1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Czy potrafisz zauroczyć się życiem? O sile motywacji

Czy potrafisz zauroczyć się życiem? O sile motywacji

Gdy coś robimy całym sercem, z motywacją nie ma problemu. (Fot. iStock)
Gdy coś robimy całym sercem, z motywacją nie ma problemu. (Fot. iStock)
Dlaczego podejmujemy się jednej czynności, zaniedbując inną? Czemu jednej osobie coś się udaje, a drugiej nie, choć mają te same umiejętności i działają w podobnej sytuacji? Dlaczego pomimo przeciwności wciąż dążymy do celu?

Najwięcej energii i najsilniejszą motywację „do wszystkiego” mają ludzie zauroczeni życiem. Gdy coś robimy całym sercem, z motywacją nie ma problemu. Kiedy coś nam bez przerwy nie wychodzi, zaczynamy powoli popadać w tzw. wyuczoną bezradność. Odbiera ona wiarę w sukces i szacunek dla siebie. Sprawia, że stajemy się bierni.

Tak reagują dwie trzecie ludzi. To demotywacja. Ale istnieje spora grupa, która jest na nią odporna. Jedna trzecia badanych przez psychologów osób oparła się próbom uczynienia ich biernymi – odebrania motywacji. Nie rezygnowali, wciąż podejmowali wysiłek, nie pozwolili odebrać sobie nadziei na sukces.

Co to za grupa? Optymiści! Podczas gdy pesymista mówi: „Nigdy się nie uda i zawsze tak będzie”, optymista twierdzi: „To można zmienić, uda się”. Skłonność do pesymizmu lub optymizmu odbija się na każdej dziedzinie życia. Optymiści mają lepszą motywację nawet do walki z chorobą – badania potwierdzają, że optymistki z rakiem piersi żyją dłużej od pesymistek.

Negatywna, pozytywna

Pierwszą potrzebę działania wyzwala w nas motywacja negatywna, każąca unikać wszystkiego, co zaburza fizyczną lub psychiczną równowagę. Dziecko krzyczy i płacze, gdy jest głodne, jest mu zimno, coś je boli. Z biegiem lat nasze działania stają się bardziej skomplikowane niż krzyk: gdy coś nam grozi zranieniem, uczymy się odsuwać od niebezpieczeństwa, a potem unikać sytuacji, w których mogłoby do niego dojść. W zależności od osobowości i stopnia dojrzałości podejmujemy też różne akcje: ktoś na zranienie reaguje ucieczką, ktoś inny szuka pomocy, następny znosi to spokojnie.

Niezaspokojone podstawowe potrzeby motywują do ekstra wysiłku. Badania wykazały, że studenci lepiej zdawali egzaminy, kiedy mieli puste brzuchy, a głodne sekretarki lepiej pisały na maszynie. Motywacja pozytywna pcha nas ku przyjemności. Mówi: „Brak zaburzeń to za mało”. Pod jej wpływem dziecko chce, by mama je głaskała, a dorosły potrafi przejechać całe miasto, by kupić właśnie to ciastko, które lubi, choć po drodze mijał wiele cukierni. W miarę uczenia się motywacje negatywna i pozytywna zaczynają się łączyć, ich podstawy stają się nierozdzielne (uczymy się, że ucieczka od głodu i przyjemne uczucie sytości to w zasadzie to samo). Motywacja pozytywna stanie się ważną częścią naszego rozwoju: dzięki temu, że polubimy uczucie sytości i czułość matki, rozwiniemy kolejne motywacje: społecznej aprobaty, współistnienia, bezpieczeństwa, panowania nad sytuacją itp.

Zaistnieć w społeczeństwie

Jeśli człowiek nie dostał w dzieciństwie miłości i czułości, najwcześniejsza forma motywacji społecznych nie mogła się rozwinąć, i może on w przyszłości dopuszczać się przestępstw lub innych nieaprobowanych czynów.

Potrzeba bezpieczeństwa motywuje nas, by dostosować się do grupy, w której funkcjonujemy, do przejęcia panujących w niej zwyczajów i wartości. Najpierw rodziny, potem społeczeństwa. W zależności od tych norm będzie kształtować się nasza motywacja. W Anglii mężczyznę zmotywuje do ślubu myśl, że ukochana kobieta mogłaby współżyć z innymi mężczyznami. Inaczej jest z Eskimosami – oni dzielą się swoimi żonami w geście gościnności.

Kolejna społeczna motywacja to potrzeba panowania nad sytuacją. Odgrywa ona tym większą rolę, że odbija się na poczuciu umiejscowienia kontroli. Kiedy mamy poczucie wewnętrznej kontroli (uważamy, że rozwój wypadków zależy od nas), mamy większą motywację, by działać. Przy zewnętrznym poczuciu kontroli (uważamy, że na rozwój wypadków mamy niewielki wpływ) motywacja słabnie (po co się wysilać, skoro nic od nas nie zależy). Ktoś, kto osiągnął kiepską notę na egzaminie i uważa, że to wynik jego zaniedbań, ma większe szanse poprawić stopień. Ale gdy założy, że stopień zależał od nieprzychylnego nastawienia egzaminatora, raczej nie będzie walczyć o lepszą ocenę.

Także przekonanie o własnych zdolnościach będzie dawało lub odbierało motywację. W naszej kulturze wyżej od wysiłku cenione są zdolności, więc kiedy przyczyn porażki upatrujemy w niskich zdolnościach, szybciej rezygnujemy i stawiamy sobie mniej ambitne cele. Wiara we własne zdolności sprawia, że przyczyn porażki szukamy w pechu i braku wysiłku, co pozwala na większą motywację do ponawiania prób.

Więcej nie znaczy lepiej

Konieczność dostosowania poziomu motywacji do poziomu zadania określa tzw. prawo Yerkesa-Dodsona. Mówi ono, że do zadań trudnych lepszy jest niski poziom motywacji. To dlatego, że zbyt duży zapał (za wysoka motywacja) może łatwo „wypalić się” w zderzeniu z trudnością zadania. Natomiast wysoki poziom motywacji sprawia, że łatwe zadania nie wydają się nudne.

I jeszcze jedna zasada: lepiej, żeby stojące przed nami zadanie nie było zbyt trudne (zniechęci nas do wysiłku) ani zbyt łatwe (możemy je zlekceważyć). Co ciekawe – to, czy jest ono łatwe, czy trudne, jest w dużej mierze kwestią uznaniową. Ktoś o niskiej potrzebie osiągnięć okaże więcej wytrwałości, wierząc, że zadanie jest łatwe (choć będzie nierozwiązywalne). Zaś osoby o wysokiej potrzebie osiągnięć nie zmotywuje to, że stojące przed nią zadanie jest łatwe. Trudne doda jej skrzydeł. Czasem potrzeba osiągnięć jest tak silna, że prowadzi do ambicji bycia najlepszym we wszystkim. To frustruje i demotywuje, ponieważ okazuje się zwyczajnie niemożliwe.

Wewnętrznie, zewnętrznie

Motywacja, która pcha nas do działania, może być świadoma lub nie. Najczęściej łączy w sobie oba te motywy. Niepełnosprawny chłopiec, który wybiera się na biegun, działa pod wpływem chęci spełnienia marzenia, ale też kieruje nim potrzeba rywalizacji czy wynagrodzenia za to, że na co dzień czuje się nieprzystosowany. Tych ostatnich motywów może sobie nie uświadamiać. Podobnie kobieta o silnej potrzebie seksualnej, znajdując sobie kochanka, może nazywać przygodną relację miłością. Świadomie kieruje nią poszukiwanie uczucia, nieświadomie – potrzeba seksualna.

Motywacja może być też wewnętrzna i zewnętrzna. Wewnętrzna kieruje nami wtedy, gdy sama czynność sprawia nam przyjemność, np. jedzenie ciastka, zabawa. Zewnętrzną charakteryzuje to, że spodziewamy się jakiejś nagrody, efektu, np. jemy szpinak, bo chcemy być zdrowi. Co ciekawe, nawet największa przyjemność zaczyna być motywowana zewnętrznie, jeśli… stanie się naszą pracą. Gdy pojawia się nagroda, np. ktoś płaci nam za granie w gry komputerowe albo czytanie książek, ulubione dotychczas czynności przestają być tak przyjemne.

Wszechobecny seks

Jedną z najbardziej motywujących do działania potrzeb jest potrzeba seksualna. Występuje niezależnie od deprywacji, to znaczy można uprawiać seks często, a wciąż go pragnąć. Ten rodzaj motywacji łączy potrzeby cielesne ze społecznymi. Bodźca do jej obudzenia może dostarczyć zarówno atrakcyjny partner, jak i samo wspomnienie podniecającej sceny. Popęd seksualny wiąże się bowiem z szeregiem czynności i przedmiotów zastępczych, np. częściami ubrania, obrazkami, opisami. I nie chodzi tu tylko o rozładowanie napięcia seksualnego. Kieruje nami wiele innych czynników: imperatyw przedłużenia gatunku, chęć dominacji, potrzeba panowania nad sytuacją i chęć rywalizacji.

Jak silnie motywuje seks, widać po trudach, jakie sobie zadajemy „w tej sprawie”. Chodzi nie tylko o czas, który poświęcamy, by podobać się płci przeciwnej. Dajemy z siebie więcej. Mężczyzna, choć nie znosi tańczyć, zaprosi na dancing kobietę, na której chce zrobić wrażenie. Kobieta pojedzie do innego miasta, by kupić coś, czym oczaruje mężczyznę. Ale to nie koniec. Potrzeba seksualna potrafi motywować nas do łamania tabu i lęku. W jednym z badań, przeprowadzonych wśród amerykańskich studentów, jedna trzecia przyznała, że posunęliby się do gwałtu, gdyby mieli pewność, że nie zostaną złapani. W innym ponad połowa wyznała, że podczas randki zmuszali kobietę do seksualnych zachowań. Strach przed karą, wychowanie – w obliczu motywacji seksualnej wszystko na chwilę cichło.

Piramida potrzeb

Abraham Maslow, psycholog humanistyczny, w latach 70. przyjrzał się bliżej zagadnieniu motywacji. Obserwując ludzkie zachowania, uznał, że kierują nami dwie motywacje: braku i wzrostu. Ta pierwsza działa wtedy, kiedy coś nam dolega i musimy poświęcić energię na powrót do równowagi. Druga natomiast pcha nas do działania, gdy chodzi o coś więcej niż zaspokojenie deficytu. Pierwszeństwo ma motywacja braku; dopiero gdy wszystko gra na podstawowym poziomie, zaczynamy słuchać podszeptów motywacji wzrostu.

Ułożył tzw. piramidę potrzeb obrazującą ich hierarchię w naszym życiu. U jej podstaw znajdują się potrzeby fizjologiczne (pożywienia, tlenu, seksu), kolejne piętra zajmują: potrzeba bezpieczeństwa (wygody, spokoju), przynależności (więzi, kochania, bycia kochanym), szacunku (zaufania do siebie, poczucia wartości), poznawcze (wiedzy, rozumienia), estetyczne (harmonii i piękna), samorealizacji (posiadania celów, spełnienia swojego potencjału). Na szczycie piramidy znajduje się potrzeba transcendencji – duchowa potrzeba utożsamienia z kosmosem, ale na to piętro docierają nieliczni. Skąd takie, a nie inne usystematyzowanie potrzeb? Maslow uważał, że dopiero zaspokojenie potrzeb na jednym „piętrze” budzi naszą motywację do starań o zaspokojenie kolejnych – oczywiście licząc od dołu. To znaczy, że gdy już nie będziemy głodni, poświęcimy energię na zdobywanie poczucia bezpieczeństwa, a dopiero potem poczujemy motywację, by zadbać o przynależność do grupy itd. Ale zauważył także kilka innych ciekawych zależności. Odkrył, że ludzie działający pod wpływem motywacji wzrostu reagują pozytywnie na wiele niedogodności, np. ból czy głód, jeśli tylko wierzą, że służą one dobrej sprawie. Dlatego alpinista znosi smagające zimno, a głodujący w ramach protestu akceptuje ssanie w żołądku.

Jeśli coś nie tak…

Czy wiedza o motywacji może się przydać? Zauroczonym życiem nie. Ale, jeśli coś idzie nie tak, wówczas można sprawdzić, czy nie zaniedbujemy jakichś swoich podstawowych potrzeb. Jak umiejscawiamy nasze poczucie kontroli? Co z naszą potrzebą osiągnięć? Może warto odkrywać swoje nieświadome motywacje? Można powiedzieć, że bez motywacji nie ma życia. Stawianie sobie pytań dotyczących własnej motywacji może poprawiać jego jakość.

Emocje ściśle wiążą się z motywacją. Wzmacniają i przedłużają jej trwanie. To dlatego, że emocja trwa dłużej niż bodziec. Często, choć sam bodziec do działania już zniknął, emocja sprawia, że wciąż czujemy energię do akcji.

Niemiecki psycholog Kurt Lewin zauważył, że motywuje nas rozbieżność między naszym stanem a np. celem do osiągnięcia, zadaniem czy standardem grupy. Rozbieżność ta sprawia, że pojawia się wewnętrzne napięcie dające nam motywację do osiągnięcia celu, rozwiązania zadania czy wyrównania standardu naszego i grupy. Jednym słowem fakt, że inni „mają lepiej”, może być bardzo motywujący.

Dwa z najsilniej umotywowanych stanów to macierzyństwo i… nałóg. Uzależniony od narkotyków zrobi wszystko, by zdobyć to, co odsunie od niego widmo głodu i da satysfakcję. Gotów jest przekroczyć każdą granicę. Matka jest także gotowa przekraczać granice dla dobra dzieci. W eksperymencie, w którym szczur musiał pokonać kratkę pod napięciem, by wydostać się z pomieszczenia, najszybciej i najwięcej prób podejmowały samice odłączone od młodych. Popęd macierzyński motywował samicę czterokrotnie silniej niż popęd eksploracyjny, czyli potrzeba poznania otoczenia (okazała się silniejsza od głodu).

Motywacja osiągnięć często jest zorientowana „na przyszłość”. Mniejszą rolę odgrywają tu bieżące przyjemności, a większą planowanie. Przykładem są studia: ktoś, kto pragnie być dobrym prawnikiem, będzie unikał prywatek i marnowania czasu, a będzie się uczył przez wiele lat, by osiągnąć cel.

Amerykańscy psychologowie Murray i McClelland stworzyli specjalną technikę, zwaną testem apercepcji tematycznej służącą do odkrywania najważniejszych motywów kierujących naszym działaniem. Badanym osobom pokazuje się obrazki przedstawiające wieloznaczne scenki i prosi o ułożenie związanej z nimi historii. Ponieważ mamy skłonność do projektowania na postaci własnych motywów i potrzeb, z opowieści osoby badanej można wywnioskować, co ją pcha do działania.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze