1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Co to jest zakupoholizm?

Co to jest zakupoholizm?

Kobiety lubią sobie czasem poprawić nastrój kupieniem sukienki czy perfum. I chyba nie ma w tym niczego złego. Kiedy już jesteśmy uzależnione od kupowania, a kiedy jeszcze nie?

Kiedy jeszcze nie? Wtedy, kiedy bez większego problemu jesteśmy w stanie sobie czegoś odmówić. Kiedy tak? Gdy nie możemy się powstrzymać od zakupów mimo tego, że nie mamy na to środków. Kiedy jedyną sytuacją, która jest w stanie poprawić nam nastrój, są zakupy. Wtedy, gdy na przykład, zamiast spędzić czas z bliskimi, wybieramy sklepy. A kiedy już jesteśmy na zakupach, często jedna rzecz nam nie wystarcza. Kupujemy jedną, drugą, trzecią i nie możemy powiedzieć sobie stop. Towarzyszy nam wówczas silne pobudzenie. Można to uczucie porównać do głodu. Wpadam do sklepu, myszkuję na przykład między wieszakami z ubraniami i wiem, że muszę coś kupić. Ale radość z tego jest chwilowa, rozładowanie napięcie trwa jedynie moment.

A potem pojawia się poczucie winy. Może nawet już w sklepie, najczęściej przy płaceniu. Albo kiedy wracamy do domu, wtedy euforia opada, a kupioną rzecz rzucamy w kąt, bo przy zakupoholizmie liczy się sama czynność związana z kupowaniem. Rytuał, który trzeba powtarzać. Poczucie winy zaczynamy też odczuwać, kiedy przychodzi czas konfrontacji z rzeczywistością - oglądamy wydruki z banku, ktoś dopomina się należności. Osoba uzależniona od zakupów nie kontroluje przepływu swoich pieniędzy. Jej potrzeba zakupu żyje swoim swobodnym życiem niezależnie od stanu konta, czy zadłużenia na karcie kredytowej. Podczas zakupów funkcjonuje na zasadzie bodziec - reakcja. Widzi coś, uważa że musi to mieć i kupuje. Jeżeli tego nie zrobi, czuje dyskomfort albo na przykład ma poczucie, że jest gorsza. Zakupoholicy są podatni na różnego rodzaju wyprzedaże, gratisy, karty na których zbierają pieczątki. Wydaje im się, że stracą jakąś niepowtarzalną szansę, jeśli z tego nie skorzystają. Czas wolny planują w ten sposób, żeby móc sobie coś kupić. Zamiast parku czy lasu za miastem wybierają centrum handlowe. Ze znajomymi umawiają się w knajpce w pobliżu sklepów.

Zakupoholika można poznać po tym, że kupuje rzeczy zupełnie niepotrzebne. Mało tego - zapomina że je kupił, ponieważ tych rzeczy w pewnym momencie jest tyle, że traci rachubę. Nie jest w stanie zapamiętać na przykład swojej garderoby. Zakupoholizm kobiet najczęściej dotyczy ubrań, butów, bielizny, ale też kosmetyków, biżuterii. Panowie często uzależniają się od kupowania gadżetów, tych swoich męskich zabawek. Ale także butów, pasków, zegarków.

Zakupoholizm jest częstym sposobem radzenia sobie ze stresem. Spotkało nas niepowodzenie w pracy, ewidentnie mamy zły dzień, to poprawiamy sobie nastrój kupieniem czegoś. Za pierwszym, drugim, trzecim przynosi to skutek. I gdzieś w naszej podświadomości wytwarza się konkretny mechanizm. Na określony bodziec, jakim jest stres, reagujemy określonym zachowaniem, jakim są zakupy. Pojawia się tendencja do powtarzania. Ale za kolejnym razem jedna kupiona rzecz już nam nie wystarcza.

Dlaczego uzależniamy się od zakupów? Co za tym stoi? Może chodzić o to, że mieliśmy restrykcyjnych rodziców. Słyszeliśmy często: „W takich rzeczach nie będziesz chodziła”, „Takich kosmetyków nie będziesz używała”. I potem, kiedy mamy wreszcie wolność i własne pieniądze, odreagowujemy dawne ograniczenia. Albo rozładowujemy napięcia związane ze stresującą pracą. Tłumaczymy sobie: „Mogę zaszaleć, mam do tego prawo, należy mi się. Ciężko pracuję, tyle rzeczy poświęcam pracy, niech mam coś z tego”. Także frustracjom wyniesionym ze związków możemy próbować zadośćuczynić właśnie zakupami. Tu może chodzić o brak poczucia bliskości, o sytuację, kiedy nie czujemy się ważnymi, docenianymi. Kiedy nie są realizowane inne nasze podstawowe potrzeby, nawet te seksualne. Zakupy to przecież przyjemność. Zakupoholizm może być efektem niedojrzałości emocjonalnej albo nawet zaburzeń osobowościowych.

Zakupoholizm w pewnym momencie przestaje dotyczyć tylko osoby uzależnionej. Rozlewa się na otoczenie. Osoba uzależniona od zakupów długo nie zauważa, że ma problem i z czym ma problem. Kiedy ktoś z otoczenia - mąż czy przyjaciółka - zaczyna mówić, że za dużo kupujemy, że nierozsądnie wydajemy pieniądze, może pojawić się reakcja buntu, złości. Bronimy się: „Jakim prawem ktoś mówi, co ja powinnam robić, a czego nie”. Sytuacja może się zaostrzać, jeśli zamiast opłacić rachunki za światło czy czynsz, kupujemy kolejne buty. Pojawiają się konflikty. I kłamstwa. Jeśli oszukuję, a wcześniej tego nie robiłam, to znak że chcę coś ukryć. Jeśli kłamię na tematy związane z zakupami, jest to sygnał że dzieje się coś złego.

Jak można sobie pomóc, gdy już zdamy sobie sprawę z tego, że zakupoholizm właśnie nas dotyczy? Najpierw zrobić sobie rachunek sumienia. Usiąść i pomyśleć - co ostatnio kupiłam, co się przyda, czy może mogę coś zwrócić do sklepu. Dobrze byłoby skorzystać z rady jakiejś serdecznej, bliskiej osoby. Takiej, do której mamy zaufanie i takiej, która będzie w miarę obiektywna i powie jak widzi nasz problem. Jeżeli nie mamy takiej osoby, może pomóc konsultacja z terapeutą. Bo tak naprawdę trzeba znaleźć źródło tego problemu. Odpowiedzieć na pytanie skąd się zakupoholizm wziął. Różnie może się to potoczyć. Czasem wystarczy terapia krótkoterminowa, dosłownie kilka spotkań. Uświadomienie sobie mechanizmu dlaczego kupuję, może wiele wyjaśnić. Jeśli kupuję, bo odczuwam skutki stresu, może pomoże mi aerobik a nie wydawanie pieniędzy. Jeżeli sprawa dotyczy czegoś głębszego, urazów z dzieciństwa na przykład, terapia może potrwać dłużej. Na pewno do zakupoholizmu warto podejść poważnie, bo może on przynieść dużo strat. Odbije się niekorzystnie na związkach, relacjach w pracy. W skrajnych przypadkach może dojść do defraudacji pieniędzy. Jeśli ktoś ma tak silną potrzebę zakupów, a własne środki się wyczerpują, po prostu bierze, korzysta z okazji. Albo zaczyna pożyczać od znajomych, nie oddaje i wypada z relacji towarzyskich. A także z ról społecznych. Zakupy mogą zabrać nam różne sfery życia, na przykład osłabić więzi rodzinne.

Wyjście z zakupoholizmu jest możliwe. Co więcej - może posłużyć naszemu rozwojowi. Bo mogę na przykład odkryć, że uciekam na zakupy, bo duszę się w związku. Bo może ktoś zachowuje się w stosunku do mnie niefajnie, a ja na to pozwalam i potem odreagowuję zakupami. I dojdę do wniosku, że warto zmienić ten układ. A może powodem moich zachowań jest to, że jestem sfrustrowana pracą i z tym trzeba coś zrobić. Na pewno warto pomyśleć, że robię to dla siebie.

Konsultacja: Mariola Pietroń - Ratyńska, psycholog, psychoterapeuta, trener w Management Academy Group

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Moda i uroda

Jak kupować odpowiedzialnie? Pytamy Joannę Glogazę, specjalistkę od slow fashion

Joanna Glogaza ma na koncie dwa bestsellerowe poradniki „Slow fashion. Modowa rewolucja” i „Slow Life. Zwolnij i zacznij żyć” oraz książkę „W to mi graj. 97 gier, dzięki którym wygrasz w życie towarzyskie”. Jej najnowsza pozycja „Wychodząc z mody” dotyczy mody odpowiedzialnej. (Fot. Tola Piotrowska)
Joanna Glogaza ma na koncie dwa bestsellerowe poradniki „Slow fashion. Modowa rewolucja” i „Slow Life. Zwolnij i zacznij żyć” oraz książkę „W to mi graj. 97 gier, dzięki którym wygrasz w życie towarzyskie”. Jej najnowsza pozycja „Wychodząc z mody” dotyczy mody odpowiedzialnej. (Fot. Tola Piotrowska)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Moda na eko trwa. Z trendu przerodziła się w prawdziwy styl życia. – Wszystko wskazuje, że myślenie o ekologii będzie nam towarzyszyć już zawsze, także w naszych wyborach ubraniowych – mówi Joanna Glogaza, specjalistka od slow fashion. Jak więc kupować odpowiedzialnie?

Sądzisz, że jedną z niewielu dobrych konsekwencji pandemii będzie życie w duchu bardziej eko? Siłą rzeczy wszyscy zwolniliśmy i przestaliśmy kupować kompulsywnie i bezmyślnie...
Z jednej strony mniej kupujemy stacjonarnie – bo sklepy są zamknięte, panują w nich ograniczenia lub zwyczajnie nie chcemy chodzić do galerii handlowych, z drugiej – więcej kupujemy online. Chyba wszyscy się spodziewali, że handel przeniesie się do sieci. Ostatnio zamawiałam do paczkomatu okulary chroniące przed promieniami UV (potrzebne mi, bo zaczęłam zbierać bursztyny) i był on przepełniony przez trzy dni...

Ale faktem jest też, że coraz więcej osób stara się kupować świadomie. Według badań Zalando w ostatnim czasie klienci zwiększyli swoje zainteresowanie modą odpowiedzialną o 40 proc.
Tak, to prawda i na pewno w dużych miastach taka tendencja jest zauważalna. W pewnych kręgach ludzie już się nasycili konsumpcjonizmem i zaczynają kupować bardziej świadomie. Jednak musimy pamiętać, że Polska to nie tylko metropolie. Często żyjemy w swojej bańce, gdzie być może wszyscy się akurat przejmują i ograniczają konsumpcjonizm, ale to nie znaczy, że tak jest wszędzie. Najpopularniejszą marką odzieżową w 2019 roku było Pepco, czyli najważniejsza była cena i dobra dostępność. Z drugiej strony kiedy kilka lat temu napisałam książkę „Slow fashion. Modowa rewolucja”, to musiałam bardzo długo tłumaczyć, co to w ogóle jest. Część osób twierdziła, że to wymyślanie, zawracanie głowy, że oni nie chcą, żeby ktoś im odbierał przyjemność zakupów... A gdy wydawałam w tym roku książkę „Wychodząc z mody”, już wszyscy wiedzieli, czym jest slow fashion, moda odpowiedzialna czy minimalizm. Te pojęcia weszły do powszechnego użytku. Wracając do pandemii, to przy kroku naprzód zrobiliśmy jednak też krok do tyłu, bo ze względów higienicznych powróciły jednorazówki. Choć trzeba też podkreślić, że mniej latamy, więc powietrze jest lepszej jakości. Oczywiście warto dbać o małe rzeczy, jak nasze zwyczaje zakupowe, ale finalnie o kondycji nas i Ziemi decydują właśnie te duże. Dlatego powinniśmy pamiętać o głosowaniu na te partie, które proponują konkretne działania proekologiczne.

Najnowsza książka Joanny Glogazy „Wychodząc z mody” dotyczy mody odpowiedzialnej.  Najnowsza książka Joanny Glogazy „Wychodząc z mody” dotyczy mody odpowiedzialnej. 

W ostatniej książce porównujesz zakupy w duchu slow fashion do diety. Nie wystarczy jednorazowy zryw, potrzebna jest trwała zmiana nawyków.
Nie możemy do tego podchodzić jak do wielkiego wyrzeczenia, że wszyscy wokół sobie coś kupują, a ja się zamartwiam losem planety. Ale jeśli zaczniemy szukać lepszych, bardziej ekologicznych rozwiązań, to okaże się, że tak się żyje lepiej i łatwiej. Na początek warto ograniczyć pokusy. Przestać obserwować pewne profile na Instagramie czy Facebooku, wypisać się z newsletterów i grup sprzedażowych, nie zaglądać na strony naszych ulubionych sklepów odzieżowych (najlepiej zablokować te witryny w przeglądarce albo zainstalować specjalną wtyczkę). Pomocne jest też skupienie się na rzeczach, które lubi się robić, a które nie są związane z konsumpcjonizmem, jak spacer z psem czy rozmowa z przyjaciółką. Zawsze przyda się zrobienie gruntownych porządków w szafie, bo nam unaocznią, ilu rzeczy nie nosimy, a ile nas kosztowały i ile musieliśmy pracować, żeby je kupić. Zresztą same porządki mogą być właśnie taką „czynnością zastępczą”. Dostaję wiele wiadomości od czytelniczek, że kiedy już posprzątały w szafie, to mają większą satysfakcję i przyjemność niż z kupna nowej bluzki.

No właśnie, na co powinniśmy patrzeć podczas zakupów w duchu eko?
Na to, co napisane drobnym drukiem. Na jednej ze sprzedażowych platform można filtrować wyniki dla rzeczy przyjaznych dla środowiska i sama inicjatywa jest super, tylko jeśli ktoś dociekliwy dokładnie przeczyta, co to za certyfikaty, to okaże się, że nie są one zbyt wiarygodne. Na przykład niektóre ubrania są wyprodukowane w ramach idei „Better Cotton Initiative” (BCI), ale to nie znaczy, że jakiekolwiek włókna tej lepszej bawełny znalazły się w tym produkcie... To nie zawsze są uznane potwierdzenia jak np. GOTS (Global Organic Textile Standard).

Czyli produkt może naprawdę zawierać śladowe ilości ekologicznych włókien. Na co jeszcze zwracać uwagę?
Na pewno na materiał, z jakiego jest wykonane ubranie. Tylko znowu dla każdego inne materiały będą się sprawdzać. Ja lubię naturalne, jak wełna i bawełna, ale już dla wegan nie będzie to najlepszy wybór. Trzeba dokładnie czytać skład, bo czasem płaszcz reklamowany jako wełniany lub z wełną ma w składzie jedynie 5 proc. domieszki. Wtedy nie tylko nie spełnia wymogów naturalności, ale też może nie być wystarczająco ciepły. Warto zwracać na to uwagę, ale też upominać producentów, że takie zabiegi są niedopuszczalne.

Tylko czy kiedy kupujemy T-shirt z bawełny organicznej za 39,90 zł w sieciówce, to na pewno jest to moda zrównoważona?
To jest haczyk wykorzystywany przez marki. Dziś jest moda na ekologię, więc taka informacja przyciąga klientów i daje im coś w rodzaju rozgrzeszenia z kolejnych zakupów. Jest zresztą wiele dyskusji na ten temat. Czy jak wielka sieciowa marka zrobi małą ekologiczną kolekcję, to od razu znaczy, że jest to tzw. greenwashing, czyli mydlenie nam oczu drobnymi działaniami na rzecz środowiska? Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie i każdy musi sam dokonać wyboru. Gdy spojrzymy na to ilościowo, to nawet jeśli ta kolekcja będzie stanowić 5 proc. sprzedaży sieciówki, to i tak prawdopodobnie jest to więcej niż cała sprzedaż jednej małej ekologicznej marki. Na pewno jeśli już decydujemy się na zakup T-shirtu, to lepiej takiego z bawełny organicznej niż ze zwykłej, ale dziś i tak najważniejsze jest nabywać tylko rzeczy niezbędne. Lepiej nawet zdecydować się na sukienkę z sieciówki, która bardzo nam się podoba i którą będziemy nosić z przyjemnością, niż wybierać na siłę coś ekologicznego, a potem tego ani razu nie założyć. Zwracajmy też uwagę na sposób czyszczenia nowej rzeczy. Sukienka na co dzień, którą można prać tylko chemicznie, nie będzie zakupem w duchu eko.

Czyli tylko coś dla nas użytecznego jest w gruncie rzeczy zakupem ekologicznym, bo wtedy nabywamy mniej i produkujemy mniej śmieci?
Oczywiście, ponieważ często wygląda to tak, że szukamy swetra na zimę i mamy jakiś swój ideał w głowie, jednak kupujemy taki, który nie do końca mu odpowiada (bo na przykład ma inny dekolt), ale pasuje nam ideologicznie. A kiedy w końcu znajdziemy ten idealny, to także go kupujemy – i mamy dwa nowe swetry, a chodzimy w jednym. Jeżeli te dwie rzeczy uda się połączyć, czyli znajdziemy świadome ekomarki, których estetyka i styl nam się podoba – to fantastycznie, ale jeśli nie, wtedy lepiej kupić coś, co naprawdę będziemy nosić, a nie co stanie się kolejnym niepotrzebnym ciuchem.

Być może doczekamy się odgórnych regulacji z Unii Europejskiej, które nakażą, by wszystko było robione w sposób ekologiczny, a producenci (także ubrań) wezmą odpowiedzialność za „śmieci”, które produkują. To powoli się dzieje. Na razie są to małe kroczki, ale w dobrą stronę. IKEA w Szwecji zaczęła już odkupywać zniszczone lub używane meble od klientów, odnawia je i sprzedaje w swoim second-handzie. Także Zalando zaczęło propagować ideę zakupów z drugiej ręki i umożliwia sprzedaż rzeczy używanych na swojej platformie. Z podobną inicjatywą wystartowały polskie Elementy (tylko stacjonarnie). Także H&M miewało akcje polegające na tym, że można było przynieść niepotrzebne ubrania. Niestety, nagrodą był bon na kolejne zakupy...

O czym jeszcze powinniśmy pamiętać?
Na pewno czytajmy składy i nie dawajmy się nabrać. Bo często producenci umieszczają na metce napis: „100% satyna” lub „100% tiul”, podczas gdy satyna może być jedwabna, bawełniana lub poliestrowa. Jeśli na produkcie nie zostało to wyszczególnione, najprawdopodobniej jest to poliester.

Joanna Glogaza: 'Najbardziej ekologiczne zakupy to takie, które robimy tylko wtedy, gdy musimy i pod warunkiem, że daną rzecz będziemy długo użytkować'. (Fot. Tola Piotrowska) Joanna Glogaza: "Najbardziej ekologiczne zakupy to takie, które robimy tylko wtedy, gdy musimy i pod warunkiem, że daną rzecz będziemy długo użytkować". (Fot. Tola Piotrowska)

No właśnie, co z tym poliestrem? Niektóre rzeczy są przecież wykonane na przykład z poliestru z recyklingu...
Jest różnica w noszeniu na co dzień naturalnych materiałów a sztucznych. O ile kurtka przeciwdeszczowa może być syntetyczna, o tyle już takiego swetra czy T-shirtu bym nie założyła. Pamiętajmy, że raz wyprodukowany poliester najczęściej zostaje z nami na zawsze. Mimo że łatwo go przetworzyć, to wcale nie jest to takie częste, a przynajmniej nie przerabia się na ubrania (poniżej jednego procenta). Bo to nieopłacalne: trzeba oddzielić wszystkie guziki, metki... Najczęściej ubrania są wykonane z mieszanek, i to jest sytuacja najgorsza, bo ciężko je rozdzielić, a potem przetworzyć. Taka technologia jest dostępna dopiero od niedawna. Jeśli chodzi o rzeczy outdoorowe, to wybieram te z tkanin czy dzianin syntetycznych; sprawdzają się dobrze w określonych warunkach − nie przemakają, nie przepuszczają wiatru, grzeją. Ale jeśli szukam spódnicy, która przez cały dzień pracy ma dobrze wyglądać, to nie wybiorę wiskozy, bo będzie się gnieść. Najlepsza w takim wypadku jest dobra jakościowo wełna lub syntetyczna domieszka.

Hasło „moda odpowiedzialna” daje nam dużo możliwości i właściwie czasem nie wiadomo, na co postawić. Na recykling? Rzeczy z drugiej ręki? Ekologiczne materiały? Fair trade?
Wszystkie te rozwiązania mają swoje plusy i minusy. Wybór ekologicznej bawełny jest dobry pod tym względem, że nie tylko dość szybko się ona rozłoży, ale też do jej produkcji nie używa się pestycydów. Niestety na jej wytworzenie zużywa się dużo wody. Znów to powtórzę, najbardziej ekologiczne zakupy to takie, które robimy tylko wtedy, gdy musimy i pod warunkiem że daną rzecz będziemy długo użytkować. Jeśli znajdziemy rzecz z kolekcji marki ekologicznej, będzie to dodatkowy bonus dla środowiska, a jeśli uda nam się ją kupić na rynku wtórnym, to już w ogóle wspaniale. Ale nadal chodzi o to, żeby zakupy nie stawały się rozrywką lub sposobem na życie.

Czy naszą przyszłością stanie się vintage?
To na pewno najbardziej ekologiczne wyjście na dzień dzisiejszy, bo kupujemy już istniejący przedmiot. Ale i tu musimy uważać, bo można łatwo wpaść w spiralę zakupów rzeczy z drugiej ręki. Kiedy zaczynałam swoją przygodę z second-handami, zdarzało mi się zebrać worki pełne ubrań do przeróbki, które finalnie skończyły w kontenerach PCK. Inną ciekawą opcją są zakupy na życzenie, czyli wyprodukowanie dokładnie tylu rzeczy, ile się sprzeda. Już dziś na przykład w sklepach marki Uniqlo można spotkać maszyny do druku 3D i wydrukować sobie sukienkę. To jest na razie ciekawostka, ale likwiduje problem nadwyżek, ponieważ jednym problemem jest to, co kupujemy, a potem wyrzucamy, a drugim − to, czego nikt nie kupił i co zalega w magazynach. Ogromne ilości nowych rzeczy lądują na wysypisku lub są palone.

Pozytywne jest to, że do łask powróciło naprawianie rzeczy, przeróbki, taki domowy recykling, choć też pewne usługi odeszły już w niebyt, jak np. repasacja rajstop.
To prawda, rajstopy są tanie i dostępne, więc nikt sobie nie zawraca głowy ich naprawą, ale już cerowanie artystyczne swetrów przetrwało. Z pewnością ubrania są dziś tańsze w stosunku do naszych zarobków, więc się tak ich nie szanuje jak kiedyś, ale za to zaczynamy na poważnie myśleć o kwestiach związanych ze środowiskiem, zatem jest nadzieja na zmianę.

Joanna Glogaza ma na koncie dwa bestsellerowe poradniki „Slow fashion. Modowa rewolucja” i „Slow Life. Zwolnij i zacznij żyć” oraz książkę „W to mi graj. 97 gier, dzięki którym wygrasz w życie towarzyskie”. Jej najnowsza pozycja „Wychodząc z mody” dotyczy mody odpowiedzialnej, www. joannaglogaza.com.

  1. Psychologia

Najstraszniejsze słowa świata

Słowa mają moc,zwłaszcza jeśli padają z ust bliskich. Mogą dodawać skrzydeł, albo je podcinać. (Fot. iStock)
Słowa mają moc,zwłaszcza jeśli padają z ust bliskich. Mogą dodawać skrzydeł, albo je podcinać. (Fot. iStock)
Powinnaś, powinieneś... w tych słowach pobrzmiewa „wina”. Czy jest to wyrzut stawiany przez kogoś, kto do ciebie mówi: „jesteś mi coś winien?” A może to słowo oznacza: „jeśli nie zrobisz tego, czego od ciebie oczekuję, będziesz czuł się winny?

Wróćmy na chwilę do czasów dzieciństwa. Ktoś - być może nauczyciel, być może rodzic, a być może twój rówieśnik, powiedział: „powinieneś być w tym dobry”. I nie ma znaczenia czy chodziło o matematykę, pobicie rekordu w biegu na sto metrów, czy zdobycie akceptacji innych. A co, kiedy nie udało ci się to, co „powinno” ci się udać? Czy wraz z tym, że się „nie udało”, nie pojawiło się czasem poczucie winy?

„Powinieneś", czy też „powinnaś" to, moim zdaniem, jedno z najstraszniejszych słów świata. To, kiedy je słyszymy jest tak samo ważne jak to, od kogo. Bo cóż ono bowiem oznacza? To, że ktoś wie lepiej, co jest dla nas dobre. Co powinniśmy robić, a czego nie. W czym powinniśmy być dobrzy, a za co nie powinniśmy się zabierać.

Warto się przyjrzeć temu co się kryje pod spodem. Moim zdaniem jest to za każdym razem projekcja - ludzie projektują na nas swoje własne lęki i ograniczenia. Obdarzają nas swoimi własnymi wzorcami kulturowymi, kreując mniej czy bardziej udane kopie samych siebie. „Nie powinnaś tak wyglądać” mówi matka do córki, szykując ją do udziału w konkursie kilkuletnich miss, co odbiera tej dziewczynce dzieciństwo pełne brudu za paznokciami, przytulania przypadkowo napotkanego kota i zrolowanych podkolanówek. „Nie powinnaś” zachowywać się jak Pippi Långstrump, a „powinnaś” jak księżna Monaco. „Nie powinieneś” zachowywać się jak chcesz, a powinieneś tak, jak przystało na syna adwokata, lekarza czy szanowanego w dzielnicy pana Stasia.

Powyższy model wtłacza nam w głowę dwubiegunowy schemat: oto są rzeczy dla nas odpowiednie i nieodpowiednie. I nagle ten, wydawałoby się niewinny i słuszny edukacyjno-społecznie schemat, odwraca się przeciwko nam, kiedy jako czterdziestolatkowie z pewnym przerażeniem konstatujemy, że to, czemu poświęciliśmy swoje zawodowe życie nie jest nawet namiastką tego, czym powinniśmy się zajmować. Ja na przykład - by obnażyć przed tobą drogi Czytelniku to, że i mnie ten mechanizm nie oszczędził - „powinienem” zostać inżynierem. Tak mi podpowiadali rodzice i nauczyciele przedmiotów ścisłych, do których podobno miałem spory talent. No i co z tego, że dokładnie trzydzieści lat temu zdałem celująco pisemną oraz ustną maturę z matematyki? Czy sięgnąłem do tej dyscypliny w swoim życiu choć raz? A przecież „powinienem” sięgnąć! Tyle, że jakoś przez następnych trzydzieści lat nie byłem i wciąż nie jestem tym „sięgnięciem” zainteresowany!

Zwróć uwagę jak często ten mechanizm gości w naszym życiu. Od marketingowego: „powinien pan skorzystać z naszego ubezpieczenia”, po społeczny dyktat: „by potwierdzić swoją użyteczność, powinien pan założyć rodzinę, wybudować dom i posadzić drzewo”. A kiedy odpowiesz „może ja nie chcę sadzić drzew?” usłyszysz: „powinieneś wiedzieć, dlaczego w naszej kulturze to nie może być dobra odpowiedź"…

 Jarosław Gibas, coach, trener

 

  1. Psychologia

Wyrzuty sumienia - co zrobić, gdy zatruwają nam życie?

By wyrzuty sumienia nie blokowały naszej miłości do siebie i innych, i abyśmy mogli je dostrzec, powinniśmy pamiętać, że wszystko, czego pragniemy dla innych, musimy najpierw dać sobie, życzyć sobie jak najlepiej. (Fot. iStock)
By wyrzuty sumienia nie blokowały naszej miłości do siebie i innych, i abyśmy mogli je dostrzec, powinniśmy pamiętać, że wszystko, czego pragniemy dla innych, musimy najpierw dać sobie, życzyć sobie jak najlepiej. (Fot. iStock)
Spotkałam się kiedyś ze stwierdzeniem, że wyrzuty sumienia to głos duszy, który podpowiada nam, że zrobiliśmy coś nie tak, jak powinniśmy lub, że czegoś nie zrobiliśmy, a poczuwaliśmy się do powinności. Czy wyrzuty sumienia to konstruktywny drogowskaz, czy raczej, trzymający nas w szachu, efekt wychowania w jakiejś strukturze społeczno-kulturowej oraz dla tej struktury?

Wyrzuty sumienia to sygnał płynący z naszego układu nerwowego. Sygnał powstaje na skutek stresu wywołanego przez dysonans tego, czego byśmy chcieli, z tym co się stało. Informuje nas, że coś poszło „nie tak”.

Cała nasza siła naprawcza tkwi w odpowiedniej reakcji na tę sytuację dysonansu.

Wyobraźmy sobie sytuację ojca, który spóźnia się na występ dyplomowy swojej córki w szkole muzycznej. Wścieka się na siebie, że zatrzymał się na stacji benzynowej i kupił sobie butelkę wody oraz na to, że nie wybrał dłuższej, ale być może przez to mniej zakorkowanej trasy. Ma wyrzuty sumienia, które odbierają mu całą radość z tego, że jego córka właśnie obroniła dyplom. Pochłaniają go krytyczne myśli na swój temat, przyznaje, że zawiódł samego siebie…. Zawiódł samego siebie… Nastrój udziela się całej rodzinie.

Jak zatem reaguje ojciec? Gniewem, obwinianiem, pretensjami, krytykowaniem samego siebie, przez co utrudnia, wręcz uniemożliwia swój autentyczny kontakt z córką. Córka chce nadal dzielić z ojcem swoją radość, ale ojciec nie jest w stanie dzielić z nią nic innego, jak tylko swój smutek, rozczarowanie. Spotykają się dwa światy… nazwę je, celowo nad wyraz: świat cnoty i świat występku.

Córka pełna radości, dumy i wdzięczności sobie, rodzicom, nauczycielom za swoje muzyczne wykształcenie nie dostaje od ojca tego, na co liczyła. Próbuje uspokoić jego wyrzuty sumienia. Atmosfera jednak odbiega od tej, której życzyłaby sobie cała rodzina.

A gdyby odwrócić reakcję ojca?

Spóźnia się, przyjeżdża w momencie, w którym córka właśnie schodzi ze sceny, ale mimo to postanawia dać jej to, czego ona od niego się spodziewa i czym on sam zdecydował się z nią podzielić. Nie są to wyrzuty sumienia z powodu spóźnienia, nie są to też emocje z tym związane, jak wspomniana złość, rozczarowanie. Ojca rozpiera duma i radość, że może dzielić z córką tak wyjątkową dla niej chwilę. Atmosfera skupia się na celebrowaniu chwili.

Zobaczmy, jak łatwo możemy sterować swoją reakcją na dane wydarzenie, na które mamy większy czy mniejszy wpływ. Wzajemne rozliczanie się ludzi, czy też rozliczanie samych siebie, zwłaszcza poprzez porównania, prowadzi do powstania blokad, które uniemożliwiają harmonijny przepływ cnót, takich jak: dobroć, życzliwość, miłość, troska, opanowanie, łagodność.

Jeśli ktoś czytał List do Galatów z Nowego Testamentu, to jest w nim wyraźnie powiedziane, że przeciw takim cnotom (jak te wyżej wymienione) „nie ma prawa”. Co to oznacza? To znaczy, że jeśli rezultatem danej reakcji będą powyższe cnoty, wówczas żadna zasada nie ma mocy. W tym przypadku ważniejsze było współuczestniczenie w radości dziecka, aniżeli robienie sobie, czy komukolwiek wyrzutów z powodu spóźnienia. Radość, miłość, życzliwość zostałyby podtrzymane i pomnażane.

By wyrzuty sumienia nie blokowały naszej miłości do siebie i innych, i abyśmy mogli je dostrzec, powinniśmy pamiętać, że wszystko, czego pragniemy dla innych, musimy najpierw dać sobie, życzyć sobie jak najlepiej… Tym bardziej, gdy chcemy aby nasze pragnienia miały moc sprawczą, uzdrawiającą i autentyczną.

Kogo cieszy w 100 proc. nawet wielki podarunek od najbliższej osoby, gdy jego ofiarowaniu towarzyszą wypowiedziane z żalem słowa: „mnie się nie udało, mi nikt nie dał, nie pomagał, ale ja Tobie dam”?

Pamiętajmy również o tym, by nie wzmagać wyrzutów sumienia, nie wzmacniać ich mocy poprzez częste powtarzanie ich przeciwko sobie. Jeśli z czymś walczymy, staje się to coraz silniejsze. Tylko akceptacja danego stanu lub faktu (jak spóźnienie w tym przykładzie), refleksja nad intencją (chcę dzielić wraz z córką radość), odpowiednie nastawienie, wybaczenie sobie, pozwala na otwarcie się na uzdrawiającą moc płynącą nie z „prawa”, z zasad, ustaleń, regulaminów, czy planów, ale z miłości do siebie i innych.

Dbając o cnotę dobroci, życzliwości, miłości, opanowania w swoim sercu, wypełniamy nimi serca innych, nie dokładając im trosk.

Po co komuś prawo, które zabija, zamiast dawać lepsze życie? Prawo wypełnia się doskonale w cnocie miłości.

  1. Styl Życia

Z półki do torby. Bezpieczne zakupy z Rossmann GO

Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Nowa aplikacja Rossmann GO pozwala zrobić zakupy przede wszystkim bezpiecznie – a to przecież dziś najważniejsze – ale także szybko, bez kolejek i bez paragonów. Dzięki niej każdy może zostać smartshopperem, bo jest naprawdę łatwa w obsłudze!

 

Mój ulubiony Rossmann znajduje się przy ruchliwym skrzyżowaniu i wejściu do stacji metra, dlatego zwykle jest w nim dużo ludzi. Lubię go, bo zawsze znajduję na jego półkach wszystko, czego potrzebujemy – ja i moja rodzina. I to nie tylko kosmetyki i produkty dla domu. Dla mnie Rossmann to również ważne miejsce ze zdrowymi przekąskami.

Teraz, kiedy dużo czasu przebywamy w mieszkaniu, nasza szafka z przegryzkami, orzeszkami i wafelkami właściwie się nie zamyka – co chwilę ktoś do niej podchodzi i szuka czegoś na doładowanie energii albo pocieszenie.

Dlatego w Rossmannie jestem dwa razy w tygodniu. Od kiedy mam aplikację Rossmann GO, nie martwię się, że utknę w kolejce, dusząc się w masce, albo że ktoś za mną nie zachowa właściwego odstępu. Zakupy przebiegają błyskawicznie.

Zdejmuję produkt z półki, skanuję smartfonem jego kod kreskowy i pakuję bezpośrednio do swojej torby. Płacę w telefonie. I wychodzę. Nawet jeśli przy kasie jest długa kolejka. Ja ją po prostu omijam, bo wszystko załatwiam sama. Proste i przyjemne.

Żeby skorzystać z Rossmann GO należy zainstalować (lub zaktualizować, jeśli już się ma) aplikację Rossmann PL i jednocześnie wstąpić do Klubu Rossmann. Przy pierwszym użyciu, zapyta ona o zgodę na korzystanie z aparatu w naszym smartfonie. Należy wyrazić zgodę, ponieważ aparat będzie pełnić funkcję skanera produktów, które będziemy chcieli kupić. Żeby skorzystać z Rossmann GO należy zainstalować (lub zaktualizować, jeśli już się ma) aplikację Rossmann PL i jednocześnie wstąpić do Klubu Rossmann. Przy pierwszym użyciu, zapyta ona o zgodę na korzystanie z aparatu w naszym smartfonie. Należy wyrazić zgodę, ponieważ aparat będzie pełnić funkcję skanera produktów, które będziemy chcieli kupić.

Osoby, które nie korzystają z płatności w smartfonie, mają możliwość zapłacenia przy kasie zwykłej lub samoobsługowej przez zeskanowanie zbiorczego kodu QR towarów, co również skraca czas robienia zakupów i podnosi bezpieczeństwo – nikt inny poza tobą nie dotyka twoich produktów.

Dodatkowo, korzystając z aplikacji, łatwiej kontrolować swoje zakupy – wkładając kolejne rzeczy do torby, widzę, jaka jest ich wartość, oraz czy naliczyły się rabaty – bardzo to lubię.

Rossmann GO sprawił, że przestałam zamawiać przez internet. Bo korzyści, jakie daje ta aplikacja, są nie do przecenienia. Po pierwsze mogę produkt zobaczyć, sprawdzić jego skład, wybrać kolor... Jeśli trzeba, otrzymam poradę od obsługi sklepu. Zakupy wkładane do własnej torby są też bardziej ekologiczne – bo nie zużywamy kartonów niezbędnych do zapakowania zamówienia, o śladzie węglowym nie wspominając. No i wszystko mam natychmiast.

Marcin Grabara, wiceprezes Rossmann: Rossmann jest w Polsce liderem we wprowadzaniu nowoczesnych rozwiązań technologicznych w sklepach i drogerii online. Przykładem jest jedna z najpopularniejszych aplikacji zakupowych Rossmann PL, z której korzysta już 7 mln użytkowników. Podczas pandemii nie wstrzymaliśmy inwestycji. Odpowiedzieliśmy na sygnalizowaną przez naszych klientów potrzebę zakupów jeszcze bardziej bezpiecznych, bezdotykowych. W każdej z 1500 naszych drogerii wprowadziliśmy kasy samoobsługowe, a teraz umożliwiliśmy także naszym klientom korzystanie z nowej funkcjonalności Rossmann GO.

  1. Materiał partnera

Trendy zakupowe w trakcie pandemii - jak się zmieniają?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Rok 2020 znacząco wpłynął na zmianę nawyków zakupowych Polaków. Coraz chętniej robimy zakupy na zapas, mimo że początkowe obostrzenia uległy na przestrzeni miesięcy złagodzeniu. Sprawdź, jakie trendy zakupowe pojawiły się w trakcie pandemii oraz jak się zmieniają.

Ostatnie miesiące miały ogromny wpływ na ukształtowanie się nowych nawyków zakupowych wśród Polaków oraz na wytworzenie pewnego rodzaju trendów, które powielane nie słabną na swej sile.

Na początku pandemii sklepy wielkopowierzchniowe stały się głównym celem zakupowych wyjść. Ogromna oferta produktowa, szeroki asortyment zawierający produkty spożywcze, kosmetyki, chemię domową, a także produkty przemysłowe przyciągały rzesze klientów, którzy zafrapowani rozwijającą się sytuacją epidemiologiczną chcieli zrobić zapasy na najbliższy czas. Sklepy tego typu sprawdzają się doskonale w sytuacji, w której nie chcemy biegać między sklepami, a zależy nam na sprawnym zdobyciu pożądanych produktów oraz uniknięciu zbytniego przemieszczania się. Wchodzący rygor sanitarny, związany z koniecznością reglamentowania liczby klientów robiących zakupy w danej chwili na konkretnej powierzchni, sprawił, że sklepy wielkopowierzchniowe nie mogły poradzić sobie z tłumem chętnym na zakupy. Kolejki przed sklepami rosły w zastraszającym tempie, w konsekwencji prócz czasu przeznaczonego na zakupy należało doliczyć także czas stania w kolejce przed sklepem, a później w kolejce do kasy. Wiele osób w tej sytuacji zrobiło swoisty zwrot w tył i chcąc uniknąć dużych skupisk ludzi swoje zaufanie przenieśli na rodzinne biznesy, osiedlowe sklepiki, które de facto oferowały bardzo podobny asortyment.

Zmiany dotyczące trendów zakupowych w czasie pandemii znacznie wpłynęły również na częstotliwość wykonywanych zakupów. Coraz więcej osób ceni sobie bardziej możliwość robienia większych zakupów, ale rzadziej niż codzienne wizyty w sklepie po produkty potrzebne w danej chwili. Przewidywalność potrzeb, planowanie posiłków i sprawunków z pewnością wpłynęła znacząco na sposoby gospodarowania rodzinnym budżetem oraz obowiązkami. Badania pokazują, że przed pandemią prawie 20% konsumentów wybierało się na zakupy 2 razy w tygodniu lub częściej, obecnie, w czasie trwania epidemii, jest to niemal 10%. Z kolei przed marcem 2020 sporadyczne, ale zaplanowane, wyjścia na zakupy deklarowało 17% konsumentów, obecnie aż 30%. Widać, jak ulegają zmianie tendencje dotyczące częstotliwości dokonywania zakupów. Nie powinien umknąć fakt, iż sklepy - zarówno te wielkopowierzchniowe, jak i te mniejsze, jak osiedlowe sklepiki dostosowały procedury higieniczne do wszelkich zaleceń i wytycznych - płyny do dezynfekcji, jednorazowe rękawiczki, obowiązek noszenia maseczek w przeważającej większości placówek handlowych na bieżąco jest udostępniany i egzekwowany.

Jednym z widocznych trendów, który rozwinął się podczas pandemii, jest wzmożony ruch w sklepach online oraz coraz większa popularność zakupów przez internet. Wielkie i rozpoznawalne marki, ale także malutkie biznesy zauważyły konieczność wyjścia do klienta w sferze online. Coraz bogatszy asortyment oferowany w sklepach online, pojawienie się bogatej oferty aplikacji ułatwiających robienie zakupów z własnego domu z dostawą prosto pod drzwi - wszystko to ułatwiło klientom dokonywanie zakupów przez internet. Do rosnącej popularności tego rodzaju zakupów przyczyniły się, bez wątpienia, także atrakcyjne rabaty, promocje, zniżki, które obowiązywały wyłącznie w sklepach online. Szereg platform, które zbiorczo porządkują zniżki i rabaty ułatwiające zakupy w sieci, pozwalają na zaplanowanie zakupów oraz zaoszczędzenie pieniędzy. Jednym z miejsc, w którym atrakcyjne rabaty i oferty są na bieżąco aktualizowane jest platforma Mamyje.pl. Kody rabatowe i najlepsze oferty możesz wykorzystać w wielu sklepach: począwszy od sklepów z odzieżą i obuwiem, przez sklepy z kategorii zdrowie i uroda aż po elektronikę i sprzęty AGD i RTV oraz motoryzację i wiele, wiele innych.