1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Pieniądze między nami - co mówi o naszych relacjach stosunek do pieniędzy?

Pieniądze między nami - co mówi o naszych relacjach stosunek do pieniędzy?

Żeby uniknąć poważnych konfliktów możemy pytać siebie nawzajem, jakie miejsce w hierarchii naszych wartości zajmują pieniądze. Im szybciej takie pytanie się pojawi, tym lepiej. (Fot. iStock)
Żeby uniknąć poważnych konfliktów możemy pytać siebie nawzajem, jakie miejsce w hierarchii naszych wartości zajmują pieniądze. Im szybciej takie pytanie się pojawi, tym lepiej. (Fot. iStock)
Kobieta, która przekracza budżet, czyści konto, nie jest do końca świadoma, że dokonuje zemsty. Tak jak mężczyzna, który traktuje pieniądze jako narzędzie władzy i dominacji. Co tak naprawdę dzieje się między nami? Co mówi o nas i o naszych relacjach stosunek do pieniędzy – tłumaczy psychoterapeuta Benedykt Peczko.

Kłócimy się w parach głównie o pieniądze, seks i dzieci. Badania pokazują, że najczęściej o pieniądze.
Te kłótnie rzadko dotyczą samych pieniędzy. Pokazują napięcia i konflikty w relacji.

Jestem zła, bo nie zachwycasz się mną, więc będę suszyć ci głowę, że na nic nie starcza pieniędzy…
Gorzej: będę się mścić, uprzykrzę ci życie. Wyobraźmy sobie parę: on zarabia, ona wychowuje małe dzieci, dba o dom. On jest przepracowany, wraca późno. Może ma problemy z szefem. Przestaje zauważać i doceniać kobietę, jej starania, jej piękno. W pierwszych latach związku, gdy byli ze sobą blisko, czule, gdy zaspokajali nawzajem swoje potrzeby, pieniądze nie stanowiły żadnej kwestii; sprawnie ustalali, na co je przeznaczyć. Teraz to się zmienia. Kobieta widzi, że mężczyzna jest bierny, nie stara się. Próbuje więc – nieświadomie – zwrócić jego uwagę poprzez to, że wydaje j e g o pieniądze. Dużo wydaje, robi – jak to się fachowo mówi – niezbilansowane zakupy. Produkty tylko z górnej półki, luksusowe i dużo.

Ma satysfakcję!
Niejako wydobywa w taki sposób coś dla siebie, przynajmniej tyle zyskuje. „Jak ty jesteś taki, to ja wydam wszystkie pieniądze, wyczyszczę konto i teraz się martw, jesteś facetem, prowadzisz firmę, poradź sobie”. On orientuje się, że konto pustoszeje. To dla niego stres, zmartwienia. „Jesteś rozrzutna i nie mogę ci ufać!” Tak nakręca się spirala przemocy, biernej agresji, uprzykrzania sobie życia.

Często to mężczyzna nie może dobić się o uwagę, troskę i czułość.
I gdy nie dostaje tego, czego chce, wprowadza restrykcje, wycofuje finansowanie. Szybko znajduje racjonalne wyjaśnienie: w tym miesiącu nie mam na te wydatki, nie możesz tego kupić. To rodzaj kary, ponieważ jest zły, rozżalony.

Za co?
Często za brak seksu. To bardzo niebezpieczna sytuacja, ponieważ przeradza się w relacji w płatny seks: „Dasz, to i ja dam!”. Karanie za pomocą pieniędzy to forma rozliczenia, wyrównania. Nie mówię, o co mi chodzi, nie poruszam tego, co kluczowe, za to dokonuję rozliczenia na poziomie finansowym. „Jesteś skąpy!” „A ty nie liczysz się z pieniędzmi!” Karanie to nie wprost wyrażona złość.

„Ja zarabiam, więc ja decyduję o wydatkach!”. Kolejny przejaw dominacji i władzy.
Podkreślanie: „Nie zarabiasz, nie masz pieniędzy, chyba że ci dam”. Nieznoszące sprzeciwu stwierdzenia: „Będę ci przekazywał pewne sumy, a ty będziesz się rozliczać”. To, oczywiście, poważne nadużycie w sytuacji, gdy kobieta zajmuje się dziećmi i zarządza firmą, jaką jest dom, czyli ciężko pracuje. Mężczyźni, którzy utrzymują rodzinę, często zwalniają siebie z jakichkolwiek domowych obowiązków. To kolejne nadużycie. Najczęściej nie mają pojęcia, ile czasu i energii wymagają ogarnięcie rodzinnych wątków, organizacja różnych zadań, zarządzanie czasem, troska o dom i rodzinę. Wielu takich mężczyzn chce decydować, jak ma wyglądać życie rodzinne, jak powinna funkcjonować żona, co ma kupować, a czego nie.

Taka przemoc zdarza się niejednokrotnie także wtedy, gdy i kobieta zarabia. Mężczyzna w dalszym ciągu zarządza, decyduje…
To wszystko informacje na temat ich relacji. Ostatnio pracowałem z małżeństwem, które walczyło ze sobą o to, jakie przywileje powinny przysługiwać z racji zarobków. Oboje zarabiali dużo, ona bardzo dużo, trzykrotnie więcej od męża. A więc nie musieli walczyć o przetrwanie, a jednak walczyli ze sobą. Pieniądze były tylko widocznym przejawem głębszych konfliktów, niezaspokojonych potrzeb i frustracji.

Wtedy wyraźnie widać, że walka o pieniądze to strata czasu, właściwie pogłębia konflikty. Nie jesteśmy tego świadomi?
Tak, kobieta, która przekracza budżet, czyści konto, nie jest do końca świadoma, że tak naprawdę dokonuje zemsty. Albo chce w ten sposób pozyskać uwagę mężczyzny. Co tak naprawdę dzieje się między nami? O co nam chodzi, gdy wykorzystujemy pieniądze do dominacji czy karania? Bez tej świadomości sprawy bardzo się komplikują, coraz trudniej o otwarte rozmowy. „Jesteś jak twoja matka!” „Wszyscy faceci są tacy sami!” Równia pochyła.

Istnieje – jak się wydaje – podstawowa kwestia dotycząca przyczyn nieporozumień wokół pieniędzy. To wzorce wyniesione z domów rodzinnych. Pochodzimy z różnych środowisk. Doświadczenia naszych rodziców, dziadków i poprzednich pokoleń mają na nas ogromny wpływ. Jak ten wpływ rozpoznać?
Przede wszystkim słuchać. Jakich metafor używa partner, partnerka? Co mówią o pieniądzach? Pieniądze nie rosną na drzewach? Nie leżą na ulicy? Pieniądze szczęścia nie dają? Nie ma sensu oszczędzać, trzeba wydawać, bo tracą wartość? Żaden pieniądz nie śmierdzi? Masz pieniądze, masz szacunek? Za pieniądze kupisz wszystko?

To są mocno wdrukowane programy, których najczęściej nie jesteśmy świadomi. A jednak działają. Często działają bezwzględnie precyzyjnie. Jeśli mężczyzna jest przekonany, że pieniądze zdobywa się ogromnym wysiłkiem i wyrzeczeniem, będzie stale napięty w relacji z nimi.

A gdy zwiąże się z kobietą, która ma gest, jest spontaniczna i wyznaje zasadę „raz się żyje”, problemy gotowe.
Albo on lubi mieć oszczędności, planuje, nie wydaje na głupoty. A ona kocha życie, podróże, zakupy… Mają odmienną filozofię życia. „Pieniądze są po to, aby przetrwać” kontra „pieniądze służą radości, celebrowaniu obfitości”.

Co z tym robić?
Rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać. Jakie wzorce wynieśliśmy z domu rodzinnego? Jaką wartość przypisywano pieniądzom? Mają znaczenie wszelkie pokoleniowe doświadczenia, upadłości majątkowe, nietrafione inwestycje, wyłudzenia, bankructwa, kradzieże, przegrane w grach losowych, finansowe walki w rodzinie. Te wszystkie wstydliwie ukrywane historie rzutują na nasz stosunek do pieniędzy. Kiedy o nich mówimy, poznajemy tło dziedziczonych przekonań. Łatwiej wtedy zrozumieć zachowania, reakcje, emocje. Łatwiej zrozumieć, że nasze zachowania niekoniecznie są wynikiem głupoty czy złośliwości, ale uwarunkowań. Świadomość rozświetla ciemności umysłu. To, co uświadomione, możemy zmienić, jak mówią psychoterapeuci: odkryć programy, a potem je zaktualizować.

Najlepiej, gdybyśmy takie rozmowy prowadzili już wtedy, gdy decydujemy się być razem.

Mocno nieromantyczne…
Unikamy w ten sposób wielu rozczarowań. Możemy pytać siebie nawzajem, jakie miejsce w hierarchii naszych wartości zajmują pieniądze. Im szybciej takie pytanie się pojawi, tym lepiej. Może się okazać, że dla niego pieniądze są zbyt ważne. Albo ma problem z rozstawaniem się z nimi, co wróży, że będzie w rodzinie finansowym tyranem. Kobieta z kolei może mieć w stosunku do partnera bardzo wyśrubowane wymagania. Gdy mężczyzna to wie, może zadać sobie pytanie, czy da radę sprostać tym oczekiwaniom. Jeśli w związku z takimi odkryciami pojawia się w nas niepokój, może sygnalizować nieporozumienia i problemy w przyszłości. Już na starcie mogą więc pojawić się rozbieżności. W jaki sposób poradzimy sobie z nimi? Intuicyjnie dobieramy się tak, żeby się porozumieć. Jednak nie zawsze to się udaje. A wtedy dochodzi do dramatycznych sytuacji w kwestii na przykład podziału majątku; sprawy w sądach, dzieci wzywane na świadków. Mnóstwo cierpienia.

Osobne konta. Albo jedno wspólne obsługujące rodzinny budżet, a nadwyżka finansowa na dwóch indywidualnych – do jej i jego wyłącznej dyspozycji. Takie mamy w parach pomysły na unikanie finansowych nieporozumień.
Dobrze sprawdzać, co w naszym przypadku działa. Z mojego terapeutycznego doświadczenia wynika, że najwięcej szkody robi nielojalność, ukrywanie, niekonsultowanie decyzji finansowych. Na przykład mąż wyprowadza z rodzinnej firmy dużą sumę pieniędzy na realizację nowego projektu. Nie uzgadnia tego z żoną. Projekt przepada, co mocno podkopuje finanse firmy. Ale co gorsze – podkopuje zaufanie w relacji, kobieta czuje się – co zrozumiałe – pominięta, zlekceważona. Zastanawia się, co dalej z małżeństwem, ponieważ przestała czuć się bezpiecznie.

Inny przykład: mężczyzna pożyczył bratu dużą kwotę pieniędzy bez konsultacji z partnerką. Brat nie oddaje, przeciąga spłatę, kłamie, lawiruje. „Problemy finansowe brata są dla ciebie ważniejsze niż naszej rodziny” – mówi rozżalona kobieta. Mężczyzna tłumaczy, że czuje się zobowiązany…

…że trzeba sobie pomagać, że było mu niezręcznie odmówić. Wszyscy chyba, niestety, znamy te uwikłania.
Kobieta mówi: „Rozumiem, że znalazłeś się w trudnym położeniu, tym bardziej trzeba było mi powiedzieć, zapytać”. Ta, wydawałoby się z początku, drobna nielojalność położyła się cieniem na relacji tej pary. W kwestii pieniędzy – jak w każdej innej – potrzebujemy być ze sobą szczerzy, uczciwi, otwarci i odpowiedzialni. Bo tylko w ten sposób możemy zbudować mocną, pełną zaufania więź.

Rozmawiamy o pieniądzach

  • Co najmniej raz w tygodniu znajdźmy czas, aby omówić bieżące sprawy finansowe, zaplanować wydatki, oszczędności, inwestycje,
  • Niech to będzie przyjemny czas – zaplanujmy go przy kawie, gdy już dzieci pójdą spać, czy w niedzielny poranek,
  • Nie obawiajmy się mówić, co myślimy o pieniądzach w ogóle; o ich wydawaniu i oszczędzaniu oraz o swoich marzeniach,
  • Im częściej będziemy dyskutować na temat pieniędzy, tym te rozmowy staną się przyjemniejsze i tym łatwiej będzie nam podejmować finansowe decyzje,
  • Wkrótce zauważymy, że rozmawiając o finansach, zbliżamy się do siebie, coraz lepiej siebie rozumiemy, uczymy się współpracować i dbać o przyszłość.

Benedykt Peczko jest psychologiem, trenerem, psychoterapeutą.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Różnica wieku w związku - jakie ma znaczenie?

Starszy mężczyzna to potencjalnie gwarancja większego bezpieczeństwa finansowego, dojrzałości życiowej i stałości w uczuciach. (Fot. iStock)
Starszy mężczyzna to potencjalnie gwarancja większego bezpieczeństwa finansowego, dojrzałości życiowej i stałości w uczuciach. (Fot. iStock)
Partner starszy, młodszy czy równolatek? Z którym z nich masz szansę na najbardziej udany związek? To zależy od tego, co tak naprawdę popchnęło cię w ramiona właśnie tego mężczyzny.

Kiedy poznajesz mężczyznę swojego życia, nie zaglądasz mu do dowodu. Kochacie się, chcecie być razem i ufacie, że wasz związek będzie rajem na ziemi. Jednak miłosne oczarowanie ma swoje drugie dno, a w wyborze partnera zawsze macza palce twoja podświadomość.

No cóż, związek to najtańsza, ale też najbardziej bolesna forma psychoterapii. Chcesz czy nie, w oczach partnera przeglądasz się jak w lustrze: widzisz swoje najmocniejsze i najsłabsze strony. Dodatkowo lokujesz w nim złudne pragnienia, by dał ci to wszystko, czego nie dostałaś w dzieciństwie. Wbrew pozorom, wiek wybranka ma tu również duże znaczenie.

Tradycja kontra nowoczesność

Profesor psychologii David M. Buss, autor książki ,,Ewolucja pożądania”, w oparciu o własne badania przeprowadzone w ponad 37 krajach stwierdził, że w praktyce kobiety najczęściej wybierają mężczyzn starszych od siebie przeciętnie o 3,5 roku. Wysnuł również następujący wniosek: najbardziej optymalna sytuacja jest wtedy, gdy kobieta jest młodsza od swojego mężczyzny o 6 lat. Oczywiście, o ile założymy, że podstawowym celem związku jest wychowanie potomstwa.

Starszy mężczyzna to potencjalnie gwarancja większego bezpieczeństwa finansowego, dojrzałości życiowej i stałości w uczuciach. Czyli idealny kandydat na ojca! Tylko że w miarę upływu czasu mogą pojawić się problemy w sypialni i kłopoty ze zdrowiem. Stawiający na postępowość zwolennicy związków z młodszymi mężczyznami przekonują, że dziś wielu dwudziestoparolatków ma już stabilną sytuację zawodową albo przynajmniej potencjał na szybką karierę, a w łóżku nie można się z nimi nudzić.

Realiści są za związkami równolatków. Kumpel ze szkolnej ławy, z którym znacie się jak łyse konie, albo kolega z pracy – to gwarancja wspólnych pasji, podobnych celów zawodowych i realizacja sakramentalnego ,,na dobre i na złe”, ale też… małżeńskiej rutyny.

A co na to psychologia? Można by powiedzieć, że jak zwykle odwraca kota ogonem. I mówi, że ważny jest nie tyle sam wiek partnera, co intencje, które spowodowały, że wybrałaś: partnera młodszego, starszego albo równolatka.

Zaadoptuj mnie, proszę

Zdaniem psychologów wybór partnera starszego o co najmniej 10 lat to podświadoma chęć znalezienia ojca. Ojca, który w twoim życiu był nieobecny albo niedostępny. Z racji tego deficytu wybierasz mężczyzn, którzy potencjalnie zaspokoją twoją potrzebę miłości, wsparcia i poczucia bezpieczeństwa. Ale może być również tak, że twoja relacja z tatą była pozytywna. W dorosłym życiu szukasz więc równie dojrzałego i odpowiedzialnego faceta i jesteś przekonana, że ani rówieśnik, ani tym bardziej młodszy partner ci tego nie zapewni. Być może od dzieciństwa imponowali ci koledzy ojca i nie wyobrażasz sobie życia z kimś młodszym.

Partnerstwo w takich związkach bywa trudne, bo dzielą was różnice pokoleniowe: doświadczenia życiowe, poglądy, sposób bycia, gusty i oczekiwania. Kiedy ty chcesz się bawić, korzystać z życia, inwestować w karierę zawodową – on marzy o dzieciach, wygodnym mieszkaniu i domku na działce. Bywa o ciebie zazdrosny, źle czuje się w towarzystwie twoich przyjaciół, nie dla niego imprezy do rana. Ma wiele utrwalonych nawyków, które trudno ci jest zaakceptować, choćby to, że nie opuszcza wiadomości w telewizji i niechętnie wychodzi z domu po 22.00, nawet w weekendy. Za to kiedy źle się dzieje, np. w twojej pracy, zawsze możesz na niego liczyć. Cierpliwie wysłucha, doradzi i zapewni: ,,Kochanie, jestem przy tobie, będzie dobrze”. Stały w uczuciach, poważny i spokojny, prawdopodobnie nie zaskoczy cię żadnym nieprzewidzianym wybrykiem. Poczujesz się przy nim bezpieczna jak okręt zbliżający się do portu po długim, męczącym rejsie. Brzmi obiecująco, prawda? W sypialni będzie czuły, wyrozumiały i cierpliwy. Jeśli będzie twoim pierwszym mężczyzną, delikatnie wprowadzi cię w arkany ars amandi, uczyni kobietą. Pokaże ci, jak smakować miłość, bez pośpiechu, krok po kroku.

Macie szansę na udany związek, pod warunkiem że zaakceptujesz jego przeszłość: byłe kobiety, może nawet byłą żonę i dzieci. Powinnaś zadbać również o własną niezależność (w tym finansową) i o swój rozwój. Wtedy będziesz dla niego partnerką, a nie córeczką.

Ja wiem lepiej, kochanie

Wybór partnera dużo młodszego to z kolei, zdaniem psychologów, prognoza relacji matczyno-synowskiej. Być może masz za sobą nieudany związek z dominującym, despotycznym mężczyzną albo chcesz sprawdzić swoją wartość na rynku matrymonialnym. A może szukasz przygody? Dość masz nudziarzy i przewidywalnych realistów. Jesteś ciekawa świata, kuszą cię nowe wyzwania. Marzysz o szalonym artyście, nieprzewidywalnym małym chłopcu, którego dewizą jest: ,,Najważniejsze, żeby się działo”. Podnieca cię jego niespożyta energia, chęć eksperymentowania, apetyt na życie.

W sypialni możecie bić rekordy, zwłaszcza jeśli ty jesteś po trzydziestce, a on w temacie erotyki dopiero startuje. Będziesz dla niego wymagającą nauczycielką, a on bardzo pojętnym uczniem. Podziw w jego oczach i uwielbienie z pewnością podbudują twoje kobiece ego. Za to opinia znajomych i reakcja jego rodziny może być nie lada wyzwaniem. Jak się zachowasz, kiedy jego rodzice zapytają, czy kiedykolwiek dasz im wnuka? Możesz odczuwać paniczny lęk, by ukochany nie zobaczył cię bez makijażu, inwestować w dobre kosmetyki i ciągle żywić obawę, że dla niego wasz związek to jedynie krótkotrwała przygoda i prędzej czy później wymieni cię na młodszą. Jest jeszcze jego beztroski stosunek do pracy i pieniędzy: ,,Kochanie, po co nam oszczędności? Wyjedźmy w podróż dookoła świata”…

Jeśli tego właśnie oczekujesz od życia – w porządku. Jeśli on jest w ciebie naprawdę wpatrzony, możesz wyrzeźbić z niego własnymi rękami partnera idealnego. Dla ciebie zmieni pracę, miejsce zamieszkania i styl. Będzie cię kochał w kawalerce na poddaszu i na jachcie po Morzu Śródziemnym. Zachwyci twoje przyjaciółki, zauroczy rodziców, przy nim będziesz czuła się jak nastolatka: adorowana, wielbiona i doceniona.

Macie szansę na udany związek, pod warunkiem że nie ulegniesz paranoi zachowania wiecznej młodości. Uwierz, że dla niego to naprawdę nie jest najważniejsze. Możesz go wychować, jeśli wiesz, czego naprawdę oczekujesz od życia. Na początku związku musisz być przewodniczką i cierpliwie poczekać, aż przy tobie dojrzeje.

Bądź moim przyjacielem

Z badań psychologów wynika, że związki rówieśników najczęściej zaczynają się od przyjaźni. A ta – czasami od szkolnej ławy, a czasami od biznesowych pogawędek w firmowym bufecie. Bywa, że dla kobiet pochłoniętych wyłącznie karierą zawodową decyzja o związku z równolatkiem jest bardziej koniecznością czy konsekwencją niż świadomym wyborem. „Znamy się już od tak dawna. Spędzamy ze sobą w pracy po 10 godzin dziennie. Świetnie się dogadujemy zawodowo, więc dlaczego nie spróbować?” – myślisz. Wspólna pasja, entuzjazm, marzenia i przyjaźń – to jedynie wierzchołek piramidy intencji. Głębiej być może tkwią twoje lęki, traumatyczne doświadczenia z poprzednich związków, nieufność. I przede wszystkim lęk przed bliskością, bo związek z równolatkiem bazuje bardziej na przyjaźni niż namiętności.

Jeśli w dzieciństwie byłaś dla chłopaków bardziej kumpelą niż obiektem westchnień, a gdy twoje koleżanki uganiały się za kolegami ze starszych klas, ty wkuwałaś do olimpiady z matematyki – jest duża szansa na to, że zwiążesz się z mężczyzną w twoim wieku. Zanim dacie na zapowiedzi, prawdopodobnie będziecie mieć ustalone imiona dla waszych dzieci i miejsce, w którym będziecie spędzać wakacje. W waszej sypialni może być naprawdę cudownie, pod warunkiem że macie podobne temperamenty. Odkrywanie nawzajem własnych ciał, przechodzenie wspólnie z klasy do klasy w szkole ars amandi może być naprawdę ekscytujące. Jeśli jesteście dla siebie pierwszymi partnerami seksualnymi, w łóżku możecie próbować i robić wszystko, czego zapragniecie. W codziennym życiu będzie podobnie. Wspólne zdobywanie doświadczenia, wspólne cele, marzenia, wspinanie się po ścieżkach kariery, tyle rzeczy macie szansę odkrywać po raz pierwszy!

Udany związek? Tak. Pod kilkoma warunkami. Że nie znudzi się wam małżeńska rutyna i przewidywalność. Że nie zapomnisz, że jesteś dla niego przede wszystkim kobietą, a dopiero później: żoną, matką jego dzieci, przyjaciółką. Że wasza część wspólna: życie zawodowe, ci sami znajomi, hobby itp. nie wchłonie części indywidualnej każdego z was. Że w pewnym stopniu będziesz dla niego ciągle tajemnicą, niezgłębioną zagadką, kobietą o wielu twarzach.

Niebezpieczne intencje

Partner starszy – Jeśli połączyły was wyłącznie seks (twoja młodość) i pieniądze (jego majątek), on w przyszłości może znaleźć sobie młodszą następczynię, a ty zostaniesz bez środków do życia.

Partner młodszy – Jeśli wybrałaś go z obawy przed mijającą młodością, i tak nie zatrzymasz czasu, a on, wiecznie kontrolowany i podejrzewany o zdradę, zrealizuje twój czarny scenariusz.

Partner rówieśnik – Jeśli zdecydowałaś się związać z nim, bo nie masz odwagi, by otworzyć serce na kogoś nowego, przyjaźń może się skończyć, a miłość i namiętność nigdy nie pojawić.

  1. Materiał partnera

Jak stawka WIBOR wpływa na koszt kredytu? 

(Fot. materiał partnera)
(Fot. materiał partnera)
Oprocentowanie każdego kredytu hipotecznego jest bezpośrednio związane ze stawką WIBOR. Dlatego też, zanim zdecydujemy się na takie zobowiązanie, koniecznie dowiedzmy się, z czym się to wiąże. Jak stawka WIBOR wpływa na koszt kredytu? 

Kredyty hipoteczne to jedne z najpopularniejszych usług bankowych. Obecnie korzysta z nich większość osób planujących zakup nieruchomości lub budowę domu od podstaw. Takie kredyty udzielane są także na remonty, czy też kupno działki. Nie da się ukryć, że jest to w takich przypadkach bardzo duże wsparcie. Gdyby nie kredyty hipoteczne, większość osób musiałoby czekać z zakupem nieruchomości przez wiele lat, aż do uzbierania odpowiedniej ilości oszczędności. Jednocześnie, kredyt hipoteczny jest zobowiązaniem długoterminowym. Jego spłata jest przewidziana nawet na kilkadziesiąt lat. Wysokość rat może w tym czasie się zmienić, szczególnie że w Polsce dostępne są głównie kredyty hipoteczne o zmiennym oprocentowaniu.

Za wszelkie wahania powodujące wzrost lub spadek wysokości rat zobowiązania największy wpływ ma wskaźnik WIBOR. Co to właściwie jest i jakie ma znaczenie dla kredytobiorców? Jak stawka WIBOR wpływa na koszt kredytu hipotecznego?

Stawka WIBOR — co to jest?

Na wysokość rat kredytu hipotecznego wpływ ma wiele parametrów pożyczki. Wśród tych najważniejszych jest właśnie stawka WIBOR. Mimo że jest to jeden z najważniejszych czynników decydujących o koszcie zobowiązania, to kredytobiorcy często zupełnie o nim zapominają. Samo to pojęcie jest przeważnie pomijane. Mówimy o RRSO, oprocentowaniu, cenie dodatkowych usług, ale o stawce WIBOR wiele osób nawet nie słyszało. Czas to mienić, dlatego też nim skorzystamy z pożyczki, koniecznie dowiedzmy się, czym jest WIBOR.

Określenie WIBOR to tak naprawdę skrót od nazwy Warsaw Interbank Offered Rate. Oznacza ona wysokość oprocentowaniu na polskim rynku międzybankowym. Mówiąc w dużym skrócie, jest to stopa procentowa, po jakiej banki oferują pożyczki innym bankom. Warto wspomnieć, że wartość ta jest zmienna. Wskaźnik ustalany jest codziennie, a właściwie w każdym dniu roboczym na nowo. Wartość ta ustalana jest na podstawie średniej stóp procentowych, podanych przez największe banki w kraju w danym dniu. Cała ta procedura ma ogromne znaczenie dla całego rynku finansowego. Więcej na temat stawek WIBOR dowiemy się na stronie https://www.czerwona-skarbonka.pl/czym-jest-stawka-wibor/.

Stawka WIBOR — jaki ma wpływ na koszt kredytu hipotecznego?

Z pewnością wiele osób zastanawia się teraz, jak stawka WIBOR wpływa na koszt kredytu hipotecznego? Okazuje się, że wartość ta ma kluczowe znaczenie przy ustalaniu wysokości rat. To jeden z podstawowych elementów, na podstawie którego bank ustala oprocentowanie. Co najważniejsze, w związku z tym, że WIBOR to wartość ruchoma, raty kredytu hipotecznego mogą wzrastać lub maleć w czasie jego spłaty. Dlatego też podczas podpisywania umowy, nie wiemy dokładnie, jaką wartość wyniesie suma wszystkich rat. Rozważając więc zależność WIBOR, a koszt kredytu, widzimy, że stawka ta warunkuje całkowity koszt kredytów hipotecznych.

Jak wybrać najlepszy kredyt hipoteczny?

Obecnie niemal każdy bank ma w swojej ofercie kredyty hipoteczne. Jednak nie każdy z nich zapewnia przyjazne warunki udzielania i spłaty. Oferty często bardzo różnią się wieloma parametrami. Dlatego też wybierając pożyczkę dla siebie najlepiej skorzystać z rankingu kredytów hipotecznych. Na stronie https://www.czerwona-skarbonka.pl/kredyty-hipoteczne-ranking/ znajdziemy zestawienie najlepszych aktualnych ofert z uwzględnieniem najważniejszych ich parametrów. Dzięki temu z łatwością wybierzemy kredyt dopasowany do naszych potrzeb.

  1. Psychologia

Nie bój się trudnych przeżyć

Czasem sami wywołujemy awanturę i burzę emocji. Powód? - warto się nad nim zastanowić... (fot. iStock)
Czasem sami wywołujemy awanturę i burzę emocji. Powód? - warto się nad nim zastanowić... (fot. iStock)
To nasza pierwsza kłótnia – opowiada moja młoda, piękna i mądra klientka. Jest w pierwszym poważnym związku, na którym jej zależy, i żeby go nie zepsuć, przychodzi do mnie od jakiegoś czasu. Jest świadoma swoich, nie zawsze łatwych dla innych, nawyków bardzo samodzielnej, pewnej siebie kobiety sukcesu, która jednak w sprawach intymnych czuje się często jak mała dziewczynka. (Tak na marginesie, ten „emocjonalny zestaw damski” to syndrom naszych czasów).

– Nie mogę nawet sobie przypomnieć, o co się pokłóciliśmy, ale tak to się rozkręcało, że poszło na noże. On się spakował i wybiegł, krzycząc: Właśnie się tego obawiałem, że mnie wcale nie kochasz! Trzasnął drzwiami, a ja zostałam, trzęsąc się ze złości. No i bardzo dobrze, idź sobie, lepiej jak najszybciej, wcale cię nie potrzebuję, było mi lepiej, jak byłam sama, po co mi to wszystko i… buuu – zawyłam jeszcze ze złością, ale już z żalu i smutku, i straty. Więc to już? Koniec miłości i nie wiadomo nawet dlaczego? A taki był słodki, do rany przyłóż, wszystko oszustwo… ale po co? I co ja teraz zrobię?!!!

Raptem drzwi się otworzyły, walizka wylądowała u moich stóp razem z właścicielem. „Jaki ja byłem głupi, wybacz, na dole, już przy bramie poczułem zapach frytek i aż mnie wryło w ziemię!”. Co mają do tego FRYTKI? „Poczekaj, zaraz ci wszystko opowiem, tylko się już nie gniewaj, przepraszam, przepraszam…”.

Ja ciebie też przepraszam – wydukałam, bo czułam, że tyle samo włożyłam szaleństwa w tę kłótnię – bardzo przepraszam, też byłam głupia…  Jak dobrze, że wróciłeś… A te… frytki?

O frytkach opowiedział po dłuższej chwili, bo najpierw musieliśmy zacałować i uszanować nasz pierwszy powrót do siebie.  – Wychowywałem się w biedzie – zaczął. – Ale bywało wesoło i kolorowo. Dużo ogrodów, częste spotkania z sąsiadami i rodziną przy ognisku. Miałem ukochaną, młodą, ładną ciotkę. Obiecała ognisko i że będą frytki. FRYTKI!!! To był rarytas, marzenie! Miałem osiem lat i uwielbiałem frytki. O niczym innym już nie myślałem. Czekałem na ten wieczór jak na Boże Narodzenie. Świat był piękny, życie pełne kuszących obietnic, a ja byłem młodym bogiem, który się w tym nurzał po uszy.

Nadszedł ów wieczór, ognisko się paliło, dorośli piekli kiełbaski, które nic mnie nie obchodziły, bo ciotka wyszła z kuchni z misą frytek. Zaczęła nakładać dzieciakom, które przepychały się w kolejce. Stałem obok. A ty co? – zawołała do mnie ciotka. – Nie chcesz frytek? – Nie chcę – usłyszałem, jak odpowiada ktoś z mojego wnętrza. Stałem jak wryty. – Ty nie chcesz frytek?– wykrzyknęła już zdenerwowana ciotka. Czułem się jak zahipnotyzowany: – Nie chcę – odpowiedziałem głośno i pewnie, choć w środku już pojawiał się lęk, że coś złego właśnie się rozpoczyna. – Ach tak, nie chcesz frytek!? – wrzasnęła ciotka, rzucając miskę. – A w tyłek chcesz?! – I ruszyła ku mnie. Jakoś oderwałem się od ziemi i zacząłem uciekać. Ona za mną. Dorwała mnie pod płotem, w krzakach. Natłukła, krzycząc: – Już nie masz wstępu do mojego ogrodu, nigdy, słyszysz? Już cię tu nie chcę, pętaku!

Pobiegła, a ja zostałem sam, drżąc cały, nie mogąc złapać tchu i niepomiernie zadziwiony: jak to się stało? I CO się stało? Jak to możliwe, że jeszcze przed chwilą cudny świat pełen frytek otwierał się ku mnie, a teraz jestem wygnańcem bez ziemi, bez ciotki i bez frytek. I nikt inny, tylko ja sam sobie to zrobiłem… Ale dlaczego?!!!

Po jakimś czasie zrozumiałem. Raptem zapragnąłem, że skoro jest tak cudnie, to żeby było JESZCZE LEPIEJ! Nieświadomie czekałem na to, że moja ulubiona ciotka, która za mną przecież też przepadała, jeszcze mnie POPROSI, żebym chciał od niej te frytki.

Ciotkę później przeprosiłem, ona też przyznała, że zbytnio się uniosła. Życie już nigdy nie było takie samo. Zapamiętałem to przeżycie na zawsze. Lepsze jest wrogiem dobrego. Szanuj to, co masz. I pamiętaj, jak bardzo ty sam jesteś autorem tego, co cię spotyka.

Urzeczona tą opowieścią powiedziałam do mojej klientki: Gratuluję narzeczonego, mądry mężczyzna, gratuluję pierwszej, wspaniałej kłótni, po której będziecie mogli oboje w trudnych chwilach krzyknąć do siebie: Uwaga, FRYTKI! Czy pozwolicie, żeby i inni skosztowali Waszej mądrości?

Pozwolili.

Katarzyna Miller – psycholożka, psychoterapeutka, pisarka, filozofka, poetka. Autorka wielu książek i poradników psychologicznych, m.in. „Instrukcja obsługi faceta”, „Daj się pokochać dziewczyno”, „Nie bój się życia”, „Kup kochance męża kwiaty”, „Chcę być kochana tak jak chcę”. Książki Katarzyny Miller do nabycia w naszym sklepie internetowym.

  1. Psychologia

Poczucie winy w związku. Rozmowa z psycholog prof. Katarzyną Popiołek

Ważne, żeby uświadomić sobie powód i zakres poczucia winy. Bardzo często z tym przesadzamy. Obarczamy siebie winą za wszystko albo ją całkowicie odrzucamy. A ważne jest, abyśmy sobie uświadomili, co tak naprawdę się stało i jaki jest nasz w tym udział. (Fot. iStock)
Ważne, żeby uświadomić sobie powód i zakres poczucia winy. Bardzo często z tym przesadzamy. Obarczamy siebie winą za wszystko albo ją całkowicie odrzucamy. A ważne jest, abyśmy sobie uświadomili, co tak naprawdę się stało i jaki jest nasz w tym udział. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Zastanówmy się, co się stało i jaki jest w tym nasz udział. Co można naprawić? Zawsze też informujmy partnera, co czujemy, gdy coś złego nam robi. Tylko tak wzbudzane w nim wyrzuty sumienia mogą okazać się skuteczne – mówi psycholog prof. Katarzyna Popiołek.

Jak to jest z poczuciem winy w związkach kobiety i mężczyzny?
Poczucie winy w ogóle związane jest z faktem, że internalizujemy (uwewnętrzniamy) pewne normy. W związkach też istnieją normy – na przykład, że się nie zdradza. Kiedy tę normę złamiemy, odczuwamy dyskomfort, obniża nam się poczucie własnej wartości, samooskarżamy się, czyli stosujemy karę wewnętrzną. Ale poczucie winy może być wywołane także karą zewnętrzną. Na przykład tym, że partner mówi: „to ty zepsułaś nasz związek”. Ważne, żeby uświadomić sobie powód i zakres poczucia winy. Bo bardzo często z tym przesadzamy. Obarczamy siebie winą za wszystko albo ją całkowicie odrzucamy. A ważne jest, abyśmy sobie uświadomili, co tak naprawdę się stało i jaki jest nasz w tym udział.

Dostrzegamy nasz udział i co dalej?
Powinniśmy przyjąć za to odpowiedzialność. Ale nie poprzez wewnętrzne katowanie się, tylko chęć zadośćuczynienia partnerowi.

A jeżeli to nie jest możliwe?
Wtedy przyznaję się do winy, przepraszam, obiecuję poprawę. Partner powinien moje przeprosiny przyjąć. Jeżeli natomiast nie przyjmie, a ja zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, żeby naprawić winę, nie pozostaje mi nic innego, jak powiedzieć: „trudno, muszę z tym żyć, ale nie będę się samobiczowała”. Poczucie winy, od którego nie można się uwolnić, nic dobrego nie daje. Wpływa niekorzystnie nie tylko na moje samopoczucie i zachowanie, ale także na stosunek do partnera, bo żywię przekonanie, że to przez niego mam poczucie winy. Więc na niego warczę, oddalam się od niego albo wręcz próbuję go oskarżyć. To powoduje, że nie tylko ja ponoszę konsekwencje, ale i partner.

Niektórzy całe życie wypominają partnerowi winę.
Ponieważ chcą mieć nad nim większą kontrolę, przewagę moralną. A to absolutny błąd. Bo albo odchodzimy od partnera, jeśli nie możemy znieść tego, co zrobił, albo jak wybaczamy, to wybaczamy i nie zadręczamy siebie i jego. Wypominanie winy jest taką grą obliczoną na pokazanie: ja jestem w porządku, a ty nie jesteś. Mamy bowiem tendencję atrybucyjną (czyli wyjaśniającą przyczyny) polegającą na tym, że jeśli my coś zawaliliśmy, to zrzucamy winę na innych lub na przypadek. Natomiast jak ktoś zawinił, to mówimy: „on tak postąpił, bo jest zły”. Szukamy zewnętrznych usprawiedliwień dla siebie, a innych obwiniamy.

Co wtedy, gdy staram się zadośćuczynić partnerowi wyrządzoną krzywdę, a on to odrzuca?
Powinniśmy doprowadzić do rozmowy, w której zapytamy, co możemy zrobić, żeby tę sprawę zakończyć. Partner, widząc nasze poczucie winy z powodu zdrady, może powiedzieć: „dobrze, ale pod pewnymi warunkami”. Na przykład: „nie spotkasz się więcej z tą osobą”. Taki warunek związany z winą jest w porządku. Natomiast warunek: „no dobrze, ale będziesz teraz sam sprzątał, sam łożył na dom, na mnie nie licz” – jest nie do przyjęcia.

Dlaczego?
Dlatego, że nie jest związany z przewinieniem. Bo to tak jakby partner powiedział: „Zdradziłem, kupię ci futro i mam załatwione. Nie obiecuję, że już nie będę zdradzał, następnym razem kupię ci samochód”. Podobny błąd popełniamy nagminnie wobec dzieci. Nie mamy dla nich czasu, z tego powodu targa nami poczucie winy, więc kupujemy im drogie zabawki, pozwalamy na wszystko. To patologiczny mechanizm.

Bywa, że zdradzający partner z masochistyczną wręcz rozkoszą przeżywa swoje poczucie winy.
Przypomina w tym alkoholika, który mówi: „wiem, że za dużo piję, ale jak cierpię!”. Zdradzający mąż użala się: „świnia ze mnie, ale przecież nie jest mi z tym dobrze!”. Albo próbuje tłumaczyć, dlaczego zdradza: „bo żona jest mniej czuła”. A nie bierze pod uwagę, że poświęcając czas kochance, nie daje szans żonie, żeby mogła okazywać mu czułość. Sam jest przyczyną dramatu, ale skutki zwala na żonę.

Czasami nadmiernie obwiniamy siebie.
Coś złego stało się kochanej osobie, a my wyrzucamy sobie: „gdybym tego nie powiedział, toby się nie zezłościła i nie dostała ataku serca”. A prawda jest taka, że ten ktoś po prostu zmarł. Jednak my, chcąc uczynić tę sytuację racjonalną, przypisujemy winę sobie. Paradoksalnie wówczas staje się ona irracjonalnie racjonalna: jest wina, więc jest i kara. Wtedy łatwiej ją nam zrozumieć. Gdy umarł  Bogumił z „Nocy i dni” Marii Dąbrowskiej, Barbara powiedziała: gdybym przypilnowała, żeby nie wyszedł na mróz bez kożuszka, toby nie umarł.

Samooskarżając się z uporem, chcemy pewnie „odcierpieć” naganny czyn i uzyskać akt łaski.
A przynosi to przeciwny skutek – przedłużające się poczucie winy powoduje, że osoba, przez którą cierpimy, staje się dla nas negatywnym bodźcem, czujemy się źle w jej towarzystwie, co w końcu obraca się przeciwko niej. Częstą przyczyną przemocy w rodzinie jest to, że mężczyzna czuje się winien (nie ma pieniędzy, nie umie czegoś załatwić) i odreagowuje złość na żonie i dzieciach. A kobieta, która ulega przemocy, zaczyna wierzyć, że to wszystko jej wina, więc ulega mężowi nie tylko ze strachu, ale właśnie dlatego, że wierzy w swoją winę. Badania nad poczuciem winy pokazują, że najczęstszym skutkiem tego stanu jest zmiana myślenia o sobie, a nie zmiana zachowania na lepsze.

Dlaczego tak się dzieje?
Bo świetnie opanowujemy normy, tylko nie nauczyliśmy się zachowań, które pomogłyby nam ich nie naruszać.

Czyli jesteśmy dobrzy w teorii. Tak, wiemy, co dobre, a co złe, ale temu ostatniemu nie umiemy zapobiec. Mamy problem z kontrolowaniem się, nie zastanawiamy się nad skutkami naszych czynów. Natomiast chętnie przerzucamy winę na partnera. Tak jak w tym kawale: Mąż mówi do żony: „jestem winien Zuckermannowi pieniądze, ale ich nie mam, co tu zrobić?” Na co żona otwiera okno i woła: „Zuckermann, mąż nie ma pieniędzy, nic nie dostaniesz”. Wraca do męża i mówi: „teraz niech się on martwi, nie ty”. Podobnie myśli mąż, który zdradził i z tego powodu gryzie go sumienie: powiem żonie, to się uspokoję. Mówi i teraz on jest w porządku, a ona cierpi. Poczucie winy należy rozpatrywać racjonalnie, a nie emocjonalnie. Psychologia uważa, że są osoby bardziej skłonne do obwiniania się i mniej skłonne. Z kolei brak poczucia winy charakteryzuje osobowości psychopatyczne. Najlepszy jest arystotelesowski złoty środek: trzeba zrozumieć zakres swojej winy, postarać się naprawić ją i żyć dalej. Nie powinno się wypominać partnerowi złego czynu, ale w momencie, gdy go popełnia, dobrze mu to pokazać. Gdy przymykamy na jego czyn oczy, machamy ręką, mówimy: „nic się nie stało”, partner myśli, że może tak się zachowywać, bo dla nas nie ma to znaczenia. Zawsze powinniśmy informować go, co czujemy, gdy coś złego nam robi. Tylko tak wzbudzane w nim poczucie winy – poprzez otwarte mówienie o tym, co nas boli – może okazać się skuteczne.

Katarzyna Popiołek
, doktor habilitowany psychologii społecznej, profesor SWPS, dziekan Wydziału Zamiejscowego w Katowicach. Zajmuje się problematyką relacji międzyludzkich, szczególnie relacji pomocy i wsparcia oraz specyfiką zachowań w sytuacjach kryzysowych. Jest autorką wielu publikacji naukowych, współtwórczynią Instytutu Współczesnego Miasta.

  1. Psychologia

Kiedy w związku możemy znaleźć szczęście? - rozmowa z Wojciechem Eichelbergerem

Nasza ludzka dojrzałość polega między innymi na tym, że serce i umysł kontrolują ciało. A więc nawet gdy zabraknie hormonalnego wsparcia, to serdeczność, przyjaźń, troska, wzajemny szacunek i ciekawość sprawią, że hormony odpalą (fot. iStock)
Nasza ludzka dojrzałość polega między innymi na tym, że serce i umysł kontrolują ciało. A więc nawet gdy zabraknie hormonalnego wsparcia, to serdeczność, przyjaźń, troska, wzajemny szacunek i ciekawość sprawią, że hormony odpalą (fot. iStock)
Dla emocjonalnie dojrzałych ludzi seks to nie jest spotkanie dwóch ciał, lecz dwóch zainteresowanych sobą osób, połączonych przyjaźnią, troską, wzajemnym szacunkiem, ciekawością. W miłości hormony nie są najważniejsze – mówi psychoterapeuta Wojciech Eichelberger.

Oboje jesteśmy po rozwodach, a więc po miłosnych klęskach. Ale gdybyś teraz miał 30 lat, to co powinieneś mieć w głowie, by kochać kobietę dłużej niż trzy przewidziane przez biologię lata i nie odejść po siódmej rocznicy ślubu, bo tyle czasu nasi przodkowie potrzebowali, żeby podchować dzieci? Z badań wynika też, że mamy mniej czasu na miłość niż jaskiniowcy. W USA pierwszy rozwód następuje średnio po pięciu latach.
Gdybym przeczytał statystki i badania, które tak głoszą, mógłbym przyjąć je za pewnik i – niestety – potem sterowałyby one moimi emocjami i ciałem. I nawet jeśli serce i ciało chciałoby dalej kochać, to umysł mógłby ten ogień wygasić. Na zasadzie samosprawdzającej się przepowiedni. Skoro dane naukowe są takie, że typowa Natalka już nie powinna typowego Frania pociągać, to nie będzie pociągać, choćby pociągała...

Franek nie powinien za wiele czytać, jeśli chce miłości na zawsze? Podobnie Natalka?
Nie powinien mieć w głowie badań i statystyk, które mówią, że miłość się nie powiedzie. Oparte na nich teorie grzeszą redukowaniem człowieka do ciała sterowanego hormonami. A my mamy też duchowość, samoświadomość, osobowość, biografie, a także plany, cele, ideały, wartości. To powoduje, że w miłości hormony nie są najważniejsze. Nasza ludzka dojrzałość polega między innymi na tym, że serce i umysł kontrolują ciało. A więc nawet gdy zabraknie hormonalnego wsparcia, to serdeczność, przyjaźń, troska, wzajemny szacunek i ciekawość sprawią, że hormony odpalą. Dla emocjonalnie dojrzałych ludzi seks to nie jest spotkanie dwóch ciał, lecz spotkanie dwóch zainteresowanych sobą osób – za pośrednictwem ciał. Tylko w szczególnych, raczej medycznych przypadkach hormony mogą w pełni przejąć kontrolę nad zachowaniem.

Nasza rozmowa pomoże Franiowi kochać?
Najważniejsze jest to, na co Franio nie ma żadnego wpływu – czy miał wystarczająco dobrą i mądrą matkę. Taką, która trochę się opiekowała, trochę wspierała, trochę pozwalała na chwile słabości i uczyła wyrażania uczuć. A od czasu do czasu pokazywała ciemną i groźną stronę kobiecości. Dużo też wymagała i z tym Franek musiał nauczyć się sobie radzić. Wtedy Franio, gdy ogarnie go burza hormonów, skieruje się jak najszybciej w stronę innej kobiety niż jego matka, choć będzie szukał kogoś podobnego do niej, osoby oferującej podobny typ relacji. Do takiej relacji bowiem przywykł.

A jeśli znajdzie kobietę podobną do mamy, to...
To seks będzie bardzo udany. Bo Franio, tak jak prawie każdy chłopiec, marzył kiedyś skrycie o tym, by mamę poślubić. Ponieważ to zabronione, szuka podobnej do niej kobiety. A jeśli znalazł taką Natalkę, to po jakimś czasie usłyszy od niej, że ona chce mieć z nim dziecko i zostać mamą. To będzie dla Frania szok, bo ojcostwo oznacza ostateczny szlaban na bycie dzieckiem. Franio już nie będzie miał Natalki na żądanie. Już nie będzie mógł się pieścić i grymasić, bo jego własne dzieci szybko przywołają go do porządku. Będzie to trudny czas, bo często młodzi mężczyźni wchodzą w relacje z kobietami po to, by sobie replikować mamę plus, czyli mieć mamę plus seks. I pewnie Natalka też się Franiem nadmiernie opiekowała. A więc to czas na to, by oboje zaakceptowali, że definitywnie kończy się ich dzieciństwo.

Jeśli im się uda, pojawiają się kolejne zagrożenia dla miłości...
Tak, ale już jest mnóstwo nitek, które ich wiążą i zbliżają. Franio zacznie nawet w pewnym momencie odczuwać, że nawet za dużo w jego życiu zależy od Natalki. Na przykład jego dobre samopoczucie. Oto Natalka wyjechała na miesiąc z dziećmi, a Franio tęskni, jak kiedyś za mamą.

Może to miłość?
Raczej nie. Bo Franek traci z pola widzenia potrzeby Natalki, jeśli myśli, że ją uszczęśliwia swoim przywiązaniem. Gdyby też Natalkę o to zapytał, usłyszałby: „Wiesz, Franek, wkurzasz mnie. To nie jest normalne, że ty zawsze, wszędzie i natychmiast chcesz dostawać to, czego potrzebujesz. A gdzie ja w tym wszystkim?”. I jeśli ma to być opowieść o idealnym związku, to Franek powinien wtedy powiedzieć: „Sorry, przesadziłem, muszę zacząć w sobie szukać tego, czego oczekuję od ciebie”. Oczywiście taki proces powinien się rozpocząć także w Natalce. Oboje zaczynają kombinować, na czym polega dojrzałość i miłość. Orientują się, że przywiązanie i uzależnienie pomyliło im się z miłością, i zaczynają szukać niezależności – zdolności do samodzielnego radzenia sobie ze swoimi dziecięcymi uczuciami i potrzebami, czyli odnajdują w sobie to, czego Franio szukał w Natalce i na odwrót. Na przykład: ciepła, wsparcia, docenienia, uznania i zachwytu. Być może dzięki temu odkryje, że skoro codziennie potrzebuje czegoś od Natalki, to znaczy, że jest to uzależnienie. Wtedy najlepiej, jak rozpocznie starania, by wyjść z tego uzależnienia. Jak? Powinien się zastanowić, co szwankuje w jego poczuciu wartości, skoro codziennie musi słyszeć od Natalki pochwały. Dlaczego nie wierzy w to, że jest dobry, fajny i nadaje się do kochania.

A jeśli potrzebuje czułości, przytulenia?
Każdy od czasu do czasu potrzebuje czułości i przytulenia. Ale dorośli nie potrzebują tego kilka razy dziennie. Franio musi się nauczyć stwarzania sobie samemu okazji, by czuć się bezpiecznie i komfortowo. A to często oznacza, że trzeba pokonać w sobie lenia. Franio mógłby sam sobie zrobić herbatę, ale woli poprosić Natalkę, bo mu się nie chce tyłka ruszyć. Mógłby się zatroszczyć o swoje zdrowie, ale trudno mu zrezygnować z matczynej troski Natalki, jakiej doświadcza, chorując. Ale gdy się w końcu ogarnie i zacznie więcej robić dla siebie, a mniej oczekiwać od Natalki, to szybko zauważy, że między nimi jest lepiej, bo przecież im mniej uzależnienia, tym więcej miejsca na miłość.

Ale przed nim kolejne zagrożenie: kryzys wieku średniego. Dzięki pracy nad sobą wie, że ma też serce i głowę. Może więc przekroczyć biologiczne uwarunkowania, bo stworzył więzi osobowe, a one czynią seks atrakcyjnym na długie lata.
„Wolałbym, żeby żona była jędrna i młoda, ale kocham ją, więc uprawiamy seks” – mówi mój przyjaciel. A jego żona wolałaby zapewne faceta, który w wielu wymiarach jest sprawniejszy, ale wybiera jego, bo kocha tę konkretną osobę. Franio też ceni relacje z człowiekiem, z Natalką, a nie tylko z jej ciałem. Nawet jeśli inne napotkane ciało uzna za piękne i młode, to za mało, bo nikt dostatecznie ciekawy i dojrzały w młodym ciele jeszcze nie mieszka. Owszem, ciało może zachwycić Frania estetycznie jak figurka porcelanowa, ale nie jest dla Frania po czterdziestce materiałem na związek.

Franio zostaje więc z Natalką i nie odchodzi ze swoją studentką czy sąsiadką, jak robi wielu innych Franiów?
Franio ma w głowie tysiące wspólnych z Natalką rozmów i przekochanych nocy, wspólnych wakacji, a także smutku. To kapitał i spoiwo. Ale będą dłużej razem, jeśli będą aktywni seksualnie. O ten wymiar swojej relacji także muszą się troszczyć. Natalka ma w tej sprawie dwie hormonalne i emocjonalne doliny: pierwsza to ciąża i okres karmienia piersią, a druga – menopauza. Co prawda Franio może być aktywny seksualnie dłużej niż Natalka, ale coraz więcej Franiów już po czterdziestce miewa kłopoty z erekcją. Więc jeśli się za siebie nie weźmie, to zwiędnie przed pięćdziesiątką. Funkcje seksualne, jak wszystkie inne, trzeba ćwiczyć, troszczyć się o utrzymywanie seksualnych organów w dobrej formie. W naszej kulturze ta wiedza jest mało dostępna, można jednak czerpać z kultury Wschodu. Aby zadbać o poziom energii i jakość erotycznego kontaktu, warto solidnie zapoznać się z tantrą. Wzbogacać swoją seksualność i bawić się nią. Zdjąć z niej odium wyczynu i konkurencji. Uważać na przedawkowanie pornografii i masturbacji. Jeśli spotkamy w świecie pikseli coś atrakcyjnego, to dążmy do zorganizowania sobie tego w realu. Oczywiście pod warunkiem, że nie naruszamy prawa ani granic drugiej osoby. W przeciwnym razie masturbacja w kontakcie z pikselowymi obrazami stanie się zagrożeniem dla związku.

Największe zagrożenie to zdrada. To ona jest powodem większości rozwodów.
Kasia Miller napisała książkę „Kup kochance męża kwiaty”, bo kochanka może uzdrowić związek, ale sama zostanie poświęcona. Dlatego warto zrobić wszystko, aby wykorzystać ukryty potencjał zdrady. Nie każda zdrada musi być powodem do rozwodu. Doświadczenie psychoterapeutów wskazuje, że jeśli nie wiąże się ona z zaangażowaniem serca, była incydentem, to lepiej wziąć to na swoje sumienie i nie obciążać najbliższej osoby. Jeśli zaś przekształca się w poważny związek, to najlepiej jest jak najszybciej wyznać to stałemu partnerowi. Na tym polega lojalność. Gdy stali partnerzy dają sobie przyzwolenie na inspirowanie się, a nawet zachwyt jakąś trzecią osobą, to dodaje to wspólnemu życiu chęci i barwy – pod warunkiem wszakże, że na zachwycie sprawa się kończy.

A jeśli platoniczne zachwyty stają się zbyt intensywne?
Jeżeli Franio coraz więcej uwagi zwraca na inne kobiety i nawiązuje nowe znajomości, wtedy powinien się zdobyć na odwagę i, patrząc w oczy Natalce, powiedzieć: „Natalka, nie wiem, co się porobiło, ale głowa sama mi się odwraca, jak widzę jakąś laskę. Zastanawiam się, czy czegoś mi brakuje w naszym związku”. Mądra, dojrzała i doświadczona Natalka odpowie wtedy ciepło: „Pogadajmy, Franio, i zobaczmy, co to może być”. Przyczyna wcale nie musi być hormonalna. Po prostu nawet w długotrwałych związkach nie potrafimy dzielić się tym, z czym jest nam trudno.

Lęk przed dzieleniem się trudnościami?
Przypuśćmy, że Natalka czuje się chora. A w szczególności stan kobiecej części jej organizmu się pogarsza. Nie chce jednak wciągać Franka w to, że ma związane z tym czarne myśli. Poza tym czuje się nieatrakcyjna. Wymawia się więc z intymnych spotkań z Frankiem. Jak sobie o tym pogadają, to będą sobie jeszcze bliżsi. Otworzą nową przestrzeń kontaktu, jeśli Franek, patrząc Natalce w oczy, powie: „Co ty, Natalka, nie wygłupiaj się, ja też mam lęki i dolegliwości”. Wtedy okaże się, że żadne z nich nie musi szukać wsparcia u nowego partnera. I będą żyli długo i szczęśliwie.

Można dożyć złotej jesieni, wciąż trzymając się za ręce?
Można. Jeśli obie strony bardzo tego chcą i codziennie dbają o jakość związku, nie zamiatając niczego pod dywan.

Wojciech Eichelberger: psycholog, psychoterapeuta i trener, autor wielu książek, współtwórca i dyrektor warszawskiego Instytutu Psychoimmunologii (www.ipsi.pl).