1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Prawdziwa przyjaźń pozwala na ujawnienie swojej wrażliwości

Prawdziwa przyjaźń pozwala na ujawnienie swojej wrażliwości

Wrażliwość - wspólny mianownik w przyjaźni i test dla relacji (fot. iStock)
Wrażliwość - wspólny mianownik w przyjaźni i test dla relacji (fot. iStock)
Niezależnie od tego, czy jesteś introwertykiem, ekstrawertykiem czy ambiwertykiem, jednym z najważniejszych elementów przyjaźni jest pozwolenie sobie na okazanie wrażliwości. W ciągu ostatnich kilku lat pojęcie wrażliwości zostało szerzej zrozumiane i uznane za istotną część składową rozwijania bliskości emocjonalnej – zaznacza Hope Kelaher, psychoterapeutka, autorka książki „Jak zdobyć i pielęgnować przyjaźń w dorosłym życiu”.

Terapeuci od lat omawiają tę kwestię w swoich gabinetach, ale pojęcie wrażliwości upowszechniło się dzięki badaczce prac socjalnych Brené Brown. Wyjaśnia ona, że wrażliwość oznacza niepewność, ryzyko i odsłonięcie emocji. Twierdzi również, że wrażliwość „to rdzeń wszystkich emocji i uczuć”. Ma całkowitą rację. Jeśli chcesz zbudować więź z innymi i naprawdę ich poznać, musisz wpuścić ich do swego wewnętrznego kręgu. Mam tu na myśli nie tylko ścisłe grono przyjaciół, ale rdzeń twojego wewnętrznego ja, twoje serce i duszę. Brzmi to jak frazes, ale jednocześnie przeraża większość z nas. Zostaliśmy uwarunkowani tak, by chronić serce i duszę przed odrzuceniem, i nie jesteśmy otwarci na wrażliwość.

Aby pomóc lepiej zrozumieć pojęcie wrażliwości i jej potrzebę w każdej relacji, chętnie posługuję się metaforą rycerza ubranego w stalową zbroję. Jego głowę osłania stalowy hełm, wyposażony jedynie w wąską szparę na oczy i nos, a jego nogi i ręce są chronione przez stalowe rękawice i buty, tarczę i miecz. Zbroja ma chronić go przed wszelkimi ciosami z zewnątrz. Przebicie jej może zakończyć się śmiercią rycerza. My często zakładamy metaforyczną zbroję w chwilach, kiedy mamy okazać słabość lub wrażliwość. Na przykład w pewnej częstej wymianie zdań odpowiedź na pytanie „Jak się masz?” brzmi zwykle „Dobrze” lub „W porządku”. W gruncie rzeczy prawda może być bardziej złożona i emocjonalna. Przyswoiliśmy sobie jednak, że okazywanie wrażliwości lub naszego prawdziwego ja wiąże się z ryzykiem, a co więcej, zniechęca innych.

Okazywanie wrażliwości to delikatna kwestia. Prowadząc terapię relacyjną, przekonałam się, że ujawnianie od razu naszego prawdziwego, wrażliwego, czującego ja jest wbrew ludzkiej naturze. Nic dziwnego – wiąże się z ryzykiem odrzucenia, wstydu i porzucenia, jeśli to, czym usiłujemy się podzielić, nie zostanie dobrze przyjęte przez osoby, na których nam zależy. Aby się chronić, zaczynamy grać w grę myślową: „Okażę przy tobie wrażliwość, tylko jeżeli ty najpierw okażesz ją przy mnie”. Okazanie wrażliwości jako pierwszy wymaga odwagi. Moim zdaniem dlatego właśnie wiele potencjalnych relacji, zarówno romantycznych, jak i platonicznych, rozpada się już na starcie.

Sama niedawno znalazłam się w sytuacji, kiedy ktoś zdobył się na odwagę, by zrobić pierwszy krok. Poznałam tę osobę przelotnie prawie pięć lat temu i, jak przystało na millenialsa, zaprosiłam ją do znajomych na Facebooku. Po pięciu latach klikania „Lubię to” pod jej zdjęciami ta osoba, która wiele podróżuje po kraju, skontaktowała się ze mną i odważnie przyznała, że chciałaby mnie lepiej poznać i przekonać się, jak wyglądałaby nasza przyjaźń. Byłam zaskoczona – nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło. Jak mogłabym odrzucić taki gest? Musiałam przyjąć kogoś, kto jako pierwszy okazał wrażliwość!

Przekonałeś się, jak wielką wagę ma wrażliwość w rozwijaniu więzi międzyludzkich. Czy jesteś gotów rzucić samemu sobie wyzwanie, by częściej ją okazywać? (…) Być może potrzeba ci więcej czasu na autorefleksję.

Gorąco polecam wszystkie wykłady TED Talks, wygłoszone przez Brené Brown i jej książkę o wrażliwości i kondycji ludzkiej Z wielką odwagą. Jak odwaga bycia wrażliwym zmienia to, jak żyjemy i kochamy, jakimi jesteśmy rodzicami i jak przewodzimy.

Wskazówka: kluczowe elementy wrażliwości

Prowadząc terapię relacyjną, odkryłam, że najbardziej udane są relacje, zarówno platoniczne, jak i romantyczne, w których pielęgnuje się intymność emocjonalną. Podstawowe osobiste przekonania niezbędne do okazywania wrażliwości to:

  • Poczucie własnej wartości: Jeśli wierzysz, że jesteś godny miłości i więzi z innymi, pozwolisz sobie na okazywanie wrażliwości.
  • Serce: Jeśli naprawdę czegoś pragniesz, sięgnij po to. Pozwól swemu sercu dawać i otrzymywać miłość.
  • Odwaga: Bez odwagi nie skorzystasz z możliwości, jakie otwierają przed tobą miłość i więzi.
  • Dążenie do rozwoju: Przestań patrzeć na wszystko z jednej perspektywy. Zastanów się, co mogłoby się stać, gdybyś wykazał większą otwartość.
  • Gotowość do odczuwania dyskomfortu: To ona umożliwia rozwój. Okazywanie wrażliwości może wiązać się z niewiedzą lub niezdolnością do zmiany bądź naprawienia czegoś, sprzecznymi z naturą większości ludzi. Jednak jeśli wytrwasz, może czekać cię przyjemne zaskoczenie!

Fragment pochodzi z książki Hope Kelaher „Jak zdobyć i pielęgnować przyjaźń w dorosłym życiu. Porady i ćwiczenia”. Książka przeznaczona jest przede wszystkim dla osób, które pragną budować szczere i bliskie relacje z ludźmi. Wyposażona w wiele ćwiczeń pomoże poznać i pożegnać rozmaite blokady, stojące na drodze do życia pełnego prawdziwych przyjaciół.

Jak zdobyć i pielęgnować przyjaźń w dorosłym życiu Hope Kelaher Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Szczerość daje nam siłę - dlaczego tak mało jej w obecnym świecie?

Ilustr. Aleksandra Morawiak
Ilustr. Aleksandra Morawiak
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Naszą codzienność wypełniają na ogół relacje powierzchowne i mało satysfakcjonujące. Czy zdobędziemy się na szczerość, żeby je pogłębić?

Czy w świecie, w którym żyjemy, możliwa jest szczerość? Podziwiamy ludzi, którzy w sposób spójny i przejrzysty komunikują się ze sobą i z innymi. A jednocześnie cenimy nowe technologie, które dają narzędzia do prezentowania światu poprawionego wizerunku siebie. Skupiamy się raczej na korzyściach płynących z pozycji, jaką zajmujemy w społeczeństwie, niż na szczerości opartej na wewnętrznej prawdzie uczuć.

Szczerość nie jest łatwa w świecie, w którym musimy zachować pracę. Naszym największym narodowym lękiem – jak pokazują badania – jest właśnie utrata pracy. Zdecydowana większość polskich firm to instytucje hierarchiczne, a często nawet feudalne. Te struktury, do których musimy się dopasować, tworzą urazy, gorycz i konflikty, o których rzadko mówimy otwarcie. Obawiamy się, że zostaniemy zwolnieni, staniemy się obiektem plotek albo stracimy przyjaciół. Wolimy milczeć albo uśmiechamy się pomimo wewnętrznej irytacji i złości. Umiejętność maskowania uczuć staje się przydatnym narzędziem społecznym.

Często też naszą codzienność wypełniają powierzchowne relacje pozbawione wzajemnego zrozumienia. Czujemy się bezsilni, miotani przez okoliczności zewnętrzne. Tracimy poczucie sprawczości, energię do życia, witalność i radość. Jednak wiele się zmienia. Istnieją firmy, tak zwane turkusowe organizacje, które właśnie na szczerości budują własną siłę, dzięki czemu osiągają niestandardowe sukcesy. Wiele organizacji pozarządowych, instytucji pożytku publicznego oraz systemów edukacyjnych, opartych na nowej świadomości twórczego współistnienia, szczerość i przejrzystość traktują jako warunek swojego istnienia.

Potrzebujemy szczerości. Potrzebujemy przyjacielskich, empatycznych związków, w których czujemy się widziani, słyszani, rozumiani i akceptowani bez warunków. Potrzebujemy uczciwości w życiu publicznym i społecznym, ponieważ szczerość uwalnia i rozwija potencjał, któremu dotąd nie pozwalaliśmy istnieć. Szczerość przemienia nas i świat, który staje się bogatszy o nowe możliwości. Szczerość nas spełnia; sprawia, że czujemy się ożywieni i silni.

Ta podróż zaczyna się od szczerości ze sobą. Możemy być ze sobą szczerzy, gdy siebie znamy; wiemy, co właśnie w tym momencie myślimy i czujemy, co się w nas dzieje, czego pragniemy. Możemy szczerze wyrażać siebie, gdy jesteśmy świadomi swoich potrzeb i granic. Możemy jasno komunikować, co ma dla nas znaczenie, gdy słuchamy wewnętrznego głosu, ufamy mu i podążając za nim, podejmujemy samodzielne decyzje.

Co czuję właśnie w tym momencie? Zadowolenie, satysfakcję, złość, gniew, niepewność? Czego potrzebuję? Więcej spokoju, troski o siebie? W jaki sposób czuję swoje granice i jak je określę wobec innych? To początek praktykowania szczerości. Wtedy znacznie swobodniej przyjdzie nam wyrażać, co czujemy wobec innych: partnera, dzieci, przyjaciół, współpracowników. Wtedy intencją będą porozumienie i dobro wszystkich, a nie kompulsywne wyrzucanie z siebie niekontrolowanych emocji. Zaczniemy traktować ludzi tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani. Szczerość wobec innych wydarza się w relacji. To nie jest jednorazowy akt. Wymaga czasu, zaangażowania i odwagi, a także zaufania, że druga osoba jest w stanie ją przyjąć. Zaczyna się od słuchania, zrozumienia i troski.

To, co w nas nieuświadomione i niewyrażone, łatwo zamienia się w osądy i uprzedzenia. Dlatego to od szczerości ze sobą (a potem w konsekwencji z innymi) zaczynają się zdrowe, oparte na zaufaniu relacje wspólnotowe i społeczne. Szczerość jest siłą napędową rozwoju. Jest szansą dla nas wszystkich.

  1. Psychologia

Użyteczne, przyjemne, czy szlachetne – jakie przyjaźnie nawiązujemy?

Wyodrębnić możemy trzy podstawowe rodzaje przyjaźni. I tak naprawdę każdy z nich jest dla nas istotny (fot. iStock)
Wyodrębnić możemy trzy podstawowe rodzaje przyjaźni. I tak naprawdę każdy z nich jest dla nas istotny (fot. iStock)
Dlaczego niektóre osoby znajdują się w „zewnętrznym” kręgu przyjaciół, a inne są nam szczególnie bliskie? Czy widzisz możliwość, by daleki znajomy stał się bliskim przyjacielem? Co sprawia, że jedne relacje są silniejsze, a inne słabsze? – pyta Hope Kelaher, terapeutka, autorka książki „Jak zdobyć i pielęgnować przyjaźń w dorosłym życiu”.

Wiele osób zadających sobie te pytania poszukuje odpowiedzi u Arystotelesa, starożytnego greckiego filozofa. Nie bez powodu jego przemyślenia i idee wywołują oddźwięk od tysięcy lat! W Etyce nikomachejskiej Arystoteles przedstawił swoje poglądy na to, jak najlepiej żyć. Dwie z dziesięciu ksiąg poświęcił przyjaźni – i nic dziwnego, uważał ją bowiem za klucz do dobrego życia. Utrzymywał, że przyjaźń może istnieć, jedynie opierając się na wzajemnym dobru pomiędzy dwiema osobami. Wymienił także trzy motywacje dla miłości i przyjaźni: użyteczność, przyjemność i szlachetność. Przyjrzyjmy się im i sprawdźmy, jak mogą przekładać się na nasze życie.

Przyjaźnie użyteczne

To relacje korzystne lub przydatne dla obydwu stron (zgodnie z łacińską maksymą quid pro quo, czyli coś za coś). Przyjaźnie użyteczne zawiera się dla osobistego zysku, nie dla przyjemności, a wszystkie związane z nimi kontakty muszą być wzajemnie opłacalne. W takich relacjach nie spotykamy się z przyjaciółmi dla samego spotkania. W efekcie przyjaźnie te są dość słabe, a więzi, na których się opierają, bywają powierzchowne. Przyjaźń użyteczna może służyć określonemu celowi, ale nie jest nim towarzystwo. Na przykład dana osoba może zaplanować weekendowe wyjście z drugą osobą, ale odwołać je, kiedy pojawi się korzystniejsza propozycja. Początkowo wydaje się, że wspólnym celem jest spędzenie razem czasu, ale z uwagi na powierzchowny charakter przyjaźni, jedna z  osób nie bierze pod uwagę uczuć drugiej, kiedy postanawia zrezygnować z planów. Robi to wyłącznie dla własnej korzyści.

Takie relacje często tworzą się wśród znajomych i podczas poszukiwania nowych przyjaciół. Bodaj najlepszy i najpowszechniejszy przykład przyjaźni użytecznej stanowią kontakty nawiązywane w  nowej szkole lub pracy bądź w nieznanych okolicznościach. Czy zdarzyło ci się kiedyś pójść na imprezę, na której nikogo nie znałeś, aby uniknąć siedzenia w domu w piątkowy wieczór? Usiadłeś w stołówce z grupą popularnych uczniów, aby podnieść swój status społeczny? A może zakolegowałeś się z osobą poznaną na siłowni, aby mieć z kim pogadać podczas treningów, zamiast stać w niezręcznej ciszy? Jeśli tak, to była przyjaźń użyteczna. Takie relacje, choć nie są bardzo znaczące, mogą być przydatne – dlatego wszystkim zdarzyło się, i nadal będzie zdarzało, je zawierać.

Przyjaźń przyjemna

Drugi rodzaj przyjaźni opiera się wyłącznie na uczuciu przyjemności, a celem jest dążenie do jego odczuwania. Takie relacje zwykle nawiązuje się w trzecim kręgu społecznym, wśród około 50 osób, z  którymi spotykamy się na imprezach lub w miejscach publicznych. To bliżsi znajomi, jednak nie aż tak bliscy, by zaliczyć ich do najintymniejszych kręgów. Przypomnij sobie ludzi, z którymi spędzałeś czas na studiach, bo byli zabawni, rozrywkowi lub żądni przygód. Być może coś błyskawicznie cię do nich przyciągnęło. Taka relacja opiera się na naturalnych podobieństwach, ale Arystoteles porównuje ją do przyjaźni „młodych”, ponieważ z czasem zmienia się to, co daje nam przyjemność. W efekcie takie przyjaźnie są zwykle krótkotrwałe. Podobnie jak pierwsze fazy zakochania, kiedy miłość wydaje się przepełniać wszystko i dodaje energii, przyjaźnie przyjemne na początku często dostarczają wspaniałych przeżyć. Z czasem relacja może jednak ulec ochłodzeniu ze względu na swój brak głębi.

Choć przyjaźnie przyjemne bywają nietrwałe, odgrywają istotną rolę nie tylko w spędzaniu czasu, ale także w budowaniu tożsamości. Pomagają nam przekonać się, co i kogo lubimy lub nie lubimy, i dają okazję do rozwijania intymności emocjonalnej z innymi. Przypomnij sobie drużynę sportową, do której należałeś, kolegów z pracy, z którymi wspólnie wychodzicie, albo osoby, z którymi grasz w gry wideo. To pozytywne, przydatne w danej chwili relacje, skupione na określonym rodzaju aktywności. Niektóre z nich mogą się rozwinąć, większość jednak wygasa, kiedy jedna ze stron traci zainteresowanie danym sposobem spędzania czasu. Uważam jednak, że wszyscy możemy, a wręcz powinniśmy, utrzymywać takie relacje.

Przyjaźnie szlachetne

Najbardziej wartościowa przyjaźń, zwana przez Arystotelesa „szlachetną”, opiera się na wzajemnym podziwie i miłości. W idealnych okolicznościach taka relacja może zawierać pewne aspekty przyjaźni przyjemnej, ale w tym wypadku przyjaciel to prawdziwy towarzysz wspierający cię na dobre i na złe. Panuje całkowita wzajemność i otwartość. Przyjaciel bez wstydu mówi ci całą prawdę o sobie i w niczym nie umniejsza to wzajemnej miłości i troski. Z mojego doświadczenia wynika, że właśnie do takich przyjaciół można zadzwonić o każdej porze, z dowolnego powodu, czy chodzi o problemy w pracy, czy złamane serce. To oni nie pozwalają ci się zagubić – zagrzewają do boju, kiedy potrzebujesz motywacji, lub studzą zapał, kiedy staje się niebezpiecznie intensywny. Wiele osób, mówiąc o przyjaźniach szlachetnych, posługuje się określeniami „bratnia dusza” lub „najlepszy przyjaciel”.

Przykłady platońskich bratnich dusz i najlepszych przyjaciół można spotkać w niezliczonych filmach i serialach, jak: Ekipa, Thelma i Louise czy Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów. Mnie przychodzą na myśl Wariatki z Bette Midler. Film opowiada historię dwóch dziewczyn – brunetki i rudej – które pochodzą z  zupełnie innych środowisk i nie mają ze sobą nic wspólnego. Jednak po tym, jak przypadkiem nawiązują znajomość, ich relacja okazuje się trwała. Dziewczynki wyrastają na nastolatki, potem młode kobiety i panie w średnim wieku, wciąż niewiele je łączy, a jednak więź między nimi trwa. W jednej z najbardziej wzruszających i wymownych scen widzimy łączącą je czystą, platoniczną miłość, kiedy dociera do nich, że jedna z nich umiera.

Takie przyjaźnie nie muszą być egzaltowane czy pełne melodramatycznych uczuć – są za to swobodne, pomagają nam się rozwijać i okazują się znacznie trwalsze niż wszystkie pozostałe rodzaje przyjaźni, które dotąd omówiliśmy.

Jak wyglądają twoje więzi? – ćwiczenie

Różne aspekty rzeczywistości, z  jakimi musimy mierzyć się w wieku średnim – praca zawodowa, dzieci, spłacanie kredytów, życie uczuciowe, opieka nad starzejącymi się rodzicami – nie pozostawiają wiele czasu na nawiązywanie nowych przyjaźni i podtrzymywanie istniejących. Nawet jeśli nie wszedłeś jeszcze w ten etap życia, poniższe ćwiczenie pomoże ci określić, jak dobrze radzisz sobie z podtrzymywaniem więzi ze starszymi i nowszymi przyjaciółmi i, w razie potrzeby, dokonać zmian.

Wymień ostatnich 5 osób, z którymi się kontaktowałeś (przez telefon, esemesa, komunikatory internetowe, wiadomości prywatne).

Czy w tych kontaktach widać jakiś schemat? Na przykład czy komunikowałeś się z jedną osobą, czy z wieloma? Być może znaleźli się wśród nich twój partner, rodzice lub szef. Zastanów się, kogo jeszcze chciałbyś zobaczyć na tej liście – może przyjaciela, z którym od dawna się nie widziałeś ani nie słyszałeś?

Czy potrafisz wyobrazić sobie, jak czułbyś się, gdybyś teraz się do niego odezwał i powiedział, że o nim myślałeś? A może potencjalnego przyjaciela, którego niedawno ci przedstawiono – może mógłbyś wykorzystać tę okazję, aby zacieśnić znajomość?

Fragmenty pochodzą z książki Hope Kelaher „Jak zdobyć i pielęgnować przyjaźń w dorosłym życiu. Porady i ćwiczenia”

  1. Psychologia

Przyjaźń w dorosłym życiu – ważniejsza jest jakość niż liczba

Co charakteryzuje dobrą relację? Badacze wyodrębnili kilka elementów, które uważa się za kluczowe w nawiązywaniu bliskich przyjaźni. (fot. iStock)
Co charakteryzuje dobrą relację? Badacze wyodrębnili kilka elementów, które uważa się za kluczowe w nawiązywaniu bliskich przyjaźni. (fot. iStock)
W ciągu ostatnich dwudziestu lat opublikowano wiele wyników badań potwierdzających pogląd, że przyjaźń stanowi jeden z najistotniejszych elementów ludzkiego zdrowia, samopoczucia i szczęścia. Jeśli się nad tym zastanowić, to takie stwierdzenie ma sens! – pisze Hope Kelaher w swojej książce „Jak zdobyć i pielęgnować przyjaźń w dorosłym życiu”.

Pogawędka, aby nadrobić zaległości lub błyskawiczne znalezienie ponownie wspólnego języka ze starym przyjacielem, z którym nie widzieliśmy się od lat, znakomicie wpływa na samopoczucie, podobnie jak zaśmiewanie się do łez z osobistych żartów lub wstydliwych historii z osobą, z którą łączy nas poczucie humoru. Wywołują one uczucie, którego nie da się porównać z żadnym innym, a przy tym są dobre dla zdrowia! Dowiedziono, że przyjaźń i więź emocjonalna z innymi pomagają zmniejszyć ryzyko śmierci i skrócić czas trwania chorób fizycznych i psychicznych, mogą również korzystnie wpływać na zdrowie, przyczyniając się do wydzielania endorfin.

Przyjaciele nie tylko udzielają wsparcia emocjonalnego i społecznego, ale też, z perspektywy ewolucyjnej, zapewniają ochronę, wsparcie praktyczne, a w niektórych przypadkach także pomoc finansową. Przyjaźń stanowi element rozmaitych intymnych relacji, w tym między partnerami i członkami rodziny, ważne jednak, aby odróżnić zaprzyjaźnione osoby z rodziny (krewnych) od przyjaciół. Za przyjaciół uznaje się osoby znajome, z którymi łączy nas więź oparta na emocjonalnej bliskości i wzajemności (czyli dawaniu i braniu w relacji). W przeciwieństwie do przyjaźni rodzinnej, taka przyjaźń jest wynikiem wyboru i może zakończyć się w każdej chwili. W rezultacie poświęcamy więcej czasu i energii na nawiązywanie i podtrzymywanie przyjaźni z osobami niespokrewnionymi.

Liczba a jakość

Dla wielu osób kolejne oczywiste pytanie brzmi: co jest ważniejsze, liczba przyjaciół czy jakość przyjaźni? Wyniki badań wskazują wprawdzie, że zarówno wielkość kręgów społecznych, jak i jakość relacji z ich członkami mają istotne znaczenie dla zdrowia i samopoczucia, jednak biorąc pod uwagę zobowiązania ciążące na współczesnych dorosłych, nie zawsze da się zachować równowagę między tymi dwoma czynnikami. Co ciekawe, wyniki badań przeprowadzonych przez antropologa i psychologa Robina Dunbara wskazują, że istnieje maksymalna liczba znajomości, jaką każdy z nas jest w stanie podtrzymać w danym momencie. W swoich pracach Dunbar stwierdza, że zdolności poznawcze ludzkiego mózgu wystarczają na utrzymanie jednocześnie relacji ze 150 osobami. Nie wszystkie z nich są naszymi bliskimi przyjaciółmi: część to przygodni znajomi. Wyniki badań wskazują, że z około 50 spośród tych 150 osób mógłbyś znaleźć na proszonej kolacji lub imprezie u wspólnego znajomego. Znacznie mniejszą liczbę ludzi – około 15 – uważamy za przyjaciół, którym możemy w razie potrzeby się zwierzyć lub poprosić ich o wsparcie. Badania Dunbara wykazały też, że każdy z nas ma plus minus 5 osób, które uznajemy za najbliższych przyjaciół i którym możemy wyznać najskrytsze tajemnice, pragnienia i problemy. Granice tej grupy są płynne, a poszczególne osoby mogą przemieszczać się między kręgami przyjaciół i najlepszych przyjaciół.

Cyfrowe platformy, takie jak: Facebook, Snapchat, Twitter czy Instagram doprowadziły wprawdzie do poszerzenia sieci przyjaźni, ale jedno pozostało bez zmian: siła długotrwałych relacji zależy od osobistych kontaktów.

Spotkania twarzą w twarz sprzyjają powstawaniu więzi, jakiej nie da się nawiązać poprzez media społecznościowe.

Udostępnienia i polubienia w internecie nie mogą równać się z pozytywnymi doświadczeniami, takimi jak: osobiste powitania, jedzone razem posiłki czy wspólny śmiech. Takie przeżycia częściej doprowadzają do wydzielania endorfin – hormonów wiązanych z przyjemnością, redukcją stresu i tworzeniem więzi społecznych. Z badań wynika, że co prawda znajomości w mediach społecznościowych łatwo jest nawiązywać i dokumentować, ale wirtualne kontakty nie mogą skutecznie zastąpić przyjaźni w prawdziwym życiu. Najłatwiej wyjaśnić to faktem, że wartościowe relacje wynikają z czasu, a interakcje z wirtualnymi znajomymi zmniejszają ilość czasu i energii, jakie możemy poświęcić na dbanie o osobiste relacje.

Aspekty dobrej przyjaźni

Świadomość, że jesteśmy w stanie utrzymywać kontakty jedynie z ograniczoną liczbą osób, może dodawać otuchy, zwłaszcza tym z nas, dla których zbieranie internetowych znajomości stanowi hobby. Wiąże się jednak z pytaniem, czy nasze przyjaźnie są wystarczająco dobre, a ich jakość –wysoka. Zdaniem wielu osób, odpowiedź na to złożone pytanie ma subiektywny charakter. Większość badaczy zajmujących się tym tematem twierdzi, że wysokiej jakości relacje wyróżniają się wysokim poziomem wzajemnych zachowań pomocowych, współzależności, intymności emocjonalnej i konstruktywnego rozwiązywania konfliktów.

Wzajemność

Wyniki nowszych badań wskazują jednak, że istnieje wiele aspektów i wskaźników jakości relacji. Dobre przyjaźnie, zarówno w dzieciństwie, jak i w wieku dorosłym, charakteryzuje wzajemność pochlebstw – przyjaciele często wzajemnie chwalą się za sukcesy, wspierają w przypadku porażek i pomagają wzmacniać poczucie własnej wartości.

Współzależność

Kolejnym aspektem dobrej przyjaźni jest współzależność. Podobieństwo pomiędzy dwiema osobami zapewnia skoordynowaną relację, pozwalającą każdej ze stron czerpać więcej przyjemności i korzyści. Nawet jeśli każda z osób zyskuje na przyjaźni co innego, jest to równie przydatne jak to, co daje drugiej osobie. Na przykład Jen może otrzymywać od Kit wsparcie w swoim związku i udzielać jej wsparcia w sprawach rodzinnych.

Intymność emocjonalna

Trzeci najważniejszy i najlepiej opisany aspekt wysokiej jakości przyjaźni to intymność emocjonalna –pozytywna komunikacja i wzajemne dzielenie się tajemnicami w relacji. Badania nad bliskimi przyjaźniami wśród dzieci wykazały, że te z nich, które określiły poziom intymności w relacji jako wysoki, wskazywały również na wysoki poziom innych pozytywnych cech, co sugeruje, że intymność może stanowić najistotniejszy czynnik w wysokiej jakości relacjach.

Rozwiązywanie konfliktów

Przyjaźń idealna nie istnieje, a nawet najlepsza wykazuje cechy negatywne, warto zatem zbadać również, w jaki sposób rozstrzyga się konflikty w wysokiej jakości relacjach i jak może to przyczynić się do ich dalszego zacieśniania. Wysokiej jakości przyjaźnie zwykle charakteryzują się minimalnym poziomem konfliktów, nie są od nich jednak całkowicie wolne. W gruncie rzeczy taka sytuacja byłaby niepokojąca, a nawet szkodliwa dla relacji. Konflikty rozwiązywane w zdrowy sposób mogą prowadzić do większej intymności i mocniejszej więzi w relacji, zwłaszcza przyjacielskiej. Przypomnij sobie nieporozumienie pomiędzy tobą a jednym z twoich przyjaciół. Zapewne doświadczałeś obaw i niepokoju, zastanawiając się, jak podejść do sprawy, ale kiedy podjąłeś ryzyko i udało ci się ją rozwiązać, poczułeś ulgę wynikającą z rozstrzygnięcia.

Wyobraź sobie na przykład, że od jednego z najbliższych przyjaciół dostajesz esemesa i nie rozumiesz jego wymowy. Druga osoba zwraca się do ciebie w nietypowy sposób, wskazujący, że coś jest nie tak. Być może wyczuwasz gniew przyjaciela. Choć boisz się zaognienia sytuacji, wykonujesz ważny krok i mówisz mu o swoich obawach, a on wyznaje, że rozczarowało go coś, co powiedziałeś lub zrobiłeś. Nie rozstrzyga to konfliktu ani kwestii twojego zachowania, ale możecie teraz otwarcie porozmawiać o napięciu, które wcześniej kryło się pod powierzchnią. Każde z was zna perspektywę i uczucia drugiej strony. Możecie odetchnąć z ulgą i przejść do rozwiązywania problemu. Wynik badań nad konfliktami w relacjach nastoletnich sugerują, że z wiekiem sposób rozwiązywania konfliktów zmienia się z wymuszającego na konstruktywny. W okresie dojrzewania rozwija się empatia – zdolność do rozumienia stanu emocjonalnego drugiej osoby – dzięki której przyjaciele mogą lepiej zrozumieć nawzajem swoje uczucia i punkt widzenia.

Przyjrzyjmy się, jak może wyglądać rozwiązywanie konfliktów w wysokiej jakości przyjaźni. Shay i Jen zaplanowały wspólne wyjście, ale dzień przed nim Shay pracowała do późna i źle się czuje. Wie, że Jen bardzo zależy na realizacji planów, ale jej samej brak do tego energii i motywacji. Wyjaśnia przyjaciółce, że jest bardzo zmęczona, ale obawia się, że rozczaruje ją, rezygnując z wyjścia. Jen istotnie jest zawiedziona, ale mówi Shay, że rozumie sytuację i że na pewno będą jeszcze miały okazję się spotkać. Jen nie ma pretensji do Shay, ich przyjaźń wraca do normy i rozwija się dalej. Bez empatii konflikt w tej sytuacji mógłby rozstrzygnąć się w zupełnie inny sposób, a obie strony czułyby się niewysłuchane, niedostrzeżone i lekceważone. Przyjaciółkom udało się jednak porozmawiać otwarcie, bezpiecznie i konstruktywnie, a rozwiązanie wzmocniło ich relację.

Mam nadzieję, że dotychczasowa lektura uświadomiła ci, że liczy się nie liczba, a jakość relacji. Zwykle mamy około 5 najbliższych przyjaciół, 15 przyjaciół orbitujących wokół nich, 50 znajomych, przy których czujemy się swobodnie na imprezach, i 150 dalszych znajomych. Aby przyjaźnie i więzi były jak najgłębsze, nie należy skupiać się na rozszerzaniu zewnętrznego kręgu znajomych, ale poświęcać czas i energię osobom z najbliższych kręgów społecznych. Trzeba również pamiętać, że najbliżsi przyjaciele mogą w różnych momentach życia przemieszczać się z jednego kręgu do drugiego. Na przykład bliski przyjaciel ze studiów może przestać należeć do kręgu najbliższych przyjaciół po twojej przeprowadzce do innego miasta, ale pozostać wśród piętnaściorga przyjaciół. Takie przejścia pomiędzy kręgami są naturalne, a jeśli znów zdarzy się wam zamieszkać w tym samym mieście, może się okazać, że przyjaciel w naturalny sposób powróci do najbliższego kręgu.

<!--jt:related class="left" src="https://zwierciadlo.pl/js/tiny_mce/plugins/jtinfobox/img/related.png" />

Fragment pochodzi z książki Hope Kelaher „Jak zdobyć i pielęgnować przyjaźń w dorosłym życiu. Porady i ćwiczenia”

  1. Psychologia

Spektrum autyzmu u dorosłych i dzieci - co to jest? Jakie zachowania mu towarzyszą?

Autyzm - odmienna perspektywa (Fot. Getty Images)
Autyzm - odmienna perspektywa (Fot. Getty Images)
Inaczej postrzegają świat. Są bardziej wrażliwi na zranienia. A kiedy tych zranień jest dużo, wycofują się. Chowają w sobie. Ale tęsknią za przyjaźnią, za miłością. – Tak nie musi być. Każdy człowiek potrzebuje innych. Do rozwoju, do życia. Mamy tu pracę do wykonania – mówi Anna Prokopiak, prezes Fundacji Alpha zajmującej się pomocą osobom ze spektrum autyzmu.

Czym jest grupa zaburzeń związanych ze spektrum autyzmu?
Od razu się poprzyczepiam, przepraszam. Osoby ze spektrum autyzmu nie życzą sobie, żeby używać słowa „zaburzenie”. Bo to spektrum, czyli cały obraz, cała paleta barw. Od ludzi z niepełnosprawnością intelektualną po profesorów uczelni. „My nie jesteśmy zaburzeni” – mówią. „To nasza natura”. Ja sama staram się tego słowa nie używać, myślę i mówię o pewnej odmienności. Uta Frith, niemiecka psycholog, mówi, że są mężczyźni, kobiety i osoby ze spektrum autyzmu. Takie, które po prostu inaczej postrzegają świat. Mają odmienną od naszej perspektywę.

Na czym ta perspektywa polega?
Ponieważ to właśnie spektrum, to trudno się o tym rozmawia. Bo co innego 25-letni mężczyzna z niepełnosprawnością intelektualną w warsztatach terapii zajęciowej, co innego człowiek intelektualnie sprawny, nawet wybitny, a to się zdarza, choćby przy zespole Aspergera. Większość z nas pamięta film „Rain Man” i bohatera granego przez Dustina Hoffmana – niemal genialnego, ale z trudnościami w komunikacji i relacjach społecznych. Różnice – poza kwestią sprawności intelektualnej – dotyczą stopnia nasilenia objawów. A chodzi przede wszystkim o komunikację społeczną, o bycie z drugą osobą, o trudności w relacji. Często towarzyszą temu różne stereotypie w zachowaniu czy w mowie.

Stereotypie, czyli co?
Powtarzalne zachowania, słowa, czynności. Uważa się, że mają działanie terapeutyczne – to, że ktoś siada w ustalony sposób, chodzi w ustalony sposób, wykonuje te same gesty, potrzebuje konkretnego układu przedmiotów w pokoju, sprawia, że czuje się bezpieczniej. Zresztą wszyscy, którzy mają w sobie wysoki poziom niepokoju, potrzebują znanych sytuacji.

Ale czy nie jest tak, że w przypadku autystów nieoczekiwane zmiany, zakłócenia tego porządku mogą wywołać kaskadę negatywnych reakcji?
Tak, choć niekoniecznie. Bo ci ludzie, mówię tu o dorosłych, zdają sobie z tego sprawę i próbują mieć nad tym panowanie. Rozmawiałam z pewną kobietą, która niedawno dostała diagnozę spektrum autyzmu i miała dylemat. Czy zasugerować pracodawcy, jak chce pracować? Teraz praca wymaga elastyczności, dopasowania. To nie dla niej. Ona potrafi być świetnym pracownikiem, ale w odpowiednich warunkach. Przewidywalnych. Ale jeśli porozmawia, musi powiedzieć, że ma autyzm. Może wtedy zostanie zwolniona? Mimo swojego potencjału? Ale jednocześnie ponosiła ogromne koszty, dużo wysiłku ją kosztowało, żeby po przyjściu do domu wrócić do pewnego komfortu psychicznego i fizycznego. Nie ma w Polsce pracy dla osób ze spektrum autyzmu. Nie ma zrozumienia ani nie ma systemu pomocy.

Słuchałam matki chłopca ze spektrum autyzmu. Chłopiec ma kilka lat, nie mówi, matka zajmuje się nim non stop, odgaduje potrzeby, czasem trafnie, czasem nie. Ale czas płynie i jej największy lęk jest o to, kto tę opiekę udźwignie, kiedy jej zabraknie. Co będzie, kiedy chłopiec stanie się mężczyzną. Czy w Polsce są drogi dla takich osób?
Nie jestem tą matką. Patrzę z zewnątrz i może to, co powiem, będzie trudne. Ale chyba taki straszny lęk, myślenie, że tylko ja potrafię zająć się moim dzieckiem, jest przeszkodą w tym, żeby inni mogli pomóc. Był czas, że chciałam wybudować dom dla dorosłych ze spektrum autyzmu. Dom, w którym mogliby mieszkać sami. Ale po iluś spotkaniach z rodzicami odstąpiłam od tego planu. Bo tylko jedna, może dwie rodziny były gotowe „puścić” swoje dorosłe dziecko. Coś, co jest naturalne – odłączenie od rodziców, gdy człowiek staje się dorosły – w przypadku osób ze spektrum autyzmu jest problemem. Z jednej strony rozumiem, że ta ich odmienność w relacjach wywołuje w matkach lęk, ale z drugiej – gdyby one trochę odpuściły, można by pewne rzeczy zrobić łatwiej. I skuteczniej pomóc. Czy są takie struktury? Jest ich niewiele, ale to wynika z wielu rzeczy. Raz, że opieka jest droga, wymaga nakładów, a z tym zawsze jest kłopot. A dwa – to właśnie lęk rodziców przed zaufaniem innym. Przeraziłam się, kiedy sprawdziłam, co robią w życiu osoby dorosłe z autyzmem. Okazuje się, że osoby z zespołem Aspergera, czyli ci, którzy mają potencjał intelektualny, najczęściej pozostają pod opieką matki czy rodziny. Ci z niepełnosprawnością intelektualną są w jakichś warsztatach terapii zajęciowej, w opiece strukturalnej, a osoby z aspergerem nie znajdują swojego miejsca. Nie stworzyliśmy go jako społeczeństwo. Ale z drugiej strony myślę, że tu trzeba wielkiej delikatności. Każdy ma w odniesieniu do swoich dzieci marzenia, aspiracje. Przychodzi mi do głowy rozmowa z tego tygodnia z matką nastolatka z diagnozą autyzmu. Ona jest pracownikiem naukowym, poświęciła wiele czasu i sił, żeby syna zainteresować choćby literaturą. A on funkcjonuje intelektualnie poniżej przeciętnej. I teraz myślę, co zrobić, żeby zaspokoić i jej aspiracje, i jego potrzeby. Ona chce rzeczy, które na ten moment w Polsce są po prostu niemożliwe. Tu musi zostać wykonana praca, i duża jej część jest po naszej, osób neurotypowych, stronie. Stworzenie warunków do przełamywania stereotypów, przekonanie, że na przykład osoba z zespołem Aspergera może wykonywać odpowiedzialne zadania, choć często na niewielkim obszarze. I nie stanie się to bez konkretnego modelu, jak w Australii. Tam dorosły z niepełnosprawnością dostaje ogromne wsparcie, żeby mógł pracować, tworzy mu się do tego warunki. U nas odwrotnie – podczas edukacji wsparcie jest, edukacja się kończy – i trzeba dawać sobie radę samemu. My tę dorosłość musimy przygotować, żeby ci ludzie mogli prowadzić lepsze, bardziej satysfakcjonujące życie. Proszę sobie pomyśleć, jak czułaby się pani bez pracy. Słabo, prawda? Ja bym oszalała. A osoby ze spektrum często nawet kończą studia, a potem siedzą u mamy w domu.

Siedzą w domu w poczuciu odrzucenia, braku akceptacji?
Tak, a akceptacja jest szalenie ważna. Akceptacja środowiska. I tu znowu lęk matek nie jest pomocny. To jest właśnie praca do wykonania – żeby miały wobec dzieci aspiracje, ale żeby pozwoliły im pokonywać przeszkody. Jeśli będziemy je kurczowo trzymać przy sobie, nie pozwolimy im rozwinąć skrzydeł. Choć i to się powoli zmienia. W fundacji mamy od ponad dwóch lat psychoterapeutę. Na początku było nam trudno przekonać rodziców, że oni też potrzebują wsparcia; teraz często już przy pierwszej rozmowie dochodzimy do wniosku, że matka wymaga większej pomocy niż dziecko. I to jest szalenie ważne, kiedy myślimy o dorosłości osób ze spektrum autyzmu. To plus pozwolenie im na realizowanie planów w miarę samodzielnie, na dorastanie w grupie rówieśniczej.

Ale osoby ze spektrum autyzmu największe trudności mają właśnie w relacjach. Samo greckie słowo autos, od którego pochodzi termin „autyzm”, znaczy sam. Zamknięty w swoim świecie.
Myślę, że to stereotyp. To są osoby, które nie mają kompetencji do bycia z innymi, a bardzo za relacjami tęsknią. Ale od samego początku doświadczają odrzucenia na różnych poziomach, bo są wymagającymi partnerami w relacji. Na przykład ktoś się spóźnia – trudno im to zaakceptować. Ktoś mówi, że nie może się spotkać, używa jakiejś wymówki, potem okazuje się, że to nieprawda. Nie rozumieją takich zachowań, a po iluś tego typu doświadczeniach w końcu wycofują się, wolą być sami. Ale jestem przekonana, że to wynik tych doświadczeń. Rozczarowań. Każdy potrzebuje drugiego człowieka do rozwoju.

Takie reakcje na głupie spóźnienie pokazują, że te osoby nie potrafią dobrze czytać emocji. To utrudnia nawiązanie relacji?
To nie tak. Jeśli zajrzymy do badań naukowych, zobaczymy, że osoby z autyzmem świetnie sobie radzą, jeśli chodzi o rozpoznawanie emocji u innych. Uważa się raczej, że nazywanie ich własnych emocji jest dla nich trudnością. Kiedy widzą, że ktoś coś kręci, to rozumieją, co się dzieje, ale nadają temu zbyt duże znaczenie. Nie pojmują niuansów w relacjach międzyludzkich, odcieni szarości, tego, że czasem każdy trochę „ściemnia” i nie ma to tak wielkiego znaczenia, bo takie jest życie.

Ta nadmierna interpretacja naraża ich na kolejne zranienia.
Właśnie. Bo osoba ze spektrum autyzmu to ktoś szalenie wrażliwy. I te powtarzające się zranienia są tak silne, że w końcu stawia blokadę i może się wydarzyć, iż się całkiem wycofa. Powie: „Wolę być sam niż z tymi ludźmi, którzy mnie nie rozumieją i nie dotrzymują obietnic”. To jest jakiś rodzaj bezkompromisowości.

A czy ludzie ze spektrum autyzmu, szczególnie ci z autyzmem wysokofunkcjonującym, mogą tworzyć szczęśliwe związki?
Znowu się przyczepię. Tym razem do słowa „wysokofunkcjonujący”, bo rozumiem, że mówi pani o osobach sprawnych intelektualnie. Czyli to „wysokie funkcjonowanie” dotyczy tylko intelektu, z relacjami już dobrze nie jest. Czy skoro z nimi jest problem, można mimo to tworzyć związki? Tak. Tego ci ludzie szukają, tego potrzebują, za tym tęsknią. Tylko… Taki związek jest obarczony pewnymi trudnościami. Raz, że jeśli mówimy o relacji heteroseksualnej, to mogą się w niej naturalnie pojawić dzieci. A dziś wiemy, że za autyzmem stoją geny. Jeśli ojciec ma autyzm, to jest duże prawdopodobieństwo, że dzieci będą mieć autyzm na jeszcze głębszym poziomie. To na pewno ryzyko. Druga rzecz: autyzm częściej dotyka mężczyzn. I teraz pytanie, w jakich mężczyznach się zakochujemy. Lubimy tych tajemniczych, trochę zagadkowych. Oni tacy są. Ale potem, w życiu, szukamy romantyczności, niespodzianek, cudownych gestów, spontaniczności. Mężczyzna ze spektrum nigdy taki nie będzie. Będzie chciał wszystko z góry zaplanować. Peter Schmidt, naukowiec z zespołem Aspergera, napisał książkę „Kaktus na walentynki, czyli miłość aspergerowca”. Opowiada w niej, że umówili się z żoną na seks: zawsze w niedzielę rano. Umowa to umowa – dla niego rzecz święta. A ona niezadowolona. Bo życie oparte jest na subtelnościach, które osobie z autyzmem trudno zrozumieć. Ale pamiętam też rozmowę z kobietą, która się śmiała: „mój mąż jest zawsze słowny, jak powie, że zrobi, to zrobi na pewno”. Potrafiła w trudnościach znaleźć pozytywy.

Nie tak łatwo znaleźć kogoś, kto nasze ograniczenia będzie traktować jak zalety. A bez tego trudno o trwałą relację.
Robiłam badania dotyczące wsparcia społecznego osób ze spektrum. One rzadko się o to wsparcie upominają, a bliscy albo tego nie widzą, albo widzą na znacznie niższym poziomie. Ich samotność nie jest ich cechą indywidualną, ale społeczną. I na świecie tworzą częściej związki homo- niż heteroseksualne. Przy czym nie tyle wynika to z orientacji seksualnej, ile z poszukiwania kogoś podobnego. Czasem odnajdują się w mediach społecznościowych, nie znając się, a potem okazuje się, że obaj mają zespół Aspergera.

Łatwiej o przyjaźń niż o miłość?
Osoba ze spektrum może być przyjacielem na sto procent, ale wymaga tego samego od drugiej strony. A życie nie zawsze jest na sto procent etyczne. W fundacji mamy wolontariat rówieśniczy. „Parujemy” osobę ze spektrum z wolontariuszem, kimś, kto chce nawiązać z nią przyjacielskie relacje. Osoby z autyzmem tęsknią za spotkaniami, za tym, żeby ktoś wysłał do nich w sylwestra SMS… Szukamy osób o wspólnych zainteresowaniach, żeby mogły się tym dzielić. Choć z tym też bywa kłopot. Myślę na przykład o naszym podopiecznym Maćku – jego pasja to komunikacja miejska w Lublinie. I tak głęboko w tym siedzi, że coraz wyraźniej zdaje sobie sprawę, iż nie znajdzie osoby, która to z nim podzieli. Bo te pasje bywają w naszym rozumieniu nietypowe…

Jakie jeszcze fundacja prowadzi działania?
Jedno to nastawienie na dorastających i dorosłych. Moim marzeniem jest stworzyć miejsca pracy dla osób z autyzmem. Druga rzecz to badania przesiewowe dzieci. Mówię o małych, rocznych dzieciakach. Bo jest już potwierdzone, że autyzm można w pewnym stopniu „ominąć”. Że można nie doprowadzić do rozwoju wszystkich objawów. Niesamowite, jak plastyczny jest mózg dziecka. Jeśli szybko uchwycimy trudności związane z komunikacją, z nawiązywaniem relacji, to już wiemy, w jaki sposób rozwijać obszary, które szwankują.

Autyzm u dziecka można „ominąć”. A co z osobami dorosłymi, które nagle dowiadują się, że ta ich odmienność, z którą się całe życie zmagały, właśnie zyskuje nazwę: spektrum autyzmu? Coś da się zrobić? Zmienić?
Człowiek zawsze może się zmienić. To, że mózg jest już ukształtowany, nie oznacza, że nie możemy rozwijać pewnych umiejętności. W dorosłości „ominąć” autyzmu już nie możemy, ale możemy zmniejszyć jego objawy. Choćby zdefiniować, co jest mi potrzebne, żebym mógł poczuć się bezpiecznie – to ważne, bo ci ludzie mają zwykle wyższy poziom lęku. Żeby lepiej funkcjonowali, trzeba ten poziom lęku obniżyć. Samo nazwanie problemu już dużo daje, samo zdanie sobie sprawy z tego, że nie, nie jestem „dziwny”, taka jest moja natura. Osoby, które dostają diagnozę jako dorosłe, często w przeszłości miały diagnozy depresji, czasem próby samobójcze. Ale to wszystko wołanie o pomoc: ja potrzebuję ludzi. Choć w różnym zakresie. Kaktus musi mieć wodę, bez niej umrze. Ale jeśli wody jest za dużo, też może nie przeżyć…

Mówi pani o tym, jak ważna jest akceptacja – ale chyba długa przed nami droga, skoro dorosła kobieta boi się, że na hasło „autyzm” straci pracę. Nie rozumiemy autyzmu. Boimy się go?
Myślę, że jest coraz lepiej. Choć ten proces potrwa. Trudność polega na tym, że często problemu nie widać. Kiedy ktoś porusza się na wózku, rozumiemy, że potrzebuje windy czy podjazdu. A tego, że osoba ze spektrum potrzebuje ściśle określonych reguł, nie widzimy. Więc nie rozumiemy. Jaki kłopot, żeby zostać dłużej czy zrobić coś inaczej? Tak, to może być kłopot! Kiedyś Bartek Topa w ramach akcji fundacji Synapsis pokazywał trudności osoby ze spektrum – i popłynęły negatywne komentarze. Ale to i tak chyba jedyna droga. Mówić, uczyć, pokazywać. Bo jednak zmieniamy się jako społeczeństwo. W tym roku pojechaliśmy całą grupą na wakacje i kiedy usiedliśmy przy ognisku, nie było widać, kto tu jest wolontariuszem, a kto „pacjentem”. Tworzą się relacje, wymagają wsparcia, ale się rozwijają. To cieszy. 

  1. Styl Życia

Dlaczego warto mieć zwierzaka?

Uważny i serdeczny kontakt ze zwierzętami rozwija naszą empatię, zdolności socjalne. (Fot. Getty Images)
Uważny i serdeczny kontakt ze zwierzętami rozwija naszą empatię, zdolności socjalne. (Fot. Getty Images)
Zwierzęta na prawach przyjaciół albo domowników? To jest możliwe. Coraz częściej dzielimy się z nimi przestrzenią, jedzeniem i miłością. Przygarniamy je ze schronisk, ratujemy przed okrucieństwem innych. Czyżbyśmy stali się bardziej empatyczni? A może siebie oszukujemy? Psychologa Pawła Droździaka pyta Renata Mazurowska.

Przez lata zmieniał się nasz stosunek do zwierząt. Choć w środowiskach wiejskich zwierzę wciąż pełni rolę usługową, użyteczną – pomaga w pracy, strzeże obejścia, jest źródłem jedzenia – to już w mieście psy i koty nie tylko mają imiona i stałą opiekę lekarską, ale też fryzjera, ubrania, bogatą w minerały karmę… To coraz bardziej aktywny ruch, gdzie zwierzę staje się towarzyszem rodziny. A nawet rodziną jako taką.

Jest też i drugi biegun reprezentowanej przez człowieka postawy wobec zwierząt, gdzie zwierzęta są porzucane, bestialsko traktowane… Czyli mamy dwa różne i skrajne zjawiska dotyczące traktowania zwierząt, które jednak coś łączy. Co? Ano to, że nie umiemy poradzić sobie z faktem, że zwierzę co prawda posiada jakieś życie psychiczne, ale jednocześnie pozostaje inne od nas. Albo przypisujemy zwierzętom ludzkie uczucia i cechy, albo odbieramy im jakiekolwiek uczucia w ogóle, i traktujemy jako przedmioty. Coraz częściej też w zbiorowej świadomości pojawia się obraz zwierzęcia jako ofiary do uratowania. To postać będąca uosobieniem niewinności i bezbronności, wykorzystywana przez ludzi niemających empatii. Ale oto my, mocą naszej miłości, ratujemy zwierzę z opresji. Odtwarzając tę opowieść, odczuwamy mieszaninę wzruszenia i oburzenia. Zwierzę i jego ludzcy nieliczni stronnicy reprezentują tu dobro, zaś ludzkość jako całość uosabia zło. Walka dobra i zła, jak w bajce. Zresztą z bajką ma to sporo wspólnego: grupą, która naturalnie jest zainteresowana życiem zwierząt, są dzieci – dla nich to są pieseczki, koteczki, kaczuszki, słoniki. A w bajkach często te zwierzątka mają ludzkie cechy i przeżywają ludzkie przygody.

Wystarczy przypomnieć filmy „Gdzie jest Nemo” czy „Król Lew”… W „Gdzie jest Nemo” tatuś szuka synka, a synek za nim tęskni – tyle tylko że to zjawiska ze świata ludzi, nie zwierząt. W świecie ryb ojciec nawet by nie wiedział, kto jest jego synem. Ale w świecie bajek przebieramy człowieka za zwierzę, a zwierzę za człowieka, na dodatek wszystkie nieszczęścia zwierzęcego bohatera są efektem ludzkich działań. Dziecko solidaryzuje się z bajkowymi zwierzętami, bo widzi, że są one równie bezradne wobec świata dorosłych jak ono. Zwierzę, można powiedzieć, jest czystą emocją i to emocje decydują o jego reakcjach. Nie kryje uczuć, od razu je okazuje (no, może poza szympansami, które potrafią udawać) – zatem dziecku łatwiej się ze zwierzęciem identyfikować, bo i u niego emocje decydują o reakcjach.

Dlaczego, Paweł, masz dwa koty, dlaczego ja mam psa? Mam koty, bo moja dziecięca część ma koty.

Współczując zwierzętom, cofamy się do etapu dziecka? Współczując nie, ale już utożsamiając zwierzęta z ludźmi – tak. To, co nas odróżnia od zwierząt, to myślenie, nadawanie sensu przeżyciom. Zwierzęta tego nie robią, one tylko przeżywają. Dlatego jeśli twierdzimy, że między nami a nimi nie ma żadnej różnicy, odcinamy to górne piętro. Dziś stało się to modne. To, że ktoś „tak czuje”, stało się nawet argumentem w dyskusjach. Mało tego, wskazanie, że emocja nie jest wystarczającą racją, może wręcz skutkować posądzeniem o brak empatii. A to mniej więcej tak, jak dawniej być podejrzanym o ateizm.

A może ten świat jest tak skomplikowany, że ratujemy się relacjami ze zwierzętami, ponieważ są oparte na szczerości i bezinteresowności? Pies cię nie porzuci, co najwyżej człowiek porzuci psa… Może to jakiś ratunek przed tymczasowością, zmiennością, nieprzewidywalnością? W życiu wielu z nas przychodzi taki moment, kiedy ponosimy porażkę w świecie międzyludzkich relacji. Czasem bywa to na tyle bolesne, że mamy dość i nie chcemy tego doświadczenia powtarzać. Co nie oznacza, że nie mamy emocjonalnych potrzeb. No i wtedy w sukurs przychodzi relacja ze zwierzakiem, z którym wszystko jest prostsze. Wielu osobom to pomaga. Coraz częściej zwierzęta są używane do tego, by można uchylić się od budowania relacji rodzinnych. Bo to krępuje człowieka, umieszcza w jakiejś strukturze, której on nie chce, każe stać się dorosłym na jakiś bardzo typowy sposób – więc człowiek odrzuca społeczne oczekiwania, przyjmując zwierzę za swoje symboliczne dziecko. To niekiedy ma zastąpić rodzinę, której nie daje się zbudować, ale czasem przeciwnie – i to szczególnie ciekawe – jest to forma buntu przeciwko przymusowi jej tworzenia.

Jednak – chciałbym to podkreślić – relacja ze strony zwierzęcia nie jest bezinteresowna. Psy towarzyszą ludzkości od setek tysięcy lat z powodu kości, najpierw przypadkowo, a później już celowo pozostawianych wokół ludzkich siedzib. Z czasem oba gatunki nauczyły się wspólnie polować i walczyć. W końcu pies nauczył się czegoś, czego żadne zwierzę nie potrafi. Odczytuje pewne elementy ludzkiego zachowania, podąża spojrzeniem za naszym wzrokiem, umie odczytać gest pokazania czegoś ręką, reaguje na nasz wzrost czujności, w nieznanym otoczeniu czeka ze swoją reakcją na naszą reakcję, trafnie odczytuje hierarchię w ludzkiej grupie… Nawet szympansy tego nie umieją. Niestety, początkiem tej wspólnej historii jest mięso, nie miłość. Dziś swoje domostwa chronimy już w inny sposób, ale nauczyliśmy się wykorzystywać psy w całkiem nowym celu. Często stają się one substytutem rodziny. Czymś w rodzaju naszych dzieci.

Ale dziś można nie mieć dzieci bez społecznego potępienia, a poprzez relacje ze zwierzętami realizować na przykład potrzebę opieki. Moim zdaniem coraz szerszy ruch w kierunku ochrony zwierząt wynika w dużej części ze wzrastającej świadomości tego, w jaki sposób traktuje się zwierzęta w masowej, przemysłowej hodowli. To zwierzęcy holokaust – myślę tu na przykład o „fabrykach mięsa”, w których zwierzę nie ma żadnych praw. Więc żeby nie zwariować, próbujemy „wyrównać emocje”, adoptując zwierzaki ze schronisk, przestając jeść mięso. Przemysłową hodowlę trudno przyjąć do wiadomości, jeśli się ją zobaczy. Większość ludzi jest zbyt wrażliwa na to, żeby trzymać zwierzaka w pojemniku nieruchomo przez całe jego życie, a jednak milcząco czerpiemy korzyści z takich działań. Można próbować to rozumieć jako próbę znieczulenia się.

Wiemy na przykład, że dzieci potrafią spontanicznie znęcać się nad zwierzętami i bawić się uśmiercaniem ich, ale potrafią też równie spontanicznie nimi się opiekować. O dziwo, czasem to są te same dzieci, tylko innego dnia. Niektórzy celowo zabijają w sobie całą empatię, żeby wyzbyć się oporów i ograniczeń. Tak chcą zyskać siłę, która ma ich ochronić.

Na przykład po to, by przywiązać psa do drzewa w lesie? I nic w związku z tym nie czuć? Niektórzy wiele robią, by nic nie czuć. Zabijają w sobie wrażliwość, bo w czymś przeszkadza. I teraz rodzi się pytanie, na ile to masowe zabijanie zwierząt – na skórę, na jedzenie, klej do tapet – ma rzeczywiście ekonomiczne uzasadnienie, a na ile można na to patrzeć jako na próbę usunięcia uczuć albo nawet problemu istnienia śmierci. Traktujemy zwierzę jak rzecz, bo rzecz nie może być zabita. Może robimy to, by uciec od strachu wywołanego wiedzą, że sami jesteśmy śmiertelni?

Od czasów nazizmu wiemy, że całkiem normalni ludzie, niezdolni do okrutnych czynów w kontakcie bezpośrednim, mogą przyczynić się do zła, jeśli działają w ramach instytucji, której są częścią. Częściowość własnego udziału, rozproszenie odpowiedzialności na „zbiorowego nikogo”, brak bezpośredniego kontaktu z tym, do czego się przykłada rękę, pewna abstrakcyjność obiektu, który jest jakby nigdzie. To wszystko sprawia, że można w tym uczestniczyć bez poczucia winy. Czyli można mieć pełną szafę skórzanych rzeczy i jednocześnie na Facebooku określać się jako przeciwnik polowań. Tak działa umysł. Reagujemy emocjami na to, co widzimy, a jak czegoś nie widzimy, to tego dla nas nie ma. Żeby opiekować się psem, kupujemy mu pokarm ze świni albo krowy i nie zastanawiamy się nad tym. Realność byłaby trudna do zniesienia. Szczególnie realność niemożliwa do zmiany.

Ale może fakt, że empatyzujemy ze zwierzętami, świadczy o tym, iż stajemy się coraz wrażliwsi? Nie jestem pewien, czy zawsze, kiedy mówimy, że empatyzujemy, to faktycznie empatyzujemy. Odnoszę wrażenie, że dość często, choć oczywiście nie zawsze, na przykład za restrykcjami dotyczącymi diety bezmięsnej kryje się nie tyle współczucie dla zwierząt, ile pragnienie zbudowania pewnej bariery między sobą a resztą ludzi. Podobnie jest z niektórymi przypadkami dość specyficznego traktowania zwierząt domowych – jako czegoś w rodzaju dziecka czy partnera życiowego. Myślę, że to nie zawsze empatia, bo empatia wobec psa czy kota polegałaby raczej na pozwoleniu mu, by psem albo kotem pozostał i żył w swym psim czy kocim świecie. Czasem chodzi o to, by tym zwierzęciem stworzyć jakąś barierę między sobą a innymi ludźmi, coś zastąpić, zanegować. A o cóż wówczas gramy? O wolność. O to, by się nie dać dookreślić jakkolwiek. To bardzo współczesny styl.

Poza tym generalnie mamy inną perspektywę, bo nie jesteśmy zagrożeni w naszym przetrwaniu i jesteśmy bardzo bogaci w porównaniu do naszych przodków. To sprawia, że dostrzegamy problemy, na których zauważenie naszym przodkom w ich ciężkim życiu nie starczyłoby miejsca. Można więc na nas spojrzeć albo jak na istoty wrażliwsze, bo dużo bardziej od swych przodków rozwinięte, albo jak na bardziej rozpieszczone przez nierealnie bezpieczne warunki. Zależy, co wolimy.

A pokusiłbyś się o odpowiedź, w czym świat ludzki i zwierzęcy jest podobny? Wydaje mi się, że jednak więcej nas łączy niż dzieli… Istnieje, oczywiście, wiele podobieństw, ale jedno jest szczególnie zaskakujące. Otóż okazuje się, że na przykład szympansy wykazują skłonność do czegoś, co chyba musimy nazwać mistycyzmem. U ludzi jest tak, że wyznają różne kulty. Nawet tam, gdzie nie ma żadnego, istnieje jakiś kult wodza i jest w tym coś na tyle charakterystycznego, że jeśli nie wiesz nic o kulturze danego kraju czy plemienia, to kiedy znajdziesz obiekt kultu, od razu widzisz, że to „to”. No i okazuje się, że żyjące dziko szympansy mają coś podobnego! Wybierają w lesie potężne drzewa, daleko od miejsc, w których mieszkają, i znoszą tam wielkie kamienie. Przychodzą tam, siedzą jakiś czas bez ruchu i odchodzą. Czasem przynoszą nowy kamień, żeby go dołożyć do kopca. To zupełnie niezwykłe, dosyć nowe odkrycie. Podobieństwo tych miejsc do pierwotnych miejsc kultowych ludzi, w których oni układali stosy kamieni, jest uderzające. W Internecie są już zdjęcia. Warto zobaczyć.

Moc terapeutyczna zwierząt - kilka argumentów na rzecz zaproszenia pod swój dach czworonoga

  • Uważny i serdeczny kontakt ze zwierzętami rozwija naszą empatię, zdolności socjalne (ile znajomości zawieranych jest w parkach z innymi właścicielami psów!), troskę o innych, otwartość, ufność i uważność na to, co dzieje się tu i teraz.
  • Kontakt z domowym futrzakiem, a zwłaszcza dotyk, przytulanie się z nim, głaskanie, stymuluje wydzielanie endorfin, hormonu, który nas nastraja pozytywnie i pobudza odporność organizmu, a także obniża poziom kortyzolu, hormonu stresu.
  • Od zwierząt otrzymujemy też bezwarunkową miłość i akceptację, ale to niejedyna terapeutyczna korzyść, jaka się wiąże z bezpośrednim kontaktem ze zwierzęciem.
  • Okazuje się, i zbadali to Sam oraz Elizabeth Corson, małżeństwo amerykańskich psychiatrów, że pacjenci, którym pozwalano na kontakt z psem, nabrali większej pewności siebie i stali się bardziej niezależni.
  • Jako terapię wspomagającą chętnie wykorzystuje się dziś kontakt z końmi, delfinami czy psami w leczeniu lub rozwijaniu m.in. funkcji poznawczych, słownictwa, pamięci długo- i krótkotrwałej, motoryki, koncentracji uwagi, koordynacji ruchowej, a także niwelowania lęków, podnoszenia samooceny, nauki relaksacji czy rozwijania empatii i umiejętności współdziałania w grupie. Asystę zwierząt wykorzystuje się wspomagająco w rehabilitacji dzieci z mózgowym porażeniem dziecięcym, ADHD, zespołem Downa, nerwicami i autyzmem. W ramach terapii z udziałem zwierząt możemy mówić o dogoterapii (psy), hipoterapii (konie), felinoterapii (koty), delfinoterapii (delfiny) i pet therapy – terapii związanej z obecnością różnych zwierząt, nawet chomików. Warunkiem koniecznym we wszystkich przypadkach jest dobrowolny udział zwierząt i ich dobre zdrowie psychiczne (m.in. pewność siebie, brak lęków).
  • Koty mają zbawienny wpływ na osoby z zaburzeniami psychicznymi i ruchowymi, na dzieci nadpobudliwe, ale także na osoby nieśmiałe. Dobre efekty uzyskuje się w pracy w asyście kotów lub psów z osobami uzależnionymi i więźniami.