1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Czy zamieszkanie z dorosłym dzieckiem to zawsze najlepsze wyjście dla seniora?

Czy zamieszkanie z dorosłym dzieckiem to zawsze najlepsze wyjście dla seniora?

Ludzie są najszczęśliwsi w domach, z bliskimi. I dopóki senior sam daje radę w domu, to powinien tam być. Kiedy jednak staje się niesamodzielny, trzeba szukać pomocy. (Fot. iStock)
Z wiekiem trudniej dbać o siebie i samodzielnie prowadzić dom. Ale czy przeprowadzka do dorosłych dzieci zawsze jest najlepszym pomysłem? O dylematach związanych z troską o starzejących się rodziców mówi Beata Drzazga, właścicielka i prezes największej medycznej firmy opieki długoterminowej w Polsce.

Wiele pracujących osób zadaje sobie już teraz pytanie, jak zadbać o rodziców, kiedy oni nie będą już w stanie sami się o siebie zatroszczyć. Ja zadam inne, może odrobinę głupie: czy w domu możemy dobrze zadbać o starszą osobę?
To wcale nie jest głupie pytanie. Opieka nad starszymi osobami bywa naprawdę trudna. Na przykład moja mama zwykle była sama w domu aż do wieczora, kiedy więc w zeszłym roku złamała biodro, trafiła na pięć miesięcy do ośrodka, który prowadzę. W lutym tego roku złamała drugie biodro i znów tu trafiła. Nie wiem, jak inaczej bym sobie poradziła z zapewnieniem jej dobrej opieki. A tak jest teraz u mnie w ośrodku i czuje się jak królewna. Chciałabym, żeby wróciła do domu, zrobiłam nawet remont jej pokoju. Ale nie wiem, jak to będzie, jeśli wróci, bo na razie chodzi z balkonikiem. A jeśli się przewróci i nikogo z nas przy niej nie będzie? Jak sobie sama poradzi z zaniesieniem obiadu z kuchni do pokoju? I czy będzie prawidłowo przyjmować leki?

Wolałaby pani jednak, żeby mama była w domu?
Ludzie najszczęśliwsi są w domach z bliskimi. To jasne. I dopóki senior sam daje radę w domu, to powinien tam być. Kiedy jednak staje się niesamodzielny czy też stwarza zagrożenie dla siebie lub innych, trzeba szukać pomocy. Zresztą teraz moja mama sama odwleka powrót do domu. Mówi: „jeszcze tydzień, jeszcze dwa”. Wciąż jest zajęta: albo idzie na ćwiczenia, albo ogląda seriale, albo z kimś rozmawia. Z drugiej strony tęskni za nami, za naszymi dziećmi, kotami, psami… A my za nią.

W jednym z wywiadów przeczytałam, że zakładając ten ośrodek, myślała pani o tym, co byłoby w nim potrzebne, gdyby miała tu przebywać właśnie pani mama?
Stąd właśnie wziął się pomysł klubokawiarni – żeby pensjonariusze mieli gdzie się spotkać, by nie czuli, że mają tylko pokój z łóżkiem. W ośrodku jest nawet kilka świetlic, żeby nie musieli chodzić stale w to samo miejsce. Mamy też sale do dancingu, a moja mama jak wielu seniorów lubi tańczyć. Starsi ludzie zawsze martwią się też o to, skąd wziąć lekarza. Więc u nas lekarze są jak sąsiedzi! Za ścianą i to wszystkich specjalności. Jest też codziennie rehabilitacja, jest terapia zajęciowa, bo seniorzy potrzebują aktywności. Zachęcamy więc ich, żeby nie leżeli całymi dniami, jeśli nie ma takiej konieczności, i nie chodzili w piżamach. No i u nas seniorzy ćwiczą, malują, szydełkują. Śmieją się!

Czyli pobyt w ośrodku może dać seniorom coś, czego nie dostaną w domu?
Kiedy rozpoczynałam działalność, prowadziłam tylko opiekę domową i wtedy sama odwiedzałam pacjentów w domach. Widziałam seniorów leżących, którzy mieli smutne oczy i wokół siebie szaroburo, bo nie mogli już posprzątać czy ugotować. Nie mieli z kim porozmawiać, kogo się poradzić. Nasze pielęgniarki dbały o nich, ale tylko przez dwie–trzy godziny dziennie, a potem znów zostawali sami, ewentualnie pod opieką sąsiadów lub rodziny. Ale przecież dziś wszyscy pracują i nikt nie może być ze starszymi rodzicami 24 godziny na dobę, zajmować się nimi i wymyślać aktywizujących ich zajęć. A to ma dla nich ogromne znaczenie, bo pierwszy starzeje się mózg. Dlatego u nas przez cały dzień są czymś zajęci. Mają też towarzystwo rówieśników, a więc mniej czasu na zastanawianie się, co ich boli.

Pomysł stworzenia ośrodka opiekuńczego wziął się właśnie z  doświadczeń z opieki domowej, z zaobserwowania tego, czego seniorom tam brakuje. I to takiego ośrodka, do którego sama nie będę się wstydziła przyjść, gdzie będzie ładnie, ciepło i bez przykrego zapachu. A u nas ładnie pachnie! Częściej myjemy korytarze, mamy też kaczki i baseny jednorazowe oraz maseratory, które utylizują je po użyciu. Często również kąpiemy naszych seniorów, a jest to możliwe dzięki ułatwieniu, jakim jest wózko-wanna. Kiedy przez 11 lat pracowałam jako pielęgniarka, nieraz miałam za zadanie wykąpać pacjenta, który ważył więcej niż ja. Moje plecy potwornie cierpiały, a chory był wystraszony, kiedy trafiał do wysokiej wanny! U nas dzięki wielu ułatwieniem kąpiele są łatwiejsze dla personelu i przyjemniejsze dla pacjenta.

Jak namówić rodziców na wizytę w takim ośrodku?
Senior nie musi myśleć o takim miejscu jako o zakładzie opiekuńczym, tylko o domu czasowego pobytu. Mamy tu łóżka na oddziale dziennej rehabilitacji. I od tego warto zacząć, namówić mamę czy tatę na kilkudniowy pobyt w ośrodku, żeby sami mogli zobaczyć, jak tu jest. Wrócą później do domu, a po kilku miesiącach znów będą mogli przyjechać na kolejną turę zajęć. Dzięki temu będą wiedzieć, jak jest naprawdę, a nie tylko mieć w głowie przerażające wyobrażenie domu starców. Kolejnym krokiem może być na przykład zaproponowanie rodzicom, po takich dwóch krótkich pobytach, spędzenia tam wakacji. Zwłaszcza jeśli sami wtedy wyjeżdżamy a chcemy, by mieli w tym czasie jak najlepszą opiekę. My będziemy spokojni, ale oni też, bo przecież znają  już to miejsce.

Seniorzy sami powinni podjąć tę decyzję, ale dopiero kiedy poznają ośrodek?
Właśnie, a wtedy bywa i tak jak w przypadku mamy pewnego mężczyzny, która kiedy po dwóch miesiącach rehabilitacji u nas trafiła do domu, to tylko wypiła kawę i chciała wracać do BetaMedu. Powiedziała, że tam jest ładniej, ma lepsze warunki. No i są tam jej przyjaciele!

Często tak właśnie bywa i to nam, dzieciom trudniej się z tym pogodzić.
Przychodzą do mnie rodziny, które mają z tego powodu wyrzuty sumienia. „Kocham moją mamę, ale nie jestem w stanie się nią zajmować. Ona potrzebuje opieki przez cały dzień” – mówią na przykład. Odpowiadam im wtedy: „Pani się mamy nie pozbywa, tylko chce o nią zadbać. Proszę sobie wyobrazić, że przenosi pani mamę do drugiego pokoju, że jest tuż obok i każdego dnia można do niej przyjść, odwiedzić ją. Obiecuję, że będziemy dbać o pani mamę, będziemy ją przytulać, dopieszczać. Osobiście będę do niej chodzić, jak do pozostałych pacjentów”. Pierwszy krok to zrozumieć, że nic złego się nie dzieje. Zaniepokojonym dzieciom seniorów mówię: „Idźcie na oddział, zobaczcie, jak tam jest. Zapytajcie innych pacjentów, jak się tu czują”. Z doświadczenia wiem, że po jakimś czasie rodziny są nam wdzięczne za opiekę.

A sami pensjonariusze? Na pewno początki bywają dla nich trudne?
Przywołam jeden przykład. Kiedy trafił do nas pan Darek, miał depresję i nie chciał jeść. Siedział bez ruchu, osowiały. Niedługo potem wracałam z Miami i na lotnisku przypomniałam sobie, że ma taki smutny, szary zegarek na rękę. Kupiłam mu więc nowy i dałam w prezencie. – Dla mnie? – zapytał zdziwiony. A kiedy założył zegarek na rękę, powiedziałam, że w zamian chciałabym, by zaczął jeść. – Dla pani to zrobię! – zapewnił. Dziś to bardzo radosny człowiek.

W wywiadzie dla regionalnej telewizji powiedziała pani, że najważniejsze w tej pracy są empatia i miłość. Ale co z biznesem?
To miejsce stworzyłam z miłości do seniorów. A nasza praca to praca z ludźmi. I to z takimi, którzy potrzebują przytulenia. Chcą usłyszeć: „Proszę się nie martwić, zatroszczymy się o panią, pana. Jesteście w dobrych rękach”. I u nas to usłyszą, bo ludzie, którzy tu pracują, podchodzą do seniorów tak samo jak ja. Wybrałam cudownych lekarzy, pielęgniarki, rehabilitantów i opiekunów.

Nie ma żadnego uzasadnienia biznesowego w tym, żeby każdy oddział był w innym kolorze ani żeby na drzwiach był motylki czy kwiatuszki zamiast cyfr. Ale jak mam nie zadbać o piękno tego miejsca, skoro niektórzy pacjenci są tak chorzy, że to, co widzą i kogo widzą koło łóżka, jest ich jedyną radością?

COVID-19 jest najgroźniejszy właśnie dla seniorów. Jak pani sobie z tym radzi w ośrodku?
Od marca do września udawało się nam radzić sobie z sytuacja, tak że nie było zachorowań. Podjęliśmy największe możliwe środki ostrożności: preparaty do dezynfekcji, maski, rękawiczki oraz fartuchy i przyłbice – dla wszystkich. No ale od października uniknięcie zarażenia nie było już możliwe. Kilka osób przeszło u nas szczęśliwie tę infekcję, a dwie zmarły. Kiedy pojawiło się pierwsze podejrzenie koronawirusa, oddział został odizolowany, sanepid poinformowany. Kiedy jednak przyjechało pogotowie, to uznaliśmy, że lepiej, żeby chorzy zostali u nas, bo mają tu doskonałe warunki. Dumna jestem z personelu, który kiedy było trzeba, przez 14 dni pozostawał w szpitalu, rozumiejąc powagę sytuacji.

A jak seniorzy znoszą separację od bliskich, bo zapewne nie ma w ośrodku odwiedzin?
Jak już mówiłam, u nas dostają tyle miłości i empatii, a także towarzystwo rówieśników, mają też wiele zajęć, więc nie jest to tak duży problem. Mogą kontaktować się telefonicznie z rodzinami i niedługo będą mogli wychodzić na zewnątrz. Mam też nadzieję, że nabrali trochę odporności.

Seniorzy nie wszystkich dziś już wzruszają, wielu ludzi nie chce się z nimi stykać: są nieładni, zdziecinniali i czasem brzydko pachną.
Wielu ludziom wydaje się, że każda starsza osoba ma demencję, że jest zdziecinniała, a to nieprawda. Dużo rozmawiam z seniorami i wiem, że często są bystrzy, mają piękne umysły. Można się od nich nauczyć pokory i dobra, które płynie z tego, że oni już z nikim i niczym nie walczą. To tacy sami ludzie jak my, a muszą pogodzić się z utratą sprawności, a nawet samodzielności i lękiem przed śmiercią. Każda ludzka istota chce być samodzielna, chce żyć i czuć się do końca życia kochana.

Beata Drzazga, właścicielka i prezes BetaMed S.A., największej firmy medycznej w Polsce świadczącej usługi lekarskie i pielęgniarskie w domu pacjenta, która niesie pomoc ok. 5 tys. pacjentów i zatrudnia ok. 3 tys. osób. 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze