1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Kim teraz jesteś? Jak zmieniła nas pandemia i co z tym zrobić?

Kim teraz jesteś? Jak zmieniła nas pandemia i co z tym zrobić?

Dzięki ćwiczeniu zwanemu regnozą zobaczysz, co zyskałeś dzięki pandemii. (Fot. iStock)
Dzięki ćwiczeniu zwanemu regnozą zobaczysz, co zyskałeś dzięki pandemii. (Fot. iStock)
To może być trudne, ale spróbuj wyobrazić sobie... siebie za cztery miesiące od dzisiaj. Co robisz? Jak myślisz? Jak żyjesz? Co się w tobie zmieniło? Dzięki ćwiczeniu zwanemu regnozą zobaczysz, co zyskałeś dzięki pandemii. Bo mimo wielu dotkliwych strat ten okres też nam coś dał: bezcenną wiedzę o sobie. 

Przez pierwsze tygodnie pandemii czekaliśmy na to, by świat wrócił do normalności, czyli czasów sprzed „wirusa w koronie”. Dni mijały i coraz bardziej oswajaliśmy się z faktem, że już nigdy nie będzie tak jak dawniej. Zaczęliśmy snuć teorie, wybiegać myślami do przodu, bo „tu i teraz” wydawało się zbyt przerażające. A gdyby tak odwrócić nasze myślenie? Zbudować pomost pomiędzy tym, co w nas, a tym, co być może przyniesie jutro? Stworzyć future mind, czyli świadomość przyszłości opartą nie na prognozie, ale na regnozie, czyli patrzeniu wstecz na naszą teraźniejszość?

Regnoza to ćwiczenie często stosowane w opracowywaniu wizji dla przedsiębiorstw. My możemy wykorzystać je, by przyjrzeć się wizji swojego życia. Czyli patrzymy na obecną sytuację z punktu usytuowanego, dajmy na to, cztery miesiące później. Wiemy już, co się w nas zmieniło trwale, jacy staliśmy się dzięki wydarzeniom z tego czasu. Myślimy o przyszłości z pozycji nas samych i naszych aktualnych wewnętrznych przemian. Niemiecki badacz i prognostyk Matthias Horx w swoim eseju proponuje:

„Wyobraźmy sobie siebie jesienią, powiedzmy, we wrześniu 2020 roku. Siedzimy w kawiarni na ulicy jakiegoś dużego miasta. Jest ciepło, po ulicy znów przemieszczają się ludzie. Czy przemieszczają się inaczej? A może wszystko jest jak wcześniej? Czy wino, drink albo kawa smakują jak dawniej, jak przed epidemią? A może lepiej? Co będzie nas wprawiać w zdumienie, gdy będziemy patrzeć wstecz na czas pandemii?”.

Jak wyjaśnia, zwykle kiedy wybiegamy w przyszłość, widzimy raczej czekające nas zagrożenia i problemy, regnozy tworzą natomiast pętle poznawcze – uwzględniamy w rachunku przyszłości nas samych i nasze wewnętrzne przemiany. I na tych ostatnich warto się skupić.

Gwałtowanie zatrzymany pociąg

Nie jesteś w stanie zmienić świata, ba, dziś nie jesteś w stanie nawet go przewidzieć, ale masz wpływ na swoje życie. Kontaktując się z sobą samym, czyli poznając wewnętrzne mechanizmy funkcjonowania, możesz przewidzieć swoją reakcję na zmiany zachodzące w zewnętrznym świecie i zawczasu się do nich przygotować. Dzięki temu nie tylko twój lęk przed przyszłością się zmniejszy, ale pojawią się także naturalna ciekawość i podekscytowanie. Spróbujemy?

Wyobraź sobie pędzący pociąg, który nagle zostaje zatrzymany. Słyszysz przeraźliwy pisk kół trących o szyny, widzisz lecące iskry... A potem obezwładniająca cisza, totalne zatrzymanie... To był właśnie wybuch pandemii koronawirusa. Tuż po katastrofie część pasażerów czekała, aż pociąg znowu ruszy (będzie tak jak dawniej), inni się niecierpliwili, zrywali do działania (by jak najszybciej znaleźć nowy sposób dotarcia do celu). Byli też tacy, którzy odnieśli obrażenia, i z dnia na dzień przybywało ich coraz więcej (tak przynajmniej wykazywały statystyki). Przez megafony straszono nas, że liczba poszkodowanych i zmarłych będzie rosła – pik ciągle przed nami...

Wyobraź sobie teraz, że jesteś jednym z pasażerów. Od katastrofy minęły cztery miesiące. Wiele się w tobie zmieniło. Po okresie lęku, złości, buntu, rezygnacji i rozpaczy poczułeś wreszcie wewnętrzną siłę. Jesteś w zupełnie innym miejscu niż przed pandemią. Czujesz, że wszystko, co się wydarzyło od tamtego momentu do dziś, to... wcale nie był taki zły czas.

Sprawdź, jak radzisz sobie z emocjami

Pamiętasz swoje pierwsze odczucia na wieść o pacjencie zero w naszym kraju? I kolejne: o ograniczeniach, izolacji, konieczności noszenia masek? Prawdopodobnie najpierw poczułeś lęk, że zachorujesz ty albo ktoś z twoich bliskich. Lęk często zamieniał się w złość, złość w smutek, smutek w rezygnację. Czasami miałeś wrażenie, że ten emocjonalny koktajl cię zabije, że dłużej tego nie wytrzymasz, ale... dałeś radę. Zacząłeś medytować, obserwować swój oddech, a może najbardziej pomocny okazał się ruch? Albo znalazłeś inną, własną metodę okiełznania tego szaleństwa w sobie. Dziś już wiesz, że emocje są jak fale oceanu; przypływają i odpływają. Że jeśli spokojnie przyjmujesz wszystko, co się w tobie pojawia, nie dajesz się wciągnąć w analizy w stylu: „O rany, co teraz będzie?”, to po 90 sekundach nawet najsilniejsza fala odpływa. Dlatego teraz jesteś gotowy na wszystko, co się wydarzy; zamiast lęku przed nowym odczuwasz przede wszystkim ciekawość i podekscytowanie. Ta nowa, a właściwie obudzona, umiejętność to ważny element twojej wewnętrznej mocy. Spróbuj do tego dołączyć mocne stanie na ziemi; odkryj swoją indywidualną równowagę w ciele pomiędzy napięciem a rozluźnieniem – lekko ugięte kolana, luźna miednica, oddech brzuszno-piersiowy, luźne barki – pozycja, w której twoje ciało się nie męczy.

Zrób bilans strat i zysków

Przypomnij sobie, czego najbardziej brakowało ci w tych najtrudniejszych chwilach. Co straciłeś? Przerażała cię izolacja, brak relacji twarzą w twarz, konieczność zamknięcia w czterech ścianach? A może praca zdalna? Jak długo to trwało? Dwa, trzy tygodnie? A potem poczułeś, że ta cisza nie jest wcale taka zła. Praca w zaciszu własnych czterech ścian, przerwy, kiedy poczułeś się zmęczony, celebrowanie picia porannej kawy i drzemki w środku dnia. Bardzo szybko to polubiłeś. Po miesiącu zostałeś mistrzem zarządzania własnym czasem, a te dwie godziny zaoszczędzone na dojazdach przeznaczyłeś na coś, o czym marzyłeś od dawna. Spacer z psem i joga zamiast kolejnej kawy – czysty zysk. Przypomnij sobie, po jakim czasie przyznałeś sam przed sobą, że w zasadzie mógłbyś tak żyć do końca świata i o jeden dzień dłużej. A ci wszyscy, których na początku tak bardzo ci brakowało? No cóż, kryzys często rewiduje znajomości. Z iloma z tych osób naprawdę miałeś ochotę na kontakt? Ile nowych poznałeś? Ile starych kontaktów odnowiłeś? Kiedy wcześniej zdarzyło ci się prowadzić tak głębokie i ważne rozmowy przez telefon?

Święta bez rodziny w realu; każde z was przed monitorem komputera. Zgoda, to było trudne, ale... być może pierwszy raz od dawna poczułeś, jak bardzo ich kochasz, może nawet powiedzieliście to sobie na głos.

Pieniądze – tak bardzo bałeś się, że stracisz pracę albo że szef obniży ci pensję, być może tak się stało, ale... nie umarłeś z głodu, za to zrewidowałeś swoje potrzeby, zrobiłeś nawet porządki w swoich „dobrach materialnych” i zrobiło ci się tak jakoś lekko na sercu. Zacząłeś oszczędzać, najpierw z poczuciem wyrzekania się czegoś ważnego: jak można żyć bez sushi i profesjonalnego masażu? Po dwóch tygodniach zajadałeś się ziemniakami z jajkiem sadzonym i kefirem (zupełnie jak w dzieciństwie u babci na wakacjach), a szczotkowanie całego ciała stało się twoim codziennym porannym rytuałem – jak można bez tego żyć?

A kiedy dostałeś pierwszą pensję w czasach zarazy, poczułeś ogromną potrzebę podzielenia się: wsparłeś lokalny salon fryzjerski, przeznaczyłeś pieniądze na zakup maseczek dla lekarzy. Twoje finansowe lęki szybko przerodziły się docenianie rzeczy niematerialnych; spacer po parku, rozmowę z przyjacielem, czas na długie leżenie w wannie – to okazało się cenniejsze od pieniędzy.

Weź kartkę papieru i wypisz wszystkie swoje straty i zyski. Coś czuję, że w efekcie większość strat okaże się zyskiem, przynajmniej w moim przypadku tak się stało. I jaka cudowna lekcja na przyszłość – zanim zaczniesz opłakiwać coś, co straciłeś, pomyśl, czy z tej straty wynika coś pozytywnego.

Przyjrzyj się, jak zarządzasz swoją energią

Przypomnij sobie, jak bardzo złościły cię te wszystkie ograniczenia, zakazy, nakazy. Wściekłość rozrywała cię od środka. Chciałeś walczyć, ale wróg, główny sprawca był niewidoczny. „Nie zgadzam się”, „Nikt mnie o tym nie uprzedził”, „Wolałbym wiedzieć wcześniej” – to był twój podstawowy repertuar. Efekt? Puszczanie pary w gwizdek. Po pewnym czasie miejsce złości zajęły bezradność i brak siły. Obydwie emocje karmił lęk przed utratą kontroli. Na szczęście w pewnej chwili doznałeś objawienia, zrozumiałeś, że jednak jest coś, co możesz kontrolować – wydatek własnej energii. Zrozumiałeś, że możesz oddzielać to, na co nie masz wpływu, od tego, z czym możesz coś zrobić. Na przykład obniżka pensji czy honorarium za zlecenie – to jest fakt, na który nie masz wpływu, twój szef pewnie także niewielki. Za to możesz poszukać sobie nowej pracy albo przyjąć nowe warunki i nie tracić energii na bunt, który nic nie da, czy narzekanie, które pozbawi cię siły. Sposób, w jaki potrafisz zarządzać swoją energią, to twój potężny zasób, zwłaszcza w nowym świecie. Patrzysz, analizujesz, ustalasz fakty oraz strefy wpływu, i już wszystko wiesz. Jestem pewna, że dziś work life balance masz w jednym palcu. I to bez kosztownego szkolenia, w końcu doświadczanie jest najlepszym nauczycielem.

Znajdź równowagę pomiędzy działaniem a niedziałaniem

To chyba najcenniejsza umiejętność, którą miałeś szansę opanować. Do czasów epidemii wszyscy bez wyjątku żyliśmy w manii wszechmocy i naddziałania. Wydawało nam się, że możemy wszystko: przewidzieć, zaplanować, zrobić. A tu nagle... trach – pociąg się zatrzymał i w starym składzie dalej nie pojedzie. Niedawno przeczytałam cudowne rozróżnienie pomiędzy działaniem a działalnością. Otóż działanie to robienie z wewnętrznej potrzeby, działalność to kompulsja – służy temu, by rozładować napięcie lękowe, dowartościować nas, poprawić samopoczucie. Znów: para w gwizdek. Rób to, co możesz zrobić, a resztę – puść, nie odpuść, tylko puść. Jak? Zrób ćwiczenie: weź w obydwie dłonie surowe jajko, poczuj jego fakturę, temperaturę, ciężar, poprzekładaj z dłoni do dłoni. Potem obejmij mocniej i rozluźniając kolejno palce... puść. Najpierw się przestraszysz, zaraz potem poczujesz ulgę. W ramach działania posprzątaj skorupki.

Zrewiduj swoją hierarchię wartości

Zawsze chciałam mieć okazję ustalić na nowo, co jest dla mnie ważne. To jak zyskanie drugiej szansy, nowego życia. No dalej, spróbuj. Zamknij oczy i wyobraź sobie tablicę, na której zapiszesz swoją listę wartości. Umówmy się, że będzie ich pięć. Zdradzę ci, że mój nr 1 to: wolniejsze tempo życia, uciszenie tego wewnętrznego poganiacza, który wołał: „No dalej, tyle powinnaś jeszcze zrobić”. Uff, co za ulga.

Zajrzyj do plecaka

A teraz wyobraź sobie, że coraz bardziej oddalasz się od zatrzymanego pociągu. Coraz baczniej przyglądasz się „nowemu”. Kiedy pojawia się delikatna fala niepokoju, dla odzyskania pewności siebie dotykasz plecaka przewieszonego przez ramię. Masz w nim swoje najcenniejsze zasoby (walizki ze zbędnymi szpargałami z przeszłości zostawiłeś w pociągu), które dają ci poczucie bezpieczeństwa w nowym świecie. Wypracowałeś je podczas minionych miesięcy, kiedy miałeś niepowtarzalną okazję bycia w kontakcie ze sobą. Czy wiesz już, jakie one są?

Moje zasoby to metody dbania o ciało, przede wszystkim o dobrą odporność, a także sposoby radzenia sobie ze stresem. Jem tylko to, co mi służy. Dbam, by praca sprawiała mi radość. Pandemia pozwoliła mi „puścić” wszystkie zajęcia, z których już wyrosłam i które mnie bardziej męczą, niż cieszą. Każdego dnia robię jedną lekcję Feldenkraisa i kilka króciutkich sesji oddechowych. I każdego dnia odkrywam kolejne cenne dary od świata, które dostałam w czasach zarazy.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Seksualność kobiet wysoko wrażliwych okiem terapeutki Katarzyny Kucewicz

Kobiety wysoko wrażliwe są wyjątkowo czułe na bodźce sensoryczne, co wpływa na jakość ich życia seksualnego. Najbardziej seksualnym zmysłem jest dla nich oczywiście dotyk, w formie przytulania, głaskania, pieszczot. (Fot. iStock)
Kobiety wysoko wrażliwe są wyjątkowo czułe na bodźce sensoryczne, co wpływa na jakość ich życia seksualnego. Najbardziej seksualnym zmysłem jest dla nich oczywiście dotyk, w formie przytulania, głaskania, pieszczot. (Fot. iStock)
Wysoka wrażliwość to z jednej strony olbrzymi potencjał doświadczania zmysłowego, z drugiej – ryzyko, że mocniejszy bodziec wywoła dyskomfort, a nawet ból. Wyjątkowo delikatnej i bogatej seksualności kobiet, które „czują za bardzo”, przyjrzała się psycholożka i psychoterapeutka Katarzyna Kucewicz.

Kobiety wyjątkowo wrażliwe są wyjątkowo czułe na bodźce sensoryczne, co wpływa na jakość ich życia seksualnego. Najbardziej seksualnym zmysłem jest dla nich oczywiście dotyk, w formie przytulania, głaskania, pieszczot. Dotyk miękkich materiałów, delikatne muśnięcia na przykład karku czy policzka zapewniają im ekscytujące doznania. Bardziej wrażliwy układ nerwowy jest niestety także bardziej podatny na ból, więc mocniejszy dotyk raczej może być dla nich mało przyjemny, a nawet wywoływać dyskomfort. Wrażliwość jednocześnie ułatwia i utrudnia osiąganie satysfakcji seksualnej.

Bogata wyobraźnia

Fantazja kobiet wrażliwych jest przeważnie nieograniczona i bujna. Już jako dziewczynki często lubiły zamykać się we własnej samotni, a jako kobiety dorosłe potrafią wyobrażać sobie ze szczegółami rozbudowane scenariusze erotycznych doznań. Seksualne marzenia kobiet wysoko wrażliwych mogą dotyczyć różnych sytuacji, ale w rzeczywistości preferują one raczej dotyk czuły i namiętny niż szybki i gwałtowny. Związane jest to z sensoryczną wrażliwością ich ciała.

Dla kobiet wrażliwych bardzo istotna w osiągnięciu satysfakcji seksualnej jest sprzyjająca atmosfera. Dlatego seks bez zobowiązań i relacje oparte wyłącznie na seksie są u nich raczej rzadkością. Niektórzy mówią nawet, że wśród kobiet wysoko wrażliwych istnieje duży odsetek demiseksualnych, czyli takich, których orientacja psychoseksualna opiera się na odczuwaniu pociągu erotycznego tylko pod warunkiem, że nawiązana zostanie silna więź emocjonalna. Według badaczy kobiety wrażliwe raczej później przechodzą inicjację seksualną i mają mniej partnerów niż średnia populacji, co potwierdza, że jednorazowe historie miłosne nie znajdują się w kręgu ich zainteresowania.

Gra wstępna? Powinna być długa i subtelna. Czasami może trwać już od rana, przez cały dzień. Raczej delikatna niż gwałtowna i wyuzdana. Na pewno należy zadbać o atmosferę i komfort – tylko zrelaksowana kobieta będzie czerpała z seksu przeszywającą przyjemność. Zwłaszcza jeśli jest wysoko wrażliwa, a tym samym bardzo czuła na bodźce i doznania. Odpowiednio rozluźniony organizm lepiej reaguje na dotyk, a to szczególnie ważne u kobiet z niskim progiem bólu. Skarżą się one często na doświadczanie dyskomfortu przy próbie stosunku genitalnego. Wynika to z napięcia, niedostatecznego nawilżenia pochwy oraz tego, że mocny i raptowny dotyk jest dla nich nieprzyjemny.

W seksie dla WWO (osób wysoko wrażliwych) bardzo ważne są spokój, harmonia i pewność, że nie będzie zbyt wielu dodatkowych stymulacji. Już sam akt seksualny jest mocnym doświadczeniem, angażującym i przejmującym, a orgazm – przeżyciem wręcz mistycznym, nieziemskim. Doktor Elaine Aron, autorka pojęcia wysokiej wrażliwości, w trakcie swoich badań doszła do wniosku, że kobiety wrażliwe mają statystycznie więcej orgazmów niż kobiety niewrażliwe.

Tak zwany szybki numerek, podczas gdy za ścianą biesiadują goście, przebywają rodzice albo dzieci, jest dla wrażliwej kobiety napinający, bo bodźce dźwiękowe rozpraszają całą jej uwagę. To analogiczna sytuacja jak ta w pracy, gdy nie możemy się skupić na zadaniu, bo dookoła tyle się dzieje. Zatem wszelkie niepokojące dźwięki zza ściany, miauczący kot albo świadomość, że ktoś może wejść, raczej nie będą pobudzać osoby wrażliwej – to zbyt duże rozproszenie.

„Jeśli coś wytrąci mnie z rytmu, nie jestem w stanie szybko powrócić do miłosnych uniesień, momentalnie się blokuję. Łagodna muzyka, kadzidełka plus dotyk męża? O nie, to zbyt wiele. Wolę, gdy jest jeden intensywny bodziec” – mówi Nina, 37-letnia nauczycielka angielskiego będąca WWO.

Po seksie wrażliwa kobieta potrzebuje dużo czasu, by dojść do siebie. Seks jest dla niej wyczerpujący nie tylko fizycznie, ale i emocjonalnie. Czasami kobiety opowiadają, że po bardzo intensywnym orgazmie wręcz płaczą ze szczęścia, bo tak są poruszone.

Sex-care

Seks jest trudnym tematem do rozmowy dla większości ludzi. To przestrzeń, w której wszyscy w jakimś stopniu jesteśmy wysoce wrażliwi. Nasz układ nerwowy analizuje w trakcie zbliżenia wiele danych, więc łatwo może zostać przeciążony, a tym samym wytrącić nas z miłosnego nastroju, zanim jeszcze zdążymy się „rozkręcić”. Kluczem do tego, by był seks udany i spełniony, wydaje się nawiązanie właściwej, opartej na empatii i wzajemnej trosce komunikacji z partnerem. Oraz, a może przede wszystkim, pełne zaakceptowanie swojego ciała i własnej seksualności. W swojej praktyce seksuologicznej zauważam, że kobiety, pragnąc osiągnąć harmonię w swoim życiu, często zapominają troszczyć się o własną seksualność. W Ameryce taka troska nosi nazwę sex-care. Sex-care to uważność na swoją seksualność, traktowanie jej z taką samą atencją, z jaką podchodzimy do dbania o swoje samopoczucie czy zdrowie fizyczne.

Kobieta wrażliwa dobrze czyta swoje ciało, jest wnikliwa i dostrzega wszelkie niuanse. Nierzadko jednak jest też krytyczna i surowa w przyglądaniu się swoim kształtom. Może krępować ją własna nagość i kobiecość w kontekście seksualnym, bo często nie ma zbyt wielu intensywnych doświadczeń w tej materii, nie jest też oswojona z nagością. Bywa, że krytycznie ocenia wszelkie odstępstwa od ideału, a jeśli w jej życiu zdarzyła się krytyka (w formie przemocy rówieśniczej czy po prostu niewybrednego komentarza rodzica), odnosi się do niej w sytuacjach intymnych, przypomina sobie, zastanawia się, czy dalej te słowa są aktualne. To procesy zachodzące szybko i automatycznie. Nie jest tak, że same je przywołujemy – usłyszana krytyka rzuca swój cień w momentach napięcia, niepewności, sytuacjach, w których obnażamy się i poddajemy ocenie.

Na szczęście czerpanie satysfakcji seksualnej jest kwestią treningu, ćwiczenia, czułego sprawdzania siebie i swoich reakcji. Można taki trening rozpocząć od automasażu, tańca, samotnego poznawania swojej skóry w kąpieli. Dopiero później można spróbować form głęboko duchowych, na przykład tantry.

Fragment książki „Kobiety, które czują za bardzo”, wyd. Rebis. Wszystkie skróty pochodzą od redakcji.

Katarzyna Kucewicz, psycholożka, psychoterapeutka, seksuolożka. Prowadzi Ośrodek Psychoterapii i Coachingu Inner Garden w Warszawie, współpracuje także z Poradnią Zdrowia Psychicznego „Harmonia”. Należy do Polskiej Federacji Psychoterapii. Swoją wiedzą dzieli się na Instagramie: @psycholog_na_insta.

  1. Psychologia

Uruchom zmianę! 10 kroków

Jeśli często przychodzi ci do głowy, że zaczniesz żyć inaczej, ale najpierw uporasz się z tym projektem, twoje dzieci wyprowadzą się z domu lub schudniesz 15 kilogramów, to powiedz sobie: stop! Życie dzieje się tu i teraz. (Fot. iStock)
Jeśli często przychodzi ci do głowy, że zaczniesz żyć inaczej, ale najpierw uporasz się z tym projektem, twoje dzieci wyprowadzą się z domu lub schudniesz 15 kilogramów, to powiedz sobie: stop! Życie dzieje się tu i teraz. (Fot. iStock)
Stagnacja? Nuda? Katastrofa! Pora z tym skończyć!

Wstajesz rano i myślisz: „byle dotrwać do wieczora”? Jeśli często przychodzi ci do głowy, że zaczniesz żyć inaczej, ale najpierw uporasz się z tym projektem, twoje dzieci wyprowadzą się z domu lub schudniesz 15 kilogramów, to powiedz sobie: stop! Życie dzieje się tu i teraz. Nie odkładaj go na później! Zaakceptuj to, co dobre, a resztę zacznij zmieniać. Krok po kroku.

1. Pierwsza rzecz, to ogląd obecnej sytuacji. Musisz przyjrzeć się sobie i wyrazić zgodę na miejsce, w którym jesteś. Bez tego ani rusz. Weź kartkę i narysuj drogę swojego życia. Zaznacz na niej kluczowe momenty, które wydarzyły się do tej pory. Wypisz też ważne osoby. Zwróć uwagę na punkt, w którym obecnie się znajdujesz. Co cię otacza, z kim jesteś blisko, a z kim masz słabszy kontakt.

2. Nazwij istotne obszary swojego życia, np: praca, mąż, żona, dziecko, przyjaźń, rozwój, ciało. Określ poziom satysfakcji w każdym z nich w skali od 1 do 10. Następnie wybierz ten, którym chcesz się zająć na początek.

3. Połóż się wygodnie, zamknij oczy i wyobraź sobie, że w danym obszarze uzyskałeś 10. Co teraz czujesz? Jak to widzisz? Postaraj się, by wizja była jak najbardziej konkretna. Skup się na niej przez kilka minut. Gdy otworzysz oczy, weź kartkę. Namaluj lub opisz tę scenę. Teraz wiesz, czego się trzymać.

4. Pamiętaj, że każda zmiana zaburza dotychczasowy układ. Przygotuj się na to, że twoja metamorfoza (np. to, że staniesz się bardziej pewny siebie lub zaczniesz regularnie uprawiać sport) może wywołać niepokój u innych. Dlatego mów otwarcie o swoich planach i potrzebach. Poproś o wsparcie bliskich. Jeśli zmiana wpływa także na nich, poświęć czas na wypracowanie rozwiązań odpowiadających wam wszystkim.

5. Zastanów się nad coachingiem. To efektywna metoda wprowadzania zmian, zarówno w obszarze zawodowym, jak i osobistym. Znajdź ludzi, którzy mogą cię wesprzeć – np. mają podobne doświadczenia lub udało im się dokonać tego, co chcesz osiągnąć.

6. Zmiany, nawet te na lepsze, nierozerwalnie wiążą się ze stresem. Nie bez powodu na liście najbardziej stresujących wydarzeń znajduje się tak radosne wydarzenie jak ślub. Każda zmiana to podróż w nieznane. A to wywołuje lęk. Łatwiej jest sobie z nim poradzić, gdy się go nazwie. Jeśli stany lękowe towarzyszą ci zbyt często, pomyśl o skorzystaniu z pomocy psychoterapeuty.

7. Nie zawsze jesteśmy gotowi na nowe. Sprawdź to tak: Wyobraź sobie, że dziś rano otworzyłeś butelkę mleka, z której nieoczekiwanie wyskoczył dżin. Poprosiłeś go o to, co chcesz, ale on postawił warunek: dostaniesz to, o co prosisz, już jutro rano. I co, czy jesteś na to gotowy?

8. Nie trzymaj się planu zbyt kurczowo. Czasem warto być elastycznym. Życie to nie tylko wypełnianie harmonogramu. Otwieraj się na to, co zdarza się niespodziewanie. Inaczej po drodze możesz zgubić radość.

9. Pracuj z afirmacjami. Wymyśl zdanie, które ci pomoże (powinno mieć pozytywny przekaz), np. „śmiało dążę do celu” albo „realizuję moje marzenia”. Powtarzaj je sobie kilkakrotnie rano i wieczorem, zapisz i powieś w widocznym miejscu.

10. Stwórz plastyczną wizję przyszłości. Wykorzystaj do tego metodę kolażu. Wyklej, narysuj, dopisz hasła. Wystarczy odrobina fantazji. Do zabawy zaproś najbliższych.

  1. Moda i uroda

#INNERBEAUTY – zadbaj o siebie od wewnątrz!

(Fot. materiał partnera)
(Fot. materiał partnera)
Większość z nas podziwia urodę od zewnątrz – gładka skóra i lśniące włosy przykuwają wzrok oraz działają na zmysły jak nic innego na świecie. Jednak prawdziwe źródło piękna znajduje się w środku. Marka #INNERBEAUTY została stworzona dla świadomych kobiet, które doskonale wiedzą, gdzie go szukać. Seria produktów uzupełniających pielęgnację urody pozwala przekuć swoją wewnętrzną siłę w widzialne piękno – tak jak robią to ambasadorki.

Odważna, pewna i spokojna

„Moja intuicja jest moją supermocą. Jestem odważna, pewna i spokojna. To jest moje wewnętrzne piękno” – tak Magda Mołek definiuje swoje #INNERBEAUTY. Kobieca intuicja zawsze podpowiada, co jest najlepsze dla ciała i duszy. Z tą myślą powstała seria produktów pozwalających zadbać o siebie od wewnątrz – aby piękna skóra dodawała nam odwagi, pewności i spokoju.

#INNERBEAUTY stawia na skuteczne działanie – w życiu i w pielęgnacji. Właśnie dlatego nowa linia produktów bazuje na skoncentrowanych składnikach aktywnych, które uchodzą za najistotniejsze dla utrzymania młodego wyglądu skóry oraz silnych włosów i paznokci. Kolagen, kwas hialuronowy i koenzym Q10 – to trio, jakiego potrzebuje każda skóra. Dzięki formie koktajli, napojów i kapsułek składniki mają możliwość działać tam, gdzie znajduje się źródło Twojego piękna – w środku.

Elastyczność, jędrność i młody wygląd. Ochrona przeciwsłoneczna, nawilżenie i regeneracja. Zdrowe włosy i paznokcie. Nie musisz wybierać – w serii znajdziesz produkty, które dopełnią każdy krok w Twojej pielęgnacji.

A czym dla Ciebie jest wewnętrzne piękno?

Dla niektórych #INNERBEAUTY to spokój, dla innych – siła. Linia suplementów diety dla urody łączy jedno i drugie: pozwala docierać do pokładów piękna w Twoim wnętrzu z ogromną mocą, aby osiągnąć wewnętrzny spokój w działaniu. „Dla mnie to wiara we własne możliwości i uparte dążenie do celu” – Joanna Jędrzejczyk odnalazła już swoje #INNERBEAUTY. A Ty?

  1. Psychologia

Porozmawiajmy o pogardzie – karty emocji Katarzyny Miller

Pogarda to patrzenie, ale niewidzenie, słyszenie, ale niesłuchanie, czucie, ale nieodczuwanie emocji innych. (Ilustracja: Ada Kujawa)
Pogarda to patrzenie, ale niewidzenie, słyszenie, ale niesłuchanie, czucie, ale nieodczuwanie emocji innych. (Ilustracja: Ada Kujawa)
Nic nas tak nie poniża jak nieliczenie się z naszym zdaniem. Nic tak nie podnosi (we własnych oczach) jak traktowanie innych z góry. Nad tym, skąd bierze się w ludziach pogarda i jak jej przeciwdziałać – zastanawiają się Katarzyna Miller i Joanna Olekszyk, odkrywając kolejną kartę emocji.

Pogarda to…

…patrzenie na innych z wyższością, nieliczenie się z ich zdaniem i jawne okazywanie braku szacunku. To także silna niechęć wobec kogoś lub czegoś, wynikająca z przekonania o jego bezwartościowości. Gardzić oznacza pomiatać kimś, lekceważyć, poniżać go i odtrącać. Ale też odwracać się od potrzeb innych, nie starać się ich zrozumieć. To uczucie podszyte jest obojętnością, brakiem empatii i wiary w to, że ktoś inny jest wartościowy i zasługuje na cokolwiek.

Pogarda to patrzenie, ale niewidzenie, słyszenie, ale niesłuchanie, czucie, ale nieodczuwanie emocji innych. To traktowanie ludzi jak powietrze. Pozwala to podnieść iluzoryczne poczucie własnej wartości przez to, że innych traktuje się jak gorszych od siebie. Pogarda prowadzi zazwyczaj do nienawiści, dyskryminacji i wykluczenia osób czy grup społecznych. Ale zdarza się, że wobec cudzej nikczemności nie można już czuć nic oprócz pogardy. Jeśli jednak człowiek odczuwa pogardę wobec siebie samego, to powinien się za to bardzo przeprosić.

Po co nam to uczucie?

Pozwala zwiększyć poczucie własnej wartości – wtedy, gdy mamy je bardzo niskie – podnieść prestiż, dodać sobie znaczenia. Oddziela od prawdziwych emocji, przez co ułatwia manipulowanie innymi i używanie ich do swoich celów, a także manipulowanie sobą. Często zakrywa zaniżone poczucie własnej wartości, ale pozwala też czasem wiedzieć, kogo należy omijać szerokim łukiem.

Zadania:

  • Zastanów się, jak mocne jest twoje poczucie własnej wartości i czy potrzebujesz poniżać innych, aby je podnieść?
  • Jeśli w głębi czujesz się gorszy od innych, pomyśl, skąd to przekonanie. Zastanów się, co pozwoli ci je zmienić?
  • Jak to jest, kiedy empatycznie, całym sobą jesteś w relacji (słuchasz, widzisz, czujesz)? Spróbuj znaleźć się na chwilę w skórze drugiego człowieka i przekonaj się, jak po tym eksperymencie zmieni się wasza relacja.

Więcej w zestawie z książeczką „Poznaj siebie. Karty emocji”, Katarzyna Miller, Joanna Olekszyk, wyd. Zwierciadło.

  1. Psychologia

Miłosne IQ – do stworzenia dobrego związku nie wystarczą same uczucia

Czy rozum idzie w parze z miłością? Jak najbardziej! Inteligencja jest nam niezbędna w miłosnych związkach. (Fot. iStock)
Czy rozum idzie w parze z miłością? Jak najbardziej! Inteligencja jest nam niezbędna w miłosnych związkach. (Fot. iStock)
Bystry umysł i uczuciowość są potrzebne, by wieść szczęśliwe życie we dwójkę. Już dwa wieki temu powiedziała to Jane Austen, autorka powieści opisujących życie angielskiej klasy wyższej. Dzisiaj psychologowie mówią o inteligencji miłosnej. Co to oznacza? Być zuchwałym i nieugiętym, ale również delikatnym i wrażliwym. Czy można się tego nauczyć? Tak.

Szkoda, że umiejętności radzenia sobie z emocjami nie uczymy się w szkole. Nie mamy profesorów od empatii, nie chodzimy na lekcje aktywnego słuchania, nie mówiąc już o wykładach z kochania siebie i akceptacji tego, że nieustannie się zmieniamy. Wiedzę o tym, jak żyć w związku, najczęściej wynosimy z domu rodzinnego i najczęściej z jego ograniczeniami. Tak naprawdę nasza edukacja na temat miłości jest mierna. Ktoś może powiedzieć - wystarczy kochać. Otóż to za mało. Zdaniem znanego amerykańskiego psychoterapeuty Johna Valentisa, specjalizującego się w zagadnieniach związków, w miłości postępujemy jak głupcy. W stanie zakochania decyzję, by z kimś być, podejmujemy z poziomu jedynie serca i bodźców erotycznych. Umysłem i ciałem rządzą wówczas hormony, odpowiedzialne za przedłużenie gatunku. Nawet, gdy uda ci się spotkać bratnią duszę, wiele obiecująca relacja, pełna wspólnych marzeń i szerokich perspektyw, może się skończyć, jeśli nie dysponujesz emocjonalnym know-how. Im więcej miłosnego IQ wniesiesz w swoje życie, tym bardziej silny i znaczący będzie twój związek, tym mniej doznasz bólu i rozczarowań.

Miłość według Valentisa to trójwymiarowa konstrukcja złożona z myśli, emocji i fizycznego pożądania. Składnik intelektualny obejmuje nasze ogólne wyobrażenia o związkach, obraz własnej osoby (w kontekście intymności), oczekiwania wobec partnera. Na tym poziomie posługujemy się rozumem. Tak, on w miłości jest niezbędny. Dzięki uważnemu przyglądaniu się sobie i partnerowi, umiemy zajrzeć pod powierzchnię spraw. Umiejętność zaglądania za fasadę - czy jest nią maska urody, urok pieniędzy czy też fascynująca praca - by dostrzec za nią prawdę o człowieku, to jedna z kwalifikacji osoby inteligentnej w miłości. Być może tego właśnie najtrudniej nauczyć się w związkach.

Składnik emocjonalny to między innymi styl nawiązywania i zrywania więzi uczuciowych. Także lęki związane miłością, bliskością i jej utratą. Emocje przydają głębi i znaczenia temu, czego chcemy. Popychają nas do działania, każą nam się śmiać, wyciskają z oczu łzy. O ile posłużymy się nimi inteligentnie, powiedzą nam co jest dla nas dobre, podszepną niezbędne zmiany. Emocje czynią nas ludźmi.

Składnik fizyczny to erotyczny aspekt związku. Poziom wzajemnego zaangażowania i umiejętność wyrażania pożądania w atmosferze troski i szacunku do drugiej osoby. Jeśli pożądanie ogarnia nas za sprawą uczuć, gotowi jesteśmy na każdy wysiłek, by osiągnąć spełnienie. By pozbyć się wreszcie napięcia między naszymi pragnieniami, a tym co mamy. John Valentis inteligencją miłosną nazywa zbiór postaw i zachowań z tych trzech poziomów. Udowadnia, że można się ich nauczyć. To one uczynią twój związek satysfakcjonującym i wzbogacającym. Dzięki pracy nad inteligencją miłosną, lepiej zrozumiesz kim jesteś i kim są inni. Twoje uczucia staną się intensywniejsze, miłość bardziej bezwarunkowa.

Aby mądrze postępować w związku, trzeba między innymi:

  • umieć rozpoznawać, rozumieć i akceptować własne stany emocjonalne oraz sterować nimi,
  • z empatią podchodzić do nastrojów i uczuć partnera oraz całej jego osobowości,
  • czuć się pod względem emocjonalnym równie komfortowo w kontakcie z partnerem, jak i sobą samym,
  • świadomie kształtować swoje umiejętności komunikacyjne,
  • myśleć i działać odważnie i prostolinijnie,
  • być zuchwałym i nieugiętym, ale również delikatnym i wrażliwym,
  • być szczerym i autentycznym, postępować zgodnie z tym, co myślisz i czujesz,
  • wyeliminować powierzchowne emocje, impulsywne reakcje, ponieważ z uczuciami nie mają one wiele wspólnego.

John Valentis obiecuje, że dzięki inteligencji miłosnej stajesz się bardziej sobą, nie grasz komedii, wyzbywasz się fałszywych pretensji. Twoje życie nabiera celu i sensu, zyskujesz poczucie wartości i godności. Związek osób inteligentnych w miłości cechuje elastyczność, naturalność i spontaniczność. Kobieta i mężczyzna nie trzymają się ściśle sztywnych reguł, ustalających zachowanie każdej strony. Nie przypisują stereotypowych ról płciowych. Ich postawy zmieniają się, lecz jednocześnie zdają sobie oni sprawę z różnic między sobą.

Na podstawie książki „Inteligencja miłosna. Bądź umiejętny w miłości i seksie”, Mary i John Valentis, wyd. Jacek Santorski & Co