1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Pamiętam, więc jestem. Psychologia a bagaż emocjonalny

Pamiętam, więc jestem. Psychologia a bagaż emocjonalny

Musimy pamiętać, kim jesteśmy, żebyśmy mieli poczucie siebie. (Ilustracja Marianna Sztyma)
Musimy pamiętać, kim jesteśmy, żebyśmy mieli poczucie siebie. (Ilustracja Marianna Sztyma)
Według psychoanalizy wspomnienia tworzą naszą historię emocjonalną. – Nie chodzi o to,  czy one były dobre, czy złe, prawdziwe czy nieprawdziwe – wszystkie są istotne – tłumaczy psychoterapeutka Danuta Golec. Trzeba je tylko dobrze… skompostować.

To my kształtujemy nasze wspomnienia czy raczej one nas?
Tak naprawdę nie ma „nas” i „ich”, jesteśmy jednością. Jako ludzie jesteśmy utkani  ze wspomnień, emocji i doświadczeń. Niektóre z tych rzeczy są twarde, czyli pewne zdarzenia po prostu miały miejsce, są do sprawdzenia i obiektywnego zweryfikowania. Natomiast wspomnienia tych wydarzeń i emocje im towarzyszące – są już materią ulotną, zapętloną i nieoczywistą. Na tym polega cała trudność związana z naszą pamięcią: jest ona zjawiskiem paradoksalnym, trochę absurdalnym i na pewno bardzo złożonym. Nie działa jak rejestr, do którego możemy zajrzeć i szybko odnaleźć odpowiedni wpis – o nie, to o wiele bardziej skomplikowana historia.

Jak bardzo skomplikowana?
Oczywiście od czasów Freuda poszliśmy o wiele dalej w dziedzinie, jaką jest psychoanaliza, ale to on jako pierwszy zauważył to, o czym mówi dzisiejsza nauka, a zwłaszcza neurobiologia i filozofia umysłu. Freud zajmował się wczesnodziecięcymi wspomnieniami, które są dość specyficzne, ale dzięki temu odkrył pewne reguły rządzące pamięcią. Zobaczył, że pamięć nie jest jak taśma filmowa, na której wyświetla się zapis konkretnego zdarzenia, tylko jest efektem negocjacji z naszą psychiką. Bo kiedy włączają się mechanizmy obronne, pamięć nie działa normalnie, wytwarza pewien kompromis między tym, co się naprawdę zdarzyło, a tym, co psychika pozwoliła zarejestrować. Mamy to zapamiętać czy zapomnieć? A może przykryjemy to czymś innym i tak się jakoś przechowa? Tak zwane wspomnienia przesłonowe mogą być wydarzeniami niekoniecznie istotnymi; zapisują się w pamięci dlatego, że coś w sobie zbierają albo coś przesłaniają. W spokojniejszy sposób przechowują coś, co jest dla nas trudne.

Na przykład?
Czasem podczas terapii pytamy pacjentów o najwcześniejsze wspomnienia. Ktoś na przykład pamięta, że jest bardzo mały, jakaś osoba wchodzi do domu i on się chowa pod stołem. Potem, jak się temu bliżej przyglądamy, okazuje się, że to jest wspomnienie, które zapisuje pewien lęk przed inwazją z zewnątrz. Nie przedstawia konkretnego wydarzenia, tylko jakby jego klimat, poczucie, że jest jakieś bezpieczne miejsce, w którym można się schować, gdy ktoś przekracza granicę, zbyt gwałtownie wchodzi w przestrzeń osobistą. Wspomnienia przesłonowe w dużym stopniu dotyczą bardzo wczesnego okresu, kiedy psychika nie jest jeszcze ukształtowana, a targają nami potężne namiętności.

Innym ciekawym zjawiskiem związanym z wczesnodziecięcymi wspomnieniami jest naznaczenie wsteczne.
To też odkrył Freud. Chodzi o to, że nam się wydarzają różne rzeczy, często zanim możemy jeszcze zrozumieć ich znaczenie. Te wspomnienia są przechowywane w naszej pamięci trochę bez zrozumienia, ale w miarę jak dorastamy i zaczynamy rozumieć więcej, pamięć zaczyna oddziaływać wstecz. (Bo ona działa do tyłu i do przodu. Ma wpływ również na to, co się wydarzy w przyszłości). Znany i łatwy do zrozumienia przykład to sytuacja molestowania seksualnego, nawet niekoniecznie bardzo gwałtownego – bo mogło być na przykład zbyt długim lub zbyt mocnym przytuleniem lub zbyt intensywnym spojrzeniem – ale które się zdarzyło, zanim dziecko rozumiało, co to właściwie jest. Zapamiętało jedynie, że coś było dla niego niewygodne. Dopiero później, kiedy pojawi się seksualność i dojdzie do podobnego zdarzenia, wrócą tamte wspomnienia i zaczną być obrabiane, pojawi się olśnienie: „Już wiem, co się wtedy stało”. To wszystko razem często powoduje jednak taki zamęt, że już nie wiadomo, co jest wspomnieniem, a co bieżącym wydarzeniem. Dlatego tak trudno jest badać wspomnienia.

A po co w ogóle pamięć je tworzy?
Musimy pamiętać, kim jesteśmy, żebyśmy mieli poczucie siebie. Stykam się z tym coraz częściej w gabinecie: ludzie mają ogromne kłopoty z tożsamością na głębszym poziomie. Na przykład nie są pewni, czy chcą tego, czy tamtego. Albo czy mają taki stosunek do różnych spraw, czy inny – a to jest właśnie część bycia sobą. Brytyjski psychoanalityk Christopher Bollas, którego książkę „Siły przeznaczenia” wydaję na jesieni, pisze, że nasza pamięć przybiera postać zbiorów historycznych, zestawów pewnych wydarzeń, które zapamiętujemy z okresu wczesnodziecięcego, przedszkola, dorastania, potem okresu nastoletniego i tak dalej. Kiedy się bada konkretny zestaw, to się okazuje, że jest on właściwie nie tyle katalogiem zdarzeń, ile zapisem pewnego klimatu emocjonalnego, który panował w tym czasie. Nie chodzi o to, że przypominamy sobie jakieś brzemienne w skutki wydarzenia, one często są właśnie bardzo spokojne, ale zapisują się po to, byśmy pamiętali, co wtedy czuliśmy. Bollas mówi, że te zbiory historyczne są niezwykle ważne dla naszej kondycji psychicznej.  Bo stanowią zapis tego, kim byliśmy, naszą historię emocjonalną. Na przykład pamiętamy, że w tym okresie dominowało ciepło, słońce, spacery z rodzicami. Albo poczucie osamotnienia, konflikty z koleżankami z klasy, pogubienie. Nie chodzi o to, czy to było dobre, czy złe, ale że tak było i że to nas ukształtowało. Te zbiory historyczne są w nas cały czas żywe, a kiedy do nich sięgamy, od razu możemy przenieść się w czasie. Określony smak, zapach, wygląd przywołują klimat przeszłości niczym proustowska magdalenka.

A można pamiętać coś, co się nie wydarzyło?
Pod wpływem różnych emocji, ale też prób zrobienia czegoś ze swoją pamięcią – świadomego lub nie – mogą rzeczywiście pojawić się fałszywe wspomnienia, czyli możemy bardzo wyraźnie pamiętać coś, co, jak pani mówi, się nie wydarzyło. Słyszałam historię o tym, że starszy brat zapamiętał pojawienie się młodszej siostry w ten sposób, że rodzice przynieśli małą do domu w torbie na zakupy. Pamięta tę siatkę i pamięta, że wnosili smarkulę jak worek ziemniaków. Oczywiście, to się nigdy nie wydarzyło i było jedynie wyrazem naturalnej wrogości do siostry, która zdetronizowała starszego dziedzica. Tak działa pamięć. Przypuszczam, że każda rodzina ma taką historię, z której śmieje się serdecznie co święta. Zwykle są to rzeczy bardzo niewinne, które od razu odsłaniają obronę naszej psychiki, ale czasem jest to bardziej złożone, może też powstać na skutek czyjejś sugestii. Dlatego, znów to powtórzę, wobec wspomnień musimy być bardzo ostrożni.

Czyli nie możemy traktować ich jako faktów, tylko jako opowieść o naszym stanie emocjonalnym?
Ludzie też nie są zbiorem faktów, tylko płynnym dosyć tworem, co jest pozytywne, bo mogą się zmieniać i ewoluować. Dlatego jako terapeutka nigdy nie podważam wspomnień pacjenta, mówiąc: „To się nie mogło wydarzyć”, tylko szukam w tym jego emocjonalnej historii. Natomiast żeby zrozumieć w terapii, co działo się w relacjach tej osoby z innymi, nie tylko słucham opowieści pacjenta, ale też bardzo subtelnie przyglądam się temu, co się odtwarza w relacji ze mną. Jeżeli te rzeczy się nakładają, to ja to rozumiem tak, że wspomnienia są bliskie rzeczywistości. Natomiast jeżeli to jest kompletnie coś innego – czyli w przeszłości było cudownie, a tu jest wrogość, walka – to myślę, że tam jest coś zafałszowanego. Bo nasza przeszłość emocjonalna zawsze odtwarza się w teraźniejszości. Terapeuci nie są prokuratorami, którzy mają sprawdzić, jak było naprawdę, tylko sprawić, by człowiek wiedział, kim jest, by jego zbiory historyczne były spójne, by traumy nie wpadały w wirówkę mechanizmu naznaczenia wstecznego. Żeby, jeśli doświadczył czegoś trudnego, mógł do tego wrócić na spokojnie. Miałam przypadki pracy z pacjentkami, które podczas terapii odzyskiwały doświadczenia nadużycia w dzieciństwie i potem to się potwierdzało. Ale nie zawsze tak jest. Trzeba uważać, by nie pchnąć kogoś w kierunku czegoś fałszywego.

Praca z pamięcią prowadzi do tego, żeby dążyć do powtarzania tych dobrych doświadczeń, a unikać złych?
Bollas pisze, że mamy w sobie popęd przeznaczenia. Czyli pewnego rodzaju wrodzoną (choć może ona być zabijana przez nasze otoczenie) chęć, by realizować swój wrodzony potencjał. Dobre wspomnienia to te, które stwarzają na różnych etapach życia środowisko, w którym możemy go rozwijać, dorastać jako tulipan, róża czy inny kwiat, którym jesteśmy. One są dobre w tym sensie, że pozwalają nam realizować nasze przeznaczenie, a nie być skazanym na los. Bollas rozróżnia bowiem los i przeznaczenie. Los jest czymś narzuconym, a przeznaczenie płynie ze środka. Los to są też traumy, które blokują nasze możliwości, jak brak dostrojenia rodziców, bieda, przemoc, ale też nieuważność opiekunów. Jeżeli możemy odzyskać zbiory historyczne, w których są zapisane dobre klimaty, daje nam to siłę. Często pacjenci wychodzą z gabinetu odmienieni. Wracają i mówią: „Nie wiem, co się stało, ale teraz moje życie zupełnie inaczej wygląda, robię to, co chcę”. I ja wtedy bardzo się cieszę. Bo to zrozumienie musi być organiczne, zdobytą wiedzę musimy w sobie zasymilować. Jako terapeutka mam pomóc pacjentowi znaleźć dostęp do potencjału i opracować jego naturalne siły do jego realizowania. Bywają pacjenci, w wypadku których wystarczy przejrzeć ich historię emocjonalną i znaleźć dobre wspomnienia, i już zyskują siłę, której wcześniej nie mieli. Czasem jednak trzeba się mocno zająć przeszłością i trudnymi doświadczeniami, bo one przesłaniają te dobre. Nie można jednak powiedzieć: „Zróbmy tak, żeby nie było tych trudnych i by zostały tylko dobre”. W pamięci nic nie znika, to będzie tylko zakopane i wróci za chwilę, odrośnie niczym perz w ogrodzie. Mam ostatnio dużo kontaktu z pracą ogrodniczą, więc te metafory nasuwają mi się naturalnie. Jak się nie skompostuje przeszłości – tej dobrej i tej złej – to nic dobrego nie odrośnie.

Czyli czym byłoby to kompostowanie?
Jeśli nasze zbiory historyczne są spokojne i przyjemne, to znaczy, że mamy odpowiedni klimat do rozwoju. Ale jeśli jest w nich dużo osamotnienia, zahamowania – to trzeba je dokładnie obejrzeć, by mogło uwolnić się z nich coś żywego. Czyli patrzymy na to, jak określone wspomnienia wspierają pacjenta w rozwoju, nie na to, czy są dobre, czy złe, prawdziwe czy nieprawdziwe. Jeśli ktoś ma wspomnienia, które go bardzo wspierają, to nie ja mam decydować, czy one są prawdziwe, czy nie, w znaczeniu faktów. Jeśli coś nas rozwija, to musi być w jakimś sensie prawdziwe. Nasze fantazje też są prawdziwe, podobnie emocje – to się razem łączy i tworzy się taki amalgamat wspomnienia, do którego wracamy, uśmiechamy się i dostajemy energii, by zmagać się z przeciwnościami losu czy polityki. Nie załamujemy się i idziemy dalej.

Czyli jeśli jesteśmy w miejscu, w którym nigdy nie byliśmy, a jest nam w nim miło i bezpiecznie; poznajemy kogoś i czujemy się dobrze w jego towarzystwie albo zaczynamy coś robić i to sprawia nam przyjemność – to dzieje się to dzięki naszym wspomnieniom. Pojawia się link do jakiegoś zbioru?
Jeżeli się dobrze czujemy, to znaczy, że musimy to znać, rozpoznaliśmy coś dobrego, jakiś klimat z dzieciństwa, w którym było coś, co nas karmi. Pewnie każdy ma z dzieciństwa doświadczenie tego, że jedzie w wózeczku i czuje się bezpiecznie, jest najedzony i ma suchą pieluszkę – to się gdzieś zapisuje i potem powraca jako wrażenie czegoś dobrego. Jedni mają tego więcej, inni mniej, ale wtedy trzeba się tego trzymać i to wzmacniać. Na tym polega kompostowanie – trzeba wszystko zbierać, żeby nic się nie zmarnowało. Nawet chwasty można skompostować, tylko trzeba odpowiedniej mieszanki – dodania jakichś aktywatorów, by z tego wyrosło coś, co jest biohumusem, czyli najlepszą rzeczą, jaka wspiera dalszy rozwój roślin. Pracując ze wspomnieniami, nie mówimy: „e, to się nie nadaje”. Wszystko się nadaje.

Danuta Golec, psycholożka, psychoterapeutka psychoanalityczna, członkini Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Psychoanalitycznej, tłumaczka, właścicielka wydawnictwa Oficyna Ingenium.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Nie chcesz już być singielką? Postaraj się zamknąć przeszłość

Jeśli decydujesz się na bycie singlem - powinien to być świadomy wybór. Często jednak za tą decyzją kryją się nieprzepracowane krzywdy. (fot. iStock)
Jeśli decydujesz się na bycie singlem - powinien to być świadomy wybór. Często jednak za tą decyzją kryją się nieprzepracowane krzywdy. (fot. iStock)
Można wyodrębnić dwie grupy osób żyjących w pojedynkę: single z wyboru i single wdowcy. Ponad połowa z nich to głównie kobiety w wieku dojrzałym. Wielu singli nie szuka obecnie partnera, a głównymi powodami kroczenia przez życie solo są: obawa przed zranieniem, przykre doświadczenia z przeszłości i brak potrzeby nawiązywania bliskich relacji.

Trzydziestoletnia Magda żyje w pojedynkę od 5 lat. Ma za sobą jeden poważny związek, który skończył się rozstaniem. Czterdziestoletnia Iwona 3 lata temu w wypadku samochodowym straciła męża. Twierdzi, że ciągle nie jest gotowa na nową miłość. Dwudziestoletnia Ania bardzo przeżyła rozwód rodziców. W dzień swoich osiemnastych urodzin dowiedziała się, że jej ojciec od lat miał równoległy związek.

Gdy przeszłość boli

Śmierć ukochanego człowieka, zdrada partnera, rozwód czy traumatyczne doświadczenia z dzieciństwa to głęboka rana, która wymaga czasu, ale też przeżycia i pogodzenia się ze stratą. Czas po stracie nazywany jest żałobą, która ma kilka charakterystycznych etapów. Najpierw pojawia się szok, niedowierzanie, że to spotkało właśnie ciebie, życzeniowe myślenie, że to nieprawda, że wszystko będzie jeszcze tak jak dawniej. Później pojawia się bunt, żal, wściekłość, pragnienie szukania winnego, targowanie się z losem: co mogę zrobić, żeby ukochany człowiek wrócił? Depresja - etap izolacji, pogrążania się w bezgranicznym smutku, myśli samobójcze to najtrudniejszy etap żałoby, który zwykle pojawia się po pewnym czasie od zaistnienia straty (kilka miesięcy po pogrzebie, rozwodzie), kiedy bliscy, dotąd wspierający, wracają do swojego życia, a osoba po stracie w pełni uświadamia sobie fakt opuszczenia.

Rozliczenie się z przeszłością, pogodzenie z zaistniałymi faktami, akceptacja straty z jednoczesnym zachowaniu w sercu pamięci o nieobecnym, to ostatni etap żałoby, który powinien pojawić się do roku po stracie. Jednak często tak się nie dzieje. Magda ciągle przechowuje na szafce przy łóżku zdjęcie ukochanego. Utrzymuje kontakty ze wspólnymi znajomymi, którzy przekazują jej informacje na temat ,,byłego". Kiedy kilka tygodni temu dowiedziała się, że w jego związku nie dzieje się najlepiej, nadzieja na powrót partnera ponownie ożyła. Iwona nie była w stanie uczestniczyć w pogrzebie męża, do dziś nie była na cmentarzu. ,,Przecież tam go nie ma. Nie jestem w stanie pogodzić się z faktem, że ten młody, pełen życia mężczyzna, leży zakopany w ziemi" - tłumaczy przyjaciółkom. Ania zwierzyła mi się w trakcie terapii, że nigdy nie wyjdzie za mąż, bo czuje się lojalna wobec matki. ,,Wszyscy faceci to dranie. Niech mi pani da gwarancje, że mężczyzna, którego pokocham, będzie należał tylko do mnie".

Kiedy nosisz w sobie takie pokłady cierpienia, rozżalenia, bólu, lęku, wściekłości i niewiary w udany związek, nie jesteś w stanie rozstać się z przeszłością. Bywa, że w desperacji, na oślep szukasz miłości, wierząc, że zastąpi ci ona tę utraconą. W nowym partnerze lokujesz swoje zranione uczucia i wierzysz, że on wynagrodzi ci twoje rozczarowania i ukoi ból z przeszłości. A przecież żaden człowiek nie zastąpi nam byłego partnera. Związki zawierane z taką intencją z góry skazane są na porażkę.

Sprawdź, czemu/komu mówisz: ,,nie"

Jeśli masz za sobą tak dotkliwą stratę jak śmierć partnera, zdradę, porzucenie, czy traumatyczny rozwód rodziców bądź swój, twoja decyzja o życiu w pojedynkę nigdy nie jest świadomym wyborem. Jak to sprawdzić? Wyobraź sobie swój potencjalny nowy związek. Jaki obraz się pojawia? Wracają sceny z przeszłości: czujesz zapach dawnego partnera, wspominasz dzień waszego poznania, przypominasz sobie twarz ojca, który zapewniał, że nigdy nie przestanie cię kochać, a ty wiedziałaś, że jeśli uwierzysz w jego słowa to zranisz matkę? Jeśli tak właśnie jest, nie jesteś wolna od przeszłości. Nowy związek, myśl o nim powinna ci się jawić jak biała kartka, wielka niewiadoma, którą z ciekawością przyjmujesz. Jeśli w głowie masz już gotowy scenariusz tego, co ma się wydarzyć, wiesz dokładnie jaki ma być ten nowy mężczyzna, to znak, że jeszcze potrzebujesz czasu, by zamknąć stare i z ufnością otworzyć się na nowe. Psychologowie twierdzą, że od ostatniego związku powinny minąć przynajmniej dwa lata, żebyś mogła wejść w nową, udaną relację. W przypadku dotkliwej straty ten czas może być za krótki.

Przede wszystkim musisz zamknąć proces żałoby. Jak to zrobić?

Zaakceptuj fakt, że przeszłość już nie wróci. Nawet jeśli partner, który odszedł, zdecyduje się wrócić, wasz związek zacznie się od nowa, a gwarancją jego powodzenia będzie wybaczenie i zamknięcie przeszłości. Spotkacie się jak dwoje nowych ludzi.

Zrób bilans przeszłości. Nie idealizuj partnera, ani waszej relacji. Były między wami dobre i złe chwile, jak to w życiu. Obydwoje macie zalety i wady. Przy innym partnerze ty będziesz zupełnie inna. Jemu też daj taką szansę. Tylko wtedy będziecie mogli spotkać się autentycznie.

Jeśli nosisz w sobie ból po rozstaniu rodziców, zaakceptuj fakt, że to nie ty byłaś partnerką ojca i to nie ciebie zdradził. W potencjalnym partnerze nie szukaj ojca, na którym podświadomie będziesz chciała wyrównać krzywdy matki. W rozpadzie związku zawsze mają udział obydwie strony.

Pożegnaj się z mężczyzną z przeszłości, obojętnie czy chodzi o twojego partnera czy ojca. W myślach podziękuj mu za wszystko, co było dobrego w waszej relacji i zamknij ból wynikający z tego wszystkiego co cię zraniło. Ból, lęk, urazy to emocje z przeszłości. Skoncentruj się na tym, co ,,tu i teraz".

Jeśli zamkniesz przeszłość i dojdziesz do wniosku, że w twoim życiu nadal nie ma miejsca dla drugiego człowieka, będzie to twój świadomy wybór.

  1. Zdrowie

Co robić, by poprawić pamięć?

Jak poprawić pamięć i koncentrację? Przede wszystkim nie przepracowujmy się. (Fot. iStock)
Jak poprawić pamięć i koncentrację? Przede wszystkim nie przepracowujmy się. (Fot. iStock)
Nagle nie jesteś w stanie przypomnieć sobie imienia sąsiadki, po wyjściu z biura zauważasz, że zostawiłaś ważne dokumenty, w trakcie egzaminu nie możesz przywołać podstawowych informacji… Skąd biorą się dziury w pamięci? Co robić, by poprawić pamięć? – mówią nasi eksperci.

Dr Marek Bardadyn, naturoterapeuta

Procesy pamięciowe można usprawnić za pomocą homeopatycznych granulek. Wśród nich najbardziej uniwersalnym lekiem jest Anacardium – zwiększa koncentrację i umiejętność zapamiętywania nawet na kilka godzin. Kalium phosphoricum także poprawi ogólną sprawność umysłową, a przy tym zdolność koncentrowania się podczas nocnej pracy czy nauki. Veratrum album będzie idealne dla osób z niskim ciśnieniem krwi, które dopiero po filiżance kawy mogą zacząć funkcjonować. Jeśli nie możemy się skupić z powodu natłoku myśli, polecam lek Coffea. Jeżeli problemy z pamięcią są jednym z objawów przekwitania, warto sięgnąć po Lachesis. Osobom starszym zaś najskuteczniej pomoże Barium carbinicum. Jego działanie nie polega tylko na ograniczeniu zwykłych dla wieku kłopotów z pamięcią, ale może także doskonale ułatwić nauczenie się języka obcego!

Homeoterapię warto wesprzeć okresowym przyjmowaniem preparatów z magnezem, lecytyną i miłorzębem japońskim (dzięki nim mózg lepiej reaguje na działanie leków), a także popijaniem naparu z ziela przetacznika, liścia pokrzywy i owocu róży (po 5 dag). Łyżkę stołową przygotowanej mieszanki zalewamy szklanką wrzątku, pozostawiamy pod przykryciem na 20 minut. Wywar popijamy małymi łykami podczas intensywnej pracy umysłowej.

Koktajl dla geniusza

Wzmacnia układ nerwowy, jest więc szczególnie polecany przy stresie, depresji, wytężonej pracy umysłowej. Zmiksujmy razem 200 ml mleka sojowego lub ryżowego, 1/2 banana i po łyżeczce: kakao, płatków migdałowych, melasy trzcinowej i ziaren słonecznika. Koktajl pijmy codziennie.

Dr n. med. Ocz Batyn, specjalista chorób wewnętrznych i medycyny orientalnej

Medycyna mongolska wyróżnia sześć typów ludzi. Do pierwszego należą ci, którzy szybko myślą i zapamiętują. Dominuje u nich czynnik chi (powietrze). Sprawia on także, że częściej chorują na nerwicę, bezsenność, serce i jelita. Do drugiego typu kwalifikują się osoby łatwo się irytujące, intensywnie myślące, ale i łatwo zapominające. U nich przeważa czynnik shara (żółć), co powoduje skłonność do dolegliwości wątroby, nadciśnienia, wrzodów żołądka i dwunastnicy. W trzecim mieszczą się ci wolniej zapamiętujący, ale i dłużej przechowujący zdobyte wiadomości. „Przewodzi” im element badghana (flegma) objawiający się również w predyspozycji do depresji, otyłości, obrzęków, miażdżycy i choroby zakrzepowej. Pozostałe trzy typy to mieszanki tych podstawowych. Warto zdać sobie sprawę z tej naturalnej przynależności. Mongolskie przysłowie mówi: „Nie można pobiec tak daleko, by uciec od własnego cienia”. Pozostańmy więc sobą i starajmy się maksymalnie wykorzystać swoje atuty.

Trzeba też wiedzieć, że każdy z 12 narządów, także mózg, ma swój cykl energetyczny, na który składają się okresy aktywności, stabilności i słabości. W apogeum cyklu mózg − kosztem innych organów − kumuluje najwięcej energii i najbardziej efektywnie pracuje. Wtedy powinniśmy się uczyć, obmyślać strategie i ćwiczyć pamięć. W czasie stabilności możemy powtarzać to, co już wiemy, i rozwiązywać prostsze zadania. W okresie najniższej aktywności musimy dać głowie odpocząć.

Jak poprawić pamięć i koncentrację? Przede wszystkim nie przepracowujmy się. 35−42 godziny pracy w tygodniu to maksimum. Wysypiajmy się, a przed snem myślmy o miłych rzeczach. Dbajmy o harmonię w życiu wewnętrznym i otoczeniu. Niewielkie posiłki powinny być lekkie, z gotowanych warzyw i chudego mięsa, łagodnie przyprawione. Jadajmy je w skupieniu. Doskonałe będzie śniadanie przygotowane z 1/2 litra wywaru (2 marchewki, por, ziemniak), w którym namoczymy na noc 2 łyżki otrąb pszennych i 2 łyżki siemienia lnianego. Rano wystarczy danie podgrzać. Nie wolno lekceważyć codziennej gimnastyki. Także głowę trzeba ćwiczyć: krzyżówki, nauka języka, łamigłówki, szachy − na pewno znajdziemy coś dla siebie.

5-minutowy urlop

Po skończonej pracy nie zrywaj się zza biurka, tylko otwórz okno, zdejmij buty i usiądź po turecku na podłodze albo krześle. Wyprostuj plecy i zamknij oczy. Przez 5 minut oddychaj powoli i głęboko. Wciągaj powietrze przez nos i nosem je wypuszczaj, tak by dało się słyszeć szmer. Wsłuchuj się w niego. W tym czasie możesz prawą ręką masować lewą stopę, a lewą − prawą. Po tym krótkim zabiegu poczujesz się spokojna i zrelaksowana, a umysł zyska energię. Wyjście z pracy zacznie być początkiem wieczornego odpoczynku.

Dr Patrap S. Chauhan, specjalista medycyny  ajurwedyjskiej 

Umiejętność zapamiętywania, a także odtwarzania zdobytej wiedzy ajurweda nazywa smriti. Osłabia ją nasze zaangażowanie w kilka czynności naraz, np. kiedy prowadząc auto, rozmawiamy przez telefon, a w głowie planujemy, co kupić na obiad. To w całym organizmie wzmaga energię vata, a w samym umyśle wywołuje dominację radżasu, stanu podwyższonej aktywności. W trakcie dnia pobudzamy nasze umysły tak bardzo, że nie możemy potem spać. A niewysypianie się prowadzi m.in. do kłopotów z pamięcią i koncentracją. Także nadmierne spożycie mięsa, zimnych napojów oraz żywności suchej (chipsy, ciasteczka, suchary) i przetworzonej nie służy naszej pamięci. Tak jak późne kładzenie się do łóżka, zbyt częste podróże i głośna muzyka.

Aby poprawić pamięć, trzeba zredukować czynniki vata i radżas. Cel osiągniemy, jadając świeże, ciepłe potrawy przyprawione imbirem, kolendrą, kurkumą, cynamonem i gorczycą. W czasie nasilenia kłopotów z pamięcią warto zażywać indyjskie zioło brahmi.

Sen o 7 migdałach

Oto kilka zaleceń, które warto wprowadzić w życie:

  • Rano zażywaj łyżeczkę sproszkowanej lukrecji z ciepłą wodą lub mlekiem i zjedz 7 migdałów (namoczonych na noc i obranych ze skórki),
  • Zwykłe masło zastąp masłem sklarowanym (ghee), a czarną herbatę – zieloną, słodzoną miodem,
  • 2 razy w tygodniu masuj całe ciało ciepłym olejem sezamowym,
  • Rób sobie krótkie przerwy w pracy i wtedy głęboko oddychaj,
  • Poświęć 5−10 minut w ciągu dnia na medytację. 

  1. Zdrowie

Czy kawa działa korzystnie na mózg?

Wiele osób bez kawy nie wyobraża sobie poranka. (Fot. iStock)
Wiele osób bez kawy nie wyobraża sobie poranka. (Fot. iStock)
Chcąc poprawić kondycję naszego mózgu warto sięgnąć po nootropiki, czyli substancje zmieniające umysł, pobudzające procesy poznawcze i mające moc poprawiania sposobu myślenia, odczuwania i funkcjonowania. Warto też pamiętać, że nootropiki powinny chronić chemiczną strukturę mózgu. Czy w takim razie można zaliczyć do nich kawę? – wyjaśnia Julie Morris, autorka książki „Smart Plants”.

Chyba nie muszę nikomu uświadamiać, że filiżanka kawy ma całkiem bogatą ofertę: od delikatnego rozbudzenia umysłu po potężny ładunek energii i motywacji na cały dzień. Tak, kawa naprawdę działa. Ale czy jest nootropikiem? Odpowiedź może Cię zaskoczyć.

Kawa jest przyjazna dla mózgu na wiele sposobów. Ziarna zawierają dużo polifenoli – naturalnych przeciwutleniaczy o silnym działaniu neuroprotekcyjnym. Poza tym kawa przyspiesza krążenie krwi, co może być pomocne w dostarczaniu niezbędnych porcji tlenu i składników odżywczych do mózgu, a  więc działa na rzecz procesów poznawczych. Poza tym duża zawartość kofeiny w kawie działa na mózg jak dodatkowy wzmacniacz, do czego nie trzeba żadnych naukowych dowodów – wystarczy, że wypijesz kawę, a z dużą dozą prawdopodobieństwa poczujesz nagły przypływ energii, lepszego nastroju, koncentracji i chęci do działania. Jednak ta sama cecha, która wpływa na nas tak korzystnie, może być przyczyną kłopotów, ponieważ kawa to stymulant. Działa podobnie jak nikotyna w papierosach czy duża porcja cukru w produktach żywnościowych. Jeśli ma w sobie dużo kofeiny, to przyspiesza zalew neuroprzekaźników pobudzających, takich jak dopamina i adrenalina, co sprawia, że człowiek czuje się „nakręcony”, przynajmniej przez chwilę. Jednak po ustąpieniu działania kofeiny nie tylko dochodzi do zawału w systemie neuroprzekaźników, lecz także organizm zostaje pozbawiony części zasobów hamującego neuroprzekaźnika GABA (stąd trudności z późniejszym odprężeniem się).

Prawdziwe nootropiki powinny wspierać tworzenie i utrzymanie zdrowego poziomu neuroprzekaźników, a nie szkodzić im. Pomimo pożądanego oddziaływania kawa często jest łączona ze stanem niepokoju, poirytowania, ogólnego napięcia nerwowego, a nawet – atakami paniki. Co więcej, jeśli pija się ją w nadmiarze, może skutkować wręcz p o gorszeniem procesów poznawczych. Dlatego można się czuć świetnie po wypiciu połowy filiżanki, ale już po dwóch lub trzech – doświadczyć zamglenia umysłowego, zmęczenia i poczucia, że organizm potrzebuje kolejnej porcji kawy. (Nie lekceważ takich symptomów – w ten sposób mózg informuje Cię, że trzeba „wziąć na wstrzymanie” z kawą, dlatego zdecydowanie nie sięgaj po następną.) Ze względu na wspomniane negatywne skutki uboczne – z uzależnieniem włącznie – większość specjalistów żywienia nie zalicza kawy do nootropików i zaleca umiarkowanie w jej stosowaniu.

Małe ilości kawy i kofeiny od czasu do czasu z pewnością mogą korzystnie pobudzić mózg i dodać energii. Jest też możliwe, że zbyt lubisz ją pić, by z niej zrezygnować. (Sama od czasu do czasu pijam parzoną przez siebie kawę.) Jednak staraj się traktować ją jako smakołyk, po który sięgasz okazjonalnie, a nie napój pijany zwyczajowo. Najlepiej by było, gdyby nie pojawiała się potrzeba wypicia kawy, żeby się pobudzić. Celem jest naturalna aktywność bez konieczności stosowania wspomagaczy. Z tego względu nootropiki są prawdopodobnie najlepszym zamiennikiem kawy.

  1. Zdrowie

Nootropiki – jak natura może poprawić pracę mózgu?

Nootropiki nie tylko zapewniają układowi nerwowemu optymalne funkcjonowanie, lecz także poprawiają umysłową sprawność. (fot. iStock)
Nootropiki nie tylko zapewniają układowi nerwowemu optymalne funkcjonowanie, lecz także poprawiają umysłową sprawność. (fot. iStock)
Któż  z nas nie marzy o doskonałej koncentracji, świetnej pamięci, sprawnym myśleniu? W tych wszystkich procesach mogą nam pomóc nootropiki. – Czym są? Jak działają na mózg? – wyjaśnia Julie Morris, autorka książki „Smart Plants”.

Czy rolnik z Mezopotamii żyjący dziesięć tysięcy lat temu i wikiński wojownik sprzed tysiąca lat mają coś wspólnego z Tobą i ze mną? Owszem – podobne mózgi. Co prawda nasze życie zdaje się pędzić z zawrotną szybkością, jednak ewolucja to proces bardzo powolny, który dotyczy również naszego mózgu. Około dwóch milionów lat temu nasi przodkowie, Homo erectus, cechowali się raczej małymi mózgami, niewiele większymi od mózgów małp człekokształtnych.

Trzeba było aż półtora miliona lat, żeby ten organ dwukrotnie się powiększył, co umożliwiło ówczesnym Homo sapiens chodzenie w pozycji wyprostowanej, rozwinięcie języka i przyswojenie pewnych umiejętności pozwalających rozwiązywać problemy. Jedna uwaga: wielkość mózgu jako taka nie jest wyznacznikiem inteligencji. Od czasu szczytowego etapu rozwoju Neandertalczyków nasze mózgi nieco się skurczyły, jednak w porównaniu z prehistorycznymi krewniakami my możemy się poszczycić sprawniejszymi procesami poznawczymi. (Większość naukowców jest zdania, że mniejsze niż u Neandertalczyków mózgi mają związek z mniejszymi rozmiarami ciała i efektywniejszym wykorzystaniem energii.) Istotne jest jednak, że zmiany w anatomii człowieka zachodzą bardzo wolno. W ciągu ostatnich dziesięciu tysięcy lat mózg praktycznie wcale się nie zmienił.

Przyglądając się społeczeństwom, trudno się tego domyślić. Wystarczy rzut oka na paręset lat – powiedzmy od rewolucji przemysłowej do dnia dzisiejszego – by zauważyć, jak ogromne zmiany zaszły na praktycznie każdej płaszczyźnie, co częściowo zawdzięczamy rozwojowi urbanizacyjnemu i masowej produkcji. Jednak nie trzeba sięgać tyle lat wstecz – przecież życie naszych dziadków, a nawet rodziców wyglądało zupełnie inaczej niż nasze. Czemu nie zawęzić ram czasowych jeszcze bardziej? Popatrz na swoje własne doświadczenia. Nie wiem, jak jest w Twoim przypadku, ale nic tak skutecznie nie sprawia, że czuję się staro, jak moje własne słowa: Pamiętam, że zanim pojawił się internet…

Pomyśl: W ciągu ostatnich stu lat świat się zelektryfikował, ulice zapełniły się samochodami, człowiek postawił stopę na Księżycu… a teraz możemy pląsać przy dźwiękach najnowszego przeboju Beyoncé dobiegających z tego samego urządzenia, które pozwala nam „czatować” z przyjaciółmi, dowiadywać się, co dzieje się na świece, śledzić puls, podpisać umowę, uczyć się francuskiego, kupić myjkę do ciała i dowiedzieć się, która godzina… i to wszystko jest dostępne od ręki. Dzisiejszy goryl wciąż prezentuje te same umiejętności i ma te same potrzeby, co jego przodek sprzed dziesięciu tysięcy lat. Nasza sytuacja jest krańcowo inna. Życie nabrało tempa – szczególnie w ciągu ostatnich stu lat – wręcz zawrotnego, a z drugiej strony ewolucyjnie nic w nas nawet nie drgnęło.

Nie zamierzam twierdzić, że postępy, jakie poczyniliśmy jako gatunek, i tempo, w jakim tych postępów dokonujemy, są z natury złe. (Uwielbiam robić zakupy w sieci z opcją dostawy następnego dnia i nie jestem w tym odosobniona.) Jednak nasze mózgi zwyczajnie nie są przystosowane do mierzenia się z takim poziomem stresu i napięć – niektórzy nazywają to „ciągłą częściową uwagą” – jakie są dziś naszym udziałem. Choć potrafimy się błyskawicznie przystosować do wymogów otoczenia (takich jak noszenie wygodnego obuwia umożliwiającego szybkie poruszanie się po miejskich rozgrzanych betonowych chodnikach), nasz mózg desperacko potrzebuje wsparcia z naszej strony, by adaptować się do niezliczonych wyzwań i natłoku informacyjnego, które są częścią „normalnego” współczesnego życia. W głębi duszy wszyscy wołamy o równowagę; szukamy sposobów na odzyskanie ulotnej czystości umysłu, która powinna być integralnym elementem mózgu.

I tu pojawia się pole dla niezwykłej mocy nootropików.

Człowiek nie będzie biernie czekał miliony lat, aż ewolucja zaoferuje mu lepszy mózg. – dr Corneliu e. Giurgea, rumuński psycholog, chemik i „ojciec nootropików”.

Co to jest nootropik?

Zacznijmy od nazwy. Wywodzi się ona z j. greckiego, słowo noos oznacza ‘umysł’, a tropos – ‘obrócenie’ lub ‘zmianę’. Innymi słowy: nootropik to substancja zmieniająca umysł, pobudzająca procesy poznawcze, która ma moc poprawiania sposobu myślenia, odczuwania i funkcjonowania. Nootropiki są w użyciu od tysiącleci we wszystkich zakątkach świata, czy to by wzmóc wytrzymałość i wyostrzoną uwagę podczas polowania bądź bitwy, czy by podnieść poziom świadomości i mieć lepszą więź ze światem na poziomie duchowym. Z drugiej strony współczesne branie pod uwagę nootropików jako substancji wspomagających procesy poznawcze jest stosunkowo nowe. Początki badań środków wspomagających układ nerwowy sięgają lat sześćdziesiątych XX wieku. Rumuński psycholog i chemik Corneliu Giurgea użył terminu nootropik w 1972 roku – kilka lat po tym, jak opracował Piracetam, czyli związek wspomagający pamięć. Urodzony w 1923 roku w Bukareszcie dr Giurgea poświęcił zawodowe życie na badanie ewolucji człowieka i opracowywanie metod wspomagania jego rozwoju. Udało mu się nie tylko przyciągnąć uwagę do idei optymalizacji funkcji mózgu, lecz także wprowadził koncepcję wspierania procesów poznawczych do świata chemii. Choć koncentrował się głównie na substancjach syntetycznych, miał bardzo zdecydowane podejście do „zasad” dotyczących nootropików, czego skutkiem było opracowanie listy ich cech charakterystycznych, zwanych „pięcioma zasadami nootropików”.

Credo Corneliu Giurgea brzmiało: nie przynosić szkody, co jasno określa jego rozumienie nootropików. Jednak trzeba zauważyć, że w kolejnych latach rozwoju badań nad nootropikami nie wszyscy kierowali się tą szlachetną ideą.

Pięć zasad nootropików dra Corneliu Giurgea

  1. Nootropik powinien wzmacniać pamięć i zdolność uczenia się.
  2. Nootropik powinien wzmacniać trwałość wyuczonych zachowań i wspomnień, czyniąc je bardziej odpornymi na warunki mogące je zaburzać (takie jak brak tlenu).
  3. Nootropik powinien chronić mózg przed uszkodzeniami zarówno fizycznej, jak i chemicznej natury.
  4. Nootropik powinien zwiększać skuteczność korowych/podkorowych mechanizmów kontroli, tym samym usprawniając świadome i podświadome zachowania.
  5. Nootropik nie powinien wywoływać skutków farmakologicznych typowych dla leków psychotropowych (nie powinien zaburzać funkcji motorycznych lub działać uspokajająco) i nie może dawać wielu skutków ubocznych (najlepiej żadnych), musi też cechować się bardzo niską (lub żadną) toksycznością.

Mózg napędzany Smart Drugs

Edward Morra (grany przez Bradleya Coopera w filmie „Jestem Bogiem” z 2011 roku) był przeżywającym kryzys twórczy pisarzem, jednak w pewnym momencie los dał mu drugą szansę w postaci nootropiku o nazwie NZT, zmieniającego go w błyskotliwego i twórczego geniusza, który może eksploatować swoje procesy poznawcze do nieosiągalnego do tej pory poziomu. Dopiero z czasem orientuje się, że cudowny środek ma swoją mroczną stronę. Jednak oglądając Morrę, który przechodzi tak niesamowitą przemianę już po pierwszej dawce, chyba żaden widz nie może nie dać się choć częściowo uwieść fantazji i marzeniom o jednej pigułce, która umożliwia wykorzystanie całego potencjału mózgu, pozwala znieść wszelkie ograniczenia i daje szansę na osiągnięcie wszystkiego, czego się tylko zapragnie.

Niestety nootropiki tak nie działają, dlatego nie marnuj czasu na przeszukiwanie sieci pod kątem dostępności – legalnej lub nie – „cudownej pigułki”. Z drugiej strony trudno nie zauważyć szybko rozwijającego się rynku tzw. smart drugs, które niestety często są określane mianem nootropików. Każdy z nas miał chyba w życiu okazję widzieć takie środki „w akcji”. Na przykład w świecie sportu, gdzie nawet najwspanialsi profesjonaliści zwracali się ku sterydom i innym nielegalnym środkom, byle poprawić swoje fizyczne osiągi. Dziś celem w wyścigu życia są procesy poznawcze. Nieodparta potrzeba zdobywania niezdobytego, bycia przed innymi, przyswojenia nowych umiejętności i manipulowania światem jest przypisana ludzkiej naturze, dlatego wyścig w poszukiwaniu środków dających władzę nad neurochemią jest całkiem zrozumiały. Smart drugs to zasadniczo substancje chemiczne, których pierwotnym przeznaczeniem jest leczenie ludzi dotkniętych pewnymi chorobami i zaburzeniami. W wielu przypadkach osoby cierpiące na schorzenia neurologiczne mogą dzięki smart drugs zmienić swoje życie, pod warunkiem, że korzystają z nich w należyty sposób. Jednak jeśli są brane poza kontrolą i niezgodnie z przepisanymi dawkami bądź przez zdrową osobę, mogą wywołać nieoczekiwane i niepożądane skutki. (…)

Potęga naturalnych nootropików

Współczesna medycyna od XVIII w. czyni niesłychane postępy, również na polu wspierania funkcji mózgu, jednak naturalne nootropiki są w użyciu znacznie dłużej. Wywodząca się z Indii medycyna ajurwedyjska oraz medycyna chińska – by wymienić tylko dwa najbardziej rozbudowane systemy – z powodzeniem wykorzystują ich niezwykłe właściwości od tysięcy lat.

Dziś, choć nie istnieje ujednolicona definicja słowa nootropik, większość świata medycznego jest zgodna, że nootropik to po prostu substancja wzmacniająca procesy poznawcze bez efektów ubocznych.

Naturalne nootropiki również taką zdolnością się charakteryzują, jest jednak pewna różnica między nimi a nootropikami syntetycznymi: są to produkty żywnościowe (lub przynajmniej suplementy pochodzenia naturalnego), a nie chemiczne substancje wytwarzane przez człowieka. Poza niewywoływaniem negatywnych skutków mogą się poszczycić czymś wręcz przeciwnym: korzystnymi skutkami ubocznymi.

Najpoważniejszym argumentem za stosowaniem diety opartej na żywności pełnowartościowej, zamiast produktów przetworzonych i suplementów, jest występujące w niej bogactwo naturalnych wieloskładnikowych substancji odżywczych, czyli takich, które składają się z przynajmniej dwóch współdziałających elementów razem oddziałujących pozytywnie na wielu płaszczyznach – zarówno jeśli chodzi o zdrowie mózgu, jak i całego organizmu. Chemiczne nootropiki w najlepszym razie tylko maskują niedobory i niekoniecznie pomagają generować trwałe zmiany. Z kolei naturalne nootropiki mogą poprawić całościową kondycję mózgu, dać mu asumpt to usprawniania procesów poznawczych, a to przełoży się pozytywnie na sposób myślenia i odczuwania.

Naturalne nootropiki nie zdziałają cudów z dnia na dzień, ale stosując je regularnie - zapewniamy sobie długoterminowo lepsze funkcjonowanie mózgu. (fot. iStock) Naturalne nootropiki nie zdziałają cudów z dnia na dzień, ale stosując je regularnie - zapewniamy sobie długoterminowo lepsze funkcjonowanie mózgu. (fot. iStock)

Z wcześniejszych informacji już wiesz, że istnieje wiele składowych codziennej diety, które w niesamowity sposób wspomagają zdrowie mózgu. Jednak jest różnica między „zmyślnymi produktami”, a produktami uznawanymi za naturalne nootropiki – to nootropiki mają prawdziwą moc pobudzania mózgu, dlatego można je śmiało określić mianem superfoodów kognitywnego świata. Nie tylko zapewniają układowi nerwowemu optymalne funkcjonowanie, lecz także poprawiają umysłową sprawność. Co więcej, każdy nootropik ma trochę inny zakres działań: jedne pomogą Ci utrzymywać stres pod kontrolą, inne usprawnią pamięć, a jeszcze inne wspomogą koncentrację i umożliwią sprawną prezentację biznesową lub spontaniczną mowę weselną. Kluczowe jest to, że niezwykły koktajl nootropowy pomoże Ci dostrzec potencjał drzemiący w Twoich procesach poznawczych i wykorzystać je – ku wielkiej satysfakcji – zgodnie z Twoimi oczekiwaniami.

Choć naturalne nootropiki to „tylko rośliny”, muszę przyznać, że nie było mi łatwo natrafić na formę umożliwiającą wykorzystanie ich w przepisach. Czy na azjatyckim targu można dostać świeży korzeń żeń-szenia? Oczywiście! Jednak moim zamiarem było stworzenie receptur, których składniki byłyby łatwo osiągalne. W najgorszym wypadku niektóre z nich można kupić on-line, a ponieważ mowa o przyprawach, ich okres trwałości jest dość długi.

Drugim wyzwaniem, przed jakim stanęłam, był smak. Prawda jest taka, że niektóre z nootropowych roślin smakują wręcz okropnie – lub są bardzo trudno dostępne w odpowiednio dużych ilościach – dlatego postanowiłam zastosować zasadę „dziel i zwyciężaj”.

Do najlepszych naturalnych nootropików zaliczyć możemy m.in.: kakao, matchę, soplówkę jeżowatą, jagody goji czy inne owoce jagodowe, różeniec górski, kurkumę cytryniec chiński, grzyb reishi.

  1. Psychologia

Ucieczka z krainy dzieciństwa - jak wyjść z rodzinnych traum?

Zdaniem psychologów, dojrzałość polega na rozliczeniu się z przeszłością. (fot. iStock)
Zdaniem psychologów, dojrzałość polega na rozliczeniu się z przeszłością. (fot. iStock)
Nawet najlepsi rodzice mają jakieś wady. Nadopiekuńczy lub zbyt surowi – autorzy naszych lęków, klęsk i rozterek. Nie obwiniaj ich za to, kim jesteś. Rozstań się z dziecięcym pokoikiem w sobie.

Proszą, by zdjąć z nich rodzinną klątwę, która nie pozwala im być sobą, cieszyć się pracą, rodziną, osiągać sukcesy. ,,Mój ojciec pił i teraz jestem w związku z alkoholikiem”, ,,Matka uważała, że miejscem kobiety jest dom. Nie potrafię znaleźć się w pracy”... – zwierzają się pacjenci pukający do gabinetów terapeutycznych. Większość z nich czuje, że nie żyje własnym życiem. Kierowani cierpieniem, szukają winnego: nadopiekuńcza matka, zbyt surowy ojciec, przedwczesna śmierć, rozwód itp. Co czwarta osoba jest DDA (dorosłe dziecko alkoholika), co druga wychowała się w toksycznej rodzinie… Epidemia, moda? Potrzeba wyjaśnienia, kto odpowiada za moje klęski?

Pytanie: W jakim stopniu dzieciństwo rzeczywiście determinuje dorosłe życie człowieka? I kiedy trzeba powiedzieć sobie: ,,Dość. Nie jestem już dzieckiem. To moje życie, biorę za nie pełną odpowiedzialność”?

Rodzinne klątwy

Jesteśmy jak drzewo, siłę czerpiemy z korzeni. Nasze korzenie to rodzinne dziedzictwo. Dzięki rodzinie stajemy się tym, kim jesteśmy. Poznajemy wartości, pomysły na to, czego chcemy od innych ludzi, a przede wszystkim weryfikujemy prawdę na swój temat. Potrzebujemy bezwarunkowej miłości i akceptacji rodziców. Ci chcą dla nas jak najlepiej, ale bywa, że stawiają swoje warunki: ,,Będę kochać dziecko grzeczne, posłuszne, pracowite…”.

I wtedy dla zdobycia rodzicielskiej miłości trzeba zaprzeczyć sobie, wyprzeć się własnych uczuć, pragnień, potrzeb. Rodzi się tzw. uwarunkowane poczucie wartości, bo tożsamość uzależniona jest od wymagań stawianych w  domu rodzinnym. Po latach wyruszasz w dorosłe życie z plecakiem pełnym wyniesionych z domu przekonań na temat świata, a przede wszystkim na temat samego siebie. Czeka cię konfrontacja tego „posagu” z  rzeczywistością. Dziewczyna traktowana w domu jak ,,głupia gąska”, nawet po kilku fakultetach nie uwierzy, że zasługuje na uznanie. ,,Klątwa” rzucona w złości przez ojca: ,,Żaden mężczyzna cię nie zechce!”, blokuje w  kobiecie wiarę, że zasługuje na miłość. Potrzeba wielu lat, żeby zweryfikować mocno ugruntowane przekonania. Nie jest to łatwy proces, ponieważ większość rodzinnych skryptów jest ukrytych w podświadomości, są jak niewidzialne kajdany, które wstrzymują kolejny krok na drodze indywidualnego rozwoju.

Zdaniem psychologów, dojrzałość polega właśnie na rozliczeniu się z przeszłością, symbolicznym rozprawieniu się z dziecięcym pokoikiem, który nosimy w duszy. Trzeba zabrać z niego tylko to, co naprawdę nasze, a odrzucić wszystko, co nie jest prawdziwą tożsamością. Potem zamknąć drzwi do przeszłości, na zawsze.

 

Syndrom porzucenia

Zawsze zaczyna się i kończy tak samo. Anka najpierw przeżywa wielkie zauroczenie, później wielkie rozczarowanie. Żaden jej związek nie przetrwał roku.

– Nigdy nie czułam się tak naprawdę kochana. Moi partnerzy mnie porzucają – dla pracy, pasji albo innej kobiety. Czasami to ja odchodzę, bo nie czuję się chciana, pożądana, podziwiana. Czy prawdziwa miłość rzeczywiście istnieje? Taka, w której mężczyzna i kobieta stają się jednym?

Anka jako dwutygodniowe niemowlę została oddana na wychowanie do dziadków. Czasami myśli, że to właśnie dlatego nie potrafi ofiarować ani przyjmować miłości.

Jak widzą jej problem terapeuci?

Wojciech Pierga (psychoterapeuta w nurcie POP – Psychologii Zorientowanej na Proces): Oddanie niemowlęcia na wychowanie do dziadków może być działaniem, przed którym małe dziecko nie jest w stanie się obronić, a odczuwa je jako nadużycie – to zawsze odbiera siłę i wewnętrzną moc. Może stać się skryptem powtarzanym w dorosłym życiu: ,,Nie zasługuję na miłość”. Ale lęk Anki przed odrzuceniem niekoniecznie musi wynikać z tej konkretnej sytuacji w dzieciństwie.

W terapii nie skupiam się tylko na przyczynach, uwzględniam też znaczenie, jakie pacjent nadaje minionym wydarzeniom. Tu zapytałbym, co dla Anki oznacza fakt, że czuje się niewystarczająco kochana. Ważne są jej indywidualne odczucia, a nie fakty. Jeśli pacjentka chce pracować nad problemem lęku przed odrzuceniem, w terapii odtwarza się sytuacje z przeszłości, po to, by ponownie je przeżyć, skonfrontować się z nimi i znaleźć rozwiązanie.

Elżbieta Sanigórska (psycholożka, psychoterapeutka pracująca w nurcie ericksonowskim): Celem mojej pracy jest sprawdzenie, w jakim momencie życia znajduje się pacjent, w którą stronę chce iść i co może mu w tym pomóc. Dlatego ważne jest, jaki kontakt ma Anka ze sobą – to podstawowa relacja w życiu człowieka i na niej buduje się relacje ze światem. Pacjentka, jak każdy z nas, nosi w sobie radosne i bolesne wydarzenia z dzieciństwa, co znajduje odzwierciedlenie we wspomnieniach, pomysłach na życie, słowach, a także jest zapisane w ciele. Dlatego ja poprosiłabym Ankę, by zrobiła „rzeźbę z ciała”, czyli zastygła w postawie, która najlepiej oddaje obraz jej obecnego życia. Jest ono walką, aktem bezradności, radością? Pomogłabym jej odkryć, co wzięła z rodzinnego systemu, co z tego jest naprawdę jej, a co powinna zostawić.

Teresa Raczkowska (psycholożka, psychoterapeutka prowadząca terapię humanistyczno-egzystencjalną): Nasze obecne życie budują różne doświadczenia, nie tylko te z dzieciństwa. Być może dziadkowie Anny cudownie zastępowali rodziców w roli wychowawców i doszukiwanie się w tym powodu niepowodzeń nie ma sensu. Jeśli pacjentka uparcie twierdzi, że jej los jest zdeterminowany dzieciństwem, zwróciłabym uwagę, na czym opiera to założenie. Jednak  przede wszystkim skupiłabym się na ,,tu i teraz”, na jej aktualnych relacjach z mężczyznami. Razem szukałybyśmy odpowiedzi na pytanie, dlaczego nie czuje się kochana, co to dla niej znaczy i jakie ma oczekiwania w związku.

Miejsce kobiety

Elżbieta jest kobietą sukcesu. Bardzo lubi swoją pracę. Niedawno awansowała na kierownika działu, ale…

– Czuję się niedoceniana. Każdy mężczyzna na moim stanowisku na pewno wynegocjowałby znacznie wyższą pensję, a ja? No cóż, moi szefowie doskonale wiedzą, że zależy mi na tej pracy i nie muszą motywować mnie pieniędzmi.

Matka Elżbiety często powtarzała, że rolą kobiety jest zajmowanie się dziećmi i domem. Jeśli praca jest dla niej ważniejsza, to jaka z niej żona i matka? Ela jest pewna, że właśnie dlatego nie potrafi w pracy upominać się o to, co jej się słusznie należy.

Na co, w jej przypadku, zwracają uwagę terapeuci?

Wojciech Pierga: Podczas procesu wychowywania nasiąkamy pewnymi systemami przekonań, które tworzą tzw. pierwotną tożsamość, czyli wizję siebie. „Uważam, że jestem…” – np. uległa, nadopiekuńcza, naiwna... Większość takich poglądów wynosimy z domu. Ale istnieją w nas także procesy wtórne, które upominają się o zaistnienie w życiu, także poprzez to wszystko, co nam się przytrafia, a z czym się nie identyfikujemy. Być może ważnym krokiem w rozwoju Elżbiety byłoby teraz nauczenie się przebojowości czy umiejętności realnej wyceny swojej pracy i nad tym warto pracować. Dlatego próbowałbym odtworzyć na sesji sytuację, w której pacjentka nie potrafi upomnieć się o podwyżkę, i zwrócić uwagę, jakie informacje (werbalne i pozawerbalne) się pojawią: co będzie mówiło jej ciało, jakie wybuchną emocje itd. To one wskażą dalszy kierunek pracy. Może się okazać, że niska ocena własnej wartości Elżbiety wynika z przekonań wyniesionych z dzieciństwa, ale ta historia ma też związek z szerszym polem społecznym – z wyższą rangą mężczyzny na rynku pracy. Elżbieta być może potrzebuje to sobie uświadomić i uzyskać wsparcie, żeby to zmienić.

Elżbieta Sanigórska: Każdy z nas czuje się w obowiązku żyć zgodnie z rodzinnym przekazem. Być może przekonania matki na temat kobiet odnoszących sukces nie pozwalają córce w pełni cieszyć się osiągnięciami zawodowymi. Dlatego zaproponowałabym Elżbiecie, by porozmawiała – w wyobraźni – z innymi ważnymi dla niej kobietami (babcią, ciotką?) na temat roli kobiety w jej rodzinie. Może np. iść na cmentarz do babci i zapytać, co sądzi o jej kierowniczym stanowisku, kim naprawdę powinna być kobieta należąca do ich rodziny. Kiedy Elżbieta poczuje, że jej praca, zajmowane stanowisko są w zgodzie z rodzinnym przekazem, że ona jako kobieta „jest w porządku” – będzie w stanie przełożyć swój wysiłek na pieniądze.

Teresa Raczkowska: Zapytałabym Elżbietę, co musiałoby się wydarzyć w jej życiu, by poczuła się naprawdę doceniona? Być może jej głód sięga korzeniami dzieciństwa i to od matki, a nie od szefa potrzebowała potwierdzenia swojej ważności? Warto byłoby nazwać swoje niezaspokojone w dzieciństwie deficyty. Jeśli ambicje zawodowe Elżbiety są przede wszystkim jej buntem przeciwko matce, nie poczuje w pełni swojej siły sprawczej, dopóki będzie uwikłana w tę relację. Najważniejsza jest praca ze świadomością Elżbiety nad weryfikacją jej przekonań na temat roli kobiety.

Życie bez słabości

Iwona była późnym dzieckiem. Odkąd pamięta, rodzice powtarzali jej, że musi się jak najszybciej usamodzielnić, bo ich wkrótce może zabraknąć. Jako nastolatka opiekowała się najpierw umierającym ojcem, a potem chorą matką. Dziś jest niezależna, zaradna, ale bardzo często choruje.

– Kiedy infekcja unieruchamia mnie w łóżku, a zdarza się to przynajmniej raz w miesiącu, jestem w rozsypce, wszystko wali mi się na głowę – mówi.

Iwona, nawet w chorobie, nie lubi cudzej troski, nie pozwala nikomu sobie pomóc, zaopiekować się nią, chociażby zrobić zakupy.

Co powinna przepracować zdaniem terapeutów?

Wojciech Pierga: Wszystko to, co wypieramy, odrzucamy jako nieswoje, może pojawić się w postaci np. bólu gardła, kataru czy gorączki. W pracy z Iwoną szukałbym prawdziwego znaczenia symptomów jej choroby, czyli zwrócił uwagę na to, kiedy się pojawiają, jak na nią wpływa to, że tak często się przeziębia? Być może choroba jest jedynym momentem, kiedy Iwona choć trochę sobie „odpuszcza”, przez chwilę kontaktuje się ze „słabszą” częścią siebie? To, że nie pozwala się sobą zaopiekować, może wynikać z systemu przekonań wyniesionych z domu rodzinnego. Trzeba odkryć, co dla niej oznacza bycie słabą, dlaczego zawsze musi być samodzielna?

Elżbieta Sanigórska: Choroby dają nam okazję i szansę doświadczenia tego, że częścią życia jest również słabość. Bycie w prawdziwej relacji z samym sobą to odkrywanie wszystkiego, na co do tej pory się nie godziliśmy, czemu w sobie zaprzeczaliśmy. W Iwonie rozwinęło się jedynie to, co silne, dzielne, niezależne, zaradne, czyli zgodne z rodzinnym przekazem. Choroba to sygnał, że czegoś jej w życiu brakuje. Może pozwolenia sobie na słabość albo zaufania do świata i obalenia mitu, że tylko sama może się sobą zaopiekować.

Teresa Raczkowska: Iwona wypełnia rodzinny przekaz, który można by sformułować następująco: ,,Musisz sama sobie radzić”. Starsi rodzice w ten sposób przekazali jej kiedyś swój lęk o byt córki, a ona nadal trzyma się tego przesłania jako głównej zasady życiowej. Warto sprawdzić, jaką cenę płaci za ciągłe bycie silną i niezależną? Może stale żyje w stresie, napięciu, bo stara się osiągnąć coś ponad prawdziwe możliwości własnego organizmu? Jej ciało woła w chorobie: ,,Zajmij się mną!”. Iwona powinna go posłuchać, pójść za różnymi jego impulsami, zrozumieć, co naprawdę chce jej przekazać.

Jeśli ktoś w przeszłości odwrócił naszą uwagę od własnych potrzeb, pragnień, prawdziwej tożsamości, to dziś nie jesteśmy w stanie doświadczyć siebie w pełni albo zniekształcamy swój obraz, minimalizując własne potrzeby i ignorując sygnały płynące z ciała.

Zawsze inni liczą się od nas bardziej. I właśnie zmiana tego przekonania jest najważniejsza w pracy z Iwoną. Zaproponowałabym wyjść od pytania: „Co mogłoby się stać, gdyby pozwoliła sobie na otwarcie na siebie i pomoc innych?”. W chorobie każdy potrzebuje troski i opieki, nie musimy być samowystarczalni w stu procentach.