1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Dzieci potrzebują przewodników, nie kumpli 

Dzieci potrzebują przewodników, nie kumpli 

Dzisiaj młodym rodzicom brakuje czasu i cierpliwości, a dziecko wymaga przede wszystkim czasu. (Fot. iStock)
Dzisiaj młodym rodzicom brakuje czasu i cierpliwości, a dziecko wymaga przede wszystkim czasu. (Fot. iStock)
Kiedyś obowiązywał zimny wychów, z kluczem na szyi. Tak wychowane dzieci, już jako rodzice, w kontrze do swoich rodziców, zapewnili swoim pociechom wolność wyboru i partnerskie relacje. Liczyli, że ich model się sprawdzi, a wygląda na to, że niekoniecznie. Bo ich dzieci, dorośli młodzi ludzie, są dzisiaj zagubieni, nie tylko w rolach matek i ojców, ale w życiu w ogóle. Jeśli nie autorytaryzm i nie liberalizm, to co? Istnieje w wychowaniu jakaś trzecia droga?

Taki obrazek: Restauracja w porze niedzielnego lunchu. Mama, na oko 30 lat, usiłuje rozebrać czteroletniego synka, który wyrywa się, biega, skacze skutecznie uniemożliwiając jej ten zamiar. Mama powtarza: jeśli nie zdejmiesz  kurtki, natychmiast wychodzimy. Synek kurtki nie zdejmuje ani nie pozwala zrobić tego mamie, sprytnie wywijając jej się z rąk. Mama zmienia strategię, zagaduje: o zobacz jaki fajny samochód za oknem. Dziecko na moment nieruchomieje, ale po chwili już jest pod stołem. Zabawa syna z bezradną mamą trwa w najlepsze. W pewnym momencie do akcji wkracza ojciec, mówiąc: jak się nie rozbierzesz, nie dostaniesz tabletu. Chłopiec ucieka do drugiej sali. Ojciec biegnie za nim. Wracają. Synek nadal w kurtce, ale z tabletem. Mama szybkim ruchem włącza dziecku grę i bezszelestnie zdejmuje kurtkę. Cała restauracja oddycha z ulgą.

Opowiadam tę historię znajomej mamie z pokolenia rodziców około czterdziestki, nazwijmy ją Olgą, radczyni prawnej, mamie siedemnastoletniej  Poli. Moja opowieść nie robi na niej większego wrażenia, tylko wyraźnie psuje jej humor. Po chwili wyznaje: - Zrobiłam dzisiaj coś strasznego, pobiłam Polę, to znaczy najpierw ona rzuciła we mnie książką, potem ja walnęłam ją torebką. Od dawna przeginała, nie liczyła się z moim zdaniem, prowokowała. Zagryzałam zęby, aż w końcu nie wytrzymałam. Zrobiłam coś, czego poprzysięgłam sobie nigdy nie robić. Totalna porażka.

Nie popadajmy w skrajności

Olga, podobnie, jak jej młodszy o dwa lata brat, trzymani byli przez rodziców twardą ręką. Od dziecka obowiązki: sprzątanie wspólnego pokoju, codzienne dyżury przy zmywaniu naczyń i wynoszeniu śmieci. Dyscyplina jak w wojsku: zakaz wyjścia na podwórko dopóki nie odrobiło się lekcji, powrót do domu o 20. Naloty rodziców o każdej porze dnia, żeby sprawdzić, czy dzieci aby nie robią czegoś innego niż to wynikało z planu, na przykład, czy nie grają w statki w porze nauki. Olga do dzisiaj pamięta, jak za karę, że czytała po 22., pod kołdrą, przy latarce, rodzice zakazali jej spotykać się przyjaciółką przez miesiąc. Nikt nigdy nie pytał jej, co chce jeść, robić, gdzie wyjść, pojechać. Rodzice powtarzali, że wiedzą lepiej, co jest dla niej i brata dobre, a oni mieli się temu podporządkować bez szemrania.

Dlatego Olga, zanim jeszcze została mamą, postanowiła, że będzie wychowywać inaczej. Z poszanowaniem prawa dzieci do wyrażania własnego zdania, emocji, uczuć, do dokonywania wyborów, mówienia „nie”. Kar w tym planie miało nie być w ogóle, tylko nagrody. Basia naczytała się książek, od Spocka, poprzez Coveya, Seligmana, Rosenberga, po Jaspera Juula. Podążanie za dzieckiem, porozumienie bez przemocy – to bliskie jej sercu filozofie.

- Tak bardzo się starałam, robiłam wszystko, żeby moja córka miała inne niż ja, fajne dzieciństwo, a wychowałam tyrankę. Nie da sobie nic powiedzieć, musi postawić na swoim, wszystko jej się należy. Czasami żałuję, że nie wprowadziłam takiej dyscypliny, w jakiej mnie wychowano.

Młodzi rodzice mają problem. Autorytarny model całkowicie się skompromitował, liberalny okazał się nieskuteczny. A na rynku do nich adresowanym zatrzęsienie przeróżnych, często wykluczających się teorii, szkół, książek. Jak w tym wszystkim się odnaleźć?

Aleksandra Piotrowska, pedagożka i psycholożka, uważa, że należy odrzucić krańcowe teorie – autorytarną i liberalną – w skrajnej postaci, bo czynią dużo  szkody.

- Krańcowy liberalizm, czyli pozwalanie na wszystko, niestawianie granic to właściwie brak wychowywania, to tak naprawdę pozostawienie bezradnego samotnego dziecka bez przewodnika, który by pokazywał, jak się zachowywać, jak reagować, jakich wyborów dokonywać. Drugi kraniec – w postaci ostrego drylu – też do niczego dobrego nie prowadzi, choć nadal ma swoich zwolenników, którzy powołują się na to, że ów model obowiązywał przez tysiąclecia. No ale przez te tysiąclecia wychodzono z założenia, że dziecko to dopiero zadatek na człowieka. Ba, uważano, że ono  nie czuje bólu, słyszałam to na własne uszy dawno temu od lekarza. W medycynie pokutowało wtedy przekonanie, że noworodek nie czuje, nie widzi i nie słyszy, dlatego może być poddawany zabiegom bez znieczulenia. Horror. Na szczęście oba te skrajne modele zostały odrzucone nie tylko przez psychologię, ale także przez myślących ludzi. Pytanie tylko, czy całkowicie.

 Podążać, ale z głową

Psychoterapeutka Maria Nowakowska twierdzi, że znaczna część współczesnych światłych młodych rodziców zdecydowanie odrzuca autorytarny model:

- Bicie nie wchodzi w grę, i dobrze. Z moich obserwacji i praktyki terapeutycznej wynika, że rodzice raczej skłaniają się dzisiaj w przeciwnym kierunku, który nazwałabym dzieciocentrycznym. Oto dziecko, kiedy wreszcie pojawi się na świecie, często wyczekiwane albo jako ostatni element życiowej układanki, po karierze, domu, samochodzie - staje się centrum świata. Rodzice chuchają na nie i dmuchają, korzystając pełnymi garściami z tego, co oferuje rynek dziecięcy, także ten poradniczy. Stosują opisane tam metody miotając się od ściany do ściany. Takie eksperymenty, na żywym organizmie dziecka i całej rodziny, na ogół kończą się katastrofą.

Jedna z podopiecznych psychoterapeutki, nazwijmy ją Anną, mama dwóch nastoletnich synów, hołdowała przez pewien czas filozofii „podążania za dzieckiem”. Gdy synowie byli mali pytała, co chcą robić, w co się ubrać, co jeść. Kiedy zorientowała się, że wchodzą jej na głowę, było już za późno, mieli w nosie jej prośby i napomnienia. Któregoś dnia nie wytrzymała, wpadła w taką furię, że młodszy syn omal nie wyskoczył ze strachu z okna. Teraz ona i oni szukają pomocy u terapeuty.

Aleksandra Piotrowska zna rodziców, którzy opacznie rozumieją „podążanie za dzieckiem”, czyli uważają, że to ono wskazuje, jakich wyborów w danej sytuacji mają dokonywać rodzice.

- Ci rodzice najwyraźniej z opinii psychologów wychwycili tylko to, żeby nie zmuszać, nie bić. I chwała im za to. Ale szkoda, że nie usłyszeli, że to dorosły jest od wyznaczania, co dziecku wolno, a czego nie, jak w danej sytuacji się zachować, a przynajmniej próbować, bo wiadomo, że nie doprowadzimy do tego, żeby czterolatek siedział bez ruchu dwie godziny przy stole. A zatem nie można mówić, że rolą rodziców jest podążać za dzieckiem, bo to nieprawda. To oni są dorośli i to oni powinni być przewodnikami, którzy prowadzą dzieci, nigdy odwrotnie.

Aleksandra Piotrowska wyjaśnia, że jeżeli podążać za dzieckiem, to w takim sensie, żeby obserwować jego predyspozycje, talenty, pasje. Żeby uwzględniać w naszych działaniach to, w co wyposażyła je natura. Bo jeżeli dziecko nie ma słuchu to na nic się zdadzą nasze wysiłki, żeby grało na pianinie, nawet, jeśli sami gramy. Z drugiej strony – jeżeli nie zachęcimy dziecka do nauki gry na instrumencie, to może nie odkryć swojego powołania. Psycholożka podkreśla:  – Rodzice mają inspirować dzieci do różnych aktywności, ale nie mogą zmuszać. Gdybym nigdy nie zabrała moich dzieci na stok, nie przypięła im nart, to skąd miałyby wiedzieć, jaką przyjemnością jest jeżdżenie na nartach? Ale liczyłam się z tym, że może nie pokochają tego sportu, to ich święte prawo. Tak więc to rodzice powinni czuć się sprawcami działań swojego dziecka, wskazywać kierunki.

Między karaniem, a rozpieszczaniem

Olga (ta która uderzyła córkę torebką) ma do niej wielki żal, nazywa ją niewdzięcznicą. – Nigdy Poli nie tylko nie biłam, ale nawet nie ukarałam. Była chwalona, nagradzana, doceniania. A dzisiaj rzuca we mnie książką - mówi  rozgoryczona.

Maria Nowakowska obserwuje, że część młodych rodziców odchodzi od karania: – Gdy pytam ich, dlaczego tak ograniczają sobie pole działania, odpowiadają, że kara źle im się kojarzy, jest nieskuteczna, a poza tym czytali, że w wychowaniu można obejść się bez karania.

Rzeczywiście, z badań laboratoryjnych na szczurach wynika, że można ukształtować pewne zachowania posługując się tylko nagrodami, ale – jak  wyjaśnia Aleksandra Piotrowska - trwa to bardzo długo. Natomiast stosując w umiejętnie dobrany sposób nagrody i kary można uzyskać ten sam efekt o wiele szybciej. Dziecko tak czy owak doświadczy kar, tylko od innych ludzi.

- Rodzice nagradzają, a obcy karzą. Czy to jest wychowanie bez kar? Gdzie tu sens i logika? Dlaczego dziecku nie przekazać części prawdy o nim samym, dlaczego pozbawiać korzystania ze swojego doświadczenia? – pyta retorycznie psycholożka. - Jeszcze raz powtórzę: moim zdaniem zarzekanie się, że nie powinno się stosować kar, jest absurdem. Oczywiście nie wolno posługiwać się wyłącznie karami, to fatalny pomysł, że jak wymagania są spełnione, to nie ma nagród, bo to dziecka obowiązek, a jak nie są zrealizowane, to musi być kara. Takie działania są bez sensu, bo karanie złego zachowania jeszcze nie pokazuje, na czym polega zachowanie dobre. Jeżeli mówię, że warto posługiwać się karami, to nie oznacza, że zachęcam do bicia, kary fizyczne są absolutnie niedopuszczalne. Natomiast karą może być to, że się nie uśmiechnę. Albo, w wersji bardzo ostrej, co sama parokrotnie stosowałam wobec własnych dzieci, brak buziaka na dobranoc. Jeśli chcę pokazać, że moim zdaniem dziecko zachowało się skandalicznie, to taka kara będzie dla niego informacją zwrotną o randze jego wykroczenia.

Anna (ta której syn omal nie wyskoczył z okna), całe swoje życie  podporządkowuje dzieciom. Zawsze na pierwszym planie są ich potrzeby, zachcianki, nawet te, na które ją nie stać. Buntuje się po cichu, ale robi to, co chcą, kupuje to, czego się domagają. W ten sposób zagłusza poczucie winy, które nie daje jej spokoju odkąd wróciła do pracy i od kiedy rozwiodła się z ich ojcem.

Aleksandra Piotrowska: - Rodzice, którzy podporządkowują dziecku organizację dnia, posiłki, wyjazdy, sposób wydawania pieniędzy, umacniają w nim egocentryzm. Sam egocentryzm nie jest czymś patologicznym, każde dziecko jest egocentrykiem, ale w miarę rozwoju, powinno wyzbywać się myślenia tylko o sobie, dostrzegać innych ludzi i ich potrzeby. Naszą rolą jest mu w tym pomóc. A podporządkowując dziecku życie całej rodziny na pewno tego celu nie osiągniemy. Jak słyszę kobietę mówiącą zbolałym głosem, że będzie chodzić siódmy rok w tych samych butach, ale kupi dziecku nowy tablet, bo wszystkie dzieci mają, to wiem, że to się nie może dobrze skończyć.

Czas najcenniejszą walutą

Maria Nowakowska obserwuje wśród młodych rodziców inne niepokojące zjawisko – wyręczanie w obowiązkach i ochrona dzieci przed niepowodzeniami. – Znam mamę, która załatwiła synowi zwolnienie lekarskie z wuefu tylko dlatego, że bardzo przeżywa porażki. Ale ona od małego chroniła go przed niepowodzeniami, tak kierowała każdą zabawą, grą, żeby syn był najlepszy. No i teraz zbiera tego owoce.

Psychologowie podkreślają, jak wielkie znaczenie dla rozwoju dziecka ma umiejętność radzenia sobie z niepowodzeniami. Chroniąc dzieci przed porażkami pozbawiamy je ważnej życiowej lekcji. Nic dziwnego, że kiedy potem szef zwróci im – jako dorosłym - uwagę, reagują płaczem albo rozstają się z partnerem po pierwszym nieporozumieniu.

Aleksandra Piotrowska: - Młodzi ludzie mają oczekiwania, żeby wszystko szybko dało się naprawić. Dziecko sprawia kłopoty? Jedna rozmowa z psychologiem powinna to załatwić. Choruje? Jedna wizyta u lekarza powinna pomóc. Dzisiaj młodym rodzicom brakuje czasu i cierpliwości, a dziecko wymaga przede wszystkim czasu. Najcenniejszą  walutą, jaką się posługujemy w kontaktach z dzieckiem jest czas, nie ma niczego cenniejszego, co możemy dzieciom ofiarować. Jeśli ludzie nie potrafią go wygospodarować, to nie powinni decydować się na dzieci. Ale tu nie chodzi o poświęcenie całego życia, tylko o codzienną, systematyczną uwagę skierowaną na dziecko. Żeby nie było tak, jak to czasem obserwuję, że niania odbiera malca z przedszkola, kładzie go spać, a rodzice zajmują się nim co drugi weekend, bo co drugi muszą odpocząć. Tacy rodzice nie robią w swoim życiu miejsca na dziecko, a dzieci mimo to mają. Oczekują przy tym, że dziecko da się wyregulować jakąś śrubką, natychmiast, przy pomocy specjalistów. To moim zdaniem największe zagrożenie dla współczesnego rodzicielstwa.

Dużo światłych młodych rodziców przejmuje się swoją rolą, czyta książki parentingowe, uczestniczy w warsztatach. Mama (ta od zwolnienia syna z wuefu), ma cały pokój w książkach psychologicznych. Na terapii żaliła się, że stosowanie wyczytanych rad wymaga pilnowania się, jest stresujące. Gdy wcielała w życie zasady Mazlish i Faber o tym, jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, przechodziła samą siebie, żeby nie wybuchnąć. Aż któregoś dnia nie wytrzymała i walnęła pięścią w stół.

Aleksandra Piotrowska: - Niech młodzi rodzice czytają, rozmawiają z innymi, ale niech pamiętają, że ich postępowanie powinno być rezultatem tego, jacy oni są, jakie podejmują decyzje, jakie jest ich dziecko, a nie tego, że przeczytali ostatnio książkę takiej czy innej pani.

Wielu rodziców stara się dzisiaj zakumplować ze swoimi dziećmi. Mówią o partnerskich relacjach. Mama i Pola, zanim się pobiły, pisały razem bloga kulinarnego, chodziły po sklepach, pożyczały sobie ciuchy.

- Realizowanie wspólnych aktywności z dzieckiem to coś pięknego, to jeden ze sposobów na długą i dobrą więź – mówi psycholożka. – Ale czy to znaczy, że jesteśmy partnerami? Jako mama mogę być sparring partnerem w tenisie, ale nie w życiu. Partnerstwo zakłada równą odpowiedzialność, a w relacjach z dzieckiem tak nie jest. Kumpli to dziecko ma w szkole albo na podwórku, ja natomiast mam być dorosłą osobą, która dzieckiem kieruje. Dziecko nie może być moim powiernikiem, doradcą, terapeutą. Uważam, że ustawianie go w takiej roli to przemoc, to zbrodnia na dziecięcej psychice.

Zdaniem psycholożki trzecia droga – obok autorytaryzmu i liberalizmu -  istniała zawsze. Podążało nią wielu rodziców, niezależnie od wykształcenia, intuicyjnie. Bo można ukończyć kilka fakultetów i być nieudolnym ojcem. A bywa, że prosta wiejska kobieta okaże się utalentowaną matką.

- Ta trzecia droga, w literaturze fachowej opisana jako demokratyczna, polega na tym, że każdy ma prawo do głosu, ale z ładem i porządkiem, który zaprowadzają rodzice, bo demokracja to nie anarchia. Młodzi rodzice często nie mają świadomości, że po to, żeby dziecko czuło się bezpiecznie, nie wystarczy je przytulać, ono jeszcze musi wiedzieć, że są reguły, od których nie może być wyjątku, że ten świat jest przewidywalny. Pamiętajmy, że dziecko jest kształtowane policzynnikowo, a my – razem z biologią – jesteśmy przez pewien czas jednym z najważniejszych czynników. Warto ten czas wykorzystać.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Dzień Matki – wybrane teksty z cyklu "Jak wychowuje"

Rodzicem stajemy się w procesie wychowania dziecka. (ilustracja iStock)
Rodzicem stajemy się w procesie wychowania dziecka. (ilustracja iStock)
Z okazji Dnia Matki przypominamy artykuły archiwalne z cyklu "Jak wychowuje", w którym nasze rozmówczynie opowiadają o tym, czym jest dla nich macierzyństwo i relacja z dziećmi.

Jak wychowuje

  • Agnieszka Glińska, reżyserka, mama Franka i Janiny: „Myślę, że dzięki moim dzieciom nie zapomniałam siebie w ich wieku, że doskonale pamiętałam, co wtedy wyprawiałam. I byłoby straszliwą hipokryzją, gdybym oburzała się na to czy na tamto”.

  • Agnieszka Holland, reżyserka, mama Kasi Adamik, też reżyserki: „Bliskość między nami jest ważna, ale myślę, że równie ważna, i dla niej, i dla mnie, jest odrębność każdej z nas”.

  • Grażyna Wolszczak, aktorka, mama Filipa:Wychowanie? To stała obecność, towarzyszenie dziecku w zwykłym codziennym życiu. To całe „wychowanie” dzieje się w trakcie, mimochodem. Musi być spójne. Nie można wygłaszać górnolotnych frazesów, które nie mają zastosowania w zwykłym życiu. Wszystkie złote myśli, choćby najszlachetniejsze, wpadają jednym uchem, wypadają drugim”.

  • Gosia Dobrowolska, aktorka od wielu lat mieszkająca w Australii, matka Weroniki: „Obdarowywanie dziecka wszystkim, czego zapragnie, jest o wiele łatwiejsze niż nauczenie, jak na to zapracować. Dawać trzeba, ale wsparcie, system wartości, wzór postępowania w codziennych sytuacjach”.

  • Lidia Popiel, fotografka, mama Aleksandry: „(...) kiedy rodzi się dziecko, zmienia się nasze podejście do świata, nawet nasz charakter, więc przeorganizowanie kalendarza przychodzi naturalnie. Mówi się, że dziecko zabiera czas. A może jest tak, że ten czas mu się daje?”.

  • Paulina Krupińska-Karpiel, mama Jędrka i Tosi: „Co mi jako mamie się nie udało? Na pewno to, że czasem tracę cierpliwość i nakrzyczę na dzieci. A potem mam wyrzuty sumienia. Wtedy je przepraszam, mówię: „Nie chciałam tego zrobić”. Na co Tosia: „Wiem, mamusiu, dorośli tak czasem mają”. I rozkłada mnie na łopatki”.

  • Monika Mrozowska, mama Karoliny, Jagody, Józia i Lucjana: „Moje dzieci nie są wtajemniczane w szczegóły problemów między mną a ich ojcami. Zawsze podkreślam, że to nie ich wina. Mądre i spokojne przeprowadzenie dzieci przez rozstanie rodziców jest możliwe”.

  • Ałbena Grabowska, lekarka, pisarka, mama Juliana, Aliny, i Franka: „Zależy mi na tym, by dzieci były samodzielne, ale jestem nadopiekuńcza. Chciałabym, by same się uczyły, poznawały życie, a ciągle uważam, że to ja powinnam im coś proponować. Zależy mi na tym, żeby oglądały świat, ale boję się, że może im się stać coś złego. Tak więc jako matka składam się z samych sprzeczności”.

  1. Psychologia

"Leniwa mama", czyli jak stworzyć warunki do rozwoju samodzielności dziecka

W określeniu „leniwa mama” chodzi nie tyle o prawdziwe lenistwo, co o stworzenie warunków do rozwoju samodzielności dziecka - pisze w swojej książce Anna Bykova, psycholog dziecięcy i rodzinny. (Fot. iStock)
W określeniu „leniwa mama” chodzi nie tyle o prawdziwe lenistwo, co o stworzenie warunków do rozwoju samodzielności dziecka - pisze w swojej książce Anna Bykova, psycholog dziecięcy i rodzinny. (Fot. iStock)
„Gdyby mamy nie robiły wszystkiego za dzieci, to dzieci musiałyby się stać bardziej samodzielne” – twierdzi psycholog dziecięca Anna Bykova. Jej książka „Jak wychować samodzielne dziecko” to najlepszy prezent, jaki można sobie sprawić na Dzień Matki.

Fragment książki „Jak wychować samodzielne dziecko”, w tłum. Agnieszki Sowińskiej, wyboru i skrótu dokonała redakcja.

W określeniu „leniwa mama” chodzi nie tyle o prawdziwe lenistwo, co o stworzenie warunków do rozwoju samodzielności dziecka. Nie mam na myśli wymuszonej zbyt wcześnie samodzielności, która pojawia się wskutek „tumiwisizmu” rodzica, obojętności wobec dziecka. Nie chcę też, aby moje przesłanie było odbierane jako usprawiedliwienie. To dobrze, gdy dziecko potrafi się samo sobą zająć i samo się obsłużyć, niedobrze jednak, gdy zawsze jest pozostawione samo sobie. Gdy tak się dzieje, dziecko traci. „Lenistwo” mamy u swoich podstaw powinno mieć troskę o dzieci, a nie obojętność. Dlatego wybrałam dla siebie drogę „leniwej mamy”, której – owszem – nie chce się wszystkiego robić za dzieci, nie chce się też robić wszystkiego od razu, gdy tego zażądają. Jej się nie chce – i dlatego uczy dzieci robić wszystko samodzielnie.

Uwierzcie mi, to nie jest łatwa droga, i prawdopodobnie jest także o wiele bardziej energochłonna. Prawdziwe lenistwo nie ma z tym nic wspólnego… Oczywiście, że prościej byłoby samej szybko pozmywać naczynia, niż wycierać wodę z podłogi po tym, jak pomaga ci pięcioletnie dziecko. Jeśli pozwolisz trzylatkowi podlewać kwiaty, to też nie od razu wszystko się uda. Dziecko może wywrócić kwiat, wysypać ziemię, woda może się przelać i wypłynąć z doniczki. Ale właśnie tak, poprzez działanie, dziecko uczy się koordynować ruchy, rozumieć przyczynowość i naprawiać błędy. Rodzice często muszą w procesie wychowania dokonywać wyboru: czy szybko sami coś zrobią, czy też wykorzystają sytuację i nauczą czegoś dziecko. Korzyści drugiego podejścia są następujące: a) rozwój dziecka, b) uwolnienie czasu rodziców w przyszłości. A pewnego dnia, gdy dziecko będzie już dużo wiedzieć i umieć, mama będzie mogła pozwolić sobie na lenistwo. Teraz już we właściwym sensie tego słowa.

Wygodna niesamodzielność

Dlaczego niesamodzielność dzieci miałaby być wygodna dla dorosłych? Co jest wygodnego w niesamodzielności dziecka? Odpowiedź jest bardzo prosta: dorośli w takiej sytuacji otrzymują zewnętrzne potwierdzenie tego, jak bardzo są wartościowi, ważni, niezastąpieni. A to bywa niezbędne, gdy nie ma się wewnętrznej wiary we własną wartość. Wówczas zdanie: „On beze mnie niczego nie potrafi” można przetłumaczyć następująco: „Ja bez niego nie istnieję, ponieważ tylko on potwierdza moją wartość”.

Zależność od dziecka wymusza robienie z dziecka kogoś zależnego. Podświadomość buduje swój związek przyczynowo-skutkowy: „Jeśli on nie może niczego zrobić sam, to znaczy, że nigdy ode mnie nie odejdzie, już zawsze będzie ze mną, i gdy będzie miał lat dwadzieścia, i gdy będzie miał lat czterdzieści… Zawsze będę mu potrzebna, a to znaczy, że nigdy nie będę samotna”. Na świadomym poziomie mama może szczerze przeżywać, że dziecku nie układa się w życiu. Ale na poziomie podświadomym sama modeluje taki scenariusz.

Spotykałam ludzi, którzy choć fizycznie dorośli, nie stali się samodzielnymi i dorosłymi ludźmi. Nie wypracowali nawyku samokontroli ani zdolności podejmowania decyzji, brania na siebie odpowiedzialności. Znałam uczniów, których prace domowe aż do końca szkoły sprawdzali rodzice. Pracowałam ze studentami, którzy nie wiedzieli, po co się uczą i czego chcą od życia. Decyzje zawsze podejmowali za nich rodzice. Widziałam dorosłych mężczyzn, których na wizytę do lekarza przyprowadzały mamy, ponieważ oni sami gubili się, nie wiedzieli, gdzie należy wziąć numerek do lekarza i przed którym gabinetem stanąć w kolejce. Znam kobietę, która w wieku trzydziestu sześciu lat sama, bez mamy, nie kupuje sobie ubrań.

„Dorosnąć” a „stać się dorosłym” to nie synonimy. Jeśli chcę, aby moje dzieci były samodzielne, odpowiedzialne i wykazywały inicjatywę, muszę im dać szansę na przejawienie tych cech. Nie trzeba nawet wytężać wyobraźni i sztucznie stwarzać sytuacje wymagające od dziecka samodzielności, jeśli mama, tata czy inny opiekun dziecka (na przykład babcia) będą mieli jeszcze inne zainteresowania niż tylko dziecko.

Na swoim miejscu

Powiem teraz coś wywrotowego z punktu widzenia większości: dziecko nie powinno znajdować się na pierwszym miejscu. W moim życiu na pierwszym miejscu stawiam siebie samą. Jeśli teraz poświęcę się dzieciom i zacznę żyć wyłącznie ich zainteresowaniami, to za dziesięć, piętnaście lat będzie mi bardzo trudno pozwolić im odejść. Bo jak mogę żyć bez dzieci? Czym wypełnię powstałą pustkę? Jak powstrzymam się od pokusy mieszania się do ich życia, aby je „uszczęśliwiać”? I jak one poradzą sobie beze mnie, jeśli przywykną do tego, że to mama za nich myśli, robi, podejmuje decyzje? Dlatego oprócz dzieci mam siebie, mam ukochanego mężczyznę, mam pracę, mam imprezy ze znajomymi z pracy, rodziców, przyjaciół, pasje – w takim zestawie nie wszystkie życzenia dziecka są spełniane natychmiastowo.

– Mamo, chcę pić! Nalej mi wody!
– Zaraz, słoneczko, skończę pisać list i ci naleję.
– Mamo, podaj mi nożyczki!
– Nie mogę teraz odejść od kuchenki, bo kasza się przypali. Poczekaj chwilę.

Dziecko może chwilę poczekać. A może też samo wziąć szklankę i nalać sobie wody. Może podsunąć taboret do szafki i samo wyjąć nożyczki. Mój syn najczęściej wybiera wariant drugi. Nie lubi czekać – szuka więc sposobu, dzięki któremu zdobędzie to, czego potrzebuje. Oczywiście to nie znaczy, że tak należy postępować z każdą prośbą dziecka. Są rzeczy, które dziecku naprawdę trudno jest zrobić samemu. Są też rzeczy, które mama może zrobić w tej samej chwili, nie przerywając innych czynności. Jeśli na przykład mama nalewa sobie akurat wody, byłoby dziwne, gdyby odmówiła wówczas nalania wody także swojemu dziecku. Tylko bez fanatyzmu, bardzo proszę.

Być samodzielnym to znaczy:

  • samodzielnie myśleć;
  • samodzielnie podejmować decyzje;
  • samodzielnie zaspokajać swoje potrzeby;
  • samodzielnie planować i działać;
  • samodzielnie oceniać swoje działania.

Anna Bykova, psycholog dziecięcy i rodzinny, pedagog, nauczyciel arteterapii. Mieszka w Jekaterynburgu w Rosji. Ma dwóch synów. Autorka artykułu „Dlaczego jestem leniwą mamą”, opublikowanego kilka lat temu w Internecie. Post wywołał wiele kontrowersji i burzliwą dyskusję.

  1. Kultura

Książki dla dzieci – poleca szefowa działu kultury „Zwierciadła”

Na rynku mnóstwo jest książek dla dzieci. Co z tego wybrać? Zwłaszcza, że zbliża się pierwszy czerwca. Oto podpowiedź, co warto podarować czytelnikom najmniejszym i tym trochę bardziej wyrośniętym. Tytuły mądre, zabawne, pięknie wydane. Oczywiście Dzień dziecka to tylko pretekst, bo na dobre książki zawsze jest pora.

Wychodzimy do kolegi

Samo życie – chciałoby się skomentować, jeśli jest się dorosłym i przegląda się tę stworzoną ze sporą dawką humoru książeczkę. Także dla słuchających i oglądających „Zamek” kilkulatków perypetie głównego bohatera i jego mamy na pewno będą brzmieć i wyglądać znajomo. Narratorem jest tu mały chłopiec, który wybiera się na urodziny do kolegi. Już sama scena wybierania się to mistrzostwo świata, przemyślenia narratora, czesanie, ubieranie, szykowanie prezentu, czyli tytułowego zamku: zabawkowego w kolorze czerwonym. Chłopiec osobiście go dla kolegi wybrał, ale teraz sam chciałby go mieć, mimo że ma taki sam, tylko zielony. Wreszcie przyjęcie urodzinowe kolegi. Nie chcę za wiele zdradzać, ale założę się, że i te sceny coś wam będą przypominać. Styl ilustracji Szwedki Emmy Adbåge jest z jednej strony oszczędny, z drugiej – świetnie oddają one domowy rozgardiasz, nastroje i odczucia postaci. Są tu szczegóły, które docenicie i wy, i kilkuletni odbiorcy. Wiarygodny psychologicznie, zabawny. Świetny punkt wyjścia do rozmowy z dzieckiem, na przykład o emocjach. Taki jest „Zamek”.

„Zamek”, tekst: Emma Adbåge, ilustracje: Emma Adbåge, tłumaczenie: Katarzyna Skalska, wiek: 3+, Wydawnictwo Zakamarki„Zamek”, tekst: Emma Adbåge, ilustracje: Emma Adbåge, tłumaczenie: Katarzyna Skalska, wiek: 3+, Wydawnictwo Zakamarki

Na ratunek dziadkom i babciom

Ilustracje do „Dziadka Tomka” stworzył Czech Štěpán Zavřel – nieżyjący już niestety malarz, filmowiec, pomysłodawca Międzynarodowej Wystawy Ilustracji Książki Dziecięcej i założyciel Międzynarodowej Szkoły Ilustracji we włoskim Sàrmede. Można go rozpoznać po dynamicznej kresce i „gęstości” jego rysunków. Także ta zilustrowana przez niego historia jest wyjątkowa. Takiego dziadka jak dziadek Tomek chciałoby mieć chyba każde dziecko: umie robić zabawki z niczego i zawsze wymyśla nowe zabawy. Tymczasem pewnego dnia w telewizji burmistrz ogłasza komunikat: odtąd wszyscy seniorzy, dla ich własnego dobra, będą wysyłani do domu wesołej starości. Na ulicach pojawiają się „dziadkołapacze” i podczas kiedy dorośli z miasteczka oszukują się, że wszystko jest w porządku, dzieciaki w mig rozumieją, że nie jest i organizują brawurową akcję ratunkową. Zwariowane pościgi, machiny latające, a w komplecie genialny przekaz, że seniorów trzeba kochać, szanować i być po ich stronie. Po „Dziadka Tomka” na pewno warto sięgnąć, a przy okazji dodam, że słynące z pięknie wydanej literatury dziecięcej wydawnictwo Tatarak tuż przed Dniem Dziecka wypuszcza też jego niezwykły „Sen o Wenecji”.

„Dziadek Tomek”, ilustracje: Štěpán Zavřel, tekst: Mafra Gagliardi, tłumaczenie: Ewa Nicewicz, wiek: 4+, Wydawnictwo Tatarak„Dziadek Tomek”, ilustracje: Štěpán Zavřel, tekst: Mafra Gagliardi, tłumaczenie: Ewa Nicewicz, wiek: 4+, Wydawnictwo Tatarak

Prezent od Einsteina

Przecież teorii względności nie da się wytłumaczyć dziesięciolatkowi! Nie da się? To druga z serii trzech książeczek, które wyjaśniają młodym czytelnikom zasady fizyki. Tym razem czytamy o takich między innymi zagadnieniach, jak czas i przestrzeń, jednostki i ich miary, prędkość światła. Jak dzieciom mówić na przykład o ujednoliconym systemie metrycznym? Można opisać i narysować średniowiecznych budowniczych, którzy wznoszą most nad rzeką. Umówili się, że most będzie miał 5 miar wysokości, budują po dwóch stronach rzeki, coraz bliżej siebie, problem w tym, że każdy z mistrzów budownictwa ma własną miarkę i kiedy w końcu dochodzi do spotkania, połowa gotowego mostu jest dużo wyższa od tej drugiej. Takie pomysłowe przykłady działają na wyobraźnię, podobnie jest z mnóstwem zawartych tu obrazków. „Teoria…” odczarowuje wiedzę, która dla uczniów trzeciej-czwartej klasy podstawówki jest podobno za trudna, można się przy okazji lektury dobrze bawić. Nie jestem pewna, czy przekona dzieciaki, które nie cierpią przedmiotów ścisłych, ale na pewno te fizyką i matematyką zainteresowane, będą miały z czytania przyjemność. Niejeden rodzic westchnie też pewnie na widok tej książki, szczerze żałując, że w wieku swojego dziecka nikt mu takiej nie sprawił.

„Teoria względności i jej tajemnice”, ilustracje: Eduard Altarriba, tekst: Sheddad Kaid-Salah Ferron, tłumaczenie: Joanna Głębocka, wiek: 10+, Wydawnictwo Adamada„Teoria względności i jej tajemnice”, ilustracje: Eduard Altarriba, tekst: Sheddad Kaid-Salah Ferron, tłumaczenie: Joanna Głębocka, wiek: 10+, Wydawnictwo Adamada

Nazywam się Ripley, Benjamin Ripley

Jak donoszą wydawcy literatury dziecięcej, chłopaki czytają w dzisiejszych czasach mniej niż dziewczyny. Wieść głosi również, że ta właśnie książkowa seria przyczyniła się do zmniejszenia tych dysproporcji, sprytnie wciągając 10-11-letnich chłopców w czytanie. Co, jak podkreśla sam autor, nie znaczy, że po „Szkołę szpiegów” nie sięgają czytelniczki.
To amerykański bestseller z listy New York Timesa. „W związku ze śledztwem toczącym się w sprawie operacji Przyczajony Borsuk, załączam zapis z trwającego łącznie 53 godziny przesłuchania pana Benjamina Ripleya, pseudonim Tajniak, lat 12, pierwszorocznego ucznia Akademii Szpiegostwa” – czytamy na samym początku książki w pełnym od czarnych skreśleń cenzora dokumencie wysłanym z biura CIA, prowadzącego tajną placówkę, która szkoli najzdolniejsze dzieciaki, przyszłych tajnych agentów. Główny bohater Benjamin niespodziewanie dostaje do owej placówki powołanie i od tego momentu zaczynają się jego niesamowite przygody. „Szkoła…” to połączenie Jamesa Bonda, Mission Impossible z Różową Panterą czy Jasiem Fasolą, jest tu wartka akcja i błyskotliwa zabawa konwencją. Uwaga: jeśli obdarowane „Szkołą szpiegów” dziecko wciągnie się na dobre, warto wiedzieć, że to dopiero początek przygody, bo cała seria liczy sumie 9 części: u nas ukazała się pierwsza, a na lipiec zaplanowano premierę drugiej.

„Szkoła szpiegów”, tekst: Stuart Gibbs, tłumaczenie: Jarek Westermark, wiek: 9+, Wydawnictwo Agora„Szkoła szpiegów”, tekst: Stuart Gibbs, tłumaczenie: Jarek Westermark, wiek: 9+, Wydawnictwo Agora

Borsucze opowieści

Temat ważny, autor ekspert, choć jeśli ktoś zna inne jego książki dla dzieci, wie, że będzie śmiesznie. A nierzadko bardzo śmiesznie. Tomasz Samojlik, biolog, popularyzator przyrody, a także rysownik i twórca komiksów („Tarmosię” zilustrowała akurat Ania Grzyb”), autor głośnej serii „Żubr Pompik”, komiksowej „Ryjówki przeznaczenia” czy „Norki zagłady”. Jeśli Samojlika nie znacie, a uśmiechacie się przeczytawszy te dwa ostatnie tytuły, to już wiecie, czego się po tym autorze spodziewać. Tym razem poznajemy rodzinę borsuków, same indywidua: tata, mama, przyszywany dziadek – każdy ma tu coś za uszami. A poznajemy tę oryginalną rodzinkę akurat wtedy, kiedy najmłodszą borsuczkę Tarmosię budzi z zimowego snu dziwny hałas. Na wiosnę sprawy jeszcze bardziej zaczynają się komplikować. Coś się w lesie dziwnego dzieje, tylko co? Do borsuków zaglądają, szukając schronienia, lisi imigranci z gromadką szczeniaków o wdzięcznych imionach Onomatopeja, Propedeutyka, Multiplikator i Horoskop („Mąż wybierał imiona” – wyjaśnia lisica, widząc zdziwienie Tarmosi). Bajka z pro ekologicznym morałem, w której autor przemyca sporo ciekawostek ze świata przyrody.

„Tarmosia”, tekst: Tomasz Samojlik, ilustracje: Ania Grzyb, wiek: 6+, Wydawnictwo Agora„Tarmosia”, tekst: Tomasz Samojlik, ilustracje: Ania Grzyb, wiek: 6+, Wydawnictwo Agora

Mieszkańcy spod podłogi

Tym razem książka nie do czytania, a do słuchania. Klasyka literatury dziecięcej, słynna seria o Pożyczalskich, na której wychowało się już kilka pokoleń. Opowieść o maleńkiej rodzinie mieszkającej pod podłogą, w domu własnoręcznie wybudowanym i wyposażonym w przedmioty, które „pożyczyli” od pełnowymiarowych domowników. Dzięki tym bohaterom stworzonym na początku lat 50. XX wieku przez Mary Norton wiele z nas nadal łapie się na tym, że kiedy zniknie nam spinka, szpilka, naparstek, kartka z papeterii, chusteczka czy mydelniczka, odruchowo myślimy, że stoją za tym oni. Kartka posłużyła im za tapetę, mydelniczka za wannę, z okruszka chleba nastoletnia Arietta zrobiła sobie kanapkę. Czas zarazić tą genialną historią kolejne pokolenia. I właśnie jest okazja: w nowym tłumaczeniu „Pożyczalskich” czyta Edyta Jungowska. Aktorka od lat nagrywa i produkuje doskonałe słuchowiska dla dzieci, na czele z „Dziećmi z Bullerbyn”, bezsprzecznie najbardziej popularnym dziecięcym audiobookiem w naszym kraju. Pierwsza i druga część z pięciotomowego cyklu Mary Norton o losach maleńkiej rodziny, wydawnictwo miłe nie tylko dla ucha, ale i oka, bo wzbogacone o ilustracje Emilii Dziubak już są dostępne. Wkrótce kolejne.

„Pożyczalscy”, tekst: Mary Norton, tłumaczenie: Maciejka Mazan, czyta: Edyta Jungowska, ilustracje: Emilia Dziubak, wiek: 5+, Wydawnictwo Jungoffska„Pożyczalscy”, tekst: Mary Norton, tłumaczenie: Maciejka Mazan, czyta: Edyta Jungowska, ilustracje: Emilia Dziubak, wiek: 5+, Wydawnictwo Jungoffska

Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham

To z wszystkich dotąd poleconych propozycja dla najmłodszych dzieci, bo już dwulatków. Napisana przez Trish Cooke, Brytyjkę z afrykańsko-karaibskimi korzeniami, osobowość telewizyjną, scenarzystkę, autorek sztuk i właśnie książeczek dla dzieci. Super, że ukazała się w Polsce, bo też mało się u nas wydaje pozycji dla dzieci, gdzie postaci miały by inny niż biały kolor skóry. Ale przede wszystkim to historia świetnie pomyślana i skonstruowana, w sam raz dla bardzo małych odbiorców. Jest tu motyw i rytm, który maluchy uwielbiają, co chwila w opowieści pojawia się ktoś nowy – dzwoni dzwonek i ten ktoś pojawia się w drzwiach. A kuku! Wujek, ciocia, babcia, kuzyni. Mamy więc element zaskoczenia, krótkie zdania, z których jedno za każdym razem się powtarza: to tytułowe „najmocniej na świecie”. Dom wypełnia się krewnymi, wesołymi, głośnymi i każdy przytula, każdy bierze na ręce, tańczy i śmieje się do dziecka, wokół którego wszystko to się toczy, dziecka uwielbianego, całowanego, kochanego „najmocniej na świecie”. Czyta się to maluchowi doskonale, a i samemu korzysta się z dobrodziejstw tej ogromnej zawartej w książeczce dawki radości i miłości.

„Najmocniej na świecie!”, ilustracje: Helen Oxembury, tekst: Trish Cooke, tłumaczenie: Dominika Cieśla-Szymańska, wiek: 2+, Wydawnictwo Dwie Siostry„Najmocniej na świecie!”, ilustracje: Helen Oxembury, tekst: Trish Cooke, tłumaczenie: Dominika Cieśla-Szymańska, wiek: 2+, Wydawnictwo Dwie Siostry

  1. Psychologia

10 strategii dla wypalonych rodziców

Zadbaj o to by mieć 15-30 minut dla siebie każdego dnia, ważne aby nauczyć rodzinę, że Twój czas dla siebie jest święty, no i przede wszystkim by nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia. (Fot. iStock)
Zadbaj o to by mieć 15-30 minut dla siebie każdego dnia, ważne aby nauczyć rodzinę, że Twój czas dla siebie jest święty, no i przede wszystkim by nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia. (Fot. iStock)
Bycie wypalonym rodzicem nie jest ani niczym rzadkim ani wstydliwym. Zdarza się i co najważniejsze można sobie z nim poradzić.

 

Źródło: Studio Psychologiczne Joanna Węglarz w ramach kampanii „Szkoła-od-nowa”

Roczna izolacja społeczna odbiła się na stanie psychicznym wszystkich. Ta trudna sytuacja szczególnie dotyka rodziców, którzy łącząc zdalną pracę zawodową z całodzienną opieką nad dziećmi i edukacją online - czują się wypaleni, przemęczeni i zrezygnowani. Jak temu zaradzić?

Nie ma jednego uniwersalnego schematu działania przy wypaleniu rodzicielskim, Bo co działa na jedną osobę, wcale nie musi być skuteczne dla drugiej. Czasem potrzeba zwrócić się o profesjonalną pomoc psychoterapeuty w innych sytuacjach wystarczy zadbać o siebie i zmienić destrukcyjne nawyki na nowe bardziej konstruktywne. Najważniejsze by w tym wypalaniu nie być samemu i by szukać wsparcia u innych ludzi.

  1. Zaakceptuj swoje uczucia i przestań się ich wstydzić - pamiętaj że masz prawo zarówno do radości jak i do złości, smutku, irytacji czy lęku. Możesz również mieć dość i marzyć o bezludnej wyspie. Wszystko co czujesz jest całkowicie naturalne i normalne.
  2. Zadbaj o swoje poczucie bezpieczeństwa i nie bój się prosić o pomoc – czasem potrzeba tu profesjonalnego wsparcia terapeuty, bywa również, że możesz zwrócić się do swoich bliskich lub wprost przeciwnie poszukać takich aktywności, wykonywanych w samotności, które pomogą Ci odzyskać spokój.
  3. Dbaj o zdrowy balans pomiędzy pracą i życiem rodzinnym – nie jest prawdą to w co wierzą niektórzy pracoholicy, że jeśli lubi się pracę to można skupiać się na niej przez większość czasu. Przesada raczej zawsze bywa zgubna, dlatego istotne jest by we wszystkim co robimy szukać umiaru.
  4. Naucz się odpuszczać - wybierz 1 dzień w tygodniu w którym pozwolisz na urlop od niektórych obowiązków. Warto czasem zjeść kanapki, mrożone pierogi czy zamówioną na wynos pizzę i spędzić miło dzień, niekiedy można odpuścić sprzątanie i poczytać książkę. Pamiętajmy, że to właśnie potrzeba perfekcjonizmu i krytyczne ocenianie samego siebie powoduje, że nie będziemy się wypalać.
  5. Pamiętaj o zdrowym egoizmie - zadbaj o to by mieć 15-30 minut dla siebie każdego dnia, ważne aby nauczyć rodzinę, że Twój czas dla siebie jest święty, no i przede wszystkim by nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia.
  6. Śmiej się i szukaj tego co daje ci radość - tego akurat najlepiej się uczyć od dzieci, które potrafią cieszyć się i śmiać z drobiazgów. Czy wiesz, że przedszkolak potrafi śmiać się nawet 300 razy na dzień? Może warto się tym zainspirować.
  7. Praktykuj wdzięczność - postaraj się każdego dnia znaleźć choć jedną rzecz, za którą możesz być wdzięczna/y. Warto uczyć takiego rytuału swoją rodzinę, szukać wspólnie tego dobrego co każdy z domowników doświadczył. Pamiętaj, że gdy zaczniesz skupiać się na pozytywach, Twój mózg zacznie je wychwytywać i zauważać.
  8. Stosuj metody relaksacyjne - warto zacząć od pogłębionego oddychania, pamiętając o tym by wdech i wydech robić nosem oraz starać się aktywizować przeponę. Drugą grupą technik, która może dać nam doskonałe efekty jest mindfulness czyli uważność – to pełna obecność czyli skupienie się na doświadczaniu chwili obecnej. Należy jednak pamiętać, że stosowanie metod relaksacyjnych to rodzaj nawyku, który warto pielęgnować bo to by uczyć swój organizm stanu odprężenia.
  9. Pielęgnuj swoje hobby – niestety wiele osób dorosłych nie ma hobby ponieważ praca i obowiązki domowe wypełniają ich kalendarz po brzegi. Ważne jest jednak aby mieć sposoby na relaks i spędzanie czasu wolnego. Idealnie jeśli uda się coś zrobić całą rodziną oraz by znaleźć coś co będzie przyjemne dla wszystkich domowników. Czasem dobrym pomysłem będzie rodzinny seans filmowy z popcornem, kiedy indziej wspólne gotowanie czy pieczenie, można również urządzić sobie szalone tańce do muzyki lub wybrać się do lasu na wyprawę w poszukiwaniu oznak wiosny.
  10. Pamiętaj, że nie musisz być idealnym rodzicem – dziecko potrzebuje nie rodzica, który nigdy się nie myli i jest niedoścignionym wzorem, ale opiekuna z krwi i kości, który popełnia błędy, bywa zmęczony i nie zawsze radzi sobie z emocjami, ale jest sobą dzięki czemu pokazuje jak akceptować siebie samego. Pamiętaj, że superbohaterowie najlepiej sprawdzają się w filmach czy w komiksach, w życiu lepiej radzą sobie niedoskonali i zwyczajni ludzie.

Czym jest wypalenie rodzicielskie?

Wypalenie zawodowe to termin dość powszechnie znany, nie wszyscy jednak wiedzą, że zjawisko wypalenia rodzicielskiego będzie miało analogiczny mechanizm oraz skutki. Wypalenie jest ściśle powiązane z przewlekłym stresem oraz sytuacją gdy sił i zasobów jest mniej niż potrzeb. Szczególnie to widać podczas pandemii, gdyż rodzice, pozbawieni pomocy dziadków, niań i szkoły, sami muszą dźwigać ciężar opieki nad dziećmi. Do tego dochodzi jeszcze własna praca zdalna, brak poczucia bezpieczeństwa finansowego i zdrowotnego, utrata lub ograniczenie możliwości rozwoju osobistego, a także izolacja społeczna.

Objawy wypalenia rodzicielskiego

Wypalenie rodzicielskie będzie odnosiło się do trzech obszarów

Sfery fizycznej – wypalenie i związany z nim przewlekły stres skutkować będą przemęczeniem i wyczerpaniem psychofizycznym. Sytuację pogarsza fakt, że w takiej sytuacji bardzo trudno się zregenerować i wypocząć. Powoduje to przewlekły stan braku energii i przytłoczenia obowiązkami. Z czasem, jeśli sytuacja się utrzymuje mogą pojawiać się kolejne objawy takie jak zaburzenia snu czy problem z apetytem, może pogorszyć się stan zdrowia w związku z obniżoną odpornością.

Sfery myślenia – pojawia się poczucie nieefektywności, braku bycia skutecznym i efektywnym rodzicem, uruchamiają się destrukcyjne skrypty poznawcze, które sprawiają, że rodzic zaczyna coraz negatywnie myśleć o sobie i o swoich kompetencjach rodzicielskich. Z czasem, jeśli sytuacja się pogłębia, rodzic ma coraz mniej zaufania do siebie i coraz krytyczniej myśli o sobie.

Sfery emocji – często rozpoczyna się od wzmożonej drażliwości i pobudliwości, którą odczuwamy z błahych powodów oraz sytuacjach, które wcześniej nie rodziły takich uczuć. Z czasem, jeśli sytuacja się pogłębia może pojawić się dystans emocjonalny w stosunku do dziecka, partnera a czasem i innych osób. Może pojawiać się silna potrzeba by zamknąć się w sobie i odizolować emocjonalne od bliskich. Niestety z tym wiąże się również błędne koło poczucia winy. Wypalony rodzic, u którego pojawiają się trudne emocje, czuje się winny ponieważ uważa, że pewnych rzeczy nie powinien czuć. To z kolei znów nasila wypalenie i koło się zamyka.

Skąd bierze się wypalenie rodzicielskie?

W marcu 2020 zakończono ponad dwuletni projekt badawczy, w którym zebrano dane od ponad 17 tysięcy rodziców (głownie mam). Wyniki były jednoznaczne: kraje zachowanie oraz rodziny mające mało dzieci są najsilniej dotknięte problemem wypalenia rodzicielskiego. Niestety kultura indywidualizmu i perfekcjonizmu oraz osłabienie więzi społecznych może nasilać to zjawisko. Niestety badania pokazały, że Polska i Stany Zjednoczone to kraje, w których odsetek wypalonych rodziców jest najwyższy i oszacowano go na 8%. Pandemia i związany z nią stres bez wątpienia zwielokrotniły te dane.

Joanna Węglarz, jestem psychologiem, specjalistą psychologii klinicznej, trenerem i wykładowcą akademickim oraz dyrektorem Niepublicznej Placówki Doskonalenia Nauczycieli Studio Psychologiczne.Joanna Węglarz, jestem psychologiem, specjalistą psychologii klinicznej, trenerem i wykładowcą akademickim oraz dyrektorem Niepublicznej Placówki Doskonalenia Nauczycieli Studio Psychologiczne.

  1. Zwierciadło poleca

Odbudować relacje społeczne - rusza kampania „Szkoła-od-nowa”

Za prawdziwymi kontaktami z równieśnikami młodzież w pandemii tęskniła najbardziej. (Fot. iStock)
Za prawdziwymi kontaktami z równieśnikami młodzież w pandemii tęskniła najbardziej. (Fot. iStock)
Wraz z powrotem uczniów do szkół rusza ogólnopolska kampania społeczna „Szkoła-od-nowa”. Jej celem jest ułatwienie dzieciom i młodzieży funkcjonowania w szkole po roku przymusowej nauki zdalnej, pomoc w naprawie relacji społecznych i powrocie do zdrowia psychicznego.

Nie ma dla nas dorosłych teraz nic ważniejszego niż pomoc dzieciom i młodzieży w powrocie do równowagi psychicznej – mówi Joanna Węglarz, psycholog i pomysłodawczyni kampanii „Szkoła-od-nowa”. - Szkoła po pandemii będzie inna, ponieważ COVID-19 nieodwracalnie zmienił świat, w którym żyjemy. Nauczyciele i uczniowie muszą się dostosować do nowej szkoły, by była miejscem, które uczy i rozwija społecznie. Dlatego kilkunastu ekspertów w zakresie psychologii, pedagogiki, zdrowia psychicznego, terapeutów i wykładowców akademickich zaangażowało się w kampanię społeczną „Szkoła-od-nowa”, by dzielić się swą wiedzą z nauczycielami i rodzicami. - dodaje ekspertka.

Celem kampanii społecznej „Szkoła-od-nowa” jest zwrócenie uwagi, jak ważna jest kwestia zdrowia psychicznego oraz rozwoju społeczno-emocjonalnego dzieci i młodzieży - bycia w grupie, kontaktów z rówieśnikami i współpracy, a także podjęcie działań, które pomogą uczniom wrócić do szkoły stacjonarnej po roku przymusowej edukacji zdalnej - Rozwój umiejętności społecznych dzieci i młodzieży w czasie pandemii został zaburzony, u niektórych opóźniony albo wręcz wstrzymany. Konsekwencje tego zobaczymy tak naprawdę dopiero za kilka lat. Rzeczywistość w dalszym ciągu jest mało przewidywalna i mało optymistyczna, dlatego tak ważne jest, byśmy umieli pomóc dzieciom i młodzieży powrócić do życia w społeczeństwie i zaspokoić ich podstawowe potrzeby bezpieczeństwa, przynależności i samorealizacji, bo one w głównej mierze wpływają na prawidłowy rozwój i zdrowie psychiczne – dodaje Joanna Węglarz.

W ramach kampanii, na stronie szkola-od-nowa.pl są udostępniane bezpłatnie dla wszystkich nauczycieli, rodziców, dzieci i młodzieży m.in.:

  • nagrania wideo ekspertów dotyczące tego jak przygotować się do nauki stacjonarnej w sytuacji pandemicznej;
  • materiał na temat technik relaksacyjnych na godzinie wychowawczej;
  • scenariusze godziny wychowawczej dla szkół podstawowych, średnich oraz szkół specjalnych i oddziałów integracyjnych;
  • ebook dla nauczycieli „Jak wspierać rozwój społeczno-emocjonalny uczniów?”;
  • ebook dla rodziców „10 strategii dla wypalonych rodziców”;
  • wyniki badań na temat wpływu pandemii i nauki zdalnej na dobrostan uczniów i nauczycieli;

Badania* pokazują, że dzieci i młodzież są w złej kondycji psychicznej. Rok izolacji społecznej spowodował, że prawie 100 proc. uczniów ma problemy ze snem, blisko 80 proc. z odżywianiem, 70 proc. ma wahania nastroju, a ok. 40 proc. problemy z koncentracją. U 10% zaobserwowano symptomy depresyjne, a u 18 proc. zaburzenia psychosomatyczne (bóle głowy, brzucha, brak energii i zdenerwowanie). 60 proc. uczniów źle ocenia naukę umiejętności praktycznych podczas nauczania zdalnego, a 70 proc. mówi o pogorszeniu relacji społecznych z rówieśnikami. Ponad połowa przyznała, że czuje się przeładowana otrzymywanymi treściami, a aż 66 proc. korzysta z urządzeń elektronicznych przed pójściem spać.

*Badanie realizowane w szkołach podstawowych i ponadpodstawowych w Polsce, w okresie od  12 maja do 12 czerwca 2020 r, w trzech grupach składających się z uczniów, nauczycieli i rodziców (łącznie ok. 3000 osób), oraz badanie pod patronatem Rzecznika Praw Dziecka przeprowadzone metodą CAWI na panelu internetowym w dniach 25-28 grudnia 2020 roku na reprezentatywnej grupie ponad 2000 uczniów wieku 15-18 lat oraz rodziców posiadających dzieci w tym wieku.

Joanna Węglarz - psycholog, specjalista psychologii klinicznej, wykładowca akademicki, trener i terapeuta EMDR, posiada ponad 17 lat doświadczenia w pracy z dziećmi, młodzieżą i osobami dorosłymi.Joanna Węglarz - psycholog, specjalista psychologii klinicznej, wykładowca akademicki, trener i terapeuta EMDR, posiada ponad 17 lat doświadczenia w pracy z dziećmi, młodzieżą i osobami dorosłymi.