1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Autyzm - osobna perspektywa

Autyzm - osobna perspektywa

Szybka diagnoza autyzmu i i podjęcie leczenia ułatwia samodzielne funkcjonowanie w codziennym, dorosłym życiu. (Fot. iStock)
Szybka diagnoza autyzmu i i podjęcie leczenia ułatwia samodzielne funkcjonowanie w codziennym, dorosłym życiu. (Fot. iStock)
Niektórzy nie mówią. Inni komunikują tylko podstawowe potrzeby. A są i tacy, którzy obudzeni w środku nocy podadzą ci wysokość temperatury na powierzchni Marsa czy gęstość zaludnienia w środkowych Chinach. Osoby ze spektrum autyzmu to grupa niejednorodna. Ale jedno mają wspólne: inaczej postrzegają świat. Mają swoją własną perspektywę. Odmienną od naszej, osób neurotypowych. 2 kwietnia to Światowy Dzień Świadomości Autyzmu.

Słowo „autyzm” pochodzi od greckiego autos – ja sam. Ci ludzie są „osobni”. Mają kłopoty z nawiązywaniem relacji. Z byciem z drugą osobą. Dopasowaniem się do cudzych potrzeb. Czytaniem i rozumieniem tych potrzeb.

Często wyróżnia ich zachowanie. Czyli coś, co w języku medycznym nosi nazwę stereotypii. Wykonywanie pewnych gestów, zawsze tych samych, określony sposób poruszania się. Potrzeba stałego porządku – zarówno w mieszkaniu, jak i w trybie dnia. Utartych ścieżek. To zapewnia poczucie bezpieczeństwa. Widzą świat w czerni i bieli, nie potrafią dostrzec palety szarości, zrozumieć subtelności czy niejednoznaczności ludzkich zachowań.

– Osoby z zaburzeniami ze spektrum autyzmu mają trudności z adekwatnym reagowaniem w sytuacjach społecznych i dostosowaniem się do reguł społecznych, kłopoty z rozpoznawaniem emocji i interpretowaniem zachowania innych osób, rozumieniem żartów, przenośni. Są bardzo przywiązane do rutyn, planów i źle znoszą niespodziewane zmiany – mówi Katarzyna Rogodzińska, psycholog z Centrum Zdrowia Psychicznego (CM Damiana) w Poznaniu.

Dokładnych przyczyn powstania autyzmu ciągle nie znamy. Uważa się, że podłoże ma charakter genetyczny, ale wykrycie konkretnego genu nie musi oznaczać, że dziecko będzie mieć zaburzenia ze spectrum autyzmu. Bo znaczenie mają też czynniki środowiskowe. Muszą pojawić się konkretne warunki i bodźce, które spowodują mutację genu.

Autyzm dotyka jedno na sto dzieci w Europie. Najczęściej diagnozuje się go w dzieciństwie, ok. trzeciego roku życia.

Choć Anna Prokopiak, prezes Fundacji Alpha, zajmującej się pomocą osobom ze spectrum autyzmu, uważa, że można wcześniej. I że przynosi to świetne rezultaty. – Mówię o małych, rocznych dzieciakach. Bo jest już potwierdzone, że autyzm można w pewnym stopniu „ominąć”. Że można nie doprowadzić do rozwoju wszystkich objawów. Niesamowite, jak plastyczny jest mózg dziecka. Jeśli w pierwszym roku życia uchwycimy trudności związane z komunikacją, z nawiązywaniem relacji, to już wiemy, w jaki sposób zintensyfikować relacje z takim małym człowiekiem, żeby rozwijać te obszary, które szwankują. Kiedy startowaliśmy z fundacją, przychodziły na diagnozę dzieci 10-letnie, dziś przyprowadzane są dwulatki. I wiem, że one będą chodzić do szkół integracyjnych albo i zwykłych, że poziom ich trudności związanych ze spektrum nie będzie tak bardzo nasilony. I mam nadzieję, że będzie coraz lepiej.

Katarzyna Rogodzińska potwierdza: – Autyzm nie mija z wiekiem ani też nie da się go wyleczyć, jednak można wspierać osoby z ASD (autism spectrum disorder), zmniejszając natężenie objawów. Ważne jest wczesne podjęcie terapii, dzięki której możliwe jest wspieranie tych umiejętności dziecka, których rozwój nie przebiega prawidłowo. Podjęcie leczenia ułatwia samodzielne funkcjonowanie w codziennym, dorosłym życiu.

I często to się naprawdę udaje. Możliwe jest nie tylko samodzielne życie, ale i tworzenie szczęśliwych związków. Mówi Anna Prokopiak: – Autyzm częściej dotyka mężczyzn. I teraz pytanie, w jakich mężczyznach się zakochujemy. Lubimy tych tajemniczych, przystojnych, trochę zagadkowych. Oni właśnie tacy są. Ale potem, w życiu, szukamy romantyczności, niespodzianek, cudownych gestów, spontaniczności. Mężczyzna ze spektrum nigdy taki nie będzie. Będzie chciał wszystko z góry zaplanować. Co bywa trudne, bo w życiu fajne są zaskoczenia, subtelności, które osobie z autyzmem trudno zrozumieć. Ale pamiętam też rozmowę z kobietą, która się śmiała: mój mąż jest zawsze słowny, jak powie, że zrobi, to zrobi na pewno. Da się więc w trudnościach znaleźć pozytywy.

Oczywiście nie ma sensu tworzyć zbyt słodkiego obrazka, bo takie sytuacje to jednak bardziej wyjątek niż reguła. Rzeczywistość jest taka, że osoby ze spektrum autyzmu są najczęściej samotne. Szukają przyjaźni, bliskości, ale że nie są łatwymi partnerami, często są odrzucane, ranione. I po iluś zranieniach wycofują się do swojej skorupy. A samotność, szczególnie w okresie dorastania, powoduje narastanie trudności psychiatrycznych.

– Trudność polega na tym, że tu często nie widać problemu. Kiedy ktoś porusza się na wózku, rozumiemy, że potrzebuje windy czy podjazdu. A tego, że osoba ze spektrum potrzebuje ściśle określonych reguł, nie widzimy. Więc nie rozumiemy.

Warto ludzi z autyzmem zauważyć. Nie tylko 2 kwietnia.   

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Borderline. Życie nad przepaścią

Zaburzenie osobowości typu borderline nazywa się inaczej zaburzeniem z pogranicza. Przechodzimy ze skrajności w skrajność. (Ilustracja: iStock)
Zaburzenie osobowości typu borderline nazywa się inaczej zaburzeniem z pogranicza. Przechodzimy ze skrajności w skrajność. (Ilustracja: iStock)
To zaburzenie z naszego życia nie zniknie, bo, jak mówi psychoterapeutka Monika Kotlarek, zajmująca się terapią osób z borderline, „nie da się wyleczyć osobowości. Ale jesteśmy w stanie ją trochę zmienić. Wyrobić sobie zdrowsze nawyki, sprawić, że będzie nam łatwiej żyć. I innym z nami”. Napisała książkę, która pomoże zrozumieć i wesprzeć – bez szufladkowania i stygmatyzowania.

Tytuł pani książki jest groźny – „Borderline, czyli jedną nogą nad przepaścią”… No tak, bo to zaburzenie trochę tak wygląda.

Co jest tą przepaścią? Zaburzenie osobowości typu borderline nazywa się inaczej zaburzeniem z pogranicza. Bo cały czas w gruncie rzeczy jesteśmy na granicy upadku. Przechodzimy ze skrajności w skrajność. W jednej chwili kogoś kochamy i marzymy o tym, by z nim spędzić całe życie, 10 minut później go nienawidzimy i chcemy wyrzucić z domu. Ta przepaść nie jest jednoznacznie określona – to balansowanie między dwiem skrajnościami, bardzo ciężko spotkać się na emocjonalnym continuum, zatrzymać się gdzieś pośrodku.

Ale to continuum w ogóle występuje? Tak, osoby z borderline mogą tworzyć szczęśliwe związki, pracować, żyć jak każdy z nas. Pomaga w tym terapia. Oczywiście skrajne emocje się pojawiają, jak u każdego, tyle że osoby z borderline dają się im pochłonąć. Terapia pomaga poradzić sobie z nimi, lepiej na nie reagować. Przepracować je.

Czyli mówiąc w dużym uproszczeniu, istota problemu jest taka, że emocje panują nad nami, nie my nad nimi? W bardzo dużym skrócie – tak. Ale pamiętajmy, że nikt z nas nie jest w stanie do końca zapanować nad emocjami. Chodzi o reakcję. U osób bez borderline na ogół jest ona stonowana. U osób z tym zaburzeniem – nie. Trudno im znaleźć środek, nie reagować agresją, gdy ktoś krzywo spojrzy, nie myśleć: on mnie nienawidzi albo mną gardzi – tylko powiedzieć: ok, może ma gorszy dzień, trudno, idę dalej.

Panują nad nimi emocje negatywne? Emocje jako takie nie są ani pozytywne, ani negatywne, ani dobre, ani złe. Dobre czy złe bywa tylko postrzeganie emocji, to, jak na nie reagujemy. Złość jest informacją. Odczuwać złość możemy różnie. Albo zastanawiać się, dlaczego coś się stało, czy to my zrobiliśmy coś nie tak, czy ktoś wobec nas. A osoba z borderline „idzie po całości” – od razu wszystko jest najgorsze, wszyscy ją nienawidzą, oni sami są beznadziejni, a świat i życie nie mają sensu. Czyli totalne skrajności.

Czy znamy przyczyny powstawania tego zaburzenia? Nie jest to jednoznacznie zbadane. U części osób jest ono na pewno w jakimś stopniu dziedziczne,  w wywiadzie widać, że podobne problemy miała matka czy babcia. Bywa też, że w czasie, kiedy zaczyna się kształtować osobowość, pojawia się przemoc czy molestowanie seksualne. Co może mieć wpływ na powstanie tego zaburzenia. To najczęściej podawane w badaniach przyczyny.

Jest jakiś konkretny wiek, w którym ujawniają się zaburzenia borderline? Nasza osobowość kończy się kształtować, gdy mamy 24 lata. Tuż przed tym momentem widać problem.

Czyli dzieci z borderline – tak jak dzieci z ADHD – nie spotkamy? Mogą być dzieci wykazujące cechy tego zaburzenia, ale to za wczesny okres życia, żeby stawiać taką diagnozę. Jeśli mamy podejrzenia, warto obserwować, jak się to rozwija – może się rozwinąć, ale równie dobrze nie, trudno ocenić, co jest osobowością, zaburzeniem, a co na przykład buntem nastolatka.

Bywają kłopoty z diagnozą, to pewnie kolejny problem. Tak, to trudne, bo niejednoznaczne. Dużo zależy od momentu, kiedy diagnoza jest stawiana. Czasem dzieje się to, gdy akurat czujemy się dobrze, jesteśmy bardziej stonowani. Albo czujemy się źle, jesteśmy przygnębieni – wówczas to zaburzenie bywa mylone z depresją. Czasem też z chorobą afektywną dwubiegunową.

No właśnie, w tym ostatnim przypadku jest chyba pewne podobieństwo zachowań. Tak, ale przy borderline te zmiany zachodzą bardzo szybko. Dosłownie z chwili na chwilę. To zaburzenie utrudnia życie – a dodatkowym kłopotem jest, że nie da się go leczyć farmakologicznie. Jeśli więc ktoś otrzymuje diagnozę choroby afektywnej dwubiegunowej (ChAD) i leki kompletnie na niego nie działają, trzeba się przyjrzeć i może pójść w stronę borderline. Wtedy rozwiązaniem będzie terapia.

Jaki rodzaj terapii jest najbardziej skuteczny? Pod borderline stworzono odłam terapii behawioralno-poznawczej, czyli terapię dialektyczno-behawioralną. Pracuje się z myślami, nastrojami, zmianą nawyków, kontrolowaniem emocji, nauką reagowania w bezpieczny sposób, żeby nie rządziły nami emocje. Kładziemy nacisk na relaksację, na rozpoznawanie emocji i rozumienie ich, na rozumienie siebie samego, swoich reakcji. Nie jesteśmy w stanie ich zmienić, bo ciało reaguje w określony sposób, ale terapia pomaga to zaakceptować.

Na czym ona polega? Zaczyna się od tego, że pracujemy z tym, co dla pacjenta najbardziej palące. Na przykład problemy w związku. Próbujemy też dojść do tego, skąd zaburzenie się wzięło. Jeśli jest wynikiem traumy, to pracujemy z traumami. Zastanawiamy się, jakie myśli towarzyszą pacjentowi na co dzień, co jest triggerem, czyli co wyzwala eksplozję, staramy się to rozpoznawać, uczymy się nad tym panować. I pokochać siebie, bo ci ludzie mają często problemy z samoakceptacją. A bez niej trudno o powodzenie.

Każdemu by się samoakceptacja przydała. Ale to ogólne hasło, jak w praktyce można to osiągnąć? Trudno o tym opowiedzieć generalnie, bo każdy jest inny i ma inne potrzeby. Jeśli trauma związana jest z molestowaniem seksualnym i chory jest oderwany od siebie, swoich doznań, pracujemy nad tym, żeby zaakceptować siebie jako kobietę czy mężczyznę, swoje ciało. Zaczynamy od drobnych rzeczy, od tego, co sprawia przyjemność, co dobrze działa fizycznie. Ważne jest też wyregulowanie snu, ważna jest odpowiednia dieta, ruch, aktywność fizyczna. Istotne, by uregulować pracę hormonów, żeby nie było problemów chociażby z nadczynnością tarczycy, bo to tylko wzmaga kłopoty z emocjami.

Czyli działanie na wielu płaszczyznach? Tak, podejście holistyczne. Bo nie jesteśmy w stanie oderwać umysłu od ciała. One muszą ze sobą współpracować.

A kiedy już dochodzi do „eksplozji” – jak długo taki wybuch może trwać? Zwykle to chwila. Można zdemolować pół mieszkania, ale trwa to pięć czy dziesięć minut. Nastrój zmienia się szybko i gwałtownie. Na przykład cztery razy w ciągu półgodzinnej rozmowy.

Czy to jest tak, że jeśli w ataku furii demoluję mieszkanie, to mam świadomość, że przemawia przeze mnie choroba? Nie chcę demonizować osób z zaburzeniem borderline, nie jest przecież tak, że każdy demoluje mieszkanie. Ale jeśli mamy się już trzymać tego przykładu: ci ludzie nie mają zaburzonego postrzegania tego, co dobre, a co złe. Wiedzą, co się dzieje, choć oczywiście mogą być momenty jakiegoś odrealnienia, poczucia, że nie są sobą. To nie jest jednak zaburzenie, które odocina świadomość.

A czemu leki tu są nieskuteczne? Mamy przecież preparaty uspokajające, wyrównujące nastrój – dlaczego nie pomagają? Bo u osób z borderline, inaczej niż u pacjentów z depresją, nie ma zaburzeń chemii mózgu. Nie ma problemów z wytwarzaniem odpowiedniej ilości dopaminy czy serotoniny, z zaburzonym przewodzeniem nerwowym. Problem leży w naszej osobowości, w tym, jacy jesteśmy. Jeśli pojawiają się na przykład lęki, to oczywiście można z nimi walczyć farmakologicznie, ale to sprawy dodatkowe. Borderline wspiera się terapią.

Ale o wyleczeniu mówić nie możemy? Nie, wyleczyć osobowości się nie da. Ale jesteśmy w stanie ją trochę zmienić. Wyrobić sobie zdrowsze nawyki, sprawić, że będzie nam łatwiej żyć. I innym z nami.

Jesteśmy istotami społecznymi. Związki – wszelkie, nie tylko miłosne – są dla nas podstawą funkcjonowania. Wydaje się, że borderline skutecznie może wchodzenie w związki czy pozostawanie w nich utrudniać. Jeśli nic z tym nie robimy, na pewno. Zwłaszcza że często osoby te mają tendencje autoagresywne, podejmują próby samobójcze, okaleczają się. Partner może tego nie wytrzymać – z lęku o drugą osobę, z poczucia odpowiedzialności za nią. To samo dotyczy przyjaciół, rodziny. Ale to nie znaczy, że sytuacja jest bez wyjścia. Są szczęśliwe związki, to możliwe. Znam takie pary.

Choć oczywiście to trudne dla obu stron. Pamiętajmy, że osoby z borderline są cały czas świadome tego, co się z nimi dzieje. Tego, że są niefajne. I toną w wyrzutach sumienia. To dla nich ciężkie. Czasem kiedy ludzie się poznają, osoba z zaburzeniem borderline nie ma jeszcze diagnozy, zaczynają wspólne życie i okazuje się, że jest problem… Ale kiedy zwrócimy się wówczas do specjalisty, kiedy jest już diagnoza, można zacząć terapię. To wymaga pracy, ale są naprawdę duże szanse, że będzie lepiej.

Co by pani powiedziała partnerowi osoby z borderline – jak jej towarzyszyć, jak ją wspierać? I jak dbać o siebie samego, bo to przecież też istotne? To podstawa. Jeśli nie zadbamy o siebie, nie damy wsparcia i siły drugiej osobie. Możemy też szukać pomocy w terapii albo w grupie wsparcia. Albo mieć prywatną grupę wsparcia, czyli przyjaciół, którym możemy się wygadać. Dbać także o swój sen, o dietę, przyglądać się sobie – żeby nie odcinać się od innych, żeby mieć kontakt z ludźmi. A jakim być dla partnera? Przede wszystkim po prostu być. Pomagać, na ile się da, akceptować go jako człowieka, wspierać od strony czysto technicznej, jak zrobienie zakupów, pilnowanie, żeby poszedł na terapię. Forma trochę dyrektywnej opieki, ale to też istotne.

Ale czy ta dyrektywna opieka nie zmieni relacji z partnerskiej na opiekun – podopieczny? Nie, absolutnie nie chodzi o to, żeby wejść w rolę opiekuna czy „matki”. Ważne, żeby już na początku pewne rzeczy sobie wyjaśnić, powiedzieć, z czym jest największy problem. Jeśli jest nim na przykład autoagresja, to musimy zadbać, żeby zredukować ryzyko, żeby ograniczyć dostęp do ostrych przedmiotów, może się pojawić konieczność, by zawieźć partnera do szpitala. Jeśli brak motywacji do terapii, my jesteśmy od tego, żeby partnera zmotywować. Tak jak w depresji – czasem chory nie ma siły, my musimy tę siłę dać. To nie jest wejście w rolę opiekuna, a partnera, który się troszczy. Fajnie byłoby, gdyby role w związku dzieliły się 50 procent na 50, ale tak bywa rzadko. Czasem trzeba dać z siebie 80 procent, żeby druga strona mogła udźwignąć swoje 20. Ale przecież też nie zawsze tak jest, związek fluktuuje, bywają gorsze i lepsze chwile, w każdej relacji. Nie, ja bym się tej dyrektywności nie bała.

Mówiła pani o tym, że warto ustalić różne sprawy na początku. Ale przecież nie zawsze na początku wiemy o zaburzeniu, diagnoza może zostać postawiona później. Najprościej sprawdzić, czy cokolwiek jest nie tak, zastanawiając się, czy zachowanie naszego partnera w jakikolwiek sposób utrudnia nam codzienne funkcjonowanie. Jeśli ktoś ma problemy z kontrolowaniem emocji i przez to są kłopoty w pracy na przykład, jeśli są zachowania autoagresywne, to znaczy, że mamy problem. Nawet jeśli na razie jest on nienazwany. Kiedy czujemy, że nasze życie jest zakłócone, zaburzone, trzeba pomyśleć, zacząć rozmawiać, pójść po pomoc. Nasze życie nie może tak wyglądać. Musimy stawiać jasne granice. To nie jest wymierzone w partnera, to nie jest przeciwko niemu, odwrotnie, to w naszej wspólnej sprawie.

Fajne związki są możliwe. Ale czy częste? Nie chciałabym generalizować, uogólniać, to kwestie indywidualne. Znam świetne związki mimo trudności, ale znam też osoby samotne, pomimo lat terapii, pracy nad sobą. Albo po wielu nieudanych relacjach.

Wspomniała pani o szpitalu. Choć leczenia innego niż terapia nie ma. To po co ten szpital? Zdarza się, że osoby z zaburzeniem borderline podejmują próby samobójcze. Wtedy konieczna jest hospitalizacja, obserwacja, leki wyciszające. A jeśli pacjent wyrazi zgodę, to terapia indywidualna czy grupowa. Czasem szpital jest dobrym rozwiązaniem, bo odrywa chorego od tego, co powoduje wybuchy.

A jak z pracą zawodową? Czy taka w zespole jest możliwa?Tak, oczywiście. Choć często osoby z borderline pracują na zlecenie, na własnych warunkach, w swoim trybie. To bywa dla nich lepsze. Muszą też właściwie ustawić priorytety – w ich przypadku praca nie może być na pierwszym miejscu, muszą dawać sobie prawo do słabości, do wypoczynku. Po prostu dbać o siebie bardziej niż robi to na ogół większość z nas.

Czy jeśli pracują, powiedzmy, w korporacji, szef powinien wiedzieć o ich problemach? Byłoby fajnie, ale nie mam złudzeń. Nie każdy to zrozumie. Nie każdy przyjmie, że ok, pracujesz, ale może być dzień, kiedy po prostu nie przyjdziesz do biura. Nie każdy zatrzyma to dla siebie. Do tego ciągle mamy jako społeczeństwo problem z postrzeganiem zaburzeń psychicznych. Dlatego byłabym ostrożna. Ale jeśli jesteśmy przekonani, że nasz szef jest osobą otwartą, że można z nim pogadać, to tak, mówmy otwarcie. To wiele spraw ułatwi.

Długofalowe plany, na przykład wakacje, dłuższe wyjazdy – czy jeśli jestem w związku z osobą z borderline, planowanie ma w ogóle sens, czy może się okazać, że nagle wszystko się zmieni? Planowanie fajnych rzeczy jest dobre dla każdego człowieka, jest wtedy na co czekać. Ale oczywiście jeśli są stany depresyjne czy ataki paniki, trudno przewidzieć, czy plany, nawet te miłe, zostaną zrealizowane. Dobrze więc uświadamiać sobie, co jest wyzwalaczem trudnych emocji i, o ile jest to możliwe, eliminować je z naszego życia. Jeśli w jakimś choć stopniu to się uda, będzie o wiele łatwiej.

Oczywiście czasem nie jesteśmy w stanie czegoś wyeliminować, ale można nauczyć się stawiać jasne granice. Jeśli problem dotyczy na przykład pracy, jeśli nie jesteśmy w stanie funkcjonować bezpiecznie w danym środowisku, namawiałabym do zastanowienia się nad zmianą pracy. Utrzymywanie tej, która jest triggerem, na dłuższą metę będzie dla nas po prostu niszczące.

Jak powszechne jest występowanie tego zaburzenia? Zdarza się to częściej u kobiet niż u mężczyzn, ale w ogóle nie jest to dużo – ok. 3 procent w społeczeństwie. Choć rzeczywiście zauważam to coraz częściej.

Częściej występuje czy dziś są lepsze metody diagnostyczne? Chyba lepsze metody. I większa świadomość psychiatrów i psychologów. To nie jest tak, że 30 lat temu osób z borderline nie było. Były oczywiście, tylko mówiono: histeryczka. Albo: choleryk. Pozbyć się tego do końca nie można, ale można mieć rodzinę, pracę, cieszyć się życiem. Czasem będzie pod górkę, ale w końcu czasem każdy ma pod górkę.

Monika Kotlarek „Borderline, czyli jedną nogą nad przepaścią”, wyd. Sensus

  1. Psychologia

Narcyzm ukryty – zaburzenia narcystyczne mogą mieć różne twarze

Narcyzm może przyjąć formę, którą niezwykle trudno jest wychwycić. (fot. iStock)
Narcyzm może przyjąć formę, którą niezwykle trudno jest wychwycić. (fot. iStock)
Narcyz to kochający siebie z wzajemnością człowiek; głośny, przykuwający uwagę, skupiony na sobie niczym wiązka lasera, stawiający się w centrum wszechświata, złotousty, bezkrytyczny manipulant. Jednak narcyzm może mieć również spokojniejszą, introwertyczną twarz…

Myliłby się ten, kto uważa, że spektrum narcyzmu zamyka się tylko w jednym typie, a zaburzenia narcystyczne może mieć jedynie ekstraweryk. Wieloletnie badania W. Keitha Campbella z University of Georgia, oparte na wcześniejszych hipotezach amerykańskich naukowców dowiodły, że narcyzm może mieć również spokojniejszą, introwertyczną twarz! Nazywa się ją „narcyzmem ukrytym”.

Kim jest ukryty narcyz?

To zazwyczaj człowiek bez wielkiej osobowości, spokojny, wycofany, małomówny. Ale w manipulowaniu otoczeniem równie niebezpieczny jak narcyz jawny. Niebezpieczeństwo w przypadku osób cierpiących na narcyzm ukryty jest tym większe, że dość trudno je rozpoznać.

Narcyz ukryty jest paranoikiem, którego cechuje duża podejrzliwość i niemalże zerowa odporność na krytykę. Narcyz jawny informuje nas nieustannie o swojej wspaniałości i nic nie jest w stanie zburzyć mu tego obrazu. Narcyz ukryty również jest przekonany o tym, że jest wyjątkowy, ale nie demonstruje tego głośno, starannie kolekcjonując w głowie krzywdy od tych wszystkich, którzy nie poznali się na jego wielkości. Człowiek cierpiący na narcyzm ukryty nie jest w stanie zbudować żadnej relacji, bo wieczny stan niedocenienia przez innych i „zmowy otoczenia” pogłębia w nim poczucie krzywdy i niezrozumienia.

Współczesny świat skupiony na ładnym obrazku sprzyja namnażaniu zaburzeń narcystycznych, ale nie dajmy się zwieść pozorom i pamiętajmy, że narcyzm ma dwie strony medalu: tę błyszczącą, głośną, jawną i tę zacienioną, cichą, ukrytą. A obie są tak samo niebezpieczne dla otoczenia, bo niezależnie od tego czy jawny czy ukryty, narcyzm jest zaburzeniem osobowości.

Dr Tomasz Sobierajski: socjolog, kulturoznawca, metodolog, wakcynolog społeczny, adiunkt w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego.

  1. Psychologia

Jak zachować zdrowie psychiczne?

Pełne zdrowie psychiczne to klucz do szczęścia. Po czym je rozpoznać? (fot. iStock)
Pełne zdrowie psychiczne to klucz do szczęścia. Po czym je rozpoznać? (fot. iStock)
Albert Ellis, psycholog, psychoterapeuta, twórca terapii racjonalno - emotywnej, wymienił 13 elementów, które znacząco wpływają na stan psychiczny.

Uznany przez Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne za jednego z najbardziej wpływowych psychologów XX wieku - Albert Ellis zgłębiał tajniki ludzkiego umysłu. W szczególności interesowały go tajniki umysłu chorego, zaburzonego, pełnego lęków, napięć i fobii. W toku swych zawodowych poczynań zadał sobie trud zdefiniowania człowieka zaburzonego, zarówno w sferze społecznej, poznawczej jak i emocjonalnej.

Według Ellisa człowiek zaburzony przejawia zachowania autodestrukcyjne uniemożliwiające samorealizację, przeżywanie szczęścia i spełnienia w życiu. Twierdził on, że negatywne emocje wywodzą się z błędnej interpretacji świata, a nie z samej rzeczywistości. Negatywne przekonania są drogą do niewłaściwej i irracjonalnej percepcji samego siebie, tym samym mogą prowadzić do zaburzeń neurotycznych, depresyjnych, czy cierpienia.

Skoro błędne przekonania są źródłem lęku, to jakie przekonania są właściwe? Czym w takim razie jest zdrowie psychiczne?

Według Ellisa osoba zdrowa psychicznie myśli w sposób logiczny, tak samo również działa. Nie jest autodestrukcyjna, nie zachowuje się wrogo, depresyjnie czy lękliwie. Może się rozwijać, uczyć na własnych błędach i brać, w sposób rozsądny to, co najlepsze z życia.

Albert Ellis wymienił 13 obszarów, które pozwalają cieszyć się lepszym samopoczuciem i pozostać w zdrowiu psychicznym.

1. Dbanie o własne dobro

To prawo do bycia sobą. To JA jestem kowalem swojego losu, biorę sprawy w swoje ręce i piszę scenariusz do filmu „moje życie”, bez niepotrzebnych powinności, zewnętrznych przymusów czy zachowywania konwenansów. Moje potrzeby wyznaczają moje cele. Szanuję innych, ale przede wszystkim respektuję siebie.

2. Przystosowanie społeczne

Człowiek to nie samotna wyspa, dlatego inni potrzebni są mu do szczęścia. JA lubię ludzi, a oni lubią mnie. Dobre relacje interpersonalne, współpraca, obcowanie z drugim człowiekiem - definiują przystosowanie społeczne.

3. Autonomia

Mam świadomość własnego JA, niezależności, zdrowej potrzeby akceptacji, przyjęcia odpowiedzialności za własne życie. Zachowuję własną przestrzeń w związku i odcinam pępowinę od rodziców.

4. Tolerancja

Tolerancja to prawo do inności, prawo do błędu, pomyłek, wybaczania. Daję to prawo sobie i innym. JA nie potępiam, nie oceniam, pamiętam, że tak jak i JA, każdy jest tylko człowiekiem.

5. Akceptowanie dwuznaczności i niepewności

Przekonanie, że świat ma charakter probabilistyczny i nic na ziemi nie jest całkowicie konieczne i pewne. JA eksploruję świat, smakuję mądrze życie i nie przestaję się uczyć.

6. Giętkość myślenia

Jestem ciekawy poznawczo, otwarty na zmiany i nowości. Słucham siebie, ale i słucham innych, jestem otwarty na nowe idee i poglądy.

7. Myślenie naukowe

Stawianie hipotez to moja specjalność. Myślę krytycznie, racjonalnie i obiektywnie - to mój sposób na pojmowanie świata i rozumienie siebie.

8. Zaangażowanie

Czyli aktywność w działaniu, zarówno w pracy jak i prywatnie. Odważnie zdobywam świat, cechuję się kreatywnością i nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Szukam lepszego życia i robię wszystko, aby tak było.

9. Podejmowanie ryzyka

Pomimo, że istenieje ryzyko niepowodzenia są cele, które chcę osiągnąć. Bez naiwności, ale z rozwagą, bez pyszałkowatości, ale z pokorą podejmuję nowe wyzwania.

10. Samoakceptacja

Akceptuję siebie w pełni i bezwarunkowo (przeszłość, dokonania, wygląd). Kocham i lubię siebie, nie narcystycznie i zuchwale, ale rozsądnie i dojrzale. Zdrowa samoocena przekłada się przecież na relacje z innymi ludźmi.

11. Hedonistyczne, ale rozsądne nastawienie do życia

Poszukuję przyjemności tylko wtedy, gdy to jest najlepsze rozwiązanie dla mnie. Nie bawię się w miałkie przyjemności, które do niczego nie prowadzą. Nie ma sensu też zadręczać się przekonaniem, że przyjemność jest czymś złym.

12. Brak perfekcjonizmu i utopijnych poglądów

Akceptuję, że nie da się być najlepszym we wszystkim. Wiem, że perfekcjonizm czy idealizm istnieją tylko w filmach albo w snach. Dążę ku temu, co ma sens. Moja świadomość pomaga mi zrozumieć, że czasem dobrze, znaczy tyle samo, co idealnie.

13. Przyjmowanie odpowiedzialności za własne trudności

Nie obwiniam innych za całe zło tego świata. Widzę, gdzie jest granica mojego JA, co jest w zasięgu mojej ręki, a co staje się trudnością, na którą nie mam wpływu.

  1. Moda i uroda

Modowa kampania przeciw homofobii

Równość i różnorodność ludzi, ich stylów życia i postaw  to kluczowe wartości marki. Wierzymy, że moda może być nie tylko sposobem na wyrażenie siebie, ale również narzędziem uświadamiającym istnienie problemów społecznych - mówi Dawid Pożoga z Zalando.  (Fot. Zuza Krajewska/materiały prasowe Zalando)
Równość i różnorodność ludzi, ich stylów życia i postaw to kluczowe wartości marki. Wierzymy, że moda może być nie tylko sposobem na wyrażenie siebie, ale również narzędziem uświadamiającym istnienie problemów społecznych - mówi Dawid Pożoga z Zalando. (Fot. Zuza Krajewska/materiały prasowe Zalando)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Projekt “Historie ukryte w ubraniach” to wspólna akcja Zalando, organizacji pozarządowej “Kampania Przeciw Homofobii” (KPH) oraz polskiej marki MISBHV. Jej celem jest pokazanie prawdziwych historii osób LGBTQIA+, które doświadczyły przemocy ze względu na swoją orientację seksualną.

Pogłębiająca się homofobia oraz przyzwolenie niektórych polityków na agresję wobec osób ze społeczności LGBTQIA+ sprawiły, że ich  sytuacja w Polsce  ulega w ostatnim czasie znacznemu pogorszeniu. Potwierdza to ostatni raport KPH (“Sytuacja społeczna osób LGBTA w Polsce”), według którego nawet 70% osób LGBTA doświadczyło przemocy. Co więcej, tylko 4% skrzywdzonych zgłosiło te napaści organom ścigania.

“To niezwykle ważne, by szeroko rozpoznawalne marki, takie jak Zalando, angażowały się w kampanie społeczne i mówiły głośno o problemach, jakie nękają nasze społeczeństwo”, mówi Jakub Lendzion z Kampanii Przeciw Homofobii. “W ten sposób marki mogą dotrzeć do szerokiego grona odbiorców i zmotywować ich do wsparcia przeróżnych celów, takich jak dążenie do równości, a do osiągnięcia tego celu niezbędna jest profesjonalna pomoc prawna. Tylko poprzez zgłoszenie sprawy na policję jesteśmy w stanie dotrzeć do sprawcy przestępstwa i uruchomić aparat sprawiedliwości. Dzięki zgłoszonym i udokumentowanym przestępstwom będziemy w stanie przeprowadzić efektywne działania prawne na szczeblu lokalnym i międzynarodowym.”

Kampania “Historie ukryte w ubraniach” to pięć modowych projektów powstałych z ubrań, które zostały uszkodzone wskutek aktów przemocy dokonanych na osobach LGBTQIA+. Zniszczone części garderoby dostały nowe życie, a ich nowe wcielenie  to symbol zmiany, tolerancji i walki z homofobią. Zdjęcia kampanii zostały wykonane przez fotografkę Zuzę Krajewską, która w przeszłości angażowała się w inicjatywy społeczne takie jak Vote Together, #sexedPL czy Surplus.

[galeria]

Częścią kampanii jest film w reżyserii Mikołaja Sadowskiego, wykonany przez operatora filmowego Igora Połaniewicza. Przedstawia on historie bohaterów kampanii oraz proces projektowania na nowo uszkodzonych ubrań.

 

  1. Styl Życia

Jesteśmy tacy sami

(Fot.: Elli Goldstein - Instagram @guccibeauty; po prawej - zdjęcie z kampanii Tommy Hilfiger Adaptive, materiały prasowe)
(Fot.: Elli Goldstein - Instagram @guccibeauty; po prawej - zdjęcie z kampanii Tommy Hilfiger Adaptive, materiały prasowe)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Tommy Hilfiger stworzył kolekcję dla osób z niepełnosprawnościami, a w najnowszej kampanii Gucci Beauty występuje Ellie Goldstein - modelka z zespołem Downa.

Elli Goldstein ma 18 lat i od dziecka marzyła, by zostać modelką. Już w wieku 15 lat zaczęło się spełniać jej marzenie - nawiązała współpracę z Zebedee Management. To specjalistyczna agencja modelingowa zajmująca się promocją osób z niepełnosprawnościami, oraz tymi, których wygląd nie mieści się w obowiązującym aktualnie kanonie piękna.

"Talent i piękno nie dbają o to, ile masz nóg i jaki się urodziłeś” - takie motto przyświeca twórcom agencji.

W tym roku Elli Goldstein została jedną z twarzy kampanii maskary Gucci Beauty „L’Obscur”. „Piękno istnieje w każdej osobie” - powiedział  David PD Hyde, fotograf, który robił zdjęcia do tej kampanii.

 

 

Na uwagę zasługuje również nowa kolekcja Tommy Hilfiger Adaptive. 

Ponad miliard osób na całym świecie żyje z różnymi niepełnosprawnościami. Dla wielu z nich prosta czynność jaką jest ubranie się, stanowi prawdziwe wyzwanie. Ten fakt oraz osobiste doświadczenia Tommy’ego Hilfigera, który wychowuje dzieci ze spektrum autyzmu, sprawiły, że  marka postanowiła stworzyć kolekcję, która może dać dzieciom i dorosłym z niepełnosprawnością większą swobodę, ale też dodać pewności siebie.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Ubrania z linii Adaptive mają wiele funkcjonalnych rozwiązań. np: magnetyczne zapięcia, suwaki o dłuższych uchwytach, szerokie mankiety umożliwiają noszenie spodni razem z ortezą, protezą czy gipsem, ubrania zaprojektowane dla osób poruszających się na wózkach posiadają krótszy przód i dłuższy tył, by zapobiegać podwijaniu i zapewniać komfort w pozycji siedzącej. Regulowane ramiączka, elastyczne pasy i szeroko rozpinane dekolty ułatwiają zakładanie i zdejmowanie ubrań.W produktach usunięto także uwierające kieszenie i szwy. 

„Jako rodzic dzieci o specjalnych potrzebach, dobrze wiem, jak wiele może znaczyć taka kolekcja - mówi Tommy Hilfiger. Pomoże dzieciom i dorosłym z niepełnosprawnością poczuć się niezależnie – i świetnie ze sobą”.