1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Skąd się biorą nasze lęki?

Skąd się biorą nasze lęki?

W pewnym sensie jesteśmy skazani na lęki. Akceptujmy je, ale nie bądźmy wobec nich bezradni. To część naszego człowieczego doświadczenia. (Fot. iStock)
W pewnym sensie jesteśmy skazani na lęki. Akceptujmy je, ale nie bądźmy wobec nich bezradni. To część naszego człowieczego doświadczenia. (Fot. iStock)
Kiedyś ludzie obawiali się realnych zagrożeń: wojny, głodu, nieuleczalnych chorób. Dzisiaj wiele z tych niebezpieczeństw zniknęło, jednak w zamian powstały nowe lęki. Często z wyimaginowanych, absurdalnych powodów. Czy jesteśmy na nie skazani? Oswajać je czy walczyć z nimi?

Annę, 33 lata, menedżerkę w firmie farmaceutycznej, kilka razy dziennie dopada lęk, że za chwilę umrze, choć fizycznie jest całkowicie zdrowa. Joasia, 23 lata, studentka architektury, boi się wyjść z domu, ponieważ ma poczucie, że w miejscach publicznych czyha na nią niebezpieczeństwo. Jacek, 54 lata, fotograf, panicznie boi się zarazków, unika podawania ręki, a do restauracji zabiera swoje sztućce.

Psycholog Jarosław Przybylski wyjaśnia: – Lęki, które trapią tych ludzi, mają niewiele wspólnego z rzeczywistym zagrożeniem. W ogóle lęk jest stanem emocjonalnym nieadekwatnym do bodźców go wywołujących. Powstaje jako reakcja na przewidywane przez człowieka niebezpieczeństwo, które może nadejść z zewnątrz lub powstać w nim samym. Towarzyszą mu niepokój, napięcie, uczucie skrępowania, zagrożenia. Lęk – w przeciwieństwie do strachu, który pojawia się w odpowiedzi na realne niebezpieczeństwo, mobilizuje do działania i często ratuje życie – nie jest związany z bezpośrednim zagrożeniem lub bólem. Dzisiaj często boimy się czegoś wyimaginowanego.

Obawy jak przyprawy

Na drugim biegunie są ludzie – wydawałoby się – zupełnie lęku pozbawieni. Jak Evel Knievel, okrzyknięty największym ryzykantem i najlepszym kaskaderem na świecie, który przeskakiwał na motocyklu nad 50 samochodami, nad basenem z głodnymi rekinami, nad fontannami w Las Vegas. Znalazł się w Księdze rekordów Guinnessa jako człowiek, który doznał najwięcej złamań. Albo Reinhold Messner, alpinista, który pierwszy wszedł na Mount Everest bez butli tlenowej, co zagrażało jego życiu. Albo terroryści kamikadze wysadzający się w powietrze.

Lekarz specjalista w leczeniu zaburzeń lękowych, prof. Borwin Bandelow z Kliniki Psychiatrii w Getyndze, uważa, że odważni ludzie też odczuwają lęk, tylko jest on ulokowany gdzie indziej. Kaskader nie boi się skakać na motocyklu, ale boi się braku uznania. Terroryści nie obawiają się śmierci, która jest według ich religii wybawieniem, ale wiecznego potępienia.

Lękają się także ludzie przeżywający pozytywne uczucia: miłość, potrzebę ciepła, bliskości fizycznej. Zwyczajnie boją się utracić to, co jest im bliskie i co daje tyle przyjemności. Inni (zdecydowana mniejszość) zachowują się tak, jakby kochali się bać. Sami prowokują niebezpieczne sytuacje: skaczą na bungee, serfują na kilkumetrowych falach, wspinają się bez zabezpieczenia na wysokie budynki. Dlaczego ich to kręci?

Jarosław Przybylski: – Dlatego, że przezwyciężenie strachu jest zawsze bardzo przyjemne. Nie bez powodu Winston Churchill powiedział, że nie ma piękniejszego doznania, niż być pod obstrzałem i nie zostać trafionym.

Bandelow nie przesadza zatem, uważając, że lęk jest wszechobecny, że jest częścią nas. Twierdzi nawet, że gdyby nie on, życie byłoby banalne, niesmaczne jak zupa bez przyprawy. Według tego wybitnego znawcy tematu to lęk właśnie decyduje o tym, czy staniemy się zrezygnowani, czy też odważni, bierni albo aktywni, spokojni czy szukający zwady, weseli lub przygnębieni. „Bieg naszego życia określany jest przede wszystkim przez lęk. Jeżeli ludzie stają się słynnymi sportowcami, wybitnymi artystami, naukowcami, to w dużym stopniu przyczyniły się do tego uświadomione i nieuświadomione obawy” – pisze w książce „5 prostych sposobów radzenia sobie z lękiem”.

Z wieloletniej praktyki lekarskiej Bandelowa wynika, że lęk jest nie tylko przeszkodą w naszym życiu, ale także naszą szansą. Mobilizuje do twórczego działania, ożywia naszą wyobraźnię i kreatywność, co potwierdzają historie wielu wybitnych osób, jak Darwin, Goethe, Brecht, Beckett, Kafka, którzy cierpieli na napady lęku. Także współcześni sławni artyści przyznają się do swoich fobii. Michael Jackson panicznie unikał zarazków i bakterii, dlatego zakładał maskę ochronną. Duński reżyser Lars von Trier obsesyjnie boi się latać samolotami.

Jak wynika z badań Bandelowa, to nie sława rodzi lęk. Raczej odwrotnie – ludzie lękliwi łatwiej stają się sławni. A to dlatego, że usiłują go zwalczyć poprzez tworzenie. Lęk daje im motywację do pracy nad sobą. Gdy na przykład muzyk boi się, że może zawieść fanów, ćwiczy, aż gra coraz lepiej.

Amerykańscy psychologowie Robert M. Yerkes i John D. Dodson odkryli, że średni poziom lęku może popychać do najwyższych osiągnięć. Gdy na przykład zdajemy egzaminy, wygłaszamy wykład, czyli gdy przeżywamy mały dreszczyk emocji, lęk działa stymulująco.

Różne oblicza fobii

Co innego, gdy ten dreszczyk zamienia się w paraliżujące uczucie. Ale granica między tym, co „normalne”, a stanem patologicznym pozostaje płynna. Nie jest patologią to, że ktoś krzyczy na widok pająka, poci się przed spotkaniem z dziewczyną. A raczej na pewno jest wtedy, gdy człowiek boi się wyjść z domu, traci oddech w windzie, za żadne skarby nie usiądzie w fotelu dentystycznym.

Judith Bemis i Amr Barrada w książce „Pokonać lęki i fobie” opisują pięć rodzajów zaburzeń lękowych: agorafobię (lęk przed przebywaniem w tłumie i ciasnych pomieszczeniach), lęki dotyczące funkcjonowania własnego organizmu, fobię społeczną, fobię prostą i uogólnione zaburzenia lękowe. Pierwszy rodzaj – agorafobia, zwana też lękiem przed lękiem – jest najczęstszym i najbardziej dotkliwym w skutkach zaburzeniem. Choć pierwszy atak dopada nas w określonym miejscu, kolejny może zdarzyć się wszędzie, co wywołuje paniczny lęk, że sobie nie poradzimy. I nic dziwnego, bo tym atakom towarzyszą nieprzyjemne reakcje organizmu – przyśpieszone bicie serca, zawroty głowy, duszności, bóle brzucha, drgawki, pogorszenie widzenia. Czujemy się bezradni i pozbawieni kontroli nad swoim zachowaniem. Dlatego wprowadzamy do swojego życia mnóstwo ograniczeń – zero dalekich podróży, jazdy samochodem, wyjść do kina, teatru, a nawet na spacer, bo w razie napadu bylibyśmy pozbawieni opieki. Pewną ulgę (choć nie zawsze) przynosi obecność drugiego człowieka.

Inaczej niż u chorych na fobię społeczną – oni z kolei unikają wszelkich kontaktów. Boją się, że będą oceniani, narażeni na ośmieszenie, kompromitację. Człowiek dotknięty panicznym lękiem o swoje zdrowie mawia: „Po trzydziestce nie jest się zdrowym, tylko źle przebadanym”. I odwiedza lekarza za lekarzem. Wykańczają go psychicznie jednak nie te wizyty, ale sprzeczność między uspokajającymi diagnozami lekarzy a śmiertelnym lękiem przed chorobą. W końcu naprawdę może się rozchorować, właśnie z tego powodu, że tak bardzo nie chciał.

Ludzie cierpiący na kolejny rodzaj zaburzeń, fobię prostą, boją się konkretnych sytuacji: kontaktu z określonymi zwierzętami, wysokości, zamkniętych pomieszczeń. Na stronach internetowych poświęconych tym zaburzeniom wymienia się wiele egzotycznych rodzajów fobii, jak na przykład: alliumfobia (lęk przed czosnkiem), alektorofobia (przed drobiem), paraskavedekatriafobia (przed piątkiem, trzynastego). Są to jednak rzadkie przypadłości i dość łatwo je okiełznać. Ktoś, kto nie lubi czosnku, po prostu go nie je. Ktoś, kto ma lęk wysokości, nie chodzi po górach.

O wiele trudniej jest poradzić sobie z fobią przed zarażeniem się wirusami czy bakteriami (przypadek Michaela Jacksona). Ten lęk jest częstym symptomem zagadkowego schorzenia obsesyjno-kompulsywnego. Ktoś myje ręce kilkadziesiąt razy dziennie, kilka godzin porządkuje w łazience szczoteczki do zębów, sprawdza pięć razy z rzędu, czy wyłączył światło lub żelazko.

Skąd przychodzą?

Niemiecki psychoanalityk Fritz Reimann w książce „Oblicza lęku” (1961 rok) przedstawił teorię, że lęk uwarunkowany jest głównie przez wczesne wychowanie. Podzielił ludzi na cztery typy odpowiadające czterem formom lęku: osoby depresyjne, schizoidalne (niedostępne), neurotyczne, histeryczne. Według niego z tych czterech form można wyprowadzić wszystkie nasze dobre i złe cechy. Na przykład neurotyk jest pedantyczny, nieustępliwy, skąpy, ale także porządny, konsekwentny, uczciwy. Z kolei histeryk jest nieobliczalny, niepunktualny, egoistyczny, ale także namiętny i pełen fantazji.

Dzisiaj uważa się, że zaburzenia lękowe powstają w wyniku złożonego powiązania różnorakich czynników: genetycznych, wychowania, stresu, uwarunkowań społecznych. W wyjaśnieniu zagadek lęku coraz większą rolę odgrywa neurobiologia. Ale nadal nie da się odpowiedzieć jednoznacznie na pytanie: Dlaczego ludzie panicznie czegoś się boją? Więcej na temat lęku nie wiadomo, niż wiadomo. Jedno jest bezsprzeczne: u kobiet zaburzenia lękowe diagnozuje się zdecydowanie częściej niż u mężczyzn. Ale statystyki mogą nie oddawać rzeczywistej sytuacji. Jak wiadomo, mężczyźni wstydzą się przyznawać do swoich słabości, tym bardziej do tego, że się boją.

Psychiatra Borwin Bandelow przestrzega przed uproszczonymi teoriami na temat przyczyn lęków (nazywa je teoriami stempla pocztowego, bo próbują maksimum fenomenów wyjaśnić za pomocą minimum przyczyn). Jeśli na przykład lek, który podwyższa w mózgu poziom serotoniny, okazuje się skuteczny, to nie należy automatycznie zakładać, że przyczyną problemów jest zakłócenie gospodarki serotoniną, i rezygnować z szukania innych przyczyn. Gdy z kolei pomocna bywa teoria behawioralna (oparta na prawach uczenia się, na treningu), nie musi to oznaczać, że proces powstawania lęków można wyjaśnić wyłącznie na podstawie teorii uczenia się.

Czas leczy lęki? Borwin Bandelow uważa, że tak. Rozkład wiekowy jego pacjentów ma formę piramidy, a jej wierzchołek wypada w połowie trzydziestki. Po czterdziestce stan jego pacjentów się poprawia, a bardzo rzadko zgłaszają takie problemy ludzie po pięćdziesiątce. Co nie oznacza, że seniorzy nie cierpią na lęki. Wraz z wiekiem wzmagają się lęki realne – że zachoruję, ulegnę wypadkowi, stracę ukochaną osobę – podczas gdy zmniejszają się lęki urojone, nierzeczywiste, charakterystyczne dla zaburzeń lękowych.

Pływaj albo toń

Jak opanować to paraliżujące uczucie? Pewne lęki (na przykład na tle obsesyjno-kompulsywnym) wymagają leczenia u lekarza psychiatry. W przypadku innych pomaga psychoterapia, na przykład behawioralna. Psychoterapeuci behawioralni dowodzą, że można oduczyć się lęku, na przykład metodą desensytyzacji (odwrażliwiania). Człowieka cierpiącego na przykład na fobię wobec psów stopniowo oswajają z małymi, potem coraz większymi psami. Inni leczą fobie końską dawką „lekarstwa”, które chorobę wywołało. Terapia ta nazywa się floodingiem (zatapianiem), ponieważ pacjenta wystawia się na bodziec, którego panicznie się boi. I na przykład tego z psią fobią zamyka się w klatce z dobermanem, a temu z lękiem przed wężami wiesza kilka tych gadów na szyi. Niektórzy doświadczyli tej metody przy nauce pływania. „Pływaj albo toń”, krzyczał kiedyś trener, wpychając ucznia do wody. I albo człowiek uczył się pływać, albo nabawiał lęku przed wodą na całe życie.

Amr Barrada i Judith Bemis, autorzy książki „Pokonać lęki i fobie”, proponują trzyczęściowy program autoterapii. Pierwsza część polega na zaakceptowaniu choroby, przyznaniu się, że cierpimy na zaburzenia lękowe, że straciliśmy kontrolę nad swoim życiem. Dlaczego to jest takie ważne? Ponieważ oznacza pogodzenie się z tym, że nie istnieje żadne cudowne lekarstwo, które spowodowałoby nagłe ozdrowienie. Wmawianie sobie, że problem nas nie dotyczy albo że powinniśmy jak najszybciej przestać odczuwać lęk, powoduje tylko, że stajemy się coraz bardziej przerażeni i niepewni. Tak naprawdę musimy nauczyć się, jak zaakceptować swój lęk. Pierwszy krok w tym kierunku to właśnie przyzwolenie sobie na odczuwanie niepokoju. Bemis i Barrada radzą: Nie przeciwstawiajmy się atakom lęku, spróbujmy się nimi nie martwić. Nie opanowujmy napadów paniki, bo im mniej będziemy je kontrolować, tym łatwiej nam to przyjdzie. Zaryzykujmy i skonfrontujmy się z miejscami (i sytuacjami), które wywołują nasz niepokój. Gdy już tam (w tych sytuacjach lub miejscach) się znajdziemy, powtarzajmy sobie: „Nic nam nie grozi, potrafimy zachować się naturalnie nawet teraz, gdy czujemy się niezbyt dobrze”. Nie walczmy z katastroficznymi myślami, pozwalajmy im swobodnie przepłynąć przez głowę, jednocześnie pamiętając, że to tylko przeczucia. Postarajmy się jak najwięcej dowiedzieć o naszej chorobie. Traktujmy każdy nawrót jako naturalny i niezbędny, ale przejściowy etap na drodze do wyleczenia. Nie zakładajmy jednak żadnych ram czasowych. Przyjmijmy zasadę, że każdy ma w sobie siłę, którą może wykorzystać, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Druga część programu autoterapii autorstwa Bemis i Barrady to prowadzenie dialogu wewnętrznego. Umiejętnie stosowany stanowi przeciwwagę dla samooskarżania, jakie nieustannie funduje sobie chory, obwiniając się o wszystko i tym samym pogłębiając swoje stany lękowe. Gdy na przykład dopada nas lęk, na ogół mówimy do siebie rozkazującym tonem, który wywołuje poczucie winy: „To straszne! Przecież nie powinienem się tego bać! Musi się ze mną dziać coś okropnego! Jestem do niczego”.

Powrót do zdrowia zależy od tego, czy będziemy w stanie w inny sposób kierować swoimi myślami. Tak aby nie wywoływać w sobie wstydu, nie karcić się, nie kontrolować, nie oskarżać, tylko akceptować siebie takimi, jakimi jesteśmy, razem ze swoimi niedoskonałościami czy przewrażliwionym stosunkiem do otoczenia. Ten nowy sposób prowadzenia wewnętrznych rozmów powoli odbuduje nasze poczucie własnej wartości, które ma fundamentalne znaczenie w leczeniu zaburzeń lękowych.

I ostatnia część programu autoterapii – analiza stylu naszego życia. Przyjrzyjmy się, jak próbujemy rozwiązywać nasze codzienne kłopoty i jak to wpływa na natężenie lęku, jaki odczuwamy. Może okazać się, że pewna dziedzina życia – może to być rodzina, praca, relacje z przyjaciółmi, religia – stała się dla nas pułapką, z której nie potrafimy się wydostać.

W pewnym sensie jesteśmy skazani na lęki. Akceptujmy je, ale nie bądźmy wobec nich bezradni. To część naszego człowieczego doświadczenia.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Lęk przed porażką - pokonaj go w 20 krokach

Praca z lękiem pozwala go skutecznie oswoić. (Fot. iStock)
Praca z lękiem pozwala go skutecznie oswoić. (Fot. iStock)
Lęk przed porażką potrafi być dokuczliwy. Zdarza się, że uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Okazuje się jednak, że można go oswoić.

Hans Morschitzky, austriacki psycholog i psychoterapeuta, opracował program 20 kroków, które pomogą ci zdobyć umiejętności lepszego obchodzenia się ze strachem przed niepowodzeniem. Zwróć uwagę na te, które w szczególności ciebie dotyczą. Jeśli w którymś punkcie zobaczysz głębszy problem, z którym nie jesteś w stanie się zmierzyć, zastanów się, czy nie potrzebujesz pomocy specjalisty. Uświadomienie sobie tego, to już jest coś. Program ten może sprawić, że spojrzysz na swoje problemy z innego punktu widzenia.

Krok 1 - Nie myśl i nie mów „muszę”, myśl i mów „chcę”

W ten sposób zwiększysz swoją motywację do działania. Motywuj się atrakcyjnymi celami. Łatwiej osiągniesz sukces, kierując się wewnętrznymi potrzebami. Gdy motywacja do dokonania czegoś wypływa z nas samych, rozczarowania i niepowodzenia nie są w stanie odciągnąć nas od wyznaczonego celu. Jesteśmy silniejsi.

Krok 2 - Lęk przed porażką zamień na nadzieję na sukces

Zaprogramuj się na sukces. Jest różnica w nastawieniu się na uniknięcie porażki a na dążeniu do sukcesu. Nie myśl jednak o nim ciągle, skup się na bieżących zadaniach. W ten sposób w swojej podświadomości skrócisz drogę do zwycięstwa.

Krok 3 - Stawiaj sobie realistyczne cele

Do sukcesu dochodź stopniowo. Wyznaczaj sobie małe odcinki do pokonania. Planując sobie cele nierzeczywiste, tylko prowokujesz porażkę.

Krok 4 - Formułuj pozytywne cele

Mów to, co chcesz, a nie to czego nie chcesz. Jeśli mówisz sobie: „Nie chcę myśleć o różowym słoniu”, widzisz ich całe stado. W naszej głowie powstają obrazy, które działają na nasze ciało. Ograniczaj słowo „nie”. Nie myśl: „Żebym się tylko nie zdenerwowała”, raczej „Będę spokojna”.

Krok 5  - Wizualizuj swój sukces

Nie ma w tym żadnej magii, to trening mentalny. Jeśli będziesz wyobrażała sobie, że zdasz egzamin, myśli te skłonią cię do uczenia się. Katastroficzne wizje tylko paraliżują.

Krok 6 - Żyj tu i teraz

Nie marnuj chwili. Skoncentruj się na tym, co aktualnie robisz. Nie myśl o kilku rzeczach jednocześnie. Zrezygnuj zwłaszcza z negatywnych myśli o przeszłości i przyszłości.

Krok 7  - Skoncentruj się na zadaniu i na sobie

Zastanów się, co cię rozprasza i wyeliminuj ten czynnik. Może inni ludzie, może nadmiar zadań. Ważniejsze jest to, co wewnętrzne, niż to co zewnętrzne. Bądź sobą, nie stój „obok siebie”, bo wtedy tracisz „lekkość istnienia”. Pozwól, żeby twoje działania cię pochłonęły. Takie stany „przepływu” sprawiają, że nasze myśli i uczucia stanowią jedność i popychają nas do skutecznego działania. Jesteśmy efektywni.

Krok 8- Działaj w sposób celowy

Zaplanuj sobie konkretne czynności, stwórz program działań. Wystrzegaj się pustych deklaracji i nieskoordynowanych ruchów. Rozpoczynaj od tego, co cię najbardziej inspiruje i sprawia przyjemność. Nagradzaj się za wykonane zadania.

Krok 9 - Pamiętaj o swoich sukcesach, nie porażkach

Rozpamiętywanie tych ostatnich do niczego dobrego cię nie doprowadzi, a na pewno nie do zwycięstwa. Wyświetlaj sobie wewnętrzny film o swoich osiągnięciach. Zastanawiaj się, dlaczego tak świetnie sobie wtedy poradziłaś, przywołaj smak sukcesu. Włączaj tą kasetę, gdy skrada się lęk przed porażką.

Krok 10 - Przyjmij, że możesz popełnić błąd

Na błędach można się uczyć. Staraj się je traktować z humorem. Błędy i porażki można potraktować jak stopnie, po których się wspinasz. Wykaż tolerancję na lęk przed niepowodzeniem. Oswój go, a nie będzie taki groźny. Energię lęku można wykorzystać do sensownych przemian. Wtedy przestaje paraliżować i można się skupić na celach.

Krok 11 - Umocnij swoje poczucie własnej wartości

To jest klucz do każdego sukcesu. Miej wiarę w swoje umiejętności. Zaprzyjaźnij się ze sobą. Zaknebluj wewnętrznego krytyka. Gdy tego nie zrobisz, będziesz podatna na krytykę otoczenia. Naucz się doceniać samego siebie. Może pewnych rzeczy nie potrafisz robić, nie we wszystkim jesteś dobra, ale każdy nosi w sobie możliwości rozwoju. Co potrafisz robić dobrze, jakie umiejętności posiadasz, co stanowi o wartości twojej osoby?

Krok 12 - Działaj zamiast narzekać

Bądź aktywna, kształtuj swoje życie. Ważne jest, jak traktujesz codzienne zadania. Czy wierzysz, że masz nad nimi kontrolę? Pamiętaj, że zawsze masz wybór. Można zostać ale można też odejść. Nie podporządkowuj się zbiegom okoliczności, nie chowaj się za rolą ofiary. Jeżeli myślisz, że życie byłoby piękne, gdyby nie okoliczności, zmień takie myślenie, bo ono do niczego nie doprowadzi. Zacznij zmieniać najpierw to, co niezbędne. Rozwiń w sobie odwagę, by zacząć od nowa.

Krok 13 -Dodawaj sobie otuchy

Prowadź ze sobą pozytywny wewnętrzny dialog, zachęcaj samego siebie. Nie dołuj się, nie besztaj. Rozmawiaj ze sobą w taki sposób, w jaki chciałbyś żeby inni ludzie z tobą rozmawiali. Prowadź ze sobą rozmowy miłe i budujące. Potraktuj siebie jako najważniejszego partnera do rozmów. Dialogi wewnętrzne dają sprawność umysłową.

Krok 14 - Zmierz się ze swoim lękiem

Nie uciekaj przed tym, co cię obciąża. Wyobraź sobie, co by było, gdyby stało się to najgorsze. Zastanów się, na ile jest to prawdopodobne. Przeanalizuj jak „tu i teraz” można uniknąć katastrofy, zminimalizować ryzyko. Spróbuj racjonalizować lęk. Gdy nadal cię paraliżuje, poddaj mu się. Twoja akceptacja odbierze lękowi całą władzę, ponieważ przestaniesz się już go bać. Skup się na chwilowych odczuciach, symptomach strachu, a zobaczysz że słabną. Od konfrontacji przejdź do komunikacji. Porozmawiaj z lękiem. Podziękuj mu, że doprowadził cię do tego punktu i zakomunikuj, że już nie odciągnie cię od zamierzonych celów.

Krok 15 - Dbaj o szczerość

Bądź autentyczna, spontaniczna. Nie graj przed sobą i innymi nieprawdziwej roli. To odbiera siły.

Krok 16 - Zachowaj właściwe proporcje między pracą a odpoczynkiem.

Tylko w ten sposób będziesz wydajna. Nieprzerwana praca wyniszcza. Wypracuj sobie rytm życia i dokonywania czegoś, który jest dla ciebie dobry. Oscyluj regularnie między napięciem a odprężeniem.

Krok 17 - Naucz się odprężać fizycznie

Wybierz coś dla siebie z technik relaksacyjnych. Skutkiem takich ćwiczeń powinna być umiejętność pozbywania się napięcia, eliminowania czynników wywołujących stres. Jeśli jesteś odprężona, lęk nie ma do ciebie łatwego dostępu.

Krok 18 - Zrezygnuj z nadmiernych aspiracji

Unikaj przerostu ambicji i ustawiania poprzeczki za wysoko. W przeciwnym razie dopadnie cię syndrom wypalenia zawodowego.

Krok 19 - Kieruj się zdrowym egoizmem

Nie staraj się być odpowiedzialna za wszystkich i za wszystko. Pomagaj innym ludziom, ale pamiętaj, że to oni sami odpowiadają za swoje postępowanie. Zatroszcz się o swoje własne zadania.

Krok 20 - Popracuj nad umiejętnościami społecznymi

Umiejętność autoprezentacji i asertywność to ważne cechy. Naucz się umiejętnie eksponować swoje kompetencje. Nie sprzedawaj siebie poniżej swojej wartości.

 

  1. Psychologia

Znajdź swoje zen

Własna praktyka zen to może być rytuał parzenia ulubionego naparu, spacer, grzebanie w ziemi, medytacja, pieczenia chleba - coś co cię wyciszy, duchowo nakarmi, wypełni umysł i ciało poczuciem harmonii. (Fot. iStock)
Własna praktyka zen to może być rytuał parzenia ulubionego naparu, spacer, grzebanie w ziemi, medytacja, pieczenia chleba - coś co cię wyciszy, duchowo nakarmi, wypełni umysł i ciało poczuciem harmonii. (Fot. iStock)
Być może zabrzmi to jak paradoks, ale spokój wymaga wysiłku. Własna praktyka zen pomoże ci zapanować nad lękiem i rozpocząć życie w harmonii.

Zen dla każdego człowieka znaczy coś innego. Jedna z definicji stosowanych przez buddyjskich mnichów mówi, że zen to rygorystyczna praktyka medytacji, bycia obecnym mimo odczuwanego dyskomfortu oraz kultywowania głębokiej obecności i świadomości. Dla osób świeckich we współczesnym społeczeństwie zen może kojarzyć się z jogą, wizytą w spa albo podążaniem za chwilą, nawet jeśli jest ona stresująca. Dla kogoś, kto zmaga się z zaburzeniami lękowymi, zen często oznacza próbę stłumienia nieprzerwanego, negatywnego oddziaływania lęku.

Istotą zen w przypadku lęku jest utrzymanie wewnętrznej harmonii mimo trudności i rozterek. Kultywując poczucie harmonii, zostawiasz mniej miejsca dla obaw i niepokojów, które zaczynają się kurczyć, aż stają się małym punkcikiem w otoczeniu całkowitej ciszy.

Aby znaleźć swój osobisty stan zen i wypracować skuteczną praktykę obniżania lęku, musisz najpierw go zdefiniować. Czym jest dla ciebie wewnętrzna harmonia? Skąd będziesz wiedzieć, że ją osiągnąłeś? Jak zmieni się twoje życie, gdy twój wewnętrzny świat będzie wypełniony spokojem, a nie chaosem?

Gdy już lepiej zrozumiesz, co oznacza dla ciebie spokojne życie, kolejnym krokiem będzie obudzenie w sobie wewnętrznego mnicha. Ponieważ ludzki umysł zwykle jest daleki od spokoju, mnich zen pracuje nad osiągnięciem stanu wewnętrznej ciszy i uspokojenia. Czy jesteś gotowy do tego rodzaju pracy?

Stwórz własną praktykę zen, która pozwoli ci uciszyć lęk i wypełnić umysł i ciało poczuciem harmonii. Oto kilka podpowiedzi:

  • Wykorzystaj chwile oczekiwania, np. na światłach albo w długiej kolejce, do medytacji. Skup się na oddychaniu, wsłuchuj się w odgłos swojego oddechu i patrz, jak twoja klatka piersiowa unosi się i opada.
  • Kup małe akwarium i dodaj do codziennego grafiku rytuał polegający na cichym obserwowaniu ryb. Jeśli poczujesz przypływ lęku, przenieś uwagę na ryby.
  • Zajmij się pracami ogrodowymi. Bierz do rąk ziemię i przesypuj ją między palcami. Wdychaj zapach ziemi, trawy i słońca. Uśmiechaj się.
Fragment książki „Jak żyć bez lęku. 101 sposobów, aby uwolnić się od niepokoju, fobii, ataków paniki.” Książka prezentuje plan, który pomoże Ci uwolnić się od pułapki, jaką jest życie w ciągłym napięciu. Pracując nad kontrolowaniem swoich obaw i poprawą jakości życia, pamiętaj, aby żyć chwila za chwilą. Żyć spokojnie, „po kawałku”, to jeden z najlepszych sposobów na pokonanie lęku.

  1. Psychologia

Chcesz zmienić swoje życie? Zmień myślenie

(Fot. materiały partnera)
(Fot. materiały partnera)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Kiedy mówisz „muszę”, wyzwalasz swoje lęki, zrzucasz na siebie niechcianą odpowiedzialność, wywierasz presję, która odbiera ci wolną wolę. Wypowiadając „ale”, w zasadzie odwołujesz wszystko, co zostało powiedziane wcześniej. - Zmień nawyki językowe i zacznij opowiadać o sobie tak, jakby nie było dla ciebie rzeczy niemożliwych - przekonuje Thimon Von Berlepsch w książce "Jak kierować myślami. O mocy hipnoterapii i odzyskiwaniu kontroli nad życiem" i pokazuje, jak zmiana myślenia może zmienić życie.

Thimon Von Berlepsch , autor książki 'Jak kierować myślami. O mocy hipnoterapii i odzyskiwaniu kontroli nad życiem' (Fot. Random House - Carsten Sander) Thimon Von Berlepsch , autor książki "Jak kierować myślami. O mocy hipnoterapii i odzyskiwaniu kontroli nad życiem" (Fot. Random House - Carsten Sander)

Wypowiadamy wiele słów, które działają jak zaklęcia. Mówimy: „nie umiem tego zrobić”, „zawsze mam problem z…”, „próbowałem, ale mi się nie udało” i skazujemy się na porażkę. Następnym razem nie podejmiemy się tego zadania, choć w zasadzie nie poświęciliśmy wystarczająco dużo energii i czasu by je wykonać. Nie tylko zawodowo, ale i prywatnie.

Thimon Von Berlepsch przekonuje, że można odzyskać kontrolę nad życiem zmieniając sposób opowiadania o nim. Ważne są nie tylko te słowa, które słyszymy od innych, ale przede wszystkim te, którymi określamy siebie. Choć autor jako najskuteczniejszą z metod zmiany swojego myślenia wskazuje na autohipnozę, zawarł w książce również wiele cennych rad, które warto wprowadzać w życie od teraz. Prawda - wyjęte z kontekstu mogą brzmieć jak frazesy („porzuć negatywne myślenie”, „niemożliwe uczyń możliwym”, „weź za siebie odpowiedzialność”, „skończ z pustymi obietnicami”), ALE nabierają sensu, kiedy poznamy mechanizmy zachodzące w mózgu podczas wdrażania ich w życie.

(Fot. Unsplash) (Fot. Unsplash)

Niemiecki coach i hinotyzer tłumaczy nam też, skąd bierze się czarnowidztwo i przygotowanie na najgorszy scenariusz. Ponieważ trudno jest oszukać ewolucję, bardziej nastawiamy się na wyszukiwanie zagrożeń niż na dostrzeganie pozytywów. A przecież tak tygrysa szablozębnego już nam nie grozi… Aby pozbyć się lęku można modyfikować myślenie, zachowanie, odczucia i przeświadczenia – zarówno te pierwotne, jak i te, których nabraliśmy w dzieciństwie.

„Świadomie jesteś w stanie przetwarzać od pięciu do dziewięciu nowych informacji na sekundę. Wydaje ci się, że to dużo? Podświadomie przetwarzasz ich aż 2,3 miliona na sekundę” – pisze Thimon Von Berlepsch. Odbierając tak wiele bodźców możesz wpadać w pułapki. Na przykład negatywnej autohipnozy nieświadomej, która odpowiedzialna jest za destrukcyjne nastawienie. Jak sobie z nią poradzić – odpowiedzi znajdziesz w książce "Jak kierować myślami. O mocy hipnoterapii i odzyskiwaniu kontroli nad życiem".

'Jak kierować myślami. O mocy hipnoterapii i odzyskiwaniu kontroli nad życiem' "Jak kierować myślami. O mocy hipnoterapii i odzyskiwaniu kontroli nad życiem"

  1. Psychologia

Wymykaj się lękowi, żyj swoim życiem i celebruj pozytywy

Celebrowanie oznacza wykonywanie czynności, które potwierdzają i wzmacniają dobre rzeczy w naszym życiu. (Fot. iStock)
Celebrowanie oznacza wykonywanie czynności, które potwierdzają i wzmacniają dobre rzeczy w naszym życiu. (Fot. iStock)
Lęk dotyczy problemów. Może wiązać się z przeszłością, teraźniejszością lub przyszłością, ale zawsze polega na zamartwianiu się tym, co w życiu idzie nam nie tak. To koleina, w której brniemy. Możesz się z niej wydostać, jeśli odnajdziesz w życiu rzeczy, które osłabiają lęk, i nauczysz się je celebrować.

W tym celu musisz przenieść uwagę z sytuacji wywołujących lęk na pozytywne aspekty twojej codzienności. Dostrzeganie pozytywów lub przyjemnych, wolnych od lęku myśli to ważny pierwszy krok na tej drodze. Pomaga nam od nowa nauczyć się myśleć i czuć. Doskonałym sposobem jest tworzenie listy lub kolekcji przedmiotów, które nie wzbudzają w tobie lęku. Mogą to być konkretne osoby lub sytuacje albo czynności, na przykład porządkowanie w szufladach, czytanie czy jogging. Zapisując je, zyskujesz materialne narzędzie, które pomaga ci przypomnieć sobie to, co dobre. Ponieważ jednak lęk bywa w nas silnie zakorzeniony, trudno może być go wyeliminować samym pisaniem. Zwykle trzeba dodać do tego celebrowanie.

Celebrowanie oznacza wykonywanie czynności, które potwierdzają i wzmacniają dobre rzeczy w naszym życiu. To pomaga nam uwierzyć w dobro i nie stracić go z oczu. Choć nasz mózg charakteryzuje się negatywnym nastawieniem, ma też ośrodek samonagradzania, który zachęca nas do koncentrowania się na pozytywach. Kiedy zrobimy coś, nawet małą rzecz, żeby uczcić przyjemne aspekty życia, mózg aktywuje wydzielanie dopaminy, potężnego hormonu szczęścia, która zwalcza hormony stresu i lęku, m.in. kortyzol. Doświadczamy przypływu szczęścia i energii, które zaczynają przeganiać lęk.

Celebrowanie może mieć wiele najróżniejszych form. Wypróbuj podane sposoby lub wymyśl coś własnego.

  • Brodzenie po kałużach.
  • Zjedzenie zdrowej przekąski.
  • Podskoki.
  • Gra w klasy.
  • Rysowanie kredą.
  • Czytanie.
  • Delektowanie się kawą lub herbatą.
  • Śpiew.
  • Zabawa ze zwierzątkiem domowym.
  • Wycieczka na łono natury.
Celebrowanie tego, co w życiu pozytywne, zmniejsza lęk i daje nam poczucie lekkości, zadowolenia i spokoju psychicznego.

Fragment książki „Jak żyć bez lęku. 101 sposobów, aby uwolnić się od niepokoju, fobii, ataków paniki.” Książka prezentuje plan, który pomoże Ci uwolnić się od pułapki, jaką jest życie w ciągłym napięciu. Pracując nad kontrolowaniem swoich obaw i poprawą jakości życia, pamiętaj, aby żyć chwila za chwilą. Żyć spokojnie, „po kawałku”, to jeden z najlepszych sposobów na pokonanie lęku.

  1. Psychologia

Depresja maskowana – jak rozpoznać objawy? Rozmowa z Joanną Porembą, prezeską fundacji Melancholia

Rozmawiamy z Joanną Porembą, współzałożycielką i prezeską fundacji Melancholia, www. melancholia.org.pl. (Fot. Jacek Poremba)
Rozmawiamy z Joanną Porembą, współzałożycielką i prezeską fundacji Melancholia, www. melancholia.org.pl. (Fot. Jacek Poremba)
Przewlekłe bóle głowy lub karku, napady paniki, fobie i natręctwa, ale też zaburzenia snu czy pracy serca – pod wszystkimi tymi objawami może ukrywać się depresja. Joanna Poremba, współzałożycielka i prezeska fundacji Melancholia, wyjaśnia, jak rozpoznać ją u siebie i bliskich.

Na hasło „depresja” wielu z nas staje przed oczami obraz zmęczonego, zaniedbanego człowieka, który nie ma siły podnieść się z łóżka...
Bywa, że rzeczywiście tak to wygląda, jednak depresja może mieć rozmaite podłoże i bardzo różny przebieg, często daleki od powszechnego wyobrażenia. Przywołany przez ciebie obrazek może stanowić całą prawdę o czyjejś chorobie, ale może też nie pojawić się w ogóle lub być tylko jedną z kilku różnych faz. Fakt, że wiele osób tak właśnie wyobraża sobie depresję, wynika z uwarunkowań kulturowych, w tym opisów filmowych i literackich – wystarczy, że wspomnimy „Lot nad kukułczym gniazdem” czy „Przerwaną lekcję muzyki”. Z całą pewnością nie jest jednak jedynym ani obowiązującym sposobem przechodzenia choroby! Rzeczywiście często występuje w niej apatia i ospałość, ale równie dobrze może pojawić się nadaktywność i bezsenność. Podobnie jest z apetytem: objawem depresji może być zarówno brak apetytu, jak i nadmierne łaknienie. Bywa, że dominujące objawy są jeszcze bardziej zwodnicze. W niektórych formach depresji okazują się mylące na tyle, że sugerują występowanie zupełnie innych chorób. To tak zwane maski depresji, które sprawiają, że jest ona szczególnie trudna do zdiagnozowania.

O maskach w ostatnim czasie mówimy głównie w kontekście koronawirusa, wcześniej zaś przy okazji rozmów o teatrze i karnawale. I w teatrze, i podczas karnawału, i nawet w czasie pandemii, podczas której staramy się przechytrzyć wirusa, maska kojarzy się z odgrywaniem jakiejś roli, z oszukiwaniem otoczenia. W depresji, jak sobie wyobrażam, występuje zwykle wtedy, kiedy siebie oszukujemy, nie chcąc przyjąć do wiadomości pewnych prawd na temat otoczenia i siebie samych.
Nie nazwałabym tego oszukiwaniem, a raczej niebyciem przy sobie, pewnym brakiem uważności wobec sygnałów, które daje nam własny organizm. Nasza postawa jest bardzo często zupełnie nieuświadomiona: wywieramy na samych siebie różne rodzaje presji, nie akceptując się, a w konsekwencji nie darząc troską, czułością i uwagą. Bez kochania siebie nie da się kochać i akceptować świata. Niestety, jeśli tej uważności na siebie nie wyniesiemy z domu, jeśli rodzice nie nauczą nas korzystania z pewnych narzędzi, to w życiu dorosłym będzie nam o wiele trudniej. Na szczęście, kiedy zaczynamy ich w końcu szukać, z pomocą przychodzi psychoterapia.

Wracając do twojego pytania – wspomniany karnawał stanowił kiedyś coś w rodzaju wentylu bezpieczeństwa, okres, kiedy można było zapomnieć o konwenansach i ograniczeniach. Maska w depresji również jest wentylem. Depresja to choroba duszy i umysłu, a nasz mózg – ciągle jeszcze nie do końca poznany – nie mogąc zmieścić w głowie wszystkich napięć, „upycha” je w ciele. To, z czym sobie nie radzimy, trudne emocje zaczynają pukać do nas pod postacią przypominającą rozmaite schorzenia. Według niektórych badaczy, którym trudno odmówić pewnej racji, jeśli poświęcamy naszemu ciału wystarczająco dużo uwagi i jesteśmy wyczuleni na płynące z niego sygnały, to być może zauważymy te symptomy wcześniej. To jedna z wielu korzyści bycia w kontakcie ze swoim ciałem.

W naszej kulturze mamy raczej niską świadomość własnego ciała.
Niestety, masz rację. Nie uczy się jej w szkołach, a powinno. I nie mam tu na myśli sportu, bo aktywność fizyczna nie zawsze jest równoznaczna z kontaktem nawiązanym z ciałem. Znany amerykański psychiatra i psychoterapeuta Alexander Lowen podkreślał często, że głowa nie działa bez ciała, i odwrotnie. U współczesnego człowieka Zachodu jednak ta komunikacja między nimi nie odbywa się tak, jak powinna.

Czy lekarz, jeśli ktoś zwraca się do niego z dolegliwością somatyczną, zawsze również powinien brać pod uwagę, że ta osoba może chorować na depresję?
Byłoby to tak zwane holistyczne podejście do pacjenta, które na razie nie jest u nas powszechne, choć na szczęście nie powiedziałabym, że się nie zdarza. Lekarz z całą pewnością powinien zastanowić się, czy nie ma do czynienia z maską depresji wtedy, kiedy pacjent zrobi wszystkie możliwe badania, wyniki są dobre, a jego ciało cierpi. Warto przy tym podkreślić, że nie chodzi o wyimaginowany ból czy dyskomfort – te dolegliwości, umiejscowione w konkretnym punkcie, naprawdę się odczuwa, i po pewnym czasie może rozwinąć się z nich coś poważniejszego. Tym, co ostatecznie potwierdza, że chodziło o maskę, jest skuteczność leczenia lekami antydepresyjnymi: dolegliwości ustępują po ich zażyciu, nie zaś po preparacie, który zwykle stosuje się na chorobę imitowaną tutaj przez depresję.

Pomówmy jeszcze o stereotypowym wyobrażeniu osoby chorującej na depresję. Wielu z nas wie już, że nie zawsze objawia się ona rozpaczą, apatią i zaniedbaniem higieny. Jednak termin „maski depresji” chyba nie wszyscy słyszeli. Ja, która choruję na depresję od ponad 20 lat, nigdy nie usłyszałam tego określenia od żadnego lekarza. Dodam, że zawsze byłam bardzo aktywna, rzadko kiedy smutna, a moim głównym problemem było dojmujące uczucie lęku.
Termin „maski depresji” nie jest nowy, natomiast rzeczywiście nie wszedł do literatury przedmiotu; trudno przewidzieć, czy się to zmieni. Nie dotarł także do szerszej świadomości. Symptomy, których doświadczałaś, można jednak określić takim właśnie mianem.

Maski depresji mają rozmaity charakter. Jednym z ich rodzajów są tzw. maski psychopatologiczne – zaburzenia lękowe (lęk przewlekły lub ataki paniki, jak u ciebie), fobie oraz natręctwa. Drugą typową kategorią są symptomy fizyczne, głównie bólowe. Do najczęstszych zalicza się bóle w klatce piersiowej, kłucie serca, wrażenie duszności i ucisku; bóle głowy (np. pulsowanie, uczucie ucisku na mózg, szum w uszach) połączone z uczuciem niepokoju; nerwobóle; drętwienie, pieczenie, palenie, cierpnięcie kończyn, przepływ ciepła lub uczucie zimna; świąd skóry; zespół niespokojnych nóg; dziwne odczucia w rozmaitych narządach, szczególnie w żołądku i wątrobie. Maską depresji mogą być też zaburzenia rytmu biologicznego: snu i czuwania (problemy z zasypianiem, płytki sen, zbyt wczesne budzenie się, nadmierna senność w ciągu dnia), łaknienia (utrata apetytu lub napady głodu), problemy z miesiączkowaniem, zaburzenia erekcji. Wspomniany już Lowen mianem maski depresji określał także alkoholizm. Jak widać wachlarz możliwości jest szeroki.

Ja na przykład długo cierpiałam na coś, co wydało się być reumatoidalnym zapaleniem stawów – to też jedna z masek depresji. Drugą były męczące mnie latami dokuczliwe bóle karku – z czasem tak silne, że nie mogłam ruszyć szyją, nie byłam też w stanie zapiąć pasów w samochodzie. Lekarze rozważali nawet operację. Zamiast tego zdecydowałam się na długą fizjoterapię, która pomogła mi rozluźnić i poczuć własne ciało. Kiedy do leczenia włączono antydepresanty, dolegliwości ustały. Warto dodać, że zwykle najlepszym rozwiązaniem jest połączenie leczenia farmakologicznego z psychoterapią.

U mnie maską był lęk, u ciebie bóle karku; wymieniłaś też wiele innych możliwości. Zastanawiam się, czy – skoro znamy ich tyle – depresja maskowana nie jest częstą formą depresji?
Spotkałam się kiedyś z szacunkami, wedle których depresja maskowana może występować nawet trzy razy częściej niż inne postaci zaburzeń depresyjnych. Niestety, nie dysponujemy szczegółowymi danymi; wiele przypadków pozostaje niezdiagnozowanych, a i o „klasycznej” depresji, jak pokazuje praktyka, coraz trudniej jest mówić, bo każdy przypadek jest inny, a generalizowanie prowadzi donikąd.

W ramach działalności fundacji Melancholia publikujemy rozmowy ze znanymi osobami, które mają za sobą doświadczenie depresji – porównując te wywiady, bardzo łatwo zauważyć oczywiście pewne elementy wspólne, ale także ogromne różnice. Ktoś rzeczywiście nie wstaje tygodniami z łóżka, ktoś inny – jak na przykład reżyserka Joanna Kos-Krauze, która z wielką otwartością i szczerością opisała swoją historię – rzuca się w wir pracy, podróżuje po całym świecie, zamienia się w prawdziwego tytana. Jeden ucieka więc w sen i izolację, drugi – w pracę czy niebywałą aktywność. Ona także odcina nas od emocji – wsłuchać się w nie możemy tylko wtedy, kiedy wreszcie się zatrzymamy. Różna bywa też etiologia choroby, która może pojawić się na skutek traumatycznych doświadczeń, ale także wtedy, kiedy nie przechodzimy ewidentnego życiowego kryzysu – to odróżnia ją od zaburzeń adaptacyjnych. I znowu, w obu przypadkach może wystąpić wspomniane odcięcie emocji od ciała, co często skutkuje powstawaniem masek.

Przy okazji warto też dodać, że w Polsce rozmowa o liczbach dotyczących depresji jest w ogóle prawie niemożliwa, bo dane, które przedstawia NFZ, dotyczą tylko i wyłącznie sektora publicznego; prywatna działalność psychiatrów i psychoterapeutów nie jest w ogóle uwzględniana w oficjalnych statystykach, a to właśnie tam trafia około 60 proc. pacjentów. Nasza fundacja na przykład czerpie dane ze strony WHO.

Wiemy na pewno, że w Polsce alarmujące są statystyki dotyczące depresji wśród młodzieży. Jak wygląda kwestia masek w ich przypadku?
Podobnie jak u dorosłych, depresja maskowana u dzieci może być trudna do uchwycenia, a spektrum możliwych masek jest bardzo szerokie. Może polegać na opóźnieniu rozwoju psychicznego, intelektualnego oraz emocjonalnego. Z depresją maskowaną łączy się też często fobia szkolna, objawiająca się poprzez dążenie do izolacji. Powtarzające się bóle brzucha przed pójściem do szkoły na pewno powinny zwrócić uwagę rodziców, podobnie jak rozmaite zaburzenia zachowania (nieuzasadnione napady złości, przesadzone reakcje, obojętność, zachowania autodestrukcyjne), przewlekłe bóle głowy, arytmia serca, alergie.

Warto więc słuchać swojego organizmu oraz być czułym na sygnały wysyłane przez osoby najbliższe.
Rozmawiać – z sobą i bliskimi. Obserwować – bliskich i samego siebie. Jest takie ładne zdanie, które powiedział bodajże Oscar Wilde: „Daj człowiekowi maskę, a powie ci prawdę”. W pewnym sensie podobnie jest z naszym ciałem i duszą. Czasem nasze „ja” musi sięgnąć po maskę, żeby powiedzieć prawdę o tym, co je boli i gnębi.