego światła tańczącego na powierzchni, zmysłowej wspaniałości tego doświadczenia.

3. Prowadź dziennik zachwytu

Aby wszystkie wspaniałe momenty, których doświadczasz na co dzień, ci nie umknęły, kup piękny zeszyt i wpisuj do niego ważne i piękne momenty – przyda się w chwilach zwątpienia, zagubienia, zmęczenia czy zniechęcenia. Możesz też założyć blog i swoim zachwytem dzielić się z innymi.

4. Dbaj o szczegóły

Pij herbatę z porcelanowej filiżanki, nie chowaj jej na szczególne okazje. To ty decydujesz, kiedy jest wyjątkowa chwila. Otaczaj się ładnymi rzeczami, dbaj o przestrzeń, w której spędzasz czas – niech będzie estetyczna, wygodna, miła. Pisz pięknym długopisem, dobierz do obiadu ładną zastawę, wyrzuć z miejsca, w którym spędzasz dużo czasu, wszelkie szpetne, kumulujące negatywną energię przedmioty. Dbaj o to, jak pachniesz, jak wyglądasz.

5. Rozwijaj wrażliwość

Raz w tygodniu zadbaj o kontakt ze sztuką. Jeśli nie masz dostępu do filharmonii czy teatru, poświęć godzinę na rozwój kulturalny w domu – dzięki łączu internetowemu można przecież obejrzeć przedstawienie czy wysłuchać koncertu na własnej kanapie. Ważne, byś robiła to regularnie, i uczestniczyła w tym uważnie.

6. Delektuj się

Bądź doświadczanym przeżyciem, zjednocz się z nim. Dopuść je do siebie. Zatrzymaj chwilę w sobie, jak w stop-klatce aparatu – zadbaj, by zapamiętać każdy szczegół tego, co widzisz, jak się czujesz, jaki towarzyszy ci nastrój, zapach czy kolor. Póki zachwyt trwa, ty trwaj w nim.

  1. Psychologia

Męska energia - powrót do pierwotnej natury mężczyzny

Pierwotna energia mężczyzny prędzej czy później da o sobie znać. (Fot. iStock)
Pierwotna energia mężczyzny prędzej czy później da o sobie znać. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Dziś kobieta jest energiczna i niezależna, a mężczyzna – dobrze wychowany – twierdzi Robert Bly. Jakie mają szanse na szczęśliwą przyszłość? Niewielkie. Chyba że on dotrze do swojej pierwotnej natury.

Marta zgłosiła się do mnie, kiedy Marek, jej partner, po raz kolejny odmówił seksu. – Na początku twierdził, że jest zmęczony, potem, że boli go głowa, a wczoraj po prostu uciekł z sypialni jak tchórz – opowiadała rozżalona kobieta. – Może on mnie już nie kocha albo ma inną.

Marek zgodził się przyjść z Martą na kolejną sesję. Ze spuszczoną głową wysłuchiwał, kiedy mówiła, co czuje, gdy nie chce się z nią kochać. Potem powiedział: – No tak, matka miała rację, jestem taki sam jak ojciec. Od genów nie ma ucieczki. Ale przynajmniej nie zrobię dzieciaka i nie ucieknę za ocean po to, by tam zapłodnić kolejną naiwną laskę.

Ojciec Marka odszedł z domu, kiedy syn miał pięć lat. Wyjechał do Stanów, gdzie miał jeszcze pięcioro dzieci, każde z inną kobietą. Tuż po swoich piętnastych urodzinach Marek po raz pierwszy pojechał do ojca, a ten, w przypływie szczerości, w męskiej rozmowie powiedział mu, że „każda baba chce złapać chłopa na dziecko”. Marek obiecał sobie, że nie będzie miał dzieci. Nawet kiedy partnerka stosowała antykoncepcję, nigdy nie kochał się bez prezerwatywy. Ostatnio doszedł do wniosku, że nawet podwójne zabezpieczenie przed ciążą nie daje stuprocentowej gwarancji. Postanowił skończyć z seksem.

Taki jak ojciec

Jeśli kochasz swojego mężczyznę, mniej lub bardziej świadomie pragniesz urodzić mu syna. Nawet jeśli on przekonuje cię, że płeć nie ma znaczenia, że z córki też się ucieszy. Chcesz dać mu syna – dziedzica, który będzie podobny do niego. Tak jak w przypadku Justyny.

Kiedy jednak na świat przyszedł upragniony syn, jej mężczyzna zaczął uciekać z domu – od pieluch, kupek i całej reszty – do pracy, kolegów czy innych ważnych spraw. Zdradzać i opuszczać emocjonalnie ją i dziecko. Nie bardzo potrafił się odnaleźć w tym babsko-niemowlęcym świecie pachnącym oliwką i herbatką koperkową. Spłodził syna, wypełnił swoje zadanie i łudzi się, że kiedy malec dorośnie do „pewnego wieku”, przejmie go pod swoje męskie skrzydła. Justyna była jednak wściekła i rozczarowana. Doszła do wniosku, że będzie dla swojego syna matką i ojcem, nie miała innego wyjścia. W głębi duszy modliła się, by jej syn nie był taki podły jak jego ojciec. Obiecywała sobie, że zrobi wszystko, by tak się nie stało. Podświadomie pokładała w synu nadzieję, że będzie mężczyzną idealnym: czułym, opiekuńczym, empatycznym, jednym słowem takim, jakiego sama chciałaby mieć za męża. A jeśli tak się nie stanie, miała w zanadrzu jedno zdanie, którego na zawahała się użyć: „Jesteś taki sam jak twój ojciec”. Zdanie, które trafia w serce każdego mężczyzny, budząc lęk, nienawiść, ale też głęboko uśpioną tęsknotę za męską energią, za ojcem.

Grzeczny chłopiec

Współczesny mężczyzna jest dobrze wychowany – pisze Robert Bly, przywódca Ruchu Mężczyzn na terenie Stanów Zjednoczonych, w książce ,,Żelazny Jan”. – Bez wstydu ujawnia swoją kobiecą część, chroni życie zamiast je dawać – tak jak to wymyśliła natura. Jest typowym grzecznym chłopcem spełniającym oczekiwania swojej mamy, a w przyszłości partnerki. Bo dziwnym trafem wiele współczesnych – energicznych i niezależnych – kobiet wybiera sobie na kochanka (a bardziej podświadomie także na syna) miękkiego mężczyznę: czułego, delikatnego, pozbawionego agresji.

A tymczasem, jak pisze Bly, podjęta przez wielu mężczyzn podróż w miękkość, wrażliwość czy rozwijanie swojej kobiecej strony osobowości jest niezwykle wartościowa, ale koncentracja jedynie na niej nie daje mężczyźnie pełni.

Krzysztof nie mógł liczyć na swojego ojca alkoholika. W dorosłym życiu nieraz budził go ten sam, powtarzający się koszmar: ojciec bijący błagającą o litość żonę. W swoim małżeństwie wszedł w rolę żony: sprzątał, gotował, zajmował się małym synkiem. Ale pewnego dnia musiał zmierzyć się z teściem – wojskowym, który rzucił mu prosto w twarz: „Moja córka nie będzie żyła z babą”.

Andrzej nienawidził ojca, który od dzieciństwa upokarzał i wyśmiewał syna i nie szanował żony. Chłopak nieraz stawał w obronie matki. W dorosłym życiu zawsze trzymał stronę kobiet. „Prawdziwy facet nie musi być macho” – powtarzał. Ale pewnego dnia został zdradzony przez kobiety. Najpierw matkę, która ujawniła ojcu jego tajemnicę, mimo iż obiecała, że tego nie zrobi. Potem żonę, która odeszła do kobiety, tuż po urodzeniu dziecka.

Spotkanie z dzikusem

Każdy mężczyzna jest rozdarty pomiędzy nienawiścią czy pogardą do ojca, z powodu którego tyle wycierpiała jego matka, a tęsknotą za męską energią i siłą, którą może dostać jedynie od mężczyzny. Jeśli chłopiec uczy się wrażliwości jedynie od matki, to na swoją męskość i role pełnione w życiu patrzy z kobiecego punktu widzenia. I nigdy nie poczuje się dobrze sam ze sobą. Nawet jeśli w jego życiu ojciec nigdy nie zaistniał albo otwarcie go odrzucił, pytanie o to, kim był i jaki naprawdę był, zawsze będzie wybrzmiewało w sercu mężczyzny.

Na dnie męskiej psychiki mieszka Dzikus – wielki, włochaty stwór, który stoi na straży typowo męskich cech: nieprzewidywalności, potrzeby rywalizacji, zdecydowania, szorstkości i agresji, a przede wszystkim ogromnej potrzeby wolności. Dzikus przez lata siedzi zamknięty w żelaznej klatce, do której klucz ukryty jest pod kobiecą poduszką: matki, żony, kochanki.

Każdy mężczyzna prędzej czy później zapragnie spotkać się ze swoim Dzikusem. Może to będzie pojednanie z ojcem, samotna wyprawa na koniec świata albo męski wypad do pubu. To intuicja podpowie ci, że u twojego mężczyzny właśnie rozpoczął się ten proces. Jedyne, co możesz wtedy zrobić, to zaufać mu i nie przeszkadzać.

W poszukiwaniu męskiej mocy

Spotkanie z Dzikusem oznacza kierowanie się instynktem, zaufanie do ciała. Odbywa się w samotności; mężczyzna w przeciwieństwie do kobiety, która celebruje swoją kobiecą moc w żeńskim gronie, nie potrzebuje świadków, oddala się na spotkanie z Dzikusem do lasu. Tam przede wszystkim konfrontuje się z obrazem ojca, akceptuje go, bez względu na to, jaki był. Tym samym występuje przeciwko kobiecie; najpierw matce, która wiele razy krytykowała ojca, potem żonie, która wybrała go i osadziła w roli grzecznego chłopca. Ale mężczyzna wie, że tak jest dobrze, że potwierdzenie i ekspresja swojej instynktownej, zwierzęcej natury to właśnie integracja męskości. Mężczyzna będący w kontakcie z Dzikusem jest czuły i troskliwy, jednak potrafi też być szorstki, władczy, nieugięty, egoistyczny, nieokiełznany i bezkompromisowy. Ale właśnie z owych ,,twardych” i w dzisiejszym świecie mało popularnych cech płynie prawdziwa siła i moc mężczyzny.