1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Siła psychiczna i emocjonalna - jak być silnym psychicznie i w jaki sposób ćwiczyć silną psychikę?

Siła psychiczna i emocjonalna - jak być silnym psychicznie i w jaki sposób ćwiczyć silną psychikę?

Każdy z nas, niezależnie od okoliczności, może budować własną siłę emocjonalną. (Fot. Getty Images)
Każdy z nas, niezależnie od okoliczności, może budować własną siłę emocjonalną. (Fot. Getty Images)
Obojętnie, czy posiadamy wiele, czy mało; jesteśmy zdrowi czy chorzy – pełnia życia jest zawsze w naszym zasięgu – przekonuje hiszpański terapeuta Rafael Santandreu. W swojej najnowszej książce pisze, że każdy z nas, niezależnie od okoliczności, może budować własną siłę emocjonalną.

Jeśli tak jak Santandreu w latach 80. byłeś nastolatkiem, zapewne przynajmniej raz widziałeś film „Karate Kid”, opowiadający o chłopcu uczącym się sztuk walki od swojego mistrza. Pamiętasz pana Miyagi? Ten cichy i niepozorny staruszek miał bardzo ciekawy sposób uczenia. Zamiast klasycznych ćwiczeń zadawał swojemu uczniowi rozmaite prace fizyczne: a to pomalowanie płotu, a to wymycie i wypolerowanie samochodu. „Woskowanie i polerowanie, woskowanie i polerowanie...” – powtarzał i pokazywał dokładny ruch dłoni. W ten sposób bohater poznał i przyswoił jedną z podstawowych technik kung-fu. I w ten sam sposób – jak przekonuje Santandreu – my możemy nauczyć się bronić przed myślami, które chcą wepchnąć nas w gorszy nastrój. Swoją technikę terapeuta nazywa: „Wyrzeczenie i tworzenie, wyrzeczenie i tworzenie”.

Po co nam wyrzeczenia?

Im większe wyrzeczenie, tym większa nagroda – przekonuje Santandreu. Bo jeśli coś wypuszczamy z rąk, mamy je wolne, by złapać coś innego, by kogoś przytulić albo po prostu klasnąć ze szczęścia. Poza tym warto wyrzec się wszystkiego, bo i tak kiedyś to wszystko utracimy. Także życie. Ale nawet w obliczu choroby czy zbliżającej się śmierci zawsze możemy wykorzystać czas, który nam pozostał i przeżyć go najlepiej jak potrafimy.

Wyrzeczenie jest niezbędne, by pojąć najważniejszą prawdę: że nie potrzebujemy prawie niczego, żeby czuć się dobrze. W tym sensie jest to radosne wyrzeczenie, w odróżnieniu od wyrzeczenia smutnego. „Radosne wyrzeczenie to zdolność nieprzywiązywania się do żadnego dobra, przekonanie, że istnieje nieskończona liczba źródeł dobrego samopoczucia, że żyjemy pośród pełni obfitości” – pisze w książce „Wszystko jest łatwiejsze, niż nam się wydaje”. Tym, co powoduje nasze emocjonalne cierpienie, są bowiem nasze bezsensowne potrzeby, których nie chcemy się wyrzec. Trzeba zaznaczyć, że terapeuta w kwestii potrzeb jest dość radykalny − większość z nich uważa za zbędne. Jak tłumaczy, jeśli bolą nas plecy, to nie sam ból jest przyczyną naszego gorszego samopoczucia, ale potrzeba bycia wolnym od bólu. A przecież – przekonuje – nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy cieszyli się życiem, jednocześnie odczuwając ból pleców. A jest to możliwe dzięki drugiemu elementowi z jego powtarzanki – tworzeniu. „Istota ludzka jest twórcą znaczenia tego, co nam się zdarza” – przekonuje dalej. Dlatego niezależnie od tego, czy – że posłużę się przykładem z minionych miesięcy – siedzimy w domu na kwarantannie, czy popijamy drinka na plaży, czy też jesteśmy w biurze zawaleni pracą – możemy czuć się zadowoleni i spełnieni. Wszystko zależy od tego, jakie znaczenie stworzymy dla danej sytuacji. Równie dobrze w domu możemy czuć się spokojnie i bezpiecznie, w biurze możemy być dumni ze swoich umiejętności i tego, że dobrze nam idzie praca, a na plaży będzie nam za gorąco, za tłoczno, a w dodatku drinka wyleje nam sąsiad rozkładający leżak – co za koszmar, prawda? Sama przypominam sobie, że nieraz jedna myśl czy kłótnia o drobnostkę potrafiła mi popsuć piękny wakacyjny wypad za granicę, o którym teraz myślę z tęsknotą. Albo jak zamiast cieszyć się tym, co mam, wyznaczałam sobie kolejne cele, mówiąc: „jest dobrze, ale będę naprawdę szczęśliwa, jeśli tylko uda mi się to albo tamto”. Od tylu rzeczy i spraw uzależniamy swoje dobre samopoczucie. Santandreu podaje kilka najczęstszych: „Bez partnerki nie mogę być szczęśliwy”, „Dopóki nie znajdę pracy, nie mogę cieszyć się życiem!”, „Jeśli nie wyzdrowieję, moje życie będzie okropne”. To wszystko nieprawda!

Nasze życie może być cudowne pomimo braku pieniędzy czy miłości, a nawet w chorobie – uwierzenie w to jest jedynie kwestią wprawy. Jeśli codziennie będziemy wzmacniać swoją siłę emocjonalną na drobnych przykładach, poradzimy sobie i z większymi wyzwaniami. Cieszmy się drobnymi rzeczami, zauważajmy piękno przyrody i doceniajmy małe gesty ludzkiej uprzejmości. I twórczo podchodźmy do przeciwności. Weźmy dość wkurzającą, ale jakże częstą sytuację: stanie w korku. Autor proponuje, by wykorzystać przymusowy postój na trenowanie swoich umiejętności wokalnych (samochód to idealne do tego miejsce – nikt z zewnątrz nas nie usłyszy, nawet jeśli śpiewamy bardzo głośno) albo powiedzieć sobie: „stanie w korkach jest konsekwencją przywileju posiadania samochodu”.

Spodziewaj się przyjemności

Dla wielu z nas jednym z najbardziej stresujących i nieprzyjemnych zdarzeń jest publiczne przemawianie. Nie na darmo powstaje tak wiele kursów i warsztatów, które mają pomóc przezwyciężyć tremę, opanować głos i zebrać myśli. Tymczasem Rafael Santandreu twierdzi, że jego samego przemawianie relaksuje. Do tego stopnia, że nawet po ciężkim dniu cieszy się na wykład. Jak to możliwe? Otóż wszystko zawdzięcza temu, że wyzwolił się od lęku przed brakiem efektywności. Można powiedzieć, że wcale nie zależy mu na samym wykładzie, na tym, by był rzetelny, dający dużo informacji i po prostu dobry. To wszystko jest bowiem o wiele mniej ważne od rzeczy naprawdę istotnych, a są nimi: bliski kontakt z ludźmi, darzenie ich sympatią i robienie czegoś, co ma sens. Dlatego nie przejmuje się tym, jak wypadł, jego celem jest nawiązanie relacji z ludźmi, którzy przyszli go posłuchać, a wykład to jedynie środek do osiągnięcia tego celu.

Obawy typu „czy dobrze wypadnę?”, „czy się nie zbłaźnię?” to typowe oznaki lęku antycypacyjnego. Santandreu twierdzi, że możemy go skutecznie wyeliminować ze swojego życia. Po pierwsze, dzięki trzymaniu się własnego systemu wartości – jak sam to robi podczas wykładów, a po drugie, zamieniając „antycypowany stres” w „antycypację przyjemności”. Chodzi o to, by wyobrazić sobie same przyjemne elementy sytuacji, która nas czeka. Tak właśnie zrobił Luis, jego pacjent. Ponieważ bardzo bał się, czy jego działalność się rozkręci (był masażystą), zaczął wyobrażać sobie swój normalny dzień w nowym miejscu. Czyli: wstaje wcześnie, je pyszne śniadanie i w dobrym humorze wybiera się w drogę do pracy. Jedzie rowerem, ładną, ocienioną drzewami trasą, a po drodze kupuje sobie drugie śniadanie w ulubionej piekarni. Pije kawę i zasiada do pracy – z zapałem zajmuje się marketingiem firmy oraz samą działalnością, aż do obiadu. Po całym dniu wraca do domu tą samą trasą, kupując tym razem składniki na pyszną kolację. Przed snem przez godzinę uczy się angielskiego. Czy to nie brzmi fajnie?

Jak tłumaczy Santandreu – nie rezultaty są ważne, ale to, by wszystko, co robimy, robić z przyjemnością. Poprzez antycypację przyjemności uczymy nasz mózg, że nowa sytuacja nie jest wcale czymś zagrażającym, on się wtedy uspokaja i staje bardziej kreatywny. Dzięki antycypacji przyjemności Luis szedł do pracy z radością i zapałem, co sprawiło, że już po miesiącu miał kilku stałych klientów. Jak widać, jeśli się tylko postaramy, znajdziemy sposób, by najnudniejsze, najbardziej prozaiczne czy wymagające trudu rzeczy robić z przyjemnością. W ten sposób uczymy się, że życie jest dobre i bezpieczne, że nie musi zamrażać pozytywnych uczuć, kiedy spotyka nas zmiana. Zresztą jedną z zasad psychologii poznawczej jest, by nie robić niczego z obowiązku, tylko z miłości i po to, by czerpać z tego radość.

Niech żyje niewygoda!

Jeden z mentorów autora zwykł mawiać, że „wszystko bierze się z MTF – małej tolerancji frustracji”. Dlatego to właśnie DTF (duża tolerancja frustracji) jest kolejnym składnikiem siły emocjonalnej. Jak pisze Santandreu: „jest ona zdolnością do czucia się dobrze nawet wtedy, gdy jesteśmy głodni, zmęczeni, a sprawy nie idą tak, jak byśmy sobie tego życzyli”. Aby osiągnąć tę moc, terapeuta poleca mechanizm mentalny, który nazywa „poczuciem mocy w warunkach niedoboru”. Wyjaśnia, że można ją porównać do wrażeń podczas trudnej górskiej wędrówki – kiedy jesteś już zmęczony i głodny, ale odkrywasz, że masz jeszcze w sobie na tyle zapału i wytrzymałości, by iść na czele wycieczki i jako pierwszy dojść do bazy. Co więcej, orientujesz się, że jest to nawet przyjemne.

Współcześnie wynieśliśmy wygodę na piedestał. Tymczasem nadmierna wygoda rozleniwia, usypia i wcale nie daje zadowolenia. Zdrowe życie to życie w ruchu, aktywne, pełne wyzwań. Nie na darmo od wieków z przyczyn duchowych praktykuje się ascezę. „Stosowały ją wszystkie religie i systemy filozoficzne starożytności. Była nieodzowna, jeśli chodziło o szlifowanie systemu wartości oraz więzi z siłą wyższą – uczyła, że radość życia i komunia z Bogiem czy Naturą jest tak potężną siłą, że żadne zło jej nie pokona. To samo daje praca nad dużą tolerancją frustracji” – czytamy we „Wszystko jest łatwiejsze...”. Polega ona na wyzwalaniu tak silnej pozytywnej emocji, by wygasiła wszystkie pozostałe (zwłaszcza tzw. negatywne). Chodzi o to, by zrozumieć, że wszelkie draśnięcia czy ciosy od losu – jak lubimy je nazywać, są niczym wobec naszej zdolności do umiłowania życia. Co więcej, są one świetną okazją, by tę zdolność w sobie rozwijać. „Kiedy czujemy się źle, mamy wyjątkową szansę rozwoju, gdyż jesteśmy znacznie bardziej nastawieni na naukę” – pisze autor. Aby udowodnić, że wie, o czym mówi, przywołuje sytuację sprzed lat, kiedy porzuciła go dziewczyna. Bardzo to przeżywał, aż usłyszał od swojego kolegi: „Chłopie, tak się cieszę! Musisz do niej zadzwonić i podziękować. Masz niewiarygodną okazję do zmiany siebie”. Po kilku dniach przyznał przyjacielowi rację. Dlatego dziś radzi wszystkim: „kiedy jesteś zgnębiony, smutny, obolały, prawie przybity – rozejrzyj się wokół siebie. Pomyśl, że mówią do ciebie liście drzew, dla ciebie świeci słońce na błękitnym niebie, symetryczne linie eleganckich budynków łączą się z tobą. Chcą ci pokazać, że wszystko jest miłością, a ty do niej należysz i jesteś tak wielki i pełen harmonii, że nic z tego, czym się przejmujesz, nie jest warte wzmianki”.

Jeśli mu wierzyć, kiedy nauczymy się być szczęśliwi bez niczego – bez partnera, bez nowego samochodu, bez podwyżki, bez podróży zagranicznej, bez wygody, a czasem też pomimo bólu, tęsknoty czy smutku – zyskamy siłę emocjonalną, a wraz z nią otrzymamy niesamowite dary – wolność, miłość, spokój i zadowolenie. Bo spełnione życie opiera się na przekonaniu, że mamy już wszystko, nawet jeśli mamy niewiele.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Uwolnij siebie, uwolnij emocje

Miłość przyciąga miłość, agresja – agresję. Nie wiesz, jaką energią emanujesz, co wyparłeś? Przyjrzyj się swojemu życiu – pokaże ci twój dominujący wzorzec. (Fot. iStock)
Miłość przyciąga miłość, agresja – agresję. Nie wiesz, jaką energią emanujesz, co wyparłeś? Przyjrzyj się swojemu życiu – pokaże ci twój dominujący wzorzec. (Fot. iStock)
Technika Uwalniania stworzona przez psychiatrę Davida Hawkinsa jest tak prosta, że aż trudno nazwać ją techniką... Po prostu dostrzegasz emocję, obserwujesz ją i pozwalasz sobie ją odczuwać. Bez potępiania, osądzania czy opierania się, bez zmieniania czegokolwiek. Aż do jej wyczerpania 

Technika Uwalniania stworzona przez psychiatrę Davida Hawkinsa jest tak prosta, że aż trudno nazwać ją techniką... Po prostu dostrzegasz emocję, obserwujesz ją i pozwalasz sobie ją odczuwać. Bez potępiania, osądzania czy opierania się, bez zmieniania czegokolwiek. Aż do jej wyczerpania.

David R. Hawkins, amerykański psychiatra i nauczyciel duchowy, przez całe życie zadawał sobie elementarne pytanie „Kim jestem?”. Jak każdy człowiek utożsamiał się czasem z ego,  ale doświadczał też jego rozpuszczenia w bezosobowej Jaźni. Jak każdy też – nie chciał cierpieć. Tymczasem zapadał na rozmaite choroby, ich lista w książce „Technika Uwalniania” (wyd. Virgo) zajmuje dwie strony! Wyglądał jak cień samego siebie, przyjaciele przepowiadali mu rychły koniec. A przecież prowadził zrównoważony tryb życia, studiował (poza dyscyplinami medycznymi, psychologicznymi i psychiatrycznymi) różne metody uzdrawiania holistycznego, systemy filozoficzne, metafizykę. Próbował kolejnych terapii, technik medytacyjnych, ścieżek duchowych. Robił wszystko, by pomóc wyzdrowieć innym...

Co mu umykało? Szukał rozwiązania na zewnątrz. Jako naukowiec opierał się głównie na wiedzy, stłumił uczucia. Kiedy zaczął wreszcie przyglądać się emocjom, odkrył, że odczuwał wobec nich pogardę. „Dla mnie, zorientowanego lewopółkulowo, uczucia stanowiły przeciwieństwo rozsądku, logiki i racjonalności” – wspomina. „Na to wszystko nakładało się męskie szowinistyczne przekonanie, że uczucia są dla kobiet, dzieci i artystów”. W którymś momencie musiał się z nimi spotkać. To było potężne wyzwanie – czuł się poniżony, przerażony, wściekły. Wreszcie uznał, że uczucia mają prawo do istnienia, a one zaczęły go opuszczać. Podobnie zresztą jak choroby (wyleczył się nawet z krótkowzroczności).

Od wstydu do oświecenia

Tak naprawdę stworzona przez niego technika uwalniania nie jest niczym nowym. Kiedy czytałam książkę Hawkinsa, przyszła mi na myśl metoda Sedony (polegająca na witaniu i żegnaniu emocji za pomocą serii pytań). Ale też sesje oddechowe, w których katalizatorem procesu jest oddech. Przypomnieli mi się niektórzy nauczyciele duchowi, choćby Gangaji, która podczas swoich satsangów (dostępnych na YouTubie) zaprasza uczestników do otwarcia się na to, co czują. Cokolwiek to jest – złość, lęk, zazdrość – po dopuszczeniu do głosu szybko wybrzmiewa, ujawniając to, co jest pod spodem. Pokój. Myślałam też o Elizabeth Gilbert, o jej pobycie na indonezyjskiej wysepce (opisanym w „Jedz, módl się, kochaj”), podczas którego zanurzyła się w siebie, by spotkać wszystko, co odrzucone. Przyjąć to, a tym samym niejako pożegnać. Cóż, wygląda na to, że emocje rządzą się zasadą „nie puszczę cię, dopóki mnie nie pobłogosławisz”. Tak, to trudne spotkania. Ale czy nie trudniej jest żyć w napięciu, zaciśnięciu, nie pozwalając sobie na odczuwanie, na siebie? Oczywiście, wszyscy radzimy sobie z emocjami. Jakoś. Uciekamy przed nimi (do różnych kompulsywnych zajęć czy uzależnień), tłumimy je, czasem nawet wyrażamy (co jednak, jak zauważa Hawkins, nie zawsze przynosi ulgę i jeszcze szkodzi naszym relacjom). Ta energia kumuluje się i szuka ujścia... Do tego – twierdzi autor „Techniki Uwalniania” – do wszystkich emocji, które zepchnęliśmy do podświadomości, przytroczone jest poczucie winy. „Ta zabójcza kombinacja ściąga nas wszystkich w dół i tworzy ogrom chorób i nieszczęść. Poczucie winy jest tak wszechobecne, że bez względu na to, co robimy, gdzieś w środku czujemy, że powinniśmy robić coś innego” – pisze Hawkins. „Przeciętny umysł na różne sposoby projektuje tę winę na otaczający świat. Z tego właśnie powodu większość ludzi potrzebuje wroga – obiektu, na który mogą projektować swoje ukryte poczucie winy”.

Wina ma bardzo niskie wibracje, niżej może nas ściągnąć tylko wstyd. Skąd to wiemy? Otóż David Hawkins opracował Mapę Poziomów Świadomości, w której poszczególnym emocjom i stanom umysłu przypisane są określone wartości od 1 do 1000, gdzie 1000 odpowiada całkowitemu Oświeceniu. Dalej, schodząc w dół, są: Pokój, Radość, Miłość, Rozsądek, Akceptacja, Ochota, Neutralność, Odwaga, Duma, Złość, Pożądanie, Strach, Żal, Apatia, wreszcie wspomniane Wina i Wstyd. Jak podkreśla Hawkins, na poziomie Odwagi (200) następuje przełom – przesunięcie z energii negatywnej na pozytywną. „To energia uczciwości, prawdomówności, poczucia sprawczości i zdolności dawania sobie rady” – tłumaczy Amerykanin. Mapa Poziomów Świadomości może dostarczyć wskazówek, w którym miejscu jesteś i jak przesunąć się wyżej na skali. Załóżmy, że odczuwasz żal. Jeśli uda ci się wzbudzić w sobie złość (a prawdopodobnie jest pod spodem), poczujesz dużo energii, którą niesie ta emocja. Stąd już tylko dwa małe kroki do przystanku Odwaga. Dobra wiadomość jest taka, że można się tu łatwo dostać z dowolnego niższego poziomu emocji. Wystarczy gotowość, by się im przyjrzeć. To przecież nie lada odwaga!

Co w środku, to na zewnątrz

A co z myślami? Intelektualista Hawkins nie poświęca im zbyt wiele uwagi. Uważa, że umysł napędzany jest przez uczucia, które generują myśli o określonym ładunku emocjonalnym. Potwierdza to teoria naukowa Williama Graya i Paula LaViolette’a, którzy w swoich badaniach wykazali, że nasze myśli są klasyfikowane i archiwizowane w umyśle według ich zabarwienia emocjonalnego. Pod naporem stłumionych i wypartych uczuć tworzą się ich setki, tysiące, miliony. Zdaniem Hawkinsa próba zmiany myśli to strata czasu. Zrozumienie emocji i uwolnienie jej jest znacznie bardziej owocne – pozwala zniknąć całemu potężnemu pakietowi myślowemu.

Ta wiedza pomaga też spojrzeć inaczej na to, co zwykliśmy nazywać stresem. Zazwyczaj uważamy, że wynika z przyczyny zewnętrznej – ktoś albo coś działa na nas stresująco. Otóż niezupełnie – protestuje Hawkins. To, jak reagujemy na dany bodziec, zależy od tego, co niesiemy w sobie. „Dla osoby przepełnionej lękiem świat jest przerażającym miejscem. Dla osoby przepełnionej złością świat jest chaosem, frustracją i udręką. Dla osoby przepełnionej poczuciem winy jest pełen potępienia i grzechu, które taka osoba widzi wszędzie” – przekonuje psychiatra. „Koncentracja jest na tym, co wypieramy, to podstawowa zasada”. Inna brzmi: podobne przyciąga podobne. Miłość przyciąga miłość, agresja – agresję. Nie wiesz, jaką energią emanujesz, co wyparłeś? Przyjrzyj się swojemu życiu – pokaże ci twój dominujący wzorzec. Jeśli wierzyć Hawkinsowi, przyciągamy określone sytuacje i okoliczności, by dać upust stłumionym uczuciom. Więc znów: to, co nas spotyka, jest wtórne wobec tego, co już w nas jest i próbuje się wydostać z uwięzienia. „Dlatego osoba mająca wiele wypartego żalu nieświadomie wywołuje w swoim życiu smutne zdarzenia. Osoba przepełniona strachem zmierza ku przerażającym doświadczeniom, ten, kogo wypełnia gniew, znajduje się ciągle w okolicznościach doprowadzających go do wściekłości, a osoba pełna dumy nieustannie jest znieważana” – tłumaczy autor słynnych Map. I zachęca, by wznieść się na poziom Odwagi i przyjrzeć trudnym emocjom.

Tak, nasza podświadomość kryje w sobie wiele mrocznych zakamarków, do których nie chcemy się przyznać. Jednocześnie mamy je wszyscy, więc może są w porządku? Taka jest po prostu cena człowieczeństwa, tak przejawiają się drzemiące w nas zwierzęce instynkty. Jeśli czujesz wściekłość, zaakceptuj to. Oczywiście, nadal jesteś odpowiedzialny za to, co z nią zrobisz... Rzecz w tym, że wściekłość, do której podejdziesz z ciekawością i otwartością, długo nie przetrwa. „Poddawaj się temu, co akurat się pojawia, to zawsze w końcu przeminie” – zapewnia Hawkins. „Samemu można sprawić, że to zniknie, wybierając zjednoczenie się z tym, co jest, i natychmiastowe porzucenie chęci, by to zmienić, gdy tylko się ona pojawia. Rób to cały czas, bez przerwy, bez względu na wszystko”. Nagroda może przyjść szybko. Zakończy się walka – wewnętrzna i zewnętrzna. Odzyskasz wolność. Pojawi się nowa energia życiowa, witalność. Dotrzesz do miłości, radości i pokoju.

Mechanizm poddania

  1. Uświadom sobie dane uczucie, pozwól, by się ukazało, i pozostań z nim w kontakcie.
  2. Najpierw pozwól sobie na odczuwanie, bez opierania się temu, co czujesz, bez rozładowywania tego uczucia, obawiania się go, potępiania czy moralizowania na jego temat.
  3. Bądź z tym uczuciem i odpuszczaj wszelkie wysiłki, aby w jakikolwiek sposób je zmienić. Odpuść też chęć, by mu stawić opór. To właśnie opór powoduje, że uczucie trwa. Gdy przestaniesz stawiać opór lub próbować je zmienić, przejdzie ono w następne uczucie i będą mu towarzyszyć łagodniejsze doznania, a wreszcie zupełnie zniknie.
  4. Podczas uwalniania ignoruj wszelkie myśli. Skup się na uczuciu samym w sobie, nie na myślach. Myśli nigdy się nie kończą, napędzają się same i płodzą jedynie więcej myśli. Są zaledwie racjonalizacjami umysłu, który stara się wyjaśnić obecność uczuć. Prawdziwym powodem tego, co czujesz, jest nagromadzone napięcie ukryte za emocjami, które napiera, by uwolnić się w danym momencie.

  1. Psychologia

Wstydliwe jelito - jak się wydostać z pułapki psychosomatycznej

Zobacz galerię 4 Zdjęcia
O zaburzeniach somatoformicznych mówi się, że to choroby typu „pomocy, nic mi nie jest”. Prawie co trzeci pacjent słyszy od swojego lekarza rodzinnego: „Nic panu nie jest” albo „Jak na razie wszystko w  porządku”. Również w gabinetach wielu lekarzy specjalistów, a przede wszystkim na szpitalnych oddziałach ratunkowych pojawia się masa takich pacjentów.

 

Dr Alexander Kugelstadt, doświadzony lekarz i psychoterapeuty, uważa, że wiele chorób ma więcej niż jedną przyczynę. Kluczem do zdrowia jest zdobycie wiedzy o tym, jak ciało i psychika współpracują. O tym jest jego najnowsza książka 'Gdy ciało i dusza wysyłają s.o.s.'. Premiera 14 kwietnia. Dr Alexander Kugelstadt, doświadzony lekarz i psychoterapeuty, uważa, że wiele chorób ma więcej niż jedną przyczynę. Kluczem do zdrowia jest zdobycie wiedzy o tym, jak ciało i psychika współpracują. O tym jest jego najnowsza książka "Gdy ciało i dusza wysyłają s.o.s.". Premiera 14 kwietnia.

Od lekarza do lekarza 

Takie dolegliwości jak biegunki, bóle brzucha, zaparcia, kaszel, częstoskurcz serca, bezsenność lub wysypka skórna, które lekarz kwituje machnięciem ręki i  uspokaja pacjenta słowami: „Wszystko jest w porządku”, są na dłuższą metę dużym obciążeniem. Efekt uspokajający następujący po stwierdzeniu, że nie występują żadne nieprawidłowości fizjologiczne, przeważnie trwa bardzo krótko. Po tym czasie dolegliwości znów nadszarpują nerwy. Dodatkowo nasuwa się pytanie, czy czasem lekarz czegoś nie przeoczył. Niestety często zdarza się, że subiektywne wrażenie nieprawidłowego funkcjonowania organizmu nie pokrywa się z diagnozą lekarską.

Odrzucenie emocji 

Kiedy osoby z dolegliwościami somatoformicznymi w końcu zjawiają się w moim gabinecie na konsultacjach psychosomatycznych, ponieważ z braku innego wyboru zaczynają dopuszczać do siebie myśl o psychicznych przyczynach swojej choroby, takie spotkanie jest przeważnie bardzo ciekawe. Moje podejście do pacjenta jest zupełnie inne niż podejście specjalistów, którzy stawiając diagnozę, skupiają się na danym narządzie. Oczywiście dokładnie pytam o szczegóły objawów i wymagam przedstawienia badań lekarskich, aby dowiedzieć się, co zostało już zbadane. Nie traktuję osobiście ani wywieranej przez pacjenta presji na postawienie diagnozy i szybkie wyleczenie dolegliwości, ani uczucia rozczarowania, gdy nie mogę zaproponować cudownej tabletki na ozdrowienie. Traktuję to jako część choroby.

Za długotrwałymi objawami kryje się często obrona przed emocjami. Oznacza to, że pierwotną przyczyną objawów były emocje. Bóle powstały wskutek poczucia winy, uczucie zmęczenia wywołał smutek, a biegunki są rezultatem lęków.

Ze względu na to, że emocje i  ich właściwy powód były trudne do zniesienia, elementy psychiczne emocji zostały odrzucone i  przeniesione do obszaru nieświadomości. Reakcje organizmu natomiast pozostały i odwracają naszą uwagę od podstawowego problemu, który tkwi w  sferze psychiki. W związku z tym koncentrujemy się na organizmie lub jego narządach oraz na objawach. W pierwszej chwili taka osoba czuje psychiczną ulgę, wiedząc, że jej problemem są dolegliwości fizjologiczne! Jeszcze większe poczucie ulgi daje jej bieganie od lekarza do lekarza i wyładowywanie w relacji ze specjalistami odrzuconych emocji, takich jak złość lub lęk. Tymczasem z a s a d n i c z o chodzi o coś zupełnie innego, co jest emocjonalnie trudne do strawienia.

Kiedy biegunka jest ulgą dla psychiki

Być może nie spodziewałeś się, że obszar cielesny jest tak ściśle związany z  obszarem psychicznym, a  podział między światem materialnym a niematerialnym istnieje wyłącznie w naszej głowie.

Jeśli zgodnie z najnowszym stanem wiedzy zaakceptujemy jedność emocji i poczucia ciała, wcześniejszych doświadczeń i ich wpływu na zdrowie organizmu, nie zdziwi nas, że większość przyczyn chorób znajduje się w psychice, a napięcia psychiczne objawiają się w ciele i przez ciało.

Pamiętam swoją pacjentkę Denise, młodą kobietę niemającą jeszcze dwudziestu lat, która cierpiała na biegunki. Problem przybrał takie rozmiary, że niekiedy nie spotykała się ze znajomymi z obawy, że w każdej chwili może się jej to przytrafić. Denise odbywała praktyki w pracowni fotograficznej i w pracy często musiała się pilnować, kiedy najlepiej iść do toalety, żeby nic jej nie ominęło. Całkowicie skoncentrowała się na swoich jelitach i próbowała przeciwdziałać dolegliwościom, zmieniając nawet dietę.

Kiedy Denise zjawiła się w moim gabinecie, uzgodniliśmy, że przeprowadzimy diagnostykę psychosomatyczną. Po szczegółowym omówieniu aspektów fizjologicznych i  po wykluczeniu przez gastroenterologa (lekarza zajmującego się chorobami układu pokarmowego) wszelkich infekcji i przewlekłego zapalenia jelit przyjrzeliśmy się życiu Denise. Wraz z rozpoczęciem naszych rozmów przestała w końcu chodzić do kolejnych gastroenterologów i poddawać się następnym kolonoskopiom. Dowiedziałem się, że gdy Denise w wieku osiemnastu lat wyprowadziła się z  domu, nadal była zależna od matki. Matka mówiła, że córka jest bardzo lękliwa. W zasadzie robiła dla niej wszystko, począwszy od gotowania, przez zawożenie jej na spotkania ze znajomymi i odwożenie do domu, aż po wybór najlepszych zajęć i hobby. Dopiero po pewnym czasie okazało się, że Denise, mieszkając teraz w jednopokojowym mieszkaniu i mogąc dowolnie organizować swój czas, jest przeciążona wieloma obowiązkami. Nie dało się ukryć, że czuje się z tym niekomfortowo, ponieważ pozornie sprawiała wrażenie osoby samodzielnej i kompetentnej. Lęk kojarzył się ze wstydem, dlatego objawiał się w dolegliwościach jelitowych. Te objawy dało się łatwo wytłumaczyć, ponieważ Denise, gdy chodziła jeszcze do szkoły, przeżywała trudny czas, a jej reakcją na trudności były bóle brzucha. Wtedy jej matka bardzo się tym martwiła i wciąż zaprowadzała ją do pediatry.

Na tym przykładzie widzimy powtarzający się objaw i jego przyczynę. Biegunka chroni Denise przed trudnymi wyzwaniami, jak na przykład odnalezienie się w środowisku równolatków. Jednocześnie dolegliwości w coraz większym stopniu powodowały, że traciła szansę na nawiązanie kontaktów. Objawy fizjologiczne mogą odciążyć psychikę od napięć, w pierwszej chwili ich funkcja się sprawdza. Na dłuższą metę problem wymyka się jednak spod kontroli, wskutek czego nie pokonujemy dalszych ważnych etapów rozwoju.

 Jak pokonać zaburzenia somatoformiczne 

Zmiana okularów

Jeśli czytasz tę książkę, ponieważ cierpisz na niewyjaśnione dolegliwości fizjologiczne, zrobiłeś już jeden duży krok naprzód. Pierwszym etapem leczenia jest bowiem odrzucenie dotychczasowego wzorca oceny, który przeważnie brzmi tak: „Z moim ciałem jest coś nie tak, muszę iść do lekarza, w  końcu trzeba znaleźć jakąś przyczynę”. Skupienie się na powiązaniach między psychiką a ciałem przynosi efekty, ponieważ na tym etapie zaczynasz spoglądać na swój problem przez zupełnie inne okulary, a to decydująca kwestia.

Zaufanie

Drugi krok to nauczenie się zaufania do innych ludzi. Trzeba mieć zaufanie do lekarzy, którzy mówią ci, że nie widzą objawów poważnej choroby. Choroby typu „pomocy, nic mi nie jest” to przeważnie choroby relacyjne, w  których nasz wyuczony wzorzec relacji przenosimy na ciało lub tam go odtwarzamy. Ów wzorzec jest powiązany z brakiem zaufania. Kiedy się martwimy i krążymy wokół własnych dolegliwości, daleko nam do wiary w to, że organizm sam zrobi, co trzeba. Nic więc dziwnego, że dokładnie ten sam wzorzec przenosimy na kontakt z lekarzem i nie wierzymy mu na sto procent. W pierwszej chwili to całkiem zrozumiałe, ale po konsultacji z trzema specjalistami powiedziałbym: „Już dość”. Oczywiście wyjątki potwierdzają regułę i tak czy inaczej nikt nie zagwarantuje, czy czasem rzeczywiście nie chodzi o jakąś chorobę na tle organicznym.

Zmiana punktu skupienia

Wspominaliśmy już o  tym, że zaburzenia somatoformiczne utrzymują się, jeśli przez cały czas z  troską zagłębiamy się w siebie i przyglądamy się swoim narządom, swojemu ciału, swoim objawom, które odciągają naszą uwagę od trudnych emocji i konfliktów.

W pewnej mierze możemy sami odwrócić ten mechanizm, wykorzystując domowy sposób polegający na poszukaniu sobie jakiegoś zajęcia i poświęceniu się mu. Nie ma dużego znaczenia, czy takie zajęcie służy rozrywce, czy wyższym celom, choć z reguły lepsze efekty przynosi robienie czegoś na rzecz innych. Chodzi o to, żeby skupić się na czymś, co nie jest częścią naszego ego. W ten sposób upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu, ponieważ z zaburzeniami somatoformicznymi często wiąże się obniżone poczucie własnej wartości, czyli poczucie, ile jesteśmy warci i jak bardzo jesteśmy ważni. Działając dla dobra innych, możemy je sobie podwyższyć.

Jeśli choć przez kilka minut uda się nie zajmować się swoimi jelitami, sercem czy bólami pleców, to już duży sukces. Należy wyznaczać sobie realne cele, w innym razie poczujesz się rozczarowany sam sobą. Z mojego doświadczenia wynika, że w dzisiejszych czasach ludzie stawiają sobie zbyt wysokie oczekiwania, choć nie mam pojęcia, jak bywało wcześniej.

Rozmowy z ciałem

Ostatnim środkiem pierwszej pomocy w przypadku chorób typu „pomocy, nic mi nie jest” może być wsłuchanie się w historię, którą opowiada nam ciało, i  zejście z  pola bitwy toczonej z chorobą. Tutaj nie da się zastosować gotowych schematów; powiedzenie „mieć czegoś po dziurki w  nosie” nie oznacza tak po prostu, że czegoś już nie chcemy, lumbago niekoniecznie oznacza, że jesteśmy „człowiekiem bez kręgosłupa”. Takie klasyczne, potoczne przypisywanie pewnych cech jest dzięki swojej prostocie kuszącym wyjaśnieniem. Nie można jednak zapominać, że decydujące znaczenie ma indywidualna historia danej osoby, która jest tłem opowieści przekazywanej przez ciało.

Zastanów się, czy w  twojej rodzinie lub w  środowisku, w którym teraz przebywasz, danemu narządowi przypisuje się jakieś szczególne znaczenie wykraczające poza jego mechaniczno-biologiczną funkcję, jak pompowanie krwi przez serce lub trawienie składników pokarmowych przez jelita. Poza tym pomyśl, jakich sytuacji lub czynności unikasz z powodu swoich objawów i czy nie są to czasami ważne wyzwania życiowe, z którymi do tej pory nie miałeś się odwagi zmierzyć i wymigiwałeś się od nich za pomocą objawów.

Jak się wydostać z pułapki psychosomatycznej

Jeśli masz objawy choroby psychosomatycznej, potrzebujesz lekarza. Dotyczy to także opisywanych tutaj, często niezdiagnozowanych i niesprawiedliwie wyśmiewanych chorób. Powyższe rozważania są dobre na początek, ale rzetelna diagnostyka lekarska i psychosomatyczna, jeśli jest wskazana, w  połączeniu z psychoterapią stanowią najlepsze metody.

'Gdy ciało i dusza wysyłają s.o.s.'. Premiera 14 kwietnia. Wydawnictwo Otwarte. "Gdy ciało i dusza wysyłają s.o.s.". Premiera 14 kwietnia. Wydawnictwo Otwarte.

 

  1. Styl Życia

Kwiatoterapia - szczęście i zdrowie z natury

Kwiaty wpływają zbawiennie na nasze samopoczucie i emocje, a nawet przywracają równowagę psychiczną.(Fot. iStock)
Kwiaty wpływają zbawiennie na nasze samopoczucie i emocje, a nawet przywracają równowagę psychiczną.(Fot. iStock)
Zobacz galerię 18 Zdjęć
Kwiaty cieszą oko, wzbudzają zachwyt, kuszą zapachem oraz są symbolem nadziei i szczęścia. Wiele osób wierzy, że mogą również poprawiać stan zdrowia i wpływać na psychikę.

Według podstawowych założeń kwiatoterapii każda choroba ma początek w negatywnych stanach umysłu człowieka – wewnętrznych konfliktach i lękach. Silne napięcie i stres ograbiają człowieka z zapasów energii życiowej. Organizm przeznacza ją na mobilizowanie mechanizmów obronnych, staje się słabszy, łatwiej poddaje się chorobie, nie starając się z nią walczyć.

Esencje kwiatowe harmonizują negatywne uczucia. Zawierają uzdrawiającą wibrację z najbardziej rozwiniętej części rośliny, czyli kwiatów. Zadaniem esencji kwiatowych nie jest uleczanie, a przeniesienie do organizmu człowieka energii i wibracji z kwiatów, co pomaga w powrocie do emocjonalnej równowagi. Terapia kwiatowa jest częścią medycyny holistycznej. Leczenie kwiatami motywuje chorego do wyzdrowienia, przywraca nadzieję, uruchamia naturalne siły psychiczne. Jest też pomocne w terapii psychologicznej i leczeniu psychiatrycznym. Zmniejsza napięcie, poprawia koncentrację. Stosuje się je dla wzmocnienia pracy nad zmianą postaw życiowych, a nawet w leczeniu otyłości.

Krople esencji kwiatowych mają wpływ na nastroje i na głęboko zakorzenione przyzwyczajenia. Wyróżnia się 38 różnych ekstraktów, z których można skomponować niemal 300 milionów mieszanek, dopasowanych do stanu emocjonalnego każdego pacjenta. Każdy z nich odpowiada określonym stanom psychiki lub cechom charakteru. Można je zażywać pojedynczo lub tworzyć mieszanki, odpowiednio do potrzeb. Jednak by zadziałały, konieczne jest postawienie prawidłowej diagnozy, a potem regularne zażywanie (zwykle 4 krople bezpośrednio na język 4 razy dziennie).

Leczenie kwiatami motywuje chorego do wyzdrowienia, przywraca nadzieję, uruchamia naturalne siły psychiczne. (Fot. iStock) Leczenie kwiatami motywuje chorego do wyzdrowienia, przywraca nadzieję, uruchamia naturalne siły psychiczne. (Fot. iStock)
Popularyzatorem tej metody był brytyjski lekarz i mikrobiolog dr Edward Bach. Szukał on przyczyn chorób swoich pacjentów w ich stanach psychicznych, koncentrował się na osobie, na jej emocjach i stanie psychicznym, a zewnętrzne objawy choroby odkładał na dalszy plan. Kiedy sam czuł się źle, wyruszał na długie spacery na łąki, do lasu, zrywał tam płatki z kwiatów i trzymał je w ręku lub kładł na języku. Zauważył, że przynosi mu to ulgę. Postanowił więc porzucić praktykę lekarską i poświęcić się badaniom nad nową formą terapii – leczeniu za pomocą esencji kwiatowych. Po kilku latach badań stworzył zestawy esencji kwiatowych, które pomagają w leczeniu chorób wynikających z siedmiu rodzajów stanów psychicznych: strachu, niepewności, braku zainteresowania otoczeniem, samotności, nadwrażliwości, zniechęcenia, nadmiernej troskliwości.

Terapia kwiatowa nie ma nic wspólnego z aromaterapią. Tu najważniejsza jest esencja kwiatowa rozcieńczona wodą i alkoholem (lub samą wodą). W leczeniu wykorzystuje się nie wyciąg z rośliny, lecz jej potencjał energetyczny zawarty w wodzie. Najbardziej popularną metodą uzyskania esencji jest metoda termiczna. Świeżo zerwane, dojrzałe kwiaty umieszczamy w szklanej miseczce z wodą źródlaną i wystawiamy na działanie słońca, na około 4–5 godzin. Po pewnym czasie kwiaty oddają wodzie swoją energię. Następnie wodę zlewa się do ciemnej butelki i dodaje się taką samą objętość 40-procentowego alkoholu.

Od wielu lat ekstrakty kwiatowe przygotowuje się w Centrum Doktora Edwarda Bacha TM w Mount Vernon z kwiatów rosnących na terenie Walii. W Polsce od ponad 20 lat istnieje Centrum Terapii Bacha, z siedzibą w Rybniku, które prowadzi sprzedaż internetową i wysyłkę produktów na całą Polskę, zaopatrując klientów indywidualnych, gabinety, apteki i sklepy zielarskie. Spółka organizuje również szkolenia w ramach Międzynarodowego Programu Edukacyjnego Bacha, prowadzone przez licencjonowanego trenera.

Esencje kwiatowe wpływają na nasze emocje, przywracają zaburzoną równowagę psychiczną i poprawiają nastrój. Zapraszamy do naszej galerii - tam poznasz więcej ich leczniczych właściwości. 

  1. Psychologia

Porozmawiajmy o żalu – karty emocji Katarzyny Miller

Żal pojawia się w nas, kiedy spoglądamy w przeszłość i myślimy, że gdybyśmy postąpili inaczej albo gdyby się coś inaczej ułożyło, nasze życie byłoby inne, a my bylibyśmy szczęśliwsi niż jesteśmy. (Fot. iStock)
Żal pojawia się w nas, kiedy spoglądamy w przeszłość i myślimy, że gdybyśmy postąpili inaczej albo gdyby się coś inaczej ułożyło, nasze życie byłoby inne, a my bylibyśmy szczęśliwsi niż jesteśmy. (Fot. iStock)
To uczucie zwykle ściąga nas w dół i każe ciągle spoglądać w przeszłość, ale można też podejść do niego konstruktywnie. Kiedy żałujemy, wiemy przynajmniej, co było dla nas ważne. Oto kolejna karta emocji Katarzyny Miller i Joanny Olekszyk. 

Żal...

...pojawia się w nas, kiedy spoglądamy w przeszłość i myślimy, że gdybyśmy postąpili inaczej albo gdyby się coś inaczej ułożyło, nasze życie byłoby inne, a my bylibyśmy szczęśliwsi niż jesteśmy. Zwykle żałujemy, że czegoś nie zrobiliśmy albo wprost przeciwnie - że właśnie zrobiliśmy. Bliskim bratem żalu jest poczucie winy, dlatego często lubią chodzić razem. Taka para zwykle działa podwójnie dołująco, bo im bardziej zapętlamy się w krytykowaniu siebie, tym bardziej żałujemy. Zwykle tuż po jakimś zdarzeniu najbardziej żałujemy tego, co zrobiliśmy, z perspektywy czasu - bardziej boli nas coś, czego zaniechaliśmy: nie pojechaliśmy w tamtą podróż, nie zagadaliśmy do tamtego chłopaka czy nie spróbowaliśmy jeszcze raz podejść do egzaminu. Paradoksalnie, im mamy większy wachlarz możliwości, tym większe pole do popisu dla żalu. Kiedy niewiele rzeczy zależy od nas, nie mamy do siebie pretensji i nie wyrzucamy sobie po latach własnej opieszałości czy złego wyboru. Można też powiedzieć, że im większa wyobraźnia i skłonność do idealizacji, tym odczuwany żal może być intensywniejszy. Bo przecież nie mamy dowodów na to, jak inaczej potoczyłoby się nasze życie, my tylko projektujemy je we własnej głowie. Odczuwanie żalu zależy więc jedynie od nas. Możemy też czuć żal do kogoś (np. do rodziców), że nie odnosił się do nas tak, jak tego potrzebowaliśmy, za porzucenie, za krzywdzące potraktowanie.

Po co nam to uczucie?

Żal nie musi nas skłaniać do podcinania własnych skrzydeł, a do ich rozwijania. Jest bowiem informacją - otrzymaną od samego siebie - że stać nas na więcej, że mamy w sobie niewykorzystany potencjał. Żal może być konstruktywny, jeśli zdamy sobie sprawę z tego, o jakiej niespełnionej potrzebie nas informuje. Wtedy łatwiej zmotywować się do tego, by naprawić błędy z przeszłości (oraz unikać ich w przyszłości), a także by zmienić kierunek swojego życia.

Zadania:

  • Czego w życiu najbardziej żałujesz? Poświęć chwilę na zastanowienie się nad tym, a nawet zrobienie listy. To bardzo ważne zadanie, które wcale nie ma na celu zdołowania cię. Kiedy ujrzysz czarno na białym, czego ci żal, dowiesz się, co ma dla ciebie największą wartość. Jeśli najbardziej żałujesz porzucenia studiów artystycznych - to już wiesz, że czujesz się źle, bo nie realizujesz się twórczo w swoim życiu. Dobra wiadomość jest taka, że nawet teraz możesz to zmienić.
  • Jeśli żal jest uczuciem, które nierzadko ci towarzyszy, prawdopodobnie zbyt często wybiegasz myślami w przyszłość albo sięgasz do przyszłości. Za mało jest cię w twojej teraźniejszości, która jest przecież piękna i ważna, głównie dlatego, że dzieje się teraz i nigdy już się nie powtórzy. Pomyśl o wszystkich rzeczach, które obecnie możesz zrobić - od najbardziej prostych, jak zjeść coś dobrego czy pójść na spacer, po te bardziej wymagające, ale przecież też możliwe: powiedzieć komuś, że go kochasz; przeprosić za coś, co kiedyś zrobiłeś. Ćwicz się we wzbudzaniu w sobie uczucia wdzięczności - to skuteczny sposób na przywołanie dobrego samopoczucia.
  • Jedna sprawa, kiedy ogarnia nas żal na myśl o czymś, co nam się nie udało; inna - gdy żałujemy utraty czegoś lub kogoś, na który to fakt nie mieliśmy żadnego wpływu. Jeśli nadal cierpisz z powodu czyjegoś odejścia, śmierci czy wyjazdu; jeśli opłakujesz utracone dzieciństwo czy młodość - jedyną wskazówką będzie praktyka akceptacji i zgody na to, co jest, bo jest.
Więcej w zestawie z książeczką: "Poznaj siebie. Karty emocji", Katarzyna Miller, Joanna Olekszyk, wyd. Zwierciadło, do kupienia na zwierciadlo.pl/sklep.

  1. Psychologia

Porozmawiajmy o satysfakcji - karty emocji Katarzyny Miller

Satysfakcja to bardzo przyjemne uczucie - z nutką zadowolenia, domieszką dumy, szczyptą triumfu. (Fot. iStock)
Satysfakcja to bardzo przyjemne uczucie - z nutką zadowolenia, domieszką dumy, szczyptą triumfu. (Fot. iStock)
Choć lubimy ją odczuwać, nie jest jednak pełnią szczęścia i radości, a jedynie przedsionkiem do nich. Co ciekawe, satysfakcjonować mogą nas zarówno własne osiągnięcia, jak i porażki innych. I nie ma w tym nic złego! I o tym właśnie mówi kolejna karta emocji Katarzyny Miller i Joanny Olekszyk.

Satysfakcja to...

Bardzo przyjemne uczucie. I smaczne. Z nutką zadowolenia, domieszką dumy, szczyptą triumfu. Czujemy satysfakcję wtedy, kiedy osiągamy coś, na czym nam zależało, co było dla nas ważne i w co włożyliśmy wiele pracy, czasu i energii, a przynajmniej na co mieliśmy chęć. Ale jest w tej potrawie też posmak zawiści, żalu, a nawet złośliwości czy zemsty. Możemy bowiem czerpać zadowolenie z własnych dokonań, ale też z porażek innych – mówi się wtedy o tzw. Schadenfreude, czyli radości z czyjegoś nieszczęścia.

Wśród dobrze urodzonych w ubiegłych wiekach panował zwyczaj „żądania” i „dawania” satysfakcji, czyli zadośćuczynienia za wyrządzoną komuś krzywdę lub obrazę. Miał on zwykle postać pojedynku, podczas którego osoba, która broniła swojego honoru, miała szansę zranić fizycznie osobę, która wcześniej zraniła ją emocjonalnie. Choć dziś pojedynki (na szczęście) wyszły z mody, nadal jednak pozostało w nas pragnienie, by „wyrównać rachunki”. Jeśli więc kogoś, kto nas skrzywdził, spotka coś niedobrego – odczuwamy satysfakcję. To uczucie ze wszech miar ludzkie i naturalne. Nie powinniśmy się za nie winić czy ganić, ale też trzeba mieć świadomość, że nie da się tylko na nim zbudować naszego zadowolenia z życia. O wiele trwalsze pozytywne efekty daje radość z własnych działań i dokonań, wyposaża nas bowiem ona w poczucie sprawstwa.

Satysfakcja, zwłaszcza seksualna, choć bardzo przyjemna i dająca rozkosz także cielesną, to jednak uczucie chwilowe, ulotne. Nie jest tożsama ze szczęściem, choć daje jego przedsmak.

Po co nam to uczucie?

Satysfakcja domyka dzieło, jest zwieńczeniem naszych starań, wysiłków i nadziei. Poprawia nastrój, podbudowuje, dodaje energii i motywacji do dalszego działania. Jest nagrodą za nasz wysiłek i zachętą do podjęcia go na nowo. Powinna pojawiać się naturalnie, kiedy coś nam się udaje lub wychodzi. Jeśli mamy trudność z jej osiągnięciem, może to być oznaka wypalenia, przemęczenia, a także apatii lub depresji. Są też ludzie, którzy odmawiają sobie satysfakcji z chęci ukarania siebie lub w przekonaniu, że na nią nie zasługują – nie jest to jednak dobra praktyka ani zdrowe podejście.

Zadania:

  • Co sprawiło ci ostatnio największą satysfakcję? Przypomnij sobie, jak się wtedy czułeś.
  • Pamiętaj, że poczucie satysfakcji – jak każda przyjemna rzecz – może stać się uzależniające. Zgubne może być zwłaszcza nałogowe poszukiwanie satysfakcji seksualnej, zatracanie się w przyjemności. Dlatego ważne jest, by umieć cieszyć się też stanem bez większych atrakcji i fajerwerków.
  • Jak radzisz sobie z frustracją, czyli efektem braku satysfakcji? Czy trwa ona chwilę, czy może przeradza się w złość lub przygnębienie? Łatwo jest cieszyć się z sukcesów (choć nie wszystkim, oczywiście), trudniej przyjmować porażki.
Więcej w zestawie z książeczką „Poznaj siebie. Karty emocji”, Katarzyna Miller, Joanna Olekszyk, wyd. Zwierciadło.