1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. "Nic nie muszę, każdy wybór jest możliwością" – mówi psycholożka Ewa Woydyłło

"Nic nie muszę, każdy wybór jest możliwością" – mówi psycholożka Ewa Woydyłło

- Każda droga dokądś prowadzi, ale najistotniejsze wydarza się przed osiągnięciem celu. Tak jak w życiu. Tu każdy wybór jest możliwością - mówi Ewa Woydyłło. (Fot. iStock)
– Przyjemność życia kryje się w tym, że można je dowolnie tworzyć – mówi Ewa Woydyłło, psycholożka, terapeutka.

Artykuł archiwalny.

Podejrzewam panią o duży apetyt na życie…
Można tak rzeczywiście powiedzieć, tylko nie dotyczy on jedzenia, raczej doznań. Prawdziwy smak życia to dla mnie wolność – robię to, co chcę i wybieram to, co wydaje mi się najbardziej gratyfikujące. Przyjemność jedzenia nie należy do moich priorytetów. Lubię za to grać w tenisa, chodzić z kijami, biegać z psem albo jeździć na rowerze. Czasem jeżdżę daleko, rezerwuję wtedy czas na to, żeby po drodze się zatrzymać, podziwiać widoki, wypić kawę, spotkać się z przyjaciółką…

Cel podróży jest nieistotny?
Każda droga dokądś prowadzi, ale najistotniejsze wydarza się przed osiągnięciem celu. Tak jak w życiu. Tu każdy wybór jest możliwością. Nawet jeśli robię coś na zasadzie „a dlaczego nie?” – to też jest wolność. Nie muszę się kurczowo trzymać jakiegoś przykazania, dyktatu czy imperatywu. Ja budzę się z myślą: „zobaczymy, w którą stronę dziś się udam”. W tym jest smak. Niedawno zakładałam w moim domu nowe poręcze – ze szkła, nie drewniane, jakie mają wszyscy. To jest właśnie wolność. W tym kryje się przyjemność życia, że można je dowolnie tworzyć. Otwieram katalog, który się nazywa „życie” i wybieram z niego różne rzeczy, które czasem są przyjemnością, a czasem trudem, który przynosi pewną nagrodę.

Ale wybór musi być świadomy.
Oczywiście. Ja mam taką wadę, że ustawiam się bardziej po stronie racjonalnej niż emocjonalnej. Nazwałam to wadą, bo to jest pewne ograniczenie, wyrzeczenie się spontaniczności, dziecięcego stosunku do zdarzeń, który może pociągać za sobą rzeczy nieprzewidziane. Ale mnie bardziej ciekawi to, o czym wiem, że może się zdarzyć, mam większe przywiązanie do świadomych, przemyślanych decyzji. Nie zdaję się na przypadek.

Gdy mówiłam o apetycie na życie, myślałam też o głodzie doświadczeń – tyle pani jeździ, czyta, uczy się…
To trafne spostrzeżenie, ale zrobię małą poprawkę: nie interesują mnie nowe doświadczenia, tylko sprawdzanie siebie, poszerzanie swoich granic. Dostaję na przykład zaproszenie do wystąpienia na temat, o którym nigdy wcześniej nie myślałam, i tak mi się to podoba, że odkładam inny projekt, który przygotowywałam. W ruch idą książki, internet, dzwonię do kogoś, kto może mnie zainspirować. Robię to, żeby było ciekawiej. Ale efekty bywają różne – zdarza się, że się czegoś podejmuję, dużo się uczę i jestem zadowolona, a zdarza się też, że czymś się zaciekawiam, robię to i wiem, że to nie była dobra robota. Ale wtedy dowiaduję się, że na tę ścieżkę weszłam w nieodpowiednich butach albo nieodpowiednio przygotowana i zabrnęłam w jakieś chaszcze. Brałam kiedyś udział w projekcie teatralnym – sztuka przedstawiająca problem uzależnienia, a po niej dyskusja na ten temat. Czułam, że to nie jest miejsce dla mnie. Wiedziałabym, co zrobić, gdyby siedziała przede mną osoba, która przyszła porozmawiać o tym problemie, ale widownia to nie dla mnie. To była dobra lekcja. Zrobiłam to i wiem, że mogę już tego nie robić.

Temat, który panią ostatnio pociągnął?
Sumienie. Psycholog mówi o tym „konflikt wewnętrzny”. Jak człowiek jest ze sobą pogodzony, to jest w stanie, który można nazwać harmonią, spokojem czy szczęściem. Zostałam zaproszona do debaty, w której będą brali udział filozofowie i teologowie chrześcijańscy, bo to jest chrześcijańskie pojęcie, więc szalenie mnie to ciekawi. Z tego powodu odłożyłam projekt, który już miałam zaawansowany – wykład na temat kosztów psychologicznych transformacji w Polsce. Są bardzo duże – obniżyło się zdrowie psychiczne, wzrósł poziom stresu i lęku oraz wszystkiego, co je wywołuje. Ludzie nie byli i nadal nie są przygotowani na zmianę. Pojawiła się wolność, a do konsumpcji wolności potrzebny jest trening. Mój mąż nienawidził sklepów i chciał, żeby były 2 musztardy, a nie 22, obezwładniał go ogrom możliwości, ale on nie miał ochoty zdobywać w tym wprawy. A ja się wprawiam, bo mnie to kręci, żeby z tego ogromu wyłuskać na przykład jeden krem do rąk. Tam, gdzie jest wolność, jest niebezpieczeństwo pomyłki, tylko że pomyłka jest częścią tej zabawy. Ktoś, kto myli często kierunek, poznaje więcej smaków.

To zmusza do ciągłego pytania siebie: „Czego chcesz?”.
Tylko że wtedy nie ma już świętego spokoju. Ludzie są różni: są tacy, którym dobrze jest w ich stałych koleinach, i są też tacy, dla których sensem jest zmiana kierunków i wehikułów. Niektórzy dochodzą do kresu życia i są sfrustrowani, że ono było nie takie, jak chcieli, choć nie wiedzą, jakiego by oczekiwali. Gdy ktoś przychodzi do mnie i mówi, że ma dążenia i nie potrafi ich zrealizować, zaczynamy szukać, co mu w tym przeszkadza.

Terapia to droga do szczęścia?
To proces uruchomiony w celu zmiany. Zmiana, z terapeutycznego założenia, powinna prowadzić do poprawy funkcjonowania człowieka, a funkcjonowanie składa się z kilku aspektów – jeden z nich to samopoczucie, czyli właśnie szczęście. Czasem jednak ktoś wprowadzi zamierzoną zmianę i nie wpłynie to na jego samopoczucie. Potrzebny może być zabieg farmakologiczny, bo w głowie mogą źle pracować pewne przekaźniki czy hormony. Ale te próby naprawy też mogą nie skutkować – ktoś może w swoim dzisiejszym życiu wszystko uporządkować, ale wczorajsze będzie zawierało w sobie jakąś kość, która utkwiła w gardle i przez to życie nie będzie smakowało. Ktoś może mieć wszystko i może go to nie cieszyć z powodu jakiejś traumy z wczesnego okresu, kiedy nie rozumował, ale cielesna reakcja na zdarzenie pozostała w postaci blokady, która uniemożliwia wyswobodzenie się ku szczęściu. Czasem to pamięć zniekształca zdarzenia z przeszłości i jest źródłem cierpienia. Wszystko jest w nas. Ludzki umysł posiada ogromną moc. Możemy mówić sobie dobre albo niedobre rzeczy. Ja wybieram te sprawy, które mnie cieszą.

A co panią cieszy?
Osiągnięcie podstawowego spełnienia w różnych dziedzinach: zawodowej, rodzinnej, zdrowotnej. Nie czuję głodu w takim sensie, że chciałabym gdzie indziej mieszkać czy pracować, być kimś innym. Gdy ktoś mnie spytał, czego bym sobie życzyła, pomyślałam o moich dzieciach. Chciałabym, żeby one znalazły to, co ja już wiem: że można żyć bez walki i zmagania. Całą energię przeznaczać na to, na co mamy ochotę.

To na co najczęściej ma pani ochotę?
Pociągają mnie głównie rzeczy nowe. Stare jakoś szybko mi się nudzą. Często chodzę do kina i teatru, uczę się włoskiego, niemieckiego, czytam, piszę książki. Lubię te rzeczy, które mnie wypróbowują. Lubię swoją sprawność. Lubię też piękno. Na ukoronowanie Roku Chopinowskiego byłam na prawykonaniu cyklu pieśni Krzysztofa Pendereckiego. Muzyka wokalna, z chórem, niezwykle piękna – do tej pory ją pamiętam. To też jedno z takich doświadczeń, do których chcę wracać. O ten koncert życie wydaje mi się piękniejsze i lepsze. Ale nie jestem w stanie powiedzieć, co będzie mnie dalej pociągać. Nie umiem i nie chcę. Wtedy bym tylko czekała, czy to się spełni czy nie. A tak, nic nie muszę.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze