1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Wymyślaj świat! - ćwiczenia na kreatywność

Wymyślaj świat! - ćwiczenia na kreatywność

fot.123rf
fot.123rf
Myślisz, że zdolnością tworzenia obdarzeni są artyści: poeci, malarze i muzycy? Nie – twórczość drzemie w każdym z nas, nawet jeśli zupełnie tego nie podejrzewamy. Sięgnij po swoją kreatywność.

1. Usiądź wygodnie albo jeszcze lepiej się połóż. Zamknij oczy i wyobraź sobie siebie za 20 lat: co robisz, jak się czujesz, z kim się przyjaźnisz, gdzie pracujesz? Następnie otwórz oczy i zapisz to sobie. Będzie do czego wrócić.

2. Jeśli lubisz rysować, siądź z czystą kartką z bloku rysunkowego i stwórz na niej wizję, która rozbudzi twórczy potencjał. Naszkicuj na przykład miasto zakupoholików.

3. Weź kartkę papieru i stwórz łańcuch skojarzeń. Do wybranego słowa (takiego jak stół czy lampa) dopisz wyraz, który ci się z nim kojarzy, a do wymyślonego wyrazu kolejne skojarzenie. Taki łańcuch może wyglądać na przykład tak: piekarnik – ciepło – Słońce – gwiazda – Droga Mleczna. Postaraj się tworzyć takie łańcuchy w wolnych chwilach. Im dłuższe, tym lepiej.

4. Rozejrzyj się i wybierz zwykły przedmiot znajdujący się w najbliższym otoczeniu. To może być torba, okulary albo na przykład but. Ułóż w myślach jego definicję. Niech zaczyna się od: „Torba jest…”. Na początku będzie ci przychodzić do głowy jedynie najprostsze rozwiązanie. Po sformułowaniu tej najprostszej definicji przejdź do tworzenia następnej. Skończ dopiero, gdy uda ci się wymyślić co najmniej piętnaście.

5. Zawsze, gdy coś wydaje ci się pewne, skoncentruj się i spróbuj odpowiedzieć sobie na pytanie: a co byłoby, gdyby prawdą było coś przeciwnego? Mając do czynienia z zagadnieniem, poświęć chwilę na zorientowanie się, co w tym przypadku jest realnym problemem, a co nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

6. Zadaj sobie pytanie: co byś zrobił, gdyby ten problem był dwa razy większy albo bardziej dotkliwy?

7. Zawsze możesz się zastanowić, co zrobiłby twój ulubiony bohater w tej sytuacji.

8. Jeśli masz zwierzę, rozmawiaj z nim. Opowiedz o swojej sytuacji. Zapytaj o radę – czasem trudno o lepszego stratega! Posługuj się techniką odwróconej burzy mózgów. Nie pytaj, „co zrobić, żeby zarabiać więcej pieniędzy?”, ale postaw pytanie: „co zrobić, by nie zarabiać więcej pieniędzy?”.

9. Rozwiązuj zagadki i łamigłówki. Kup scrabble albo zestaw sudoku.

10. Weź jakąkolwiek książkę z półki i otwórz ją na chybił trafił, wskazując konkretny wyraz. Następnie znajdź związek między tym słowem a problemem, nad którym się zastanawiasz.

11. Oderwij się od rzeczywistości i pomyśl czasem jak autor powieści science fiction. Co by się działo, gdyby nie było grawitacji? A może telepatia naprawdę istnieje?

12. Jeśli przed tobą ambitny cel, a ty nie wiesz, jak się do tego zabrać, zastanów się, komu przed tobą udało się coś podobnego i w jaki sposób.

13. Wspaniałe, twórcze pomysły przychodzą w najmniej oczekiwanych momentach. Noś przy sobie notesik i notuj, kiedy tylko coś ciekawego przyjdzie ci do głowy. W ten sposób możesz szukać pomysłu na własną firmę albo idei, w jaki sposób spędzić wymarzone wakacje.

Danie na dobre wymyślanie

Właściwie dobrana dieta pomoże ci osiągnąć wyżyny możliwości:
  • Pieczywo pełnoziarniste stymuluje mózg.
  • Wszystkie rodzaje orzeszków (laskowe, włoskie, ziemne czy pistacje) pomagają w myśleniu i pozytywnie wpływają na nasz nastrój.
  • Orzechy włoskie w blisko 20 proc. składają się z protein, zawierają też kwasy omega 3 oraz witaminę E i B6. Stanowią doskonałe wsparcie dla systemu nerwowego. Jedzenie orzechów włoskich łagodzi takie problemy jak bezsenność czy depresja.
  • Migdały wspierają proces zapamiętywania.
  • Świeżo parzona zielona herbata poprawia nastrój i pomaga przezwyciężyć zmęczenie.
  • Jajka nie tylko są bogate w proteiny, ale także wpływają na spowolnienie starzenia się mózgu.
  • Brokuły wpływają pozytywnie na funkcje poznawcze mózgu.
  • Czekolada – cóż może być lepszego? Zawarte w niej składniki poprawiają nastrój.
  • Woda pomaga myśleć efektywnie dużo bardziej niż kawa czy herbata. Normalny człowiek powinien pić co najmniej 1,5 litra dziennie, ale prawdą jest, że im więcej, tym lepiej.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Kreatywność w pracy - co to znaczy i jak być kreatywnym na swoim stanowisku?

Kreatywność jest nam dzisiaj potrzebna bardziej niż kiedykolwiek. Zwłaszcza w sferze zawodowej. (Fot. Getty Images)
Kreatywność jest nam dzisiaj potrzebna bardziej niż kiedykolwiek. Zwłaszcza w sferze zawodowej. (Fot. Getty Images)
Kreatywność jest nam dzisiaj potrzebna bardziej niż kiedykolwiek. Zwłaszcza w sferze zawodowej. Na szczęście każdy może uwolnić w sobie wewnętrzne zasoby innowacyjnego myślenia. Czego potrzebujemy, żeby do nich dotrzeć – wyjaśnia psycholożka dr Lidia D. Czarkowska. 

Nieznana sytuacja, w której znaleźliśmy się w wyniku pandemii, wymaga dużej zmiany myślenia, zwłaszcza, że nie wiemy, co jeszcze nasz czeka w najbliższych miesiącach. Na czym będzie polegała ta nowa kreatywność?
Kreatywność ma swoje fundamenty, reguły i zasady, które są zawsze aktualne, natomiast wydaje mi się, że dziś powinniśmy przede wszystkim jeszcze mocniej rozwijać elastyczność, prężność (zwaną rezyliencją) i odporność psychiczną. Wszyscy znamy powiedzenie: „potrzeba jest matką wynalazków”, i wiele prawdy jest w tym, że sytuacja, w której musimy reagować w sposób przekraczający dotychczasowe zasoby czy strategie, motywuje do poszukiwania nowych rozwiązań – jednak pod warunkiem że zadbamy o swoje poczucie bezpieczeństwa. Kiedy doświadczamy lęku, niepokoju, trudno jest mieć szeroką perspektywę i myśleć innowacyjnie. Umysł skupi się raczej na zamartwianiu się i mnożeniu czarnych scenariuszy.

Jak się przed tym uchronić?
Dobrze sprawdzają się techniki antystresowe: oddechowe, medytacja uważności, praca z ciałem. Ważny dla naszego mózgu limbicznego jest ciepły, bezpieczny kontakt fizyczny, więc korzystajmy z możliwości przytulania się z domownikami. A na dłuższą metę po pierwsze, nie rezygnujmy z ruchu, nawet jeżeli miałoby to być parę ćwiczeń na macie na podłodze w salonie; po drugie, szukajmy w sobie czegoś, co pozwala na twórczą ekspresję, niekoniecznie związaną z pracą zawodową, jak malowanie czy muzyka; wreszcie po trzecie, dbajmy o kontakt z naturą, odcinając się od elektronicznych gadżetów. Dobry stan psychofizyczny jest kluczowy, dopiero potem przychodzi czas na stymulujące techniki mentalne, które pomagają rozszerzać perspektywę.

Kreatywność zawsze kojarzyła mi się z pracą zespołową, która dziś jest ograniczona. Czym więc zastąpić model burzy mózgów, do którego jesteśmy przyzwyczajeni?
Jest wiele narzędzi, które stymulują indywidualną kreatywność, także model indywidualnej burzy mózgów, który pozwala przejść przez cały proces zgodnie z regułami sztuki. Tak jak w klasycznym zespołowym modelu Osborna rozpoczyna się od fazy „zielonej” generatywnej, czyli tworzenia i zapisywania jak największej liczby pomysłów, nawet bezsensownych, z pilnowaniem, aby autokrytyk nam w tym nie przeszkadzał. Zatem jeśli mamy jakiś problem, wyzwanie albo zadanie do rozwiązania, to wypisujemy na kartce wszystko, co tylko przyjdzie nam do głowy, korzystamy ze skojarzeń bliskich i dalekich, modyfikujemy, rozwijamy i uzupełniamy już zapisane idee.

Robimy listę pomysłów?
Nie, nie robimy listy ani w żaden inny sposób nie porządkujemy myśli. Kładziemy przed sobą kartkę papieru, najlepiej poziomo, co wynika z kształtu pola naszego widzenia, i w środku zapisujemy główny temat – a jeszcze lepiej symbolicznie rysujemy to, nad czym chcemy pracować. Następnie dookoła tej centralnej myśli w przypadkowej kolejności notujemy wszystkie pomysły, idee, skojarzenia. Pierwsze trzy do pięciu będą z gatunku oczywistych, jednak trzeba je wyrzucić z siebie i zapisać, żeby uwolnić zdolność do tworzenia nowych pomysłów, tych bardziej kreatywnych, innowacyjnych. Po wygenerowaniu kolejnych czterech–siedmiu możemy mieć poczucie wyczerpania, że już więcej nic nie przyjdzie nam do głowy − jednak trzeba to przetrzymać i założyć, że wypiszemy co najmniej 25−30 pomysłów. I dobrze jest podnosić sobie poprzeczkę, więc kiedy osiągniemy ten cel – dołożyć jeszcze kilka nowych. Następnie z tej puli, na przykład około 30 propozycji, niektóre rozwijamy, modyfikujemy, dodajemy.

Taka sesja kreatywnego myślenia powinna potrwać 20–30 minut, jednak nowe pomysły mogą nam przyjść do głowy po tzw. fazie inkubacji, czyli kilka godzin później, podczas snu, odpoczynku czy nazajutrz. Dlatego w klasycznym modelu burzy mózgów jest czas na ich późniejsze zgłaszanie (skrzynka na idee), natomiast w przypadku procesu indywidualnego dobrą praktyką jest druga sesja kreatywna, także około dwudziestominutowa, kiedy na przykład po dwóch dniach wracamy do kartki i notujemy nowe rozwiązania. I dopiero wtedy jest czas na tzw. fazę „czerwoną” z modelu Osborna, czyli analizę krytyczną i eliminowanie pomysłów nieużytecznych, nieadekwatnych, nierealnych.

Jakie inne narzędzia możemy wykorzystać w pracy indywidualnej? 
Bardzo ciekawą techniką jest tzw. stół mistrzów. Polega ona na wyobrażonym zaproszeniu do stołu po kolei dowolnej liczby znanych nam osobiście lub nie osób, a nawet postaci fikcyjnych z książek czy filmów, i poproszeniu każdej z nich o trzy złote rady dotyczące problemu, który mamy rozwiązać. Wśród wirtualnych gości może być nasz autorytet z dzieciństwa, ulubiony nauczyciel, osoba, która jest ekspertem w danej branży, rezolutny pięciolatek czy mistrz kung-fu albo Yoda z „Gwiezdnych wojen”. Ta technika należy do często używanych i budzących kreatywność narzędzi coachingowych.

Coraz więcej osób pracuje zdalnie, jedni są bardziej zdyscyplinowani, inni zarywają noce, bo rano trudno im się zebrać... Czy godziny pracy mają znaczenie dla kreatywności?
Zdaję sobie sprawę z różnic indywidualnych, osobistych preferencji oraz wymogów otoczenia, bo nie zawsze jesteśmy panami swojego czasu – dowiedziono jednak, że jeśli zaśniemy o 22 i wstaniemy o 5.30, to przez kilka porannych godzin będziemy bardziej kreatywni. Proces koncentracji koncepcyjnej przebiega w cyklach czasowych, okres efektywnej pracy wynosi 90 minut i jest to tzw. tryb ultradialny. I jak wskazują badania długoterminowe z udziałem osób, które pracują w zawodach twórczych – od programistów po artystów – optymalnie jest zrobić trzy cykle półtoragodzinne przed południem, potem półtora-, dwugodzinną przerwę ze spacerem lub aktywnością, która kompletnie odrywa nas od wcześniejszego działania, i jeśli jest taka potrzeba, to maksymalnie jeszcze dwa cykle po południu. Jednak popołudniowa intensywna praca nie powinna być standardem, bo efektywnie możemy pracować przez pięć, sześć godzin i lepiej nie przeciążać systemu. Po południu dobrze jest wykonywać rzeczy rutynowe, na przykład odpowiadać na maile.

Jak przebiega ten 90-minutowy cykl?
Tryb ultradialny składa się z około kwadransa rozruchu, godziny bardzo dobrej aktywności i kwadransa kończącego, który warto wykorzystać na przejrzenie tego, co zrobiliśmy, czy drobną korektę. Pierwsze siedem do 15 minut może się nam wydać jałowe, jednak w tym czasie mózg wyznacza ogólną wizję działania. Niektórzy przygotowują plan w punktach, inni po prostu myślą o tym, co będą robić, ale nic konkretnego na monitorze czy na papierze nie powstaje. Potem zaczynamy pracować i wpadamy w stan głębokiej koncentracji, do tego stopnia, że tracimy subiektywnie poczucie upływu czasu. To tzw. flow, który przeważnie trwa między 60 a 70 minut. Kiedy kątem oka sprawdzamy, która godzina i uświadamiamy sobie, ile czasu minęło, to jest to pierwszy znak spadającej koncentracji. Jednak utrzyma się ona na wysokim poziomie jeszcze przez 10–15 minut, więc mamy dość czasu, by skończyć myśl, dopisać akapit, coś poprawić.

Po upływie 90 minut koncentracja zdecydowanie maleje, ponieważ mózg zużył tlen i węglowodany. Potrzebujemy przerwy. Z badań fizjologicznych wynika, że optymalnie powinna ona trwać około 20 minut. W tym czasie trzeba poruszać się, pooddychać głębiej, żeby uaktywnić krwiobieg, dostarczyć do mózgu substancje odżywcze oraz dotlenić się. To jest również czas, żeby coś zjeść, jednak nie co półtorej godziny, bo to zdecydowanie za często. Dobrze też zrobić gimnastykę oczu, czyli choćby popatrzeć w przestrzeń za okno. Po takiej przerwie możemy aktywnie i płodnie pracować przez  kolejne 90 minut.

Podobno rutyna zabija kreatywność, jednak wielu twórców przyznaje się do starych rytuałów. Na czym to polega?
To bardzo indywidualna sprawa, bo rzeczywiście niektórzy mogą się skoncentrować na pracy tylko wtedy, kiedy mają na sobie marynarkę albo spięte włosy z tyłu lub podciągnięte rękawy koszuli. Są też tacy, którzy nawet siedząc samemu przed komputerem, zmieniają ubranie do pracy, a potem przebierają się w domowy strój, żeby symbolicznie rozdzielić te dwie sfery. Inni wypracowują sobie z kolei mały gest na początek i na koniec cyklu pracy, może to być podniesienie rąk do góry czy po porostu klepnięcie dłonią w biurko. To działa na zasadzie skojarzeń, jako rodzaj bodźca kinestetycznego. Jeśli w sposób naturalny tworzymy pewne rytuały, żeby się czuć komfortowo i bezpiecznie, to może nam to pomóc. Jednak nie jest to konieczne i jeżeli umiemy skoncentrować się, zaangażować, być uważnym, zmotywowanym bez takich zewnętrznych atrybutów, to nie ma co tworzyć „niepotrzebnych bytów”. Zawsze warto mieć na biurku pod ręką wodę mineralną w bezpiecznym kubku „niekapku” – często pracując w twórczym zapale, zapominamy o odpowiednim nawadnianiu organizmu.

Takie "niepotrzebne byty" to dla niektórych także nieporządek na biurku. Inni bronią się argumentem, że twórczy bałagan im pomaga. Po której stronie tego starego sporu stoi nauka?
Z perspektywy klasycznego podziału temperamentów na przykład sangwinicy naturalnie otaczają się wielością rzeczy, choć według innych może to sprawiać wrażenie chaosu. Oni nazywają to właśnie twórczym bałaganem. Sangwinicy w takich warunkach nie czują się zagubieni i zasadniczo nie tyle wiedzą, co czują, gdzie co jest. Przynajmniej dopóki nie wpadną w panikę, gdy muszą szybko odnaleźć jakiś ważny dokument. Natomiast szczególnie melancholicy przez porządkowanie otoczenia porządkują też swój stan psychiczny. To ich uspokaja i przywraca poczucie sprawstwa, komfortu. Potrzebują nawet jakiegoś systemu: porządkują kolorami, fakturą, wielkością...

Zatem z jednej strony jest to kwestia indywidualna, z drugiej jednak dowiedziono, że nadmiar przedmiotów na biurku może dawać efekt przytłoczenia i rozpraszać uwagę niezależnie od temperamentu. Jestem więc zwolenniczką tezy, żeby w przestrzeni bezpośredniej pracy mieć wyłącznie przedmioty związane z tym, czym się zajmujemy w danej chwili, żeby mózg nie uciekał do innych spraw.

No właśnie, ostatnio jesteśmy mocno bodźcowani, także dlatego, że wiele spotkań odbywa się w trybie online. Jak to wpływa na twórcze możliwości umysłu?
Uważam, że jeżeli ktoś jest dobrze połączony ze sobą na poziomie somatycznym i nie ignoruje sygnałów płynących z ciała, to będzie umiał ochronić się przed takim przeciążeniem. Po kilku spotkaniach online może na przykład wprost organicznie poczuć niechęć do oglądania wieczorem webinaru, nawet potencjalnie rozwojowego. Poczuje, że ciało prowadzi go do ogródka czy na spacer, żeby złapać równowagę. Jeśli natomiast nie nauczyliśmy się szanować komunikatów organizmu, to możemy faktycznie nie dostrzec przesytu, aż w końcu ciało zacznie reagować na przewlekły stres bólami, napięciem mięśni, problemami skórnymi, zaburzeniami snu czy łaknienia. W tym miejscu wracamy do podstaw, od których zaczęłyśmy, czyli że bez zadbania o wewnętrzną równowagę trudno rozbudzić w sobie pokłady kreatywności.

Lidia D. Czarkowska (fot. archiwum prywatne) Lidia D. Czarkowska (fot. archiwum prywatne)

Dr Lidia D. Czarkowska, psycholożka, trenerka, mentorka i coach. Od ponad 20 lat wspiera rozwój ludzkiego potencjału. Założycielka i dyrektorka w latach 2010-2018 Centrum Coachingu i Mentoringu Akademii Leona Koźmieńskiego, obecnie kierownik studiów podyplomowych "Coaching Profesjonalny" w ALK.

  1. Styl Życia

Małżeństwo seniorów z Tajwanu zachwyca świat swoją kreatywnością i luzem

Na zdjęciach Chang Wan-ji i Hsu Sho-er - najbardziej znana para seniorów z Tajwanu. (Fot. montaż ujęć z instagramowego profilu Want Show As Young)
Na zdjęciach Chang Wan-ji i Hsu Sho-er - najbardziej znana para seniorów z Tajwanu. (Fot. montaż ujęć z instagramowego profilu Want Show As Young)
Tajwańskie małżeństwo osiemdziesięciolatków znalazło kreatywny sposób na przypomnienie klientom swojej pralni o nieodebranych ubraniach. Przy okazji zdobyli ogromną popularność w mediach społecznościowych. 

Ona ma 84 lata, on 83. Są właścicielami pralni na Tajwanie. Zostali gwiazdami Instagrama, gdy w mediach społecznościowych opublikowali kilka zdjęć, na których pozują w ubraniach zalegających od wielu lat na zapleczu ich pralni. W ciągu miesiąca zdobyli pół miliona fanów. Dzięki akcji Want Show As Young jeden klient odebrał swoje rzeczy, które zostawił do czyszczenia ponad rok temu.

Wirtualne szaleństwo na punkcie małżeństwa osiemdziesięciolatków zaczęło się ponad trzy tygodnie temu. W połowie lipca instagramowy profil Want Show As Young obserwowało dziesięć tysięcy osób . To imponująca liczba, zważywszy zarówno na zaawansowany wiek seniorów (gdy średnia wieku użytkowników tej platformy to 18-34 lata), jak i liczba opublikowanych na ich profilu zdjęć (zaledwie dziewiętnaście). Kilka dni temu liczba obserwatorów wzrosła do pond 600 tysięcy!

https://www.instagram.com/p/CDJZ4GWntZ2/?utm_source=ig_web_button_share_sheet

Chang Wan-ji i Hsu Sho-er to najbardziej znana para seniorów z Tajwanu. Na co dzień pracują we własnej pralni Wansho, a po godzinach pozują w nieodebranych przez klientów ubraniach, których przez lata zebrało się całkiem sporo.

Pomysłodawcą instagramowego projektu Want Show As Young jest Reef Chang, nieoficjalnie stylista, a prywatnie wnuk tajwańskiego małżeństwa osiemdziesięciolatków.

W czasie lockdownu spowodowanego pandemią koronawirusa, dziadkowie pana Chang trochę się nudzili. Wtedy pojawił się pomysł na niezwykłą sesję zdjęciową, która jednej strony miała uprzyjemnić czas seniorom, z drugiej w zabawny sposób przypomnieć klientom pralni o nieodebranej przez nich odzieży i niezapłaconych rachunkach za usługę. Na zapleczu Wansho zaczęło brakować już miejsca. W stertach piętrzą się setki ubrań, niektóre z nich czekają na swoich właścicieli od ponad dziesięciu lat.

Okazało się, że osiemdziesięciolatkowie zachowują się wyjątkowo swobodnie przed obiektywem aparatu i pozują jak zawodowi modele. Ich zdjęcia z powodzeniem mogłyby pojawić się na łamach znanych modowych miesięczników o modzie. Także dlatego, że małżonkowie wyglądają doskonale w ubraniach wyciągniętych z magazynu pralni, a stylizacje przygotowane przez ich wnuka idealnie wpisują się w najgorętsze trendy sezonu.

Na jednym z opublikowanych zdjęć pan Wan-Ji (160 cm wzrostu) ma na sobie obszerną marynarkę w kratę, biały T-shirt, do tego szare spodenki przed kolano i sportowe buty. Pani Sho-er (155 cm wzrostu) w plisowanej spódnicy maksi zestawionej z musztardową marynarką oraz z zielonymi dodatkami ( modna torebka nerka oraz beret) wygląda jak prawdziwa influencerka z Instagrama. Na fotografii, która zebrała ponad osiemdziesiąt tysięcy polubień, seniorzy pozują w oversizeowych beżowych garniturach (najmodniejsza barwa wakacyjnego sezonu) i czarnych Conversach.

Małżeństwem seniorów z Tajwanu zachwycił się cały świat. Popularność, którą zyskali przede wszystkim dzięki publikacjom na łamach The New York Times oraz BBC, niezmiernie ich zaskoczyła. Reef Chang nie spodziewał się międzynarodowego sukcesu, ale nie ukrywa, że bardzo cieszy go zainteresowanie jego dziadkami. Po pierwsze dlatego, że zaczęli otrzymywać mnóstwo pozytywnych wiadomości z całego świata. Po drugie, osoby, które odwiedzają pralnię zatrzymują się w niej chwilę dłużej, aby porozmawiać z seniorami. Po trzecie państwo Chang mają nadzieję, że zainspirują tym samym starsze osoby na Tajwanie i całym świecie do większej aktywności. To lepsze niż siedzenie przed telewizorem czy drzemka - powiedział w wywiadzie dla The New York Times pan Chang - Może się starzeje, ale na pewno nie czuję się staro!

Kilka dni temu pralnię Wansho odwiedził człowiek, który ponad rok temu zostawił do wyczyszczenia swoje ubrania. Odebrał rzeczy, o których zapomniał i w końcu uregulował zaległy rachunek. W magazynie zostało jeszcze mnóstwo sukienek, garniturów, spodni i koszul, które czekają na swoich właścicieli. Zanim zostaną odebrane, na profilu państwa Chang może pojawić się jeszcze dużo inspirujących stylizacji i świetnych zdjęć.

  1. Styl Życia

Wszyscy jesteśmy twórcami z natury. Obudź w sobie kreatywność

Bycie artystą w swoim życiu to głównie zmiana sposobu myślenia, wyjście poza schemat. Czysta przyjemność i zabawa.(Fot. iStock)
Bycie artystą w swoim życiu to głównie zmiana sposobu myślenia, wyjście poza schemat. Czysta przyjemność i zabawa.(Fot. iStock)
Kreatywności nie trzeba się uczyć, wystarczy ją odblokować, obudzić, by móc w pełni realizować swój potencjał. To możliwe w każdym wieku – twierdzi Julia Cameron, autorka bestsellerowego poradnika „Droga artysty. Jak wyzwolić w sobie twórcę" – jedyne, co trzeba zrobić, to otworzyć się na siebie.

Jest pani pisarką i autorką scenariuszy filmowych, jednak największą sławę przyniósł pani… poradnik. To sukces, czy na jakimś poziomie czuje się pani niespełniona?
Teraz już mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem, że to sukces. Czuję się spełniona. „Drogę artysty...” kupiły miliony osób na całym świecie. Byłabym niewdzięczna, nie szanując tego. Ale z początku zupełnie tego nie rozumiałam, nie brałam pod uwagę, że to może być moja główna ścieżka kariery. Czasem trzeba po prostu nie opierać się, tylko płynąć z tym, co się pojawia. Ta sytuacja nauczyła mnie pokory.

Czym tłumaczy pani popularność tej książki?
Udało mi się najwyraźniej dotknąć czegoś ważnego i ponadczasowego. Dziś kreatywność to modne słowo, są setki książek i warsztatów na ten temat. I nic dziwnego – zaczynamy rozumieć, że tworzenie jest naszym największym życiowym powołaniem i wyzwaniem jednocześnie. Wtedy, pod koniec lat 80., borykałam się z poważnym kryzysem twórczym, ale nie było żadnych poradników na ten temat, gotowych recept. A ja czułam się wypalona, nie miałam pojęcia, co mam dalej robić ze swoim życiem. Przestałam mieścić się w systemie, nie godziłam się na to, że prawa rynku sztuki zmuszają artystów do chałtur, robienia rzeczy pod publiczkę. Moja kreatywność gasła dławiona oczekiwaniami z zewnątrz. Próbowałam różnych ścieżek, by odnaleźć siebie, szukałam po omacku, eksperymentowałam na sobie. I powoli coś zaczęło się otwierać, choć niekoniecznie w dziedzinie sztuki. Zaczęłam się dzielić moimi przemyśleniami i ćwiczeniami z grupką znajomych, którzy podobnie jak ja cierpieli na kryzys twórczy. Zareagowali niesamowicie: wszyscy poczuli dopływ sił i zaczęli na nowo tworzyć. Zaczęłam robić takie kursy i miałam coraz więcej chętnych. Po kilku latach wydałam książkę… Zanim się obejrzałam, uczenie innych, jak odzyskać twórczą moc, stało się moim głównym zajęciem.

Podobno nauczyć możemy kogoś tylko tego, co sami przeszliśmy.
Jestem tego pewna. Co ciekawe, niejako przy okazji szukania kreatywności znalazłam się na ścieżce duchowej. Odkryłam, że duchowość i tworzenie są ze sobą nierozerwalnie związane. Otwierając się na duchowość, stajemy się twórcami, a przez tworzenie dotykamy w sobie boskości w jej najgłębszym wymiarze. A jest nią tworzenie właśnie. Przez lata moje rozumienie twórczości ewoluowało. Dziś już nie myślę o artyście jako o kimś, kto tworzy dzieło konkretną techniką. Widzę, że kreatywnym projektem może być rodzina, dom, własny biznes – albo po prostu życie. A sensem życia jest znalezienie swojego środka wyrazu, który pozwoli nam zaangażować siebie w pełni, użyć do tego swoich unikalnych talentów. W tym sensie dążenie do tworzenia jest najgłębszym pragnieniem człowieka. Wołaniem serca, duszy. Wszyscy szukamy twórczego spełnienia, czyli połączenia ze swoją boskością. Choć brzmi to górnolotnie, w gruncie rzeczy jest proste. Myślę, że to właśnie przyciąga ludzi do mojej książki. Proponuję kilka konkretnych kroków, które pomagają to odkryć.

Jakie to kroki?
Najważniejsze są trzy praktyki: dziennik poranny, artystyczna randka i spacerowanie.

To nie brzmi specjalnie twórczo…
Wiele osób tak reaguje. Jak takie zwyczajne rzeczy, w dodatku wcale nieangażujące twórczego potencjału, mają im pomóc rozwinąć kreatywność? A jednak pomagają. Mam na to setki dowodów. To nie polega na jakichś zaawansowanych technikach. Technik i naukowych dowodów domaga się jedynie nasz logiczny umysł. Cały sekret polega na tym, że kreatywność KAŻDY ma w sobie, wystarczy się na siebie otworzyć i jej nie blokować. Ćwiczenia, które proponuję, polegają głównie na tym. Dziennik poranny to nic innego jak codzienne zapisywanie strumienia świadomości. Coś w rodzaju opróżniania głowy z myśli i uświadamiania sobie swojego stanu ducha.

Pani to robi?
Codziennie. Budzę się, idę do kuchni, nalewam sobie duży kubek zimnej kawy, siadam w fotelu i piszę. Uwielbiam te chwile. Duże znaczenie mają dla mnie detale. Kolor atramentu, notatnik, w którym piszę. Dawno zrozumiałam, że musi być odpowiednio duży, żebym mogła się rozwinąć w tym pisaniu. Problem z małymi notatnikami jest taki, że podświadomie ograniczamy rozmach myśli, by się zmieścić na stronie. Lubię, żeby papier był odpowiednio gruby, mięsisty, by długopis nie prześwitywał, lubię fizyczne odczucia, jakie daje mi pisanie w nim. Nie ma w tym nic przypadkowego, nie ma pośpiechu.

Nie używa pani laptopa?
Tylko do pracy. A to coś zupełnie innego – rodzaj medytacji, spotkania ze sobą. Ważne jest pisanie odręczne. To bardziej intymne. Poza tym na komputerze piszemy zwykle wolniej albo szybciej, niż myślimy, co powoduje, że wkrada się do tego procesu analizowanie i ocenianie. A chodzi o to, by w miarę możliwości puścić kontrolę myślenia i spisywać to, co w danej chwili mamy w głowie. Bez cenzury i bez poprawiania. Pisanie dla samego pisania nie ma nic wspólnego ze sztuką. Ale ma wiele wspólnego z miłością. W tym procesie chodzi o bycie akceptującym świadkiem siebie samego. Kiedy zapisuje pani te trzy strony rano – bo to mają być trzy strony dziennie, nie mniej – to jest trochę tak, jakby z miotełką w ręku zaglądała pani do różnych zakamarków siebie i wymiatała stamtąd różne rzeczy. I jednocześnie dawała znać wszechświatowi: to lubię, to mi się podoba, a tamto nie. Tym jestem, a taka nie jestem. Tego chcę, a to mi się nie podoba. W ten sposób wysyłamy telegram do naszych muz, które przynoszą natchnienie. Takie wylewanie siebie na papier przełamuje różne blokady, nie tylko pisarskie. Udrożnia myślenie, otwiera nas na samych siebie, oswaja z tym, co w nas siedzi.

Czyta pani potem te wpisy? Zagląda do nich?
Nie. I nie o to chodzi.

Ale słyszałam, że je pani trzyma. Po co?
Są intymnymi świadkami mnie, zapiskami chwili, a nie wydarzeń, raczej emocji i przemyśleń, potrzeb, stanów ducha. Ale szczerze mówiąc, nie wiem. Mam już kilkadziesiąt takich dzienników. Są pięknie oprawione, jestem do nich przywiązana. Kiedyś myślałam, że przydadzą mi się, kiedy będę pisała pamiętnik czy biografię. Ale już napisałam, a pisząc, nawet do nich nie zajrzałam. Córka ma je spalić po mojej śmierci.

Więc to taka sztuka dla sztuki?
W sumie tak. Po mniej więcej dwóch tygodniach takiego pisania dołączamy kolejne ćwiczenie – artystyczną randkę. Polega na tym, że raz w tygodniu wybiera się pani gdzieś w pojedynkę. To może być muzeum czy galeria, ale też dowolne miejsce zupełnie niezwiązane ze sztuką. Można obejrzeć film, popatrzeć na rzekę z mostu czy poleżeć w parku na trawie i pogapić się w niebo. Jedyny warunek jest taki, by ten czas sprawiał pani radość, przyjemność, żeby doświadczyła pani czegoś nowego. Muszę powiedzieć, że na początku miałam trudności z wymyślaniem tych rzeczy, ale z czasem nauczyłam się uwielbiać moje randki, czekam na nie cały tydzień. Ostatnio byłam na wystawie fotografii, ale jeszcze przed oficjalnym otwarciem, bo autorka jest moją przyjaciółką.

Dlaczego w pojedynkę?
Jeśli idziemy na randkę z kimś, zwykle tej osobie poświęcamy większą część uwagi. A tu chodzi o to, by nawiązać relację ze sobą, zakochać się w sobie, a nie w kimś innym. Chcemy poznać swoje uczucia, reakcje, dowiedzieć się, co lubimy, co jest dla nas ważne, doświadczyć siebie w kontakcie ze światem. I nauczyć się to lubić. Z początku to może nie być łatwe, bo uczono nas, że inni są ważniejsi, więc zwykle skupiamy się na innych. Na ich potrzebach czy samopoczuciu. I nie umiemy być sami ze sobą. Podczas randki uczymy się zadawać sobie te pytania, które zwykle zadajemy komuś: „Jak się bawisz? Co ci się w tym podoba?”. I słuchać własnych odpowiedzi.

Zawsze lubiłam sama chodzić do kina. Moja przyjaciółka powiedziała mi jednak kiedyś: „Nie czujesz, że wszyscy myślą, że nie masz z kim iść?”. Dzięki niej zrozumiałem, że takie chodzenie w pojedynkę może być dla kogoś przekroczeniem wielu wewnętrznych ograniczeń.
Które ograniczają też naszą kreatywność. Trzymają ją pod kontrolą. Warto to sobie uświadomić. Nie ma nic złego w tym, że zjemy obiad w samotności. To może być bardzo przyjemne doświadczenie, pełne smakowania tego, co na talerzu, delektowania się widokami, zapachami. Można obserwować innych ludzi, myśleć o czymś interesującym. Kiedy idzie pani na randkę ze sobą, zaczynają się pojawiać myśli, inspiracje, skojarzenia, przeczucia. Można usłyszeć swój własny głos. Dla niektórych osób to olśnienie. Bo nigdy wcześniej tego głosu nie słyszeli. To droga do zakochania się w sobie, bo jak tu kochać siebie, jeśli nawet nie wiemy, kim jesteśmy? Praktykując dziennik poranny i randki, uczymy się żyć bardziej świadomie. Przełączamy się na inny kanał percepcji. Obok racjonalnego, logicznego głosu zaczynamy słyszeć głos intuicji, wolnych skojarzeń, znaków, przyjemności.

A spacerowanie?
To zwyczajny półgodzinny spacer. Najlepiej codziennie, a minimum dwa razy w tygodniu, by dać sobie czas na integrację tego wszystkiego, co się pojawiło. Spacer jest rytmiczny, angażuje ciało, dotlenia mózg. Można po porostu sobie pochodzić albo iść na spacer z konkretnym tematem. Ja zawsze kiedy mam problem czy trudności z decyzją, idę się z tym przejść. Kiedy wracam – mam gotowe rozwiązanie. Angażując ciało, zaczynam mieć dostęp do pokładów wiedzy inaczej niedostępnych. Nie mam pojęcia, jak to działa, ale też nie czuję takiej potrzeby. Jest takie angielskie wyrażenie body of knowledge (dosł. ciało wiedzy, czyli całość wiedzy). Mało kto zdaje sobie sprawę, że można to rozumieć dosłownie. W ciele jest ukryta wiedza, świadomość, do której nie mamy dostępu innym kanałem niż poprzez ciało. Zdecydowanie nie jest ona dostępna logicznemu umysłowi. Spacer jest najprostszym sposobem zaangażowania ciała i tej wiedzy w nasze życie. Za pomocą omówionych trzech praktyk można obudzić w sobie artystę. Nie tylko żyć bardziej twórczo i świadomie, ale też realnie odnaleźć w sobie nowe powołanie czy talent. Mnie się to zdarzyło. Kiedy miałam 45 lat, zaczęłam tworzyć piosenki.

Wcześniej pani nie próbowała?
Nie. Nie lubiłam śpiewać, nie znałam zapisu nutowego. Dlatego, kiedy pewnego ranka napisałam w dzienniku zdanie: „Będziesz pisać piosenki”, bardzo się zdziwiłam i dopisałam: „Ha, ha, czyżby?”. Wydawało mi się to oczywiste, że gdybym miała talent muzyczny, wiedziałabym o tym, bo jakoś by się wcześniej przejawił. Okazało się, że nie mam racji. Jakiś czas później pojechałam do przyjaciółki, która mieszka w Górach Skalistych. Siedziałyśmy razem nad potokiem i napawałyśmy się widokami, kiedy usłyszałam, jakby w głowie coś mi śpiewało. To była pierwsza linijka piosenki. A potem pojawiła się reszta. Pomyślałam: „O rety, to cała piosenka!”. Powiedziałam przyjaciółce: „Pomyślisz, że zwariowałam, ale słyszę w głowie piosenkę”. I zaśpiewałam jej. A ona miała ze sobą dyktafon i nagrała to. Sama nie wierzyłam, że to się wydarza. Od tamtej pory piszę piosenki. Są proste, ale dają mi dużo radości. To tworzenie w czystej postaci. Do tej pory nie upubliczniłam ich, nie mam takiej potrzeby. Może umieszczę je kiedyś na stronie. Życie jest niezwykłym doświadczeniem, jeśli się na nie otworzymy. Na moje warsztaty przychodzą ludzie nawet po osiemdziesiątce. Naprawdę nigdy nie jest za późno, by zacząć żyć twórczo i bardziej wyrażać siebie.

Podoba mi się, że tak otwarcie dzieli się pani swoją metodą. Zachęca pani ludzi, by robili takie warsztaty sami.
Napisałam tę książkę właśnie po to, by się tym dzielić. Czułam się artystką, na tym chciałam się skupić, a nie na uczeniu innych. Miałam nadzieję, że kiedy to wszystko spiszę i opublikuję, to się ode mnie odczepią i będę mogła zająć się sobą. Los ma jednak poczucie humoru. Dziś sensem mojego życia jest uczenie. Uwielbiam patrzeć, jak ludzie się budzą. Dla mnie budzenie w sobie artysty to przebudzenie do bardziej spełnionego, soczystego życia. Do radości. Ludzie tego nie rozumieją. Kiedy mówię na warsztacie, że mają do zrobienia jakąś pracę, nie kwestionują tego, tylko robią. Ale kiedy mówię, że chcę, by raz w tygodniu się pobawili, np. wybrali się na artystyczną randkę, pojawia się opór: jaki to ma sens, po co to. Wiele osób odmawia. To dla niech zbyt frywolne, głupie, strata czasu. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że cokolwiek osiągnąć można jedynie ciężką pracą. I trzeba za to zapłacić. Skoro więc zapłacili za kurs, poświęcają swój czas, chcą pracować nad swoją kreatywnością, a nie tracić czas na zabawy. Paradoks polega na tym, że właśnie takie myślenie, zamykanie się na spontaniczność, radość i zabawę najbardziej blokuje naszą kreatywność. Bycie artystą to przecież głównie zmiana sposobu myślenia, wyjście poza schemat. Czysta przyjemność i zabawa.

Julia Cameron – pisarka, poetka, autorka scenariuszy filmowych, żona Martina Scorsese. Pracowała z nim przy trzech filmach. Autorka wielu poradników, między innymi: "Droga artysty. Jak wyzwolić w sobie twórcę" i "Nigdy nie jest za późno na nowy początek". Jeździ po świecie z warsztatami i wykładami pomagającymi ludziom odzyskać kreatywność.

  1. Psychologia

Kreatywność – czym jest i jak zacząć myśleć twórczo?

W potocznym rozumieniu ograniczamy kreatywność do tego, co robią projektanci, artyści, pracownicy agencji reklamowych. Ale przecież nie tylko oni są twórczy... (Fot. iStock)
W potocznym rozumieniu ograniczamy kreatywność do tego, co robią projektanci, artyści, pracownicy agencji reklamowych. Ale przecież nie tylko oni są twórczy... (Fot. iStock)
Tryskający kilkoma pomysłami na minutę, co chwilę doznający olśnienia – tak według wielu powinien wyglądać idealny pracownik, człowiek kreatywny. O to, na czym właściwie polega twórcze myślenie, jak zwiększyć i co to jest kreatywność i czy w każdej pracy jest potrzebna – pytamy dr Lidię Czarkowską

, psycholożkę.

Warto odczarować pojęcie kreatywności jako daru niebios, owianego nimbem tajemniczości, zwanego natchnieniem i przypisywanego wielkim artystom. Kreatywność jest wpisana w naturę człowieka. Jako istoty myślące nie tylko reagujemy na to, co się dzieje w otoczeniu, ale też jesteśmy istotnym źródłem wszelkich innowacji i zmian.

Psychologia postrzega kreatywność z jednej strony jako element związany z naszymi wrodzonymi talentami i predyspozycjami, z drugiej – jako rodzaj umiejętności, którą możemy rozwijać. Są testy, które mierzą potencjał kreatywny człowieka, np. test Guilforda. Polega on na tym, żeby w ograniczonym krótkim czasie wymyślić różne zastosowania zwyczajnego przedmiotu, np. cegły. Ocenia się w nim tzw. płynność kreacyjną, czyli to, ile pomysłów ktoś wygeneruje, oraz tzw. giętkość adaptacyjną, czyli fakt, z jak różnych dziedzin pochodzą pomysły, co wyraża umiejętność wykorzystania różnorodnych właściwości cegły.

Zatem w jakim stopniu ten potencjał jest wrodzony, a w jakim można rozwijać naszą kreatywność? Oczywiście są pewne uwarunkowania genetyczne, jedne osoby „na starcie“ mają tego potencjału mniej, inne więcej, ale jesteśmy w stanie wzmacniać i rozwijać go przez ćwiczenia. Tak jak są skuteczne techniki uczenia się albo zapamiętywania, tak i istnieją techniki stymulowania kreatywności.

Na czym polegają takie ćwiczenia pobudzające kreatywne myślenie? Przede wszystkim chodzi o to, żeby rozluźnić krytycyzm oraz zwolnić się z myślenia, że coś jest niemożliwe, za drogie albo nie takie, jak powinno być – myślenie analityczne i myślenie krytyczne wymagają innych operacji mentalnych niż kreatywność i mogą ją blokować.

A jak wygląda sam proces kreatywności? Co to jest kreatywność w kontekście twórczego myślenia? Klasyczny łańcuch twórczego myślenia rozpoczyna się od fazy przygotowania, w której zbieramy dane potrzebne do rozwiązania jakiejś sytuacji i na poziomie intelektualnym staramy się świadomie wymyślać rozwiązania albo wygenerować pomysły. To jest żmudna praca i w końcu może pojawić się frustracja, czyli stan „nie da się“. A wtedy – zamiast walić głową w mur i wściekać się na siebie albo na świat –  można zrobić świadomą przerwę, zakładając, że jeżeli w tym czasie przyjdzie nam do głowy jakiś pomysł (co może się zdarzyć, ale niekoniecznie), to warto go zanotować. Niektórzy kładą nawet kartkę papieru koło łóżka, bo badania pokazują, że około trzeciej nad ranem z podświadomości uwalniają się albo niepokoje, które odrzucamy w ciągu dnia, albo genialne skojarzenia z tym, nad czym wcześniej pracowaliśmy. Ta dłuższa przerwa jest fazą inkubacji. Olśnienie może pojawić się właśnie w tym czasie albo gdy już wrócimy do pracy.

Kiedy już wypracujemy wiele rozwiązań, przychodzi czas na ich selekcję i weryfikację według kryteriów, które postawiliśmy sobie na początku.

Mówimy teraz o sytuacji indywidualnej, ale przyjrzyjmy się pracy w zespole. Jak powinna wyglądać burza mózgów według psychologii kreatywności? W klasycznej burzy mózgów Osborna zaczynamy od fazy kreatywnej (zielonej), podczas której generujemy pomysły. Wszystkie je zapisujemy i na tym etapie żadnego się nie ocenia. Potem następuje faza inkubacji i ważne jest, by w tym czasie funkcjonowało tzw. pudełko na pomysły spóźnione – może mieć formę skrzynki mailowej lub telefonicznej, do której przekazujemy rozwiązania, czy prawdziwego pudełka postawionego w dostępnym miejscu. Dobrą praktyką jest zrobienie po przerwie drugiej fazy kreatywnej, kiedy do wcześniejszych pomysłów dokładamy kolejne. I dopiero wtedy rozpoczyna się faza oceny przez ekspertów (czerwona). W fazie burzy mózgów 90 proc. pomysłów trafia do kosza, 10 proc. jest do przemyślenia i tylko 1 proc. będzie strzałem w dziesiątkę, ale tutaj spełnia się powiedzenie, że ilość przechodzi w jakość, bo bez tych 90 proc. słabych pomysłów nie powstałyby genialne rozwiązania.

Znana jest także metoda, choć rzadko stosowana, „indywidualnej burzy mózgu“, kiedy nie mamy do dyspozycji grupy, a chcemy przepracować jakiś temat. Praktycznie wygląda to tak, że siada się nad kartką i zapisuje wszystkie pomysły, jakie przychodzą do głowy. Naturalne jest, że na początku mózg generuje sporo pomysłów, ale należą one do kategorii oczywistych, ze zbioru „już o tym myślałem“. Potem przychodzi faza chwilowej blokady mentalnej, którą trzeba przeczekać, aż nadejdzie nowa fala, a wraz z nią pojawiają się pomysły mniej oczywiste. Robimy przerwę, po której wracamy do pracy kreatywnej i dopisujemy kolejne rozwiązania przed przejściem do ich weryfikacji.

Zwykle boimy się przerwać pracę, jeśli dobrze nam idzie. Pani mówi, że umysł potrzebuje takiej przerwy, jeśli zastanawiamy się, jak zwiększyć kreatywność. Tak, ale żeby doszło do inkubacji, czyli wylęgania się pomysłów, konieczna jest faza przygotowawcza. Musimy poznać i zrozumieć istotę problemu oraz zebrać wszystkie potrzebne dane.

Co sprzyja kreatywnemu myśleniu? Fundamentalne poczucie bezpieczeństwa, relaks, odprężenie. Jeżeli jesteśmy rozluźnieni i w dobrym nastroju, nasz mózg jest bardziej płodny, możemy się tym cieszyć i bawić, a dopiero potem oceniać poszczególne pomysły. Także otoczenie ma znaczenie  – kreatywność wspomagają otwarte, duże przestrzenie oraz możliwość pracy nie tylko przy biurku. I odwrotnie – źle zorganizowany open space albo praca w ciągłym kontakcie z innymi może u niektórych blokować proces twórczy, który przecież wymaga koncentracji uwagi. Dużą rolę odgrywa również pozycja ciała: inna jest pozycja marzyciela (odchylone ciało, otwarta postawa ciała, ręce założone za głowę), inna pozycja realizatora planisty (pochylony nad biurkiem) i jeszcze inna krytyka (postawa zamknięta, z założonymi rękami).

A jacy są wrogowie naszej kreatywności? Na pewno stres i zmęczenie. Jeżeli jesteśmy zdenerwowani i działamy pod wpływem silnych emocji, mózg schodzi na poziom działań instynktownych, podczas których testujemy stare, sprawdzone metody. Zabójczy dla kreatywności jest też strach. Czasami mówi się, że potrzeba jest matką wynalazków, z czego można by wnioskować, że jeżeli ktoś się boi, to wygeneruje więcej pomysłów. Nic bardziej mylnego, pracownicy zarządzani poprzez strach będą starali się przetrwać, a nie wymyślać coś nowego. Do pewnego stopnia wrogiem kreatywności jest również perfekcjonizm, bo wiąże się z nim precyzyjność, dokładność, powtarzalność i założony wcześniej stan do osiągnięcia. Istnieją badania potwierdzające, że osoby skłonne do perfekcjonizmu są zarazem bardziej zamknięte poznawczo i preferują struktury oraz powtarzalne sekwencje.

Kreatywność jest dziś odmieniana przez wszystkie przypadki. Czy bycie kreatywnym to konieczność i każdy powinien stale ćwiczyć kreatywne myślenie? Dużo się mówi o potrzebie kreatywności. Z jednej strony jest to prawda, bo świat jest na tyle zmienny i nieprzewidywalny, że pomysłowość i elastyczność są ważne, ale z drugiej – w wielu zawodach potrzebna jest powtarzalność, rutyna, precyzja, dokładność. Jeśli więc ktoś odnajduje się w takiej roli i dobrze czuje w środowisku, gdzie panuje ład – nie powinien na siłę zmuszać się do bycia kimś innym, bo będzie to ze szkodą i dla niego samego, i dla środowiska, w którym pracuje. Natomiast są osoby, które rutyna bardzo męczy i zniechęca. Warto, by sprawdziły, czy w ich pracy jest miejsce na ekspresję i generowanie pomysłów. Wymyślanie nowych rzeczy nas rozwija, ale nadmiar kreatorów w grupie bywa niebezpieczny.

Dlaczego niebezpieczny? Bo wtedy grupa niewiele rzeczy doprowadza do końca. Każda czynność składa się z trzech faz: generatywnej, wykonawczej i weryfikacyjnej. Gdybyśmy tylko kreowali i kreowali, nie byłoby czasu na spożytkowanie i zweryfikowaniem pomysłów. Są takie osoby, które sypią pomysłami jak z rękawa, ale nic nie kończą...

Kreatywność może więc być w pewien sposób przekleństwem? Trochę tak. Ale wszystko zależy od tego, jaki zawód wykonujemy. Jeżeli płaci się nam za przerzucanie się z idei na ideę, to super.

Wiąże pani potrzebę kreatywności ze zmiennością świata. Czy bycie twórczym pozwala łatwiej odnaleźć się w dzisiejszej rzeczywistości? Nie do końca… Kreatywność otwiera przed nami wiele różnych ścieżek i jeżeli ktoś puści wodze fantazji i chęci, to może potem doświadczyć sporo frustracji, bo nie będzie w stanie zrealizować wszystkiego, co wymyślił. Ważna jest więc także zdolność do odpuszczania pewnych rzeczy oraz domykania już rozpoczętych. To są kompetencje osobiste, które wynikają częściowo z predyspozycji wrodzonych, a częściowo z umiejętności nabytych i łączą się zwykle z tzw. odpornością psychiczną i rezyliencją, czyli umiejętnością radzenia sobie z sytuacjami, które wytrącają nas z równowagi.

Jak człowiek może pobudzać swoją kreatywność? Jest kilka prostych sposobów. Możemy tworzyć tzw. mapy myśli, czyli notatki nielinearne. Pośrodku kartki piszemy główny wątek czy temat, a dookoła rozrzucamy wolne skojarzenia. Potem szukamy dodatkowych skojarzeń i połączeń między tymi pojęciami. Jest też metoda „random entry“ – wytłumaczę ją na przykładzie zajęć ze studentami. Proszę ich o wyjęcie książek czy kolorowych gazet, które mają ze sobą. Losowo wybieramy kilka haseł z różnych źródeł, np. strona nr 3, wers 15, trzecie słowo od lewej strony, a potem szukamy, w jaki sposób łączą się one z tematem, nad którym pracujemy, jak inspirują nas do rozwiązania danego problemu.

W byciu twórczym pomagają także grafy, rysunki, bawienie się analogiami czy metaforami. W grupie może sprawdzić się metoda łańcuchowa, która polega na tym, że do danego elementu dokłada się albo zmienia jeden z parametrów i w ten sposób tworzy się zupełnie nowa jakość. Człowiek kreatywny umie kojarzyć ze sobą elementy, które innym się w żaden sposób ze sobą nie łączą. Ale to jest coś, czego można się uczyć...

Na przykład od dzieci, próbując odwzorować ich kreatywne myślenie? Dzieci są w naturalny sposób kreatywne, bo nie mają ograniczeń wynikających z przekazu społecznego, że czegoś się nie da albo czegoś nie wolno. Mają ciekawość i skłonność do eksplorowania, bo osoby starsze blokuje nie tylko ich wychowanie, ale też doświadczenia, rozczarowania czy nawyki. I chodzi właśnie o to, by dotrzeć to tej dziecięcej gotowości do podejmowania prób i traktowania błędów nie jako porażek, ale lekcji w nauce osiągania celów.

dr Lidia D. Czarkowska psycholożka, socjolożka, trenerka, coach i superwizor.  Wykładowczyni na studiach MBA w Akademii Leona Koźmińskiego i PAN

PRZYJACIELE TWÓRCZEGO MYŚLENIA – JAK ZWIĘKSZYĆ KREATYWNOŚĆ SZYBKIMI SPOSOBAMI?

  1.  NIEŁAD NA BIURKU Amerykańscy badacze, Anna Mikulak z Association for Psychological Science oraz Joseph Redden i Ryan Rahinel z uniwersytetu w Minnesocie, przeprowadzili badania z zakresu psychologii kreatywności, z których wynika, że praca przy wysprzątanym stanowisku wspiera konwencjonalne myślenie oraz zdrowe odżywianie, z kolei bałagan na biurku stymuluje kreatywność i innowacyjność.
  2. CHODZENIE PIESZO Wiel­kie myśli rodzą się pod­czas mar­szu – powiedział Nietzsche. Naukowcy z Uniwersytetu Stanforda dowodzą słuszności tego przekonania. Studenci, którzy podczas eksperymentu spacerowali po kampusie, mieli w tym czasie bardziej odkrywcze pomysły niż ich koledzy „przyklejeni do krzesła”. Co ciekawe, efekt kreatywności utrzymywał się przez kilka minut po zakończeniu ćwiczenia.
 

  1. Psychologia

Półkule mózgu - jak z nich korzystać, aby obudzić kreatywność? Za co odpowiada prawa półkula mózgu, a za co lewa?

Kreatywność to modne w ostatnich latach hasło. Aby mieć na nią większy wpływ trzeba  wiedzieć jak funkcjonują obie półkule mózgu. (fot. iStock)
Kreatywność to modne w ostatnich latach hasło. Aby mieć na nią większy wpływ trzeba wiedzieć jak funkcjonują obie półkule mózgu. (fot. iStock)
Mamy jeden mózg, ale dwie półkule, które są jak dwie odrębne osobowości. Pierwszą eksploatujemy bez umiaru, o drugiej zwykle zapominamy. Jak wykorzystywać w pracy obie?

Mamy jeden mózg, ale dwie półkule, które są jak dwie odrębne osobowości. Pierwszą eksploatujemy bez umiaru, o drugiej zwykle zapominamy. Jak wykorzystywać w pracy obie: lewą i prawą półkulę mózgu?

Beata od kilku lat pracuje na stanowisku account directora w interaktywnej agencji reklamowej. – Moim zadaniem jest „skanowanie” działań podwładnych. Motywuję ich do pracy i sprawdzam efekty – mówi. ­­– Rozmawiam z nimi, mamy często zebrania, e-mailuję, dzwonię. W mojej pracy liczy się przede wszystkim organizacja i kontrola. I co najważniejsze: pilnowanie budżetów kampanii oraz odpowiedzialność za zyski finansowe.

Zuzanna jest dziennikarką freelancerką. Pisze o sztuce, rozwoju duchowym, podróżach. Nigdy do końca nie wie, jakie zlecenie dostanie i ile pieniędzy wpłynie na jej konto. – Mojej pracy nie da się do końca zaplanować – opowiada. – Czasem okazuje się, że muszę za dwa dni wyjechać na drugi koniec Polski, bo mam się spotkać z artystą, który na weekend odwiedzi nasz kraj, albo wybieram się w podróż do miejsca, które opiszę. Niedziela czy poniedziałek – dla mnie nie stanowi różnicy. Każdy dzień tygodnia może być czasem odpoczynku lub pracy. Nigdy też nie przygotowuję się do pisania tekstów. Jadę gdzieś, siadam przed człowiekiem i rzeczy same się dzieją.

Beata w swojej pracy wykorzystuje lewą półkulę mózgu. Zuzanna wygląda na prawopółkulowca. Jak rozpoznać i wykorzystać w praktyce to, za co odpowiada prawa półkula mózgu, a do czego przydatna okaże się lewa?

Jak działają obie półkule mózgu?

Lewa półkula mózgu analizuje, porównuje, strukturalizuje. Działa według planu. Z kolei prawa półkula kieruje się intuicją, przeczuciami, wybiera to, co spontaniczne i kreatywne. Już w szkole wymaga się od nas hołdowania tym pierwszym wartościom. Jesteśmy odpytywani z konkretnych wiadomości, wymaga się od nas logicznego rozumowania a pamięci poznawczej wysoko stawia się poprzeczkę. Rozwój poprzez muzykę, taniec, zajęcia plastyczne czy pisanie bajek – jest marginalny. Takiemu systemowi edukacyjnemu w większości podlegamy. Kończymy szkoły, idziemy do pracy. I tu zazwyczaj ceni się w nas zdolność do planowania, zarządzania czasem, optymalizowania wysiłku, koncentrację na doskonale przemyślanych celach, za które jest odpowiedzialna lewa półkula mózgu. Liczy się zorganizowanie i przewidywalność. Tak jest najczęściej. W takich warunkach jesteśmy niemal zmuszeni, żeby korzystać tylko z lewej półkuli mózgu.

Prawa półkula ma zdolność do nagłych twórczych wzlotów, natchnienia, kompletnego niezaplanowania, podążania za podszeptami intuicji. Osoby, u których ta półkula jest bardziej aktywna, żyją chwilą, a nie pracą w rytmie życia korporacji. Pracują wtedy, gdy muza lata nisko nad ich głową, gdy jej nie ma, bez głębszego zastanawiania decydują się skopać ogródek lub ugotować zupę z białych warzyw, bo takie mają akurat w lodówce. Życie według schematycznego planu nie jest ich udziałem. Prawa półkula mózgu jest wrażeniowa i zmysłowa. Podczas słuchania piosenki lewa półkula rozumie słowa i analizuje tekst, podczas gdy prawa zachwyca się muzyką, czuje zawarty w niej emocjonalny potencjał, zaprasza nas do tańca.

– Nie można orzec, jaki sposób funkcjonowania jest lepszy: prawo- czy lewopółkulowy  – mówi Joanna Godecka, life coach. – Potrzebna nam jest logika i analiza, ale też kreatywność i spontaniczność. Uważam jednak, że jeśli zupełnie ignorujemy prawą półkulę, nie jesteśmy do końca spełnionymi i szczęśliwymi ludźmi.

Lewa półkula mózgu: nie przeceniaj jej!

Może jesteśmy trochę robotami. Tak najczęściej zachowujemy się w pracy, idąc dawno wytyczonymi koleinami, przetwarzając ciągle te same dane. Mało w nas odkrywczości. Joanna Godecka przytacza słowa Osho, który przestrzegał przed jednostronnym wykorzystaniem mózgu, opowiadając los przeciętnego lewopółkulowca. To człowiek sukcesu, wszyscy mówią, jak świetnie sobie radzi w życiu. To oznacza, że  między 30. a 40. urodzinami ma z reguły wrzody żołądka lub inną chorobę o podłożu stresogennym, koło 50. by-passy, a wkrótce bardzo wystawny pogrzeb, na którym dobrze go oceniają i mówią, ile wniósł do którejś z dziedzin nauki, biznesu, czegokolwiek.…

Dlaczego lewopółkulowiec musi tak skończyć? Bo pracuje bez umiaru, zapominając o tym, by wykorzystywać równomiernie obie półkule mózgu. Nie słyszy podpowiedzi prawej półkuli, która przemawia językiem emocji i subtelnych sygnałów płynących z ciała. Późniejszymi chorobami zaczyna płacić za napięcie nerwowe i nadmierne ambicje. Bo racjonalnemu umysłowi ciągle mało sukcesów. On jest ciągle niepewny, bo jego domeną jest aktywność, działanie. Zdominowany przez lewą półkulę mózgu ma zwykle tyle samo argumentów za, jak i przeciw. Nieustannie wymyśla, dowodzi, zaprzecza. Chce dowodów uznania, żeby poczuć się lepiej, pewniej.

– Działając lewopółkulowo, jesteśmy trochę ślepi i głusi – mówi Joanna Godecka. – Tak właśnie bardzo często zachowujemy się w pracy, w której wymaga się od nas jedynie konkretu, rzeczowości, dyscypliny, efektu, celowości i porządku. Ograniczając się do tego, nie wykorzystujemy pełni swojego potencjału. Swojej inteligencji, rozumnego myślenia nie wzbogacamy o wyobraźnię ani o doznania zmysłowe.

Prawa półkula to kreatywność i uwrażliwienie na sygnały płynące z ciała. To także lepszy kontakt z emocjami. (fot.123rf) Prawa półkula to kreatywność i uwrażliwienie na sygnały płynące z ciała. To także lepszy kontakt z emocjami. (fot.123rf)

Prawa półkula mózgu: jak ją obudzić?

Joanna Godecka tłumaczy, że prawą półkulę mózgu można uaktywnić bez wielkich rewolucji i konieczności wpadania do pracy tanecznym krokiem. Nie trzeba stawiać na głowie firmy i własnego życia. Najpierw warto sobie uświadomić, że to, co mamy w głowie: wiedzę, informacje, cyferki, nasze doświadczenia, przyzwyczajenia, to, co potrafimy i umiemy – to nie jest jedyny materiał, na którym możemy bazować. Zamiast tego warto połączyć możliwości, jakie daje nam lewa i prawa półkula, działając razem. Kreatywność można uwalniać w prosty sposób, uwrażliwiając się na bodźce prawopółkulowe. Czyli na zmysły: dotyku, zapachu, smaku, wzroku, słuchu.

– Jeżeli pracujemy nad jakimś projektem, który opiera się na konkretach, albo wykonujemy rutynowe działania, spróbujmy zafundować sobie jakąś stymulację prawej półkuli mózgu – radzi Joanna Godecka. – Dla jednych stymulatorem może być muzyka w tle: taka, która nie wybija z myślenia, ale w bardzo delikatny sposób wycisza i sprawia, że mózg zaczyna wytwarzać kreatywne fale alfa. Ci, którzy są wrażliwi na zapachy, bo te uruchamiają ich wyobraźnię, niech w pracy na biurku postawią sobie zapachową świeczkę lub nacierają nadgarstki ulubionym olejkiem. Tego typu działania odstresowują, co sprawia, że lewa półkula z pędzącymi tymi samymi torami myślami przestaje mieć władzę nad resztą naszego mózgu oraz ciała.

– Nie jest możliwe, aby wysiedzieć 8 godzin w pracy z potencjałem na najwyższym poziomie. Dlatego dla mnie fantastycznym pomysłem na to, by pobudzić swoją kreatywność, odkleić się od racjonalnego umysłu, jest potańczyć sobie w przerwie od pracy. Chodzi tu o taniec spontaniczny, nie schematyczny, taki w którym ciało samo odnajduje własny rytm – mówi Joanna Godecka, odwołując się do tego, za co odpowiada prawa półkula mózgu.

Kreatywność bazuje na wyobraźni

W jaki sposób uciszyć logikę? Rysować na przykład. Podczas zebrań gryzmolimy na kartkach nie tylko z nudów. Nasz mózg poszukuje w ten sposób drogi do własnej kreatywności. Porysuj więc sobie świadomie w przerwie od pracy. A jeśli masz to szczęście, że blisko biura znajduje się jakiś park, wyjdź, usiądź na ławce, wsłuchaj się w szum drzew, śpiew ptaków, poczuj zapach trawy. Bo odprężony umysł, wykorzystujący obie półkule mózgu, jest bardziej twórczy.

– Kreatywność jest możliwa tylko wtedy, kiedy jesteśmy w „tu i teraz” – mówi Joanna Godecka. – Kreatywność nie jest pracą koncepcyjną, bo koncepcje są odtwórcze. Gdzieś coś widzieliśmy, czegoś się nauczyliśmy i teraz te wiadomości przetwarzamy. Nie ma w tym spontanicznej radości, nowości, jakiegoś eksperymentu. Jesteśmy w bezpiecznym miejscu i korzystamy z tych klocków, które już znamy i wiemy, do czego służą. Natomiast prawdziwa kreatywność jest pójściem krok dalej. Dlaczego tiramisu nie można połączyć z rozmarynem?

Do kreatywności potrzebna jest wyobraźnia. A ją można uruchomić za pomocą wizualizacji, która jest umiejętnością prawej półkuli. Joanna Godecka proponuje, żeby zamiast planowania jakiegoś działania, zacząć od wizualizowania sobie rezultatu tak, by lewa i prawa półkula zaczęły ze sobą współpracować. Na przykład jeżeli zamierzamy zrewolucjonizować system zarządzania firmą, chcemy żeby ludzie byli zmotywowani, lepiej pracowali, spróbujmy wyobrazić sobie, jaką firmą chcielibyśmy zarządzać. Jak w niej czuliby się i zachowywali pracownicy. Jeśli pójdziemy za tym obrazem, możemy intuicyjnie natrafić na efektywny sposób zarządzania, o którym nie wyczytamy w podręcznikach biznesowych. Warto czasem zaufać swojej wyobraźni. Potem, owszem, wesprzeć działania fachowością, ale głównie posiłkować się wizją tego, czego ja tak naprawdę chcę.

Z lewą półkulą mózgu nauczysz się na błędach? Nieprawda!

Często nam się zdarza, że analizujemy to, co nam nie wychodzi. Właściwie dlaczego? Gdzie popełniliśmy błąd? Co nas blokuje? Lewą półkulą mózgu nie dojdziemy do konstruktywnych wniosków. Wyobraźmy sobie, że realizujemy projekt, który ciągle utyka w jakimś miejscu, używając do tego kilku dużych pustych kartek. Każda z nich będzie symbolizować kolejny etap przedsięwzięcia. Rozłóżmy je na podłodze w odległości co krok. Stańmy na pierwszej i pomyślmy, co chcemy zrealizować. Na przykład opracować jakiś nowy projekt. Widzimy siebie, jak go piszemy, szukamy danych, rozmawiamy z ludźmi. Potem druga kartka – mamy go upublicznić, przedstawić szerszemu gronu współpracowników. Skontaktujmy się ze swoimi uczuciami. Może tu poczujemy swoją nieśmiałość, niepewność, lęk przed wyśmianiem, odrzuceniem. Prawa półkula mózgu pokaże nam prawdziwą przyczynę blokady.

– Metody związane z wizualizacją są warte tego, żeby się nimi zająć – mówi Joanna Godecka. – Doniesienia nowoczesnej neurobiologii wskazują na to, że aktywność naszego mózgu, którą on wykazuje w czasie rzeczywistych działań, jest identyczna jak wtedy, gdy wyobrażamy sobie określone sytuacje. Wyobraźnia, która uruchamia uczucia, budzi prawą półkulę i uwalnia nas od stłumień.

Zsynchronizować pracę obu półkul mózgu możemy też dzięki ćwiczeniu z jogi, polegającym na wdychaniu i wydychaniu powietrza najpierw jedną dziurka nosa, a potem drugą. Kilka takich oddechów możemy wykonać w każdej pracy niemal w każdym momencie.

Joanna Godecka, terapeutka TSR, life coach, Praktyk Integracji Oddechem i Integrującej Obecności.