1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Uzależnienie od telefonu – objawy i sposoby leczenia. Sprawdź, czy jesteś uzależniony

Uzależnienie od telefonu – objawy i sposoby leczenia. Sprawdź, czy jesteś uzależniony

Wydaje nam się, że jeśli nie jesteśmy uzależnieni, to znaczy, że nie ponosimy strat. Uznano bowiem, że w każdym uzależnieniu, owe straty muszą pojawić się w kilku obszarach: społecznym, rodzinnym, zawodowym. Tymczasem dyskomfort, który ma potężne konsekwencje, pojawia się znacznie wcześniej. (Fot. iStock)
Jesteśmy wręcz przyspawani do naszych smartfonów. Tłumaczymy sobie i innym, że to pozwala nam wiedzieć, co dzieje się wokół. Tymczasem tak właśnie często przejawia się uzależnienie – tłumaczy psychoterapeuta Robert Rutkowski.

Kiedyś nie mieliśmy w domach telefonów, potem służyły do przekazywania ważnych informacji. Dziś wielu z nas bez smartfona nie rusza się na krok, rejestrujemy w nim całe życie. Czy jeśli chodzimy z nim do toalety, jeśli smartfon śpi z nami w łóżku – musi to oznaczać, że mamy problem?
Problem mamy dużo wcześniej, niż sądzimy. Wcale nie dopiero wtedy, kiedy dostajemy diagnozę: uzależnienie. Zresztą mam z tym określeniem kłopot, mam wrażenie, że jest ono dość szkodliwe.

Szkodliwe? Co to znaczy?
Wydaje nam się, że jeśli nie jesteśmy uzależnieni, to znaczy, że nie ponosimy strat. Uznano bowiem, że w każdej kompulsji, czyli w każdym tzw. uzależnieniu, owe straty muszą pojawić się w kilku obszarach: społecznym, rodzinnym, zawodowym. I wtedy dopiero, po spełnieniu tych „warunków”, mamy kłopot. Tymczasem dyskomfort, który ma potężne, prawie zawsze niebezpieczne konsekwencje, pojawia się znacznie wcześniej. Bardzo często przychodzą do mnie pacjenci i pytają: „Panie Robercie, czy jestem już uzależniony? Proszę mnie natychmiast zdiagnozować”. A ja w odpowiedzi pytam: „A co, jeżeli nie? Czy to znaczy, że dalej może pan oddawać się swojej ulubionej czynności?!”.

Zauważyłem też nowe zjawisko – całkiem majętni ludzie, którzy bez wątpienia mogą pozwolić sobie na posiadanie najnowszych smartfonów, używają modeli telefonów sprzed wielu lat, które rzeczywiście mają tylko funkcję dzwonienia i pisania esemesów. Niektórzy bowiem, po latach zachłyśnięcia się najnowszą technologią, doszli do wniosku, że ciągłe bycie osiągalnym nie jest w dobrym tonie; sprawia, że jesteśmy prowadzani na czyjejś smyczy. I są już tacy, którzy buntują się przeciwko temu, wracają do starych dobrych Nokii, które nie sygnalizują dźwiękiem, kiedy tylko ktoś wyśle do nas mejl czy opublikuje coś na portalu społecznościowym. Przez lata obrastaliśmy w coraz nowsze modele, a liczba posiadanych urządzeń świadczyła o statusie, aż…

Wykopaliśmy pod sobą dołek.
Tak. I wielu z nas w nim leży. Powiem dosadnie – właściwie wszyscy mamy problem, bo nawet jeśli nie jesteśmy uzależnieni, to jesteśmy zależni od tego małego urządzenia, w którym notujemy i przechowujemy całe swoje życie.

Jakiś czas temu stworzyłem określenie „oszust urlopowy”. To ktoś, kto tak naprawdę nie odpoczywa, a jedynie udaje, na czas wakacji po prostu zmienia adres biura. Wie pani, po czym się go rozpoznaje, jak się go diagnozuje? Otóż oszust urlopowy to człowiek, który zadaje w recepcji hotelowej w każdym zakątku świata najważniejsze dla niego pytanie. Brzmi ono: „Czy jest tu wi-fi?”. Nie mam pacjentów, którzy przychodzą i mówią: „Jestem nomofobem” (z ang. no mobile phone phobia, czyli fobia związana z brakiem dostępu do telefonu komórkowego – przyp. red.). Przychodzą raczej pacjenci z depresją, z nerwicą, a uzależnienie od smartfona wychodzi przy okazji… Ktoś ma stany lękowe, a kiedy zaczynamy drążyć, okazuje się, że jest wręcz przyspawany do tego niepozornego urządzenia. Są i tacy, którzy od progu gabinetu nerwowo szukają w ścianach kontaktu, bo muszą natychmiast podłączyć telefon do prądu.

A gdyby przyjrzeć się wspomnianemu przyspawaniu, to co właściwie leży u jego podstaw? Czy problemem jest to, że nie będziemy z czymś na bieżąco, że stracimy kontrolę?
U wielu osób chodzi o przymus ciągłego bycia „na łączach”, by karmić się różnego rodzaju newsami. To mogą być sport, pogoda, informacje o wypadkach, dosłownie wszystko. Jest cała masa ludzi uzależnionych od bodźców. Smartfon jest jedynie świetnym narzędziem do realizowania tego uzależnienia.

Gdyby przyjrzeć się głębiej, to może być nerwica lękowa. Czyli ktoś ma zaburzenia w postrzeganiu siebie, jest wciąż napięty, zdenerwowany. Szuka sposobu, by uciec od samego siebie, od spojrzenia na swoje deficyty. Jedni sięgają po alkohol, inni zanurzają się w otchłań hazardu, a jeszcze inni non stop szukają w smartfonie newsów, czyli bodźców, którymi będą mogli się – mówiąc obrazowo – naćpać.

A mówią, że czytają, śledzą, bo: „człowiek o szerokich horyzontach musi wiedzieć, co dzieje się wokół niego”.
To jest kompletna bzdura! Każdy narkoman znajdzie tysiąc powodów, żeby się naćpać. I w tym przypadku jest tak samo, bo to spokojnie można określić „ćpaniem wiadomości”. Choćby pandemia stała się dziś dla takich osób doskonałym alibi: „sytuacja jest bardzo poważna, muszę wiedzieć, na czym stoję”. Do czego potrzebne są nam te wszystkie dane: liczba zachorowań, zgonów, każdego dnia, z każdego kraju? Nie jest to nam potrzebne do niczego.

Kiedy proponuję pacjentom, by wykorzystali weekend z partnerem czy partnerką na detoks i odłączyli się na 48 godzin od sieci i od smartfona, to wie pani, co mi opowiadają potem? To nadaje się na książkę. Przeżywają męczarnie, dostają wręcz fizjologicznych objawów odstawieniowych, nie są w stanie przez te kilkadziesiąt godzin normalnie funkcjonować. A przecież urlop polegający na tym, że sprawdzam mejle, nie jest urlopem! Umawiam się z nimi, że jeżeli już naprawdę muszą zajrzeć do sieci podczas tego urlopu, mogą zrobić to przez 15 minut co drugi dzień. To są często szefowie w dużych firmach, prezesi, którzy uważają siebie za niezastąpionych, szczycą się tym, że podwładni wciąż ich potrzebują – a przecież jest dokładnie odwrotnie. Szef, którego pracownicy nie są w stanie obyć się bez niego przez kilka dni, jest bardzo kiepskim szefem.

Czyli gdy ktoś przekonuje, że musi być stale online, oszukuje samego siebie...
Tak, bo nikt nie musi być non stop na łączach, a ten, co musi, po prostu musi się naćpać. I tyle. Musi się naćpać, żeby się zagłuszyć, żeby uciec od bólu egzystencjalnego, który jest… normą. Francuski filozof Jean-Paul Sartre mówił o bólu egzystencji jako o czymś naturalnym, stałym. To nie jest choroba, tylko my żyjemy w czasach, które nazwałbym „przeciwbólowymi”. Ludzie nie umieją odczuwać bólu, każdy dyskomfort odbieramy jako torturę.

I na wszystko chcemy mieć tabletkę.
Współczesny człowiek jest nauczony bezbolesności egzystencji. I używa do tego narkotyków, alkoholu czy smartfona – to są te „tabletki”.

Od czego zacząć wychodzenie z nałogu?
Popuścić smycz, na której chodzimy 24 godziny na dobę. Zacznijmy od drobiazgów.

Dziś prawie nikt z nas nie nosi przy sobie gotówki. Płacimy smartfonem. Choć sam nim płacę, zawsze mam przy sobie banknoty po to, by nie być niewolnikiem aparatu, by nie drżeć, że nie będę mógł zapłacić za taksówkę, jeśli urządzenie się rozładuje.

Często słyszę od moich pacjentów: „Nie, ja nie mam żadnego problemu ze smartfonem”, a nie mają nawet pojęcia, w jaki sposób wyłącza się ich telefon! Naprawdę, to się często zdarza. To jedno z moich pytań sprawdzających. Więc cenna wskazówka: zapytajmy siebie, czy wiemy, jak wyłącza się nasz smartfon.

Kolejna rada – do sypialni nie wnosimy żadnych urządzeń elektronicznych. Sypialnia służy – jak mawia mój przyjaciel doktor Michał Skalski – do spania i kochania. I nic poza tym! Nie wyjmujemy telefonu na randce, na przyjęciu, nie pytamy gospodyni, po której stronie talerza trzymamy smartfon. To już dotyka wręcz kultury osobistej.

I najważniejsze – jeżeli smartfon wydaje jakiś dźwięk, pozwólmy sobie na komfort nieporzucania tego, co akurat robimy. Bo im większe poczucie własnej wartości mamy, tym mniej reagujemy na każde gwizdnięcie.

Robert Rutkowski, psychoterapeuta, pedagog, trener umiejętności psychologicznych. Prowadzi w Warszawie prywatny Gabinet Psychoterapii i Rozwoju Osobistego.

Szybki test uzależnienia od smartfona

  • Czy spędzasz ze smartfonem więcej czasu, niż ci się wydawało?
  • Łapiesz się na tym, że nieświadomie, ale regularnie spoglądasz na jego ekran?
  • Tracisz poczucie czasu, kiedy go używasz?
  • Zauważasz, że więcej czasu poświęcasz na esemesowanie czy pisanie mejli niż na rozmowę twarzą w twarz?
  • Czy ilość czasu, którą spędzasz na używaniu smartfona, rośnie?
  • Chciałbyś korzystać z niego nieco mniej?
  • Śpisz z włączonym smartfonem pod poduszką lub obok łóżka?
  • Wyświetlasz i odpowiadasz na esemesy i mejle o każdej porze dnia i nocy – nawet jeżeli oznacza to przerwanie tego, co robisz?
  • Piszesz esemesy, mejle albo surfujesz w Internecie podczas prowadzenia samochodu lub wykonywania czynności, które wymagają twojej uwagi?
  • Masz wrażenie, że korzystanie ze smartfona zmniejsza twoją produktywność?
  • Z niechęcią myślisz o rozstaniu się z nim nawet na krótki czas?
  • Czujesz niepokój albo dyskomfort, kiedy przypadkiem zostawisz go w samochodzie lub w domu, nie masz zasięgu lub urządzenie się zepsuje?
  • Czy podczas posiłku twój smartfon zawsze leży na stole obok talerza?
  • Czy kiedy dzwoni, emituje sygnał wiadomości lub wibruje, czujesz intensywną potrzebę sprawdzenia wiadomości, mejla, aktualizacji?
  • Łapiesz się na bezmyślnym sprawdzaniu smartfona wiele razy w ciągu dnia, nawet jeśli wiesz, że nie ma tam nic nowego ani ważnego do zobaczenia?

Odpowiedzi twierdzące 1 do 2: „normalne” użytkowanie smartfona; 3 do 4: użytkowanie skłaniające się ku problematycznemu; 5 i więcej: prawdopodobnie problematyczne użytkowanie smartfona; 8 i więcej: zalecane zwrócenie się o profesjonalną pomoc w związku z uzależnieniem behawioralnym.

Więcej w książce: „Jak rozpoznać i pokonać uzależnienie od smartfona” Hildy Burke, do kupienia na zwierciadlo.pl/sklep.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze