1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Co odróżnia osoby odkładające działanie od ludzi czynu?

Co odróżnia osoby odkładające działanie od ludzi czynu?

fot.123rf
fot.123rf
W ludzkiej naturze leży umiejętność pozytywnego nastawienia i aktywność. Dlaczego zatem odkładamy działanie i to w tych sferach, na których najbardziej nam zależy? To zachowanie obronne, obawiamy się bowiem zagrożenia poczucia własnej wartości i niezależności, lękamy się swojej niedoskonałości i porażki. Jak to zmienić?

Dr Neil Fiore, autor książki „Nawyk samodyscypliny. Zaprogramuj wewnętrznego stróża”, przez pięć lat dokładnie badał nawyk odkładania działania w trakcie sesji coachingu i terapii swoich klientów. Na tej podstawie zidentyfikował pięć negatywnych przykładów nastawień, które prowadzą do tego odwlekania działań dla nas ważnych i odróżniają osoby, które w ten sposób postępują, od ludzi czynu. 1. Negatywne myślenie o wyrażeniu „Muszę”

Powtarzanie słowa „muszę”, oznaczającego komunikat „muszę, ale nie chcę” sprawia, że pojawiają się sprzeczne uczucia i wrażenie, że jesteś ofiarą. A to stanowi doskonałe usprawiedliwienie dla odkładania działania. Możesz pozbyć się tego nastawienia, zastępując je stwierdzeniem związanym z nastawieniem na przejmowanie odpowiedzialności. Człowieka czynu charakteryzuje wybór i moc. Zastąp wyrażenie MUSZĘ wyrażeniem WYBIERAM

2. Negatywne myślenie o wyrażeniu „Muszę skończyć”

Kończenie odnosi się do nieokreślonej przyszłości, być może odległej od twojego stanu umiejętności, pewności siebie i perspektyw. Koncentrujesz się wówczas na mało określonym wyniku, nie mówiąc sobie od czego należy rozpocząć zadanie. Skupienie się na tym aspekcie sprawia, że zadanie wydaje się obezwładniające, trudne do wykonania. Możesz zmienić ten stan rzeczy i zastąpić je zobowiązaniem do rozpoczęcia działań teraz. Pobudzisz w ten sposób swoją energię.

Zastąp wyrażenie MUSZĘ SKOŃCZYĆ wyrażeniem KIEDY MOGĘ ZACZĄĆ?

Jeśli rozpoczęcie projektu obecnie jest niemożliwe, zapytaj siebie: KIEDY ZNOWU MOGĘ ZACZĄĆ?

3. Negatywne myślenie „Ten projekt jest zbyt duży i ważny”

Im większy wydaje ci się projekt, tym większą masz skłonność do odkładnia działania. Jeśli skupisz się na wizji wszystkiego, o co walczysz podczas pracy nad nim, naturalna motywacja i ciekawość ustąpią miejsca niepokojowi. Nigdy nie można od razu zbudować całego domu czy napisać całej książki. Ale możesz znaleźć architekta, napisać konspekt lub jedną stronę dzieła.

Zastąp wyrażenie TEN PROJEKT JEST DUŻY I WAŻNY wyrażeniem MOGĘ WYKONAĆ JEDEN MAŁY KROK

4. Negatywne myślenie „Muszę być perfekcyjny”

Powtarzając sobie to założenie, będziesz chronił się przed porażkami i krytyką, co w konsekwencji skłoni cię do odkładania działania. Skoncentrujesz się na wewnętrznym dialogu, podczas którego będziesz potępiał wszystkie swoje niewielkie postępy jako nieznaczące w porównaniu do tego, jakie twoim zdaniem powinny być. Im większym jesteś samokrytycznym perfekcjonistą, tym trudniej jest ci rozpocząć pracę nad projektem, który jak już wiesz, nigdy nie będzie wystarczająco dobrze zrealizowany. Będziesz miał skłonność do porzucania go po zetknięciu się ze zwykłym problemem. Jak na ironię, perfekcjonizm i krytycyzm w stosunku do swoich błędów powodują, że porażki stają się bardziej prawdopodobne i poważniejsze. Dlatego wymagania dotyczące perfekcyjnej pracy warto zastąpić akceptacją swoich ludzkich ograniczeń i tak zwanych błędów jako części zwykłego uczenia się. Podaruj sobie wyrozumiałość i wsparcie dla prawdziwej, niedoskonałej pracy, zamiast marzyć o doskonałym projekcie.

Zastąp wyrażenie MUSZĘ BYĆ PERFEKCYJNY wyrażeniem MOGĘ BYĆ DOSKONALE LUDZKI

5. Negatywne myślenie „Nie mam czasu na rozrywkę”

Katowanie się stwierdzeniami typu „Muszę pracować cały weekend” sprawią, że zaczniesz odczuwać niechęć do pracy, spowodowaną długimi okresami pozbawienia przyjemności i izolacji. W człowieku wówczas wytwarza się poczucie, że życie jest pełne obowiązków i wymagań, które pozbawiają go tego, co w życiu sprawia przyjemność innym.

Zastąp stwierdzenie NIE MAM CZASU NA ROZRYWKĘ stwierdzeniem MUSZĘ ZNALEŹĆ CZAS NA ROZRYWKĘ

I po prostu to zrób.

Więcej na ten temat przeczytasz w poradniku , napisanego przez dr Neila Fiore, psychologa, trenera i pisarza, który pomógł tysiącom osób osiągnąć optymalny potencjał.

Wydawnictwo

Nie odkładaj na później przeczytania tej książki. Zmień obawę przed działaniem w potężną siłę napędową. Poznaj „stan przepływu” i inne fascynujące cechy swojego mózgu

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Prokrastynacja - jakie mogą być skutki odwlekania zadań?

Coraz większy stres i niechęć do wykonywanej pracy, stany depresyjne, objawy psychosomatyczne - to tylko niektóre skutki prokrastynacji. Jak jeszcze ciążą nam niezałatwione sprawy? (Fot. iStock)
Coraz większy stres i niechęć do wykonywanej pracy, stany depresyjne, objawy psychosomatyczne - to tylko niektóre skutki prokrastynacji. Jak jeszcze ciążą nam niezałatwione sprawy? (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Co dzieje się z odwlekanymi w czasie zadaniami? Nie przestają istnieć, a wręcz przeciwnie – namnażają się, i to w przyspieszonym tempie. W końcu robi się ich tyle, że już na nic nie ma czasu.

Mira nie mogła wstać od biurka o własnych siłach. W ogóle nie mogła wstać. Próbowała na kilka sposobów, aż poddała się i zadzwoniła po sekretarkę. „Pani prezes, co się dzieje, czy mam wezwać pogotowie?” – zapytała Joanna, przestraszona jej wyrazem twarzy. „Po prostu pomóż mi wstać i dojść do samochodu. Muszę pojechać na jakiś zastrzyk przeciwbólowy, bo inaczej mi nie przejdzie” – wydusiła z siebie. Porażający ból pleców pojawił się nie po raz pierwszy, ale po raz pierwszy potrzebowała pomocy drugiej osoby, żeby się przemieścić. Ostrzeżenia lekarza stały się realnością, chociaż dotąd je lekceważyła, zakładając, że takim twardzielkom jak ona niedyspozycje się nie zdarzają. Jednak życie znowu pokazało swą beznamiętnie statystyczną naturę. Mira doświadczała właśnie „skutków długotrwałego stresu”, i jedyną paradoksalną zaletą tej sytuacji był fakt, że skupiona na bólu mogła przez chwilę zapomnieć o tych wszystkich sprawach do załatwienia, które ją do tego stanu doprowadziły.

Skutki odwlekania zadań? - Stres i oszukiwanie siebie

Od dłuższego czasu czuła, że sytuacja ją przerasta. Firma, którą zaczęła tworzyć kilkanaście lat temu, od kilku lat nie była już małym rodzinnym biznesem, zatrudnienie sięgało 200 osób i zarządzanie – szczególnie w czasie kryzysu – było coraz trudniejsze. „Stara ekipa”, w liczbie 20 osób, wcześniej funkcjonowała sprawnie, każdy wiedział, co i jak robić. A teraz – te wszystkie rozmowy kwalifikacyjne, które zajmują czas i niewiele dają, bo dopiero w praniu okazuje się, kto co jest w stanie zrobić. Ciągle ktoś czegoś od niej chce, ciągle piętrzą się zaległości. To wszystko rujnuje jej zdrowie. I chociaż dziś właśnie postanowiła odseparować się od tego rozgardiaszu i zajęła się czytaniem e-booka oraz planowaniem wiosennego wyjazdu – żeby zadbać trochę o siebie – to właśnie teraz kręgosłup postanowił wystawić jej rachunek.

Metodę, którą Mira zastosowała do „zadbania o siebie”, określa się często terminem prokrastynacja – odwlekanie w czasie rzeczy, które mamy do zrobienia. Nie da się jednak zrelaksować z oddechem niezałatwionych spraw na plecach. Takie działanie opiera się na dziecinnym mechanizmie – dzieci, zakrywając oczy dłońmi, są przekonane, że ich nikt nie widzi – tak jak w danym momencie one nie widzą nikogo.

Ilustracja: Joanna Gwis Ilustracja: Joanna Gwis

Kto ulega prokrastynacji?

Może prościej byłoby zapytać, kto nie ulega? Zjawisko odsuwania od siebie rzeczy, które powinno się zrobić, dotyczy tak naprawdę wszystkich, chociaż nie wszyscy to sobie w pełni uświadamiają, a sztandarowym przykładem mogą być studenci w czasie sesji. Według badań mechanizm odkładania na ostatnią chwilę dotyka ponad 80 proc. z nich. Wśród przyczyn wyjaśniających zjawisko „jestem bardzo zajęty robieniem rzeczy, których nie muszę robić, po to, aby uniknąć robienia czegokolwiek, co powinienem robić”, badacze podają styl wychowania i nauczania oparty na bardzo wysokich oczekiwaniach wobec dziecka. Kiedy dorośli ciągle spodziewają się więcej po dziecku, uczy się ono skupiać na chęci zadowolenia innych, co jest powodowane naturalnym dziecięcym lękiem przed odrzuceniem. W końcu traci kontakt samo ze sobą, ze swoimi własnymi potrzebami, zainteresowaniami i realnymi możliwościami, ulegając tendencji do perfekcjonizmu, wywołanej ciągłymi komunikatami, że stale musi być najlepsze. Taki utrwalony nawyk przenosimy później w dorosłe życie i lęk przed porażką (bo to jest przecież wypadnięcie za burtę bycia najlepszym) motywuje do działania na krótką metę. Wyczerpany organizm broni się depresją, prokrastynacją i innymi zaburzeniami, które postrzegamy jako niesprawiedliwie nas dotykające i przeszkadzające w normalnym życiu, gdy tak naprawdę są one często krzykiem zaniedbanego „ja” o usłyszenie, zrozumienie i współczucie.

Prokrastynacja, czyli ucieczka od przymusu

Kiedy odsuwamy od siebie sprawy, zostawiając je na ostatni moment, zazwyczaj w dużej mierze działamy pod presją takich słów, jak: „powinnam”, „muszę”, „trzeba”. Impuls do działania jest wówczas zewnętrzny, nie pochodzi ze środka nas – nie mamy więc poczucia, że wynika z naszego wyboru, zaś to, co nie jest wyborem – jest przymusem. Opór, który rodzi się pod wpływem poczucia przymusu, osłabia nasz zapał. Lęk przed porażką dokłada swoje, i jedyne, czego pragniemy, to „wymiksować się” z sytuacji, odsuwając ją od siebie jak najdalej w czasie. Jednocześnie ciągle żywe są w nas uczucia winy, wstydu i strachu przed konsekwencjami niezrobionych rzeczy i kiedy je zagłuszamy, wciągając się w robienie rzeczy, które chcemy i lubimy robić, te nieprzyjemne uczucia żyją ciągle na progu naszej podświadomości i świadomości, oddziałując na stan zdrowia psychicznego i w konsekwencji – fizycznego. W pewnym momencie plecy, żołądek, serce czy inna część ciała odmawiają współpracy, i jest to często ostatni moment, żeby zatrzymać się i odpowiedzieć sobie na pytania: „Co wybieram w tej sytuacji?”, „Za czym tęskni moje serce?”, „Jakie wartości w życiu chcę wspierać swoim działaniem?”.

Perfekcjonizm i prokrastynacja często idą w parze

Mira dotarła do takiego momentu w życiu, gdy zrozumiała, że od tego, jak rozwiąże sytuację, zależy przyszłość jej i firmy. Syndrom wzorowej uczennicy nie bardzo się przydaje w sytuacji zarządzania ludźmi. Odejście od perfekcjonistycznych metod działań zakorzenionych w przekonaniu: „muszę być najlepsza, więc to ja najlepiej wiem, co i jak powinno być zrobione”, czyli od ręcznego sterowania zespołem, pozwala odzyskać wiele czasu i energii, które można wykorzystać z pożytkiem dla siebie i innych.

Mira po zadbaniu o zdrowie fizyczne (lekarz, fizjoterapeuta, wykupienie karnetu na basen) zdecydowała się pod namową koleżanki na pracę nad sobą (warsztaty, coaching) i nad firmą (konsultacje, opracowanie i wdrożenie planu zmian). To, co najbardziej pomogło jej ruszyć z miejsca, to zmiana perspektywy widzenia pewnych spraw: dopóki myślała o pracownikach w kategoriach „spodziewania się po nich określonych rzeczy”, konieczność zarządzania ludźmi postrzegała jako orkę na ugorze. Odkąd pozwoliła samej sobie zaistnieć jako niepowtarzalna osoba z konkretnym potencjałem, który może rozwijać, pozostawiając innym bycie mistrzami świata w ich własnych dziedzinach, łatwiej jej było dostrzec w pracownikach ciekawych, różnorodnych ludzi, i dać im szansę na realizowanie siebie. To pozwoliło Mirze wreszcie być sobą w kontaktach z ludźmi, bo okazało się, że jej prawdziwa natura to raczej wspieranie innych w rozwoju potencjału niż promowanie perfekcjonizmu. Jednak najpierw sama musiała się uporać z tą skłonnością u siebie, żeby nią „nie zarażać” innych.

Zmiana prokrastynacyjnych nawyków

Mira w czasie swojej pracy z grupą na warsztatach i podczas indywidualnych spotkań z coachem wypracowała metody, które pomagają jej w radzeniu sobie z unikaniem nawyków prokrastynacyjnych. Ciągle uczy się dystansowania się do swojej skłonności, by zarządzać ludźmi na zasadzie „zrób to co ja”, oraz cierpliwości. Bonusem całej sytuacji jest zdecydowanie większe poczucie satysfakcji z tego, co robi, oraz świadomość różnicy jakości działania, kiedy robi się coś nie pod wpływem zewnętrznej presji, lecz pod wpływem impulsów płynących z własnych wewnętrznych potrzeb i wartości, które chce się realizować w życiu. Mira przyznaje, że dopiero od niedawna rozumie, co to znaczy, że życie potrafi cieszyć.

  1. Psychologia

Samokontrola prowadzi do szczęścia i sukcesu

Umiejętności samokontroli można się nauczyć - silna wola nie jest cechą wrodzoną. (Fot. iStock)
Umiejętności samokontroli można się nauczyć - silna wola nie jest cechą wrodzoną. (Fot. iStock)
Jeśli umiesz odmówić sobie pysznego deseru, nie tylko zachowasz linię, prawdopodobnie odniesiesz też w życiu niejeden sukces. Psycholog Walter Mischel twierdzi: samokontrola to prosta droga do szczęścia.

Dlaczego jedni robią spektakularne kariery, są szczęśliwi w małżeństwie i wytrwali w przyjaźni, a drudzy nie kończą studiów, rozwalają kolejny związek i notorycznie nie dotrzymują obietnic? Odpowiedź wydaje się prosta – są ludzie wyposażeni w silną wolę i ci, którym jej brak. I nic na to nie poradzimy. Nieprawda!

Psycholog Walter Mischel od ponad pół wieku prowadzi badania nad silną wolą. I dochodzi do mniej i bardziej zaskakujących wniosków. Mniej zaskakujący: niektórzy przewyższają innych pod względem zdolności opierania się pokusom i radzenia sobie z emocjami. Bardziej zaskakujący: różnice te widać już w wieku przedszkolnym, utrzymują się przez większość życia i decydują o tym, czy odniesiemy sukces. Rewolucyjny: umiejętności samokontroli można się nauczyć. Silna wola nie jest cechą wrodzoną. Zatem koniec z wymówkami!

Dzieci wiedzą lepiej

Mieć coś na wyciągnięcie ręki, a jednak sobie tego odmówić, wiedząc, że zaszkodzi nam lub komuś innemu? Opanować złość, strach czy rozpacz, kiedy stają się zbyt groźne? Na tym polega samokontrola. Zdaniem Mischela nasze życie byłoby prostsze i szczęśliwsze, gdybyśmy nauczyli się zwłaszcza pokonywać pokusy, czy to w postaci (drugiej) dokładki obiadu, kupna kolejnej (zbędnej) pary butów, czy zdrady. W tym celu w latach 60. opracował metodę, którą nazwał testem Marshmallow (od nazwy słodkich pianek). Zamierzał nią badać ludzką umiejętność odraczania przyjemności na grupie raczej mającej problemy z samokontrolą – przedszkolakach. Prosty eksperyment miał sprawdzić, jak dzieci starają się zapanować nad sobą i nie zjeść słodkiej pianki, by za parę minut dostać dwie słodkie pianki w nagrodę. Część nie wytrzymała napięcia i zjadała pianki od razu, ale niektóre znajdowały bardzo ciekawe sposoby na to, by odwrócić swoją uwagę od smakołyku. Dało to badaczom materiał do refleksji nad tym, jak ludzki umysł radzi sobie z odraczaniem chwilowych przyjemności, aby w przyszłości doświadczyć większych.

Co robiły dzieci? Zamykały oczy, wymyślały twórcze zabawy lub inne angażujące zajęcia: układały zabawne piosenki, gry i zagadki lub... dłubały w nosie. Inne wyobrażały sobie, że pianka jest chmurką lub kulką waty, albo w myślach obrysowywały ją ramką, żeby wyglądała jak obrazek przedstawiający piankę (którego przecież nie można zjeść). Jeszcze inne przekonywały same siebie, że pianka jest niedobra w smaku lub że wcześniej podjadał ją karaluch.

Najciekawsza była jednak druga część eksperymentu, przeprowadzona po kilkunastu latach. Okazało się, że dzieci, które wykazały się większą samokontrolą, jako dorośli w wieku 25–30 lat świetnie radzili sobie w życiu, mieli lepszą pracę i bardziej udane życie prywatne niż dzieci, które zdecydowały się zjeść piankę od razu.

Gorące i zimne

To, co intuicyjnie robiły przedszkolaki podczas testu Marshmallow, to prosta technika, która pozwala radzić sobie z pokusami i odraczać nagrody. W skrócie polega ona na studzeniu systemu gorącego naszego mózgu.

Układ limbiczny, czyli gorący system emocjonalny znajdujący się w mózgu (ze szczególnym udziałem tzw. ciała migdałowatego), odgrywa największą rolę zwłaszcza w reakcji strachu oraz zachowaniach seksualnych i apetatywnych (związanych z jedzeniem). To on pozwalał przeżyć naszym przodkom w trudnych i niebezpiecznych prehistorycznych czasach, a dzisiaj jest odpowiedzialny za nasze błyskawiczne reakcje i nadaje życiu emocjonalną intensywność. Każe niemowlęciu płakać, gdy jest głodne, a dorosłym uciekać, gdy usłyszą hałas w krzakach. To on też powoduje, że trudno jest nam odmówić sobie zjedzenia pysznego ciastka, gdy bardzo mamy na nie ochotę.

Z systemem gorącym łączy się nierozerwalnie system chłodny, który mieści się w korze przedczołowej i aktywizuje o wiele wolniej. Odgrywa on kolosalną rolę w planowaniu i samokontroli. Oba systemy są ze sobą silnie powiązane – kiedy jeden przeważa, drugi staje się słabszy. Możemy jednak celowo „schładzać” swoje reakcje lub je lekko „podgrzewać”. Jak pokazał test Marshmallow, im większy dystans psychologiczny zyskujemy wobec danego przedmiotu bądź celu, tym łatwiej będzie nam podejść do niego racjonalnie. Zatem aby skutecznie oprzeć się pokusie kupna kolejnej pary butów, trzeba ją „schłodzić”, zdystansować się i uczynić abstrakcyjną. Na przykład skupić się na wadach – choćby wysokiej cenie butów, przypomnieć sobie, że poprzednio buty z takiego materiału obtarły nam piętę, wyobrazić sobie je jako obrazek w gazetce reklamowej lub… odwrócić wzrok od wystawy.

Co ciekawe, w życiu przydatne okazuje się też podgrzewanie pewnych celów, zwłaszcza tych długofalowych, jak odkładanie pieniędzy na emeryturę. Tak abstrakcyjna rzecz, jak nasza emerytura w wieku 60 lat, podczas gdy mamy 34, nie skłania do płacenia wysokich składek. Gdyby jednak ktoś zwizualizował nam to, jak będziemy wyglądać na emeryturze (tak jak zrobili to badacze podczas pewnego eksperymentu), moglibyśmy bardziej utożsamić się z samym sobą starszym o 30 lat i chętniej odkładalibyśmy pieniądze. Aby zadbać o przyszłość, musimy uczynić ją bliższą i bardziej wyrazistą, czyli ją „podgrzać”.

Nałogowcy i celebryci

Kluczowa zasada samokontroli brzmi zatem: ochłódź „teraz”, podgrzej „później” – w zależności od tego, na jakiej perspektywie potrzebujesz się skupić. Mischel wypróbował to na własnej skórze, rzucając palenie. Co prawda jego system chłodny odnotował, że jeśli będzie palił nadal trzy paczki dziennie, zachoruje na raka płuc, ale zrozumiał to dopiero, kiedy zobaczył wykończonego fizycznie pacjenta na oddziale onkologicznym. Od tej pory za każdym razem, kiedy miał ochotę zapalić, jego system chłodny celowo aktywizował system gorący poprzez przypomnienie sobie widoku tego pacjenta, co wywoływało w nim paniczny strach. Aby jeszcze bardziej podgrzać emocje, w momentach, kiedy był bliski temu, by ulec pokusie, wąchał słoik pełen niedopałków, by tak zmasowana dawka nikotyny pozbawiła go ochoty na „dymka”. Podjął też działania typowe dla chłodnego systemu: zawarł umowę ze swoją trzyletnią córką, która obiecała, że jak tata przestanie palić, to ona przestanie ssać kciuka, i zapowiedział swoim studentom, że rzuca palenie – czyli publicznie się do czegoś zobowiązał. Jak na dłuższą metę udana może być współpraca obu systemów, świadczy to, że Mischel do dziś nie pali.

Ale uwaga: samokontrola jest zdolnością, która może być wykorzystywana albo nie, w zależności od tego, czy jesteśmy do tego odpowiednio zmotywowani. Zależy to m.in. od tego, jak postrzegamy ewentualne skutki ulegnięcia pokusie i siłę tej pokusy. Duża część skompromitowanych celebrytów i osób publicznych, które po latach sukcesów w polityce (jak Bill Clinton) bądź sporcie (jak Tiger Woods) zostają nagle „przyłapani” na licznych romansach czy braniu narkotyków – prawdopodobnie wcale nie chciała oprzeć się pokusom, a do tego uważała się za lepszych i w związku z tym bezkarnych. Dlatego pamiętaj, nie wystarczy wiedzieć, jak się kontrolować, trzeba tego jeszcze chcieć.

  1. Psychologia

Prokrastynacja, czyli „zrobię to jutro”

Prokrastynacja często współwystępuje z tzw. osobowością unikającą, czyli reagującą lękiem na różne wydarzenia, projekty i zadania. (fot. iStock)
Prokrastynacja często współwystępuje z tzw. osobowością unikającą, czyli reagującą lękiem na różne wydarzenia, projekty i zadania. (fot. iStock)
Prokrastynację, czyli nałogowe odkładanie, coraz częściej wymienia się wśród chorób cywilizacyjnych. Bywa rodzajem buntu przeciw zbyt szybkiemu tempu życia, ale też wyrazem lęku przed porażką czy odpowiedzialnością związaną z sukcesem.

Jak z nią walczyć, podpowiada psychoterapeutka Ewa Klepacka-Gryz.

Kasia zadzwoniła rano i powiedziała, że chce zapisać się na sesję, ale koniecznie jeszcze tego samego dnia. Gdy spytałam, czy coś się szczególnego wydarzyło, usłyszałam: – Nie, ale znając siebie, jeśli zapiszę się na późniejszy termin, to będę przekładała spotkanie w nieskończoność, aż w końcu odwołam. Albo nie odwołam, ale nie przyjdę.

Po tak szczerym wyznaniu zgodziłam się przyjąć ją wieczorem.

Prokrastynacja - jak ją pokonać?

KROK 1. Przyglądamy się temperamentowi Kasi

– Chyba domyślasz się, na czym polega mój problem… – zaczęła, stając w drzwiach mojego gabinetu. – Myślę, że masz problem z czekaniem – odpowiedziałam. – To też, ale bardziej daje mi w kość… poczekaj, zapisałam to sobie: prokrastynacja – niemal wykrzyknęła.

„Kompulsywna, impulsywna i konsultująca się u doktora Google'a” – pomyślałam. Poza tym prokrastynacja to modny temat. Lepiej być prokrastynatorem niż zwykłym leniuchem, który wszystko odkłada na ostatnią chwilę. Neuropsycholodzy twierdzą, że u prokrastynatorów, czyli osób z tendencją do zwlekania ze wszystkim, występuje konflikt pomiędzy korą przedczołową, odpowiadającą za najwyższe funkcje poznawcze (jak odraczanie gratyfikacji czy realizowanie celów), a układem limbicznym, związanym z emocjami.

Pacjenci, którzy sami się diagnozują, nie należą do najłatwiejszych. Czasami przychodzą tylko po to, żeby ,,przyłapać” terapeutę na niewiedzy albo udowodnić, że sami wiedzą lepiej. Jednak patrząc na Kasię, uznałam, że nie ma takich intencji. Sprawiała wrażenie osoby energicznej, radosnej. Byłam ciekawa, co takiego się stało, że postanowiła do mnie przyjść właśnie teraz. – Nic szczególnego – odpowiedziała. – Dziś rano zdobyłam twój numer telefonu i poszłam za ciosem. Obiecałam sobie, że zadzwonię tylko raz i że w grę wchodzi jedynie dzisiejszy termin. No i udało się.

Mogłoby się wydawać, że chodziło o jakiś magiczny znak. Ale jeśli pacjentka rzeczywiście jest nałogową odkładaczką, prawdopodobnie w życiu kieruje się zasadą: „Teraz albo nigdy, wszystko albo nic”. Bo choć osoba, która zostawia wszystko na później, zawala terminy, wymyślając mniej lub bardziej absurdalne usprawiedliwienia, wydaje się nam rozlazła, wiecznie zmęczona, niezaradna, niezorganizowana czy nieasertywna – to w praktyce okazuje się, że kłopot leży zupełnie gdzie indziej.

Prokrastynacja może dotknąć każdego, w każdym momencie życia i w każdej sprawie. Bywa, że w pracy jesteśmy zawsze ze wszystkim do przodu, za to w relacjach prywatnych rzadko udaje nam się dotrzymywać terminów. Doświadczenie zawodowe podpowiada mi, że najbardziej charakterystycznymi cechami prokrastynatorów są impulsywność, kompulsywność, perfekcjonizm i podwyższony poziom lęku. Do tego dochodzi jeszcze niewielki dostęp do tego, co w duszy gra, czyli kiepska znajomość siebie.

KROK 2. Odkrywamy siłę napędową Kasi w relacjach

– Co w tym momencie pozwoliłoby ci się odprężyć? – zapytałam. – O matko! Sama nie wiem… albo wiem… Kubek zielonej herbaty.

Akurat miałam taką, jak lubi, z opuncją figową. – Proszę, zrobiłam ci herbatę w moim kubku z dzieciństwa – powiedziałam. – Ale fajnie, super, dziękuję, aż się wzruszyłam – ucieszyła się. Naprawdę była zadowolona i jakby zwolniła tempo. Rozsiadła się wygodnie w fotelu, zamyśliła i zaczęła opowiadać: – Hm, dzieciństwo... Nie wspominam go dobrze. Ojciec był bardzo surowy, rozliczał mnie ze wszystkiego. Matka się go bała, więc gnębiła mnie czasami jeszcze bardziej, żeby jej się nie dostało. Gdy chodziłam już do szkoły średniej, opracowałam pewną metodę. Na biurku rozkładałam zeszyty i podręczniki, a w otwartej szufladzie biurka – książkę, którą akurat czytałam. Kiedy któreś z rodziców wchodziło do pokoju, pochylałam się, zamykając tym samym szufladę. Matka i tak ciągle sprawdzała, czy nie marnuję czasu na dumanie o niebieskich migdałach. „Możesz być bezmózgowiem, dla mnie liczą się efekty” – to była z kolei złota myśl ojca.

Prokrastynacja to często nieświadomy bunt wobec zewnętrznych prób kontroli. Córki surowych ojców i uległych matek od dzieciństwa opracowują strategie przetrwania. Udają, że są ciągle zajęte, zapracowane, w biegu. Gdy ktoś dokłada im kolejne obowiązki, mają usprawiedliwienie, że im nie sprostały, bo przecież każdy widział, ile miały na głowie.

– Dziś nie jesteś już małą dziewczynką zależną od rodziców – powiedziałam. – Możesz robić, co chcesz, odkładać wszystko na później, czytać książki zamiast zajmować się czymś bardziej pożytecznym i przede wszystkim pilnować, żeby nie brać na siebie zbyt dużo obowiązków. – To prawda, ale ja lubię dużo robić i szybko widzieć efekty – westchnęła.

Ano właśnie. Cały kłopot tkwi w ilości spraw, szybkim tempie i chęci natychmiastowych efektów. Jeśli chudnąć, to 20 kg w ciągu miesiąca; jeśli realizować projekt, to najlepiej siedzieć nad nim ciurkiem dwa dni i dwie noce. Liczy się szybki sukces, szybka nagroda, bo nigdy nie wiadomo, czy za tydzień zainteresowanie zrzuceniem wagi czy danym projektem nie minie.

Wiedziałam, że nie ma sensu prosić Kasię, by wyobraziła sobie siebie za pięć lat. Nałogowi odkładacze rzadko myślą o przyszłości czy snują plany. Nie czują związku z „przyszłym sobą”, dla nich liczy się tu i teraz, dlatego łatwo biorą na siebie kolejne zobowiązania do zrealizowania „za jakiś czas”. Kasia tak bardzo chciała spełniać oczekiwania ludzi, zwłaszcza bliskich, że nie potrafiła odmawiać i kiedy, bijąc się w piersi, obiecywała: „Na jutro będziesz to miała, na bank”, naprawdę w to wierzyła. A potem zawsze pojawiało się coś, co nie pozwalało jej się wywiązać z obietnicy. I to było jej kłopotem.

KROK 3. Dochodzimy do wniosku, że to powszechny styl życia

Gdy Kasia opowiada, jak wygląda jej przeciętny dzień, robi mi się smutno. – Moja pierwsza myśl po obudzeniu to, że i tak ze wszystkim się nie wyrobię, że nie ogarnę całości – mówi. – A gdybyś mniej planowała i codziennie rano robiła korektę planów? – pytam. – Ale rano ja nawet dokładnie nie pamiętam, co mam do zrobienia. Wiem, że jest tego dużo i że ze wszystkim nie zdążę. Mogę jedynie robić dobrą minę do złej gry, uśmiechać się do tych, którzy mnie ścigają, bo znowu coś zawaliłam. Mogę doskonalić się w wymyślaniu usprawiedliwień i składaniu obietnic na wyrost. – To musi być straszne – rzucam, choć wiem, że moje słowa brzmią mało terapeutycznie. – Przecież dziś wszyscy tak żyją – wzrusza ramionami.

Szybkie tempo życia i nadmiar obowiązków jest nam narzucany często już na poziomie przedszkola czy szkoły podstawowej. Przestymulowanie mózgu i w konsekwencji utrwalenie stylu działania pod wpływem presji i stresu, plus perfekcjonizm połączony z nieustannym napięciem (w ciele i w umyśle) w dorosłym życiu równa się jak nic prokrastynacja.

Kasi trudno jest utrzymać rozluźnienie i odprężenie w czasie naszego spotkania. Momentami przez jej ciało przebiega dreszcz i wiem, że to nie z zimna. Mięśnie nieprzyzwyczajone do rozluźnienia od czasu do czasu reagują drżeniem. – Patrzysz na moje drżące uda? – mówi, jakby czytała w moich myślach. – To objaw tężyczki – tłumaczy i znowu popisuje się wiedzą zaczerpniętą z Internetu.

Tężyczka objawia się niekontrolowanymi skurczami mięśniowymi, a wywołują je niedobory magnezu i wapnia. Podobnie jak prokrastynacja, tężyczka dotyka ludzi młodych, ambitnych i zapracowanych. Coraz częściej myślę, że to sposób, w jaki ciało radzi sobie z permanentnym napięciem. – Najgorzej jest w nocy. Kilkakrotnie się wybudzam, bo czuję, jakby moje ciało gdzieś się zapadało, a potem cała się wzdragam – opowiada Kasia.

Prokrastynacja, czyli notoryczne odkładanie czynności na później może być wywołane strachem przed porażką, wysokim stopniem trudności zadania lub brakiem natychmiastowego rezultatu. (Fot. iStock) Prokrastynacja, czyli notoryczne odkładanie czynności na później może być wywołane strachem przed porażką, wysokim stopniem trudności zadania lub brakiem natychmiastowego rezultatu. (Fot. iStock)

KROK 4. Umawiamy się na pracę domową

Zbyt szybkie tempo życia to jedno. O wiele groźniejsze jest życie niezgodne z własnym rytmem. Zazwyczaj trzy czwarte każdej sesji przeznaczam na wspólne odkrycie z pacjentem jego indywidualnego rytmu. Kiedy poznasz swój rytm i postarasz się żyć zgodnie z nim, łatwiej będzie ci znaleźć przyczynę twojego kłopotu i rozwiązać go. Albo uznać, że wcale tak bardzo ci nie przeszkadza.

Często prokrastynacja jest wołaniem mózgu o odrobinę przyjemności. Odkładanie nieprzyjemnego zadania po to, by posurfować w necie, obejrzeć odcinek ulubionego serialu czy napić się kawy – to doskonały sposób na chwilę relaksu. Każdy bodziec, który pozwoli mózgowi na wyrównanie poziomu hormonów stresu, jest jak najbardziej pożądany. Inna sprawa: jak poradzić sobie z faktem, że co się odwlecze to nie ucieczce. Pracując z Kasią nad jej nałogowym odkładaniem, dochodzę do wniosku, że potrzebuje tygodnia urlopu, by spróbować żyć bez zegarka. Ma chodzić spać, gdy jest zmęczona; wstawać, gdy się wyśpi; jeść, gdy jest głodna. Obserwować, o jakich porach dnia czuje przypływ energii, a kiedy jej spadek. Kasia w pierwszej reakcji jest przerażona. Twierdzi, że nie może wziąć urlopu. Poza tym umrze z nudów, tak nic nie robiąc. Ostatecznie umawiamy się na przedłużony weekend. Potem postanowi, co dalej.

Prokrastynacja na co dzień: autoterapia dla nałogowych odkładaczy

  • Jeśli zniechęca cię, że zadanie, które masz do wykonania, jest pracochłonne i za trudne, podejdź do niego powoli. Zrób pierwszy krok. To sprawi, że wyda ci się bardziej realne. Pierwszy krok zmieni status zadania do wykonania w rozpoczęty proces. Każdy kolejny – coraz bardziej cię zaangażuje.
  • Nie obwiniaj się za to, że ciągle coś odkładasz, bo to nasili twoje emocje i zwiększy napięcie w ciele, co jest jedną z głównych przyczyn prokrastynacji. Jeśli znowu poczujesz ochotę odłożyć coś na później, wyobraź sobie wagę. Na jednej szali połóż ulgę i przyjemność związaną z odłożeniem zadania, na drugiej poczucie winy. Wybierz to, co ci się bardziej opłaca.
  • Kiedy czujesz, że wciąga cię wir prokrastynacji, nie szukaj w głowie powodów i tłumaczeń. Zamiast tego powiedz sobie: „Tak, nie mam ochoty teraz tego robić i pozwalam sobie na zwlekanie ze wszystkimi tego konsekwencjami”.
  • Pamiętaj, że jednym z ważniejszych powodów prokrastynacji mogą być konflikty wewnętrzne, np. zadanie, jakie masz do wykonania, może mieć symboliczne znaczenie – napisanie pracy magisterskiej oznacza koniec studiów i początek dorosłego życia. Albo twój szef przypomina ci ojca i zawalając służbowe obowiązki, podświadomie mu się przeciwstawiasz.
Ewa Klepacka-Gryz, psycholog, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trener warsztatów rozwojowych dla kobiet.

  1. Psychologia

Jak losy kobiet w rodzinie wpływają na twoje życie?

Badanie własnych korzeni jest niezwykle inspirujące, pozwala w pełni zrozumieć, kim naprawdę jestem, skąd się wywodzę, jakie mam zasoby, z których mogę czerpać, a jakie obciążenia, na które trzeba uważać. (fot. iStock)
Badanie własnych korzeni jest niezwykle inspirujące, pozwala w pełni zrozumieć, kim naprawdę jestem, skąd się wywodzę, jakie mam zasoby, z których mogę czerpać, a jakie obciążenia, na które trzeba uważać. (fot. iStock)
Czy wracając do losów swoich przodkiń, wzmacniam się? Czy życie prababek wpłynęło na mój portret? - z psychoterapeutką Małgorzatą Lipko rozmawia Katarzyna Droga.

Czy losy przodkiń wpływają na nasz charakter lub problemy?
Często wydaje nam się, że to, jak wygląda nasze życie, zależy w zupełności od nas. Tymczasem, gdy przyjrzymy się losom rodzin w kontekście systemowym, można zauważyć wiele podobieństw, wręcz powtarzających się faktów w kolejnych pokoleniach. Badanie własnych korzeni jest niezwykle inspirujące, pozwala w pełni zrozumieć, kim naprawdę jestem, skąd się wywodzę, jakie mam zasoby, z których mogę czerpać, a jakie obciążenia, na które trzeba uważać.

Nie wyobrażam sobie, aby w procesie terapeutycznym pominąć z pacjentem kontekst systemowy – otoczenie, w którym dorastamy, przekazy transgeneracyjne „wyssane z mlekiem matki” mają na nas ogromny wpływ. Kształtują system wartości, sposób przeżywania, patrzenia i komunikowania się ze światem, a wreszcie – obraz samego siebie (to najpierw od najbliższych dowiadujemy się, jacy jesteśmy).

Jakie znaczenie dla kobiety może mieć fakt, że jej matka, babka i prababka nie realizowały swoich ambicji zawodowych, a poświęciły się wychowaniu dzieci?
Jeśli ta kobieta pragnie zrealizować ambicje zawodowe, może przeżywać nieświadomy wewnętrzny konflikt pomiędzy lojalnością wobec własnego systemu (do którego przynależy i jest jego potomkinią) a własnymi pragnieniami, które nie są w zgodzie z wzorcami rodzinnymi – choć ma do nich prawo. Wybór, przed jakim stoi, jest dramatyczny – jakkolwiek bowiem by zdecydowała, wyklucza w sobie część siebie, co rodzi w efekcie frustrację, złość, smutek, a te często prowadzą do depresji, poczucia niespełnienia w życiu.

Jeśli spróbuje pogodzić te obszary, może przeżywać poczucie winy, że robi coś dla siebie, a w tym czasie powinna być przy dzieciach, dbać o dom itp.Realizując model Matki Polki, niechęcią obdarza kobiety, które pracują i dbają o swój obszar rozwoju zawodowego. Często, żeby poczuć się lepiej, rywalizuje, wyższościowo ocenia i użala się nad biednymi, „niezaopiekowanymi” mężami i dziećmi tychże żon… Tak naprawdę im zazdrości, ale nie ma odwagi wyjść ze schematu, w którym tkwi – staje się jego uciemiężoną niewolnicą, palącą na stosie powinności swoje potrzeby, pragnienia, marzenia i fantazje.

Decydując się na kontrę do wzorca systemowego, czyli: „będę singielką i w pełni poświęcę się karierze zawodowej” – odcina się od kobiet w swoim systemie, patrzy na nie z pogardą. Zdecydowanie bliżej jej do mężczyzn, którzy są dla niej autorytetami, wzorcami. Jednak nie szanując kobiet, nie może od nich czerpać, być z nimi blisko, cieszyć się z bycia kobietą. Z impetem wchodzi w świat męski – chętnie zakłada „męskie buty”. Odżegnuje się od kobiecości, bo ta kojarzy jej się ze słabością, poświęceniem, zbytnią emocjonalnością, brakiem ambicji, tanimi serialami… Nie chce, żeby ktoś ją tak postrzegał – staje się zimna, skoncentrowana na sobie, i w efekcie – samotna.

Czy fakt, że narzeczony babki zaginął albo że druga babka była żoną zdradzaną – może jakoś ukształtować losy wnuczki czy córki? Jak?
Jeśli tak było, córka i wnuczka wychowały się z przekazem systemowym: „Mężczyznom nie można ufać”. Konsekwencje takiego przekazu mogą być przeróżne. Począwszy od powtórzenia losów babki czy matki, po różnego rodzaju wariacje na ten temat, typu: „stanę się narzędziem sprawiedliwości i zemszczę się na mężczyznach za krzywdę babki, matki…”, „nie zaufam żadnemu mężczyźnie, nie dam się skrzywdzić – nie zwiążę się z nikim”, „będę czujna – będę go sprawdzać, kontrolować”, „będę się o niego bać, skupiać się na nim, żeby nic mu się nie stało”, „mężczyzna jest słaby – nie ma co traktować go poważnie, jak zawiedzie, nie będę rozpaczać”.

Niejednokrotnie w swojej pracy terapeutycznej widziałam skutki takich wariacji. Jeśli kobieta jest związana w sposób szczególny ze swoją babką, która utraciła narzeczonego, istnieje prawdopodobieństwo, że powtórzy jej los, czyli że dobierze sobie partnera, który też w pewien sposób ją opuści. Forma może być nieco inna, ale sam fakt utraty będzie obecny. Przykłady: babka straciła pierwszego męża, UB zamordowało go podczas przesłuchiwań. Jej wnuczka traci narzeczonego miesiąc przed ślubem – zabijają go bandyci okradający dom. Innej kobiecie rozpadają się związki partnerskie po dwóch latach, traci mężczyzn podobnie jak ojca, którego ledwie pamięta, bo umarł nagle na zawał serca, gdy miała dwa lata. Kobieta przychodzi z problemem braku akceptacji przez rodzinę jej narzeczonego, który jest wyznawcą innej wiary, okazuje się, że babka popełniła mezalians, wiążąc się z mężczyzną z klasy niższej. Podobnie z sytuacją doświadczania zdrady. Z lojalności do zdradzonej babci, systemu – wnuczka wybiera mężczyznę, który nie będzie jej wierny, a nawet jeśliby chciał, to ona go do tego nieświadomie sprowokuje – żeby się „wypełniło”…

Małgorzata Lipko: psychoterapeutka, trenerka, współzałożycielka Ośrodka Psychoterapii i Rozwoju Osobistego FENIKS.

  1. Psychologia

Od jakich emocji uciekasz będąc w związku?

Do jakiej mojej emocji nie chcę się przyznać, czego nie chcę przyjąć jako swoje? (fot. iStock)
Do jakiej mojej emocji nie chcę się przyznać, czego nie chcę przyjąć jako swoje? (fot. iStock)
Miłość nie oznacza odczuwania nieustannie tego samego. Jej bogactwo wynika z pozwolenia sobie na przyjmowanie tego, co się pojawia, bez oceniania, co jest dobre, a co złe. Kiedy jesteś świadoma emocji, które wywołuje w tobie partner, masz szansę na poznanie siebie.

Najbliższe nam osoby pełnią dość niewdzięczną rolę: to na nie projektujemy swoją bezsilność, swoje lęki, pustkę i wszystko to, do czego nie chcemy się przyznać. One niejako zgodziły się wyświetlić obraz nas samych, naszych przekonań, tego, w co wierzymy, co sobie wyobrażamy. Właśnie z tego powodu wiele związków się nie udaje albo nie trwają one długo, ponieważ w którymś momencie już nie możemy wytrzymać patrzenia na siebie poprzez partnera, czujemy tyle lęku przed bólem wywołanym niektórymi emocjami, że wolimy odejść, zamiast pozwolić sobie czuć. Dlatego to, w jaki sposób reagujemy na ból wywołany niektórymi uczuciami, pokazuje nam, jak wyglądają nasze relacje.

Powiedz STOP

Zwróć uwagę, jak reagujesz na niechciane emocje: czy pozwalasz sobie poczuć jądro bólu, czy wręcz przeciwnie – kurczysz się i zamykasz? Jeśli denerwujesz się na partnera lub irytują cię niektóre jego zachowania, możesz być pewna, że to upomina się o uwagę emocja, której nie chcesz odczuwać. Kiedy świadomie przyznasz się, że to, co czujesz, jest twoje, możesz otworzyć serce na tego człowieka, a potem na to, co czujesz. I tym samym uzdrowić siebie. Jeśli wpadłaś w sidła wewnętrznego dialogu, w którym krytykujesz cały czas partnera, to najwyższy czas powiedzieć „STOP” i zadać sobie pytanie: Do jakiej mojej emocji nie chcę się przyznać, czego nie chcę przyjąć jako swoje?

Cios w czułe miejsce

Jeśli miałabym jednym zdaniem odpowiedzieć na pytanie, jaka jest recepta na szczęśliwy związek, powiedziałabym: „Bądź wdzięczna za to, co jest, a szczęśliwych dni w twoim związku będzie coraz więcej”. Ta prosta rada jest niczym magiczne zaklęcie, które każdy ma w zasięgu ręki. Jednak do momentu, kiedy nie przejmę odpowiedzialności za to, czego doświadczam, będę nieustannie wciągana w te same tryby, schematy będą się powtarzać, to, z czym nie chcę się skonfrontować, będzie domagało się uwagi poprzez stwarzanie okoliczności, w których nie będę mogła więcej przeoczyć uczucia, przed którym uciekam. Jedynym antidotum na tę sytuację jest przyjęcie tego, co czuję, uznanie, że to po prostu chce być zauważone i zaakceptowane. Tylko tyle.

Jeśli na przykład boimy się odrzucenia w związku, wchodzimy w relacje, które nie dadzą nam satysfakcji, albo żyjemy cały czas w lęku przed odrzuceniem. Wówczas partner może swoim zachowaniem zmuszać nas niejako do przyznania się do bólu, ponieważ jeśli chronimy się przed bólem, zawsze otrzymamy cios właśnie w to miejsce.

Ty, on i lęk

Przyjąć to, co czuję, nie oznacza rozpamiętywania starych historii i na ich podstawie tworzenia nowych. Przyjęcie oznacza pozwolenie na odczuwanie bez dołączania złowieszczych treści, przestawienie się na czyste odczuwanie. Mroczne historie przyklejają się do nas wtedy, kiedy to, co czujemy, uznajemy za złe. Wtedy tak naprawdę odrzucamy część siebie. Ale ta część chce na nowo zostać przyjęta, abyśmy mogli stać się całością, oddychać bez wstrzymywania powietrza, żyć bez ciągłego napięcia wynikającego z potrzeby kontroli, zburzyć mur, który wybudowaliśmy z lęku przed pełnym doświadczaniem siebie.

W słynnej książce „Biegnąca z wilkami” Clarissa Pinkola Estés pisze: „Jeśli jesteś w związku z osobą, którą bardzo kochasz, nigdy nie będziecie szli we dwójkę, będziesz w trójkącie: ty, on i lęk”. Dlatego jedyne, czego potrzebujesz, to zaakceptować to, co czujesz, a wtedy emocje, nie tylko lęk, przestaną mieć nad tobą władzę, a ty będziesz gotowa, aby prawdziwie rozluźnić się i otworzyć z ufnością serce na partnera, który już nigdy cię nie zawiedzie.

Dorota Hołówka, prezeska Stowarzyszenia Nowa Psychologia, terapeutka pracy z ciałem, certyfikowana terapeutka pracy z traumą Somatic Experiencing.

Newsletter

Psychologia, związki, seks, wychowanie, świadome życie
- co czwartek przegląd najlepszych artykułówZapisz się