1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Otwórz się na sny

Otwórz się na sny

Warto sny analizować, bo mówią o naszych wewnętrznych sprawach, samo przyglądanie się im może mieć działanie terapeutyczne, wspierać nas na drodze rozwoju. (Fot. iStock)
Warto sny analizować, bo mówią o naszych wewnętrznych sprawach, samo przyglądanie się im może mieć działanie terapeutyczne, wspierać nas na drodze rozwoju. (Fot. iStock)
Marzenia senne mogą pomóc uporządkować nasze wewnętrzne konflikty i napięcia, przywrócić to, co wypieramy, a nawet przynieść rozwiązanie, którego nie potrafimy dostrzec na jawie. Warto poprosić przed snem, by nieświadomość pokazała nam to, co jest ważne, a nawet wskazała kierunek.

Świadomość to tylko czubek góry lodowej naszego życia psychicznego, psychoanaliza odkryła, że rządzi nami nieświadomość. A sny to – jak mawiał Jung – królewska droga do nieświadomości. Zresztą nie tylko do indywidualnej, ale też zbiorowej, bo są archetypowe. Pewne postaci, motywy, które w snach występują, są wspólne ludziom wszystkich kultur. Jest też szczególny rodzaj snów, tak zwane jasne, które są wyraziste, zostają nam w pamięci i domagają się uwagi. Pokazują nam, w jakim momencie rozwoju jesteśmy albo cośmy zgubili, albo co się ważnego właśnie wydarza. To dzięki snom, czyli listom od mojej nieświadomości, nauczyłam się pływać. Sprawa była dla mnie trudna, bo po tym, jak kiedyś tata dla żartu mnie podtopił, panicznie bałam się głębokiej wody. W mojej szkole otworzono basen i obawiałam się, że wyjdę na ostatnią niedojdę, bo nie umiem pływać. Z tego przejęcia co noc we śnie pływałam, precyzyjnie wykonywałam ruchy rąk i nóg. A na jawie ćwiczyłam oddechy, zanurzając głowę w misce z wodą. Efekty tych starań były takie, że na pierwszej lekcji na basenie skoczyłam ze słupka i czułam się jak młody bóg albo raczej jak ryba w wodzie. Byłam z siebie dumna i wdzięczna snom. Z czasem nauczyłam się z nich korzystać, zdarzyło mi się na przykład zadać pytanie nieświadomości. I dostałam odpowiedź, która mnie uspokoiła! Chodziło, oczywiście, o mężczyznę. Byłam młoda i długo wahałam się, którego adoratora wybrać, i gdy już podjęłam decyzję, przestraszyłam się, że jest zła. Zapytałam więc snów, czy ten drugi, niewybrany, jeszcze do mnie wróci. Wyśniło mi się, że tak, a potem potwierdziło się to w życiu.

Nie wszyscy mają taki sam kontakt ze swoją nieświadomością, niektórzy sądzą, że nie mają snów, a po prostu ich nie pamiętają. Jeśli się chce, można ten kontakt ćwiczyć. Trzeba być na sny nastawionym i otwartym. Poprosić swoją nieświadomość albo wręcz jej nakazać, żeby przysyłała do nas „listy”. Jeżeli sny się pojawią, warto je sobie przepowiadać, zanim otworzymy oczy, najlepiej mieć przy łóżku notes i wszystko zapisać. A potem się nad nimi zastana- wiać, ponieważ sen, który „każe się pamiętać”, przeważnie mówi coś istotnego. Mam słownik psychoanalityczny, który zawiera zapis snów tysiąca badanych osób wraz z proponowanymi interpretacjami i wyjaśnieniami najczęstszych sennych metafor, np. zwierzęta to instynkty, las i woda to nieświadomość i instynkt samozachowawczy. Istotą interpretacji jest zasada, że to, co mi się śni, to jestem ja. Jeśli w marzeniach sennych pojawiają się osoby z naszego otoczenia, mogą oznaczać cechy, których pożądamy, albo aspekty naszej osobowości. Z kolei podziwiane przez nas osoby mogą być ekwiwalentem pewnych braków. Mam niezłą satysfakcję, jak we śnie zakocha się we mnie George Clooney, prawda?! Nawiasem mówiąc, kiedyś mi się to zdarzyło. Innym razem śnił mi się mój dość trudny narzeczony jako wczepiony w ramię rzep. Sen potwierdził mi, że to nie jest dla mnie odpowiednia osoba. To była taka kropka nad „i”.

Najtrudniejsze sny, które miałam ostatnio, były o tym, że nie mogę trafić. Nie mam przy sobie pieniędzy ani komórki, żeby zadzwonić, ani mapy, jestem sama, ludzie się do mnie nie odzywają, nikt mi nie chce pomóc. Bardzo przykre sny. Doszłam do wniosku, że na jawie muszę bardziej o siebie zadbać, bo ewidentnie czegoś nie robię. Zaczęłam mniej pracować, troszkę inaczej rozmawiać z ludźmi i cieplej siebie traktować, a sny ustały.

Bardzo lubię, jak się moim klientom coś śni, bo możemy wtedy na tym pracować. Zdarza się, że ich sny są podobne, np. że jest się małym dzieckiem albo rodzicem malucha, albo że jest się w ciąży. Ludzie się takimi treściami często niepokoją, a tymczasem to bardzo dobre sny, rozwojowe. Mówią, że rodzisz siebie albo powinnaś zająć się sobą. Kobietom bardzo często śni się np. że matka podgląda seks. Mnie też się to śniło: leżę w łóżku z mężem, a matka wychyla głowę z drugiego pokoju, więc wiadomo, ze swobodnego seksu nici. Matka występuje tu jako cenzor, reprezentuje superego, które każe się powściągać, odwołuje do powinności i potępia. Wtedy pracujemy nad relacją z matką i nad wyzwalaniem się. To ważny aspekt dla dziewczyn, żeby w seksie odnaleźć siebie, a nie mieć lęki i poczucie, że robi się coś złego.

Nie boję się tego, że ktoś powie, iż słuchanie snów jest nieracjonalne, bo przekonałam się, że marzenia senne mogą pomóc uporządkować nasze wewnętrzne konflikty i napięcia, przywrócić to, co wypieramy, a nawet przynieść rozwiązanie, którego nie potrafimy dostrzec na jawie. Warto poprosić przed snem, by nieświadomość pokazała nam to, co jest ważne, a nawet wskazała kierunek. Warto sny analizować, bo mówią o naszych wewnętrznych sprawach, samo przyglądanie się im może mieć działanie terapeutyczne, wspierać nas na drodze rozwoju.

Fragment książki „Życie od A do Z”, w której Katarzyna Miller po raz kolejny dzieli się z czytelnikami swoim terapeutycznym doświadczeniem. Autorka nie ucieka przed trudnymi tematami ani przed podpowiadaniem konkretnych rozwiązań, ale też zachęca do autorefleksji. Nie brakuje tu jej dosadnego poczucia humoru, ciepła, a przede wszystkim – szczerości, dzielenia się bardzo osobistymi historiami. Książka powstała dzięki rozmowom z Dariuszem Janiszewskim, redaktorem „Zwierciadła”.

Życie od A do Z Katarzyna Miller; Dariusz Janiszewski Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Kobiece i męskie postacie w naszych snach – co mogą symbolizować?

Fot. iStock
Fot. iStock
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Sny pokazują jakie są wewnętrzne, głębsze powody i motywacje tego,co wydarza się „na powierzchni życia”, czyli w uzgodnionej rzeczywistości. W psychologii procesu rozumiemy sny jako mapę procesu śnienia jednostki, jako obraz dynamicznych interakcji pomiędzy różnymi aspektami jej psychiki.

Sny pokazują miejsce osoby na drodze jej rozwoju psychicznego, obrazują też konflikty z jakimi jednostka się wewnętrznie boryka. Jeżeli tak podejdziemy do snów, to oczywistym jest, że mają one duże znaczenie w procesie terapeutycznym a obserwacja tego, jak zmieniają się one w trakcie terapii może weryfikować działania terapeuty.

Oczywiście, terapeuta dysponuje różnymi metodami, które pokazują mu jak klient zmienia się wewnętrznie bądź nie.

Jung w jednej ze swoich prac opisuje jak w różnych fazach terapii zmieniały się obrazy mandali malowanych przez jego pacjentkę. Historia wielu klientów w psychoterapii dobrze ilustruje to zjawisko. „Na powierzchni” doświadczają oni przykrych zdarzeń, które rozbijają ich dotychczasowe życie a w związku z tym ich poczucie bezpieczeństwa. W psychologii procesu zawsze próbujemy zadawać sobie pytanie: „po co takie sytuacje jednostce się przydarzają?” A odpowiedzi na to pytanie udziela terapeucie proces śnienia klienta, który można odczytać m.in. poprzez jego sny a także przez jego symptomy fizyczne lub powracające problemy relacyjne.

Dosyć częstym motywem w snach klientów doświadczających w życiu sporych trudności są pojawiające się postacie przeciwnej płci.

Kobieta śni o postaciach męskich a ściśle rzecz biorąc o swojej relacji do tych figur. Mężczyzna zaś ma w snach różne postacie kobiece. Jung powiedziałby, że takie sny kobiety obrazują jej animusa – męską część w kobiecie, a w snach mężczyzny pojawia się anima, jego żeńska część. Terapeuta procesowy powiedziałby, że takie sny kobiet pokazują etapy konfliktu/oswajania/integracji ich procesu wtórnego związanego z siłą, autonomią i niezależnością, personifikowanego przez męskie postacie.

Kobiety z różnych powodów (postać realnego ojca, wychowanie w określonych wzorcach kulturowych itp.) zostają często zamknięte w swojej „kobiecej” części, bez dostępu do swojego animusa. Jednak proces rozwojowy zmusza je, żeby, w imię osiągnięcia pełni, skonfrontowały się z tą trudną dla nich częścią siebie. Tak na marginesie, to tego typu procesy są udziałem wielu polskich kobiet w ostatnich latach, podobne sny śni wiele kobiet w naszym kraju.

Często na początku konfrontowania się ze swoim animusem sny obrazują ich myślenie życzeniowe – pojawiają się mężczyźni, którzy rozwiązują ich trudności życiowe (tak jak w bajkach rycerz na białym koniu wybawia królewnę). Ale nie tędy droga... co szybko zresztą pokazują następne sny, w których wejście w realny psychiczny kontakt z animusem manifestuje się jako zagrożenie dla starej „kobiecej” tożsamości. Mogą pojawić się sny, że ich męska część nie jest w najlepszej formie - „umiera”, gdy jest długotrwale marginalizowana. Jest wiele możliwych sekwencji rozwoju integrowania animusa, jednak wszystkie one prowadzą w stronę snów, w których kobiety zaczynają używać tych silnych energii, przed którymi dotychczas uciekały.

Zazwyczaj w wyniku terapii ich wewnętrzny proces integracji idzie dalej i w końcowych snach kobiety stopniowo przezwyciężają swoje obawy, odważnie zaczynają obejmować swoją siłę i niezależność, stają się swoim animusem, co daje im poczucie radości i satysfakcji. Dopiero wtedy są one w stanie rozwiązać swoje trudności w realnym życiu, trudności, z którymi pojawiły się w drzwiach gabinetu terapeutycznego.

Podobny proces przechodzą mężczyźni na drodze do integracji animy, która reprezentuje zwykle ich zmarginalizowaną wewnętrzną część, ich miękkość, „słabość”, wrażliwość, nastawienie na bycie a nie na działanie. Na początku terapii mężczyźni często miewają sny, w których zachowują się w sposób „niemęski”, czego po przebudzeniu bardzo się wstydzą. Jednak stopniowe i umiejętne konfrontowanie się z tym swoim aspektem powoduje, że zaczynają oni odkrywać w swoich „kobiecych” zachowaniach pewną jakość, która jest w stanie dokonać czegoś, co nie byłoby możliwe, gdyby pozostawali jedynie „mężczyznami”. Dopiero wtedy zyskują nową perspektywę i nowe narzędzie do rozwiązania swoich życiowych problemów.

Historie takie pokazują, że żadna zewnętrzna zmiana nie może zadziać się bez wcześniejszej wewnętrznej przemiany, a ta ostatnia może zaistnieć wyłącznie poprzez włączenie nowego elementu psychiki do starej struktury.

A.Einstein powiedział kiedyś, że nie można rozwiązać problemu przy pomocy świadomości, która ten problem stworzyła. Kobiety nie byłyby w stanie rozwiązać ani swoich zewnętrznych trudności życiowych ani też się wewnętrznie rozwinąć, gdyby pozostawały nadal tylko w swojej „kobiecej” tożsamości. Podobnie mężczyźni nie są w stanie poradzić sobie z różnymi problemami życiowymi, jeżeli wcześnie nie zintegrują swojej animy. Skonfrontowanie się ze swoim animusem/animą i droga w kierunku jego/jej integracji jest tym nowym elementem, który umożliwia zaistnienie obu tych zmian.

Więcej informacji na ten temat, oraz przykład konkretnego problemu i terapii, znajduje się w artykule poniżej:

Tomasz Teodorczyk: współzałożyciel Akademii POP. Dyplomowany psychoterapeuta i nauczyciel pracy z procesem Research Society for Process Oriented Psychology w Zurichu, posiada Licencję Psychoterapeutyczną i Trenerską Polskiego Towarzystwa Psychologii Zorientowanej na Proces. Pracą z procesem zajmuje się od 1988 r.

  1. Styl Życia

Dobrej nocy. 5 niezwykłych gadżetów pozwalających lepiej spać

(Fot. Logan Nolin/Unsplash)
(Fot. Logan Nolin/Unsplash)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Rytuał przed snem to niezawodny sposób na usypianie dzieci. Ale nie tylko maluchom pomaga. Również mózg osoby dorosłej lubi wieczorną rutynę. Jej celem jest wyciszenie i przyśpieszenie zasypiania. Warto stworzyć własny wieczorny rytuał i celebrować go każdego dnia.  

Nasz mózg lubi, kiedy wykonujemy jakąś czynność regularnie - przyzwyczaja się do tego i uczy reagować. Po ciężkim dniu każdy potrzebuje odrobinę wytchnienia - wieczorna rutyna powinna polegać na zatrzymaniu i wyciszeniu. To ma być czas tylko dla ciebie, moment skupienia, troski o siebie. W trendach na 2021 rok Pinterest prognozuje, że  zdrowie (psychiczne, fizyczne i duchowe) stanie się naszym priorytetem, a jak wiadomo sen jest jego ważną częścią. Zmiana nawyków i dbanie o higienę snu to również podstawa terapii stosowana u osób cierpiących na bezsennością. Rozmawiam o tym z dr n. med. Małgorzatą Fornal - Pawłowską, psychologiem klinicznym, psychoterapeutką. 

Rytuał to coś więcej niż rutyna. Rytuał powinien mieć osobisty charakter. Warto włączyć do niego wszystko, co lubimy, co nas uspokaja - dla kogoś może to być kubek ciepłego mleka z cynamonem i miodem, a dla innej osoby słuchanie muzyki, albo sleep yoga, medytacja połączona z aromaterapią, czy wieczorna afirmacja.

Jeśli zakończysz dzień w przyjemny i spokojny sposób, świadomie przejdziesz w stan wyciszenia i relaksu, łatwiej uśniesz i wprowadzisz organizm w tryb nocnej regenerację.

Księżyc w salonie - Philips Hue Iris

Philips Hue Iris, cena 555 zł Philips Hue Iris, cena 555 zł

Specjaliści są zgodni - przed snem komórki, tablety i laptopy powinny iść w odstawkę.  Powinno się też wygasić w domu ostre, pobudzające świtało. Atmosferę relaksu i wyciszenia można zbudować oświetleniem. Nowa lampa Philips Hue Iris tylko wygląda niepozornie. Ta mała zgrabna kuleczka, dzięki dedykowanej aplikacji, ma niezwykłe możliwości - dzięki niej można wykreować w domu wiele klimatów: romantyczny, księżycowy, marsowy, wschodu słońca i wiele innych. W aplikacji dostępne są różne tzw. „rutyny”, czyli zaproponowane z góry działanie lampy, która np. wyłączy się samoistnie, dając znać, że pora już skończyć pracę, albo nastawiony minutnik świetlny poinformuje nas, że czas sprawdzić upieczone ciasto. Zimą o poranku lampa zacznie stopniowo budzić cię coraz jaśniejszym światłem imitującym wschód słońca. Do medytacji został zaprojektowany specjalny tryb pudrowo-różowej barwy. A gdy wieczorem przyjdzie czas na relaks, aplikacja może stopniowo zmieniać odcień światła, by jego przyjemna, ciepła barwa pomagała się odprężyć i przygotować na spokojny, błogi odpoczynek.

Lawendowa przyjemność - serum Kiehl’s Midnight Recovery Concentrate

Kiehl's, Midnight Recovery Concentrate 15 ml/115 zł (na kiehls.pl) Kiehl's, Midnight Recovery Concentrate 15 ml/115 zł (na kiehls.pl)

W nocny, kiedy my smacznie śpimy, w naszej skórze zachodzi mnóstwo procesów regeneracyjnych po całodziennym kontakcie ze szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi (głównie UV i zanieczyszczenia). Warto wesprzeć skórę w procesie odnowy, stosując kosmetyki tzw. nocne o właściwościach liftingujących i regenerujących, które dodatkowo uzupełnią naturalne zasoby skóry. Serum do twarzy Midnight Recovery Concentrate to bestseller. Kobiety na całym świecie cenią ten produkt nie tylko za działanie, za to, że po obudzeniu widzą świeżą zrewitalizowaną skórę. Kochają go również za przyjemne stosowanie. Kluczowe składniki serum to: olej z wiesiołka pochodzący z oliwek skwalan i olejek lawendowy, którego stosowanie przed snem ma cudowne właściwości relaksujące.

Piękne ułożenie - Beauty Queen Pillow

Beauty Queen Pillow 99 zł (promocja na beautyqueenpillow.pl) Beauty Queen Pillow 99 zł (promocja na beautyqueenpillow.pl)

Mówi się, że zdrowy sen to najlepszy krem przeciwzmarszczkowy. Wielu kobietom sen z powiek spędza jednak pozycja spania - codzienny nacisk policzka na poduszkę, przez wiele lat, skutkuje pionowymi zmarszczkami w okolicy oczu, a nawet bruzdami. Jak temu zapobiec? Poduszka Beauty Queen Pillow została zaprojektowana właśnie z myślą o tym, by nie przygniatać sobie twarzy. Została odpowiednio wyprofilowana, dzięki swojemu kształtowi utrzymuje głowę podczas snu na boku bez nacisku na policzek, dzięki temu zapobiega tworzeniu pionowych zmarszczek i bruzd. Profilowanie na linii z szyją pozwala na komfortowe ułożenie głowy.

Fitbit Sense - smartwatch na zdrowie

Fitbit Sense, 1569 zł Fitbit Sense, 1569 zł

Wszelkim urządzeniom przed snem mówimy zdecydowanie "nie", ale jest jeden wyjątek. Fitbit Sense to zaawansowany technologicznie smartwatch wyposażony w rozbudowane funkcje zdrowotne. W połączeniu z dedykowaną aplikacją pozwala na kontrolowanie funkcji organizmu w ciągu dnia oraz podczas snu i - co ważniejsze - jest bardzo pomocny w zmianie nawyków. Ma czujnik do pomiaru aktywności elektrodermalnej (EDA) pomagający badać poziom stresu oraz zaawansowaną technologię pomiaru tętna, aplikację EKG, a także czujnik pomiaru wahań temperatury skóry na nadgarstku. Dzięki żywotności baterii do 6 dni, smartwatch towarzyszy nam każdej nocy. Po przebudzeniu udostępnia w aplikacji Fitbit pełną analizę minionej nocy – precyzyjnie określony czas trwania snu, od zaśnięcia po pobudkę; wykres prezentujący fasy snu: REM, płytką i głęboką oraz ich szczegółowy udział w całym śnie. Ponadto, urządzenie udostępnia wykres zmienności zawartości tlenu we krwi (SpO2) podczas naszego snu, a także monitoruje w sposób ciągły nasze tętno. Dodatkowo, w aplikacji możemy śledzić wszystkie minione noce i porównywać je ze sobą, a także ustalić swój harmonogram snu. Urządzenie będzie nam przypominało o porze pójścia spać, by zadbać o poprawną rutynę.

Zapach głębokiego snu - ThisWorks, Sleep Plus Pillow Spray

ThisWorks, Sleep Plus Pillow Spray 139 zł/75 ml (na sephora.pl) ThisWorks, Sleep Plus Pillow Spray 139 zł/75 ml (na sephora.pl)

Spray do poduszek Sleep Plus Pillow to koktajl aromatów lawendy, wetiweru i rumianku, które przez osiem godzin stopniowo uwalniają się pod wpływem ruchu, aby zapewnić głęboki sen przez dłuższy okres. Rozpylony na pościel tuż przed snem ułatwia zasypianie, jego skuteczność we wspomaganiu przywrócenia normalnych cyklów snu jest potwierdzona badaniami klinicznymi - formuła testowana przez 14 dni na 200 osobach powyżej 18 roku życia z zaburzeniami snu i w porównaniu z placebo.

  1. Zdrowie

Zdrowy sen to wyższa odporność i lepsze życie. Jak leczyć bezsenność i spać spokojnie?

Żyjemy w świecie, który dezorganizuje nasz naturalny rytm, a to z kolei zaburza wiele funkcji w naszym organizmie, w tym sen. Warto o nocną regenerację świadomie zadbać. (Fot. iStock)
Żyjemy w świecie, który dezorganizuje nasz naturalny rytm, a to z kolei zaburza wiele funkcji w naszym organizmie, w tym sen. Warto o nocną regenerację świadomie zadbać. (Fot. iStock)
Bezsenność to choroba cywilizacyjna, skutek życia w nadmiernym stresie i wzbudzeniu. Już ponad połowa Polaków ma problemy ze snem, a około 10 proc. cierpi na bezsenność. Rozmowa z dr n. med. Małgorzatą Fornal - Pawłowską, psychologiem klinicznym, psychoterapeutką.

Od 16 lat pracuje Pani w Poradni Leczenia Zaburzeń Snu przy Szpitalu Nowowiejskim w Warszawie - kto i jak tam trafia? Poradnia Leczenia Zaburzeń Snu funkcjonuje przy przyszpitalnej poradni zdrowia psychicznego. Pracują w niej lekarze psychiatrzy i psycholodzy, którzy specjalizują się w leczeniu zaburzeń snu. Naszymi pacjentami są najczęściej osoby, których kłopoty ze snem wynikają ze stresu albo problemów emocjonalnych. Oni najczęściej kierowani są do nas przez psychologów i psychiatrów. Mamy też pacjentów, którzy dowiedzieli się o nas z wyszukiwarek internetowych. Żeby się u nas leczyć nie trzeba mieć skierowania.

Z jakimi konkretnie problemami zgłaszają się pacjenci? Najczęściej skarżą się na przewleką bezsenność. Ale częstym problemem jest też nadmierna senność, albo nietypowe zjawiska występujące we śnie, które przekładają się później na codzienną jakość życia.

Czy bezsenność jest chorobą? Zdecydowanie. W  najnowszej klasyfikacji problemów zdrowotnych mamy odrębną kategorię nazwaną "zaburzenia snu”. Dawniej była ona podpięta pod zaburzenia psychiczne, neurologiczne, albo związane z oddychaniem. Znajduje się w niej sześć głównych typów zaburzeń snu:

  • bezsenność - najczęściej występująca choroba;
  • zaburzenia snu związane z zaburzeniem oddychania;
  • nadmierna senność, czyli hipersomnia;
  • zaburzenia rytmu snu okołodobowego - to problemy występujące najczęściej u osób, które pracują zmianowo, albo mają nieregularny tryb życia;
  • parasomnie - nietypowe zachowania w trakcie snu - np chodzenie, mówienie, krzyczenia, koszmary senne;
  • zaburzenie ruchowe w trakcie snu np. zespół niespokojnych nóg;

W sumie mamy kilkadziesiąt jednostek chorobowych związanych ze spaniem.

Jak diagnozuje się zaburzenia snu? Diagnoza polega przede wszystkim na zebraniu szczegółowego wywiadu. Pytamy pacjentów na czym dokładnie polegają ich problemy ze snem. Oni najczęściej skarżą się, że długo nie mogą zasnąć, albo nawet kiedy uda się im usnąć, w nocy się wybudzają i nie mogą ponownie zasnąć. Często problemem jest również to, że trudno pacjentom wstać po nocy i poczuć się rozbudzonym. Podczas wywiadu dowiadujemy się również tego, że to jak źle pacjenci śpią, a raczej nie śpią, wpływa znacząco na jakość ich życia, na codzienne funkcjonowanie. Jeśli problem występuje minimum 3 razy w tygodniu i trwa od trzech miesięcy, to wiadomo, że taka osoba kwalifikuje się do leczenia. Jednak diagnoza nie opiera się jedynie na wywiadzie dotyczącym samego snu. Zbieramy również informacje na temat ogólnego stanu zdrowia pacjenta, potencjalnych chorób, które mogą wpływać na sen, np. niedoczynność tarczycy. Jeśli ktoś ma na przykład dolegliwości bólowe i nie może zasnąć, to wiadomo, że to może być główny powód zakłócający sen. Jednak u wielu pacjentów nie ma takich oczywistych przyczyn problemów ze snem. Są one bardziej złożone, zwłaszcza, gdy bezsenność utrzymuje się przewlekle.

Co zatem może być przyczyną tego, że nie śpią? 60-80 proc. pacjentów, którzy mają przewlekłe problemy ze snem ma równolegle diagnozę innych chorób - najczęściej są to zaburzenia lękowe i depresyjne. Dlatego lekarz robiący wywiad podczas diagnozy, zbiera informacje dotyczące tego, co dzieje się w życiu emocjonalnym pacjenta, pyta o jego nastroje, lęki, kondycję psychiczną. Jeśli pacjent zgłasza, że ma w życiu intensywny stres, to nie ciężko się domyślić, że problemy ze snem mogą być wtórne i łączyć się z tą sytuacją. W diagnostyce zaburzeń snu bardzo ważny jest też wywiad dotyczące samego snu - o której godzinie chodzimy spać, wstajemy, czy zachowujemy stały rytm. itp. Bo okazuje się, że osoby, które mają kłopoty ze snem często same pogarszają swoją sytuację pogłębiając złe nawyki związane ze spaniem. I nawet jeśli początkowa przyczyna zaburzeń snu leżała gdzie indziej, to brak właściwej higieny snu, i narastający lęk przez kolejną nieprzespaną nocą, stają się czynnikami napędzającymi problem.

Wpadają w błędne koło? Dokładnie. Dlatego osoba, która trafia do poradni zaburzeń snu, dostaje dziennik snu, taki arkusz, w którym prowadzi zapiski dotyczące tego, o której godzinie wstaje, o której kładzie się spać, jak długo zasypia, czy budzi się w nocy, czy uprawia jakiś sport, ile spożywa kofeiny, jak czuje się w ciagu dnia i jakie leki przyjmuje. Lekarz diagnozujący po lekturze takiego dziennika, jest w stanie rozpoznać, czy osoba ma regularny rytm snu, albo czy w łóżku nie spędza za dużo czasu, pomimo tego, że nie śpi, co może być przyczyną fragmentacji snu, czyli zwiększenia nocnych przebudzeń. Z dzienniczka można też wyczytać, że pacjent źle przyjmuje leki, albo że ich nadużywa. Wszystkie tego typu informacje - dla nas ekspertów zajmujących się zaburzeniami snu - są bardzo ważne w diagnozie i programie leczenia.

Czy problemy z oddychaniem, np. krzywa przegroda nosowa, chrapanie, mogą zaburzać sen? Kiedy wywiad pokaże, że osoba może mieć problemy z bezdechem, bo w trakcie snu ma przerwy w oddychaniu lub chrapie, budzi się z bólem głowy lub suchością w ustach, a w ciągu dnia jest bardzo senna, pomimo tego, że w nocy odpowiednio długo śpi, zlecamy wówczas badanie pod kątem zaburzeń oddychania w trakcie snu. Jest to specjalistyczne nocne badanie polisomnograficzne, podczas którego mierzy się różne parametry organizmu ludzkiego w czasie snu, w tym przepływ powietrza przez drogi oddechowe, wysycenie krwi tlenem, wzbudzenia. Wykonuje się w je w specjalistycznych laboratoriach snu, funkcjonujących zwykle przy poradniach laryngologicznych albo pulmunologicznych. Możliwa jest też prostsza wersja tego badania wykonywana w domu. Leczenie bezdechu sennego jest zależne od jego nasilenia. Przy lżejszych postaciach wystarczą interwencje behawioralne – odpowiednia dieta, w celu zmniejszenia masy ciała, unikanie alkoholu czy leków wpływających na obniżenie napięcia mięśniowego. U osób, u których występują niedrożności dróg oddechowych (np. krzywa przegroda nosowa), zabieg laryngologiczny może całkowicie rozwiązać problem bezdechów. W bardziej złożonych przypadkach konieczne jest stosowanie specjalnego urządzenia do snu, które wytwarza ciśnienie w drogach oddechowych.

Przypomnijmy - dlaczego zdrowy sen jest ważny? Odpowiedź na to pytanie zna każdy, kto ma za sobą nieprzespaną noc, albo kilka. Podczas snu nasz organizm regeneruje się, wypoczywa - to podstawowa potrzeba człowieka. Po nieprzespanej nocy mamy słabszą koncentrację uwagi, gorszą sprawność intelektualną i poznawczą, marny nastrój, trudniej nam kontrolować emocje, jesteśmy bardziej impulsywni. Eksperci od medycyny snu podkreślają, że sen jest bardzo ważny dla naszego zdrowia. Długoterminowo problemy ze snem mogą przyczyniać się do pogorszenia przemiany materii a nawet wystąpienia otyłości. Po nieprzespanej nocy, kiedy jesteśmy zmęczeni i poddenerwowani, mamy tendencje do sięgania po niezdrową żywność, przekąski, które szybko nas „pocieszają”. Prawidłowy sen reguluje też nasze funkcje immunologiczne. Kiedy śpimy w naszym organizmie zachodzą różne procesy naprawcze, komórki się regenerują, organizm nabiera sił. Przy deprawacji snu zmniejsza się aktywność komórek układu odpornościowego tzw. naturalnych zabójców. Są badania, które wykazały, że u osób, u których zdiagnozowano zaburzeniami snu, mniej skuteczna okazała się szczepionka przeciw grypie. Wiadomo też, że osoby, które mają zaburzony proces spania, wykazują większą skłonności do łapania infekcji. Wykazano, że nieleczona bezsenność zwiększa ryzyko chorób układu krążenia, cukrzycy oraz depresji.

W pandemii wzrosła liczba osób, które nie śpią. Jaka może być tego przyczyna? Jest to związane zarówno z nasilonym poziomem stresu, w różnych obszarach życia (zdrowotnym, ekonomicznym, społecznym) oraz zmianą trybu życia. Zamknięcie w domach, odcięcie od dotychczasowych ważnych aktywności, ograniczenie ruchu, mniejszy kontakt ze światłem dziennym, a większy ze sztucznym, zdecydowanie pogorszyły jakość naszego snu. U osób, które przechodzą zakażenie wirusem, zaburzenia snu mogą być też następstwem reakcji organizmu na infekcję np. tzw. burzy cytokinowej w układzie odpornościowym, która wpływa na układ nerwowy. Eksperci akcentują, żeby w okresie pandemii o sen zadbać szczególnie, bo to wzmacnia organizm, a silny organizm jest w stanie dobrze poradzić sobie z infekcjami. Dlatego teraz jest to tym ważniejsze, ale też trudniejsze.

Czy w zdrowym spaniu najważniejsza jest liczba przespanych godzin? Ważna jest długość, ale też jakość snu, i jeszcze to, żeby dostosować sen do swojego chronotypu. Musimy wiedzieć, czy jesteśmy bardziej sową czy skowronkiem. Kilka najważniejszych punktów jakościowego snu:

  1. Odpowiednia dawka snu - dla osoby dorosłej to jest 7-8 godzin na dobę. Warto jednak wiedzieć, że zarówno spanie krócej niż 7-8 godzin jak i dłużej, będzie szkodliwe. Nie jest prawdą, że im dłużej śpimy, tym lepiej. To trochę tak jakbyśmy się przejadali. Są badania, które pokazują, że wydłużanie snu prowadzi do podobnych konsekwencji, co zbyt krótki sen.
  2. Właściwa pora, czyli w nocy. Nie jest dobrze jeśli część naszego snu przeniesiemy na długą drzemkę w ciągu dnia. Ponieważ nasz organizm ewolucyjnie jest przyzwyczajony do tego, że jak jest ciemno to ma spać. Wtedy w naszym mózgu wydziela się melatonina, która daje sygnał reszcie naszego organizmu, że czas zwolnić różne procesy – np. obniżyć temperaturę ciała, akcję serca, wydzielanie hormonów związanych z aktywacją organizmu, by przygotować się do snu.
  3. Dostosowanie snu do wewnętrznego zegara biologicznego. Każdy z nas musi wyczuć jakie pory są dla niego lepsze na sen. Jeśli jesteśmy typem skowronka, to dobra pora na spanie wypadnie między godziną 22 a 5 rano. A jeśli jesteśmy sową, to wydzielanie melatoniny  będzie opóźnione i lepiej chodzić do łóżka bliżej północy. Nie można jednak przesadzać z tym przesunięciem godzin spania - chodzenie do łóżka o 4 rano i wstawanie o 12 nie jest zdrowe i kwalifikuje się jako zaburzenie, które trzeba leczyć.
  4. Tryb życia. Nasze codzienne nawyki wpływają na jakość snu. Na przykład to jakie substancje, i o której przyjmujemy, ile pijemy kofeiny, czy spożywam alkohol, czy mamy drzemki w ciągu dnia, czy korzystamy nadmiarowo ze światła sztucznego - to wszystko są „pogarszacze” snu. Ich nadmiar może zaburzyć naturalny rytm odpoczynku nocnego. Na jakość snu wpływa również to, jak w ogóle podchodzimy do tej części naszego życia. Warto zadać sobie pytanie, czy odpowiednio przygotowuję się do snu, czy mam czas by zwolnić wieczorem, zrelaksować się, czy przeznaczam na sen odpowiednią liczbę godzin.

Czy to znaczy, że do snu trzeba się specjalnie szykować? Chodzi o to, żeby zadbać o tzw. higienę snu. Zaleca się, żeby na 4 a nawet 6 godzin przed snem nie spożywać kofeiny. Naukowo dowiedziono, że podwójne espresso wypite przez zdrową osobę na 6 godzin przed snem powoduje skrócenie snu głębokiego, nawet jeśli nie mamy problemu z zaśnięciem po kawie.

Na godzinę przed snem trzeba ograniczyć intensywny wysiłek. Nie jest prawdą, że jak człowiek się intensywnie zmęczy, to szybko uśnie, bo ciało w wysiłku fizycznym się wzbudza. Lepiej, żeby sport uprawiać w ciagu dnia, najlepiej w połączeniu z ekspozycją na światło słoneczne.

Ważne jest również to, by na minimum godzinę przed snem ograniczyć korzystanie z urządzeń emitujących świtało niebieskie. A już na pewno nie można zabierać telefonów, tabletów i laptopów do łóżka. Taki sygnał świetlny w porze snu jest informację dla mózgu, że jest dzień i czas się pobudzić, a my przecież chcemy iść spać.

Nie polecam również alkoholu przez snem - to pogarszacz jakość snu. Działa wprawdzie rozluźniająco, wiele osób szybciej po spożyciu usypia, ale warto wiedzieć, że w wyniku metabolizowania alkoholu powstaje aldehyd octowy, który pobudza - stąd po alkoholu może wystąpić wiele przebudzeń w ciagu nocy i w sumie słaba jakość snu.

Warto też zadać o świeże czyste powietrze i odpowiednią temperaturę w sypialni - powinno być między 18 a 20 stopni C.

Rytuały przed snem - dla niemowlaka czy dla każdego? Nasz mózg zdecydowanie lubi rytuały. Nawet jeśli ktoś nie ma problemów z zasypianiem warto, żeby wyrobił w sobie nawyk dbania o to, żeby wieczór był czasem zwolnienia. Z trybu gotowości przechodzimy w tryb relaksu i wyciszenia. Warto pod koniec dnia zrobić dla siebie coś, co jest odprężające, co sprawia nam przyjemności. Medytacja, relaksacja, czytanie, szydełkowanie. To nie musi być zawsze to samo. Jednak odradzam, żeby wprowadzać te rzeczy do łóżka. W łóżku śpimy.

Jak w Polce leczy się bezsenność? Wiele osób nie robi z tym nic, niestety - wynika to z badań. Myślą: „A, jakoś to będzie.” Jedynie co dziesiąta osoba konsultuje ten problem z lekarzem rodzinnym. Zdecydowana większość (31,3 proc.) nic nie robi, aby lepiej spać. Tylko, że problem sam się nie rozwiąże, a z czasem kłopoty ze snem się pogłębiają. Jest też spora grupa ludzi, sięgających po tabletkę. Tymczasem lekarze na całym świecie są zgodni, że najlepsza metodą wychodzenia z  bezsenności jest zastosowanie technik poznawczo-behawioralnych.

Na czym ta metoda polega? Terapia poznawczo-behawioralna to jeden z nurtów psychoterapii, stosowany w leczeniu różnych zaburzeń (np. depresji, zaburzeń lękowych). Polega na wprowadzeniu odpowiednich zachowań i pracy nad myślami towarzyszącymi danemu problemowi, co przekłada się na zmniejszenie objawów. Ponieważ sen jest bardzo związany z naszymi myślami i zachowaniami, podlega procesom uczenia się - odpowiednie nawyki, pory snu, techniki behawioralne dobrane do danej osoby (np. skrócenie czasu snu, albo jego wydłużenie), zadbanie o pełną higienę snu, pomagają pacjentom wyjść z bezsenności. Terapia zwykle wymaga od 4 do 8 sesji. Metoda poznawczo – behawioralna uznawana jest w świcie naukowym za złoty standard w leczeniu bezsenności. Leki wprowadza się dopiero wtedy, kiedy te metody okażą się niewystarczające. Dlaczego? Bo tabletka nie zmienia nawyków, a wręcz może utrwalić skojarzenie, że zasypia się tylko po pigułce. A celem leczenia jest, żeby pacjent powrócił do automatyczności snu - jego naturalnego rytmu.

Jest Pani współautorka pierwszego w Polsce program niefarmakologicznego leczenia bezsenności oraz aplikacji Terapia Bezsenności do poprawy snu w oparciu o terapię poznawczo-behawioralną. Jak to działa? To 6 -tygodniowy program on-line z pełną bazą materiałów edukacyjnych, ćwiczeń i analiz opartych na zasadach terapii poznawczo-behawioralnej. Pierwszy tydzień naszego kursu jest otwarty dla każdego. To sesja cyfrowa stworzona na wzór tradycyjnej - zawiera ankiety, na podstawie których każdy może zobaczyć spersonalizowane czynniki, które mogą odpowiadać za utrzymujące się problemy ze snem. Pokazujemy jakie zachowania pozwalają pogłębić nasz sen, co robić w sytuacji, gdy nie możemy zasnąć lub wybudzamy się w nocy oraz jak radzić sobie z niepokojem czy gonitwą myśli w porze snu. Kurs pozwala zrozumieć przyczyny problemów ze snem, daje wiedzę, narzędzia i indywidualny plan poprawy snu.

Wychodzenie z bezsenności to praca nad zdrowymi nawykami. Nie ma tu drogi na skróty - nie liczmy na opaski, po założeniu których stanie się cud, albo maszyny, które wpłyną na prace naszych fal mózgowych. Zdrowy sen jest w naszych rękach. To powrót do regularnego rytmu, do natury.

  1. Zdrowie

Jak działa efekt placebo?

Sfektem placebo określa się poprawę zdrowia, samopoczucia, stanu pacjenta po podaniu leku, który wcale nim nie był – a konkretniej, był substancją obojętną i nie zawierał składników aktywnych, obecnych w oryginalnym leku. (Fot. iStock)
Sfektem placebo określa się poprawę zdrowia, samopoczucia, stanu pacjenta po podaniu leku, który wcale nim nie był – a konkretniej, był substancją obojętną i nie zawierał składników aktywnych, obecnych w oryginalnym leku. (Fot. iStock)
Czasem wystarczy sama informacja, że dostałeś lekarstwo, by wyzdrowieć. Albo wiara w to, że jesteś zdolny – by odnosić sukcesy. Fundamentem efektu placebo i samospełniającego się proroctwa jest przekonanie, że oczekiwania kształtują rzeczywistość albo innymi słowy: zmieniają rzeczywistość, stwarzają ją na nowo. Sile ludzkiej autosugestii przygląda się Robert Rient.

Bruce Moseley, chirurg wojskowy i specjalista w zakresie ortopedii sportowej w Teksasie, do swojego eksperymentu wybrał grupę byłych żołnierzy, którzy cierpieli z powodu bólów reumatycznych w stawach kolanowych. Przy czym ból musiał być na tyle dotkliwy, by uniemożliwiał im codzienne aktywności. W 1994 roku wszyscy chorzy zostali przewiezieni do szpitala w Houston (Veterans Affairs Medical Center) oraz poinformowani, że czeka ich operacja, a dokładnie artroskopia kolana. Pacjenci zostali poddani narkozie i żaden z nich nie wiedział, że operację przeprowadzono wyłącznie u dwóch weteranów. Trzem pacjentom jedynie wypłukano staw kolanowy, a pięciu wykonano tylko nacięcie na skórze, bez najmniejszej ingerencji chirurgicznej w staw kolanowy, po czym nacięcie zaszyto, by wyglądało dokładnie tak samo jak blizny wszystkich, którzy przeszli artroskopię kolana. Dziesiątka pacjentów została wypisana do domu w tym samym czasie, dostali te same leki przeciwbólowe, zalecenia dotyczące rehabilitacji kolana i kule, którymi mogli się wspierać podczas chodzenia.

Minęło pół roku od zabiegu i wszyscy pacjenci poczuli się lepiej. Bez względu na to, czy przeszli artroskopię kolana, czyszczenie czy wyłącznie przecięto im skórę i ponownie ją zaszyto. I chociaż dla niektórych to dowód na skuteczność rehabilitacji w walce z bólami reumatycznymi – większość nie ma wątpliwości: placebo niekiedy działa tak samo skutecznie jak skalpel i najlepsze leki.

Od pomagania do szkodzenia

Placebo z łacińskiego oznacza „będę się podobał”, natomiast efektem placebo określa się poprawę zdrowia, samopoczucia, stanu pacjenta po podaniu leku, który wcale nim nie był – a konkretniej, był substancją obojętną i nie zawierał składników aktywnych, obecnych w oryginalnym leku. Istotne jest również, że poddany efektowi placebo nie jest tego świadomy i zachowuje przekonanie, że otrzymał właśnie konkretny lek lub przeszedł określony zabieg medyczny. Co ciekawe, placebo może również wywołać efekty uboczne, takie jak zmiany skórne, senność, wymioty, przyspieszone bicie serca, a nawet obrzęki. Takie efekty nazywa się nocebo, co z łacińskiego można przetłumaczyć „będę szkodzić”. Niektórzy pacjenci po przeczytaniu ulotki opisującej efekty uboczne, momentalnie zaczynają odczuwać określony efekt uboczny, nie będąc świadomi, że sami go wywołali. Nocebo może się również pojawić, gdy mamy negatywne podejście do lekarza i nie ufamy mu.

Badania Office of Technology Assessment wykazały, że skuteczność współczesnych leków i przyjmowanych lekarstw została dowiedziona naukowo jedynie w 20 proc. przypadków! Oznacza to, że pozostałe 80 proc., czyli zdecydowana większość tego, co możemy znaleźć na aptecznych półkach, jest na etapie testowania, eksperymentu albo jest preparatem placebo. Przemysł farmaceutyczny jest zainteresowany jak największą liczbą chorych ludzi, którzy kupią jak najwięcej lekarstw. Oczywiście przemysłu farmaceutycznego nie należy mylić z przypadkami lekarek i lekarzy żywo zainteresowanych zdrowiem swoich pacjentów. Jednak ów przemysł działa w myśl zasady: im więcej chorób, im więcej objawów u siebie rozpoznam – tym więcej kupię lekarstw, bez względu na to, czy ich działanie przyniesie jakikolwiek efekt i czy bez nich zdrowienie odbyłoby się w tym samym czasie (i być może bez uszczerbku na zdrowiu spowodowanego przyjęciem leku). Również skuteczność bardzo kosztownej przecież chemioterapii stawiana jest pod znakiem zapytania.

Moc oczekiwań

Z efektem placebo bezpośrednio łączy się psychologiczny mechanizm samospełniającego się proroctwa. Szereg eksperymentów potwierdziło, że nastawienie może mieć kolosalne znaczenie w osiąganiu sukcesów, zdrowieniu, zdobywaniu pracy, a nawet zawieraniu związków miłosnych i przyjacielskich.

Wszystko zaczęło się od eksperymentu przeprowadzonego w latach 60. XX wieku przez psychologa Roberta Rosenthala. Razem z nauczycielką Lenore F. Jacobson przeprowadził on szereg testów na inteligencję wśród uczniów rozpoczynających naukę w szkole podstawowej w West Coast, w San Francisco. Na podstawie wyników uczniowie zostali podzieleni na tych, którzy osiągnęli wysokie wyniki IQ, i tych, których wyniki były niższe. Kluczowy w całym eksperymencie był losowy przydział uczniów do wyników badań. To znaczy, że Rosenthal podzielił uczniów na tych, którzy są zdolniejsi, i na tych, którzy są mniej zdolni z zupełnym pominięciem przeprowadzonych badań, ale nikomu o tym nie powiedział.

Po ośmiu miesiącach powtórzono badania mierzące postępy w nauce i rozwój inteligencji. Co szokujące – u 78 proc. uczniów, których uznano za zdolnych, zaobserwowano wyższe wyniki w porównaniu do stanu początkowego, różnica na skali punktowej wynosiła od 10 do 30. Eksperyment wywołał debatę na temat mechanizmu samospełniającego się proroctwa (nazywanego również „efektem Rosenthala”).

W wyniki testów na inteligencję uwierzyli nauczyciele, którzy z odpowiednim nastawieniem traktowali uczniów. Określonym jako zdolniejsi poświęcali więcej uwagi i czasu, ich błędy były raczej wypadkami, a nie normą jak u uczniów zaklasyfikowanych jako mniej zdolni – niejako skazanych na życiową porażkę, ale również brak atencji u nauczycieli. Pojedyncze osoby być może znalazły w sobie wystarczająco dużo siły i odporności, by udowodnić, że są zdolne i zasługują na takie samo traktowanie. Jednak znaczenie systemu edukacji okazało się miażdżące. Do dnia dzisiejszego, nie tylko w szkolnych murach, obowiązuje podział ludzi na podstawie pierwszego wrażenia, tymczasowych wyników ich pracy, działań czy udzielonych dawno temu odpowiedzi. Przypisanie określonej osobie danych cech wpływa na to, jak będzie traktowana przez innych, ale również jak sama zacznie o sobie myśleć. Człowiek uznany za zdolnego otrzymuje więcej uwagi, możliwości i przestrzeni na pomyłkę. Ten zaszufladkowany jako mniej utalentowany będzie otrzymywał od otoczenia informacje o tym, jak bardzo sobie nie radzi. W relacji miłosnej, przyjacielskiej czy w relacji z przełożonym i podwładnym również mogą pojawić się zachowania będące wynikiem samospełniającego się proroctwa. Jeśli dana osoba traktowana jest od czasów dzieciństwa jako zdolna – najpewniej uwewnętrzni to przekonanie na własny temat i będzie łaskawiej patrzyła na (lub wręcz pomijała) te momenty, w których zawiodła. Gdy to samo przydarzy się osobie z niską wiarą w siebie i niskim poczuciem własnej wartości, które (analogicznie) zazwyczaj jest efektem silnego oddziaływania autorytetów i rodziców w dzieciństwie, uzna to za potwierdzenie usłyszanego setki razy przekonania na własny temat. I chociaż rzeczywistość obu osób może być taka sama, to przeżywana jest całkiem inaczej ze względu na oczekiwania, które bezpośrednio warunkują sposób mówienia, myślenia, a w końcu działania.

Odpowiednia atmosfera

Warto pamiętać, że początki efektu placebo sięgają II wojny światowej i praktyki amerykańskiego anestezjologa i lekarza Henry’ego Beechera. Właśnie miał on rozpocząć zabieg, gdy zauważył, że skończyła się morfina. Nic nie powiedział, bo obawiał się wybuchu paniki, a pacjentowi podał roztwór soli fizjologicznej. Okazało się, że chociaż ta w pełni nie zniwelowała bólu, to zadziałała skutecznie. Po wojnie Beecher został kierownikiem oddziału anestezjologii w Massachusetts General Hospital w Bostonie. Rozpoczął badania i eksperymenty kliniczne, w których pacjenci zamiast prawdziwych leków dostawali tabletki z cukru. Stan zdrowia 1082 chorych poddanych kuracji placebo polepszył się. W 1955 r. Beecher opublikował artykuł pt. „Potęga placebo” i tak rozpoczął się w medycynie i psychologii okres leczenia niczym.

Na efekt placebo wpływa także nastawienie pacjenta do lekarza i terapii. Do dzisiaj wielu lekarzy uważa, że dla procesu zdrowienia nie ma absolutnie znaczenia to, czy wzbudzają oni sympatię, budują z pacjentem podmiotową relację, ale badania temu przeczą. Co ciekawe, skuteczność placebo jest większa, jeśli przepisana tabletka jest duża, czerwona i gorzka, pomaga również nazwa leku w języku łacińskim i szczegółowo opisane efekty uboczne. Pacjenci szybciej ulegają placebo, jeżeli lekarz wcześniej ich wysłuchał i porozmawiał o ich samopoczuciu – zdaje się to być ważniejsze od profesjonalnej diagnozy przy użyciu nowoczesnego sprzętu. Wszystko to służy budowaniu poczucia bezpieczeństwa oraz autorytetu w osobie lekarza.

Badacze do tej pory nie potrafią precyzyjnie określić, dlaczego placebo działa na jednych ludzi a na innych nie, nie potrafią również wyjaśnić, dlaczego skuteczność placebo zdaje się być tak wysoka w leczeniu astmy i depresji. Istotny jest mechanizm samospełniającego się proroctwa, który opowiada o sile nastawienia albo wiary. Należy jednak pamiętać, że ma on swoją czarną stronę – rzucona pod naszym adresem przestroga, złe słowa, niekorzystna wróżba mogą zainfekować nasz sposób myślenia, ale tylko wtedy gdy uwierzymy w czekające nas kłopoty. A te być może nigdy by nie przyszły, gdybyśmy nie zaprosili ich do swojego życia. Skutecznym antidotum zdaje się być zrelaksowanie w tym, co można nazwać rzeczywistością, oraz świadome i selektywne karmienie się zasłyszanymi informacjami po to, by wybrać te, w które chcemy uwierzyć.

Robert Rient dziennikarz, trener interpersonalny. 

  1. Zdrowie

Jak (nie) śpią Polacy. Covidowa bezsenność

Chcąc poprawić jakość naszego snu, a w konsekwencji życia, powinniśmy zacząć od wdrażania zasad jego higieny. (Fot. iStock)
Chcąc poprawić jakość naszego snu, a w konsekwencji życia, powinniśmy zacząć od wdrażania zasad jego higieny. (Fot. iStock)
19 marca obchodzony jest Światowy Dzień Snu. Ponad połowa Polaków ma problemy z nocną regeneracją. Pandemia nasiliła problem. A nieleczona bezsenność zwiększa ryzyko otyłości, lęku, depresji, chorób układu krążenia czy cukrzycy - mówi dr n. med. Małgorzata Fornal-Pawłowska.

Aż. 64 proc. dorosłych Polaków deklaruje, że ma problemy ze snem – wynika z badania opinii publicznej, zrealizowanego w styczniu tego roku przez SW Research dla terapiabezsennosci.pl. Co czwarta osoba z badanej grupy deklaruje, że jej problemy ze snem zaczęły się w ciągu ostatniego roku. Co znaczące, 25 proc. tej grupy stanowią ci, którzy problemy ze snem mają niemal codziennie. Uwagę zwraca również fakt, że częściej doświadczają ich kobiety niż mężczyźni. Leki są najpopularniejszą wśród Polaków metodą na radzenie sobie z problemami ze snem.

Zły sen Polaków

To naturalne, że gorszy sen jest reakcją naszego organizmu na ciągły stres, którego doświadczamy od ponad roku. Nie możemy jednak pozostawać obojętni wobec tego zjawiska, twierdząc, że tak musi być. Bagatelizowanie zaburzeń snu pociąga za sobą poważne konsekwencje, a złe samopoczucie po nieprzespanej nocy, pogorszenie nastroju, brak koncentracji, czy gorszaą jakość pracy, to tylko część długiej listy.  Na nie jednak najczęściej zwracamy uwagę, ponieważ doświadczamy ich na bieżąco. - mówi dr n. med. Małgorzata Fornal-Pawłowska. Tymczasem następstwa przewlekłych problemów ze snem mogą być poważniejsze, w postaci długotrwałych skutków zdrowotnych. Nieleczona bezsenność zwiększa ryzyko otyłości, lęku, depresji, chorób układu krążenia czy cukrzycy - dodaje. Potwierdzają to również wyniki przeprowadzonych badań. Pogorszenie samopoczucia, odczuwanie senności i zmęczenia w ciągu dnia, napięcie oraz towarzyszący mu niepokój, to trzy najczęściej wymieniane przez badanych objawy braku snu. Ale warto zwrócić uwagę na to, że respondenci często wskazywali również na ogólne pogorszenie się stanu zdrowia oraz problemy ze zdrowiem psychicznym. W przypadku tego ostatniego niepokojącym jest fakt, że jedną czwartą osób, w tej grupie stanowią te, które nie ukończyły jeszcze 25 roku życia dodaje Fornal-Pawłowska

Na problemy ze snem - leki, leki, leki…

A co, kiedy zaobserwujemy u siebie problemy ze snem? Wydawać by się mogło, że podobnie jak w przypadku innych przewlekłych dolegliwości, konsultujemy się z lekarzem. Przeczą temu jednak wyniki badań. Tylko co 10 osoba konsultowała się z lekarzem rodzinnym. Zdecydowana większość (31,3 proc.) nie robi nic, aby lepiej spać! Odpowiedzi zaś tych, którzy próbują sobie poradzić z problemem nie pozostawiają wątpliwości – najczęściej wybieranym sposobem są leki. 32,7 proc. badanych decydowało się na te pochodzenia roślinnego, a niemal co czwarty respondent wskazywał leki nasenne.

Kiedy zaczynamy odczuwać problemy ze snem uciekamy się do leków, przekonani o tym, że w krótkim czasie przyniosą one pożądany efekt. Jednak leki łagodzą skutki bezsenności, a jej przyczyna nadal pozostaje. Dlatego też chcąc poprawić jakość naszego snu, a w konsekwencji życia, powinniśmy zacząć od wdrażania zasad jego higieny. Zmiana naszych codziennych nawyków powinna być zawsze pierwszym krokiem – mówi dr n. med. Małgorzata Fornal-Pawłowska. Jeśli jednak mimo stosowania zasad higieny snu, nadal zmagamy się z bezsennością, powinniśmy skonsultować się ze specjalistą. Nie liczmy jednak na to, że dostaniemy od niego leki, które w trybie natychmiastowym rozwiążą nasze problemy. Bezsenności tak się nie leczy. Podstawową metodą jest terapia poznawczo – behawioralna dodaje ekspertka.

Zasady higieny snu

1. Utrzymuj regularne pory snu

2. Dbaj o aktywność fizyczną w ciągu dnia

3. Korzystaj ze światła w dzień, a ogranicz je przed snem

4. Zdrowo się odżywiaj się.

5. Ogranicz nikotynę, kofeinę oraz alkohol

5. Kontroluj drzemki w ciągu dnia

6. Zadbaj o odpowiednie warunki do snu

Czy grozi nam „koronasomnia”?

Według amerykańskiego Centrum ds. Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC),  w latach poprzedzających pandemię bezsenność zwykle dotykała 10-14 procent dorosłych osób. Ale już dzisiaj eksperci przewidują, że ludzi zmagających się z problemami ze snem będzie przybywało, ponieważ człowiek zaprogramowany jest tak, żeby czuwać w obliczu niebezpieczeństwa. Potwierdza to badanie przeprowadzone w sierpniu 2020 r. na brytyjskim Uniwersytecie w Southampton. Wykazało ono, że liczba osób cierpiących na bezsenność wzrosła z jednej na sześć do jednej na cztery. Ofiarami covidowej bezsenności są głównie matki i osoby pracujące w tzw. "kluczowych" branżach, które na czas pandemii nie były zamrażane. Zjawisko medyczne, o którym mowa, ma już swoją nazwę – koronasomnia. To termin, zaproponowany po raz pierwszy przez Christinę Pierpaoli-Parker, psycholożkę specjalizującą się w behawioralnej medycynie snu na University of Alabama w Birmingham.

Przed pandemią problemy ze snem były trzecią co do częstości skargą zgłaszaną w gabinecie lekarza POZ. Na bezsenność chorowało ok. 10 proc. populacji, a 30 proc. doświadczało jej okresowo. W dobie pandemii istotnie wzrosło ryzyko zaburzeń snu, ponieważ nasiliły się czynniki je wyzwalające. Przyszło nam zmierzać się ze stresem w różnych wymiarach życia, a ten jest częstym wyzwalaczem gorszych nocy. Zmienił się również sam tryb naszego życia, a to również może przekładać się na problemy ze snem. Prowadzi to do jednego wniosku. Już dzisiaj osób, które źle śpią jest bardzo dużo, a będzie ich jeszcze więcej – mówi dr n. med. Michał Skalski.