1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. 8 kroków do zbudowania świadomej samooceny

8 kroków do zbudowania świadomej samooceny

Przedstawiamy 8 prostych kroków do zbudowania świadomej samooceny. (Fot. iStock)
Przedstawiamy 8 prostych kroków do zbudowania świadomej samooceny. (Fot. iStock)
Znasz swoją wartość i umiesz korzystać z wewnętrznej mocy? Potrafisz wyciągać wnioski z życiowych doświadczeń i szanujesz lekcje, jakie dostajesz od losu? Masz odwagę marzyć i realizować marzenia? Oto 8 kroków do zbudowania świadomej samooceny.
  1. Weź odpowiedzialność za swoje życie

Czasami łatwiej uwierzyć, że szczęście zależy od warunków zewnętrznych lub od konkretnej osoby. Jeśli coś nie układa się tak, jak tego chcemy, łatwo obwiniać okoliczności życiowe albo innych ludzi. Większym wyzwaniem jest wzięcie odpowiedzialności za swoje życie i wszystkie podejmowane decyzje, bez obwiniania siebie za niepowodzenia.

  1. Wyciągaj wnioski z doświadczeń

Każda trudna sytuacja jest okazją do wzmocnienia poczucia własnej wartości. Staraj się podchodzić refleksyjnie do tego, co ci się przydarza. Jeśli traktujesz doświadczenia jak lekcje i odczytujesz zawarte w nich nauki, będziesz wychodzić zwycięsko z każdej sytuacji.

  1. Zrewiduj swoje przekonania

Życie potrafi uczyć poprzez kontrasty. Dostajemy to, czego nie chcemy, żeby łatwiej było nam poczuć to, czego pragniemy. Aby nie powtórzyć po raz kolejny podobnego doświadczenia, poznaj przekonania, które mogły przyciągnąć daną sytuację. Czas na zmianę tych, które już ci nie służą. Dla przykładu, jeśli jesteś niezadowolona z pracy, bądź świadoma, że to nie wina szefa oraz tego, co w tej pracy wykonujesz. Dzięki „nielubianemu zajęciu” możesz poczuć, czego tak naprawdę chcesz

  1. Bądź wdzięczna

Praktykuj świadomość pełni, czyli doceniaj to, co już masz. Zamiast narzekać na brak czegoś, poczuj wdzięczność za wszystkie dobre sytuacje, których doświadczyłaś. Za przyjaźnie z ludźmi i piękne chwile z bliskimi. Doświadczaj stanu obfitości. Ciesz się z samego faktu, że żyjesz i możesz doświadczać życia. Szczęście to stan, który nie jest uwarunkowany przez świat zewnętrzny, ale przez to, jak się czujesz sama ze sobą, a dopiero następnie ze światem.

  1. Kochaj siebie

Zbuduj pozytywną relację z samą sobą. Bo jeśli kochasz siebie, potrafisz kochać innych. Nie czekaj zatem na komplementy od bliskich, ale sama mów je sobie codziennie. Dbaj o komfort ciała, relaks, zdrowe jedzenie i dobry sen. Choćby na 10 sekund połóż dłoń pośrodku klatki piersiowej. Poczuj swój oddech i przywitaj się w myślach z własnym sercem. Podziękuj mu za to, że pracuje dla ciebie 24 godziny na dobę. Spróbuj również od czasu do czasu sprawiać sobie prezenty, niekoniecznie materialne. Może to być chociażby wieczorne patrzenie w gwiazdy, słuchanie ulubionych utworów czy zapisanie się na masaż.

  1. Bądź uczciwa wobec siebie

Jeśli czujesz, że nie masz na coś ochoty, ale jednocześnie nie chcesz kogoś urazić lub zawieść, zatrzymaj się. Posłuchaj wewnętrznego głosu intuicji oraz uświadom sobie reakcję ciała. Jeśli zdecydowanie podpowiadają ci, aby nie iść na spotkanie towarzyskie, firmową imprezę lub cokolwiek innego – działaj w zgodzie ze sobą. Jeżeli robisz wiele rzeczy, które nie dostarczają ci pozytywnych emocji, możesz szybko poczuć zmęczenie i frustrację. Nie musisz godzić się na coś tylko dlatego, że tak wypada. Angażuj swój czas i energię w to, co jest dla ciebie wartościowe, co sprawia, że rosną ci skrzydła i czujesz się zainspirowana.

  1. Nie odwlekaj ważnych spraw

Jeśli często załatwiasz ważne sprawy w ostatniej chwili, zapytaj siebie: Dlaczego przeciągam coś, co mogę zrobić wcześniej? Czy robię to ze strachu przed niepowodzeniem? A może z lęku przed nieznanym? Odwlekanie ważnych spraw jest jak dokładanie kamieni do ciężkiego plecaka. Po jakimś czasie jest już tak przeładowany, że utrudnia codzienne funkcjonowanie. Problemy nie znikną, dopóki nie podejmiemy działania. Zrób listę odkładanych od dawna spraw. Wybierz na początek pięć najważniejszych, zdecyduj, od której zaczniesz swój program nieodwlekania.

  1. Żyj w równowadze

Traktuj siebie jak najlepszą przyjaciółkę, z którą spotykasz się regularnie i jest to bardzo pozytywne oraz inspirujące doświadczenie. Jeśli nie ma w twoim życiu równowagi między kontaktem z innymi oraz kontaktem z samą sobą, możesz odczuwać frustrację i rozdrażnienie. Nasza kobieca natura domaga się, abyśmy celebrowały kontakt z samymi sobą na równi z kontaktem z innymi ludźmi. Sprawdź zatem, czy w twoim życiu istnieje równowaga w tej kwestii.

Ćwiczenie: Namierz swoje marzenie

Wybierz jedno marzenie, z którym będziesz pracować. Wyobraź sobie, że ono właśnie się spełnia. Jeśli jest to świetna praca, zobacz siebie w tym miejscu, zadowoloną i spełnioną. W trakcie widzenia tych pozytywnych wyobrażeń skup się na swoich emocjach. Jakie myśli pojawiają się w twojej głowie? Oddychaj głębiej. Obraz, jaki widzisz pod powiekami, jest coraz bardziej realny. Wyobraź sobie, że ty z wymarzonej rzeczywistości przekazujesz sobie, siedzącej na krześle, ważną wiadomość w postaci paczki. Może ona zawierać jakiś przedmiot, list, kartkę ze zdaniem. To symboliczna wskazówka dotycząca spełnienia marzenia. Na koniec zapytaj siebie, czy to marzenie jest tym, czego pragnie twoje serce.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Nie jestem doskonała. I dobrze!

Właśnie wtedy, kiedy czujemy, że nie jesteśmy doskonałe, mamy szansę pokochać się. (Fot. iStock)
Właśnie wtedy, kiedy czujemy, że nie jesteśmy doskonałe, mamy szansę pokochać się. (Fot. iStock)
Doskonałość osiąga się poprzez akceptację niedoskonałości, pisze w swojej książce "Living Wabi Sabi", Taro Gold. Weźmy sobie tę myśl do serca.

Wiesz, że dzięki błędom, przypadkom, awariom odkryto DNA, penicylinę, aspirynę, teflon, nylon, płatki kukurydziane? Największe osobiste odkrycia stają się naszym udziałem, kiedy umysł jest cichy, bo wtedy otwiera się dusza. To dobra wiadomość dla tych, którzy są w momencie zastoju, gorszego samopoczucia, kiepskiej formy, czy tkwią w życiowym martwym punkcie. Coś nie pozwala im działać, myśleć, planować. Taro Gold pisze, że przecież tak rzadko mamy okazję odpocząć od pracy, odprężyć się i nie myśleć. Nie usiłować poprawiać się, pracować nad sobą, krytykować się, starać, zmieniać.

"Chcę być doskonała. Chcę być silna w obliczu stresu i niepewności. Chcę być idealną partnerką dla mężczyzny, matką na złoty medal" - mamy wobec siebie takie wymagania i oczekiwania. Ale to nie jest życie. Nie ma możliwości, żeby być doskonałą. Nawet, jak chodzisz na terapię, nie za każdym razem wprowadzisz w życie to, o co się rozwinęłaś. Czasem złościmy się, frustrujemy, że w kółko od nowa odrabiamy te same lekcje. "Znowu skrzyczałam dziecko, znowu uległam szefowej, znowu próbowałam manipulować mężem, znowu nie trzymałam granic. Chcę być doskonała".

Ale właśnie wtedy, kiedy czujemy, że nie jesteśmy doskonałe, mamy szansę pokochać się. Bo kiedy w takim momencie zaakceptujemy się, spojrzymy się na siebie ciepło, poczujemy, że nie musimy na nic zasługiwać, coś w nas się zmieni na zawsze. Być zadowoloną z siebie, kiedy właśnie dostałyśmy awans lub mężczyzna powiedział nam komplement, to łatwe. I tak naprawdę pozorne, bo miłość własną uzależniamy od rzeczy i sytuacji zewnętrznych. To utrata wolności.

Pozwolenie sobie na bycie niedoskonałą to ulga płynąca ze zdjęcia maski. Powiedzenie nie normom społecznym i kulturowym wymaga odwagi. W świecie, w którym wypada odnosić sukces finansowy i rozwojowy, jesteśmy sobie takie, jakie jesteśmy. Z lękiem przed odrzuceniem, brakiem pieniędzy, z tłustymi włosami. Jeśli w tym momencie poczujemy się ze sobą dobrze, wygrałyśmy. I nie chodzi o to, żeby zrezygnować ze swoich marzeń i aspiracji, nie. Możesz to wszystko zrobić, ale w innej intencji niż zdobycie własnego uznania.

W stanie, w którym niewiele się w twoim życiu dzieje, kiedy wokoło jest pusto, nie masz dokąd uciec, zyskujesz dużą szansę, żeby odkryć kim naprawdę jesteś. I, obojętnie czy jesteś introwertyczką, artystką, czy chcesz wspinać się w Himalajach, przede wszystkim jesteś.

  1. Psychologia

Przebudź się - ty też możesz zmienić świat

Gdy wyciszamy umysł, możemy poczuć życie pulsujące w ciele, w przyrodzie, w ludziach, w zdarzeniach; zapomnieć o sobie, o swoim małym ja. (Fot. iStock)
Gdy wyciszamy umysł, możemy poczuć życie pulsujące w ciele, w przyrodzie, w ludziach, w zdarzeniach; zapomnieć o sobie, o swoim małym ja. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Jesteśmy przebudzeni, gdy patrzymy na świat z zaciekawieniem i zachwytem. Gdy odnajdujemy spełnienie w działaniu, a nie w osiąganiu celów. Gdy patrzymy na ludzi i widzimy w nich nas samych. Możemy być przebudzeni z chwili na chwilę.

„Kto powiedział, że mała grupa zaangażowanych osób, którym zależy, nie może zmienić świata? Tylko tacy mogą to zrobić!” To słynne już słowa antropolożki Margaret Mead. Sentencja Gandhiego o tym, że mamy stać się przemianą, którą chcemy widzieć w świecie, obiegła już tysiące razy naszą planetę, cytowana, przypominana jako inspiracja i zachęta do działania. W jaki sposób mamy zmienić świat? Co tak naprawdę jest do zrobienia?

Pokochaj papierosy

W 2008 roku Eckhart Tolle wydał swoją kultową już dziś książkę „Nowa Ziemia”. Wcześniej „Potęgę teraźniejszości”. Obie sprawiły, że został nazwany duchowym nauczycielem naszych czasów, mimo że nie jest związany z żadną religią, nie pisze o Bogu. Pisze o Świadomości, Obecności, Uważności. „Nowa Ziemia” stała się światowym bestsellerem. Oprah Winfrey włączyła ją do swego Klubu Książki i przez kilka miesięcy prowadziła na portalu internetowym dyskusję nad tą książką z udziałem autora i kilkunastu milionów uczestników łączących się na żywo ze studiem. To książka o przebudzeniu, o transformacji świadomości, bez której niemożliwa jest jakakolwiek zmiana – ani w nas, ani w naszych związkach, ani w świecie, w którym żyjemy.

Wayne W. Dyer, jeden ze światowych „przebudzaczy” świadomości (autor świetnych książek, m.in. „Odmień swój umysł, odmień swoje życie”, „Żyć w równowadze”), zwraca uwagę na coś bardzo istotnego – mimo że wypowiedzieliśmy wojnę niemal wszystkim problemom współczesnego świata, nie wygraliśmy żadnej z nich.

Wypowiedzieliśmy wojnę ubóstwu – pisze w »Żyć w równowadze« – a biedy na świecie jest więcej niż kiedykolwiek. Wojna, którą toczymy z narkomanią, doprowadziła wyłącznie do potrojenia liczby więźniów i zwiększyła dostępność nielegalnych substancji dla młodych ludzi. Wojna z przestępczością doprowadziła do jej nasilenia, wzrostu poczucia zagrożenia w społeczeństwie, zwiększonego nadzoru, spadku wzajemnego zaufania i nadużyć, jakich dopuszczają się służby porządkowe. Myśli, których zasadniczym motywem jest walka, w sposób nieunikniony prowokują reakcję tego samego rodzaju – ci, przeciwko którym się zwracamy, odpowiedzą agresją. Walka osłabia i prowadzi do zaburzenia równowagi. Dotyczy to także naszych wysiłków zmierzających do pozbycia się nałogów”.

Nie zwalczymy naszych nałogów, trzeba je pokochać, twierdzi Dyer. Jeśli to jedzenie, słodycze czy papierosy, pokochaj je. Jeśli kokaina czy środki przeciwbólowe, pokochaj je. Tak jak kocha się nauczycieli, którzy pokazują, kim nie chcemy już być. Pokochajmy wszystko, od czego się uzależniliśmy, a najbardziej ludzi. Dopiero wtedy będzie można odejść. Dopiero wtedy dokona się zmiana.

Wychodzimy z więzienia

To już się dzieje. Budzimy się. W skali globalnej coraz więcej osób rozumie, że walka, uprzedzenia i dogmaty skazują nas na cierpienie i niekończące się problemy. Co ciekawe: nowa wyłaniająca się świadomość sprawia, że mamy wrażenie, iż chaos się pogłębia. Jest coraz lepiej i coraz gorzej. Stare odchodzi, nowe rodzi się w bólach.

Jaka będzie Nowa Ziemia? To zależy od nas. Fizycy kwantowi od dziesięcioleci piszą o tym, że tak właśnie zbudowany jest nasz wszechświat – myślami, przekonaniami i uczuciami my sami go tworzymy. Jesteśmy ze sobą połączeni – moje myśli i uczucia tworzą ciebie, a twoje – mnie. Rupert Sheldrake nazwał to zjawisko rezonansem morficznym.

Wyobraźmy sobie Nową Ziemię: kwitnącą, dostatnią i zdrową. Zanurzmy się w tej świadomości. Znajdziemy ją poza uwarunkowanym umysłem, w wewnętrznej ciszy i spokoju. W akceptacji tego, co jest. Dopiero z tego miejsca możliwe jest uzdrowienie, działania w dobrym kierunku. Z tej głębokiej obejmującej wszystko świadomości wyłania się miłość, radość, spełnienie, kreatywność. Wychodzimy z więzienia opinii, ocen, osądów, punktów widzenia, racji, dogmatów politycznych, naukowych czy religijnych. To tylko myśli, a myśli dzielą rzeczywistość, zniekształcają ją, ograniczają i stwarzają konflikty.

Świadomość poza uwarunkowanym umysłem jest uzdrowicielką podziałów. Dotrzeć do tego poziomu świadomości nie jest łatwym zadaniem, ponieważ więzi nas ewolucyjny ból. Przez bardzo długi czas nasze mózgi były trenowane w chronieniu małego ja, chełpieniu się zwycięstwami, zdobywaniu coraz większej liczby przedmiotów i tego, żeby mieć rację. Są wyćwiczone w nudzie, złości, smutku, zniecierpliwieniu, niepokoju, napięciu, niezadowoleniu. Na dzisiejszym poziomie ludzkiej ewolucji pilnie potrzebujemy przestać identyfikować się z tymi zmiennymi nastrojami. Wyzwanie, przed którym stoimy, to przekraczanie granic umysłu. Sięganie głębiej.

Gdy wyciszamy umysł, możemy poczuć życie pulsujące w ciele, w przyrodzie, w ludziach, w zdarzeniach; zapomnieć o sobie, o swoim małym ja.

Jesteśmy kimś więcej

To właśnie małe ja, uwarunkowany umysł, stwarza problemy, ma sympatie i antypatie, boi się i pragnie, dzieli świat na „ja” i „nie ja”, jest rozżalone, urażone, zawstydzone i winne, potrzebuje konfliktu, więc porównuje i zazdrości. Jest okrutne i skłonne do przemocy. Wyraża ignorancję i nieświadomość przemijającego właśnie etapu ludzkiej ewolucji. Odkrycie, że jesteśmy kimś więcej niż małym ja, otwiera drzwi więzienia. Jest w nas ktoś, kto widzi, jest świadomy myśli, odczuć, bólu, ktoś, kto wie, że umrzemy. To nasza głęboka świadomość, niemy obserwator, świadek. Przestrzeń, z której wszystko się wyłania, bezkresna inteligencja, której częścią jesteśmy. Tej świadomości nie możemy stracić.

Małe ja nie chce tego czytać ani słuchać o tym, ponieważ aby mogło istnieć, musi być w opozycji, sprzeczać się, walczyć, konfliktować. Na szczęście możemy objąć je czułą świadomością i ukoić zszargane nerwy. Dla przestrzeni świadomości w nas wszystko jest przejawem życia i ewolucji. Wszystko jest doskonałe; doskonałe w swojej niedoskonałości.

Ćwiczmy przebudzenie. Zauważajmy te bezcenne chwile obecności, gdy widzimy piękno dookoła, słyszymy bicie naszych serc i czujemy się częścią niewyobrażalnie ogromnego wszechświata. Za każdym razem, gdy patrzymy na kogoś i zamiast reagować odruchowo i osądzać, widzimy osobę o nieskończonych możliwościach – ekspresji, kreatywności, czułości – jesteśmy przebudzeni. To dzieje się w tej właśnie chwili. A potem w następnej, i w następnej.

  1. Psychologia

Syndrom oszusta - częsty problem osób z niską samooceną

W walce z syndromem oszusta bardzo ważna jest wiedza o tym, że wielu osobom towarzyszy w życiu taki rodzaj lęku przed oceną, niepewność co do swojej wartości. (Ilustracja iStock)
W walce z syndromem oszusta bardzo ważna jest wiedza o tym, że wielu osobom towarzyszy w życiu taki rodzaj lęku przed oceną, niepewność co do swojej wartości. (Ilustracja iStock)
Boisz się, że świat za chwilę się dowie, ile tak naprawdę jesteś warta, a raczej jak niewiele wiesz, umiesz, potrafisz? Zapewne cierpisz na syndrom oszusta, który często dopada osoby, które mają problem z samooceną. Co zrobić, by ten strach nie zatruwał nam życia, radzi psychoterapeutka, Adriana Klos. 

Royal Festival Hall w Londynie. Sala wypełniona po brzegi. To spotkanie z żoną byłego prezydenta USA Michelle Obamą. Bilety wyprzedały się błyskawicznie. Kobiety jak zawsze chcą usłyszeć, co powie Obama, bo – jak mówią – motywuje je do działania. Silna, pewna siebie kobieta sukcesu, tak sądzą… Tymczasem Michelle wychodzi na scenę i po raz pierwszy zwierza się publicznie, że od wielu lat cierpi na syndrom oszusta.

Wszyscy wątpimy w siebie

Syndrom oszusta to zjawisko psychologiczne polegające na ciągłym wątpieniu w swoje możliwości, na umniejszaniu swoich sukcesów, niedocenianiu własnego potencjału. Aż w końcu na przeświadczeniu graniczącym z pewnością, że już za moment świat dowie się, ile tak naprawdę jesteśmy warci, a konkretnie – jak niewiele jesteśmy warci. Ludzie cierpiący na syndrom oszusta często uważają się za mniej utalentowanych i mniej inteligentnych, niż są w rzeczywistości. Nie wierzą, że mogą osiągnąć sukces, a gdy się im to udaje, mają poczucie, że to jedynie przypadek, łut szczęścia i że na to nie zasłużyli. 

To przekonanie, że nikt nie powinien brać mnie na poważnie. Bo co ja mogę wiedzieć? – mówiła Obama podczas londyńskiego spotkania. – Dzielę się z wami moją historią, bo wszyscy wątpimy w siebie i nasze możliwości, naszą siłę – dodała. 

Jak opowiadała, przez to, że jej mąż był prezydentem, miała wrażenie, że jej sytuacja zawodowa wynika wyłącznie z wysokiej pozycji partnera. Wspominała, że przed wejściem do gabinetu królowej Elżbiety II kompletnie spanikowała. Utknęła przed drzwiami, w nieskończoność przypominając sobie kolejne punkty protokołu dyplomatycznego. Aż rozległ się zniecierpliwiony głos królowej: „Po prostu wejdź!”. A ona – doświadczona już wtedy pierwsza dama – sparaliżowana strachem, że na pewno popełni niewybaczalną gafę, nie była w stanie zrobić ani kroku.

Syndrom oszusta objawia się ciągłym lękiem, który demoluje życie. Jak wynika z badań ta przypadłość jest bardzo powszechna, przynajmniej raz w życiu dotyka nawet 70 proc. ludzi. Ale nie u każdego przybiera tak ostrą postać.
– Tym, co z psychologicznego punktu widzenia wysuwa się na pierwszy plan w przypadku osób, które doświadczają tego syndromu, jest coś, co określiłabym niebraniem siebie na poważnie – mówi psychoterapeutka Adriana Klos ze Strefy Zmiany. – Nam bardzo zależy, by ludzie traktowali nas poważnie, liczyli się z nami. Tymczasem dość często to my sami nie traktujemy w ten sposób siebie. Nie traktujemy poważnie swoich wysiłków, swoich kompetencji. Nie wierząc w swój potencjał, pozwalamy czasem, by inni nas wykorzystywali – tłumaczy terapeutka.

– Przez kilka lat pracowałam w agencji PR – opowiada Dominika. – Szło mi całkiem nieźle, miałam wielu klientów, przynosiłam firmie całkiem spore zyski. Działałam jak robot, a szef dokładał mi wciąż nowe obowiązki. Nie zauważyłam nawet, że spędzam w pracy wieczory, że siedzę przy komputerze w weekendy. Wciąż uważałam, że muszę dawać z siebie więcej i więcej. Aż w końcu przyjaciółka zapytała mnie pewnego dnia, czy nie widzę, jak bardzo jestem zmęczona, sfrustrowana, czy nie dostrzegam, że mną „orają”? Nie dostrzegałam, sądziłam, że muszę się starać, bo przecież tak ciężko o pracę, i – kto jak kto – ale ja na pewno innej nie znajdę. Zupełnie nie zdawałam sobie wtedy sprawy, co stoi za moim przekonaniem, że wciąż muszę dawać z siebie więcej i więcej. Kiedy ta sama przyjaciółka powiedziała: „Zwolnij się i załóż swoją własną agencję”, pomyślałam: „Oszalała! Ja? Skąd, przecież nie będę miała ani jednego klienta, oni pracują nie ze mną, tylko z wypracowanym szyldem mojego szefa, jeśli odejdę – przepadnę, zginę na tym rynku”. Jeszcze półtora roku pracowałam ponad możliwości, aż w końcu zwyczajnie fizycznie nie miałam sił. Zwolnienie się było jedynym ratunkiem. Zrobiłam to, ale byłam przerażona, że właśnie kończy się moja droga zawodowa i wkrótce trafię na bezrobocie. Byłam zszokowana, kiedy kolejni klienci dzwonili do mnie i pytali, czy zakładam własną firmę, jeśli tak, to odchodzą z tamtej agencji, bo chcą pracować ze mną. Nie mogłam uwierzyć w to, co się stało – prawie wszyscy klienci przeszli do mnie. To było 12 lat temu. Z większością pracuję nadal – opowiada Dominika. I dodaje, że dziś już wie, że rzeczywiście ma… „pewien problem z wiarą we własne możliwości”.

W oczekiwaniu na katastrofę 

Dr Valerie Young, autorka książki „The Secret Thoughts of Successful Women...” [Sekretne myśli kobiety sukcesu], podzieliła kobiecy syndrom oszusta na pięć typów.
  1. perfekcjonistka – kobieta, która stawia sobie poprzeczkę tak wysoko, by niemal nie dało się do niej doskoczyć, wtedy ma „dowód”, że nie stać jej na osiągnięcie celu.
  2. superwoman – przeciąża się pracą, by zatuszować swoją niepewność.
  3. naturalny geniusz z kolei to typ kobiety, która ocenia swoje umiejętności jedynie w oparciu o łatwość i szybkość osiąganych celów, jeśli potrzebuje czasu, żeby opanować jakąś umiejętność, czuje wstyd.
  4. solistka – jest chora, kiedy musi poprosić kogoś o pomoc.
  5. ekspertka – kobieta, która obsesyjnie sprawdza swoją wiedzę, czuje się podle, kiedy nie potrafi odpowiedzieć na choćby jedno ze stu zadanych jej pytań. 
– Nie wiem, którym typem jestem – mówi Dominika. – Mam wrażenie, że każdym po trochu. Nie umiem prosić o pomoc, ciągle siebie sprawdzam, tak jakbym chciała przyłapać siebie na niewiedzy, pracuję po godzinach i wciąż uważam, że wiem za mało, że jeszcze rok, może dwa i będę bezużyteczna. Przyjdą „młodzi”, a ja ze swoimi ledwo przeciętnymi umiejętnościami wypadnę z obiegu. I wciąż się dziwię. Dziwię się ludziom, że chcą ze mną pracować. A najbardziej dziwię się, kiedy ktoś mnie komuś poleca – nie umiem uwierzyć, przyjąć, że to mogłoby oznaczać, że jestem dobra w tym, co robię. Czekam, aż mnie zdemaskują. Czekam na… katastrofę – opowiada Dominika. 

– Taki chroniczny brak oparcia w sobie jest bardzo obciążającym doświadczeniem – mówi Adriana Klos. – To wegetacja w ciągłym napięciu, w oczekiwaniu na to, że za chwilę wszystko się zawali. Dostrzegam to u swoich pacjentów i widzę, jak to demoluje ich życie. Bo nawet kiedy w zasadzie wszystko jest dobrze, im dobrze nie jest. Nigdy. To są ludzie, którzy nie umieją cieszyć się tym, co wychodzi, co się udaje, tym, co mają. To są osoby, które nie potrafią doświadczać radości. Bo wciąż towarzyszy im lęk: że to zaraz się skończy, że się nie należy, że są nie fair, że oszukują bliskich, współpracowników, że są kimś zupełnie innym, niż światu się wydaje. Wciąż czują, że już za chwilę opadnie ich maska – tłumaczy psychoterapeutka.

Demony przeszłości 

Podobnie jak zdecydowana większość naszych trudności ta także ma swoje źródło w dość odległej przeszłości, w naszym dorastaniu. – By w sposób naturalny, czyli bez żadnej pracy nad sobą w dorosłym życiu, mieć pełne oparcie w sobie, być siebie pewnym, trzeba by „dostać” dzieciństwo prawie idealne. A takich, jak wiadomo, nie ma – mówi Adriana Klos. – Syndrom oszusta często towarzyszy na przykład osobom DDA (dorosłym dzieciom alkoholików). To ludzie, którzy na starcie nie dostali bazy, poczucia bezpieczeństwa. Nie zaznali smaku dobrej, wspierającej relacji. Wychowywali się bez uwagi i czułości. System wartości był niejasny, ciągle działo się coś nieprzewidywalnego, dostawali sprzeczne komunikaty. Jednym słowem, syndrom oszusta towarzyszy często osobom, które dorastały w emocjonalnym chaosie. Nawet jeśli przez chwilę było dobrze, taki człowiek wiedział, że zaraz wszystko może się zmienić. Naturalny stan dla kogoś takiego to lęk i ciągła czujność, by przygotować się na kolejny cios. I poczucie, że cokolwiek zrobię – stanę na rzęsach – i tak nic tu nie zależy ode mnie. Taka baza to doskonały grunt, by wyrósł człowiek cierpiący na syndrom oszusta. Ale wcale nie trzeba tak mocnych doświadczeń w przeszłości, by ten syndrom nas dopadł. Mają go także osoby, które pozornie miały całkiem poprawne dzieciństwo – mówi terapeutka. – Bo czasem wystarczy – i to zdarza się bardzo często, słyszę to od moich pacjentek – by w dzieciństwie być poddawanym ciągłej, w podtekście krytycznej, ocenie. Gdy wciąż słyszymy: „Fajnie, ale można zrobić to inaczej”; „Ja ci pokażę, jak będzie lepiej” itd. To dość często robią matki: „Źle się ubrałaś, trzeba było założyć tamte spodnie”; „Co znowu zjadłaś, zostawiłam dla ciebie sałatkę”; „Po co tam jedziesz, tam nie ma nic ciekawego, szkoda pieniędzy”. Wyrastamy w poczuciu, że to ktoś inny wie, co jest dla nas najlepsze, że my zawsze dokonujemy nietrafnych wyborów, że nasze zdanie nie ma znaczenia. To wszystko powoduje, że w dorosłym życiu nie mamy w sobie żadnego oparcia, wciąż towarzyszy nam ta oceniająca mama, która wie lepiej, która musi nas „poprawiać”. Nie potrafimy więc uwierzyć, że ktoś nas – takimi, jakimi jesteśmy – akceptuje, docenia, traktuje poważnie. No i to na zewnątrz leży nasze poczucie sprawstwa, czyli: „To nie ja zasłużyłem/zasłużyłam swoją pracą, wiedzą, kompetencjami, ale to los, przypadek zdecydowały, że mi fuksem coś wyszło”. – Mam ponad 40 lat i wciąż uczę się, by komentarze mojej mamy dotyczące moich wyborów nie zmieniały moich decyzji, by jej „delikatne podpowiedzi dla mojego dobra” nie psuły mi humoru na dwa dni – mówi Dominika. – To trudne, ale nie jest niemożliwe. Dziś to już wiem. Uczę się ufać sobie. Mogę się pomylić, ale to jest błąd, który idzie na moje własne konto. Wolę swoją pomyłkę niż jej dobrą podpowiedź. Bo ta pomyłka jest moja! I jest częścią mojej autoterapii – dodaje Dominika.

Nikt nie jest doskonały 

Michelle Obama na spotkaniach organizowanych w żeńskich szkołach walkę z syndromem oszusta poleca zacząć od wyrzucenia z głowy demonów przeszłości.

„Pytanie, czy jestem wystarczająco dobra, nas prześladuje, ponieważ często towarzyszy nam od dzieciństwa” – tłumaczy Obama przede wszystkim młodym kobietom. Bo mówi się, że ten syndrom zdecydowanie częściej dotyczy właśnie kobiet.

– Nie zaryzykowałabym stwierdzenia, że to kobiety częściej dopada ten syndrom – mówi Adriana Klos. – Powiedziałabym raczej, że kobiecie łatwiej się do tego przyznać. To wszystko, co składa się na tę przypadłość, tak dalece odbiega od wciąż jednak dominującego stereotypu męskości, że mężczyźnie strasznie trudno jest o tym nie tylko opowiedzieć, ale nawet przyznać się przed samym sobą. Jednak podczas pracy terapeutycznej dostrzegam, że mężczyźni równie często jak kobiety borykają się z takim brakiem pewności siebie, lękiem, że ktoś ich zdemaskuje. Ale przekonanie, że to  „niemęskie”, każe im nakładać kolejne maski – opowiada terapeutka. 

W walce z syndromem oszusta bardzo ważna jest wiedza o tym, że wielu osobom towarzyszy w życiu taki rodzaj lęku przed oceną, niepewność co do swojej wartości. Świadomość tego, że nie jest się dziwadłem, może stać się pomocna. Ale psychoterapeutka przestrzega przed przywiązywaniem zbyt dużej wagi do swojej przypadłości. – Określenie siebie jako osoby cierpiącej na syndrom oszusta, czyli powiedzenie sobie: „Jestem chora/chory”, automatycznie zdejmuje z nas odpowiedzialność za pracę nad sobą, za próbę zmierzenia się ze słabością. I tylko pogłębia nasze przeświadczenie o tym, że to nie w naszych rękach jest klucz do naszego życia, jego jakości – zwraca uwagę Adriana Klos.

Michelle Obama, by dodać otuchy wszystkim podobnym do siebie, dzieli się jeszcze jednym przemyśleniem: „Siedziałam prawdopodobnie przy każdym najpotężniejszym stole, jaki tylko możecie sobie wyobrazić, działałam w segmencie non profit, w fundacjach, pracowałam w korporacjach, zasiadałam w ich zarządach, uczestniczyłam w szczytach przywódców państw: oni wcale nie są tacy mądrzy” – zapewnia.

[newsletterbox]

  1. Psychologia

Chcesz zmienić swoje życie? Zmień myślenie

(Fot. materiały partnera)
(Fot. materiały partnera)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Kiedy mówisz „muszę”, wyzwalasz swoje lęki, zrzucasz na siebie niechcianą odpowiedzialność, wywierasz presję, która odbiera ci wolną wolę. Wypowiadając „ale”, w zasadzie odwołujesz wszystko, co zostało powiedziane wcześniej. - Zmień nawyki językowe i zacznij opowiadać o sobie tak, jakby nie było dla ciebie rzeczy niemożliwych - przekonuje Thimon Von Berlepsch w książce "Jak kierować myślami. O mocy hipnoterapii i odzyskiwaniu kontroli nad życiem" i pokazuje, jak zmiana myślenia może zmienić życie.

Thimon Von Berlepsch , autor książki 'Jak kierować myślami. O mocy hipnoterapii i odzyskiwaniu kontroli nad życiem' (Fot. Random House - Carsten Sander) Thimon Von Berlepsch , autor książki "Jak kierować myślami. O mocy hipnoterapii i odzyskiwaniu kontroli nad życiem" (Fot. Random House - Carsten Sander)

Wypowiadamy wiele słów, które działają jak zaklęcia. Mówimy: „nie umiem tego zrobić”, „zawsze mam problem z…”, „próbowałem, ale mi się nie udało” i skazujemy się na porażkę. Następnym razem nie podejmiemy się tego zadania, choć w zasadzie nie poświęciliśmy wystarczająco dużo energii i czasu by je wykonać. Nie tylko zawodowo, ale i prywatnie.

Thimon Von Berlepsch przekonuje, że można odzyskać kontrolę nad życiem zmieniając sposób opowiadania o nim. Ważne są nie tylko te słowa, które słyszymy od innych, ale przede wszystkim te, którymi określamy siebie. Choć autor jako najskuteczniejszą z metod zmiany swojego myślenia wskazuje na autohipnozę, zawarł w książce również wiele cennych rad, które warto wprowadzać w życie od teraz. Prawda - wyjęte z kontekstu mogą brzmieć jak frazesy („porzuć negatywne myślenie”, „niemożliwe uczyń możliwym”, „weź za siebie odpowiedzialność”, „skończ z pustymi obietnicami”), ALE nabierają sensu, kiedy poznamy mechanizmy zachodzące w mózgu podczas wdrażania ich w życie.

(Fot. Unsplash) (Fot. Unsplash)

Niemiecki coach i hinotyzer tłumaczy nam też, skąd bierze się czarnowidztwo i przygotowanie na najgorszy scenariusz. Ponieważ trudno jest oszukać ewolucję, bardziej nastawiamy się na wyszukiwanie zagrożeń niż na dostrzeganie pozytywów. A przecież tak tygrysa szablozębnego już nam nie grozi… Aby pozbyć się lęku można modyfikować myślenie, zachowanie, odczucia i przeświadczenia – zarówno te pierwotne, jak i te, których nabraliśmy w dzieciństwie.

„Świadomie jesteś w stanie przetwarzać od pięciu do dziewięciu nowych informacji na sekundę. Wydaje ci się, że to dużo? Podświadomie przetwarzasz ich aż 2,3 miliona na sekundę” – pisze Thimon Von Berlepsch. Odbierając tak wiele bodźców możesz wpadać w pułapki. Na przykład negatywnej autohipnozy nieświadomej, która odpowiedzialna jest za destrukcyjne nastawienie. Jak sobie z nią poradzić – odpowiedzi znajdziesz w książce "Jak kierować myślami. O mocy hipnoterapii i odzyskiwaniu kontroli nad życiem".

'Jak kierować myślami. O mocy hipnoterapii i odzyskiwaniu kontroli nad życiem' "Jak kierować myślami. O mocy hipnoterapii i odzyskiwaniu kontroli nad życiem"

  1. Psychologia

Technika Uwalniania – sposób na trudne emocje i choroby psychosomatyczne

Korzyści stosowania Techniki Uwalniania realizują się na kilku poziomach: fizycznym, emocjonalnym, duchowym, a także relacyjnym. (fot. iStock)
Korzyści stosowania Techniki Uwalniania realizują się na kilku poziomach: fizycznym, emocjonalnym, duchowym, a także relacyjnym. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Badania dowodzą, że Technika Uwalniania, opracowana przez dr. n. med. Davida R. Hawkinsa, amerykańskiego psychiatrę, jest niezwykle skuteczniejsza w łagodzeniu fizjologicznych reakcji na stres. Dlatego warto o niej przypomnieć w czasach, które wielu osobom kojarzą się z silnym niepokojem.

Umysł, wraz z myślami, które tworzy, napędzany jest przez uczucia. Z kolei każde uczucie, które się u nas pojawia, generuje wiele tysięcy powiązanych z nim myśli. Tworzy to pewien mechanizm, który sam się napędza. Ponadto większość ludzi przez całe życie tłumi uczucia lub próbuje od nich uciec. Niestety, ta wyparta energia kumuluje się i szuka ujścia poprzez choroby psychosomatyczne, zaburzenia na poziomie fizycznym, zaburzenia emocjonalne, zaburzenia zachowania i relacji osobistych. Skumulowane emocje blokują zarówno rozwój duchowy, jak i świadomość, a także powodzenie w wielu obszarach życia. Z pomocą może przyjść Technika Uwalniania.

Technika Uwalniania, która wykorzystuje „mechanizm poddania”, to praktyczna metoda usuwania przeszkód i przywiązań.

Jakie są korzyści stosowania Techniki Uwalniania?

Poziom fizyczny

Na tym poziomie technika działa na autonomiczny układ nerwowy, który często jest nadmierne stymulowany poprzez tłumione w ciele emocje. Pozbycie się tych stłumionych emocji odblokowuje m.in. akupunkturowy system energetyczny. Praktykując stale uwalnianie, odczuwa się coraz mniej zaburzeń fizycznych i psychosomatycznych, które często całkowicie znikają. Ciało, bardziej odprężone, zaczyna z powrotem optymalnie funkcjonować.

Poziom behawioralny

Gdy zmniejsza się niepokój i negatywne emocje, znika wówczas potrzeba, by od nich uciekać. Ucieczka przed emocjami przybiera bardzo różne formy. Zwykle są to nałogi (narkotyki, alkohol), rozrywka, nadmiernie długi sen. Rezygnując z tej ucieczki, odzyskujemy ogromne pokłady energii. Zwiększa się witalność, uważność, dobrostan, wydajność i bezwysiłkowe funkcjonowanie we wszystkich obszarach życia.

Relacje międzyludzkie

Kiedy trudne uczucia (które postrzegamy jako negatywne dla nas) zostaną uwolnione, wówczas podnosi się poziom uczuć pozytywnych (budujących). Skutkiem tego jest widoczna poprawa wszelkich relacji. Zwiększa się również nasza zdolność do kochania. Mamy mniej konfliktów z innymi, przez co poprawia się wydajność naszej pracy. Pozbycie się negatywnych blokad pozwala także na osiąganie zawodowych celów z dużo większą łatwością. Zanikają też zachowania oparte na poczuciu winy. Coraz mniej intelektualizujemy, a coraz bardziej korzystamy z intuicji. Skupieni na wewnętrznym dojrzewaniu i rozwoju osobistym często ujawniamy kreatywność i zdolności psychiczne, których się po sobie nie spodziewaliśmy. Niezwykle ważne jest to, że zmniejsza się poczucie bycia zależnym, tak zgubne we wszystkich relacjach międzyludzkich.

Poziom świadomości /uważności /duchowości

Odpuszczenie negatywnych emocji sprawia, że doświadcza się stale rosnącego szczęścia, zadowolenia, spokoju i radości. Wzrasta uważność i doświadczanie w swoim wnętrzu jedności z Jaźnią.

Każdy może łagodnie realizować wszystkie te cele poprzez ciche uwalnianie i odpuszczanie w każdej chwili codziennego życia. Dla lepszego śledzenia postępów zaleca się jednak robienie notatek  na temat swoich osiągnięć. Po chwilowej ekscytacji łatwo popaść w „znudzenie” systematycznością tej techniki. Pojawia się wtedy typowy opór i przekonanie, że „to nie działa”.

Jak praktykuje się Technikę Uwalniania krok po kroku?

  • Uświadom sobie dane uczucie, pozwól mu się w pełni ukazać i pozostań z nim w kontakcie. Pozwól sobie na odczuwanie.
  • Nic w nim nie zmieniaj – pozwól, aby swobodnie płynęło. To oznacza, że wyrażasz zgodę na to, że to czujesz, bez oceniania, opierania się, bez obawiania się tego uczucia, potępiania siebie za nie. Skupiasz się na uwolnieniu ukrytej za tym energii. Oznacza to porzucenie osądów i zdanie sobie sprawy, że to tylko uczucie.
  • Jesteś obecna / obecny z tym uczuciem i odpuszczasz wszelkie wysiłki, aby w jakikolwiek sposób je zmienić. Odpuść też chęć, by mu stawić opór. To właśnie opór powoduje, że uczucie trwa. Gdy przestaniesz stawiać opór lub próbować je zmienić, przejdzie ono w następne uczucie i będą mu towarzyszyć łagodniejsze doznania. Uczucie, któremu się nie opieramy, zniknie, gdy tylko wyczerpie się energia, która je napędza.
  • Kiedy uwolnienie następuje, natychmiast odczuwamy lekkość i szczęście.
Ważne: podczas uwalniania ignorujemy wszelkie myśli. Skupiamy się na samym uczuciu, a nie na myślach, które mu towarzyszą. Myśli nigdy się nie kończą, napędzają się same i generują kolejne. Myśli są racjonalizacjami umysłu, który stara się wyjaśnić obecność uczuć. Jeśli całkowicie uwolnimy i odpuścimy dane uczucie, zazwyczaj wszystkie myśli, które były z nim powiązane całkowicie znikają. (źródło: strona informacyjna Wyd. Virgo „Technika Uwalniania. Podręcznik rozwijania świadomości” Davida R. Hawkinsa).

Więcej na temat Techniki Uwalniania Davida R. Hawkinsa w wywiadzie („Droga do wolności”) z Joanną Heidtman, socjolożką i psycholożką :