1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. O jeden krok za daleko

O jeden krok za daleko

Seks ma być zbliżeniem przyjemnym dla obu stron, a nie interakcją bez prawdziwego spotkania. (Fot. iStock)
Seks ma być zbliżeniem przyjemnym dla obu stron, a nie interakcją bez prawdziwego spotkania. (Fot. iStock)
Granice w seksie są tak naprawdę odzwierciedleniem naszych granic w ogóle, w życiu – mówi seksuolożka Ameera Anna Ibrahim. 

Zapytałam koleżanki w różnym wieku i z różnych miejsc: Kiedy macie poczucie, że wasze granice w seksie zostały przekroczone? Część w ogóle nie zrozumiała pytania.
Nie byłabym tego taka pewna – myślę, że mogły nie chcieć go zrozumieć, właśnie dlatego, że ich granice były przekraczane. Z mojego doświadczenia – klinicznego i prywatnego – wynika, że większość z nas doświadczyła sytuacji nadużycia. Tylko kobietom trudno o tym mówić. Jeśli któraś słyszy pytanie o przekraczanie granic, czuje się zagrożona, więc odpowiada: „Ale o co chodzi? Przecież ja eksperymentuję!”. Tymczasem warto nazwać rzeczy po imieniu, bo wtedy dużo łatwiej sobie z tym poradzić.

I więcej na to nie pozwolić.
Ważne, żeby w ogóle zauważyć, że granica została przekroczona. Zwykle wiąże się z tym duży wstyd – kobiety myślą, że to ich wina. Podczas gdy oczywiście powód do wstydu ma tylko ta osoba, która granice przekracza.

Dlaczego same często nie wiemy, gdzie są nasze granice?
A do czego nas wychowano? Do uległości! Kobiety często się uczy, że nie są odpowiedzialne za seks. Nie wypada im go inicjować, mieć konkretnych fantazji, oczekiwań, a już na pewno lepiej nie być ekspresyjną i pewną siebie kochanką. Wmawia się nam, że mężczyzna będzie wiedział, co sprawia nam przyjemność. Poza tym ludzie często unikają konfrontacji, wolą nie odpowiadać sobie na pewne pytania, dopóki nie muszą.

Dlaczego?
Bo pytanie o granice to jednocześnie pytanie o własne deficyty, lęki, ograniczenia. To może być bolesne, bo poznajemy taką część siebie, której być może nie chcemy znać. Z drugiej strony to daje dużą satysfakcję i poczucie wewnętrznego bezpieczeństwa, spokoju. Czyli nawet jeśli doświadczyłam nadużycia w moim związku, to niekoniecznie mój partner o tym wie. Wyobraźmy sobie taką sytuację: kobieta się na coś godzi, nic nie mówi, a nawet udaje, że jej się to podoba. I on po kilku latach związku dowiaduje się, że ona czuła, iż doświadczyła nadużycia. Ten problem dotyka obu stron: jedna czuje się wykorzystana, a druga ma poczucie, że żyła w nieszczerej relacji. Bo z czym zostaje ten mężczyzna, który nie dostawał informacji zwrotnej? Nie mówię o sytuacjach, kiedy ktoś ewidentnie widzi, że przekracza granice, tylko o takich, kiedy zabrakło komunikacji.

Kobiety nadal uważają, że partner powinien się domyślić, że ona nie ma ochoty na seks.
To przekaz transgeneracyjny. Nasze babki i matki tak myślały, a teraz myślą siostry i przyjaciółki. I my też. Bardzo często spotykam się z tym w gabinecie i zawsze powtarzam, żeby zbyt dużo w relacjach nie zostawiać w sferze niedopowiedzenia, bo każdy z nas kieruje się innym systemem wartości, inaczej został wychowany, ma inną wrażliwość. Moim zdaniem to pragnienie wynika z romantycznej wizji miłości. A poza tym od najmłodszych lat słyszymy bardzo konkretny przekaz: „Bądź miła, bądź grzeczna, nie złość się, nie awanturuj”.

Można być miłym i jednocześnie mówić wprost.
Oczywiście, że tak, ale niestety model jest taki, że jeśli stawiasz na swoim, to będą cię postrzegać jako upartą złośnicę, zołzę. Poza takimi stereotypami niewiele przekazuje się małym dziewczynkom, chłopcom zresztą też. Mężczyźni przecież nie wchodzą z najlepszym przygotowaniem w dorosłość. Czerpią informacje z Internetu, pornografii, w której zarówno obraz kobiecości, jak i męskości jest wypaczony.

Dziewczyny często mówią, że odmawianie seksu chłopakowi jest dla niego bardzo przykre, więc należy to robić jak najrzadziej, najlepiej w ogóle. Żeby się nie czuł odrzucony.
A uporanie się z trudnymi uczuciami po tym, jak granice dziewczyn zostają przekroczone, jest przyjemne? Dlaczego żal im partnera, a siebie nie? Odmowa może wzbudzić po drugiej stronie różne reakcje, ale jeśli jesteś w zgodzie ze sobą, to będziesz miała siłę, żeby z każdą sobie poradzić. Niestety, argument, że będzie mu przykro, często pada z ust kobiet. Zawsze je pytam: „Dlaczego miałoby mu być przykro?”. Naprawdę przykro między ludźmi jest wtedy, kiedy dochodzi do nieszczerości, gry, udawania. Zresztą mężczyźni mówią o tym, że nie chcą mieć w łóżku partnerek niezaangażowanych, że taki seks nie daje im radości.

Jedna z moich przyjaciółek, lesbijka, zapytana o granice powiedziała, że dziewczynom hetero jest trudniej, bo mają do czynienia ze wzwodem. Z którym trzeba coś zrobić.
Dziewczyny mają poczucie, że jak już zauważą wzwód, to nie mogą się wycofać. Tymczasem lepiej krótko skomentować: „Widzę, że jesteś podniecony, masz ochotę na seks, ale to nie jest mój dzień”. Albo: „Cieszę się, że mnie tak pożądasz, ale to nie jest ten moment, nie mam ochoty”. Dla mężczyzny to jest następująca informacja: „Podoba mi się, że mnie pożądasz, nie zawstydza mnie to, w naszym związku jest miejsce na pożądanie, ale na odmawianie seksu też”.

Według innej mojej rozmówczyni przekroczenie granicy następuje wtedy, gdy mężczyzna jest całkowicie skupiony na swojej przyjemności.
To może być związane ze stresem podczas zbliżenia, a w konsekwencji trudnością z zauważaniem osoby, która jest obok. Może być też przejawem dystansu między partnerami, egocentryzmu, problemów z nawiązywaniem relacji. Taka postawa może też wynikać z niewiedzy: „Nie potrafię dać rozkoszy swojej partnerce, nie wiem, jak ją dać”. Zdarzają się takie pary, w których każda strona dąży tylko do swojej przyjemności.

Masturbują się partnerem.
Dążą tylko do tego, żeby mieć orgazm, a w seksie w ogóle nie o to chodzi. To ma być zbliżenie przyjemne dla obu stron, a nie interakcja bez prawdziwego spotkania. Brak orgazmu nie oznacza przecież braku przyjemności. Z orgazmem w ogóle jest trudna sprawa: kobiety udają, że go mają, a mężczyźni borykają się z dużym strachem, że nie będą go mieć i tego nie ukryją. Zwłaszcza że to natychmiast budzi w kobietach podejrzenia.

Kolejna granica: seks analny.
Gdybyśmy miały mówić o tabu seksualności, to seks analny jest na samym szczycie. Ten temat rzadko się pojawia nawet w gabinecie. Z mojego doświadczenia wynika, że kobiety decydują się na niego zwykle pod wpływem namowy partnera – chcą go przy sobie zatrzymać albo sprawić wrażenie szalonej i spontanicznej. Ten temat jest stabuizowany do tego stopnia, że nawet dziewczyny, które nigdy nie próbowały, twierdzą, że go nie znoszą. Tymczasem osoby, które cenią seks analny, mówią, że kolejne stosunki są nieporównywalnie lepsze od tych na początku.

Bliżej fizycznie już się nie da.
Psychicznie w jakimś sensie też, bo decydowanie się na seks analny zakłada ogromne poczucie bezpieczeństwa. I wspólne przekroczenie pewnego etapu bliskości. Nie bez powodu wybieram akurat tę osobę – najwyraźniej przy niej się nie krępuję i wiem, że cokolwiek się wydarzy, ona mnie przyjmie w całości. I nic jej nie zniechęci. Seks w ogóle jest sytuacją, w której jesteśmy zupełnie odarci, bezbronni, nadzy. Fizycznie i psychicznie. To bardzo naturalistyczna rzecz: jest w niej krew, pot i łzy. Nasza skóra się zmienia, mamy inny zapach. I to jest często problem, bo ludzie boją się odpuszczenia kontroli.

Mnóstwo dziewczyn powiedziało mi, że nie znosi seksu oralnego, że to jest dla nich przekroczenie granicy. Zapytane dlaczego, odpowiedziały, że nie lubią swoich wagin. I wstydzą się swoich wydzielin.
Czasem proponuję moim klientkom, żeby obejrzały swoje genitalia. Ale one nie chcą tego robić, to dla nich bardzo trudne ćwiczenie. A jak już obejrzą, to potem mówią, że im się te genitalia nie podobają. To się wiąże z treningiem czystości: dziewczynki uczy się, że to, co mają między nogami, wiąże się głównie z wydalaniem i krwią. Dla porównania, przeciętny facet zwykle akceptuje swoje ciało i lubi swój zapach. Kobiety są w tej kwestii o wiele bardziej wrażliwe, dużo częściej się wstydzą. A rozpoznawanie swoich granic to też znajomość własnego ciała. I akceptacja, jakkolwiek banalnie to brzmi. Tymczasem wiele moich klientek narzeka, że ma niesymetryczne wargi sromowe.

Podobno w Wielkiej Brytanii labioplastyka dogania już operacje plastyczne piersi.
Coś jest na rzeczy – kobiety myślą, że piękna jest tylko wagina symetryczna. Najchętniej by ją zoperowały, a potem jeszcze pomalowały, żeby wyglądała jak u aktorki porno. Przeraża mnie to. Zwłaszcza w kontekście seksu oralnego, który jest wyrazem niezwykłej bliskości, całkowitej akceptacji. I często zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie – przekroczenia bariery własnej intymności. Nie da się tu niczego przypudrować. Zresztą po co?

Inna granica: brutalny seks oralny.
Najważniejsza jest norma partnerska: jeśli obie strony się na coś godzą, obu to daje radość, to temat zamknięty. Nikt inny nie ma tu nic do powiedzenia.

Jestem w stanie sobie wyobrazić, że kobiety fantazjują o brutalnym seksie, ale zastanawiam się, czy w rzeczywistości taka forma im się podoba.
Mówią, że lubią czuć, kiedy mężczyzna ma nad nimi władzę. Oczywiście wszystko to w pewnej konwencji: on cały czas ją obserwuje, a ona wie, że on nie wykona brutalnych gestów bezmyślnie, nie zrobi jej krzywdy. I że ostatecznie jest w tym wszystkim czułość. Myślę, że kobiety w seksie potrzebują poczucia bezpieczeństwa, bo seks z naszego punktu widzenia może się wiązać z ciążą. Dlatego lepiej mieć silnego partnera, który to udźwignie. Mówię o sile fizycznej, bo chodzi o to, że w razie czego on pójdzie do pracy fizycznej, żeby zapewnić rodzinie byt.

Kobiety dziś tak myślą?
Kobiety myślą tak zawsze. Dziś się trochę gardzi ewolucją, ale ona tłumaczy różne zachowania, także w łóżku. Tężyzna fizyczna mężczyzny daje kobiecie poczucie, że będzie się mogła na nim oprzeć. Dosłownie i w przenośni. Czasami przychodzi do mnie kobieta, opowiada o swoim partnerze, który jest ciepły, dobry, miły, empatyczny, ale ona nie chce z nim współżyć. Mówi nagle: „On jest taki niezdecydowany w ruchach!”. Albo: „Pyta mnie, czego chcę, a ja nie chcę decydować. Niech coś zrobi, a nie ciągle pyta”. Marzy o brutalu, facecie, który wie, czego chce, i czasem zdecyduje za nią. Chce poczuć, że on o nią zawalczy, ochroni ją swoją piersią. Poza tym mężczyzna, który ma siłę, przekazuje dobre geny.

Kolejna granica: miał być stosunek przerywany, a jest zakończony w niej.
Podstawą w seksie jest świadoma zgoda. Stosunek przerywany – jak każdy inny, który odbywa się bez zgody jednej ze stron – jest przekroczeniem granicy. Poza tym to żadna metoda antykoncepcji. Zastanawiam się, dlaczego ludzie się na niego decydują.

Jak to dlaczego? On mówi: „W prezerwatywie nic nie czuję! Stosunek będzie trwał sto godzin”. A ona nie chce brać tabletek antykoncepcyjnych, bo ją wpędzają w depresję i dodatkowo tyje.
On mówi, że nie będzie miał z tego przyjemności, a ona będzie miała, jeśli zarazi się jakąś chorobą albo zajdzie w ciążę z kimś przypadkowym? Dlaczego się godzi na swój dyskomfort i ryzykuje zdrowie? To jest przekroczenie granicy, bo decydujemy się na stosunek, podczas którego nie chronimy siebie. A druga kwestia, czyli niedotrzymanie umowy i skończenie stosunku inaczej, niż było ustalone, jest nadużyciem kolosalnym. Mówimy o granicach w seksie, ale tak naprawdę one są odzwierciedleniem naszych granic w ogóle, w życiu. Czasem rozmawiam z kobietą w gabinecie, kończymy sesję, ona już właściwie wychodzi i nagle mówi: „Nie wiem, czy to ważne, ale jest jeszcze jedna sprawa – byłam molestowana, kiedy miałam osiem lat”. Albo: „Nie wiem, czy to istotne, ale poprzedni partner zmuszał mnie do seksu”. Zobacz, jak mocno trzeba odszczepić tę informację, odebrać jej ładunek emocjonalny, żeby coś takiego rzucić na wychodnym. Albo powiedzieć po wielu miesiącach terapii, że było się molestowanym.

Ważna informacja, która ląduje na Syberii całej historii. Pracowałam kiedyś z kobietą, która wcześniej była na kilku terapiach, trwało to parę lat i nigdy nikomu nie pisnęła słowa. Przez długi czas uważała, że to nieważne i że wcale nie wpływa na jej seksualność. Zastosowała cały pakiet mechanizmów, żeby to wyprzeć, ale prawda jest taka, że raczej trudno, żeby nadużycia nie wpływały na nasze postrzeganie siebie. Tylko że kiedy jesteśmy dorosłe, możemy coś z tym zrobić.

Ameera Anna Ibrahim
, psycholożka, terapeutka, seksuolożka. Zdobywała doświadczenie m.in. w Poradni Seksuologicznej i Patologii Współżycia w Centrum Psychoterapii SWZPZPOZ w Warszawie. Obecnie pracuje w prywatnym gabinecie, prowadzi też profil strefa (bez)wstydu na Instagramie.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Kiedy rodzi się wstyd?

Jak dziecko postrzega swoją fizyczność? W którym momencie zaczyna wstydzić się nagiego ciała? (fot. iStock)
Jak dziecko postrzega swoją fizyczność? W którym momencie zaczyna wstydzić się nagiego ciała? (fot. iStock)
Człowiek przychodzi na świat bez skrępowania swoją cielesnością. Pojawia się ono z wiekiem, pod wpływem norm społecznych. Tak samo jak świadomość, że ciało należy do mnie, że bez mojego pozwolenia nikt nie ma prawa go dotykać czy widzieć mnie nago.

Granice wstydu przesuwają się w zależności od etapu rozwoju oraz indywidualnego procesu dojrzewania. Maluchy chcą być głaskane, a przedszkolaki – biegać z gołą pupą. Nastolatek jest zmienny: bywa hardy i zakłopotany. Jak rozpoznać, kiedy dotyk czy spojrzenie cieszą, a kiedy są dla dziecka kłopotliwe?

Niemowlęta lubią być nagie

Dla malucha ciało to narzędzie uzyskiwania przyjemności. Głaskanie, całowanie, masowanie jego miękkiej skóry to także źródło miłych doznań dla dorosłych. Dziecko do 12. miesiąca życia powinno odbierać od swoich opiekunów jak najwięcej takich bodźców, ponieważ to najlepsza metoda zapewnienia go o tym, że jest ważne, kochane i może czuć się bezpiecznie.

Minęły czasy, gdy rozkoszne maluchy fotografowało się leżące nago, na jagnięcej skórze. Kto nie miał takich fotek w swoim albumie?! Taka była wtedy moda i bynajmniej tego rodzaju sesje nie owocowały zaburzeniami sfery seksualnej w dorosłym życiu małoletnich modeli. Dziś również nie warto demonizować ukrywania stref intymnych u niemowlaka i żyć w psychozie pedofilii. Dziecko nie rodzi się bowiem z poczuciem wstydu ciała. To raczej kwestia późniejszego wychowania i socjalizacji. Dziecko do drugiego roku życia nie różnicuje części ciała, nie dzieli ich na te, które można pokazać i te, które należą do sfery intymnej. Naturalnym prawem tego wieku jest eksponowanie nagości.

Niemowlęta lubią być nagie, ponieważ:

  • nie są jeszcze zablokowane psychicznie na przyjemności płynące z ciała,
  • chcą całą skórą czerpać kontakt ze światem,
  • widok nagiego maluszka wyzwala w rodzicu chęć połaskotania go, przytulenia, zajęcia się nim – i dziecko podświadomie to wyczuwa,
  • to często jedyny moment, gdy nie jest im za gorąco, jedyna szansa na odrobinę oddechu od grubych bawełnianych rajstop, które rodzice zakładają dzieciom we wrześniu, a zdejmują w maju,
  • wiele dzieci cierpi na nadwrażliwość dotykową. Objawia się ona często niechęcią do noszenia ubrań, które sprawiają dziecku ból. Jeśli maluch uporczywie protestuje, płacze, zrywa z siebie ubranka, to nie znaczy, że wyrośnie na ekshibicjonistę, tylko że jest mu za gorąco lub jest nadwrażliwe na bodźce dotykowe.

Gdy przedszkolak siusia w towarzystwie

O ile nie ma starszego rodzeństwa, które już mu powiedziało, jakich miejsc na ciele należy się wstydzić, a rodzice nie mają z jego nagością żadnego problemu – dziecko w wieku przedszkolnym nadal chętnie paraduje nago. Zbiorowe siusianie w przedszkolu może w dorosłych budzić sprzeciw, ale dla dzieci jest jak najbardziej naturalną czynnością.

Przedszkolak ma jeszcze czas nauczyć się wstydu. Teraz ważniejsze jest, że chce mu się siusiu niż to, że ktoś go podejrzy, zobaczy. Tym się w ogóle nie przejmuje. Podczas zabawy na plaży wzbrania się przed zakładaniem majteczek, skoro i tak zaraz się zmoczą i ubrudzą. Woli hasać nago. To piękny, bezwstydny czas w rozwoju każdego człowieka. Jednak nagość już wtedy zaczyna wymagać stawiania granic. Dziecku w wieku przedszkolnym nie powinno się pstrykać nagich fotek. Za rok–dwa ich widok zacznie je bowiem krępować.

Jeśli przedszkolak wstydzi się swoich stref intymnych, nie należy wyciągać pochopnych wniosków. Nie jest to jednoznaczny sygnał, że ktoś mu zrobił krzywdę czy pojawił się problem molestowania seksualnego. Dzieci rozwijają się w różny sposób. Być może malec w tym obszarze dojrzał wcześniej, może ma starsze rodzeństwo, które już go zaczęło „uświadamiać”, podsłuchał rozmowę dorosłych na ten temat, a może po prostu ktoś go zawstydził i już wie, że „taki duży chłopczyk nie powinien biegać nago”.

Jednak jeśli przedszkolak nadmiernie stanowczo protestuje przeciwko myciu mu pupy, wycieraniu go po kąpieli czy pomaganiu mu w czynnościach toaletowych – może to być oznaka nie tyle krzywdy, co jakiegoś problemu zdrowotnego. Dzieci zachowują się tak, gdy mają odparzenie, skaleczyły się czy podrapały, ale boją się interwencji lekarskiej lub martwią się, że mama będzie zła. Dzieci nie wstydzą się części intymnych, ale chcą je ukryć z konkretnego powodu.

Uczeń, czyli czas wielkiego wstydu

Dorastające dziecko, nawet jeśli nie było uświadamiane w tej kwestii przez rodziców, żyje w społeczeństwie, kontaktuje się z innymi ludźmi i samo już wie i rozumie, że ciało, a zwłaszcza niektóre jego części, to bardzo delikatna kwestia. Doskonale orientuje się, gdzie są jego okolice intymne, wie, że należy je chronić przed wzrokiem innych i krępuje się nagości. Ta świadomość przychodzi najczęściej wraz z pójściem dziecka do szkoły.

Edukacja to czas ogromnego, czasem paraliżującego wstydu własnego ciała. Jednocześnie właśnie w okresie szkolnym (do lat 12) dzieci mają potrzebę porównywania się z innymi w obszarze swojej płci. Warto synowi czy córce podrzucić książkę, żeby sami skonfrontowali budowę swojego ciała z prawidłowym wzorcem i przestali się zamartwiać, że coś z nimi jest nie tak. Jeśli rodzice o to nie zadbają, dziecko poszuka tej wiedzy samo, prawdopodobnie w internecie, który jest często źródłem niesprawdzonych informacji. Tak charakterystyczna dla tego wieku chłopięca fascynacja pornografią często bierze się z tego, że chłopcy chcą po prostu upewnić się, że wygląd ich członka jest normalny.

Nastolatek – zupełnie jak człowiek pierwotny

Po okresie ogromnego wstydu, gdy dziecko staje się już nastolatkiem, czyli ma około 14–15 lat, nagle zmienia swoje zachowanie. Mija okres zakłopotania, a nastaje czas totalnego ekshibicjonizmu. Nastolatek często szokuje rodziców, paradując po domu tak jak go Pan Bóg stworzył. Do tej pory reagował wrzaskiem, wściekłością, obrazą. Niewybaczalne było, żeby rodzic wszedł do łazienki bez pukania. Teraz nagle zachowuje się jak człowiek pozbawiony wszelkich hamulców. Nie jest to w żadnym razie wina bezpruderyjnego wychowania czy dysfunkcji rodziny. To również naturalne zachowanie. Jeśli dziecko czuje się w domu bezpieczne w sferze seksualnej, po prostu chce się pochwalić, że jest już dorosłe. A komu miałby zaprezentować atrybuty tej dorosłości, jak nie rodzicom czy rodzeństwu? Takie chodzenie przy rodzicach nago ma wiele znaczeń. Przede wszystkim jest to demonstracja: „jestem już dorosły, możecie sobie mówić, co chcecie”.

Inną częstą przyczyną nagłej manifestacji nagości przez dorastającego chłopca jest okazywanie niechęci do matki. Jeśli nastolatek ma z nią złe relacje, paradowanie nago może być formą agresji. Zmuszanie matki do widoku jego ciała narusza jej komfort przebywania w domu – nastolatek używa więc nagości jako oręża w walce o przewagę psychiczną.

Ważne pytania:

Do jakiego wieku można spać, kąpać się z dzieckiem? Czy to zależy od płci? Kiedy powinno się tego zaprzestać?

Obowiązuje tu reguła wzajemności odczuć. Jeśli coś powoduje u rodzica lub dziecka dyskomfort, wprawia w zakłopotanie – należy z tego zrezygnować. Dziewczynki są wychowywane w większej zażyłości z rodzicami i dlatego im zwykle dłużej nie przeszkadza bliski kontakt fizyczny z rodzicami. Zawsze trzeba kierować się pierwszym sygnałem od dziecka. Nie musi być on wyrażony słowami, ale jeśli maluch zasłania się, ucieka, gdy jest nagi, krzyczy, gdy ktoś wchodzi do pomieszczenia, podczas gdy on się myje czy przebiera – należy to uszanować i nie robić żadnych komentarzy.

Nastolatki na widok nagich ciał rodziców, np. na plaży, reagują bardzo nerwowo. Dlaczego jest to dla nich takie trudne?

Młody człowiek chce we wszystkich obszarach odciąć się od rodziców, pokazać, że jest kimś innym, odrębnym. Nerwowa reakcja na widok nagiego ciała rodzica to wynik walki o swój obszar, o własną autonomię. Jest też drugi aspekt: nastolatek panicznie boi się śmierci, a niemłode ciało jest dla niego namacalnym dowodem, że śmierć istnieje. Nerwowa reakcja może wynikać z braku gotowości do zmierzenia się z tematem umierania.

Co jest „zdrowe”, a co może być niepokojące w relacji dorastająca córka i ojciec (branie jej na kolana, przytulanie, widok córki w samej bieliźnie)?

Dorastająca córka nadal potrzebuje intensywnego kontaktu z ojcem i nie wolno nagle odizolować jej od taty tylko dlatego, że istnieje psychoza złego dotyku. Jeśli mają dobrą więź, nie ma niczego złego w przytulaniu się, obejmowaniu i całusach na dobranoc. Każdy ojciec sam powinien czuć, kiedy te kontakty stają się niebezpieczne.

Czy to prawda, że częsta bliskość ciała matki jest dla nastolatki treningiem przed inicjacją seksualną?

Seks to ekstremum kontaktu fizycznego i dobrze się do niego przygotowywać stopniowo. Każdy człowiek musi się nauczyć, jak wielka przyjemność płynie z bliskości ciał. Dzieci są straszone złym dotykiem i obsesyjnie się go boją. Dlatego warto, żeby każda dziewczynka była dobrze „wydotykana” w domu rodzinnym. Mama to znakomity „dotykacz”. Rzeczywiście, bliski kontakt fizyczny z matką jest najlepszym treningiem przed mądrym, a nie wynikającym tylko z potrzeby jakiejkolwiek bliskości, uprawianiem seksu.

Kiedy rodzice powinni uczyć dzieci szacunku do własnego ciała, czyli tego, że można np. odmówić dotyku czy go nie przyjąć?

Od najmłodszych lat trzeba zwracać uwagę na reakcje i protesty dziecka: nie karać, ale nagradzać je za to, że walczy o prawo do szacunku w sferze fizycznej. Nie powinno się zmuszać dziecka do całowania się z babciami czy ciotkami, jeśli tego nie chce. Lepiej pokazać, że można zamiast tego podać im rękę. I nie obrażać się, gdy dziecko nie chce być przez nas przytulane, obejmowane czy całowane.

  1. Psychologia

Zdrowa pewność siebie - na czym polega?

Osoba pewna siebie jest ciekawa zmian, a nie tylko się ich obawia. Dostrzegalna jest harmonia między tym, co mówi, a tym, co robi, jak się porusza i jakim głosem się wypowiada. (Fot. iStock)
Osoba pewna siebie jest ciekawa zmian, a nie tylko się ich obawia. Dostrzegalna jest harmonia między tym, co mówi, a tym, co robi, jak się porusza i jakim głosem się wypowiada. (Fot. iStock)
Aby stać się świadomym siebie, dojrzałym człowiekiem, warto przestać słuchać innych, a zacząć słuchać siebie. Brakuje ci wiary we własne siły? Pora na młodzieńczy bunt!

Wszyscy znamy te historie… Brawurowy kierowca przejeżdża przez tory tuż przed rozpędzonym pociągiem, zarozumiały kapitan pasażerskiego statku wykonuje ryzykowny manewr ogromnym kolosem, by popisać się swoimi umiejętnościami, i doprowadza do tragedii. Zbyt pewni siebie chcą zrobić wrażenie na innych, ale i na sobie. Po co, skoro są tacy wspaniali? Bo żeby uwierzyć w swoją moc, potrzebują poprzeć ją zachwytem w oczach innych.

Na drugim biegunie są osoby skrajnie nieśmiałe, które boją się powiedzieć zdanie w towarzystwie w obawie, że się zbłaźnią. Nie potrafią upomnieć się o wyższą ocenę, choć wiedzą, że im się należy, a potem latami czekają na awans w pracy. Niepewni siebie nie wierzą, że mogą się komuś spodobać, od swoich partnerów oczekują nieustannych potwierdzeń. Kosztem niskiej samooceny są też życiowe wybory prowadzące donikąd – praca, która nie cieszy, małżeństwo, które frustruje, chroniczne lęki, depresje, rezygnacja z marzeń.

Co jest pośrodku? Zdrowa pewność siebie. Na czym polega? W skrócie: na adekwatnym i stabilnym poczuciu własnej wartości. Na łatwości mówienia o sobie dobrze, ale też świadomości swoich wad i otwartości na krytykę. Na umiejętności rozdawania, ale i przyjmowania komplementów. Osoba pewna siebie jest ciekawa zmian, a nie tylko się ich obawia. Dostrzegalna jest harmonia między tym, co mówi, a tym, co robi, jak się porusza i jakim głosem się wypowiada. I o to chodzi!

Walizka na życie

Pewność siebie jest cechą bardzo pożądaną – pozwala żyć w psychicznym i fizycznym dobrostanie. Problem w tym, że na pewność większości z nas wpływ ma to, co powiedzą lub pomyślą o nas inni. Szukamy potwierdzeń w świecie zewnętrznym – niby to nic złego, bo miło być docenionym, pochwalonym. Ale dopóki pewność siebie nie będzie płynąć ze zdrowych przekonań na własny temat i wynikających z nich działań, dopóty samopoczucie, ścieżkę kariery czy dobór znajomych, a nawet partnerów, będziemy uzależniać od tego, czy inni są z nas zadowoleni, a nie my sami.

Skąd się to bierze? Jak większość naszych przekonań – z dzieciństwa. To, co mówi o nas i do nas najbliższe otoczenie: rodzice, wychowawcy, rówieśnicy – kształtuje myślenie o sobie i życiowe postawy. – Poznajemy świat poprzez to, jak nam zostaje przedstawiony – mówi psycholog i coach rodzicielski Ingrid Dahl-Głodowska. – A nawet więcej, poprzez to, jakie uczucia w nas wywołuje. Im silniejsza emocja – pozytywna lub negatywna – tym głębiej się utrwala komunikat. Dlatego bardzo ważne jest, czy dziecko jest wspierane, karane, czy nagradzane, czy ktoś się w ogóle nim interesuje. Ale też dobrze jest, gdy pozwala się mu w pewnych granicach eksperymentować, polegać na sobie, ponieważ nadmierna opiekuńczość i wyręczanie w najprostszych czynnościach może budzić brak pewności siebie („nie wiem, czy sobie poradzę, bo nigdy tego nie próbowałem”). Dobrze by było, by każde dziecko wchodziło w życie z przekonaniem, że jest wartościowe takie, jakie jest. Niestety, nie jest to norma. Drugim ważnym okresem, w którym kształtują się przekonania i pewność siebie, jest czas dojrzewania i związana z tym burza hormonalna. Dorastając, musimy zaprzeczyć wszelkim autorytetom, przestać słuchać innych, a zacząć słuchać siebie, zbudować się jako samodzielnie myślącą i biorącą odpowiedzialność za swoje czyny osobę.

Dobra wiadomość jest taka, że nawet jeśli nie udało ci się wypracować zdrowego poczucia pewności siebie w dzieciństwie czy okresie dojrzewania, to masz jeszcze na to całe życie!

6 filarów pewności siebie

Nathaniel Branden, kanadyjski psychoterapeuta i pisarz, autor „Sześciu filarów poczucia własnej wartości”, twierdzi, że samoocena powinna być oparta na sześciu aspektach:

1. Świadome życie – dokonujesz wyborów ze świadomością ich konsekwencji, nie unikasz odpowiedzialności.

2. Samoakceptacja – jesteś swoim sprzymierzeńcem, dbasz o siebie, o to, co o sobie myślisz (samoakceptacja nie oznacza aprobaty dla wszystkich działań, jest wezwaniem do pracy nad sobą), troszczysz się o swoje odczucia i pragnienia, jesteś świadoma własnych przeoczeń, ale nie obwiniasz się zanadto.

3. Odpowiedzialność za siebie – to od ciebie zależy twoje życie, ty nim kierujesz, a nie ślepy los, twoi rodzice czy mąż. Ponosisz odpowiedzialność za realizację swoich marzeń, za swoje postępowanie, decyzje, jakość relacji z innymi, wartości, zgodnie z którymi żyjesz, a nawet za swoje szczęście.

4. Asertywność – wyrażasz emocje, nie naruszając psychicznego terytorium innych osób, dbasz też o nienaruszanie twoich granic i szacunek dla siebie.

5. Życie celowe – wykorzystujesz wszystkie swoje zdolności do osiągania zaplanowanych celów i realizowania marzeń, obserwujesz wyniki swoich działań i sprawdzasz, czy prowadzą cię tam, dokąd postanowiłaś iść.

6. Spójność – integrujesz wartości, standardy i przekonania ze swoimi zachowaniami (codzienne wybory).

Stabilna, silna samoocena jest najlepszą drogą do zdrowej pewności siebie. Pozwala podejmować wyzwania, bronić swoich wartości, stawiać ambitne cele, wierzyć, że dasz sobie radę, nawet jeśli sukces czy realizacja planów nie przyjdą od razu. Nie poddajesz się i masz przeświadczenie, że nikt inny, tylko ty, najlepiej wiesz, co jest ci w życiu potrzebne i jaka jesteś.

Coś większego niż ty

– Całkowite poczucie pewności wymaga wiary w siebie, w ludzi obecnych w twoim życiu oraz w coś większego niż ty – twierdzi Tim Sanders, popularny mówca, szef firmy doradczej, autor książki „Moc pewności siebie. Osiągaj zamierzone cele i poczuj siłę spełnienia”. – Kiedy zdobędziesz te wszystkie trzy rodzaje wiary, będziesz się cieszyć zrównoważoną pewnością siebie, która przeprowadzi cię przez wszelkie kłopoty i okresy zawirowań. Zawsze, kiedy to możliwe, miej świadomość poziomu swojej pewności siebie w każdej z tych trzech kategorii, uzupełniając te z nich, które ciągną resztkami sił.

Poprawiając obraz samej siebie (przekonania na swój temat), zaczynasz wierzyć, że jesteś wystarczająco dobra, by kochać, odnosić sukcesy i przewodzić innym.

Wiara w siebie to twój fundament, decyduje o jakości twojego życia. Twój obraz siebie wyznacza granice, w ramach których jesteś zdolna kierować swoim losem.

Wiara w innych jest potrzebna, bo zdrowa pewność siebie to także świadomość własnych ograniczeń. Nie musisz za każdym razem udowadniać (sobie i innym), że sama ze wszystkim sobie poradzisz. Poproś czasem o pomoc.

Wiara w coś wyższego – dla każdego może być czymś innym. Chcemy czy nie, wierzymy czy nie, jesteśmy częścią większej całości – systemu społecznego, politycznego, ekonomicznego, odwiecznego rytmu przyrody, moralnego porządku, systemu duchowego, religijnego itd. Reguły rządzące światem są nam potrzebne, wnoszą stały element, do którego można się odnieść lub na który można się powołać. Ci, co grają nie fair, nie szanują tych reguł, prędzej czy później tracą – tak jak np. firmy liczące na szybki zysk, oferując marny produkt czy usługę. Ci, którzy ignorują to, że mogą się nauczyć czegoś od innych, zostają w tyle lub prędzej czy później są ignorowani.

– Liderzy, którzy nie poddają się komuś lub czemuś większemu niż oni sami, upijają się w końcu fałszywym poczuciem własnej mocy – mówi Tim Sanders. – W rezultacie ludzie ci stają się własnymi bóstwami. Kiedy wierzysz, że stoi za tobą ktoś lub coś większego niż ty sama, to ta wiara daje ci energię i entuzjazm, których potrzebujesz, by iść naprzód.

Wszystko, czego potrzebujesz, by być pewną siebie, już masz. Tylko sobie to uświadom. Kiedy osiągniesz zdrową pewność siebie, potrzeba bycia najlepszą albo lubianą zejdzie na dalszy plan, ustępując miejsca celom, jakie chcesz w życiu osiągnąć. Twoim celom.

  1. Psychologia

Codzienny trening asertywności - proste ćwiczenia

Pamiętaj: masz prawo mówić o swoich odczuciach, nie ranisz wówczas drugiej osoby, a jedynie informujesz ją, co się w obecnej chwili z tobą dzieje. Jesteś autentyczna. (Fot. iStock)
Pamiętaj: masz prawo mówić o swoich odczuciach, nie ranisz wówczas drugiej osoby, a jedynie informujesz ją, co się w obecnej chwili z tobą dzieje. Jesteś autentyczna. (Fot. iStock)
Cel: stać się osobą, która bez lęku wyraża swoje zdanie, podejmuje decyzje i realizuje plany. Asertywność warto trenować codziennie, i to w różnych sytuacjach.

Ćwiczenie 1. Jak wyrażać odmienne zdanie?

Bez poczucia winy i lęku, że kogoś zranisz. Z pewnością siebie, ale bez okazywania wyższości. Możesz powiedzieć np.:

– Szanuję twój punkt widzenia, ale ja to widzę inaczej.

– Mam inne zdanie w tej sprawie.

– Nie zgadzam się z tym.

– Moje zdanie jest takie:…

– W moim odczuciu…

Ćwiczenie 2. Jak odmawiać?

Stanowczo, krótko, pewnie, bez zbyt długiego tłumaczenia. Możesz powiedzieć np.:

– Przykro mi, ale nie mogę tego zrobić, mam zbyt dużo obowiązków.

– Niestety, nie mogę ci pomóc, mam wiele spraw na głowie.

– W tej sprawie nie potrafię ci pomóc.

– Nie mogę ci pożyczyć pieniędzy, mam w tym miesiącu dużo wydatków.

– Niestety, nie mam czasu, aby to zrobić.

Ćwiczenie 3. Jak wyrażać konstruktywną krytykę?

Niezależnie od tego, czy jesteś osobą krytykowaną czy krytykującą, zwróć uwagę na to, czy krytyka odnosi się do charakteru człowieka, czy jego zachowania. W asertywnej komunikacji lepiej jest odwoływać się do konkretnego zachowania, bez osądzania osoby, oraz nie generalizować.

Zamiast: „jesteś osobą nieodpowiedzialną”, powiedz: „zachowujesz się nieodpowiedzialnie”.

Zamiast: „nigdy nie można na ciebie liczyć”, powiedz: „w tej sprawie nie mogłam na ciebie liczyć”.

Zamiast: „jesteś niesłowny”, powiedz: „powiedziałeś, że to zrobisz, ale nie zrobiłeś”.

Ćwiczenie 4. Jak komunikować niezadowolenie?

Czasami pod wpływem silnych emocji obrażamy drugą osobę i zrzucamy na nią odpowiedzialność. Zapominamy przekazać to, co najważniejsze, czyli jak się czujemy w danej sytuacji. Mówienie o uczuciach to bezpieczny sposób na rozwiązanie wszelkich nieporozumień. Nie atakujesz słownie drugiej osoby, lecz odnosisz się do swoich odczuć.

Możesz powiedzieć np.: „Czuję… (np. złość, smutek), kiedy ty… (np. mówisz do mnie podniesionym tonem, kolejny raz spóźniasz się na spotkanie) i proszę… (np. rozmawiaj ze mną spokojniej, następnym razem bądź na czas).

Uwaga: Nie mów tego z pozycji wyższości. W komunikacji asertywnej pamiętaj zawsze o szacunku do siebie, ale również do drugiej osoby.

Ćwiczenie 5. Co powiedzieć, jeśli ktoś mówi, że zraniły go twoje słowa?

Nie możemy brać odpowiedzialności za uczucia drugiej osoby, ale możemy wyrazić swoją troskę. Możesz powiedzieć np.:

– Przepraszam, moją intencją nie było zranienie ciebie, ale wyrażenie tego, co naprawdę czuję.

– Przykro mi, że tak się czujesz, nie chciałam cię zranić.

Ćwiczenie 6. Jak panować nad swoim głosem?

Głos kobiety asertywnej nie jest piskliwy, ale niski, ześrodkowany. Naucz się oddechu brzusznego. Z każdym wdechem twój brzuch zwiększa swoją objętość, a na wydechu zmniejsza. Możesz również intonować przeciągłe: „oooo” wraz z wydechem i ćwiczyć obniżanie głosu na tyle, na ile jest to dla ciebie możliwe.

Ćwiczenie 7. Jak przyjąć asertywną postawę ciała?

Badania wykazały, że odpowiednia postawa ciała może zwiększyć ilość testosteronu we krwi, co przekłada się na zwiększenie pewności siebie i odwagi. Wystarczy, że twoje plecy będą proste, klatka piersiowa otwarta, a dłonie oparte na biodrach. Przećwicz to teraz, najlepiej przed lustrem. To postawa pewności siebie, która pomoże ci poczuć się pewniej przed ważnym spotkaniem. Jeśli twoje ramiona są napięte, plecy zgarbione, a klatka zapadnięta, twoje ciało wysyła do rozmówcy komunikat: „Jestem uległa”, „Nie potrafię odmawiać”, „Potrzebuję oparcia”, „Nie wierzę w siebie”, „Łatwo się denerwuję”, „Mam teraz stresujący okres w życiu”. W trakcie ważnego spotkania nie trzymaj rąk na biodrach, bo może być to odebrane jako konfrontacja. Tuż przed wejściem na spotkanie zrób głęboki wdech nosem i długi wydech ustami, poczuj, jak twoje ramiona swobodnie opadają w dół. Powtórz to dwa razy.

Ćwiczenie 8. Jak trzymać emocje na wodzy?

Jeśli podczas rozmowy trudno ci powstrzymać wybuch emocji, masz co najmniej dwa konstruktywne wyjścia: przerwać dyskusję, poprosić o odłożenie jej na czas, kiedy napięcie nieco opadnie, lub powiedzieć o swoich odczuciach wprost. Pamiętaj: masz prawo mówić o swoich odczuciach, nie ranisz wówczas drugiej osoby, a jedynie informujesz ją, co się w obecnej chwili z tobą dzieje. Jesteś autentyczna.

  1. Seks

Erotyczne fantazje z nutą perwersji - co skrywają?

Kto najczęściej marzy o mocnych, wręcz przemocowych doznaniach w seksie? Z czego biorą się takie pragnienia? (fot. iStock)
Kto najczęściej marzy o mocnych, wręcz przemocowych doznaniach w seksie? Z czego biorą się takie pragnienia? (fot. iStock)
Świat erotycznych marzeń kobiet jest naprawdę wielki i doszukiwanie się określonych praw, które nim rządzą, jest trudne. Marzenia pojawiają się i znikają. Jedne goszczą w świadomości dłużej, inne rozpływają się po chwili. Wyobrażanie sobie przemocy w seksie jest formą mechanizmu obronnego osobowości – mówi seksuolog Krzysztof Korona.

Chyba żadna kobieta nie toleruje przemocy, ale w sytuacjach erotycznych takie pragnienia czasem się zdarzają.
Niektóre kobiety, gdy zbliżają się do granicy orgazmu, wchodzą w stan podobny do tego, jaki osiągamy po alkoholu czy narkotykach. Zaburzeniom świadomości towarzyszy obniżenie wrażliwości na ból. W początkowej fazie gry wstępnej ciało jest niezwykle wrażliwe na dotyk, potem w miarę narastania podniecenia ta wrażliwość zmniejsza się. Wtedy kobieta może pragnąć mocniejszych bodźców. Mogą to być intensywniejsze ruchy frykcyjne, ugryzienia czy nawet klapsy. To bywa bliskie przemocy, ale nie musi świadczyć, że ta osoba ma skłonności sadomasochistyczne. To tylko część naturalnie rozwijającego się podniecenia seksualnego. A że przekroczono granice, okazuje się potem, gdy podniecenie opada, że coś boli albo są ślady na ciele, malinki czy siniaki. Mówię o sytuacji, gdy kobieta jest z partnerem blisko emocjonalnie.

Czyli w seksie można powiedzieć: „Ja to ktoś inny”?
Stajemy się kimś innym, będąc zarazem sobą. Wracamy przecież potem „do siebie”. A seks jakby daje nam usprawiedliwienie niekonwencjonalnych zachowań. Niektóre kobiety, podkreślam niektóre, są uzależnione od męskiej dominacji, choćby symbolicznej. Jeśli kobieta jest świadoma swoich potrzeb, potrafi tak wyreżyserować spektakl seksualny, żeby partner mógł się dostosować do roli „słodkiego brutala”. Po seksie jednak ta rola się kończy. Sporo kobiet nie chce się przed sobą przyznać do takich potrzeb. Uważają, że to nienormalne, że to wstyd nakłaniać partnera, żeby zagrał brutalną rolę. Szczególnie że nie każdy partner tego chce. Bywają kobiety zawiedzione rutynowym seksem, który im nie wystarcza. Sfrustrowane szukają wyładowania w agresji domowej, robią awanturę o niepozmywane naczynia, by mężczyzna wpadł w szał i by pojawiła się agresja słowna, czasem nawet fizyczna. Potem następują przeprosiny i wtedy seks odbywa się w aurze wzajemnego wybaczania i bliskości. Taki seks może być dynamiczny i satysfakcjonujący.

A skąd biorą się przypadki masochizmu czy sadyzmu?
Nie ma tu prostego wyjaśnienia. Niektórzy specjaliści wskazują na mechanizm warunkowania. W mózgu ośrodek lęku i strachu, czyli przeżyć wyzwalanych również przez ból, leży w pobliżu ośrodka zawiadującego reakcjami seksualnymi. U dziecka doświadczającego przemocy psychicznej czy fizycznej czasami następuje przeskok do ośrodka seksualnego i pojawia się pobudzenie seksualne. Koduje się to jako reakcja odruchowa. Jeśli kobieta w dzieciństwie doświadczała przemocy i miała traumę, potem może nieświadomie wchodzić w dawną rolę i pragnąć bólu. Albo utożsamiając się z oprawcą, zadawać ból innym. Ale według mnie jest legendą, że większość kobiet fantazjuje o gwałcie. Świat wyobraźni i fantazji jest trudny do badania i słabo poznany. Marzenia są dynamiczne i zmieniają się, bywają też ze sobą sprzeczne. Teraz niektórzy badacze uważają, że za treść i formę naszych marzeń bardziej odpowiada budowa mózgu niż suma naszych doświadczeń życiowych.

Więc stary spór: geny czy warunki życia?
To nie jest już spór. Nurt teorii wyjaśniających specyfikę charakteru człowieka tylko w oparciu o czynniki psychologiczne, socjologiczne nie wytrzymał konfrontacji z nowoczesnymi urządzeniami badającymi strukturę mózgu. Dziś wiemy, że ci, którym sprawia przyjemność, gdy biją, i ci, których nakręca seksualne cierpienie, różnią się od innych także w zakresie specyfiki biologicznej budowy nie tylko mózgu.

Mitem jest, że większość kobiet marzy o przemocy, wręcz przeciwnie: znaczna mniejszość. Ale niewielka ich grupa jednak istnieje. Jerome L. Singer, autorka książki „Marzenia dzienne”, czy Nancy Friday w książce „Mój tajemny ogród” wskazują, że świat erotycznych marzeń kobiet jest naprawdę wielki i doszukiwanie się określonych praw, które nim rządzą, jest trudne. Marzenia pojawiają się i znikają. Jedne goszczą w świadomości dłużej, inne rozpływają się po chwili. Wyobrażanie sobie przemocy w seksie jest formą mechanizmu obronnego osobowości. Dlatego nie byłem zdziwiony, gdy przyszła do mnie jako pacjentka bizneswoman, która ma dużo władzy w firmie i czuje, że wszyscy się jej boją. I nagle przyłapuje się na fantazjowaniu o tym, że zmusiła ją do uległości grupa podległych jej pracowników i seksualnie wykorzystała. Takie myśli popychają kobiety do rozmów z psychologami i stawiania pytań o seksualną normę. Jednak pamiętajmy: gwałt jest najbardziej okrutną forma krzywdzenia kobiety – od strony fizycznej i psychicznej. Zgłębiając wiele historii sądowych, widzę, czego doświadczają ofiary gwałtu, jaka trauma w nich pozostaje, te rany zwykle zostają do końca życia.

Czyli ta grupa kobiet, która fantazjuje o przemocy w seksie, tak naprawdę tej przemocy nie chce? Chce o niej tylko pomarzyć?
Fantazjowanie bywa formą autoterapii i radzenia sobie z psychicznymi problemami, też z napięciem i stresem. W wyobraźni robimy czasami rzeczy, których nie wolno nam robić w rzeczywistości. Każdy doświadcza czasami myśli, które go przerażają. Po kłótni z szefem nie tylko czasami myślimy: „idiota”, ale często w wyobraźni wbijamy mu nóż w plecy. Mogą się też zdarzyć seksualnie pragnienia wobec oprawcy. To jest zjawisko znane w psychologii pod nazwą „zespół sztokholmski”. Szef choleryk budzi lęk, ale też łaskocze podświadomość niektórych kobiet, które próbują mu rzucić seksualne wyzwanie: jeszcze padniesz przede mną na kolana i będziesz błagał o litość. Gdy popatrzy się głębiej, jaki może być mechanizm pojawiania się erotycznej fantazji o zniewoleniu, to przyczyn może być naprawdę sporo. Mogą to być grzeszne myśli, które miało się na temat brata, siostry, ojca, i czujemy, że ktoś powinien nas za nie ukarać. Albo seks jest nudny, więc kobieta myśli, że powinna spróbować czegoś nowego.

Ale dla większości mężczyzn nawet zabawa w przemoc jest nie do zniesienia i zabija w nich podniecenie. Wielokrotnie słyszałem: „Ona chce, żebym blisko finału dał jej klapsa, a ja pragnę tylko czułości. I tracę ochotę na seks”.
Trzeba się jakoś dogadać i pójść na kompromis. Jeżeli ona oczekuje silnych doznań, a on tego nie chce, to bywa kłopotliwe. Uprawianie seksu, dobrego seksu, oznacza wejście w aktorską rolę, ale tak, by uruchomić autentyczne przeżycia. Jeżeli partnerka oczekuje intensywniejszych pieszczot, a partner nie chce, czy nie może jej ich dać, to jest bieda. I taki związek ma małe szanse na przetrwanie.

Czy seks jest najczęstszym powodem rozstań? Zdrowy człowiek do życia potrzebuje wody, jedzenia. Z seksem jest podobnie. Jesteś zdrowy, to powinieneś mieć potrzeby seksualne, to prawo naturalne. Posiadanie potrzeb seksualnych nie oznacza, że człowiek bez seksu umrze. Ale raczej będzie mu ciężko. Z doświadczenia wiemy, że nawet ci, którzy zdecydowali się żyć w celibacie, często nie wytrzymują potęgi libido. Nieudany seks małżeński to według mnie w dalszym ciągu podstawowa przyczyna rozstań. Gdy patrzy się na to, co nazywamy prawami kobiet, to najmocniej jest wyrażony sąd, że mężczyzna nie może robić kobiecie krzywdy, chociaż zwykle ma przewagę fizyczną. Ona, jeśli o tym wie, łatwo może postawić mężczyźnie granice. Jak on je przekracza, naraża się na kolizję z prawem. Od strony kulturowej kobiety współczesne wyrastają w świadomości swoich praw i nawet zaczynają to wykorzystywać, wiedząc, że mężczyzna jest teraz jak na widelcu i że w przypadku fizycznego konfliktu zawsze bardziej wierzy się kobiecie. A było do niedawna odwrotnie. Stosunkowo często kobiety jednak nie chcą mieć aż tyle władzy w łóżku, jakby tu właśnie dominacja mężczyzny sprzyjała rozkoszy. Seks z natury nie zawsze jest demokratyczny. I, co za paradoks, czasami mężczyźni dbający o relacje i równość także w seksie, w świadomości kobiet przestają być męscy. Instynkt każe kobiecie szukać silnego i zdecydowanego partnera, tylko taki wydaje się gwarantować budowę trwałego gniazda. Tak było zawsze i to może tłumaczyć niektóre zachowania kobiet, nawet te sprawiające wrażenie irracjonalnych. W książce
50 twarzy Greya” rozczytywały się przecież kobiety. Mężczyzna podporządkowuje tam sobie kobietę i jest przeciwieństwem tego, czego wymaga od nas współczesna kultura i obowiązujące normy.

Ale film, lektura to jest nadal wyobraźnia i jakaś gra, w normalnej sytuacji kobieta zwykle nie chce męskiej dominacji, ale partnerstwa.
I trzeba to uszanować. Ale zachęcam obie strony do roztropnej odwagi w seksie.

  1. Psychologia

Asertywność to dużo więcej niż mówienie „nie”

Asertywność to coś więcej niż mówienie „nie”, gdy czegoś nie akceptujesz, to także mówienie „tak”, kiedy masz na coś ochotę, oraz wiedza o tym, jak te dwie rzeczy odróżnić. (Fot. iStock)
Asertywność to coś więcej niż mówienie „nie”, gdy czegoś nie akceptujesz, to także mówienie „tak”, kiedy masz na coś ochotę, oraz wiedza o tym, jak te dwie rzeczy odróżnić. (Fot. iStock)
Znów zrobiłaś coś z poczucia winy, lęku albo dla świętego spokoju? Nie obwiniaj się! Masz dość? To ważny sygnał. Odzywa się w tobie siła. Do zmiany!

Znasz to uczucie, kiedy starasz się ze wszystkich sił, ale okazuje się, że to za mało? Tak jakbyś usiłowała się przykryć zbyt krótkim kocem – i tak jakaś część ciała zawsze spod niego wystaje. Każdy czegoś od ciebie chce, a ty niczym mistrzyni pięcioboju usiłujesz wykazać się w każdej z narzuconych dyscyplin: odwożeniu dzieci do szkoły, braniu zastępstwa za koleżankę w pracy, gotowaniu dwudaniowego obiadu dla całej rodziny, ratowaniu małżeństwa swojej siostry czy – czemu nie – kupowaniu prezentu dla nielubianej teściowej. I choć czujesz, że to cię przerasta, męczy, a nawet irytuje, godzisz się na kolejne ustępstwa w imię… no właśnie, czego? Szczytnej idei niesienia pomocy? Miłości? A może dla świętego spokoju? Z obawy, że w przeciwnym razie ktoś się obrazi? Zwykle i tak ktoś się obraża. Zamiast: „dziękuję”, mówi, że on zrobiłby to inaczej, narzeka, że nie tak, za późno, za drogo… Wtedy płaczesz. Albo się wściekasz, często na siebie. Obiecujesz sobie, że nigdy więcej, że teraz będziesz mądrzejsza. Do kolejnego razu, kiedy znów dasz się „wkręcić”, znowu się zawahasz: „No dobrze, może jak będę miała chwilę” albo nie powiesz nic i zgodzisz się na coś, na co wcale nie miałaś ochoty.

A może tak jak ja, masz problem z tym, żeby w restauracji zwrócić danie, które ci nie smakuje, albo – jak moja znajoma – nie umiesz odmówić mamie niedzielnego obiadu, mimo że masz już inne plany? Boisz się poprosić szefa o podwyżkę? Nie umiesz zwrócić uwagi niegrzecznej urzędniczce? Ludzie wchodzą ci na głowę, a ty nie potrafisz powiedzieć: „stop”.

Każdy ma swoją piętę achillesową, czuły punkt, który – odpowiednio „naciśnięty” przez innych – oddaje im nad nami władzę. Przyczyna, która uruchamia cały ten mechanizm, jest jedna – brak asertywności.

To wszystko te uczucia

Agnieszka Wróbel, pedagog i psychoterapeutka, w książce „Asertywność na co dzień” przyznaje, że większość z nas WIE, ale NIE CZUJE, że ma prawo do odmowy, do własnego zdania, do obrony swoich granic, do sięgania po to, czego chcemy. Jednym zdaniem, trudno nam połączyć wiedzę teoretyczną z przeżywaniem emocjonalnym. Kiedy brak nam asertywności, miotamy się pomiędzy uległością a agresją. Dusimy w sobie złość i własne potrzeby albo przekraczamy granice – swoje i innych. A przecież znaczenie słów „chcę”, „potrzebuję”, „nie” – jest jasne już dla trzylatka. Jak to się dzieje, że wyrasta na 30-latka, który nie potrafi odróżnić własnych potrzeb od oczekiwań innych?

Jak twierdzą psychologowie, wszystko zależy od tego, czy rozmaite lęki, które odczuwamy od najwcześniejszego dzieciństwa, zostają ukojone, czy nasze potrzeby – nie tylko fizjologiczne, ale też psychiczne i emocjonalne, zostają zaspokojone. Jeśli w którymś z tych punktów rodzice czy otoczenie zawodzą – musimy radzić sobie sami. Wtedy mamy dwa wyjścia: dostosować się do wymagań innych albo wymóc na nich spełnienie naszych potrzeb. Wzorce zachowań, które okazują się najskuteczniejsze, przenosimy do dorosłego życia. Instynktownie wyczuwamy, co powinniśmy zrobić, by zostały zaspokojone nasze najważniejsze potrzeby: bezpieczeństwa, akceptacji, przynależności, uznania, miłości. Najczęściej wiąże się to z tłumieniem własnych emocji, zwłaszcza tych uważanych za trudne, jak złość, smutek, strach, żal, rozgoryczenie, wstyd.

To, co zostaje zasiane w dzieciństwie, przynosi plon w dorosłym życiu. Także role, jakie pełnimy w rodzinnym domu, albo przekonania, które z niego wynosimy. Jeśli byłaś najstarszą siostrą, która opiekuje się pozostałym rodzeństwem, a do tego prymuską w szkole – mogłaś nieświadomie wcielić się w rolę Rodzinnego Bohatera. Nie umiesz bronić swoich granic, bo od małego byłaś nauczona, że tobie nie wolno mieć chwil słabości. Bierzesz na siebie kolejne zobowiązania, usilnie wierząc, że jesteś w stanie mieć wszystko pod kontrolą.

Są jeszcze rodzinne skrypty, czyli nieświadome przekazy, wdrukowywane nam przez rodziców i otoczenie. To one decydują o tym, czy w życiu gramy rolę przegranych czy wygranych. Jeśli od małego słyszysz: „Widocznie na to zasłużyłaś”, nie będziesz miała odwagi, by wystawić walizki za drzwi partnerowi, który nie okazuje ci szacunku. Albo ten pokutujący w naszym życiu slogan, by siedzieć w kącie, aż cię znajdą – czy nie blokuje przed sięganiem po to, czego chcemy?

Źle rozumiana uprzejmość

„Nie potrzebujesz tego” – to słowa, które pisarka Regina Brett nosiła w sobie długo. Wychowała się jako jedno z jedenaściorga dzieci w skromnie żyjącej rodzinie w Ohio. Niezbyt dobrze wspomina swoją edukację w szkole u zakonnic. Studia skończyła dopiero jako 30-latka, w wieku 21 lat została samotną matką. Jak wspomina, ilekroć jako dziewczynka mówiła rodzicom, że chciałaby coś dostać, ojciec kwitował to właśnie w ten sposób: „Nie potrzebujesz tego”. Po jakimś czasie przestała prosić. Gdy los się do niej uśmiechnął i tuż przed czterdziestką spotkała mężczyznę swoich marzeń, zachorowała na raka. Walczyła z chorobą przez rok. Nie dość, że pokonała nowotwór, to jeszcze na szpitalnym łóżku spisała swoje doświadczenia i zamieniła je w cykl 50 lekcji. Zanim ukazały się drukiem, ludzie przesyłali je sobie e-mailami, umieszczali na blogach i przyklejali do drzwi lodówek. Regina stała się bohaterką wielu kobiet, mimo że nadal miewa problemy z tym, by mówić o swoich potrzebach i prosić o coś innych.

– Opowiem wam, jaka jestem żałosna. Kiedy sąsiad z tyłu kopie mój fotel w samolocie, nie jestem w stanie go poprosić, żeby przestał – zwierza się w jednym ze swoich felietonów. – Kiedy siedzący za mną w kinie ludzie gadają, nie potrafię kazać im się zamknąć. Zamiast tego wstaję i zmieniam miejsce. Wolę być głodna, niż poprosić stewardesę o wegetariański posiłek.

Dlaczego jest takim tchórzem? Ze wstydu – nie chce pokazać innym, że czegoś nie wie albo czegoś potrzebuje. Z dumy i lęku – przed usłyszeniem „nie”. Wreszcie z poczucia winy – bo nie chce sprawiać nikomu kłopotu. – Nasza uprzejmość nas paraliżuje – mówi Regina. Jesteśmy miłe, więc nie domagamy się swojego, nie wyznaczamy innym granic, zadowalamy się tym, co dostajemy. I zaciskamy zęby, żeby nie wybuchnąć.

– Kiedy poczułam się najgorzej? Wtedy gdy moja sześcioletnia wówczas córka zabrała do sklepu garść monet na cukierki. Stałam w kolejce do kasy, a Gabrielle ułożyła swój stosik drobnych na taśmie. Kiedy przesunęłyśmy się bliżej, zobaczyłam, jak jakaś dziewczynka wyciąga rękę i zagarnia monety mojej córki. Patrzyłam jej prosto w oczy. Nie miałam w sobie dość siły, by ją powstrzymać. Właśnie ukradła pieniądze mojej córki, a ja nie umiałam nawet zapytać, co wyprawia, ani zażądać ich zwrotu – opowiada.

Wzorem asertywności jest dla Reginy jej mąż. Jego zdaniem strach jest uzasadniony tylko wtedy, gdy człowiek musi wyskoczyć z samolotu albo nurkować w pobliżu rekinów. W innych wypadkach – nie. Po wielu latach Regina zaryzykowała: poprosiła szefa o podwyżkę. Nie miała odwagi, żeby zrobić to osobiście, spisała więc w e-mailu wszystkie powody, dla których – jej zdaniem – na nią zasługuje. Uznała, że jeśli nie prosi o coś ze strachu przed czyjąś odmową, to tak naprawdę sama jej sobie udziela. Szef zgodził się z jej argumentami, co więcej, podniósł jej pensję o taką kwotę, o jakiej myślała.

Kop do zmiany

Z lęku, wstydu, poczucia winy, grzeczności, głodu miłości – rzeczy, które robimy z któregokolwiek z tych powodów, nie dadzą nam spełnienia. Jedynie chwilowy spokój i przelotne poczucie akceptacji, ale potem lęk czy poczucie krzywdy wrócą ze wzmożoną siłą.

Punkt zwrotny, moment, w którym przelewa się czara goryczy, to tak naprawdę piękna chwila. Iskrą zapalną może być czyjaś opinia – kiedy słyszysz, jak koleżanka z pracy mówi drugiej: „Daj to Ani, ona zawsze ma czas”, wyrzut bliskiej osoby – gdy po spotkaniu z dyrektorem szkoły syn pyta: „Dlaczego nie stanęłaś w mojej obronie?!”, czy po prostu nagła refleksja: „Dość”, gdy pół godziny czekasz w restauracji na przyjaciół. W efekcie znajdujesz siłę i determinację, by powiedzieć: „stop”. Mówisz mamie: „Dziś nie będę mogła”, wychodzisz ze spotkania, które cię nudzi, ekspedientce, która cię lekceważy, rzucasz: „Chciałabym porozmawiać z pani przełożonym”. Brawo! Przed tobą szansa na to, by żyć życiem, jakiego zawsze chciałaś. Może ktoś się obrazi, wykluczy cię z grupy, zostaniesz nazwana „egoistką”… Może rzeczywiście coś stracisz, ale też coś dostaniesz. Poczucie własnej wartości oraz umiejętność wyrażania uczuć i potrzeb. Wiedzę o sobie – o tym, co jest dla ciebie absolutnie nie do przyjęcia, a co cieszy i daje satysfakcję.

Bo asertywność to coś więcej niż mówienie „nie”, gdy czegoś nie akceptujesz, to także mówienie „tak”, kiedy masz na coś ochotę, oraz wiedza o tym, jak te dwie rzeczy odróżnić. Wtedy staniesz się ważna najpierw dla siebie, a dopiero potem dla innych.