1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Trzyminutowa przestrzeń na oddech - minimedytacja

Trzyminutowa przestrzeń na oddech - minimedytacja

123 RF
123 RF
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Żyjemy pod presją, doświadczamy stresu, tłumimy uczucia. Takie życie zaprowadzić nas może do depresji, kiedy nieprzeżyte uczucia, takie jak smutek lub gniew, stają się autodestrukcyjne. Możemy temu zapobiec, praktykując codzienną uważność na siebie. Pomoże nam w tym nauka świadomego oddechu.

Trzyminutowa przestrzeń na oddech to pierwszy krok świadomej odpowiedzi na wszelkie sytuacje i uczucia, które w danym momencie są dla nas wyzwaniem. Przydaje się zwłaszcza, gdy nasz umysł jest rozbiegany, a uczucia, które próbują się wydostać na powierzchnię nieświadomości, są trudne. Zaczyna paraliżować nas lęk, powoduje nami złość, czujemy się winni, może zawstydzeni. Najczęściej nie umiemy jeszcze tych emocji nazwać, ich zapowiedzią jest bliżej nieokreślony dyskomfort. Żeby uniknąć wyparcia tego, co w nas jest, i żeby nie uciec w kołowrót niepotrzebnych myśli, potrzebujemy się zatrzymać. W takich chwilach poszukajmy stabilności, jasności i wglądu, które oferuje nam uważność. Przestrzeń na oddech zawiera w trzech zwięzłych krokach wszystkie umiejętności rozwijane w nauce na uważności, opracowanej przez Jona Kabata - Zinna (profesora medycyny na Uniwersytecie Massachusetts, światowej sławy autora, naukowca i nauczyciela medytacji). Praktyka ta pozwala szybko i nadspodziewanie skutecznie przestawić się na tryb uważnego bycia, kiedy usiłuje zawładnąć nami krytyczne myślenie i działanie, które ma na celu wyparcie autentycznych uczuć.

Krok 1. Uświadomienie

Siądź albo stań w wyprostowanej, pełnej godności postawie. Zamknij oczy. Następnie, wprowadzając do swego wewnętrznego doświadczenia świadomość, zapytaj siebie: „Czego doświadczam w tej chwili?”.
  • Jakie myśli przebiegają mi przez umysł? Najlepiej jak potrafisz, dostrzeż obecne w tobie myśli, traktując je jako zdarzenia mentalne - możesz opisywać je słowami.
  • Jakie uczucia są obecne? Zwróć uwagę na odczucia emocjonalnego dyskomfortu czy przykrości, przyjmując do wiadomości ich obecność.
  • Jakie doznania ciała są obecne właśnie teraz? W tym momencie możesz wykonać szybki przegląd ciała, żeby wychwycić wszelkie doznania ściśnięcia lub spięcia.

Krok 2. Skupienie

Przenieś uwagę na doznania fizyczne towarzyszące oddechowi, nie kontrolując go.
  • Skup się na odczuwaniu oddechu w brzuchu... poczuj, jak ściana jamy brzusznej się uwypukla w czasie wydechu... i zapada się w czasie wydechu.
  • Śledź całą drogę oddechu w głąb ciała i na zewnątrz, a świadomość oddechu niech będzie kotwicą, która trzyma cię w chwili obecnej.

Krok 3. Rozszerzenie

  • A teraz rozszerz pole swojej świadomości skupionej na oddechu, tak że oprócz doznań związanych z oddechem zaczniesz uświadamiać sobie poczucie ciała jako całości, jego pozycję oraz wyraz swojej twarzy.
  • Jeśli uświadomisz sobie jakieś doznania dyskomfortu, napięcia czy oporu, uczyń je ośrodkiem uwagi, wdychając do nich każdy wdech i z nich wydychając każdy wydech, coraz bardziej przy tym rozluźniając się i otwierając. Jeśli chcesz, możesz na wydechu mówić sobie w myślach: „jest w porządku... cokolwiek jest, już i tak jest – niech więc to poczuję”.
  • Najlepiej jak potrafisz, wnoś tę rozszerzoną świadomość w kolejne chwile dnia.
Celem pierwszego kroku przestrzeni na oddech jest pełny powrót do chwili obecnej i wyjście z trybu działania. Przestajemy dążyć do tego, żeby być gdzie indziej niż jesteśmy. Uczymy się powstrzymywać od autokrytycznego osądzania, po prostu obejmujemy świadomością to, co w tej chwili jest - takie, jakie jest. Utrzymywanie tej postawy jest trudne. Żeby nie wpaść w koleiny starych nawyków myślowych, które oderwą nas od przeżycia tego, co w nas się wydarza, robimy krok drugi, czyli skupiamy się na doznaniach bieżącego oddechu. W ten sposób dajemy sobie szansę na to, żeby nasz umysł odnalazł równowagę i trwał tu i teraz. Skupiwszy się w ten sposób, przystępujemy do kroku trzeciego - rozszerzamy pole świadomości na całe ciało. Wchodzimy w pełen przestrzeni tryb bycia i, najlepiej jak potrafimy, pozwalamy, aby owa obszerniejsza przestrzeń bycia trwała w nas, gdy wrócimy do wcześniejszego zajęcia. Te trzy kroki pomagają nam płynnie przechodzić z trybu działania do trybu bycia.

Więcej na ten temat przeczytasz w książce

Świadomą drogą przez depresję. Wolność od chronicznego cierpienia

Mark Williams, John Teasdale, Zindel Segal, Jon Kabat – Zinn

wydawnictwo Czarna Owca

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Depresja u osób starszych - czy to zjawisko normalne?

- Starość trzeba przyjąć bez paniki, ze spokojem, tak jak gościa – czasem może kłopotliwego, ale takiego, którego muszę przyjąć. Pomstując, rozpaczając, roszcząc pretensje do ludzi i świata tylko pogorszymy swój stan - mówi Ewa Woydyłło. (Fot. iStock)
- Starość trzeba przyjąć bez paniki, ze spokojem, tak jak gościa – czasem może kłopotliwego, ale takiego, którego muszę przyjąć. Pomstując, rozpaczając, roszcząc pretensje do ludzi i świata tylko pogorszymy swój stan - mówi Ewa Woydyłło. (Fot. iStock)
Czy stany depresyjne u ludzi w podeszłym wieku są czymś normlanym? „Absolutnie nie!” – protestuje dr Ewa Woydyłło. „Jesień życia może być kolorowa”. 

Często słyszymy: „starość się Bogu nie udała”. Czy pani też tak uważa?
Bogu wszystko się udało, także starość, tylko człowiek zaczyna to poprawiać. Gdyby nie ingerencja medycyny, to tylko bardzo zdrowi ludzie dożyliby później starości. Wtedy nie obserwowalibyśmy tylu niezdolnych już do samodzielności staruszków. Ale my odkryliśmy sposoby na przedłużanie życia – mamy lekarstwo na każdą infekcję, schorzenie... Drzewo wiadomości dobrego i złego w przypowieści o Adamie i Ewie jest w jakimś sensie odpowiedzią na to, co człowiekowi tak bardzo się teraz nie podoba. To skutek tego, że Adam skusił się na to jabłko...

Ale starość jest smutna, bo wiąże się z nią wiele różnych dolegliwości i ograniczeń...
No tak, ale byłoby ich znacznie mniej, gdybyśmy pozwalali człowiekowi odchodzić w sposób naturalny, a my często przeciągamy czyjeś życie aż do degeneracji komórek, które nie mają przecież zdolności do wiecznego funkcjonowania.

Ludzie w podeszłym wieku, we wspaniałej formie, i fizycznej, i psychicznej, się zdarzają, ale to statystyczna rzadkość. Większość ludzi, którzy dożywają dziś 90 czy więcej lat, zawdzięcza to medycynie. Obecna średnia życia to efekt pomocy medycznej, bo biologicznie człowiek nie zmienił się aż tak bardzo od tysięcy lat.

Bliscy osoby starszej, która wpada w stany depresyjne, mówią nieraz: „w tym wieku to normalne”. Czy rzeczywiście objawy depresji u seniorów są naturalnym odruchem psychicznym?
Absolutnie nie! Jeśli nawet przychodzą lękowe chwile, to są to tylko chwile. A chwila, nawet przykra, przerażająca... – przemija. To nie depresja. Z depresją jest zresztą tak, że częściej dotyka ludzi około 60. niż później. W tym bowiem okresie życia umiera wielu ich znajomych, bliskich lub najbliższych, a to przygnębia, czasem nawet załamuje. Ale przecież dwudziestolatek, który traci kogoś kochanego, też bardzo to przeżywa. Więc są to sprawy uniwersalne, niezależne od wieku. Z tą tylko różnicą, że u osób w podeszłym wieku te straty się kumulują.

W wieku 60 lat większość kobiet przechodzi na emeryturę, i starsi o 5 lat mężczyźni – czy to nie powód do apatii, przygnębienia...?
Z przejściem na emeryturę jest jak z każdą zmianą – jeśli była wyczekiwana, to jest szczęściem. Osoby, które pragnęły uwolnić się od kieratu pracy zawodowej, wreszcie robią to, na co wcześniej nie miały czasu – zajmują się wnukami, pielęgnują ogródki, podróżują, czytają książki... One czekały na tę wolność i smakują ją jak truskawki z bitą śmietaną.

Czy zawsze smakują? Znam takie osoby, które też niby czekały na emeryturę, a kiedy przestały pracować zawodowo, wpadły w czarną dziurę.
Jeśli „niby” czekały, to ja nie będę zgadywać, ale jeżeli ktoś naprawdę czeka, to może przez chwilę nie potrafić znaleźć sobie miejsca, ale wkrótce wypełnia wolną przestrzeń tym, co wcześniej było w jego życiu na drugim planie. Takie osoby nie zapadają w depresję.

Znakomicie pokazuje to film „Schmidt” Alexandra Payne’a z Jackiem Nicholsonem w roli 66-letniego emeryta. Pan Schmidt osiągnął sukces w zawodzie – w dniu przejścia na emeryturę firma zorganizowała mu pożegnalny benefis. Miał kochaną żonę, ustawioną życiowo córkę, wiernych przyjaciół, pełne konto w banku..., a jednak poczuł się wyrzucony na aut, zbędny. Wcisnął się w szlafrok i bezmyślnie przerzucał kanały telewizyjne. Nic go nie cieszyło. Kiedy rok później umarła mu nagle żona, wpadł, jak to pani mówi, w czarną dziurę. Ale potem wyruszył w podróż i zaczął uczyć się nowego życia. Bo każda zmiana wymaga nauczenia się nowych rzeczy.

Ale trzeba mieć do tego chęć.
W tych sprawach to nie nazywa się „chęć”, a raczej „pokora”. Jeśli życie nas przerasta, trzeba do pewnych spraw podejść z pokorą, dostosować się, zaakceptować to, co jest, zmienić pewne nawyki...

Oczywiście, ze starości nie ma się co cieszyć, pojawia się świadomość, że niedługo zgasną światła, a podoba mi się w tym cyrku – więc zawsze towarzyszy temu uczucie pewnego żalu. Ale przecież wiadomo, że kiedyś te światła zgasną. Starość trzeba przyjąć bez paniki, ze spokojem, tak jak gościa – czasem może kłopotliwego, ale takiego, którego muszę przyjąć. Pomstując, rozpaczając, roszcząc pretensje do ludzi i świata tylko pogorszymy swój stan. Lepiej większą uwagę skierować na innych i zapytać siebie: „Co ja jeszcze mogę KOMUŚ po sobie zostawić?” – to może być wnuczek, sąsiadka, kościół, do którego będę codziennie chodzić i podlewać kwiaty.

Wielu ludziom bardzo trudno przychodzi jednak zaakceptowanie zmian i ograniczeń związanych ze starością.
Niektórym ludziom trudno zaakceptować cokolwiek, nawet gdy mają 20 lat. Jak się dobrze rozejrzymy, to zobaczymy tyle samo przygnębionych i zgorzkniałych trzydziestolatków, co ludzi starszych. To nie przychodzi tylko z końcem życia. Jeśli ktoś nie potrafił zaakceptować utraty jakiegoś życiowego daru, jak miał 20 lat, to trudno mu przyjdzie to zrobić także wtedy, gdy będzie mieć 115.

Nie tylko ciało się starzeje, mózg także...
To zasmuca, ale między „zasmuca” a „wpadam w depresję” jest ocean różnicy. Kogoś zasmuca na przykład to, że nie może już jeździć na nartach, że nie urodzi dziecka..., ale może jeszcze przeczytać książkę, pójść na koncert, zrobić pyszne konfitury z wiśni, może zrobić wiele rzeczy, by sprawić sobie radość. Bywa, że człowiek jest smutny, przygnębiony, bez względu na to, czy pracuje, czy nie. Bo dużo zależy od charakteru, osobowości – jedni są bardzo otwarci na nowe, inni zamknięci.

Często, kiedy prowadzę samochód, włączam sobie płytę z balladami Bułata Okudżawy – w jednej śpiewa, że człowiek mądry, rozumny lubi się uczyć, jest ciekawy nowych rzeczy, a durak lubi pouczać, uważa się za najmądrzejszego, myśli, że wszystko wie najlepiej, niczego nie musi się już uczyć, jest zamknięty na inność, na zmiany – to osoba zastygła. I dla duraków starość jest najgorsza.

... zrzędliwa, uparta, złośliwa, oskarżająca, roszczeniowa?
Tak, bo do starości trzeba się też przygotować, trzeba się jej nauczyć, tak jak uczymy się prowadzić samochód. Jeśli ktoś wchodzi w nową sytuację kompletnie nieprzygotowany, to niech się nie skarży, że sobie z nią nie radzi.

Usłyszałam kiedyś od mocno starszego pana: „Dopóki fakt, że żyję, obchodzi choć jedną osobę, nie jestem bezwartościowy”. Był bardzo pogodnym staruszkiem. Samotność, poczucie, że się jest już nikomu niepotrzebnym bolą chyba najbardziej...
To prawda. Ale samotność towarzysząca starości wynika często z tego, że odeszli bliscy, dzieci powyjeżdżały w świat albo w ich sercach brak miejsca dla rodziców... Czy z tego powodu mamy siedzieć i narzekać? Nie! Trzeba poszukać innego rozwiązania. Jeśli nie ma przy nas tych, których byśmy chcieli, to szukamy sobie innych. Bo najlepsze na samotność są spotkania z ludźmi.

Kiedyś przyszła do mnie córka ze swoją matką staruszką, która na wszystko narzekała, wszystkim miała coś za złe, chodziła przygnębiona i nieszczęśliwa. Dziewczyna zapytała mnie, co może dla tej matki zrobić. Pomoc, jaką w takich przypadkach staram się wyczarować, polega na tym, że zadaję takiej zgorzkniałej kobiecie dwa pytania: „Niech mi pani powie, czy lubi pani ludzi, którzy są wciąż ze wszystkiego niezadowoleni? Czy pani chętnie spotykałaby się z kimś, kto wiecznie narzeka i ma o wszystko pretensje?”. Czasami trzeba najpierw spojrzeć na siebie, zanim zacznie się narzekać i krytykować innych. Kiedy odwiedzą nas dzieci czy wnuki, to zamiast mówić, jacy to wszyscy wokół są okropni, trzeba zapytać, co u nich słychać, upiec pyszne naleśniki z konfiturą, zaśpiewać wnukowi starą piosenkę, najlepiej sprośną... Wtedy młodzi chętnie będą mamę czy babcię odwiedzać.

Czy przyczyn stanów depresyjnych u osób starszych nie należy również upatrywać w niezdrowym trybie życia?
Oczywiście, szczególnie w braku ruchu, a im mniejsza aktywność fizyczna, tym szybciej słabnie sprawność biologiczna. W tym okresie ten ruch siłą rzeczy może nie być intensywny, ale przecież nikt nie każe staruszkom biegać maratonów. Zamiast siedzieć przed telewizorem, powinni jak najwięcej spacerować, co najmniej 2 godziny dziennie, ale nie pomiędzy straganami czy w supermarketach, tylko na świeżym powietrzu, w otoczeniu zieleni, nawet w deszczu, kaloszach i pelerynie. Każdego dnia pamiętać, żeby nie zastygać.

Często podróżuję po świecie i obserwuję starych ludzi. W Kalifornii z zachwytu oczu nie mogłam oderwać od grupy staruszków, którzy każdego poranka w białych luźnych strojach i tenisówkach ćwiczyli w parku tai chi. Potem wsiadali do busa i jechali na wegetariański lunch, wieczorem do muzeum czy na koncert. Ale w Stanach starych ludzi nie nazywa się „old”, tylko „senior cityzen”, czyli „obywatel senior”, i organizuje się dla nich różne zajęcia, spotkania, wyjazdy... oni cały czas są w jakiejś grupie. U nas też już coraz więcej robi się dla osób po 60., ale wciąż za mało jest miejsc, gdzie mogliby wspólnie spędzać czas.

Czyli zamiast depresanta – spacer, tai chi, taniec...
Tak, to najlepsze lekarstwo. Wie pani, kto ma najgorszą starość? Osoby, które osiągając późny wiek, oglądają się za siebie, a tam nie ma nic pięknego. Każdy z nas posiada skarbnicę, która nazywa się pamięcią – i jak ten skarbiec jest pusty albo pełen cuchnących śmieci, z którymi trzeba dalej żyć, to te stare lata rzeczywiście są straszne. Dlatego przez całe swoje życie zbierajmy piękne wspomnienia. Jak będziemy pięknie żyć, to i jesień życia będzie kolorowa.

  1. Psychologia

Technika Uwalniania – sposób na trudne emocje i choroby psychosomatyczne

Korzyści stosowania Techniki Uwalniania realizują się na kilku poziomach: fizycznym, emocjonalnym, duchowym, a także relacyjnym. (fot. iStock)
Korzyści stosowania Techniki Uwalniania realizują się na kilku poziomach: fizycznym, emocjonalnym, duchowym, a także relacyjnym. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Badania dowodzą, że Technika Uwalniania, opracowana przez dr. n. med. Davida R. Hawkinsa, amerykańskiego psychiatrę, jest niezwykle skuteczniejsza w łagodzeniu fizjologicznych reakcji na stres. Dlatego warto o niej przypomnieć w czasach, które wielu osobom kojarzą się z silnym niepokojem.

Umysł, wraz z myślami, które tworzy, napędzany jest przez uczucia. Z kolei każde uczucie, które się u nas pojawia, generuje wiele tysięcy powiązanych z nim myśli. Tworzy to pewien mechanizm, który sam się napędza. Ponadto większość ludzi przez całe życie tłumi uczucia lub próbuje od nich uciec. Niestety, ta wyparta energia kumuluje się i szuka ujścia poprzez choroby psychosomatyczne, zaburzenia na poziomie fizycznym, zaburzenia emocjonalne, zaburzenia zachowania i relacji osobistych. Skumulowane emocje blokują zarówno rozwój duchowy, jak i świadomość, a także powodzenie w wielu obszarach życia. Z pomocą może przyjść Technika Uwalniania.

Technika Uwalniania, która wykorzystuje „mechanizm poddania”, to praktyczna metoda usuwania przeszkód i przywiązań.

Jakie są korzyści stosowania Techniki Uwalniania?

Poziom fizyczny

Na tym poziomie technika działa na autonomiczny układ nerwowy, który często jest nadmierne stymulowany poprzez tłumione w ciele emocje. Pozbycie się tych stłumionych emocji odblokowuje m.in. akupunkturowy system energetyczny. Praktykując stale uwalnianie, odczuwa się coraz mniej zaburzeń fizycznych i psychosomatycznych, które często całkowicie znikają. Ciało, bardziej odprężone, zaczyna z powrotem optymalnie funkcjonować.

Poziom behawioralny

Gdy zmniejsza się niepokój i negatywne emocje, znika wówczas potrzeba, by od nich uciekać. Ucieczka przed emocjami przybiera bardzo różne formy. Zwykle są to nałogi (narkotyki, alkohol), rozrywka, nadmiernie długi sen. Rezygnując z tej ucieczki, odzyskujemy ogromne pokłady energii. Zwiększa się witalność, uważność, dobrostan, wydajność i bezwysiłkowe funkcjonowanie we wszystkich obszarach życia.

Relacje międzyludzkie

Kiedy trudne uczucia (które postrzegamy jako negatywne dla nas) zostaną uwolnione, wówczas podnosi się poziom uczuć pozytywnych (budujących). Skutkiem tego jest widoczna poprawa wszelkich relacji. Zwiększa się również nasza zdolność do kochania. Mamy mniej konfliktów z innymi, przez co poprawia się wydajność naszej pracy. Pozbycie się negatywnych blokad pozwala także na osiąganie zawodowych celów z dużo większą łatwością. Zanikają też zachowania oparte na poczuciu winy. Coraz mniej intelektualizujemy, a coraz bardziej korzystamy z intuicji. Skupieni na wewnętrznym dojrzewaniu i rozwoju osobistym często ujawniamy kreatywność i zdolności psychiczne, których się po sobie nie spodziewaliśmy. Niezwykle ważne jest to, że zmniejsza się poczucie bycia zależnym, tak zgubne we wszystkich relacjach międzyludzkich.

Poziom świadomości /uważności /duchowości

Odpuszczenie negatywnych emocji sprawia, że doświadcza się stale rosnącego szczęścia, zadowolenia, spokoju i radości. Wzrasta uważność i doświadczanie w swoim wnętrzu jedności z Jaźnią.

Każdy może łagodnie realizować wszystkie te cele poprzez ciche uwalnianie i odpuszczanie w każdej chwili codziennego życia. Dla lepszego śledzenia postępów zaleca się jednak robienie notatek  na temat swoich osiągnięć. Po chwilowej ekscytacji łatwo popaść w „znudzenie” systematycznością tej techniki. Pojawia się wtedy typowy opór i przekonanie, że „to nie działa”.

Jak praktykuje się Technikę Uwalniania krok po kroku?

  • Uświadom sobie dane uczucie, pozwól mu się w pełni ukazać i pozostań z nim w kontakcie. Pozwól sobie na odczuwanie.
  • Nic w nim nie zmieniaj – pozwól, aby swobodnie płynęło. To oznacza, że wyrażasz zgodę na to, że to czujesz, bez oceniania, opierania się, bez obawiania się tego uczucia, potępiania siebie za nie. Skupiasz się na uwolnieniu ukrytej za tym energii. Oznacza to porzucenie osądów i zdanie sobie sprawy, że to tylko uczucie.
  • Jesteś obecna / obecny z tym uczuciem i odpuszczasz wszelkie wysiłki, aby w jakikolwiek sposób je zmienić. Odpuść też chęć, by mu stawić opór. To właśnie opór powoduje, że uczucie trwa. Gdy przestaniesz stawiać opór lub próbować je zmienić, przejdzie ono w następne uczucie i będą mu towarzyszyć łagodniejsze doznania. Uczucie, któremu się nie opieramy, zniknie, gdy tylko wyczerpie się energia, która je napędza.
  • Kiedy uwolnienie następuje, natychmiast odczuwamy lekkość i szczęście.
Ważne: podczas uwalniania ignorujemy wszelkie myśli. Skupiamy się na samym uczuciu, a nie na myślach, które mu towarzyszą. Myśli nigdy się nie kończą, napędzają się same i generują kolejne. Myśli są racjonalizacjami umysłu, który stara się wyjaśnić obecność uczuć. Jeśli całkowicie uwolnimy i odpuścimy dane uczucie, zazwyczaj wszystkie myśli, które były z nim powiązane całkowicie znikają. (źródło: strona informacyjna Wyd. Virgo „Technika Uwalniania. Podręcznik rozwijania świadomości” Davida R. Hawkinsa).

Więcej na temat Techniki Uwalniania Davida R. Hawkinsa w wywiadzie („Droga do wolności”) z Joanną Heidtman, socjolożką i psycholożką :

  1. Psychologia

Jak rozpoznać depresję? Rozmowa z psycholog Ewą Woydyłło

Rozpoznanie depresji to proces, w którym należy skonfrontować swoje obniżone samopoczucie z realiami, jakich samemu można zbyt dobrze nie widzieć, bo siedzi się w środku. (Fot. iStock)
Rozpoznanie depresji to proces, w którym należy skonfrontować swoje obniżone samopoczucie z realiami, jakich samemu można zbyt dobrze nie widzieć, bo siedzi się w środku. (Fot. iStock)
„To nie fanaberia, lecz ciężka choroba. Gdy się pogłębi, może doprowadzić do takiego stanu, w którym targniesz się na własne życie. Długotrwała depresja prowadzi albo do unicestwienia, albo do rezygnacji z życia. W normalnym życiu człowiek się rozwija, a w depresji – zwija” – mówi psycholog Ewa Woydyłło. 

Wczoraj byłam smutna i zła na cały świat. Czy to początek depresji? Gorszy nastrój, smutek, żal, złość i rozczarowanie jakimiś sprawami z naszego życia zwykliśmy nazywać depresją, choć wcale nią nie są. Huśtawka nastrojów to codzienność. Jeśli ktoś oczekuje, że zawsze będzie tak, jak w czasie ośmiu minut noworocznej nocy, kiedy fajerwerki strzelają do nieba – to oczywiście jest w błędzie. Tak nie będzie. Więc jeśli przez moment nie widzisz fajerwerków, to nie znaczy, że masz depresję. Depresją staje się takie samopoczucie, z powodu którego nie możesz robić tego, co musisz – nie wstajesz z łóżka, nie myjesz się, nic nie jesz albo – jesz bez przerwy.

Ale spadek nastroju to chyba już jakiś symptom? Złe samopoczucie, zniechęcenie do pracy, brak ochoty na seks, apatia, izolacja od ludzi, myślenie tylko o sobie, a zwłaszcza o jakiejś sprawie, która jest przygnębiająca, np. rozwód, choroba lub śmierć bliskiej osoby – to wszystko są symptomy depresji. Moment, kiedy zamieniają się w chorobę, jest bardzo trudno uchwytny albo wręcz nieuchwytny. Psychiatria tę jednostkę chorobową definiuje następująco: jeśli przez co najmniej dwa tygodnie bez ewidentnego powodu człowiekowi odechciewa się żyć, to znaczy, że popadł w głęboką depresję. Niby nic się nie stało, a ktoś po prostu w pewnym momencie przestaje funkcjonować, wycofuje się z życia. Bywa, że matka w takim stanie nawet nie karmi swojego nowo narodzonego dziecka.

Czasami zdajemy sobie sprawę z tego, co jest przyczyną naszej depresji, a czasami tylko tak nam się wydaje. Nieraz mówimy: „to dlatego, że moja córka wyprowadziła się z domu”. Ale przecież wiadomo było, że jak dziecko dorośnie, to pewnego dnia z tego domu się wyprowadzi. Jeśli wyjechało na studia, to rodzic powinien się cieszyć, nie smucić. No i okazuje się, że u podłoża takiego głębokiego zniechęcenia do życia nie leży bynajmniej syndrom opuszczonego gniazda, lecz na przykład złe relacje małżeńskie albo od lat zanikająca więź z życiowym partnerem. Winę zwalamy na dziecko, chociaż źródło tkwi gdzie indziej: oto matka zostaje w domu z człowiekiem, którego od dawna nie kocha i który jej nie kocha. To przykład na to, jak głęboko trzeba szukać przyczyn depresji.

 
Czy ktoś może mi w tym pomóc? Oczywiście, najlepiej od razu porozmawiać z kimś o tym, co czujesz. Trzeba rozejrzeć się za osobą, którą obchodzisz, bo nie ma sensu zwierzać się komuś, kto cię nie zna lub nie lubi. Rozpoznanie depresji to proces, w którym należy skonfrontować swoje obniżone samopoczucie z realiami, jakich samemu można zbyt dobrze nie widzieć, bo siedzi się w środku. Dopiero ktoś z boku powie: „Zaraz, zaraz, ale o co ci właściwie chodzi? Przecież twoja córka wyjechała, bo się zakochała. To chyba fajnie, nie? Czy wolałabyś, żeby się nie zakochała?”.

A jeśli w swoim otoczeniu nie znajdujesz osoby, której na tobie zależy, z którą chcesz podzielić się swoim smutkiem, opowiedzieć o nim – to zacznij czytać książki na temat depresji. Czyli gdy zauważysz pogorszenie samopoczucia, to od razu, nie czekając aż zapadniesz się głęboko w grzęzawisko, zastosuj zwykłe ludzkie sposoby: zadzwoń do przyjaciółki, zrób coś, co sprawi ci przyjemność... – popraw sobie zły nastrój.

A jeśli od przyjaciółki usłyszę: „nie przesadzaj, weź się w garść, nie użalaj się nad sobą”? Wtedy zgłoś się do psychiatry. To fantastycznie, że żyjemy w czasach, w których mamy tylu specjalistów. Kiedy boli ząb, idziemy do dentysty. Kiedy się przewrócimy i złamiemy nogę, idziemy do ortopedy. Kiedy nie możemy nauczyć się francuskiego, idziemy na kurs. Tak samo jest ze stanem psychicznym – jeśli sobie nie radzimy i nikt bliski nie potrafi nam pomóc, to zwracamy się do fachowca od depresji. A takim jest psychiatra. Nie psycholog, pedagog czy ksiądz, tylko psychiatra. Jedynie on potrafi majstrować przy naszych stanach emocjonalnych i ma do tego odpowiednie narzędzia.

Jednak większość ludzi uważa, że smutek minie, że sami się z tego stanu wydźwigną. Mogą się wydźwignąć ze smutku i żalu, ale nie z depresji. Żal to stan emocjonalny, który przeżywamy częściej niż nam się wydaje, np. pod wpływem muzyki, która nasuwa przykre wspomnienie. Mogę być w gorszym nastroju, bo się nie wyspałam, bo boli mnie głowa... – to codzienność. Ale czy z tego powodu przestaję jeść śniadanie, nie myję zębów, kładę się na kanapie i bezmyślnie patrzę w sufit? Owszem, jestem smutna, przygnębiona jakimś zmartwieniem, troską, przeżywam trudne zdarzenie, ale mimo to robię obiad, sprzątam, czytam książkę, wychodzę z psem na spacer... chociaż nie w pełni entuzjazmu, ale działam. A w depresji absolutnie nic nie robię. To nie fanaberia, lecz ciężka choroba. Gdy się pogłębi, może doprowadzić do takiego stanu, w którym targniesz się na własne życie. Długotrwała depresja prowadzi albo do unicestwienia, albo do rezygnacji z życia. W normalnym życiu człowiek się rozwija, a w depresji – zwija.

Czyli długotrwały smutek może przejść w depresję? Jeśli pewnych stanów się nie powstrzyma, to owszem, mogą zamienić się w depresję. To trochę tak, jak z alkoholem. Jeśli ktoś pije, ale nie nadużywa, to nie upija się. Ale jeżeli ktoś raz się upije, a potem – pomimo że to było dla niego przykre – upije się znowu, to zaczyna ostro zmierzać do uzależnienia. Podobnie jest z depresją: jeśli z powodu złego humoru przestajesz robić to, na czym ci zależy, co jest dla ciebie ważne, to potraktuj go jako sygnał ostrzegawczy, bo to może być początek depresji.

Jak zastopować jej rozwój? Nie koncentruj się na złych doświadczeniach i nie generuj wokół nich czarnych myśli. To pogarsza samopoczucie. Na dworze piękna słoneczna pogoda, a ty leżysz w łóżku i jeszcze zasłaniasz okna – w ten sposób uciekasz od normalnego życia! Myśl o tym, co masz, a nie o tym, czego ci brakuje.

Aby uniknąć zagrożeń związanych z ewentualnością wystąpienia tej, nawet sytuacyjnej, depresji, która przychodzi z powodu życia, a nie z powodu funkcjonowania mózgu – trzeba także zadbać o to, by mieć wokół siebie grono ludzi, którym na tobie zależy, ludzi, którzy – jak będzie ci trudno czy źle – zechcą nie tyle nawet ci pomóc, ile wysłuchać, czasami przyjechać i na przykład ochrzanić syna, który źle się do ciebie odnosi, albo zabrać cię do siebie, by było ci mniej smutno. Dobrze też mieć np. ciocię, która nie będzie pouczać, krytykować, oceniać, tylko zrobi szarlotkę, rozśmieszy, zaprosi przyjaciółki i zagracie w brydża... po prostu zajmie się tobą. Jeśli ktoś ma kogoś takiego, to mu mniej grozi depresja!

I może sprawa najważniejsza: nasz nastrój i samopoczucie zależą w dużym stopniu od tego, jaki styl życia preferujemy, jaki mamy system wartości, co jest dla nas w życiu ważne... Trzeba odwrócić uwagę od depresji, a zająć się tym, by życie uczynić sensownym, produktywnym i satysfakcjonującym. Wtedy stany depresyjne mają szansę mijać bardzo szybko. Ludzie, którzy są wciąż czymś nakręceni, rzadko zapadają na depresję.

Warto przeczytać:

Mark Williams, John Teasdale, Zindel Segal, Jon Kabat-Zinn, „Świadomą drogą przez depresję. Wolność od chronicznego cierpienia”, Wydawnictwo Czarna Owca 2009; David D. Burns, „Radość życia, czyli jak zwyciężyć depresję. Terapia zaburzeń nastroju”, Wydawnictwo Zysk i S-ka 2010; Arnold A. Lazarus, Clifford N. Lazarus, Allen Fay, „Jak nie wpaść w depresję – 40 szkodliwych przesądów, które zatruwają nam życie”, Wydawnictwo WAM 2005. 

  1. Psychologia

Poczucie własnej wartości - czy jesteśmy świadomi własnej rangi?

Ranga jest pojęciem, którego używa się w psychologii procesu do określenia zestawu przywilejów, nabytych lub odziedziczonych (fot. iStock)
Ranga jest pojęciem, którego używa się w psychologii procesu do określenia zestawu przywilejów, nabytych lub odziedziczonych (fot. iStock)
Jeśli ktoś nie ma świadomości, ile ma i kim jest, to nie wykorzystuje swojego potencjału. Nie potrafi dawać ani brać. O mocy przywilejów opowiadają psychoterapeuci Joanna Dulińska i Michał Duda.

Czym są rangi w Psychologii Procesu?
Joanna Dulińska: Ranga to suma wszystkich przywilejów. To, jaką mamy rangę, zależy od naszych przywilejów w różnych obszarach w danym momencie.

A czym są przywileje?
Michał Duda: To atrybuty, które podnoszą nasz status. Choć niekoniecznie muszą to być rzeczy materialne, można też nie mieć własności, a korzystać z przywilejów. Ten, kto ma dużo pieniędzy i w związku z tym wysoką rangę społeczną, niekoniecznie ma taki wpływ na ludzi jak ktoś, kto ma wysoką rangę duchową. Gdy mówimy o sumie przywilejów, mamy na myśli różne przywileje – psychologiczne, duchowe i społeczne. I to wszystko razem tworzy rangę w społeczeństwie.

Zawsze mamy jakąś rangę? J.D
.: Zawsze czymś dysponujemy, ale często jest tak, że się z tym nie utożsamiamy.

M.D
.: Na przykład ranga społeczna istnieje obiektywnie. Jest bardzo często mylona z subiektywnym doświadczeniem czy subiektywną oceną sytuacji. Może być też zmienna w czasie.

A po co nam wiedza o rangach? J.D
.: Jest niezbędna, aby móc z nich celowo korzystać, choć rangi działają bez względu na to, czy mamy ich świadomość, czy nie. Jeśli nie mamy wiedzy o swoich rangach, to inni nie mogą z nich korzystać, przeciwnie – mogą się poczuć ich ofiarami, a my będziemy mieć tendencję, by ich nadużywać, nawet jeśli czujemy się słabi i bezradni.

Możemy zilustrować to przykładem? J.D
.: Do tego potrzebna jest wiedza o rodzajach rang. Wyróżniamy trzy typy: ranga społeczna – mówi o naszej pozycji w społeczeństwie, a ta zależy od wykształcenia, wieku, płci, pieniędzy – przywilejów, które dają wysoki status społeczny. Do tego dochodzi ranga psychologiczna, która jest wysoka, jeżeli człowiek czuje się bezpiecznie ze sobą, potrafi rozwiązywać konflikty, jest oswojony z emocjami, umie je przeżywać i wyrażać, lub niska, jeśli tego nie potrafi. Wreszcie ranga duchowa – kontakt z czymś większym, głęboką wiarą, z czymś, co daje jakąś pewność.

Przypuśćmy, że mamy do czynienia z szefem korporacji, który w ogóle nie jest świadomy swoich rang. Zarabia mnóstwo pieniędzy, ma bardzo duży wpływ na swoich pracowników, ale nie zdaje sobie sprawy z własnych możliwości. Ma za to kompleksy, bo np. jest otyły albo łysy, może ma wadę wymowy – w dzieciństwie był odrzucany przez kolegów i w związku z tym czuje się niepewnie w relacjach – więc nie ma rangi psychologicznej. Nie ma też rangi duchowej, nie uznaje, że jest coś większego, co go prowadzi, nie ma poczucia misji. I taki człowiek w sytuacji, gdy podwładna w jakiś sposób uruchomi jego kompleks, nastawi się obronnie, może atakować, bo nie posiadając umiejętności bycia w relacjach z kobietami, może uznać, że ona go lekceważy czy się z niego naśmiewa. Wtedy on może nadużyć swojej rangi i powiedzieć lub zrobić coś przykrego.

Mając świadomość swojej pozycji, możemy chyba też wpływać na podnoszenie rang innych ludzi. Przykładowo – może nam się wydawać, że nie mamy czym się podzielić, podczas gdy wystarczy czasem jednostkowo niewielka kwota miesięcznie, a pomnożona przez udział kolejnych osób daje globalną pomoc.

M.D
.: Kryteria porównania są bardzo różne i na ogół ludzie wybierają identyfikację z niższą rangą niż z wyższą. Ale rzeczywiście parę złotych płacone na rzecz różnych fundacji może bardzo pomóc komuś, kto ma niższą rangę od naszej i pokryć mu np. koszty życia przez miesiąc. My takiej pomocy rzeczowej, finansowej, doświadczaliśmy ponad 20 lat temu. Świadomość rang w aktualnej sytuacji z obiektywnego punktu widzenia pomaga też więc odnaleźć swoje miejsce w tej hierarchii i korzystać świadomie z rang, np. poprzez przeznaczenie kwoty, którą codziennie wydajemy w sklepie spożywczym na pomoc komuś o niższej randze.

Masz świadomość, masz wybór. J.D
.: Świadomość rang pomaga podczas pracy z indywidualnymi trudnościami – jeśli ktoś nie ma świadomości, jaką ma rangę, to nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału. Nie potrafi dawać ani brać. Kiedy wiem, co mam, to mogę się tym podzielić, nie muszę się tego kurczowo trzymać, pilnować, by mi ktoś tego nie zabrał. Świadomość rangi wpływa na poczucie wartości, na zadowolenie z życia, na dobrostan psychiczny. Kiedy odnajdę, co mam – a każdy coś ma – to poznam swoje miejsce na ziemi.

Można mieć taką samą rangę w kilku dziedzinach? J.D.
: Niższa ranga w jednej dziedzinie wiąże się zwykle z wyższą rangą w innej. My, mieszkańcy Zachodu, mamy dostęp do bieżącej wody, robimy zakupy w sklepie, a np. ludzie żyjący w Tybecie tego nie mają, posiadają więc dużo niższą rangę społeczną. Mają jednak dużo wyższą rangę duchową, a może też psychologiczną. Cenią życie, widzą jego ogromną wartość, bo żyją na co dzień w ogromnym zagrożeniu, muszą dołożyć starań, by przeżyć – nie są zagubieni, nie zadają pytań: „po co ja żyję?”.

Z kolei rangę psychologiczną zazwyczaj mają osoby o niższej randze społecznej, radzą sobie dobrze w trudnych sytuacjach, stawiają bardziej na relacje, jednoczą się, ponieważ same nie radzą sobie w rzeczywistości, która je otacza. Wysoką rangę psychologiczną mają też ludzie, którzy przetrwali krytyczne sytuacje – taka osoba, gdy straci wszystko, nie załamie się, bo ona już zna sytuację, gdy niczego nie miała albo miała niewiele. I przeżyła, poradziła sobie. A ktoś, kto zawsze miał dom i samochód, będzie się bał kryzysu, końca świata i innych rzeczy, które go nagle z tego stanu posiadania mogą wytrącić. Gdy znam swoją rangę i czuję, kim jestem, jaką mam moc – to mogę się dzielić swoimi przywilejami, wspomagać innych.

Czy wyższa ranga jest zawsze lepsza? J.D.
: Nie chodzi o to, żeby mieć najwyższą rangę w całej okolicy, tylko o to, by się podzielić, jeśli ma się wyższą, i umieć poprosić i przyjąć, gdy ma się niższą. Świadomość niższej rangi nie jest wcale taka zła. Wyższa ranga wiąże się z odpowiedzialnością, a niższa z relaksem, z tym, że to inni mogą zabiegać, decydować. Mogę się komuś poddać, dostać coś, zaufać. To też jest dobre przeżycie – nie mieć w danej sytuacji rangi.

Rangi zaostrzają czy pomagają rozwiązać konflikt? J.D.
: To właśnie ranga, hierarchia jest częściej źródłem konfliktu niż cokolwiek innego. Wyższa ranga wzbudza emocje, takie jak zazdrość, złość, zawiść, niechęć, roszczeniowość, ale też inne – podziw, chęć przypodobania się. Jest to trudne dla osoby, która ma wysoką rangę w środowisku – musi umieć sobie poradzić ze wszystkimi konsekwencjami swojej pozycji. A jeśli nie utożsamia się z nią, to będzie uciekała od odpowiedzialności, nie będzie w stanie sobie z tym radzić. Często związane jest to z poczuciem winy, wychowaniem. Taką ideą, że wszyscy powinni być równi.

M.D.
: Uświadomienie sobie swojej rangi, miejsca, w którym się jest, jest po części kluczem do rozwiązania bardzo wielu konfliktów. Dotyczy to wszelkich obszarów, pracy czy życia rodzinnego – jeżeli ojciec krzyczy na dziecko, nie mając świadomości, że ma ono niższą rangę, to nie atakuje równego sobie, tylko słabszego. Nie zdaje sobie sprawy z poczucia zagrożenia, jakie wywołuje w tym dziecku. Jeśli będzie świadomy różnicy rang, to będzie w stanie adekwatnie ocenić sytuację. Już samo to może prowadzić do częściowego rozwiązania kłopotu. To jest też kwestia zrozumienia drugiej strony, tego, co ona robi. Świadomość rang naprawdę może coś zmienić.

  1. Psychologia

Opanuj stres – proste ćwiczenie na natłok myśli

Im częściej będziesz wykonywać ćwiczenie
Im częściej będziesz wykonywać ćwiczenie "Zatrzymaj się, poczuj", tym szybciej przyniesie ono ulgę. (Fot. iStock)
Stres, natłok myśli, podenerwowanie – powodują, że nie funkcjonujemy w harmonii, jesteśmy spięci i roztargnieni. Wtedy właśnie przyda się to proste ćwiczenie, polecane przez nauczycielkę medytacji Nityę Patrycję Pruchnik. Im częściej będziesz je wykonywać, tym szybciej przyniesie ulgę. Spróbuj!

Ilekroć poczujesz, że nachodzą cię uporczywe myśli lub robi się w głowie gęsto, zatrzymaj się. Nic nie rób, po prostu zatrzymaj umysłowy ciąg. Nie ulegaj mu. Powiedz mu: „dość”. Nic więcej. Całkowite zaprzestanie jakiegokolwiek działania, ruchu (w głowie) może natychmiast przenieść cię w przestrzeń świadka. Stamtąd rozciąga się widok na płynące przez niebo w bezruchu myśli. Bądź z nimi z perspektywy świadomości. Nie oceniaj ich dodatkowo, nie pomijaj i nie staraj się ich pozbyć. Patrz, jak przychodzą i odchodzą jedna po drugiej.

A teraz poczuj

Po wybudzeniu z myślowego natłoku przenieś uwagę na odczucia płynące z ciała, poczuj je. Przestań śledzić myśli, tylko odczuwaj – bez myślowego wsparcia. Pozwól sobie przepuszczać wszystko przez siebie – bez stawiania jakiegokolwiek oporu. Obserwuj, jak konkretne emocje odchodzą, jak się rozpływają. Zazwyczaj odczucia cielesne i emocje mijają trochę wolniej niż myśli. Nie popędzaj ich. Nie spiesz się. W tym czystym nieporuszonym byciu dostrzeż nieoddzieloną od siebie energię. Odpocznij w niej. Najpewniej myśli będą nawracać, w dalszym ciągu przenoś uwagę na odczuwanie ciała i odprężaj się w nim. Nawet wówczas, gdy pojawią się dotkliwe emocje. Po jakimś czasie będą się one przeobrażać i rozpływać. Pamiętaj, że walka z emocjami tylko je przedłuża. Przyjmij je, pozwól im wzbierać i zanikać. Jeśli uporczywe myśli nadal będą powracać, ponownie zatrzymaj się. Nie folguj myślom. Znajdź pozycję świadka, a następnie przenieś uwagę na czucie.

Czuj. Praktykuj w ten sposób dopóty, dopóki zarówno myśli, jak i emocje zaczną się rozpływać, pozostawiając po sobie spokój. Spróbuj popraktykować opisany cykl ćwiczeń dwa, trzy razy w ciągu dnia. Niewykluczone, że przy pierwszych próbach ta praktyka przyniesie ci więcej frustracji niż pożytku.

Może pod wpływem początkowego rozczarowania zechcesz ją sobie odpuścić. Tym  bardziej zachęcam cię do wytrwania. W takim wypadku uważnie przeczytaj raz jeszcze opis praktyki. Pamiętaj, że nie chodzi tu o zmianę stanu, który ci aktualnie towarzyszy, lecz o spojrzenie na to, co się wydarza, z szerszej perspektywy. Przyjęcie i rozpuszczenie się w tym, co jest. Nie znaczy to bynajmniej, że doświadczeń w niej nie będzie. Wprost przeciwnie, wszystkie stany i doświadczenia są z takiej perspektywy w pełni przyjmowane. Nawet jeśli wykonywanie tej praktyki nie przyniesie od razu oczekiwanych przez ciebie rezultatów, pamiętaj o niej i próbuj co jakiś czas do takiego spojrzenia powrócić. Pobaw się w zatrzymywanie i czucie. Nie rób tego po to, by coś zmienić, coś z siebie wymazać, lecz po to, by się odprężyć i budzić.

Praktyka pochodzi z książki „Oświecenie 24h na dobę. Praktyki i kontemplacje na cały rok”, Nitya Patrycja Pruchnik, Manana Chyb, wyd. ToCoJest 2020. Nitya Patrycja Pruchnik, nauczycielka duchowa, od kilku lat dzieli się – z inspiracji swojego mistrza Mooji’ego – rozpoznaniem prawdziwej natury rzeczywistości.