1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Zdrada – szukanie bliskości poza związkiem to alarm

Zdrada – szukanie bliskości poza związkiem to alarm

Zdrada zupełnie niepotrzebnie jest odbierana jako potwierdzenie, że jest się nieudanym. Przecież zdradzającemu chodzi o niego samego, a nie o inną osobę. On to robi dla siebie, nie przeciwko komuś. (Fot. iStock)
Mamy tendencje do interpretowania zdrady w kategorii okrutnego sprawcy i niewinnej ofiary. Ale to nie takie proste.

Kiedyś wspólnota religijna, rodzina wielopokoleniowa zaspokajały naszą potrzebę przynależności, jasno określonej tożsamości, a teraz tę potrzebę przerzucamy na partnera, chcemy dostać to od niego w gratisie. Zbyt dużo na nim wieszamy. Marzymy, by ktoś, kogo wybraliśmy, wyrównał nam wszelkie straty, żeby nas dopieścił, sprawił, że poczujemy się nareszcie docenieni. Dodatkowo zaciera się definicja związku, formalizacja tego, że jest się razem, nie jest już konieczna, mamy seks przedmałżeński, bez ślubu możemy mieć wspólne dzieci. Wierność, obietnica wyłączności stają się więc często ostatnim wyraźnym wyznacznikiem związku. Nic dziwnego, że zdrada partnera tak mocno nas dotyka.

Z badań socjologicznych wynika, że choć potępiamy zdradę bardzo stanowczo, to jednocześnie powszechnie ją praktykujemy. Ta „schizofrenia” bierze się z potrzeby myślenia o sobie jako o lepszych, niż jesteśmy. Boimy się prawdy, szczególnie jeśli w przeszłości byliśmy nieuszanowani przez rodziców i wychowawców. Obawiamy się, że może mieli rację, a zdrada byłaby przecież tego potwierdzeniem. Poza tym człowiek dorosły choć wie, że musi liczyć na siebie, marzy, że jego partner zdejmie z niego część odpowiedzialności za życie, da więcej bezpieczeństwa, wsparcia. I jak on zdradza, to odczuwamy wtedy wielką samotność, stajemy twarzą w twarz z okrutnym losem.

Zdrada zupełnie niepotrzebnie jest odbierana jako potwierdzenie, że jest się nieudanym. Przecież zdradzającemu chodzi o niego same- go, a nie o inną osobę. On to robi dla siebie, nie przeciwko komuś. Niekoniecznie ze względu na kochankę, bo ona się po prostu trafia. Zdradzający szuka balsamu na serce, nie tyle innej osoby, ile innego siebie – ciekawszego, młodszego, bardziej frapującego, zadowolonego z siebie, żyjącego pełnią. Gdy ktoś zaczyna nas ekscytować, to my się sobie samym bardzo podobamy. Oczywiście, jeżeli w tej fascynacji możemy liczyć na wzajemność. Warto więc to samobiczowanie ukrócić i skończyć z odnoszeniem zdrady do siebie. Nie ma też sensu pytać o jej szczegóły, zamiast tego lepiej pytać o to, co ona znaczy dla naszego związku.

Na początku naszą reakcją na zdradę są żal, złość, strach, zazdrość i chęć ukarania winnego, ale jak już się trochę ogarniemy, to nie ma co zachowywać się wsobnie w stylu: „Co ty mi zrobiłeś?!”. No, nie tobie, raczej sobie. Jeśli nie zaczniemy rozumieć partnera czy partnerki, to znów będziemy żyli obok siebie, a nie razem.

Ludzie, którzy są ze sobą blisko, którym ze sobą ciepło i dobrze, nie zdradzają się, bo nie mają takiej potrzeby. Stwarzają sobie razem bogaty świat, są spełnieni erotycznie i emocjonalnie. Niewierność pojawia się, kiedy w relacji czujemy się samotni lub nieszczęśliwi.

Mamy tendencje do interpretowania zdrady w kategorii okrutnego sprawcy i niewinnej ofiary. Ale to nie takie proste. Czy ktoś, kto nie lubi siebie ani swojego partnera, rzeczywiście może się nazwać ofiarą zdrady? Albo ktoś, kto odmawia seksu partnerowi, i on zaspokaja swoje potrzeby gdzie indziej? Zawsze podkreślam, że kobieta, z którą zdradza cię twój partner, jest taka sama jak ty.

Sama diagnoza kryzysu, mówienie, że w związku jest źle, że jest mi smutno czy pusto przy tobie, zazwyczaj niespecjalnie do ludzi trafia, niestety.

Tak wynika z mojego doświadczenia i doświadczeń moich pacjentów. Reakcja to zwykle: „O co ci chodzi, przecież wszystko jest dobrze!”. Często dopiero zobaczenie rywala czy rywalki działa oprzytomniająco, ponieważ utrata związku staje się realna i nie ma co udawać, że wszystko jest okej. Następuje wtedy mobilizacja. I kobiety, i mężczyźni, kiedy robią skok w bok, najczęściej mówią, że ktoś się nimi zachwycił. To wcale nie musi być lepszy seks ani tak zwany lepszy model. To może wynikać z pragnienia aprobaty, ciepłych słów. Dobrze jest więc częściej okazywać sobie nawzajem więcej aprobaty. Jednak zacznijmy od siebie, ponieważ człowiek z siebie niezadowolony nie daje nikomu ciepła, bo nie ma z czego.

Jak świat światem ludzie z różnych powodów wchodzili w związki „nieoficjalne”. Czasem para, która sobie pasuje przez wiele lat, stopniowo się rozchodzi. Jeśli się nie dostarcza materiału związkowi, jeżeli ludzie się zajmują osobno zupełnie różnymi sprawami, to wtedy w tej swojej osobności mogą spotkać kogoś innego, kto stanie się bliski. Szukanie bliskości poza związkiem może być sygnałem alarmowym, że oddalamy się od siebie, że nie zaspokajamy w związku swoich potrzeb. Bywa też tak, że dochodzi do rozstania, bo ktoś spotyka lepszego dla siebie partnera, ciekawszego, bardziej odpowiedniego, i odchodzi. I gdy zdrada kończy związek, i wtedy, gdy on dalej trwa – można na nią spojrzeć konstruktywnie. Bo ona daje nam refleksję, że związek jest z jakichś powodów niedobry i albo trzeba go zmienić, albo pożegnać. W obu wypadkach kochance męża należą się kwiaty, że nawiążę do tytułu mojej książki. Gdy przyspieszyła koniec niedobrego związku, ale też gdy relacja przetrwa. Bo to znaczy, że jest na tyle ważna, że opłaca się budować nowe podwaliny, żeby już nie powtórzyć tego, co było. Najciekawsze jest to, że można zacząć być z tą samą osobą trochę jak z nową. Zdrada bywa katalizatorem zmian w związku, co oczywiście, nie znaczy, że jest przyjemnym doświadczeniem.

Kup kochance męża kwiaty Katarzyna Miller Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze