1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Pożegnanie kompleksów - dlaczego tak często krytykujemy swój wygląd?

Pożegnanie kompleksów - dlaczego tak często krytykujemy swój wygląd?

Kompleksy biorą się z niezaspokojonej potrzeby akceptacji i ciągłego porównywania z innymi. (Fot. iStock)
Kompleksy biorą się z niezaspokojonej potrzeby akceptacji i ciągłego porównywania z innymi. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Biorą się z niezaspokojonej potrzeby akceptacji i ciągłego porównywania z innymi. Niełatwo się od nich uwolnić, ale warto próbować, bo zwłaszcza te na punkcie wyglądu – odbierają nam radość życia. Jak to zrobić? Wyjaśnia seksuolożka dr Alicja Długołęcka.

Jak bardzo kompleksy na punkcie własnego wyglądu wpływają na nasze życie, także seksualne?
Kobieta, która nie akceptuje własnego ciała, nie rozbierze się pod wpływem chwili nad jeziorem w głuszy i nie da sobie przyzwolenia, żeby swobodnie popływać na golasa, bo będzie się wstydzić tego, jak wygląda. Nie będzie spontanicznie tańczyć tak, jak miałaby na to ochotę, bo zamiast tego będzie myślała tylko o swoim falującym brzuchu i piersiach, o tym, jak w jej wyobrażeniu odbierają ją inni. Będzie szukała w spojrzeniach innych osób potwierdzenia własnej nieatrakcyjności zamiast oddać się temu, co określa się radością życia. Bo właśnie kompleksy odbierają nam naszą spontaniczność i radość życia. Także w seksie, którego podstawowym założeniem jest w końcu przyjemność.

Skąd się one biorą?
Z potrzeby akceptacji i jej niezaspokojenia. To zazwyczaj bardzo głębokie kwestie, jeszcze z dzieciństwa, związane z tym, że nie dostaliśmy od rodziców miłości bezwarunkowej – faktycznie lub w naszym wyobrażeniu. Rodzice nie zbudowali w nas mocnej bazy, przekonania, że jesteśmy niepowtarzalne i „w porządku” takie, jakie jesteśmy. Do tego może się przykładać porównywanie z innymi dziećmi w różnych dziedzinach. A gdy czujemy się gorsze i niezasługujące na akceptację rodziców, możemy pomyśleć, że nie spełniamy ich oczekiwań, że coś jest z nami nie tak. Wielką rolę w procesie formowania się kompleksów w fazie wczesnego dojrzewania odgrywają rówieśnicy, porównywanie się z nimi, ich reakcje na nasz zmieniający się wygląd, zwłaszcza opinie koleżanek, które postrzegamy jako atrakcyjne. Poza tym swoje robią wzorce promowane przez mass media i Internet. Do gabinetów terapeutycznych coraz częściej trafiają dziewczyny, które nie są w stanie pokazać się bez makijażu i które mają kompletnie zaburzone postrzeganie własnego ciała. Nie potrafią zderzyć się z tym, jakie naprawdę są, a już myślenie o tym, że są OK, w ogóle nie wchodzi w grę. Wizerunek, który budują w okresie tworzenia się tożsamości, staje się ich tożsamością, fikcyjną, bo ta prawdziwa jest nie do udźwignięcia. Jest wreszcie grupa kompleksów, które zostały zapoczątkowane w pierwszych relacjach partnerskich. Gdy jesteśmy bardzo młode, a – tu powiem stereotypowo – on wybrał inną, kompleksy związane z wyglądem mogą być dla nas formą oddalenia się od istoty problemu. Łatwiej jest w końcu pomyśleć, że on poszedł do tamtej, bo była bardziej seksowna, szczuplejsza, ładniejsza, niż skonfrontować się z prawdziwą przyczyną zdrady. W tym miejscu powtórzę za Katarzyną Miller: zdrada nie jest winą innej kobiety, tylko wyborem osoby, która zdradza. Stereotyp kulturowy kieruje nasze myślenie o zdradzie w kierunku negatywnej oceny tej drugiej kobiety oraz porównywania się do niej. A to generuje kompleksy. Zaczyna się gehenna, zwłaszcza jeśli mamy 16 czy 19 lat.

I męczymy się z kompleksami nawet wtedy, gdy jesteśmy najbardziej atrakcyjne…
Tak, a 80 proc. Polek jest niezadowolonych ze swojego wyglądu. To bardzo smutne patrzeć na obiektywnie piękne młode kobiety, które cierpią z powodu nienawiści do swojego ciała. Dopiero z biegiem lat zaczyna się rozumieć, co jest ważne w życiu, i podchodzi z rezerwą do kwestii związanych z oceną wyglądu przez samą siebie i innych. Pomaga w tym psychoterapia, ale też życiowe doświadczenia, które mogą kompletnie zmienić perspektywę. Wiele kobiet w pierwszej ciąży przejmuje się na przykład zmianami w ciele. W drugiej czy trzeciej nabierają dystansu, co innego staje się dla nich ważne. A już z perspektywy bycia babcią myślenie o własnych wnukach uzmysławia, jaką moc ma ciało. Czy w takiej sytuacji ważne jest to, jaki mam brzuch?

Czy to znaczy, że kompleksy nie pojawiają się w dorosłym życiu?
Oczywiście, że się pojawiają, jednak częściej potrafimy sobie z nimi poradzić. Zmiany w ciele związane z upływem czasu najtrudniej jest zaakceptować kobietom, które zbudowały swoje poczucie wartości na stereotypie atrakcyjności zewnętrznej. Jest jednak mnóstwo przykładów na to, jak świetnie dojrzałe kobiety sobie z nimi radzą. Gdy mamy już uformowaną tożsamość i samoświadomość, radykalna zmiana wyglądu nie musi być destrukcyjna. Osoba dojrzała, u której występują zmiany w wyglądzie wywołane na przykład kuracją hormonalną czy chemioterapią, zazwyczaj potrafi się w tym odnaleźć, jeśli kontaktuje się z istotą swojej wartości jako osoby i kobiety. Dziś jest dużo literatury na ten temat, są fundacje i grupy wsparcia, za pośrednictwem Internetu łatwo bardzo szybko znaleźć osoby w podobnej sytuacji. Znam wiele pozytywnych przykładów, obracam się w środowisku kobiet z chorobami nowotworowymi i widzę, jak zmienia się świadomość kobiet. Dzisiejsze czterdziestolatki są skoncentrowane na tym, żeby odzyskać zdrowie i dbać o jakość życia, a wygląd jest przejawem dbania o siebie, a nie ocen. Owszem, pojawiają się związane z nim trudne uczucia, ale nie determinują one ważniejszych w sytuacji choroby spraw. Zdecydowanie bardziej destrukcyjne i mocniej wpływające na życie wydają mi się kompleksy wyniesione z młodości, z którymi żyjemy, nie zdając sobie sprawy, skąd się wzięły. Wywołują poczucie bezradności, bo mocno wrosły w naszą tożsamość.

A jak dojrzałe kobiety radzą sobie z doświadczeniem mastektomii, która oznacza utratę atrybutu kobiecości, jakim jest pierś? Znowu – to zależy. Są kobiety, które będą dążyły do zakamuflowania zmian, i takie, które będą je podkreślać – jako symbol tego, czego doświadczyły. Prowadziłam projekt dotyczący seksualności
Cancer Sutra”, którego symbolem była naga kobieta z tatuażem w miejscu piersi, ogolona na łyso i w szpilkach. Nawet osoby, które decydowały się na rekonstrukcję piersi, wskazywały, że ta postać najlepiej odzwierciedla kobietę, która nie wstydzi się tego, jaka jest. Myślę, że sama, gdybym miała nowotwór piersi, to jeszcze 15 lat temu za konieczność uznawałabym chodzenie w peruce i rekonstrukcję piersi. Teraz, wzorem innych, wiedziałabym, że mam wybór. Prawdopodobnie nadal prowadziłabym zajęcia, nie wstydziłabym się choroby i kupowałabym odjazdowe czapki. Kwestie wyglądu byłyby drugorzędne wobec troski o jakość życia. Nie wiem, czy dokonałabym rekonstrukcji piersi, znając mój charakter, niekoniecznie. To nie ma związku z wiekiem, bo kobiety w różnym wieku podejmują różne decyzje. I każda z tych postaw jest w porządku.

Co daje wolność od kompleksów?
Podstawą jest to, żeby czuć się ze sobą dobrze. Dla każdej z nas będzie to oznaczało co innego, bo każda ma osobistą historię i stosunek do własnego ciała oraz przypisuje inne znaczenie poszczególnym fragmentom ciała w relacji seksualnej. Niełatwo mi o tym mówić, bo wciąż uczestniczę w procesach odkrywania siebie przez kobiety, z którymi pracuję. Z fotografką Tamarą Pieńko stworzyłam projekt, w którym chciałyśmy pokazać kobiety w pełnym spektrum: po mastektomii, amputacjach, zmagające się z anoreksją i w rozmiarze XXL, na wózku, z zanikiem mięśni, w połogu, w ciąży... Każda z nich poddawała się sesji fotograficznej, ale nie po to, by komuś innemu pokazywać, jaka jest piękna (bo jest piękna!), ale bardziej by kontemplować siebie i swoją kobiecość. Z każdą z nich przeprowadzałam pogłębioną rozmowę, potem Tamara Pieńko fotografowała je nago w całości, łącznie z miejscami odbiegającymi od stereotypowych wzorców i częściami intymnymi. Uczestnictwo w tym projekcie było dla nas uzdrawiające. Stąd jego tytuł: „Wdzięczność”. Gdy obserwuje się różne przejawy kobiecej cielesności, wstyd i kompleksy wydają się zupełnie pozbawione sensu. Potrzeba czasu i pracy nad sobą, by dojść do tego wniosku, ale w którymś momencie staje się to oczywiste.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

#pieknobezfiltra - by każda osoba mogła być pewna siebie, będąc sobą

Kampania #pieknobezfiltra  (Fot. materiały prasowe)
Kampania #pieknobezfiltra (Fot. materiały prasowe)
Ponad 50 proc. nastolatków stosuje filtry w mediach społecznościowych – alarmuje Dove, rozpoczynając projekt #pieknobezfiltra. Młodzi używają ich do cyfrowej korekty swojego wyglądu, który ma dorównać nierealnym kulturowym standardom i kanonom piękna. To negatywnie wpływa na ich samoocenę.

Pamiętacie kampanię Dove „Real Beauty” („Prawdziwe piękno”) sprzed kilkunastu lat? Na pewno. Pierwszy raz w reklamie zobaczyliśmy prawdziwe modelki - z szerokimi biodrami, rozstępami, zmarszczkami, piegami. Wtedy nikt jeszcze nie znał pojęcia "ciałopozytywność". A innowacyjna komunikacja marki produkującej kosmetyki głównie dla kobiet, rozpoczęła walkę z wykreowanym przez media ideałem kobiecego ciała, które wpędza zwłaszcza nastolatki w kompleksy. Dove zapraszając do swojej kampanii „zwykłe” osoby, chciało zerwać z kanonem doskonałej sylwetki oraz idealnej buzi. Działanie firmy było odpowiedzią na badania, z których wynikało, „że wiele kobiet w Polsce ma problemy z samoakceptacją oraz poczuciem własnej wartości. Większość z nich ulega stereotypom. Kampania rozpoczyna się od pytania o definicję prawdziwego piękna. - czytamy na stronie marki. W ten sposób Dove chce zwrócić uwagę opinii publicznej na fakt, że prawdziwe piękno nie zależy od kształtu, wieku, koloru ani rozmiaru.”

Od pierwszej kampanii społecznej zainicjowanej przez komercyjna markę (Dove) na rzecz pozytywnego postrzegania swojego ciała minęło 17 lat. Od tamtego czasu wiele globalnych firm również zmieniło swój kanon piękna w kampaniach - nawet Victoria Secret w 2019 r zatrudniła pierwszą modelkę plus size (Ali Tate-Cutler). Nadzieję na zmianę nieustannie daje też ruch „body positive”, którego celem jest odcięcie się od świata pełnego photoshopa i sztucznych, nieosiągalnych ideałów piękna. To trend, który zachęca, by żyć w zgodzie ze sobą, z tym, co dostaliśmy od natury, w pełnym poszanowaniu dla zdrowia, ale mówić „nie” dyktowanym przez reklamy kanonom. Chodzi o zmianę sposobu myślenia o sobie - przez pryzmat tego kim jesteśmy, co robimy i kochamy, a nie tego ile ważymy, czy mamy siwe włosy albo trądzik.

Jednak najnowsze globalne badania* z 2020 r. przeprowadzone przez Dove dotyczące samooceny i poczucia własnej wartości młodych ludzi pokazują bardzo niepokojące dane. Filtry dostępne w mediach społecznościowych i aplikacje do edycji zdjęć radykalnie wpływają na sposoby wyrażania siebie za pomocą obrazu. Młode osoby nie chcą pokazywać, jak wyglądają naprawdę. Wszystko po to, by dorównać definicji idealnego piękna, które nie jest osiągalne w prawdziwym życiu. To źle wpływa na ich samoocenę - obniża ją. Aż 80 proc. nastolatków do 13. roku życia korzysta z aplikacji do edycji zdjęć zmieniających wygląd, by dorównać nierealnym stereotypom piękna. 77 proc. młodych ludzi próbuje zmienić lub ukryć przynajmniej jedną część swojego ciała przed publikacją zdjęcia w mediach społecznościowych. Z badań wynika, że istnieje zależność pomiędzy presją związaną z kreowaniem wizerunku w mediach społecznościowych, a poczuciem własnej wartości: 52 proc. nastolatków, którzy spędzali od 10 do 30 minut na edycji swoich zdjęć, miało niskie poczucie wartości swojego ciała. Młodzież z niższą samooceną swojego ciała chętniej przerabia swoje zdjęcia (56 proc.) niż młode osoby z wysoką samooceną (42 proc.).

Co istotne, ankietowani przyznali, że gdyby zdjęcia w mediach społecznościowych w większym stopniu pokazywały, jak wyglądamy naprawdę na co dzień, czuliby się pewniej. 61 proc. nastolatków chciałoby, aby świat bardziej skupiał się na tym, kim są, a nie na tym, jak wyglądają.

Kim jestem? 

„Odwrócone Selfie” to film, który pokazuje problem presji, jakiej poddawani są młodzi ludzie w mediach społecznościowych. Prezentuje on etapy robienia „selfie” – uwidacznia, w jaki sposób młodzi ludzie korzystają z narzędzi do edycji zdjęć, które kiedyś dostępne były tylko dla profesjonalistów. Dziś wystarczy naciśnięcie jednego przycisku, by zupełnie zmienić swój wygląd na zdjęciu zrobionym we własnym pokoju. W rezultacie może ono przypominać to z profesjonalnej sesji modelek. Gdy ze zdjęcia zostają zdjęte wszelkie filtry, okazuje się, że przed ekranem telefonu nie stoi dorosła kobieta, a nastoletnia dziewczynka.

Pokochajcie siebie! Poradnik

We współpracy z Centre for Appearance Research (University of West England), największą na świecie instytucją badawczą zajmującą się rolą wyglądu i obrazu ciała w życiu ludzi, Dove przygotował poradnik „Pokochajcie siebie!”. Ma on stanowić wsparcie dla rodziców, nauczycieli i wychowawców, dostarczając wskazówek, jak młodzież może korzystać z mediów społecznościowych w sposób pozytywny i kreatywny.

Poradnik „Pokochajcie siebie!” jest dostępny do pobrania bezpłatnie na stronie Dove.com/pewnoscsiebie

W poradniku znajdziesz m.in:

  • konkretne porady, jak uczynić media społecznościowe zdrową i bezpieczną przestrzenią, w której można się rozwijać;
  • porady dotyczące akceptacji własnego ciała;
  • informacje dotyczące tego,  jak zrozumieć cyfrowe zniekształcenia, jak unikać pułapek porównywania się, jak nauczyć się rozpoznawać reklamy;
  • wskazówki jak radzić sobie z nękaniem w internecie;
  • rozdział o tym, kiedy rodzinne przekomarzanie się, niewinne żarty stają się nękaniem;
  • konkretne porady dotyczące tego, jak język może kształtować akceptację własnego ciała;
  • lekcje jak nauczyć swoje dziecko wyrażać się pozytywnie o swoim ciele;
  • wskazówki jak wspierać swoje dziecko, gdy mierzy się z dokuczaniem i nękaniem z powodu wyglądu;
  • porady dotyczące nauki celebrowania indywidualności. 

*Research conducted by Edelman Data & Intelligence, a global, multidisciplinary research, analytics and data consultancy between November and December 2020 in the USA with 568 girls aged 10-17 and 2,008 women aged 18-55

 

  1. Styl Życia

Odchudzanie zastąpiłam akceptacją siebie - 12 rad Karoliny Szaciłło

Zamiast kalorii lepiej liczyć wartości odżywcze. (Fot. iStock)
Zamiast kalorii lepiej liczyć wartości odżywcze. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia

Spójrz w lustro. Co widzisz? Czy podoba ci się ten obraz? Czujesz niechęć i niesmak? Kto wie, być może nawet twój widok cię odrzuca. 

Jak pisze bliski mi mędrzec w "Świętowaniu ciszy": "Akceptacja czegoś, czego nie lubisz, może okazać się trudna. Z pewnością jednak da się zaakceptować odrobinkę tego - maleńki atom. Przekonasz się, że w chwili, kiedy zaakceptujesz jeden atom, zajdzie zmiana. (...) Choć rzeka jest bezmierna, wystarczy jeden łyk, aby ugasić pragnienie. Choć na ziemi jest obfitość pożywienia, wystarczy mały kęs, aby zaspokoić głód. Potrzebujesz zaledwie odrobinki. Przyjmij w życiu odrobineczkę wszystkiego - to właśnie przyniesie ci spełnienie". Tobie też polecam ten zabieg. Zaakceptuj choćby niewielki "atom siebie".

Myśl i mów dobrze o sobie, również o swoim ciele. Spoglądaj w lustro i za każdym razem odnajduj w sobie coś pięknego...
'Większość ścisłych diet w rzeczywistości jest nieskuteczna, ponieważ są one wynikiem postawy nienawiści do siebie, obrzydzenia do tłuszczu lub niechęci wobec siebie i swoich słabości, przez które tłuszcz odłożył się w naszym ciele. Postawa taka wywołuje pragnienie zagłodzenia ciała po to, aby ukarać umysł. Ciało będzie się czuło wygłodzone podczas każdej drastycznej diety, a ponieważ nie lubi takie być, samoistnie będzie się starało uruchomić tkanki, które potrzebują najwięcej energii, spowalniając w nich procesy metaboliczne, co przyczyni się do wolniejszego spalania tłuszczów - tłumaczy Robert Svoboda w "Prakriti - odkryj swoją pierwotną naturę".

W pokonywaniu tej niechęci do siebie pomagało mi m.in. wspomniane spoglądanie z miłością i akceptacją w lustro. Była to jedna z wielu technik, dzięki którym odnalazłam moją drogę do równowagi. W efekcie (ubocznym) schudłam ponad 25 kg. Poniżej cały zestaw zasad, którymi się kierowałam. Już w tym miejscu zaznaczę, że poniższego zestawienia nie powinieneś traktować jeden do jednego. Przede wszystkim wsłuchaj się w siebie. Skorzystaj z tych punktów, które poczujesz całą sobą!

Ustawiłam swój nowy cel. Utratę wagi zastąpiłam akceptacja siebie. Przestałam walczyć ze sobą i swoimi kilogramami!
1. Wyrzuciłam swoje tzw. ubrania motywacyjne, czyli za małe jeansy, które miały mnie mobilizować do schudnięcia. Tak naprawdę działały odwrotnie. Z każdym tygodniem, miesiącem i rokiem wpadałam w coraz większe poczucie winy, że nie udaje mi się wrócić do mojej upragnionej sylwetki.

2. Do codziennej, porannej rutyny włączyłam masaż ciała najlepiej ciepłym (ale nie gorącym) olejem sezamowym (zima i jesień), kokosowym (lato) lub ich mieszanką (wiosna). W trakcie masażu szczególną uwagę zwracałam na to, aby spoglądać i odnosić się do swojego ciała z akceptacją oraz miłością. Masaż olejem trwa około 10-15 minut. Po masażu możesz przepłukać ciało wodą. Olej doskonale nawilża, ale również oczyszcza oraz rozgrzewa (sezamowy) ciało. Z powodzeniem zastępuje balsam.

3. Zmieniłam optykę patrzenia na moje menu. Wyszłam z przestrzeni muszę się zdrowo odżywiać. Zaczęłam robić i jeść tylko te rzeczy, na które mam ochotę.

4. Biorę odpowiedzialność za własne samopoczucie i ciało. Przez lata z łatwością wpadałam w kolejne gotowe diety obiecujące szybką i bezbolesną utratę wagi. Dlaczego? Bo w momencie porażki mogłam łatwo przerzucić odpowiedzialność.

5. Zaczęłam układać mój jadłospis, kierując się smakiem. Smak jest prezentem od natury. Naszym wewnętrznym kompasem, który w pierwotnej postaci wskazuje to, co nam służy. Jeśli spożywane jedzenie, nawet najzdrowsze, nam nie smakuje, nie jesteśmy w stanie dobrze go strawić. Co za tym idzie - nie wchłaniamy składników odżywczych.

6. Obserwuję emocje towarzyszące jedzeniu. Staram się nie siadać do posiłku zła, smutna lub pod wpływem stresu. Emocje również wpływają na nasze trawienie. Przed posiłkiem (np. w pracy) dobrze jest przejść się na krótki spacer, zmienić otoczenie i wyczyścić głowę z myśli.

7. Jem, kiedy rzeczywiście jestem głodna. Nie najadam się na wszelki wypadek. Udało mi się zaobserwować, kiedy głód wynika z rzeczywistej potrzeby organizmu, a kiedy jest tzw. głodem emocjonalnym.

8. Nie chodzę głodna. Nie oszukuję też mojego organizmu wodą, herbatą, czy np. kilogramami spożywanych owoców w zastępstwie głównego posiłku. Ajurweda podkreśla, że głód wywołuje lęki. Te ostatnie, jak już wspominałam, zaburzają trawienie i wchłanianie składników odżywczych.

9. Przestałam odżywiać się intelektualnie. To jeden z 7 sposobów odżywiania, który wyróżnia makrobiotyka. Ten typ odżywiania opiera się wyłącznie na sugestiach innych osób, na tym, co przeczytamy, również na przynależności do określonej grupy (np. osób będących na diecie surowej).

10. Odżywiam się w sposób, który makrobiotyka nazywa wolnym. Słucham się siebie i swojej intuicji. Wybieram to, co rzeczywiście mi służy i czego do zachowania zdrowia potrzebuje moje ciało, dusza oraz umysł.

11. Liczę wartości odżywcze, a nie kalorie. Nadwaga często wiąże się z niedoborami składników odżywczych. W takiej sytuacji organizm domaga się dodatkowej porcji jedzenia. Liczy na to, że w ten sposób uzupełni niedobory. Im więcej wartości odżywczych przyswoisz, tym mniejszy głów będziesz odczuwać.

12. Ajurweda doprecyzowuje godziny jedzenia poszczególnych posiłków. Ustalenie takiego rytmu dnia może być pomocne (ale niekonieczne) w trakcie odchudzania. I tak śniadanie staram się jeść między 7 a 9. Obiad w godzinach popołudniowych (od 12 do 14). Pamiętaj, że jest to najważniejszy posiłek dnia. Kolację w wersji idealnej zjadam przed zachodem słońca. Możemy jednak ogólnie przyjąć, że optymalnie należy ją spożyć między godziną 17 a 19 i najpóźniej 3 godziny przed snem. W kwestii godzin jedzenia poszczególnych posiłków słuchaj się jednak przede wszystkim siebie i własnego zegara biologicznego.

Więcej w książce:

  1. Psychologia

Jak budować zdrową niezależność? - 7 kroków

To, w jaki sposób wyrażasz swoje emocje, jak się zachowujesz, rozumujesz i reagujesz, to jak się ubierasz i jaki jest rodzaj twojej wrażliwości – to wszystko tworzy niepowtarzalny obraz tego, jaka jesteś. (Fot. iStock)
To, w jaki sposób wyrażasz swoje emocje, jak się zachowujesz, rozumujesz i reagujesz, to jak się ubierasz i jaki jest rodzaj twojej wrażliwości – to wszystko tworzy niepowtarzalny obraz tego, jaka jesteś. (Fot. iStock)
Obniżona samoocena powoduje, że opinie z zewnątrz stają się ważniejsze niż nasze odczucia. Jak sprawić, aby nasze poczucie własnej wartości zaczęło rosnąć, a wpływ otoczenia nabrał właściwych proporcji?

1. Weź za siebie odpowiedzialność

To jeden z 6 filarów poczucia własnej wartości, teorii stworzonej i rozpropagowanej przez Nathaniela Brandena. Co to oznacza w praktyce? Zrozumienie, że mamy jedno życie i że od nas zależy, jak je przeżyjemy. I że tylko my jesteśmy odpowiedzialni za to, co czujemy i co robimy. Jeśli za swoje pomyłki, nieudane związki czy niesatysfakcjonującą pracę obwiniasz innych, stawiasz się w roli ofiary. A przecież ostatecznie to ty i tylko ty dokonujesz wyboru. Rodzice naciskali, żebyś poszła na medycynę, a teraz żałujesz, że nie wybrałaś dziennikarstwa? Cóż, dokonałaś wyboru między własną satysfakcją a zadowoleniem rodziców. Pragnienie funkcjonowania w grupie nie zwalnia cię od wzięcia odpowiedzialności za swoje myśli, dążenia i działania. Nie będąc zależna od innych, poczujesz się nie tylko bardziej kompetentna, ale też staniesz się bardziej wiarygodna dla innych. Zamiast sprawnym, ale przeciętnym lekarzem będziesz doskonałym dziennikarzem.

2. Ćwicz asertywność

Wielu osobom kojarzy się z nawykiem mówienia „nie”, ale to tylko połowa prawdy. Inni uważają, że asertywność to ładna nazwa na szorstkie zachowanie lub egoizm. W istocie asertywność jest jedynie wyrażonym szacunkiem dla własnych potrzeb, uczuć i opinii. Brak asertywności jest lękiem przed zademonstrowaniem swojej odrębności. Jeśli masz z tym problem, zacznij od wyrażania swoich potrzeb w mniej drażliwych kwestiach, np. wyboru filmu w kinie czy dania w restauracji. Gdy dasz sobie prawo do wyrażania siebie, łatwiej będzie ci przyjmować odmienne zdanie, a także odmowę. Zrozumiesz, że nie musisz brać ich do siebie. A jeśli nie jesteś pewna swojego zdania w istotnej sprawie – zamiast przytakiwać od razu – zacznij mówić: „Daj mi chwilę, muszę to sobie przemyśleć”.

3. Twórz instrukcję obsługi siebie

To, w jaki sposób wyrażasz swoje emocje, jak się zachowujesz, rozumujesz i reagujesz, to jak się ubierasz i jaki jest rodzaj twojej wrażliwości – to wszystko tworzy niepowtarzalny obraz tego, jaka jesteś, stanowi cenny wkład w jakość grupy, którą tworzysz z innymi. Ale aby wiedzieć, co do niej wnosisz, musisz poznać siebie i swoje poglądy. Dlatego jak najczęściej pytaj samą siebie:
  • Co najbardziej lubię (jakie smaki, zapachy, kolory itd.)?
  • Co o tym sądzę?
  • Co zrobiłabym na jego czy jej miejscu?
  • Czego najbardziej się boję?
To może być świetna zabawa, niejedna własna reakcja może cię zaskoczyć. Najważniejsze, że w ten sposób tworzysz instrukcję obsługi siebie – przydatną innym, ale głównie tobie.

4. Praktykuj świadome życie

Może ci w tym pomóc Praktyka Obecności na bazie koncepcji Colina P. Sissona, medytacja, joga lub technika mindfulness – wszystkie one wyczulają na odbieranie sygnałów z własnego ciała oraz rewidowanie pojawiających się w głowie myśli. Kiedy twoje podejście do życiowych wyzwań opiera się na fabrykowaniu teorii spiskowych („na pewno wszyscy się dowiedzą o mojej pomyłce”, „jestem beznadziejna, nic mi się nie udaje”), twoja samoocena staje się krucha, a cudza opinia, szczególnie gdy dotyczy wrażliwych punktów, bywa niszcząca. Kiedy decydujesz się, by karmić się tylko pozytywnymi myślami i w bezpieczny sposób dawać ujście swoim emocjom (na przykład zadając sobie kluczowe pytania: Dlaczego mnie to tak zdenerwowało? Co mogę zrobić następnym razem, by bardziej nad sobą panować?) – spirala znowu idzie w górę i coraz mocniej ufasz sobie.

5. Określ swój życiowy cel

To nie oznacza, że masz podporządkować życie realizacji planu, który stanie się wypełniającą je ideą, usuwającą wszystko inne w cień. Chodzi raczej o zmianę myślenia z: „oby mi się udało nie popełnić błędu” na: „zrobię wszystko, by to, czego pragnę, stało się realne”. Pomyśl… Czy patrząc z perspektywy, widzisz, że zmiany w twoim życiu wyznaczyły decyzje, które podjęłaś, czy też sploty okoliczności? Gdy mamy skłonność do dryfowania, znacznie mniej zaufania pokładamy w sobie. Często więc czyjaś ocena sprawia, że zaczynamy wątpić, czy kierunek jest słuszny. Świadomość celu to pozytywna energia. Jeśli wiesz, że dla ciebie ważna jest rodzina i przyjaźń, albo chcesz tańczyć ponad wszystko, to nawet gdy ktoś mówi, że postępujesz głupio lub naiwnie – ty odpowiadasz mu, że gdyby nie marzyciele, Ziemia nadal byłaby płaska.

6. Zaakceptuj siebie

Jak powiedział Nathaniel Branden, „akceptacja jest odmową bycia swoim wrogiem”. Bo kiedy negujemy swoje myśli i zachowania, których nie lubimy, zazwyczaj nie przyznajemy się do nich. Gdy uważamy, że czegoś nie potrafimy – wycofujemy się lub udajemy, że jest inaczej. Kiedy nie podoba nam się nasze odbicie w lustrze, za małe oczy, za duży nos, za gruba lub za chuda sylwetka – staramy się to maskować ubraniem, makijażem. Choć próbujemy w taki sposób chronić siebie, robimy rzecz odwrotną – odrzucamy siebie. Przy takim nastawieniu każda krytyka, a nawet żart, stają się naprawdę raniące. Nie jest możliwe, aby mieć dobrą samoocenę i jednocześnie nie akceptować siebie.

7. Bądź wierna swoim zasadom

Jeśli twój wewnętrzny kodeks nie przyzwala na kłamstwa, a sama mijasz się z prawdą, by nie narazić się otoczeniu, to ma tu miejsce spory dysonans. W ten sposób znowu rezygnujesz z części siebie, by zyskać akceptację. Ale tracisz szacunek do siebie – ważny filar samooceny. Pamiętaj, że przestrzegając swoich zasad, uniezależniasz się od tego, co myślą o tobie inni.

Joanna Godecka: life coach, praktyk Integracji Oddechem i Integrującej Obecności. 

  1. Seks

Bywa silnym afrodyzjakiem, ale może też zatruć życie. Skąd się bierze wstyd w łóżku?

Wstyd to lęk, że nie mieszczę się w normie, jestem niewystarczający, coś jest ze mną nie tak. Ma to wyraźny związek z poczuciem własnej wartości. (Fot. iStock)
Wstyd to lęk, że nie mieszczę się w normie, jestem niewystarczający, coś jest ze mną nie tak. Ma to wyraźny związek z poczuciem własnej wartości. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
To nie sztuka wstydzić się, ważne, żeby robić to umiejętnie i kiedy trzeba. Wstyd bowiem bywa silnym afrodyzjakiem, ale może też zatruć nam życie i doprowadzić do poważnych zaburzeń w sferze erotycznej – mówi seksuolog Krzysztof Korona.

Wstyd potrafi zepsuć każdą przyjemność życia. Najczęściej dotyczy on ciała i seksu.
Nadmierny wstyd może doprowadzić do depresji i innych zaburzeń psychicznych, jest przyczyną nieśmiałości, samotności, uzależnień. A też bywa jednym z głównych powodów zaburzeń seksualnych. Wstyd to lęk, że nie mieszczę się w normie, że jestem niewystarczający, że coś jest ze mną nie tak. Ma to wyraźny związek z poczuciem własnej wartości. Pierwotnie wywodzimy się ze stada, a niedopasowanie do stada jest groźne, kończy się często śmiercią. Wstyd zwykle pojawia się, gdy przekraczamy jakieś ustalone normy, robimy coś, czego robić nie wypada.

W języku japońskim nie ma przekleństw pochodzących od nazw narządów płciowych czy od czynności seksualnych. U nas nawet słowo „srom”, termin medyczny używany przez lekarzy i seksuologów, w języku staropolskim znaczył „wstyd”.
Są też inne powody tego, że przy całym współczesnym liberalizmie produkujemy rzesze ludzi zawstydzonych. Najważniejszym z nich jest Internet, gdzie internauci próbują siebie pokazać w postaci wyidealizowanej. W sieci odbywa się wielka giełda, kto jak wygląda. Niektórzy są za swój wygląd chwaleni, większość jednak dostaje tak zwane hejty. Wszystko dzieje się wirtualnie, ale emocje są prawdziwe. Z moich doświadczeń jako terapeuty wynika, że kobiety najczęściej wstydzą się, że są za grube, bo wszędzie widzą szczupłe modelki, aktorki. I potem przeciętna kobieta boi się rozebrać przed facetem, który też napatrzył się na idealne sylwetki. Obawia się, że będzie wyśmiana. Ciekawe, że zdarzają się tu skrajne zachowania. Niektórzy, radząc sobie ze wstydem, przekraczają wszelkie normy, inni próbują w normie się zmieścić. Zapytałem swoje koleżanki seksuolożki, czego wstydzą się ich pacjentki. Okazuje się, że można wstydzić się nawet gołych stóp, palców u dłoni, częstym motywem jest pępek.

Czego najbardziej wstydzą się mężczyźni?
Narządów płciowych. Że penis jest za mały albo za duży, generalnie nie taki jak powinien. W gabinetach pacjenci opowiadają o przeżywaniu wstydu związanego z obawą i lękiem przed wyrażeniem swoich pragnień w intymnej sytuacji. Ludzie wstydzą się nie tylko wyglądu, ale też zapachu swojego ciała, że będzie obrzydliwy dla partnera. Żyjemy w świecie, który eliminuje naturalne zapachy, królują środki czystości. Ale partner, który pachnie tylko środkami czystości, może okazać się odpychający.

Na basenie faceci nie zdejmują kąpielówek pod prysznicem. Wstydzą się. Jednak o naszych czasach mówi się, że są bezwstydne, w filmach pokazuje seks już praktycznie bez osłonek. Nic z tego nie rozumiem.
Ponieważ to jest niekonsekwentne. Film ośmiela się pokazywać już wszystko, ale kochają się tam pary doskonałe. Ludzie porównują swój wygląd z tym idealnym. I do terapeutów coraz częściej przychodzą osoby z problemem nadmiernego skrępowania i wstydu, który pojawia się w czasie współżycia. Boją się, że ich partnerzy napatrzyli się na reklamy i filmy, więc będą wymagać od nich doskonałości. Nie każdy rodzi się piękny, czas również robi swoje. Wstyd rodzi się też z porównywania. Kiedyś ludzie nie wiedzieli za bardzo, jak wygląda nagie ciało. W epoce wiktoriańskiej para przy zbliżeniu nie obnażała się, małżonkowie zakładali nocne koszule z otworami.

Młodzi walczą z niepokojem, niepewnością, ile są warci, i stosują dwie taktyki – albo próbują się dostosować, albo wyróżnić odmiennością. Golą więc głowy, robią tatuaże, dziwnie się ubierają.
Niby wszystko jest dzisiaj dozwolone, ale mamy dyktaturę kultu doskonałości ludzkiego ciała. I narcyzm. Przy okazji przegapia się, że seks mamy też w głowie. Jeśli ktoś ma do siebie narcystyczny czy neurotyczny stosunek, często trafia do gabinetu terapeuty. Wstyd możemy podzielić na zdrowy i toksyczny. Toksyczny to taki, który zniewala, a subiektywnie odczuwany jest jak wszechogarniające poczucie własnej niedoskonałości. Jeżeli ktoś odczuwa toksyczny wstyd, to czuje się bezwartościowy, przegrany, że nie stanął na wysokości zadania. Toksyczny wstyd powoduje rozszczepienie „ja”. Rodzi poczucie izolacji i całkowitego osamotnienia.

Ale ryzykiem jest też bezwstyd, który może być powodem szukania coraz mocniejszych bodźców w seksie. Wstyd ostrzega, że być może przekraczamy jakieś granice.
Za bezwstyd ciała i obyczajów kobiety były kiedyś surowo karane, nawet palone na stosie. Epoka stosów była podszyta sadystyczną seksualnością inkwizytorów. Leczenie urazów związanych z zawstydzeniem to wielki problem. Silne zawstydzenie w czasie gry miłosnej może na zawsze uszkodzić psychiczny aparat delikatnej męskiej hydrauliki. Kobiety powinny być delikatne dla partnera, zwykle nie zdają sobie sprawy z tego, na jak kruchej podstawie stoi męskość. Czasami wystarczy jedno niezręczne słowo, by zgasić jego erotyczne możliwości. To się utrwala i jest katastrofa. Bliskość narządów płciowych i wydalniczych też stwarza problemy. Zdarza się u kobiet popuszczanie moczu przy orgazmie. Kobiety wstydzą się na przykład dźwięku powietrza wypychanego z pochwy w czasie stosunku.

Jak leczy się seksualne urazy?
Często pojawia się paraliżujący lęk przy następnym kontakcie, jeśli poprzedni był zawstydzający. A leczenie trwa miesiącami. Najgorzej, kiedy pierwsze urazy są nabyte już w dzieciństwie. I nie zawsze jest to związane z nadużyciami seksualnymi. Dla mnie nadużycie seksualne to też brutalne zawstydzenie dziecka w sferze intymnej. Była to do niedawna powszechna metoda wychowawcza. Mała dziewczynka onanizuje się, przyłapuje ją matka, więc krzyczy na córkę i ją zawstydza. To może wywołać uraz na całe życie.

Co mają robić rodzice, kiedy widzą, że dziecko dotyka miejsc intymnych?
Mam kłopot z prostą odpowiedzią. Dzieci bardzo często dotykają się z ciekawości, ale też szukają przyjemności. Jeżeli dziecko nie stwarza swoimi zachowaniami wielkich problemów, jeśli rozwija się normalnie, a sprawia sobie przyjemność, ocierając się przed zaśnięciem o łóżko lub dotykając miejsc intymnych, to można udawać, że nic się nie dzieje albo upomnieć dziecko, ale tak delikatnie, jak to możliwe: „To nic złego, ale lepiej tego nie robić, na pewno nie w sytuacji publicznej”. Podniesiony głos, trzaskanie drzwiami, kary, zawstydzenie to reakcje o wiele bardziej niebezpieczne. Od tego, czy wywołam w dziecku uraz, zależy jego przyszłość, nawet to, czy stworzy dobrą rodzinę.

Wstyd bywa też pożyteczny, bez cienia wstydu nie ma dobrego seksu. Jeśli w erotyce jest jakaś tajemnica, to warto ją celebrować i dawkować.
Wstyd jest częścią seksualnej przyjemności, pokonywanie go, oswajanie, gra nim to ważna część zabawy w seks. Kobieta, która celebruje swoje zawstydzenie i stopniowo się go pozbywa, jest dojrzała i świadoma. Mężczyźni szukają teraz takich kobiet. Wiele z nich czuje intuicyjnie, że lepiej dawkować siebie i nie odsłaniać się za szybko. Pokonywanie małych wstydów jest częścią dobrej erotyki, ale przede wszystkim sposobem na znalezienie partnera na stałe. Kobiety, które na pierwszej randce prezentują dużą swobodę, budzą u niektórych mężczyzn wątpliwości, czy będą wierne w małżeństwie. Mawia się: chcesz mieć wierną żonę, to wybierz sobie wstydliwą i bogobojną. Tylko z pozoru jest to seksualny mit. Kobieta wstydliwa, czytaj zalękniona, zakompleksiona, ma kłopot z nawiązywaniem znajomości. Nic więc dziwnego, że jest wierna i milczy, gdy staje się ofiarą przemocy seksualnej. Wstyd nie pozwala mówić o tym, czego doświadcza w sypialni. Ale to chyba nie jest nasze marzenie. Najlepiej, kiedy jest się gdzieś pośrodku, między wstydem a bezwstydem. Dotyczy to obu płci.

Krzysztof Korona, psycholog, psychoterapeuta, seksuolog, właściciel Kliniki Piękna Wewnętrznego „Wellness Psychotherapy”.

  1. Psychologia

W drodze poza kanon urody. Jak postrzegamy piękno swojego ciała?

Co kryje się za kompleksami i pogonią za idealnym pięknem? To, że w swoim ciele czegoś nie akceptujemy, może być cenną informacją, która płynie z naszej psychiki: jakaś wartość została przez nas zaniedbana. (fot. iStock)
Co kryje się za kompleksami i pogonią za idealnym pięknem? To, że w swoim ciele czegoś nie akceptujemy, może być cenną informacją, która płynie z naszej psychiki: jakaś wartość została przez nas zaniedbana. (fot. iStock)
Kanon kobiecej urody, różny na przestrzeni wieków, czy w różnych częściach świata. Niezmienne wydaje się zaś to, że kobiety wprost, lub nie wprost, mierzą się z nim na wielu etapach swojego życia. Większość z nas, choć przez chwilę, staje się niejako zakładniczkami owego kanonu.

Kanon kobiecej urody, różny na przestrzeni wieków, czy w różnych częściach świata. Niezmienne wydaje się zaś to, że kobiety wprost, lub nie wprost, mierzą się z nim na wielu etapach swojego życia. Większość z nas, choć przez chwilę, staje się niejako zakładniczkami owego kanonu.

Stwórz swój kanon

Waga, wzrost, wiek, sylwetka, rysy twarzy, kolor włosów lub odrostów, kształt dłoni, stóp czy płytki paznokciowej, kształt i wielkość piersi, osławiony stosunek talii do bioder – długo można byłoby wymieniać kolejne potencjalne punkty mapy kobiecego ciała, gdzie może manifestować się nasze niezadowolenie. Ale czy jest ono naprawdę „nasze”? Czy postanowiłyśmy je mieć, by w ten sposób „urozmaicić” sobie życie? Czy może zostałyśmy nim „obdarowane” i wciąż wierzymy w jego zniewalającą nas moc?

W odkryciu części prawdy na ten temat pomóc mogą następujące pytania:

  • Kiedy po raz pierwszy pomyślałyśmy lub poczułyśmy się choć trochę niepiękne?
  • Ile miałyśmy lat?
  • Jakie towarzyszyły temu okoliczności?
  • A jeśli do tej pory to się nie zdarzyło, to czy choć przez chwilę nie zagościł w nas strach o to, że któregoś dnia nasza uroda przeminie?
  • Czego się boimy?
Odpowiedzi powiedzą nam bardzo wiele na nasz temat. Mogą uświadomić nam, do jakich strategii uciekamy się w próbach bezskutecznego doścignięcia kanonu piękna.

A może, przewrotnie, w tej próbie bezskutecznego pościgu ku ideałowi kobiecego piękna tkwi ogromny potencjał? Może to szansa, by poznać swoje przekonania na temat własnego ciała? Wyruszyć w podróż, by odkryć ich źródło oraz sposób, w jaki nas krępują tu i teraz? Zaktualizować bazę danych dotyczących naszego ciała? Rozejrzeć się wokół siebie, odnaleźć osoby, które podobnie jak my, w jakimś szczególnym miejscu, mijają się z obowiązującym kanonem urody, a mimo to uznajemy je za piękne? I, co ważne, również odbieramy je jako swobodne, jeśli chodzi o ów „mankament”, bo zamiast ukrywać się przed światem, eksponują go? To okazja, by zamiast dopasowywać się, zacząć tworzyć swój własny kanon piękna – tworzony przez nas i na nasze potrzeby. Jaki może być pierwszy element naszego własnego kanonu? Co w naszym ciele nas zachwyca, choć w uznanym kanonie piękna nie figuruje?

Wybieraj z istniejącego kanonu

Ze stosunku do własnego ciała pośrednio wynika zawartość szaf. Parafrazując pewne powiedzenie, możemy stwierdzić: „pokaż mi swoją szafę, a powiem ci, co o sobie myślisz, choć pewnie o tym, nie wiesz".

Do naszych preferencji odzieżowych możemy podejść w opisany wcześniej już sposób. Możemy sprawdzić, czy nosimy określony krój bluzek, koszul czy spódnic, bo najbardziej je lubimy, czy może dlatego, że w ten sposób dobrze się maskujemy? Czy dobrze się czujemy w szarych ubraniach, czy może w głębi duszy skrywamy chęć, by założyć karmazynową sukienkę, tylko nie starcza nam odwagi, by zrealizować to marzenie? Mamy okazję, by dowiedzieć się, kto w nas jest ubierany, a kto ubiera? Czy ta para przyjaźni się, a może walczy? Kto w tej parze ma decydujące słowo? Na przykład, ktoś w nas chce dziś wyjść w balerinkach, a ten, kto ubiera, zmusza nas do szpilek, bo przecież inaczej nie wypada. To okazja, by poznać tego, kto kupuje ubrania, które spędzają cały swój żywot w szafie, bo ten, kto ubiera, ma ostatnie zdanie i nigdy nie pozwoliłby nam się w nie ubrać.

Kanon urody zdecydowanie nie musi być odniesieniem, w kontrze do którego budujemy swój własny. Może być również nieocenionym źródłem informacji o nas. Informacji, których właśnie w danym momencie życia potrzebujemy. W rzeczywistości nie zamartwiamy się z powodu pełnego wachlarza cech znajdujących się w kanonie. Przy odrobinie uwagi odkryjemy, że na kolejnych etapach życia, różne, ale nieliczne rzeczy zaprzątają naszą uwagę.

Fot. 123rf.com Fot. 123rf.com

Przypuśćmy, że wiemy już kto kogo ubiera i choć ubierająca i ubierana razem świetnie się bawią, wciąż marzymy o minimalistycznych sandałkach – podeszwa i trzy sznureczki z ozdobnym koralikiem. Doszłyśmy do perfekcji w pre­cy­zyj­nym, szybkim wyławianiu z otoczenia kobiet w takich sandałkach. Tylko wzdychamy tęsknie, bo nam wciąż coś nie pozwala ani ich kupić, ani nosić, ponieważ nasze stopy są „nietakie” – zbyt duże, zbyt małe, nieproporcjo­nalne palce itd. Zmienić czy wymienić ich nie sposób, a świadomość, że to tylko nasze przekonanie, na niewiele się zdaje.

To, co możemy zrobić, to wykorzystać kanon i odkryć, co się w danej chwili kryje za tym myśleniem o stopach, ponieważ psychologicznie potrzebujemy „idealnych stóp” jak kania dżdżu. Znajdźmy odpowiedź na pytanie: jak wyglądają idealne stopy, których właścicielka nosi takie sandałki? A może w przyrodzie lub świecie baśni znajduje się zwierzę bądź postać o jeszcze bardziej idealnych stopach? Czy możemy na chwilę wyobrazić sobie, że się nimi stajemy, by odkryć, co jest istotą tych stóp i jaka istotna wartość się z nimi łączy? A wszystko to, by zbadać, w jaki sposób potrzebuję wesprzeć te wartości w sobie, zadbać o nie, czy bardziej świadomie z nich korzystać.

Na te pytania nie ma jednej poprawnej odpowiedzi. Nawet jeśli wiele kobiet uzna problem stóp za swój, to każda z nas dokona innego odkrycia, ponieważ każda z nas potrzebuje czegoś innego. Hipotetycznie może okazać się, że jeszcze bardziej idealne stopy ma kot (małe, drobne, delikatne, sprężyste), a ich istotą jest lekkość, gracja, wdzięk i precyzja. Pozostanie odpowiedzieć sobie na pytania: jak mogłybyśmy zadbać o poczucie lekkości, gracji i wdzięku w naszym życiu? Czy i gdzie potrzebujemy być bardziej precyzyjne? Finalnie może okazać się, że nie mamy już problemu z kupnem i noszeniem minimalistycznych sandałków lub stracimy całkowicie zainteresowanie nimi, ponieważ istotne było odebranie wiadomości, która dla nas była ukryta w „idealnych stopach”. Kanon urody? Bądźmy przeciw, a nawet za!

Piękna czyli prawdziwa

Nie musimy być biernymi ofiarami kanonu piękna. Możemy przyjrzeć się, w jaki sposób determinuje on nasze myślenie o sobie i działanie – a potem, przebierać, wybierać i decydować. Możemy świadomie sprzeciwiać się mu, budując własny. Możemy odkrywać informację ukrytą we wszelkich niedoskonałościach, które przyciągają naszą uwagę, by się rozwijać i odkrywać nieznane części nas samych.

Możemy również wyjść poza każdy kanon. I z pewnością każdej z nas przydarzyło się to nie raz, nawet jeśli tylko na chwilę. Odwołajmy się do naszego doświadczenia. Czy nieprzerwanie ubolewamy z powodu wieku, długości i kształtu nóg, gdy robimy to, co kochamy? Czy jakikolwiek kanon piękna dyktuje nam swoje warunki, gdy oddajemy się pasji? Czy czujemy się ograniczone przez naszą wagę, wzrost czy sylwetkę, gdy realizujemy marzenia? Czy w ogóle mamy świadomość istnienia jakiegokolwiek kanonu, gdy spędzamy czas z przyjaciółmi i ukochanymi przez nas ludźmi. I co my na to, że nasz partner lub partnerka kocha w nas również wszystkie niedoskonałości, więcej, że nie miał lub nie miała pojęcia, że to w ogóle jest mankament?

Jesteśmy piękne, gdy jesteśmy prawdziwe, gdy nie udajemy kogoś, kim nie jesteśmy. Gdy mamy odwagę odkrywać swoje potrzeby i marzenia oraz realizować własne plany. Gdy kochamy i dajemy się kochać. Gdy troszczymy się nie tylko o innych, ale i o siebie, i im także pozwalamy zatroszczyć się o nas. Dbajmy o nasze marzenia i relacje z ważnymi dla nas ludźmi. Ruszmy poza kanon urody – nie ustawajmy w odkrywaniu, kim jesteśmy w ogóle i kim jesteśmy dziś.

Dorota Cendrowska: psychoterapeutka i coach. Od prawie dwudziestu lat zajmuje się pracą z ludźmi. Jest członkiem zespołu psychoterapeutów i coachów PoRozumienie.