1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. NIEśmiertelni z urodzenia

NIEśmiertelni z urodzenia

fot.123rf
fot.123rf
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Transhumanizm to idea, w myśl której ewolucja człowieka i rozwój technologii będą się coraz silniej splatać, aż w końcu powstanie nowy człowiek ulepszony o technologie. Przyszłość stawia trudne pytania. O wyzwaniach ery transhumanizmu będziemy rozmawiać w nowym cyklu z psychoterapeutą Wojciechem Eichelbergerem.

– Marzenie człowieka o nieśmiertelności może niedługo spełnić się dzięki dygitalizacji umysłu. Umysł i świadomość mają zostać sprowadzone do informacji i przepisane na nośnik niebiologiczny. To jedna z wizji transhumanistów. Życie po życiu mamy wieść jako cyfrowe impulsy w sieci. Ale co z naszą duchowością? Czy warto się na taką nieśmiertelność godzić?

– Mamy kłopot z nieśmiertelnością, bo nieśmiertelność, jakiej chcemy, ma formę zindywidualizowaną. To nasze ja chce przetrwać jako określona osoba, która ma imię i nazwisko, własną biografię, jakieś przekonania, mniejszy lub większy chaos myśli, jakieś niezrealizowane i zrealizowane dążenia, spełnione i niespełnione potrzeby oraz określony krąg krewnych i znajomych. Nasze ego w paroksyzmie samozachwytu cały ten galimatias uznaje za coś tak niesłychanie cennego, że koniecznie chce to – czyli samego siebie – po wsze czasy uwiecznić. Śmieszne, straszne i żenujące.

– Nie dla wszystkich. Czy nie po to właśnie stawiamy na cywilizację techniczną, aby uniezależnić się od nietrwałego ciała i uciec śmierci, choćby w formie zdygitalizowanej?

– Próbujemy zamrażać nasze martwe ciała w ciekłym azocie, organizować różne części zapasowe czy dygitalizować. Ale wszystko to ignoruje przekaz, jaki od niepamiętnych czasów mają dla nas religie. Chrześcijaństwo mówi na przykład, że nieśmiertelność możliwa jest tylko w Bogu/Chrystusie. Hinduizm pozornie obiecuje nieśmiertelność indywidualną. Idea reinkarnacji jako wiecznej wędrówki dusz to nieśmiertelność dla tych, którzy nie doczytali do końca. Bo tylko te dusze wędrują, błąkają się po różnych ciałach, które jeszcze nie osiągnęły doskonałości, nie zrozumiały, kim są. Więc wracają do ziemskiego czyśćca i uczą się dalej, by głębiej poznać istotę rzeczy, istotę samej siebie. Ale jak im się to uda, w stanie nirwany połączą się z absolutnym bytem i potrzeba wcielania się w nich zaniknie. Czyli tu też mamy nieśmiertelność w Bogu. W buddyzmie mówi się, że energia naszego życia, karma, w momencie śmierci może być przekazywana dalej, jeśli nie została przez praktykę duchową wyzerowana. Czyli może się zdarzyć, że nasze niespełnione potrzeby, iluzje, nierozwiązane sprawy, połamane serca, cały ten bagaż egotycznych emocji, myśli i potrzeb zostanie przekazany dalej. Ale też nie w formie określonej, podpisanej duszy, lecz w formie energii. Ten proces jest też procesem doskonalenia się. Ustaje, kiedy ta coraz czystsza w miarę kolejnych odrodzeń energia osiąga stan nirwany, czyli wolny od wszelkich przywiązań, potrzeb i zamiarów stan zjednoczenia z Prawdziwą Naturą. Z tego punktu widzenia obiecywana nam nieśmiertelność w formie ego czy nawet duszy naznaczonej indywidualnością to nonsens. Taką pozorną nieśmiertelność słusznie nazywa się paktowaniem z diabłem. Chrześcijański czyściec i piekło to – podobnie jak w hinduizmie i buddyzmie – jedynie etapy wędrówki zabłąkanych dusz ku prawdziwej nieśmiertelności, czyli całkowitemu pojednaniu z tym, co nieporadnie nazywamy m.in. Bogiem.

– Ale tak rozumiana nieśmiertelność zakłada rezygnację z ja.

– Aby się pojednać z Drogą, Prawdą i Życiem, nie możemy już dłużej wydawać się sobie kimś, kto idzie po tej Drodze, szuka Prawdy i staje się Życiem. Pojednanie to pojednanie, a nie posiadanie. A my, ludzie, na ogół chcemy zjeść ciastko i mieć ciastko. Ale można powiedzieć, że każda fala wie, że w istocie jest morzem i że zawsze była i będzie morzem. A więc nawet jak znika, to jest. I to jest ta nieśmiertelność, którą obiecują nam religie. Nieśmiertelność morza, z którego rodzą się i w którym znikają wszystkie fale.

– Transhumaniści proponują unowocześniony wariant tej idei: nieśmiertelność zapisu cyfrowego w stosunku do nieśmiertelności sieci.

– Niestety, nic z tego, bo w koncepcji dygitalizacji treści umysłu pojawia się egoistyczne pragnienie, żeby utrwalić siebie, ponieważ całkowicie utożsamiamy się z tym, co przeżywamy jako ja i co zmagazynowaliśmy w jego pamięci. Dlatego ulegamy złudzeniu, że poza ja nie ma nic. To złudzenie przekracza się w różnego rodzaju praktykach duchowych, podczas których ludzie doświadczają stanów poza ego. I wówczas dopiero opuszcza nas obłędne pragnienie nieśmiertelności ja.

– To duchowa recepta na lęk przed śmiercią.

– Wiadomo, że ciało i każda forma, jaka się pojawia na tym świecie, wcześniej czy później zanika i powraca do stanu elementarnego. Stąd nader trafna obserwacja: „z prochu powstałeś, w proch się obrócisz”. Z naszym ciałem musi się też to wydarzyć. To nieuchronne. Dlatego zawsze zastanawiałem się nad chrześcijańską obietnicą zmartwychwstania ciała. Z punktu widzenia biologii i cytowanych wyżej mistycznych przekazów religijnych to oczywiste, że ciała wciąż się odradzają. Ale obiecywanie komuś, że to konkretnie żyjące, opatrzone imieniem i nazwiskiem ciało ma kiedyś w nagrodę za dobre sprawowanie powstać z grobu, jest niezrozumiałe i przerażające.

– A może technika, choćby poprzez dygitalizację umysłu, da nam to, czego religie i praktyka duchowa dać nie mogą, właśnie nieśmiertelność każdego konkretnego człowieka. Dlatego w nią inwestujemy, bo naszym celem – jako ludzkości – jest znaleźć wiecznotrwałe opakowanie na nasze ja.

– Zastanówmy się nad dygitalizacją umysłu. Jeśli uczciwie mu się przyjrzymy, to stwierdzimy, że tego, co w naszym umyśle najcenniejsze, nie możemy przypisać sobie. Gdy np. zrobimy coś nadzwyczajnego dzięki talentowi i natchnieniu, wtedy intuicyjnie wiemy, że to nie sobie możemy przypisać zasługę. Carl Gustav Jung nazwał to źródło podświadomością zbiorową. Teraz pod wpływem odkryć fizyki kwantowej mówi się o świadomości jako o hologramie. Taki Prawdziwy Umysł w hinduizmie i buddyzmie porównuje się do zbioru miliarda luster, z których każde odbija się w każdym. W takim zbiorze zasada hologramu przejawia się w tym, że jeśli jednemu z luster coś się przydarzy, np. narysujemy na nim jakiś znak, to we wszystkich pozostałych prawie natychmiast (z prędkością światła) on się odbije. Jeśli zmienia się pojedynczy element tej struktury, to jednocześnie zmienia się całość, a jak zmienia się całość, to zmienia się każdy fragment. Czyli każde lustro wie wszystko o innych lustrach.

– Sieć połączonych luster jest jak komputery połączone siecią Internetu.

– Internet jest już teraz nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się we współczesnym ludzkim umyśle lęgnie – i to, co najpiękniejsze i najwznioślejsze, i to, co najbardziej odrażające i podłe. Więc po co jeszcze dygitalizować każdego osobno, skoro już istnieje taka baza danych? Jeśli Facebook będzie się dalej rozrastać z taką szybkością i otworzy się całkowicie, to każdy, kto jest w Facebooku, będzie miał na swojej liście wszystkich pozostałych ludzi, a każdy z nich będzie na liście wszystkich innych. Wtedy cokolwiek zostanie wpuszczone do Facebooka, od razu trafi do wszystkich ludzi na świecie.

– To już wydaje się całkiem podobne do idei umysłu jako miliona luster.

– Tylko powierzchownie, bo model miliardów widzących się luster odnosi się do Prawdziwego Umysłu, czyli umysłu nienaznaczonego oddzielonym ego. Natomiast na Facebooku jest odwrotnie, tam każde ego chce zaistnieć i konkurować z innymi. W cyberprzestrzeni niesie się jeden wielki krzyk: ja, ja, ja, patrzcie na mnie, słuchajcie mnie! W mgnieniu oka możemy stać się nieśmiertelni, jeśli tylko zdamy sobie sprawę z tego, że prawdziwa istota naszego umysłu zawiera wszystkie tożsamości, jakie kiedykolwiek istniały na tej planecie, że w każdej chwili wszystko odbija się we wszystkim. Czy w takiej sytuacji lansowanie siebie, szkodzenie innym, rywalizacja i nienawiść mają jakikolwiek sens? W takim rozumieniu Prawdziwego Umysłu, gdy zaszkodzimy sobie, to szkodzimy innym, jeśli szkodzimy innym, to szkodzimy sobie, a dygitalizacja staje się niepotrzebna. Choć rozumiem, że ci spośród nas, którzy nie przeczuwają nawet, kim naprawdę są, czym jest ich świadomość, będą nadal dążyć do tego, żeby zdygitalizować swój egotyczny umysł. I to się już w pewnym sensie dzieje, jeśli założyć, że to, co jest zapisane w cyberprzestrzeni, nigdy nie ginie.

– Dopóki działają serwery i jest prąd. Ale czy można będzie kiedykolwiek człowieka przepisać, zdygitalizować, czy składamy się tylko z informacji? A gdzie dusza?

– Wyobraź sobie, że przepiszesz się w Internet, że masz nawet miliard znajomych, i umierasz. Co wtedy? Jaką znajdujesz w tym pociechę, że jesteś przepisana w Internecie?

– Niewielką, bo to nie ja.

– I o to chodzi. To, co w Internecie, to nie ty, tam może być zapisana jedynie treść, produkcja twojego egocentrycznego umysłu. Człowieka nie da się przepisać, bo jest jednocześnie częścią i całością. Nie tylko treścią umysłu, wyobrażeniami, potrzebami, przekonaniami, emocjami itd. Istota człowieka leży głębiej czy też ponad. Jest nią to, co generuje treść jego umysłu. Każda forma, jaką rzutujemy z projektora, aby mogła zaistnieć, wymaga czystego ekranu. Wiemy też, że światło jest tą czystą formą, która rodzi i niesie każdą informację, każdy obraz. Wszystkie nasze umysły, twój, mój, wszystkich ludzi i wszystkich czytelników, którzy w tej chwili czytają ten tekst, są jak projektory zasilane z jednego źródła, tym samym światłem. Oczywiście, w zależności od tego, co mamy nagrywane na klisze w naszym umyśle, taki świat nam się wyświetla. Ale nie można mylić tego, co nam się wyświetla, ze światłem. Kiedy odkryjemy, że w istocie jesteśmy tym światłem, potrzeba nieśmiertelności znika. Bo wtedy wiemy, że jesteśmy nieśmiertelni z urodzenia i byliśmy nieśmiertelni, zanim się urodziliśmy. Po prostu nie sposób umrzeć.

– Ale nas jako nas jednak nie będzie.

– Umiera tylko nasza iluzja samych siebie i to jest fenomen, który opisuje tajemnicze zdanie: „jeśli umrzesz, zanim umrzesz, nie umrzesz, gdy umrzesz”. Co to znaczy „umrzeć, zanim umrzesz”? Paradoks. Żeby go zrozumieć, trzeba spytać siebie, co ma umrzeć, zanim umrzemy, abyśmy nie umarli? No właśnie owa iluzja ja jako czegoś niezależnego, niepowtarzalnego. Jeszcze inna metafora: życie jest rwącą rzeką, a nasze indywidualne istnienia to krople deszczu, które wpadają do rzeki. Na chwilę powstaje ślad, złudzenie ego jest tym śladem. Jeśli chcemy koniecznie ten ślad zdygitalizować, zachować na wieczność, to zajmujemy się czymś nieważnym, bo to rzeka jest prawdziwym życiem. Dygitalizacja umysłu to strata czasu, źle ulokowana nadzieja, źle ulokowana wiara. Film „Matrix” stanowi w tej sprawie współczesne memento. Tam prawdziwi ludzie walczą z komputerami, które karmią iluzją mózgi ludzi pozbawionych ciał. Mistyczna perspektywa każe nam szukać prawdziwego życia, a nie jego zdygitalizowanej imitacji.

Wojciech Eichelberger

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Horoskop wedyjski a solarny. Różnice wyjaśnia filozof Rafał Gendarz

Ilustracja: Getty Images
Ilustracja: Getty Images
Według horoskopu wedyjskiego o jednej trzeciej tego, co nas spotyka w życiu, decyduje wolna wola. Nasza decyzja ma więc spore znaczenie. A im więcej wiemy o sobie, tym bardziej nasza wolna wola rośnie w siłę − mówi Rafał Gendarz, filozof zajmujący się astrologią wedyjską.

Rafał Gendarz, filozof zajmujący się astrologią indyjską. Od 2004 r. regularnie prowadzi konsultacje i wykłady astrologiczne. Należy do tradycyjnej szkoły Śri Acyutananda, wywodzącej się z Puri w Indiach. (Fot. archiwum prywatne) Rafał Gendarz, filozof zajmujący się astrologią indyjską. Od 2004 r. regularnie prowadzi konsultacje i wykłady astrologiczne. Należy do tradycyjnej szkoły Śri Acyutananda, wywodzącej się z Puri w Indiach. (Fot. archiwum prywatne)

Czym charakteryzuje się horoskop wedyjski, co różni go od horoskopu Zachodu? W filozofii indyjskiej karma, czyli to, co kieruje życiem człowieka, zapisane jest poza naszym Układem Słonecznym, w gwiazdach. Hindusi mówią także o triadzie, która prowadzi człowieka. Jej pierwszym elementem jest ascendent, który odpowiada za ciało i inteligencję. Kolejny to Słońce odpowiedzialne za duszę, kierunek w życiu, powołanie, to, co wychodzi poza naszą rodzinę, społeczność, na przykład jeśli ktoś zostaje politykiem, oznacza to, że ma zobowiązania wobec świata. Nie każdy dociera do miejsca, w którym Słońce decyduje o jego życiu. Życie wielu osób wypełnia się poprzez zaspokajanie potrzeb własnych i potrzeb rodziny, najbliższych. I w końcu trzeci element, Księżyc − odpowiada za nasz umysł. Żaden z elementów nie jest nadrzędny wobec pozostałych, liczy się całość.

A jaką funkcję pełni horoskop w codziennym życiu Hindusów? Bardzo dużą. Kiedy w rodzinie pojawia się dziecko, dostaje ono na start indywidualny horoskop. Prawie każda rodzina ma swojego astrologa, rodzice udają się do niego na konsultacje dotyczące dziecka. Z astrologiem często konsultowane są również małżeństwa. W Indiach wciąż popularne są małżeństwa aranżowane – a w aranżacjach duże znaczenie ma to, co powie astrolog. On sprawdza dopasowanie osobowości dwojga ludzi, ale także bada ich długość życia – chodzi o to, by była podobna. Jeśli poczytamy stare indyjskie pisma, odkryjemy także, że przy narodzeniu każdej ważnej osoby pojawia się postać astrologa. Dowiadujemy się między innymi, że astrolog Garga Muni przewidział pojawienie się boga Kryszny.

Można powiedzieć, że astrologia zapowiadała pojawianie się królów, a potem ważnych polityków? Zdecydowanie tak, była istotna nie tylko przy ich narodzinach, ale towarzyszyła i wciąż towarzyszy tym współczesnym – w rządzeniu, w podejmowaniu kluczowych dla kraju decyzji. Jej rola jest gigantyczna. Choć jednocześnie w dużych miastach da się zauważyć proces odchodzenia od astrologii. Młodzi, postępowi ludzie zaczynają odrzucać horoskop jako ograniczenie, konserwatywny ciężar. To ciekawe, bo w świecie Zachodu ten proces jest odwrotny – dla młodych astrologia zaczyna mieć coraz większe znaczenie, bo jest drogą do samopoznania.

Czy horoskop wedyjski jest czymś, co mówi o naszym potencjale, czymś, co jedynie wyznacza nam ewentualny kierunek, czy raczej determinuje nasze życie, naznacza nas? Niezwykle cenne w astrologii indyjskiej jest, że ona bardzo ściśle łączy się z indyjską filozofią, ajurwedą, czyli indyjską medycyną. To wszystko tworzy obraz holistycznego patrzenia na człowieka. Ponadto, nie wdając się w szczegóły, według horoskopu wedyjskiego o jednej trzeciej tego, co nas spotyka w życiu, decyduje nasza wolna wola. Nasza decyzja ma więc spore znaczenie.

Astrologia indyjska bazuje na obrazach, które pojawiają się w umyśle. I mamy wybór – możemy spróbować je zrozumieć i za nimi podążać lub nie. Odwołuje się ona także do tego, co mówił Jung – jeśli poznamy naszą nieuświadomioną część, mamy szansę przerwać jej władanie nad nami. Jeśli jej nie poznamy, nie zrozumiemy − ona będzie nami kierować jak automat. W astrologii indyjskiej jest dokładnie tak samo: im więcej wiemy o własnym potencjale − ale i słabości − naszej drogi, tym bardziej świadomie i skutecznie możemy stosować środki zapobiegawcze. Czyli z jednej strony astrologia wedyjska ukazuje nam naszą konstrukcję psychiczną, ale z drugiej strony – i to trzeba powiedzieć – tym różni się od astrologii humanistycznej, że nie zrezygnowała z prognozowania wydarzeń. Astrologia zachodnia zredukowała swoją funkcję jedynie do opisu naszego potencjału, opisu naszej konstrukcji, indyjska – nie. Astrolog indyjski wie, że nie da się zupełnie uciec od determinizmu, on jest częścią astrologii. Ale tylko częścią!

Czyli na człowieka nie jest wydany z góry żaden wyrok. Nie, nie ma tu fatalizmu. Powiedziane jest jasno, że im więcej wiemy o sobie, tym bardziej nasza wolna wola rośnie w siłę. Zresztą ja bym się tak bardzo rozmaitych „wyroków” nie bał. Człowiek jest z tym w pewnym sensie od zawsze oswojony, przecież już sama nasza fizyczność, nasze geny i to, co jest w nich zapisane, czyli biologia, na starcie nas uwarunkowuje, w pewnym sensie wydaje na nas wyrok. Mamy zapisane w kodzie jakieś choroby, ale możemy im zapobiegać.

Astrologia wedyjska jest czymś, co można porównać do markerów rakowych, badania, które określa jak duże jest prawdopodobieństwo, że zachorujemy na przykład na raka piersi? Dokładnie tak. Astrologia wedyjska w dużej mierze stawia na profilaktykę. Pozwala zobaczyć, co może się wydarzyć, jeśli pójdziemy określoną ścieżką, i od nas zależy, czy wdrożymy jakieś działanie profilaktyczne. Opiera się na zasadzie, że lepiej wiedzieć, co ewentualnie złego może się wydarzyć, bo wtedy można odpowiednio się do tego przygotować. Horoskop wedyjski pokazuje wiele ścieżek, jest trochę jak mapa (zresztą tak określają go pisma wedyjskie, Jataka Parijata), którą oglądamy z góry i patrzymy, co może czekać nas na finiszu różnych dróg. Co stanie się, jeśli dziś pójdziemy w lewo, a co, jeśli zdecydujemy się skręcić w prawo. Bo trzeba dodać, że ten horoskop jest dynamiczny, zmienia się. Każdy człowiek ma różne momenty w życiu – czasem jest silniejszy, czasem słabszy. I ten moment w życiu też ma swoje znaczenie przy podejmowaniu decyzji, czy iść w prawo czy w lewo.

Trochę jak podróż przez labirynt... Tak, ale to nie jest labirynt, w którym tylko jedna ścieżka pozwoli dotrzeć do dobrego celu. Tu jest wiele możliwości, wiele szans.

A co horoskop wedyjski mówi nam o roku 2020, co jeszcze nas czeka? Mogę zdradzić, co mówi przedstawiciel mojej szkoły w tej sprawie. Przewidział na przykład, że na początku roku stanie się coś, co sprawi, że wiele osób umrze... Ma to związek z tranzytem kombinacji dwóch planet – Marsa i Saturna, bo według starożytnych pism, jeśli się na siebie nakładają, tworzy to tzw. Yama yogę, kombinację śmierci. Ale przewidywania dotyczące jesieni są optymistyczne, wynika z nich, że sytuacja na świecie się poprawi. Być może znaczy to, że przewidywana druga fala koronawirusa okaże się zdecydowanie słabsza.

Znajdź swoją nakszatrę

Astrologia zachodnia opiera się na zodiaku solarnym, w horoskopie hinduskim występuje zodiak syderyczny (gwiezdny) bazujący na 27 znakach księżycowych, zwanych nakszatrami. Nakszatry zmieniają się w różnych porach doby, dlatego w dniach przełomu ważna jest dokładna godzina narodzin.

Aświni 13–27 kwietnia Bharani 27 kwietnia – 11 maja Krittika 11–25 maja Rohini 25 maja – 8 czerwca Mrigasira 8–21 czerwca Ardra 21 czerwca – 5 lipca Punarvasu 5–19 lipca Puśja 19 lipca – 2 sierpnia Aszlesza 2–16 sierpnia Magha 16–30 sierpnia Purva Phalguni  30 sierpnia – 13 września Uttara Phalguni 13–26 września Hasta 26 września – 10 października Cajtra 10–23 października Swati 23 października – 6 listopada Wajsiakha 6–19 listopada Anuradha 19 listopada – 2 grudnia Dżejsztha 2–15 grudnia Mula 15–28 grudnia Purva Aszadha 28 grudnia – 11 stycznia Uttara Aszadha 11–24 stycznia Srawana 24 stycznia – 6 lutego Dhaniszta 6–19 lutego Śatabhiszak 19 lutego – 4 marca Purva Bhadra 4–17 marca Uttara Bhadra 17–31 marca Revati 31 marca – 13 kwietnia

  1. Psychologia

Co w życiu jest dla ciebie najważniejsze? - 10 inspiracji Bartona Goldsmith'a

W codziennym biegu łatwo zapomnieć o naprawdę ważnych sprawach. (Fot. iStock)
W codziennym biegu łatwo zapomnieć o naprawdę ważnych sprawach. (Fot. iStock)
Zastanawiasz się czasem, co w życiu jest naprawdę istotne? Co ma dla ciebie największą wartość? Dr Barton Goldsmith napisał listę 10 najważniejszych spraw, które zawsze warto mieć na uwadze. Czy zgadzasz się z nim?

Dr Barton Goldsmith jest znanym, wielokrotnie nagradzanym amerykańskim psychoterapeutą, pisarzem i publicystą. Regularne pojawia się w: CNN, Good Morning America, CBS News, NBC News, The Greg Behrendt Show. Od ponad 30 lat pracuje jako psychoterapeuta specjalizujący się w psychologii życia, miłości i dążeniu do szczęścia. Na podstawie swojego zawodowego i życiowego doświadczenia napisał listę 10 najważniejszych spraw, o których warto w życiu pamiętać i realizować je. Oto one:

1. Najważniejsze, co rodzice mogą zrobić dla swoich dzieci, to mieć dobre relacje z innymi. W ten sposób dzieci otrzymują lekcję, jak z kimś być.

2. Najważniejszą rzeczą, jaką człowiek może zrobić dla drugiego człowieka, to kochać. Jeśli twój partner czuje się kochany, powstaje silny fundament związku.

3. Najważniejsze, co kobieta może zrobić dla swojego partnera, to być jego cheerleaderką. Bądźcie gwiazdami w swoich oczach.

4. Najważniejsze, co możesz zrobić dla siebie, to czuć, że jesteś wystarczająco dobra. Nie musisz być najlepsza we wszystkim, aby mieć wspaniałe życie. Nie pozwól nikomu krytykować czegoś, co zrobiłaś, by czuć się dobrze.

5. Najważniejsze w życiu jest to, żeby czuć się kochanym. Naprawdę uważam, że bycie w związku to jedyny sposób, żeby naprawdę poczuć życie w pełni.

6. Najważniejszą rzeczą do zrobienia w życiu jest przyczynienie się do dobrobytu ludzkości. Wiedza o tym, iż będąc tu, sprawiłeś, że świat stał się choć trochę lepszy, powoduje, że życie ma głębszy sens.

7. Najważniejszą rzeczą do zapamiętania jest to, że jakaś szczególna osoba była dla ciebie dobra. Na przykład nauczyciel w szkole średniej pomógł odkryć ci talent pisarski albo babcia obdarzyła cię bezwarunkową miłością.

8. Najważniejsze jest, aby nie marnować czasu na ranienie siebie takimi emocjami jak: złość, gniew, żal, poczucie krzywdy, chęć odwetu. Praca wewnętrzna nad negatywnymi emocjami pozwoli ci nie tracić cennych minut życia.

9. Najważniejszą rzeczą na świecie są ludzie. Jeśli byłabyś tu sama, jak wyglądałaby ta planeta? Ceń swoje życie i dziel się nim z innymi.

10. Najważniejszą rzeczą w życiu jest poczucie, że żyje się najlepiej, jak się potrafi.

  1. Psychologia

Praktyka uważności w drodze do pracy

Zachowaj w sobie medytacyjny spokój i uważny kontakt z rzeczywistością. (Fot. iStock)
Zachowaj w sobie medytacyjny spokój i uważny kontakt z rzeczywistością. (Fot. iStock)
Być może ranna podróż do pracy pociągiem, tramwajem, autobusem czy metrem nie jest twoją ulubioną częścią dnia. Być może daje znać o sobie senność, może jest tłoczno lub duszno. Czasami drażnią cię zapachy, hałas, cudze rozmowy przez telefon i sygnały wiadomości, korki i dłużący się czas. Postaw na praktykę uważności.

(Z drobną modyfikacją poniższą praktykę możesz także zastosować, stojąc w kolejkach.)

Nie odcinaj się, nie dystansuj od tych przeżyć. Schowaj komórkę, zamknij książkę czy gazetę, wyłącz muzykę i ściągnij słuchawki. Chwilę zanurz się w aktualną sytuację, pozwól sobie doświadczyć wszystkiego, co aktualnie czujesz: komfortu i dyskomfortu w różnych postaciach. Nie oceniaj ani nie nazywaj pojawiających się doświadczeń. Nie zwracaj uwagi na jeden bodziec, daj sobie doświadczyć całości.

Zamknij oczy. Zwróć uwagę na swój oddech, obudź jego świadomość na poziomie ciała i psychiki. Poczuj, co przynoszą wdechy i co zabierają wydechy. Skup się na swoich odczuciach aktualnej sytuacji na poziomie ciała, emocji, zmysłów… Daj sobie doświadczyć dźwięków, które słyszysz (nie etykietując ich), miarowego stukotu tramwaju czy pociągu lub dźwięków jazdy autobusu, tego jak twój środek lokomocji się zatrzymuje, wysiadają i wsiadają pasażerowie itd. Nie nazywaj tego, co czujesz czy słyszysz, nie oceniaj, po prostu daj sobie to przeżyć bezpośrednio.

Jak masz trochę więcej czasu możesz przez kilka do kilkunastu minut kultywować w sobie przyjazne nastawienie, pełne akceptacji, życzliwości, a może nawet miłości. Wobec siebie i wobec innych. Posłuchaj, jakie życzenie do siebie samego wypływają twojego serca i wypowiedz je w myślach, np. Obym miał się dobrze… Obym był bezpieczny… Obym był spokojny… etc. Po każdym życzeniu, które się pojawi pozostań chwilę w uważnej ciszy, pozwalając, by przez 1-2 minuty wybrzmiewało w tobie… Następnie z życzliwością skieruj uwagę na osoby wokół ciebie i skup się na życzeniach do nich, które wypływają z twojego serca. Niech te życzenia staną się pewnego rodzaju nośnikiem życzliwości, przyjaznego nastawienia, dobrej woli dla innych pasażerów, np. Oby moi współpasażerowie mieli się dobrze… Oby czuli się bezpieczni i pewni siebie… etc. Po każdym życzeniu, które się pojawi pozostań chwilę w uważnej ciszy.

Następnie wróć jeszcze do świadomości oddechu i uważności siebie w tym miejscu i czasie. Powoli pozwól, by uwaga wracała do świata zewnętrznego, otwórz oczy, ale pozostań nadal uważny. Nie aktywizuj zmysłów, pozwól, by wzrok i inne zmysły powoli dostosowały się do świata zewnętrznego. Zachowaj w sobie medytacyjny spokój i uważny kontakt z rzeczywistością, jak również gotowość do nieoceniającego przyjmowania pojawiających się przeżyć.

  1. Psychologia

Jakie cechy mężczyźni lubią u kobiet? Bo chciałabym być perfekcyjna...

Nie ma takich cech, których chcą mężczyźni, bo każda kobieta ma w sobie coś specjalnego i ludzie się dobierają wedle wzoru, który jest nie do przewidzenia. (Fot. iStock)
Nie ma takich cech, których chcą mężczyźni, bo każda kobieta ma w sobie coś specjalnego i ludzie się dobierają wedle wzoru, który jest nie do przewidzenia. (Fot. iStock)
Ryzykując pokazanie się facetowi taką, jaka jesteś możesz zyskać go naprawdę, na długo. Udając kogoś innego, kogoś łatwego w życiu i przyjemnego do patrzenia skazujesz siebie na to, że cały czas trzeba będzie ten wizerunek pielęgnować i poświęcać mu dużo czasu i wysiłku.

Na pewno faceci mają kilka ulubionych cech u kobiet, ale chyba po prostu są to cechy, które są doceniane zarówno przez kobiety, jak i przez mężczyzn. Do nich można zaliczyć: poczucie humoru, optymizm, ciekawą osobowość, dojrzałość emocjonalną, poczucie własnej wartości.

Najważniejsze, żeby najpierw polubić siebie i swoje wady, a nie tylko zalety! Żeby potem móc polubić kogoś innego, również z jego zaletami i wadami.
Jeżeli masz takie wysokie oczekiwania w stosunku do siebie – to nie będziesz też akceptować normalności i wad u mężczyzny – to obusieczna broń.

To, ile jesteśmy w stanie dać swobody innym – tyle możemy dać akceptacji sobie. I odwrotnie!
Nie pytaj więc, jak możesz być atrakcyjniejsza dla facetów, tylko jak być sobą w relacji z facetami..,

  • Mężczyzna może się w tobie zakochać, jeśli pokażesz mu siebie. Jeżeli będziesz się starała byś perfekcyjna, to zakocha się w idei, o ile w ogóle się zakocha, a nie w tobie.
  • Jeżeli pozwolisz mu na to, żeby mężczyzna się zakochał w koncepcie ciebie idealnej, to jesteś zamknięta w celu, w jaskimi, w klatce własnego wizerunku.
  • Bycie w tej celi oznacza, że musisz umniejszać swoje prawdziwe "ja" cały czas. Oznacza, że będziesz coraz bardziej rozgoryczona i ściśnięta.
  • Dlaczego tak się dzieje? I co powoduje, że kobiety same zamykają się w więzieniu, nie mówią i nie pokazują siebie, a co gorsze - boją się siebie?
  • Bierze się to z tego, że przez dłuższy czas lub całe życie twoje pragnienia nie były ważne i nikt nie zachęcał cię żebyś je okazywała, a wręcz przeciwnie: Twoje pragnienia były nieważne, a ty żeby przeżyć, musiałaś być nieobecna.
  • Kobiety z takim syndromem są często bardzo pomocne, chętne do dawania, bardzo miłe, chętnie do uśmiechu, wyglądają bosko, tak też się prezentują, a w środku jest lęk, że ktoś odkryje, że nie są takie świetne, że mają fałdkę na brzuchu.
  • Uwierz, że mężczyźni chcą poznać ciebie, a nie twój obraz ciebie. Bo przy kobiecie, która akceptuje się ze wszystkim i potrafi być wyluzowana i normalna - oni także mogą poczuć się swobodnie.
  • Musisz budować granice, a nie mieć ich coraz mniej, a twoje pytanie brzmi, jakbyś jeszcze i tę resztkę chciała usunąć.
  • Budowanie granic to uczenie się tego, co lubisz lub nie lubisz, chcesz lub nie chcesz, godzisz się lub nie godzisz, a potem okazywanie tego. Dla przykładu takie stwierdzenie "Nie lubię, jak mężczyzna moich marzeń mnie ignoruje. Nie chce być ignorowana". To jest hasło do ciebie, o tobie, to nie jest hasło, które ma zmienić jego. Jest związane z tobą. Ty musisz najpierw wiedzieć, czego nie chcesz i nie zgadzać się na to.
  • Masz się uczyć poznawać swoje potrzeby i wyrażać je. Wprost.
  • Z czasem będzie cię coraz bardziej drażnić, że nie masz czegoś, co chcesz lub masz coś, co cię nie spełnia. Coraz lepiej będziesz wiedziała, co robić. Ale na to potrzeba czasu, bo też przez długi czas zagłuszałaś swoje pragnienia.
  • Wracając do twojego pytania. Nie ma takich cech, których chcą mężczyźni, bo każda kobieta ma w sobie coś specjalnego i ludzie się dobierają wedle wzoru, który jest nie do przewidzenia. Ta sama wada u jednej kobiety jest zaletą według innego faceta. Trzeba trafić na swojego, na tego, który będzie lubił twoje duże biodra, to że śpisz do południa i to że lubisz się kochać po kilka razy dziennie lub odwrotnie.
  • To co jest ważne, to bycie sobą i stanie za sobą. Taka kobieta jest bardzo atrakcyjna, gdyż związek z nią ma duże szanse być długi i spełniający. Kobieta, która umie powiedzieć: "Nie, dziękuję" jest dla mężczyzny atrakcyjna. Oznacza, że jest silna i dba o swoje potrzeby przez co on nie musi się bać, że ją skrzywdzi.

Więcej w książce "Instrukcja obsługi faceta" Katarzyny Miller i Suzan Giżyńskiej, wyd. Zwierciadło.

  1. Psychologia

Samokrytyka  - wewnętrzna mowa, która cię osłabia

Twoja świadomość, twoje wartości, twoja intuicja – wszystko to jest ściśle związane z twoim głosem wewnętrznym. (Fot. iStock)
Twoja świadomość, twoje wartości, twoja intuicja – wszystko to jest ściśle związane z twoim głosem wewnętrznym. (Fot. iStock)
Jeśli zaprogramujesz swój głos wewnętrzny, aby mówił ci pozytywne rzeczy, może on stać się twoim najwierniejszym kibicem i siłą napędową, która będzie cię pchać ku sukcesowi.

Komunikaty, które otrzymałaś i uwewnętrzniłaś w dzieciństwie, zespoliły się z twoim obrazem ciebie samej i nadały ton twojemu wewnętrz nemu głosowi, który często określa się mianem „mowy wewnętrznej”, „monologu wewnętrznego” lub „autorozmowy” (ang. self-talk). Składają się na niego wszystkie nasze myśli, zarówno te świadome, jak i podświadome. Przez cały dzień coś myślimy – formułujemy opinie na własny temat, analizujemy zdarzenia i rozważamy przeszłe, teraźniejsze i przyszłe zamiary.

Zatrzymaj się na moment i zastanów, jakie myśli przebiegają przez twoją głowę dokładnie w chwili, gdy czytasz to zdanie.

Myślę, że: ….

Niektórzy ludzie opisują mowę wewnętrzną jako „głos” w swoich głowach, a jeśli nie masz skłonności do introspekcji, uświadomienie sobie, że ty też go słyszysz, może sprawić, że poczujesz się lekko zwariowana, lecz w rzeczywistości jest to całkiem normalne. Wszyscy go słyszymy i nie ma to nic wspólnego z halucynacjami ani z rozdwojeniem jaźni. Jest to po prostu część bycia człowiekiem i następstwo posiadania wysoce rozwiniętego mózgu – i, tak między nami, może to być cudowny dar. Twoja świadomość, twoje wartości, twoja intuicja – wszystko to jest ściśle związane z twoim głosem wewnętrznym. W rzeczywistości samo uświadomienie sobie, że się go posiada, jest niezmiernie ważnym krokiem na drodze do samopoznania i pełniejszego zrozumienia własnego sposobu myślenia. Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że jeśli zaprogramujesz swój głos wewnętrzny, aby mówił ci pozytywne rzeczy, może on stać się twoim najwierniejszym kibicem i siłą napędową, która będzie cię pchać ku sukcesowi.

Mowa wewnętrzna a wczesne przekazy

Naszą mowę wewnętrzną często kształtują komunikaty, które faktycznie odbieramy lub tylko dopowiadamy sobie w trakcie dorastania; nie kiedy rozbrzmiewają w niej te same głosy, które słyszeliśmy jako dzieci. Jeśli byłaś stale krytykowana lub ganiona przez innych, to istnieje większe prawdopodobieństwo, że wykształciłaś silny krytyczny wewnętrzny głos, na okrągło powtarzający reprymendy, które otrzymywałaś – lub nadal otrzymujesz – od innych ludzi. Kiedy zaczniesz już wsłuchiwać się w swój wewnętrzny głos, bądź szczególnie czujna w chwilach, gdy zdaje się on odzwierciedlać lub naśladować komunikaty na twój temat, które otrzymywałaś lub w które uwierzyłaś w przeszłości. (…)

Wpływ negatywnej mowy wewnętrznej na poczucie własnej wartości

Kobiety z niskim poczuciem własnej wartości wykazują zazwyczaj negatywne wzorce myślowe, zwłaszcza gdy dotyczą ich samych. Gdy sytuacja wymyka się spod kontroli, głos w naszej głowie może przyjąć postać wewnętrznego krytyka, który osądza każdy nasz krok. U kobiet z niską samooceną ten wewnętrzny cenzor ma tendencję do surowego potępiania ich poczynań i deprecjonowania ich jako ludzi. Jeśli cechujesz się niskim poczuciem własnej wartości, prawdopodobnie wyrzucasz sobie w nieskończoność najdrobniejsze potknięcia, podajesz w wątpliwość własne decyzje i surowo ocenisz każde swoje posunięcie w nieustającym strumieniu mowy wewętrznej.

W książce opisane są historie Suzanne i Caroline Obie znajdo wały się w tym samym położeniu: musiały sobie radzić z napastliwym szefem. Różnice w samoocenie i sposobie mówienia do siebie sprawiły jednak, że czuły się i reagowały zupełnie inaczej.

Koncepcja mowy wewnętrznej opiera się na założeniu, że o tym, co czujemy, nie decydują same zdarzenia; wyznacznikiem naszych emocji, nastroju i ostatecznego toku postępowania jest natomiast sposób, w jaki o nich myślimy. Suzanne zżerały myśli, że nie jest dostatecznie dobra i bystra. Czuła się bezsilna i tkwiła w pracy, w której była niedoceniana, a nawet molestowana seksualnie. Natomiast Caroline ta sama sytuacja sprowokowała do myślenia, że takie traktowanie jest niedopuszczalne. Postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i zrobić coś, aby poprawić swoje położenie. Poniższa historia również jest przykładem tego, jak wielką moc ma wewnętrzny głos.

Niskie poczucie własnej wartości może uniemożliwić ci obiektywne spojrzenie na sprawy w sytuacji, gdy coś idzie nie tak, jak powinno. Możesz zakładać, że to wszystko twoja wina, i nie dostrzegać szerszego kontekstu, gdyż wychodzisz z założenia, że to ty jesteś zła lub niegodna. Zamiast wziąć pod uwagę, że istnieje wiele możliwych wyjaśnień – szef właśnie się rozwodzi, u kasjerki dopiero co zdiagnozowano raka, a przyjaciółka ma kiepski dzień – będziesz zakładać, że przyczyną każdego konfliktu jest to, że z tobą jest coś nie w porządku.

Więcej w książce „Poznaj, zaakeptuj i pokochaj siebie” Megan MacCutcheon. Została ona napisana z myślą o kobietach stojących przed wyzwaniami związanymi z niską samooceną oraz o tych, które pragną zyskać pewność siebie i większą wewnętrzną siłę. Stanie się również wsparciem dla każdej kobiety, która czuje się zniechęcona lub ma poczucie niespełnienia w jakiejś sferze życia. To dobre narzędzia służące do podniesienia samooceny i mogące przynieść korzyść niemal każdemu, niezależnie od tego, z jakiego rodzaju przeciwnościami się mierzy.