1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Na czym polega skłonność do uzależnień?

Na czym polega skłonność do uzależnień?

Osoba uzależniona tkwi w iluzji, że kontroluje substancję lub zachowanie, bo potrafi na określony czas się od nich powstrzymać. Tymczasem gdy minie czas, na który się ze sobą umówiła, wraca do uzależnienia. To tzw. system dumy i kontroli. (Fot. iStock)
Osoba uzależniona tkwi w iluzji, że kontroluje substancję lub zachowanie, bo potrafi na określony czas się od nich powstrzymać. Tymczasem gdy minie czas, na który się ze sobą umówiła, wraca do uzależnienia. To tzw. system dumy i kontroli. (Fot. iStock)
Dlaczego niektórzy popadają w narkomanię czy seksoholizm szybciej od innych? Nie do końca wiadomo, ponieważ jest to uwarunkowane wieloma czynnikami, także genetycznymi. Jednak podłoże biologiczne nie oznacza, że jesteśmy dożywotnio skazani na nałogi. Na czym zatem może polegać skłonność do uzależnień - pytamy psychoterapeutkę Natalię Jurys. 

Na ile skłonność do uzależnień to fakt, a na ile wygodna wymówka, by usprawiedliwiać uzależnienie?
Są dowody na istnienie genetycznego uwarunkowania uzależnień. Może za to odpowiadać kilka mechanizmów: specyficzne neuroprzekaźnictwo, wrażliwość receptorów, określony metabolizm. Niektórym wystarczy niewielki kontakt z konkretną substancją lub zachowaniem, by przetrzeć szlak dopaminowy i utrwalić nawyk, jednak posiadanie genetycznego obciążenia wcale nie oznacza, że ktoś będzie uzależniony. I odwrotnie - uzależnić się można bez genetycznej skłonności. To prawda, że istnieje biologiczne podłoże uzależnień, ale oprócz tego istnieje szereg uwarunkowań środkowiskowych i osobowościowych.

Czyli zatem jest skłonność do uzależnień?
Jako psychoterapeutka postrzegam skłonność do uzależnień jako rodzaj deficytu radzenia sobie z napięciami emocjonalnymi.

To ciekawe, dla wielu skłonność jest czymś, co mamy - ty mówisz raczej o braku.
Praktycznie wygląda to tak: zamiast wypracowania konstruktywnego radzenia sobie z napięciami, pojawia się substancja lub zachowanie, które regulują napięcie. Gdy to się utrwali, trudno z tego "ratunku" zrezygnować, zwłaszcza jeśli destrukcyjny sposób regulowania napięcia pojawił się w młodym wieku. Kolejnym istotnym mechanizmem podtrzymującym uzależnienie jest też brak innych sposobów regulowania napięcia. Każdy z nas doświadcza stresu, ale nie wszyscy muszą się napić, aby poczuć ulgę, niektórzy nauczyli się pracy w ogródku, uprawiania sportu, konstruktywnej rozmowy...

Co musi wydarzyć się w życiu człowieka, by przejawiał skłonność do uzależnień?
Przed wieloma laty pracowałam z osobami uzależnionymi w poradni odwykowej. Przypomina mi się określenie, które wtedy usłyszałam. Padło ono z ust pani Jolanty Koczurowskiej, która była wtedy szefową MONAR-u i ośrodka uzależnień dla młodzieży. Powiedziała, że uzależnienia są chorobą braku miłości. Zapadło to we mnie jako mocne, jednoznaczne. Od razu pomyślałam o różnych pacjentach, którzy potwierdzają to określenie.

Po latach praktyki nie wiem, czy jest to trafna diagnoza. Jednak z pewnością wiele osób uzależnionych doświadczyło zaniedbania, porzucenia emocjonalnego, konieczności radzenia sobie samemu.  To, w jaki sposób w dzieciństwie tworzy się więź z podstawowymi opiekunami, jest istotne. Na tym wyrastają nasze potencjały, ale też zaburzenia – w zależności od tego, czy więź ta była karmiąca, wypełniona miłością, czy nie.

W jaki sposób wpisuje się w to skłonność do uzależnienia?
Brak wzorca, brak otrzymania odpowiedniej opieki wpływa na brak umiejętności zdrowego regulowania napięcia. Chodzi o doświadczanie opieki, w której można wyrażać swoje emocje z poczuciem, że kochający dorosły zajmie się nimi. Skłonność do uzależnień mogą mieć osoby, które w dzieciństwie słyszały, że mają się zamknąć, nie przeszkadzać, nie wkraczać w przestrzeń zarezerwowaną przez rodziców i opatrzoną słowami: „święty spokój”. Wtedy dziecko nie ma co zrobić ze swymi emocjami, z tym, co w nim buzuje. Młody umysł nie potrafi przetworzyć różnych trudnych doznań, a obok nie ma dorosłego, który może powiedzieć i pokazać, jak sobie z nimi poradzić. Gdy dziecko dorasta, nie ubywa mu stresu, napięć, a dodatkowo nie ma modelu radzenia sobie z nimi. A jeśli dołożyć do tego wszechobecne zachwalanie picia jako środka na odstresowanie, to droga do uzależnienia się skraca.

Dlaczego jedna osoba, trafiając na uzależniającą substancję albo aktywność, taką jak oglądanie pornografii czy uprawianie seksu, uzależnia się, a druga nie?
Uzależnienie nie powstaje po jednorazowym kontakcie z substancją czy aktywnością. Powiedzmy, że ktoś pomylił butelki, napił się alkoholu. Albo trafił w środowisko osób, które bierze narkotyki, spróbował. A może odkrył Internet i jego przyjemności. Przecież to nie jest cały świat. Są rówieśnicy, którzy mają do tego inny stosunek, są dorośli i ich rady, są przeszłe doświadczenia. Jeśli ktoś ma alternatywne wzorce zachowania, łatwiej mu wybrać to, co jest zdrowe i służy życiu, niż wskoczyć w uzależnienie. Dlatego tak istotna jest profilaktyka.

Na czym polega sensowna profilaktyka uzależnień?
Badania udowadniają, że sensowna profilaktyka nie polega na straszeniu, grożeniu, przedstawieniu zagrożeń, wzbudzaniu lęku związanego z konsekwencjami – lecz jest oparta na prawdziwym kontakcie, więzi, stworzeniu miejsca na emocje osób ze skłonnościami do uzależnień. To znaczy, że mają one zapewnione warunki, w których mogą wyrażać swoją bezradność, swój lęk czy swoją złość – w sposób konstruktywny. Istotne jest, czy – zwłaszcza młode osoby – mają alternatywne środowisko, w którym uczą się, angażują, tworzą. Albo czy mają dostęp do grupy wsparcia lub grupy terapeutycznej. Ważne jest, by człowiek, który już się uzależnił, umiał siebie pokochać.

Jak ma siebie pokochać, jeśli bardziej kocha substancję lub nawyk?
Na początku trzeba zastąpić pewne rzeczy czymś w rodzaju protezy. Potrzebna jest opiekuńczość, ale i normatywność. A zatem życzliwość, otwartość, ale również konkretna struktura. Fikcją jest założenie, że wystarczy podjąć decyzję: „od dzisiaj nie piję”. Wytrwanie w postanowieniu to codzienna praca. Dlatego na początku mówienie o tym, czy ktoś może siebie pokochać, jest abstrakcyjne. Najpierw ten ktoś musi nauczyć się nie chodzić obok monopolowego i odmawiać zaproszeń na imprezy.

Mam przyjaciela, który po ponad 10 latach brania silnych tabletek nasennych postanowił je odstawić. Jest świadomy uzależnienia, ale nie chce  korzystać z pomocy psychoterapeutycznej, woli to zrobić sam. Co byś poradziła w takiej sytuacji?
Czasami odstawianie silnych leków wymaga nadzoru lekarza. Podobnie jest z delirium, które bywa śmiertelne. Niekiedy odtrucie jest niezbędne. A jeśli ten ktoś mimo wszystko odmawia, dobrze, by poinformował bliską osobę, że jest w procesie odstawiania, tak by w razie potrzeby ta osoba mogła zareagować, na przykład wezwać karetkę. Nie trzeba iść do psychoterapeuty, ale przyznanie się do bezradności jest częścią zdrowienia i porzucania nałogu. Jeśli ktoś upiera się, że ma kontrolę nad substancją, to bardzo możliwe, że tym samym potwierdza silne uzależnienie. To tak zwany system dumy i kontroli. Osoba uzależniona tkwi w iluzji, że kontroluje substancję lub zachowanie, bo potrafi na określony czas się od nich powstrzymać. Niektórzy robią sobie okres abstynencji, tydzień nie piją, nie oglądają pornografii, tym samym udowadniają sobie, że wszystko z nimi w porządku. Tymczasem gdy minie czas, na który się ze sobą umówili, wracają do uzależnienia.

Co utrudnia zdrowienie?
Często zaburzenie osobowości, które oznacza konieczność odreagowań. Taka osoba nie radzi sobie na przykład z wyrażaniem złości w konstruktywny sposób. Tłumi ją, przetrzymuje, a później prowadzi samochód z nadmierną prędkością albo wypije alkohol, albo skrzywdzi innych. Osoby z zaburzeniami osobowości często się uzależniają, a gdy podejmują leczenie, zazwyczaj idzie im dobrze, dopóki pozostają w systemie leczenia. Jednak gdy kończy się pobyt w ośrodku odwykowym albo terapia, człowiek wraca do nałogu.

Dlatego, że zaburzenie osobowości nie zostało wyleczone?
Tak. Dotyczy to na przykład osób uzależnionych od alkoholu, które stają się zależne od leczenia się z alkoholizmu. Nie piją, ale nie potrafią funkcjonować poza leczeniem. Nauczają, „ewangelizują”, nie można ich zaprosić na imprezę, bo mówią wciąż o skutkach picia. Podłożem tych trudności jest zaburzenie osobowości, a uzależnienie jest jednym z symptomów, i jest wtórne. Zaburzenie osobowości zmusza ich do trzymania się określonego systemu, ramy, gdyż nie potrafią jej stworzyć wewnątrz.

Rozumiem, że osoba z zaburzeniem osobowości, która leczy się z uzależnienia, może chodzić na terapię, a później iść do baru na kielicha.
Albo na orgię czy po narkotyki. Tak, to właśnie odreagowanie, zwane też „acting-out”, wynikające z braku możliwości wyrażenia trudności i emocji wprost. Terapia może pobudzać silne emocje. Taka osoba przytakuje, wszystko rozumie, twierdzi, że terapia jest świetna, ale musi ją odreagować, pogłębiając uzależnienie. Tymczasem celem jest umiejętność oglądania uczuć wtedy, gdy powstają, adresowanie ich i wyrażanie bezpośrednio, a nie po czasie, na przykład w barze. W tym pomaga odpowiednia diagnoza i psychoterapia.

Jakie przekonania ukrywają osoby uzależnione?
Wizję świata, w której nie można na nikogo liczyć, a inni ludzie są zagrażający. To często efekt trudnych doświadczeń. Dla tych osób jedyną ochroną przed bólem jest zaprzeczanie rzeczywistości, utwierdzanie się w tym, że wszyscy, łącznie z terapeutami, są źli.

Jak rozpoznać u siebie albo bliskiej osoby początki uzależnienia?
Już sama myśl o tym, że ja lub bliska osoba jest uzależniona, bywa niepokojącą wskazówką. Inną sprawą są powtarzające się kłótnie dotyczące określonej substancji albo zachowania. Ktoś mówi bliskiej osobie, że jest zaniepokojony tym, ile tamta pije. W zdrowej relacji można o tym porozmawiać, przyjrzeć się, skąd pochodzi ta wątpliwość. Reakcja w postaci złości, furii albo skrajnego zamknięcia się sugeruje uzależnienie. Podobnie ukrywanie się z określonym zachowaniem lub substancją.

Co jest najskuteczniejsze w radzeniu sobie z uzależnieniem?
To jak z szukaniem Świętego Graala – wizja, że muszę tylko to coś odnaleźć, bywa kusząca... Poza decyzją o rzuceniu nałogu i pragnieniem życia w wolności, pomocne będzie wsparcie. To jak biżuteria złożona z mnóstwa koralików. Wychodzenie z uzależnienia porównuję do nawlekania tych koralików na nici, czyli dyscyplinę i stałą, mozolną, ale przynoszącą satysfakcję pracę.

Natalia Jurys, psycholożka, psychoterapeutka, certyfikowana specjalistka terapii uzależnień, rekomendowana trenerka II stopnia Polskiego Tow. Psychologicznego. Prowadzi psychoterapię dla dorosłych i młodzieży oraz konsultacje wychowawczo-rozwojowe dla rodziców, www.psychoterapia-poznan.org.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

W czym tkwi źródło naszych codziennych frustracji?

Pośpiech to główna przyczyna coraz częstszych problemów związanych z samopoczuciem.(Fot. iStock)
Pośpiech to główna przyczyna coraz częstszych problemów związanych z samopoczuciem.(Fot. iStock)
Co jest źródłem naszego codziennego stresu oraz co do tego mają pośpiech i poczucie humoru – mówi psycholog dr Anna Braniecka.

Podobno Polki są coraz bardziej wkurzone.
Rzeczywiście, mówi się ostatnio o coraz większej nerwowości kobiet, szczególnie młodych i z dużych miast. To znamienne, bo świadczy o sporych zmianach w społeczeństwie. Kobiety przez wiele stuleci pełniły role pokornych towarzyszek życia, stale zadowolonych strażniczek domowego ogniska. To było niewyobrażalne, żeby mogły wyrazić swoją negację. Podejmowane przez nie próby demonstrowania frustracji czy niezadowolenia były przez społeczeństwo karane, więc się nie opłacały.

Teraz to wszystko się odwróciło. Dlaczego? Po pierwsze, wreszcie „wolno” nam nie mieć dobrego humoru, sprzeciwiać się zastanemu porządkowi. Po drugie, mamy ku temu więcej powodów. Współczesna kobieta spotyka się z rozlicznymi oczekiwaniami społecznymi. Ma być atrakcyjna, opiekuńcza, a jednocześnie skuteczna w tym, co robi. Rozwijać się zawodowo, uczyć się języków obcych, robić szkolenia, być aktywna towarzysko, a jednocześnie spędzać czas z dzieckiem i mężem. Te wszystkie zadania są bardzo trudne do pogodzenia, a niekiedy stoją w stosunku do siebie w sprzeczności. Co gorsza, kobiety często uwewnętrzniają je, czyli traktują jako własne, i wpadają w pułapkę spełniania cudzych oczekiwań. Stąd rodzą się napięcie i frustracja. Na przestrzeni krótkiego okresu nie jest to szkodliwe, ale jeśli trwa zbyt długo, powoduje wyczerpanie psychiczne i fizyczne, które manifestuje się rozdrażnieniem, nerwowością, tym ciągłym wkurzeniem.

I wtedy drobna rzecz może doprowadzić do stanu wrzenia…
Tak, bo staje się iskrą zapalną, za sprawą której dochodzi do wybuchu tłumionego – czasem miesiącami czy latami – gniewu. Ta impulsywna reakcja nie wynika z danego bodźca, czyli np. z tego, że ktoś zostawił brudny kubek, że zakupy są niezrobione, tylko jest efektem skumulowania wcześniejszych stresów.

Ewolucyjnie jesteśmy przystosowani do intensywnych reakcji autonomicznego układu nerwowego, wyrażających się w komunikacie: „walcz albo uciekaj”, które powodują mobilizację całego organizmu. Tyle tylko, że w minionych tysiącleciach człowiek musiał mobilizować się bardzo rzadko, może raz na tydzień, raz na miesiąc – w obliczu bezpośredniego zagrożenia życia. Teraz uruchamiamy tę atawistyczną reakcję zbyt często, nawet kilka razy dziennie. Kiedy spóźniamy się do pracy, kiedy kolejka w sklepie jest za długa, kiedy z kimś wchodzimy w konfrontację… A nasz organizm nie jest do tego przystosowany. Dlatego po kilku dniach czy miesiącach takiego pobudzania jesteśmy bardziej podminowani.

Można powiedzieć, że frustracja czy złość to sygnał, że robię coś, co nie jest w zgodzie ze mną?
Tak, i zachęcam wtedy do obserwacji swojego ciała i uczuć. Emocje mają swoje funkcje, także informacyjne. Jeśli ciągle jestem podenerwowana, powinnam spytać siebie, co mnie tak uwiera, że nie mogę się uspokoić.

Autor książki „Pochwała powolności” Carl Honoré pisze, że wszystkiemu winien pośpiech dzisiejszych czasów.
Zgadzam się z nim. Pośpiech to główna przyczyna coraz częstszych problemów związanych z samopoczuciem. Wiecznie za czymś goniąc, przeceniamy wagę pilności niektórych spraw, bagatelizując te najważniejsze. Organizując swój czas, trzeba zawsze pamiętać o tym, by wybierać do realizacji najpierw rzeczy ważne (jak kontakt z dzieckiem, spotkania z bliskimi ludźmi, odpoczynek czy realizowanie istotnych, długoterminowych celów), a potem rzeczy pilne (sprzątanie, zakupy, praca „na wczoraj”). Nieumiejętność ustalania priorytetów to ważny problem dzisiejszych czasów, tym bardziej że często idzie za tym trudność z podejmowaniem decyzji.

A codziennie mamy ich do podjęcia kilka, o ile nie kilkanaście.
Właśnie. Kiedyś człowiek żył w małych społecznościach, od urodzenia wiedział, jak będzie wyglądało jego życie, jakie role ma do wypełnienia, i był spokojny. Teraz mamy większą wolność, mnóstwo możliwości, ale nie bardzo wiemy, jak z nich skorzystać. Mądrość dawnych pokoleń kształtowała się przez stulecia, dlatego ludzie czuli się bezpieczniej, wypełniając przekazywane im skrypty. Oczywiście, lepiej mieć możliwość wyboru i decydowania o sobie, ale dzisiejsze pokolenia płacą za to określoną cenę – obciążenia decyzjami. Nic dziwnego, że niektórzy postanawiają z niczego nie rezygnować, nie wybierać i mieć wszystko. Ale to jest niemożliwe i też rodzi frustrację.

No dobrze, z jednej strony słyszymy, żeby wyrażać siebie, nawet w gniewie, nie tłumić złych emocji, z drugiej strony kosztuje nas to wiele nerwów.
Wyrażając złość, wyrzucamy ją z siebie, ale też w pewien sposób pielęgnujemy. Przeżywając wiele negatywnych emocji, wprowadzamy siebie w negatywny stan, zapominając o pozytywności. A według Barbary Fredrickson, jednej z czołowych przedstawicielek psychologii pozytywnej, by człowiek rozkwitał życiowo, powinien doświadczać pewnej proporcji emocji pozytywnych do negatywnych. Według niej ta proporcja wynosi 3:1, czyli żeby czuć się dobrze, powinniśmy na jedną emocję negatywną przeżywać trzy pozytywne, co nie jest wcale takie proste. Okazuje się, że tylko 25 proc. ludzi tak potrafi. Negatywność stale wkrada się do naszego życia, jest bardziej zauważalna. Pozytywność jest subtelniejsza, czasem niedostrzegalna. Łatwo ją zepchnąć, pominąć i skupić się na negatywności. Ale doświadczając za często negatywności, utrudniamy sobie doświadczanie szczęścia i spokoju.

Psycholog Wayne W. Dyer twierdzi, że antidotum na gniew jest wyeliminowanie myśli „Gdybyś tylko był bardziej taki jak ja”.
Rzeczywiście, osoby spokojne, odporne na złość, mają zdolność do decentracji, czyli potrafią sobie wyobrazić położenie drugiej osoby i przyjąć, że jej nastawienie, jej rozumienie danej sprawy może być zupełnie inne niż ich. Z kolei ludzie, którzy mają skłonność do złości, skupiają się na swoim punkcie widzenia i reagują wzburzeniem, kiedy inni zachowują się inaczej niż oni. Umiejętność radzenia sobie ze złością, ale też z rozczarowaniem, to w dużym stopniu umiejętność przyjęcia perspektywy drugiej osoby i jej uszanowania.

Dyer wspomina też o poczuciu humoru…
Tak, humor jest jak najbardziej wskazany, zwłaszcza taki, który polega na dystansowaniu się do swojego „ja”, czyli na umiejętności śmiania się z samych siebie. Jednak kiedy już wejdziemy w stan silnego podenerwowania, trudno nam dostrzec komizm sytuacji. Dlatego poczucie humoru warto stosować prewencyjnie, posługiwać się nim często, wręcz nawykowo, aby zyskać zdrowy dystans do trudnych, stresujących zdarzeń.

Obecnie coraz bardziej popularne są rodzaje oddziaływań bazujące na dalekowschodnich systemach filozoficzno-religijnych. Na przykład stosowanie różnych interwencji opartych na uważności umysłu, czyli Mindfulness. To bardzo dobry sposób wyciszania się, uspokajania, zwiększania świadomości i akceptacji swoich przeżyć. Jest on w dużym stopniu oparty na regularnych praktykach medytacyjnych. Problemem współczesnego człowieka jest bowiem funkcjonowanie w trybie działania, czyli ciągłego redukowania niespójności pomiędzy tym, jak jest, a jak chcemy, żeby było, czyli między stanem realnym a stanem pożądanym czy oczekiwanym. Myślimy: „Dlaczego nie jest tak, jakbym chciała?”, „Co zrobić, żeby było inaczej?”. Praktyka uważności mówi o tym, żeby zrezygnować z trybu działania i przerzucić się na tryb bycia. Czyli być obecnym w rzeczywistości – nie rozważać, czy nam się podoba czy nie, po prostu przeżywać ją taką, jaka jest. Badania pokazują, że nauczenie się takiego funkcjonowania, opartego na dostrzeganiu każdej chwili, bez ciągłego oceniania i wybiegania myślami w przyszłość, może przynieść ogromne korzyści dla naszego zdrowia psychicznego.

  1. Psychologia

Jestem DDA i nie potrafię stworzyć dobrego związku

Osoba z syndromem DDA, chcąc zbudować związek, często miota się, rozdarta między „chcę się zaangażować” a „nie chcę się wiązać”, „chcę cię lepiej poznać” a „zostaw mnie w spokoju”. (Fot. iStock)
Osoba z syndromem DDA, chcąc zbudować związek, często miota się, rozdarta między „chcę się zaangażować” a „nie chcę się wiązać”, „chcę cię lepiej poznać” a „zostaw mnie w spokoju”. (Fot. iStock)
DDA i wszystkie inne dzieci, których rodzice zmagali się z uzależnieniem, w bliskie relacje wnoszą specyficzne przekonania, strategie i mity – zwykle nieuświadomione. Amerykańska psycholożka Janet G. Woititz wyciąga je na światło dzienne i mówi: sprawdź. Może dotyczą też ciebie albo bliskiej ci osoby?

Wyobraź sobie, że odbierasz od rodzica lub w ogóle kogoś bliskiego komunikaty w rodzaju: „Kocham cię. Odejdź”, „Nie martw się, wszystko jest w porządku. Jakim cudem mam sobie z tym poradzić?”, „Niczego nie potrafisz zrobić dobrze. Jesteś mi potrzebny”. Jakbyś się czuł? Pewnie zbity z tropu, zakłopotany, pomieszany, sfrustrowany... A może wściekły? Dla Dorosłych Dzieci Alkoholików (DDA) i innych osób, w rodzinach których walczono z uzależnieniem, to codzienność – były karmione takimi przekazami przez lata. I wciąż podświadomie czekają na kogoś, kto rzuci im okruszek (bo więcej to za dużo), przyciągnie i odepchnie, pochwali i upokorzy... Nie wiedzą, na czym polega zdrowy związek.

Zdaniem Janet G. Woititz, pionierki badań nad współuzależnieniem, zdrowy związek to taki, w którym prawdziwe są następujące stwierdzenia:

  1. Mogę być sobą.
  2. Ty możesz być sobą.
  3. My możemy być sobą.
  4. Mogę się rozwijać.
  5. Ty możesz się rozwijać.
  6. Możemy się wspólnie rozwijać.

Krótko, łatwo, przejrzyście. Ale osoba z syndromem DDA widzi to zupełnie inaczej. Miota się, rozdarta między „chcę się zaangażować” a „nie chcę się wiązać”, „chcę cię lepiej poznać” a „zostaw mnie w spokoju”. Dlatego tak ważne jest przyjrzeć się mitom stworzonym i podtrzymywanym przez układy panujące w dysfunkcyjnej rodzinie, które wnieśli w swoje dorosłe życie oraz związki. Woititz opisuje je szczegółowo w książce „Lęk przed bliskością. Jak pokonać dystans w związku”. Oto one – wraz z prawdą, którą przysłaniają.

MIT 1: „Jeśli zwiążę się z tobą, utracę siebie”.

PRAWDA: Zdrowy związek dowartościowuje, a nie tłumi osobowość.

Brak odpowiedniej opieki i troski w dzieciństwie mógł sprawić, że osoby wychowane przez uzależnionego rodzica musiały pełnić wobec siebie rolę opiekuna. Taka osoba ma trudności z określeniem, kim jest. Boi się utraty własnego „ja”; boi się, że partner ją przytłoczy. Że będzie miał na nią większy wpływ, niżby tego chciała. Ale do utraty siebie jeszcze daleko – zapewnia Woititz. Wystarczy obserwacja: to twoja opinia, a to moja; w tym miejscu zgadzam się z tobą, a tu zostanę przy swoim zdaniu. Możliwe jest też przyjęcie nowej postawy, łączącej różne poglądy. Czy to nie ciekawe?

MIT 2: „Gdybyś naprawdę mnie znał, nie zawracałbyś sobie mną głowy”.

PRAWDA: Kochana osoba prawdopodobnie już dobrze cię zna. Mimo to zależy jej na tobie!

Osoby współuzależnione często żyją w napięciu, obawiając się zdemaskowania. Tak naprawdę nie potrafią powiedzieć, jakaż to okropna prawda na ich temat miałaby wyjść na jaw, ale na wszelki wypadek pilnują, by do tego nie doszło. Próbują sprawiać wrażenie osoby idealnej, podczas gdy w dzieciństwie utwierdzane były w przekonaniu, że są przyczyną rodzinnych problemów. Tu – mówi Woititz – należy się posłużyć twardą logiką. „Zastanów się: czy rzeczywiście jako dziecko byłeś w stanie spowodować rodzinne problemy?”.

MIT 3: „Gdy odkryjesz, że nie jestem osobą doskonałą, porzucisz mnie”.

PRAWDA: Nikt nie jest doskonały.

DDA mają silny strach przed porzuceniem, przed utratą ukochanej osoby. Próbując temu zapobiec, starają się zachowywać nienagannie i zaspokajać wszystkie potrzeby partnera. Ileż w tym napięcia! Kiedy coś idzie „nie tak” (na przykład poczują się skrytykowane), potrafią wpaść w panikę. Jakby zapominały (nie wiedziały?), że nieporozumienia, a nawet konflikty to coś całkiem naturalnego. Nieodzowna część życia.

MIT 4: „Jesteśmy jak jedna osoba”.

PRAWDA: Ty jesteś sobą, a ja sobą. Dopiero potem jesteśmy „my”.

Osoby, których potrzeby w domu rodzinnym nie zostały zaspokojone, mają duże deficyty opieki, więzi. Dlatego wchodząc w relację, głęboko angażują się emocjonalnie. Kiedy po początkowym okresie znajomości, w którym uczucia są bardzo intensywne, partner zaczyna poświęcać więcej czasu własnym sprawom, często czują się odrzucone. Ważne, by zrozumieć, że każdy ma własne życie: obowiązki, zainteresowania, cele. „Naciskanie na partnera zmusi go do przyjęcia postawy »Kocham cię, odejdź«, nawet jeśli nadal mu zależy” – ostrzega Woititz.

MIT 5: „Bycie wrażliwym ma zawsze złe skutki”.

PRAWDA: Bycie osobą wrażliwą ma dobre i złe skutki. Jest to jednak jedyna droga do intymności.

Burze emocjonalne w rodzinie, w której rządzi uzależnienie, nadwerężają system nerwowy. Żeby przetrwać, dziecko uczy się kontrolować swoje uczucia. Być zdystansowanym (albo wręcz twardym). Wrażliwość traktowana jest jako zagrożenie. Tyle że, odrzucając własną wrażliwość, trudno jest otworzyć się na drugą osobę. Trudno jest kochać. Jak pisze Janet Woititz, „Nie będziemy się rozwijać, dopóki nie poznamy nowych myśli, uczuć i poglądów. Musimy otworzyć się na nie, co oznacza pozwolenie sobie na wrażliwość”.

MIT 6: „Nigdy nie będziemy się kłócić, ani krytykować się wzajemnie”.

PRAWDA: Pary od czasu do czasu się kłócą i krytycznie oceniają swoje zachowanie.

Dzieci wychowane u boku uzależnionego rodzica wciąż tłumią gniew. A tłumiony gniew jest, jak wiadomo, bardzo niebezpieczny. Może zamienić się w agresję... Nic dziwnego, że złość (cudza i własna) budzi w DDA lęk. A więc też każdy konflikt... Tymczasem nasza złość na partnera nie oznacza wcale, że go nie kochamy. Tak jak złość partnera wobec nas nie świadczy o tym, że nas przekreśla. To tylko emocja – trzeba uświadomić ją sobie, uznać, zrozumieć i wyrazić (co można też zrobić ze spokojem).

MIT 7: „Jeśli coś się nie udało, to na pewno przeze mnie. Jestem okropną osobą”.

PRAWDA: Niektóre niepowodzenia są z twojej winy, inne nie. Zdarzają się okropne rzeczy, ale ty nie jesteś okropną osobą.

Osoby współuzależnione mają głęboko zakorzenione poczucie winy i wstydu. Jako dziecko są bardzo egotyczne – jeśli zidentyfikują jakiś problem w otoczeniu, uważają, że się do niego przyczyniły. W dorosłym życiu powtarzają ten wzorzec: „To moja wina, jestem zły”. Obwiniają się za wszelkie niepowodzenia związku i z lęku przed demaskacją nie podejmują prób wyjaśnienia sytuacji. Tak się nie da – potrzebna jest konfrontacja, komunikacja. Odwaga, żeby powiedzieć „sprawdzam”. Może jednak nie ma tu mojej winy?

MIT 8: „Aby zasługiwać na miłość, muszę być przez cały czas szczęśliwym człowiekiem”.

PRAWDA: Ludzie nie zawsze są szczęśliwi.

Osoby z syndromem DDA mają głębokie poczucie straty. Cóż, straciły coś bardzo cennego – szczęśliwe dzieciństwo. Nie mogły pozwolić sobie na beztroskę. Szybko zaczęły kontrolować własną spontaniczność. Często mają w sobie dużo smutku (Woititz mówi wręcz o „chronicznej depresji”). Starają się go ukryć, być miłe i uśmiechnięte. Zapominają, że wolno im być po prostu sobą. Że i chłopaki, i dziewczyny płaczą.

MIT 9: „Będziemy sobie zawsze bezgranicznie i bezwarunkowo ufać”.

PRAWDA: Zaufanie buduje się powoli.

Zaufanie w relacji to złożony temat, a w wypadku współuzależnionych również bardzo trudny. Mówiąc najprościej, nie mogli oni polegać na najbliższych osobach, od najmłodszych lat przekonywali się, że lepiej nikomu nie ufać. Jednocześnie uważają, że powinni – bo cóż to za związek bez zaufania? Gubią się między lękami a wyobrażeniami. Tak, zaufanie to bardzo ważna składowa związku i warto obdarzyć nim drugą osobę – podkreśla Janet Woititz. Ale nie automatycznie, nie od razu tym najgłębszym. Zaufanie nie pojawia się z dnia na dzień, ale rozwija dzień po dniu.

MIT 10: „Wszystko będziemy robić razem – będziemy jak jedna osoba”.

PRAWDA: Partnerzy spędzają czas po części razem, po części w samotności i po części z przyjaciółmi.

Granice. Dzieci alkoholików i innych uzależnionych mają kłopot z rozpoznaniem ich i respektowaniem. W dzieciństwie role były niejasne, trudne do odróżnienia. Prywatność często naruszana. Znów – łatwo się pogubić. Jakie są normy? Czy wolno mi sprzątnąć pokój partnera? A jego biurko? Czy coś, co wydaje mi się przysługą, na pewno zostanie tak odebrane? Czy żona doceni niespodziankę w postaci biletów na sobotni koncert? A może lepiej ją o to spytać?

MIT 11: „Będziesz instynktownie spełniać wszystkie moje potrzeby, pragnienia i życzenia”.

PRAWDA: Jeśli potrzeby, pragnienia i życzenia nie zostaną jasno wypowiedziane, są małe szanse na ich realizację.

Czy w związku wolno mi mieć oczekiwania? Oto kolejny dylemat DDA! A jeśli tak, to jak je komunikować? Dzieci osób uzależnionych nauczyły się, że lepiej nie mieć oczekiwań, bo łatwo można się rozczarować. Dawane im obietnice często nie były dotrzymywane. „Zdrowy związek wiąże się z oczekiwaniami” – rozwiewa wątpliwości Janet Woititz. Ale należy je też uzgadniać, komunikować. Nie możemy żądać od partnera, by czytał w naszych myślach. Niewyrażanie potrzeb i pragnień przez DDA bierze się często z ich niskiego poczucia wartości i niepewności, co jest właściwe (Czy to rozsądne? Czy mi wolno?). Żeby wypracować w relacji wspólne standardy, potrzebny jest po prostu otwarty dialog.

MIT 12: „Jeśli nie będę przez cały czas panować nad sytuacją, nastąpi anarchia”.

PRAWDA: Każdy ma władzę nad swoim życiem i w razie potrzeby przejmuje kontrolę nad różnymi sytuacjami poprzez świadome decyzje i uzgodnienia. Są także chwile, gdy trzeba się tą władzą podzielić lub w ogóle z niej zrezygnować.

Pod tym mitem kryje się temat kontroli. DDA myślą, że jeśli nie będą cały czas trzymać ręki na pulsie, sprawy przyjmą niewłaściwy obrót. Trudno im prosić o pomoc, zdać się na kogoś. Boją się utraty niezależności. Starają się udowodnić na każdym kroku, że świetnie radzą sobie same (właściwie to nikogo nie potrzebują). Tymczasem, jak zauważa Janet Woititz, zdrowy związek to nie próba sił: „Trzeba dawać i brać oraz dzielić z drugą osobą odpowiedzialność. Nie można wszystkiego robić samemu”.

MIT 13: „Jeśli będziemy się naprawdę kochali, na zawsze zostaniemy razem”.

PRAWDA: Ludzie są razem lub rozstają się z wielu różnych powodów. Można kochać kogoś, a mimo to zniszczyć związek.

Kolejny trudny temat dla DDA: lojalność. Niesłychanie ważna w związku, ma jednak swoje granice. Co często osobom uzależnionym umyka. Nie potrafią odejść od partnera, nawet kiedy relacja ewidentnie im nie służy i nie widać perspektyw poprawy. Trzymają się marzeń z dzieciństwa, wierzą, że ukochana osoba wreszcie się opamięta i nastaną szczęśliwe dni. Muszą w tej kwestii „wytrzeźwieć” i nauczyć się mówić „dość”.

MIT 14: „Mój partner nigdy nie zaakceptuje mnie takiej, jaka jestem, nie otrzymam od niego wsparcia i zawsze będzie mnie krytykował”.

PRAWDA: W związku nie zawsze wszystko dobrze się układa, ale zawsze masz prawo do swoich odczuć.

Dzieci osób uzależnionych wyrosły w przekonaniu, że ich uczucia nie są ważne. Często były one negowane, lekceważone, wyśmiewane. Osoba współuzależniona nie jest pewna, czy powinna się z nimi ujawniać, czy to bezpieczne. Boi się, że mówiąc o tym, co naprawdę czuje, zniechęci do siebie partnera. Cóż, bez dzielenia się swoimi uczuciami z drugą osobą trudno zbudować relację. Trudno o bliskość. A przecież wszyscy, mimo lęków, jej pragniemy.

  1. Psychologia

Przyjaciółka alkoholiczka? Martwię się, że za dużo pijesz…

Nie pouczaj jej, tylko powiedz o swoich uczuciach w związku z tym. Nie mów, co powinna, a czego nie może, tylko mów, jak ty to widzisz. Za piciem z utratą świadomości zawsze leżą poważne konsekwencje. Porozmawiaj z nią o tym, z czym sama nie daje sobie rady. (Fot. iStock)
Nie pouczaj jej, tylko powiedz o swoich uczuciach w związku z tym. Nie mów, co powinna, a czego nie może, tylko mów, jak ty to widzisz. Za piciem z utratą świadomości zawsze leżą poważne konsekwencje. Porozmawiaj z nią o tym, z czym sama nie daje sobie rady. (Fot. iStock)
Mam przyjaciółkę, którą podejrzewam o alkoholizm. Zaczęła bardzo dużo pić, ale nie jestem pewna, czy stawiam dobrą diagnozę, bo za każdym razem, gdy próbuję z nią o tym rozmawiać, złości się i zaprzecza. Sama nie widzi problemu i twierdzi, że wszystko jest dobrze. Jak mam jej pomóc, jak poznać, czy rzeczywiście jest uzależniona?
  • Bądź szczera.
  • Powiedź koleżance, jak się zachowuje i co cię martwi. Często ludzie nie pamiętają, co robią po alkoholu. Bez osądzania opisz jej, co robiła, co się działo, jak się zachowywała.
  • Nie pouczaj jej, tylko powiedz o swoich uczuciach w związku z tym. Nie mów, co powinna, a czego nie może, tylko mów, jak ty to widzisz. Za piciem z utratą świadomości zawsze leżą poważne konsekwencje. Porozmawiaj z nią o tym, z czym sama nie daje sobie rady.
  • Nigdy nie pij z nią.
  • Nie chodź z nią w miejsca, gdzie zazwyczaj zaczyna się pijaństwo.
  • Jeżeli możesz, to powiadom jej bliskich o problemie. Niestety, to co się dzieje będzie postępować.
  • Z drugiej strony nie bierz odpowiedzialności za to, co ona robi.
  • Jeżeli jesteś bardzo zaangażowana w ratowanie jej, to też nie pomagasz, tylko szkodzisz sobie.
  • Czasami takiej osobie pomaga wstrząs. Może urwanie kontaktu? Może ostre przedstawienie konsekwencji? Zobacz też, czy nie jesteś typem osoby, która zawsze pomaga i wspiera.
  • Może też być tak, że ty wypadasz dobrze w tych aferach, bo nie jesteś pijana i panujesz nad sytuacją. Jesteś lepsza. Czy czujesz się tak?
  • Niestety, w pijaństwie jest tak, że osoba która jest w nałogu, musi chcieć z niego wyjść. Bez chęci nikogo nie można zmusić.
  • Czasem nałóg się powiększa właśnie przez osoby, które chcą pomóc. Wtedy pijący ma kolejne powody, żeby pić. To czyni picie jeszcze bardziej ekscytującym.
  • Musisz coś zrobić, pomóc, ale wycofanie się w odpowiednim momencie jest równie ważne. Tak samo ważne jak współczucie i chęć pomocy.

Katarzyna: Każdy, kto ma wątpliwości co do bliskiej sobie osoby i czuje, że dzieje się z nią coś niedobrego, powinien zaufać swojej intuicji. Skoro coś zauważyłaś, coś cię zmartwiło, coś zmieniło się w zachowaniu, życiu osoby bliskiej, to oznacza, że masz powody do zmartwień. Takie wątpliwości nie pojawiają się znikąd. Człowiek, który wkracza na drogę alkoholizmu lub już na niej jest, ogromnie chroni ten teren, nie chce, by ktokolwiek odkrył jego tajemnicę. Takiej osobie może być z tego powodu wstyd, ale głównie chodzi o to, że po przyznaniu się do alkoholizmu trzeba przestać pić, zacząć się leczyć, zrobić coś ze swoim życiem. Zazwyczaj się tego nie chce.

Alkoholik dąży do tego, aby zmieniać sobie stan świadomości, by nie czuć tego, co czuje. Robi to oczywiście z jakiegoś powodu, nie zaczyna się pić, będąc szczęśliwym i zadowolonym ze swojego życia. Jednak najważniejsze jest w tym przypadku, jak to robi.

Rozpoczyna się podwójna gra, np. wychodzisz z alkoholiczką do knajpy. Mówi ci, że zna świetne miejsce, gdzie serwują pyszne, regionalne piwko. Idziecie tam, ona wypija piwo, po czym kupuje następne i tłumaczy się tym, że już długo go nie wypije. Skoro to się szybko nie powtórzy, to alkoholiczka kupuje jeszcze piwko do domu. Albo kilka.

Tak pije kobieta. Piwo do obiadu. W przeciwieństwie do mężczyzn, kobiety częściej muszą udawać, kombinować, kryć się. Facet po prostu pójdzie na wódę do kumpla, baba nie pójdzie, tylko wypije butelkę wina do obiadu.

Picie wygląda dziś trochę inaczej niż kiedyś, wódki pije się mniej, a jeśli się pije, robią to zwykle mężczyźni. Kobiety piją piwko albo wino.

Suzan: Jakie picie jest lepsze, faceta czy kobiety?

Katarzyna: Żadne. I kobiety, i faceci oszukują i siebie, i rodzinę. I społeczeństwo, czyli cały świat. Jedno i drugie jest uzależnione.

Czynny, pijący alkoholik lub alkoholiczka powie: „Ja wiem, że muszę bardzo uważać. Bardzo się kontroluję” albo: „Nie pozwoliłabym sobie na częste picie, bo wiem jak łatwo się uzależnić”. Oszukują siebie i wszystkich wokół.

Młodsze kobiety coraz częściej wychodzą z koleżankami pić na miasto. Wszystko super, ale jeśli w takim gronie jest alko- holiczka, łatwo ją zidentyfikować. Taka osoba potrzebuje wię- cej i będzie to ukrywać. Żeby koleżanki nie widziały, że pije więcej, wychodzi do toalety i kupuje przy barze kilka szotów.

Suzan: To znaczy, że kobieta pijąca jest przebiegła.

Katarzyna: Ważne jest rozróżnienie, w którym momencie psychiczne uzależnienie zmienia się w czekanie i szukanie. Na początku alkohol powoduje fajny stan psychiczny, od tego

Instrukcja obsługi toksycznych ludzi

się właśnie uzależniamy, picie robi nam dobrze. Dopiero póź- niej zaczyna nas niszczyć. Staje się koniecznością, potrzebu- jemy coraz więcej i mimo widocznych negatywnych konse- kwencji, pijemy dalej. Takie picie nie jest już przyjemne. Jest tragiczne i wyniszczające.

W trakcie kobiecych spotkań z alkoholem, alkoholiczka za- czyna robić rzeczy, które już nie podobają się ludziom. Jest namolna, męcząca, czepia się o wszystko, kłóci się, wyzywa kogoś.

Suzan: Traci kontrolę.

Katarzyna: Tak, rozluźnia się coraz bardziej. Istotą działania każdego alkoholu jest spowolnienie pracy układu nerwowego. Początek jest przyjemny, bo puszczają pierwsze napięcia, ale później już nie jest tak fajnie, bo nie ma kontroli.

Kobieta pijąca bardziej zdaje sobie sprawę ze społecznego odium. Tak jak mówiłam, trochę zmienił się styl picia, jednak nadal alkoholizm kobiet jest traktowany bardzo negatywnie.

Dziewczyny rzadko chodzą pić pojedynczo. Najbardziej to widać w filmach amerykańskich, gdzie stada kobiet idą pić.

Suzan: A w Wielkiej Brytanii puby otwarte są od 10.00 i już od początku przesiadują tam klienci. Na filmach panie wy- chodzą z pracy do baru z koleżankami na kilka drinków.

Katarzyna: Uzależnienie może się zatrzymać na poziomie psychologicznym, jeśli ktoś ma w sobie na tyle siły i pozwalają mu wewnętrzne struktury. Tak można dość długo funkcjonować, ale tylko wtedy, gdy wewnętrzna baza nie jest tak bardzo uszkodzona. Taka osoba myśli rozsądniej, np. „Jutro wstaję wcześniej, więc nie będę dziś pić tak dużo” i przestaje po dwóch lub trzech drinkach.

Suzan: A powstrzymywanie kogoś przed alkoholem w momencie, gdy ta osoba chce pić, ma sens?

Katarzyna: Takie metody nigdy nie będą skuteczne. Tekst: „Nie pij teraz” nie zadziała. Jednak zawsze trzeba próbować rozmowy. Jeśli ktoś jest dla nas ważny i tak samo my jesteśmy ważni dla tej osoby, warto przeprowadzić szczerą rozmowę. Można powiedzieć: „Słuchaj, zauważyłam coś niepokojące- go. Coraz bardziej się martwię, bo widzę, że pijesz więcej niż zwykle” i nawiązać do okoliczności. Może przyjaciółka lub inna bliska, pijąca osoba chodzi do łóżka po alkoholu. Może też zaczęła sypiać z coraz większą liczbą mężczyzn? Może tkwi w relacji, która skłania ją do picia? Może pije coraz więcej, bo ma takiego partnera?

Wiele kobiet, które są z alkoholikami, zaczyna pić razem z nimi, bo boją się, że facet wyjdzie z domu i nie będą wie- działy, co się z nim dzieje. Wolą mieć kontrolę dlatego piją z nim i same wpadają w uzależnienie.

Jeśli osoba uzależniona lub dopiero wchodząca w uzależnienie usłyszy od kogoś bliskiego, że się o nią martwi, może zacząć się zastanawiać. Taka rozmowa może okazać się wstrząsem, szczególnie jeśli trafi się na moment, w którym alkoholik czy alkoholiczka ma gorsze dni, to znaczy odczuwa wyrzuty sumienia z powodu picia.

Najlepiej jest wykorzystać taką sytuację i działać szybko. Jeśli ta bliska nam osoba zapyta, co ma zrobić, nie ma na co czekać. Trzeba zabrać ją do poradni, do ośrodka uzależnień, na odwyk.

U alkoholików chwile, gdy są w stanie zgodzić się na leczenie, są rzadkie.

Takie działanie nazywa się interwencją kryzysową. Zdarza się, że na taką akcję umawia się kilka osób, np. przyjaciele albo rodzina.

Suzan: Jesteś przeciwniczką alkoholu?

Katarzyna: Niekoniecznie. Ja po prostu mam świadomość, jak to wszystko działa, ale nie mówię, że nigdy nie wolno się dzięki alkoholowi rozluźniać.

Po prostu nie lubię zmienionego stanu świadomości. Bardzo mi to przeszkadza i nie używam tego jako pomocy w kontaktach międzyludzkich.

Suzan: Jak autorka listu może pomóc przyjaciółce?

Katarzyna: Przede wszystkim musi liczyć się z tym, że być może nigdy nie uda się jej pomóc. Nie można się za to oczy- wiście obwiniać, ale warto spróbować.

Można skorzystać z rzeczy, o których wspomniałam wyżej. Niekoniecznie musi być to dwudziestu znajomych, którzy biorą dziewczynę na rozmowę, może pani próbować sama. Najlepiej jest wyczuć moment i wykorzystać gorszy dzień osoby uzależnionej.

Musi pani pamiętać, że jeśli przyjaciółka nie dostrzeże problemu, nie uda się jej pomóc. Nikomu nie można wylewać alkoholu, chować przed nim butelek, bo to nie zadziała. Wkurza to pijącego, który ze złości pije jeszcze więcej i ma dobry pretekst.

Miałam kolegę na studiach, który dawał mi swoje pieniądze, gdy wychodziliśmy na miasto, bo bał się, że wyda wszystko na alkohol. Zazwyczaj wydawał, przepijał, co miał ze sobą, a później było mu źle, ale gdy ja trzymałam jego kasę, to go ratowało. Ale to był ratunek chwilowy. I tak umarł z alkoholizmu.

Suzan: Wobec tego najważniejsza rada jest taka, że trzeba liczyć się z faktem, iż mimo dobrych chęci, czasami pomoc jest niemożliwa. Nikogo nie można do niczego zmusić.

Fragment książki „Instrukcja obsługi toksycznych ludzi”

  1. Psychologia

On, nałóg i ja

Ani uzależniony mężczyzna, ani współuzależniona od niego kobieta nie dadzą sobie rady sami, dlatego oboje potrzebują pomocy - mówi Katarzyna Miller. (Ilustracja Adriana Dziewulska)
Ani uzależniony mężczyzna, ani współuzależniona od niego kobieta nie dadzą sobie rady sami, dlatego oboje potrzebują pomocy - mówi Katarzyna Miller. (Ilustracja Adriana Dziewulska)
Mówi, że pije, gra, bo miał trudne dzieciństwo. Albo dlatego, że skrzywdziła go była żona. A ona myśli: uzdrowię go. – Pomysły o uzdrowieniu mężczyzny to początek drogi do współuzależnienia – mówi psychoterapeutka Katarzyna Miller.

Jak rozpoznać, czy mój partner uzależnił się od gier w sieci, zakupów, pornografii? Może on to po prostu lubi, to jego sposób na relaks?
Ludzie nie rozumieją, co to jest uzależnienie. Wydaje się im, że to coś, co bardzo często robią, co lubią i co daje im dużo frajdy. A tak nie jest. Istotą uzależnienia jest robienie czy zażywanie tego, co kiedyś dobrze nam robiło, dawało ulgę, ale teraz robi bardzo źle. Mimo to nie przestajemy, nawet jeśli zagraża to naszemu życiu. Nie patrzymy na konsekwencje, na koszty, aż w pewnym momencie nic więcej nie ma znaczenia, tylko „to”. Tym „czymś” może być wszystko. Gdybym wciąż jeździła na rowerze i nawet rozmawiając z mężem, przyjaciółką i szefem, myślała tylko o tym i czekała napięta, że za chwilę znów wskoczę na siodełko, to mogłabyś uznać, że jestem uzależniona.

Rower rządziłby twoim życiem?
Właśnie! To byłaby całkiem inna sytuacja niż ta, kiedy po prostu lubiłabym jeździć, a w wolnym czasie interesowałabym się markami i modelami różnych jednośladów. Jeśli rower byłby tylko moim hobby, to w sytuacji, kiedy czytałabym o rowerach, podeszłoby do mnie dziecko, bez złości skupiłabym się na rozmowie z nim. A gdy jestem uzależniona, to złoszczę się, gdy bliscy mi w tej czynności przeszkadzają.

Gdzie jest granica, za którą zostaje się rowero-, praco- czy innym holikiem?
Zapytałabym raczej: kto łatwo i szybko znajdzie się za tą granicą? Ten, kto ma różne emocjonalne deficyty, bo nie doświadczył (i z tego powodu nie potrafi sobie dać): samoakceptacji, poczucia wewnętrznej wartości, spokoju i bezpieczeństwa. Dlatego potrzebuje czegoś, co wyciszy jego lęk i głód dobrych odczuć wobec samego siebie. A nawet uzasadni prawo do życia i nada temu życiu jakiś sens. Tym czymś mogą być: narkotyki, alkohol, zakupy, hazard, seks, pornografia, czyli używki i czynności powszechnie niepochwalane. Ale są i takie, które przynoszą społeczne głaski, jak pracoholizm, i dlatego trudno je leczyć. Znam wiele osób uzależnionych od kłótni, złości, lęku czy cierpienia. One zawsze znajdą pretekst, aby zrobić awanturę albo poczuć się ofiarą. Łatwiej przeżywać silne emocje, bo są znane, oswojone, wiadomo, jak z nimi się obchodzić, niż wkładać wysiłek w poprawę swojego położenia.

Katarzyna Miller: Znam kobiety, które w ten sposób zostały alkoholiczkami, bo zaczęły pić z mężczyznami, żeby oni pili mniej. Uzależnienie ma to do siebie, że pochłania coraz więcej i więcej świata wokół. (Ilustracja Adriana Dziewulska)Katarzyna Miller: Znam kobiety, które w ten sposób zostały alkoholiczkami, bo zaczęły pić z mężczyznami, żeby oni pili mniej. Uzależnienie ma to do siebie, że pochłania coraz więcej i więcej świata wokół. (Ilustracja Adriana Dziewulska)

Można nie zauważyć, że narzeczony i na przykład gry to nierozłączna para?
Można, bo są mężczyźni, którzy bardzo się z tym kryją. Dopiero gdy zamieszkają z partnerką i nie są w stanie już się tak pilnować, wychodzi na jaw, że oddają się czemuś w specjalny sposób. Bo na przykład nie mają pieniędzy, choć dobrze zarabiają. A więc na co je wydają? Albo noce spędzają przy komputerze i wcale nie spieszą się do seksu.

Są jakieś sposoby, żeby odkryć prawdę, zanim zainwestujemy we wspólne mieszkanie?
Ten, kto bardzo coś ukrywa, jest zazwyczaj nadmiarowo fajny – dużo obiecuje, daje, komplementuje. Taka hojność powinna nas skłonić do uważności. Warto też ufać swojej intuicji i traktować poważnie to, że zaczynamy czuć się w tej relacji niedobrze. Trzeba wtedy poobserwować partnera. Mówi, że kocha? No, ale jest go przy mnie coraz mniej. Zapewnia, że mu zależy? Ale ja czuję, że mu przeszkadzam, że chciałby robić coś beze mnie.

Nie wmawiać samej sobie, że przesadzam?
Ważne też, by nie nadawać rzeczywistości znaczenia, jakie nam pasuje. Na przykład kobieta widzi, że jej nowy mężczyzna ma zawsze drogi zegarek, modne gadżety i ciuchy. Myśli więc, zadowolona, że jest bogatym estetą i że będzie jej z nim świetnie. A może jest uzależniony od zakupów?

Zakochane patrzymy na mężczyzn przez różowe okulary.
Wiele kobiet na początku nie chce widzieć ani słyszeć sygnałów ostrzegawczych. Nie traktuje poważnie słów mężczyzny, kiedy on mówi wprost: „Za często gram, za dużo wydaję na gadżety, osiem godzin siedziałem przed ekranem”. Najsensowniej wtedy powiedzieć: „Może przyjrzyj się temu, skonsultuj ze specjalistami”. Niemądrze jest mówić od razu: „Na pewno przesadzasz”. Wiele kobiet bagatelizuje zachowanie partnera, nawet kiedy kolejny raz się upije czy przegra pensję. Dlaczego? Bo w głowie noszą iluzję: „Ja go zmienię”. Niejedna kobieta lubi się wzruszyć, że swoją miłością uzdrowi ukochanego, jeśli usłyszy, że on tak brzydko się zachowuje, bo miał trudne dzieciństwo. Albo dlatego, że była żona go skrzywdziła. Takie pomysły o uzdrowieniu mężczyzny to początek drogi do współuzależnienia. A więc do sytuacji, kiedy jego emocje staną się dla kobiety ważniejsze niż jej własne. Będzie mu współczuć, wspierać, pomagać, opiekować się i wybaczać. A więc traktować jak dziecko zamiast jak dorosłego – i wymagać na przykład dotrzymywania umów. A ponieważ szybko okaże się, że nie może mu ufać, to też zacznie go pilnować i kontrolować.

Niemożliwe jest szczęście we troje: on, ja i to „coś”?
Jeśli na przykład kobieta przyłapie partnera na masturbacji i przemilczy to, bo pomyśli: „Jak zamieszkamy razem, to nie będzie tego robił” – bardzo się pomyli. Istotą uzależnienia od masturbacji nie jest brak stałej partnerki, tylko używanie seksu jako regulatora emocji i wypełniacza emocjonalnych dziur. Żadnego mężczyzny uzależnionego od czegokolwiek kobieta, z którą jest, nie obchodzi do tego stopnia, aby zaprzestał swojego uzależnienia. Ona jest mu potrzebna, ale jako zaplecze gospodarcze. Jako ktoś, kto zapewnia mu warunki do tego, aby mógł spokojnie nadal ćpać, pić, grać. Ona jest po to, żeby się nim zajęła, jak zemdleje ze zmęczenia po całonocnej masturbacji czy grach. Lub żeby wezwała pogotowie do jego zawału po przepracowaniu. Ona jest dla niego ważna jako jego wygoda, a nie jako osoba.

Miłość nie leczy nałogów?
Na samym początku może się tak wydawać, i to obojgu. Ale nadejdzie taki moment, zazwyczaj po kilku miesiącach, kiedy on znów sięgnie po alkohol czy seks, żeby poradzić sobie z emocjami, które go zaleją. No, a po tym jednym razie ruszy lawina, która w końcu zmiecie jej spokój i złudzenia. Jeśli ona uwierzy w jego zapewnienia, że już nigdy, że bez terapii i pracy nad sobą da radę przestać, to powinna od razu iść na spotkanie wspólnoty współuzależnionych.

Tylko rozstanie ma wtedy sens?
Sens ma tylko terapia, i to obojga. Rozstanie to dobry pomysł, ale niełatwy, jeśli kobieta jest współuzależniona. A jest, gdy wychowała się w rodzinie, w której były alkohol czy przemoc, a więc rosła w lęku i nie czuła się kochana. Aby przetrwać, musiała nauczyć się skupiać na emocjach rodziców, podążać za ich nastrojami i zaspokajać ich potrzeby, a nie swoje. Dla niej więc to nic nowego, że partner woli napić się, niż iść z nią do kina, że wkurza się o byle co, że raz jest słodki, a raz krytyczny, i nigdy nie wiadomo, w jakim nastroju będzie za chwilę, że nigdy go nie ma, bo: „Przecież pracuję, o co ci chodzi?”. Ani uzależniony mężczyzna, ani współuzależniona od niego kobieta nie dadzą sobie rady sami, dlatego oboje potrzebują pomocy.

A jeśli jej nie poszukają?
Jego uzależnienie zacznie kontrolować ich życie. Ona będzie wymyślała sposoby na jego nałóg, będzie stawiać warunki, które pozornie mają rozwiązać problem, a tak naprawdę tylko go spotęgują. Powie mu na przykład, że może pić, ale tylko w domu. Znam kobiety, które w ten sposób zostały alkoholiczkami, bo zaczęły pić z mężczyznami, żeby oni pili mniej. Uzależnienie ma to do siebie, że pochłania coraz więcej i więcej świata wokół. A więc ten mężczyzna w końcu i tak zacznie pić poza domem. No, a wtedy ona będzie płakać, krzyczeć, szukać go. Nie uczy się nas psychologii człowieka – i kobieta współuzależniona myśli, że kieruje nią miłość. Tymczasem może kierować nią stare marzenie o tym, że uratuje rodzica, który był alkoholikiem.

A inne powody trwania w związku z nałogowcem?
Znam niejedną młodą kobietę, która związała się z artystą i uznała, że on taki jest, że ma humory, raz jest obecny, a raz nie, a potem wraca i przynosi kolejną piosenkę napisaną dla niej, i patrząc jej w oczy, zapewnia, że cały czas myślał o niej na tym zatraceniu. No i ona się wtedy wzrusza i wybacza. Ale co z tego, że on przynosi piosenkę? Kobieta w takiej sytuacji powinna skupić się na sobie: co ona czuje, kiedy okazuje się, że jej partner znika z domu albo że jest nieodpowiedzialny, że nie dba o jej emocje i potrzeby. Ważne jest też to, żeby taka kobieta wiedziała, że to nie dusza artysty, ale uzależnienie powoduje, iż on jest niestabilny emocjonalnie. Kobieta o tym nie myśli, jeśli on dla niej jest jak narkotyk, bo wtedy, kiedy go wreszcie dostanie, zapomina o tym, jak bolało, kiedy go nie było. Jeśli w jej domu takie rzeczy się działy, to dla niej chleb powszedni i ona w taki związek wchodzi jak w masło. No i tak wspiera jego i swoje uzależnienia.

Co zrobić, kiedy dostajemy piosenkę zamiast odpowiedzialności i uczciwości?
Zdrowa kobieta pilnuje swojego dobrostanu. A więc do takiego artysty, który wróci po kilku dniach, powie: „Piosenka jest piękna, ale z tobą jest coraz gorzej”. On oczywiście zaatakuje: „O co ci chodzi!?”. Ona się jednak mu nie da i powie: „Źle się czuję w takim związku, jeśli będziesz dalej tak robił, to ja odejdę”. No i jeśli on nie przestanie znikać, kłamać, to ona odejdzie. I to jest ta różnica między współuzależnioną a zdrową kobietą.

Można zostać z „artystą” i nie zatracić siebie we współuzależnieniu?
To bywa możliwe przy wewnętrznej sile, świadomości i opanowaniu. Znam kobiety, ale nie jest ich dużo, bo to bardzo trudne, które powiedziały: „Ja go kocham, jest dla mnie interesujący, on będzie żył jak chce, a ja przy nim tak, jak ja będę chciała i mogła”. Taka kobieta nie weźmie na siebie choroby mężczyzny, skupi się na chronieniu siebie. A więc będzie sprawdzać, czy kontakt z nim jej czymś nie grozi. No i wie, że może liczyć tylko na siebie. Nie ma złudzeń, nie daje się zwodzić. Bo on, jak każdy uzależniony, ma momenty, kiedy powie: „Już mam dosyć, przestaję pić”, ale ona wie, że to bajer.

Smutne… Nie ma żadnej nadziei?
Może być tak, że świadoma kobieta, kiedy będzie już wiedziała, co jest grane, postawi partnerowi warunek: „Idziesz się leczyć albo koniec z nami”. No i są mężczyźni, którzy się wtedy zaczynają leczyć i wychodzą na prostą. To ci, w których poza destrukcją jest także chęć życia. Ale muszą tak naprawdę sami tego chcieć i pracować nad powrotem do zdrowia z pomocą specjalistów. Podstawowa zasada, jaką musi przyjąć kobieta, która widzi, że jej mężczyzna ma problem, brzmi: możesz zmienić tylko siebie, jego nie.

A więc musimy wiedzieć, czy same nie jesteśmy uzależnione?
To ma ogromne znaczenie, bo druga zasada mówi: nałóg (a jest nim też współuzależnienie) to ucieczka od realności. Trzeba wiedzieć, jak to działa, że najpierw ucieka się od przykrości emocjonalnych w to, co daje przyjemność, na przykład seks, alkohol czy gry. Dzięki temu odczuwa się ulgę, satysfakcję, euforię. Traktuje się te odczucia jak nagrodę za trudy życia i różne przykrości. Szybko jednak te nagrody zaczynają być jak opętanie – nie umiemy bez nich żyć. A potem nas zabijają.

Dlaczego tak się dzieje, że nałóg nas zabija?
Nie umiemy sięgać po nic innego, co by nam mogło dać to samo, czyli poczucie ulgi, satysfakcji, przyjemności. Palacz zaciąga się i odczuwa natychmiastową ulgę – krótką, ale od razu. Kiedy rzuci palenie, potrzebuje czegoś innego, co mu tę ulgę da. Ale to nie jest takie proste. Aby poradzić sobie z życiem na trzeźwo, potrzebna jest praca nad sobą i pomoc wspólnoty, jaką są choćby Anonimowi Alkoholicy, Anonimowi Uzależnieni od Seksu i Miłości czy Anonimowi Jedzenioholicy.

A gdy spotyka się dwoje uzależnionych? Mogą być razem?
I często są, sami nie wiedząc, jak to z nimi naprawdę jest. Na przykład kobieta może być uzależniona od czegoś innego niż mężczyzna i uważać, że jej nałóg to nic w porównaniu z jego. Ona wydaje za dużo na ubrania, a on bierze kokainę! I niestety, rozkręcają się w swoich nałogach, bo mają sobie za złe, bo się tym usprawiedliwiają. I cierpią okrutnie. Mogą być razem, jeśli oboje równolegle podejmą pracę nad swoimi uzależnieniami i będą w tym wytrwali. Gdy staną się odpowiedzialni za siebie samych, a nie za partnera. Gdy będą szanować siebie, trzeźwość i dojrzałość. Mogą być wtedy z siebie dumni, ale już zawsze powinni być uważni. 

  1. Psychologia

Rozładuj swój stres - 19 sposobów

Doskonałą metodą rozluźnienia wewnętrznych napięć są proste medytacje i gry wyobraźni, nazywane wizualizacjami. (Fot. iStock)
Doskonałą metodą rozluźnienia wewnętrznych napięć są proste medytacje i gry wyobraźni, nazywane wizualizacjami. (Fot. iStock)
Denerwujące sytuacje zdarzają się nawet w najpogodniejszy dzień wiosny. Nie unikniemy napięcia, cała sztuka polega na tym, by je rozładować. Wystarczy pół minuty!

Budzik nie zadzwonił w porę, twoja życiowa połówka złości się na cały świat, a dzieci poruszają jak muchy w smole… A przecież wszyscy jesteście spóźnieni! Potem jakiś niedzielny kierowca zajechał ci drogę, a w pracy szef wezwał na dywanik. Choć za oknem piękna pogoda, musisz jeszcze zostać po godzinach… Wszystko układa się nie tak, jak powinno. Mały stres goni większy.

Zrelaksuj się

Istnieje wiele sposobów uporania się ze stresem. Można dobierać je zależnie od tego, ile mamy czasu. Niektóre ćwiczenia poleca się wykonywać tylko w domowym zaciszu, inne można robić nawet w biurze, autobusie czy na spacerze. Wypróbuj ich jak najwięcej i przekonaj się, które najlepiej cię odprężają. Dobrze jest ćwiczyć regularnie, traktując je jako środek zapobiegawczy, a nie tylko pogotowie stresowe. Już pół minuty wystarczy, żebyś uporał się z kilkoma fizycznymi objawami stresu.

Doskonałą metodą rozluźnienia wewnętrznych napięć są proste medytacje i gry wyobraźni, nazywane wizualizacjami. Na początku wielu osobom z trudem przychodzi wyobrażenie sobie czegokolwiek. Nie trzeba się jednak zrażać, to kwestia treningu. Brytyjski terapeuta Colin Tipping, twórca metody Radykalnego Wybaczania, radzi, by zacząć od przywołania w pamięci twarzy dziecka lub małżonka. To chyba każdy potrafi! A potem przestawić wyobraźnię na inne obrazy.

Pół minuty

Chwila gimnastyki

Strach lub złość sprawiają, że garbisz się i chowasz głowę w ramionach. Najważniejsze: wyprostować się! Wtedy ciało daje sygnał psychice i automatycznie poprawia się też nastrój.

Napięte plecy rozluźnisz, przeciągając się jak kot. Potem rozruszaj ramiona i barki, zrób parę kółeczek ramionami i ściągnij je do tyłu. Podnieś brodę, wyciągnij szyję, wypnij pierś i schowaj brzuch. Zrób serię 10 głębokich oddechów. Zaczerpnij jak najwięcej powietrza do płuc i powoli je wypuszczaj. Skupiaj się jedynie na oddychaniu, a nie tym, co cię zdenerwowało.

Zbawcza nuda

W stresie zaciskasz szczęki w podświadomym geście obronnym. Odblokujesz je, ziewając jak najszerzej 10 razy. A jeśli jesteś w towarzystwie, lekko naciśnij językiem na podniebienie, tuż za przednimi zębami. Nikt tego nie zauważy, a rozluźnisz szczęki i skronie.

Magiczne dłonie

Zaciśnięte powieki to kolejny objaw stresu. Usiądź przy stole, opierając łokcie o blat. Zamknij oczy i zasłoń je dłońmi. Zrób serię kilkudziesięciu mrugnięć.

Coś z jogi

Uklęknij opierając się dłońmi o podłogę. Zrób wdech i unieś miednicę tak, by ciało tworzyło odwróconą literę V. Opieraj się o podłoże całymi dłońmi i stopami, oddychaj powoli i głęboko. Staraj się wyciągnąć jak najwyżej miednicę, utrzymując idealnie proste plecy i nogi. Wytrzymaj w tej pozycji 20 sekund. Zrób głęboki wydech, usiądź na piętach, podnieś głowę i wstań po 10 sekundach.

Akupresura

10 razy lekko uciśnij palcem wskazującym punkt znajdujący się dokładnie pośrodku między brwiami. Możesz też uszczypnąć się kilka razy w zagłębienie między kciukiem a palcem wskazującym.

Jedna minuta

Terapia One Brain – Carol Hontz

W stresie krew odpływa z czoła na tył głowy. Zapobiegniesz temu, kładąc jedną dłoń na czole, a drugą z tyłu głowy, na potylicy. Spokój i zdolność jasnego myślenia odzyskasz, masując trzema palcami kość ogonową. Drugą rękę kładziesz na splocie słonecznym (nad pępkiem).

Akupresura

Z boku twarzy, między policzkiem i płatkiem usznym jest maleńkie wgłębienie, bolesne przy ucisku. Mocno naciskaj palcami wskazującymi te punkty po obu stronach głowy.

Narysuj coś

Usiądź wygodnie na krześle, wyprostuj plecy i skrzyżuj nogi w kostkach. Wyobraź sobie, że twoja stopa jest pędzlem, którego zakończeniem jest duży palec. Rysuj nim litery i figury geometryczne. Powtórz to drugą stopą.

Dwie minuty

Stymulacja półkul mózgowych

Usiądź wygodnie, z wyprostowanymi plecami, zdejmij buty. Ręce oprzyj na kolanach. Delikatnie przytupuj najpierw lewą nogą, potem prawą. Osoby leworęczne muszą zmienić kolejność. Powtórz kilka razy.

Ćwiczenia Jacobsona

Podczas ich wykonywania, głęboko oddychaj:

  • unieś dłonie przed siebie na wysokość brwi. Szybko i mocno pocieraj nimi o siebie,
  • złącz dłonie czubkami palców na wysokości piersi, łokcie odciągnij jak najdalej na boki. Dociskaj z całej siły czubki palców,
  • złącz dłonie, przedramiona i łokcie przed sobą. Palce obu dłoni odchylaj jak najdalej od siebie,
  • wyciągnij przed siebie złączone ręce, zegnij w łokciach i zaciśnij pieści tak, by widzieć kciuki,
  • uciskaj punkt po punkcie małżowiny uszne, zaczynając od płatka ucha.

Akupresura

Usiądź, uginając lekko lewe kolano. Lewą rękę połóż na rzepce. Rozłożonymi palcami obejmij kolano. Nieco poniżej końca palca serdecznego znajdziesz miejsce bolesne przy ucisku, tuż pod rzepką. Czubkiem palca wskazującego masuj je na odcinku około 2 cm szybkimi ruchami skierowanymi w dół. Po minucie zajmij się prawym kolanem.

Złote światło

Usiądź wygodnie, rozluźnij ramiona, odetchnij głęboko i wyobraź sobie, że złote światło wpływa do twojego ciała przez czubek głowy jak rwąca rzeka i wypłukuje napięcie.

Pięć minut

Gimnastyka dla każdego

Połóż się na podłodze i nie odrywając pleców od ziemi, podnieś wyprostowane nogi do góry. Energicznie kładź je po lewej i po prawej stronie ciała. Powtórz to 10 razy, a następnie z pozycji leżącej unoś tułów, nie odrywając bioder od podłogi. Zrób serię 10 skłonów w lewą i w prawą stronę. Na zakończenie połóż się i chwilę głęboko oddychaj.

Poczuj świat

Rozejrzyj się wokół siebie, nazwij pięć rzeczy, które masz w zasięgu wzroku. Skoncentruj się na dźwiękach i określ 5 z nich. Wsłuchaj się w swoje ciało i pomyśl, co czujesz (np. swędzenie, ucisk, napięcie, zesztywnienie itd). Teraz skoncentruj się na czterech rzeczach, które widzisz, słyszysz i czujesz, następnie trzech, dwóch i jednej.

Kwadrans

Trening autogenny

Zasłoń okna, wyłącz telefon. Połóż się na plecach z głową na małej poduszce. Wyprostuj nogi, ręce odsuń od tułowia i lekko zegnij w łokciach. Oddychaj powoli i głęboko i mów w myślach: „Leżę spokojnie, oddycham wolno i równo. Koncentruję się na prawej ręce (leworęczni najpierw na lewej). Dłoń jest ciężka, ciężar przenosi się na przedramię i ramię. Cała ręka jest ciężka”. Potem to samo mówisz o drugiej ręce, obu nogach (ciężar przenosi się od stopy w górę) i tułowiu. Wywołaj w całym ciele uczucie ciężaru i ciepła (tylko głowa pozostaje chłodna). Po paru minutach powiedz w myślach: „Leżę spokojnie, całe moje ciało jest ciężkie i ciepłe, tylko głowa jest chłodna. Oddycham spokojnie, jestem odprężony. Do rąk wraca siła, poruszam palcami, do nóg wraca siła, poruszam palcami stóp. Biorę głęboki oddech, do całego ciała wraca siła”. Potem przeciągnij się, zegnij nogi w kolanach i powoli usiądź.

Gimnastyka izometryczna

Połóż się wygodnie, napnij całe ciało na kilka sekund, a potem rozluźnij kolejno mięśnie łydek, ud, brzucha, klatki piersiowej i ramion. Chwilę odpocznij i powtórz to ćwiczenie co najmniej 5 razy. Zakończ, leżąc przez minutę spokojnie i głęboko oddychając.

Tęczowa medytacja

Usiądź lub połóż się, zamknij oczy, weź głęboki oddech i wyobraź sobie, że kolejne barwy wypełniają twój umysł. Widzisz tylko kolor, nic więcej:

czerwień – piękna czerwień róży, wiśni, która stopniowo przeobraża się w...

pomarańczowy – promienny i energetyczny kolor owoców pomarańczy i mandarynek

żółty – świetlisty, wypełnia ciepłem całe ciało

zieleń – intensywna, jak soczystej trawy i liści

błękit – uspokajający, w odcieniu czystego nieba w słoneczny dzień

fiolet – nasycony, odprężający, w odcieniu dojrzałego bakłażana.

Pełny oddech jogi

Połóż się wygodnie i wypuść całe powietrze z płuc, wciągając brzuch. Ułóż dłoń na brzuchu tuż pod żebrami. Zaczerpnij powietrza przez nos i pozwól, żeby najpierw wypełniło brzuch, potem przeponę i dopiero na końcu dotarło do szczytów płuc. Gdy już płuca będą wypełnione, wypuszczaj powietrze, również przez nos, ale w odwrotnej kolejności: najpierw ze szczytów płuc, a na końcu z brzucha. Oddechy powinny być powolne i płynne, bez wysiłku. Zacznij od 4 pełnych oddechów, potem możesz stopniowo zwiększać ich liczbę aż do 10. Na początku może ci się zakręcić w głowie, wtedy przerwij na chwilę.

Technika Huny

Gdy już nauczysz się głęboko oddychać, przy wdechu wyobraź sobie, że patrzysz w niebo, obserwujesz chmury lub gwiazdy. Natomiast podczas wydechu kieruj uwagę jak najniżej, na ziemię pod swoimi stopami. Pięć oddechów niebo–ziemia doskonale cię wyciszy.