1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Jak się uspokoić bez tłumienia emocji - ćwiczenia

Jak się uspokoić bez tłumienia emocji - ćwiczenia

123rf.com
123rf.com
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
- Jestem taki zdenerwowany, że chyba wyjdę z siebie i stanę obok siebie - czasem tak mówimy, gdy nie radzimy sobie z negatywnymi emocjami. To naprawdę niezły pomysł. Jak to zrobić?

Rzeczywistość wpływa na nasze emocje. Przychodzą: złość, irytacja, stres, coś lub ktoś doprowadza cię do szału, rozpaczy. I pozwalasz temu czemuś lub komuś przejąć kontrolę nad twoimi uczuciami. Wtedy naprawdę trudno się uspokoić. Krzyczymy, płaczemy, przeklinamy, wychodzimy na papierosa. Tracimy przyjemność z życia, robi się nieprzyjemnie. Gdy stłumimy te emocje, wrócą. Ich energia nie zginie, ale możemy ją transformować w pozytywne emocje. Jak to robić skutecznie? Pomóc mogą ćwiczenia Agnieszki Ornatowskiej i Bogusława Stępienia, autorów poradnika „Droga do wewnętrznej równowagi, czyli jak wyluzować i pozbyć się stresu”, którzy łącząc wiedzę z zakresu psychologii, NLP i huny, dokonali syntezy, której nadali nazwę BeUnity Method. Ćwiczenie 1

  • Stań w takim miejscu, żeby mieć możliwość zrobienia kilku kroków do tyłu.
  • Skup swoją uwagę na negatywnym uczuciu, które przeżywasz i połącz je mentalnie z miejscem, w którym stoisz.
  • Następnie zrób krok do tyłu, zostawiając uczucie w tym miejscu, w którym stałeś. Popatrz na samego siebie, który odczuwa tamtą emocję. Sprawdź co się zmieniło w twoich odczuciach teraz.
  • Jeśli czujesz jeszcze resztki negatywnego uczucia, połącz je z miejscem, w którym teraz stoisz, i znów zrób krok do tyłu, zostawiając resztki uczucia w tamtym miejscu. Ponownie popatrz na siebie samego, który odczuwa tamtą negatywną emocję. Już powinno być lepiej.
  • Jeżeli jednak uczucie było bardzo mocne, to może potrzebne okaże się powtórzenie całego cyklu - połączenie uczucia z miejscem, krok do tyłu, spojrzenie na te wszystkie miejsca, w których stałeś i odczuwałeś tamtą negatywną emocję.
Często myślimy, że do zmiany uczuć potrzeba ich obgadania, znalezienia powodów i ich zrozumienia - być może to pomaga oswoić się z nimi. Jeśli jednak chcesz szybko pożeganać się z nieprzyjemnym uczuciem - wyjdź z siebie.

Ćwiczenie 2

To ćwiczenie pozwala pozbyć się konkretnego, negatywnego uczucia, które budzi się gdy myślisz o czymś, co jest dla ciebie nieprzyjemne. Pomyśl teraz o tym i zwróć uwagę na doznania z tym związane.

Poczuj:

  • Gdzie dokładnie mieści się to uczucie?
  • W jaki sposób rozchodzi się po twoim ciele?
  • Czy jest ciepłe, czy zimne?
  • Ciężkie czy lekkie?
  • Jaką ma strukturę?
A teraz.
  • Zrób ruch ręką, jakbyś wyjmował to uczucie z ciała i popatrz jak ono wygląda: jaki ma kształt, kolor, ciężar, temperaturę.
  • A teraz zastanów się, jakie uczucie chcesz mieć zamiast tego nieprzyjemnego? Jak ono ma wyglądać? Kiedy już będziesz wiedzieć, zmień wygląd uczucia.
  • Teraz wyobraź sobie, że wkładasz nowe uczucie w miejsce tego nieprzyjemnego.
  • Pozwól sobie doświadczyć tego uczucia, potem jeszcze raz pomyśl o sytuacji, w której odczuwałeś tamtą nieprzyjemną emocję, i sprawdź co się zmieniło.
  • Zwróć uwagę na sposób, w jaki to nieprzyjemne uczucie rozchodzi się po twoim ciele, zwłaszcza na kierunek gdzie się zaczyna, w którą stronę podąża.
  • Odwróć bieg nieprzyjemnego uczucia - niech zaczyna się tam, gdzie się kończyło. Sprawdź o ile inaczej się teraz czujesz.
Więcej ćwiczeń znajdziesz w poradniku autorstwa Agnieszki Ornatowskiej i Bogusława Stępienia, wydanej przez wydawnictwo Lektura ta pozwoli ci przezwycieżyć „obiektywne trudności” i odnaleźć klucz do wewnętrznego spokoju.

„Droga do wewnętrznej równowagi, czyli jak wyluzować i pozbyć się stresu”

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Kinezjologia - leczenie bez leków

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Leczenie bez skutków ubocznych, bez leków? Warto szukać takiej metody. Lekarz medycyny, pediatra i specjalista rehabilitacji medycznej, dr Dorota Kalwajt, poszukiwała metody, która sprostałaby tej idei. Warta poznania okazała się kinezjologia - stworzona przez amerykańskich lekarzy fizjoterapeutów, dr Thie i dr Goodheartha, na początku XX w. Lekarze ci w trakcie swojej praktyki medycznej odkryli, że dobry stan mięśni - czyli ich odpowiednie napięcie - to nie tylko dowód, ale i warunek zdrowia. Kolejnym krokiem było dostrzeżenie połączeń między konkretnymi mięśniami, a określonymi narządami: sercem, wątrobą itp. A także tego, że oddziałując terapeutycznie na mięśnie możemy poprawić funkcjonowanie tych organów.

Leczenie bez skutków ubocznych? Bez leków? Warto szukać takiej metody. Lekarka medycyny, pediatra i specjalistka rehabilitacji medycznej, dr Dorota Kalwajt, poszukiwała metody, która sprostałaby tej idei.

Warta poznania okazała się kinezjologia - stworzona przez amerykańskich lekarzy fizjoterapeutów, dr Thie i dr Goodheartha, na początku XX w. Lekarze ci w trakcie swojej praktyki medycznej odkryli, że dobry stan mięśni - czyli ich odpowiednie napięcie - to nie tylko dowód, ale i warunek zdrowia. Kolejnym krokiem było dostrzeżenie połączeń między konkretnymi mięśniami, a określonymi narządami: sercem, wątrobą itp. A także tego, że oddziałując terapeutycznie na mięśnie możemy poprawić funkcjonowanie tych organów. Twórcy kinezjologii połączyli następnie zachodnią medycynę (anatomię, fizjologię, punkty neurolimfatyczne z naczyniowymi) z medycyną chińską (przepływ energii życiowej chi, meridiany, oddziaływania punktów akupunkturowych). Udowodnili, że oddziałując pozytywnie na stan energetyczny mięśni, a poprzez nie na pracę organów wewnętrznych, wpływamy na emocje i na duchowość.

Niemożliwe? A jednak: stres, lęk, zmęczenie - zmieniają naszą sylwetkę, bo powodują napięcie lub osłabienie mięśni. To widać. Gdy nagle otrzymujesz złą wiadomość – czujesz jak nogi się pod tobą uginają. Wspaniałą wiadomość – skaczesz  z radości. Czujesz skrzydła u ramion. Kinezjologia pokazuje jak poznać i wykorzystać dla naszego zdrowia połączenie myśli, emocji, ciała z otaczającym nas światem. Zmiany w mięśniach spowodowane stresem widać, ale są też inne, te niewidoczne, związane z zablokowaniem przepływu krwi, limfy, energii życiowej. Przywrócić prawidłowa sylwetkę, to też przywrócić prawidłowe krążenie oraz przepływ limfy i chi. A więc także poprawić nastrój, wzmocnić siły i chęć życia.

- Co mnie w tej metodzie zainteresowało? – mówi dr Dorota Kalwajt. – Test mięśniowy, chciałam się go nauczyć, gdyż widziałam, jak niemieccy lekarze dzięki niemu nie tylko zdiagnozowali chorobę i jej przyczyny, ale też sprawdzali, który z możliwych, czasem koniecznych, leków będzie dla tego chorego najodpowiedniejszy? A to istotny element pracy lekarza, gdyż każdy organizm jest inny, choćby z powodu nietolerancji pokarmowych itp.

Odblokuj punkty energetyczne

Codziennie rano, zanim jeszcze wstaniesz, możesz wykonać masaż punktów na twarzy i ciele oraz parę ruchów gałkami ocznymi, by poczuć przypływ energii życiowej. Łatwiej ci będzie wstać, a wówczas warto jeszcze postymulować punkty nazywane neurolimfatycznymi. To wystarczy, by energia, dobrze znana medycynie chińskiej, oraz krew i limfa zaczęły lepiej krążyć, a więc by ci nie zabrakło sił przez cały dzień.

Jeśli nauczymy się znajdować i pobudzać te miejsca, gdzie nasza energia na skutek stresu została zablokowana, co odczuwamy jako brak sił czy możliwości skupienia się przy pracy, a nawet jako ból, będziemy mogli sami sobie pomóc. Sens kinezjologii opiera się na tym, że zablokowanie energii w jakimś miejscu, zazwyczaj związane z długotrwałym stresem, staje się powodem choroby. Zazwyczaj wszystko zaczyna się od zaburzeń pracy żołądka.

Kinezjologia, czyli ratunek dla żołądka

Jeśli żołądek boli i nie pracuje tak jak trzeba, to dokładanie mu chemicznych substancji, jakimi są leki, nie zawsze pomoże. Może nawet zaszkodzić, bo to co dzieje się z przewodem pokarmowym ma zazwyczaj źródło w emocjach – przecież obok żołądka mamy splot słoneczny, czyli ich siedlisko. Jeśli więc nie chcemy, żeby brzuch nas bolał, potrzebujemy metody, która pomoże nam pokonać stres, a więc ukoi emocje.

Jakie to są emocje? Możemy poznać je dzięki badaniu mięśni, gdyż w nich są one zapisane. Tam też możemy je „rozładować”, a dzięki temu wzmocnić organizm. Jeśli mamy problemy żołądkowe – jest to często efekt wyłączenia pracy całego systemu trawiennego. A to bywa efektem stresu, bo po co organizm ma tracić siły na trawienie, kiedy jest zagrożone jego istnienie? To mechanizm pierwotny – kształtował się, gdy stres był sygnałem realnego zagrożenia, bo oto na naszej ścieżce pojawił się tygrys. A więc cała energia kierowana jest do mięśni, by przed nim uciec, albo go pokonać. Problem polega na tym, że ten mechanizm działa nadal, choć stres ma inne źródło. Niestety, stał się też permanentny co niszczy pracę układu pokarmowego. Popatrz na swój dzień: stres za stresem. Nie masz chwili wypoczynku, czyli też czasu, by móc strawić pokarm.

Potrzebne ci sposoby, który pomogą ograniczyć niszczące skutki stresu na dany organ, sposoby, które naturalnie wzmocnią twój organizm, czyli poprawią przepływ krwi i odblokują przepływ limfy oraz energii. Dzięki medycynie chińskiej (teoria meridianów, czyli kanałów którymi płynie energia życiowa) i fizjoterapii zachodniej (połączenia między mięśniami a organami wewnętrznymi) wiemy, że  w tym celu warto wzmacniać i stymulować mięśnie.

  1. Psychologia

Zadbaj o swoje szczęście

Najważniejsza jest wewnętrzna zgoda na to, że szczęście zależy ode mnie. (Fot. iStock)
Najważniejsza jest wewnętrzna zgoda na to, że szczęście zależy ode mnie. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
W jakim stopniu mamy wpływ na własne samopoczucie, a na ile jest ono zależne od czynników zewnętrznych? Jak nie wpaść w pułapkę robienia dobrej miny do złej gry? O przepis na szczęście pytamy psycholog Agnieszkę Czerw.

W jakim stopniu mamy wpływ na własne samopoczucie, a na ile jest ono zależne od czynników zewnętrznych? Jak nie wpaść w pułapkę robienia dobrej miny do złej gry? O przepis na szczęście pytamy psycholog Agnieszkę Czerw.

Wydaje się, że pragniemy szczęścia ponad wszystko. Ale gdy już nam się ono przytrafia, często bywa, że nie chcemy się z nim obnosić, boimy się zapeszyć, wyjść na chwalipięty. Dlaczego mamy taki problem z pokazywaniem szczęścia światu? U podłoża takiej postawy leżą dwa przekonania. Po pierwsze, że szczęście nie zależy od nas, tylko od losu – nie chcemy więc, żeby los nam je złośliwie odebrał, uznał, że nie jesteśmy godni. Dlatego staramy się nie manifestować swojej radości. A drugie założenie wiąże się z tym, co sądzimy o innych ludziach, a, niestety, na ogół nie mamy o nich dobrego zdania, jesteśmy nieufni, co potwierdzają badania. Polska jest w końcówce krajów, jeśli chodzi o poziom zaufania społecznego. Zakładamy, że inni będą wobec nas zawistni, jeśli się dowiedzą o naszym szczęściu, może nawet będą chcieli nas go pozbawić. W obu tych przypadkach zarówno przyczyna szczęścia, jak i fakt jego posiadania nie zależą od nas, tylko od losu bądź od innych. To oni mogą sprawić, że tego szczęścia nam zabraknie. I stąd to podejście: „Jestem szczęśliwa, ale nie będę o tym mówić, nie będę tego pokazywać”. A może właśnie warto podzielić się szczęściem, dlatego że ono bywa zaraźliwe i możemy się w ten sposób przyczynić do szczęścia innych.

Kiedyś koleżanka złożyła mi następujące życzenia urodzinowe: „Niech zawsze wszystko będzie tak, jak chcesz”. Pomyślałam wtedy, jak fajnie by było, gdyby świat dostrajał się do moich oczekiwań, gdyby zawsze wszystko działo się zgodnie z moją intencją. Dziś wiem, że takie podejście jest zgubne. W takim myśleniu tkwi pułapka, bo nie jest możliwe, żeby zawsze wszystko było tak, jak chcemy. A więc oczekując tego od innych, od świata, skazujemy się na wieczną frustrację – bo wystarczy, że jedna rzecz pójdzie nie po naszej myśli i już poczujemy się nieszczęśliwi. Poza tym w ten sposób uzależniamy swoje samopoczucie od czynników zewnętrznych – od innych ludzi, ich zachowań. A te mogą zależeć od zupełnie przypadkowych rzeczy. To, że los daje nam to, czego chcemy, to są po prostu pomyślne zdarzenia, a szczęścia nie można lokować tylko w darach losu. Ono w dużym stopniu zależy od nas, nie w stu procentach, ale w tak dużej mierze, że warto się o nie starać i do niego dążyć.

Jak w takim razie budować szczęście w sobie? Nie ma jednej uniwersalnej recepty. Ale są pewne ogólne wskazówki, które mogą nam pomóc. To jest trochę tak jak z przepisami kulinarnymi – możemy bardzo dokładnie trzymać się danej receptury, a i tak nie mamy gwarancji, że ciasto wyjdzie, a możemy oprzeć się na ogólnych wytycznych i modyfikować przepis, żeby zrobić takie ciasto, jakie nam będzie najbardziej smakowało. Ja najchętniej posługuję się przepisem Martina Seligmana, który w swojej teorii na temat dobrostanu i rozkwitu mówi o pięciu elementach. Pierwszym składnikiem są pozytywne emocje – chodzi o to, żeby bilans emocji pozytywnych do negatywnych zawsze wychodził na korzyść tych pierwszych, tak więc powinniśmy się starać o to, żeby je sobie dostarczać, zadbać chociażby o to, żeby umieć cieszyć się nawet małymi rzeczami. Druga rzecz to zaangażowanie – trzeba mieć w życiu coś, czemu jesteśmy w stanie się całkowicie oddać. Seligman mówi o takim stanie totalnego zaabsorbowania, kiedy działamy, nie zwracając uwagi na niedogodności, tracąc poczucie czasu. Czyli ważne w życiu jest znalezienie pasji. Trzecia rzecz to relacje z innymi – bez innych nie jesteśmy w stanie żyć, więzi budują nasze szczęście – dlatego warto o nie zadbać i je pielęgnować. Czwarty element to poczucie sensu – róbmy rzeczy, które czujemy, do których mamy przekonanie. Pamiętajmy, że coś, co jest sensowne dla innych, nie musi być sensowne też dla nas. No i w końcu piąta sprawa: poczucie sukcesu, dokonania czegoś – taki moment, w którym wiem, że osiągnęłam pewien cel. I te właśnie elementy według Seligmana składają się na szczęście. To jednak, jak je dodamy, jak zmieszamy – zależy już od nas, od naszego apetytu na życie. Sami musimy określić proporcje.

Czyli szczęście jest paktem, który podpisujemy sami ze sobą. To bardzo wspierające, ale i obciążające zarazem. Bo dobrze, że mam wpływ na własne szczęście. Ale oznacza to też dużą samoświadomość – to ja odpowiadam za swoje szczęście, ja muszę nad nim pracować. Tutaj najważniejsza jest wewnętrzna zgoda na to, że szczęście zależy ode mnie. Oczywiście, nie w stu procentach, bo są pewne uwarunkowania czy zewnętrzne, czy w nas samych, na które wpływu nie mamy. Każdy człowiek ma przecież pewien wrodzony potencjał, choćby układ nerwowy, który jest podatny na przykład na przeżywanie negatywnych emocji, i z tym walczyć trudno. Jednak jest też ogromny obszar poza tymi predyspozycjami wrodzonymi i poza czysto losowymi okolicznościami, który zależy właśnie od nas. Ale na początek my się musimy wewnętrznie zgodzić na to, że tak właśnie jest. Wtedy dopiero ma sens podejmowanie wysiłku. Trzeba przekierować umiejscowienie kontroli za własne życie do wewnątrz, do siebie.

Druga kwestia jest taka, że szczęśliwy chce być każdy, ale wybieramy różne sposoby dotarcia do tego celu. Jedni będą pracować nad sobą, a inni wybiorą dajmy na to hazard. Czasami więc może być tak, że mamy motywację, wkładamy w dążenie do szczęścia wysiłek, natomiast kierunek jest nieodpowiedni. A jeżeli nasz wysiłek idzie na marne, to pojawia się frustracja. Dlatego, jak już się zgodzimy na to, że od nas zależy szczęście, trzeba jeszcze znaleźć odpowiednią drogę, i tu często z pomocą przychodzą terapeuci oraz coachowie, którzy poszukują tej drogi z nami. I to już jest naprawdę bardzo indywidualna kwestia, która droga będzie najwłaściwsza dla nas. Sonja Lyubomirsky mówi w swojej teorii szczęścia, że w tej części zależnej od nas mamy do załatwienia trzy rzeczy: sposób myślenia, czyli pewien filtr uwagi, który decyduje o tym, co zauważamy wokół siebie, druga sprawa to przejście do działania, czyli konkretne zachowania, no i trzecia to stawianie sobie celów, bo nie zawsze da się od razu to działanie wprowadzić w życie, czasami trzeba znaleźć sposób, i to jest cel, żeby ten sposób znaleźć.

Do mnie osobiście trafia metafora szczęścia jako drzewa – jeśli jesteśmy podatni na podmuchy zewnętrzne, to łatwo nami zachwiać, łatwo zburzyć nasze szczęście, a jeśli mamy mocny trzon, to szybciej wracamy do pionu. To prawda, najważniejsze są trwałe, dobre korzenie, które nas trzymają w pionie, czyli właśnie praca nad sobą, a nie nad światem wokół. Pójściem o krok dalej jest świadome wprowadzanie pewnych zmian w świecie, ale wtedy już umiejscowienie kontroli jest w nas, to ja mam wpływ, ja kreuję swój świat. Pamiętajmy, że gdy próbujemy na siłę dostosować świat zewnętrzny do siebie, jesteśmy skazani na porażkę. Czasami zamiast coś zmieniać, może lepiej się uważnie temu światu przyjrzeć? Dlatego niektórzy postulują zamiast naginania rzeczywistości do siebie uważne, pełne bycie w bieżącej chwili – gdzie skupiamy się na tym, co się wokół nas dzieje, i czerpiemy z tego. Często w pędzie życia tak przyspieszamy, że wszystko nam się rozmazuje, jak w jadącym samochodzie. Trudno wtedy rozpoznać jakiekolwiek szczegóły i zauważyć najdogodniejszą ścieżkę do szczęścia. Uważność zwiększa zatem naszą elastyczność zachowania. Nie mówiąc już o tym, że sprzyja też pozytywnym emocjom, bo my często nie zauważamy cudownych, pięknych rzeczy wokół nas, którymi można się zachwycić.

Tylko jak nie przekroczyć tej cienkiej granicy między szukaniem pozytywów każdej sytuacji a robieniem dobrej miny do złej gry? Wypieranie i ucieczka od negatywnych emocji na dłuższą metę będą prowadziły do ich kumulacji, a to może się skończyć tym, że potem uderzą w nas ze zdwojoną siłą, bo przecież nie da się tak robić w nieskończoność. Chodzi tu o pewną odwagę zmagania się z życiem, ponieważ unikanie konfrontacji z trudnościami oznacza, że nie jestem gotowa wziąć się z życiem za bary. Barwy życia są różne i negatywne emocje są dla nas ważnymi sygnałami na temat tego, co się z nami dzieje. Nie wolno ich lekceważyć, bo możemy wtedy zagubić samych siebie pod maską uśmiechu, który tak naprawdę nie świadczy już o radości, tylko o pozie, o roli, którą odgrywamy wbrew sobie.

Dlatego powinniśmy dać sobie przyzwolenie na wszystkie emocje – mamy prawo odczuwać smutek, złość, irytację. Ważne, żeby się w nich nie zatapiać, nie „przeżuwać” ich za długo, bo to może prowadzić na przykład do stanów depresyjnych. Dobrze też jest mieć swoje wypracowane sposoby na wychodzenie z takich stanów, taki osobisty niezbędnik emocjonalny.

Ale czasami nie chcemy wyjść z takiego stanu. Niekiedy to jest wygodne, ale też dajmy sobie trochę czasu na powrót do pionu. Możemy z jakichś względów potrzebować przeżywać negatywne emocje przez dłuższy czas, nie można przecież wyciągać kogoś na siłę z żałoby, musimy dać sobie przyzwolenie na przejście całego cyklu, pewnych faz, w których człowiek musi się odnaleźć. Często zanurzenie w negatywnych emocjach jest pewną ucieczką od życia – bo wtedy być może ktoś inny o mnie zadba, a ja już nie muszę, jestem usprawiedliwiona z tego, że się nie angażuję, że nic nie robię, że gorzej funkcjonuję, bo przecież mam problem. To są mechanizmy obronne, które w takich sytuacjach się uruchamiają. Gdyby to nie dawało jakichś korzyści osobom, które są w negatywnych stanach, to one by w nich nie pozostawały. Ważne jest, żeby dostrzec te korzyści i znaleźć sposób na dochodzenie do nich w bardziej pozytywny sposób.

Jedną z irytujących rad, gdy coś nam się nie udaje, jest zdanie: „Myśl pozytywnie!”. To płytki slogan, który kojarzy się z przyklejanym uśmiechem. Jak nie wpaść w pułapkę sztucznej szczęśliwości? Tutaj cała atrakcyjność polega na tym, że tego typu postulaty nie wymagają od nas wysiłku. Bo pomyśleć pozytywnie jest bardzo łatwo. Tylko że jeżeli poprzestaniemy na samym myśleniu, a nie przejdziemy do działania, to mamy marne szanse, że ta myśl się ziści. Bo wtedy musielibyśmy mieć za każdym razem szczęście zewnętrzne, czyli tzw. łut szczęścia, odpowiednie okoliczności. Wstawanie więc codziennie rano z myślą „dzisiaj będzie dobrze” z jednej strony jest pozytywne, bo nie nastawiam się źle do dnia dzisiejszego, ale z drugiej strony może stanowić pułapkę, bo jeżeli będziemy oczekiwać, że samo to wystarczy, żeby wszystko nam się udawało, to po pierwszej napotkanej trudności nasze dobre samopoczucie legnie w gruzach.

Sama zmiana myślenia to dopiero pierwszy krok, ale potrzebny jest jeszcze wysiłek, działanie. O wiele ważniejsze niż myślenie pt. „dzisiaj na pewno będzie dobrze” albo „na pewno kiedyś będę milionerem”, jest myślenie: „każdy może zostać milionerem, zastanówmy się nad tym, jak to zrobić”. Nastawienie, że wszystko jest możliwe, jest o tyle lepsze, że motywuje, żeby poszukać ścieżki dojścia do celu. I później przełożyć to na działania. Szczęście wymaga wysiłku, wymaga pracy. A także takiego przekierowania myślenia, że to właśnie ja jestem kreatorem swojej rzeczywistości. Nie możemy tylko czekać na to, co przyniesie los. Pamiętajmy, że same pozytywne emocje szczęścia nie dadzą. Muszą im towarzyszyć celowe działania.

Agnieszka Czerw, psycholog pracy i organizacji. Od kilkunastu lat prowadzi też badania nad zagadnieniami funkcjonowania człowieka w pracy w kontekście psychologii pozytywnej. Popularyzatorka psychologii pozytywnej, autorka książki „Optymizm. Perspektywa psychologiczna”, 

  1. Zdrowie

Jak troszczyć się o serce? Pytamy kardiologa Piotra Nikodema Rudzińskiego

Serce to, podobnie jak mózg, jeden z najczulszych organów w ludzkim ciele. Jeśli o siebie nie dbamy, ono cierpi jako pierwsze. (Fot. iStock)
Serce to, podobnie jak mózg, jeden z najczulszych organów w ludzkim ciele. Jeśli o siebie nie dbamy, ono cierpi jako pierwsze. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Serce to, podobnie jak mózg, jeden z najczulszych organów w ludzkim ciele. Jeśli o siebie nie dbamy, ono cierpi jako pierwsze. Orina Krajewska pyta kardiologa dr Piotra Nikodema Rudzińskiego o to, jak otoczyć je troską.

Czy powiedzenie „pęknięte serce” lub „złamane serce” ma swoje uzasadnienie medyczne? Coraz częściej wskazuje się na zależności umysłu i serca. Ostatnio dużo mówi się zwłaszcza o „zespole złamanego serca”, czyli kardiomiopatii stresowej, jeszcze inaczej „zespole takotsubo” – od nazwy japońskiego naczynia do połowu ośmiornic, do którego japońscy badacze porównali obraz widoczny w echokardiografii dotkniętego tym stanem serca. Jest to choroba zdecydowanie częściej występująca u kobiet. Wywołana jest dużym stresem fizycznym, takim jak rozległy uraz, wypadek komunikacyjny czy operacja, ale też psychicznym, czyli śmiercią bliskiej osoby, rozstaniem czy problemami w pracy. Stresem nazywamy tu ogromne, traumatyczne emocje lęku, żalu, smutku czy gniewu. Co ciekawe, w literaturze opisywane są też przypadki osób poddanych nadmiernym, lecz przyjemnym emocjom, które doprowadziły do opisywanego zespołu.

Wyjątkowo przyjemne emocje również mogą złamać nam serce? Chodzi prawdopodobnie o odczucia ekstatyczne. To stany, które mogą być ekwiwalentem stresu dla organizmu. Przyspieszona akcja serca, skurcz naczyń krwionośnych, wydzielanie pewnych grup hormonów – to efekty nadmiernych emocji. Zazwyczaj łączymy je tylko ze stanami powszechnie uznawanymi za negatywne, jednak ciekawe jest to, że w nadmiarze również te pozytywne emocje mogą być dla nas niebezpieczne. Zespół złamanego serca do złudzenia przypomina klasyczny zawał serca. Całe szczęście ma łagodniejszy przebieg i przeważnie nie pozostawia trwałych skutków ubocznych. Zmiany cofają się samoistnie po ustąpieniu bodźców stresowych i uspokojeniu emocji. Chociaż wiemy coraz więcej o kardiomiopatii stresowej, jej dokładny mechanizm nie został w pełni poznany.

Co jeszcze wiemy o wpływie emocji na serce? W języku funkcjonuje mnóstwo powiedzeń związanych z sercem i emocjami, jak na przykład „mam kogoś w sercu”. Wydaje mi się, że ludzie wiążą aktywność serca z emocjami chociażby dlatego, bo pod wpływem emocji mogą poczuć jego szybsze bicie, a nawet czasami zobaczyć skurcze w postaci ruchu koniuszka serca na powierzchni klatki piersiowej. Kiedy się zakochamy lub przestraszymy, czujemy jego kołatanie. Można przyłożyć głowę do serca drugiej osoby i usłyszeć, jak podczas miłego wieczoru głośniej lub szybciej bije. Badania HeartMath wykazały, że różne wzorce aktywności serca towarzyszące różnym stanom emocjonalnym mają wyraźny wpływ na funkcje poznawcze i emocjonalne. Przykładem może być osoba z obniżonym nastrojem lub depresją po przebytym zawale serca. Bardziej uporządkowana i stabilna aktywność serca ma istotny wpływ na funkcjonowanie mózgu, wzmacnia funkcje poznawcze i kognitywne, uwagę, percepcję, pamięć, pozytywne uczucia i stabilność emocjonalną.

Innymi słowy, nie tylko serce reaguje na mózg, ale mózg może reagować na aktywność serca? Wpływ mózgu na serce znakomicie obrazuje badanie przeprowadzone z udziałem tybetańskich mnichów buddyjskich, opublikowane w 2019 roku w renomowanym czasopiśmie naukowym „Cerebral Cortex”. Pokazano w nim, że dzięki wieloletniej praktyce medytacji można w kontrolowany sposób spowolnić częstość akcji serca do sześciu uderzeń na minutę. W kardiologii używamy do tego czasami specjalnych leków, tzw. b-blokerów. Oczywiście gdyby zgłosił się do nas pacjent z tak skrajnie niską częstością pracy serca, raczej myślelibyśmy o pilnym wszczepieniu stymulatora. Niemniej jednak badanie to w fascynujący sposób pokazuje, do jakiego stopnia można wyćwiczyć i kontrolować mechanizmy na linii mózg–serce. W organizmie ludzkim nieustannie dochodzi do niezliczonej ilości procesów, a zdecydowana większość z nich odbywa się poza naszą świadomością, bez naszej woli. Dlatego tak ważne jest, aby świadomie wpływać na te obszary, na które możemy oddziaływać.

To prawda, że choroby układu sercowo-naczyniowego od lat pozostają najczęstszą przyczyną zgonów w Europie, Stanach Zjednoczonych i krajach rozwiniętych? Tak, a według danych GUS w Polsce odpowiadają za 46 proc. wszystkich zgonów. Co ok. 9 minut jeden Polak umiera z powodu zawału serca, udaru mózgu czy niewydolności serca. Jest to znacznie wyższa częstość zgonów niż ta spowodowana chorobami nowotworowymi czy chorobami układu oddechowego. Do najczęstszych chorób układu krwionośnego zaliczamy nadciśnienie tętnicze oraz chorobę wieńcową, nazywaną przez pacjentów wieńcówką, czyli miażdżycę tętnic dostarczających krew do mięśnia sercowego. Choroby serca i naczyń należą do grupy chorób cywilizacyjnych, dlatego w krajach rozwiniętych ich współczynnik jest najwyższy. Tam króluje złe odżywianie (szczególnie warto podkreślić nadużywanie soli, cukrów prostych, występujących w wysoko przetworzonej żywności tłuszczów trans) oraz brak regularnej aktywności fizycznej. Bez odpowiedniej edukacji i profilaktyki nawet najlepsze leki i metody będą niewystarczające.

Czyli bez zmiany na poziomie stylu życia nawet najnowocześniejsze medyczne rozwiązania nie dadzą nam gwarancji na bycie zdrowym? Niebezpieczne jest to, że przy tempie, w jakim żyjemy obecnie, potrafimy skutecznie ignorować sygnały płynące z organizmu. Symptomy ze strony układu sercowo-naczyniowego z biegiem czasu się nasilają. Nawet jeżeli ktoś bagatelizuje je przez jakiś czas, w końcu uderzą tak silnie, że nie sposób ich będzie przeoczyć. Ale wtedy to będzie już dosyć późne stadium.

Na jakie objawy powinniśmy być wyczuleni? Można powiedzieć, że ile chorób serca, tyle różnych objawów. Choroba wieńcowa może się manifestować zaledwie szybkim męczeniem się, ale też bólem w klatce piersiowej występującym po wysiłku, zdenerwowaniu czy nawet wyjściu na zimne powietrze. Z kolei przewlekłe nadciśnienie tętnicze zazwyczaj nie boli, choć czasami przy dużych wzrostach jego wartości mogą wystąpić bóle głowy czy bóle w klatce piersiowej. Inną grupą objawów może być kołatanie serca, uczucie niemiarowości czy nawet utrata przytomności, co wskazuje na zaburzenia rytmu. W niewydolności serca natomiast obserwuje się duszność, narastające obrzęki kończyn dolnych, nabieranie masy ciała.

Powiedzieliśmy już o tym, że na zły stan serca wpływa bezpośrednio złe odżywianie… Niestety większość osób, które przyjmujemy na oddziale, to pacjenci zdrowotnie zaniedbani, czyli otyli, z wysokim poziomem cholesterolu i glukozy we krwi, zmagający się z uzależnieniem od papierosów, często nadużywający alkoholu.

Chyba powinniśmy podkreślić jeszcze wpływ stresu. Oczywiście stres, zarówno przewlekły, jak i krótkotrwały, ma ogromny wpływ na kondycję układu sercowo-naczyniowego. Obydwa stany, pomimo odrębnych mechanizmów, mogą teoretycznie doprowadzić do zawału serca. Życie w napięciu skutkuje stale podwyższonymi wartościami ciśnienia tętniczego oraz hormonów stresowych, takich jak kortyzol (jego wysokie stężenie ma negatywny wpływ na serce). W badaniu INTERHEART wykazano, że przewlekły stres jest niezależnym czynnikiem zawału serca i to nawet u osób kardiologicznie zdrowych – czyli bez stwierdzonej choroby układu krążenia. Z kolei nagły stres może doprowadzić do odruchowego skurczu tętnic  wieńcowych i niedokrwienia mięśnia sercowego czy nawet pęknięcia blaszki miażdżycowej i zawału serca. Oczywiście rozwój każdej choroby jest wieloczynnikowy i trzeba mieć tego świadomość. Ciekawie obrazuje to koncepcja Lalonde’a, która mówi, że do ogólnego stanu zdrowia przyczyniają się cztery główne filary. W 50 proc. warunkuje nas styl życia, w 20 proc. czynniki genetyczne i biologia człowieka; środowisko fizyczne to 20 proc.; 10 proc. stanowi organizacja opieki zdrowotnej. Dokładne wytyczne co do prewencji chorób układu sercowo-naczyniowego co kilka lat publikuje Europejskie Towarzystwo Kardiologiczne.

Orina Krajewska, aktorka, instruktorka teatralna, prezes Fundacji Małgosi Braunek "Bądź", autorka książki "Holistyczne ścieżki zdrowia".

Dr n. med. Piotr Nikodem Rudziński, pracownik Kliniki Choroby Wieńcowej i Strukturalnych Chorób Serca Narodowego Instytutu Kardiologii w Warszawie. Swoje badania naukowe z zakresu choroby wieńcowej i zastawkowych chorób serca prowadził na austriackim Uniwersytecie Medycznym w Wiedniu oraz amerykańskim Uniwersytecie Medycznym w Charleston. 

  1. Psychologia

Stres, napięcie, lęk... Jak sobie radzić z emocjami, które wywołuje w nas epidemia?

Kontakt ze specjalistą może pomóc nam wypracować sposoby na poradzenie sobie z kryzysem wywołanym panującą pandemią, uspokojenie emocji czy silnego stresu. (fot. iStock)
Kontakt ze specjalistą może pomóc nam wypracować sposoby na poradzenie sobie z kryzysem wywołanym panującą pandemią, uspokojenie emocji czy silnego stresu. (fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
W obliczu epidemii koronawirusa większość osób żyje w stanie podwyższonego napięcia. Stres pojawia się nie tylko na skutek obaw o zdrowie własne i bliskich, ale również z powodów finansowych, z poczucia ograniczenia przestrzeni, czy na skutek trudności w codziennej organizacji, gdy mamy do pogodzenia pracę, zdalne nauczanie dzieci oraz inne obowiązki rodzinne.

Stres pojawia się wtedy, gdy sytuacja, w której się znaleźliśmy jest w naszej ocenie mocno obciążająca lub bardziej wymagająca niż nasze możliwości poradzenia sobie z nią. Dla wielu osób epidemia Covid-19 jest właśnie taką sytuacją. Niepewność tego, co przyniesie jutro jest obecnie dużo bardziej nasilona. Każdy na taki stan reaguje inaczej. U niektórych ludzi pojawiają się dość silne emocje (smutek, złość, strach), które trudno im czasem zaakceptować. Dlatego ważna w takiej sytuacji jest rozmowa. Samo wypowiedzenie emocji, które nam towarzyszą już w pewnym stopniu wpływa na obniżenie ich poziomu. Jeśli nie mamy bliskiej osoby w rodzinie, czy wśród przyjaciół to warto skorzystać z pomocy psychologa. Druga osoba może nam pomóc bardziej realnie spojrzeć na sytuację, a także oddzielić to, na co mamy wpływ, od tego, na co wpływu nie mamy – jest to jeden z najlepszych sposobów na opanowanie stresu: skupienie się na tym, na co mamy realny wpływ – wówczas lepiej zadbamy o siebie i swoich bliskich, a także o wspólne bezpieczeństwo.

Podstawowe wskazówki, jak radzić sobie obecnie z nadmiarem stresu, wymienia Marta Małecka - psycholog, trener profilaktyki:

Ograniczmy czas spędzany na śledzeniu informacji o epidemii

Lęk i obawy mogą być podsycane przez nieustanne bombardowanie nowymi wiadomościami, statystykami, informacjami przekazywanymi przez media. Oczywiście, warto monitorować wiarygodne źródła informacji, by orientować się w obecnej sytuacji, ale ważne jest, by ograniczyć czas spędzany na śledzeniu doniesień medialnych. Pomocne w radzeniu sobie ze stresem czy lękiem może być wyznaczenie konkretnego czasu – np. rano bądź wieczorem – na przejrzenie wiadomości, a w pozostałym czasie zrezygnowanie z przeglądania Internetu oglądania programów informacyjnych w telewizji czy słuchania w radio.

Starajmy się zachować codzienną rutynę

Ważne jest dbanie o  rytm naszej codzienności – powtarzające się rytuały i schemat dnia. Koronawirus wpłynął na codzienność wielu z nas, mocno ją zmieniając. Ustalenie stałego planu dnia, powtarzających się czynności i obowiązków może obniżać stres i sprzyjać poradzeniu sobie z pojawiającymi się zmianami.

Zadbajmy o ciało

Stres i napięcie w dużym stopniu wpływają na nasze ciało, dlatego ważne jest, by odpowiednio o nie zadbać. Zbilansowana dieta, sen, odpoczynek czy ruch zwiększają naszą odporność i wpływają na przyjemne samopoczucie. Istotną rolę odgrywa także oddech – wiele technik relaksacyjnych opiera się na głębokim, przeponowym oddychaniu. Pracę nad własnym oddechem możemy wzbogacić wizualizacjami – dokładnym wyobrażaniem sobie np. przyjemnego momentu, emocji, które nam towarzyszyły np. podczas udanego urlopu, bezpiecznego miejsca, które nas uspokaja. Skupienie się na takich myślach sprzyja redukcji odczuwanego napięcia.

Pamiętajmy o przyjemnościach i relaksacji

Czas dla siebie, kąpiel, czytanie książki, ulubiony film, gra, czy inna czynność, która sprawia nam przyjemność są doskonałym sposobem na stres. Pozwalają odwrócić uwagę od panującej na świecie epidemii, ale też rozluźniają nasze ciało i sprzyjają odprężeniu. Każdy z nas inaczej się relaksuje, dlatego w tym okresie szczególnie, ważne jest, żeby wykorzystać te sposoby, które wcześniej przynosiły nam rozluźnienie. Możemy także popróbować nowych, żeby znaleźć swój sposób na stres. Dla niektórych osób są to treningi uważności, medytacja, trening autogenny Schultza czy trening Jacobsona, a dla innych sport, angażowanie się w pasję czy aktywność fizyczna.

Pielęgnujmy relacje

Wsparcie otoczenia ma nieoceniony wpływ na nasze samopoczucie, a bliskie relacje z rodziną czy przyjaciółmi pomagają w radzeniu sobie ze stresem. Obecnie ważne jest utrzymywanie dystansu społecznego i unikanie spotkań, dlatego spróbujmy przenieść aktywność towarzyską do przestrzeni wirtualnej. Wideorozmowa na Skype czy innym komunikatorze lub rozmowa telefoniczna, mimo że nie zastąpią spotkania w cztery oczy, to mogą dać otuchę, obniżyć napięcie, a czas spędzony z bliskimi może sprzyjać pojawieniu się bardziej przyjemnych odczuć.

W sytuacji, gdy przeżywany stres czy trudne emocje paraliżują nasze codzienne funkcjonowanie, gdy czujemy, że nie dajemy sobie rady i nie wiemy, co robić, ważne jest, by poszukać wsparcia specjalisty: psychologa, czy psychoterapeuty. Obecnie takie konsultacje odbywają się najczęściej w formie teleporady, czy rozmowy przez komunikator internetowy, a w uzasadnionych przypadkach – osobiście. Pamiętajmy, że nie ma nic złego w proszeniu o pomoc i w korzystaniu z profesjonalnego wsparcia, a wręcz jest to oznaką dbałości o samych siebie, co w obecnych czasach jest niezwykle ważne.

Źródło: Środowiskowe Centrum Zdrowia Psychicznego dla Dorosłych, Warszawa - Bielany ; Infolinia czynna całą dobę przez wszystkie dni tygodnia: 22 56 90 750

  1. Psychologia

Gdy stres przekracza granicę naszych możliwości...

Jak radzić sobie z nadmiarem stresu? Czy na stresogenne sytuacje możemy przygotować się już wcześniej? (fot. iStock)
Jak radzić sobie z nadmiarem stresu? Czy na stresogenne sytuacje możemy przygotować się już wcześniej? (fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Codzienne bodźce są nam potrzebne, żeby wstać z łóżka, wyjść do pracy, ale i spełniać marzenia… chyba że przekroczą granicę naszych możliwości. Jak do tego nie dopuścić – radzi psycholog Dorota Szczygieł.

Stres ma ostatnimi laty bardzo czarny PR. Aż strach zadać pytanie, czy może być też pozytywnym doświadczeniem… Ale stres jako taki jest naszym przyjacielem. Stres, czyli nacisk, jest niezbędny, żebyśmy mogli funkcjonować. Gdybyśmy nie mieli żadnych wyzwań zewnętrznych, toby nam się nie chciało nawet wstać z łóżka, to kwestia dopływu bodźców, stymulacji. Problem zaczyna się wtedy, kiedy obciążenie bodźcami jest zbyt duże. To, kiedy pojawia się ten moment krytyczny, zależy oczywiście od osoby, od tego, jak postrzega daną sytuację: jako wyzwanie czy obciążenie. Duże znaczenie ma także to, jakie mamy zasoby fizyczne, psychiczne oraz wartości, a w związku z tym, czy jesteśmy bardziej pesymistyczni, czy optymistyczni.

Zasadniczo stres to coś w rodzaju psychicznego nacisku, np. myśl: „o 10.00 muszę zadzwonić do klienta”. Stresem są też święta Bożego Narodzenia, nasz ślub czy narodziny dziecka. Wszystkie one są jak najbardziej pozytywnymi zdarzeniami, ale wymagają od nas mobilizacji, gotowości do działania. Są też takie zdarzenia jak choroba, nasza czy partnera, wyjazd dzieci na studia – trudno jednoznacznie powiedzieć, jak dana sytuacja wpłynie na człowieka. Jeśli siła bodźców zewnętrznych przekroczy próg jego wytrzymałości, okaże się destrukcyjna i będziemy ją postrzegali oraz doświadczali jako dystres.

Czyli stres wywołują w nas sytuacje obciążające emocjonalnie, niezależnie od tego, czy dane emocje są pozytywne, czy nie? Tak, ale w zależności od tego, jak sobie z tymi emocjami radzimy, stres może być większy lub mniejszy. Dla jednych publiczne wystąpienie jest tylko mobilizacją, innym na wieść o tym, że mają przemówić do większego grona, miękną kolana. Różnie reagujemy na sytuację krytyki czy kłótni, jedni długo nie mogą się uspokoić, z innych napięcie schodzi od razu. Radzenia sobie ze stresem uczymy się już w dzieciństwie, obserwując bliskich nam dorosłych. Czy wpadają w histerię, czy potrafią przewidzieć pewne sytuacje i zaplanować swoje przyszłe zachowanie. Przecież skoro wiemy, że boimy się wystąpień publicznych, a właśnie takie nas czeka, możemy je sobie „na sucho” przećwiczyć. Powinno uczyć się tego już małe dzieci.

Polacy są zestresowanym narodem? Badania wskazują, że Polacy są mocno obciążeni stresem i jest to związane głównie z ich życiem zawodowym. Organizacja Eurofunds, czyli Europejska Fundacja na rzecz Poprawy Warunków Życia i Pracy, przeprowadziła w 2012 roku w 13 krajach europejskich (dodam, że z krajów Europy Centralnej były tylko Polska i Czechy) zakrojone na szeroką skalę badania, z których wynika, że w Polsce warunki pracy są uznawana za najcięższe – chodzi tu głównie o obciążenie godzinowe. Jesteśmy w czołówce w kwestii liczby przepracowanych godzin w tygodniu. Powszechnie występuje u nas zjawisko tzw. wielopracy, czyli pracowania jednocześnie w kilku miejscach, co dla wielu jest koniecznością, ale jednocześnie – zbyt wielkim wyzwaniem. I gdzie tu znaleźć czas na życie prywatne, rodzinę, znajomych?! Do tego dochodzi niepewność pracy i zatrudnienia, którą nie do końca wynagradza nam gratyfikacja finansowa, w związku z tym jeździmy na krótkie, około tygodniowe urlopy, a to zbyt krótki czas, by w pełni odpocząć i naładować uszczuplone całoroczną pracą zasoby. W konsekwencji pojawia się wypalenie zawodowe, depresja, przewlekłe zmęczenie. Zapominamy o aktywności fizycznej i kontakcie z naturą – a one bardzo pomagają w niwelowaniu skutków oddziaływania zbyt dużego stresu. Dopiero tworzy się w Polsce kultura regularnego uprawiania sportu i spędzania czasu na świeżym powietrzu, ideałem by było, gdyby weszło nam to w krew.

Na razie działamy głównie doraźnie? Tak i bierze się to głównie z braku umiejętności przewidywania trudnych sytuacji. Zwykle nie jesteśmy przygotowani na stres i kiedy nadchodzi, spada na nas jak grom z jasnego nieba i wtedy skupiamy się na zapanowaniu nad emocjami, co zabiera całą naszą uwagę i energię. Dlatego stres tak nas wypompowuje. Winne jest tu także wychowanie. Wpaja się nam, że niepokazywanie po sobie, co czujemy, jest dla nas korzystne. I owszem, zwykle warto nie okazywać publicznie wściekłości, niezadowolenia czy dezaprobaty, tyle tylko, że tłumienie wcale nie zmienia tego, co czujemy. Co więcej, wiąże się z większą aktywnością fizjologiczną (przyspieszone bicie serca czy drżenie rąk mogą nas zdradzić, więc wkładamy jeszcze więcej energii w powstrzymanie tych odruchów) i koniecznością ciągłego monitorowania swojego zachowania. A to potworny wysiłek.

Chcemy działać doraźnie? Proszę bardzo! Ale zamiast tłumienia emocji skupmy się na takim przeformułowaniu znaczenia trudnej sytuacji, aby wywoływała w nas jak najmniej niepożądanych emocji. Warto traktować trudne sytuacje jak wyzwania, zdarzenia, dzięki którym mogę się czegoś o sobie dowiedzieć. Zamiast zaciskać zęby podczas rozmowy ze sfrustrowanym klientem, mogę pomyśleć, że jest on po prostu zagubiony, że nie chce mnie obrazić, tylko załatwić swoją sprawę. Jednak podchodzenie z dystansem do trudnych sytuacji nie jest łatwe, ponieważ wymaga dość dobrze rozwiniętych kompetencji emocjonalnych i… wysiłku. I tu czasami koło się zamyka. Skąd czerpać siłę, skoro jesteśmy zmęczeni? Nie obejdzie się bez długofalowych działań. O każdą rzecz, którą posiadamy i którą chcemy się dłużej cieszyć, powinniśmy dbać. I zwykle dbamy. Jeździmy do warsztatu z samochodem, sprzątamy dom. Dlaczego więc nie dbamy o siebie? Ktoś, kto pali papierosy, nie wysypia się, na dodatek jeszcze niewłaściwie odżywia, będzie łakomym kąskiem dla stresu.

Po czym poznać, że stres już nas „napoczął”? Pierwsze negatywne skutki długotrwałego oddziaływania stresu odzwierciedlają się w ciele. Chyba, że odpowiednio je do tego przygotujemy, na przykład aktywnością fizyczną – to doskonały sposób na to, by nauczyć nasze ciało radzić sobie ze zwiększoną presją. Bardzo dobrze działa też relaksacja, możemy wykorzystać do niej różne techniki, od masażu po ćwiczenia oddechowe czy medytację, a na słuchaniu spokojnej muzyki kończąc. Jednak najważniejsze jest rozpoznawanie siebie: co mnie denerwuje, co pobudza, co uspokaja, co relaksuje. Korzystajmy z tego: przewidujmy sytuacje, które mogą być dla nas zbyt stresujące, i stosujmy działające na nas „środki uspokajające”. I uczmy tego swoje dzieci, od najwcześniejszych lat.

Dr Dorota Szczygieł psycholog specjalizująca się w temacie inteligencji emocjonalnej, SWPS Sopot